Medicalpress

Celiakia może dotyczyć około 1 proc. populacji, ale rozpoznanie otrzymuje zaledwie co 12.-13. Nowe wytyczne diagnostyczno-terapeutyczne Sekcji Jelitowej Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii (PTG-E) w zakresie celiakii mają to zmienić

Nawet 380 tys. osób w Polsce może chorować na celiakię, ale większość nie ma postawionej diagnozy. Tymczasem od pierwszych objawów do rozpoznania według danych Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii mija średnio 7,3 roku. Ogólnopolskie badanie przeprowadzone przez Polskie Stowarzyszenie Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej wśród osób z celiakią pokazuje, że problemem są nie tylko opóźnienia diagnostyczne, lecz także błędne rozpoznania, ograniczony dostęp do badań i brak odpowiedniej opieki po diagnozie. Nowe rekomendacje Sekcji Jelitowej Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii (PTG-E) porządkują zasady diagnostyki, leczenia i monitorowania choroby.

Celiakia królowa kamuflażu

Celiakia to przewlekła autoimmunologiczna ogólnoustrojowa choroba o podłożu genetycznym, w której wskutek spożywania glutenu dochodzi do nieprawidłowej reakcji układu odpornościowego i w efekcie uszkodzenia kosmków jelita cienkiego.

W konsekwencji dochodzi do zaburzeń funkcjonowania praktycznie każdego organu.

Celiakia może ujawnić się w każdym wieku i nie zawsze daje typowe dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego. Przewlekła biegunka, bóle brzucha, wzdęcie czy zaparcie to tylko część możliwego obrazu choroby. U wielu pacjentów na pierwszy plan wysuwają się objawy pozajelitowe.

„Celiakia może manifestować się na wiele sposobów. Niewyjaśniona niedokrwistość, przewlekłe zmęczenie, niedobory witamin i składników mineralnych, osteoporoza, niskorosłość, owrzodzenia jamy ustnej, niewyjaśniona przewlekła hipertransaminazemia (podwyższone poziomy prób wątrobowych), choroba Dühringa (skórna odmiana celiakii) czy objawy neurologiczne (migrena, problemy z równowagą, mrowienie, drętwienie lub ból dłoni lub stóp), mogą być wskazaniem do rozważenia tej choroby. Jeśli lekarz koncentruje się wyłącznie na dolegliwościach ze strony przewodu pokarmowego, rozpoznanie może się opóźniać” – zwraca uwagę prof. Wojciech Marlicz, prezes Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii.

Konsekwencją nieleczonej celiakii (czyli nieprzestrzegania ścisłej diety bezglutenowej) mogą być m.in.: zwiększone ryzyko rozwoju nowotworów układu pokarmowego, w tym najczęściej występującego chłoniaka jelita cienkiego oraz nowotworu przełyku i gardła, osteoporoza, anemia czy problemy z płodnością.

Diagnoza po latach. Problem dotyczy setek tysięcy Polaków

Według szacunków opartych na europejskich danych epidemiologicznych celiakia może dotyczyć około 1 proc. populacji, czyli nawet 380 tys. osób w Polsce. Zaledwie 5-10 proc. chorych ma postawione rozpoznanie. Oznacza to, że większość osób z celiakią może przez lata nie wiedzieć o chorobie.

Zgodnie z danymi przytoczonymi w rekomendacjach PTG-E średni czas od pojawienia się pierwszych objawów do postawienia właściwej diagnozy wynosi w Polsce 7,3 roku.

Wieloletnią odyseję diagnostyczną potwierdzają również wyniki ankiety przeprowadzonej przez Polskie Stowarzyszenie osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej wśród osób z celiakią. Aż 40 proc. dorosłych czekało na rozpoznanie ponad 9 lat, a 28 proc. szukało właściwej diagnozy ponad 15 lat. Jedną z barier jest niewystarczające uwzględnianie celiakii w diagnostyce różnicowej, szczególnie gdy pacjent nie zgłasza typowych dolegliwości jelitowych.

Ponad 55 proc. dorosłych ankietowanych, zanim otrzymało prawidłową diagnozę, otrzymało wcześniej błędne rozpoznanie. Co piąty dorosły ankietowany konsultował się z lekarzami co najmniej pięciu różnych specjalności zanim otrzymał prawidłową diagnozę.

„Historie opisane w ankietach pokazują, jak poważne konsekwencje może mieć brak właściwego rozpoznania. Niektórzy pacjenci przez lata leczeni byli z powodu niedokrwistości, zespołu jelita drażliwego, depresji czy innych dolegliwości, zanim ustalono, że ich objawy mogą być związane z celiakią. Wieloletnia droga do rozpoznania to nie tylko kolejne wizyty i badania – koszty dla systemu ochrony zdrowia, ale także pogorszenie jakości życia, niepewność i ryzyko powikłań. Pacjenci potrzebują większej świadomości choroby wśród lekarzy oraz sprawnej ścieżki diagnostycznej. Celiakia powinna być brana pod uwagę również wtedy, gdy objawy nie dotyczą bezpośrednio układu pokarmowego – podkreśla Małgorzata Źródlak, prezes Polskiego Stowarzyszenia Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej. – Wczesne rozpoznanie celiakii pozwala rozpocząć odpowiednie leczenie i ograniczyć ryzyko powikłań. Dlatego tak ważne jest zwiększanie świadomości choroby zarówno wśród lekarzy, jak i pacjentów”.

Nowe rekomendacje porządkują diagnostykę

Odpowiedzią na potrzebę ujednolicenia postępowania, ale też dostosowania go to aktualnej wiedzy medycznej, są rekomendacje Sekcji Jelitowej Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii. Dokument opisuje, kogo i w jakich sytuacjach należy diagnozować, jakie badania wykonać w pierwszej kolejności oraz jak potwierdzić rozpoznanie.

„Podstawowym badaniem serologicznym jest oznaczenie przeciwciał przeciwko transglutaminazie tkankowej w klasie IgA (anty-TG2 IgA), wykonywane łącznie z oceną całkowitego stężenia IgA. Ważna w tym przypadku jest jakość stosowanych testów diagnostycznych. Jeżeli stwierdzony zostanie niedobór IgA, konieczne jest zastosowanie odpowiednich testów w klasie IgG. W zależności od wyników badań i sytuacji klinicznej lekarz może zalecić gastroduodenoskopię z pobraniem wycinków z dwunastnicy lub rozpoznać celiakię bez biopsji u wybranych dorosłych, ale tylko po spełnieniu określonych kryteriów” – zaznacza prof. Piotr Eder, prezes Sekcji Jelitowej Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii.

„Aktualnie te badania nie są w koszyku świadczeń gwarantowanych. Wierzymy, że już niebawem Ministerstwo Zdrowia zakończy pracę nad ich wprowadzeniem tym bardziej, że już ponad rok temu Prezes AOTMIT pozytywnie zarekomendował zakwalifikowanie oznaczenia stężenia przeciwciał przeciwko transglutaminazie tkankowej w klasie IgA oraz IgG jako świadczeń gwarantowanych z zakresu ambulatoryjnej opieki specjalistycznej w diagnostyce osób z podejrzeniem celiakii oraz w monitorowaniu skuteczności diety bezglutenowej wdrożonej u pacjentów z potwierdzonym rozpoznaniem celiakii” – podkreśla Małgorzata Źródlak.

Diagnoza to dopiero początek

Badanie ankietowe Polskiego Stowarzyszenia Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej ujawniło również problemy związane z opieką po rozpoznaniu choroby. W przypadku celiakii postawienie diagnozy oznacza konieczność wprowadzenia ścisłej, dożywotniej diety bezglutenowej oraz regularnego monitorowania stanu zdrowia.

Tymczasem, jak wynika z badania, tylko 15,6 proc. dorosłych ankietowanych otrzymało po diagnozie skierowanie do dietetyka w szpitalu lub poradni. Niemal połowie zalecono szukanie informacji w internecie, a 28,4 proc. nie otrzymało żadnych zaleceń ani wsparcia.

Problemem okazał się także dostęp do badań kontrolnych. 86 proc. dorosłych ankietowanych finansuje je w całości lub częściowo z własnej kieszeni, a 39,8 proc. wykonuje je wyłącznie prywatnie. Ponadto 37,1 proc. respondentów nie pozostaje pod opieką gastroenterologa.

W praktyce oznacza to, że część pacjentów musi samodzielnie organizować kontrolę choroby, szukać informacji o diecie i ustalać, jakie badania należy wykonywać. Tymczasem nieprawidłowo zbilansowana dieta lub nieświadome spożywanie glutenu mogą utrudniać leczenie i sprzyjać utrzymywaniu się objawów.

Podstawą leczenia celiakii jest ścisła, dożywotnia dieta bezglutenowa, która wymaga wiedzy i konsekwencji: pacjent musi umieć czytać etykiety, rozpoznawać ukryte źródła glutenu i zapobiegać zanieczyszczeniom krzyżowym podczas przygotowywania posiłków.

Dlatego rekomendacje Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii podkreślają znaczenie współpracy z wykwalifikowanym dietetykiem, który pomaga bezpiecznie i prawidłowo zbilansować dietę oraz ograniczyć ryzyko niedoborów.

Równie ważne jest monitorowanie stanu zdrowia. Po rozpoznaniu pacjent powinien pozostawać pod kontrolą lekarską, wykonywać zalecone badania i oceniać, czy stosowane leczenie przynosi oczekiwane efekty. W zależności od sytuacji klinicznej konieczne może być monitorowanie m.in. morfologii krwi, gospodarki żelazowej, poziomu wybranych witamin oraz przeciwciał związanych z celiakią.

Jeśli dolegliwości nie ustępują, lekarz powinien sprawdzić, czy pacjent nie spożywa nieświadomie glutenu, a także rozważyć inne przyczyny objawów.

Potrzebna jest współpraca specjalistów

Celiakia nie jest wyłącznie chorobą jelit. Może wpływać na stan kości, wątroby i układu nerwowego, a także współwystępować z innymi chorobami autoimmunologicznymi. Dlatego opieka nad pacjentem może wymagać współpracy gastroenterologa, lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, dietetyka

Rekomendacje PTG-E podkreślają znaczenie podejścia interdyscyplinarnego, które obejmuje nie tylko postawienie diagnozy, lecz także edukację, leczenie dietetyczne i długoterminową kontrolę stanu zdrowia.

„Równie ważne jest upowszechnianie wiedzy o mniej typowych objawach choroby. Dzięki temu lekarze różnych specjalności będą mogli wcześniej uwzględniać celiakię w diagnostyce różnicowej i kierować pacjentów na odpowiednie badania” – dodaje prof. Eder

Polskie Stowarzyszenie Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej wskazuje również na konieczność zmian systemowych. Wśród najważniejszych postulatów znajdują się:

Eksperci są zgodni, że wcześniejsze rozpoznanie, dostęp do właściwych badań i odpowiednia opieka po diagnozie celiakii mogą ograniczyć nie tylko ryzyko powikłań oraz poprawić jakość życia osób z celiakią, ale będą stanowiły korzyść dla systemu ochrony zdrowia. Nowe rekomendacje stanowią ważny krok w porządkowaniu postępowania medycznego. Kolejnym wyzwaniem pozostaje przełożenie ich na codzienną praktykę i rozwiązania systemowe, z których pacjenci będą mogli rzeczywiście skorzystać.

Rekomendacje: Wytyczne postępowania w celiakii – Sekcja Jelitowa PTG-E. Publikacja ukazała się również w czasopiśmie Gastroenterology Review (2026; 21(3), DOI: 10.5114/pg.2026.164973).

Źródło: PAP Media Room

Zabiegi endoskopowe wykonywane na żywo w Warszawie i Baltimore, wspólna analiza trudnych przypadków klinicznych oraz blisko 400 uczestników stacjonarnie i online. W Narodowym Instytucie Onkologii odbyła się 10. edycja Warsaw Live Endoscopy. Jubileuszowe wydarzenie pokazuje, jak w ciągu dekady endoskopia przeszła drogę od metody kojarzonej głównie z diagnostyką do coraz ważniejszego narzędzia leczenia, także pacjentów onkologicznych.

