Medicalpress
Wysokie temperatury mogą wpływać na działanie niektórych leków i zwiększać ryzyko odwodnienia, spadków ciśnienia czy bolesnych reakcji skórnych po ekspozycji na słońce. Eksperci przypominają jednak, że upały nie są powodem do samodzielnego przerywania terapii. Wyjaśniają, które grupy leków wymagają latem szczególnej ostrożności, jakie objawy powinny skłonić do kontaktu z lekarzem oraz jak bezpiecznie przejść przez okres wysokich temperatur.
Wysoka temperatura, intensywne słońce i przyjmowane leki – jeśli nie zachowamy ostrożności, takie połączenie może stanowić zagrożenie dla zdrowia. Niektóre leki zwiększają ryzyko odwodnienia, utrudniają organizmowi oddawanie ciepła lub sprawiają, że nawet krótka ekspozycja na promieniowanie UV kończy się bolesnym oparzeniem skóry. Nie oznacza to jednak, że można je samodzielnie odstawić. Warto wiedzieć, które grupy leków wymagają latem szczególnej ostrożności, jakie objawy powinny skłonić do szybkiej reakcji oraz jak bezpiecznie przejść przez okres upałów, nie przerywając skutecznego leczenia.

Lato to czas, kiedy do gabinetów lekarzy rodzinnych częściej trafiają pacjenci z osłabieniem, zawrotami głowy, omdleniami czy bolesnymi zmianami skórnymi po przebywaniu na słońcu. Choć wiele osób wiąże takie dolegliwości wyłącznie z upałem, w rzeczywistości często są one efektem połączenia wysokiej temperatury z przyjmowanymi lekami.

Niektóre preparaty zwiększają utratę wody z organizmu, inne ograniczają jego zdolność do schładzania się, a jeszcze inne powodują, że skóra staje się wyjątkowo wrażliwa na promieniowanie UV. To dlatego ta sama temperatura dla jednej osoby będzie jedynie nieprzyjemna, a u innej może doprowadzić do poważnych powikłań.

Upały nie są powodem, żeby przerywać zalecone leczenie. Mogą być natomiast sygnałem, że warto uważniej obserwować swój organizm i w razie niepokojących objawów skontaktować się
z lekarzem. To najbezpieczniejsze rozwiązanie – podkreśla Wojciech Pacholicki, specjalista medycyny rodzinnej, wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.

Nie tylko odwodnienie. Niektóre leki mogą nasilać skutki upałów

Podczas upałów organizm broni się przed przegrzaniem, zwiększając wydzielanie potu. Wraz z nim tracimy wodę i elektrolity. U większości zdrowych osób wystarczy regularne nawadnianie, aby utrzymać prawidłową gospodarkę wodno-elektrolitową. Niektóre grupy leków mogą jednak wpływać na sposób, w jaki organizm radzi sobie z wysoką temperaturą. Mogą nasilać utratę płynów, ograniczać wydzielanie potu lub zaburzać naturalne mechanizmy termoregulacji.

Szczególną ostrożność podczas upałów powinny zachować osoby przyjmujące:

Nie oznacza to, że są to leki niebezpieczne. Wręcz przeciwnie – są one niezbędnym elementem leczenia wielu chorób przewlekłych. Wysokie temperatury mogą jednak sprawić, że organizm będzie reagował inaczej niż na co dzień.

Najbardziej narażeni są seniorzy. Wraz z wiekiem słabnie odczuwanie pragnienia, dlatego wiele osób starszych nie uzupełnia płynów w ilości, jakiej potrzebuje organizm. To właśnie oni najczęściej trafiają do lekarzy z zawrotami głowy, spadkami ciśnienia czy pogorszeniem pracy nerek będącym następstwem odwodnienia.

Lekarz rodzinny radzi: Nie czekaj, aż pojawi się uczucie pragnienia. W czasie upałów pij regularnie niewielkie ilości wody. Jeśli wystąpią silne osłabienie, zawroty głowy, omdlenie, bardzo ciemny mocz lub wyraźnie zmniejszy się jego ilość, nie bagatelizuj tych objawów i skontaktuj się z lekarzem.

Boli kolano po pracy w ogrodzie? Uważaj na żel przeciwbólowy

Nie każdy wie, że reakcję na słońce mogą wywoływać nie tylko tabletki. Problemem bywają również preparaty stosowane miejscowo, po które sięgamy niemal odruchowo. Weekend na działce, praca w ogrodzie czy dłuższy spacer często kończą się bólem kolana, barku albo łokcia. Wiele osób sięga wtedy po żel przeciwbólowy i… wraca na słońce. Tymczasem właśnie niektóre z takich preparatów mogą być przyczyną bardzo silnych reakcji skórnych.

Jednym z najlepiej poznanych przykładów są żele zawierające ketoprofen. Po ich zastosowaniu skóra staje się znacznie bardziej wrażliwa na promieniowanie UV. Nawet krótka ekspozycja na słońce może wywołać silne zaczerwienienie, obrzęk, pęcherze, a nawet rozległe zmiany przypominające oparzenie. Podobne reakcje mogą wystąpić także podczas stosowania niektórych antybiotyków, zwłaszcza
z grupy tetracyklin (np. doksycykliny), leków stosowanych w zaburzeniach rytmu serca, takich jak amiodaron, czy części leków zawierających hydrochlorotiazyd.

Warto pamiętać, że reakcje fototoksyczne nie zawsze pojawiają się od razu. Czasem rozwijają się dopiero kilka lub kilkanaście godzin po zakończeniu ekspozycji na słońce.

Lekarz rodzinny radzi: Jeżeli po przebywaniu na słońcu pojawi się intensywne zaczerwienienie skóry, pieczenie, pęcherze lub ból nieproporcjonalny do czasu spędzonego na słońcu, należy przerwać ekspozycję na promieniowanie UV i skontaktować się z lekarzem lub farmaceutą. Przed wakacyjnym wyjazdem warto również sprawdzić w ulotce leku, czy może on zwiększać wrażliwość na światło.

Największym błędem jest samodzielne odstawianie leków

Internet pełen jest porad sugerujących, że podczas upałów należy ograniczyć lub całkowicie odstawić niektóre leki. Eksperci przestrzegają przed takim postępowaniem.

Leczenie nadciśnienia tętniczego, niewydolności serca, cukrzycy czy innych chorób przewlekłych powinno być prowadzone zgodnie z zaleceniami lekarza.

Samodzielne odstawianie czy zmiana dawkowania leków to bardzo zły pomysł. Jeżeli podczas upałów pojawiają się nietypowe objawy: zawroty głowy, omdlenia, silne osłabienie albo bolesne zmiany skórne po słońcu, nie powinno się ich bagatelizować. To sygnał, by skonsultować się z lekarzem – podkreśla Wojciech Pacholicki.

Jak bezpiecznie przejść przez okres upałów?

Wysokie temperatury nie są przeciwwskazaniem do stosowania leków, ale powinny skłonić do większej uważności. Warto regularnie się nawadniać, unikać przebywania na słońcu między godziną 11.00 a 16.00, nosić przewiewną odzież i nakrycie głowy oraz stosować kremy z filtrem.

Osoby przyjmujące leki powinny dodatkowo obserwować swój organizm. Szczególną uwagę warto zwrócić na nietypowe objawy takie jak: zawroty głowy, omdlenia, silne osłabienie, zaburzenia koncentracji, zmniejszenie ilości oddawanego moczu, bardzo ciemny mocz czy bolesne zmiany skórne po kontakcie ze słońcem. To symptomy, których nie należy bagatelizować.

Lekarz rodzinny radzi: Jeśli pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości dotyczące stosowanego leczenia, najlepszym rozwiązaniem jest rozmowa z lekarzem rodzinnym. Latem, podobnie jak przez cały rok, nie warto samodzielnie zmieniać terapii. Znacznie bezpieczniej jest zapytać, jak stosowane leki mogą zachowywać się w wysokich temperaturach i na co zwrócić szczególną uwagę.

Źródło: inf pras

Nadciśnienie tętnicze coraz częściej wymaga leczenia wykraczającego poza samą kontrolę ciśnienia. Podczas Kongresu Europejskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego (ESH 2026) eksperci podkreślali, że skuteczna terapia pacjentów z chorobami współistniejącymi powinna być spersonalizowana, holistyczna i skoncentrowana na potrzebach chorego. Kluczowe znaczenie mają wczesna diagnostyka, zmiana stylu życia oraz odpowiednio dobrana farmakoterapia uwzględniająca cały profil ryzyka sercowo-naczyniowego.
W praktyce klinicznej nadciśnienie tętnicze rzadko występuje jako jedyne schorzenie dotykające pacjenta. Często towarzyszą mu zaburzenia gospodarki lipidowej, cukrzyca, ryzyko powikłań sercowo-naczyniowych. W świetle wniosków z tegorocznego Kongresu ESH 2026, trendy w postępowaniu w leczeniu nadciśnienia tętniczego w złożonych scenariuszach klinicznych są jasne: terapia musi być „pacjentocentryczna”, holistyczna i spersonalizowana.

Nadciśnienie tętnicze i schorzenia towarzyszące

Podczas Kongresu Europejskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego (ang. European Society of Hypertension, ESH), który odbył się w maju 2026 roku w Gdańsku, często przypominano, że nadciśnienie tętnicze niezwykle rzadko występuje jako pojedyncze, odizolowane zaburzenie. Zdecydowana większość przypadków to nadciśnienie pierwotne, które rozwija się jako jeden z symptomów szerszych problemów zdrowotnych pacjenta.

W ramach Kongresu ESH 2026 mówiono o tym szczegółowo między innymi w czasie dwóch mini-sympozjów współorganizowanych przez Gedeon Richter, dotyczących: zintegrowanej terapii u pacjentów z nadciśnieniem tętniczym, dyslipidemią i powikłaniami sercowo-naczyniowymi oraz strategii terapeutycznych w złożonych przypadkach klinicznych, W toku dyskusji specjaliści podkreślali, że nadciśnienie bardzo często stanowi element tak zwanego zespołu metabolicznego, w którym  współistnieje z takimi schorzeniami jak: otyłość, insulinooporność i cukrzyca, zaburzenia gospodarki lipidowej, miażdżyca, choroby nerek.

W świetle aktualnej wiedzy medycznej postępowanie w złożonych scenariuszach klinicznych, wymagających zastosowania wielu różnych metod terapeutycznych, zdaniem ekspertów musi spełniać trzy podstawowe kryteria: musi być „pacjentocentryczne”, holistyczne i spersonalizowane.

Profilaktyka i spersonalizowana terapia

Po pierwsze: profilaktyka i radar nastawiony na wczesne objawy. Podczas sesji pt. „Integrated Management of Hypertension, Dyslipidemia and Vascular Complications” prof. Thomas Weber (Austria) przypominał, że objawy nadciśnienia tętniczego i schorzeń kardiometabolicznych pojawiają się, kiedy choroba jest już rozwinięta. Celem powinna być skuteczna profilaktyka i możliwie najwcześniejsza diagnostyka zaburzeń. Regularne badania kontrolne i pomiary ciśnienia tętniczego pomogą wcześnie wykryć ewentualne nieprawidłowości – wtedy, kiedy modyfikacją stylu życia i ewentualnie minimalnie inwazyjnym postępowaniem terapeutycznym można zahamować postęp choroby.

Po drugie: terapia zawsze powinna rozpocząć się od redukcji modyfikowalnych czynników ryzyka, to jest zmiany stylu życia pacjenta. Takie działanie powinno zdaniem ekspertów stanowić integralną część procesu leczenia, a nie dodatek, opcję. W ramach wspomnianego panelu prof. Dagmara Hering (Polska) stwierdziła: plan leczenia każdorazowo zaczynam ze swoimi pacjentami od redukcji czynników ryzyka. Eliminacja soli w diecie, obniżenie nadmiernej masy ciała – to naprawdę podstawa. Skuteczne leczenie nadciśnienia tętniczego wymaga holistycznego podejścia skoncentrowanego na pacjencie, ze szczególnym uwzględnieniem kompleksowej ochrony układu sercowo-naczyniowego poprzez zmianę stylu życia, systematyczną kontrolę ciśnienia krwi i zarządzanie gospodarką lipidową organizmu. Od tego musimy zacząć.

Co w kwestii farmakoterapii? W złożonej terapii skojarzonej celem jest eliminowanie potencjalnych konfliktów pomiędzy lekami, uwzględnianie preferowanych połączeń poszczególnych terapii, a kiedy to możliwe, wybór preparatów złożonych w jednej tabletce.

Farmakoterapia – kluczowy właściwy dobór

Leki typu single pill (znane również jako SPC, ang. single-pill combination), czyli preparaty złożone w jednej tabletce), łączące dwie lub więcej substancji czynnych w jednej dawce, są obecnie standardem pierwszego wyboru w leczeniu wielu chorób przewlekłych, zwłaszcza nadciśnienia tętniczego i zaburzeń lipidowych. Specjaliści podkreślili, że czynnik, taki jak dawkowanie leku – konieczność przyjmowania jednej lub kilku tabletek leku dziennie – z punktu widzenia pacjenta może mieć istotne znaczenie, które potencjalnie może przełożyć się na adherencję. To w konsekwencji wpłynie na efektywność stosowanego leczenia.

Eksperci zaznaczyli także, że w doborze strategii terapeutycznej warto uwzględniać nie tylko dowody naukowe na bezpieczeństwo i skuteczność terapii we wskazaniu podstawowym, ale także dodatkowe korzyści, które niosą za sobą poszczególne rozwiązania terapeutyczne. Przykładowo, w grupie leków typu DOAC (bezpośrednich doustnych antykoagulantów), u pacjentów ze zwiększonym ryzykiem krwawienia z przewodu pokarmowego istnieje możliwość zastosowania terapii zapewnianiającej skuteczną ochronę przeciwzakrzepową przy najkorzystniejszym profilu bezpieczeństwa. Analiza dostępnych opcji i specyficznych potrzeb pacjenta pozwoli wybrać najkorzystniejsze rozwiązanie.

Kiedy strategia leczenia obejmuje wiele różnych leków, mogą pojawiać się obawy o ewentualne skutki uboczne stosowania tak skonstruowanej terapii. Podczas sesji pt. „Effective Treatment Strategies in Complex Clinical Scenarios: Stroke Prevention in Atrial Fibrillation with Hypertension and Diabetes” prof. Andrzej Januszewicz (Polska) zaznaczył: podstawą w takich przypadkach jest rzetelna edukacja zarówno specjalistów, jak i pacjentów, która znacząco redukuje obawy. Mówiąc najkrócej: właściwe stosowanie dobrze dobranej terapii skojarzonej jest bezpieczne.

Dobra współpraca z pacjentem

W dyskusji w ramach tego samego panelu prof. Bela Benczur (Węgry) zwrócił uwagę, że z punktu widzenia pacjenta istotne znaczenie ma oczywiście bezpieczeństwo i efektywność kliniczna różnych metod terapeutycznych, ale także i aspekt kosztowy terapii. Zdaniem specjalistów warto omawiać z pacjentem te kwestie otwarcie – wybór leku refundowanego lub po prostu tańszej opcji terapeutycznej może zapobiec przerywaniu leczenia z powodów finansowych i tym samym przyczynić się do bardziej systematycznego stosowania terapii przez chorego. Raz jeszcze przypomniano, że terapia nadciśnienia tętniczego, zwłaszcza w złożonych scenariuszach klinicznych, powinna uwzględniać indywidualne uwarunkowania każdego chorego i jego preferencje. W tym kontekście powinna być „pacjentocentryczna”, holistyczna i spersonalizowana.

