Medicalpress
Naukowcy z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego opracowali innowacyjny system sztucznej inteligencji, który w ciągu kilku sekund automatycznie analizuje morfologię tętniaków mózgu i może wspierać ocenę ryzyka ich pęknięcia. Wyniki badań opublikowano w prestiżowym czasopiśmie Radiology: Artificial Intelligence, a opracowana technologia została objęta międzynarodową ochroną patentową i jest przygotowywana do wdrożenia w praktyce klinicznej.

W prestiżowym czasopiśmie Radiology: Artificial Intelligence (Impact Factor >20) opublikowano wyniki badań dotyczących nowatorskiego zastosowania sztucznej inteligencji w diagnostyce tętniaków mózgu. Publikacja należy do najwyżej punktowanych prac naukowych w historii radiologii i neurochirurgii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego oraz Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego, szpitala GUMed.

Artykuł prezentuje innowacyjny system sztucznej inteligencji, który umożliwia automatyczną analizę morfologii tętniaków mózgu. Opracowana i opatentowana technologia pozwala w ciągu kilku sekund uzyskać zaawansowane parametry dotyczące kształtu i budowy tętniaka, które mogą być wykorzystywane do oceny ryzyka jego pęknięcia oraz wspierać podejmowanie decyzji terapeutycznych przez radiologów, neurologów i neurochirurgów.

Ocena ryzyka pęknięcia tętniaka mózgu pozostaje jednym z największych wyzwań współczesnej medycyny naczyniowej. Stosowane obecnie narzędzia kliniczne, takie jak skala PHASES, opierają się głównie na danych demograficznych i klinicznych pacjenta, jednak ich skuteczność prognostyczna ma istotne ograniczenia. W ostatnich latach liczne badania wykazały, że morfologia tętniaka – obejmująca jego kształt, cechy geometryczne oraz parametry związane z przepływem krwi – jest jednym z najważniejszych wskaźników ryzyka pęknięcia. Dotychczas wykorzystanie tych danych w codziennej praktyce klinicznej było jednak utrudnione ze względu na konieczność wykonywania czasochłonnych pomiarów manualnych.

Badaniom przewodził Samuel D. Pettersson, student VI roku kierunku lekarskiego Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, pierwszy autor publikacji oraz współtwórca opisywanej technologii. Rozwiązanie zostało opracowane we współpracy z profesorem Harvard Medical School oraz współwynalazcą związanym z Uniwersytetem Harvarda. Technologia jest obecnie objęta międzynarodową ochroną patentową, a prowadzone działania mają na celu jej wdrożenie do praktyki klinicznej.

Projekt realizowano przez trzy lata w ramach międzynarodowej współpracy naukowej obejmującej pięć ośrodków: Gdański Uniwersytet Medyczny i Uniwersyteckie Centrum Kliniczne, Beth Israel Deaconess Medical Center przy Harvard Medical School, Vienna General Hospital, Hospital das Clínicas Uniwersytetu w São Paulo oraz Buffalo General Hospital w Nowym Jorku.

Artykuł dostępny jest tutaj.

Źródło: GUM

9 czerwca, w Światowy Dzień Świadomości Choroby Battena, eksperci i organizacje pacjenckie ponownie zwracają uwagę na dramatyczną sytuację dzieci chorujących na CLN2 – jedną z najcięższych chorób neurodegeneracyjnych wieku dziecięcego. Choć w wielu krajach europejskich standardem jest leczenie cerliponazą alfa, które może znacząco spowolnić postęp choroby, polscy pacjenci nadal nie mają do niego dostępu. W efekcie część rodzin decyduje się na emigrację, aby ratować życie i sprawność swoich dzieci. Specjaliści podkreślają, że brak finansowania terapii pozostaje jedną z najpilniejszych niezaspokojonych potrzeb medycznych w obszarze chorób rzadkich.
W Polsce dzieci z CLN2 wciąż nie mają dostępu do jedynej terapii spowalniającej postęp choroby, podczas gdy w wielu krajach Unii Europejskiej leczenie jest standardem. Cerliponaza alfa – enzymatyczna terapia zastępcza, która potrafi zatrzymać postęp choroby – pozostaje w Polsce poza zasięgiem pacjentów. Rodziny, które mogą, decydują się na emigrację, głównie do Niemiec, aby ratować życie swoich dzieci. Eksperci podkreślają, że brak dostępu do tej terapii jest dziś jedną z najbardziej palących niezaspokojonych potrzeb medycznych w obszarze chorób rzadkich.