Jeszcze niedawno endoskopia kojarzyła się przede wszystkim z diagnostyką. Dziś coraz częściej jest także narzędziem leczenia – pozwala usuwać wybrane wczesne nowotwory, udrażniać przewód pokarmowy, leczyć zmiany dróg żółciowych i trzustki czy rozwiązywać problemy u pacjentów po wcześniejszych operacjach. W onkologii ma to szczególne znaczenie, ponieważ zaawansowane procedury endoskopowe stają się coraz ważniejszym elementem kompleksowego leczenia pacjentów. I właśnie pokazywaniu tych możliwości, wymianie doświadczeń oraz wspólnej analizie rzeczywistych przypadków klinicznych od początku służy Warsaw Live Endoscopy, które w tym roku odbędzie się już po raz dziesiąty.

Dekada zmian w endoskopii

Od początku siłą Warsaw Live Endoscopy była formuła, której nie da się w pełni zastąpić klasycznym wykładem czy prezentacją nagranego wcześniej zabiegu.

– Procedury wykonywane podczas WLE są jednocześnie elementem leczenia konkretnego pacjenta, przedmiotem bieżącej analizy ekspertów i materiałem edukacyjnym dla specjalistów obserwujących je na żywo. Uczestnicy mogą śledzić nie tylko samą technikę, ale również sposób kwalifikacji chorego, wybór metody, decyzje podejmowane w trakcie zabiegu, reakcję na nieprzewidziane sytuacje, a następnie ocenę jego efektów – mówi prof. Michał F. Kamiński, kierownik Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej NIO-PIB i pomysłodawca wydarzenia.

To właśnie możliwość obserwowania całego procesu klinicznego i dyskutowania go w czasie rzeczywistym stanowi jedną z najważniejszych wartości naukowych WLE i od lat przyciąga do Warszawy specjalistów z Polski i zagranicy.

Od pierwszej edycji, w 2017 roku, wydarzenie rozwijało się równolegle z samą endoskopią. W programie pojawiały się kolejne techniki, które przesuwały jej rolę od diagnostyki w stronę coraz bardziej zaawansowanego leczenia. Już w 2019 roku dyskutowano o możliwościach wykorzystania sztucznej inteligencji, a w następnych latach, coraz więcej miejsca zajmowały procedury pozwalające usuwać złożone zmiany, leczyć powikłania czy – w wybranych sytuacjach – ograniczać konieczność bardziej rozległej interwencji chirurgicznej. 

Rosła również skala spotkania. Do 2023 roku w ramach WLE wykonano 116 procedur endoskopowych transmitowanych na żywo, a kolejne edycje coraz szerzej otwierały się na współpracę międzynarodową i transmisje prowadzone także poza Warszawą.

Jednym z najbardziej wymagających zabiegów wykonanych podczas WLE w NIO był POETRE – Per-Oral Endoscopic Tunneling for Restoration of the Esophagus – przeprowadzony w ubiegłym roku u 60-letniego pacjenta, u którego po radiochemioterapii doszło do całkowitego zarośnięcia przełyku. Zastosowanie techniki tunelowania endoskopowego pozwoliło odtworzyć jego ciągłość i stworzyć drogę umożliwiającą ponowne odżywianie drogą naturalną.

Takie przypadki pokazują, jak daleko przesunęły się granice leczenia endoskopowego. Eksperci podkreślają, że w WLE nie chodzi o prezentowanie zaawansowanych technicznie procedur dla samego pokazu. Każdy zabieg jest częścią rzeczywistego procesu leczenia konkretnego pacjenta, a jego znaczenie można właściwie ocenić dopiero wtedy, gdy wiadomo, jaki przyniósł efekt kliniczny i jakie było dalsze postępowanie.

– O wartości leczenia endoskopowego decyduje nie tylko powodzenie techniczne, ale również wynik histopatologiczny, dalsze postępowanie i długoterminowa korzyść dla pacjenta. Dlatego zabieg traktujemy jako część całego procesu leczenia – od właściwej kwalifikacji chorego i wyboru optymalnej metody, przez wykonanie procedury, aż po ocenę jej rzeczywistego efektu – mówi prof. Kamiński.

Jubileuszowa edycja rozpocznie się więc od powrotu do pacjentów leczonych podczas wcześniejszych edycji WLE. Uczestnicy dowiedzą się, jakie były dalsze losy chorych, u których wykonywano transmitowane procedury, i jakie efekty przyniosło zastosowane leczenie. W trakcie konferencji przedstawione zostaną także wyniki histopatologiczne materiału uzyskanego podczas tegorocznych zabiegów. Dzięki temu uczestnicy będą mogli prześledzić nie tylko sam przebieg procedury, ale również jej znaczenie z punktu widzenia dalszego leczenia onkologicznego.

Wśród omawianych zagadnień znajdą się m.in. leczenie dużych polipów odbytnicy, zwężeń odźwiernika i dwunastnicy, kamicy przewodu trzustkowego oraz procedury wykonywane u pacjentów ze zmienioną pooperacyjnie anatomią przewodu pokarmowego.

– W każdym z tych przypadków kluczowe pozostaje pytanie nie tylko o to, jak wykonać zabieg, ale kiedy leczenie endoskopowe będzie dla pacjenta najlepszym rozwiązaniem – dodaje prof. Kamiński

Warszawa i Baltimore – endoskopia bez granic

Jednym z najważniejszych punktów jubileuszowej edycji będą dwie anglojęzyczne sesje prowadzone jednocześnie z Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie i Johns Hopkins Hospital w Baltimore. Transmisja będzie przenosić uczestników naprzemiennie między obiema salami zabiegowymi. Eksperci po obu stronach Atlantyku będą wykonywać procedury, komentować swoje decyzje, omawiać trudne przypadki i wymieniać doświadczenia w czasie rzeczywistym.

– Dzięki temu, uczestnicy będą mogli obserwować nie tylko kolejne etapy wykonywanych zabiegów, lecz także sposób kwalifikowania pacjentów, wybór techniki oraz decyzje podejmowane w sytuacjach, których przebiegu nie zawsze można w pełni przewidzieć przed rozpoczęciem procedury – podkreśla prof. Kamiński. Szczególnie cenna będzie możliwość zestawienia doświadczeń dwóch ośrodków i porównania różnych sposobów postępowania wobec podobnych wyzwań klinicznych – dodaje

Formuła ma więc pokazywać nie tylko jak wykonać zaawansowany zabieg, ale również dlaczego w konkretnej sytuacji wybiera się właśnie takie rozwiązanie.

W procedurach wykonywanych podczas tych sesji wezmą udział m.in. prof. Michał F. Kamiński oraz dr hab. n. med. Nastazja Pilonis, prof. CMKP, gastroenterolożka i endoskopistka zabiegowa związana z Kliniką Gastroenterologii Onkologicznej NIO-PIB. Po stronie amerykańskiej pojawią się prof. Mouen Khashab, dyrektor Therapeutic Endoscopy w Johns Hopkins Medicine, jeden z uznanych światowych specjalistów w dziedzinie endoskopii terapeutycznej, oraz dr Saowanee Ngamruengphong, wykładowczyni Johns Hopkins University School of Medicine i specjalistka zaawansowanej endoskopii terapeutycznej, zajmująca się m.in. endoskopowym leczeniem zmian przednowotworowych i nowotworowych przewodu pokarmowego.

Międzynarodowy charakter jubileuszowego WLE nie ograniczy się jednak do współpracy Warszawy z Baltimore. Do grona zaproszonych ekspertów dołączą także prof. Jacques Devière z Erasme University Hospital, Université libre de Bruxelles w Brukseli, jeden z wieloletnich liderów europejskiej endoskopii terapeutycznej, oraz prof. Barham Abu Dayyeh z Cedars-Sinai Medical Center w Los Angeles, gdzie kieruje Interventional Gastroenterology i odpowiada za rozwój zaawansowanej endoskopii.

Część większej zmiany

Dziesiąta edycja Warsaw Live Endoscopy przypada na okres szczególnie intensywnego rozwoju endoskopii w Narodowym Instytucie Onkologii. Klinika Gastroenterologii Onkologicznej NIO uzyskała w tym roku status oficjalnego ESGE Training Centre, dołączając do międzynarodowego grona ośrodków rekomendowanych przez Europejskie Towarzystwo Endoskopii Przewodu Pokarmowego (European Society of Gastrointestinal Endoscopy – ESGE) do szkolenia lekarzy w zakresie zaawansowanej endoskopii przewodu pokarmowego. Zespół Kliniki ma także za sobą tysięczną operację endoskopową.

W Instytucie powstaje również Centrum Chirurgii i Diagnostyki Endoskopowej, finansowane ze środków Funduszu Medycznego. Nowa przestrzeń ma stworzyć jeszcze lepsze warunki do wykonywania zaawansowanych procedur, prowadzenia działalności szkoleniowej i dalszego rozwoju endoskopii zabiegowej.

W tym kontekście Warsaw Live Endoscopy jest czymś więcej niż wydarzeniem szkoleniowym. Stanowi element modelu, który łączy leczenie pacjentów, rozwój nowych metod, badania naukowe, szkolenie specjalistów i międzynarodową wymianę doświadczeń. Dziesiąta edycja jest okazją do podsumowania dotychczasowej drogi, ale przede wszystkim do pokazania, w jakim kierunku zmierza współczesna endoskopia – coraz bardziej zaawansowana technicznie, a jednocześnie coraz silniej wpisana w kompleksowy proces leczenia pacjenta.

W tym roku udział w wydarzeniu – stacjonarnie i online – zapowiedziało blisko 400 uczestników.

Źródło: NIO

Czy u części pacjentów po usunięciu gruczolaków wysokiego ryzyka konieczna jest kolonoskopia kontrolna już po trzech latach? Wyniki dużego europejskiego badania EPoS II, opublikowane w „New England Journal of Medicine”, wskazują, że przy wysokiej jakości kolonoskopii wyjściowej przesunięcie pierwszego badania kontrolnego do pięciu lat nie zwiększało częstości raka jelita grubego w pierwszych pięciu latach obserwacji. Wyniki mogą w przyszłości wpłynąć na zasady nadzoru po usunięciu zmian przednowotworowych i ograniczyć liczbę wykonywanych kolonoskopii, ale na obecnym etapie nie zmieniają obowiązujących zaleceń.

W projektowaniu EPoS II, którego wyniki zostały właśnie opublikowane w jednym z najbardziej prestiżowych czasopism medycznych na świecie – „New England Journal of Medicine”, uczestniczyli eksperci Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie. Zespół NIO koordynował również realizację badania w Polsce.

Jak wynika z publikacji, międzynarodowy zespół wykazał, że u części pacjentów po usunięciu gruczolaków wysokiego ryzyka pierwszą kolonoskopię kontrolną można potencjalnie wykonywać po pięciu, a nie – jak wynika z obecnych wytycznych – po trzech latach. Przy wysokiej jakości kolonoskopii wyjściowej, częstość raka jelita grubego w ciągu pierwszych pięciu lat obserwacji była porównywalna niezależnie od tego, czy pierwszą kolonoskopię kontrolną wykonywano po trzech, czy po pięciu latach.

Jeśli ten wynik zostanie potwierdzony w dalszej obserwacji i znajdzie odzwierciedlenie w przyszłych wytycznych, może mieć istotne znaczenie zarówno dla tysięcy pacjentów, jak i dla dostępności badań endoskopowych w całym systemie ochrony zdrowia.

Wśród polskich współautorów publikacji znaleźli się prof. Michał F. Kamiński, prof. Nastazja Pilonis i prof. Jarosław Reguła z Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie, a także prof. Mirosław Szura z Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz prof. Andrzej Białek z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Polski udział w projekcie uzyskał również wsparcie Narodowego Centrum Nauki.

EPoS II – jak nadzorować pacjenta po usunięciu zmian przednowotworowych

EPoS II to międzynarodowe, randomizowane badanie kliniczne, którego celem jest znalezienie odpowiedzi na jedno z kluczowych pytań dotyczących nadzoru nad pacjentami po usunięciu zmian przednowotworowych jelita grubego: jak często należy wykonywać kontrolną kolonoskopię, aby zachować bezpieczeństwo onkologiczne, a jednocześnie nie wykonywać badań częściej, niż jest to rzeczywiście konieczne.

Do badania włączono 10 799 pacjentów w wieku od 40 do 74 lat z 49 ośrodków w ośmiu krajach europejskich. U uczestników podczas wcześniejszej kolonoskopii usunięto gruczolaki kwalifikowane jako zmiany wysokiego ryzyka – m.in. gruczolaki o średnicy co najmniej 10 mm, z dysplazją dużego stopnia lub komponentem kosmkowym, a także liczne gruczolaki.