Wnioski ekspertów zostały zarejestrowane podczas wystąpień odbywających się w ramach dwóch mini-sympozjów wspieranych przez Gedeon Richter: dotyczących zintegrowanej terapii u pacjentów z nadciśnieniem tętniczym, dyslipidemią i powikłaniami sercowo-naczyniowymi oraz strategii terapeutycznych w złożonych przypadkach klinicznych.

Razem dla postępu w leczeniu nadciśnienia – Gedeon Richter Platynowym Partnerem Kongresu ESH 2026

Artykuł powstał w ramach zaangażowania Gedeon Richter we współtworzenie Kongresu ESH 2026. Kardiologia i choroby kardiometaboliczne to ważne obszary specjalizacji firmy.

Gedeon Richter jest międzynarodową specjalistyczną firmą farmaceutyczną rozwijającą̨ swoją działalność́ na pięciu kontynentach. Firma pragnie zostać globalnym innowatorem w kilku kluczowych dziedzinach nauki, jednocześnie działając na rzecz zwiększenia dostępności leków na całym świecie. W 2025 roku kapitalizacja rynkowa Gedeon Richter wyniosła 4,8 mld EUR a sprzedaż 2,3 mld EUR.

Gedeon Richter prowadzi największe centrum badawczo-rozwojowe w Europie Środkowej, które przynosi przełomowe rozwiązania w neuropsychiatrii i opiece zdrowotnej kobiet. Obszar biotechnologiczny i portfolio leków generycznych firmy zwiększa dostępność terapii dla pacjentów. Gedeon Richter produkuje także substancje czynne m.in. na potrzeby produkcji własnych produktów.

Gedeon Richter od 70 lat poszerza swoje portfolio o szeroką gamę leków generycznych, odgrywając wiodącą rolę w tej dziedzinie w Europie Środkowo-Wschodniej i krajach WNP. Portfolio Gedeon Richter zapewnia szeroki dostęp do wysokiej jakości i przystępnych cenowo  leków, w tym tradycyjnych leków Gedeon Richter, produktów generycznych i innowacyjnych produktów na licencji, obejmujących głównie obszary terapeutyczne chorób kardiometabolicznych, ośrodkowego układu nerwowego i reumatologii. Oferta produktów Gedeon Richter dostępnych bez recepty (OTC)w niektórych krajach obejmuje leki przeciwbólowe czy leki przeciwwirusowe.

Więcej informacji: www.gedeonrichter.com, www.gedeonrichter.pl.

Źródło: inf pras

Dzięki nowej funkcjonalności systemu e-zdrowia, pacjenci zyskają większą swobodę w realizacji e-recept. Centrum e-Zdrowia uruchomiło nową funkcjonalność, która umożliwia kontynuowanie realizacji recepty w różnych aptekach. Oznacza to, że po wykupieniu pierwszej partii leków pacjent nie będzie musiał wracać do tej samej apteki, aby odebrać kolejne opakowania.
 
Nowe rozwiązanie będzie wdrażane stopniowo. Już teraz zapraszamy wszystkie apteki do składania wniosków o dostęp do nowej funkcjonalności. W pierwszej kolejności będzie ona uruchamiana w aptekach z Kalisza i Łodzi, a od 18 czerwca w aptekach na terenie całego kraju.

Koniec z koniecznością powrotu do tej samej apteki

Do tej pory pacjent, który rozpoczął realizację e-recepty obejmującej większą liczbę opakowań leku, musiał odbierać kolejne partie leków w tej samej aptece. Dotyczyło to przede wszystkim recept wystawianych na dłuższy okres leczenia – w zdecydowanej większości recept rocznych. Dzięki nowej funkcjonalności każde kolejne opakowania będzie można wykupić również w innej aptece, pod warunkiem że obie apteki korzystają z nowego rozwiązania.

Korzyści dla pacjentów

Najważniejszą korzyścią jest większa wygoda i oszczędność czasu. Pacjent nie będzie już związany z jedną apteką tylko dlatego, że właśnie tam rozpoczął realizację recepty. Jeśli zmieni miejsce pobytu, wyjedzie na urlop, będzie przebywał czasowo w innej miejscowości lub po prostu nie znajdzie potrzebnego leku w dotychczasowej aptece, będzie mógł kontynuować realizację recepty w innej placówce. Podobnie w sytuacji, jeśli apteka zostanie zamknięta np. z powodu remontu lub nie będzie miała możliwości zamówienia z danej hurtowni kolejnego opakowania leku. Pacjent nie będzie musiał wykupić całej recepty od razu i ponosić koszt wszystkich opakowań z danej pozycji.

Korzyści dla aptek

Nowa funkcjonalność przynosi również korzyści aptekom. Po jej uruchomieniu apteka:

Korzyści dla systemu ochrony zdrowia

Jak działa nowe rozwiązanie?

Po uruchomieniu funkcjonalności apteka widzi w systemie informacje o e-recepcie, której realizacja została rozpoczęta w innej aptece, która również korzysta z tego rozwiązania Dzięki temu farmaceuta może kontynuować realizację recepty i wydać pacjentowi kolejną część przepisanych leków zgodnie z obowiązującymi zasadami.

Nowe rozwiązanie to kolejny krok w rozwoju usług cyfrowych w ochronie zdrowia, który zwiększa wygodę pacjentów oraz ułatwia codzienną pracę farmaceutów.

Źródło: MZ

Ból ostry, jeśli nie jest właściwie leczony, może przejść w ból przewlekły. Ten z kolei wpływa nie tylko na ciało, ale też na psychikę, życie zawodowe, rodzinne i społeczne pacjenta. O tym, jak zapobiegać chronifikacji bólu, ograniczać samoleczenie i budować system opieki nad pacjentem z bólem, rozmawiali eksperci podczas debaty Parlamentarnego Zespołu ds. Medycyny Bólu pt. „Nie ból się! Zapobiegaj”. Projekt objęła honorowym patronatem Małgorzata Kidawa-Błońska, Marszałek Senatu RP, a jego ambasadorką została Urszula Dudziak.
„Bardzo słucham swojego ciała, bo to jest ważne. Jeżeli organizm daje mi sygnały, że coś mu nie służy albo że coś jest nie tak, to staram się reagować. Profilaktyka jest bardzo ważna – trzeba się badać i być czujnym wobec własnego zdrowia” – mówiła Urszula Dudziak.

W medycynie bólu profilaktyka oznacza jednak nie tylko ogólną troskę o zdrowie, aktywność fizyczną czy reagowanie na niepokojące objawy. Oznacza także właściwe leczenie bólu ostrego, aby nie dopuścić do jego utrwalenia, ograniczanie samoleczenia, szybki dostęp do specjalistów i wielokierunkowe prowadzenie pacjenta.

Ból przewlekły wymaga leczenia pacjenta, nie tylko objawu

W wypowiedziach ekspertów powracało przekonanie, że leczenie bólu nie może ograniczać się do szybkiego zniesienia dolegliwości. Ból przewlekły wymaga spojrzenia na pacjenta całościowo, z uwzględnieniem chorób współistniejących, sytuacji psychicznej, funkcjonowania społecznego, rehabilitacji i wsparcia psychologicznego.

Ból przewlekły jest wielochorobowością i tak też powinien być leczony. Jedną metodą nie wyleczymy bólu – wszyscy już wiemy, że potrzebna jest profilaktyka, fizjoterapia, psychoterapia, farmakoterapia i metody interwencyjne. Cały ten system działa tak, jak działa jego najsłabszy element” – mówił dr Marcin Kołacz z Poradni Leczenia Bólu Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus.

Na ryzyko leczenia bólu w oderwaniu od całego obrazu zdrowia pacjenta zwracał uwagę dr hab. n. med. Jarosław Woroń, farmakolog kliniczny i ekspert w zakresie interakcji lekowych. Jak podkreślał, „jedną z najczęstszych przyczyn nieskuteczności leczenia jest leczenie bólu, a nie pacjenta z bólem. Niezwykle ważny jest kontekst wielochorobowości, chorób współistniejących, depresji, bezsenności czy lęku. Farmakoterapia nie może polegać wyłącznie na tym, żeby ‚nie bolało’, bo bardzo często prowadzi to do zjawiska pseudoulgi i chronifikacji bólu.”

Konsekwencje przewlekłego bólu wykraczają daleko poza sam objaw. Chorzy często tracą możliwość pracy, wycofują się z życia społecznego i codziennych aktywności. „Ból zabija szczęście i nie pozwala żyć. Niszczy nie tylko funkcjonowanie biologiczne człowieka, ale również jego możliwości psychospołeczne i zawodowe. Pacjent z przewlekłym bólem bardzo często wypada z rynku pracy, przestaje funkcjonować społecznie i staje się wykluczony” – mówił dr hab. Janusz Trzebicki, konsultant wojewódzki w dziedzinie anestezjologii.

Ból pooperacyjny: leczenie dla komfortu i bezpieczeństwa

Jednym z ważnych tematów była chronifikacja bólu, czyli utrwalanie się bólu i przechodzenie bólu ostrego w przewlekły. Szczególne znaczenie ma tu leczenie bólu pooperacyjnego i pourazowego.

„Ból pooperacyjny jest głównym problemem subiektywnie zgłaszanym przez pacjentów, często większym niż nudności, wymioty czy inne dolegliwości po zabiegu. Leczymy go nie tylko po to, żeby poprawić komfort pacjenta, ale również dla jego bezpieczeństwa. Źle leczony lub nieleczony ból zwiększa ryzyko powikłań i może prowadzić do utrwalenia się bólu przewlekłego” – mówił dr Piotr Mieszczański z Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jak zaznaczał, ból musi być oceniany indywidualnie. Przy tej samej procedurze operacyjnej jeden pacjent może zgłaszać bardzo silne dolegliwości, a drugi znacznie mniejsze, dlatego analgezja pooperacyjna powinna być dobierana do potrzeb konkretnego chorego.

Eksperci wskazywali, że leczenie bólu pooperacyjnego wymaga także edukacji pacjenta jeszcze przed zabiegiem, wyjaśnienia planu leczenia i zmniejszenia lęku związanego z tym, co wydarzy się po operacji.

Samoleczenie i leki bez recepty

Znaczna część dyskusji dotyczyła leków przeciwbólowych dostępnych bez recepty. Ich nadużywanie może opóźniać właściwe leczenie, zwiększać ryzyko działań niepożądanych i utrwalać problem bólowy.

Jak podkreślał dr hab. n. med. Jarosław Woroń, leki przeciwbólowe dostępne bez recepty powinny być stosowane wyłącznie w bólu incydentalnym i nie mogą być używane przewlekle. Pacjent często otrzymuje leki od lekarza, a jednocześnie sam stosuje preparaty OTC, przez co „leki zaczynają sobie przeszkadzać zamiast pomagać”.

Ekspert zwracał także uwagę, że wybór leku bywa wynikiem reklamy, a nie wiedzy medycznej. „To reklama najczęściej decyduje dziś o wyborze leku przeciwbólowego, a nie kryteria merytoryczne. Pacjent kieruje się promocją i przekazem marketingowym, często bez świadomości działań niepożądanych i ryzyka interakcji. To jest jeden z powodów, dla których problem samoleczenia bólu w Polsce jest tak duży.”

Dostęp do poradni leczenia bólu pozostaje nierówny

Dostęp do leczenia bólu zależy od regionu i możliwości konkretnej poradni. Jak zwracała uwagę dr n. med. Magdalena Kocot-Kępska, specjalista anestezjologii i intensywnej terapii, prezes Polskiego Towarzystwa Badania Bólu, w Polsce są województwa, w których nie ma ani jednej poradni certyfikowanej przez PTBB.

W tej chwili w Polsce mamy 10 województw z poradniami posiadającymi certyfikat Polskiego Towarzystwa Badania Bólu i 6 województw bez żadnej poradni certyfikowanej. Nie znaczy to, że w tych województwach nie ma poradni leczenia bólu, ale często zapewniają one tylko jedną albo dwie metody, na przykład samo przepisywanie recepty czy akupunkturę. Nie można mówić, że jest to leczenie bólu w sensie leczenia wielokierunkowego.”

Ekspertka podkreślała, że skuteczna opieka nad pacjentem z bólem przewlekłym wymaga farmakoterapii, zabiegów interwencyjnych, wsparcia psychologicznego i fizjoterapii. 

Podobny problem opisywała dr Kinga Olczyk-Miller, anestezjolog i specjalista medycyny paliatywnej, wskazując na sytuację w województwie pomorskim, gdzie spośród 11 poradni leczenia bólu z kontraktem NFZ dziewięć znajduje się w Trójmieście. „Oznacza to, że wielu pacjentów dojeżdża na konsultację dwie–trzy godziny w jedną stronę. Już sam dostęp do specjalisty staje się dla chorego ogromnym obciążeniem” – mówiła.

Problemem pozostaje także sposób kierowania pacjentów do poradni. Część chorych trafia do nich bez odpowiedniej diagnostyki, z ogólnym rozpoznaniem bólu, bez określenia jego przyczyny i bez wcześniejszych konsultacji specjalistycznych. W praktyce poradnia leczenia bólu zaczyna wtedy pełnić rolę diagnosty i koordynatora całego procesu.

Psycholog i psychiatra w leczeniu bólu

Przewlekły ból wpływa nie tylko na ciało, ale również na sen, emocje, poczucie sprawczości i relacje społeczne. Dlatego w modelu leczenia wielokierunkowego ważne miejsce zajmuje opieka psychologiczna.

„Psycholog w poradni leczenia bólu nie jest dodatkiem, tylko integralną częścią zespołu terapeutycznego” – mówił mgr Krzysztof Wesołowski, psycholog i neuropsycholog z Poradni Leczenia Bólu w Szpitalu Klinicznym Dzieciątka Jezus Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego.

Ekspert zwracał uwagę, że wielu pacjentów trafiających do psychologa obawia się, że ich cierpienie zostanie potraktowane jako problem wyłącznie psychiczny. Dlatego jednym z pierwszych zadań jest wyjaśnienie, że interwencja psychologiczna nie polega na podważaniu bólu, lecz na pomaganiu pacjentowi w lepszym funkcjonowaniu z chorobą.

Na potrzebę włączenia wsparcia psychiatrycznego zwracał uwagę dr Piotr Wierzbicki, psychiatra i członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Medycyny Holistycznej. „Przewlekły ból niemal zawsze wpływa na funkcjonowanie psychiczne pacjenta. Dlatego uważam, że w leczeniu bólu przewlekłego czy medycynie paliatywnej konsultacja psychiatryczna powinna być standardem, ponieważ ból zmienia funkcjonowanie układów neuroprzekaźnikowych i bardzo często prowadzi do zaburzeń depresyjnych oraz lękowych” – mówił.
Brak szybkiego dostępu do leczenia może dodatkowo skłaniać pacjentów do samodzielnego poszukiwania ulgi, sięgania po leki bez recepty, a czasem także po alkohol, aby poradzić sobie ze snem i napięciem.