CLN2 – choroba, która postępuje błyskawicznie

CLN2 ujawnia się zwykle między drugim, a czwartym rokiem życia. Choroba postępuje gwałtownie i odbiera dziecku wszystkie nabyte funkcje. 

– Pierwszymi objawami są trudne do opanowania napady padaczkowe, po których szybko pojawia się utrata mowy, pogarszanie widzenia oraz narastająca niepełnosprawność ruchowa. Dziecko w krótkim czasie staje się całkowicie zależne od opieki. Bez leczenia choroba prowadzi do przedwczesnego zgonu – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińka, kierownik Kliniki Neurologii Rozwojowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego

Terapia istnieje i działa – ale nie w Polsce

Terapia enzymatyczna zastępcza cerliponazą alfa, podawaną bezpośrednio do komór mózgu, jest dostępna w wielu krajach Europy.  – Leczenie to znacząco hamuje postęp choroby, a dzieci mają szansę zachować wiele sprawności. Im wcześniej podjęta terapia, tym mniej uszkodzeń w organizmie. W Niemczech działa kilka ośrodków, które leczą również polskich pacjentów.

W Polsce natomiast nie funkcjonuje program lekowy umożliwiający dostęp do tej terapii, mimo że jest ona zarejestrowana i stosowana w Unii Europejskiej od lat. – Przeraża nas myśl o każdym nowym rozpoznaniu, bo nie mamy pacjentom nic do zaproponowania – dodaje prof. Mazurkiewicz‑Bełdzińska.

Rodziny zmuszone do emigracji

Brak leczenia w kraju zmusza rodziny do dramatycznych decyzji. Rodzice opisują konieczność wyjazdu jako ogromne obciążenie emocjonalne, finansowe i organizacyjne. Przeprowadzka do obcego kraju, często podjęcie pracy poniżej kwalifikacji, rozłąka z bliskimi i życie w nieznanym systemie – to codzienność wielu rodzin, które chcą zapewnić swoim dzieciom terapię ratującą życie.

– To nie są łatwe decyzje. Nie każdy może wyjechać. O możliwości leczenia nie powinno decydować miejsce zamieszkania – mówi Małgorzata Skweres-Kuchta, prezes Fundacji Platynowa Drużyna, organizacji pacjentów działającej na rzecz podniesienia świadomości na temat tej rzadkiej choroby. – Fundacja powstała po to, by w Polsce – wraz z wyjazdem rodzin – nie zapomniano o problemie. Co roku mamy w kraju kilka nowych diagnoz CLN2, stosunkowo dużo na tle europejskim. Polskie rodziny stanowią większość pacjentów w niemieckim ośrodku specjalizującym się w leczeniu demencji dziecięcej. Dla rodzin to dramatyczne doświadczenia. Najpierw dowiadują się, że ich dziecko umiera, a zaraz potem, że pomóc mu mogą tylko za granicą i że liczy się każdy tydzień. Terapia hamuje postęp choroby. Decyzja o przeprowadzce do innego kraju jest złożona, nie zawsze możliwa. Zdarza się, że rodziny rozdzielają się – wyjeżdża jeden rodzic z dzieckiem, żeby jak najszybciej podjąć leczenie, reszta rodziny dołącza do niego po kilku tygodniach, miesiącach. Zależy nam na wypracowaniu takich rozwiązań, by polskie rodziny mogły skupić się na walce z chorobą, bez bagażu dodatkowych – już nie losowych – wyzwań i komplikacji – wyjaśnia Małgorzata Skweres-Kuchta.

Niezaspokojona potrzeba medyczna w Polsce

Eksperci podkreślają, że brak dostępu do terapii oznacza, że polskie dzieci mają gorsze rokowania wyłącznie z powodu miejsca zamieszkania. W chorobie, w której czas ma kluczowe znaczenie, każdy tydzień zwłoki to utrata kolejnych funkcji, których nie da się odzyskać.

Rodzice i środowisko medyczne apelują o pilne uruchomienie programu lekowego dla cerliponazy alfa i zakończenie „emigracji zdrowotnej”, która rozdziela rodziny i zmusza je do życia poza krajem. Terapia istnieje, działa i jest dostępna tuż za polską granicą.  – Udostępnienie terapii w Polsce to decyzja o życiu naszych dzieci – i o życiu nas, rodziców, w naszym kraju” – podkreślają rodziny.