Pacjentów losowo przydzielono do dwóch grup. W pierwszej kontrolną kolonoskopię wykonywano po trzech latach, a następnie po 5 latach – zgodnie z dotychczas stosowanym schematem nadzoru – w drugiej pierwsze badanie kontrolne przesunięto do pięciu lat.

Opublikowana w NEJM analiza obejmuje pierwsze 5,5 roku z zaplanowanych 10 lat obserwacji. Rak jelita grubego wystąpił u 0,77 proc. pacjentów z pierwszą kontrolną kolonoskopią po pięciu latach i u 0,82 proc. pacjentów z kontrolą po trzech latach. Ta niewielka różnica nie oznacza, że późniejsza kolonoskopia chroni lepiej – pokazuje natomiast, że strategia pięcioletnia nie była gorsza od trzyletniej pod względem częstości raka w pierwszych pięciu latach obserwacji. Innymi słowy, wcześniejsze wykonanie dodatkowej kolonoskopii po trzech latach nie przełożyło się na mniejszą liczbę rozpoznań raka.

Uzyskane wyniki spełniły przyjęte w badaniu tzw. kryterium nie-gorszości (non-inferiority criterion) strategii pięcioletniej. Nie stwierdzono również istotnych różnic w stopniu zaawansowania rozpoznawanych nowotworów. Oznacza to, że w badanej populacji ponad 99 proc. pacjentów po usunięciu gruczolaków wysokiego ryzyka nie zachorowało na raka jelita grubego w ciągu pięciu lat – niezależnie od tego, czy pierwszą kontrolną kolonoskopię wykonywano po trzech, czy po pięciu latach – wyjaśnia dr hab. n. med. Nastazja Pilonis, prof. CMKP z Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej NIO, jedna ze współautorek badania.

Ekspertka podkreśla, że kluczowym warunkiem bezpiecznego wydłużenia odstępu między badaniami jest jakość pierwszej kolonoskopii. Do badania kwalifikowano pacjentów po pełnym badaniu jelita grubego, przeprowadzonym przy odpowiednim przygotowaniu jelita i po całkowitym usunięciu wykrytych zmian.

Rola polskich ekspertów

Istotną rolę w realizacji EPoS II odegrał polski zespół. Polska włączyła do badania 1006 pacjentów i była czwartym krajem pod względem liczby zrekrutowanych uczestników.

Nasza rola nie ograniczała się do rekrutacji pacjentów. Koordynowaliśmy badanie w Polsce, a jednocześnie uczestniczyliśmy w Scientific Board całego projektu, współdecydując o jego designie. Zorganizowaliśmy realizację badania w trzech polskich ośrodkach i włączyliśmy ponad tysiąc pacjentów. To ważne, ponieważ dzięki temu polskie ośrodki nie tylko uczestniczą w międzynarodowych badaniach, ale mają realny udział w tworzeniu dowodów naukowych, które mogą wpływać na przyszłą praktykę kliniczną – mówi prof. Michał F. Kamiński, kierownik Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej Narodowego Instytutu Onkologii.

Mniej niepotrzebnych badań, większa dostępność kolonoskopii?

Znaczenie wyników EPoS II wykracza poza postępowanie z pojedynczym pacjentem. Wraz z rozwojem programów badań przesiewowych wykrywanych i usuwanych jest coraz więcej polipów oraz gruczolaków jelita grubego. Rośnie więc również liczba osób kierowanych następnie na kolonoskopie kontrolne.

Jeżeli dalsza obserwacja potwierdzi, że u odpowiednio zakwalifikowanych pacjentów pierwsze badanie kontrolne można bezpiecznie wykonywać po pięciu zamiast po trzech latach, mogłoby to istotnie (o blisko połowę) ograniczyć liczbę kolonoskopii wykonywanych w ramach nadzoru. Pozwoliłoby to lepiej wykorzystać możliwości pracowni endoskopowych i zwiększyć dostępność badań dla osób wymagających diagnostyki lub badań przesiewowych.

Autorzy podkreślają jednak, że opublikowane wyniki są analizą pośrednią.

Główny punkt końcowy badania dotyczy 10-letniej obserwacji, dlatego rezultaty nie oznaczają automatycznej zmiany obowiązujących obecnie zaleceń dotyczących nadzoru po usunięciu gruczolaków wysokiego ryzyka. Stanowią jednak ważny argument naukowy, który może zostać uwzględniony przy ich przyszłej aktualizacji – mówi prof. Jarosław Reguła, jeden ze współtwórców i wieloletni koordynator ogólnokrajowego Programu Badań Przesiewowych raka jelita grubego w Polsce.

Wyniki EPoS II wskazują jednocześnie, że podstawą bezpiecznego wydłużania odstępów między kolejnymi badaniami pozostaje wysokiej jakości kolonoskopia wyjściowa – dokładne obejrzenie całego jelita, właściwe przygotowanie pacjenta oraz kompletne usunięcie zmian przednowotworowych.

Z wynikami badania „Colonoscopy Intervals and Colorectal Cancer Incidence after Adenoma Removal”, opublikowanymi 17 września 2026 r. w „New England Journal of Medicine”, można zapoznać się tutaj:
https://www.nejm.org/doi/full/10.1056/NEJMoa2603816

Źródło: NIO

Stopień przetworzenia produktów zbożowych może zwiększyć ryzyko rozwoju nieswoistych chorób zapalnych jelit (IBD). Analiza z udziałem naukowców z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu wskazuje, że większe spożycie bardziej przetworzonego pieczywa wiązało się z chorobami jelit.

Nieswoiste choroby zapalne jelit, do których należą m.in. choroba Leśniowskiego-Crohna i wrzodziejące zapalenie jelita grubego, występują na świecie coraz częściej. Ich rozwój zależy od wielu czynników: genetycznych, immunologicznych i środowiskowych. Coraz więcej uwagi poświęca się także diecie – jako jednemu z elementów, które mogą wpływać na ryzyko choroby.

Naukowcy związani z międzynarodowym projektem PURE przyjrzeli się tym razem produktom zbożowym. Chcieli sprawdzić, czy dla ryzyka IBD znaczenie ma nie tylko to, ile ich jemy, ale również sposób, w jaki są przetwarzane.

W badaniu uczestniczyli naukowcy z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. W przesłanym w czwartek komunikacie uczelnia przekazała, że analiza objęła ponad 140 tys. dorosłych z 27 krajów, obserwowanych przez wiele lat.

W tym okresie rozpoznano 467 nowych przypadków nieswoistych chorób zapalnych jelit. Badacze uwzględnili w analizach m.in. wiek i płeć uczestników, ich aktywność fizyczną, palenie tytoniu, miejsce zamieszkania oraz ogólną jakość diety. Pozwoliło to dokładniej ocenić związek pomiędzy spożyciem poszczególnych produktów zbożowych a ryzykiem zachorowania.

Wyniki pokazały, że wyższe spożycie bardziej przetworzonych produktów zbożowych było związane z większym ryzykiem rozwoju IBD. W przypadku produktów zbożowych o niższym stopniu przetworzenia podobnej zależności nie stwierdzono.

„Dieta jest jednym z ważniejszych modyfikowalnych czynników ryzyka nieswoistych chorób zapalnych jelit. Badanie pokazuje, że szczególne znaczenie mogą mieć właśnie ultraprzetworzone produkty zbożowe, dlatego wyniki mają istotne znaczenie zarówno dla zaleceń żywieniowych, jak i strategii profilaktycznych” – powiedziała, cytowana w komunikacie, dr Alicja Basiak-Rasała z Zakładu Badań Populacyjnych i Profilaktyki Chorób Cywilizacyjnych UMW.

Wśród produktów uwzględnionych w obserwacjach znalazły się m.in. pakowane przemysłowo pieczywo, ciasta, ciastka oraz produkty instant na bazie makaronu. Autorzy badania podkreślają jednak, że wyników nie należy odnosić do wszystkich produktów zbożowych.

„To badanie koncentrowało się właśnie na produktach zbożowych i wykazało szczególnie silny związek z produktami wysoko przetworzonymi. Jednocześnie wysokiej jakości pieczywo o niższym stopniu przetworzenia lub spożycie ryżu nie zwiększało ryzyka wystąpienia chorób zapalnych jelit” – wyjaśniła Basiak-Rasała.

Badanie nie pozwala wskazać jednego konkretnego składnika odpowiedzialnego za obserwowany związek. Co więcej, podobnej zależności nie stwierdzono w przypadku wielu innych grup żywności, m.in. nieprzetworzonego czerwonego mięsa, drobiu, nabiału, produktów skrobiowych, warzyw, owoców czy roślin strączkowych. Badacze nie potwierdzili również związku między spożyciem sodu a ryzykiem rozwoju IBD.

Uwagę naukowców zwraca więc sam przemysłowy sposób przetwarzania żywności. Wśród czynników, które mogą odgrywać rolę, wymieniają dodatki technologiczne stosowane w produkcji, takie jak emulgatory, konserwanty czy maltodekstryny.

Badania eksperymentalne sugerują, że niektóre z nich mogą wpływać na skład mikrobioty jelitowej, osłabiać barierę jelitową i sprzyjać odpowiedzi zapalnej organizmu. Szacuje się, że nawet aż 40 proc. emulgatorów w diecie spożywa się właśnie z przetworzonymi produktami zbożowymi.

„Całkowite wyeliminowanie produktów wysokoprzetworzonych jest dziś w praktyce bardzo trudne. Warto jednak jak najczęściej wybierać produkty świeże i minimalnie przetworzone oraz dbać o dietę bogatą w błonnik, pełnoziarniste produkty zbożowe, warzywa, owoce i rośliny strączkowe. Dobrym modelem żywienia pozostaje dieta śródziemnomorska, którą wiązano w innych badaniach z niższym ryzykiem wystąpienia IBD” – podsumowała dr Basiak-Rasała.

Publikacja powstała na podstawie danych z międzynarodowego badania PURE (Prospective Urban Rural Epidemiology) – jednego z największych projektów epidemiologicznych analizujących wpływ czynników społecznych, środowiskowych oraz związanych ze stylem życia na rozwój chorób przewlekłych. Projekt jest obecnie realizowany w 27 krajach. Jego inicjatorem jest prof. Salim Yusuf z McMaster University w Kanadzie.

Polską kohortę PURE od 2007 roku prowadzą na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu prof. Katarzyna Zatońska oraz prof. Andrzej Szuba. To jedno z największych i najdłużej realizowanych badań populacyjnych w Polsce. Jego wyniki regularnie znajdują odzwierciedlenie w międzynarodowych publikacjach i pomagają lepiej zrozumieć znaczenie modyfikowalnych czynników wpływających na zdrowie – napisano w komunikacie uczelni.(PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Ogólnopolskie Dni Endoskopowe, jedno z największych wydarzeń gastroenterologicznych w Polsce, przeznaczone dla lekarzy, pielęgniarek oraz asystentów wykonujących badania endoskopowe, odbędą się w dniach 20-21 listopada 2026 r. w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach.

Wydarzenie tradycyjnie będzie połączeniem dwóch równoległych wydarzeń: 51. Ogólnopolskich Dni Endoskopowych przeznaczonych dla lekarzy oraz 32. Ogólnopolskiej Sesji Pielęgniarek i Asystentów Endoskopowych.

W ramach programu naukowego na uczestników czekają liczne sesje wykładowe, praktyczne warsztaty oraz konkursy wiedzy. W gronie wykładowców, jak co roku, znajdą się najważniejsze postacie polskiej sceny gastroenterologicznej. W ramach sesji wykładowych oraz warsztatów omówione zostaną najważniejsze zagadnienia w obszarze badań endoskopowych, najnowsze trendy w badaniach endoskopowych, nowinki techniczne, aktualne wytyczne wraz z praktycznymi wskazówkami wdrożenia w praktykę oraz ciekawe przypadki kliniczne.

Patronat naukowy nad Wydarzeniem sprawują Sekcja Endoskopii Przewodu Pokarmowego Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Klinika Gastroenterologii i Hepatologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, Oddział Śląski Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii oraz Ogólnopolska Sekcja Pielęgniarek i Asystentów Endoskopowych.

