Medicalpress
Ponad 110 mln Europejczyków, czyli 20 proc. społeczeństwa, jest narażonych na długotrwały hałas transportowy pochodzący z dróg, kolei, a także ruchu lotniczego – wynika z raportu Europejskiej Agencji Środowiska (EEA). Z kolei dane Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) wskazują, że w Polsce ponad 280 tys. osób w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców było narażonych na hałas, którego dopuszczalne poziomy zostały przekroczone. Eksperci alarmują, że problem narasta i może powodować poważne konsekwencje zdrowotne.
– Hałas w środowisku narasta, ponieważ bardzo szybko przybywa urządzeń, które go wytwarzają. Żyjemy w najgłośniejszych czasach w historii, ponieważ nigdy dotychczas ludzie nie mieli aż tak wielu urządzeń, maszyn i innych rzeczy służących rozrywce, które hałas generują. Niestety to ma bardzo konkretne przełożenie na to, jak ludzie się czują, jaką mają wydajność i możliwości w życiu. Jesteśmy bardziej zestresowani, ciągle niewyspani i nie mamy siły – mówi agencji Newseria Agnieszka Kantaruk, redaktor portalu edukacyjnego „Coraz głośniej”.

Problem narażania ludności na zbyt duży hałas został dostrzeżony już w 1995 roku, kiedy po raz pierwszy obchodzono Międzynarodowy Dzień Świadomości Zagrożenia Hałasem z inicjatywy amerykańskiej organizacji The Center for Hearing and Communication. W 2002 roku Unia Europejska wprowadziła uregulowania prawne do oceny i zarządzania poziomem hałasu w środowisku. Wykorzystuje się w nich wskaźnik hałasu w ciągu doby (LDWN), który mierzy drażniący hałas, jak również wskaźnik hałasu w porze nocnej (LN), który jest pomocny przy określaniu zakłóceń snu.  

Według szacunków EEA liczba osób w Unii Europejskiej odczuwających znaczną uciążliwość hałasu transportowego spadła zaledwie o 3 proc. między 2017 a 2022 rokiem. To tempo jest niewystarczające do osiągnięcia unijnego celu, jakim jest redukcja tej liczby o 30 proc. do 2030 roku.

Zgodnie z ustawą Prawo ochrony środowiska prezydenci miast powyżej 100 tys. mieszkańców są zobowiązani co pięć lat do przekazania Głównemu Inspektorowi Ochrony Środowiska strategicznych map hałasu. Są one opracowywane przez akustyków na podstawie jego długookresowych pomiarów. Przygotowany na podstawie map z 2021 roku raport GUS wskazuje, że w Polsce w 36 miastach powyżej 100 tys. mieszkańców na hałas dobowy mierzony wskaźnikiem LDWN narażonych było: w przypadku hałasu drogowego – 270 tys. osób, hałasu przemysłowego – 9,9 tys. osób, hałasu szynowego – 2,2 tys., a hałasu lotniczego – 2,5 tys. osób. Najwyższy udział takich osób w ogólnej liczbie ludności odnotowano w Gliwicach, Chorzowie i Szczecinie, natomiast najmniejszy stwierdzono w Toruniu, Dąbrowie Górniczej i Olsztynie.

 W tej chwili mamy 27 mln pojazdów w kraju, a jakiś czas temu były 3 mln, więc przyrost jest ogromny. Oczywiście to się nie zdarzyło z roku na rok, tylko na przestrzeni dekad, ale ci, którzy byli dziećmi 20 lat temu, żyli w zupełnie innym środowisku akustycznym niż dzieci, które żyją teraz. To się będzie przekładało na to, jak te dzieci się będą rozwijały. To zanieczyszczenie bardzo wiele nam odbiera – uważa Agnieszka Kantaruk.

 Najbardziej narażone na działanie hałasu są dzieci ze względu na etap ich rozwoju. Trudniej jest im się dostosować do sytuacji ciągłego hałasu, poza tym są one wystawione na hałas właściwie przez cały dzień, począwszy od szkoły czy przedszkola, gdzie na przerwach może on sięgać 100 decybeli. Już po wyjściu ze szkoły dziecko jest zmęczone, po południu i wieczorem zmęczenie będzie tylko narastać. W dodatku w pewnych sytuacjach również w nocy mogą mieć problem, ponieważ niektóre dźwięki nocne potrafią wybić ze snu i potem organizm ma problem, żeby znowu zasnąć. A wiadomo, że sen zdrowy i dający odpoczynek to jest sen ciągły, bez krótkich przebudzeń – wyjaśnia Grzegorz Bogusz, lekarz medycyny.

Z raportu EEA wynika, że zanieczyszczenie hałasem może powodować poważne problemy zdrowotne. Zwykle skutkuje ono rozdrażnieniem, zmęczeniem, narastającym stresem i zaburzeniami snu, ale długofalowe efekty są znacznie szersze. Może to bowiem prowadzić m.in. do chorób układu krążenia, chorób metabolicznych i zaburzeń psychicznych. Agencja szacuje, że na skutek długotrwałego narażenia na hałas transportowy liczba przedwczesnych zgonów sięga 66 tys.

– Wszyscy skupiają się właściwie na jednym aspekcie, czyli na ryzyku utraty słuchu. Natomiast hałas wpływa również na inne narządy. Mechanizm tego jest dość prosty i znany od dawna. W trakcie ewolucji naszego organizmu wykształciły się mechanizmy obronne, które były skierowane w tym kierunku, żeby reagować szybko i sprawnie na zagrożenie zewnętrzne, sygnalizowane przez gwałtowne hałasy, dźwięki, ryk dużego zwierzęcia, wybuchy wulkanów, okrzyki bojowe innego plemienia. Reakcją na takie zjawisko jest: walcz lub uciekaj. Sama fizjologia takiej reakcji polega na tym, że w naszym organizmie wydzielają się wtedy hydrokortyzon, adrenalina, następuje wzrost ciśnienia krwi, przyspieszenie akcji serca, wzmożenie napięcia mięśniowego. Wszystko to służy temu, żeby zacząć działać – wyjaśnia Grzegorz Bogusz. – Przy ciągłym natężeniu hałasu przestaje to być reakcją obronną, natomiast staje się reakcją chorobotwórczą. Jesteśmy cały czas zmęczeni, ponieważ organizm musi zużyć sporo zasobów, żeby utrzymać wszystkie układy w stanie napięcia, co oznacza, że po pewnym czasie zacznie ich brakować gdzie indziej i wtedy zaczynają się problemy.

Jak podkreślają eksperci, problem polega na tym, że choć istnieją w przepisach prawnych dopuszczalne poziomy hałasu w środowisku, to jednak często nie są one przestrzegane. Co więcej, nie wszystkie źródła są uwzględnione w normach. Z drugiej strony coraz więcej jest inicjatyw, które mają na celu ograniczenie zanieczyszczenia hałasem. Przykładem może być gmina Kościelisko, w której wdrożono uchwałę porządkującą kwestię hałasu i zniszczeń powodowanych przez quady, crossy i inne pojazdy terenowe. Pojawił się także pomysł, by osoby, które będą chciały prowadzić hałaśliwą działalność na terenach mieszkaniowych, musiały wystąpić o odpowiednią zgodę do władz. O ograniczenie hałasu w godzinach nocnych walczy też Kraków. Działania podejmują także mieszkańcy narażeni na hałasy.

