Medicalpress
Zapraszamy do obejrzenia webinaru dla lekarzy pt. „Wytyczne z XIX światowego kongresu menopauzy do rutynowej praktyki klinicznej” z udziałem wybitnych ekspertów.

Program webinaru Wytyczne z XIX Światowego Kongresu Menopauzy do rutynowej praktyki klinicznej”

Prelegenci:

Dr n.med. Małgorzata Bińkowska
Ginekolog, endokrynolog, zastępca Kierownika I Kliniki Ginekologii i Położnictwa CMKP oraz ordynator Oddziału Patologii Ciąży w Szpitalu im. Orłowskiego w Warszawie. Członkini Polskiego Towarzystwa Endokrynologicznego, Polskiego Towarzystwa Menopauzy i Andropauzy (wiceprezeska), Endocrine Society oraz International Menopause Society.
 
Prof. dr hab. N. med. i n. o zdr. Adam Wichniak
Psychiatra, kierownik III Kliniki Psychiatrycznej oraz Ośrodka Medycyny Snu Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.
 
Lek. Małgorzata Meluch
Onkolog kliniczny, Klinika Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej, Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie.
 
Dr n. med. Ewa Wojciechowska
Kardiolog, Klinika Kardiologii, Państwowy Instytut Medyczny Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w Warszawie, ESC HFA Young Ambassador 2025–2026.
 
Dr n. med. Maria Rell – Bakalarska
Reumatolog, Dyrektor Naukowy Interdyscyplinarnej Akademii Medycyny Praktycznej.
W nowym badaniu opinii, przygotowanym na zlecenie Gedeon Richter Polska, jedna na cztery kobiety w wieku 18-29 lat przyznała, że zauważa u siebie lub ma zdiagnozowane cechy związane z neuroatypowością, które mogą negatywnie rzutować na regularność wizyt ginekologicznych. Aby skuteczniej wspierać młode osoby w systematycznej pielęgnacji zdrowia, potrzeba zmian w systemie edukacji specjalistów, empatycznej postawy personelu poradni ginekologicznych i zmian w organizacji wizyt – mówią wnioski z raportu i konferencji prasowej inaugurującej kampanię świadomościową „W kobiecym Interesie”.
„Aż cztery na dziesięć kobiet ze zdiagnozowanymi lub obserwowanymi u siebie cechami neuroatypowymi odkłada lub opóźnia wizyty u ginekologa”.
 
Młoda Polka u ginekologa
7 października 2025 roku w Warszawie, w ramach konferencji prasowej otwierającej siódmą edycję kampanii „W kobiecym Interesie”, organizowanej przez Gedeon Richter Polska, odbył się panel dyskusyjny poświęcony potrzebom najmłodszych pacjentek gabinetów ginekologicznych. Podczas spotkania zaprezentowano wyniki nowego raportu pt. „W kobiecym interesie. Bez wyjątku”[1], opracowanego na podstawie badania ankietowego przeprowadzonego na grupie kobiet w wieku 18-29 lat. W nawiązaniu do wniosków przedstawiono rekomendacje dla specjalistów sprawujących opiekę nad pacjentkami, w tym osobami z cechami neuroatypowymi.

Neuroróżnorodność, czyli co?
W badaniu wzięto pod uwagę neuroatypowość rozumianą jako: rożnego rodzaju nadwrażliwość, na przykład na dźwięki, zapachy, dotyk, kolory, mutyzm wybiórczy. Jedna na cztery badane kobiety przyznała, że zauważa u siebie lub ma zdiagnozowane cechy związane z neuroróżnorodnością takie jak ADHD i inne w ramach spektrum autyzmu. Respondentki najczęściej wskazywały na nadwrażliwość na dźwięki i zapachy oraz ADHD.

Wachlarz kobiecych potrzeb
W raporcie badacze zwrócili uwagę, że podczas wizyty u ginekologa kobietom towarzyszy wachlarz emocji związanych z przebiegiem badania i kontaktem z lekarzem, w tym stres i skrępowanie. Stwierdzono, że w kontakcie z ginekologiem najważniejsze dla młodych kobiet jest poczucie komfortu fizycznego i psychicznego, empatyczne, niewartościujące podejście lekarza oraz jasne, rzetelne informacje o zdrowiu. Czy te potrzeby są zaspakajane? Nie w pełnym zakresie, jest nad czym pracować – przyznały uczestniczki panelu.

Niezdrowe strategie obronne
Zdefiniowane w badaniu główne źródła dyskomfortu podczas wizyty u ginekologa to przede wszystkim sam fakt dotyku przez lekarza oraz jego niedelikatność/ brak wyczucia a także brak prywatności i niekomfortowa pozycja podczas badania. Na wymienione czynniki częściej wskazywały osoby z cechami neuroatypowymi. Jak podkreślono w dyskusji, problem jest poważny, ponieważ aż cztery na dziesięć kobiet ze zdiagnozowanymi lub obserwowanymi u siebie cechami neuroatypowymi odkłada lub opóźnia wizyty u ginekologa.

Potrzeba empatii i zmian
Recepta? Zmiany w podejściu do edukacji specjalistów, nauka i doskonalenie kompetencji miękkich oraz zmiany w organizacji wizyt – wskazały uczestniczki panelu: dr Agnieszka Nalewczyńska, ginekolożka, specjalistka zdrowia kobiet, Magdalena Chorzewska, psycholożka i terapeutka oraz dr Zofia Małkowicz, socjolożka i badaczka społeczna.

Ginekolożka: potrzebna partnerska komunikacja
– Jako ginekolożka muszę przyznać: w zakresie poprawy komfortu naszych pacjentek w ramach opieki ginekologicznej mamy poważną lekcję do odrobienia. Na obronę nas, specjalistów, muszę jednak dodać, że w toku edukacji nikt nie uczy lekarzy empatii ani delikatności w rozmowie z pacjentami. Nie szkoli się nas z kompetencji miękkich, a to poważny błąd. Do legendy przechodzą stwierdzenia padające w niektórych gabinetach, takie jak „niech się rozbierze” albo „taka już twoja uroda”. Takie słowa powinny wejść w kanon stwierdzeń zakazanych! Widzimy, jak zaufanie, dobra i życzliwa komunikacja są ważne dla naszych pacjentek. Postulowałabym uzupełnienie programu edukacji specjalistów o wspomniane aspekty. Jednocześnie gorąco apeluję: jako lekarze we własnym zakresie próbujmy być bardziej uważni na naszych pacjentów, słuchajmy ich i traktujmy tak, jak chcielibyśmy by potraktowano nas albo naszych najbliższych. To tak dużo i tak mało jednocześnie – zwracała uwagę dr Agnieszka Nalewczyńska.

Psycholożka: klucz to empatia i rzetelna informacja
– Empatia to podstawa – zgodziła się psycholog Magdalena Chorzewska i dodała:  –Ideałem byłoby, gdyby pacjentki mogły w większym stopniu liczyć na wsparcie personelu recepcyjnego w przychodniach ginekologicznych. Wiele niepotrzebnych napięć można by uniknąć, gdyby już na etapie umawiania wizyty ktoś uprzedził pacjentkę, że czas trwania i umówienia wizyty jest orientacyjny. Wtedy ewentualne opóźnienia nie byłby zaskoczeniem. Może personel mógłby proponować pacjentkom piłeczki antystresowe lub inne materiały, które pomogłyby złagodzić napięcie i stres?