Więcej informacji na stronie Wydarzenia: https://endoskopia.katowice.pl/

Ból brzucha przed ważnym egzaminem, nudności w czasie silnego stresu czy nagłe problemy jelitowe po trudnych doświadczeniach życiowych – wielu ludzi traktuje takie objawy jako chwilową reakcję organizmu. Tymczasem coraz więcej dowodów potwierdza, że relacja między mózgiem a jelitami jest znacznie głębsza. Najnowsza publikacja współtworzona przez prof. Agatę Mulak z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu wskazuje, że na zdrowie przewodu pokarmowego wpływają nie tylko geny, dieta czy bakterie jelitowe, ale również kultura, relacje społeczne, status ekonomiczny i sposób funkcjonowania w społeczeństwie.
Artykuł opublikowany w czasopiśmie American Gastroenterological Association Gastroenterology stanowi część aktualizacji Kryteriów Rzymskich V, najważniejszego międzynarodowego systemu klasyfikacji i diagnostyki zaburzeń interakcji jelitowo–mózgowych (Disorders of Gut–Brain Interaction, DGBI). To schorzenia, które jeszcze do niedawna określano jako czynnościowe zaburzenia przewodu pokarmowego, w tym m.in. zespół jelita nadwrażliwego.

Zaburzenia interakcji jelitowo–mózgowych

Zaburzenia interakcji jelitowo–mózgowych należą dziś do najczęstszych problemów gastroenterologicznych. Szacuje się, że mogą dotyczyć nawet 42% populacji ogólnej. Jednocześnie pozostają ogromnym wyzwaniem diagnostycznym i terapeutycznym.

Pacjenci często przez lata słyszą, że „wyniki są prawidłowe”, mimo że objawy, takie jak bóle brzucha, wzdęcie, biegunka, zaparcie czy nudności, utrudniają codzienne funkcjonowanie

– Zmiana spojrzenia na patogenezę i przebieg zaburzeń interakcji jelitowo–mózgowych jest efektem holistycznego podejścia do zdrowia i choroby, zgodnego z modelem biopsychospołecznym, uwzględniającym interakcje czynników biologicznych, psychologicznych oraz społeczno-kulturowych – wyjaśnia prof. Agata Mulak z Katedry i Kliniki Gastroenterologii, Hepatologii i Chorób Wewnętrznych UMW.

Nowe Kryteria Rzymskie podkreślają, że objawy nie są „wyłącznie psychiczne” ani „tylko jelitowe”. To efekt złożonych interakcji między układem nerwowym, odpornościowym, hormonalnym i mikrobiotą jelitową.

Oś jelito–mózg

W ostatnich latach naukowcy coraz częściej mówią o osi jelitowo–mózgowej, systemie dwukierunkowej komunikacji pomiędzy przewodem pokarmowym a mózgiem. Jelita nie są już postrzegane wyłącznie jako narząd trawienia, ale jako aktywny element regulujący funkcjonowanie całego organizmu.

W komunikacji tej uczestniczą nerwy, hormony, komórki odpornościowe oraz mikrobiota jelitowa, czyli miliardy mikroorganizmów zamieszkujących przewód pokarmowy. To właśnie dlatego przewlekły stres może wpływać nie tylko na samopoczucie psychiczne, ale również na pracę jelit.

– Przewlekły stres zaburza komunikację między mózgiem a przewodem pokarmowym, wpływając na motorykę jelit, nadwrażliwość trzewną, przepuszczalność bariery jelitowej oraz skład mikrobioty – tłumaczy prof. Mulak.

Badania pokazują, że długotrwałe napięcie psychiczne może zwiększać nadwrażliwość jelit, zmieniać skład bakterii jelitowych i nasilać procesy zapalne. To z kolei przekłada się na większe nasilenie objawów i pogorszenie jakości życia pacjentów.

Samotność, presja i czynniki społeczno-kulturowe także wpływają na jelita

Jednym z najważniejszych elementów nowej publikacji jest zwrócenie uwagi na rolę czynników społeczno-kulturowych. To obszar, który jeszcze kilka lat temu był w gastroenterologii traktowany marginalnie.

Tymczasem naukowcy coraz lepiej rozumieją, że zdrowie jelit może zależeć także od warunków życia, poziomu bezpieczeństwa ekonomicznego, jakości relacji społecznych czy norm kulturowych dotyczących wyrażania emocji i choroby. – Czynniki społeczno-kulturowe wywierają istotny wpływ na poziom stresu, styl życia oraz to, jak postrzegamy objawy i jak na nie reagujemy – podkreśla badaczka.

Znaczenie mogą mieć m.in. przeciążenie pracą, przewlekła niepewność finansowa, brak wsparcia społecznego czy doświadczenie wykluczenia. W niektórych kulturach otwarte mówienie o problemach jelitowych jest społecznie tabuizowane, co może opóźniać zgłaszanie się po pomoc medyczną.

– Normy kulturowe kształtują interpretację i ekspresję dolegliwości oraz korzystanie z pomocy medycznej, co bezpośrednio wpływa na przebieg tych schorzeń i skuteczność leczenia – dodaje prof. Mulak.

Coraz więcej dowodów sugeruje, że zaburzenia osi jelitowo–mózgowej mogą mieć znaczenie także poza gastroenterologią. Naukowcy analizują ich związki z chorobami metabolicznymi, autoimmunologicznymi, a nawet neurologicznymi i psychiatrycznymi.

Mikrobiota jelitowa może wpływać na funkcjonowanie układu odpornościowego, metabolizm oraz aktywność mózgu. Dlatego zaburzenia jej równowagi są dziś badane m.in. w kontekście depresji, chorób neurodegeneracyjnych czy otyłości.

Medycyna przyszłości będzie bardziej holistyczna

Nowe podejście zmienia również sposób leczenia pacjentów. Coraz większe znaczenie ma budowanie relacji lekarza z pacjentem i indywidualne dopasowanie terapii do potrzeb konkretnej osoby.

 
– Dobra komunikacja lekarza z pacjentem, oparta na aktywnym słuchaniu, empatii i zaufaniu, stanowi podstawę skutecznego leczenia – zaznacza prof. Agata Mulak.
Eksperci podkreślają, że skuteczna terapia nie powinna ograniczać się wyłącznie do leków. Coraz częściej obejmuje także modyfikację diety, poprawę jakości snu, aktywność fizyczną, techniki redukcji stresu oraz wsparcie psychologiczne.

– Holistyczne podejście nie tylko zmniejsza nasilenie objawów, lecz także poprawia jakość życia chorych. W przyszłości można spodziewać się coraz bardziej spersonalizowanych terapii uwzględniających zarówno biologiczne, jak i psychospołeczne aspekty zdrowia – podsumowuje badaczka.

Materiał powstał na podstawie artykułu: Sociocultural Aspects of the Pathophysiology, Clinical Presentation, and Management of Disorders of Gut–Brain Interaction, Reuben K. Wong, Xiucai Fang, Uday C. Ghoshal, Purna C. Kashyap, Agata Mulak, Yeong Yeh Lee, Ami D. Sperber, Gerald Holtmann, Gastroenterology 2026

Źródło: inf pras

Z okazji przypadającego 29 maja Światowego Dnia Układu Pokarmowego eksperci zwracają uwagę na rosnące znaczenie badań nad osią mikrobiota–jelita–mózg. Coraz więcej danych wskazuje, że mikroorganizmy zamieszkujące nasze jelita mogą wpływać nie tylko na procesy trawienne, ale również na funkcjonowanie układu nerwowego, odpornościowego czy samopoczucie psychiczne. Choć wiedza na temat mikrobioty dynamicznie się rozwija, wiele mechanizmów tej zależności pozostaje nadal przedmiotem badań.
Mikrobiota jelitowa – ekosystem ważny dla zdrowia

Mikrobiota jelitowa to złożony ekosystem mikroorganizmów zasiedlających przewód pokarmowy człowieka – przede wszystkim bakterii, ale również wirusów, grzybów i archeonów. Szacuje się, że w jelitach człowieka żyją biliony drobnoustrojów, które wspólnie tworzą środowisko istotne dla utrzymania równowagi organizmu. Ich skład zależy m.in. od diety, stylu życia, wieku czy stosowanych leków, zwłaszcza antybiotyków.

Jeszcze kilkanaście lat temu mikrobiota była kojarzona głównie z procesami trawiennymi. Dziś wiadomo, że jej znaczenie może być znacznie szersze. Rozwój nowoczesnych metod badawczych pozwolił naukowcom dokładniej analizować mikroorganizmy zasiedlające jelita oraz ich potencjalny wpływ na funkcjonowanie całego organizmu.

Oś mikrobiota–jelita–mózg

Od kilku lat szczególne zainteresowanie naukowców budzi tzw. oś mikrobiota–jelita–mózg, czyli system wzajemnej komunikacji pomiędzy przewodem pokarmowym, mikrobiotą jelitową i ośrodkowym układem nerwowym. Komunikacja ta odbywa się m.in. za pośrednictwem sygnałów nerwowych, hormonalnych, metabolicznych oraz immunologicznych.

Z perspektywy współczesnej medycyny oś mikrobiota–jelita–mózg stanowi przykład niezwykle złożonej sieci interakcji biologicznych, w której mikroorganizmy jelitowe uczestniczą w regulacji wielu procesów fizjologicznych. Jelita, wyposażone we własny układ nerwowy i pozostające w stałej komunikacji z mózgiem, tworzą środowisko, w którym sygnały metaboliczne, immunologiczne i neuroprzekaźnikowe wzajemnie się przenikają. W rezultacie mikrobiota staje się istotnym elementem wpływającym na homeostazę organizmu. Pomimo znaczącego postępu w badaniach, nadal nie wszystkie mechanizmy tej osi zostały w pełni poznane, co czyni ją jednym z kluczowych kierunków dalszych badań biomedycznych – mówi prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Marek Waluga, Przewodniczący Rady Naukowej Biocodex Microbiota Foundation oraz Członek Zarządu Sekcji Neurogastroenterologii i Motoryki Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii. 

Jelita często określane są mianem „drugiego mózgu”, ponieważ posiadają rozbudowany układ nerwowy, zdolny do niezależnego przetwarzania informacji. Naukowcy analizują dziś, w jaki sposób mikrobiota może wpływać na komunikację między jelitami a mózgiem, a także jak czynniki takie jak stres, dieta, aktywność fizyczna czy jakość snu oddziałują na funkcjonowanie całej osi.

Nowe kierunki badań

Coraz częściej mówi się również o potencjalnej roli tzw. psychobiotyków, czyli wybranych szczepów mikroorganizmów badanych pod kątem wpływu na funkcjonowanie osi jelito–mózg. Eksperci podkreślają jednak, że ich działanie jest szczepozależne, a wyniki badań wymagają dalszego potwierdzenia.

Obecnie prowadzone są intensywne badania nad wpływem mikrobioty na zdrowie metaboliczne, odporność, funkcjonowanie układu nerwowego oraz rozwój różnych chorób przewlekłych. Coraz większe znaczenie przypisuje się także stylowi życia i codziennym nawykom, które mogą wpływać na różnorodność mikrobioty jelitowej.

Badania nad osią mikrobiota–jelita–mózg pokazują, jak bardzo złożone i wielokierunkowe są zależności pomiędzy mikrobiotą a organizmem człowieka. To obszar, który może w przyszłości odegrać istotną rolę w bardziej spersonalizowanym podejściu do zdrowia i profilaktyki. Dlatego tak ważna pozostaje edukacja społeczeństwa oraz popularyzacja wiedzy o mikrobiocie i jej znaczeniu dla organizmu – podkreśla dr n. med. i n. o zdr. Kinga Kazimierska-Gęca z Biocodex Microbiota Foundation.

Świadomość i edukacja

Eksperci zwracają uwagę, że mimo rosnącego zainteresowania mikrobiotą wiele pytań nadal pozostaje bez odpowiedzi. Dalszy rozwój badań może w przyszłości przyczynić się do lepszego zrozumienia zależności między jelitami, mikrobiotą i mózgiem oraz opracowania nowych kierunków profilaktyki i terapii.

Światowy Dzień Układu Pokarmowego stanowi okazję do zwiększania świadomości na temat zdrowia jelit oraz roli mikrobioty w funkcjonowaniu całego organizmu. Eksperci podkreślają, że edukacja społeczeństwa i popularyzacja wiedzy naukowej są kluczowe dla lepszego zrozumienia znaczenia mikrobioty dla zdrowia człowieka.