Opieka paliatywna to nie rezygnacja z leczenia

Osobnym wątkiem była rola opieki paliatywnej, szczególnie u pacjentów onkologicznych zmagających się z bólem i innymi objawami choroby. Prof. Wojciech Leppert, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Paliatywnej, podkreślał, że wsparcie paliatywne powinno być wdrażane dużo wcześniej, niż dzieje się to obecnie w praktyce.

Ekspert zwracał uwagę, że jedną z barier jest lęk pacjentów przed samym pojęciem opieki paliatywnej i błędne przekonanie, że oznacza ona rezygnację z leczenia przeciwnowotworowego. „To nieprawda. Trzeba bardzo wyraźnie podkreślić, że jest to postępowanie równoległe, które nie wyklucza dalszego leczenia onkologicznego” – mówił prof. Leppert.

Podobne obserwacje przedstawił lek. Wojciech Pałys, anestezjolog i kierownik Poradni Leczenia Bólu w Brzozowie. Wskazywał, że pacjenci często nie boją się samej pomocy, lecz nazwy: medycyna paliatywna czy hospicjum domowe. Jego zdaniem dla wielu chorych brzmi ona jak informacja, że kończy się leczenie.

„Tymczasem to nie jest koniec leczenia, tylko szersze wsparcie pacjenta” – mówił ekspert.

W opinii prof. Wojciecha Lepperta poprawę mogłoby przynieść silniejsze powiązanie opieki paliatywnej z leczeniem onkologicznym już na poziomie organizacyjnym, tak aby w każdym ośrodku onkologicznym była dostępna poradnia medycyny paliatywnej.

Ból nie może być „niczyj”

Eksperci zwracali uwagę, że nawet najlepsze leczenie nie przyniesie efektów, jeśli pacjent pozostaje w systemie bez koordynacji opieki, długo czeka na konsultacje lub trafia od specjalisty do specjalisty bez jasnego planu leczenia

Dr hab. Janusz Trzebicki, konsultant wojewódzki w dziedzinie anestezjologii, wskazywał na potrzebę stworzenia oddziałów referencyjnych leczenia bólu dla pacjentów wymagających szybkiej diagnostyki i skoordynowanej opieki. Jak podkreślał, „pacjent w kryzysie bólowym nie wymaga kolejnej recepty”, lecz miejsca w systemie, które „przejmie za niego odpowiedzialność, postawi diagnozę, ustabilizuje stan chorego i przekaże go dalej, już z konkretnym planem leczenia”. W przeciwnym razie, jak zaznaczał, chory „krąży między poradniami, SOR-em i kolejnymi specjalistami”. 

Do potrzeby stworzenia takich ośrodków odnosiła się również dr n. med. i n. o zdr. Marzena Magdalena Domańska-Sadynica, założycielka Fundacji Eksperci dla Zdrowia, wskazując, że środowisko od lat postuluje powstanie oddziałów leczenia bólu. Wstępna koncepcja pilotażu obejmuje cztery ośrodki – w Warszawie, Gdańsku, Krakowie i Wrocławiu – które miałyby zapewniać kompleksową opiekę pacjentom z najtrudniejszymi problemami bólowymi.

Pacjent niewidzialny

W wypowiedziach ekspertów powracał obraz pacjenta, który przez miesiące lub lata szuka pomocy, przyjmuje kolejne leki, czeka na konsultacje i stopniowo traci sprawność, pracę oraz poczucie wpływu na własne życie.

W poradniach leczenia bólu obserwujemy nie tylko degradację ciała, ale często całkowity rozpad życia człowieka. Pacjenci przestają być zdolni do pracy, nie są w stanie realizować swoich pasji, pogłębiają się zaburzenia depresyjne i lękowe” – mówiła dr Kinga Olczyk-Miller.

Ekspertka wskazywała także na bariery systemowe, w tym brak formalnej ścieżki kształcenia lekarzy w medycynie bólu. W Polsce nie ma uznanej specjalizacji z tej dziedziny ani oficjalnego programu szkolenia państwowego, choć od lekarzy oczekuje się zaawansowanej wiedzy interwencyjnej, umiejętności wykonywania zabiegów i zarządzania skomplikowaną farmakoterapią.

Według dr Olczyk-Miller ograniczony dostęp do psychologa, fizjoterapii, diagnostyki czy odpowiedniego wyposażenia poradni nie oznacza realnych oszczędności dla państwa. Generuje koszty w postaci rent, utraty ludzi na rynku pracy, leczenia powikłań źle prowadzonych terapii przeciwbólowych i narastających problemów psychicznych pacjentów.

Na problem niewidoczności osób żyjących z przewlekłym bólem zwracała uwagę również dr Marzena Magdalena Domańska-Sadynica. „Pacjent z bólem przewlekłym często jest pacjentem niewidzialnym – zostaje w domu, nie pracuje, nie ma siły mówić o swoich problemach. Dlatego chcemy głośniej mówić o bólu i sprawić, żeby ten temat został wreszcie zauważony.”

Wśród postulatów wskazywano m.in. edukację pacjentów dotyczącą bezpiecznego stosowania leków przeciwbólowych dostępnych bez recepty, profilaktykę bólu przewlekłego, szybszy dostęp do poradni leczenia bólu, rozwój poradni wielokierunkowych, włączenie psychologa, psychiatry i fizjoterapeuty do standardu opieki, uruchomienie oddziałów referencyjnych oraz opracowanie jakościowych standardów dla procedur interwencyjnych.

Jak podkreślała dr Domańska-Sadynica, leczenie bólu nie może ograniczać się wyłącznie do kontaktu pacjenta z lekarzem. „Potrzebujemy więcej wielokierunkowych poradni leczenia bólu, w których pacjent ma dostęp nie tylko do lekarza, ale również do psychologa, rehabilitacji i opieki pielęgniarskiej. Leczenie bólu musi być interdyscyplinarne – inaczej nie będzie skuteczne.

Jednocześnie profilaktyka bólu przewlekłego nie może być sprowadzana wyłącznie do odpowiedzialności pacjenta. Wymaga systemu, który pozwala szybko rozpoznać problem, zapewnić dostęp do właściwego leczenia, specjalistów i koordynowanej opieki, zanim ból stanie się przewlekły i znacznie trudniejszy do opanowania.

Źródło: Artykuł opracowano na podstawie wypowiedzi ekspertów podczas debaty Parlamentarnego Zespołu ds. Medycyny Bólu pt. „Nie ból się! Zapobiegaj”, która odbyła się 11 maja 2026 r. w Sejmie RP. Projekt został objęty honorowym patronatem Marszałek Senatu RP Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. 
Komisja Europejska zatwierdziła stosowanie leku deukrawacytynib w leczeniu aktywnego łuszczycowego zapalenia stawów (ŁZS) u dorosłych pacjentów, którzy nie uzyskali odpowiedzi na wcześniejsze leczenie klasycznymi lekami modyfikującymi przebieg choroby (DMARD) lub nie tolerowali takiej terapii. To pierwsza w Unii Europejskiej terapia z grupy inhibitorów TYK2 dopuszczona do leczenia tej choroby.
Lek może być stosowany samodzielnie lub w połączeniu z metotreksatem. Preparat przyjmuje się raz dziennie doustnie.

Decyzja Komisji Europejskiej opiera się na wynikach dwóch badań III fazy – POETYK PsA-1 i POETYK PsA-2 – obejmujących łącznie blisko 1300 pacjentów z aktywnym łuszczycowym zapaleniem stawów.

Łuszczycowe zapalenie stawów to przewlekła choroba zapalna o podłożu immunologicznym, która może obejmować zarówno stawy, przyczepy ścięgniste i kręgosłup, jak i skórę oraz paznokcie. Chorobie często towarzyszą ból, sztywność, zmęczenie i pogorszenie jakości życia. Szacuje się, że nawet około 30 proc. osób z łuszczycą może rozwinąć ŁZS.

Poprawa objawów stawowych i skórnych

W badaniach klinicznych oceniano skuteczność deukrawacytynibu w dawce 6 mg raz dziennie. Głównym punktem końcowym był odsetek pacjentów osiągających odpowiedź ACR20 po 16 tygodniach leczenia, czyli co najmniej 20-procentową poprawę w zakresie aktywności choroby.

W badaniu POETYK PsA-1 odpowiedź ACR20 po 16 tygodniach uzyskało 54,2 proc. pacjentów leczonych deukrawacytynibem (nazwa handlowa Sotyktu), w porównaniu z 34,1 proc. w grupie placebo. W badaniu POETYK PsA-2 odsetki wyniosły odpowiednio 54,2 proc. oraz 39,4 proc.

Korzyści obserwowano również przy bardziej rygorystycznych kryteriach odpowiedzi terapeutycznej. Odpowiedź ACR50 osiągnęło po 16 tygodniach od 24,7 proc. do 28,8 proc. pacjentów leczonych aktywnie, natomiast odpowiedź ACR70 – od 10,6 proc. do 11,6 proc.

Badacze oceniali także tzw. minimalną aktywność choroby (MDA), która uwzględnia jednocześnie kilka obszarów choroby, m.in. liczbę bolesnych i obrzękniętych stawów, aktywność zmian skórnych, ból, funkcjonowanie oraz zapalenie przyczepów ścięgnistych. Po 16 tygodniach taki stan osiągnęło od 19 proc. do 25,6 proc. pacjentów otrzymujących lek.

Według danych przedstawionych przez producenta poprawa utrzymywała się również do 52. tygodnia obserwacji.

Terapia celująca w szlak TYK2

Deukrawacytynib należy do grupy selektywnych inhibitorów kinazy tyrozynowej 2 (TYK2). Mechanizm działania leku różni się od klasycznych inhibitorów JAK.

Lek został zaprojektowany tak, aby wybiórczo hamować sygnalizację cytokin odgrywających istotną rolę w rozwoju łuszczycy i łuszczycowego zapalenia stawów, m.in. interleukiny 23, interleukiny 12 oraz interferonów typu 1.

Producent podkreśla, że deukrawacytynib wiąże się z domeną regulatorową TYK2, co ma zapewniać większą selektywność działania i odróżniać go od inhibitorów JAK1, JAK2 i JAK3.

Jakość życia i bezpieczeństwo

W badaniach oceniano również jakość życia związaną ze zdrowiem za pomocą kwestionariusza SF-36. Pacjenci leczeni deukrawacytynibem uzyskiwali poprawę parametrów fizycznych już po 16 tygodniach terapii, a efekt utrzymywał się do końca rocznej obserwacji.

Profil bezpieczeństwa obserwowany u pacjentów z ŁZS był zasadniczo zgodny z wcześniejszymi doświadczeniami ze stosowania leku w łuszczycy plackowatej.

Do najczęstszych działań niepożądanych należały infekcje górnych dróg oddechowych, zwiększenie aktywności kinazy kreatynowej, zakażenia wirusem opryszczki, owrzodzenia jamy ustnej, wysypki trądzikopodobne oraz zapalenie mieszków włosowych.

W charakterystyce produktu leczniczego zwrócono uwagę m.in. na ryzyko zakażeń, konieczność oceny w kierunku gruźlicy przed rozpoczęciem terapii, a także na ostrzeżenia dotyczące zdarzeń sercowo-naczyniowych, zakrzepicy żylnej i zatorowości płucnej.

Lek wcześniej zatwierdzony w łuszczycy

Sotyktu został po raz pierwszy zatwierdzony w Stanach Zjednoczonych w 2022 roku do leczenia umiarkowanej i ciężkiej łuszczycy plackowatej u dorosłych wymagających leczenia ogólnego lub fototerapii. W Unii Europejskiej takie wskazanie uzyskał w 2023 roku.

W marcu 2026 roku amerykańska FDA dopuściła lek także do leczenia aktywnego łuszczycowego zapalenia stawów.

Producent prowadzi dalsze badania nad zastosowaniem deukrawacytynibu w innych chorobach reumatycznych i immunologicznych.

Źródło: Bristol Myers Squibb, komunikat prasowy; badania POETYK PsA-1 i POETYK PsA-2.

Proces starzenia się społeczeństwa przestaje być abstrakcyjnym pojęciem z dokumentów strategicznych i prognoz demograficznych, a staje się realnym wyzwaniem dla systemu ochrony zdrowia, polityki społecznej i codziennego funkcjonowania rodzin. Wraz z wydłużaniem życia rośnie nie tylko liczba lat, które przeżywamy, ale także znaczenie ich jakości. Jak podkreślała Monika Wielichowska, wicemarszałek Sejmu, zdrowie i godne starzenie się nie są hasłem, lecz rzeczywistością, która dotyczy milionów Polaków. Starzenie nie musi oznaczać utraty jakości życia – może wiązać się z aktywnością, bezpieczeństwem i niezależnością, pod warunkiem że towarzyszy mu „skuteczna i dostępna, ale także mądrze prowadzona profilaktyka”.

W praktyce coraz wyraźniej chodzi o przesunięcie akcentu z samej długości życia na lata przeżywane w sprawności – z zachowaniem samodzielności i możliwości decydowania o sobie. Mimo szerokiej dostępności badań profilaktycznych i coraz lepszej diagnostyki, korzystanie z nich pozostaje ograniczone, a wielu pacjentów trafia do systemu dopiero w zaawansowanym stadium choroby. To nie tylko kwestia dostępności świadczeń, ale także nawyków zdrowotnych, poziomu świadomości i złożoności samego systemu.

Dlatego kluczowe znaczenie ma wczesna diagnostyka oraz proste, czytelne informacje dotyczące profilaktyki – co badać, kiedy reagować i gdzie się zgłosić. Szczególnie że decyzje zdrowotne często podejmowane są w ramach gospodarstw domowych, a nie wyłącznie indywidualnie.

Skala wyzwania będzie w najbliższych latach rosnąć. Jak wskazuje prof. Tomasz Targowski, z Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji, krajowy konsultant w dziedzinie geriatrii, Polska wchodzi w okres szybkiego starzenia demograficznego – do 2050 roku około 10% populacji będą stanowiły osoby powyżej 80. roku życia. To grupa najbardziej narażona na niesamodzielność i choroby przewlekłe, ale jednocześnie ta, która może najwięcej zyskać na skutecznej, dobrze zaplanowanej profilaktyce.

Choroby nie pojawiają się nagle po sześćdziesiątce

Wbrew potocznym wyobrażeniom choroby przewlekłe – zwłaszcza nowotwory – nie zaczynają się w momencie przejścia na emeryturę. Są to procesy, które rozwijają się przez dekady. Jak wyjaśnia dr hab. n. med. Marta Mańczuk, prof. NIO-PIB, zastępca kierownika Zakładu Epidemiologii i Prewencji Nowotworów w Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, „choroba nowotworowa to tak naprawdę ponad 100 różnych jednostek chorobowych o rozmaitej etiologii. To, co je łączy, to fakt, że naturalny proces wzrostu komórek (…) zostaje zaburzony”.

