Medicalpress

Reforma przepisów dotyczących recept może stać się czymś więcej niż legislacyjnym porządkowaniem zasad ich wystawiania. Dla pielęgniarek i położnych to okazja do dyskusji o tym, czy system ochrony zdrowia rzeczywiście wykorzystuje kompetencje, które przedstawiciele tych zawodów zdobywają w toku coraz bardziej zaawansowanego kształcenia. Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych chce większej samodzielności w ordynowaniu i kontynuowaniu terapii. Ministerstwo Zdrowia część propozycji zaakceptowało, ale w jednej z najbardziej wrażliwych kwestii, dotyczącej leków bardzo silnie działających i niektórych substancji psychotropowych, granica ma pozostać nieprzekraczalna.

Dyskusja o przygotowywanej ustawie o receptach z pozoru dotyczy technicznych zasad wystawiania recept. W rzeczywistości dotyka jednak znacznie szerszego problemu: podziału kompetencji pomiędzy poszczególne zawody medyczne i odpowiedzi na pytanie, jak daleko powinna sięgać samodzielność pielęgniarek i położnych.

13 sierpnia przedstawiciele Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych spotkali się w Ministerstwie Zdrowia, gdzie omawiano projekt ustawy o receptach oraz o zmianie niektórych innych ustaw. Resort przedstawił rozwiązania przygotowane po analizie uwag zgłoszonych podczas prekonsultacji. NRPiP reprezentowali dr n. med. Andrzej Tytuła, wiceprezes Rady, oraz dr n. med. i n. o zdr. Marek Przybył, członek NRPiP.

Stanowisko samorządu pielęgniarek i położnych jest czytelne. Skoro system kształci specjalistów i wyposaża ich w określone kompetencje kliniczne, powinien następnie stworzyć warunki do ich rzeczywistego wykorzystywania w opiece nad pacjentem. Problem zaczyna się jednak w momencie, gdy większa samodzielność oznacza również przejęcie odpowiedzialności za decyzje dotyczące farmakoterapii.

Jednym z najdalej idących postulatów NRPiP było umożliwienie odpowiednio wykwalifikowanym pielęgniarkom i położnym samodzielnego ordynowania leków zawierających substancje bardzo silnie działające z wykazu A Farmakopei Polskiej oraz substancje psychotropowe należące do grup III-P i IV-P. Nie chodziłoby przy tym o przyznanie takich samych kompetencji całej grupie zawodowej. Zakres uprawnień miałby być uzależniony od wykształcenia, specjalizacji oraz przygotowania zawodowego konkretnej osoby.

Ministerstwo Zdrowia tego postulatu nie uwzględniło. Z informacji przekazanych podczas spotkania wynika również, że analogicznych uprawnień nie mają otrzymać farmaceuci. Ordynowanie wskazanych grup leków ma pozostać w kompetencji lekarzy.

To właśnie ten element projektu może wywoływać najważniejszą dyskusję. NRPiP zwraca uwagę przede wszystkim na opiekę paliatywną i długoterminową, czyli obszary, w których dostępność personelu medycznego i możliwość sprawnego reagowania na zmieniające się potrzeby chorego mają szczególne znaczenie. Z perspektywy Rady niewykorzystywanie kompetencji wysoko wykwalifikowanych pielęgniarek może ograniczać sprawność opieki. Z perspektywy ustawodawcy rozszerzenie możliwości ordynowania leków bardzo silnie działających i psychotropowych oznacza jednak również konieczność rozstrzygnięcia kwestii bezpieczeństwa, odpowiedzialności oraz precyzyjnego określenia kwalifikacji wymaganych do podejmowania takich decyzji.

Znacznie mniej kontrowersyjny, a potencjalnie bardzo istotny dla codziennego funkcjonowania systemu, jest postulat dotyczący recept kontynuowanych. NRPiP chciałaby, aby pielęgniarka lub położna mogła w określonych sytuacjach zmienić wielkość opakowania, postać farmaceutyczną lub liczbę opakowań leku, pod warunkiem zachowania tej samej substancji czynnej, dawki dobowej oraz celu terapeutycznego. Takie rozwiązanie przesuwałoby rolę przedstawicieli tych zawodów z prostego odtwarzania wcześniejszego schematu terapii w kierunku większej odpowiedzialności za jej praktyczną kontynuację.

Warunkiem bezpiecznego korzystania z takich kompetencji jest jednak dostęp do odpowiednich informacji o pacjencie. Dlatego NRPiP postuluje również zapewnienie pielęgniarkom i położnym dostępu do danych znajdujących się w systemie P1 i Internetowym Koncie Pacjenta w zakresie koniecznym do udzielania świadczeń, wystawiania recept i kontynuowania leczenia. Bez pełnej wiedzy o stosowanej farmakoterapii, innych rozpoznaniach czy wcześniejszych decyzjach terapeutycznych rozszerzanie samodzielności zawodowej mogłoby bowiem tworzyć nowe ryzyka zamiast usprawniać opiekę.

Rada zaproponowała również zmiany dotyczące dodatkowych uprawnień pacjentów do bezpłatnych leków i wyrobów medycznych. Chodzi między innymi o możliwość uwzględniania przez położne uprawnień pacjentów przed ukończeniem 18. roku życia i po 65. roku życia, a przez pielęgniarki uprawnień przysługujących kobietom w ciąży i połogu.

Część uwag samorządu została uwzględniona w dalszych pracach. Na obecnym etapie szczególnie ważne jest jednak rozróżnienie między propozycją a obowiązującym prawem. Rozwiązania omawiane w Ministerstwie Zdrowia są nadal przedmiotem prac legislacyjnych i nie oznaczają automatycznego rozszerzenia kompetencji pielęgniarek i położnych.

Jedna ze zmian postulowanych przez NRPiP wyszła już natomiast poza etap dyskusji. Od lipca funkcjonuje możliwość częściowej realizacji jednej e-recepty w różnych aptekach, choć skorzystanie z niej zależy od obsługi tej funkcjonalności przez daną placówkę.

Spór wokół nowych przepisów pokazuje szerszy problem polskiego systemu ochrony zdrowia. Rozszerzanie kompetencji zawodów medycznych jest coraz częściej przedstawiane jako jeden ze sposobów poprawy dostępności świadczeń i lepszego wykorzystania ograniczonych zasobów kadrowych. Samo dopisanie kolejnych uprawnień do ustawy nie wystarczy jednak, jeśli nie będzie mu towarzyszył dostęp do informacji medycznej, jasno określona odpowiedzialność i dostosowanie kompetencji do rzeczywistych kwalifikacji.

Właśnie dlatego dyskusja o tym, kto może wystawić receptę, jest w istocie dyskusją o czymś znacznie większym. Chodzi o to, jak w systemie z rosnącymi potrzebami pacjentów podzielić zadania pomiędzy lekarzy, pielęgniarki, położne i farmaceutów, nie tworząc przy tym ani niepotrzebnych barier, ani zagrożeń dla bezpieczeństwa terapii. NRPiP zapowiada, że będzie dalej uczestniczyć w pracach nad projektem. Dopiero jego ostateczna wersja pokaże, jak daleko Ministerstwo Zdrowia jest gotowe przesunąć granice zawodowej samodzielności pielęgniarek i położnych.

Źródło: NIPIP

Bezpieczeństwo farmakoterapii staje się jednym z najważniejszych elementów jakości opieki zdrowotnej. Nowe standardy akredytacyjne dla szpitali kładą większy nacisk na systemowe zarządzanie ryzykiem związanym z leczeniem, rozwój współpracy między lekarzami, pielęgniarkami i farmaceutami oraz wykorzystanie narzędzi cyfrowych wspierających analizę terapii. Eksperci podkreślają, że w dobie starzenia się społeczeństwa i rosnącej wielolekowości bezpieczne stosowanie leków jest równie istotne jak dostęp do nowoczesnych terapii.

Cyfryzacja ochrony zdrowia coraz częściej obejmuje nie tylko dokumentację medyczną, ale również rozwiązania wspierające bezpieczeństwo procesu leczenia. W swoim najnowszym raporcie z końca czerwca Komisja Europejska wskazuje, że w ciągu ostatniego roku swoje wyniki poprawiło 18 państw członkowskich, a już 85 proc. krajów UE udostępnia obywatelom scentralizowany dostęp do elektronicznej dokumentacji medycznej. Dlatego też postawiono na rozwój interoperacyjnych systemów danych oraz Europejskiej Przestrzeni Danych dotyczącej Zdrowia (EHDS) jako jeden z fundamentów poprawy jakości opieki i bezpieczeństwa pacjentów.

Warto zwrócić uwagę na rosnącą potrzebę cyfryzacji w sektorze ochrony zdrowia. Instytut Matki i Dziecka już od pięciu lat prowadzi międzynarodowy konkurs MCSC Hospital Leadership Innovations, w którym nagradzane są nowatorskie rozwiązania wspierające rozwój medycyny i pracę placówek ochrony zdrowia. W ostatnich edycjach dominującym trendem były rozwiązania usprawniające zarządzanie szpitalem i dokumentacją medyczną, automatyzację administracji i zwiększenie bezpieczeństwa, w tym także bezpieczeństwa lekowego.

Doświadczenia z pilotażu prowadzonego wspólnie z IMiD wskazują, że narzędzia wspierające analizę farmakoterapii mogą realnie poprawiać bezpieczeństwo leczenia oraz usprawniać codzienną pracę personelu medycznego. W obliczu starzenia się społeczeństwa i rosnącej skali wielolekowości rozwiązania tego typu będą odgrywać coraz większą rolę w organizacji nowoczesnej opieki zdrowotnej.

Bezpieczeństwo lekowe jako inwestycja w jakość

Bezpieczeństwo farmakoterapii przestaje być pojedynczym elementem procesu leczenia, a staje się jednym z filarów zarządzania jakością w nowoczesnym szpitalu. Już w 2024 roku WHO zwracała uwagę, że blisko połowa możliwych do uniknięcia szkód w opiece zdrowotnej jest związana z farmakoterapią. Znaczenie tego problemu będzie rosło wraz ze zmianami demograficznymi: starzejące się społeczeństwo i rosnąca liczba pacjentów z chorobami przewlekłymi sprawiają, że coraz więcej osób przyjmuje jednocześnie kilka lub kilkanaście leków, zwiększając ryzyko niepożądanych interakcji oraz działań niepożądanych.  Każda kolejna ordynacja zwiększa złożoność procesu terapeutycznego, dlatego konieczne staje się wykorzystywanie narzędzi, które wspierają personel medyczny w analizie potencjalnych interakcji i bezpieczeństwa leczenia.

W praktyce oznacza to większą rolę farmaceutów szpitalnych, przeglądów lekowych oraz współpracy między lekarzami, pielęgniarkami i personelem farmaceutycznym. Jak zatem sprawić, aby ich praca była efektywniejsza, a jednocześnie nie dokładać im dodatkowych obowiązków?

Cyfrowe narzędzia zwiększają bezpieczeństwo pacjentów

Eksperci są zgodni, że poprawa bezpieczeństwa farmakoterapii nie będzie efektem pojedynczego rozwiązania. Wymaga jednoczesnego rozwoju kompetencji personelu, odpowiednich procedur, współpracy interdyscyplinarnej oraz wykorzystania nowoczesnych technologii wspierających analizę danych.

Nowe standardy akredytacyjne tworzą ku temu odpowiednie ramy, wzmacniając rolę farmaceutów szpitalnych i jakości procesów związanych z farmakoterapią. Dla placówek medycznych oznacza to nie tylko konieczność spełnienia wymogów formalnych, ale przede wszystkim szansę na poprawę bezpieczeństwa pacjentów oraz ograniczenie liczby zdarzeń niepożądanych związanych z leczeniem.

Coraz więcej leków, coraz większa odpowiedzialność

W październiku 2025 roku wartość sprzedaży na rynku aptecznym wyniosła 5,232 mld zł, co oznacza wzrost o 16,4 proc. w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej. Jednocześnie około 68 proc. leków dostępnych na polskim rynku pochodzi z importu, podczas gdy krajowi producenci odpowiadają za około 32 proc. rynku. Dane te pokazują skalę farmakoterapii w Polsce oraz znaczenie odpowiedzialnego zarządzania leczeniem farmakologicznym.

Jak podkreśla Polskie Towarzystwo Farmaceutyczne, bezpieczeństwo lekowe powinno być rozumiane znacznie szerzej niż wyłącznie jako zapewnienie dostępności produktów leczniczych. Obejmuje ono również racjonalne ich stosowanie, monitorowanie terapii oraz skuteczne wykrywanie problemów lekowych jeszcze przed wystąpieniem ich konsekwencji klinicznych, które mogą prowadzić do pogorszenia jakości leczenia, ciężkich skutków ubocznych, wydłużenia hospitalizacji oraz wzrostu kosztów funkcjonowania systemu.

Dalsza cyfryzacja oraz rozwój narzędzi do monitorowania farmakoterapii mogą stanowić skuteczne rozwiązanie problemów z bezpieczeństwem lekowym, z którymi boryka się polska ochrona zdrowia.