Źródło: inf pras

W dniach 8-9 maja 2026 roku w Gdańsku odbędzie się VII Ogólnopolska Studencka Konferencja Neurologiczna. Wydarzenie organizowane przez Gdański Uniwersytet Medyczny i Uniwersyteckie Centrum Kliniczne skierowane jest do studentów medycyny oraz młodych lekarzy zainteresowanych neurologią. W programie znalazły się sesje naukowe, wykłady eksperckie oraz warsztaty praktyczne, a udział w konferencji jest bezpłatny.

UCZESTNICY CZYNNI 
https://forms.gle/i7UgX6CUgMEA7UPX9

UCZESTNICY BIERNI
https://forms.gle/MrhsZhvhnJ7u3QeKA

LINK DO WYDARZENIA NA FB: 
https://fb.me/e/6xxc4cRW5

LINK DO INSTAGRAMA: @oskn_gumed
https://www.instagram.com/oskn_gumed/

Udział w konferencji jest bezpłatny

Profesor Edyta Szurowska została 26 stycznia 2026 r. powołana na konsultantkę krajową w dziedzinie radiologii i diagnostyki obrazowej. Decyzja ta zapada w momencie szczególnym dla całej specjalności, która od lat znajduje się w centrum niemal każdej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej, a jednocześnie mierzy się z rosnącą presją organizacyjną, kadrową i technologiczną.
Nowa konsultantka krajowa jest wiceprezesem Polskie Lekarskie Towarzystwo Radiologiczne, a w latach 2023–2025 pełniła funkcję prezesa Towarzystwa. W obecnej kadencji pozostaje członkinią Zarządu Głównego oraz przewodniczącą Komisji ds. Certyfikowania Umiejętności PLTR, co nadaje jej szczególne kompetencje w obszarze jakości kształcenia i standaryzacji praktyki radiologicznej. To właśnie certyfikacja umiejętności, porządkowanie kompetencji i odpowiedź na dynamiczny rozwój technologii obrazowania stają się dziś jednym z kluczowych tematów debaty w środowisku.

Zawodowo prof. Szurowska kieruje Zakładem Radiologii w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku, będącym szpitalem Gdański Uniwersytet Medyczny. W latach 2016–2020 oraz 2020–2024 pełniła funkcję prorektora ds. klinicznych uczelni, co dało jej unikalną perspektywę łączenia praktyki klinicznej, dydaktyki oraz zarządzania dużą instytucją medyczną. To doświadczenie administracyjne nabiera szczególnego znaczenia w kontekście roli konsultanta krajowego, który nie tylko opiniuje rozwiązania merytoryczne, lecz także uczestniczy w dialogu z Ministerstwem Zdrowia i instytucjami odpowiedzialnymi za organizację systemu.

Profil naukowy nowej konsultantki obejmuje przede wszystkim neuroobrazowanie, radiologię onkologiczną oraz diagnostykę narządową w tomografii komputerowej i rezonansie magnetycznym. Jej zainteresowania koncentrują się również na nowoczesnych technikach obrazowania, takich jak perfuzja, dyfuzja czy spektroskopia, które coraz częściej decydują o jakości rozpoznania i kwalifikacji pacjenta do leczenia. W dobie medycyny precyzyjnej to właśnie radiologia staje się nie tylko narzędziem wykrywania zmian, ale integralnym elementem podejmowania decyzji terapeutycznych.

Powołanie prof. Edyty Szurowskiej na konsultantkę krajową można odczytywać jako sygnał wzmocnienia roli środowiska radiologicznego w kształtowaniu polityki zdrowotnej. Radiologia i diagnostyka obrazowa pozostają dziś jednym z najbardziej obciążonych segmentów systemu, a jednocześnie jednym z najszybciej rozwijających się technologicznie. Przed nową konsultantką stoi zadanie równoważenia tych dwóch dynamik: zapewnienia bezpieczeństwa i jakości badań przy jednoczesnym nadążaniu za innowacjami, sztuczną inteligencją i rosnącymi oczekiwaniami klinicystów oraz pacjentów.

Decyzja o powierzeniu tej funkcji osobie o tak szerokim doświadczeniu klinicznym, naukowym i organizacyjnym może okazać się istotna nie tylko dla samej radiologii, ale dla całego systemu ochrony zdrowia, w którym diagnostyka obrazowa od dawna przestała być jedynie „etapem pośrednim”, a stała się jednym z filarów nowoczesnej medycyny.