Kluczowe znaczenie ma czas i kumulacja czynników ryzyka. „Mutacje gromadzą się przez całe życie, czyli drobne uszkodzenia DNA kumulują się z czasem. Jeżeli działa na nas czynnik ryzyka, na przykład w dymie tytoniowym, to on przez lata uszkadza DNA” – tłumaczy ekspertka. W efekcie zachorowania częściej pojawiają się w późniejszym wieku, choć ich źródło leży znacznie wcześniej.

Nie oznacza to jednak nieuchronności. „Wiek jest najsilniejszym czynnikiem ryzyka (…) ale na wiele innych mamy realny wpływ” – podkreśla prof. Mańczuk, wymieniając palenie tytoniu, alkohol, otyłość, dietę, brak aktywności fizycznej czy zanieczyszczenie powietrza. Co więcej, „nawet 50% nowotworów można zapobiec poprzez modyfikację stylu życia”.

To zasadnicza zmiana perspektywy: rak nie jest „chorobą starości”. Ryzyko rzeczywiście rośnie z wiekiem, ale bardzo wiele zależy od stylu życia – rozumianego nie tylko jako codzienne nawyki, lecz także udział w badaniach przesiewowych i szczepieniach.

Problem polega na tym, że te narzędzia są wykorzystywane zbyt rzadko. „Badania przesiewowe działają tylko wtedy, kiedy się na nie zgłaszamy. Jeżeli zgłaszalność jest na poziomie 10–11%, to nie przyniosą oczekiwanego efektu” – mówi prof. Mańczuk. Dotyczy to zarówno mammografii, jak i badań w kierunku raka jelita grubego czy wizyt urologicznych u mężczyzn.

Najbardziej dramatycznym przykładem pozostaje rak płuca. „Rozpoznajemy to schorzenie bardzo późno i nasze opcje terapeutyczne są ograniczone, stąd tak wysoka umieralność” – podkreśla ekspertka. To pokazuje, że profilaktyka nie może ograniczać się do badań – musi obejmować także działania antynikotynowe i szeroko rozumianą edukację zdrowotną.

Kobieta po menopauzie nadal potrzebuje ginekologa

Jednym z najbardziej niedocenianych obszarów profilaktyki jest opieka ginekologiczna kobiet po 65. roku życia. Jak zauważa dr n. med. Anna Dańska-Bidzińska, specjalista położnictwa i ginekologii oraz ginekologii onkologicznej ze Szpitala Klinicznego im. ks. Anny Mazowieckiej w Warszawie, „kobiety powyżej 65. roku życia często nie korzystają z opieki ginekologicznej, ponieważ panuje takie błędne przekonanie, że one właściwie już nie muszą”.

To przekonanie jest nie tylko błędne, ale i niebezpieczne. „Opieka ginekologiczna w tym wieku nadal jest potrzebna” – podkreśla lekarka, zwracając uwagę, że po zakończeniu programów przesiewowych pojawia się pytanie o dalsze postępowanie. W wielu przypadkach konieczne są regularne kontrole, a „większość towarzystw naukowych zaleca (…) wizyty przynajmniej co dwa lata”.

Kluczowa jest czujność onkologiczna. „Każde, nawet plamienie u pacjentki po menopauzie jest objawem nieprawidłowym i wymaga dalszej diagnostyki” – zaznacza ekspertka. Podobnie nie wolno ignorować objawów takich jak powiększenie obwodu brzucha czy przewlekły ból miednicy, które mogą świadczyć o zaawansowanej chorobie.

Wizyta ginekologiczna nie powinna ograniczać się do rozmowy. „Badanie ginekologiczne bez ultrasonografii dopochwowej nie jest badaniem pełnym” – podkreśla dr Dańska-Bidzińska.

Najgroźniejsza bywa nie choroba, lecz leczenie prowadzone bez całościowego spojrzenia

Jednym z najmocniejszych i najbardziej praktycznych wątków posiedzenia była kwestia wielolekowości oraz bezpieczeństwa farmakoterapii. W starzejącym się społeczeństwie ten problem przestaje być niszowym tematem farmakologii klinicznej, a staje się jednym z centralnych zagadnień zdrowia publicznego. Seniorzy często są leczeni przez wielu specjalistów jednocześnie, każdy z nich koncentruje się na własnym fragmencie problemu, a całościowego przeglądu terapii nie wykonuje nikt.

Dr hab. n. med. Jarosław Woroń, ekspert w zakresie farmakologii klinicznej, kierownik Zakładu Farmakologii Klinicznej Wydziału Lekarskiego Kolegium Medicum UJ w Krakowie, kierownik Uniwersyteckiego Ośrodka Monitorowania i Badania Niepożądanych Działań Leków w Krakowie, podkreślał: „dzisiaj możemy z pełną świadomością mówić o zabójczej apteczce seniora”. To sformułowanie nie jest retoryczną przesadą. Opisuje zjawisko, w którym wielochorobowość, równoległe konsultacje u różnych specjalistów, leki bez recepty i suplementy diety zaczynają tworzyć układ bardziej niebezpieczny niż sama choroba podstawowa.

Sednem problemu jest fragmentacja leczenia. „Mamy coraz więcej pacjentów z wielochorobowością, którzy korzystają z porad bardzo różnych specjalistów. I dochodzi do fragmentacji – każdy specjalista zajmuje się jedną chorobą bez szerszego kontekstu wielochorobowości” – wskazał dr hab. Woroń. A przecież, jak dodał, „istnieje coś takiego jak interakcja lek–choroba. Choroby zmieniają działanie leków, a leki zmieniają działanie chorób. Nie wolno wyciągać z pacjenta pojedynczych chorób”.

To właśnie dlatego starszy pacjent wymaga spojrzenia całościowego. W przeciwnym razie bardzo łatwo o błędne decyzje terapeutyczne, nakładanie się działań niepożądanych i sytuację, w której nowe objawy – wywołane przez leki – zaczynają być traktowane jako kolejne choroby. „Nowe objawy, które powstają w wyniku działań niepożądanych leków, są bardzo często traktowane jako kolejna choroba i na tę chorobę stosuje się kolejny lek. I w ten sposób powstaje błędne koło, które prowadzi do chorób polekowych”.

Problem dodatkowo pogłębia rynek suplementów diety i preparatów dostępnych bez recepty. W teorii mają one wspierać zdrowie, w praktyce często zwiększają chaos terapeutyczny. „Mamy ogromny problem z nadużywaniem suplementów diety. Większość seniorów, którzy korzystają z suplementacji, to jest tak zwana patosuplementacja. Suplementy diety nie leczą, nie mają żadnych badań, nie wiadomo, czy w ogóle działają, natomiast wiemy o tym, że mogą powodować działania niepożądane” – mówił ekspert. „Bardzo często dochodzi do pomieszania leków, które pacjent dostaje na receptę, z tym, co kupi bez recepty, i z tym, co jeszcze uzupełni suplementami diety. Robi się taki miks, który absolutnie na nic dobrego nie działa i zwiększa koszty leczenia” – dodaje specjalista.

Szczególnie narażeni są seniorzy mieszkający samotnie. „O wiele bardziej podatni na reklamy suplementów i leków bez recepty są pacjenci mieszkający samotnie” – zauważył dr hab. Woroń, dodając gorzko, że „nie mówi się: uważaj, żeby cię nie zrobili na reklamę”. W praktyce oznacza to, że marketing staje się dla części osób starszych substytutem realnej porady medycznej, a zakup kolejnych preparatów – formą pozornego dbania o zdrowie.

Konsekwencje bywają bardzo poważne. „15% pacjentów trafia do szpitala tylko dlatego, że ma konsekwencje farmakoterapii nieprawidłowo dobranej” – przypomniał ekspert. Tym bardziej że – jak podkreślił – „stosowanie leków dostępnych bez recepty to nie jest już problem pojedynczego seniora, tylko problem zdrowia publicznego”.

Szczególnie groźne okazują się leki działające na ośrodkowy układ nerwowy. U seniorów, ze względu na zmiany fizjologiczne związane z wiekiem, szybciej i silniej wywołują one działania niepożądane. „Jeżeli senior kupuje cokolwiek bez recepty albo ma przepisywane jakiekolwiek leki, trzeba zwracać uwagę przede wszystkim na senność, sedację i zaburzenia widzenia” – mówił dr hab. Woroń. To nie są drobne niedogodności, lecz objawy, które mogą zwiększać ryzyko upadków, wypadków komunikacyjnych, majaczenia, zaburzeń równowagi i utraty sprawności.

Szczególnie mocno wybrzmiał też temat depreskrypcji, czyli racjonalnego odstawiania leków, które przestają przynosić korzyść lub zaczynają szkodzić. „Polski senior nie lubi słowa depreskrypcja. Uważa, że jeżeli odstawia mu się jakieś leki, to robi się mu na złość. Tymczasem im jesteśmy starsi, tym pojawiają się nowe przeciwwskazania do stosowania niektórych leków i jednym z elementów racjonalnej terapii jest właśnie odstawianie tego, co już szkodzi bardziej, niż pomaga” – podkreślił ekspert. To bardzo ważny postulat systemowy, bo bez przeglądów lekowych i zmiany kulturowej w podejściu do farmakoterapii trudno będzie poprawić bezpieczeństwo leczenia starszych pacjentów.

„Robienie z suplementów diety prezentów na Dzień Babci, na Dzień Dziadka czy na Dzień Matki może kończyć się tragicznie” – ostrzegł ekspert, wskazując na ryzyko interakcji zwłaszcza z lekami przeciwkrzepliwymi i przeciwpłytkowymi. W tym punkcie profilaktyka zdrowotna wyraźnie styka się z edukacją konsumencką i bezpieczeństwem publicznym.

System ma narzędzia, ale to wciąż za mało

Narodowy Fundusz Zdrowia i Ministerstwo Zdrowia dysponują dziś większą niż jeszcze kilka lat temu liczbą narzędzi profilaktycznych. Programy badań przesiewowych, refundowane szczepienia, narzędzia cyfrowe, serwisy informacyjne i akcje lokalne tworzą coraz gęstszą sieć możliwości. Problem polega jednak na tym, że sama obecność tych rozwiązań nie oznacza jeszcze ich powszechnego wykorzystania.

Na ten rozdźwięk zwracał uwagę Marek Augustyn, wiceprezes Narodowego Funduszu Zdrowia. Jak podkreślił, skala finansowania profilaktyki rośnie: „w planie finansowym Narodowego Funduszu Zdrowia na 2025 rok na profilaktyczne programy zdrowotne przewidziano ponad 614,5 mln zł, to o 22,8% więcej niż w 2024 roku. Na 2026 planujemy kolejny wzrost o 7,7% do poziomu 661,9 mln zł”. Dodał również, że program „Moje Zdrowie” od maja do grudnia 2025 roku to ponad 704,9 mln zł, a łączna wartość refundacji szczepionek przekroczyła 688,6 mln zł.

Pokazuje to wyraźnie, że profilaktyka staje się obszarem realnych inwestycji, a nie tylko deklaracji. Wśród dostępnych narzędzi Marek Augustyn wymienił m.in. program „Moje Zdrowie”, program profilaktyki raka piersi, badania przesiewowe raka jelita grubego, program profilaktyki chorób odtytoniowych i POChP oraz program profilaktyki gruźlicy. Jednocześnie bardzo wyraźnie podkreślił rolę prostszych narzędzi, które mogą obniżać próg wejścia do systemu. „Bardzo mocno promujemy test FIT jako rodzaj profilaktyki raka jelita grubego. Wielu pacjentów nie decyduje się na przesiewową kolonoskopię z powodu lęku lub wstydu związanego z badaniem, a test FIT stanowi bardzo prostą, dyskretną i łatwo dostępną alternatywę”.

Skuteczna profilaktyka nie zawsze musi zaczynać się od najbardziej zaawansowanego badania. Czasem to właśnie prostsze, mniej obciążające i bardziej akceptowalne narzędzia pozwalają uruchomić proces diagnostyczny. Skala ich wykorzystania już dziś pokazuje potencjał takiego podejścia. „Ponad milion wykonanych testów FIT w programie ‘Moje Zdrowie’ u pacjentów po 50. roku życia – to pokazuje, że takie prostsze narzędzia profilaktyczne są potrzebne i znajdują odbiorców” – zaznaczył wiceprezes NFZ.

Jednocześnie dane dotyczące zgłaszalności pozostają niepokojące. „Dane z realizacji programów profilaktycznych na koniec ubiegłego roku pokazują, że zgłaszalność wciąż jest zbyt niska: mammografia 33,8%, cytologia 12%, kolonoskopia 16%”.

Dlatego coraz większego znaczenia nabierają nie tylko same programy, ale również kanały informacji i sposoby kontaktu z pacjentem. Przedstawiciel NFZ zwrócił uwagę, że „najprostszym miejscem, gdzie można szukać informacji o programach profilaktycznych i sposobie zapisania się, jest strona internetowa Narodowego Funduszu Zdrowia”, a także przypominał o Telefonicznej Informacji Pacjenta i Internetowym Koncie Pacjenta. 

Ale sam system cyfrowy nie wystarczy tam, gdzie część seniorów jest wykluczona technologicznie albo komunikacyjnie. Dlatego NFZ rozwija także działania bezpośrednie. „Najbliższe działania dotyczące profilaktyki to między innymi projekt ‘Wiosenny Przegląd Zdrowia’ oraz cykl ‘Polska na Tak’. To są działania, które mają charakter bezpośredniego kontaktu z pacjentem i pozwalają docierać z profilaktyką także tam, gdzie wcześniej ten kontakt był ograniczony” – wyjaśniał Augustyn.

Wiceprezes NFZ przypomniał, że w zeszłym roku pracownicy Funduszu zorganizowali ponad 2900 wydarzeń promujących profilaktykę w całej Polsce i że celem jest docieranie także „do miejsc wykluczonych komunikacyjnie, które dotychczas być może były trochę zaniedbane”. Tego rodzaju działania nie zastąpią oczywiście trwałych zmian systemowych, ale mogą realnie zmniejszać dystans między instytucją a pacjentem.
Ważnym elementem tej układanki staje się także prostsze poruszanie się po samym systemie ochrony zdrowia. „Wspólnie z organizacjami pacjentów stworzyliśmy poradnik o instytucjach systemu ochrony zdrowia. To jest mapa tego, jaka instytucja w ochronie zdrowia w Polsce jest za co odpowiedzialna” – mówił Augustyn. To cenna inicjatywa, bo dla wielu pacjentów – zwłaszcza starszych – nie sama choroba jest dziś największym problemem, lecz zagubienie w skomplikowanej strukturze systemu.

Profilaktyka seniorów to więcej niż badania

W profilaktyce zdrowotnej osób starszych nie można pomijać roli szczepień. To nie tylko ochrona przed infekcjami, ale jeden z elementów utrzymywania sprawności i ograniczania ryzyka powikłań. Szczególnie niebezpieczne pozostają zapalenia płuc, które są jedną z najczęstszych przyczyn hospitalizacji w tej grupie wiekowej. U osób po 80. roku życia wiążą się one z bardzo wysoką śmiertelnością – sięgającą nawet kilkudziesięciu procent w okresie hospitalizacji i w krótkim czasie po niej.

Mimo to poziom wyszczepialności pozostaje niski. W Polsce żyje około 7,5 miliona seniorów, podczas gdy przeciwko grypie szczepi się jedynie około 1,3 miliona osób. Tymczasem, aby osiągnąć realny efekt zdrowotny na poziomie populacyjnym, poziom wyszczepialności powinien sięgać co najmniej 75%.