Socjolożka: potrzebne przystępne źródła wiedzy i walka z mitami
Dr Zofia Małkowicz stwierdziła, że świetnie byłoby dostawać „instrukcję przygotowania się do wizyty ginekologicznej” i móc wiedzieć, gdzie sięgnąć po sprawdzone informacje. – W dobie szerzących się teorii spiskowych i dezinformacji szczególnie ważna jest rzetelna wiedza oraz obalanie szkodliwych a popularnych mitów. W omawianym badaniu kobiety wskazały, że najważniejszym źródłem wiedzy o zdrowiu intymnym jest dla nich ginekolog. Wspaniale, gdyby lekarz mógł polecić pacjentce dodatkowe źródła informacji, rekomendowane treści. Inny aspekt: trudne informacje przekazywane przez lekarza podczas wizyty łatwo zapomnieć. Świetnie, gdyby lekarz zechciał zapisać na kartce to, co najważniejsze, a to, co niejasne – być może wyjaśnić raz jeszcze, narysować?

Kto pyta, nie błądzi
Specjalistki zwróciły uwagę, jak ważne jest, by pacjentka nie bała się zadawać lekarzowi pytań.
– Nie ma głupich pytań ani głupich oczekiwań. Nie jesteśmy od tego, żeby oceniać naszych pacjentów, ale by pomóc im zgodnie z wiedzą medyczną – i zgodnie z ich oczekiwaniami. Przykładowo, jeśli pacjentka pyta mnie o tak zwane naturalne metody antykoncepcji, moją rolą jest wyjaśnić jej wszystkie aspekty i ryzyko związane z każdą z metod, ale przede wszystkim pomóc pacjentce dobrać formę opieki ginekologicznej zgodnie z jej oczekiwaniem (a nie swoimi poglądami) – zaznaczyła dr Agnieszka Nalewczyńska.

Gabinet dobrze zorganizowany
Panelistki zgodziły się, że ważne są zmiany w organizacji opieki i funkcjonowania gabinetu ginekologicznego. Za kluczowe uznano zapewnienie pacjentkom komfortowych warunków do przebrania się i przygotowania do badania oraz zapewnienie, by nikt postronny nie mógł wejść do gabinetu podczas wykonywania badania. Zauważono, że młode kobiety doceniają drobne udogodnienia, takie jak zapewnienie w gabinecie różnych środków higienicznych czy ogrzanie żelu do USG przed wykonaniem badania. Zaznaczono, że nawet najdrobniejsza zmiana ma duże znaczenie dla poprawy komfortu pacjentek, zwłaszcza szczególnie wrażliwych, z cechami neuroatypowości. W przypadku tej grupy kobiet pozorne drobiazgi mogą przesądzić o systematyczności wizyt ginekologicznych.

Kampania świadomościowa „W kobiecym interesie” została zainicjowana i jest realizowana przez Gedeon Richter.

– Od lat Gedeon Richter troszczy się o zdrowie kobiet. Nasza kampania „W kobiecym interesie” ma na celu zachęcanie wszystkich Polek do regularnych wizyt u ginekologa i szerzenie wiedzy na temat korzystania z prawa do równego dostępu do podstawowych świadczeń zdrowotnych, w tym ginekologiczno-położniczych – bez względu na wiek, status majątkowy czy miejsce zamieszkania. Jako firma wspierająca kobiety i ich zdrowie czujemy potrzebę realnego zaangażowania się w pokonywanie barier, które stoją na drodze kobiet do  gabinetu ginekologicznego – mówi Aneta Grzegorzewska, dyrektor ds. Korporacyjnych i Relacji Zewnętrznych w Gedeon Richter Polska.

Link do raportu z badania: https://zdrowa-ona.pl/w-kobiecym-interesie/
 
 
 
[1] Raport „W kobiecym interesie. Bez wyjątku”, https://zdrowa-ona.pl/w-kobiecym-interesie/
źródło: GedeonRichter
Czasem jedno słowo wystarczy, by opisać sens wielu lat starań, trudnych decyzji i emocjonalnych wzlotów i upadków. Dla Patrycji tym słowem było „mama”. Jej historia to nie tylko opowieść o determinacji i sile, ale także dowód na to, jak ogromną rolę w leczeniu niepłodności odgrywa dziś nowoczesna medycyna. W Światowy Dzień In Vitro przypominamy, że dla setek tysięcy par w Polsce to właśnie ta metoda jest jedyną szansą na upragnione rodzicielstwo.
Patrycja zawsze marzyła o tym, by usłyszeć to jedno, najważniejsze słowo: „mama”. Choć lata starań nie przyniosły cudu – nie poddawała się. Jej historia to przejmująca opowieść o determinacji – i o tym, jak dzięki osiągnięciom medycyny można spełniać marzenia. Mała Wandzia, podobnie jak dziesiątki tysięcy dzieci w Polsce, przyszła na świat dzięki leczeniu metodą in vitro. Światowy Dzień In Vitro, obchodzony 2 czerwca, to moment, by głośno mówić o szansie, którą ta metoda daje osobom zmagającym się z niepłodnością. W Polsce to nawet 1,5 miliona par. Dla wielu z nich in vitro to jedyna droga do rodzicielstwa.

Pragnienie bycia mamą, tak naturalne i bliskie wielu kobietom, towarzyszyło Patrycji od zawsze. Przez ponad dekadę dążyła do tego, aby stało się rzeczywistością.

Rodzicielstwo to największe marzenie tysięcy par. Coraz częściej na ich drodze pojawiają się przeszkody zdrowotne. Na szczęście współczesna medycyna pozwala je skutecznie diagnozować i leczyć. Historia pani Patrycji i jej rodziny pokazuje, że nawet po wielu latach, mimo ogromnego obciążenia emocjonalnego związanego z tak długim okresem starań, marzenie o dziecku może się spełnić – mówi lek. Piotr Lachowski, ginekolog-położnik z kliniki leczenia niepłodności Invimed we Wrocławiu, lekarz prowadzący pacjentki.

To historia pełna nadziei, łez, niepewności i determinacji. Patrycja i jej mąż marzyli, by ich rodzina powiększyła się – lecz, pomimo starań, kolejne lata mijały bez upragnionego dziecka. Gdy naturalne metody zawiodły, rozpoczęli specjalistyczne leczenie. Przechodzili pogłębioną diagnostykę, kolejne procedury medyczne. Mimo wielu prób upragniona ciąża nie nadchodziła. Okazało się, że Patrycja mierzy się z endometriozą i insulinoopornością, a dodatkowo w wyniku powikłań po jednym z badań straciła zdrowy jajnik.

Nasze starania o dziecko trwały 11 lat. W czterech klinikach leczenia niepłodności odbyliśmy 6 procedur in vitro i 11 transferów zarodków – mówi Patrycja – Za tymi liczbami kryją się ogromne emocje: kolejne tygodnie i miesiące przynosiły nowe nadzieje, ale i chwile zwątpienia. Każda nieudana próba była ciosem, za którym szły trudne przeżycia, a pytania pozostawały bez odpowiedzi.

