Medicalpress
Badanie PET/CT nie powinno być traktowane jako badanie „na wszelki wypadek”, tylko jako narzędzie do stosowania w jasno określonych sytuacjach klinicznych. Jeżeli wskazania są dobrze zdefiniowane, a lekarze właściwie kwalifikują chorych, to to badanie poprawia efektywność całego procesu leczenia, a nie tylko generuje koszt. Innymi słowy: powinniśmy pytać nie o to, czy państwo stać na PET/CT, tylko czy stać nas na diagnostykę zbyt późną albo zbyt mało precyzyjną. W wielu przypadkach lepsza diagnostyka na początku całego procesu diagnostyczno-terapeutycznego pozwala uniknąć dużo wyższych kosztów i obciążeń później – mówi prof. Jolanta Kunikowska, kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM.
 
Pani Profesor, w styczniu 2026 roku rozszerzono wskazania do badań PET/CT. Jak klinicyści oceniają tę zmianę?

Wszyscy – zarówno medycy nuklearni, jak i onkolodzy oraz endokrynolodzy, oceniamy tę zmianę bardzo pozytywnie. Był to długo oczekiwany krok, ponieważ wcześniejsza lista wskazań do badań PET/CT była oparta o badania sprzed kilkunastu lat. Od tego czasu pojawiły się nowe radiofarmaceutyki i wyniki badań potwierdzające przydatność PET/CT w wielu nowych zastosowaniach. Bez przesady można stwierdzić, że zaktualizowane wskazania przybliżają Polskę do standardów europejskich i pozwalają lepiej wykorzystać PET/CT tam, gdzie rzeczywiście wpływa ono na decyzje terapeutyczne.

Jakie to obszary terapeutyczne?

Przykładem jest zastosowanie badania PET-PSMA w raku prostaty czy badanie receptorów somatostatynowych w technice PET w guzach neuroendokrynnych. Badania z fludeoksyglukozą ([18F]FDG) zostały rozszerzone o raka szyjki macicy, raka endometrium i zespoły paranowotworowe u chorych z zaburzeniami neurologicznymi. Bardzo istotne jest rozszerzenie wskazań o badania nieonkologiczne, to jest zastosowanie badania PET z fluorocholiną ([18F]F-choliną) w nadczynności przytarczyc i badania z fludeoksyglukozą ([18F]FDG) w diagnostyce zmian zapalnych: infekcyjnego zapalenia wsierdzia zastawki protetycznej, natywnej lub związanego z urządzeniami wszczepialnymi oraz zapalenia ściany dużych naczyń krwionośnych, w podejrzeniu choroby Takayasu lub olbrzymiokomórkowego zapalenia tętnic.

Czy obecnie wskazania do badań PET-CT są zgodne z wytycznymi i zaleceniami międzynarodowych towarzystw naukowych czy też coś jeszcze wymaga zmiany?

Obecne rozszerzenie zbliża polskie wskazania do aktualnych wytycznych międzynarodowych, ale pewne obszary wciąż jeszcze wymagają aktualizacji. W raku prostaty szczególne znaczenie ma objęcie wskazań związanych z PSMA PET/CT, ponieważ wytyczne Europejskiego Towarzystwa Urologicznego już od kilku lat traktują tę metodę jako standard – zarówno w określeniu stopnia zaawansowania, poszukiwaniu wznowy biochemicznej, jak i kwalifikacji do terapii radioligandowej.

Również już od wielu lat w wytycznych Europejskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej uwzględnione jest badanie z fludeoksyglukozą ([18F]FDG) PET/CT w raku szyjki macicy. Jest to badanie służące poszukiwaniu zmian poza miednicą, a więc bardzo istotne z punktu widzenia planowania dalszego leczenia.

Europejskie Towarzystwo Nowotworów Neuroendokrynnych traktuje badanie receptorów somatostatynowych w technice PET/CT jako kluczowe – zarówno w diagnostyce guzów neuroendokrynnych, jak i kwalifikacji oraz ocenie odpowiedzi na leczenie.

Również rola badania z fludeoksyglukozą [18F]FDG PET/CT w zakażeniach i zapaleniach jest ugruntowana, czego przykładem są wytyczne Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego dotyczące infekcyjnego zapalenia wsierdzia oraz wspólne rekomendacje Europejskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej (EANM) oraz Amerykańskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej (SNMMI) dla zapalenia dużych naczyń.

