Medicalpress

Żel przeciwbólowy zastosowany przed wyjściem na plażę może skończyć się poważną reakcją skórną, dziurawiec zwiększyć wrażliwość na słońce, a tabletka przeciwgorączkowa podana przy udarze cieplnym opóźnić właściwą pomoc. Latem znaczenie ma nie tylko to, jakie leki przyjmujemy, ale również kiedy i w jakich warunkach je stosujemy. Część popularnych wakacyjnych sposobów na oparzenia czy ochronę przed owadami także może przynieść więcej szkody niż pożytku.

Wakacyjna apteczka kojarzy się zwykle z zabezpieczeniem na wypadek drobnego urazu, oparzenia, bólu czy ukąszenia. Tymczasem latem problemem może stać się również lek, który przez pozostałą część roku stosujemy bez żadnych komplikacji. Wysoka temperatura, intensywne promieniowanie słoneczne, odwodnienie i zmiana codziennych nawyków sprawiają, że niektóre preparaty wymagają szczególnej ostrożności.

Jak zwraca uwagę mgr farm. Małgorzata Kanarkiewicz z „Apteki z Uśmiechem”, część wakacyjnych problemów nie wynika przy tym z zastosowania niewłaściwego produktu.

„Najczęściej problemem nie jest sam preparat, lecz niewłaściwy moment jego zastosowania albo połączenie go z innym produktem” – mówi farmaceutka.

Dobrym przykładem są przeciwbólowe i przeciwzapalne preparaty do stosowania na skórę. Fakt, że lek działa miejscowo, może dawać pacjentowi poczucie, że nie ma znaczenia, czy po jego zastosowaniu wyjdzie na słońce. W przypadku żeli zawierających ketoprofen takie założenie może mieć poważne konsekwencje.

Ketoprofen stosowany miejscowo może powodować reakcje nadwrażliwości na światło. Zmiany mogą pojawić się w miejscu, na które nanoszony był lek, i obejmować zaczerwienienie, obrzęk, pieczenie czy pęcherze. Co istotne, związek pomiędzy zmianami skórnymi a zastosowanym wcześniej preparatem nie zawsze jest dla pacjenta oczywisty.

„Pacjenci rzadko łączą nagłą wysypkę z żelem użytym kilka dni wcześniej. Zwykle podejrzewają nowy kosmetyk, proszek do prania albo alergię pokarmową” – wyjaśnia Małgorzata Kanarkiewicz.

W przypadku miejscowo stosowanego ketoprofenu ochrona przed promieniowaniem UV nie kończy się wraz z ostatnią aplikacją. Miejsce stosowania preparatu powinno pozostawać osłonięte przed słońcem podczas leczenia i przez dwa tygodnie po jego zakończeniu. Nie należy przy tym polegać wyłącznie na kosmetyku z filtrem. Znaczenie ma także fizyczne osłonięcie skóry.

Ketoprofen nie jest jedynym lekiem, który może skomplikować wakacyjny wypoczynek. Nadwrażliwość na światło może występować również przy stosowaniu niektórych antybiotyków, w tym doksycykliny i innych tetracyklin, fluorochinolonów, a także niektórych leków moczopędnych, retinoidów czy leków przeciwzapalnych. Reakcja może wyglądać jak nasilone oparzenie słoneczne albo przyjmować postać zmian skórnych.

Nie oznacza to oczywiście, że przed urlopem należy samodzielnie odstawić przepisany lek. Przeciwnie, decyzja o przerwaniu terapii bez konsultacji może nieść znacznie większe ryzyko. Jeżeli pacjent przyjmuje leki na stałe albo rozpoczyna nową terapię tuż przed wyjazdem, powinien sprawdzić informacje dotyczące ekspozycji na promieniowanie UV i w razie wątpliwości skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą.

Na liście preparatów, o których pacjenci mogą zapominać podczas takiej konsultacji, znajdują się również produkty ziołowe. Szczególnym przykładem jest dziurawiec. Preparaty zawierające jego skoncentrowane wyciągi mogą zwiększać wrażliwość skóry na światło, ale problem nie ogranicza się do wakacyjnej ekspozycji na słońce. Dziurawiec może wchodzić w interakcje z wieloma lekami, wpływając na skuteczność farmakoterapii.

„Dziurawiec nie jest obojętną herbatką. Farmaceuta powinien wiedzieć o wszystkich preparatach, także tych naturalnych” – podkreśla Kanarkiewicz.

Osobną kategorią wakacyjnych błędów są sytuacje, w których nie lek, lecz domowy sposób na dolegliwość okazuje się problemem. Nadal popularne jest smarowanie oparzonej słońcem skóry kefirem, śmietaną czy innymi produktami spożywczymi. Chwilowe uczucie chłodu nie oznacza jednak, że takie postępowanie jest właściwe. Produkty spożywcze nie są przeznaczone do stosowania na uszkodzoną skórę, a tłuste preparaty mogą utrudniać oddawanie ciepła. Nie powinno się również przykładać bezpośrednio do skóry lodu ani zamrożonych kompresów, ponieważ skrajnie niska temperatura sama może prowadzić do uszkodzenia tkanek.

Pierwszym zadaniem przy świeżym oparzeniu jest schłodzenie skóry.

„Najpierw trzeba przerwać działanie źródła ciepła i schłodzić skórę. Preparaty regenerujące mają zastosowanie później, na etapie gojenia” – tłumaczy farmaceutka.

To istotne również w kontekście popularnego pantenolu. Preparat może być pomocny w pielęgnacji i regeneracji skóry, ale nie powinien zastępować właściwego postępowania bezpośrednio po oparzeniu.

Szczególnej ostrożności wymaga natomiast sytuacja, gdy objawy po ekspozycji na słońce przestają przypominać zwykłe przegrzanie. Udar cieplny jest stanem zagrożenia życia. Wysoka temperatura ciała nie wynika wówczas z mechanizmu charakterystycznego dla gorączki w przebiegu infekcji, dlatego sięgnięcie po paracetamol lub ibuprofen nie rozwiązuje problemu, a może opóźnić działania, które rzeczywiście są potrzebne.

„Największym zagrożeniem jest stracony czas. Przy podejrzeniu udaru trzeba natychmiast zadzwonić pod numer 112, przenieść poszkodowanego w cień, zdjąć zbędną odzież i rozpocząć chłodzenie” – mówi Kanarkiewicz.

Niepokój powinny wzbudzić zwłaszcza zaburzenia świadomości, splątanie, nadmierna senność, drgawki czy utrata kontaktu. Osobie z zaburzeniami świadomości nie należy podawać płynów doustnie.

Nie wszystkie wakacyjne błędy mają jednak tak dramatyczne konsekwencje. Czasem chodzi o pozornie drobne szczegóły, jak jednoczesne stosowanie kremu przeciwsłonecznego i preparatu odstraszającego komary lub kleszcze. Jeżeli potrzebne są oba produkty, należy kierować się instrukcjami ich stosowania. Krem przeciwsłoneczny nakłada się jako pierwszy, a po jego wchłonięciu można zastosować repelent. Nie należy natomiast automatycznie ponawiać aplikacji środka odstraszającego owady za każdym razem, gdy dokładamy krem z filtrem, ponieważ częstotliwość stosowania obu produktów może być różna.

Wspólnym mianownikiem tych sytuacji jest przekonanie, że produkty dostępne bez recepty, kosmetyki czy preparaty ziołowe są na tyle dobrze znane, że nie wymagają szczególnej uwagi. Wakacje zmieniają jednak warunki, w których są stosowane. Lek, który przez wiele miesięcy nie powodował problemów, podczas wielogodzinnej ekspozycji na intensywne słońce może wymagać dodatkowych środków ostrożności.

Dlatego przed wyjazdem warto sprawdzić nie tylko, czy w apteczce są plastry, środek przeciwbólowy i preparat na ukąszenia. Znacznie ważniejsze może okazać się sprawdzenie leków przyjmowanych na stałe i doraźnie pod kątem ekspozycji na słońce, wysokich temperatur oraz możliwych interakcji. Dotyczy to także suplementów i preparatów roślinnych.

„Wystarczą trzy minuty, żeby omówić przyjmowane leki, zioła, suplementy i zasady bezpiecznego korzystania ze słońca” – podsumowuje Małgorzata Kanarkiewicz.

Wakacyjna profilaktyka nie sprowadza się więc wyłącznie do wysokiego filtra SPF. Czasem najważniejszą ochroną przed słońcem okazuje się przeczytanie ulotki leku, a w razie wątpliwości krótka rozmowa z farmaceutą.

Źródło: Media dla Zdrowia

Branża pharma & medical wkracza w kolejny etap dynamicznych zmian. Rozwój nowych technologii, zmieniające się regulacje, rosnące oczekiwania pacjentów oraz presja na zwiększanie efektywności sprawiają, że organizacje muszą dziś działać szybciej, elastyczniej i podejmować decyzje w oparciu o dane oraz nowoczesne narzędzia.

Jednocześnie sektor mierzy się z wyzwaniami związanymi z dostępnością terapii, rosnącymi kosztami operacyjnymi, transformacją modeli sprzedaży i marketingu oraz koniecznością budowania organizacji gotowych na zmieniające się realia rynkowe.

Odpowiedzi na najważniejsze pytania stojące dziś przed branżą będzie można poznać podczas VIII Forum Pharma Planet 360°, które odbędzie się 4–5 listopada 2026 r. w Warszawie pod hasłem „Pharma under pressure: market, regulation, technology and people”. Wydarzenie zgromadzi liderów rynku, ekspertów oraz przedstawicieli całego ekosystemu pharma & medical, którzy wspólnie będą dyskutować o kierunkach rozwoju sektora i praktycznych rozwiązaniach odpowiadających na aktualne wyzwania.