Czy ze mną coś nie tak?”, „Czy kiedyś się uda?”, „Czy zostaniemy rodzicami?” – te wątpliwości towarzyszyły im na co dzień, a miesiące zmieniały się w lata. Patrycja i jej mąż żyli w cyklach nadziei i rozczarowań. Przeżywali trudne momenty – łzy, bezradność, zmęczenie. Ale nigdy się nie poddali.

Wiele razy słyszałam, że „wystarczy odpuścić, a ciąża sama się pojawi”. Dla wielu kobiet zmagających się z niepłodnością to zdanie brzmi jak policzek. Bo jak odpuścić, kiedy pragnienie macierzyństwa wypełnia każdą myśl? – mówi Patrycja.

Przełom wydarzył się w 2024 roku. Patrycja i jej mąż dojrzewali do decyzji o poddaniu się po raz kolejny zapłodnieniu in vitro, które dla wielu par jest jedyną szansą na rodzicielstwo. Znaleźli klinikę leczenia niepłodności Invimed i tam zostali objęci ogólnopolskim refundowanym programem wsparcia in vitro. Poznali lekarza, przy którym poczuli się spokojnie i bezpiecznie.

Doktor wyczerpująco odpowiedział na wszystkie nasze pytania. Był konkretny i rzeczowy, uważnie nas słuchał. Od początku czuliśmy się zaopiekowani. Jasno przedstawił nam plan leczenia, szczegółowo omówił z nami każdy krok dbając o to, abyśmy wszystko dobrze zrozumieli – opowiada Patrycja.

I wtedy stało się coś, na co czekali od lat.

Po 11 latach starań usłyszałam upragnione słowa: jest Pani w ciąży – opowiada Patrycja – Szok, niedowierzanie, łzy – nie tylko radości, ale też strachu, by to marzenie nie zniknęło.

Moment potwierdzenia ciąży to najpiękniejsza chwila w naszej pracy. Bywa tak wzruszający, że emocje dosłownie ściskają gardło – mówi lek. Piotr Lachowski.

Dla Patrycji ciąża była spełnieniem marzeń, ale też ogromnym wyzwaniem – szczególnie po długim czasie starań, oczekiwań i niepewności. Przyznaje, że radość mieszała się z lękiem. Każdy, nawet najdrobniejszy objaw, odczytywała jako potencjalne zagrożenie, co prowadziło do wyczerpującego emocjonalnie sprawdzania informacji w internecie. W końcu postawiła sobie jasną granicę – i zdecydowała się jej trzymać.

Ciąża po in vitro różni się od tej poczętej spontanicznie przede wszystkim tym, że pacjentki mają za sobą często długą i trudną drogę. Ich wcześniejsze doświadczenia, związane z problemami z zajściem w ciążę, bywają źródłem traum. Ten bagaż emocjonalny potrafi obciążyć ciążę od samego początku. Z fizjologicznego punktu widzenia taka ciąża przebiega podobnie jak spontaniczna, choć zazwyczaj wymaga dodatkowego wsparcia hormonalnego – dodaje lekarz.

11 kwietnia 2025 roku to był piątek. Niebo nad Dolnym Śląskiem, gdzie mieszka rodzina, było lekko zachmurzone, a temperatura niezbyt wysoka. Ale dla tych dwojga ludzi to był najcieplejszy i najbardziej słoneczny dzień w ich życiu. Wówczas na świecie pojawiła się ich wyczekiwana córeczka. Dziś Patrycja z dumą mówi: – Zostałam mamą dzięki in vitro. Jestem wdzięczna medycynie, lekarzom, wsparciu najbliższych i swojej własnej sile, że wytrwałam.

– Dzięki postępom współczesnej medycyny, metoda in vitro daje milionom ludzi na całym świecie realną szansę na rodzicielstwo – nawet po wielu latach bezskutecznych starań – podkreśla lek. Piotr Lachowski. – Dla wielu par to często jedyna nadzieja, dlatego dostęp do nowoczesnych metod leczenia niepłodności jest kluczowy.

– Dziś patrzę na Nią. Oddycham z ulgą. I płaczę – z wdzięczności. Bo wiem, że ta droga – choć brutalnie trudna – nie była bez sensu. Wiem, że każda łza, każda walka, każdy transfer i każdy moment zwątpienia zaprowadziły mnie właśnie tutaj. Do Niej. Z całego serca dziękuję doktorowi Piotrowi Lachowskiemu i zespołowi kliniki za ogromne serce, za mądrość i wiedzę – napisała Patrycja po urodzeniu Wandzi.

Dziś Patrycja apeluje: każda kobieta powinna mieć prawo i szansę aby zostać mamą. Ona sama chce pomagać innym i tworzyć społeczność wsparcia dla kobiet przechodzących przez podobne doświadczenia. O swojej drodze do macierzyństwa, w tym o radzeniu sobie z trudnymi emocjami, mówi w wideo https://www.youtube.com/watch?v=5GK5UIbisw4 oraz na swoim profilu IQ Płodności na Instagramie. A jej obserwatorki komentują: „Dziękuję, że mówisz to głośno”, „Nie czuję się już sama”, „Twoja historia daje mi siłę”.

A wdrożony 1 czerwca 2024 Rządowy program leczenia niepłodności metodą in vitro na lata 2024–2028 to kompleksowe wsparcie dla par pragnących zostać rodzicami.

 
O ekspercie:
Lek. Piotr Lachowski specjalista ginekolog-położnik, lekarz z 20.-letnim doświadczeniem. Absolwent Akademii Medycznej we Wrocławiu, Wydziału Lekarskiego, posiada I i II stopień specjalizacji z położnictwa i ginekologii. Związany z kliniką leczenia niepłodności Invimed od 12 lat.
 
O klinikach leczenia niepłodności Invimed
Invimed to sieć klinik leczenia niepłodności, obecna na rynku od 24 lat. Dziś Invimed to 6 specjalistycznych placówek w: Warszawie (2 kliniki), Wrocławiu, Poznaniu, Gdyni i Katowicach. Wszystkie kliniki Invimed realizują rządowy program refundacji in vitro. 
 
Według raportu „Rozmowy Polek i Polaków o zdrowiu intymnym” przygotowanego na zlecenie Gedeon Richter Polska nawet 30 proc. [1] mężczyzn ma duże trudności w prowadzeniu rozmów na tematy związane ze zdrowiem intymnym. Dlatego tegoroczna akcja „W kobiecym interesie” została zorganizowana pod hasłem „Powiedz jej o tym” i jest kierowana także do panów. Kampania nie tylko przypomina o regularnych badaniach profilaktycznych, ale także zachęca mężczyzn do zaangażowania i wspierania kobiet.
Gdy ktoś otacza nas opieką, nie ucieka od rozmów, po prostu jest – czujemy się bezpieczniej, podchodzimy do wszystkiego bardziej optymistycznie. Ten stan jest szczególnie ważny, gdy czegoś się obawiamy, zwłaszcza jeśli w grę wchodzi zdrowie. Według raportu „Rozmowy Polek i Polaków o zdrowiu intymnym” na zlecenie Gedeon Richter Polska aż 70 proc. z nas uważa, że rozmowa z bliską osobą pomogłaby przezwyciężyć barierę przed badaniami profilaktycznymi. Tymczasem wykonujemy je zdecydowanie za rzadko, co pokazują alarmujące statystyki. Z wymienionego raportu wynika, że ponad połowa kobiet nie wykonała w ciągu ostatniego roku USG ginekologicznego ani cytologii, zaś 12 proc. mieszkanek wsi zadeklarowało, że nie wykonuje żadnych badań. Stąd wyjątkowa 6. odsłona akcji „W kobiecym interesie” pod hasłem „Powiedz jej o tym”, która ma zachęcić do zaangażowania w nasze zdrowie także naszych partnerów. 