Źródło: inf pras

Międzynarodowe badanie NordICC opublikowane w prestiżowym czasopiśmie „The Lancet” pokazuje, że zaproszenie na jednorazową kolonoskopię przesiewową może realnie zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka jelita grubego. Po 13 latach obserwacji ryzyko zachorowania było niższe o 19 proc. w grupie osób zaproszonych na badanie. Autorzy podkreślają jednak, że skuteczność programów profilaktycznych zależy nie tylko od samego badania, ale również od zgłaszalności pacjentów i organizacji całego systemu przesiewowego.
Pierwszym autorem publikacji Long-term effects of colonoscopy screening on colorectal cancer incidence and mortality: a multicountry, population-based randomised controlled trial jest prof. dr hab. n. med. Michał F. Kamiński z Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego. Publikacja wnosi istotny głos do światowej dyskusji o profilaktyce nowotworów.

Badanie, które sprawdza realny efekt kolonoskopii

Badanie NordICC jest jednym z najważniejszych badań na świecie oceniających skuteczność kolonoskopii w profilaktyce raka jelita grubego. Jego celem było sprawdzenie, czy zaproszenie osób z populacji ogólnej na jednorazową kolonoskopię przesiewową zmniejsza ryzyko zachorowania na raka jelita grubego oraz ryzyko zgonu z powodu tego nowotworu.

Rak jelita grubego należy do najczęstszych nowotworów na świecie. Każdego roku rozpoznaje się prawie 2 miliony nowych przypadków tej choroby, w tym około 20 tysięcy w Polsce. Badania przesiewowe mają na celu wykrycie nowotworu na wczesnym etapie albo zapobieżenie jego rozwojowi poprzez usunięcie zmian przedrakowych. Kolonoskopia zajmuje w tej profilaktyce szczególne miejsce

Kolonoskopia jest badaniem wyjątkowym, ponieważ może działać na dwóch poziomach. Pozwala wykryć raka jelita grubego, ale może też zapobiec jego rozwojowi, jeśli podczas badania usuniemy polipy, z których w przyszłości mógłby powstać nowotwór.

W badaniu NordICC uwzględniono 84 583 kobiety i mężczyzn w wieku 55–64 lat z Norwegii, Polski i Szwecji. Były to osoby z populacji ogólnej, wylosowane z rejestrów ludności. Uczestników podzielono losowo na dwie grupy. Osoby z pierwszej grupy otrzymały zaproszenie na jedną kolonoskopię przesiewową. Osoby z drugiej grupy nie otrzymały takiego zaproszenia i stanowiły grupę porównawczą. Następnie przez 13 lat badacze sprawdzali w krajowych rejestrach nowotworów i zgonów, u ilu osób z obu grup rozpoznano raka jelita grubego oraz ile osób zmarło z powodu tego nowotworu.

Oznacza to, że badanie nie polegało na wielokrotnym wykonywaniu kolonoskopii wszystkim uczestnikom. Sprawdzano przede wszystkim, jaki efekt w skali populacji daje zaproszenie na jednorazowe badanie przesiewowe. To ważne, ponieważ w prawdziwym programie profilaktycznym samo zaproszenie nie wystarcza — skuteczność programu zależy przede wszystkim od tego, ile osób rzeczywiście zgłosi się na badanie.

Na kolonoskopię zgłosiło się 42 proc. osób zaproszonych. Zgłaszalność różniła się między krajami: w Polsce badanie wykonało 33 proc. zaproszonych, w Szwecji 39,8 proc., a w Norwegii 60,7 proc. To istotne dane, ponieważ skuteczność programu przesiewowego zależy nie tylko od dostępności badania, ale także od tego, czy osoby zaproszone rzeczywiście z niego skorzystają.

NordICC pokazuje, że w profilaktyce nie wystarczy zaoferować skutecznego badania. Trzeba jeszcze tak zorganizować program, aby pacjenci rozumieli jego znaczenie i chcieli w nim uczestniczyć. Zgłaszalność jest jednym z kluczowych warunków skuteczności badań przesiewowych.

Wynik ważny w skali populacji światowej

Po 13 latach obserwacji rak jelita grubego został rozpoznany u 1,46 proc. osób z grupy zaproszonej na kolonoskopię oraz u 1,80 proc. osób z grupy, która nie otrzymała takiego zaproszenia. W liczbach bezwzględnych różnica wyniosła 0,34 punktu procentowego, czyli około 3–4 mniej przypadki raka jelita grubego na każde 1000 osób zaproszonych na badanie w ciągu 13 lat.

Na pierwszy rzut oka różnica między 1,46 proc. a 1,80 proc. może wydawać się niewielka. W profilaktyce populacyjnej ma ona jednak znaczenie. Jeśli program obejmuje dziesiątki lub setki tysięcy osób, kilka mniej zachorowań na każde 1000 zaproszonych przekłada się na realną liczbę unikniętych przypadków raka jelita grubego.

Te wyniki trzeba czytać w dwóch perspektywach. Dla pojedynczej osoby różnica procentowa może wydawać się niewielka. Ale w zdrowiu publicznym patrzymy na całe populacje. Przy tak częstym nowotworze, jakim jest rak jelita grubego, kilka mniej zachorowań na każde 1000 zaproszonych osób oznacza realną korzyść.

Należy podkreślić, że efekt był większy w grupie osób, które rzeczywiście wykonały kolonoskopię. W tej analizie ryzyko zachorowania było niższe o około 45 proc. w porównaniu z osobami niepoddanymi badaniu. To pokazuje, że samo zaproszenie do programu jest dopiero pierwszym krokiem. Dla skuteczności profilaktyki kluczowe znaczenie ma udział pacjentów w badaniu.

Badanie pokazało również, że korzyść była większa w przypadku nowotworów dalszej części jelita grubego, czyli m.in. esicy i odbytnicy, niż w przypadku nowotworów położonych w bliższej części jelita grubego. Zaobserwowano także różnice między kobietami i mężczyznami – redukcja ryzyka zachorowania była wyraźniejsza u mężczyzn.

Co wyniki mówią o śmiertelności

Badanie nie wykazało istotnego statystycznie zmniejszenia śmiertelności z powodu raka jelita grubego w całej grupie osób zaproszonych na kolonoskopię. Z powodu tego nowotworu zmarło 0,41 proc. osób w grupie zaproszonej na badanie i 0,47 proc. osób w grupie bez zaproszenia.

Autorzy zwracają uwagę, że śmiertelność z powodu raka jelita grubego w obu grupach była niższa, niż zakładano przy projektowaniu badania. Innymi słowy, ryzyko zgonu okazało się mniejsze niż przewidywano. Jeśli zgonów jest mniej, trudniej statystycznie wykazać dodatkowy wpływ badania przesiewowego na śmiertelność.

W badaniu wykazaliśmy istotne zmniejszenie ryzyka zachorowania na raka jelita grubego. Nie wykazaliśmy natomiast istotnego zmniejszenia śmiertelności w całej grupie zaproszonej, ponieważ ryzyko zgonu z powodu tego nowotworu było niższe, niż zakładano na etapie projektowania badania. To ważna informacja przy planowaniu programów przesiewowych – mówi prof. Michał Kamiński

Dane ważne dla organizacji profilaktyki

Wyniki badania NordICC mają duże znaczenie dla organizacji profilaktyki raka jelita grubego. Pokazują, że jedna kolonoskopia może istotnie zmniejszyć ryzyko zachorowania, ale skuteczność badań przesiewowych zależy od wielu czynników: zgłaszalności, jakości wykonania badania, wieku i płci osób objętych programem, lokalizacji zmian nowotworowych oraz ogólnego ryzyka zachorowania i zgonu w danej populacji.

Publikacja w „The Lancet” dostarcza ważnych danych dla krajów prowadzących lub planujących programy badań przesiewowych. Może pomóc w odpowiedzi na pytania, kogo zapraszać na badania, w jakim wieku, jak zwiększać zgłaszalność i jak organizować profilaktykę, aby przynosiła jak największe korzyści zdrowotne.

„Dla nas najważniejsze jest to, aby wyniki badań przekładały się na lepszą organizację profilaktyki. Kolonoskopia może zapobiegać części zachorowań na raka jelita grubego, ale o skuteczności programu decyduje cały system: sposób zapraszania, jakość badania, informacja przekazywana pacjentom i ich gotowość do udziału w przesiewie” – prof. Michał Kamiński

Udział prof. Michała F. Kamińskiego jako pierwszego autora publikacji w jednym z najważniejszych czasopism medycznych świata jest znaczącym osiągnięciem polskiej nauki i potwierdzeniem międzynarodowej pozycji zespołów Narodowego Instytutu Onkologii zajmujących się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem raka jelita grubego.

Wyniki badania NordICC stanowią ważny głos w światowej dyskusji o profilaktyce raka jelita grubego i pokazują, że kolonoskopia może skutecznie ograniczać liczbę zachorowań w populacji. Eksperci zwracają uwagę, że kluczowe znaczenie ma nie tylko dostępność badań przesiewowych, ale także edukacja pacjentów, jakość wykonywanych badań oraz skuteczna organizacja programów profilaktycznych. Publikacja z udziałem polskich naukowców potwierdza również rosnącą rolę Narodowego Instytutu Onkologii w międzynarodowych badaniach nad profilaktyką nowotworów.

Link do artykułu w „The Lancet”: https://www.thelancet.com/journals/lancet/article/PIIS0140-6736%2826%2900508-8/fulltext

Źródło: NIO

Nieswoiste choroby zapalne jelit (NChZJ), które dotyczą głównie ludzi młodych, powinny być leczone skutecznie, niezależnie od miejsca zamieszkania pacjentów – przypominają eksperci z okazji Światowego Dnia Nieswoistych Chorób Zapalnych Jelit, który przypada 19 maja.
Jak podkreślają, w Polsce wciąż brakuje kompleksowej opieki nad tą grupą pacjentów oraz sieci specjalistycznych, referencyjnych ośrodków, które mogłyby ją świadczyć. W 2026 r. Światowy Dzień NChZJ jest obchodzony pod hasłem „NChZJ nie znają granic: Dostęp do opieki zdrowotnej” (z ang. „IBD Has No Borders: Access to Care”). Celem obchodów tego dnia jest zwrócenie uwagi na konieczność równego dostępu do diagnostyki, do specjalistów, a także do skutecznego i bezpiecznego leczenia dla wszystkich osób, które zmagają się z tymi schorzeniami.

„Lepsze życie i opieka nad chorymi na nieswoiste choroby zapalne jelit nie może zależeć od miejsca, gdzie mieszkamy. Chcemy zwrócić uwagę na problemy pacjentów z mniejszych miejscowości, gdzie często nie ma dobrych specjalistów oraz na to, że problem NChZJ nie jest tylko sprawą pacjenta i jego rodziny, ale także sprawą państwa” – skomentował cytowany w informacji prasowej przesłanej PAP Jacek Hołub, rzecznik prasowy Polskiego Towarzystwa Wspierania Osób z Nieswoistymi Zapaleniami Jelita „J-elita”, który sam choruje na chorobę Leśniowskiego-Crohna.

Wiceprezes Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii prof. Grażyna Rydzewska, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych i Gastroenterologii Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA, przypomniała na spotkaniu prasowym zorganizowanym 15 maja br., że w Polsce ok. 100 tys. osób cierpi na NZChJ, do których zalicza się: chorobę Leśniowskiego-Crohna oraz wrzodziejące zapalenie jelita grubego. Są to choroby autoimmunologiczne, będące efektem błędnego ataku układu odpornościowego na tkanki własnego organizmu.

Szczyt zachorowań obserwuje się w grupie wiekowej 15-40 lat. Z danych zebranych w polskim rejestrze choroby Leśniowskiego-Crohna wynika, że ponad 70 proc. pacjentów ma poniżej 35 lat, a 25 proc. stanowią dzieci. – Jeśli ci chorzy będą dobrze leczeni, będą mogli żyć normalnie, będą mogli funkcjonować w rodzinach, będą mogli pracować – wymieniała prof. Rydzewska.

NChZJ mają znaczący negatywny wpływ na życie pacjentów. Typowe objawy tych chorób to: częste biegunki (nawet kilkadziesiąt wizyt w toalecie w ciągu dnia), biegunki z krwią, częste bóle brzucha, chudnięcie, niedokrwistość. – Ale należą tu również objawy pozajelitowe: skórne, ze strony jamy ustnej, objawy okulistyczne, reumatologiczne – opisała prof. Rydzewska. Typowe jest też współwystępowanie innych chorób autoimmunologicznych, jak reumatoidalne zapalenie stawów, astma, łuszczyca. Dodała, że wielu pacjentów cierpi na zespół przewlekłego zmęczenia, który sprawia, że nie mogą chodzić do pracy, albo chodzą i nie pracują (tzw. prezenteizm).

