Medicalpress

Polacy po 65.roku życia spędzają mniej lat w dobrym zdrowiu niż przeciętny mieszkaniec UE – oceniają eksperci think tanku Medyczna Racja Stanu. Aby poprawić te wskaźniki, konieczne są kompleksowe zmiany w organizacji systemu ochrony zdrowia i skuteczniejsze leczenie chorób przewlekłych.

 
Z danych GUS, cytowanych w informacji prasowej przesłanej PAP, wynika, że niemal nieprzerwanie od 2012 r. utrzymuje się spadek liczby ludności Polski. W końcu 2025 r. wynosiła ona 37332 tys., tj. obniżyła się o ok. 157 tys. w stosunku do stanu sprzed roku.

Na debacie Medycznej Racji Stanu pod koniec kwietnia wiceprezes GUS ds. statystyki społecznej Hanna Strzelecka podkreśliła, że polskie społeczeństwo systematycznie się starzeje. – Ale dopiero w 2014 r. trendy zmieniły się o tyle, że mamy więcej ludności w wieku 65 lat i starszej niż dzieci wieku 0-14 lat – zaznaczyła.

Zwróciła uwagę, że obecnie mamy w kraju 8 mln osób w wieku 65 lat i więcej, natomiast w roku 2050 będzie to 10 mln, czyli co trzecia osoba. Osób w wieku 80 lat i starszych jest w Polsce obecnie 1,6 mln, a w 2050 r. będzie ich dwa razy więcej.

– Musimy się do tego przygotować, nie tylko z punktu widzenia opieki zdrowotnej, ale też opieki długoterminowej – zaznaczyła Strzelecka. Według niej, nawet gdyby obecnie znacząco wzrosła w kraju dzietność, nie uda nam się szybko odwrócić tych trendów. – Dlatego musimy wprowadzić w życie „srebrną” gospodarkę – oceniła. Jej zdaniem jest to niezbędne, by utrzymać rozwój gospodarczy.

Prof. Elżbieta Gołata, przewodnicząca Komitetu Nauk Demograficznych PAN, zwróciła uwagę na to, że w ostatnich 35 latach oczekiwana długość życia w Polsce wzrosła o 10 lat. Mimo to nadal jesteśmy w końcówce krajów Europejskich – w krajach takich jak Włochy, Szwecja czy Szwajcaria ludzie żyją średnio 7 lat dłużej, zaznaczyła specjalistka.

W jej ocenie jest też wiele do zrobienia, jeśli chodzi o oczekiwaną długość życia w zdrowiu. Z ostatniego raportu Komisji Europejskiej pt. „State of Health in the EU. Polska. Profil systemu ochrony zdrowia 2025” wynika, że średnia długość życia w zdrowiu w Polsce była niższa od średniej Unii Europejskiej. W wieku 65 lat kobiety w Polsce mogą oczekiwać 8,6 roku zdrowego życia, a mężczyźni 7,8 roku, w porównaniu ze średnią wynoszącą odpowiednio 9,2 roku i 8,9 roku w całej UE.

W raporcie wskazano, że – zgodnie z trendami obserwowanymi w całej Europie – głównymi przyczynami zgonów oraz złego stanu zdrowia Polaków są choroby układu krążenia i nowotwory.

– Mamy coraz więcej schorzeń o charakterze przewlekłym, związanych z wiekiem – powiedział pełnomocnik prezesa NFZ, Michał Dzięgielewski. Zwrócił też uwagę, że grupa osób w wieku 60 lat i więcej stanowi największe obciążenie dla systemu ochrony zdrowia. – Aż 50 proc. wydatków w leczeniu szpitalnym jest związane z grupą wiekową 60+, a leczenie szpitalne stanowi z kolei 50 proc. wszystkich wydatków na zdrowie – wyjaśnił.

Eksperci podkreślali, że ze względu na starzenie się społeczeństwa konieczna jest kompleksowa reforma, jeśli chodzi o leczenie chorób przewlekłych, które generują wiele kosztownych powikłań. Przykładem jest choroba otyłościowa.