Żródło: pltr.pl
Foto: Dariusz Giers

Z danych GUS wynika, że na koniec 2024 roku w skład zespołów ratownictwa medycznego w Polsce wchodziło prawie 13 tys. pracowników, z czego 11,4 tys. to ratownicy medyczni. Najwięcej z nich wykonywało swój zawód w województwie mazowieckim – 2741, a najmniej w lubuskim – 513. Nie brakuje chętnych do studiowania ratownictwa medycznego na polskich uczelniach. Eksperci podkreślają, że jest to dla nich atrakcyjna ścieżka kariery, a Polska znajduje się w czołówce europejskiej pod względem ich przygotowania zawodowego.
Raport Głównego Urzędu Statystycznego „Pomoc doraźna i ratownictwo medyczne w 2024 roku” wskazuje, że w 2024 roku w ramach systemu Państwowe Ratownictwo Medyczne funkcjonowało 1664 zespołów ratownictwa medycznego (ZRM). Udzieliły one pomocy w miejscu zdarzenia 3,2 mln osób (o 13 proc. więcej r/r).

Z danych Krajowego Centrum Monitorowania Ratownictwa Medycznego wynika z kolei, że w 2025 roku w Państwowym Ratownictwie Medycznym odnotowano nieco ponad 5 mln zgłoszeń, z czego blisko 3,4 mln zostało przyjętych. Około 2,5 mln z nich dotyczyło wezwań do domu pacjenta. Najwięcej wyjazdów zrealizowanych przez ZRM dotyczyło Mazowsza, gdzie było ich 512 509, oraz województwa śląskiego (456 417).

 Obserwujemy zainteresowanie pracą ratowników medycznych. Wiemy, że jest wielu studentów, którzy zresztą odbywają praktyki w naszej instytucji. Jest to atrakcyjny zawód, który daje dużo satysfakcji, i nie narzekamy na brak kadry. Personel, który mamy, jest świetnie przygotowany. Wiedza kandydatów, którzy zgłaszają się do nas do pracy, jest bardzo duża – mówi agencji Newseria dr Karol Bielski, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego „Meditrans”.

W roku akademickim 2025/2026 na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym ratownictwo medyczne na studiach pierwszego stopnia chciało studiować 568 osób, jednak miejsc było jedynie 120. Ponadto wśród zakwalifikowanych kandydatów 52 proc. stanowiły kobiety. Natomiast na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie miejsc było 50, a chętnych – 372, co daje ponad siedem osób na miejsce. Na
Gdańskim Uniwersytecie Medycznym odnotowano 5,7 kandydatów na jedno miejsce.

– Ratownictwo medyczne to bardzo atrakcyjny kierunek, oczywiście wszystko zależy od predyspozycji i preferencji każdego medyka. Obserwujemy pasję u wielu osób i chęć  ciągłego podnoszenia kwalifikacji, co jest szczególnie cenne dla pacjentów – mówi dr Karol Bielski.

Jak podkreśla ekspert, zawód ratownika medycznego jest dobrze uregulowany.

– Niedawno powstał samorząd zawodowy ratowników medycznych, więc jest to grupa zawodowa, która została dostrzeżona i ma już ugruntowaną pozycję w świecie medycznym. Teraz należałoby się skupić na utrzymaniu tego niesamowicie wysokiego standardu bycia w czołówce europejskiej, jeśli chodzi o wiedzę i przygotowanie zawodowe – podkreśla dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego „Meditrans”.

W grudniu 2025 roku posłanka PSL Agnieszka Maria Kłopotek skierowała interpelację do ministra zdrowia, w której zwróciła uwagę na kwestie uznawania kompetencji z zakresie kwalifikowanej pierwszej pomocy (KPP) zdobywanej na studiach licencjackich. W trakcie studiów studenci zdają egzaminy obejmujące taki sam zakres wiedzy i umiejętności, jaki wymagany jest od ratowników po ukończeniu 66-godzinnego kursu KPP, jednak nie otrzymują formalnego potwierdzenia tych kompetencji. Jak podkreśla, w praktyce oznacza to, że studenci i absolwenci ratownictwa medycznego, mimo posiadania odpowiedniego przygotowania, nie mogą się wykazać uprawnieniami KPP w sytuacjach, w których wymagane jest formalne potwierdzenie kwalifikacji, np. przy współpracy z podmiotami spoza systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego.