Program VIII Forum Pharma Planet 360° obejmuje m.in.:

Swoimi doświadczeniami i najlepszymi praktykami podzielą się przedstawiciele czołowych firm rynku pharma & medical, m.in.: AstraZeneca, Aurovitas Pharma, Baxter, Bioton, Boehringer Ingelheim, Coloplast, Dr.Max, Farmacja Polska, Gemini Polska, Haleon, Merck, Neuca, Neuraxpharm, Novartis, Nutricia, Opella, Perrigo, Reckitt, Recordati Polska, Sandoz, Stada, Teva Pharmaceuticals, TZF Polfa, Urtica oraz USP Zdrowie.

Podczas dwóch dni Forum uczestnicy będą mieli okazję wziąć udział w inspirujących debatach, praktycznych case studies oraz licznych spotkaniach networkingowych, wymieniając doświadczenia z przedstawicielami największych firm i organizacji działających na rynku pharma & medical.

Więcej informacji o Forum: www.pharmaplanet.pl

Program Forum: www.pharmaplanet.pl/program-1-dzien

Dostępne są pakiety indywidualne oraz grupowe.

Zarezerwuj swoje miejsce już dziś! Masz pytania? Skontaktuj się z nami:

Anna Banaś: anna.banas@braveconferences.pl

Liczba aptek w Polsce spadła już poniżej 11 tysięcy[1] osiągając poziom z 2007 roku, pomimo rosnących potrzeb zdrowotnych pacjentów[2]. Największe problemy z dostępnością do leków występują w mniejszych miejscowościach, szczególnie we wschodnich województwach, a rekordowy spadek liczby aptek miał miejsce na Dolnym Śląsku[3]. W niektórych gminach apteki są przekształcane w punkty apteczne, które oferują ograniczony dostęp do leków i często znacznie wyższe ceny, przez co pacjenci coraz częściej muszą wybrać się w podróż po lek.

Przykładem zamiany apteki na punkt apteczny jest gmina Krasne na Mazowszu, gdzie od 35 lat mieszkańcy korzystali z apteki prowadzonej przez farmaceutkę. Pod koniec 2025 r. placówka została zamknięta. Kilka miesięcy później, w tym samym lokalu otworzył się punkt apteczny, lecz mieszkańcy utracili dostęp do wielu leków oraz do opieki magistra farmacji. Krasne nie jest wyjątkiem, przez ostatnie 8 lat podobna zmiana nastąpiła w wielu miejscowościach w Polsce.

Po 1 stycznia 2018 r. w 96 miejscowościach zamkniętą aptekę ogólnodostępną zastąpił punkt apteczny. Oznacza to, że na każdy przypadek, gdy punkt apteczny zastąpiła apteka, przypadają ponad cztery zmiany w przeciwnym kierunku. Przypadki zastąpienia apteki punktem aptecznym odnotowano po 2018 r. w aż 14 województwach. Najwięcej było ich w województwie podkarpackim – 19, małopolskim – 13 oraz łódzkim – 10.

Punkt apteczny: mniejszy wybór leków, wyższe ceny

Apteka i punkt apteczny nie są tym samym. W punkcie aptecznym pacjent może kupić tylko część leków i traci gwarantowany dostęp do farmaceuty oraz dodatkowych świadczeń, tj. szczepień ochronnych czy usług opieki farmaceutycznej. Gdy brak leku zagraża zdrowiu pacjenta, w punkcie aptecznym zazwyczaj nie otrzyma on ratunkowej recepty farmaceutycznej, gdyż tą może wydać jedynie farmaceuta.

Opublikowane przez Fundację Forum Konsumentów badanie pokazuje, że punkty apteczne oferują ograniczony asortyment w wyższej cenie – niektóre leki potrafią być w nich nawet dwukrotnie droższe niż w aptekach działających w warunkach pełnej konkurencji. Brak pełnej dostępności leków i usług oraz wysokie ceny są najmocniej odczuwalne właśnie na terenach mniej zurbanizowanych. Z raportu wyłania się obraz kryzysu dostępności do leków w mniejszych miejscowościach. To szczególnie groźne tam, gdzie pacjent nie może po prostu pójść do innej apteki. Największe ryzyko przerwania leczenia wystąpiło w mniejszych miejscowościach, w punktach aptecznych, gdzie braki dostępności sięgnęły aż 40%, podczas gdy w mieście wynosiły ok. 5%.

Z tego względu punkt apteczny powinien być traktowany jako ratunkowa forma dostępu do ograniczonego katalogu leków na terenach wiejskich, jednak docelowo powinno się dążyć do zastępowania punktów aptecznych pełnoskalowymi aptekami. Aktualnie obserwujemy proces dokładnie odwrotny – mieszkańcy wsi tracą dostęp do apteki na rzecz ograniczonych asortymentowo i usługowo punktów aptecznych. Jak pokazują badania, płacą też więcej za te same leki niż mieszkańcy miast, mimo że średnio zarabiają od nich mniej. Średnia wartość koszyka leków pełnopłatnych w aptece w mieście wynosiła ok. 150 złotych, podczas gdy za te same produkty w punkcie aptecznym pacjent musiał zapłacić ponad 183 złote.

Paradoks w przepisach

Punkt apteczny może zostać otwarty tylko w gminie, w której nie funkcjonuje żadna apteka ogólnodostępna. Paradoksalnie więc zamknięcie ostatniej apteki tworzy warunek umożliwiający otwarcie punktu aptecznego. Teoretycznie mogłaby się tam ponownie otworzyć kolejna apteka, np. prowadzona przez innego właściciela. W praktyce jednak z powodu zaostrzonych regulacji brakuje osób, które mogłyby taką aptekę otworzyć. Co istotne, nałożone regulacje obejmują tylko apteki, nie dotyczą one punktów aptecznych.

Liczba aptek spada, a to przez paradoks, który tworzą przepisy. Otwarcie nowej apteki obwarowane jest ograniczeniami wynikającymi z ustawy „Apteka dla Aptekarza”. Zezwolenie na prowadzenie apteki może uzyskać wyłącznie farmaceuta. Dodatkowo obowiązuje limit czterech aptek na jednego farmaceutę lub spółkę farmaceutów. Bardzo restrykcyjne przepisy utrudniają, a nawet czasami uniemożliwiają uzyskanie kredytu bankowego na otworzenie apteki. W przypadku punktów aptecznych takie wymagania nie istnieją – placówkę może prowadzić dowolny przedsiębiorca, w dowolnej formie.

„Zastępowanie aptek punktami aptecznymi to cicha degradacja ochrony zdrowia w mniejszych miejscowościach. Mieszkańcy wsi i małych miasteczek płacą wyższą cenę za ograniczony asortyment leków i brak stałego dostępu do opieki farmaceutycznej. Nie możemy akceptować sytuacji, w której miejsce zamieszkania decyduje o tym, czy pacjent dostanie potrzebny lek na miejscu, czy będzie musiał po niego jechać kilkanaście kilometrów” – podkreśla Mariusz Kisiel, prezes Związku Aptek Franczyzowych

Pacjenci podróżują za lekiem

Przed 2017 rokiem i wejściem ustawy „Apteka dla Aptekarza”, obserwowano systematyczny wzrost liczby aptek na terenach wiejskich. Od 2017 roku nowe apteki powstają niezwykle rzadko, a w miejsce zamykanych wiejskich aptek powstają punkty apteczne. Od czasu wejścia tych regulacji, z mapy Polski zniknęło ok. 2300 aptek ogólnodostępnych. To rekordowe, na skalę europejską, tempo degradacji rynku aptecznego. Obecnie liczba aptek spadła poniżej 11 tysięcy zniżając się do poziomu z 2007 roku, gdy rynek dopiero się kształtował. Wróciliśmy do stanu sprzed dwóch dekad.

Jednocześnie GUS podał[4], że w 2025 r. wartość sprzedaży leków na receptę wyniosła 33,4 mld zł i było to o 13,1% więcej niż w roku poprzednim. Liczba zrealizowanych recept również wzrosła, osiągając poziom 515,6 mln recept, czyli o 2,3 mln więcej niż w roku poprzednim. Udział refundacji z NFZ w wartości sprzedanych leków na receptę wyniósł 45,9%. Najwięcej recept na jednego mieszkańca zrealizowano w województwie łódzkim (15,8) a najmniej – w podkarpackim (12,5), podczas gdy średnia krajowa wyniosła 13,8 recepty na mieszkańca rocznie. Oznacza to, że każda placówka apteczna jest coraz bardziej obciążona, a pacjenci muszą podróżować, aby znaleźć swój lek w normalnej cenie.

Podróż pacjentów za tańszym i w ogóle dostępnym lekiem jest widoczna w danych GUS. Najmniejszą liczbę recept w stosunku do liczby mieszkańców powiatu zanotowano w powiecie przemyskim (bez miasta Przemyśl), łomżyńskim (bez miasta Łomża) i suwalskim (bez miasta Suwałki). Natomiast na przeciwnym krańcu odnotowanych wartości tego wskaźnika znalazły się miasta na prawach powiatu pełniące funkcje centrów usług, gdzie znajdowały się placówki medyczne, apteki odwiedzane także przez mieszkańców okolicznych miejscowości. Oznacza to, że pacjenci często po lek muszą jeździć do miasta powiatowego.

Dla mieszkańca małej miejscowości czy wsi zastąpienie apteki punktem aptecznym nie jest jedynie zmianą szyldu czy właściciela. To utrata dostępu do wybranych leków oraz usług farmaceutycznych. Dane wskazujące na drastyczne i systematyczne pogarszanie się dostępu do leków w Polsce powinny być impulsem do podjęcia konkretnych działań na rzecz odwrócenia tego niepokojącego trendu.