Czas przełamać tabu

Od ponad 120 lat Gedeon Richter troszczy się o zdrowie kobiet. Oprócz samego dostarczania innowacyjnych terapii istotne dla marki jest nagłaśnianie znaczenia profilaktyki zdrowia, stąd kolejna edycja kampanii „W Kobiecym Interesie”. Tegoroczna akcja ma na celu nie tylko zachęcić Polki do badań ginekologicznych, ale także jest skierowana do mężczyzn. Według raportu „Rozmowy Polek i Polaków o zdrowiu intymnym” nawet 30 proc. z nich ma duże trudności w kwestii rozmów na temat zdrowia intymnego. Czują się niepewnie, niektórzy mają obawy dotyczące przekraczania granic kobiet (28 proc.), lub sądzą, że brakuje im doświadczenia (27 proc.). Co więcej, aż 52 proc. mężczyzn przyznaje, że nie przypomina bliskim kobietom o regularnych badaniach profilaktycznych, a 40 proc. uważa, że każdy jest odpowiedzialny za swoje własne zdrowie. Aby to zmienić hasłem tegorocznej kampanii „W Kobiecym Interesie” jest „Powiedz jej o tym”. Akcja ma zachęcić mężczyzn do większego zaangażowania i chęci edukacji. Według 83 proc. ankietowanych Polek, mężczyźni powinni zwiększyć swoją wiedzę na temat zdrowia intymnego kobiet. 

„Kampania >>W Kobiecym Interesie<< skupia się na uświadamianiu Polek, jak istotne są badania profilaktyczne dla nich samych i ich bliskich. W tym roku podejmujemy problem rozmów o zdrowiu intymnym, które nadal pozostają w sferze tabu. Chcemy zapewnić bezpłatny dostęp do gabinetów ginekologicznych oraz zachęcać do otwartej rozmowy na ten temat bez skrępowania” – mówi Aneta Grzegorzewska, dyrektor ds. korporacyjnych i relacji zewnętrznych w Gedeon Richter Polska. 


Akcja inna niż wszystkie

Kampania „W Kobiecym Interesie” ma nie tylko wydźwięk edukacyjny, nakierowany także na mężczyzn. To także niezwykła szansa dla Polek, by lepiej zadbać o swoje zdrowie. 8 maja obchodzony był Światowy Dzień Świadomości Raka Jajnika i dokładnie tego dnia w ramach kampanii w trasę po Polsce ruszył wyjątkowy mobilny gabinet ginekologiczny. To miejsce, w którym można bezpłatnie wykonać niezbędne badania profilaktyczne, w tym badania piersi, USG ginekologiczne, cytologię płynną oraz test na obecność wirusa HPV. To dzięki nim udaje się wcześnie wykryć nowotwory, dzięki czemu rozpoczynamy leczenie we wczesnym stadium choroby. Niejednokrotnie mogą więc ratować życie, a o ich konieczności przypominają eksperci. „Brak regularnych kontroli ginekologicznych to niepokojące zjawisko, które obserwujemy od lat. Profilaktyka zdrowia intymnego jest kluczowa z punktu widzenia wczesnego wykrywania problemów zdrowotnych i skutecznego leczenia. Interwencja na czas może zapobiec rozwojowi poważnych zmian, włączając w to nowotwory, co może być decydujące dla życia pacjentek lub znacząco poprawić ich codzienne funkcjonowanie” – podkreśla lek. Joanna Bonarek-Sztaba, ginekolożka-położniczka.


Bezpłatne badania i konsultacje ginekologiczne

W ramach dotychczasowych edycji „W Kobiecym Interesie” już 1500 kobiet skorzystało z kompleksowych bezpłatnych badań i konsultacji, a ponad 200 otrzymało skierowania do szpitala. Warto dodać, że mobilny gabinet ginekologiczny jest przystosowany także do potrzeb kobiet z niepełnosprawnościami. To ważne, bo w Polsce jest ich ponad 1,5 mln i zaledwie ok. 150 miejsc przystosowanych do ich potrzeb. Jak wspomina Aneta Grzegorzewska, dyrektor ds. korporacyjnych i relacji zewnętrznych w Gedeon Richter Polska, w zeszłym roku akcja zakończyła się ogromnym sukcesem. „Udostępniliśmy odpowiednio wyposażony gabinet do badań oraz przeprowadziliśmy szeroką kampanię informacyjną na ten temat. Zaskakujące było to, że na badania przyszły m.in. kobiety, które nie odwiedzały ginekologa 20, a nawet 30 lat. W tej grupie były też kobiety, które przyszły do gabinetu ginekologicznego pierwszy raz w życiu!” – opowiada. Dlatego nagłaśnianie tego typu akcji jest niezwykle ważne i nierzadko potrafi dać drugie życie. 


Partnerzy kampanii

Patronami tegorocznej edycji kampanii są: Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników, Fundacja Avalon, Stowarzyszenie Kobiet z Problemami Onkologiczno-Ginekologicznymi „Magnolia”, Fundacja Pokonać Endometriozę, Fundacja Kulawa Warszawa, Polski Związek Niewidomych oraz Fundacja Rozwoju Psychospołecznego SELF (Chełm). Patronem wspierającym kampanii jest portal „Zdrowa Ona”.

Szczegółowe informacje o kampanii dostępne są na stronie: www.wkobiecyminteresie.pl 


[1] Metoda badawcza: Badanie internetowe CAWI z wykorzystaniem panelu SWpanel.pl. Próba badawcza: Kobiety (70%) i mężczyźni (30%) powyżej 18 roku życia. W ramach badania przeprowadzono 1005 ankiet z respondentami z panelu SW Research. Termin realizacji badania: 08/03 – 18/03.2024

Źródło: Gedeon Richter Polska

Raport „Seksualna Mapa Polki” przynosi niepokojące wyniki dotyczące wiedzy Polek na tematy zdrowia intymnego i ich doświadczeń w gabinetach ginekologicznych. Co prawda aż 61% respondentek deklaruje wysoką świadomość na temat zagadnień związanych ze zdrowiem intymnym, ale jedynie niewielki procent wskazuje, że wiedzę tę zdobywa podczas konsultacji z lekarzem (7%) czy seksuologiem (3%). Większość (39% respondentek) czerpie informacje z Internetu, który – jak doskonale wiemy w XXI wieku – nie zawsze jest wiarygodnym źródłem.
Już po raz drugi firma Gedeon Richter Polska postanowiła spytać kobiety o ich życie erotyczne i stosunek do swego ciała oraz spraw seksu. „Seksualna Mapa Polki” rzuca nowe światło na to, jak się kochamy i jak same siebie widzimy w 2023 roku. Jaki obraz Polek wyłania się z raportu?