Źródło: inf pras

Wysokie temperatury mogą wpływać na działanie niektórych leków i zwiększać ryzyko odwodnienia, spadków ciśnienia czy bolesnych reakcji skórnych po ekspozycji na słońce. Eksperci przypominają jednak, że upały nie są powodem do samodzielnego przerywania terapii. Wyjaśniają, które grupy leków wymagają latem szczególnej ostrożności, jakie objawy powinny skłonić do kontaktu z lekarzem oraz jak bezpiecznie przejść przez okres wysokich temperatur.
Wysoka temperatura, intensywne słońce i przyjmowane leki – jeśli nie zachowamy ostrożności, takie połączenie może stanowić zagrożenie dla zdrowia. Niektóre leki zwiększają ryzyko odwodnienia, utrudniają organizmowi oddawanie ciepła lub sprawiają, że nawet krótka ekspozycja na promieniowanie UV kończy się bolesnym oparzeniem skóry. Nie oznacza to jednak, że można je samodzielnie odstawić. Warto wiedzieć, które grupy leków wymagają latem szczególnej ostrożności, jakie objawy powinny skłonić do szybkiej reakcji oraz jak bezpiecznie przejść przez okres upałów, nie przerywając skutecznego leczenia.

Lato to czas, kiedy do gabinetów lekarzy rodzinnych częściej trafiają pacjenci z osłabieniem, zawrotami głowy, omdleniami czy bolesnymi zmianami skórnymi po przebywaniu na słońcu. Choć wiele osób wiąże takie dolegliwości wyłącznie z upałem, w rzeczywistości często są one efektem połączenia wysokiej temperatury z przyjmowanymi lekami.

Niektóre preparaty zwiększają utratę wody z organizmu, inne ograniczają jego zdolność do schładzania się, a jeszcze inne powodują, że skóra staje się wyjątkowo wrażliwa na promieniowanie UV. To dlatego ta sama temperatura dla jednej osoby będzie jedynie nieprzyjemna, a u innej może doprowadzić do poważnych powikłań.

Upały nie są powodem, żeby przerywać zalecone leczenie. Mogą być natomiast sygnałem, że warto uważniej obserwować swój organizm i w razie niepokojących objawów skontaktować się
z lekarzem. To najbezpieczniejsze rozwiązanie – podkreśla Wojciech Pacholicki, specjalista medycyny rodzinnej, wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.

Nie tylko odwodnienie. Niektóre leki mogą nasilać skutki upałów

Podczas upałów organizm broni się przed przegrzaniem, zwiększając wydzielanie potu. Wraz z nim tracimy wodę i elektrolity. U większości zdrowych osób wystarczy regularne nawadnianie, aby utrzymać prawidłową gospodarkę wodno-elektrolitową. Niektóre grupy leków mogą jednak wpływać na sposób, w jaki organizm radzi sobie z wysoką temperaturą. Mogą nasilać utratę płynów, ograniczać wydzielanie potu lub zaburzać naturalne mechanizmy termoregulacji.

Szczególną ostrożność podczas upałów powinny zachować osoby przyjmujące:

Nie oznacza to, że są to leki niebezpieczne. Wręcz przeciwnie – są one niezbędnym elementem leczenia wielu chorób przewlekłych. Wysokie temperatury mogą jednak sprawić, że organizm będzie reagował inaczej niż na co dzień.

Najbardziej narażeni są seniorzy. Wraz z wiekiem słabnie odczuwanie pragnienia, dlatego wiele osób starszych nie uzupełnia płynów w ilości, jakiej potrzebuje organizm. To właśnie oni najczęściej trafiają do lekarzy z zawrotami głowy, spadkami ciśnienia czy pogorszeniem pracy nerek będącym następstwem odwodnienia.

Lekarz rodzinny radzi: Nie czekaj, aż pojawi się uczucie pragnienia. W czasie upałów pij regularnie niewielkie ilości wody. Jeśli wystąpią silne osłabienie, zawroty głowy, omdlenie, bardzo ciemny mocz lub wyraźnie zmniejszy się jego ilość, nie bagatelizuj tych objawów i skontaktuj się z lekarzem.

Boli kolano po pracy w ogrodzie? Uważaj na żel przeciwbólowy

Nie każdy wie, że reakcję na słońce mogą wywoływać nie tylko tabletki. Problemem bywają również preparaty stosowane miejscowo, po które sięgamy niemal odruchowo. Weekend na działce, praca w ogrodzie czy dłuższy spacer często kończą się bólem kolana, barku albo łokcia. Wiele osób sięga wtedy po żel przeciwbólowy i… wraca na słońce. Tymczasem właśnie niektóre z takich preparatów mogą być przyczyną bardzo silnych reakcji skórnych.

Jednym z najlepiej poznanych przykładów są żele zawierające ketoprofen. Po ich zastosowaniu skóra staje się znacznie bardziej wrażliwa na promieniowanie UV. Nawet krótka ekspozycja na słońce może wywołać silne zaczerwienienie, obrzęk, pęcherze, a nawet rozległe zmiany przypominające oparzenie. Podobne reakcje mogą wystąpić także podczas stosowania niektórych antybiotyków, zwłaszcza
z grupy tetracyklin (np. doksycykliny), leków stosowanych w zaburzeniach rytmu serca, takich jak amiodaron, czy części leków zawierających hydrochlorotiazyd.

Warto pamiętać, że reakcje fototoksyczne nie zawsze pojawiają się od razu. Czasem rozwijają się dopiero kilka lub kilkanaście godzin po zakończeniu ekspozycji na słońce.

Lekarz rodzinny radzi: Jeżeli po przebywaniu na słońcu pojawi się intensywne zaczerwienienie skóry, pieczenie, pęcherze lub ból nieproporcjonalny do czasu spędzonego na słońcu, należy przerwać ekspozycję na promieniowanie UV i skontaktować się z lekarzem lub farmaceutą. Przed wakacyjnym wyjazdem warto również sprawdzić w ulotce leku, czy może on zwiększać wrażliwość na światło.

Największym błędem jest samodzielne odstawianie leków

Internet pełen jest porad sugerujących, że podczas upałów należy ograniczyć lub całkowicie odstawić niektóre leki. Eksperci przestrzegają przed takim postępowaniem.

Leczenie nadciśnienia tętniczego, niewydolności serca, cukrzycy czy innych chorób przewlekłych powinno być prowadzone zgodnie z zaleceniami lekarza.

Samodzielne odstawianie czy zmiana dawkowania leków to bardzo zły pomysł. Jeżeli podczas upałów pojawiają się nietypowe objawy: zawroty głowy, omdlenia, silne osłabienie albo bolesne zmiany skórne po słońcu, nie powinno się ich bagatelizować. To sygnał, by skonsultować się z lekarzem – podkreśla Wojciech Pacholicki.

Jak bezpiecznie przejść przez okres upałów?

Wysokie temperatury nie są przeciwwskazaniem do stosowania leków, ale powinny skłonić do większej uważności. Warto regularnie się nawadniać, unikać przebywania na słońcu między godziną 11.00 a 16.00, nosić przewiewną odzież i nakrycie głowy oraz stosować kremy z filtrem.

Osoby przyjmujące leki powinny dodatkowo obserwować swój organizm. Szczególną uwagę warto zwrócić na nietypowe objawy takie jak: zawroty głowy, omdlenia, silne osłabienie, zaburzenia koncentracji, zmniejszenie ilości oddawanego moczu, bardzo ciemny mocz czy bolesne zmiany skórne po kontakcie ze słońcem. To symptomy, których nie należy bagatelizować.

Lekarz rodzinny radzi: Jeśli pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości dotyczące stosowanego leczenia, najlepszym rozwiązaniem jest rozmowa z lekarzem rodzinnym. Latem, podobnie jak przez cały rok, nie warto samodzielnie zmieniać terapii. Znacznie bezpieczniej jest zapytać, jak stosowane leki mogą zachowywać się w wysokich temperaturach i na co zwrócić szczególną uwagę.

Źródło: inf pras

Nadciśnienie tętnicze coraz częściej wymaga leczenia wykraczającego poza samą kontrolę ciśnienia. Podczas Kongresu Europejskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego (ESH 2026) eksperci podkreślali, że skuteczna terapia pacjentów z chorobami współistniejącymi powinna być spersonalizowana, holistyczna i skoncentrowana na potrzebach chorego. Kluczowe znaczenie mają wczesna diagnostyka, zmiana stylu życia oraz odpowiednio dobrana farmakoterapia uwzględniająca cały profil ryzyka sercowo-naczyniowego.
W praktyce klinicznej nadciśnienie tętnicze rzadko występuje jako jedyne schorzenie dotykające pacjenta. Często towarzyszą mu zaburzenia gospodarki lipidowej, cukrzyca, ryzyko powikłań sercowo-naczyniowych. W świetle wniosków z tegorocznego Kongresu ESH 2026, trendy w postępowaniu w leczeniu nadciśnienia tętniczego w złożonych scenariuszach klinicznych są jasne: terapia musi być „pacjentocentryczna”, holistyczna i spersonalizowana.

Nadciśnienie tętnicze i schorzenia towarzyszące

Podczas Kongresu Europejskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego (ang. European Society of Hypertension, ESH), który odbył się w maju 2026 roku w Gdańsku, często przypominano, że nadciśnienie tętnicze niezwykle rzadko występuje jako pojedyncze, odizolowane zaburzenie. Zdecydowana większość przypadków to nadciśnienie pierwotne, które rozwija się jako jeden z symptomów szerszych problemów zdrowotnych pacjenta.

W ramach Kongresu ESH 2026 mówiono o tym szczegółowo między innymi w czasie dwóch mini-sympozjów współorganizowanych przez Gedeon Richter, dotyczących: zintegrowanej terapii u pacjentów z nadciśnieniem tętniczym, dyslipidemią i powikłaniami sercowo-naczyniowymi oraz strategii terapeutycznych w złożonych przypadkach klinicznych, W toku dyskusji specjaliści podkreślali, że nadciśnienie bardzo często stanowi element tak zwanego zespołu metabolicznego, w którym  współistnieje z takimi schorzeniami jak: otyłość, insulinooporność i cukrzyca, zaburzenia gospodarki lipidowej, miażdżyca, choroby nerek.

W świetle aktualnej wiedzy medycznej postępowanie w złożonych scenariuszach klinicznych, wymagających zastosowania wielu różnych metod terapeutycznych, zdaniem ekspertów musi spełniać trzy podstawowe kryteria: musi być „pacjentocentryczne”, holistyczne i spersonalizowane.

Profilaktyka i spersonalizowana terapia

Po pierwsze: profilaktyka i radar nastawiony na wczesne objawy. Podczas sesji pt. „Integrated Management of Hypertension, Dyslipidemia and Vascular Complications” prof. Thomas Weber (Austria) przypominał, że objawy nadciśnienia tętniczego i schorzeń kardiometabolicznych pojawiają się, kiedy choroba jest już rozwinięta. Celem powinna być skuteczna profilaktyka i możliwie najwcześniejsza diagnostyka zaburzeń. Regularne badania kontrolne i pomiary ciśnienia tętniczego pomogą wcześnie wykryć ewentualne nieprawidłowości – wtedy, kiedy modyfikacją stylu życia i ewentualnie minimalnie inwazyjnym postępowaniem terapeutycznym można zahamować postęp choroby.

Po drugie: terapia zawsze powinna rozpocząć się od redukcji modyfikowalnych czynników ryzyka, to jest zmiany stylu życia pacjenta. Takie działanie powinno zdaniem ekspertów stanowić integralną część procesu leczenia, a nie dodatek, opcję. W ramach wspomnianego panelu prof. Dagmara Hering (Polska) stwierdziła: plan leczenia każdorazowo zaczynam ze swoimi pacjentami od redukcji czynników ryzyka. Eliminacja soli w diecie, obniżenie nadmiernej masy ciała – to naprawdę podstawa. Skuteczne leczenie nadciśnienia tętniczego wymaga holistycznego podejścia skoncentrowanego na pacjencie, ze szczególnym uwzględnieniem kompleksowej ochrony układu sercowo-naczyniowego poprzez zmianę stylu życia, systematyczną kontrolę ciśnienia krwi i zarządzanie gospodarką lipidową organizmu. Od tego musimy zacząć.

Co w kwestii farmakoterapii? W złożonej terapii skojarzonej celem jest eliminowanie potencjalnych konfliktów pomiędzy lekami, uwzględnianie preferowanych połączeń poszczególnych terapii, a kiedy to możliwe, wybór preparatów złożonych w jednej tabletce.

Farmakoterapia – kluczowy właściwy dobór

Leki typu single pill (znane również jako SPC, ang. single-pill combination), czyli preparaty złożone w jednej tabletce), łączące dwie lub więcej substancji czynnych w jednej dawce, są obecnie standardem pierwszego wyboru w leczeniu wielu chorób przewlekłych, zwłaszcza nadciśnienia tętniczego i zaburzeń lipidowych. Specjaliści podkreślili, że czynnik, taki jak dawkowanie leku – konieczność przyjmowania jednej lub kilku tabletek leku dziennie – z punktu widzenia pacjenta może mieć istotne znaczenie, które potencjalnie może przełożyć się na adherencję. To w konsekwencji wpłynie na efektywność stosowanego leczenia.

Eksperci zaznaczyli także, że w doborze strategii terapeutycznej warto uwzględniać nie tylko dowody naukowe na bezpieczeństwo i skuteczność terapii we wskazaniu podstawowym, ale także dodatkowe korzyści, które niosą za sobą poszczególne rozwiązania terapeutyczne. Przykładowo, w grupie leków typu DOAC (bezpośrednich doustnych antykoagulantów), u pacjentów ze zwiększonym ryzykiem krwawienia z przewodu pokarmowego istnieje możliwość zastosowania terapii zapewnianiającej skuteczną ochronę przeciwzakrzepową przy najkorzystniejszym profilu bezpieczeństwa. Analiza dostępnych opcji i specyficznych potrzeb pacjenta pozwoli wybrać najkorzystniejsze rozwiązanie.