Reasumując, tegoroczna aktualizacja wskazań do badań PET/CT to nie koniec potrzebnego procesu dostosowywania regulacji do aktualnej wiedzy medycznej. Wskazania do badań PET/CT powinny być aktualizowane regularnie co dwa-trzy lata.

Jakie grupy pacjentów powinny być uwzględnione w kolejnym rozszerzeniu?

Zdecydowanie brakuje refundacji badania PET z fluorotyrozyną w guzach mózgu. Badanie to jest zalecane w kryteriach RANO (ang. Response Assessment for Neuro-Oncology) do oceny wznowy (wiadomo, że badanie z fludeoksyglukozą [18F]FDG PET/CT ma swoje ograniczenia ze względu na gromadzenie fizjologiczne rafiofarmaceutyku). Obecnie badanie to zostało wprowadzone, ale jedynie jako badanie PET/MR u dzieci, a glejaki to pierwotne nowotwory mózgu dorosłych. Ważne jest stwierdzenie, czy mamy do czynienia z progresją, czy tylko ze zmianami, na przykład po radioterapii. Od tego zależy dalsze postępowanie.

Inny przykład?

Równie ważne jest rozszerzanie wskazań nieonkologicznych, ponieważ w takich sytuacjach, jak zakażenia protez naczyniowych czy gorączka o nieustalonej etiologii, badanie to często pozwala szybko zlokalizować ognisko procesu zapalnego, co bywa niemożliwe przy użyciu standardowych metod obrazowania. Dzięki wysokiej czułości badanie [18F]FDG PET/CT skraca proces diagnostyczny i umożliwia wcześniejsze wdrożenie celowanego leczenia. W efekcie przekłada się to na lepsze rokowanie pacjentów oraz bardziej efektywne wykorzystanie zasobów systemu ochrony zdrowia.

Wspomina się także o neurologii?

Tak. Badanie PET z użyciem znaczników opartych na beta-amyloidzie umożliwia nieinwazyjną ocenę odkładania się blaszek amyloidowych w mózgu, co jest jednym z kluczowych markerów choroby Alzheimera. Ma szczególne znaczenie w różnicowaniu przyczyn otępienia oraz w identyfikacji pacjentów we wczesnych stadiach choroby, także przed pojawieniem się pełnoobjawowego obrazu klinicznego. Badanie to jest konieczne do zastosowania terapii ukierunkowanych na amyloid.

Czy rozszerzenie wskazań o wymienione obszary nie będzie zbyt dużym obciążeniem dla płatnika publicznego?

W krótkiej perspektywie rozszerzenie wskazań oznacza oczywiście wzrost wydatków na diagnostykę, ponieważ więcej pacjentów będzie kwalifikowanych do badań PET/CT. Jednak patrzenie wyłącznie na koszt jednego badania jest zbyt uproszczone. Istotne jest to, czy badanie pozwala uniknąć innych, znacznie wyższych kosztów: źle dobranego leczenia, niepotrzebnych operacji, opóźnionej terapii, hospitalizacji, powikłań czy długotrwałej niezdolności do pracy.

Badanie PET/CT nie powinno być traktowane jako badanie „na wszelki wypadek”, tylko jako narzędzie do stosowania w jasno określonych sytuacjach klinicznych. Jeżeli wskazania są dobrze zdefiniowane, a lekarze właściwie kwalifikują chorych, to to badanie poprawia efektywność całego procesu leczenia, a nie tylko generuje koszt. Innymi słowy: powinniśmy pytać nie o to, czy państwo stać na PET/CT, tylko czy stać nas na diagnostykę zbyt późną albo zbyt mało precyzyjną. W wielu przypadkach lepsza diagnostyka na początku całego procesu diagnostyczno-terapeutycznego pozwala uniknąć dużo wyższych kosztów i obciążeń później.

Źródło: inf pras

Prezentujemy pierwsze w Polsce wyniki analizy farmakoekonomicznej dotyczącej kamizelki defibrylującej (WCD). To przełomowe opracowanie pokazuje, że technologia, która już wcześniej dowiodła swojej skuteczności klinicznej, jest także opłacalna z punktu widzenia systemu ochrony zdrowia. Wnioski płynące z badania mogą mieć kluczowe znaczenie dla decyzji refundacyjnych i przyszłości leczenia pacjentów zagrożonych nagłym zgonem sercowym.