 Z hałasem można walczyć i można to robić na różne sposoby. Podstawową rzeczą jest to, że warto walczyć razem. Tam, gdzie ludzie się zrzeszają, gdzie jest grupa, te sprawy są rozwiązywane znacznie szybciej i prościej niż wtedy, kiedy walczy pojedyncza osoba. Dlatego jeżeli tylko jest taka możliwość, to możemy opisać nasz problem na Mapie problemów z hałasem. To jest aplikacja, która służy właśnie do tego, żeby oznaczać problemy i znajdować innych, którzy też się z nimi borykają w tym samym miejscu – mówi redaktorka „Coraz głośniej”.

Jak podkreśla, pierwszym krokiem powinno być zgłoszenie problemu do sprawcy naruszeń albo do administracji budynku, spółdzielni czy wspólnoty mieszkaniowej. Można się również zwrócić do władz dzielnicy lub gminy.

 Jeżeli to nie zadziała albo sprawa jest bardziej skomplikowana, bo bywa, że jest to poza kompetencjami wójta, burmistrza czy prezydenta miasta, są inne kompetentne organy, które mogą rozwiązać dany problem. Musimy przede wszystkim stwierdzić, gdzie się należy udać z danym problemem z hałasem, a następnie to zrobić. Jeżeli ta ścieżka okaże się nieskuteczna i organy, które są powołane do tego, aby chronić ludzi przed hałasem, nie zadziałają poprawnie, zawsze zostaje jeszcze ścieżka sprawy karnej, która jest prostszą wersją sprawy sądowej i ona jest bezpłatna. Jeżeli znowu ta forma nie zadziała, to na koniec pozostaje sprawa cywilna. W sądzie można dochodzić swojego prawa do spokoju i ciszy we własnych czterech ścianach – podkreśla Agnieszka Kantaruk.

Źródło: Newseria

Woda z kranu wypada dobrze w oczach Polaków – aż 72% badanych ocenia jej jakość dobrze lub bardzo dobrze – wynika z najnowszego badania Uponor. Czy to efekt rosnącej świadomości ekologicznej czy może decydujemy się na wodę z kranu, dlatego że litr „kranówki” kosztuje mniej niż 1 grosz? Niezależnie od motywacji już prawie co piąty mieszkaniec Polski pije głównie wodę z kranu, a 1 na 3 pije zarówno wodę z kranu, jak i wodę z butelki.
 
Jeszcze kilka lat temu picie wody z kranu budziło wśród wielu Polaków powątpiewanie. Kojarzyło się z ryzykiem, brakiem kontroli jakości i niepewnością. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Zmiany na rynku, kampanie edukacyjne, rosnąca troska o środowisko – to wszystko sprawia, że coraz chętniej rezygnujemy z plastikowych butelek na rzecz zwykłej kranówki. W samej Warszawie MPWiK każdego dnia uzdatnia ponad 350 milionów litrów wody. Litr kranówki kosztuje mniej niż 1 grosz. „To dane, które robią wrażenie — zwłaszcza gdy zestawimy je z rosnącą popularnością wody z kranu” – przyznają autorzy najnowszego raportu Uponor, firmy specjalizującej się w instalacjach wodnych.

Z badania zleconego przez Uponor (będącą częścią GF) wynika, że Polacy generalnie dobrze oceniają jakość wody płynącej z ich kranów. 36% badanych uważa, że jest ona bardzo dobra – czysta, bez smaku i zapachu. Tyle samo (36%) wskazuje ją również jako dobrą, choć zauważa, że czasami zdarzają się drobne problemy. Łącznie ponad 70% ankietowanych pozytywnie ocenia jakość kranówki – to wynik, który może zaskoczyć tych, którzy wciąż mają wątpliwości.

Oczywiście nie brakuje także głosów krytycznych. 20% ankietowanych mówi o przeciętnej jakości – zwracając uwagę na osad w czajniku albo dziwny smak. 2% skarży się natomiast na złą wodę, która ma nieprzyjemny zapach czy kolor. Jednak tylko 1% respondentów uznało, że woda z ich kranu jest bardzo zła i nie nadaje się do picia.

Z czego wynikają te rozbieżności? Jak tłumaczą specjaliści MPWiK, nawet mimo największych starań miejskich spółek wodociągowych, „ostatni odcinek drogi, jaką pokonuje woda – czyli instalacja wewnętrzna w budynku – pozostaje poza kontrolą spółki”. A to właśnie stan i sposób użytkowania domowej instalacji może mieć decydujący wpływ na jakość wody, która ostatecznie trafia do naszych szklanek.

Z kolei Uponor podkreśla, że woda w polskich domach może mieć metaliczny posmak albo osad nie tylko z powodu stanu rur, ale także twardości wody, subiektywnych odczuć użytkowników i ogólnej jakości instalacji. „Nie bez znaczenia są również subiektywne odczucia” – czytamy w opracowaniu.

Eksperci Państwowej Inspekcji Sanitarnej w swoim raporcie „Stan sanitarny kraju” z 2023 roku podkreślają: „Biorąc pod uwagę dane organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej za 2023 r. oraz lata poprzednie, obserwuje się tendencję do poprawy i tak już wysokiej jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi w kontekście zapewnienia konsumentom wody bezpiecznej dla zdrowia”.

Woda dostarczana do mieszkańców w zdecydowanej większości przypadków spełnia surowe normy jakościowe – kontroluje się m.in. obecność metali ciężkich, bakterii czy zanieczyszczeń chemicznych. „Jeśli woda z wodociągu jest dopuszczona do spożycia, to znaczy, że jest bezpieczna i można ją pić bez przegotowania” – podkreśla Piotr Serafin z firmy Uponor (GF).

Ostateczna jakość wody zależy jednak także od mieszkańców – przypominają eksperci. Konieczna jest dbałość o domowe instalacje, regularne czyszczenie perlatorów i filtrów oraz przeglądy rur, szczególnie w starszych budynkach.

Na koniec warto zapamiętać jedno – rezygnacja z plastikowych butelek ma sens. Kranówka w Polsce jest tania, coraz bardziej popularna, a jak pokazują dane, najczęściej także po prostu dobra. Jeśli jednak coś w niej nas zaniepokoi – smak, zapach, osad – warto skontaktować się z lokalnym zakładem wodociągowym lub sanepidem. Czysta woda to nie luksus – to podstawa zdrowia.