Kochamy się kochać

Dobrą wiadomością jest to, że Polki bardzo otwarcie przyznają, iż są aktywne seksualnie (aż 95% respondentek) i traktują współżycie jako element budowania relacji z partnerem, przyjemność, sposób na poprawę nastroju czy rozładowanie stresu. Znacznie rzadsze (szczególnie wśród młodych kobiet) były odpowiedzi, że powodem pójścia do łóżka jest prokreacja czy tzw. obowiązek małżeński. Pokazuje to istotną zmianę – w przeważającej większości przypadków kochamy się dlatego, że same tego chcemy, a nie z powodu źle pojętej „konieczności”. A co więcej – bez pruderii o tym mówimy.

– Pracuję w obszarze ludzkiej seksualności 19 lat i widzę pozytywną zmianę w podejściu Polek do seksu i rozmów o nim – komentuje Kamila Raczyńska, edukatorka seksualna i menstruacyjna, trenerka kompetencji miękkich, prowadząca na Instagramie profil „Dobre ciało”. – Z mojego doświadczenia wynika, że coraz więcej kobiet umie już mówić bez wstydu o swoim ciele, zdrowiu, również reprodukcyjnym (już nie używają takich określeń jak „tam na dole” czy „te dni”). Coraz odważniej mówią też o swoich fantazjach erotycznych i doświadczeniach. Czasem na tyle odważnie, że zdarza się, że to ich partnerzy – mężczyźni – czują się zakłopotani, a nawet przestraszeni.
 
Kiedy jest nasz pierwszy raz i jak często uprawiamy seks?
 
Z badania wynika, że obecnie Polki zaczynają współżycie statystycznie wcześniej niż choćby ich matki. Wiek inicjacji seksualnej obniżył się z mniej więcej 20 lat do 17. Może to być powiązane z szybszym dojrzewaniem seksualnym, ale też z omawianą już większą otwartością na mówienie o współżyciu i udzielaniem szczerych odpowiedzi na ten temat – bez niepotrzebnego poczucia wstydu.

Odpowiedzi na temat częstotliwości seksu były dość zróżnicowane. Można jednak powiedzieć, że średnio Polki współżyją kilka razy w miesiącu. Zauważalna jest zależność, że częściej kochają się kobiety młodsze. Ochota na seks rośnie także u osób będących w dość świeżym związku. Aż 60% Polek, których staż relacji ma mniej niż rok, mówi o seksie kilka razy w tygodniu lub częściej.

Na amory najczęściej zbiera się nam w sobotnie wieczory – takiej odpowiedzi udzieliło 19% ankietowanych. Dodatkowo po 4% wskazało piątki i niedziele, co wyraźnie pokazuje, że weekendy sprzyjają relaksowi i oddawaniu się przyjemnościom. Wyniki badania rozsądzają też odwieczne pytanie: „wolisz rano czy wieczorem” – z przewagą na to drugie. Na wieczory wskazało 55% respondentek, podczas gdy 33% kobiet uważa, że pora dnia zupełnie nie ma znaczenia.

Co nas podnieca, a co studzi zapał…?

Nic w tym dziwnego, że kochamy się najczęściej pod koniec dnia – bo Polki deklarują, że do seksu najlepiej nastraja je miły, romantyczny wieczór z partnerem (56% respondentek). Ochotę na kochanie się mamy także wówczas, gdy czujemy pozytywne relacje w związku w danym momencie życiowym (52%). Pokazuje to wyraźnie, że deklaracja, iż uprawiamy seks, by umacniać więź panującą między parą, znajduje pokrycie w rzeczywistości. Jako kolejne motywatory do współżycia pojawiły się także zachęty partnera (48%), ale i dobre samopoczucie (46%) oraz poczucie własnej atrakcyjności (41%).

A co powoduje, że „przestaje nam się chcieć”…? Wśród barier, które zniechęcają do uprawiania seksu, króluje zmęczenie – i ta sytuacja utrzymuje się niestety od lat. Co ciekawe, ten problem wydaje się jednak powoli zmniejszać. Obecnie dokładnie połowa kobiet (50%) twierdzi, że nie chce współżyć właśnie z powodu zmęczenia, podczas gdy w badaniu z 2019 roku deklarowało tak aż 72% respondentek. Wśród kolejnych odpowiedzi dotyczących barier przed uprawianiem seksu znalazły się obecnie: złe samopoczucie (49%), problemy w związku (43%), a także miesiączka (42%) i problemy ze zdrowiem intymnym (35%).

– Bardzo mnie zatrzymały te odpowiedzi, bo pokazują coś, o czym my „w branży” wiemy doskonale, ale wiele osób (zwłaszcza mężczyzn) nie zdaje sobie sprawy, a mianowicie, że kobiece pożądanie jest reaktywne – mówi Kamila Raczyńska. – A to oznacza m.in., że dla nas tak zwana gra wstępna zaczyna się od tego, czy czujemy, że nasza nieodpłatna, często niewidzialna praca domowa jest szanowana i dzielona z partnerem. Zatem jest to istotna informacja dla mężów czy partnerów, mówiąca o tym, że ich partnerka nie będzie miała ochoty na seks, jeśli nie będzie się czuła „zaopiekowana” i bezpieczna.
 
W poszukiwaniu przyjemności
 
Bardzo ciekawe są wyniki badania dotyczące masturbacji kobiet. Samodzielnie sprawia sobie przyjemność większość badanych, bo aż 58%. Pokazuje to, że masturbacja nie stanowi już takiego tematu tabu jak we wcześniejszych pokoleniach i w tej kwestii wydajemy się coraz bardziej wyzwolone. Co więcej, otwarcie deklarujemy, że onanizujemy się właśnie po to, by odczuć przyjemność (57%) – co pokazuje wysoką świadomość swego ciała i jego potrzeb.

Co więcej, działanie „na własną rękę” okazuje się bardzo efektywne. Aż 1/3 Polek szczytuje zawsze podczas masturbacji, natomiast w czasie seksu z partnerem – tylko 17%. Za to aż 51% przyznaje, że zdarzyło im się udawać orgazm. Decydujemy się na to albo z powodów altruistycznych – żeby dać satysfakcję partnerowi (31%), albo wręcz przeciwnie – z pobudek własnych, aby zakończyć już stosunek (15%).

Nie jest to zjawisko, które powinno budzić zdziwienie. Jak wyjaśnia Kamila Raczyńska: – Wszystkie badania robione na całym świecie mówią o zjawisku zwanym „orgasm gap”, które polega na tym, że cis-hetero mężczyźni zgłaszają, że szczytują podczas seksu partnerskiego zawsze lub prawie zawsze, a kobiety – rzadko, prawie nigdy lub nigdy.

Czy Polki lubią gadżety erotyczne?

Z uwagi na te dane może nieco dziwić fakt, że kobiety w Polsce niechętnie sięgają po „pomoc” w masturbacji. Mimo że przeważająca część respondentek chętnie się onanizuje, to jednak gadżetów erotycznych używa niewiele z nich – aż 63% deklaruje, że nigdy z nich nie korzysta. Jako powody tego wskazują zwykle nieprzyjemne skojarzenia z takimi zabawkami, wstyd lub obrzydzenie.