Prof. Mariusz Wyleżoł, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości, przypomniał, że epidemia otyłości i związane z nią ok. 200 powikłań, w tym choroby sercowo-naczyniowe, stanowią „zagrożenie dla całego społeczeństwa”.

– My obecnie w Polsce koncentrujemy się na leczeniu powikłań otyłości, a nie na jej leczeniu przyczynowym. A obecnie mamy takie możliwości. Jeszcze się kilka lat temu nie spodziewaliśmy, że do chirurgii bariatrycznej dołączy możliwość leczenia farmakologicznego – powiedział specjalista. W jego ocenie jest to największy przełom w medycynie, jaki dokonał się w ostatnich latach.

Tymczasem w naszym kraju wciąż odwlekane są decyzje o systemowym podejściu do leczenia chorych na otyłość, w tym o refundacji farmakoterapii. – Musimy jak najszybciej zaopiekować się tą grupą chorych, ażeby przeciwdziałać rozwojowi powikłań otyłości. Przyniesie to ogromne oszczędności dla całego systemu opieki zdrowotnej, ale i dla nas wszystkich jako społeczeństwa – ocenił.

Innym przykładem przewlekłej choroby generującej ogromne koszty społeczne jest nadciśnienie tętnicze.

Prof. Jacek Wolf z Kliniki Nadciśnienia Tętniczego i Diabetologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego przypomniał, że może ono dotyczyć nawet 38 proc. dorosłych Polaków i jest głównym czynnikiem skracającym życie i powodującym niepełnosprawność, gdyż przyczynia się do zawałów serca i udarów mózgu.

W ocenie kardiologa największym problemem w leczeniu nadciśnienia jest brak współpracy pacjentów z lekarzem i nieprzestrzeganie zaleceń lekarskich. Zgodnie z szacunkami jedynie 22,4 proc. pacjentów z nadciśnieniem jest leczonych właściwie. Ten niski wskaźnik kontroli przyczynia się do zwiększonego ryzyka udarów, zawałów serca i przedwczesnych zgonów.

Aby poprawić te wyniki, Polskie Towarzystwo Nadciśnienia Tętniczego we współpracy Polskim Towarzystwem Medycyny Rodzinnej, Polskim Towarzystwem Diabetologicznym oraz Polskim Towarzystwem Kardiologicznym zainicjowało na początku br. program Misja 50/30. Jego celem jest to, aby do 2030 r. 50 proc. pacjentów z nadciśnieniem uzyskało prawidłowe wskaźniki ciśnienia tętniczego – tzw. normotensję. Lekarze, którzy decydują się przyłączyć do programu, są zobowiązani edukować pacjentów z nadciśnieniem tętniczym na temat korzyści płynących z prawidłowej terapii tego schorzenia.

Prof. Wolf podkreślił, że obecnie dysponujemy bardzo dobrymi lekami na nadciśnienie, które mogą poprawić przestrzeganie zaleceń lekarskich (tzw. adherencję). Są to leki złożone (w skrócie SPC). – Te leki to fundament leczenia nadciśnienia tętniczego. Dane z Niemiec wskazują, że znacznie poprawiają one poziom współpracy pacjenta z lekarzem i dają bardzo dobre efekty zdrowotne, np. chorzy rzadziej wymagają hospitalizacji z powodu powikłań – powiedział specjalista.

Prof. Krzysztof Giannopoulos, prezes Stowarzyszenia Hematologia Nowej Generacji oraz Polskiego Towarzystwa Hematologicznego i Transfuzjologicznego, zwrócił uwagę na to, że coraz lepsze leczenie nowotworów układu krwiotwórczego sprawia, iż pacjenci mogą żyć z nimi przez wiele lat, jak z chorobą przewlekłą. – Ze względu na coraz bardziej starzejące się społeczeństwo, ale też coraz lepszą diagnostykę, liczba chorych na nowotwory hematologiczne będzie rosła. Jednocześnie, dzięki coraz lepszemu leczeniu, pacjenci ci coraz dłużej żyją – powiedział specjalista.