Źródło: Komunikat Prasowy

Przeterminowane i niewykorzystane leki nie mogą trafiać do śmietnika czy zlewu. Specjaliści przypominają o konieczności zwracania ich do Punktów Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych (PSZOK) lub wybranych aptek. „Nieodpowiedzialna utylizacja farmaceutyków prowadzi do zanieczyszczenia środowiska, a także przyczynia się do narastania problemu lekooporności”

Wyrzucanie przeterminowanych leków do kosza na śmieci lub spłukiwanie ich w toalecie to wciąż powszechna praktyka, mimo że niesie ze sobą poważne konsekwencje dla środowiska i zdrowia publicznego. Eksperci alarmują: farmaceutyki, które trafiają do wód gruntowych, nie tylko zatruwają ekosystem, ale także przyczyniają się do rosnącego problemu lekooporności. Tymczasem w wielu miejscach w Polsce brakuje jasnych informacji, gdzie i jak bezpiecznie oddać niewykorzystane leki. To temat, który wymaga zdecydowanych działań edukacyjnych i systemowych.

Prof. Przemysław Kardas z Centrum Badań nad Przestrzeganiem Zaleceń Terapeutycznych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi tłumaczy: „Ludzie nie mają świadomości, że jeśli wyrzucają niewykorzystane lekarstwa do śmieci, generują problem ekologiczny. Jeśli leki trafią na wysypisko, prędzej czy później uwolnią się z blistrów i opakowań, przedostaną się do wód gruntowych i zanieczyszczą środowisko”.

Szacunki mówią o nawet 10 000 ton leków trafiających co roku do polskich ekosystemów.

Co mówią przepisy i co może grozić?

Główny Inspektorat Ochrony Środowiska podkreśla, że jedyną legalną metodą utylizacji aptecznych odpadów jest spalanie w wysokich temperaturach w specjalistycznych instalacjach Ministerstwo Klimatu i Środowiska jasno informuje: „Wyrzucanie leków do kanalizacji jest zabronione i grozi za to grzywna”. Eksperci wskazują również, że oczyszczalnie ścieków nie są przystosowane do usuwania składników farmaceutyków – te przez to trafiają do rzek, jezior i mórz 

Zanieczyszczenie i lekooporność – realne zagrożenia

Marian Witkowski, wiceprezes Naczelnej Izby Aptekarskiej, zwraca uwagę, że niektóre leki – na przykład onkologiczne czy działające narkotycznie – mogą być śmiertelne nawet przy minimalnych ilościaciach. Największym jednak zagrożeniem według prof. Kardasa pozostaje rosnąca lekooporność: „Kiedy leki trafiają do środowiska, to w wodach gruntowych i ściekowych pozostają w niskich stężeniach. Jeśli w takich warunkach patogen wejdzie w kontakt np. z antybiotykiem, szybciej dochodzi tam do ewolucji osobników odpornych na działanie leku. A przez to leki z czasem stają się coraz mniej skuteczne. Są leki, które dziś z powodu narastającej lekooporności, musimy stosować w dwukrotnie większych dawkach niż jeszcze 30 lat temu”.

Gdzie wyrzucać leki – praktyczne wskazówki

Eksperci podkreślają, że leki należy oddawać do PSZOK-ów lub wybranych aptek – jeśli apteka prowadzi zbiórkę, zazwyczaj informuje o tym publicznie. Dobre praktyki implementowane są już lokalnie – w 2023 roku Warszawa zebrała 127 ton leków w aptekach i PSZOK, Kraków – 65,5 tony w 2024 roku. Tymczasem – jak podkreśla prof. Kardas – w wielu gminach nie ma centralnej mapy pojemników na leki i mieszkańcy nie wiedzą, gdzie ich szukać.

Europejskie inicjatywy i postulaty

Pod koniec czerwca europejscy naukowcy podpisali deklarację, w której wzywa się Komisję Europejską i państwa członkowskie do działań na rzecz odpowiedzialnej utylizacji leków. Wskazano trzy kluczowe postulaty: edukację pacjentów, jasne instrukcje na opakowaniach oraz ogólnokrajowe systemy lokalizacji punktów zbiórki.

Coraz więcej dowodów pokazuje, że wyrzucanie niewykorzystanych leków to nie tylko problem estetyki, ale poważne zagrożenie środowiskowe i zdrowotne. Zanieczyszczenia wód i rozwój lekoopornych bakterii to konsekwencje, które dotykają nas wszystkich. Działania edukacyjne, rozwój infrastruktury (PSZOK, apteki), a także jasna informacja dla społeczeństwa mogą znacząco ograniczyć ten problem. To nasz wspólny obowiązek – jako użytkowników leków i obywateli troszczących się o przyszłe pokolenia.

Źródło: Komunikat Prasowy

39% dorosłych Polaków i 41% matek w imieniu swoich dzieci deklaruje zaangażowanie w ograniczenie zmian klimatycznych[2] – wynika z badania „Talerz Polaka – Nawyki żywieniowe polskiego społeczeństwa” przeprowadzonego przez agencję badawczą Zymetria na potrzeby aktywności zainicjowanego przez grupę spółek DANONE think tanku „Żywność dla Przyszłości”. Ograniczenie zmian klimatycznych jest zaś nierozerwalnie związane z kwestią zapewnienia bezpieczeństwa żywieniowego obecnemu i przyszłym pokoleniom. Obchodzony 11 lipca Światowy Dzień Ludności to dobry moment, aby przypomnieć, że dostęp do dobrej jakości żywności dla populacji, nasze codzienne wybory żywieniowe oraz kondycja planety i środowiska stanowią sieć naczyń połączonych.
Wkrótce ludzkość będzie potrzebowała 1,75 planety[1] żeby się wyżywić, czyli zapewnienia bezpieczeństwa żywieniowego obecnemu i przyszłym pokoleniom wyzwaniem Światowego Dnia Ludności
 
Światowy Dzień Ludności został ustanowiony w 1989 roku przez Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ), aby upamiętnić tzw. Dzień Pięciu Miliardów – 11 lipca 1987 roku, kiedy to liczba ludności na Świecie osiągnęła właśnie ten poziom. Jego celem jest m.in. zaadresowanie kwestii istotnych z punktu widzenia coraz liczniejszego społeczeństwa (w listopadzie 2022 roku populacja światowa osiągnęła 8 mld ludności), do których niewątpliwie należy zaliczyć dostęp do wystarczającej ilości dobrej jakości pożywienia. – Bezpieczeństwo żywieniowe to nie tylko fizyczna i ekonomiczna możliwość pozyskania jedzenia. Ważna jest również jego jakość, na co implikują m.in. pochodzenie surowców czy proces produkcji oraz jego wpływ na społeczności wiejskie i zróżnicowanie społeczne, zdrowie i jakość życia ludzi, a także zasoby przyrodnicze i klimat – podkreśla dr hab. inż. Zbigniew Karaczun z Interdyscyplinarnego Centrum Analiz i Współpracy „Żywność dla Przyszłości”, współautor raportu „Talerz Przyszłości”. Najnowsze prognozy ONZ przewidują, że około 2086 roku liczba ludności osiągnie maksymalny poziom, oscylując wokół 10 miliardów[3].