[1] https://rejestry.ezdrowie.gov.pl/ra/search/public – 10 983 apteki aktywne w dniu 20.08.2026 

[2] https://publikacje.new.stat.gov.pl/portal-publikacje/sprzedaz-lekow-na-recepte-w-2025-r

[3] https://gazetawroclawska.pl/na-dolnym-slasku-jest-coraz-mniej-aptek-sytuacja-z-roku-na-rok-jest-coraz-bardziej-dramatyczna/ar/c1p2-27868027

[4] https://publikacje.new.stat.gov.pl/portal-publikacje/sprzedaz-lekow-na-recepte-w-2025-r

źródło: Związek Aptek Franczyzowych

Po ponad dekadzie obowiązywania jednego z najbardziej restrykcyjnych przepisów na europejskim rynku farmaceutycznym rząd zdecydował się na jego zmianę. Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji Prawa farmaceutycznego, który znosi całkowity zakaz reklamy aptek i punktów aptecznych. To efekt konieczności dostosowania polskich przepisów do wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Zmiana nie oznacza jednak pełnej swobody marketingowej. Wręcz przeciwnie, projekt przewiduje szereg ograniczeń mających chronić pacjentów przed nieuczciwymi praktykami i nadmierną komercjalizacją usług farmaceutycznych.

Obowiązujący od 2012 roku zakaz reklamy aptek od początku budził liczne kontrowersje. Zwolennicy przekonywali, że chroni pacjentów przed agresywnym marketingiem i ogranicza zjawisko traktowania leków jak zwykłych produktów konsumpcyjnych. Krytycy wskazywali natomiast, że przepisy były wyjątkowo restrykcyjne i utrudniały aptekom przekazywanie nawet podstawowych informacji o swojej działalności, dostępnych usługach czy nowych rozwiązaniach dla pacjentów.

Nowelizacja przygotowana przez Ministerstwo Zdrowia ma znaleźć kompromis pomiędzy prawem do informowania a koniecznością ochrony zdrowia publicznego. Reklama będzie dopuszczalna, ale jej zakres zostanie wyraźnie ograniczony.

Projekt zakłada przede wszystkim, że przekazy reklamowe nie będą mogły wprowadzać pacjentów w błąd ani zachęcać do nieuzasadnionego kupowania leków, wyrobów medycznych czy innych produktów związanych ze zdrowiem. Oznacza to odejście od całkowitego zakazu na rzecz modelu, w którym kluczową rolę odgrywa odpowiedzialność za treść komunikacji.

Szczególna ochrona ma objąć dzieci i młodzież. Reklamy nie będą mogły wykorzystywać wizerunku ani głosu osób poniżej 18. roku życia, również wtedy, gdy zostały one wygenerowane cyfrowo z wykorzystaniem nowoczesnych technologii. Projekt zakazuje także oferowania pacjentom różnego rodzaju korzyści lub gratyfikacji w zamian za zakup produktów albo skorzystanie z usług apteki.

Zmiany obejmują również placówki prowadzące obrót pozaapteczny. Zniesiony ma zostać zakaz reklamy sklepów ogólnodostępnych i sklepów zielarsko-medycznych w zakresie wyrobów medycznych. To kolejny element dostosowujący przepisy do standardów wynikających z prawa unijnego.

Równocześnie ustawodawca proponuje zaostrzenie odpowiedzialności za naruszanie nowych regulacji. Maksymalna kara administracyjna za niezgodną z prawem reklamę wzrośnie z obecnych 50 tys. zł do 100 tys. zł. Wyższe sankcje mają zniechęcać do obchodzenia przepisów i ograniczyć ryzyko pojawienia się agresywnych kampanii marketingowych.

Zmiana wpisuje się w szerszą dyskusję dotyczącą roli reklamy w ochronie zdrowia. Z jednej strony pacjenci coraz częściej oczekują łatwego dostępu do informacji o usługach świadczonych przez apteki, takich jak szczepienia, przeglądy lekowe, konsultacje farmaceutyczne czy dostępność określonych preparatów. Z drugiej strony eksperci od lat podkreślają, że decyzje dotyczące leczenia nie powinny być kształtowane przez przekazy marketingowe, lecz przez rzeczywiste potrzeby zdrowotne oraz rekomendacje profesjonalistów.

Przyjęty przez Radę Ministrów projekt próbuje pogodzić oba cele. Pozwala aptekom informować o swojej ofercie, jednocześnie wyznaczając granice, których przekroczenie może prowadzić do manipulowania decyzjami pacjentów lub promowania nieracjonalnego stosowania produktów zdrowotnych.

Jeżeli nowe przepisy zostaną uchwalone przez parlament, wejdą w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia w Dzienniku Ustaw. Oznacza to, że po wielu latach obowiązywania całkowitego zakazu polski rynek apteczny wkroczy w nowy etap, w którym informowanie o działalności będzie możliwe, ale pod znacznie większym nadzorem niż w większości innych sektorów gospodarki.

Źródło: MZ

2 sierpnia 2026 r. wchodzimy w kolejny etap stosowania unijnych regulacji dotyczących sztucznej inteligencji. Dla sektora farmaceutycznego to ważny moment – nie dlatego, że od tego dnia wszystkie rozwiązania wykorzystujące AI staną się systemami wysokiego ryzyka, ale dlatego, że korzystanie ze sztucznej inteligencji coraz wyraźniej przestaje być wyłącznie kwestią technologii, a staje się również kwestią odpowiedzialności organizacyjnej. Przygotowanie do nowych regulacji wymaga od branży aptecznej zrozumienia gdzie i w jakim celu wykorzystują one AI, kto odpowiada za jej działanie oraz jakie informacje mogą trafiać do zewnętrznych narzędzi, a w konsekwencji natychmiastowego audytu i ścisłej współpracy z dostawcami oprogramowania.

Sztuczna inteligencja przestała być futurystyczną wizją w sektorze farmaceutycznym – staje się codziennym narzędziem wspierającym diagnostykę, weryfikację interakcji farmakologicznych, analizę i przechowywanie dokumentacji oraz danych czy automatyzację procesów administracyjnych, a w przyszłości zapewne obsługę pacjenta przy okienku w aptece. Według unijnego rozporządzenia AI Act, sektor farmaceutyczny i medyczny znajduje się w grupie szczególnego nadzoru, a wiele stosowanych w nim algorytmów kwalifikuje się do kategorii wysokiego ryzyka lub podlega bezwzględnym wymogom transparentności.

Jednym z najbardziej odczuwalnych wymogów, które wchodzą w życie, jest zasada przejrzystości i obowiązek informacyjny. Każdy pacjent korzystający z cyfrowych kanałów apteki, które wykorzystują systemy AI – czy to poprzez chatbota na stronie WWW, wirtualnego asystenta na infolinii, czy aplikację do rezerwacji leków – musi być od samego początku wyraźnie poinformowany, że wchodzi w interakcję z systemem sztucznej inteligencji, a nie z człowiekiem. Przejrzystość jest fundamentem budowania zaufania na rynku medycznym.

AI Act kładzie także nacisk na nadzór ludzki (Human-in-the-Loop) i odpowiedzialność farmaceuty. W przypadku aptek może dotyczyć to m.in. systemów wspierających analizę interakcji lekowych czy rekomendacji suplementacji – ostateczna decyzja farmaceutyczna zawsze musi jednak należeć do magistra farmacji. Systemy AI mogą działać wyłącznie jako „druga para oczu” lub wsparcie analityczne, jednak to farmaceuci muszą posiadać realną możliwość zweryfikowania, zmodyfikowania lub zignorowania sugestii wygenerowanej przez algorytm.

Kolejnym ważnym aspektem jest klasyfikacja ryzyka i bezpieczeństwo danych pacjenta. Większość specjalistycznych narzędzi AI używanych w ochronie zdrowia – zwłaszcza tych wbudowanych w oprogramowanie medyczne – podlega rygorystycznym procedurom oceny zgodności, tworzenia dokumentacji technicznej oraz rejestracji w unijnej bazie danych. Równolegle, podmioty przetwarzające dane zdrowotne pacjentów (dane wrażliwe w rozumieniu RODO) za pośrednictwem algorytmów AI muszą zagwarantować najwyższe standardy cyberbezpieczeństwa oraz stosować zaawansowane mechanizmy anonimizacji i pseudonimizacji.

Kluczowe jest także szkolenie z kompetencji cyfrowych. AI Act nakłada na podmioty stosujące sztuczną inteligencję obowiązek zapewnienia tzw. AI literacy – czyli odpowiednich kompetencji i wiedzy po stronie personelu. Osoby korzystające z niewątpliwych udogodnień systemów AI muszą wiedzieć, jak działają stosowane w ich pracy narzędzia, jakie mają ograniczenia (np. ryzyko halucynacji) oraz w jakich sytuacjach nie należy polegać na ich wskazaniach.

Jak apteki powinny przygotować się na zmiany? Każdy podmiot powinien podjąć 4 kluczowe kroki:

  1. Inwentaryzacja i audyt narzędzi AI – przegląd wszystkich wykorzystywanych systemów, od chatbotów, po algorytmy optymalizujące zatowarowanie i ceny.
  2. Weryfikacja umów z dostawcami IT – apteki muszą upewnić się, że dostawcy oprogramowania spełniają wymogi AI Act, dostarczają wymaganą dokumentację techniczną oraz gwarantują zgodność z przepisami RODO i właściwymi rozporządzeniami.
  3. Wdrożenie procedur i oznaczeń dla pacjentów – umieszczenie jasnych komunikatów informacyjnych we wszystkich kanałach cyfrowych, w których pacjent ma kontakt ze sztuczną inteligencją.
  4. Szkolenia zespołu – przeprowadzenie szkoleń z zakresu bezpiecznego i etycznego korzystania z AI, o ile systemy AI wykorzystywane są w codziennej pracy apteki, oraz ustalenie wewnętrznych procedur nadzoru ludzkiego.

AI Act niewątpliwie stanowi dla aptek szansę na uporządkowanie cyfrowej transformacji. Wydaje się, że w niedalekiej przyszłości sztuczna inteligencja może zacząć wspierać farmaceutów w części powtarzalnych zadań, usprawniać komunikację i procesy administracyjne, a tym samym pozwalać pracownikom skupić się na tym, co w aptece najważniejsze – kontakcie z pacjentem i profesjonalnej opiece farmaceutycznej.

Warunkiem jest jednak właściwe ustawienie relacji człowiek–technologia. AI powinna być narzędziem wspierającym farmaceutę, a nie zastępującym jego wiedzę, doświadczenie i odpowiedzialność.