Przykładem jest szpiczak plazmocytowy, gdzie mediana przeżycia kiedyś wynosiła 3 lata, a obecnie pacjenci po przeszczepieniu autologicznym szpiku na jednym schemacie leczenia mają medianę przeżycia 17 lat. Dlatego tak istotne jest finansowanie skutecznych terapii dla tych chorych już od najwcześniejszych linii terapii, w tym najnowszych opcji, jak CAR-T czy innowacyjne leki łączące przeciwciało z immunotoksyną, ocenił prof. Giannopoulos.

Eksperci Medycznej Racji stanu podsumowali, że jednym z czynników, który może pomóc złagodzić negatywne konsekwencje starzenia się społeczeństwa, jest wydłużenie średniej życia w zdrowiu. To z kolei może przełożyć się na wydłużenie aktywności zawodowej osób starszych. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

ZUS podaje, że na koniec pierwszego półrocza 2024 roku średnie zadłużenie aktywnych płatników wyniosło 31,4 tys. zł. To o 18,5% więcej niż rok wcześniej. Rekordzista ma jednak aż 818,8 mln zł niezapłaconych składek. Eksperci komentujący te dane zwracają uwagę na słabą egzekucję zadłużenia, a także na wysokość składek. Stanowią one zbyt duże obciążenie dla firm, zwłaszcza tych jednoosobowych. Do tego nie spodziewają się poprawy w tym zakresie. Mówią wręcz, że sytuacja może się pogarszać.
Jak informuje Zakład Ubezpieczeń Społecznych (ZUS), według stanu na 30 czerwca 2024 roku, średnie zadłużenie aktywnych płatników wyniosło 31,4 tys. zł. To o 18,5% więcej niż rok wcześniej, kiedy odnotowano 26,5 tys. zł. Wzrost może wskazywać na to, że firmy mają coraz większe problemy z płaceniem tego typu zobowiązań.

– Płatnicy mają często z tym problemy. To efekt spowolnienia gospodarczego, widocznego w niektórych branżach, ale także tego, że obciążenia podatkowe i parapodatkowe w Polsce są już naprawdę wysokie. Szczególnie kosztowne pod tym względem jest zatrudnianie na umowę o pracę – wskazuje dr Anna Wojciechowska z Solveo Advisory i ekspertka BCC.

Z kolei radca prawny Aldona Międlar-Adamska z kancelarii prawno-podatkowej Ars Aequi zwraca uwagę na to, że dane mogą wskazywać na pogorszenie sytuacji finansowej przedsiębiorstw, które z coraz większym trudem regulują swoje zobowiązania wobec ZUS-u. Powyższy wzrost może być również wynikiem inflacji oraz rosnących kosztów prowadzenia działalności. To sprawia, że firmom trudniej jest zachować płynność finansową.

– Taki wzrost zadłużenia jest odczuwalny dla aktywnych płatników, zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw, które mają słabsze rezerwy. Dla nich każdy wzrost obciążeń może stanowić istotne wyzwanie, co w konsekwencji prowadzi do narastania długów. W przypadku dużych firm, które dysponują większymi zasobami, wzrost zadłużenia również może sygnalizować głębsze problemy – ocenia ekspertka z Ars Aequi.

O ile średni dług przypadający na płatnika jest sumą wciąż relatywnie realną do uregulowania, to jednak – według ZUS – maksymalna kwota zadłużenia na wszystkie fundusze na aktywnych kontach płatników wyniosła 818,8 mln zł, a minimalna – 0,01 zł. Rok wcześniej odnotowano takie same wyniki. ZUS podaje również, że jeszcze na koniec maja maksymalne zadłużenie było na poziomie 1109 mln zł, ale dłużnik uregulował w czerwcu 290 mln zł z ww. należności.

– Niby jest lepiej w gospodarce, ale firmy wciąż zderzają się z mocnym wzrostem kosztów i to powoduje, że też trudno liczyć na jakąś poprawę dotyczącą ściągalności składek. Płatności zusowskich zobowiązań a płatności podatków to nie jest to samo. Ale ogólnie, jeżeli chodzi o ściągalność podatków, te dane wskazują na to, że trudno liczyć w tym roku na bardzo mocne przyspieszenie ich odzyskiwania – mówi ekonomista Marek Zuber.