Kilka lat doświadczeń z kamizelką defibrylującą (ang. wearable cardioverterdefibrillator, WCD) w Polsce podsumowano w pierwszym polskim obserwacyjnym badaniu rejestrowym oraz w pierwszej polskiej analizie farmakoekonomicznej WCD, opracowanych w 2025 roku. Wnioski? Kamizelka defibrylująca to rozwiązanie efektywne zarówno klinicznie, jak i kosztowo.

Komentarz eksperta 
Prof. Przemysław Mitkowski
Kierownik Pracowni Elektroterapii Serca w Szpitalu Klinicznym Przemienienia Pańskiego w Poznaniu
Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego w latach 2021-2023

Efektywność kliniczna i kosztowa

Na podstawie danych z pierwszego polskiego rejestru kamizelki defibrylującej wiemy, że technologia ta dowiodła swojej skuteczności i bezpieczeństwa a polscy pacjenci wykazują się wysokim zdyscyplinowaniem w stosowaniu tej formy zabezpieczenia przed nagłym zgonem sercowym (NZS). Pojawiło się jednak nowe pytanie: czy to rozwiązanie jest kosztowo efektywną formą zabezpieczenia pacjentów przed NZS? Czy koszt uratowania jednego życia, koszt skrócenia hospitalizacji i inne koszty pośrednie związane z zastosowaniem kamizelki defibrylującej w porównaniu do terapii standardowej mieszczą się w ramach akceptowalnych z punktu widzenia płatnika publicznego? W tym celu podjęto pracę nad przygotowaniem pierwszej w Polsce analizy farmakoekonomicznej dotyczącej kamizelki defibrylującej.

WCD efektywna kosztowo

Przeprowadzona analiza wykazała jednoznacznie, że kamizelka defibrylująca jest rozwiązaniem kosztowo efektywnym[2]. Terapia ta okazała się tańsza niż inne standardowe formy terapii, które są akceptowalne i powszechnie stosowane. W przeprowadzonej analizie farmakoekonomicznej bazowano na danych z badania VEST[3], które zostały odniesione do polskich realiów, między innymi z uwzględnieniem danych z pierwszego rejestru dotyczącego zastosowania kamizelki defibrylującej w warunkach klinicznych w Polsce. Ocenie poddawano terapie stosowane u pacjentów po przebytym zawale serca, z frakcją wyrzutową lewej komory serca (LVEF) poniżej 35%, zagrożonych nagłym zgonem sercowym. Jedna grupa była poddana standardowej terapii, z hospitalizacją w prewencji NZS i uwzględnieniem możliwości użycia defibrylatora zewnętrznego, dostępnego w domu pacjenta i/lub miejscach publicznych (autorzy zaznaczyli przy tym, że możliwość ta jest jednak tylko potencjalna, biorąc pod uwagę ograniczoną dostępność defibrylatorów zewnętrznych w przestrzeni publicznej w Polsce). Druga grupa pacjentów była zabezpieczona kamizelką defibrylującą i wypisana ze szpitala z optymalną terapią farmakologiczną.

Oszczędności dla systemu opieki zdrowotnej

Istotne, że populacja pacjentów – kandydatów do zabezpieczenia przy użyciu kamizelki defibrylującej – jest dobrze zdefiniowana. Wydatki związane z zastosowaniem nowej technologii nie tylko wiążą się z zaoferowaniem chorym nowego standardu opieki (w piśmiennictwie podkreśla się, że wielu pacjentów po przebytym zawale serca w miarę upływającego czasu optymalnej terapii odnotowuje stopniowy wzrost frakcji wyrzutowej lewej komory serca i poprawę stanu ogólnego, co powoduje, że przestają być oni kandydatami do implantacji układu na stałe). Możliwość czasowego i nieinwazyjnego zabezpieczenia chroni tych chorych przed niepotrzebnym wszczepieniem układu na stałe. Dodatkowo, takie rozwiązanie jest przewidywalne i, jak wykazano, efektywne w ujęciu całego procesu diagnostyczno-terapeutycznego.