Proces zapalny utrzymujący się w jelitach nieodwracalnie je niszczy: pojawiają się przetoki (również w okolicach intymnych), zwłóknienia, zwężenia. – My mamy pacjentów, którzy przeszli kilkanaście operacji z powodu nieswoistego zapalenia jelit. Także niestety czasami kończy się to po prostu zespołem krótkiego jelita i koniecznością żywienia pozajelitowego – podkreśliła prof. Rydzewska.

Ponieważ objawy NChZJ często są niespecyficzne, mogą być mylnie kojarzone ze stresem, zespołem jelita drażliwego, a nawet anoreksją. Mimo obietnic resortu zdrowia wciąż nierefundowane jest proste badanie diagnostyczne, tj. oznaczanie kalprotektyny w kale, które mogłyby przyspieszyć rozpoznanie, na co zwróciła uwagę prof. Rydzewska.

– Brak skoordynowanego systemu, ograniczone zasoby kadrowe, sprzętowe, rozproszenie placówek medycznych, to znacznie utrudnia diagnostykę. Średnie opóźnienia diagnostyczne w NChZJ szacujemy na około 3,5 roku od objawów do diagnozy – powiedziała specjalistka.

W ocenie Marka Lichoty, prezesa stowarzyszenia Apetyt na Życie, który cierpi na chorobę Leśniowskiego-Crohna, zwłaszcza osoby mieszkające daleko od dużego ośrodka są „skazane na błąkanie się od lekarza do lekarza i mają problem, żeby trafić do odpowiedniego specjalisty”. W tym czasie choroba postępuje i niszczy jelita.

Prof. Rydzewska podkreśliła na spotkaniu, że obecnie celem leczenia NChZJ jest remisja choroby, która jest rozumiana obecnie nie tylko jako brak objawów, ale jako wygojenie błony śluzowej jelita. – To powinna być remisja tzw. endoskopowa, remisja histologiczna. Pacjent powinien mieć wygojone jelito, bo jak ma niewygojone, to np. czterokrotnie rośnie ryzyko, że w przyszłości zachoruje na raka jelita grubego, nie mówiąc już o tym, że rośnie ryzyko hospitalizacji, ryzyko interwencji chirurgicznych – wymieniała specjalistka.

Jak zaznaczyła, ociągnięcie tego celu jest możliwe, ale konieczny jest dobry dostęp do nowoczesnych leków biologicznych oraz stworzenie sieci ośrodków referencyjnych, które mogłyby oferować chorym na NChZj opiekę kompleksową.

Eksperci obecni na spotkaniu ocenili, że choć dostęp do terapii biologicznych dla pacjentów z nieswoistymi chorobami zapalnymi jelit się poprawił w ostatnich latach, to wciąż korzysta z nich – w ramach programu lekowego – jedynie 10 proc. chorych; częściej są to chorzy mieszkający w dużych miastach. Jak uznali, to nadal za mało, bo odsetek ten powinien wynosić 20 proc. lub więcej.

Kolejnym problemem jest brak refundacji leków z grupy selektywnych inhibitorów interleukiny 23 (IL-23). Blokują one interleukinę 23, czyli kluczową cząsteczkę „napędzającą” przewlekły stan zapalny w jelitach.

– Dzięki stosowaniu nowych leków pacjenci nie mają nie tylko biegunki, krwawień z odbytu czy bólów brzucha, ale też zmęczenia, zaburzeń snu czy zaburzeń lękowych, które towarzyszą chorobie – wymieniała prof. Rydzewska. Dodała, że są one na tyle skuteczne i bezpieczne, że wg nowych wytycznych amerykańskich, jeśli kobieta otrzymująca te leki zajdzie w ciążę, to nie powinno się przerywać terapii. – Dla nas to jest najwyższa gwarancja bezpieczeństwa – skomentowała specjalistka. Dodatkowym atutem leków z tej grupy jest to, że działają efektywnie nie tylko w jelitach, ale też w innych miejscach organizmu, w których toczy się proces zapalny.

Według prof. Rydzewskiej im większy dostęp do leków o różnych mechanizmach działania, tym większe szanse, że uda się pomóc większej grupie pacjentów. Najważniejsza jest personalizacja terapii, czyli dobranie leczenia na podstawie przebiegu choroby, jej charakterystyki, ale też na bazie oczekiwań pacjenta, bezpieczeństwa leczenia i innych czynników, oceniła prof. Rydzewska.

Uznała przy tym, że ogromną barierą na drodze do szybszej diagnostyki i skutecznego leczenia pacjentów z NChZJ jest fakt, iż pacjenci nie docierają do odpowiednich ośrodków, ponieważ jest ich zbyt mało i leczą zbyt wielu chorych.

„Nierzadko do naszej kliniki są przyjmowani pacjenci z poważnymi powikłaniami, którzy przez wiele lat byli leczeni w małych ośrodkach. Nie byli kierowani do ośrodków specjalistycznych” – tłumaczyła prof. Rydzewska, cytowana w informacji prasowej.

Dlatego wraz z innymi ekspertami z Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii specjalistka od kilku lat walczy o wprowadzenie modelu kompleksowej opieki nad chorymi z nieswoistymi chorobami zapalnymi jelit. Zakłada on powstanie sieci ośrodków referencyjnych, która objęłaby całą Polską, żeby pacjenci nie musieli dojeżdżać np. 350 km do placówki oferującej leczenie biologiczne. Chorzy mieliby w nich możliwość konsultacji nie tylko z gastroenterologiem, ale też z innymi specjalistami, m.in. z psychologiem, reumatologiem, dermatologiem, chirurgiem czy dietetykiem.

– To teoretycznie może wydawać się droższe, ale per saldo opłaci nie tylko pacjentowi, ale i społeczeństwu. My będziemy mniej płacić za takiego pacjenta, bo mamy dowody na to, że to jest pacjent, który ma mniej zwolnień lekarskich, mniej hospitalizacji, mniej interwencji chirurgicznych, nie będzie potem musiał być żywiony pozajelitowo – podsumowała ekspertka na spotkaniu. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Tysiąc zabiegów, jedna wspólna idea, leczyć skutecznie, ale jak najmniej inwazyjnie. W Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie wykonano tysięczną radykalną endoskopię w leczeniu nowotworów przewodu pokarmowego, potwierdzając rosnącą rolę tej metody w nowoczesnej onkologii. To nie tylko liczba, ale dowód zmiany podejścia do terapii – od rozległych operacji w kierunku leczenia precyzyjnego, dopasowanego do stadium choroby i potrzeb pacjenta. Warunkiem sukcesu pozostaje jednak jedno: wczesne rozpoznanie.
68 lat, kobieta, wczesny raka żołądka, kwalifikacja do leczenia operacyjnego. To nie statystyka, to człowiek z diagnozą nowotworu. Pacjentka oczekująca na najlepsze możliwe rozwiązanie w swoim rozpoznaniu. I właśnie takie  – najlepsze z możliwych – mogli zaproponować endoskopiści z Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie. 

Po raz tysięczny w warszawskim ośrodku endoskopia została wykorzystana w terapii onkologicznej w rozpoznaniu nowotworu przewodu pokarmowego. Siła tej metody nie bierze się z samego narzędzia, ale z całego ekosystemu onkologicznego, który stoi za decyzją terapeutyczną – mówią endoskopiści zabiegowi, podkreślając, że endoskopia, nie konkuruje z chirurgią, ale jest naturalnym dopełnieniem rozwijającej się prężnie onkologii i coraz szerszego wachlarza personalizowanych metod terapeutycznych. 

Ponad dekada rozwoju endoskopii w NIO 

Narodowy Instytut Onkologii osiągnął wysoki pułap kompetencji w endoskopii zabiegowej nie dzięki pojedynczym spektakularnym przypadkom, lecz dzięki konsekwentnie budowanemu doświadczeniu. Gdy w 2012 roku zaczynano rozwijać radykalne leczenie endoskopowe nowotworów przewodu pokarmowego w NIO, były to pojedyncze procedury rocznie. Dziś skala jest nieporównywalna. W 2025 roku w Klinice Gastroenterologii Onkologicznej wykonano 285 takich zabiegów, a początek 2026 roku wskazuje, że liczba ta znów zostanie przekroczona. Tysięczna operacja nie jest więc symbolem chwilowego sukcesu, ale potwierdzeniem trwałej zmiany w praktyce klinicznej.

Jednocześnie eksperci Instytutu bardzo wyraźnie podkreślają, że nie chodzi o prostą opowieść pt. „endoskopia zamiast chirurgii”. Takie ujęcie byłoby nie tylko uproszczeniem, ale także wypaczało sens nowoczesnego i skutecznego leczenia onkologicznego. Endoskopia nie konkuruje z chirurgią. Jest jej dopełnieniem i naturalnym efektem rozwoju medycyny, w której o wyborze metody decydują nie przyzwyczajenia, lecz stopień zaawansowania choroby, lokalizacja zmiany i bezpieczeństwo onkologiczne.

– To nie jest spór między dwiema technikami. Chirurgia i endoskopia mają różne miejsca w leczeniu. W chorobie zaawansowanej chirurgia pozostaje niezbędna, ale w chorobie ograniczonej do powierzchownych warstw przewodu pokarmowego leczenie endoskopowe powinno być dziś traktowane jako postępowanie pierwszego wyboru. To nie jest moda, tylko konsekwencja wiedzy i dowodów naukowych – mówi prof. Michał F. Kamiński, Kierownik Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej NIO. Profesor Kamiński zwraca także uwagę, że rozwój endoskopii w Narodowym Instytucie Onkologii nie polegał wyłącznie na wdrażaniu gotowych rozwiązań dostępnych na rynku.

– Przez lata nasz zespół pracował na granicy istniejących możliwości technicznych, adaptując do najbardziej złożonych procedur narzędzia projektowane pierwotnie do innych zastosowań. Wraz z narastającym doświadczeniem i rosnącą liczbą zaawansowanych zabiegów Instytut stał się nie tylko miejscem wykorzystującym nowoczesne technologie, ale także ośrodkiem współtworzącym ich rozwój. To właśnie praktyka kliniczna i potrzeby operatorów zaczęły wyznaczać kierunek zmian, na które odpowiadali producenci, projektując sprzęt lepiej dopasowany do realiów najbardziej wymagającej endoskopii onkologicznej – podsumowuje dr hab. n. med Nastazja Piolonis, profesor CMKP, endoskopistka zabiegowa z Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej NIO w Warszawie. 

Tysiąc endoskopii w NIO

Niespełna siedemdziesięcioletnia kobieta, która była operowana w Instytucie w połowie kwietnia metodą endoskopową, wyszła do domu dzień po operacji. Zmiana na żołądku została usunięta radykalnie, zabieg przebiegł bez powikłań, a wynik histopatologiczny potwierdził pełny efekt leczniczy, co oznacza, że pacjentka nie wymaga dalszej terapii onkologicznej i pozostaje pod nadzorem lekarzy. 

To podsumowanie wykracza jednak poza indywidualną historię chorej. Pokazuje, jak głęboko zmieniła się rola endoskopii w onkologii przewodu pokarmowego. Jeszcze kilkanaście lat temu była ona przede wszystkim narzędziem diagnostycznym. Dziś, w ściśle określonych wskazaniach, staje się metodą leczenia radykalnego, która pozwala usunąć nowotwór bez rozległej operacji, bez utraty narządu i bez obciążenia, jakie może nieść klasyczne leczenie chirurgiczne, które niezmiennie często pozostaje jedynym wyborem.

– Najważniejsza zmiana w rozwoju endoskopii polega na tym, że przestała ona służyć wyłącznie do rozpoznawania choroby. Od 2012 roku zaczęliśmy wykorzystywać ją po to, by usuwać nowotwory radykalnie. To był prawdziwy przełom, bo po raz pierwszy pojawiła się realna alternatywa dla dużej operacji u chorych z odpowiednio wcześnie wykrytą zmianą – mówi prof. Kamiński.