Jednocześnie żadna profilaktyka nie będzie skuteczna bez uwzględnienia stylu życia. Aktywność fizyczna, sposób odżywiania, sen czy ograniczenie używek mają bezpośredni wpływ na tempo utraty sprawności i przebieg chorób przewlekłych. To czynniki, które działają długofalowo i których znaczenie nie maleje wraz z wiekiem.

Istotną barierą pozostaje także samotność części seniorów. Izolacja społeczna wpływa na późniejsze zgłaszanie się do lekarza, gorsze przestrzeganie zaleceń i mniejszą gotowość do korzystania z profilaktyki. W praktyce oznacza to, że czynniki społeczne i środowiskowe w równym stopniu jak medyczne kształtują przebieg starzenia się.

Rok 2026 został ogłoszony rokiem profilaktyki zdrowotnej. W kontekście zmian demograficznych szczególnego znaczenia nabiera właśnie profilaktyka osób starszych – jako jedno z kluczowych wyzwań zdrowotnych i społecznych, które będą w coraz większym stopniu definiować najbliższe dekady.

Źródło: „Zdrowe i godne starzenie się – profilaktyka i edukacja zdrowotna seniorów w Polsce”, spotkanie współorganizowane przez wicemarszałek Sejmu Monikę Wielichowską, 18 marca 2026 r., Sejm RP
Amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA) zatwierdziła rozszerzenie wskazań dla setmelanotydu do stosowania u pacjentów z nabytą otyłością podwzgórzową. Terapia może być stosowana zarówno u dorosłych, jak i u dzieci od 4. roku życia. To pierwsza i jedyna zatwierdzona opcja leczenia w tej rzadkiej, ale wyjątkowo trudnej klinicznie chorobie.
Decyzja regulatora zamyka wieloletnią lukę terapeutyczną. Pacjenci z nabytą otyłością podwzgórzową do tej pory pozostawali praktycznie bez skutecznych narzędzi leczenia – standardowe podejścia, takie jak dieta, aktywność fizyczna czy klasyczne farmakoterapie otyłości, nie przynosiły oczekiwanych efektów.

Choroba, której nie da się „wyregulować stylem życia”

Nabyta otyłość podwzgórzowa rozwija się w wyniku uszkodzenia podwzgórza – obszaru mózgu odpowiedzialnego za regulację apetytu, sytości i wydatkowania energii. Najczęściej jest konsekwencją guzów mózgu (np. czaszkogardlaka), leczenia neurochirurgicznego lub radioterapii, ale może być także następstwem urazu czy udaru.

Zaburzenie osi podwzgórzowej prowadzi do trwałego rozregulowania gospodarki energetycznej organizmu. Pacjenci doświadczają nieustannego uczucia głodu (hiperfagii), przy jednoczesnym obniżeniu wydatku energetycznego. W efekcie dochodzi do szybkiego i trudnego do zahamowania przyrostu masy ciała.

Według szacunków firmy Rhythm Pharmaceuticals w samych Stanach Zjednoczonych z chorobą tą żyje około 10 tys. osób, choć rzeczywista liczba może być wyższa ze względu na niedodiagnozowanie.

Terapia celowana i wyniki badania III fazy

Setmelanotyd jest agonistą receptora melanokortyny 4 (MC4R), czyli kluczowego elementu szlaku regulującego uczucie głodu i równowagę energetyczną. W odróżnieniu od wielu dostępnych terapii otyłości, lek nie działa wyłącznie objawowo, ale bezpośrednio wpływa na zaburzony mechanizm biologiczny, odpowiadając na niezaspokojoną dotąd potrzebę terapeutyczną w tej grupie pacjentów.

Skuteczność takiego podejścia potwierdzają wyniki globalnego, randomizowanego badania III fazy TRANSCEND, obejmującego 142 pacjentów w wieku od 4 lat. Po 52 tygodniach leczenia wykazano istotną statystycznie i klinicznie redukcję wskaźnika BMI.

Średnia zmiana BMI wyniosła -15,8% w grupie leczonej setmelanotydem, podczas gdy w grupie placebo odnotowano wzrost o 2,6%. 

Efekty leczenia były widoczne nie tylko na poziomie średnich wartości, ale również w analizie odsetka pacjentów osiągających określone progi redukcji masy ciała. Po roku terapii co najmniej 5% redukcję BMI osiągnęło 75,8% pacjentów (vs 9,7% w grupie placebo), co najmniej 10% – 61% (vs 4,7%), a co najmniej 15% – ponad połowa leczonych (50,1% vs 2,2%).

Na istotny klinicznie efekt terapii zwracają uwagę również badacze. Jak wskazała Ashley Shoemaker, MD:

„Setmelanotyd wykazuje skuteczność w oddziaływaniu na biologiczne podłoże nabytej otyłości podwzgórzowej. Pacjenci leczeni tym lekiem osiągali wyraźne redukcje BMI oraz uczucia głodu, co pokazuje, że terapia przynosi klinicznie istotne efekty zarówno u dzieci, jak i u dorosłych” (tłum. własne).

Terapia wpływała także na inne parametry metaboliczne – obserwowano redukcję obwodu talii, poprawę wartości ciśnienia tętniczego, lipidów oraz parametrów glikemicznych. U pacjentów zdolnych do samooceny odnotowano również zmniejszenie uczucia głodu.

Nowy standard w rzadkiej chorobie

Zatwierdzenie setmelanotydu w nowym wskazaniu stanowi przełom dla pacjentów z nabytą otyłością podwzgórzową. Po raz pierwszy dostępna jest terapia, która nie tylko ogranicza objawy, ale realnie wpływa na mechanizm choroby.

Dla środowiska klinicznego oznacza to zmianę podejścia – od leczenia wspierającego do terapii celowanej. Dla pacjentów i ich rodzin – pojawienie się realnej opcji terapeutycznej w chorobie, która dotąd pozostawała poza skutecznym wpływem medycyny.

Na dziś lek jest dostępny w Stanach Zjednoczonych. Biorąc pod uwagę wcześniejsze dopuszczenie setmelanotydu w Europie w innych wskazaniach (m.in. zespoły genetyczne otyłości), rozszerzenie rejestracji o nabytą otyłość podwzgórzową wydaje się kolejnym, oczekiwanym krokiem.

Źródła: Rhythm Pharmaceuticals – komunikat prasowy (19.03.2026), EMPR – FDA Approves Imcivree for Acquired Hypothalamic Obesity

Główny Inspektor Farmaceutyczny wycofał z obrotu na terenie całego kraju jedną serię leku stosowanego w leczeniu zaburzeń lipidowych. Decyzją nr 10/WC/ZW/2026 z dnia 17 lutego 2026 r. objęto serię H36032A produktu leczniczego Grofibrat 200, zawierającego fenofibrat w dawce 200 mg, w opakowaniu po 30 kapsułek. Podmiotem odpowiedzialnym jest Gedeon Richter Polska Sp. z o.o. z siedzibą w Grodzisku Mazowieckim. Decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności, co oznacza, że produkt musi zostać niezwłocznie wycofany z obrotu.
Podstawą wycofania był wynik poza specyfikacją jakościową uzyskany w długoterminowym badaniu stabilności dla parametru uwalniania substancji czynnej. O nieprawidłowościach podmiot odpowiedzialny poinformował GIF pismem z dnia 5 stycznia 2026 r. Sprawa dotyczy więc kontroli jakości prowadzonej już po wprowadzeniu produktu do obrotu, w ramach standardowych procedur monitorowania stabilności leku w czasie.

W toku postępowania wyjaśniającego producent wykluczył błąd analityczny, odchylenia w procesie wytwarzania oraz wpływ zmian porejestracyjnych. Jako najbardziej prawdopodobną przyczynę wskazano łączny efekt dwóch czynników: większego udziału kapsułek o masie bliskiej dolnej granicy dopuszczalnej oraz niższej zawartości substancji czynnej. Ustalono, że proces ustawień sortownicy dla serii H36032A trwał dłużej niż dla serii referencyjnych, co skutkowało większą liczbą kapsułek o niższej masie. W odpowiedzi zaproponowano zmianę dolnego limitu dopuszczalnych mas na sortownicy jako działanie korygujące.

Choć powodem decyzji był wynik poza specyfikacją, producent przeprowadził ocenę ryzyka wpływu niezgodności na zdrowie i bezpieczeństwo pacjenta. Z przedstawionej analizy wynika, że odchylenie nie powinno mieć wpływu na skuteczność ani bezpieczeństwo stosowania produktu. Na poparcie tego stanowiska wskazano brak zgłoszeń działań niepożądanych związanych z brakiem skuteczności.

Warto podkreślić, że decyzja dotyczy wyłącznie jednej, konkretnej serii o numerze H36032A z terminem ważności do 30 czerwca 2027 r. Pozostałe serie produktu nie zostały nią objęte. Podmiot odpowiedzialny jest zobowiązany do przeprowadzenia procedury wycofania zgodnie z obowiązującymi przepisami oraz do wycofania niepowtarzalnego identyfikatora serii z systemu serializacji.

Sprawa pokazuje, jak funkcjonuje system nadzoru nad jakością produktów leczniczych w praktyce. W wielu przypadkach wycofanie serii nie oznacza stwierdzonego zagrożenia dla zdrowia pacjentów, lecz jest efektem restrykcyjnego podejścia do zgodności parametrów jakościowych. W obszarze leczenia zaburzeń lipidowych, gdzie leki stosowane są przewlekle i przez miliony pacjentów, każdy sygnał dotyczący jakości produktu musi być analizowany z najwyższą starannością.

Dla pacjentów kluczowa jest informacja, że wycofanie dotyczy konkretnej serii, a decyzja została podjęta w trybie administracyjnym w oparciu o wyniki badań stabilności. W praktyce oznacza to konieczność sprawdzenia numeru serii na opakowaniu i w razie wątpliwości kontakt z apteką lub lekarzem prowadzącym.

Pełny komunikat GIF: TUTAJ.

Źródło: GIF

Pomimo zapowiedzi byłej minister zdrowia Izabeli Leszczyny dotyczących refundacji innowacyjnych terapii farmakologicznych w leczeniu endometriozy, sprawa utknęła w martwym punkcie. Komisja Ekonomiczna wydała negatywną uchwałę dla jedynej obecnie rozpatrywanej terapii, zawierającej relugoliks, estradiol i octan noretysteronu. Eksperci ostrzegają, że brak refundacji ogranicza pacjentkom dostęp do nowoczesnego leczenia, które mogłoby realnie poprawić jakość ich życia.
Pomimo zapowiedzi byłej ministry zdrowia Izabeli Leszczyny w sprawie refundacji nowoczesnego leczenia farmakologicznego endometriozy, Komisja Ekonomiczna wydała negatywną uchwałę dla jedynej znajdującej się obecnie w procesie refundacyjnym terapii stosowanej w tym wskazaniu. Eksperci podkreślają, że zapewnienie szerokiego dostępu do różnorodnych opcji terapeutycznych ma kluczowe znaczenie dla tej grupy chorych. Terapia zawierająca relugoliks, estradiol i octan noretysteronu we wskazaniu objawowe leczenie endometriozy u dorosłych kobiet w wieku rozrodczym, które wcześniej były leczone farmakologicznie lub chirurgicznie uzyskała pozytywną opinię Rady Przejrzystości oraz rekomendację Prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.
 
Od 1 lipca br. w Polsce funkcjonuje nowy model specjalistycznej opieki nad pacjentkami z endometriozą. Model ma charakter kompleksowy, obejmuje pogłębioną diagnostykę oraz leczenie dopasowane do potrzeb pacjentek i stopnia zaawansowania choroby. Kobietom zapewniono dostęp zarówno do leczenia zachowawczego, farmakologicznego, a także
chirurgicznego i okołooperacyjnego. Zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Zdrowia, model będzie rozwijany. Obecnie w resorcie trwają prace nad rozwiązaniami dla pacjentek z mniej zaawansowaną postacią schorzenia, które nie wymagają leczenia operacyjnego.

Poprzednia ministra zdrowia Izabela Leszczyna w maju br., odpowiadając z mównicy sejmowej na pytanie posłów na Sejm RP o stopień zaawansowania prac nad wprowadzeniem do koszyka świadczeń gwarantowanych leczenia endometriozy, zapowiedziała objęcie refundacją kolejnych opcji terapeutycznych stosowanych w leczeniu zachowawczym tego schorzenia.

Zgodnie z jej deklaracją, pacjentkom miały zostać udostępnione także terapie innowacyjne.

Jeśli chodzi o leczenie zachowawcze z zastosowaniem terapii hormonalnej, oczywiście ono także będzie refundowane. W tej chwili najnowszy preparat leczniczy jest w procesie refundacyjnym. A więc najnowsze leki, innowacyjne leki – dopuszczone do obrotu oczywiście po przejściu badań klinicznych i po przejściu procedury refundacyjnej – także będziemy tym pacjentkom proponować – zapowiedziała była ministra zdrowia.

Eksperci kliniczni potwierdzają konieczność zwiększenia dostępu do różnorodnych opcji terapeutycznych dla tej grupy pacjentek, na co wielokrotnie zwracali uwagę w publicznie dostępnych wypowiedziach.

Szeroki dostęp do różnych opcji [terapeutycznych – przypis red.] jest ważny, gdyż czasem jedna substancja nie jest dobrze tolerowana przez kobietę, a inna już tak […]. Pewne leki, które stosujemy w farmakoterapii, nie są refundowane. Są bardzo drogie i wiele kobiet nie może sobie na nie pozwolić – powiedział dr hab. n. med. Paweł Basta, specjalista ginekologii onkologicznej z Kliniki Ginekologii i Ginekologii Onkologicznej Szpitala Uniwersyteckiego
w Krakowie oraz Katedry Ginekologii i Położnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum w wywiadzie dla portalu NewsMed.

– Wprowadzony model opieki – przyp. red.] będzie, mam nadzieję, wymagał uzupełnienia, udoskonalenia. Jedynym elementem, którego mi tu brakuje, którego brakuje w sposób, powiedziałbym zasadniczy, jest refundacja nowoczesnego leczenia farmakologicznego endometriozy – powiedział prof. Tomasz Paszkowski, specjalista w dziedzinie ginekologii
i położnictwa, Kierownik III Kliniki Ginekologii w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym nr 4 w Lublinie podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Kobiet w dniu 24 lipca br. – To niestety dla wielu pacjentek, które mogłyby by być beneficjentkami sięgnięcia po najnowocześniejsze terapie farmakologiczne endometriozy, może i na pewno, wiem to z mojej praktyki, stanowi barierę finansową – dodał.

Obecnie w procesie refundacyjnym znajduje się jedna innowacyjna terapia zawierająca relugoliks, estradiol i octan noretysteronu we wskazaniu objawowego leczenia endometriozy u dorosłych kobiet w wieku rozrodczym, które wcześniej były leczone farmakologicznie lub chirurgicznie. W lipcu br. uzyskała pozytywną opinię Rady Przejrzystości oraz rekomendację Prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. W dniu 22 sierpnia br. Komisja Ekonomiczna wydała negatywną uchwałę. Ostateczną decyzję o refundacji podejmie minister zdrowia.