Kiedy strategia leczenia obejmuje wiele różnych leków, mogą pojawiać się obawy o ewentualne skutki uboczne stosowania tak skonstruowanej terapii. Podczas sesji pt. „Effective Treatment Strategies in Complex Clinical Scenarios: Stroke Prevention in Atrial Fibrillation with Hypertension and Diabetes” prof. Andrzej Januszewicz (Polska) zaznaczył: podstawą w takich przypadkach jest rzetelna edukacja zarówno specjalistów, jak i pacjentów, która znacząco redukuje obawy. Mówiąc najkrócej: właściwe stosowanie dobrze dobranej terapii skojarzonej jest bezpieczne.

Dobra współpraca z pacjentem

W dyskusji w ramach tego samego panelu prof. Bela Benczur (Węgry) zwrócił uwagę, że z punktu widzenia pacjenta istotne znaczenie ma oczywiście bezpieczeństwo i efektywność kliniczna różnych metod terapeutycznych, ale także i aspekt kosztowy terapii. Zdaniem specjalistów warto omawiać z pacjentem te kwestie otwarcie – wybór leku refundowanego lub po prostu tańszej opcji terapeutycznej może zapobiec przerywaniu leczenia z powodów finansowych i tym samym przyczynić się do bardziej systematycznego stosowania terapii przez chorego. Raz jeszcze przypomniano, że terapia nadciśnienia tętniczego, zwłaszcza w złożonych scenariuszach klinicznych, powinna uwzględniać indywidualne uwarunkowania każdego chorego i jego preferencje. W tym kontekście powinna być „pacjentocentryczna”, holistyczna i spersonalizowana.

Wnioski ekspertów zostały zarejestrowane podczas wystąpień odbywających się w ramach dwóch mini-sympozjów wspieranych przez Gedeon Richter: dotyczących zintegrowanej terapii u pacjentów z nadciśnieniem tętniczym, dyslipidemią i powikłaniami sercowo-naczyniowymi oraz strategii terapeutycznych w złożonych przypadkach klinicznych.

Razem dla postępu w leczeniu nadciśnienia – Gedeon Richter Platynowym Partnerem Kongresu ESH 2026

Artykuł powstał w ramach zaangażowania Gedeon Richter we współtworzenie Kongresu ESH 2026. Kardiologia i choroby kardiometaboliczne to ważne obszary specjalizacji firmy.

Gedeon Richter jest międzynarodową specjalistyczną firmą farmaceutyczną rozwijającą̨ swoją działalność́ na pięciu kontynentach. Firma pragnie zostać globalnym innowatorem w kilku kluczowych dziedzinach nauki, jednocześnie działając na rzecz zwiększenia dostępności leków na całym świecie. W 2025 roku kapitalizacja rynkowa Gedeon Richter wyniosła 4,8 mld EUR a sprzedaż 2,3 mld EUR.

Gedeon Richter prowadzi największe centrum badawczo-rozwojowe w Europie Środkowej, które przynosi przełomowe rozwiązania w neuropsychiatrii i opiece zdrowotnej kobiet. Obszar biotechnologiczny i portfolio leków generycznych firmy zwiększa dostępność terapii dla pacjentów. Gedeon Richter produkuje także substancje czynne m.in. na potrzeby produkcji własnych produktów.

Gedeon Richter od 70 lat poszerza swoje portfolio o szeroką gamę leków generycznych, odgrywając wiodącą rolę w tej dziedzinie w Europie Środkowo-Wschodniej i krajach WNP. Portfolio Gedeon Richter zapewnia szeroki dostęp do wysokiej jakości i przystępnych cenowo  leków, w tym tradycyjnych leków Gedeon Richter, produktów generycznych i innowacyjnych produktów na licencji, obejmujących głównie obszary terapeutyczne chorób kardiometabolicznych, ośrodkowego układu nerwowego i reumatologii. Oferta produktów Gedeon Richter dostępnych bez recepty (OTC)w niektórych krajach obejmuje leki przeciwbólowe czy leki przeciwwirusowe.

Więcej informacji: www.gedeonrichter.com, www.gedeonrichter.pl.

Źródło: inf pras

Dzięki nowej funkcjonalności systemu e-zdrowia, pacjenci zyskają większą swobodę w realizacji e-recept. Centrum e-Zdrowia uruchomiło nową funkcjonalność, która umożliwia kontynuowanie realizacji recepty w różnych aptekach. Oznacza to, że po wykupieniu pierwszej partii leków pacjent nie będzie musiał wracać do tej samej apteki, aby odebrać kolejne opakowania.
 
Nowe rozwiązanie będzie wdrażane stopniowo. Już teraz zapraszamy wszystkie apteki do składania wniosków o dostęp do nowej funkcjonalności. W pierwszej kolejności będzie ona uruchamiana w aptekach z Kalisza i Łodzi, a od 18 czerwca w aptekach na terenie całego kraju.

Koniec z koniecznością powrotu do tej samej apteki

Do tej pory pacjent, który rozpoczął realizację e-recepty obejmującej większą liczbę opakowań leku, musiał odbierać kolejne partie leków w tej samej aptece. Dotyczyło to przede wszystkim recept wystawianych na dłuższy okres leczenia – w zdecydowanej większości recept rocznych. Dzięki nowej funkcjonalności każde kolejne opakowania będzie można wykupić również w innej aptece, pod warunkiem że obie apteki korzystają z nowego rozwiązania.

Korzyści dla pacjentów

Najważniejszą korzyścią jest większa wygoda i oszczędność czasu. Pacjent nie będzie już związany z jedną apteką tylko dlatego, że właśnie tam rozpoczął realizację recepty. Jeśli zmieni miejsce pobytu, wyjedzie na urlop, będzie przebywał czasowo w innej miejscowości lub po prostu nie znajdzie potrzebnego leku w dotychczasowej aptece, będzie mógł kontynuować realizację recepty w innej placówce. Podobnie w sytuacji, jeśli apteka zostanie zamknięta np. z powodu remontu lub nie będzie miała możliwości zamówienia z danej hurtowni kolejnego opakowania leku. Pacjent nie będzie musiał wykupić całej recepty od razu i ponosić koszt wszystkich opakowań z danej pozycji.

Korzyści dla aptek

Nowa funkcjonalność przynosi również korzyści aptekom. Po jej uruchomieniu apteka:

Korzyści dla systemu ochrony zdrowia

Jak działa nowe rozwiązanie?

Po uruchomieniu funkcjonalności apteka widzi w systemie informacje o e-recepcie, której realizacja została rozpoczęta w innej aptece, która również korzysta z tego rozwiązania Dzięki temu farmaceuta może kontynuować realizację recepty i wydać pacjentowi kolejną część przepisanych leków zgodnie z obowiązującymi zasadami.

Nowe rozwiązanie to kolejny krok w rozwoju usług cyfrowych w ochronie zdrowia, który zwiększa wygodę pacjentów oraz ułatwia codzienną pracę farmaceutów.

Źródło: MZ

Ból ostry, jeśli nie jest właściwie leczony, może przejść w ból przewlekły. Ten z kolei wpływa nie tylko na ciało, ale też na psychikę, życie zawodowe, rodzinne i społeczne pacjenta. O tym, jak zapobiegać chronifikacji bólu, ograniczać samoleczenie i budować system opieki nad pacjentem z bólem, rozmawiali eksperci podczas debaty Parlamentarnego Zespołu ds. Medycyny Bólu pt. „Nie ból się! Zapobiegaj”. Projekt objęła honorowym patronatem Małgorzata Kidawa-Błońska, Marszałek Senatu RP, a jego ambasadorką została Urszula Dudziak.
„Bardzo słucham swojego ciała, bo to jest ważne. Jeżeli organizm daje mi sygnały, że coś mu nie służy albo że coś jest nie tak, to staram się reagować. Profilaktyka jest bardzo ważna – trzeba się badać i być czujnym wobec własnego zdrowia” – mówiła Urszula Dudziak.

W medycynie bólu profilaktyka oznacza jednak nie tylko ogólną troskę o zdrowie, aktywność fizyczną czy reagowanie na niepokojące objawy. Oznacza także właściwe leczenie bólu ostrego, aby nie dopuścić do jego utrwalenia, ograniczanie samoleczenia, szybki dostęp do specjalistów i wielokierunkowe prowadzenie pacjenta.

Ból przewlekły wymaga leczenia pacjenta, nie tylko objawu

W wypowiedziach ekspertów powracało przekonanie, że leczenie bólu nie może ograniczać się do szybkiego zniesienia dolegliwości. Ból przewlekły wymaga spojrzenia na pacjenta całościowo, z uwzględnieniem chorób współistniejących, sytuacji psychicznej, funkcjonowania społecznego, rehabilitacji i wsparcia psychologicznego.

Ból przewlekły jest wielochorobowością i tak też powinien być leczony. Jedną metodą nie wyleczymy bólu – wszyscy już wiemy, że potrzebna jest profilaktyka, fizjoterapia, psychoterapia, farmakoterapia i metody interwencyjne. Cały ten system działa tak, jak działa jego najsłabszy element” – mówił dr Marcin Kołacz z Poradni Leczenia Bólu Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus.

Na ryzyko leczenia bólu w oderwaniu od całego obrazu zdrowia pacjenta zwracał uwagę dr hab. n. med. Jarosław Woroń, farmakolog kliniczny i ekspert w zakresie interakcji lekowych. Jak podkreślał, „jedną z najczęstszych przyczyn nieskuteczności leczenia jest leczenie bólu, a nie pacjenta z bólem. Niezwykle ważny jest kontekst wielochorobowości, chorób współistniejących, depresji, bezsenności czy lęku. Farmakoterapia nie może polegać wyłącznie na tym, żeby ‚nie bolało’, bo bardzo często prowadzi to do zjawiska pseudoulgi i chronifikacji bólu.”

Konsekwencje przewlekłego bólu wykraczają daleko poza sam objaw. Chorzy często tracą możliwość pracy, wycofują się z życia społecznego i codziennych aktywności. „Ból zabija szczęście i nie pozwala żyć. Niszczy nie tylko funkcjonowanie biologiczne człowieka, ale również jego możliwości psychospołeczne i zawodowe. Pacjent z przewlekłym bólem bardzo często wypada z rynku pracy, przestaje funkcjonować społecznie i staje się wykluczony” – mówił dr hab. Janusz Trzebicki, konsultant wojewódzki w dziedzinie anestezjologii.

Ból pooperacyjny: leczenie dla komfortu i bezpieczeństwa

Jednym z ważnych tematów była chronifikacja bólu, czyli utrwalanie się bólu i przechodzenie bólu ostrego w przewlekły. Szczególne znaczenie ma tu leczenie bólu pooperacyjnego i pourazowego.

„Ból pooperacyjny jest głównym problemem subiektywnie zgłaszanym przez pacjentów, często większym niż nudności, wymioty czy inne dolegliwości po zabiegu. Leczymy go nie tylko po to, żeby poprawić komfort pacjenta, ale również dla jego bezpieczeństwa. Źle leczony lub nieleczony ból zwiększa ryzyko powikłań i może prowadzić do utrwalenia się bólu przewlekłego” – mówił dr Piotr Mieszczański z Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jak zaznaczał, ból musi być oceniany indywidualnie. Przy tej samej procedurze operacyjnej jeden pacjent może zgłaszać bardzo silne dolegliwości, a drugi znacznie mniejsze, dlatego analgezja pooperacyjna powinna być dobierana do potrzeb konkretnego chorego.

Eksperci wskazywali, że leczenie bólu pooperacyjnego wymaga także edukacji pacjenta jeszcze przed zabiegiem, wyjaśnienia planu leczenia i zmniejszenia lęku związanego z tym, co wydarzy się po operacji.

Samoleczenie i leki bez recepty

Znaczna część dyskusji dotyczyła leków przeciwbólowych dostępnych bez recepty. Ich nadużywanie może opóźniać właściwe leczenie, zwiększać ryzyko działań niepożądanych i utrwalać problem bólowy.

Jak podkreślał dr hab. n. med. Jarosław Woroń, leki przeciwbólowe dostępne bez recepty powinny być stosowane wyłącznie w bólu incydentalnym i nie mogą być używane przewlekle. Pacjent często otrzymuje leki od lekarza, a jednocześnie sam stosuje preparaty OTC, przez co „leki zaczynają sobie przeszkadzać zamiast pomagać”.

Ekspert zwracał także uwagę, że wybór leku bywa wynikiem reklamy, a nie wiedzy medycznej. „To reklama najczęściej decyduje dziś o wyborze leku przeciwbólowego, a nie kryteria merytoryczne. Pacjent kieruje się promocją i przekazem marketingowym, często bez świadomości działań niepożądanych i ryzyka interakcji. To jest jeden z powodów, dla których problem samoleczenia bólu w Polsce jest tak duży.”

Dostęp do poradni leczenia bólu pozostaje nierówny

Dostęp do leczenia bólu zależy od regionu i możliwości konkretnej poradni. Jak zwracała uwagę dr n. med. Magdalena Kocot-Kępska, specjalista anestezjologii i intensywnej terapii, prezes Polskiego Towarzystwa Badania Bólu, w Polsce są województwa, w których nie ma ani jednej poradni certyfikowanej przez PTBB.