Istnienie tak ogromnego zobowiązania wobec ZUS jest zaskakujące. Zdaniem dr Anny Wojciechowskiej, w przypadku kilkumiesięcznych opóźnień w płatnościach składek to już jest problem dla systemu. Beneficjenci świadczeń publicznych nie są gotowi na nie czekać, a – w dużym uproszczeniu – skądś te środki trzeba brać. Według ekspertki, ZUS powinien poprawić egzekucję należności, by nie doprowadzić do problemów z płynnością. 

– Można rozważyć zaostrzenie przepisów dotyczących raportowania i monitorowania płatności, aby szybciej identyfikować potencjalne problemy. Wprowadzenie sankcji dla firm, które regularnie przekraczają określony poziom długów, mogłoby działać odstraszająco. Zadłużenie aktywnych płatników wpływa negatywnie na system, obciążając budżet ZUS i zmniejszając dostępne środki na bieżące wypłaty świadczeń – stwierdza Aldona Międlar-Adamska.
Do tego Marek Zuber zauważa, że tylko Austria, Szwajcaria i kraje skandynawskie można określić jako państwa z ugruntowaną społecznie potrzebą płacenia podatków i zobowiązań publicznych. Wynika to ze skuteczności aparatu państwa, świadomości obywateli, a nie tylko samych przepisów prawnych. Do tego dochodzi skuteczność egzekwowania należności i to jest to, czego w Polsce ewidentnie brakuje.

– Jeśli Polacy mają jakieś zobowiązania, choćby w stosunku do ZUS, to instytucja ma możliwości ich odzyskania, bo przecież może zajmować konta. Choć powszechnie to wiadomo, w dalszym ciągu jakby dość często przedsiębiorcy po prostu nie płacą ZUS-u, tłumacząc, że nie mają na ten cel pieniędzy. Zazwyczaj słyszymy o takich postępowaniach, które kończą się jednak relatywnie szybko – punktuje ekspert.

Trudno jest jednoznacznie określić, jak w najbliższych miesiącach będzie wyglądać sytuacja z maksymalnym i ze średnim zadłużeniem aktywnych płatników wobec ZUS-u. Na te dane mogą wpłynąć planowane rozwiązania, m.in. tzw. wakacje składkowe, pozwalające płatnikom na złapanie oddechu i zmniejszenie bieżących obciążeń na rzecz instytucji. Jednak mogą one prowadzić do odłożenia problemów w czasie i ich finalnego nawarstwienia. 

– Jeśli egzekucja należności i nastawienie ZUS-u w tym zakresie nie zmienią się, to raczej trudno spodziewać się – w mojej ocenie – poprawy sytuacji. Oczywiście wakacje składkowe mogą nieco ją polepszyć. Jednak, jeśli nadejdzie spowolnienie gospodarcze, to wcale tak nie będzie musiało być – zauważa dr Anna Wojciechowska.

Natomiast ekspertka z kancelarii Ars Aequi przekonuje, że prognozy dotyczące maksymalnego i średniego zadłużenia aktywnych płatników wobec ZUS-u na koniec roku są trudne do jednoznacznego przewidzenia. Jednak należy oczekiwać, że kwoty te mogą ulec dalszemu zwiększeniu. Głównymi czynnikami, które mogą przyczynić się do wzrostu zadłużenia, są nadal wysokie koszty prowadzenia działalności, presja inflacyjna oraz ewentualne trudności związane z utrzymaniem płynności finansowej przez firmy, szczególnie te mniejsze i średnie.

– Najbliższe kwartały będą trudne i nie spodziewam się poważnej zmiany na lepsze, nawet gdyby się okazało, że gospodarka się rozkręca. Bardzo mocny wzrost kosztów po stronie przedsiębiorców jest dzisiaj dużym ograniczeniem w istotnej poprawie płacenia składki zusowskiej. Oczywiście są takie branże, w których jest to jeszcze bardziej widoczne niż średnio w całej gospodarce. Dotyczy to choćby gastronomii – podsumowuje Marek Zuber.

źródło: Monday News