W nowotworach przewodu pokarmowego, zwłaszcza przełyku, żołądka i jelita grubego, wczesne wykrycie choroby może otworzyć drogę do terapii, która nie wymaga wykonywania rozległej resekcji. Dla pacjenta oznacza to krótszą hospitalizację, szybszy powrót do sprawności i mniejsze ryzyko trwałych następstw leczenia. W przypadku tysięcznej pacjentki NIO ten model zadziałał dokładnie tak, jak powinien. Wczesny rak żołądka został usunięty miejscowo, w sposób radykalny, bez konieczności kwalifikowania chorej do dalszego leczenia.

– Są pacjenci, którzy po dwóch godzinach pytają, czy na pewno mieli już zabieg. To właśnie pokazuje sens tej metody. Jeżeli nowotwór zostanie rozpoznany we właściwym momencie i prawidłowo zakwalifikowany, pacjent może zostać wyleczony bez ceny, jaką płaci się za rozległą chirurgię, która – i tu nic się nie zmienia – ratuje życia, jednak niosąc ze sobą bardziej odczuwalne skutki. Po zabiegu endoskopowym chory bardzo często wraca do codzienności nieporównywalnie szybciej, a funkcja narządu zostaje zachowana – dodaje ekspert. 

Endoskopia – praca zespołowa 

Ta zmiana ma ogromne znaczenie także z perspektywy współpracy wielu specjalistów. Skuteczna endoskopia onkologiczna nie polega w ocenie ekspertów wyłącznie na technicznym usunięciu zmiany. Wymaga precyzyjnej kwalifikacji chorego podczas wielospecjalistycznego konsylium, bardzo dobrej diagnostyki endoskopowej i radiologicznej, a następnie niezwykle dokładnej oceny histopatologicznej. To właśnie ten etap decyduje, czy leczenie można uznać za zakończone, czy pacjent powinien zostać skierowany do dalszej terapii. W przypadku tysięcznej pacjentki histopatologia przesądziła, że zabieg miał charakter definitywnie leczniczy.

W praktyce oznacza to, że leczenie endoskopowe nowotworów nie może być prowadzone w oderwaniu od pełnego zaplecza onkologicznego. Wysokiej klasy operator to za mało. Potrzebny jest cały system: patomorfolodzy, radiolodzy, chirurdzy, onkolodzy, zespół wielodyscyplinarny i doświadczenie w prowadzeniu pacjentów na każdym etapie.

– Siła tej metody nie bierze się z samego narzędzia, tylko z całego ekosystemu onkologicznego, który stoi za decyzją terapeutyczną. My nie usuwamy całego narządu ani węzłów chłonnych, więc musimy umieć niezwykle precyzyjnie odczytać ryzyko z tego, co widzimy przed zabiegiem i z tego, co potem pokazuje preparat. To właśnie dlatego Narodowy Instytut Onkologii jest naturalnym miejscem dla rozwoju takiej terapii, tu mamy pełne zaplecze specjalistyczne – zaznacza Nastazja Pilonis.

Światowej klasy eksperci z NIO 

Ranga Instytutu nie wynika jednak wyłącznie z liczby wykonywanych procedur. Klinika Gastroenterologii Onkologicznej jest dziś jednym z najważniejszych ośrodków kształcących w tym obszarze nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Zespół do niedawna kierowany przez prof. Jarosława Regułę, a obecnie przez prof. Michała F. Kamińskiego nie tylko wdrożył i rozwinął techniki zapoczątkowane wcześniej przede wszystkim w Japonii, ale także sam współtworzy nowe rozwiązania oraz szkoli specjalistów z kraju i z zagranicy. 

Do Warszawy przyjeżdżają lekarze z różnych państw, również z ośrodków zachodnioeuropejskich, aby uczyć się procedur wykonywanych w Narodowym Instytucie Onkologii. Eksperci Instytutu są też zapraszani za granicę, by operować i pokazywać techniki stosowane w najtrudniejszych przypadkach.

– Przeszliśmy drogę od etapu, w którym sami musieliśmy uczyć się podstaw tych procedur, do miejsca, w którym szkolimy innych i pokazujemy światu, jak leczyć najtrudniejsze przypadki. Przyjeżdżają do nas lekarze z zagranicy, a nasz zespół jest zapraszany do innych krajów, by wykonywać zabiegi i dzielić się doświadczeniem. To bardzo mocny sygnał, że polska onkologia nie tylko korzysta z globalnego postępu, ale współtworzy jego kierunek – mówi prof. Michał F. Kamiński. 

Współczesna onkologia coraz wyraźniej zmierza w stronę terapii precyzyjnych, oszczędzających i dopasowanych do biologii choroby. Endoskopia onkologiczna jest jednym z najlepszych przykładów tej zmiany, a tysięczna operacja endoskopowa w Narodowym Instytucie Onkologii nie jest więc pustym „jubileuszem”. To symbol zmiany, która już się dokonała. Endoskopia przestała być w onkologii przewodu pokarmowego narzędziem diagnostycznym i dodatkiem do klasycznej chirurgii. Stała się jednym z filarów leczenia tam, gdzie nowotwór zostaje wykryty odpowiednio wcześnie, a pacjent może skorzystać z terapii radykalnej bez ceny, jaką niesie rozległa operacja. Dla chorych oznacza to mniej inwazyjne leczenie, dla systemu – konieczność kierowania pacjentów do ośrodków, które potrafią zapewnić pełną, wielodyscyplinarną opiekę, a dla Instytutu – potwierdzenie, że jest miejscem, w którym przyszłość chirurgii onkologicznej dzieje się już dziś.

Źródło: NIO
Foto: NIO

Wiosna to dobry moment na „reset” organizmu – nie tylko poprzez dietę i aktywność fizyczną, ale także poprzez wsparcie mikrobioty jelitowej. Badania pokazują, że styl życia i sposób odżywiania mają kluczowy wpływ na jej skład, a tym samym na odporność, metabolizm i ogólny stan zdrowia.
Zimowe miesiące często oznaczają mniej ruchu, bardziej kaloryczną dietę oraz mniejszą ilość świeżych warzyw i owoców. Taki styl życia może prowadzić do zmian w składzie mikrobioty jelitowej. Wpływa na nią wiele czynników, jednak jednym z najważniejszych pozostaje sposób odżywiania. Badania pokazują, że nawet krótkotrwałe zmiany w diecie mogą znacząco oddziaływać na jej skład – zarówno pod względem różnorodności, jak i obecności konkretnych grup bakterii. Istotne jest przy tym nie tylko to, czy dieta opiera się na produktach roślinnych czy zwierzęcych, ale również, jakie składniki w niej dominują. Dieta bogata w tłuszcze i białko może prowadzić do zmniejszenia liczby korzystnych bakterii, w tym tych produkujących krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe. Z kolei zwiększenie podaży błonnika i składników o działaniu prebiotycznym sprzyja odbudowie ich populacji i wspiera równowagę mikrobioty.

Badania pokazują również, że mikroorganizmy jelitowe odgrywają kluczową rolę w regulowaniu procesów metabolicznych i immunologicznych, a ich równowaga jest silnie powiązana z codziennymi wyborami żywieniowymi. Jednocześnie współczesny styl życia – w tym wysoki udział żywności przetworzonej – może zaburzać równowagę mikrobioty, co w dłuższej perspektywie wiąże się ze zwiększonym ryzykiem wielu chorób przewlekłych.

Wiosna – dobry moment na zmianę nawyków

Wiosna to naturalny moment na wprowadzenie zmian w stylu życia i swoisty „restart” codziennych nawyków. Wraz z rosnącą dostępnością świeżych produktów łatwiej wzbogacić dietę o składniki, które wspierają mikrobiotę jelitową i pomagają przywrócić jej równowagę po zimie. Jednym z kluczowych elementów jest odpowiednia podaż błonnika pokarmowego. Produkty pełnoziarniste, warzywa, owoce oraz rośliny strączkowe dostarczają substancji stanowiących pożywkę dla korzystnych bakterii jelitowych. W jelicie grubym błonnik ulega fermentacji, prowadząc do powstawania krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych, które wspierają procesy metaboliczne oraz prawidłowe funkcjonowanie bariery jelitowej.

Na funkcjonowanie mikrobioty wpływają także inne elementy stylu życia, takie jak regularna aktywność fizyczna, odpowiednia ilość snu oraz ograniczenie wysoko przetworzonej żywności.

Sezonowa zmiana trybu życia może stanowić sprzyjający moment do modyfikacji codziennych nawyków zdrowotnych. Z perspektywy klinicznej obserwujemy, że nawet stopniowe, niewielkie interwencje dotyczące sposobu żywienia, aktywności fizycznej czy higieny snu mogą wspierać utrzymanie równowagi mikrobioty jelitowej. Kluczowe znaczenie ma tu regularne spożycie zróżnicowanych produktów roślinnych, stanowiących źródło błonnika pokarmowego oraz innych składników bioaktywnych, a także ograniczanie żywności wysokoprzetworzonej. Należy jednocześnie podkreślić, że modulacja składu i aktywności mikrobioty jest procesem długotrwałym i zależnym od wielu czynników środowiskowych oraz behawioralnych. Oczekiwane efekty wymagają systematyczności oraz konsekwentnego wdrażania prozdrowotnych zmian w stylu życia – komentuje dr n.med. Marcin Gabryel, specjalista w dziedzinie gastroenterologii, laureat Biocodex National Grant.

Mikrobiota to ważny element zdrowia

Rosnąca liczba badań pokazuje, że mikrobiota jelitowa jest ważnym elementem układanki w utrzymaniu zdrowia. Jej skład i funkcjonowanie mogą wpływać na procesy metaboliczne, odporność organizmu oraz regulację stanów zapalnych. Dlatego zagadnienie to zyskuje coraz większą uwagę zarówno w środowisku naukowym, jak i w działaniach z zakresu edukacji zdrowotnej.

Zainteresowanie mikrobiotą jelitową w ostatnich latach dynamicznie rośnie, a kolejne publikacje naukowe potwierdzają jej istotną rolę w funkcjonowaniu całego organizmu. Jednym z celów Biocodex Microbiota Foundation jest wspieranie rozwoju wiedzy w tym obszarze oraz jej upowszechnianie, tak aby zarówno lekarze, jak i pacjenci mieli dostęp do rzetelnych informacji na temat znaczenia mikrobioty dla zdrowia – podkreśla dr n. med. i n. o zdr. Kinga Kazimierska-Gęca z Biocodex Microbiota Foundation.

Wiosna może być więc dobrym momentem, aby wprowadzić drobne, ale konsekwentne zmiany w codziennym stylu życia: zwiększyć udział warzyw i produktów pełnoziarnistych w diecie, zadbać o ruch oraz regularny sen. To właśnie sezonowe, stopniowe „odświeżenie” nawyków może stanowić pierwszy krok w kierunku wspierania równowagi mikrobioty i ogólnego dobrostanu organizmu.

Źródło: Komunikat Prasowy

5 listopada br. w Sejmie odbyło się posiedzenie Podkomisji stałej do spraw organizacji ochrony zdrowia, podczas którego eksperci Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii przedstawili projekt modelu kompleksowej opieki nad pacjentem z nieswoistymi chorobami zapalnymi jelit (NChZJ). Jak podkreślają autorzy modelu, propozycja ma szansę poprawić sytuację tysięcy chorych, głównie osób młodych, które dzięki spersonalizowanej opiece będą mogły dłużej zachować sprawność oraz być aktywne zawodowo i społecznie. Koordynacja opieki pozwoli na bardziej efektywne wykorzystanie środków oraz ograniczenie kosztów ponoszonych przez system ochrony zdrowia i ubezpieczeń społecznych. Projekt zyskał poparcie środowiska pacjentów.
Przedstawiony przez ekspertów klinicznych model zakłada stworzenie sieci ośrodków referencyjnych, które będą prowadzić leczenie pacjentów z nieswoistymi chorobami zapalnymi jelit dopasowane do ich indywidualnych potrzeb. Ze względu na specyfikę tej grupy chorób, pacjenci doświadczają szerokiego spektrum objawów, których manifestacje wykraczają poza układ pokarmowy. Z tego względu chorzy wymagają wsparcia nie tylko gastroenterologów, ale również chirurgów, reumatologów, dermatologów, dietetyków czy psychologów.

– Pacjenci wymagają wielospecjalistycznych konsultacji. W tej chwili to się praktycznie nie dzieje. Oni chodzą od poradni do poradni, jeśli nie zaopiekuje się nimi ktoś, kto sam będzie dzwonił i ustalał te konsultacje – powiedziała prof. dr hab. n. med. Grażyna Rydzewska, kierownik Kliniki Gastroenterologii i Chorób Wewnętrznych PIM MSWiA, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, członek zarządu Polskiego Klubu Trzustkowego.