W tej chwili w Polsce mamy 10 województw z poradniami posiadającymi certyfikat Polskiego Towarzystwa Badania Bólu i 6 województw bez żadnej poradni certyfikowanej. Nie znaczy to, że w tych województwach nie ma poradni leczenia bólu, ale często zapewniają one tylko jedną albo dwie metody, na przykład samo przepisywanie recepty czy akupunkturę. Nie można mówić, że jest to leczenie bólu w sensie leczenia wielokierunkowego.”

Ekspertka podkreślała, że skuteczna opieka nad pacjentem z bólem przewlekłym wymaga farmakoterapii, zabiegów interwencyjnych, wsparcia psychologicznego i fizjoterapii. 

Podobny problem opisywała dr Kinga Olczyk-Miller, anestezjolog i specjalista medycyny paliatywnej, wskazując na sytuację w województwie pomorskim, gdzie spośród 11 poradni leczenia bólu z kontraktem NFZ dziewięć znajduje się w Trójmieście. „Oznacza to, że wielu pacjentów dojeżdża na konsultację dwie–trzy godziny w jedną stronę. Już sam dostęp do specjalisty staje się dla chorego ogromnym obciążeniem” – mówiła.

Problemem pozostaje także sposób kierowania pacjentów do poradni. Część chorych trafia do nich bez odpowiedniej diagnostyki, z ogólnym rozpoznaniem bólu, bez określenia jego przyczyny i bez wcześniejszych konsultacji specjalistycznych. W praktyce poradnia leczenia bólu zaczyna wtedy pełnić rolę diagnosty i koordynatora całego procesu.

Psycholog i psychiatra w leczeniu bólu

Przewlekły ból wpływa nie tylko na ciało, ale również na sen, emocje, poczucie sprawczości i relacje społeczne. Dlatego w modelu leczenia wielokierunkowego ważne miejsce zajmuje opieka psychologiczna.

„Psycholog w poradni leczenia bólu nie jest dodatkiem, tylko integralną częścią zespołu terapeutycznego” – mówił mgr Krzysztof Wesołowski, psycholog i neuropsycholog z Poradni Leczenia Bólu w Szpitalu Klinicznym Dzieciątka Jezus Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego.

Ekspert zwracał uwagę, że wielu pacjentów trafiających do psychologa obawia się, że ich cierpienie zostanie potraktowane jako problem wyłącznie psychiczny. Dlatego jednym z pierwszych zadań jest wyjaśnienie, że interwencja psychologiczna nie polega na podważaniu bólu, lecz na pomaganiu pacjentowi w lepszym funkcjonowaniu z chorobą.

Na potrzebę włączenia wsparcia psychiatrycznego zwracał uwagę dr Piotr Wierzbicki, psychiatra i członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Medycyny Holistycznej. „Przewlekły ból niemal zawsze wpływa na funkcjonowanie psychiczne pacjenta. Dlatego uważam, że w leczeniu bólu przewlekłego czy medycynie paliatywnej konsultacja psychiatryczna powinna być standardem, ponieważ ból zmienia funkcjonowanie układów neuroprzekaźnikowych i bardzo często prowadzi do zaburzeń depresyjnych oraz lękowych” – mówił.
Brak szybkiego dostępu do leczenia może dodatkowo skłaniać pacjentów do samodzielnego poszukiwania ulgi, sięgania po leki bez recepty, a czasem także po alkohol, aby poradzić sobie ze snem i napięciem.

Opieka paliatywna to nie rezygnacja z leczenia

Osobnym wątkiem była rola opieki paliatywnej, szczególnie u pacjentów onkologicznych zmagających się z bólem i innymi objawami choroby. Prof. Wojciech Leppert, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Paliatywnej, podkreślał, że wsparcie paliatywne powinno być wdrażane dużo wcześniej, niż dzieje się to obecnie w praktyce.

Ekspert zwracał uwagę, że jedną z barier jest lęk pacjentów przed samym pojęciem opieki paliatywnej i błędne przekonanie, że oznacza ona rezygnację z leczenia przeciwnowotworowego. „To nieprawda. Trzeba bardzo wyraźnie podkreślić, że jest to postępowanie równoległe, które nie wyklucza dalszego leczenia onkologicznego” – mówił prof. Leppert.

Podobne obserwacje przedstawił lek. Wojciech Pałys, anestezjolog i kierownik Poradni Leczenia Bólu w Brzozowie. Wskazywał, że pacjenci często nie boją się samej pomocy, lecz nazwy: medycyna paliatywna czy hospicjum domowe. Jego zdaniem dla wielu chorych brzmi ona jak informacja, że kończy się leczenie.

„Tymczasem to nie jest koniec leczenia, tylko szersze wsparcie pacjenta” – mówił ekspert.

W opinii prof. Wojciecha Lepperta poprawę mogłoby przynieść silniejsze powiązanie opieki paliatywnej z leczeniem onkologicznym już na poziomie organizacyjnym, tak aby w każdym ośrodku onkologicznym była dostępna poradnia medycyny paliatywnej.

Ból nie może być „niczyj”

Eksperci zwracali uwagę, że nawet najlepsze leczenie nie przyniesie efektów, jeśli pacjent pozostaje w systemie bez koordynacji opieki, długo czeka na konsultacje lub trafia od specjalisty do specjalisty bez jasnego planu leczenia

Dr hab. Janusz Trzebicki, konsultant wojewódzki w dziedzinie anestezjologii, wskazywał na potrzebę stworzenia oddziałów referencyjnych leczenia bólu dla pacjentów wymagających szybkiej diagnostyki i skoordynowanej opieki. Jak podkreślał, „pacjent w kryzysie bólowym nie wymaga kolejnej recepty”, lecz miejsca w systemie, które „przejmie za niego odpowiedzialność, postawi diagnozę, ustabilizuje stan chorego i przekaże go dalej, już z konkretnym planem leczenia”. W przeciwnym razie, jak zaznaczał, chory „krąży między poradniami, SOR-em i kolejnymi specjalistami”. 

Do potrzeby stworzenia takich ośrodków odnosiła się również dr n. med. i n. o zdr. Marzena Magdalena Domańska-Sadynica, założycielka Fundacji Eksperci dla Zdrowia, wskazując, że środowisko od lat postuluje powstanie oddziałów leczenia bólu. Wstępna koncepcja pilotażu obejmuje cztery ośrodki – w Warszawie, Gdańsku, Krakowie i Wrocławiu – które miałyby zapewniać kompleksową opiekę pacjentom z najtrudniejszymi problemami bólowymi.

Pacjent niewidzialny

W wypowiedziach ekspertów powracał obraz pacjenta, który przez miesiące lub lata szuka pomocy, przyjmuje kolejne leki, czeka na konsultacje i stopniowo traci sprawność, pracę oraz poczucie wpływu na własne życie.

W poradniach leczenia bólu obserwujemy nie tylko degradację ciała, ale często całkowity rozpad życia człowieka. Pacjenci przestają być zdolni do pracy, nie są w stanie realizować swoich pasji, pogłębiają się zaburzenia depresyjne i lękowe” – mówiła dr Kinga Olczyk-Miller.

Ekspertka wskazywała także na bariery systemowe, w tym brak formalnej ścieżki kształcenia lekarzy w medycynie bólu. W Polsce nie ma uznanej specjalizacji z tej dziedziny ani oficjalnego programu szkolenia państwowego, choć od lekarzy oczekuje się zaawansowanej wiedzy interwencyjnej, umiejętności wykonywania zabiegów i zarządzania skomplikowaną farmakoterapią.

Według dr Olczyk-Miller ograniczony dostęp do psychologa, fizjoterapii, diagnostyki czy odpowiedniego wyposażenia poradni nie oznacza realnych oszczędności dla państwa. Generuje koszty w postaci rent, utraty ludzi na rynku pracy, leczenia powikłań źle prowadzonych terapii przeciwbólowych i narastających problemów psychicznych pacjentów.

Na problem niewidoczności osób żyjących z przewlekłym bólem zwracała uwagę również dr Marzena Magdalena Domańska-Sadynica. „Pacjent z bólem przewlekłym często jest pacjentem niewidzialnym – zostaje w domu, nie pracuje, nie ma siły mówić o swoich problemach. Dlatego chcemy głośniej mówić o bólu i sprawić, żeby ten temat został wreszcie zauważony.”

Wśród postulatów wskazywano m.in. edukację pacjentów dotyczącą bezpiecznego stosowania leków przeciwbólowych dostępnych bez recepty, profilaktykę bólu przewlekłego, szybszy dostęp do poradni leczenia bólu, rozwój poradni wielokierunkowych, włączenie psychologa, psychiatry i fizjoterapeuty do standardu opieki, uruchomienie oddziałów referencyjnych oraz opracowanie jakościowych standardów dla procedur interwencyjnych.

Jak podkreślała dr Domańska-Sadynica, leczenie bólu nie może ograniczać się wyłącznie do kontaktu pacjenta z lekarzem. „Potrzebujemy więcej wielokierunkowych poradni leczenia bólu, w których pacjent ma dostęp nie tylko do lekarza, ale również do psychologa, rehabilitacji i opieki pielęgniarskiej. Leczenie bólu musi być interdyscyplinarne – inaczej nie będzie skuteczne.

Jednocześnie profilaktyka bólu przewlekłego nie może być sprowadzana wyłącznie do odpowiedzialności pacjenta. Wymaga systemu, który pozwala szybko rozpoznać problem, zapewnić dostęp do właściwego leczenia, specjalistów i koordynowanej opieki, zanim ból stanie się przewlekły i znacznie trudniejszy do opanowania.

Źródło: Artykuł opracowano na podstawie wypowiedzi ekspertów podczas debaty Parlamentarnego Zespołu ds. Medycyny Bólu pt. „Nie ból się! Zapobiegaj”, która odbyła się 11 maja 2026 r. w Sejmie RP. Projekt został objęty honorowym patronatem Marszałek Senatu RP Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. 
Komisja Europejska zatwierdziła stosowanie leku deukrawacytynib w leczeniu aktywnego łuszczycowego zapalenia stawów (ŁZS) u dorosłych pacjentów, którzy nie uzyskali odpowiedzi na wcześniejsze leczenie klasycznymi lekami modyfikującymi przebieg choroby (DMARD) lub nie tolerowali takiej terapii. To pierwsza w Unii Europejskiej terapia z grupy inhibitorów TYK2 dopuszczona do leczenia tej choroby.
Lek może być stosowany samodzielnie lub w połączeniu z metotreksatem. Preparat przyjmuje się raz dziennie doustnie.

Decyzja Komisji Europejskiej opiera się na wynikach dwóch badań III fazy – POETYK PsA-1 i POETYK PsA-2 – obejmujących łącznie blisko 1300 pacjentów z aktywnym łuszczycowym zapaleniem stawów.

Łuszczycowe zapalenie stawów to przewlekła choroba zapalna o podłożu immunologicznym, która może obejmować zarówno stawy, przyczepy ścięgniste i kręgosłup, jak i skórę oraz paznokcie. Chorobie często towarzyszą ból, sztywność, zmęczenie i pogorszenie jakości życia. Szacuje się, że nawet około 30 proc. osób z łuszczycą może rozwinąć ŁZS.

Poprawa objawów stawowych i skórnych

W badaniach klinicznych oceniano skuteczność deukrawacytynibu w dawce 6 mg raz dziennie. Głównym punktem końcowym był odsetek pacjentów osiągających odpowiedź ACR20 po 16 tygodniach leczenia, czyli co najmniej 20-procentową poprawę w zakresie aktywności choroby.

W badaniu POETYK PsA-1 odpowiedź ACR20 po 16 tygodniach uzyskało 54,2 proc. pacjentów leczonych deukrawacytynibem (nazwa handlowa Sotyktu), w porównaniu z 34,1 proc. w grupie placebo. W badaniu POETYK PsA-2 odsetki wyniosły odpowiednio 54,2 proc. oraz 39,4 proc.

Korzyści obserwowano również przy bardziej rygorystycznych kryteriach odpowiedzi terapeutycznej. Odpowiedź ACR50 osiągnęło po 16 tygodniach od 24,7 proc. do 28,8 proc. pacjentów leczonych aktywnie, natomiast odpowiedź ACR70 – od 10,6 proc. do 11,6 proc.

Badacze oceniali także tzw. minimalną aktywność choroby (MDA), która uwzględnia jednocześnie kilka obszarów choroby, m.in. liczbę bolesnych i obrzękniętych stawów, aktywność zmian skórnych, ból, funkcjonowanie oraz zapalenie przyczepów ścięgnistych. Po 16 tygodniach taki stan osiągnęło od 19 proc. do 25,6 proc. pacjentów otrzymujących lek.

Według danych przedstawionych przez producenta poprawa utrzymywała się również do 52. tygodnia obserwacji.

Terapia celująca w szlak TYK2

Deukrawacytynib należy do grupy selektywnych inhibitorów kinazy tyrozynowej 2 (TYK2). Mechanizm działania leku różni się od klasycznych inhibitorów JAK.

Lek został zaprojektowany tak, aby wybiórczo hamować sygnalizację cytokin odgrywających istotną rolę w rozwoju łuszczycy i łuszczycowego zapalenia stawów, m.in. interleukiny 23, interleukiny 12 oraz interferonów typu 1.

Producent podkreśla, że deukrawacytynib wiąże się z domeną regulatorową TYK2, co ma zapewniać większą selektywność działania i odróżniać go od inhibitorów JAK1, JAK2 i JAK3.