Umiarkowanie zaangażowani
Zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego jest coraz większym wyzwaniem, związanym nie tylko z rosnącą populacją, ale także zmianami klimatycznymi. Tym bardziej niepokoić może fakt, iż Polacy deklarują umiarkowane zaangażowanie w sprawy związane z ograniczeniem globalnego ocieplenia i ochronę środowiska – wynika z badania „Talerz Polaka – Nawyki żywieniowe polskiego społeczeństwa”. 5% dorosłych respondentów oceniło swoje zaangażowanie jako „bardzo wysokie”, 34% jako „raczej wysokie”. Podobnie sytuacja wygląda wśród matek, które odpowiadały w imieniu swoich dzieci – odpowiednio 8% i 33%. Przeważa jednak odsetek osób, które wybrały odpowiedź „bardzo niskie” (11%) oraz „raczej niskie” (31%). W przypadku matek liczby te to odpowiednio 8% i 31% procent[4].

Z kolei 19% dorosłych i 22% matek udzieliło odpowiedzi „trudno powiedzieć”[5], co oznacza, że dla prawie 1/5 społeczeństwa nie jest to kwestia „paląca”. – Istotna wydaje się rola edukacji w tym zakresie, a przez to uświadomienie społeczeństwu, że temat bezpieczeństwa żywnościowego dotyczy każdego z nas. Nadzieję może dawać fakt, że z drugiej strony dorośli są gotowi do podjęcia działań proekologicznych, zwłaszcza, jeśli mogą one pozytywnie wpłynąć na zdrowie – mówi dr Katarzyna Wolnicka, konsultantka merytoryczna think tanku „Żywność dla Przyszłości”, współautorka raportu „Talerz Przyszłości”.

Zdrowie przede wszystkim
Jak bowiem pokazują wyniki badań, dorośli Polacy deklarują, że są w stanie podjąć się wyrzeczeń czy zapłacić więcej za ekologiczny produkt lub usługę. Gotowość do podjęcia różnych działań proekologicznych wygląda następująco:
Powyższe dane wskazują jednoznacznie, że troska o planetę i środowisko nie jest najważniejszą motywacją dla Polaków, jeśli chodzi o podejmowane na co dzień decyzje. Chociaż matki częściej wybierały odpowiedzi twierdzące również w tym przypadku (odpowiednio 16% i 44%), to wciąż prym wiodą kwestie zdrowotne – 17% i 50%. – W obliczu nastrojów społecznych bardzo istotne wydaje się budowanie wśród społeczeństwa świadomości dotyczącej korelacji pomiędzy jakością spożywanej żywności i naszym zdrowiem. Ważne też, aby podkreślać, że podstawą do wyprodukowania żywności bogatej w składniki odżywcze są zasoby naturalne, bioróżnorodność, zasoby wodne – podkreśla prof. Ewelina Hallmann z think tanku „Żywność dla Przyszłości”, współautorka raportu „Talerz Przyszłości”.

Odpowiedzią może być stosowanie diety planetarnej, zakładającej zmniejszenie o połowę spożycia czerwonego mięsa i cukru oraz podwojenie spożycia owoców, warzyw i nasion roślin strączkowych. Może ona pozytywnie wpłynąć na zdrowie, zapewniając jednocześnie zrównoważoną produkcję żywności w celu ograniczenia dalszych szkód dla środowiska[6]. Obraz trendów w żywieniu nie jest jednak jednoznaczny. Prognozujemy pogłębianie zjawiska, które możemy określić mianem (Nie)świadomości konsumenckiej. Z jednej strony będziemy coraz bardziej świadomymi uczestnikami systemu żywieniowego, którzy będą spodziewać się transparentności i oferty wspierającej nowe oczekiwania i wartości, jakimi będziemy kierować się w wyborach żywieniowych jutra; z drugiej – ze względu na coraz bardziej skomplikowany krajobraz otaczających nas zmian – będziemy równocześnie bardziej zagubieni, chociażby w ocenie wpływu rozwoju systemu żywieniowego na nasze zdrowie czy planetę – podsumowuje Monika Borycka z Interdyscyplinarnego Centrum Analiz i Współpracy „Żywność dla Przyszłości”, współautorka raportu „Talerz Przyszłości”.

Żywność dla Przyszłości to pionierska platforma badawczo-ekspercka, która łączy tematy zdrowia i odpowiedniego żywienia z troską o środowisko i bezpieczeństwo żywnościowe. Wśród założycieli think tanku, są: dr. hab. inż. Zbigniewa Karaczun, prof. dr hab. Ewelina Hallmann oraz Monika Borycka. Konsultantką merytoryczną jest dr Katarzyna Wolnicka. Eksperci prowadzą interdyscyplinarne badania w obszarze przyszłości żywienia i jego wpływu na zdrowie Polaków i środowisko naturalne.
Inicjatorem powołania think tanku jest grupa spółek DANONE, która dostarcza wiedzę w zakresie żywieniowych zachowań konsumenckich. Zaangażowanie w rozwój tej inicjatywy, to kolejny etap realizacji przez spółki DANONE podwójnego zobowiązania na rzecz zrównoważonego rozwoju gospodarczego i społecznego, w tym pozytywnego wpływu na zdrowie ludzi i kondycję planety, a także strategii One Planet. One Health, w ramach której firma zachęca konsumentów do podejmowania właściwych wyborów żywieniowych – dobrych zarówno dla zdrowia, jak i środowiska.
Raport „Talerz Przyszłości” można pobrać tu: https://www.bit.ly/3MXe38S
 
[1] Raport „Talerz przyszłości”: https://danone.pl/assets/interdyscyplinarne/Raport_Talerz_Przyszlosci_2023.pdf.
[2] „Talerz Polaka – Nawyki żywieniowe polskiego społeczeństwa”, marzec 2023, agencja badawcza Zymetria.
[3] https://biznes.interia.pl/gospodarka/news-liczba-ludzi-siegnie-10-miliardow-pozniej-zacznie-sie-mocny-,nId,7558184
[4] „Talerz Polaka – Nawyki żywieniowe polskiego społeczeństwa”, marzec 2023, agencja badawcza Zymetria.
[5] Tamże.
[6] Raport „Talerz przyszłości”: https://danone.pl/assets/interdyscyplinarne/Raport_Talerz_Przyszlosci_2023.pdf.

źródło: Danone

Zielone rozwiązania wdrażane w szpitalach, wyroby medyczne w kontekście aktualnych aktów legislacyjnych czy kompleksowe wyposażenie w aparaturę medyczną – takie m.in. tematy poruszą eksperci kluczowych organizacji w ochronie zdrowia podczas targów SALMED. Dawka specjalistycznej wiedzy towarzysząca bogatej ekspozycji innowacyjnego sprzętu i wyposażenia dla placówek medycznych to od lat wizytówka tego wydarzenia. Część wystawców już dzisiaj zapowiada premiery produktów rewolucjonizujących współczesną medycynę.
Zróżnicowany program targów skierowany głównie do menedżerów szpitali i przychodni, właścicieli gabinetów, lekarzy, fizjoterapeutów, ratowników medycznych oraz wszystkich zainteresowanych osób zawodowo związanych z ochroną zdrowia, będzie istotnym elementem targów SALMED. Sceny konferencyjne usytuowane w przestrzeni ekspozycyjnej czołowych firm medycznych pozwolą łączyć naukę i ekspercką wiedzę z aktualnymi trendami tej branży. Najbliższa edycja targów SALMED odbędzie się 19-21 marca 2024 r. na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich.