Z perspektywy Związku Aptek Franczyzowych najważniejsze jest więc, aby sektor farmaceutyczny nie podchodził do AI Act wyłącznie jako do kolejnego obowiązku formalnego. Dobrze przygotowana organizacja powinna już teraz wiedzieć, gdzie wykorzystuje sztuczną inteligencję, jakie ryzyka się z tym wiążą i jak zapewnić pracownikom odpowiednie kompetencje.

2 sierpnia zaczyna się bardziej dojrzały etap dyskusji o AI w aptekach – etap, w którym obok pytania o to, co sztuczna inteligencja potrafi, musimy równie poważnie odpowiedzieć sobie na pytanie, jak odpowiedzialnie chcemy z niej korzystać.

Źródło: inf pras

Każdego roku mieszkańcy Europy samodzielnie leczą ok. 1,2 mld drobnych dolegliwości, stosując leki bez recepty, co przynosi blisko 36,7 mld euro oszczędności rocznie. Sam system ochrony zdrowia w UE oszczędza na tym 26,3 mld euro, a w Polsce – 1 mld zł. Starzenie się społeczeństwa i jego rosnące potrzeby zdrowotne sprawiają, że takie podejście będzie zyskiwać na znaczeniu, ale potrzeba do tego podnoszenia kompetencji zdrowotnych pacjentów – przypominają eksperci z okazji Międzynarodowego Dnia Samoleczenia.

 Odpowiedzialne samoleczenie to element każdego nowoczesnego systemu opieki zdrowotnej. Oznacza to, że pacjent samodzielnie podejmuje decyzje o leczeniu drobnych dolegliwości przy użyciu leków bez recepty (OTC) – mówi w rozmowie z agencją Newseria Ewa Jankowska, prezeska PASMI – Polskiego Związku Producentów Leków Bez Recepty.

Samoleczenie jest elementem szerszej koncepcji samoopieki (self-care), którą Światowa Organizacja Zdrowia definiuje jako zdolność do zapobiegania chorobom, utrzymywania zdrowia oraz radzenia sobie z dolegliwościami. Według raportu Uczelni Łazarskiego „Rola samoleczenia w systemie opieki zorientowanym na wartość zdrowotną” w Unii Europejskiej każdego dnia ok. 3,3 mln drobnych dolegliwości zdrowotnych można leczyć przy użyciu leków OTC. To głównie infekcje wirusowe, ból gardła, kaszel, alergie, dolegliwości układu pokarmowego, bóle głowy czy niewielkie urazy. Bezpieczne samoleczenie dotyczy wyłącznie mniejszych dolegliwości, a w przypadku utrzymywania się lub nasilenia objawów konieczna jest konsultacja z lekarzem.

– Samoleczenie jest dzisiaj benefitem nie tylko dla pacjenta, ale również dla całego systemu opieki zdrowotnej – ocenia Łukasz Marynowski, country head Poland w Opella Healthcare, członek zarządu PASMI. – W obliczu starzejącego się społeczeństwa, rosnącej liczby pacjentów, ale też ograniczonych zasobów kadrowych to właśnie odpowiedzialne samoleczenie powinno być niezbędnym uzupełnieniem opieki medycznej. Pozwoli to efektywnie wykorzystać zasoby całego systemu ochrony zdrowia.

Według raportu AESGP Study „Self-Care in Europe: Economic and Social Impact on Individuals and Society” każde 1 euro wydane przez pacjenta na samoleczenie przynosi średnio 6,7 euro korzyści ekonomicznych – 4,6 euro dla systemu ochrony zdrowia oraz 2,1 euro dla gospodarki. Przytaczane w raporcie wyliczenia ekspertów szacują, że gdyby pacjenci zgłaszali się ze wszystkimi drobnymi dolegliwościami, w całej UE potrzebnych byłoby dodatkowo 120 tys. lekarzy pierwszego kontaktu lub obecna kadra musiałaby pracować dodatkowe 144 minuty dziennie. Większe wykorzystanie odpowiedzialnego samoleczenia mogłoby ograniczyć liczbę wizyt u lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej o kolejne 10–25 proc. i przynieść 17,6 mld euro oszczędności rocznie (12,5 mld dla systemu i 5,1 mld dla gospodarki).

W Polsce obecnie nieco ponad połowa drobnych dolegliwości leczona jest w ramach odpowiedzialnego samoleczenia, co pokazuje, że model ten odgrywa istotną rolę w funkcjonowaniu krajowego systemu ochrony zdrowia. Tak szerokie wykorzystanie samoleczenia wymaga jednak odpowiednich kompetencji zdrowotnych oraz świadomego i bezpiecznego stosowania produktów leczniczych dostępnych bez recepty.

– Kompetencje te buduje się poprzez uważne czytanie ulotek. Ważne również, aby w trakcie procesu samoleczenia obserwować reakcję organizmu i w przypadkach wątpliwych skonsultować się z farmaceutą i lekarzem – mówi Ewa Jankowska.

Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje, że kompetencje zdrowotne obejmują umiejętność wyszukiwania, rozumienia i wykorzystywania informacji dotyczących zdrowia przy podejmowaniu codziennych decyzji. Oznacza to m.in. umiejętność właściwego stosowania leków zgodnie z ulotką, rozpoznania objawów wymagających konsultacji z lekarzem oraz korzystania z wiedzy farmaceutów.

– Odpowiedzialne samoleczenie zaczyna się od rzetelnej i sprawdzonej wiedzy. Dzisiaj pacjenci mają bardzo szeroki dostęp do informacji i trudno jest dokonać wyboru pomiędzy faktem a niesprawdzoną poradą. Dlatego bardzo ważną rolę odgrywa środowisko medyczne – podkreśla Ewa Królikowska, dyrektor generalna Teva Pharmaceuticals Polska, członkini zarządu PASMI.

Jak wynika z przytoczonego w raporcie badania Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej, 62,5 proc. pacjentów jako główne źródło wiedzy o stosowanych lekach wskazuje lekarza. Również farmaceuci odgrywają ważną rolę w budowaniu ich kompetencji zdrowotnych i wspieraniu w bezpiecznym zażywaniu leków bez recepty. Właśnie promowaniu takich postaw służy obchodzony 24 lipca Międzynarodowy Dzień Samoleczenia.

– W tym dniu przypominamy, jak ważne społecznie jest odpowiednie stosowanie leków bez recepty. Symbol 24/7 oznacza, że o zdrowie powinniśmy dbać odpowiedzialnie przez całą dobę, siedem dni w tygodniu – podkreśla Ewa Jankowska.

Źródło: Newseria

W Polsce działa już 546 gmin bez ani jednej apteki, a od 2017 roku z rynku zniknęło 2247 placówek. Związek Aptek Franczyzowych podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. deregulacji rynku aptecznego przedstawił propozycje zmian, które mają poprawić dostęp pacjentów do leków. Wśród postulatów znalazły się m.in. możliwość przenoszenia aptek po utracie lokalu, dziedziczenia i sprzedaży placówek wraz z zezwoleniem oraz zmiana zasad konkurencji na rynku.
Sztandarowym przykładem wadliwości aktualnych przepisów jest obowiązujący zakaz przenoszenia aptek. Przeniesiona placówka traktowana jest jak zupełnie nowy podmiot, a nowa apteka nie może powstać, jeżeli w promieniu 500 metrów działa inna i to nawet jeśli chodzi o aptekę obecną w tym samym miejscu od 20 lat.

– Jeżeli apteka się spali, a farmaceuta znajdzie lokal 50 metrów dalej, to prawo powie mu: nie. Pacjenci tracą sprawdzoną placówkę nie z powodów ekonomicznych, tylko czysto formalnych. Nikt na tym nie zyskuje ani pacjent, ani farmaceuta, ani budżet państwa. Proponujemy ciągłość zezwolenia przy zmianie lokalu, jeżeli przeniesienie wynika z utraty tytułu prawnego do lokalu albo jego zniszczenia. To prosta zmiana, która znacząco pomoże zarówno pacjentom jak i farmaceutom – mówi Mariusz Kisiel, prezes Związku Aptek Franczyzowych.

Sukcesja: majątek życia wygasa razem z zezwoleniem

Drugim postulatem proponowanym przez Związek Aptek Franczyzowych jest odblokowanie sukcesji. Właściciel apteki indywidualnej nie może dziś sprzedać jej nikomu spoza wąskiego grona farmaceutów, a placówki nie można w praktyce przekazać dzieciom, jeżeli nie wybrały zawodu farmaceuty.

– Farmaceuta przed emeryturą, którego dzieci pracują w innych zawodach, ma dziś trzy opcje: sprzedać aptekę za ułamek wartości koledze farmaceucie, o ile takiego znajdzie i o ile tego kolegę stać, zamknąć ją, albo umrzeć z zezwoleniem w ręku. Majątek, wart czasami nawet kilka milionów złotych, budowany dekadami traci wartość, bo popyt został ustawowo zlikwidowany. To wywłaszczenie bez odszkodowania, tylko rozłożone w czasie. Chcemy realnej możliwości zbycia i dziedziczenia apteki wraz z zezwoleniem, przy ścisłym zachowaniu wymogu kierownika-farmaceuty i pełnego nadzoru inspekcji. Bezpieczeństwo pacjenta zapewniają przepisy o wykonywaniu zawodu, nie struktura właścicielska – podkreśla Mariusz Kisiel.

Uczciwa konkurencja: egzekucja zamiast zakazów

Obecnie przedsiębiorcy apteczni podlegają dwóm wykluczającym się limitom antykoncentracyjnym, przy czym jeden z nich jest sztuczny. ZAF proponuje jasny i przejrzysty limit koncentracji na poziomie regionu, na wzór rozwiązań włoskich, gdzie po reformie z 2017 roku jeden właściciel może posiadać maksymalnie 20 procent aptek w prowincji. Według analiz Instytutu Finansów Publicznych taki próg oznaczałby w Polsce wzrost liczby aptek o około 660 placówek w perspektywie 15 lat, podczas gdy utrzymanie obecnych przepisów to dalszy spadek o około 750. Nie musimy wymyślać koła na nowo, w Europie te mechanizmy już działają, wymagają tylko odpowiedniego dostosowania do polskiego rynku.