Jakość życia i bezpieczeństwo

W badaniach oceniano również jakość życia związaną ze zdrowiem za pomocą kwestionariusza SF-36. Pacjenci leczeni deukrawacytynibem uzyskiwali poprawę parametrów fizycznych już po 16 tygodniach terapii, a efekt utrzymywał się do końca rocznej obserwacji.

Profil bezpieczeństwa obserwowany u pacjentów z ŁZS był zasadniczo zgodny z wcześniejszymi doświadczeniami ze stosowania leku w łuszczycy plackowatej.

Do najczęstszych działań niepożądanych należały infekcje górnych dróg oddechowych, zwiększenie aktywności kinazy kreatynowej, zakażenia wirusem opryszczki, owrzodzenia jamy ustnej, wysypki trądzikopodobne oraz zapalenie mieszków włosowych.

W charakterystyce produktu leczniczego zwrócono uwagę m.in. na ryzyko zakażeń, konieczność oceny w kierunku gruźlicy przed rozpoczęciem terapii, a także na ostrzeżenia dotyczące zdarzeń sercowo-naczyniowych, zakrzepicy żylnej i zatorowości płucnej.

Lek wcześniej zatwierdzony w łuszczycy

Sotyktu został po raz pierwszy zatwierdzony w Stanach Zjednoczonych w 2022 roku do leczenia umiarkowanej i ciężkiej łuszczycy plackowatej u dorosłych wymagających leczenia ogólnego lub fototerapii. W Unii Europejskiej takie wskazanie uzyskał w 2023 roku.

W marcu 2026 roku amerykańska FDA dopuściła lek także do leczenia aktywnego łuszczycowego zapalenia stawów.

Producent prowadzi dalsze badania nad zastosowaniem deukrawacytynibu w innych chorobach reumatycznych i immunologicznych.

Źródło: Bristol Myers Squibb, komunikat prasowy; badania POETYK PsA-1 i POETYK PsA-2.

Proces starzenia się społeczeństwa przestaje być abstrakcyjnym pojęciem z dokumentów strategicznych i prognoz demograficznych, a staje się realnym wyzwaniem dla systemu ochrony zdrowia, polityki społecznej i codziennego funkcjonowania rodzin. Wraz z wydłużaniem życia rośnie nie tylko liczba lat, które przeżywamy, ale także znaczenie ich jakości. Jak podkreślała Monika Wielichowska, wicemarszałek Sejmu, zdrowie i godne starzenie się nie są hasłem, lecz rzeczywistością, która dotyczy milionów Polaków. Starzenie nie musi oznaczać utraty jakości życia – może wiązać się z aktywnością, bezpieczeństwem i niezależnością, pod warunkiem że towarzyszy mu „skuteczna i dostępna, ale także mądrze prowadzona profilaktyka”.

W praktyce coraz wyraźniej chodzi o przesunięcie akcentu z samej długości życia na lata przeżywane w sprawności – z zachowaniem samodzielności i możliwości decydowania o sobie. Mimo szerokiej dostępności badań profilaktycznych i coraz lepszej diagnostyki, korzystanie z nich pozostaje ograniczone, a wielu pacjentów trafia do systemu dopiero w zaawansowanym stadium choroby. To nie tylko kwestia dostępności świadczeń, ale także nawyków zdrowotnych, poziomu świadomości i złożoności samego systemu.

Dlatego kluczowe znaczenie ma wczesna diagnostyka oraz proste, czytelne informacje dotyczące profilaktyki – co badać, kiedy reagować i gdzie się zgłosić. Szczególnie że decyzje zdrowotne często podejmowane są w ramach gospodarstw domowych, a nie wyłącznie indywidualnie.

Skala wyzwania będzie w najbliższych latach rosnąć. Jak wskazuje prof. Tomasz Targowski, z Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji, krajowy konsultant w dziedzinie geriatrii, Polska wchodzi w okres szybkiego starzenia demograficznego – do 2050 roku około 10% populacji będą stanowiły osoby powyżej 80. roku życia. To grupa najbardziej narażona na niesamodzielność i choroby przewlekłe, ale jednocześnie ta, która może najwięcej zyskać na skutecznej, dobrze zaplanowanej profilaktyce.

Choroby nie pojawiają się nagle po sześćdziesiątce

Wbrew potocznym wyobrażeniom choroby przewlekłe – zwłaszcza nowotwory – nie zaczynają się w momencie przejścia na emeryturę. Są to procesy, które rozwijają się przez dekady. Jak wyjaśnia dr hab. n. med. Marta Mańczuk, prof. NIO-PIB, zastępca kierownika Zakładu Epidemiologii i Prewencji Nowotworów w Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, „choroba nowotworowa to tak naprawdę ponad 100 różnych jednostek chorobowych o rozmaitej etiologii. To, co je łączy, to fakt, że naturalny proces wzrostu komórek (…) zostaje zaburzony”.

Kluczowe znaczenie ma czas i kumulacja czynników ryzyka. „Mutacje gromadzą się przez całe życie, czyli drobne uszkodzenia DNA kumulują się z czasem. Jeżeli działa na nas czynnik ryzyka, na przykład w dymie tytoniowym, to on przez lata uszkadza DNA” – tłumaczy ekspertka. W efekcie zachorowania częściej pojawiają się w późniejszym wieku, choć ich źródło leży znacznie wcześniej.

Nie oznacza to jednak nieuchronności. „Wiek jest najsilniejszym czynnikiem ryzyka (…) ale na wiele innych mamy realny wpływ” – podkreśla prof. Mańczuk, wymieniając palenie tytoniu, alkohol, otyłość, dietę, brak aktywności fizycznej czy zanieczyszczenie powietrza. Co więcej, „nawet 50% nowotworów można zapobiec poprzez modyfikację stylu życia”.

To zasadnicza zmiana perspektywy: rak nie jest „chorobą starości”. Ryzyko rzeczywiście rośnie z wiekiem, ale bardzo wiele zależy od stylu życia – rozumianego nie tylko jako codzienne nawyki, lecz także udział w badaniach przesiewowych i szczepieniach.

Problem polega na tym, że te narzędzia są wykorzystywane zbyt rzadko. „Badania przesiewowe działają tylko wtedy, kiedy się na nie zgłaszamy. Jeżeli zgłaszalność jest na poziomie 10–11%, to nie przyniosą oczekiwanego efektu” – mówi prof. Mańczuk. Dotyczy to zarówno mammografii, jak i badań w kierunku raka jelita grubego czy wizyt urologicznych u mężczyzn.

Najbardziej dramatycznym przykładem pozostaje rak płuca. „Rozpoznajemy to schorzenie bardzo późno i nasze opcje terapeutyczne są ograniczone, stąd tak wysoka umieralność” – podkreśla ekspertka. To pokazuje, że profilaktyka nie może ograniczać się do badań – musi obejmować także działania antynikotynowe i szeroko rozumianą edukację zdrowotną.

Kobieta po menopauzie nadal potrzebuje ginekologa

Jednym z najbardziej niedocenianych obszarów profilaktyki jest opieka ginekologiczna kobiet po 65. roku życia. Jak zauważa dr n. med. Anna Dańska-Bidzińska, specjalista położnictwa i ginekologii oraz ginekologii onkologicznej ze Szpitala Klinicznego im. ks. Anny Mazowieckiej w Warszawie, „kobiety powyżej 65. roku życia często nie korzystają z opieki ginekologicznej, ponieważ panuje takie błędne przekonanie, że one właściwie już nie muszą”.

To przekonanie jest nie tylko błędne, ale i niebezpieczne. „Opieka ginekologiczna w tym wieku nadal jest potrzebna” – podkreśla lekarka, zwracając uwagę, że po zakończeniu programów przesiewowych pojawia się pytanie o dalsze postępowanie. W wielu przypadkach konieczne są regularne kontrole, a „większość towarzystw naukowych zaleca (…) wizyty przynajmniej co dwa lata”.

Kluczowa jest czujność onkologiczna. „Każde, nawet plamienie u pacjentki po menopauzie jest objawem nieprawidłowym i wymaga dalszej diagnostyki” – zaznacza ekspertka. Podobnie nie wolno ignorować objawów takich jak powiększenie obwodu brzucha czy przewlekły ból miednicy, które mogą świadczyć o zaawansowanej chorobie.

Wizyta ginekologiczna nie powinna ograniczać się do rozmowy. „Badanie ginekologiczne bez ultrasonografii dopochwowej nie jest badaniem pełnym” – podkreśla dr Dańska-Bidzińska.

Najgroźniejsza bywa nie choroba, lecz leczenie prowadzone bez całościowego spojrzenia

Jednym z najmocniejszych i najbardziej praktycznych wątków posiedzenia była kwestia wielolekowości oraz bezpieczeństwa farmakoterapii. W starzejącym się społeczeństwie ten problem przestaje być niszowym tematem farmakologii klinicznej, a staje się jednym z centralnych zagadnień zdrowia publicznego. Seniorzy często są leczeni przez wielu specjalistów jednocześnie, każdy z nich koncentruje się na własnym fragmencie problemu, a całościowego przeglądu terapii nie wykonuje nikt.

Dr hab. n. med. Jarosław Woroń, ekspert w zakresie farmakologii klinicznej, kierownik Zakładu Farmakologii Klinicznej Wydziału Lekarskiego Kolegium Medicum UJ w Krakowie, kierownik Uniwersyteckiego Ośrodka Monitorowania i Badania Niepożądanych Działań Leków w Krakowie, podkreślał: „dzisiaj możemy z pełną świadomością mówić o zabójczej apteczce seniora”. To sformułowanie nie jest retoryczną przesadą. Opisuje zjawisko, w którym wielochorobowość, równoległe konsultacje u różnych specjalistów, leki bez recepty i suplementy diety zaczynają tworzyć układ bardziej niebezpieczny niż sama choroba podstawowa.

Sednem problemu jest fragmentacja leczenia. „Mamy coraz więcej pacjentów z wielochorobowością, którzy korzystają z porad bardzo różnych specjalistów. I dochodzi do fragmentacji – każdy specjalista zajmuje się jedną chorobą bez szerszego kontekstu wielochorobowości” – wskazał dr hab. Woroń. A przecież, jak dodał, „istnieje coś takiego jak interakcja lek–choroba. Choroby zmieniają działanie leków, a leki zmieniają działanie chorób. Nie wolno wyciągać z pacjenta pojedynczych chorób”.

To właśnie dlatego starszy pacjent wymaga spojrzenia całościowego. W przeciwnym razie bardzo łatwo o błędne decyzje terapeutyczne, nakładanie się działań niepożądanych i sytuację, w której nowe objawy – wywołane przez leki – zaczynają być traktowane jako kolejne choroby. „Nowe objawy, które powstają w wyniku działań niepożądanych leków, są bardzo często traktowane jako kolejna choroba i na tę chorobę stosuje się kolejny lek. I w ten sposób powstaje błędne koło, które prowadzi do chorób polekowych”.

Problem dodatkowo pogłębia rynek suplementów diety i preparatów dostępnych bez recepty. W teorii mają one wspierać zdrowie, w praktyce często zwiększają chaos terapeutyczny. „Mamy ogromny problem z nadużywaniem suplementów diety. Większość seniorów, którzy korzystają z suplementacji, to jest tak zwana patosuplementacja. Suplementy diety nie leczą, nie mają żadnych badań, nie wiadomo, czy w ogóle działają, natomiast wiemy o tym, że mogą powodować działania niepożądane” – mówił ekspert. „Bardzo często dochodzi do pomieszania leków, które pacjent dostaje na receptę, z tym, co kupi bez recepty, i z tym, co jeszcze uzupełni suplementami diety. Robi się taki miks, który absolutnie na nic dobrego nie działa i zwiększa koszty leczenia” – dodaje specjalista.

Szczególnie narażeni są seniorzy mieszkający samotnie. „O wiele bardziej podatni na reklamy suplementów i leków bez recepty są pacjenci mieszkający samotnie” – zauważył dr hab. Woroń, dodając gorzko, że „nie mówi się: uważaj, żeby cię nie zrobili na reklamę”. W praktyce oznacza to, że marketing staje się dla części osób starszych substytutem realnej porady medycznej, a zakup kolejnych preparatów – formą pozornego dbania o zdrowie.

Konsekwencje bywają bardzo poważne. „15% pacjentów trafia do szpitala tylko dlatego, że ma konsekwencje farmakoterapii nieprawidłowo dobranej” – przypomniał ekspert. Tym bardziej że – jak podkreślił – „stosowanie leków dostępnych bez recepty to nie jest już problem pojedynczego seniora, tylko problem zdrowia publicznego”.

Szczególnie groźne okazują się leki działające na ośrodkowy układ nerwowy. U seniorów, ze względu na zmiany fizjologiczne związane z wiekiem, szybciej i silniej wywołują one działania niepożądane. „Jeżeli senior kupuje cokolwiek bez recepty albo ma przepisywane jakiekolwiek leki, trzeba zwracać uwagę przede wszystkim na senność, sedację i zaburzenia widzenia” – mówił dr hab. Woroń. To nie są drobne niedogodności, lecz objawy, które mogą zwiększać ryzyko upadków, wypadków komunikacyjnych, majaczenia, zaburzeń równowagi i utraty sprawności.