Zielone szpitale
Rok 2023 to najbardziej gorący rok w historii pomiarów – alarmują naukowcy zaangażowani w program obserwacji Ziemi Copernicus. Tymczasem, gdyby ochrona zdrowia była państwem to byłaby piątym emitentem gazów cieplarnianych na świecie. O tych zagadnieniach a także o konkretnych zielonych rozwiązaniach w placówkach ochrony zdrowia, będą rozmawiać eksperci na konferencji Green Healthcare and Business podczas targów Salmed. Organizatorem spotkania jest Poznański Ośrodek Specjalistycznych Usług Medycznych (POSUM).

Skutki zmian klimatu grożą podważeniem dokonań w dziedzinie zdrowia publicznego osiągniętych w ciągu ostatnich 50 lat i przyczyniają się do chorób układu oddechowego, chorób serca, udarów, niektórych nowotworów, a także odpowiadają za bezpośrednie urazy spowodowane złą jakością powietrza, odpadami, zanieczyszczoną wodą pitną i zdarzeniami wynikającymi ze zmiany klimatu, takimi jak pożary, powodzie czy inne ekstremalne zjawiska pogodowe.

– Czas wpisać zielone priorytety do zarządzania opieką zdrowotną oraz premiować ośrodki zdrowia, które zmniejszają swój ślad węglowy i o tym będziemy rozmawiać w Poznaniu podczas konferencji Green Healthcare and Business in Poznań w trakcie targów medycznych SALMED. Organizatorem wydarzenia jest Poznański Ośrodek Specjalistycznych Usług Medycznych, który konsekwentnie wdraża zielone rozwiązania w placówce – zapowiada Konrad Zaradny, Dyrektor POSUM.

Sektor ochrony zdrowia musi przede wszystkim złagodzić swój negatywny wpływ na klimat i ograniczyć ślad węglowy, najlepiej stając się neutralny klimatycznie. Światowa organizacja Health Care Without Harm do której należy POSUM działa na rzecz przekształcenia opieki zdrowotnej na całym świecie, tak aby zmniejszyła ona swój wpływ na środowisko, będąc kotwicą społeczności na rzecz zrównoważonego rozwoju i liderem globalnego ruchu na rzecz zdrowia środowiskowego.

– Do udziału w Konferencji zaprosiliśmy polskich i zagranicznych ekspertów, a także przedstawicieli szpitali przyjaznych klimatowi z różnych krajów Europy, którzy wdrażają zielone rozwiązania w sektorze odpadów medycznych, farmaceutyków, pasywnego budownictwa szpitalnego, odnawialnej energii, zdrowej żywności, czy zrównoważonych zamówień i zakupów, a także ograniczają używanie plastiku i produktów jednorazowych. Będziemy mówić m.in. o tym, jak wykorzystanie algorytmów sztucznej inteligencji i robotyki może przyczynić się do zrównoważenia ochrony zdrowia i pokażemy wiele unikatowych rozwiązań – zaprasza Konrad Zaradny.

POLMED rozwieje prawne wątpliwości
Wyroby medyczne są niewątpliwie jednym z filarów systemu ochrony zdrowia. Jak zatem wprowadzać regulacje prawne dla rynku technologii medycznych, uwzględniając jednocześnie jego złożoną charakterystykę i mając na względzie międzynarodowe standardy? Na to i wiele innych pytań odpowiadać będą eksperci w panelu dyskusyjnym organizowanym podczas targów SALMED przez Ogólnopolską Izbę Gospodarczą Wyrobów Medycznych POLMED. – Aktualna legislacja stawia wiele wyzwań producentom i dystrybutorom wyrobów medycznych, a także pracownikom systemu ochrony zdrowia. Podczas tegorocznych targów medycznych SALMED postaramy się rozwiać wiele wątpliwości tych podmiotów – mówi Arkadiusz Grądkowski, prezes POLMED.

Jak zapowiada szef Izby podczas debaty zostaną poruszone kwestie związane z Prawem Zamówień Publicznych i pozacenowymi kryteriami oceny ofert. Pod lupę ekspertów zostanie wzięte Rozporządzenie o reklamie wyrobów medycznych, która od początku funkcjonowania budzi wątpliwości a także kolejny kontrowersyjny akt prawny: Rozporządzenie w sprawie wykazu wyrobów medycznych wydawanych na zlecenie. – W ostatnich latach wykaz został zaktualizowany nie tylko w obrębie zwiększonego finansowania poszczególnych produktów, ale także nastąpiło rozszerzenie listy pozycji na wykazie, jak i zmiana kodów do nich przypisanych. W rezultacie pacjenci otrzymali większy dostęp do nowoczesnych wyrobów medycznych, niezbędnych do ich codziennego funkcjonowania. Nowe kody i sposób rozliczania wyrobów to z pewnością wyzwanie dla naszej branży – wiemy jak się z tym uporać- przekonuje prezes POLMED.

Kompleksowe wyposażenie placówek medycznych
W obliczu dynamicznie zachodzących zmian na rynku pożądane i poszukiwane są rozwiązania, które realnie prowadzą do uproszczenia, skrócenia czasu doboru i zakupu sprzętu medycznego oraz usług z tym związanych i przygotowania analizy rozpoczynającej procedurę zamówień publicznych. Temu poświęcony będzie panel przygotowany przez Polskie Centrum Edukacji i portal medipment.pl.

Zaproszeni specjaliści powiedzą o kompleksowym wyposażeniu placówek medycznych uwzględniając aspekt techniczny, operacyjny i prawny. W trakcie panelu zostaną także omówione zagadnienia wyznaczenia celu inwestycji, szacowania jej wartości, wyposażenia medycznego placówek, audytu koncepcji inwestycyjnych oraz możliwych rozwiązań. Nie zabraknie także aspektu prawnego określającego rolę i odpowiedzialność działu aparatury medycznej przy incydencie medycznym. Temat przybliży radca prawny, ekspert ds. odpowiedzialności cywilnej, karnej i dyscyplinarnej personelu szpitali i innych podmiotów medycznych.

Innowacyjne premiery na SALMED
Dla wystawców targi to dobre miejsce do zaprezentowania branży medycznej światu swoich nowych produktów, technologii i usług.

Część firm już zapowiada premiery innowacyjnych rozwiązań, które światło dzienne ujrzą dopiero 19-21 marca podczas Salmed w Poznaniu. Jedną z nich jest INMED, lider, który na swoim koncie ma wiele zrealizowanych projektów z zakresu instalacji systemów rurociągowych dla gazów medycznych, dostawy i instalacji wyposażenia dla szpitali i jednostek medycznych z całej Polski. Aby zostawić konkurencję w tyle INMED na razie nie chce zdradzić szczegółów swojego innowacyjnego rozwiązania. Przekonuje jednak, że to efekt wytężonej pracy a nowy produkt zdefiniuje na nowo przyszłość technologii medycznych. – Jesteśmy podekscytowani możliwością podzielenia się tym przełomowym rozwiązaniem. Produkt, będący swoistym „odinżynierowaniem” istniejących rozwiązań, obiecuje zrewolucjonizować dotychczasowe standardy w branży medycznej. Serdecznie zapraszamy na polską premierę, która odbędzie się 19 marca 2024 o godz. 14.00. Bądźmy gotowi na rewolucję w dziedzinie, która dotąd była nieznana! – zachęca do udziału w targach i premierowym pokazie Monika Meyer-Palus z INMED S.A.