Wśród kobiet, które decydują się na „zewnętrzne wspomaganie”, do najchętniej wybieranych należy wibrator (69%). Oglądanie filmów erotycznych i pornograficznych deklaruje 38% kobiet, a 27% sięga po masażery intymne. – Nie znam oczywiście motywów każdej z respondentek, ale z mojego doświadczenia wynika, że kobiety wstydzą się, a nawet czasem boją robić zakupy w sex-shopach, zwłaszcza tych stacjonarnych – tłumaczy Kamila Raczyńska. – Za to te internetowe sprawiają, że nie ma jak takiego gadżetu dotknąć, zważyć w dłoni czy sprawdzić jego głośności – a to też może być istotne dla kobiety.

„Bo fantazja, fantazja, bo fantazja jest od tego…”

Bardzo lubimy za to oddawać się fantazjom erotycznym – deklaruje to ponad połowa Polek (57%). Przyznajemy jednak często, że uznajemy to za kwestię wstydliwą i zachowujemy to dla siebie (54%). Jedynie 1/5 kobiet dzieli się opowieściami o tym, że swoim partnerem, uznając, że wpływa to pozytywnie na ich życie erotyczne. Zazwyczaj głównymi bohaterami tych fantazji są mężczyźni, których znamy, ale nie są naszymi partnerami (41%). Rzadziej w tej roli występują nieznajomi (28%) bądź wyobrażenia dotyczą seksu w trójkącie (20%).

Edukacja seksualna i dostęp do usług ginekologicznych – niepokojące dane
Należy podkreślić, że raport „Seksualna Mapa Polki” przynosi niepokojące wyniki dotyczące wiedzy Polek na tematy zdrowia intymnego i ich doświadczeń w gabinetach ginekologicznych. Co prawda aż 61% respondentek deklaruje wysoką świadomość na temat zagadnień związanych ze zdrowiem intymnym, ale jedynie niewielki procent wskazuje, że wiedzę tę zdobywa podczas konsultacji z lekarzem (7%) czy seksuologiem (3%). Większość (39% respondentek) czerpie informacje z Internetu, który – jak doskonale wiemy w XXI wieku – nie zawsze jest wiarygodnym źródłem.

Jeszcze bardziej alarmujące są dane, które mogą wskazywać na przyczyny tego stanu rzeczy. Aż co dziesiąta Polka nie odbywa regularnie wizyt u ginekologa. Dotyczy to szczególnie kobiet młodych, w wieku 18–25 lat – w tej grupie z usług tych specjalistów korzysta jedynie 28%. Natomiast ponad połowa Polek (52%)ówi o tym, że doświadczyły złego traktowania w gabinecie ginekologicznym. Zazwyczaj objawiało się to lekceważącymi komentarzami ze strony lekarza, w rodzaju: „Taka pani uroda” czy „Boli, bo musi boleć”. Pokazuje to nam, że w Polsce jest jeszcze wiele do zrobienia w kwestii dostępności i jakości usług związanych ze zdrowiem intymnym kobiet i ich świadomości na ten temat.

Po co powstała „Seksualna Mapa Polki”?

Raport „Seksualna Mapa Polki” został stworzony właśnie po to, by zidentyfikować kluczowe obszary, które wymagają poprawy w tym zakresie i nakreślić główne wyzwania z tym związane. Firma Gedeon Richter która od ponad 120 lat troszczy się o zdrowie kobiet, zrealizowała to badanie już po raz drugi. Pierwsza edycja miała miejsce w 2019 roku, po 4 latach zaś postanowiono przyjrzeć się tej kwestii raz jeszcze.

– Gedeon Richter wspiera kobiety w ich potrzebach, profilaktyce oraz pomaga w budowaniu świadomości dotyczącej zarówno zdrowia, jak i seksualności kobiet – mówi Aneta Grzegorzewska, Dyrektor ds. Korporacyjnych i Relacji Zewnętrznych Gedeon Richter. – Zdrowie intymne kobiety zaczyna się od gabinetu ginekologicznego, dlatego zdecydowaliśmy się na 2. edycję badań „Seksualna Mapa Polki”. Czujemy nieustanną potrzebę realnego angażowania się w tematy, które stoją na drodze kobiet do ich zdrowia. Raport „Seksualna Mapa Polki” zainicjowany został w celu upowszechnienia wiedzy na temat zmieniającego się ciała kobiety i zwiększenia świadomości kobiet na temat korelacji seksualności i zdrowia.

Wyniki tego badania istotnie pokazują, że choć Polki są coraz bardziej otwarte, by bez pruderii mówić o swoim życiu seksualnym oraz podejściu do spraw zdrowia intymnego, to jednak wiele jeszcze pozostaje obszarów, które wymagają poprawy. Raport przynoszący wiarygodne dane na ten temat z pewnością może znacząco przyczynić się do tego, że kobiety w naszym kraju będą kochać się nie tylko z ochotą – lecz także zdrowo.
 
Raport na temat seksualności Polek powstał na podstawie badania, które przeprowadzono w lipcu 2023 roku przez Instytut Badań Pollster na zlecenie firmy Gedeon Richter Sp z o.o. Badanie zrealizowano metodą CAWI (ankieta internetowa). W badaniu wzięło udział 1076 Polek w wieku 18-69 lat, były wśród nich zarówno mieszkanki dużych, małych miast oraz wsi. Dobór próby odzwierciedlał pod względem wieku, wykształcenia, wielkość miejscowości zamieszkania i regionu strukturę populacji według GUS.

Zobacz pełen raport z badania „Seksualna Mapa Polki”

źródło: Gedeon Richter

Wczesna diagnostyka nowotworowa oraz dostęp do skutecznych metod profilaktyki i leczenia – to szansa na życie dla wielu kobiet. Tymczasem Polki od lat niezbyt chętnie odwiedzają ginekologa, a dodatkowo pandemia sprawiła, że drastycznie spadła liczba planowych wizyt w gabinetach ginekologicznych. Przyczyniło się to do wzrostu liczby nowotworów żeńskich narządów płciowych wykrywanych w późnych stadiach choroby, co pogarsza rokowania pacjentek.
Jak nakłonić Polki, aby pomimo pandemii korzystały z profilaktyki? – zastanawiali się eksperci, w trakcie drugiej debaty z cyklu „Nowotwory ginekologiczne – CZAS DZIAŁAĆ”, zorganizowanej przez Stowarzyszenie Dziennikarze dla Zdrowia pod hasłem „Jak zapobiegać”.

„W przypadku nowotworu szyjki macicy badania przesiewowe, zwłaszcza wysoce skuteczne badania molekularne, umożliwiają wykrywanie stanów przedrakowych. Odpowiednio wcześnie wdrożone postępowanie lecznicze zapobiega rozwojowi choroby” – podkreślił dr hab. n. med. Andrzej Nowakowski, prof. Narodowego Instytutu Onkologii im. M. Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

Ekspert wyjaśnił, że w profilaktyce onkologicznej należy odróżnić badania przesiewowe (tzw. skrining), które są oferowane osobom bezobjawowym i aplikowane na pewną grupę ryzyka albo na całą populację, od wczesnej diagnostyki, czyli tzw. „czujności onkologicznej”, wdrażanej, gdy pojawią się pierwsze symptomy choroby.