Ból, brak diagnozy, wieloletnie leczenie objawowe i samotność w zmaganiach z codziennością – tak wygląda rzeczywistość wielu kobiet z endometriozą. W Polsce może ich być nawet milion. Przez długi czas choroba ta była bagatelizowana – zarówno przez system ochrony zdrowia, jak i przez otoczenie kobiet. Teraz to się zmienia. Od 1 lipca 2025 roku działa w Polsce nowy model opieki nad pacjentkami z endometriozą, finansowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Kobiet eksperci i przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia mówili nie tylko o przełomie, jaki oznacza ten model, ale też o tym, co jeszcze wymaga poprawy – zwłaszcza jeśli chodzi o dostępność nowoczesnych leków i szybką diagnostykę.

Kompleksowa opieka: diagnoza, leczenie, wsparcie

Nowy model opieki to przełom — nie tylko organizacyjny, ale także symboliczny. Po raz pierwszy państwowy system zdrowia w Polsce formalnie uznał endometriozę za chorobę wymagającą kompleksowego, długofalowego leczenia.

– „Jest to około miliona kobiet w Polsce, problem jest bardzo szeroki, a więc wart odpowiedniego zaadresowania” – podkreśliła prof. Urszula Demkow, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia. – „Pierwsze wnioski, które prowadziły do utworzenia programu, były takie, że terapia powinna być terapią kompleksową, opartą o długofalowy plan, uwzględniającą zarówno maksymalne dostępne leczenie farmakologiczne, jak i leczenie chirurgiczne”.

Szczegóły nowego rozwiązania przybliżył Grzegorz Kubielas, naczelnik Wydziału Lecznictwa Szpitalnego w Departamencie Świadczeń Opieki Zdrowotnej Centrali NFZ: – „We wprowadzonym modelu głównym produktem rozliczeniowym jest dedykowana grupa N.23 ‘Leczenie zabiegowe endometriozy głęboko naciekającej’. Ta grupa zawiera w sobie oprócz kosztów specjalistycznego leczenia endometriozy również koszty kwalifikacji pacjentki do zabiegu”.

To znaczy, że kobieta objęta modelem może liczyć na opiekę od momentu diagnozy, przez kwalifikację do leczenia, aż po zabieg i kontrolę pooperacyjną. W ośrodkach pracują nie tylko lekarze, ale również pielęgniarki, fizjoterapeuci, psycholodzy i dietetycy. Ich współpraca pozwala lepiej dostosować leczenie do indywidualnych potrzeb pacjentek.

Ośrodki referencyjne: gdzie się leczyć?

Aby zapewnić pacjentkom najlepszą jakość leczenia, Ministerstwo Zdrowia i NFZ wyznaczyły osiem wyspecjalizowanych ośrodków leczenia endometriozy głębokiej, które spełniły wysokie kryteria i podpisały umowy z NFZ.

– „Zgodnie z informacjami przekazanymi przez dyrektora oddziałów wojewódzkich, wszystkie te podmioty zawarły z nami umowę i są gotowe, właściwie już realizują świadczenia z zakresu endometriozy od 1 lipca” – dodał Kubielas.

Są to:
W ośrodkach pracują zespoły, które oprócz ginekologów i chirurgów, tworzą także fizjoterapeuci, psycholodzy, dietetycy i pielęgniarki. Dzięki temu leczenie może być naprawdę dopasowane do indywidualnych potrzeb kobiet.

Leczenie w ramach nowego modelu jest finansowane przez NFZ i w pełni bezpłatne. Wystarczy skierowanie od lekarza. To może być pierwszy krok w stronę życia bez bólu. Więcej na stronie NFZ

Nadal 8 lat do diagnozy? Czas na systemowe zmiany

– „Program jest pilotażowy w skali nie tylko Europy, ale i świata. Stąd zostaliśmy poproszeni o przedstawienie pierwszych efektów tego programu na najbliższym zjeździe europejskim leczenia endometriozy w Bolonii w 2026 roku. Wszyscy nas w tej chwili obserwują, czy nam się uda” – powiedział prof. Paweł Basta, ginekolog onkolog, Szpital Uniwersytecki w Krakowie.

Eksperci są zgodni, że mimo znaczącego kroku naprzód, system nadal wymaga ulepszeń. Jednym z głównych problemów jest czas – od pojawienia się pierwszych objawów do postawienia diagnozy mija średnio osiem lat.

– „Problemem, który niestety w Polsce i w wielu krajach istnieje, to jest kwestia czasu od pierwszych objawów tego schorzenia do momentu, kiedy się endometriozę rozpoznaje. Myślę, że dzięki temu, że tyle w tej chwili na ten temat mówimy, że powstały te ośrodki, ten czas się zdecydowanie skróci” – powiedziała prof. Ewa Wender-Ożegowska, konsultant krajowa w dziedzinie położnictwa i ginekologii.

W diagnozie może pomóc test endoRNA, którego skuteczność bada obecnie Agencja Badań Medycznych.

Leczyć nie tylko operacyjnie

Endometriozy nie można całkowicie wyleczyć, ale można skutecznie hamować jej rozwój. Wczesne rozpoznanie i wdrożenie leczenia farmakologicznego ma kluczowe znaczenie.

– „Róbmy wszystko, tak jak choćby przez peroanalogię do chorób onkologicznych, żeby lepiej i wcześniej wykrywać” – apelował prof. Mariusz Zimmer, specjalista ginekologii, położnictwa oraz perinatologii z Kliniki Ginekologii i Położnictwa Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. – „Operacja tak, ale w zaawansowanych stadiach. Natomiast nie zapominajmy o specjalistycznych lekach farmakologicznych”.

Z tym podejściem zgodził się również prof. Tomasz Paszkowski, specjalista w dziedzinie ginekologii i położnictwa z Kliniki Ginekologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. – „[Wprowadzony model opieki – przyp. red.] będzie, mam nadzieję, wymagał uzupełnienia, udoskonalenia. Jedynym elementem, którego mi tu brakuje, którego brakuje w sposób, powiedziałbym zasadniczy, jest refundacja nowoczesnego leczenia farmakologicznego endometriozy” – powiedział. – „To niestety dla wielu pacjentek, które mogłyby być beneficjentkami sięgnięcia po najnowocześniejsze terapie farmakologiczne endometriozy, może i na pewno, wiem to z mojej praktyki, stanowi barierę finansową”.

Obecnie trwa proces refundacyjny nowoczesnej terapii zawierającej relugoliks, estradiol i octan noretysteronu. W połowie lipca AOTMiT wydał pozytywną opinię.

Ból, który zmienia życie

Endometrioza to choroba bólu – przewlekłego, powracającego, często bagatelizowanego.
– „Wszędzie mamy dokładnie ten sam problem. Kobiety muszą walczyć, nie tylko w Polsce, ale również na całym świecie, aby ich ból był doceniony, był postrzegany jako absolutnie uzasadniony” – zaznaczyła dr n. med. Magdalena Kocot-Kępska z Polskiego Towarzystwa Badania Bólu. – „Ból w endometriozie jest bólem złożonym i wymaga postępowania multimodalnego”.

Niepłodność – błędne koło

Dla wielu kobiet endometrioza oznacza nie tylko ból, ale i problemy z płodnością.
– „Bez wątpienia kobieta cierpiąca na endometriozę ze współistniejącą niepłodnością jest dla nas największym wyzwaniem, jeśli chodzi o leczenie niepłodności” – mówił prof. Piotr Olcha, kierownik Oddziału Ginekologii w Wojskowym Szpitalu Klinicznym w Lublinie. – „Standardowe leki, które stosujemy w endometriozie, blokują owulację, blokują możliwość zajścia w ciążę. Stąd mamy pewnego rodzaju błędne koło […] Im wcześniej rozpoznamy endometriozę, tym ta szansa na uzyskanie ciąży u takiej kobiety jest większa”.

Co jeszcze trzeba poprawić?

Jak zaznaczyła Dominika Janiszewska-Kajka z Departamentu Lecznictwa w Ministerstwie Zdrowia, model będzie rozwijany.
– „Cieszymy się, że program jest, ale on będzie na pewno modyfikowany. Modyfikowany, ulepszany i brakuje pewnych rzeczy jak akredytacja, ale też zapis wideo dźwięku i obrazu, rejestracja operacji” – wskazała.

Eksperci podkreślają konieczność wprowadzenia mechanizmu rozliczeń ambulatoryjnych.
– „Na chwilę obecną NFZ nie przygotował i nie opublikował produktu, którym można by było rozliczać pacjentki ambulatoryjne. […] To jest z punktu widzenia naszego, lekarzy, jak i pacjentek, które oczekują na to, najbardziej palący problem” – zaznaczył prof. Paweł Basta.
Podsumowując, wiele już się zmieniło, ale to dopiero początek.

– „Na pewno musimy dalej działać, musimy na pewno doprowadzić do tego, żeby […] powstała Komisja Akredytacyjna, która będzie akredytowała te ośrodki. Na pewno musimy nagrywać operacje […]. Jeżeli chodzi o rejestry, to również chcemy wprowadzić rejestry wszystkich przyjmowanych i operowanych kobiet, żeby w końcu mieć w systemie takie wiadomości, jaka to jest statystyka” – podkreśliła Lucyna Jaworska-Wojtas z Fundacji „Pokonać Endometriozę”. – „Mamy do roboty i do zrobienia jeszcze ogromnie dużo”.

Źródło: Materiał prasowy

Wprowadzenie programu KOS-BAR do koszyka świadczeń gwarantowanych to pierwszy poważny krok ku systemowemu leczeniu otyłości w Polsce. Ale to zaledwie fragment znacznie większego wyzwania. Otyłość to już nie tylko problem indywidualny – to choroba cywilizacyjna o dramatycznych konsekwencjach zdrowotnych i społecznych, która dotyczy już 9 milionów Polaków. Na lipcowym posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. zdrowego stylu życia i przeciwdziałania nadwadze i otyłości eksperci, pacjenci i przedstawiciele resortów mówili jednym głosem: potrzebujemy kompleksowego i międzysektorowego planu. Leczenie jest niezbędne – ale bez profilaktyki, edukacji i zmian systemowych nigdy nie wygramy tej walki.

– „Już samo powołanie takiego zespołu jest niewątpliwie przełomową chwilą w systemie opieki zdrowotnej w naszym kraju” – mówił prof. Mariusz Wyleżoł, wskazując, że przez dziesięciolecia choroba otyłościowa była w zasadzie niezauważana przez system. Przełomem okazał się pilotaż programu KOS-BAR – kompleksowej opieki specjalistycznej nad osobami poddawanymi operacjom bariatrycznym. Program, który objął ponad 13 tysięcy pacjentów, ma od stycznia 2026 roku wejść do koszyka świadczeń gwarantowanych.

O tym zapewniła Dominika Janiszewska-Kajka z Ministerstwa Zdrowia. – „Polecenie było bardzo kategoryczne ze strony pani minister – od stycznia ma to zadziałać”. W tym celu zostanie przeprowadzona śródewaluacja oraz zlecenie dla AOTMiT dotyczące stałego wprowadzenia programu. KOS-BAR ma obejmować kompleksową, wieloetapową opiekę: kwalifikację, przygotowanie, leczenie operacyjne oraz roczną kontrolę pooperacyjną, obejmującą wsparcie dietetyczne, psychologiczne i rehabilitacyjne.

Jak wskazano podczas posiedzenia, decyzja o wcześniejszym – jeszcze przed zakończeniem pilotażu – wprowadzeniu świadczenia do systemu wynika z pozytywnych efektów klinicznych i organizacyjnych. Program nie tylko ratuje zdrowie, ale i działa systemowo – pacjenci nie wracają do stanu zdrowia sprzed kwalifikacji, co potwierdzają dane NFZ. Ministerstwo przyspieszyło działania dzięki wyraźnemu impulsowi ze strony minister Izabeli Leszczyny. Równolegle z przygotowaniami do wprowadzenia KOS-BAR jako świadczenia gwarantowanego, trwają analizy, jak zbudować ogólnopolski system profilaktyki otyłości – zarówno dla dorosłych, jak i dzieci. Jak podkreślano, „koszyk” obejmie całą populację, ale potrzebne są także działania w skali mikro, oparte na doświadczeniach regionalnych programów zdrowotnych.

Zespół ds. przeciwdziałania otyłości został powołany na mocy uchwały z listopada 2024 r. i pracuje w trzech grupach roboczych: ds. profilaktyki, leczenia i zmian systemowych. Do tej pory odbyło się sześć posiedzeń, opracowano plan działania, a zespół przygotowuje rekomendacje, m.in. dotyczące rozszerzenia KOS-BAR i edukacji medycznej. Jak podkreślił prof. Wyleżoł, obecna edukacja w uczelniach medycznych wciąż koncentruje się na leczeniu powikłań otyłości, a nie jej przyczyn. – „Programy studiów koncentrują się na leczeniu wszelkich możliwych powikłań choroby otyłościowej, a nie leczeniu samej choroby otyłościowej”.

Pacjenci również zabrali głos. Katarzyna Głowińska mówiła: – „My należymy do tej niechcianej, nierozumianej grupy pacjentów. Przynajmniej tak było dotychczas i w końcu nawiązaliśmy dialog”. Podkreśliła, że wprowadzenie KOS-BAR do koszyka świadczeń to ogromny sukces – efekt wieloletnich starań i pierwszy realny krok w kierunku systemowej pomocy. Pacjenci liczą, że wdrożenie programu nastąpi możliwie jak najszybciej.

W trakcie posiedzenia przywołano poruszającą historię chorego ważącego 238 kg, który po krwotoku został wypisany ze szpitala bez rozpoznania otyłości, a transport medyczny odmówił jego przewozu. Ostatecznie pacjent został zabrany karetką… na podłodze. Jak powiedziała Głowińska: „Po to są te zespoły. Po to o tym rozmawiamy. Żeby takich sytuacji nie było”.

Eksperci podkreślali, że od momentu powstania pilotażu KOS-BAR nastąpił ogromny postęp w leczeniu otyłości. – „Mówię tu przede wszystkim o wprowadzeniu leków kontrolujących masę ciała, które są przełomem współczesnej medycyny” – mówił prof. Wyleżoł. Z tego względu zespół ds. leczenia przygotowuje nowy model programu, który zostanie przedstawiony Radzie ds. Zdrowia Publicznego.

Choć temat leczenia – operacyjnego i farmakologicznego – wybrzmiewał najgłośniej, posłowie i eksperci zwracali uwagę na brak informacji o działaniach profilaktycznych. – „Nie mamy żadnej informacji dotyczącej całej profilaktyki, abyśmy nie mieli kolejnych 9 milionów osób, które będziemy musieli leczyć w ramach KOS-BAR-u” – mówiła przewodnicząca Zespołu.