To dopiero pierwsza zapowiedź premiery produktowej, którą zobaczymy na targach SALMED. W trakcie wydarzenia powstanie także strefa startupów mających w swojej ofercie wiele przełomowych dla branży medycznej rozwiązań.

Więcej informacji i kolejne aktualności na:
www.salmed.pl

źródło: Grupa MTP

Wbrew obiegowym opiniom, osoby w wieku 50+ są grupą świadomą ekologicznie. O ich prośrodowiskowych postawach, potrzebach edukacji i potencjale międzypokoleniowego dialogu w kolejnym odcinku podcastu E.ON Talks. Rozmawia Joanna Waszak, prowadząca cykl „Klimat na zmiany”, i Marzena Rudnicka, prezeska Fundacji Krajowego Instytutu Gospodarki Senioralnej.

Zgodnie z prognozami Głównego Urzędu Statystycznego, w 2030 roku w Polsce grupa osób w wieku 60+ będzie liczyła blisko 11 milionów. Czyli tyle, ile obecna populacja Czech. W 2050 będzie to już 40 proc. naszego społeczeństwa. Inaczej mówiąc – każde dwie na pięć osób, które mijamy codziennie na ulicy. Czy jest to grupa świadoma ekologicznie? Jak mówić do niej o działaniach prośrodowiskowych? Czego starsi i młodsi mogą się od siebie wzajemnie nauczyć? Na te pytania w odcinku „Jak angażować pokolenie silver w działania dla klimatu?” odpowiadają Joanna Waszak, kierowniczka komunikacji marketingowej w E.ON Polska oraz jej gościni – Marzena Rudnicka, prezeska Fundacji Krajowego Instytutu Gospodarki Senioralnej.

Nieświadome nawyki a postawy proekologiczne

Pokolenie „silver”, czyli osoby po 50 roku życia, to jedna z grup najczęściej wskazywanych jako te, które najbardziej będą odczuwały skutki zmian klimatycznych. Jednocześnie to populacja, która wychowywała się w czasach, gdy o tej problematyce nie mówiło się zbyt wiele. 
Pewne postawy seniorów są absolutnie proekologiczne. Jednak oni sami tego w ten sposób nie nazywają. Podam dla przykładu podejście „naprawiam – nie wyrzucam”, czyli zużycie wielorazówek. Kiedyś głównie osoby starsze kupowały w second handach, a teraz stało się to modne np. wśród młodego pokolenia tzw. Zetek. Zatem można powiedzieć, że tutaj starsi byli prekursorami tego ekologicznego trendu. Warto również wspomnieć o przerabianiu rzeczy, czyli uszyciu torby z nienoszonej sukienki czy nauczeniu wnuczki szydełkowania. Natomiast stereotypy mówią, że osoby starsze w ogóle nie są proekologiczne – tłumaczy Marzena Rudnicka.
Takie podejście może być bardzo krzywdzące, ponieważ nie tylko zamyka możliwość nawiązania porozumienia, ale przede wszystkim nie pozwala zauważyć roli, jaką dojrzałe osoby mogą pełnić w społeczeństwie. 
Tymczasem okazuje się, że mogą być wręcz inspiratorami zmian wśród młodszych pokoleń. Osoby starsze nie tylko segregują śmieci, ale przywiązują do tego dużą wagę. Nie trzeba ich tego uczyć i myślę, że w dużej mierze te osoby mogą też takiej uważności co do poszanowania środowiska nauczyć młodszych – wskazuje ekspertka.
W toku rozważań, rozmówczynie zwracają również uwagę na potrzebę nawiązania współpracy międzypokoleniowej oraz edukacji. 

Proekologiczny język porozumienia
Jeżeli myślimy o edukacji, to oczywiście w pewnych obszarach jest ona potrzebna. Mówimy tutaj między innymi o starych piecach, o śladzie węglowym czy starych samochodach. Są to obszary, w których wymagana jest edukacja. Ważne natomiast, aby była ona prowadzona językiem zrozumiałym dla starszego pokolenia – podkreśla Marzena Rudnicka.
Dla zobrazowania problemu można posłużyć się na przykład słowem „aplikacja”, które dla dwóch pokoleń ma skrajnie odmienne znaczenie. Dla osób młodszych jest aplikacją w telefonie, a dla starszych jest naszywką na bluzkę. Co istotne, z określonymi słowami wiążą się również konkretne skojarzenia.
Stereotypowy senior to osoba 75+, o lasce, w berecie z antenką, która idzie do kościoła i wisi przewieszona na parapecie przez okno. Dlatego lubię określenie „dojrzałe osoby”, bo wtedy niekoniecznie widzimy osobę starszą, ale patrzmy z perspektywy stylu życia i możliwości, jakie ona ma – mówi Marzena Rudnicka.
W kontekście prowadzenia owocnego dialogu między przedstawicielami różnych grup wiekowych, istnieje kilka ważnych zasad. Starsi powinni m.in. wysłuchiwać potrzeb i obaw młodszych. Z kolei młodzież powinna wyjść poza wspominane wcześniej stereotypy, docenić i czerpać z pozytywnych nawyków starszych.
 
Wszystkie odcinki E.ON Talks są dostępne na Spreaker, Spotify, iTunes i Podcasty Google. Materiał można też odsłuchać i zobaczyć na stronie E.ON.
 
źródło: Biuro prasowe E.ON

Dwie trzecie Polaków deklaruje, że odczuwa niepokój związany z ryzykiem zanieczyszczenia wody, jednak tylko 8 proc. wprowadziło w życie ekologiczne nawyki po ostatniej katastrofie na Odrze w 2022 r. – wynika z najnowszej fali badania EKObarometr zrealizowanego przez SW Research wspólnie z akcją „Operacja Czysta Rzeka”. 5 czerwca obchodzimy Światowy Dzień Ochrony Środowiska. Jest to dobra okazja, by przyjrzeć się naszemu podejściu do ekologii.

Czerpanie przyjemności z kontaktu z naturą, szczególnie popularnego w okresie wiosenno-letnim, może być zaburzone przez niepokojące zjawiska, które dostrzegamy w naszym naturalnym środowisku. Największe obawy, zdaniem 69% Polaków, budzą pozostawione w lesie lub parku odpady i nieczystości. Na drugim i trzecim miejscu badani wskazują obszary związane ze zbiornikami wodnymi – zanieczyszczenie wody, pływające śmieci (64%) oraz martwe zwierzęta, w tym ryby (59%). Niemal równie często (57%) nasz niepokój budzą ślady po wycieku paliwa, ścieki z kanalizacji i inne płyny przemysłowe. 