Możliwości profilaktyki różnią się w zależności od rodzaju nowotworu. Badania przesiewowe są dość dobrze zorganizowane w przypadku raka szyjki macicy, jednak w przypadku raka pochwy możliwości badań przesiewowych są ograniczone.

Szczepienia ochronne przeciw HPV w dużym stopniu zapobiegają przypadkom raka szyjki macicy, raka pochwy, raka sromu – jednak w przypadku tego ostatniego należy przede wszystkim przestrzegać zasady czujności onkologicznej i w przypadku pojawienia się drobnych zmian na sromie zgłosić się do lekarza.

Czujność onkologiczna w przypadku nieprawidłowych krwawień z narządu płciowego, zwłaszcza po menopauzie, niezbędna jest również w przypadku raka trzonu macicy (endometrium), najczęstszego nowotworu w zakresie ginekologii onkologicznej.

W przypadku raka jajnika o rozpoznaniu choroby decydują wywiad rodzinny oraz poradnictwo i badania genetyczne, w leczeniu natomiast stosuje się profilaktyczne wycięcie przydatków macicy.

„Rozmowy o profilaktyce raka jajnika w niektórych przypadkach idą zbyt daleko. Opublikowane w tym roku amerykańskie badania UKCTOCS wykazały, że np. skrining jajnika z użyciem USG jest nieskuteczny i nie prowadzi do spadku umieralności w wyniku tego nowotworu” – zaznaczył prof. Nowakowski.

Zgadza się z nim dr Krzysztof Łanda, ekspert w dziedzinie systemu opieki zdrowotnej w Business Centre Club. „Niektóre programy skriningowe powinny znaleźć się w koszyku świadczeń refundowanych, inne nie – bo nie mają sensu, ponieważ to technologie o nieudowodnionej efektywności. Albo raczej udowodnionej nieskuteczności” – powiedział.

Ekspert dodał, że w Polsce marnuje się środki, ponieważ programy są często wprowadzane na zasadach lobbingu, a nie na podstawie oceny dowodów naukowych i opłacalności.

Zdaniem Magdaleny Władysiuk, wiceprezesa HTA Consulting, badania przesiewowe tylko wtedy mają sens (wg WHO), kiedy idą za nimi wykonywane na czas badania diagnostyczne.

„Zgłaszalność jest kluczowa do osiągnięcia efektów populacyjnych. Mamy, co prawda, ograniczone możliwości prewencji wtórnej raka jajnika i raka endometrium, możemy jednak zachować regularność badań i tu cytologia jest cudownym narzędziem” – powiedziała Magdalena Władysiuk.

Ekspertka wskazała, że bardzo ważna jest rola ginekologa, który przy okazji cytologii może zlecić również badania w kierunku innych chorób, np. zakaźnych przenoszonych drogą płciową. Poza tym lekarz może edukować pacjentkę prozdrowotnie, zachęcać do zmiany diety czy stylu życia.

Prof. dr hab. n. med. Jan Kotarski, były prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej uważa, że większość pań systematycznie chodzi na badania cytologiczne, ale istnieje również stała grupa kobiet, która z nich nie korzysta i to one właśnie zgłaszają się za późno do lekarza, już z zaawansowanym nowotworem.

„Z moich 20-letnich obserwacji wynika, że taką grupą są np. aktywne zawodowo nauczycielki na Lubelszczyźnie. Jak mamy wykształcić społeczeństwo, zachęcić do dbania o swoje zdrowie, skoro ci, którzy kształtują postawy społeczne, sami o to nie dbają?” – zastanawiał się prof. Kotarski.

Zdaniem Aliny Pulcer z Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych, działającej w Stowarzyszeniu Magnolia, istotne są działania na poziomie lokalnym: programy edukacyjne w szkołach, ulotki zostawiane w miejscach publicznych czy bezpośrednie rozmowy o tym, jak ważne są badania ginekologiczne i cytologia.

„Jeżeli nie będziemy mówić o potrzebie badań cytologicznych, to one nie będą wykonywane. Jesteśmy stowarzyszeniem z powiatu konińskiego – otrzymałyśmy informację, w których gminach ta cytologia kuleje. Tam dotarłyśmy do położnych i razem z nimi organizowałyśmy spotkania w Kołach Gospodyń Wiejskich albo w Urzędach Gminy. Organizowałyśmy również grupowe wyjazdy do Konina, podczas których była wykonywana cytologia” – powiedziała Alina Pulcer.

W opinii dr hab. n. med. Radosława Mądrego, kierownika oddziału Ginekologii Onkologicznej w Szpitalu Klinicznym Przemienienia Pańskiego w Poznaniu, należy naśladować kraje, w których programy badań przesiewowych się udają – jak Finlandia, gdzie na raka szyjki macicy chorują głównie emigrantki, Szwecja czy nawet Turcja, gdzie obecnie prowadzi się szeroko zakrojone badania genetyczne za pomocą samotestowania (self-testingu).

„W ostatnich latach widzimy zmniejszającą się liczbę nowych przypadków raka szyjki macicy – ale z drugiej strony u kobiet, które w ogóle nie chodzą na badania cytologiczne jest coraz więcej przypadków, które rozpoznajemy w późnych stadiach choroby. Dlaczego system nie szuka osób, które nie zgłaszają się na badania cytologiczne?” – pytał dr Mądry.

W opinii prof. dr hab. n. med. Mariusza Bidzińskiego, konsultanta krajowego w dziedzinie ginekologii onkologicznej i kierownika Kliniki Ginekologii Onkologicznej w Narodowym Instytucie Onkologii, polski system ochrony zdrowia, który przez wiele lat był nastawiony na medycynę naprawczą, a nie na profilaktykę, wymaga zmiany zasad funkcjonowania podstawowej opieki zdrowotnej.

„Choroby onkologiczne, choroby układu krążenia, osteoporoza – to choroby, którym powinno się przeciwdziałać na etapie POZ. Żeby lekarz POZ nie czekał na chorego – ale żeby chory był zapraszany do badań profilaktycznych” – wskazał prof. Bidziński.

Eksperci uważają również, że w Polsce potrzebny jest centralny rejestr badań diagnostycznych, spełniający wymagania GPR (dobre praktyki rejestrowe).

Źródło: Dziennikarze dla Zdrowia

Wczesna diagnostyka nowotworowa oraz dostęp do skutecznych metod profilaktyki i leczenia – to szansa na życie dla wielu kobiet. Tymczasem Polki od lat niezbyt chętnie odwiedzają ginekologa, a dodatkowo pandemia sprawiła, że drastycznie spadła liczba planowych wizyt w gabinetach ginekologicznych. Przyczyniło się to do wzrostu liczby nowotworów żeńskich narządów płciowych wykrywanych w późnych stadiach choroby, co pogarsza rokowania pacjentek.
Jak nakłonić Polki, aby pomimo pandemii korzystały z profilaktyki? – zastanawiali się eksperci, w trakcie drugiej debaty z cyklu „Nowotwory ginekologiczne – CZAS DZIAŁAĆ”, zorganizowanej przez Stowarzyszenie Dziennikarze dla Zdrowia pod hasłem „Jak zapobiegać”.