Czego nie naprawi państwowe koło ratunkowe

W trakcie prac zespołu pojawiła się druga propozycja, zupełnie odmiennego projektu. Tak jak projekt ZAF był propozycją deregulacyjną, mającą na celu zwiększyć dostępność do aptek oraz konkurencyjność całego sektora i zabezpieczyć ceny przed nadmiernym wzrostem, tak projekt konkurencyjny zaprezentowany przez ZAPPA zawierał radykalne rozwiązania jeszcze bardziej ograniczające i tak mocno zablokowany już rynek apteczny. ZAPPA zaproponowała nałożenie na apteki nowego podatku w wysokości 2% od obrotu – co w krótkiej perspektywie czasu mogłoby doprowadzić do upadku kolejnych kilku tysięcy aptek. Przedstawiciele Izby Aptekarskiej wskazywali, że nawet 30% aptek miało problemy z rentownością w przeszłości – kolejny podatek to przysłowiowy gwóźdź do trumny. Im mniej aptek, tym niższa dostępność leków oraz wyższe ceny. Już teraz ceny leków nierefundowanych rosną kilka razy szybciej niż inflacja. Z tego powodu, jak pokazują najnowsze badania nawet połowa mieszkańców terenów, gdzie ubytek aptek jest najbardziej zauważalny rezygnuje z zakupu potrzebnych leków – coraz więcej ludzi na leki po prostu nie stać. Ministerstwo Zdrowia w odpowiedzi na jedną z interpelacji poselskich wskazało natomiast że w latach 2020-24 liczba niezrealizowanych pozycji recept wzrosła o 22 mln. Kolejnym pomysłem ZAPPA jest pewnego rodzaju nacjonalizacja rynku, czyli powołanie państwowego przedsiębiorstwa skupiającego upadające apteki. To bezprecedensowy pomysł, który cofałby rynek o kilkadziesiąt lat. Rynek apteczny stałby się niewydolny i niedofinansowany, tak jak państwowa służba zdrowia. Ta propozycja obrazuje jednak jak trudna jest obecna sytuacja farmaceutów i pacjentów.

– Regulacja, która wymaga państwowego koła ratunkowego, jest złą regulacją. Skoro proponuje się państwową spółkę do skupowania aptek i fundusz pożyczkowy za pół miliarda złotych z budżetu, to autorzy tych pomysłów sami przyznają, że rynek pod rządami obecnych przepisów nie utrzyma aptek tam, gdzie są potrzebne. Problem białych plam będzie rósł, brakuje aptek w małych gminach, zamykają się apteki całodobowe w wielkich miastach. Co znamienne, spółka Skarbu Państwa ma być zwolniona z ograniczeń, które obowiązują wszystkich pozostałych uczestników rynku. Nie stać nas na ratowanie skutków złego prawa publicznymi pieniędzmi. Nie stać nas także na to by nakładać kolejny podatek na apteki, których duża część jest dzisiaj nierentowna i pozbawiona możliwości pozyskania wsparcia inwestycyjnego z zewnątrz. Stać nas na dobre prawo i zdrową deregulacje – podsumowuje Mariusz Kisiel.

Postulaty przedsiębiorców aptecznych przedstawione przez ZAF w trakcie posiedzenia komisji sejmowej ds. regulacji rynku aptecznego:

  1. Ciągłość zezwolenia przy przeniesieniu apteki do innego lokalu, gdy przyczyną jest utrata tytułu prawnego lub zniszczenie lokalu.
  2. Możliwość zbycia i dziedziczenia apteki wraz z zezwoleniem, przy zachowaniu wymogu kierownika-farmaceuty i nadzoru inspekcji farmaceutycznej.
  3. Przejrzysty limit koncentracji na poziomie regionu na wzór włoski.
  4. Zwolnienie z opłaty administracyjnej za wydanie zezwolenia podmiotom, które chciałyby otworzyć placówkę apteczną w gminie, w której nie funkcjonuje żadna apteka
  5. Zachowanie ograniczeń geograficznych i demograficznych jako element mobilizujący powstawanie aptek w lokalizacjach, które tego najbardziej potrzebują
  6. Zlikwidowanie niekonstytucyjnych ograniczeń z 2023 roku, które wzmocniły rozpoczętą ustawą tzw. Apteką dla Aptekarza z 2017 degradację rynku aptecznego.
Źródło: inf pras
Od 12 lipca 2026 r. zacznie obowiązywać nowelizacja rozporządzenia Ministra Zdrowia dotyczącego przewozu przez granicę środków odurzających, substancji psychotropowych oraz prekursorów kategorii 1 na własne potrzeby lecznicze. Zmiana nie oznacza nowych obowiązków dla pacjentów, ale wprowadza nowy wzór dokumentu wydawanego przez Głównego Inspektora Farmaceutycznego lub właściwego wojewódzkiego inspektora farmaceutycznego w zależności od kierunku podróży.
Jak podkreśla Główny Inspektorat Farmaceutyczny, nowelizacja dotyczy wyłącznie wzoru dokumentu uprawniającego do przewozu leków zawierających środki odurzające lub substancje psychotropowe na własne potrzeby lecznicze. Dokumenty wydane przed 12 lipca pozostają ważne zgodnie z dotychczas obowiązującymi przepisami.

Nowe przepisy nie wprowadzają zakazu przewożenia takich leków ani nie zmieniają zasad uzyskiwania zgody. Ich celem jest uporządkowanie dokumentacji oraz dostosowanie wzoru do obowiązujących przepisów.

Kogo dotyczą przepisy?

Zmiany dotyczą osób podróżujących z lekami zawierającymi substancje kontrolowane, m.in. niektórymi lekami przeciwbólowymi opioidowymi, preparatami stosowanymi w psychiatrii, neurologii czy medyczną marihuaną – o ile zawierają substancje objęte przepisami o środkach odurzających lub substancjach psychotropowych. O tym, czy dany produkt podlega tym regulacjom, decyduje jego skład, a nie fakt, że jest wydawany na receptę.

GIF przypomina również, że procedura zależy od kierunku wyjazdu:

Wniosek warto złożyć z wyprzedzeniem

W związku z okresem wakacyjnym GIF apeluje do pacjentów, aby nie odkładali formalności na ostatnią chwilę. Liczba wniosków przed sezonem urlopowym znacząco wzrasta, dlatego urząd rekomenduje ich składanie co najmniej 15 dni przed planowaną podróżą. Należy uwzględnić nie tylko czas potrzebny na przeprowadzenie postępowania administracyjnego, ale również doręczenie dokumentów. Wnioski złożone tuż przed wyjazdem mogą nie zostać rozpatrzone na czas.

Dokument to element bezpiecznej podróży

Eksperci przypominają, że odpowiednie przygotowanie dokumentacji jest szczególnie ważne w przypadku osób przewlekle przyjmujących leki zawierające substancje kontrolowane. Brak wymaganego dokumentu podczas przekraczania granicy może prowadzić do problemów podczas kontroli celnych lub granicznych.

Dlatego przed wyjazdem warto sprawdzić, czy stosowany lek podlega przepisom dotyczącym substancji kontrolowanych, a w razie wątpliwości skorzystać z informacji publikowanych przez Główny Inspektorat Farmaceutyczny.

Źródło: GIF

Apteka nie powinna być jedynie miejscem realizacji recept, ale pełnoprawnym elementem systemu ochrony zdrowia – przekonywali uczestnicy konferencji poświęconej przyszłości opieki farmaceutycznej w Polsce. Organizacje pacjenckie, seniorskie i konsumenckie apelują o zmiany w Prawie farmaceutycznym, które zapewnią pacjentom dostęp do rzetelnej informacji o cenach i dostępności leków, umożliwią rozwój usług farmaceutycznych oraz lepiej wykorzystają kompetencje farmaceutów. W centrum proponowanych reform ma znaleźć się pacjent, jego bezpieczeństwo i realny dostęp do świadczeń zdrowotnych.
Podczas konferencji organizacje pozarządowe, reprezentujące środowiska: pacjenckie, seniorskie i konsumenckie, przedstawiły stanowisko w toczącej się debacie nt. zmian w Prawie farmaceutycznym. Chodzi o kwestie dotyczące dostępu pacjentów do informacji oraz świadczeń oferowanych przez apteki i farmaceutów. 

Wydarzenie było kolejnym krokiem po wspólnym apelu organizacji pacjenckich do minister zdrowia z 26 marca 2026 r. Punkt wyjścia stanowił ubiegłoroczny wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie C-200/24, który nakreślił ramy dopuszczalnej reklamy porównawczej w aptekach i którego pełna implementacja wymaga działania od polskiego ustawodawcy.

Wyrok TSUE przesądza, że państwa członkowskie nie mogą utrzymywać zakazów reklamy aptecznej niezgodnych z zasadą swobody przepływu towarów i usług. Dotychczasowy art. 94a Prawa farmaceutycznego wymaga nowelizacji – jest to obowiązek wynikający z prawa europejskiego. Uczestnicy konferencji z zadowoleniem przyjęli fakt, że Ministerstwo Zdrowia przygotowało projekt zmiany przepisów (UD291). Jednocześnie zgodnie ocenili, że dotychczas zaproponowane zmiany stanowią krok w dobrym kierunku, ale nie są wystarczające – zwłaszcza z perspektywy realnych potrzeb pacjentów oraz czekających Polskę wyzwań demograficznych.

Uczestnicy debaty podkreślili, że możliwość kupowania leków po niższych cenach dzięki dostępowi do wiarygodnej informacji o ofertach aptecznych nie oznacza wzrostu nakładów na leki ani ich nadmiernej konsumpcji. 