W tym kontekście zastanawiające są deklaracje Polaków co do faktycznych lub dotychczasowych działań w sytuacji zaobserwowania niepokojących zmian w naszym ekosystemie. Okazuje się, że blisko co czwarty z nas (23%) nie podejmuje żadnych działań. Mniej niż połowa (46%) decyduje się powiadomić lokalne władze (np. sołtysa, urząd gminy) a co trzecia osoba (33%) bierze „brudne sprawy” w swoje ręce i samodzielnie oczyszcza teren z odpadów. Interesujące jest to, że relatywnie niskim zaufaniem w tego typu sytuacjach cieszą się media (14%) i służby porządkowe (9%). 

Tak wysoki odsetek osób deklarujących brak jakiejkolwiek reakcji koresponduje z poczuciem braku sprawczości – co piąty Polak (21%) uważa, że „sam może zrobić niewiele lub nic” oraz, że „szkoda tracić na to czas”. Jednak w polskim społeczeństwie najczęstszą postawą jest „umiarkowany pesymizm” – 60% badanych podejmuje pewne działania, mimo świadomości, że ich działania mają niewielki wpływ na postępujące zmiany oraz nawyki innych osób. Niemal identyczny odsetek badanych (59%) jest przekonany, że występujące zmiany „klimatyczne są odwracalne, ale trudno będzie je powstrzymać”, podczas gdy skrajni pesymiści („nic już nie możemy zrobić”) stanowią zaledwie 7% polskiego społeczeństwa.
W oczy rzuca się niepokojący paradoks w świadomości ekologicznej Polaków. Mimo wyraźnych obaw związanych z zanieczyszczeniem środowiska, szczególnie wody, zdecydowana większość nie wprowadziła trwałych zmian w swoich nawykach. Tymczasem, aktywne działania są nieodzownym elementem skutecznej ochrony środowiska. Niewielki odsetek społeczeństwa, który podejmuje własne inicjatywy w przypadku zauważalnych zmian w ekosystemie koreluje z problemem braku poczucia sprawczości. Z jednej strony, im mniej osób zaangażowanych w ekologię widzimy w naszym bezpośrednim otoczeniu, tym odczuwamy większe zniechęcenie do podejmowania indywidualnych działań. Z drugiej zaś, im nasze poczucie wpływu jest większe, tym bardziej przekonujący jesteśmy dla innych. Ten mechanizm wydaje się sam napędzać”– zauważa Piotr Zimolzak, szef projektu badawczego EKObarometr z agencji SW Research. 
Jak pokazują wyniki najnowszego EKObarometru, Polacy dość mocno obawiają się wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń zbiorników wodnych. W ubiegłym roku katastrofą ekologiczną została dotknięta rzeka Odra. W Jaki sposób masowy pomór ryb i zwierząt na drugiej co do wielkości rzece w Polsce wpłynął na sposób myślenia i nawyki Polaków? Okazuje się, że zmiany są symboliczne – jedynie 8 proc. ankietowanych deklaruje, że zmieniło zarówno swoje podejście, jak i codzienne nawyki na bardziej ekologiczne. 3 na 10 Polaków twierdzi, że katastrofa na Odrze uwrażliwiła ich na kwestie ekologiczne. Jednak blisko połowa (46%) uważa, że ubiegłoroczna klęska ekologiczna nie miała żadnego wpływu i nic w nich nie zmieniła. 
To smutne, bo nie minął rok od katastrofy ekologicznej na Odrze, a wygląda na to, że tak dramatyczne wydarzenia w świecie przyrody są szybko zapominane, nie skłaniając wielu z nas do żadnych refleksji. Przez kilka miesięcy wydawało się, że nagle wszyscy zainteresowali się zanieczyszczeniem rzek, a tymczasem okazuje się, że było to chwilowe. Przy rzekach działamy już piąty rok i dbamy o naturalne środowisko, organizując akcje sprzątania, ale także nie pozostając biernym wobec niepokojących zjawisk. Apelujemy do społeczeństwa o zgłaszanie takich sytuacji odpowiednim służbom, bo katastrofa na Odrze w swojej skali była największą, natomiast w ciągu roku niebezpieczne zdarzenia dzieją się znacznie częściej, a w związku ze zmianami klimatu oraz brakiem skutecznego monitoringu związanego z odprowadzaniem ścieków przemysłowych, anomalia w rzekach będą występować i mogą mieć katastrofalne skutki. Coraz częściej przypominają o tym eksperci, dlatego nie możemy pozostać obojętni na to, co się dzieje ze środowiskiem. Zmiana nawyków jest konieczna, uwrażliwianie na kwestie ekologiczne powinno być stałym elementem obywatelskiej edukacji, warto o tym rozmawiać, inspirować i wyjaśniać. Wciąż mamy wokół wielu ekosceptyków, ale analizując naszą akcję – cieszę się, że uczestników społecznego sprzątania jest coraz więcej, w tym roku ponad 18 tysięcy, a wśród nich 10 tysięcy tych najmłodszych. Jesteśmy więc po drugiej stronie barykady i wierzymy w słuszność podejmowanych działań – mówi Izabela Sałamacha, rzeczniczka prasowa „Operacji Czysta Rzeka”.
A jakiego rodzaju nawyki ekologiczne zostały zmienione w następstwie wiadomości o katastrofie na Odrze? Przede wszystkim są to codzienne czynności, często o niewielkiej skali, ale wykonywane dość regularnie, tj. rezygnacja z długich kąpieli w wannie na rzecz prysznica (56%) oraz zakręcanie kranu (48%). Z kolei najrzadziej Polacy zadeklarowali zaangażowanie się w działalność akcji ekologicznych – bez względu na to, czy chodzi o własny czas i zaangażowanie (15%) czy wsparcie finansowe (12%). 
 
Nota metodologiczna:

Badanie EKOBAROMETR – V EDYCJA przeprowadzono w dniach 8-16.05.23 techniką CAWI przez instytut badawczy SW Research na reprezentatywnej próbie 1500 Polaków w wieku 16-80 lat.

O badaniu EKObarometr:

EKObarometr to jedyny w swoim rodzaju cykl badań poświęcony analizie aktualnych postaw i nastrojów polskich konsumentów wobec szeroko pojętej ekologii obecnej w różnych sferach codziennego życia. Realizowany jest przez agencję SW Research nieprzerwanie od I kwartału 2020 roku. 
Pełna wersja raportu zostanie opublikowana 14 czerwca na stronie agencji SW Research. 

Operacja Czysta Rzeka

To pierwsza w historii skoordynowana akcja społecznego sprzątania rzek na całej ich długości, z uwzględnieniem dopływów, a także brzegów i okolicy. Ma na celu zaangażowanie lokalnych społeczności, samorządów, organizacji pozarządowych, a także turystów do posprzątania rzek i terenów wokół, a w ciągu roku do utrzymania tam czystości. To także akcja edukacyjna i społeczna zakładająca w długiej perspektywie wpływanie na zachowania i postawy obywateli wyrażające dbałość o środowisko lokalne, w którym na co dzień żyją, z którego korzystają, i z którego w przyszłości będą korzystać następne pokolenia. Początkowo miała dotyczyć jedynie rzeki Bug, ale szybko okazało się, że są chętni do propagowania idei w całej Polsce. Dzięki temu w 4 edycjach ponad 15 000 wolontariuszy zebrało ponad 500 ton śmieci w całej Polsce. W piątej wiosennej edycji 2023 roku ponad 18 tysięcy uczestników pobiło rekord sprzątania, usuwając z łona natury ponad 300 ton odpadów.