Szczególnie mocno wybrzmiał też temat depreskrypcji, czyli racjonalnego odstawiania leków, które przestają przynosić korzyść lub zaczynają szkodzić. „Polski senior nie lubi słowa depreskrypcja. Uważa, że jeżeli odstawia mu się jakieś leki, to robi się mu na złość. Tymczasem im jesteśmy starsi, tym pojawiają się nowe przeciwwskazania do stosowania niektórych leków i jednym z elementów racjonalnej terapii jest właśnie odstawianie tego, co już szkodzi bardziej, niż pomaga” – podkreślił ekspert. To bardzo ważny postulat systemowy, bo bez przeglądów lekowych i zmiany kulturowej w podejściu do farmakoterapii trudno będzie poprawić bezpieczeństwo leczenia starszych pacjentów.

„Robienie z suplementów diety prezentów na Dzień Babci, na Dzień Dziadka czy na Dzień Matki może kończyć się tragicznie” – ostrzegł ekspert, wskazując na ryzyko interakcji zwłaszcza z lekami przeciwkrzepliwymi i przeciwpłytkowymi. W tym punkcie profilaktyka zdrowotna wyraźnie styka się z edukacją konsumencką i bezpieczeństwem publicznym.

System ma narzędzia, ale to wciąż za mało

Narodowy Fundusz Zdrowia i Ministerstwo Zdrowia dysponują dziś większą niż jeszcze kilka lat temu liczbą narzędzi profilaktycznych. Programy badań przesiewowych, refundowane szczepienia, narzędzia cyfrowe, serwisy informacyjne i akcje lokalne tworzą coraz gęstszą sieć możliwości. Problem polega jednak na tym, że sama obecność tych rozwiązań nie oznacza jeszcze ich powszechnego wykorzystania.

Na ten rozdźwięk zwracał uwagę Marek Augustyn, wiceprezes Narodowego Funduszu Zdrowia. Jak podkreślił, skala finansowania profilaktyki rośnie: „w planie finansowym Narodowego Funduszu Zdrowia na 2025 rok na profilaktyczne programy zdrowotne przewidziano ponad 614,5 mln zł, to o 22,8% więcej niż w 2024 roku. Na 2026 planujemy kolejny wzrost o 7,7% do poziomu 661,9 mln zł”. Dodał również, że program „Moje Zdrowie” od maja do grudnia 2025 roku to ponad 704,9 mln zł, a łączna wartość refundacji szczepionek przekroczyła 688,6 mln zł.

Pokazuje to wyraźnie, że profilaktyka staje się obszarem realnych inwestycji, a nie tylko deklaracji. Wśród dostępnych narzędzi Marek Augustyn wymienił m.in. program „Moje Zdrowie”, program profilaktyki raka piersi, badania przesiewowe raka jelita grubego, program profilaktyki chorób odtytoniowych i POChP oraz program profilaktyki gruźlicy. Jednocześnie bardzo wyraźnie podkreślił rolę prostszych narzędzi, które mogą obniżać próg wejścia do systemu. „Bardzo mocno promujemy test FIT jako rodzaj profilaktyki raka jelita grubego. Wielu pacjentów nie decyduje się na przesiewową kolonoskopię z powodu lęku lub wstydu związanego z badaniem, a test FIT stanowi bardzo prostą, dyskretną i łatwo dostępną alternatywę”.

Skuteczna profilaktyka nie zawsze musi zaczynać się od najbardziej zaawansowanego badania. Czasem to właśnie prostsze, mniej obciążające i bardziej akceptowalne narzędzia pozwalają uruchomić proces diagnostyczny. Skala ich wykorzystania już dziś pokazuje potencjał takiego podejścia. „Ponad milion wykonanych testów FIT w programie ‘Moje Zdrowie’ u pacjentów po 50. roku życia – to pokazuje, że takie prostsze narzędzia profilaktyczne są potrzebne i znajdują odbiorców” – zaznaczył wiceprezes NFZ.

Jednocześnie dane dotyczące zgłaszalności pozostają niepokojące. „Dane z realizacji programów profilaktycznych na koniec ubiegłego roku pokazują, że zgłaszalność wciąż jest zbyt niska: mammografia 33,8%, cytologia 12%, kolonoskopia 16%”.

Dlatego coraz większego znaczenia nabierają nie tylko same programy, ale również kanały informacji i sposoby kontaktu z pacjentem. Przedstawiciel NFZ zwrócił uwagę, że „najprostszym miejscem, gdzie można szukać informacji o programach profilaktycznych i sposobie zapisania się, jest strona internetowa Narodowego Funduszu Zdrowia”, a także przypominał o Telefonicznej Informacji Pacjenta i Internetowym Koncie Pacjenta. 

Ale sam system cyfrowy nie wystarczy tam, gdzie część seniorów jest wykluczona technologicznie albo komunikacyjnie. Dlatego NFZ rozwija także działania bezpośrednie. „Najbliższe działania dotyczące profilaktyki to między innymi projekt ‘Wiosenny Przegląd Zdrowia’ oraz cykl ‘Polska na Tak’. To są działania, które mają charakter bezpośredniego kontaktu z pacjentem i pozwalają docierać z profilaktyką także tam, gdzie wcześniej ten kontakt był ograniczony” – wyjaśniał Augustyn.

Wiceprezes NFZ przypomniał, że w zeszłym roku pracownicy Funduszu zorganizowali ponad 2900 wydarzeń promujących profilaktykę w całej Polsce i że celem jest docieranie także „do miejsc wykluczonych komunikacyjnie, które dotychczas być może były trochę zaniedbane”. Tego rodzaju działania nie zastąpią oczywiście trwałych zmian systemowych, ale mogą realnie zmniejszać dystans między instytucją a pacjentem.
Ważnym elementem tej układanki staje się także prostsze poruszanie się po samym systemie ochrony zdrowia. „Wspólnie z organizacjami pacjentów stworzyliśmy poradnik o instytucjach systemu ochrony zdrowia. To jest mapa tego, jaka instytucja w ochronie zdrowia w Polsce jest za co odpowiedzialna” – mówił Augustyn. To cenna inicjatywa, bo dla wielu pacjentów – zwłaszcza starszych – nie sama choroba jest dziś największym problemem, lecz zagubienie w skomplikowanej strukturze systemu.

Profilaktyka seniorów to więcej niż badania

W profilaktyce zdrowotnej osób starszych nie można pomijać roli szczepień. To nie tylko ochrona przed infekcjami, ale jeden z elementów utrzymywania sprawności i ograniczania ryzyka powikłań. Szczególnie niebezpieczne pozostają zapalenia płuc, które są jedną z najczęstszych przyczyn hospitalizacji w tej grupie wiekowej. U osób po 80. roku życia wiążą się one z bardzo wysoką śmiertelnością – sięgającą nawet kilkudziesięciu procent w okresie hospitalizacji i w krótkim czasie po niej.

Mimo to poziom wyszczepialności pozostaje niski. W Polsce żyje około 7,5 miliona seniorów, podczas gdy przeciwko grypie szczepi się jedynie około 1,3 miliona osób. Tymczasem, aby osiągnąć realny efekt zdrowotny na poziomie populacyjnym, poziom wyszczepialności powinien sięgać co najmniej 75%.

Jednocześnie żadna profilaktyka nie będzie skuteczna bez uwzględnienia stylu życia. Aktywność fizyczna, sposób odżywiania, sen czy ograniczenie używek mają bezpośredni wpływ na tempo utraty sprawności i przebieg chorób przewlekłych. To czynniki, które działają długofalowo i których znaczenie nie maleje wraz z wiekiem.

Istotną barierą pozostaje także samotność części seniorów. Izolacja społeczna wpływa na późniejsze zgłaszanie się do lekarza, gorsze przestrzeganie zaleceń i mniejszą gotowość do korzystania z profilaktyki. W praktyce oznacza to, że czynniki społeczne i środowiskowe w równym stopniu jak medyczne kształtują przebieg starzenia się.

Rok 2026 został ogłoszony rokiem profilaktyki zdrowotnej. W kontekście zmian demograficznych szczególnego znaczenia nabiera właśnie profilaktyka osób starszych – jako jedno z kluczowych wyzwań zdrowotnych i społecznych, które będą w coraz większym stopniu definiować najbliższe dekady.

Źródło: „Zdrowe i godne starzenie się – profilaktyka i edukacja zdrowotna seniorów w Polsce”, spotkanie współorganizowane przez wicemarszałek Sejmu Monikę Wielichowską, 18 marca 2026 r., Sejm RP
Amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA) zatwierdziła rozszerzenie wskazań dla setmelanotydu do stosowania u pacjentów z nabytą otyłością podwzgórzową. Terapia może być stosowana zarówno u dorosłych, jak i u dzieci od 4. roku życia. To pierwsza i jedyna zatwierdzona opcja leczenia w tej rzadkiej, ale wyjątkowo trudnej klinicznie chorobie.
Decyzja regulatora zamyka wieloletnią lukę terapeutyczną. Pacjenci z nabytą otyłością podwzgórzową do tej pory pozostawali praktycznie bez skutecznych narzędzi leczenia – standardowe podejścia, takie jak dieta, aktywność fizyczna czy klasyczne farmakoterapie otyłości, nie przynosiły oczekiwanych efektów.

Choroba, której nie da się „wyregulować stylem życia”

Nabyta otyłość podwzgórzowa rozwija się w wyniku uszkodzenia podwzgórza – obszaru mózgu odpowiedzialnego za regulację apetytu, sytości i wydatkowania energii. Najczęściej jest konsekwencją guzów mózgu (np. czaszkogardlaka), leczenia neurochirurgicznego lub radioterapii, ale może być także następstwem urazu czy udaru.

Zaburzenie osi podwzgórzowej prowadzi do trwałego rozregulowania gospodarki energetycznej organizmu. Pacjenci doświadczają nieustannego uczucia głodu (hiperfagii), przy jednoczesnym obniżeniu wydatku energetycznego. W efekcie dochodzi do szybkiego i trudnego do zahamowania przyrostu masy ciała.

Według szacunków firmy Rhythm Pharmaceuticals w samych Stanach Zjednoczonych z chorobą tą żyje około 10 tys. osób, choć rzeczywista liczba może być wyższa ze względu na niedodiagnozowanie.

Terapia celowana i wyniki badania III fazy

Setmelanotyd jest agonistą receptora melanokortyny 4 (MC4R), czyli kluczowego elementu szlaku regulującego uczucie głodu i równowagę energetyczną. W odróżnieniu od wielu dostępnych terapii otyłości, lek nie działa wyłącznie objawowo, ale bezpośrednio wpływa na zaburzony mechanizm biologiczny, odpowiadając na niezaspokojoną dotąd potrzebę terapeutyczną w tej grupie pacjentów.

Skuteczność takiego podejścia potwierdzają wyniki globalnego, randomizowanego badania III fazy TRANSCEND, obejmującego 142 pacjentów w wieku od 4 lat. Po 52 tygodniach leczenia wykazano istotną statystycznie i klinicznie redukcję wskaźnika BMI.

Średnia zmiana BMI wyniosła -15,8% w grupie leczonej setmelanotydem, podczas gdy w grupie placebo odnotowano wzrost o 2,6%. 

Efekty leczenia były widoczne nie tylko na poziomie średnich wartości, ale również w analizie odsetka pacjentów osiągających określone progi redukcji masy ciała. Po roku terapii co najmniej 5% redukcję BMI osiągnęło 75,8% pacjentów (vs 9,7% w grupie placebo), co najmniej 10% – 61% (vs 4,7%), a co najmniej 15% – ponad połowa leczonych (50,1% vs 2,2%).

Na istotny klinicznie efekt terapii zwracają uwagę również badacze. Jak wskazała Ashley Shoemaker, MD:

„Setmelanotyd wykazuje skuteczność w oddziaływaniu na biologiczne podłoże nabytej otyłości podwzgórzowej. Pacjenci leczeni tym lekiem osiągali wyraźne redukcje BMI oraz uczucia głodu, co pokazuje, że terapia przynosi klinicznie istotne efekty zarówno u dzieci, jak i u dorosłych” (tłum. własne).

Terapia wpływała także na inne parametry metaboliczne – obserwowano redukcję obwodu talii, poprawę wartości ciśnienia tętniczego, lipidów oraz parametrów glikemicznych. U pacjentów zdolnych do samooceny odnotowano również zmniejszenie uczucia głodu.

Nowy standard w rzadkiej chorobie

Zatwierdzenie setmelanotydu w nowym wskazaniu stanowi przełom dla pacjentów z nabytą otyłością podwzgórzową. Po raz pierwszy dostępna jest terapia, która nie tylko ogranicza objawy, ale realnie wpływa na mechanizm choroby.

Dla środowiska klinicznego oznacza to zmianę podejścia – od leczenia wspierającego do terapii celowanej. Dla pacjentów i ich rodzin – pojawienie się realnej opcji terapeutycznej w chorobie, która dotąd pozostawała poza skutecznym wpływem medycyny.

Na dziś lek jest dostępny w Stanach Zjednoczonych. Biorąc pod uwagę wcześniejsze dopuszczenie setmelanotydu w Europie w innych wskazaniach (m.in. zespoły genetyczne otyłości), rozszerzenie rejestracji o nabytą otyłość podwzgórzową wydaje się kolejnym, oczekiwanym krokiem.