Zdaniem biorących udział w dyskusji ekspertów dziś problemem jest niekontrolowana polipragmazja (przyjmowanie zbyt wielu leków jednocześnie). Bariery w dostępie do informacji o dostępności leków w aptece, ich interakcjach z innymi lekami, czy oferowanych przez apteki innych świadczeniach, stają się problemem natury zdrowotnej oddziałującym szczególnie na mieszkańców mniejszych miejscowości. W ich sytuacji, poza placówką POZ, najczęściej mogą liczyć jedynie na aptekę oraz pracującego w niej farmaceutę lub farmaceutkę.

Uczestnicy konferencji podkreślali, że nowelizacja art. 94a Pf powinna zostać wpisana w szerszy cel: uczynienia apteki pełnoprawnym ogniwem systemu ochrony zdrowia, czyli lokalnym centrum zdrowia oferującym szersze świadczenia niż tylko sprzedaż produktów leczniczych. Osiągnięcie tego celu wymaga nowelizacji prawa, które umożliwi rozszerzenie świadczeń oferowanych przez apteki o takie obszary jak:

„Od 17 lat – także poprzez program Ogólnopolskiej Karty Seniora i Głos Seniora – jesteśmy w bezpośrednim kontakcie z setkami tysięcy seniorów w całej Polsce. Dlaczego umożliwiamy koncernom farmaceutycznym szeroką reklamę leków bez recepty, zabraniając jednocześnie aptekom honorować karty rabatowe, takie jak np. Ogólnopolska Karta Seniora?” – argumentował Łukasz Salwarowski.

Z kolei Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich, podkreślił, że apteka istnieje po to, żeby służyć pacjentowi, a nie żeby być przedmiotem sporu o to, kto ma prawo nią zarządzać. Maćkowiak podkreślił, że hasło „apteka dla aptekarza” jest odwróceniem właściwej hierarchii – w centrum powinien stać pacjent, a nie interes właściciela. Jego zdaniem dopóki debata publiczna pozostaje zdominowana przez spory branżowe, głos pacjenta będzie systematycznie wypychany na margines.
Zwrócono również uwagę na zjawiska, które – jeśli nie zostaną odpowiednio zaadresowane przez politykę zdrowotną – przełożą się na trwałe pogorszenie dostępności do opieki zdrowotnej. Należą do nich:
Tomasz Michałek, dyrektor Biura Zarządu Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”, podkreślił: „Apel z 26 marca, pod którym podpisały się organizacje reprezentujące miliony polskich pacjentów, nie jest postulatem ideologicznym – to wezwanie do racjonalnej polityki opartej na interesie pacjenta i spójnym podejściu do całości zagadnień związanych z funkcjonowaniem aptek w Polsce. Pacjenta nie interesuje, kto jest właścicielem apteki – jego interesuje dostępność do apteki oraz zakres świadczeń, jakie może mu ta placówka zaoferować”.

Zbigniew Tomczak, przewodniczący Obywatelskiego Parlamentu Seniorów, prezes Polskiego Stowarzyszenia Pomocy Osobom z chorobą Alzheimera, stwierdził: „Seniorzy to dziś ponad 10 milionów obywateli – największa grupa odbiorców świadczeń aptecznych w Polsce. A jednak w tej debacie ich głos jest najsłabiej słyszalny. Dominuje spór o własność aptek, o przepisy, o rynek. My mówimy o czymś innym: o człowieku, który stoi przy okienku aptecznym, często z listą kilkunastu leków w ręku, i nie wie, czy stać go na wszystkie, czy są tańsze zamienniki i czy w ogóle bezpiecznie jest je łączyć. Szczególnie niewidzialni są opiekunowie osób z chorobą Alzheimera: to oni zarządzają terapią, to oni stoją przy okienku aptecznym, bez możliwości wizyty farmaceuty u ich podopiecznego w domu. My prosimy tylko o jedno: żeby prawo wreszcie ich zobaczyło” – stwierdził Zbigniew Tomczak.

Anna Gryżewska, dyrektor Biura Polskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego, zaznaczyła, że pacjent przewlekle chory, zmagający się do końca życia z postępująca chorobą (jaką jest np. stwardnienie rozsiane), ma prawo oczekiwać od systemu ochrony zdrowia bardziej elastycznego podejścia do jego potrzeb. „Apteka to często ostatnie miejsce w systemie ochrony zdrowia, w którym pacjent ma realny kontakt z profesjonalistą medycznym przed sięgnięciem po lek. Szczególnie u osób z wielochorobowością i dużą różnorodnością objawów, przyjmujących nierzadko kilka preparatów dziennie, rola rzetelnej opieki farmaceutycznej wyraźnie oddzielonej od działań marketingowych jest kluczowa dla bezpieczeństwa terapii. Debata o art. 94a Prawa farmaceutycznego to w istocie debata o tym, czy farmaceuta będzie miał wreszcie warunki, by wpisać się w rolę profesjonalnego doradcy, zarówno w aptece, jak i poza nią. Dla chorych na SM tych, którzy chorują długo i doświadczają niepełnosprawności istotny jest też kontakt z farmaceutą w domu poza apteką – co także jest podnoszone przez środowiska chorych jako ważny element – możliwy do wprowadzenia w Polsce” – wskazała Anna Gryżewska.

Prof. Agnieszka Neumann-Podczaska, prezes Polskiego Towarzystwa Opieki Farmaceutycznej, podsumowała: „Senior przyjmujący kilkanaście leków dziennie to codzienność zarówno w polskich aptekach, jak i w placówkach opieki długoterminowej. Właśnie w tej grupie pacjentów szczególnie widoczny jest niewykorzystany potencjał farmaceutów. Farmaceuta powinien mieć możliwość wykonywania przeglądów lekowych finansowanych przez NFZ, zarówno w aptece, jak i w miejscu zamieszkania lub przebywania seniora, ponieważ są one jednym z najskuteczniejszych narzędzi ograniczania niekontrolowanej polipragmazji, zmniejszania ryzyka interakcji lekowych oraz optymalizacji farmakoterapii” – mówiła prof. Agnieszka Neumann-Podczaska.

Jej zdaniem rzetelna informacja nie prowadzi do nadmiernej konsumpcji leków. „Przeciwnie, dobrze poinformowany pacjent podejmuje bardziej racjonalne decyzje zdrowotne, np. zrezygnuje z drogiego, niepotrzebnego suplementu, a rozpocznie regularne stosowanie zleconego przez lekarza leku, z którego często zrezygnował ze względu na cenę. Dziś największym problemem jest brak systemowych narzędzi wspierających optymalną farmakoterapię. Dlatego rozwój opieki farmaceutycznej, w tym przeglądów lekowych finansowanych przez NFZ, powinien stać się jednym z priorytetów polityki zdrowotnej państwa.

Dzięki temu farmaceuci będą mogli w pełni wykorzystać swoje kompetencje, zwiększając bezpieczeństwo terapii i poprawiając jej skuteczność, a jednocześnie ograniczając koszty wynikające z nieoptymalnego leczenia” – wskazała prof. Agnieszka Neumann-Podczaska.

Źródło: PAP MediaRoom

Dzięki nowej funkcjonalności systemu e-zdrowia, pacjenci zyskają większą swobodę w realizacji e-recept. Centrum e-Zdrowia uruchomiło nową funkcjonalność, która umożliwia kontynuowanie realizacji recepty w różnych aptekach. Oznacza to, że po wykupieniu pierwszej partii leków pacjent nie będzie musiał wracać do tej samej apteki, aby odebrać kolejne opakowania.
 
Nowe rozwiązanie będzie wdrażane stopniowo. Już teraz zapraszamy wszystkie apteki do składania wniosków o dostęp do nowej funkcjonalności. W pierwszej kolejności będzie ona uruchamiana w aptekach z Kalisza i Łodzi, a od 18 czerwca w aptekach na terenie całego kraju.

Koniec z koniecznością powrotu do tej samej apteki

Do tej pory pacjent, który rozpoczął realizację e-recepty obejmującej większą liczbę opakowań leku, musiał odbierać kolejne partie leków w tej samej aptece. Dotyczyło to przede wszystkim recept wystawianych na dłuższy okres leczenia – w zdecydowanej większości recept rocznych. Dzięki nowej funkcjonalności każde kolejne opakowania będzie można wykupić również w innej aptece, pod warunkiem że obie apteki korzystają z nowego rozwiązania.

Korzyści dla pacjentów

Najważniejszą korzyścią jest większa wygoda i oszczędność czasu. Pacjent nie będzie już związany z jedną apteką tylko dlatego, że właśnie tam rozpoczął realizację recepty. Jeśli zmieni miejsce pobytu, wyjedzie na urlop, będzie przebywał czasowo w innej miejscowości lub po prostu nie znajdzie potrzebnego leku w dotychczasowej aptece, będzie mógł kontynuować realizację recepty w innej placówce. Podobnie w sytuacji, jeśli apteka zostanie zamknięta np. z powodu remontu lub nie będzie miała możliwości zamówienia z danej hurtowni kolejnego opakowania leku. Pacjent nie będzie musiał wykupić całej recepty od razu i ponosić koszt wszystkich opakowań z danej pozycji.

Korzyści dla aptek

Nowa funkcjonalność przynosi również korzyści aptekom. Po jej uruchomieniu apteka:

Korzyści dla systemu ochrony zdrowia

Jak działa nowe rozwiązanie?

Po uruchomieniu funkcjonalności apteka widzi w systemie informacje o e-recepcie, której realizacja została rozpoczęta w innej aptece, która również korzysta z tego rozwiązania Dzięki temu farmaceuta może kontynuować realizację recepty i wydać pacjentowi kolejną część przepisanych leków zgodnie z obowiązującymi zasadami.

Nowe rozwiązanie to kolejny krok w rozwoju usług cyfrowych w ochronie zdrowia, który zwiększa wygodę pacjentów oraz ułatwia codzienną pracę farmaceutów.