Chociaż okazało się, że w ujęciu bezpośrednim koszt terapii z wykorzystaniem kamizelki defibrylującej jest o 51 tys. złotych wyższy od kosztu terapii standardowej, to osiąga się oszczędności związane z brakiem jednej z najbardziej kosztochłonnych form opieki, czyli hospitalizacji, oraz, co nie mniej istotne, w przypadku kamizelki defibrylującej osiąga się wyższy wskaźnik quality-adjusted life year (QALY; czyli inaczej lata życia skorygowane o jakość – wskaźnik ten służy do pomiaru skuteczności różnych rodzajów interwencji medycznych w wydłużaniu i/lub poprawianiu jakości życia pacjentów). Zyski zdrowotne wyniosły około 0,5 roku życia i 0,4 roku z uwzględnieniem jakości życia pacjentów (inaczej QALY). Inkrementalny współczynnik użyteczności kosztowej (ang. incremental cost-utility ratio, ICUR) kształtował się na poziomie około 40% poniżej progu efektywności kosztowej w Polsce: 132 tys. zł/QALY dla terapii przy użyciu kamizelki, w porównaniu do oficjalnej wartości progowej wynoszącej, według danych na listopad 2024 r., ponad 217 tys. złotych. Z kolei inkrementalny wskaźnik efektywności kosztow (ICER, czyli incremental cost–effectiveness ratio) wyniosł około 105 tys. złotych za 1 zyskany rok życia. Kamizelka defibrylująca okazała się zatem technologią bardzo opłacalną ekonomicznie.

Status refundacyjny

Kamizelka defibrylująca ponad rok temu uzyskała pozytywną opinię Prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Jako środowisko kardiologiczne czekamy na włączenie tego rozwiązania do koszyka świadczeń gwarantowanych. Krajowa Rada ds. Kardiologii poprzedniej kadencji, złożyła do Ministerstwa Zdrowia kartę inicjatywy zdrowotnej dotyczącą wprowadzenia nowego świadczenia do katalogu świadczeń gwarantowanych w ramach ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Wiążemy z tym duże nadzieje.

Pierwsza polska analiza farmakoekonomiczna kamizelki defibrylującej (WCD) wykazała, że technologia ta jest nie tylko skuteczna klinicznie, ale również opłacalna ekonomicznie. Choć bezpośrednie koszty terapii są wyższe od standardowej opieki, urządzenie pozwala ograniczyć kosztowne hospitalizacje i zapewnia pacjentom wyższą jakość życia. Analiza pokazała, że WCD mieści się znacznie poniżej progu efektywności kosztowej obowiązującego w Polsce, co czyni ją realną opcją terapeutyczną w profilaktyce nagłego zgonu sercowego. Eksperci podkreślają, że kamizelka defibrylująca to czasowe i nieinwazyjne zabezpieczenie, które może uratować życie pacjentów po zawale serca z niską frakcją wyrzutową. Środowisko kardiologiczne czeka obecnie na jej refundację i włączenie do koszyka świadczeń gwarantowanych.

Kamizelka defibrylująca: czasowe i nieinwazyjne zabezpieczenie przed nagłym zgonem sercowym

Kamizelka defibrylująca, zewnętrzny kardiowerter-defibrylator, to lekka i łatwa w użytkowaniu kamizelka wyposażona w elektrody monitorujące rytm serca oraz elektrody terapeutyczne, zabezpieczająca pacjentów zagrożonych nagłym zgonem sercowym (NZS). Monitoruje rytm serca i wykrywa zagrażające życiu szybkie rytmy komorowe i w razie potrzeby automatycznie przerywa je poprzez zastosowanie terapii wysokoenergetycznych. Urządzenie zapewnia czasowe i nieinwazyjne zabezpieczenie pacjenta w okresie przed podjęciem decyzji o formie docelowego leczenia długoterminowego lub o braku wskazań do takiego leczenia. Technologia ta zabezpiecza pacjentów zagrożonych nagłym zgonem sercowym wtedy, kiedy ich stan kliniczny ulega zmianom, a stałe zagrożenie NZS nie jest jeszcze potwierdzone. Jest też zalecana jako terapia pomostowa wtedy, kiedy z rożnych względów nie jest jednoznacznie zasadne lub wręcz czasowo przeciwwskazane wszczepienie pacjentowi na stałe kardiowertera-defibrylatora serca (ang. implantable cardioverter-defibrillator, ICD).