W odpowiedzi na interpelację Ministerstwo Zdrowia podkreśliło, że zgodnie z ustawą o Państwowym Ratownictwie Medycznym ratownik posiadający kwalifikacje wymagane dla tego zawodu, realizujący doskonalenie zawodowe, ma uprawnienia do udzielania kwalifikowanej pierwszej pomocy bez obowiązku ukończenia kursu lub szkolenia w zakresie KPP.

 Wydaje mi się, że automatyczne uznawanie kwalifikacji w zakresie KPP wszystkim absolwentom kierunków ratownictwo medyczne wydaje się dobrym pomysłem. Jeśli mówimy o pracy w profesjonalnej jednostce jak nasza, to wymagany jest tytuł zawodowy ratownika medycznego. Mamy szereg instytucji, które nawet formalnie korzystają z pomocy osób po kursach kwalifikowanej pierwszej pomocy, posiadających kompetencje ratownika – tłumaczy dr Karol Bielski. – Zawód ratownika medycznego jest czymś odrębnym od ratownika z ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym, który ma kwalifikację pierwszej pomocy, jest po kursie i egzaminie z KPP. Takie osoby świetnie się przydają w Policji, jednostkach współpracujących w systemie Państwowego Ratownictwa Medycznego, w WOPR-ze, GOPR-ze, OSP i Straży Pożarnej, więc bezwzględnie jest to dobry pomysł.

Źródło: Newseria

Jeszcze kilka lat temu wydawało się to wizją rodem z futurystycznych opowieści: lekarze wspomagani przez algorytmy, które analizują badania obrazowe, przewidują skuteczność terapii czy porządkują dokumentację medyczną. Dziś sztuczna inteligencja staje się rzeczywistością polskiej ochrony zdrowia. Według danych Centrum e-Zdrowia, w 2024 roku korzystało z niej już 13,2 procent szpitali – niemal dwa razy więcej niż rok wcześniej. Najczęściej wspiera radiologów i diagnostów laboratoryjnych, coraz częściej też towarzyszy lekarzom w podejmowaniu decyzji klinicznych.
„Sztuczna inteligencja już w praktyce jest stosowana w systemie ochrony zdrowia. Myślę, że jeszcze parę lat zabierze nam, zanim będzie ona wykorzystywana w codziennej praktyce we wszystkich szpitalach, natomiast już dziś widzimy wiele zastosowań, które pomagają zarówno pacjentom, jak i lekarzom, np. na etapie diagnostyki” – mówi Adam Krenke, dyrektor ds. strategii w Roche Polska.

AI skraca czas potrzebny na postawienie diagnozy, a tym samym zwiększa szanse na szybsze wdrożenie terapii. W sektorze medycznym rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji wdraża dziś około 4,7 procent podmiotów leczniczych. Choć liczba ta może wydawać się niewielka, dynamika wzrostu sugeruje, że wkrótce technologia ta stanie się nieodłącznym elementem nowoczesnego leczenia.

Eksperci zgodnie podkreślają, że sztuczna inteligencja nie zastąpi lekarza. Może jednak znacząco odciążyć personel medyczny, przewidywać pogorszenie stanu pacjenta, analizować interakcje lekowe i wspierać komunikację z chorymi. Aby jednak była skuteczna, musi rozwijać się w oparciu o dane i doświadczenia kliniczne. Roche realizuje koncepcję „Lab in the Loop”, w której dane z badań laboratoryjnych i klinicznych służą do trenowania modeli wspierających tworzenie nowych leków.

„Proces tworzenia nowego leku zajmuje ponad 10 lat i pochłania kilka miliardów dolarów. Ludzki organizm składa się z 37 bln komórek, mamy 10 tys. różnych rodzajów komórek w ciele, 20 tys. genów, które tworzą nasze ciało, i komórki, czytając odpowiedni fragment tego genomu, odpowiadają na niego, więc liczba kombinacji, które mogą pójść nie tak w tym procesie, jest niewiarygodnie duża. Jeżeli już mamy zidentyfikowaną chorobę, to samych małych cząsteczek, które mogą być potencjalnie kandydatami na lek, jest 10⁶⁰” – tłumaczy Adam Krenke.