Źródło: MZ

Jedyny lek, który może pomóc zachować zdrowie lub życie jest niedostępny – choć trudno to sobie wyobrazić, to właśnie z taką rzeczywistością mierzą się dziesiątki polskich pacjentów. Istnieje jednak ścieżka, która pozwala sprowadzić do kraju lek, który pomoże, nawet jeśli nie został dopuszczony do obrotu w Polsce. Mowa o procedurze importu docelowego, dzięki któremu do pacjentów trafiają produkty medyczne zatwierdzone w innych krajach, których nie sposób zastąpić innymi preparatami dostępnymi w Polsce.
– Dla części pacjentów import docelowy jest jedynym mechanizmem umożliwiającym dostęp do terapii o potencjale ratującym zdrowie lub życie – mówi Mateusz Wołkowicz, Manager ds. Rozwoju Biznesu na Rynkach Zagranicznych w Urtica, podkreślając możliwości, jakie daje procedura importu docelowego.

Innowacyjne, na choroby rzadkie, nie do zastąpienia…

Tej szczególnej procedurze podlegają leki, które nie mają w Polsce odpowiedników, nie mogą zostać zastąpione innymi preparatami i mają kluczowe znaczenie dla zachowania zdrowia oraz życia pacjentów. Jednocześnie nie były one objęte postępowaniami, w których Prezes Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych odmówił dopuszczenia do obrotu lub przedłużenia pozwolenia bądź cofnął pozwolenie na dopuszczenie do obrotu.

Zazwyczaj w ramach procedury importu docelowego można wyróżnić dwie główne grupy produktów leczniczych, w których mechanizm ten odgrywa szczególnie istotną rolę. Pierwszą stanowią innowacyjne leki onkologiczne, natomiast drugą – produkty stosowane w leczeniu chorób rzadkich. W obu przypadkach kluczowym czynnikiem jest fakt, że nie uzyskały one jeszcze pozwolenia na dopuszczenie do obrotu na terenie Unii Europejskiej i/lub Polski. Mechanizm importu docelowego stanowi odpowiedź systemu ochrony zdrowia na potrzebę zapewnienia pacjentom możliwie najszybszego dostępu do niezbędnej terapii – tłumaczy ekspert Urtica, który specjalizuje się w sprowadzaniu do Polski takich preparatów.

Jak uzyskać pozwolenie?

Uzyskanie zgody na import docelowy wiążę się ze ściśle określoną procedurą. Aby pacjent mógł w ogóle wykorzystać tę ścieżkę, niezbędna jest decyzja lekarza, bo to właśnie on decyduje o konieczności zastosowania danego leku, a także inicjuje całą procedurę poprzez wystawienie zapotrzebowania na sprowadzenie spoza granic Polski określonego leku. Takie zapotrzebowanie składane jest w Systemie Obsługi Importu Docelowego. Ostateczną zgodę na realizację zapotrzebowania wydaje Minister Zdrowia.

Pozytywna decyzja skutkuje możliwością złożenia zlecenia hurtowni farmaceutycznej, a następne już pozyskania przez nią leku i sprowadzenia go do kraju.

– Skuteczność pozyskiwania leków w ramach importu docelowego jest uzależniona od wielu czynników, takich jak szerokie możliwości operacyjne, rozbudowana sieć kontaktów biznesowych czy doskonała znajomość przepisów związanych z procedurą importu docelowego, wynikająca z wieloletniego doświadczenia w tym obszarze. W ramach udzielanego przez nas wsparcia świadczymy kompleksową usługę – od pozyskania produktu, po jego bezpośrednie dostarczenie do apteki lub szpitala – tak, aby możliwie najszybciej trafił do potrzebującego pacjenta. Mamy świadomość, jak kluczowe znaczenie w kontekście zdrowia i życia ma czas – wyjaśnia Mateusz Wołkowicz z Urtiki.

Wśród najpopularniejszych kierunków, z których sprowadzane są leki w ramach procedury importu docelowego znajdują się Stany Zjednoczone, Kanada czy Wielka Brytania.

Lek, na który czekają pacjenci

W ramach importu docelowego możliwe jest nie tylko pozyskanie leku dla konkretnego pacjenta, ale też sprawdzenie większej partii dla grupy pacjentów z tym samym schorzeniem, np. na potrzeby leczenia szpitalnego. Sam preparat nie jest refundowany, natomiast pacjenci mogą we własnym zakresie ubiegać się o takie wsparcie. Jak ujawniło niegdyś Ministerstwo Zdrowia – pozytywnie odpowiada na ok. 90% złożonych wniosków dot. refundacji leku. Warto mieć też świadomość, że proces uzyskania takiej refundacji może potrwać nawet ponad 30 dni.

Choroby, na które tego typu leki są importowane, to najczęściej preparaty okulistyczne czy też nowotworowe. Zdecydowana większość leków ma formę płynną lub sproszkowaną.

Specjalne warunki dla wyjątkowego leku

Leki same w sobie wymagają wyjątkowych warunków magazynowania i transportu, a te innowacyjne bardzo często podlegają jeszcze surowszym restrykcjom pod tym względem. Transport ze Stanów Zjednoczonych czy Japonii bywa prawdziwym wyzwaniem, natomiast doświadczenie i właściwe dostosowanie procedur na każdym etapie sprawia, że przedsięwzięcie kończy się sukcesem.

Konieczność zapewnienia bardzo niskiej temperatury, obowiązek monitorowania przesyłki na każdym etapie, presja czasu i wysoka cena transportowanego preparatu wymagają profesjonalizmu i dużej elastyczności w całym łańcuchu dostaw. Przy czym nie tylko transport międzykontynentalny czy międzykrajowy wiąże się z szeregiem procedur. Istotne jest także to, w jaki sposób lek będzie przechowywany i przetransportowany do miejsca docelowego w Polsce. Dlatego transportem do szpitala/apteki zajmują się wyspecjalizowani operatorzy logistyczni świadczący usługi dla rynku farmaceutycznego – zaznacza Daniel Charucki, kierownik transportu Pharmalink. – Tylko dzięki wieloletniemu doświadczeniu, profesjonalnej kadrze, odpowiednio dostosowanym samochodom i dobrze dopasowanemu systemowi wszystkie leki trafiają do chorych w optymalnym czasie i we właściwych warunkach – dodaje ekspert Pharmalink.

Logistyka farmaceutyków wymaga spełnienia restrykcyjnych wymogów prawnych i jakościowych, wynikających zarówno z obowiązujących regulacji, jak i z konieczności zapewnienia bezpieczeństwa terapii. Kluczowe znaczenie mają ciągłość łańcucha dostaw, stały monitoring warunków transportu oraz precyzyjnie zdefiniowane procedury obowiązujące na każdym etapie procesu.

W ramach importu docelowego niezbędna jest ścisła współpraca różnych podmiotów odpowiedzialnych za poszczególne etapy procedury. Przykładem może być kooperacja firm Urtica i Pharmalink. I tak za pozyskanie produktów leczniczych od producentów lub certyfikowanych hurtowni oraz organizację transportu międzynarodowego zgodnie z obowiązującymi standardami odpowiada Urtica, natomiast logistyka na terenie kraju, z zachowaniem wymaganych restrykcyjnych warunków przechowywania i transportu realizowana jest przez Pharmalink. Tak zorganizowany proces pozwala na terminowe dostarczenie produktu leczniczego do pacjenta przy zachowaniu jego jakości, skuteczności i bezpieczeństwa.

Pharmalink – Wyspecjalizowany operator logistyczny dla farmacji

Pharmalink od ponad 15 lat jest wiodącym dostawcą rozwiązań logistycznych dla branży farmaceutycznej. Specjalizuje się w transporcie leków w warunkach pełnej kontroli temperatury. Świadczy kompleksowe usługi w zakresie zarządzania, obsługi magazynowej i dystrybucji leków dla branży farmaceutycznej zarówno dla rynku ludzkiego, jak i weterynaryjnego. Współpracuje z największymi koncernami farmaceutycznymi, hurtowniami farmaceutycznymi, szpitalami, aptekami oraz odbiorcami leczniczych preparatów weterynaryjnych. Oferowane przez Pharmalink usługi są w pełni zgodne z wymogami Prawa Farmaceutycznego i Dobrej Praktyki Dystrybucyjnej. Gwarantuje to najwyższą jakość przechowywania, transportu i doręczenia leków – bezpiecznie i na czas. Nie bez przyczyny, misja firmy brzmi: „DOWOZIMY ZDROWIE”.

Więcej informacji można znaleźć na stronie: www.pharmalink.pl

Źródło: Komuniakt Prasowy

Polityka lekowa jest jednym z fundamentów funkcjonowania współczesnego systemu ochrony zdrowia. Decyduje nie tylko o dostępności terapii dla pacjentów, ale także o bezpieczeństwie lekowym państwa, stabilności rynku farmaceutycznego oraz racjonalnym wykorzystaniu środków publicznych przeznaczonych na leczenie. W Polsce dyskusja na temat kierunków tej polityki trwa od lat, jednak – jak zwracają uwagę eksperci Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego – system wciąż nie doczekał się nowego, kompleksowego dokumentu strategicznego.
Odpowiedzią na tę lukę ma być opracowanie „Rekomendacje Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego dla polityki lekowej państwa. Policy Brief”, przygotowane przez zespół ekspertów złożony z przedstawicieli środowiska akademickiego i praktyki farmaceutycznej. Dokument ma charakter propozycji kierunkowych i jest skierowany przede wszystkim do decydentów odpowiedzialnych za kształtowanie polityki zdrowotnej i farmaceutycznej państwa.

Autorzy podkreślają, że celem rekomendacji nie jest jedynie diagnoza obecnej sytuacji, lecz wskazanie konkretnych obszarów zmian, które mogłyby wzmocnić bezpieczeństwo lekowe i poprawić efektywność całego systemu.

Polityka lekowa to więcej niż refundacja

Ostatni kompleksowy dokument rządowy dotyczący polityki lekowej w Polsce obejmował lata 2018–2022. Od tego czasu system ochrony zdrowia funkcjonuje bez nowej, oficjalnej strategii państwa w tym obszarze.