Ministerstwo Edukacji, Ministerstwo Zdrowia i środowiska eksperckie pracują m.in. nad opiniowaniem projektu rozporządzenia dotyczącego żywienia w szkołach. Wśród licznych uwag znalazły się m.in. krytyka obowiązku dwóch mięsnych dni w tygodniu, brak przepisów gwarantujących posiłki dla dzieci na dietach eliminacyjnych czy ryzyko dosłownej interpretacji przepisów przez kuchnie szkolne. Głos zabrały przedstawicielki organizacji społecznych – Fundacji Rodzice dla Klimatu i Green REV Institute. – „W polskich szkołach nadal pojawiają się kotleciki z mortadeli w panierce, gofry z bitą śmietaną na obiad, parówki w cieście. To jest rzecz, z którą naprawdę musimy coś pilnie zrobić” – mówiła Marzena Wichniarz. – „Brakuje wytycznych jakościowych. Paluszki rybne to główne danie rybne w szkołach” – dodała Daria Janowicz. NGOs-y apelowały o systemowe zmiany i debatę na temat jakości żywienia dzieci, wskazując na związki między talerzem a przyszłymi wydatkami zdrowotnymi państwa.

Jedną z kluczowych kwestii, które rozgrzały dyskusję, była refundacja leków na otyłość. – „Nasze zapisy do refundacji patrzą tylko na cukrzycę. Dlaczego tam nie ma otyłości?” – pytała prof. Anna Chybicka. Zwróciła uwagę, że nowoczesne leki inkretynowe (GLP-1) całkowicie zmieniły podejście do terapii. Jak mówiła, są one łatwiejsze do stosowania niż operacje bariatryczne, a ich efekty – zarówno metaboliczne, jak i behawioralne – są trudne do przecenienia. Pacjenci tracą na wadze, regulują apetyt, poprawia się ich aktywność i styl życia.

Prof. Wyleżoł przyznał, że leki te stanowią „największy przełom współczesnej medycyny”, jednak zaznaczył, że system ochrony zdrowia nie jest w stanie objąć farmakoterapią wszystkich 9 milionów pacjentów. Konieczne jest zdefiniowanie grupy docelowej, która najbardziej skorzysta z terapii i której leczenie będzie miało uzasadnienie kliniczne oraz ekonomiczne. – „Bez leków oczekujemy od pacjentów samowyleczenia – to nierealne” – dodał, powołując się na doświadczenia zespołu dietetyków ze Szpitala Czerniakowskiego.

Eksperci nie mają złudzeń – bez zdecydowanych działań profilaktycznych, lepszej edukacji żywieniowej, zmiany nawyków społecznych i uregulowania jakości żywienia w instytucjach publicznych, system będzie działał reaktywnie – gasząc pożary zamiast im zapobiegać. Przed zespołem ds. przeciwdziałania otyłości i całym systemem ochrony zdrowia stoi ogromne zadanie: nie tylko leczyć skutki, ale skutecznie zatrzymać spiralę, która prowadzi do kolejnych 9 milionów przypadków.

Materiał powstał na podstawie posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. zdrowego stylu życia oraz przeciwdziałania nadwadze i otyłości, które odbyło się 9 lipca 2025 r. o godz. 9:00. Tematem była informacja Ministerstwa Zdrowia o działaniach podjętych przez Zespół do spraw przeciwdziałania otyłości przy Radzie do spraw Zdrowia Publicznego.

Otyłość to nie tylko kwestia stylu życia – to przewlekła, złożona choroba, która wymaga profesjonalnego podejścia, interdyscyplinarnej terapii i wsparcia. Mimo rosnącej świadomości społecznej, wielu dorosłych pacjentów nadal nie wie, jak i gdzie rozpocząć leczenie. W obliczu narastającej skali problemu i jego konsekwencji zdrowotnych, konieczne jest przypomnienie, że każdy pacjent ma prawo do skutecznego i godnego leczenia choroby otyłościowej. Poniżej prezentujemy kluczowe informacje na temat dostępnych metod terapeutycznych oraz możliwości wsparcia.
Otyłość to nie tylko kwestia wyglądu, to złożona, przewlekła choroba, która – jak każda inna – wymaga dokładnej diagnozy, podjęcia kompleksowej terapii oraz współpracy z lekarzem i innymi specjalistami. Niestety, pomimo rosnącej świadomości społecznej, wielu dorosłych pacjentów wciąż nie wie, gdzie szukać pomocy. Brakuje spójnych informacji o tym, jak wygląda proces diagnostyczny i jakie są dostępne opcje terapeutyczne.

To właśnie pierwszy krok – rozmowa z lekarzem – może pomóc choremu osiągnąć cele terapeutyczne, poprawiające jego jakość życia. Leczenie choroby otyłościowej powinno być prowadzone pod nadzorem odpowiednich specjalistów – lekarza, ale też np. dietetyka i psychologa – którzy będą regularnie monitorować postępy pacjenta i dostosowują terapię do jego indywidualnych potrzeb.

Otyłość to jedno z największych wyzwań zdrowotnych XXI wieku

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) już w 2030 roku na otyłość chorować będzie aż 18% dorosłych na całym świecie, co stanowi ponad 1 miliard osób [1]. Problem ten jest także bardzo poważny w Polsce. Otyłość w Polsce dotyczy 9 milionów dorosłych [2] i blisko 12 mln Polaków w wieku 20 lat i więcej ma nadwagę (BMI w zakresie 25,0-29,99) [3]. Oznacza to, że ponad 20 milionów Polaków ma nadmierną masę ciała [4].

To niepokojące statystyki, zwłaszcza że choroba otyłościowa prowadzi do ponad 200 różnych powikłań takich jak m.in. cukrzyca typu 2, choroby układu oddechowego czy niektóre rodzaje nowotworów. Obecnie najczęstszym powikłaniem są choroby układu sercowo-naczyniowego [5]. Wg danych GUS to właśnie choroby układu krążenia są najczęstszą przyczyną śmierci Polaków i stanowią 36% wszystkich zgonów a wśród pacjentów z otyłością aż 70% umiera właśnie z ich powodu [6].

Leczenie otyłości to znacznie więcej niż tylko tylko dieta i aktywność fizyczna

Często możemy zauważyć, że osoby chorujące na otyłość próbują samodzielnie wprowadzać działania mające na celu redukcję masy ciała. Niestety, w wielu przypadkach te próby nie przynoszą trwałych efektów lub okazują się nieskuteczne. Wynika to faktu, że otyłość – jako choroba przewlekła – wymaga diagnostyki i kompleksowego leczenia opartego na dowodach naukowych. To oznacza, że postępowanie terapeutyczne powinno opierać się na wynikach rzetelnych badań klinicznych, które jednoznacznie potwierdziły korzyści danej metody leczenia, takie jak poprawa stanu zdrowia i przebiegu chorób współistniejących z otyłością lub zapobieganie ich rozwojowi [7]. Redukcja masy ciała u chorych na otyłość spowodowana zmianą nawyków nie przekracza zwykle 3-5% wyjściowej masy ciała. Chociaż taka zmiana przekłada się na poprawę stanu zdrowia, jest niewystarczająca do osiągnięcia prawidłowej masy ciała i zminimalizowania negatywnych skutków otyłości [8].

Dlatego efektywne leczenie powikłanej nadwagi i otyłości powinno być kompleksowe i oparte na na 4 kluczowych elementach: zmianie nawyków żywieniowych, aktywności fizycznej, terapii behawioralnej, jeżeli tak zaleci lekarz, to farmakoterapii (leczenia za pomocą leków, które mają na celu poprawę zdrowia) i/lub, w uzasadnionych przypadkach, operacji bariatrycznej [9].

Najważniejszym celem leczenia chorych na otyłość nie jest jedynie redukcja masy ciała czy osiągnięcie określonego BMI, a przede wszystkim ochrona przed rozwojem powikłań związanych z nadmiarem tkanki tłuszczowej (powikłań otyłości), a w przypadku ich wystąpienia – złagodzenie ich przebiegu, poprawa stanu zdrowia, a nawet remisja.

Decydując się na farmakologiczne leczenie otyłości, pierwszym krokiem jest ocena stanu zdrowia pacjenta przez lekarza oraz wybór terapii, która będzie sprzyjać poprawie ogólnego stanu zdrowia, np. w kontekście rozpoznanych zaburzeń metabolicznych, redukcji czynników ryzyka sercowo-naczyniowego czy zmniejszenia ryzyka chorób wątroby.

Sukces terapii zależy nie tylko od pracy lekarzy, ale także od postawy samego pacjenta i jego gotowości do aktywnej współpracy.

Wielu chorych na otyłość wciąż waha się przed umówieniem wizyty u lekarza. Warto jednak pamiętać, że w przypadku choroby otyłościowej czas ma ogromne znaczenie, ponieważ szybkie wdrożenie odpowiednich działań daje większą szansę na uniknięcie powikłań. Pierwszym krokiem zazwyczaj jest rozmowa z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). To on może skierować pacjenta dalej, na przykład do poradni leczenia otyłości lub specjalistów. Podczas pierwszej wizyty lekarz może przeprowadzić szczegółowy wywiad, zlecić niezbędne badania i zaproponować pierwsze kroki terapeutyczne dostosowane do sytuacji danego pacjenta.

Ważnym elementem procesu leczenia jest otwarta i szczera rozmowa z lekarzem. Pamiętaj, że każdy i każda z nas ma prawo rozmawiać z lekarzem o swojej masie ciała i związanych z nią problemach. Chory powinien powiedzieć o swoich codziennych nawykach, trudnościach i emocjach – to pozwoli wspólnie wypracować realny i skuteczny plan działania. Przed wizytą warto także przygotować listę pytań oraz spisać dotychczasowe próby leczenia i nawyki żywieniowe. Nie należy obawiać się rozmowy o swoim stanie zdrowia ani unikać jej w obawie przed oceną. Lekarz jest specjalistą, którego rolą jest nie oceniać, lecz pomagać.

Karta Praw Chorego na Otyłość

Choroba otyłościowa wciąż wiąże się z wieloma stereotypami, stygmatyzacją i brakiem zrozumienia ze strony społeczeństwa. W trosce o dobro pacjentów powstała Karta Praw Chorego na Otyłość – dokument opracowany na podstawie obowiązujących przepisów prawa oraz Deklaracji Praw Pacjenta Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

Karta ta przypomina, że każda osoba z chorobą otyłościową ma prawo do szacunku i godności, dostępu do rzetelnej i zrozumiałej informacji o możliwościach leczenia, do profesjonalnej opieki specjalistycznej oraz terapii wolnej od oceniania i stygmatyzacji. Dokument ten stanowi ważne wsparcie dla pacjentów, podkreślając, że otyłość jest chorobą wymagającą odpowiedniego traktowania – tak jak każda inna przewlekła jednostka chorobowa.

Edukacja na temat otyłości

Jednym z najważniejszych wyzwań w zrozumieniu choroby otyłościowej jest nie tylko dostępność kompleksowego leczenia, ale także brak wiedzy i świadomości na temat tego, czym właściwie jest ta choroba i jakie są jej konsekwencje. Dlatego niezwykle istotna jest szeroko zakrojona edukacja – skierowana zarówno do pacjentów, lekarzy, jak i całego społeczeństwa. Źródłem przydatnych informacji na temat otyłości, jej wpływu na zdrowie jest kampania edukacyjna „Porozmawiajmy szczerze o otyłości”, której organizatorem jest firma Novo Nordisk. Na stronie kampanii można znaleźć wiele praktycznych wskazówek: jak przygotować się do wizyty u lekarza, jakie pytania warto zadać podczas konsultacji czy artykuły pryzgotowane we współpracy z ekspertami. Dodatkowo, na stronie zamieszczono mapę i listę ośrodków, które deklarują, że posiadają wiedzę i doświadczenie w leczeniu otyłości, co może znacząco ułatwić chorym dostęp do potrzebnej pomocy.

Otyłość to poważna, przewlekła choroba, która – odpowiednio rozpoznana i leczona – może być skutecznie kontrolowana. Współczesna medycyna oferuje szeroki wachlarz narzędzi diagnostycznych i terapeutycznych, a każdy pacjent ma prawo do profesjonalnej opieki wolnej od oceniania i stygmatyzacji. Rozmowa z lekarzem, dostęp do rzetelnej informacji oraz kompleksowe leczenie to kluczowe kroki na drodze do poprawy zdrowia i jakości życia. Pamiętajmy – leczenie otyłości to nie kwestia estetyki, lecz zdrowia i godności pacjenta.

Materiał powstał w ramach kampanii „Porozmawiajmy szczerze o otyłości”, której celem jest podniesienie świadomości na temat choroby otyłościowej. Organizatorem kampanii jest firma Novo Nordisk Pharma sp. z o. o. (PL25PA00031).

[1] https://www.who.int/news-room/facts-in-pictures/detail/6-facts-on-obesity 

[2] Raport Naczelnej Izby Kontroli „Profilaktyka i leczenie otyłości u osób dorosłych”, 2023
[3] Oszacowanie na podstawie danych Głównego Urzędu Statystycznego: Odsetek osób w wieku powyżej 15 lat według indeksu masy ciała (BMI) [opublikowano 29.06.2020] oraz Rocznik Demograficzny 2024 [opublikowano 26.11.2024].
[4] GUS/Ludność. Stan i struktura oraz ruch naturalny wprzekroju terytorialnym w 2024, stan na 30 czerwca 2024.
[5] Raport Otyłość. Skala zjawiska i konsekwencje, IZWOZ, 2024, s.12. Zalecenia kliniczne dotyczące postępowania u chorych na otyłość 2024. Stanowisko PTLO, s.21
[6] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/ludnosc/statystyka-przyczyn-zgonow/umieralnosc-i-zgony-wedlug-przyczyn-w-2020-roku,10,1.html 
[7] Zalecenia kliniczne dotyczące postępowania u chorych na otyłość 2024. Stanowisko PTLO, s. 44
[8] Zalecenia kliniczne dotyczące postępowania u chorych na otyłość 2024. Stanowisko PTLO, s. 49
[9] Zalecenia kliniczne dotyczące postępowania u chorych na otyłość 2024. Stanowisko PTLO, s. 46
Źródło informacji: Novo Nordisk Pharma
 
Źródło informacji: Novo Nordisk Pharma
Ponad 140 tysięcy zgonów rocznie, 1,4 miliona chorych, dramatyczne tempo wzrostu zachorowań – niewydolność serca to dziś jedno z największych wyzwań zdrowotnych w Polsce. – Niewydolność serca nadal zabija – rozpoczęła swoje wystąpienie prof. Agnieszka Pawlak, przewodnicząca Asocjacji Niewydolności Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Jak podkreśliła, co roku umiera ponad 140 tysięcy chorych z niewydolnością serca, pomimo ogromnego postępu w medycynie oraz dostępnych, skutecznych terapii. Dlaczego?
Wśród najpoważniejszych barier w poprawie rokowań pacjentów, prof. Pawlak wskazała problem tzw. inercji terapeutycznej – czyli sytuacji, w której skuteczne leczenie jest dostępne, ale nie jest wdrażane w praktyce klinicznej na szeroką skalę. – To są dramatyczne dane. Ta choroba zbiera żniwo, mimo że mamy narzędzia, by jej skutecznie przeciwdziałać – podkreśliła.
 