Algorytmy mogą w tym kontekście okazać się bezcennym wsparciem. Umożliwiają szybsze typowanie najbardziej obiecujących cząsteczek i trafniejsze przewidywanie reakcji pacjentów na leczenie. To szczególnie ważne w onkologii, neurologii czy chorobach autoimmunologicznych. „Stworzyliśmy algorytm wytrenowany na bazie wszystkich eksperymentów, które dotychczas w firmie Roche były przeprowadzone na przestrzeni lat. Mierząc się z nowym problemem, pytamy algorytm: wygeneruj nam wszystkie możliwe cząsteczki, które potencjalnie są w stanie adresować nam dany cel terapeutyczny. Później zawężamy te wyniki i kilkaset tych najbardziej obiecujących syntetyzujemy, wprowadzamy do laboratorium i badamy. Na bazie tych wyników możemy zasilić nimi algorytm, stworzyć kolejne zapytanie i cały czas ulepszać te propozycje” – dodaje Krenke.

Kluczem do sukcesu jest jednak jakość danych. „Niezwykle ważne jest to, żeby dane polskich pacjentów były udostępniane, oczywiście w bezpieczny, zanonimizowany sposób, aby te algorytmy, które są trenowane z wykorzystaniem tych danych, mogły odzwierciedlać specyfikę naszej populacji” – podkreśla przedstawiciel Roche.

W Polsce coraz częściej podejmowane są działania, które mają zapewnić, że krajowe dane staną się realnym zasobem rozwoju AI. Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku i Gdański Uniwersytet Medyczny prowadzą projekty łączące badania kliniczne, IoT i analitykę danych. „Mamy bardzo dużą grupę pacjentów, to są dziesiątki czy nawet setki tysięcy hospitalizacji, setki tysięcy wizyt poradnianych, miliony badań laboratoryjnych, setki tysięcy badań obrazowych, dzięki temu mamy w skali roku ogromną bazę pacjentów. Staramy się te dane porządkować, dzięki temu mamy możliwość pracy z danymi i rozwijania narzędzi AI” – mówi Dariusz Szplit z UCK w Gdańsku.

Inicjatywy takie jak Poland Healthcare Datathon 2025 pokazują, że współpraca nauki, medycyny i technologii może przekładać się na konkretne efekty. Wydarzenie stało się przestrzenią dla inżynierów, klinicystów i naukowców, którzy w formule hackathonu pracowali nad analizą rzeczywistych, zanonimizowanych danych klinicznych. W ramach projektu przeprowadzono także pierwszą w Polsce ocenę dużych modeli językowych w języku polskim i na lokalnych danych medycznych dotyczących chorób neurologicznych.

„Szukaliśmy odpowiedzi na pytanie, na ile precyzyjnie modele sztucznej inteligencji, dostępne dziś dla pacjentów, są w stanie odpowiedzieć na pytania, z którymi mierzą się pacjenci ze stwardnieniem rozsianym. Choć stosowanie modeli językowych na własną rękę jest niewskazane, to taka ewaluacja służy edukacji oraz podnoszeniu świadomości społeczeństwa na ten temat” – wyjaśnia Adam Krenke.

Na podobnych zasadach rozwijane są rozwiązania, które mogą odmienić codzienną pracę lekarzy. W Gdańsku testowany jest system AdmedVoice – asystent głosowy zapisujący i katalogujący to, co mówi lekarz w trakcie wizyty lub operacji. Dzięki temu medyk nie musi samodzielnie wypełniać dokumentacji, co pozwala mu skupić się na pacjencie.

„Teraz pracujemy nad rozwiązaniem IoT, które monitoruje zarówno parametry pacjenta, jak i jego położenie w oddziale ratunkowym. Przykładowo pozwala to na uniknięcie sytuacji, w której pacjent opuści w sposób nieoczekiwany oddział ratunkowy, szczególnie dotyczy to osób starszych, które mogą się nie orientować w przestrzeni” – mówi Dariusz Szplit. Jak dodaje, system AI pomaga także w analizie polipragmazji – sytuacji, w której pacjent przyjmuje jednocześnie wiele leków. Uporządkowanie tych informacji i połączenie z bazami danych o lekach pozwala szybciej wychwycić potencjalne interakcje i zwiększyć bezpieczeństwo terapii.

Coraz więcej wskazuje na to, że sztuczna inteligencja w ochronie zdrowia nie jest już eksperymentem, lecz początkiem nowej ery medycyny. Ery, w której lekarz nie zostaje zastąpiony przez maszynę, lecz zyskuje sojusznika – niezmordowanego analityka danych, który pomaga ratować życie.

Źródło: Newseria
Foto: Newseria