Kluczowym elementem proponowanego rozwiązania jest koordynacja opieki. Dzięki wsparciu koordynatora pacjenci będą mieli zapewnione leczenie prowadzone według jasno określonej ścieżki terapeutycznej, a wszystkie niezbędne badania diagnostyczne i konsultacje specjalistyczne będą realizowane terminowo. Takie kompleksowe i uporządkowane podejście pozwoli na zwiększenie skuteczności, umożliwi szybszą reakcję w przypadku zaostrzeń choroby oraz znacząco poprawi komfort i jakość życia pacjentów.

– Mamy wiele dostępnych leków w ramach programów lekowych i to jest bardzo dobre. Mamy ośrodki, które są w stanie leczyć na wysokim poziomie, ale poprzez brak koordynacji
i wielospecjalistycznego podejścia trochę marnują się te nasze środki i te nasze możliwości, bo to leczenie nie jest dostępne wszędzie
– zwrócił uwagę prof. dr hab. n. med. Jarosław Reguła, kierownik Kliniki

Gastroenterologii Onkologicznej, Narodowy Instytut Onkologii- PIB, oraz Kliniki Gastroenterologii, Hepatologii i Onkologii Klinicznej CMKP, konsultant krajowy w dziedzinie gastroenterologii. – W odniesieniu do tej grupy pacjentów organizacja jest kluczowa – podkreślił.

Wprowadzenie nowego modelu kompleksowej opieki mogłoby znacząco poprawić dostęp do leczenia gastroenterologicznego, które w wielu regionach Polski wciąż pozostaje ograniczone. Mimo że coraz więcej nowoczesnych terapii jest refundowanych, programy lekowe obejmują jedynie wąską grupę pacjentów.

– Dostępność leków jest coraz lepsza. Jesteśmy bardzo wdzięczni Ministerstwu Zdrowia
i konsultantowi krajowemu za wprowadzanie tych nowych cząsteczek do programów lekowych. Tylko, że w ramach programów lekowych w nieswoistych chorobach zapalnych jelit w tej chwili leczonych jest mniej niż 10% pacjentów
– zauważyła prof. dr hab. n. med. Grażyna Rydzewska.

Zdaniem ekspertów dobrze zorganizowana opieka mogłaby również stać się źródłem oszczędności dla systemu ochrony zdrowia i ubezpieczeń społecznych, m.in. poprzez zmniejszenie liczby hospitalizacji, absencji zawodowych i rent chorobowych w tej grupie pacjentów.

– [Obecnie – przyp. red.] wydatki ZUS są większe niż wydatki Ministerstwa Zdrowia i związane ze służbą zdrowia. Wykazaliśmy w tej grupie chorych korelację mówiącą o tym, że im lepiej leczymy pacjentów, dodając wydatków Ministerstwu Zdrowia, tym mniej, i to olbrzymie są te oszczędności, w bazach ZUS z powodu zwolnień, rent i nieobecności w pracy – wyjaśnił prof. dr hab. n. med. Jarosław Reguła.

W dyskusji głos zabrali również sami pacjenci. Dla chorych wprowadzenie modelu koordynowanej opieki stanowi szansę na realną poprawę dostępu do skutecznego leczenia.
– Oczywiście w pełni popieramy wprowadzenie opieki koordynowanej, która jest zgodna
z danymi literaturowymi, czy też z wytycznymi wielu towarzystw międzynarodowych
– powiedział Ariel Liebert, Polskie Towarzystwo Wspierania Osób z Nieswoistymi Zapaleniami Jelita „J-elita”.

Jak wynika z informacji przedstawionych przez Ministerstwo Zdrowia, obecnie prace nad wprowadzeniem koordynacji opieki obejmującej pacjentów z nieswoistymi chorobami zapalnymi jelit nie są prowadzone, jednak resort zapewnił, że pozostaje otwarty współpracę.

– Oczywiście jesteśmy gotowi do tego, żeby rozpocząć rozmowy z ekspertami i przedstawić informację kierownictwu – powiedziała Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora Departamentu Lecznictwa w Ministerstwa Zdrowia.

Nieswoiste choroby zapalne jelit (NChZJ) to przewlekłe schorzenia o podłożu autoimmunologicznym, które zgodnie z aktualnym stanem wiedzy pozostają nieuleczalne. Charakteryzują się przebiegiem z okresami zaostrzeń i remisji, co w znaczący sposób wpływa na codzienne funkcjonowanie pacjentów, obniżając jakość życia i zwiększając ryzyko niepełnosprawności. Schorzenia te najczęściej dotykają młodych osób – szczyt zachorowań przypada między 15. a 40. rokiem życia. Dla wielu pacjentów oznacza to wchodzenie w dorosłość, stawianie pierwszych kroków zawodowych czy zakładanie rodziny w cieniu rozwijające się choroby. 

Źródło: Komunikat Prasowy

W Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie odbędzie się jedno z najważniejszych wydarzeń w świecie endoskopii – konferencja Warsaw Live Endoscopy 2025. Podczas spotkania uczestnicy będą mogli na żywo śledzić aż 35 zabiegów endoskopowych, w tym unikalną w skali świata operację POETRE, polegającą na odtworzeniu ciągłości przełyku po radiochemioterapii. Zabieg przeprowadzi zespół ekspertów pod kierownictwem prof. Michała F. Kamińskiego. To wyjątkowe wydarzenie będzie transmitowane globalnie do 60 tysięcy specjalistów poprzez platformę Endoscopy on Air.
Warsaw Live Endoscopy (WLE) w Narodowym Instytucie Onkologii (NIO) odbędzie się już po raz dziewiąty. To, co czyni wydarzenie unikalnym, to fakt, że podczas konferencji uczestnicy mają szansę śledzić przebieg zabiegów endoskopowych, które w czasie rzeczywistym odbywają się w pięciu salach operacyjnych NIO, a w tym roku, po raz pierwszy w historii, także w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku, skąd transmitowanych będzie kilka zabiegów endoskopowych z zakresu bariatrii i chirurgii robotycznej. Nie dziwi więc fakt, że każdego roku stacjonarnie w konferencji udział bierze ponad 400 osób. 

– W tym roku ranga wydarzenia rośnie, bowiem angielskojęzyczna część wydarzenia odbywająca się w piątek od południa do wieczora transmitowana będzie na cały glob poprzez platformę Endoscopy on Air (https://endoscopyonair.com/event/warsaw-live-endoscopy/) do grupy 60 000 zarejestrowanych specjalistów – mówi prof. Michał F. Kamiński, jeden z pomysłodawców WLE i światowej klasy ekspert endoskopii.

Przygotowania do WLE trwają niemal cały rok, nie tylko ze względu na skrupulatne planowanie programu wykładów i operacji, ale także z uwagi na zaawansowane przygotowania techniczne, budowanie infrastruktury transmisyjnej, testy sprzętu, ćwiczenia w warunkach „na żywo” i niezliczone godziny koordynacji. Wszystko po to, by dać uczestnikom coś więcej niż tylko konferencję.

Pionierskie operacje

Z roku na rok skala przedsięwzięcia rośnie – zwiększa się liczba transmitowanych procedur, ich stopień zaawansowania oraz różnorodność technik prezentowanych w czasie rzeczywistym. Na szczególne podkreślenie zasługuje fakt, że podczas WLE uczestnicy mają szansę zobaczyć pionierskie operacje lub takie, które wykonywane są w nielicznych ośrodkach na świecie. Jedną z nich będzie już w sobotę zabieg POETRE polegający na odtworzeniu ciągłości przełyku z powodu jego zarośnięcia po radiochemioterapii.

– Technika POETRE pozwala nam dosłownie „odtworzyć przełyk” w przypadkach, gdy jego światło było całkowicie zamknięte i pacjent skazany na gastrostomię. Dzięki endoskopowemu tunelowaniu możemy przywrócić drożność, a tym samym możliwość normalnego odżywiania się i znaczną poprawę jakości życia – mówi prof. Kamiński, który wykona zabieg u 60-letniego pacjenta chorującego na raka krtani.

Profesor Kamiński przeprowadzi także zabieg Endoskopowej Śródmięśniowej Dyssekcji (EID) wykonywany po to, aby minimalnie inwazyjnie leczyć raka dystalnej odbytnicy i pozwolić pacjentowi uniknąć stomii. To operacja, która jest także nowatorskim rozwiązaniem dającym pacjentom szansę na komfortowe życie po zakończeniu leczenia. To jednak, choć niezwykle ważne, zaledwie dwie z 35 zaplanowanych procedur, które uczestnicy zobaczą na żywo podczas dwóch dni konferencji.

Co jeszcze podczas WLE

Program tegorocznej edycji to, jak mówią organizatorzy, „mieszanka klasyki i nowości”. Obok dobrze znanych stałym uczestnikom wydarzenia pokazów endoskopii terapeutycznej będą oni mogli także wziąć udział w interaktywnych warsztatach dedykowanych zarówno lekarzom, jak i personelowi technicznemu. W tym roku zaproszenie do współpracy przyjęli eksperci z ośrodków w Hongkongu, Niemczech, Francji czy Holandii.

– Stworzyliśmy specjalne moduły tematyczne, które skupiają się na praktycznych aspektach codziennej pracy lekarzy i zespołów medycznych – od trudnych przypadków diagnostycznych po zaawansowane techniki resekcyjne i zarządzanie powikłaniami – wyjaśnia prof. Kamiński. – Dzięki takiemu podejściu program Warsaw Live Endoscopy 2025 nie tylko odpowiada na aktualne potrzeby kliniczne, lecz także realnie wspiera rozwój kompetencji całych zespołów medycznych. Równowaga między solidną, sprawdzoną praktyką a innowacją sprawia, że wydarzenie pozostaje wartościowe zarówno dla doświadczonych specjalistów, jak i tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją drogę zawodową w endoskopii.

– WLE to unikalne doświadczenie, które umiejscawia nasz Instytut w ścisłej światowej czołówce, jeśli chodzi o nowoczesną edukację medyczną oraz rozwój zaawansowanych technologii w leczeniu chorób przewodu pokarmowego. Cieszy nas ogromnie, że możemy nie tylko uczestniczyć w tym międzynarodowym dialogu, ale też aktywnie go współtworzyć. To źródło ogromnej satysfakcji, a zarazem impuls do dalszego rozwoju – zarówno dla zespołów medycznych, jak i dla naszej instytucji jako lidera w dziedzinie onkologii i innowacyjnych terapii – zaznacza dr hab. n. med. Beata Jagielska, dyrektor NIO-PIB. – Rozwój endoskopii zabiegowej w Narodowym Instytucie Onkologii to całkowicie nowa era zaawansowanych i jednocześnie niskoinwazyjnych zabiegów z wykorzystaniem najnowocześniejszych technik i technologii endoskopowych – podkreśla dyrektor NIO i dodaje: – W tym miejscu gratuluję panu prof. Jarosławowi Regule i prof. Michałowi Kamińskiemu, jak i całemu zespołowi Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej, istotnego wkładu w rozwój tej dziedziny, nie tylko w Polsce, ale – jak pokazuje WLE – także i za granicą.

NIO w europejskiej czołówce ośrodków endoskopowych

Narodowy Instytut Onkologii jest jednym z wiodących europejskich ośrodków endoskopowych, gdzie szkoli się kadra specjalistów z wielu krajów. Nasi specjaliści wykonują blisko 10 000 badań endoskopowych i ok. 1600 terapeutycznych endoskopii rocznie. Wiele z nich to procedury wysoce zaawansowane i szansa dla pacjentów na szybki powrót do sprawności, a także niespotykany dotąd w chirurgii onkologicznej komfort życia po operacji.

Warsaw Live Endoscopy to nie tylko konferencja, ale także światowa platforma wymiany wiedzy i doświadczeń w dziedzinie nowoczesnej endoskopii. Dzięki transmisjom na żywo uczestnicy mogą obserwować pionierskie zabiegi, które jeszcze do niedawna były wykonywane wyłącznie w nielicznych ośrodkach na świecie. Operacja POETRE, planowana w warszawskim Instytucie, to symbol nowej ery w leczeniu pacjentów onkologicznych – ery, w której nowoczesne technologie pozwalają znacząco poprawiać jakość życia chorych.

Źródło: NIO
Foto: NIO