Aktualne statystyki nie pozostawiają złudzeń
 
Skala niewydolności serca w Polsce rośnie w tempie, które trudno ignorować. Jak poinformował Filip Urbański, Dyrektor Departamentu Analiz, Monitorowania Jakości i Optymalizacji Świadczeń Narodowego Funduszu Zdrowia, w 2024 roku liczba pacjentów, którym udzielono świadczeń z tytułu niewydolności serca, osiągnęła rekordowe 660 tysięcy – to aż 5% więcej niż średnie wartości sprzed pandemii. Łącznie w systemie figuruje już ponad 1,4 miliona osób z tym rozpoznaniem.
 
Tylko w 2024 roku udzielono niemal 2 miliony świadczeń, a koszt ich refundacji sięgnął 3,6 miliarda złotych – czterokrotnie więcej niż dekadę wcześniej. Choć najwięcej pacjentów trafiło do podstawowej opieki zdrowotnej (419 tys.), to leczenie szpitalne pochłonęło największe środki: aż 3,2 miliarda złotych, pomimo iż dotyczyło o wiele mniejszą grupę chorych (232 tys.).
 
W strukturze wiekowej przeważają osoby starsze – 90% kobiet i 75% mężczyzn z NS to pacjenci powyżej 65. roku życia – ale aż co piąty chory ma mniej niż 65 lat. Dodatkowo, statystyki pokazują znaczne różnice regionalne – wskaźnik liczby pacjentów z niewydolnością serca na tysiąc mieszkańców jest niemal dwukrotnie wyższy w województwach łódzkim i świętokrzyskim niż w pomorskim czy dolnośląskim. – To dane, które dosłownie odbierają dech. Jeszcze bardziej dramatyczne niż sądziliśmy – skomentowała prof. Agnieszka Pawlak, podkreślając, że powinny być one silnym sygnałem alarmowym dla całego systemu ochrony zdrowia.
 
W równie niepokojącym świetle niewydolność serca rysuje się w statystykach Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Choć w całej grupie chorób układu krążenia obserwuje się spadek liczby przyznawanych rent i liczby dni absencji chorobowej, to niewydolność serca stanowi wyjątek – liczba dni niezdolności do pracy z tego powodu wzrosła do 755 tysięcy w 2023 roku (z 700 tys. dwa lata wcześniej). Równocześnie rośnie też liczba pacjentów z orzeczeniem o niezdolności do pracy z powodu niewydolności serca.
 
Jak zaznaczył dr Piotr Winciunas, naczelny lekarz ZUS, Zakład wypłacił w ubiegłym roku niemal 50 miliardów złotych z tytułu świadczeń związanych z niezdolnością do pracy. I choć udział chorób układu krążenia w tych wydatkach ogółem maleje, to w przypadku niewydolności serca – przeciwnie – zauważalnie rośnie. – Skuteczna opieka to nie tylko kwestia zdrowia, ale też realne oszczędności dla systemu. Im lepsze leczenie i rehabilitacja, tym większa szansa, że pacjent nie wypadnie z rynku pracy – zaznaczył Winciunas, podkreślając też znaczenie prewencji rentowej, dzięki której część pacjentów może wrócić do aktywności zawodowej.
 
Narastające obciążenie systemu ochrony zdrowia i ubezpieczeń społecznych pokazuje jedno: niewydolność serca to nie tylko problem medyczny, ale coraz bardziej – ekonomiczny i społeczny.
 
Niewydolność serca jest konsekwencją większości chorób kardiologicznych. Prędzej czy później nieodpowiednio leczona choroba, np. zawał, wada zastawkowa, wada wrodzona, czy kardiomiopatia prowadzi do niewydolności serca. W związku z czym to ten obszar to absolutny priorytet dla Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego i dla kardiologii. – podkreślił prof. Marek Gierlotka, Prezes elekt Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, kierownik uniwersyteckiej Kliniki i Oddziału Kardiologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Opolu.
 
Hospitalizacja to nie wszystko. Czas na nowy model opieki
 
Polska od lat znajduje się w czołówce krajów OECD pod względem liczby hospitalizacji z powodu niewydolności serca – mimo coraz lepszych możliwości terapeutycznych. Jak podkreślała senator dr Agnieszka Gorgoń-Komor, problemem jest nie tylko skala zachorowań, ale przede wszystkim organizacja systemu, który nie oferuje skutecznych alternatyw dla leczenia szpitalnego. – Na ponad milion pacjentów z niewydolnością serca wciąż zbyt wielu trafia do szpitala, zamiast być odpowiednio monitorowanymi i skutecznie leczonymi wcześniej – wskazywała.
 
Obecnie w piramidzie świadczeń, najdroższa i najbardziej obciążająca forma leczenia – hospitalizacja – zbyt często staje się pierwszym, a nie ostatnim etapem opieki. – Czas to odwrócić i zacząć działać wcześniej – zanim dojdzie do zaostrzenia choroby. – podkreślała Senator Gorgoń-Komor
 
Narastająca liczba hospitalizacji pokazuje, że obecny system opieki nad pacjentem z niewydolnością serca nie odpowiada na wyzwania XXI wieku. Potrzeba zmiany paradygmatu – od leczenia epizodów do długofalowej, koordynowanej opieki. Temu właśnie ma służyć Krajowa Sieć Kardiologiczna.
 
Krajowa Sieć Kardiologiczna – nadzieja na uporządkowanie opieki
 
Wobec narastającej skali niewydolności serca i innych chorób układu krążenia, Ministerstwo Zdrowia przygotowuje pakiet zmian, których trzonem ma być Krajowa Sieć Kardiologiczna – systemowe rozwiązanie porządkujące ścieżkę opieki nad pacjentami z chorobami układu krążenia. Jak wskazywał dyrektor Departamentu Opieki Koordynowanej resortu zdrowia Konrad Korbiński, sieć ta ma stanowić konkretną odpowiedź na największe wyzwanie współczesnej kardiologii – i uporządkować opiekę w sposób, który zapewni pacjentom ciągłość, przewidywalność i realne wsparcie na każdym etapie leczenia.
 
Założenia projektu obejmują stworzenie trzystopniowej struktury – od poradni i szpitali prowadzących podstawową diagnostykę, przez placówki z pełnym profilem kardiologicznym, aż po ośrodki wysokospecjalistyczne z dostępem do kardiochirurgii. Taka siatka ma zapewnić równy dostęp do opieki we wszystkich województwach – bez względu na kod pocztowy pacjenta. – To nie będzie kardiologia dwóch prędkości. Tworzymy jednolity system, obejmujący całą Polskę – zapewniał Dyrektor Korbiński.
 
Sieć ma działać według modelu koordynowanej ścieżki pacjenta, w którym różne poziomy opieki – od POZ po leczenie szpitalne – będą połączone w spójną strukturę z jasno określonymi standardami i zadaniami. Kluczową rolę odegrają tu koordynatorzy opieki kardiologicznej, inspirowani rozwiązaniami z Krajowej Sieci Onkologicznej. – Koordynacja to klucz do sukcesu. Dziś zbyt często pacjent po prostu znika z pola widzenia systemu. Potrzebujemy narzędzi, które pozwolą go śledzić i prowadzić przez cały proces leczenia – podkreślał Konrad Korbiński.
 
Jednym z takich narzędzi ma być elektroniczna karta opieki kardiologicznej – zintegrowany rejestr, który umożliwi lekarzom dostęp do aktualnych danych o pacjencie niezależnie od miejsca, w którym jest leczony. To ma wyeliminować fragmentaryczność opieki i zapewnić jej rzeczywistą ciągłość. Choć rozwiązanie może nie wydawać się przełomowe na pierwszy rzut oka – jak zauważył Korbiński – to właśnie spójność i dostępność danych może przesądzić o skuteczności leczenia.
 
Nie mniej istotnym elementem będą też nowe ścieżki i standardy postępowania – szczególnie na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej. To tam, po zakończeniu leczenia specjalistycznego, trafia większość pacjentów. – Problem nie leży w braku możliwości leczenia, ale w tym, co dzieje się z pacjentem po wypisie ze szpitala. Standardy muszą jasno wyznaczyć, co lekarz POZ powinien robić – jakie badania zlecać, jak monitorować stan chorego, jak reagować na pogorszenie objawów – mówił Dyrektor.
 
Choć koordynatorzy nie będą przypisani do konkretnej jednostki chorobowej, niewydolność serca ma być jednym z głównych obszarów ich działania. – To właśnie wokół tej jednostki powinna się ogniskować uwaga koordynatorów. Obecnie przygotowujemy programy szkoleń, a niewydolność serca będzie w nich zajmowała bardzo ważne miejsce – zapewnił Korbiński.
 
Jak podkreślono w trakcie debaty, wdrożenie Krajowej Sieci Kardiologicznej ma nie tylko usprawnić przepływ informacji i poprawić organizację systemu, ale przede wszystkim – przełożyć się na losy konkretnych pacjentów. To projekt, który ma szansę stać się nie tylko ramą administracyjną, ale realną ścieżką poprawy jakości życia osób z chorobami serca.
 
– Krajowa Sieć Kardiologiczna będzie podstawą dla dalszej koordynacji opieki. Niezwykle istotne jest także, aby promować rozwój ośrodków jednego dnia oraz specjalistycznych ośrodków niewydolności serca. – wskazał prof. Marek Gierlotka.
 
Ścieżka pacjenta z niewydolnością serca – edukacja, stabilność i skuteczna terapia
 
Głos pacjentów, reprezentowany przez dr hab. Martę Kałużną-Oleksy – prezeskę Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pacjentów z Niewydolnością Serca i jednocześnie praktykującą kardiolożkę – wniósł do debaty niezwykle istotną perspektywę. Jak zauważyła, jednym z największych wyzwań w codziennej opiece nad pacjentami z NS jest nie tyle leczenie zaostrzeń, ile utrzymanie stabilności klinicznej chorego, zanim do zaostrzenia w ogóle dojdzie. – Każda hospitalizacja związana z zaostrzeniem niewydolności serca skraca życie pacjenta. Jeżeli pacjent miał cztery takie hospitalizacje, jego mediana przeżycia spada do poniżej roku. Rokowanie w niewydolności serca jest dziś gorsze niż w większości nowotworów, trzeba mieć tego świadomość – podkreśliła.
 
Zdaniem dr hab. Kałużnej-Oleksy, kluczowym elementem poprawy sytuacji jest edukacja – nie tylko ogólnospołeczna, ale przede wszystkim skierowana do samych pacjentów. Chodzi o to, by potrafili rozpoznawać pierwsze objawy dekompensacji i reagować na nie zanim dojdzie do konieczności hospitalizacji. To właśnie wczesna interwencja – ambulatoryjna, w kontakcie z lekarzem rodzinnym lub kardiologiem – może uratować życie i ograniczyć pogorszenie stanu zdrowia.
 
Drugim filarem, o którym mówiła, jest farmakoterapia oparta na aktualnych wytycznych, dostosowana do typu niewydolności serca i rzeczywiście stosowana przez pacjenta. – Niezależnie od typu niewydolności serca, podstawą leczenia jest terapia modyfikująca przebieg choroby. Dla chorych z obniżoną frakcją wyrzutową to cztery grupy leków: beta-blokery, ACE inhibitory lub ARNI, antagoniści receptora mineralokortykoidowego oraz flozyny. Dla pacjentów z frakcją zachowaną lub łagodnie obniżoną – jedyną skuteczną grupą są flozyny, takie jak dapagliflozyna czy empagliflozyna – tłumaczyła. Bez wdrożenia i utrzymania tej terapii trudno mówić o długofalowej stabilizacji, a doraźne działania podczas hospitalizacji – choć potrzebne – nie rozwiązują problemu. Obecnie nowoczesna terapia dla pacjentów z zachowaną frakcją wyrzutową nie została jeszcze zrefundowana przez Ministerstwo Zdrowia.
 
Skuteczność leczenia zależy jednak nie tylko od dostępności leków, ale także od sposobu prowadzenia pacjenta. Jak podkreśliła prof. Agnieszka Pawlak, kluczowe jest konsekwentne stosowanie się do zaleceń terapeutycznych. – Musimy mówić pacjentowi nie tylko o objawach, ale też o terapii. Kontynuacja leczenia, które wiemy, że poprawia rokowanie, to kluczowy element skutecznej opieki nad pacjentem z niewydolnością serca – podkreślała. O sukcesie leczenia decyduje też jakość rozmowy w gabinecie – zrozumiałej, partnerskiej, budującej zaufanie.
 
Edukacja była jednym z najczęściej powtarzających się wątków debaty – zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i systemowym. Choć formalnie pacjenci mogą korzystać z wizyt edukacyjnych w POZ, w praktyce te narzędzia są wciąż niedostatecznie wykorzystywane. – System nie korzysta z ich potencjału, a mogłyby realnie zwiększyć świadomość pacjentów i poprawić rokowania – zauważyła prof. Pawlak.
 
Z perspektywy Ministerstwa Zdrowia istotnym kierunkiem działań ma być wzmocnienie roli POZ w profilaktyce i wczesnej interwencji. – Ponad 20 milionów wizyt rocznie odbywa się u lekarzy POZ. To idealny moment, aby ocenić ryzyko, zaplanować monitorowanie i przeciwdziałać zaostrzeniom choroby. System musi aktywnie utrzymywać pacjenta w możliwie dobrym zdrowiu – mówił Konrad Korbiński. Dodał również, że skuteczna opieka nad pacjentem z niewydolnością serca wymaga „follow-upu” – czyli realnej kontynuacji leczenia i monitorowania po zakończeniu hospitalizacji.
 
To właśnie POZ – jak podkreśliła dr Joanna Szeląg – powinien być podstawą długofalowej opieki nad pacjentem z niewydolnością serca. – Pacjent powinien mieć opiekę blisko siebie – w miejscu zamieszkania. A POZ ma dziś narzędzia, by objąć go nie tylko kontrolą medyczną, ale też edukacją, dostępem do kardiologa, poradą dietetyczną, szczepieniami – mówiła.
 
Efektywność edukacji zależy także od spójności przekazu. – Polacy ufają specjalistom. Jeśli pacjent usłyszy to samo od kardiologa i od lekarza rodzinnego, zrozumie wagę problemu i szybciej zastosuje się do zaleceń – zauważył prof. Marek Gierlotka. Dr Szeląg przypomniała, że Polskie Towarzystwo Medycyny Rodzinnej już opracowało standardy porad edukacyjnych w ramach ścieżki kardiologicznej – ale ich skuteczność zależy od współpracy całego systemu.
 
Filip Urbański z Narodowego Funduszu Zdrowia zapowiedział, że zmiany są już w toku – NFZ pracuje nad nowym podejściem do finansowania świadczeń w oparciu o specyfikę niewydolności serca i wielochorobowości. Planowane są produkty rozliczeniowe dopasowane do długości terapii, typu zastosowanego leczenia oraz rodzaju opieki – tak, by system wspierał nie tylko efektywność, ale też elastyczność.
 
Wszystko to – jak podkreślali eksperci – nie będzie skuteczne bez wspólnego działania. Prowadzący debatę Marek Kustosz, prezes Fundacji TO SIĘ LECZY, zakończył spotkanie prostym, ale istotnym przesłaniem: – Niewydolność serca nie poczeka. Ale jeśli działać wspólnie, mądrze i systemowo – można jej stawić czoła.
 
Pełna relacja z debaty „Kardiologia – Wspólna Sprawa