Źródła: Rhythm Pharmaceuticals – komunikat prasowy (19.03.2026), EMPR – FDA Approves Imcivree for Acquired Hypothalamic Obesity

Główny Inspektor Farmaceutyczny wycofał z obrotu na terenie całego kraju jedną serię leku stosowanego w leczeniu zaburzeń lipidowych. Decyzją nr 10/WC/ZW/2026 z dnia 17 lutego 2026 r. objęto serię H36032A produktu leczniczego Grofibrat 200, zawierającego fenofibrat w dawce 200 mg, w opakowaniu po 30 kapsułek. Podmiotem odpowiedzialnym jest Gedeon Richter Polska Sp. z o.o. z siedzibą w Grodzisku Mazowieckim. Decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności, co oznacza, że produkt musi zostać niezwłocznie wycofany z obrotu.
Podstawą wycofania był wynik poza specyfikacją jakościową uzyskany w długoterminowym badaniu stabilności dla parametru uwalniania substancji czynnej. O nieprawidłowościach podmiot odpowiedzialny poinformował GIF pismem z dnia 5 stycznia 2026 r. Sprawa dotyczy więc kontroli jakości prowadzonej już po wprowadzeniu produktu do obrotu, w ramach standardowych procedur monitorowania stabilności leku w czasie.

W toku postępowania wyjaśniającego producent wykluczył błąd analityczny, odchylenia w procesie wytwarzania oraz wpływ zmian porejestracyjnych. Jako najbardziej prawdopodobną przyczynę wskazano łączny efekt dwóch czynników: większego udziału kapsułek o masie bliskiej dolnej granicy dopuszczalnej oraz niższej zawartości substancji czynnej. Ustalono, że proces ustawień sortownicy dla serii H36032A trwał dłużej niż dla serii referencyjnych, co skutkowało większą liczbą kapsułek o niższej masie. W odpowiedzi zaproponowano zmianę dolnego limitu dopuszczalnych mas na sortownicy jako działanie korygujące.

Choć powodem decyzji był wynik poza specyfikacją, producent przeprowadził ocenę ryzyka wpływu niezgodności na zdrowie i bezpieczeństwo pacjenta. Z przedstawionej analizy wynika, że odchylenie nie powinno mieć wpływu na skuteczność ani bezpieczeństwo stosowania produktu. Na poparcie tego stanowiska wskazano brak zgłoszeń działań niepożądanych związanych z brakiem skuteczności.

Warto podkreślić, że decyzja dotyczy wyłącznie jednej, konkretnej serii o numerze H36032A z terminem ważności do 30 czerwca 2027 r. Pozostałe serie produktu nie zostały nią objęte. Podmiot odpowiedzialny jest zobowiązany do przeprowadzenia procedury wycofania zgodnie z obowiązującymi przepisami oraz do wycofania niepowtarzalnego identyfikatora serii z systemu serializacji.

Sprawa pokazuje, jak funkcjonuje system nadzoru nad jakością produktów leczniczych w praktyce. W wielu przypadkach wycofanie serii nie oznacza stwierdzonego zagrożenia dla zdrowia pacjentów, lecz jest efektem restrykcyjnego podejścia do zgodności parametrów jakościowych. W obszarze leczenia zaburzeń lipidowych, gdzie leki stosowane są przewlekle i przez miliony pacjentów, każdy sygnał dotyczący jakości produktu musi być analizowany z najwyższą starannością.

Dla pacjentów kluczowa jest informacja, że wycofanie dotyczy konkretnej serii, a decyzja została podjęta w trybie administracyjnym w oparciu o wyniki badań stabilności. W praktyce oznacza to konieczność sprawdzenia numeru serii na opakowaniu i w razie wątpliwości kontakt z apteką lub lekarzem prowadzącym.

Pełny komunikat GIF: TUTAJ.

Źródło: GIF

Pomimo zapowiedzi byłej minister zdrowia Izabeli Leszczyny dotyczących refundacji innowacyjnych terapii farmakologicznych w leczeniu endometriozy, sprawa utknęła w martwym punkcie. Komisja Ekonomiczna wydała negatywną uchwałę dla jedynej obecnie rozpatrywanej terapii, zawierającej relugoliks, estradiol i octan noretysteronu. Eksperci ostrzegają, że brak refundacji ogranicza pacjentkom dostęp do nowoczesnego leczenia, które mogłoby realnie poprawić jakość ich życia.
Pomimo zapowiedzi byłej ministry zdrowia Izabeli Leszczyny w sprawie refundacji nowoczesnego leczenia farmakologicznego endometriozy, Komisja Ekonomiczna wydała negatywną uchwałę dla jedynej znajdującej się obecnie w procesie refundacyjnym terapii stosowanej w tym wskazaniu. Eksperci podkreślają, że zapewnienie szerokiego dostępu do różnorodnych opcji terapeutycznych ma kluczowe znaczenie dla tej grupy chorych. Terapia zawierająca relugoliks, estradiol i octan noretysteronu we wskazaniu objawowe leczenie endometriozy u dorosłych kobiet w wieku rozrodczym, które wcześniej były leczone farmakologicznie lub chirurgicznie uzyskała pozytywną opinię Rady Przejrzystości oraz rekomendację Prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.
 
Od 1 lipca br. w Polsce funkcjonuje nowy model specjalistycznej opieki nad pacjentkami z endometriozą. Model ma charakter kompleksowy, obejmuje pogłębioną diagnostykę oraz leczenie dopasowane do potrzeb pacjentek i stopnia zaawansowania choroby. Kobietom zapewniono dostęp zarówno do leczenia zachowawczego, farmakologicznego, a także
chirurgicznego i okołooperacyjnego. Zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Zdrowia, model będzie rozwijany. Obecnie w resorcie trwają prace nad rozwiązaniami dla pacjentek z mniej zaawansowaną postacią schorzenia, które nie wymagają leczenia operacyjnego.

Poprzednia ministra zdrowia Izabela Leszczyna w maju br., odpowiadając z mównicy sejmowej na pytanie posłów na Sejm RP o stopień zaawansowania prac nad wprowadzeniem do koszyka świadczeń gwarantowanych leczenia endometriozy, zapowiedziała objęcie refundacją kolejnych opcji terapeutycznych stosowanych w leczeniu zachowawczym tego schorzenia.

Zgodnie z jej deklaracją, pacjentkom miały zostać udostępnione także terapie innowacyjne.

Jeśli chodzi o leczenie zachowawcze z zastosowaniem terapii hormonalnej, oczywiście ono także będzie refundowane. W tej chwili najnowszy preparat leczniczy jest w procesie refundacyjnym. A więc najnowsze leki, innowacyjne leki – dopuszczone do obrotu oczywiście po przejściu badań klinicznych i po przejściu procedury refundacyjnej – także będziemy tym pacjentkom proponować – zapowiedziała była ministra zdrowia.

Eksperci kliniczni potwierdzają konieczność zwiększenia dostępu do różnorodnych opcji terapeutycznych dla tej grupy pacjentek, na co wielokrotnie zwracali uwagę w publicznie dostępnych wypowiedziach.

Szeroki dostęp do różnych opcji [terapeutycznych – przypis red.] jest ważny, gdyż czasem jedna substancja nie jest dobrze tolerowana przez kobietę, a inna już tak […]. Pewne leki, które stosujemy w farmakoterapii, nie są refundowane. Są bardzo drogie i wiele kobiet nie może sobie na nie pozwolić – powiedział dr hab. n. med. Paweł Basta, specjalista ginekologii onkologicznej z Kliniki Ginekologii i Ginekologii Onkologicznej Szpitala Uniwersyteckiego
w Krakowie oraz Katedry Ginekologii i Położnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum w wywiadzie dla portalu NewsMed.

– Wprowadzony model opieki – przyp. red.] będzie, mam nadzieję, wymagał uzupełnienia, udoskonalenia. Jedynym elementem, którego mi tu brakuje, którego brakuje w sposób, powiedziałbym zasadniczy, jest refundacja nowoczesnego leczenia farmakologicznego endometriozy – powiedział prof. Tomasz Paszkowski, specjalista w dziedzinie ginekologii
i położnictwa, Kierownik III Kliniki Ginekologii w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym nr 4 w Lublinie podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Kobiet w dniu 24 lipca br. – To niestety dla wielu pacjentek, które mogłyby by być beneficjentkami sięgnięcia po najnowocześniejsze terapie farmakologiczne endometriozy, może i na pewno, wiem to z mojej praktyki, stanowi barierę finansową – dodał.

Obecnie w procesie refundacyjnym znajduje się jedna innowacyjna terapia zawierająca relugoliks, estradiol i octan noretysteronu we wskazaniu objawowego leczenia endometriozy u dorosłych kobiet w wieku rozrodczym, które wcześniej były leczone farmakologicznie lub chirurgicznie. W lipcu br. uzyskała pozytywną opinię Rady Przejrzystości oraz rekomendację Prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. W dniu 22 sierpnia br. Komisja Ekonomiczna wydała negatywną uchwałę. Ostateczną decyzję o refundacji podejmie minister zdrowia.

Ból, brak diagnozy, wieloletnie leczenie objawowe i samotność w zmaganiach z codziennością – tak wygląda rzeczywistość wielu kobiet z endometriozą. W Polsce może ich być nawet milion. Przez długi czas choroba ta była bagatelizowana – zarówno przez system ochrony zdrowia, jak i przez otoczenie kobiet. Teraz to się zmienia. Od 1 lipca 2025 roku działa w Polsce nowy model opieki nad pacjentkami z endometriozą, finansowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Kobiet eksperci i przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia mówili nie tylko o przełomie, jaki oznacza ten model, ale też o tym, co jeszcze wymaga poprawy – zwłaszcza jeśli chodzi o dostępność nowoczesnych leków i szybką diagnostykę.

Kompleksowa opieka: diagnoza, leczenie, wsparcie

Nowy model opieki to przełom — nie tylko organizacyjny, ale także symboliczny. Po raz pierwszy państwowy system zdrowia w Polsce formalnie uznał endometriozę za chorobę wymagającą kompleksowego, długofalowego leczenia.

– „Jest to około miliona kobiet w Polsce, problem jest bardzo szeroki, a więc wart odpowiedniego zaadresowania” – podkreśliła prof. Urszula Demkow, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia. – „Pierwsze wnioski, które prowadziły do utworzenia programu, były takie, że terapia powinna być terapią kompleksową, opartą o długofalowy plan, uwzględniającą zarówno maksymalne dostępne leczenie farmakologiczne, jak i leczenie chirurgiczne”.

Szczegóły nowego rozwiązania przybliżył Grzegorz Kubielas, naczelnik Wydziału Lecznictwa Szpitalnego w Departamencie Świadczeń Opieki Zdrowotnej Centrali NFZ: – „We wprowadzonym modelu głównym produktem rozliczeniowym jest dedykowana grupa N.23 ‘Leczenie zabiegowe endometriozy głęboko naciekającej’. Ta grupa zawiera w sobie oprócz kosztów specjalistycznego leczenia endometriozy również koszty kwalifikacji pacjentki do zabiegu”.

To znaczy, że kobieta objęta modelem może liczyć na opiekę od momentu diagnozy, przez kwalifikację do leczenia, aż po zabieg i kontrolę pooperacyjną. W ośrodkach pracują nie tylko lekarze, ale również pielęgniarki, fizjoterapeuci, psycholodzy i dietetycy. Ich współpraca pozwala lepiej dostosować leczenie do indywidualnych potrzeb pacjentek.

Ośrodki referencyjne: gdzie się leczyć?

Aby zapewnić pacjentkom najlepszą jakość leczenia, Ministerstwo Zdrowia i NFZ wyznaczyły osiem wyspecjalizowanych ośrodków leczenia endometriozy głębokiej, które spełniły wysokie kryteria i podpisały umowy z NFZ.

– „Zgodnie z informacjami przekazanymi przez dyrektora oddziałów wojewódzkich, wszystkie te podmioty zawarły z nami umowę i są gotowe, właściwie już realizują świadczenia z zakresu endometriozy od 1 lipca” – dodał Kubielas.

Są to:
W ośrodkach pracują zespoły, które oprócz ginekologów i chirurgów, tworzą także fizjoterapeuci, psycholodzy, dietetycy i pielęgniarki. Dzięki temu leczenie może być naprawdę dopasowane do indywidualnych potrzeb kobiet.

Leczenie w ramach nowego modelu jest finansowane przez NFZ i w pełni bezpłatne. Wystarczy skierowanie od lekarza. To może być pierwszy krok w stronę życia bez bólu. Więcej na stronie NFZ

Nadal 8 lat do diagnozy? Czas na systemowe zmiany

– „Program jest pilotażowy w skali nie tylko Europy, ale i świata. Stąd zostaliśmy poproszeni o przedstawienie pierwszych efektów tego programu na najbliższym zjeździe europejskim leczenia endometriozy w Bolonii w 2026 roku. Wszyscy nas w tej chwili obserwują, czy nam się uda” – powiedział prof. Paweł Basta, ginekolog onkolog, Szpital Uniwersytecki w Krakowie.

Eksperci są zgodni, że mimo znaczącego kroku naprzód, system nadal wymaga ulepszeń. Jednym z głównych problemów jest czas – od pojawienia się pierwszych objawów do postawienia diagnozy mija średnio osiem lat.

– „Problemem, który niestety w Polsce i w wielu krajach istnieje, to jest kwestia czasu od pierwszych objawów tego schorzenia do momentu, kiedy się endometriozę rozpoznaje. Myślę, że dzięki temu, że tyle w tej chwili na ten temat mówimy, że powstały te ośrodki, ten czas się zdecydowanie skróci” – powiedziała prof. Ewa Wender-Ożegowska, konsultant krajowa w dziedzinie położnictwa i ginekologii.