„W przypadku nowotworu szyjki macicy badania przesiewowe, zwłaszcza wysoce skuteczne badania molekularne, umożliwiają wykrywanie stanów przedrakowych. Odpowiednio wcześnie wdrożone postępowanie lecznicze zapobiega rozwojowi choroby” – podkreślił dr hab. n. med. Andrzej Nowakowski, prof. Narodowego Instytutu Onkologii im. M. Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

Ekspert wyjaśnił, że w profilaktyce onkologicznej należy odróżnić badania przesiewowe (tzw. skrining), które są oferowane osobom bezobjawowym i aplikowane na pewną grupę ryzyka albo na całą populację, od wczesnej diagnostyki, czyli tzw. „czujności onkologicznej”, wdrażanej, gdy pojawią się pierwsze symptomy choroby.

Możliwości profilaktyki różnią się w zależności od rodzaju nowotworu. Badania przesiewowe są dość dobrze zorganizowane w przypadku raka szyjki macicy, jednak w przypadku raka pochwy możliwości badań przesiewowych są ograniczone.

Szczepienia ochronne przeciw HPV w dużym stopniu zapobiegają przypadkom raka szyjki macicy, raka pochwy, raka sromu – jednak w przypadku tego ostatniego należy przede wszystkim przestrzegać zasady czujności onkologicznej i w przypadku pojawienia się drobnych zmian na sromie zgłosić się do lekarza.

Czujność onkologiczna w przypadku nieprawidłowych krwawień z narządu płciowego, zwłaszcza po menopauzie, niezbędna jest również w przypadku raka trzonu macicy (endometrium), najczęstszego nowotworu w zakresie ginekologii onkologicznej.

W przypadku raka jajnika o rozpoznaniu choroby decydują wywiad rodzinny oraz poradnictwo i badania genetyczne, w leczeniu natomiast stosuje się profilaktyczne wycięcie przydatków macicy.

„Rozmowy o profilaktyce raka jajnika w niektórych przypadkach idą zbyt daleko. Opublikowane w tym roku amerykańskie badania UKCTOCS wykazały, że np. skrining jajnika z użyciem USG jest nieskuteczny i nie prowadzi do spadku umieralności w wyniku tego nowotworu” – zaznaczył prof. Nowakowski.

Zgadza się z nim dr Krzysztof Łanda, ekspert w dziedzinie systemu opieki zdrowotnej w Business Centre Club. „Niektóre programy skriningowe powinny znaleźć się w koszyku świadczeń refundowanych, inne nie – bo nie mają sensu, ponieważ to technologie o nieudowodnionej efektywności. Albo raczej udowodnionej nieskuteczności” – powiedział.

Ekspert dodał, że w Polsce marnuje się środki, ponieważ programy są często wprowadzane na zasadach lobbingu, a nie na podstawie oceny dowodów naukowych i opłacalności.

Zdaniem Magdaleny Władysiuk, wiceprezesa HTA Consulting, badania przesiewowe tylko wtedy mają sens (wg WHO), kiedy idą za nimi wykonywane na czas badania diagnostyczne.

„Zgłaszalność jest kluczowa do osiągnięcia efektów populacyjnych. Mamy, co prawda, ograniczone możliwości prewencji wtórnej raka jajnika i raka endometrium, możemy jednak zachować regularność badań i tu cytologia jest cudownym narzędziem” – powiedziała Magdalena Władysiuk.

Ekspertka wskazała, że bardzo ważna jest rola ginekologa, który przy okazji cytologii może zlecić również badania w kierunku innych chorób, np. zakaźnych przenoszonych drogą płciową. Poza tym lekarz może edukować pacjentkę prozdrowotnie, zachęcać do zmiany diety czy stylu życia.

Prof. dr hab. n. med. Jan Kotarski, były prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej uważa, że większość pań systematycznie chodzi na badania cytologiczne, ale istnieje również stała grupa kobiet, która z nich nie korzysta i to one właśnie zgłaszają się za późno do lekarza, już z zaawansowanym nowotworem.

„Z moich 20-letnich obserwacji wynika, że taką grupą są np. aktywne zawodowo nauczycielki na Lubelszczyźnie. Jak mamy wykształcić społeczeństwo, zachęcić do dbania o swoje zdrowie, skoro ci, którzy kształtują postawy społeczne, sami o to nie dbają?” – zastanawiał się prof. Kotarski.

Zdaniem Aliny Pulcer z Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych, działającej w Stowarzyszeniu Magnolia, istotne są działania na poziomie lokalnym: programy edukacyjne w szkołach, ulotki zostawiane w miejscach publicznych czy bezpośrednie rozmowy o tym, jak ważne są badania ginekologiczne i cytologia.

„Jeżeli nie będziemy mówić o potrzebie badań cytologicznych, to one nie będą wykonywane. Jesteśmy stowarzyszeniem z powiatu konińskiego – otrzymałyśmy informację, w których gminach ta cytologia kuleje. Tam dotarłyśmy do położnych i razem z nimi organizowałyśmy spotkania w Kołach Gospodyń Wiejskich albo w Urzędach Gminy. Organizowałyśmy również grupowe wyjazdy do Konina, podczas których była wykonywana cytologia” – powiedziała Alina Pulcer.

W opinii dr hab. n. med. Radosława Mądrego, kierownika oddziału Ginekologii Onkologicznej w Szpitalu Klinicznym Przemienienia Pańskiego w Poznaniu, należy naśladować kraje, w których programy badań przesiewowych się udają – jak Finlandia, gdzie na raka szyjki macicy chorują głównie emigrantki, Szwecja czy nawet Turcja, gdzie obecnie prowadzi się szeroko zakrojone badania genetyczne za pomocą samotestowania (self-testingu).

„W ostatnich latach widzimy zmniejszającą się liczbę nowych przypadków raka szyjki macicy – ale z drugiej strony u kobiet, które w ogóle nie chodzą na badania cytologiczne jest coraz więcej przypadków, które rozpoznajemy w późnych stadiach choroby. Dlaczego system nie szuka osób, które nie zgłaszają się na badania cytologiczne?” – pytał dr Mądry.

W opinii prof. dr hab. n. med. Mariusza Bidzińskiego, konsultanta krajowego w dziedzinie ginekologii onkologicznej i kierownika Kliniki Ginekologii Onkologicznej w Narodowym Instytucie Onkologii, polski system ochrony zdrowia, który przez wiele lat był nastawiony na medycynę naprawczą, a nie na profilaktykę, wymaga zmiany zasad funkcjonowania podstawowej opieki zdrowotnej.

„Choroby onkologiczne, choroby układu krążenia, osteoporoza – to choroby, którym powinno się przeciwdziałać na etapie POZ. Żeby lekarz POZ nie czekał na chorego – ale żeby chory był zapraszany do badań profilaktycznych” – wskazał prof. Bidziński.

Eksperci uważają również, że w Polsce potrzebny jest centralny rejestr badań diagnostycznych, spełniający wymagania GPR (dobre praktyki rejestrowe).

Źródło: Dziennikarze dla Zdrowia