Tymczasem, jak wskazują eksperci, polityka lekowa powinna obejmować znacznie więcej niż tylko kwestie refundacyjne. W ich ocenie w debacie publicznej pojęcie to bywa często redukowane do decyzji o finansowaniu nowych terapii, podczas gdy w rzeczywistości dotyczy ono całego systemu funkcjonowania rynku farmaceutycznego.

Polityka lekowa obejmuje bowiem zarówno produkcję leków i substancji czynnych, zasady ich dystrybucji i nadzoru nad rynkiem, jak i kwestie racjonalnego stosowania farmakoterapii oraz dostępu pacjentów do rzetelnej informacji o lekach.

Zdaniem autorów dokumentu brak kompleksowego podejścia sprawia, że działania państwa mają często charakter doraźny i stanowią odpowiedź na bieżące problemy rynku, zamiast wynikać z długoterminowej strategii.

 
Bezpieczeństwo lekowe jako element bezpieczeństwa państwa

Jednym z centralnych wątków rekomendacji jest kwestia bezpieczeństwa lekowego. Autorzy policy briefu podkreślają, że w ostatnich latach problem ten przestał być jedynie zagadnieniem gospodarczym czy zdrowotnym, a stał się również elementem bezpieczeństwa państwa.

Pandemia COVID-19 pokazała, jak bardzo systemy ochrony zdrowia są uzależnione od globalnych łańcuchów dostaw leków i substancji czynnych. Zakłócenia logistyczne, ograniczenia eksportowe czy problemy produkcyjne w jednym regionie świata mogą w krótkim czasie doprowadzić do braków leków w wielu krajach.

Eksperci przypominają, że obecnie znaczna część produkcji substancji czynnych wykorzystywanych w lekach odbywa się poza Europą. Największym producentem API są dziś Chiny, które odpowiadają za ponad 40 procent globalnej produkcji tych substancji.

Tak duża koncentracja produkcji w jednym regionie świata zwiększa ryzyko przerwania dostaw w sytuacjach kryzysowych. Dlatego, zdaniem autorów raportu, państwa europejskie powinny dążyć do wzmacniania własnych zdolności produkcyjnych i budowania większej niezależności farmaceutycznej.

 
Polska farmacja między potencjałem a zależnością od importu

Analiza przedstawiona w rekomendacjach wskazuje, że polski przemysł farmaceutyczny rozwija się, jednak jego pozycja w globalnym systemie produkcji leków pozostaje ograniczona.

Na krajowym rynku dominują przede wszystkim leki generyczne. W ujęciu wartościowym stanowią one około 59 procent sprzedaży, natomiast w ujęciu ilościowym ich udział jest jeszcze większy i sięga ponad trzech czwartych rynku aptecznego oraz niemal dziewięciu dziesiątych rynku szpitalnego.

Jednocześnie krajowi producenci dostarczają jedynie około jednej trzeciej leków dostępnych w Polsce. Oznacza to, że zdecydowana większość produktów leczniczych obecnych na rynku pochodzi z importu.

Struktura handlu zagranicznego pokazuje także wyraźną asymetrię. Polska eksportuje głównie leki generyczne oraz niektóre substancje czynne, natomiast import obejmuje przede wszystkim nowoczesne leki innowacyjne i biologiczne. W efekcie bilans handlowy w sektorze farmaceutycznym pozostaje ujemny – wartość importu leków przewyższa wartość eksportu.

Eksperci zwracają uwagę, że sytuacja ta ma znaczenie nie tylko ekonomiczne, ale również strategiczne. Wysoka zależność od importu zwiększa podatność systemu ochrony zdrowia na zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw.

 
Brak danych o rzeczywistej farmakoterapii pacjentów

Jednym z najbardziej krytycznych wniosków zawartych w rekomendacjach jest wskazanie na niedostatek danych dotyczących realnego stosowania leków w Polsce.

Zdaniem autorów państwo nie dysponuje kompleksowymi informacjami na temat całego rynku farmaceutycznego – zarówno w zakresie obrotu lekami refundowanymi, jak i pełnopłatnymi czy dostępnymi bez recepty. Dane te są rozproszone między różnymi instytucjami i często pochodzą z analiz prowadzonych przez podmioty komercyjne.

Brakuje również systemowych narzędzi umożliwiających ocenę całej farmakoterapii pacjenta. W praktyce oznacza to, że system ochrony zdrowia nie ma pełnego obrazu takich zjawisk jak:
W ocenie ekspertów szczególnie istotnym narzędziem mogłyby być przeglądy lekowe, czyli kompleksowa analiza wszystkich leków stosowanych przez pacjenta. Pozwala ona identyfikować potencjalne interakcje, błędy w terapii czy problemy z przestrzeganiem zaleceń.

W Polsce jednak tego typu świadczenia nie funkcjonują jeszcze powszechnie w systemie ochrony zdrowia, choć – zdaniem ekspertów – mogłyby znacząco poprawić bezpieczeństwo farmakoterapii.

Racjonalizacja farmakoterapii jako wyzwanie systemowe

Racjonalne stosowanie leków stanowi kolejny ważny obszar wskazany w rekomendacjach. Autorzy raportu podkreślają, że optymalizacja farmakoterapii powinna obejmować zarówno wybór właściwego leku, jak i jego prawidłowe stosowanie przez pacjenta.

W tym kontekście szczególną rolę mogliby odgrywać farmaceuci, którzy dzięki bezpośredniemu kontaktowi z pacjentem mogą wspierać proces monitorowania terapii, identyfikować potencjalne problemy lekowe oraz poprawiać bezpieczeństwo stosowania leków.

Rozwój opieki farmaceutycznej oraz włączenie farmaceutów w szerszy proces zarządzania farmakoterapią pacjentów to – zdaniem autorów dokumentu – jeden z kierunków, które powinny zostać uwzględnione w przyszłej polityce lekowej państwa.

 
Samoleczenie i reklama leków

Kolejnym obszarem wskazanym w rekomendacjach jest rosnąca rola samoleczenia. Sprzedaż leków dostępnych bez recepty od lat stanowi ważny segment rynku farmaceutycznego, a jednocześnie jest silnie wspierana przez działania marketingowe.

Autorzy dokumentu podkreślają, że dostępność leków OTC jest istotnym elementem systemu ochrony zdrowia, ponieważ umożliwia pacjentom samodzielne radzenie sobie z drobnymi dolegliwościami. Jednocześnie jednak nadmierna liberalizacja rynku oraz intensywna reklama mogą sprzyjać niewłaściwemu stosowaniu preparatów.

Dlatego jednym z elementów przyszłej polityki lekowej powinna być refleksja nad zasadami reklamy leków oraz nad sposobem przekazywania informacji o produktach leczniczych społeczeństwu.

 
W stronę bardziej strategicznej polityki lekowej

Autorzy rekomendacji podkreślają, że polityka lekowa powinna być oparta na jasno zdefiniowanych celach publicznych, z których najważniejszym jest ochrona zdrowia i życia obywateli.

Ich zdaniem Polska potrzebuje odejścia od modelu reaktywnego – polegającego na reagowaniu na bieżące problemy rynku farmaceutycznego – na rzecz strategii długoterminowej. Taka strategia powinna uwzględniać m.in.:
Autorzy dokumentu podkreślają, że nadrzędnym celem polityki lekowej powinno być zawsze zapewnienie bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli. Jak zaznaczają, część proponowanych rozwiązań może wydawać się bezkompromisowa i może budzić dyskusję. Ich zdaniem jednak właśnie taka debata jest potrzebna, jeśli polityka lekowa ma stać się jednym z kluczowych elementów długofalowej strategii zdrowotnej państwa.

Źródło: Polskie Towarzystwo Farmaceutyczne, Rekomendacje Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego dla polityki lekowej państwa. Policy Brief, Warszawa 2026.

Ministerstwo Zdrowia opublikowało kolejne obwieszczenie dotyczące wykazu produktów leczniczych zagrożonych brakiem dostępności. Lista liczy 282 pozycje i obejmuje nie tylko preparaty o znaczeniu specjalistycznym, ale także leki stosowane powszechnie, w tym insuliny, szczepionki, leki przeciwzakrzepowe, przeciwpadaczkowe czy stosowane w astmie i schizofrenii. To zestawienie nie jest jedynie dokumentem administracyjnym.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami „obowiązkiem wojewódzkich inspektorów farmaceutycznych jest zgłaszanie do Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego leków, których brakuje w 5 proc. aptek w danym województwie”. W dalszym kroku informacja trafia do ministra zdrowia, który publikuje wykaz. System więc działa. Pytanie brzmi, czy działa wystarczająco szybko i skutecznie z perspektywy pacjenta.

W praktyce lista nie oznacza jeszcze całkowitego braku dostępności. Jest raczej sygnałem ostrzegawczym, że w części regionów pojawiają się niedobory. Jednak dla wielu pacjentów ten sygnał przekłada się na konkretne doświadczenie. Poszukiwanie leku w kolejnych aptekach, konieczność zmiany terapii lub jej przerwania, a także rosnące poczucie niepewności.

System antywywozowy, który miał przeciwdziałać niekontrolowanemu eksportowi leków, bez wątpienia ograniczył skalę tego zjawiska. Jednocześnie jednak nie rozwiązał wszystkich problemów związanych z dostępnością. Niedobory wynikają także z czynników globalnych, takich jak zakłócenia w łańcuchach dostaw, ograniczenia produkcyjne czy rosnące zapotrzebowanie na określone grupy leków.

Pytanie, które pojawia się coraz częściej, nie dotyczy już samego monitorowania niedoborów. Dotyczy zdolności systemu do ich zapobiegania. Czy reagujemy wystarczająco wcześnie? Czy mechanizmy zabezpieczające są wystarczające? I wreszcie, czy pacjent może mieć pewność, że jego leczenie nie zostanie przerwane z powodów, na które nie ma wpływu?

Lista leków zagrożonych brakiem dostępności nie jest tylko zestawieniem nazw. To obraz systemu w momencie napięcia. I przypomnienie, że bezpieczeństwo lekowe to nie kwestia procedur, lecz podstawowego prawa pacjenta do leczenia.

Pełną listę można znaleźć: TU

Źródło: MZ