W diagnozie może pomóc test endoRNA, którego skuteczność bada obecnie Agencja Badań Medycznych.

Leczyć nie tylko operacyjnie

Endometriozy nie można całkowicie wyleczyć, ale można skutecznie hamować jej rozwój. Wczesne rozpoznanie i wdrożenie leczenia farmakologicznego ma kluczowe znaczenie.

– „Róbmy wszystko, tak jak choćby przez peroanalogię do chorób onkologicznych, żeby lepiej i wcześniej wykrywać” – apelował prof. Mariusz Zimmer, specjalista ginekologii, położnictwa oraz perinatologii z Kliniki Ginekologii i Położnictwa Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. – „Operacja tak, ale w zaawansowanych stadiach. Natomiast nie zapominajmy o specjalistycznych lekach farmakologicznych”.

Z tym podejściem zgodził się również prof. Tomasz Paszkowski, specjalista w dziedzinie ginekologii i położnictwa z Kliniki Ginekologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. – „[Wprowadzony model opieki – przyp. red.] będzie, mam nadzieję, wymagał uzupełnienia, udoskonalenia. Jedynym elementem, którego mi tu brakuje, którego brakuje w sposób, powiedziałbym zasadniczy, jest refundacja nowoczesnego leczenia farmakologicznego endometriozy” – powiedział. – „To niestety dla wielu pacjentek, które mogłyby być beneficjentkami sięgnięcia po najnowocześniejsze terapie farmakologiczne endometriozy, może i na pewno, wiem to z mojej praktyki, stanowi barierę finansową”.

Obecnie trwa proces refundacyjny nowoczesnej terapii zawierającej relugoliks, estradiol i octan noretysteronu. W połowie lipca AOTMiT wydał pozytywną opinię.

Ból, który zmienia życie

Endometrioza to choroba bólu – przewlekłego, powracającego, często bagatelizowanego.
– „Wszędzie mamy dokładnie ten sam problem. Kobiety muszą walczyć, nie tylko w Polsce, ale również na całym świecie, aby ich ból był doceniony, był postrzegany jako absolutnie uzasadniony” – zaznaczyła dr n. med. Magdalena Kocot-Kępska z Polskiego Towarzystwa Badania Bólu. – „Ból w endometriozie jest bólem złożonym i wymaga postępowania multimodalnego”.

Niepłodność – błędne koło

Dla wielu kobiet endometrioza oznacza nie tylko ból, ale i problemy z płodnością.
– „Bez wątpienia kobieta cierpiąca na endometriozę ze współistniejącą niepłodnością jest dla nas największym wyzwaniem, jeśli chodzi o leczenie niepłodności” – mówił prof. Piotr Olcha, kierownik Oddziału Ginekologii w Wojskowym Szpitalu Klinicznym w Lublinie. – „Standardowe leki, które stosujemy w endometriozie, blokują owulację, blokują możliwość zajścia w ciążę. Stąd mamy pewnego rodzaju błędne koło […] Im wcześniej rozpoznamy endometriozę, tym ta szansa na uzyskanie ciąży u takiej kobiety jest większa”.

Co jeszcze trzeba poprawić?

Jak zaznaczyła Dominika Janiszewska-Kajka z Departamentu Lecznictwa w Ministerstwie Zdrowia, model będzie rozwijany.
– „Cieszymy się, że program jest, ale on będzie na pewno modyfikowany. Modyfikowany, ulepszany i brakuje pewnych rzeczy jak akredytacja, ale też zapis wideo dźwięku i obrazu, rejestracja operacji” – wskazała.

Eksperci podkreślają konieczność wprowadzenia mechanizmu rozliczeń ambulatoryjnych.
– „Na chwilę obecną NFZ nie przygotował i nie opublikował produktu, którym można by było rozliczać pacjentki ambulatoryjne. […] To jest z punktu widzenia naszego, lekarzy, jak i pacjentek, które oczekują na to, najbardziej palący problem” – zaznaczył prof. Paweł Basta.
Podsumowując, wiele już się zmieniło, ale to dopiero początek.

– „Na pewno musimy dalej działać, musimy na pewno doprowadzić do tego, żeby […] powstała Komisja Akredytacyjna, która będzie akredytowała te ośrodki. Na pewno musimy nagrywać operacje […]. Jeżeli chodzi o rejestry, to również chcemy wprowadzić rejestry wszystkich przyjmowanych i operowanych kobiet, żeby w końcu mieć w systemie takie wiadomości, jaka to jest statystyka” – podkreśliła Lucyna Jaworska-Wojtas z Fundacji „Pokonać Endometriozę”. – „Mamy do roboty i do zrobienia jeszcze ogromnie dużo”.

Źródło: Materiał prasowy

Wprowadzenie programu KOS-BAR do koszyka świadczeń gwarantowanych to pierwszy poważny krok ku systemowemu leczeniu otyłości w Polsce. Ale to zaledwie fragment znacznie większego wyzwania. Otyłość to już nie tylko problem indywidualny – to choroba cywilizacyjna o dramatycznych konsekwencjach zdrowotnych i społecznych, która dotyczy już 9 milionów Polaków. Na lipcowym posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. zdrowego stylu życia i przeciwdziałania nadwadze i otyłości eksperci, pacjenci i przedstawiciele resortów mówili jednym głosem: potrzebujemy kompleksowego i międzysektorowego planu. Leczenie jest niezbędne – ale bez profilaktyki, edukacji i zmian systemowych nigdy nie wygramy tej walki.

– „Już samo powołanie takiego zespołu jest niewątpliwie przełomową chwilą w systemie opieki zdrowotnej w naszym kraju” – mówił prof. Mariusz Wyleżoł, wskazując, że przez dziesięciolecia choroba otyłościowa była w zasadzie niezauważana przez system. Przełomem okazał się pilotaż programu KOS-BAR – kompleksowej opieki specjalistycznej nad osobami poddawanymi operacjom bariatrycznym. Program, który objął ponad 13 tysięcy pacjentów, ma od stycznia 2026 roku wejść do koszyka świadczeń gwarantowanych.

O tym zapewniła Dominika Janiszewska-Kajka z Ministerstwa Zdrowia. – „Polecenie było bardzo kategoryczne ze strony pani minister – od stycznia ma to zadziałać”. W tym celu zostanie przeprowadzona śródewaluacja oraz zlecenie dla AOTMiT dotyczące stałego wprowadzenia programu. KOS-BAR ma obejmować kompleksową, wieloetapową opiekę: kwalifikację, przygotowanie, leczenie operacyjne oraz roczną kontrolę pooperacyjną, obejmującą wsparcie dietetyczne, psychologiczne i rehabilitacyjne.

Jak wskazano podczas posiedzenia, decyzja o wcześniejszym – jeszcze przed zakończeniem pilotażu – wprowadzeniu świadczenia do systemu wynika z pozytywnych efektów klinicznych i organizacyjnych. Program nie tylko ratuje zdrowie, ale i działa systemowo – pacjenci nie wracają do stanu zdrowia sprzed kwalifikacji, co potwierdzają dane NFZ. Ministerstwo przyspieszyło działania dzięki wyraźnemu impulsowi ze strony minister Izabeli Leszczyny. Równolegle z przygotowaniami do wprowadzenia KOS-BAR jako świadczenia gwarantowanego, trwają analizy, jak zbudować ogólnopolski system profilaktyki otyłości – zarówno dla dorosłych, jak i dzieci. Jak podkreślano, „koszyk” obejmie całą populację, ale potrzebne są także działania w skali mikro, oparte na doświadczeniach regionalnych programów zdrowotnych.

Zespół ds. przeciwdziałania otyłości został powołany na mocy uchwały z listopada 2024 r. i pracuje w trzech grupach roboczych: ds. profilaktyki, leczenia i zmian systemowych. Do tej pory odbyło się sześć posiedzeń, opracowano plan działania, a zespół przygotowuje rekomendacje, m.in. dotyczące rozszerzenia KOS-BAR i edukacji medycznej. Jak podkreślił prof. Wyleżoł, obecna edukacja w uczelniach medycznych wciąż koncentruje się na leczeniu powikłań otyłości, a nie jej przyczyn. – „Programy studiów koncentrują się na leczeniu wszelkich możliwych powikłań choroby otyłościowej, a nie leczeniu samej choroby otyłościowej”.

Pacjenci również zabrali głos. Katarzyna Głowińska mówiła: – „My należymy do tej niechcianej, nierozumianej grupy pacjentów. Przynajmniej tak było dotychczas i w końcu nawiązaliśmy dialog”. Podkreśliła, że wprowadzenie KOS-BAR do koszyka świadczeń to ogromny sukces – efekt wieloletnich starań i pierwszy realny krok w kierunku systemowej pomocy. Pacjenci liczą, że wdrożenie programu nastąpi możliwie jak najszybciej.

W trakcie posiedzenia przywołano poruszającą historię chorego ważącego 238 kg, który po krwotoku został wypisany ze szpitala bez rozpoznania otyłości, a transport medyczny odmówił jego przewozu. Ostatecznie pacjent został zabrany karetką… na podłodze. Jak powiedziała Głowińska: „Po to są te zespoły. Po to o tym rozmawiamy. Żeby takich sytuacji nie było”.

Eksperci podkreślali, że od momentu powstania pilotażu KOS-BAR nastąpił ogromny postęp w leczeniu otyłości. – „Mówię tu przede wszystkim o wprowadzeniu leków kontrolujących masę ciała, które są przełomem współczesnej medycyny” – mówił prof. Wyleżoł. Z tego względu zespół ds. leczenia przygotowuje nowy model programu, który zostanie przedstawiony Radzie ds. Zdrowia Publicznego.

Choć temat leczenia – operacyjnego i farmakologicznego – wybrzmiewał najgłośniej, posłowie i eksperci zwracali uwagę na brak informacji o działaniach profilaktycznych. – „Nie mamy żadnej informacji dotyczącej całej profilaktyki, abyśmy nie mieli kolejnych 9 milionów osób, które będziemy musieli leczyć w ramach KOS-BAR-u” – mówiła przewodnicząca Zespołu.

Ministerstwo Edukacji, Ministerstwo Zdrowia i środowiska eksperckie pracują m.in. nad opiniowaniem projektu rozporządzenia dotyczącego żywienia w szkołach. Wśród licznych uwag znalazły się m.in. krytyka obowiązku dwóch mięsnych dni w tygodniu, brak przepisów gwarantujących posiłki dla dzieci na dietach eliminacyjnych czy ryzyko dosłownej interpretacji przepisów przez kuchnie szkolne. Głos zabrały przedstawicielki organizacji społecznych – Fundacji Rodzice dla Klimatu i Green REV Institute. – „W polskich szkołach nadal pojawiają się kotleciki z mortadeli w panierce, gofry z bitą śmietaną na obiad, parówki w cieście. To jest rzecz, z którą naprawdę musimy coś pilnie zrobić” – mówiła Marzena Wichniarz. – „Brakuje wytycznych jakościowych. Paluszki rybne to główne danie rybne w szkołach” – dodała Daria Janowicz. NGOs-y apelowały o systemowe zmiany i debatę na temat jakości żywienia dzieci, wskazując na związki między talerzem a przyszłymi wydatkami zdrowotnymi państwa.

Jedną z kluczowych kwestii, które rozgrzały dyskusję, była refundacja leków na otyłość. – „Nasze zapisy do refundacji patrzą tylko na cukrzycę. Dlaczego tam nie ma otyłości?” – pytała prof. Anna Chybicka. Zwróciła uwagę, że nowoczesne leki inkretynowe (GLP-1) całkowicie zmieniły podejście do terapii. Jak mówiła, są one łatwiejsze do stosowania niż operacje bariatryczne, a ich efekty – zarówno metaboliczne, jak i behawioralne – są trudne do przecenienia. Pacjenci tracą na wadze, regulują apetyt, poprawia się ich aktywność i styl życia.

Prof. Wyleżoł przyznał, że leki te stanowią „największy przełom współczesnej medycyny”, jednak zaznaczył, że system ochrony zdrowia nie jest w stanie objąć farmakoterapią wszystkich 9 milionów pacjentów. Konieczne jest zdefiniowanie grupy docelowej, która najbardziej skorzysta z terapii i której leczenie będzie miało uzasadnienie kliniczne oraz ekonomiczne. – „Bez leków oczekujemy od pacjentów samowyleczenia – to nierealne” – dodał, powołując się na doświadczenia zespołu dietetyków ze Szpitala Czerniakowskiego.

Eksperci nie mają złudzeń – bez zdecydowanych działań profilaktycznych, lepszej edukacji żywieniowej, zmiany nawyków społecznych i uregulowania jakości żywienia w instytucjach publicznych, system będzie działał reaktywnie – gasząc pożary zamiast im zapobiegać. Przed zespołem ds. przeciwdziałania otyłości i całym systemem ochrony zdrowia stoi ogromne zadanie: nie tylko leczyć skutki, ale skutecznie zatrzymać spiralę, która prowadzi do kolejnych 9 milionów przypadków.

Materiał powstał na podstawie posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. zdrowego stylu życia oraz przeciwdziałania nadwadze i otyłości, które odbyło się 9 lipca 2025 r. o godz. 9:00. Tematem była informacja Ministerstwa Zdrowia o działaniach podjętych przez Zespół do spraw przeciwdziałania otyłości przy Radzie do spraw Zdrowia Publicznego.