Więcej informacji:
https://lifevest.zoll.com/pl/patients/what-is-lifevest
Źródło: Komunikat Prasowy
Nowe terapie w hematologii poprawiają wyniki leczenia i jakość życia pacjentów, ale eksperci wskazują także na potrzebę zwiększenia dostępności, szybszej refundacji oraz organizacyjnego wsparcia diagnostyki. Coraz większe znaczenie ma również indywidualizacja terapii.
„O innowacyjnych terapiach w hematologii” rozmawiali uczestnicy panelu pod takim tytułem w ramach konferencji „Priorities and Challenges in Polish and European Drug Policy”. Eksperci biorący udział w dyskusji podkreślali, że nowe możliwości leczenia w hematologii wpływają nie tylko na wyniki, ale także na poprawę jego bezpieczeństwa. Z kolei przedstawiciel Ministerstwa Zdrowia zachęcał firmy farmaceutyczne do składania wniosków o refundacje nowoczesnych terapii zarejestrowanych do leczenia chorób krwi.

Dyskusję poświęconą hematologii na konferencji rozpoczęła konsultant krajowa w tej dziedzinie prof. dr hab. n. med. Ewa Lech-Marańda. Przedstawiła prezentację, w której wymieniła terapie, jakie zostały udostępnione polskim pacjentom w ramach systemu refundacyjnego w ostatnich miesiącach, a także wskazała na kolejne priorytety refundacyjne. Na liście konsultant krajowej znalazły się: terapia CAR-T w chłoniaku grudkowym, chłoniakach agresywnych i szpiczaku plazmocytowym, blinatumomab w ostrej białaczce limfoblastycznej, schematy Dara-Kd i Iza-Kd w szpiczaku plazmocytowyn, luspatercept w zespołach mielodysplastycznych niskiego ryzyka, momelotynib w mielofibrozie oraz deferasirox jako leczenie wtórnego przeładowania żelazem.
Oprócz potrzeb w obszarze lekowym, prof. Ewa Lech-Marańda opowiedziała także o organizacji systemu leczenia, wskazując m.in. na potrzeby zmian w koszyku świadczeń gwarantowanych, związane m.in. z możliwością wykonywania określonych procedur diagnostycznych (badań genetycznych) w ramach opieki ambulatoryjnej. Zapowiedziała również, że ponownie ruszają prace nad startem programu pilotażowego Krajowej Sieci Hematologicznej.

Hematologia jednym z priorytetów dla resortu

Mateusz Oczkowski, zastępca dyrektora Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia, podkreślił, że w obszarze hematologii zmieniło się w ostatnim czasie naprawdę wiele, jeżeli chodzi o nowe możliwości leczenia.
Każde obwieszczenie refundacyjne obfituje we wskazania hematoonkologiczne. Widać, że dawanie terapii w kolejnych liniach uwalnia potencjał kolejnych wniosków – zauważył. Podkreślił również, że Ministerstwo Zdrowia coraz szybciej procesuje wnioski refundacyjne i z ostatnich analiz wynika, że czas procedowania wniosku zbliża się już do ok. 190 dni.
Decyzje w Ministerstwie Zdrowia są podejmowane bardzo sprawnie. Teraz piłka jest po stronie komercyjnych podmiotów. Ja znam takie firmy, które składają wniosek tego samego dnia w całej Europie i do takiej sytuacji powinniśmy dążyć – potwierdził prof. dr hab. n. med. Marcin Czech, prezes Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego.

Niezaspokojone potrzeby wciąż istnieją

Postępujący rozwój medycyny sprawia, że wciąż pojawiają się nowe możliwości leczenia, które często pozwalają na osiągnięcie jeszcze lepszych wyników terapeutycznych lub ograniczenie działań niepożądanych stosowanych terapii, a w konsekwencji pozwalają na poprawę jakości życia pacjenta. Na takie leczenie czekają pacjenci ze szpiczakiem plazmocytowym. Jak mówiła prof. dr hab. n. med. Lidia Gil z Kliniki Hematologii i Transplantacji Szpiku Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, chodzi o dostęp do terapii CAR-T.
To najpilniejszy priorytet w tym momencie. (…) Wydaje się, że ta najnowsza terapia jest też najlepsza pod względem działań niepożądanych. Teraz mówimy też o zwiększaniu bezpieczeństwa – powiedziała.
Dr. hab. n. med. Maria Bieniaszewska z Katedry i Kliniki Hematologii i Transplantologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego zwróciła z kolei uwagę na to, jak dostęp do nowszych leków może poprawiać wyniki leczenia w mielofibrozie.
Pozostała niezaadresowana potrzeba cytopenii w przebiegu tej choroby, czyli tych pacjentów, którzy są po pierwsze z niedokrwistością, a co więcej mogą być zależni od przetoczeń. W ostatnim okresie pojawił się inhibitor kinazy JAK, który zaoferował nadzieję, że uda nam się również tym pacjentom przynieść pewną ulgę w ich dolegliwościach. I do takich leków należy momelotynib. Myślę, że (…) dla tych pacjentów możliwość refundacji tego leku będzie ogromnym postępem w leczeniu – powiedziała. Jak dodała, w tej chorobie, dzięki nowoczesnemu leczeniu, czas przeżycia pacjentów zwiększa się już nie o miesiące, a o lata.

Więcej terapii to lepiej dopasowane leczenie

W niektórych jednostkach chorobowych w przypadku chorób bardzo rzadkich, pojawia się nawet kilka nowoczesnych terapii. Przykład stanowi nocna napadowa hemoglobinuria. Jak mówił prof. dr hab. n. med. Marek Hus z Katedry i Kliniki Hematoonkologii i Transplantacji Szpiku Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, pozwala to na dobór leczenia z uwzględnieniem sytuacji każdego z pacjentów. Przełom w leczeniu początkowo stanowił ekulizumab. Udostępniony w Polsce w 2023 r. rawalizumab pozwala m.in. na rzadsze podawanie leku. Niektóre terapie pacjent może przyjmować samodzielnie, jak np. pegcetakoplan, czyli lek podawany przy pomocy specjalnej pompy albo doustne leczenie danikopanem lub iptakopanem. Profesor Hus opowiedział także o tym, z jakimi problemami mierzyli się ci pacjenci w czasie pandemii COVID-19.
W Polsce myśmy przeżyli dramat, który był wynikiem pandemii, gdzie zatrzymano nam program lekowy B.96. Nie mogliśmy kwalifikować pacjentów do ekulizumabu przez kilkanaście miesięcy. Poradziliśmy sobie tym, że w Polsce otworzyliśmy badania kliniczne, które dały dostęp pacjentom do naturalnej terapii, która dzisiaj jest uznawana za terapię najlepszą. I tym lekiem jest krowalimab, kolejny lek, który jest w poczekalni, który jest też dosyć wygodnym lekiem, bo rzadko podawany podskórnie, w dodatku raz w miesiącu. On też znalazłby miejsce w terapii pacjentów z nocną napadową hemoglobinurią – powiedział ekspert.
Głos w imieniu pacjentów zabrała Katarzyna Lisowska, liderka Stowarzyszenia Hematoonkologiczni. Opowiedziała m.in. o tym, jak tworzyła grupę wsparcia dla pacjentów z mielofibrozą po tym, gdy zachorował jej mąż. Złożyła podziękowania na ręce dyrektora Oczkowskiego za pracę nad udostępnianiem kolejnych terapii, bo dla chorych na choroby krwi to często jedyna nadzieja na dłuższe lub lepsze życie.
Pacjenci oczekują na wszystkie terapie, które przynoszą skutek, efekt, poprawę jakości życia. Dzisiaj taką potrzebą niezaspokojoną jest też lek na wrodzoną zakrzepową plamicę małopłytkową. Ostatnio pacjenci na konferencji opowiadali o swoich perypetiach, o życiu, o tym, że musiało umrzeć ich rodzeństwo, żeby została im postawiona diagnoza – powiedziała.
Na zakończenie dyskusji głos zabrali Marcin Czech i Mateusz Oczkowski. Podkreślili, że procesy refundacyjne muszą iść w 2 kierunkach: udostępniania możliwości lepszego leczenia nawet w tych wskazaniach, gdzie są już zrefundowane jakieś terapie oraz zabezpieczania potrzeb pacjentów w tych chorobach, w których jeszcze nie ma możliwości nowoczesnego leczenia. Mateusz Oczkowski podkreślił, że zachęca podmioty odpowiedzialne do tego, by składały wnioski o refundacje terapii w jak najkrótszym czasie po ich zarejestrowaniu.