Co roku akcję wspierają samorządy, organizacje pozarządowe, przedsiębiorcy, największe wypożyczalnie sprzętu pływającego oraz lokalni liderzy i media. W ubiegłych latach wsparcie okazali także przedstawiciele życia publicznego tacy jak: Jacek Kleyff, Andrzej Stasiuk, Adam Nowak i Raz Dwa Trzy, Stanisław Soyka, Urszula Dudziak, Kayah, Marek Kamiński, Anna Maruszeczko, o. Tomasz Dostatni, prof. Stanisław Baj, dr Andrzej Kruszewicz, o. Leon Knabit, Justyna Steczkowska, Beata Sadowska czy śp. Aleksander Doba. 

Pomysłodawcą i organizatorem Operacji Czysta Rzeka jest Wydawnictwo 5 Strona – wydawca magazynu Kraina Bugu. 

Piąta edycja Operacji Czysta Rzeka wspierana jest przez sponsorów i partnerów.  Głównym Partnerem Edycji jest Fundacja Inter Cars. Marka Dafi jest Sponsorem Strategicznym.  Sponsorem Oficjalnym jest Intel Technology, a wśród Sponsorów Wspierających znalazły się firmy: Epson, Forte Plus oraz PepsiCo. Firma Prologis jest Sponsorem Sztabu Głównego, a firma Segro Partnerem Oficjalnym. W gronie Partnerów Wspierających są: Arche, Bank Ochrony Środowiska, Servier Polska, Egis, Anpharm Przedsiębiorstwo Farmaceutyczne, Dobra Energia Dla Olsztyna oraz Ecol-Unicon. Marka 4F jest Partnerem Sztabu Głównego. Partnerem Merytorycznym jest Asekol PL Organizacja Odzysku Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego. Partnerem Logistycznym została Toyota Auto Podlasie. Oficjalnym Ubezpieczycielem Edycji jest Generali, Oficjalnym Dostawcą Paliwa – sieć stacji paliw Moya, a firma Remondis otrzymała status Oficjalnego Odbiorcy Odpadów. Partnerem Technologicznym zostało Autenti, Partnerem Analitycznym – CUX Research, Partnerem DOOH – Jet Line, Partnerem Reklamowym – BeDigital, a Partnerem Informatycznym dhosting.pl.
 
Szczegółowe informacje: 
www.operacjarzeka.pl
źródło: SW Research
Czasopismo „The Lancet” określiło zmiany klimatu mianem największego zagrożenia zdrowotnego XXI wieku, co może stanowić olbrzymie obciążenie dla systemu ochrony zdrowia. Z drugiej strony ten sektor sam również przyczynia się do zmian klimatycznych, generując ok. 4,4 proc. globalnych emisji CO2. Świadomość konieczności wdrażania zrównoważonego rozwoju w opiece zdrowotnej wśród liderów polskiej ochrony zdrowia jest coraz wyższa, a wiele szpitali i placówek medycznych już podejmuje działania, które mają ograniczyć ich wpływ na środowisko i klimat – od segregacji odpadów, przez wymianę źródeł ciepła, termomodernizację, po cyfryzację obiegu dokumentów. Problemem jest jednak brak środków finansowych przeznaczonych na ten cel.
– Zainteresowanie zieloną transformacją w Polsce jest ogromne. O ile rok wcześniej, w poprzedniej edycji naszego raportu „Future Health Index” tylko 2 proc. liderów opieki zdrowotnej uważało, że ten obszar powinien być priorytetem, o tyle w bieżącej edycji ten odsetek wzrósł aż 15-krotnie. Obecnie już 30 proc. liderów uważa zieloną transformację za ważne zadanie do realizacji i dyskusji – mówi agencji Newseria Biznes Michał Kępowicz, członek zarządu i dyrektor ds. relacji strategicznych i market access w Philips Healthcare CEE.

To więcej niż średnia dla wszystkich 15 badanych w FHI krajów (24 proc.) i oznacza, że zrównoważony rozwój błyskawicznie wspiął się na szczyty listy priorytetów polskich liderów ochrony zdrowia. Do tego wzrostu może się przyczyniać zarówno świadomość problemów związanych ze zmianami klimatu i zanieczyszczeniem środowiska, jak i rosnące ceny energii, które pociągają za sobą konieczność optymalizacji kosztów w szpitalach i placówkach zdrowotnych.

– Zauważyliśmy, że praktycznie każde działanie proekologiczne daje wymierne korzyści ekonomiczne. Jest to szczególnie ważne dla dyrektorów jednostek publicznych, ponieważ patrzy się na nasz wynik finansowy. Tak więc jest to bardzo duży atut, który wspiera podejmowanie proekologicznych działań – mówi Sławomir Wysocki, dyrektor Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Chorób Płuc i Gruźlicy w Wolicy, który został uznany za pierwszy w Polsce zielony szpital.

Ponad 70 proc. całkowitej emisji gazów cieplarnianych w sektorze ochrony zdrowia pochodzi z łańcucha dostaw, czyli np. produkcji i transportu leków, urządzeń medycznych czy wyżywienia i wyposażenia dla szpitali – pokazuje raport „Zielone szpitale”, opracowany przez UN Global Compact Network Poland i firmę Philips. Wynika z niego również, że opieka zdrowotna jest w tej chwili bardziej obciążająca dla środowiska niż np. przemysł lotniczy czy stoczniowy, a w scenariuszu business as usual, czyli bez działań na rzecz klimatu, bezwzględne emisje opieki zdrowotnej będą rosły, sięgając 6 gigaton CO2 rocznie do 2050 roku.

– Gdyby sektor ochrony zdrowotnej był krajem, byłby piątym największym na świecie emitentem gazów cieplarnianych, więc czas najwyższy, żebyśmy wszyscy zadbali o to środowisko, także w ochronie zdrowia – mówi Urszula Szybowicz, dyrektor operacyjna Polskiej Federacji Szpitali.

Ten wzrost emisji z sektora opieki zdrowotnej można by obniżyć aż o 70 proc., gdyby kraje będące sygnatariuszami porozumienia paryskiego realizowały zawarte w nim zobowiązania. Tak się jednak nie dzieje, a na dodatek opieka zdrowotna jest marginalizowana w procesie transformacji energetycznej – tylko 0,3 proc. całkowitych funduszy przeznaczonych na walkę ze zmianami klimatycznymi jest wykorzystywana do przystosowania systemu opieki zdrowotnej do zmian klimatycznych.

Co istotne, sektor opieki zdrowotnej nie tylko przyczynia się do zmian klimatu, ale i sam ponosi ich skutki. Koszty opieki zdrowotnej związane ze zmianami klimatu i zanieczyszczeniem powietrza szacuje się na ok. 820 mld dol. rocznie. Według raportu „The Lancet Countdown” tylko w 2020 roku globalne zmiany klimatyczne spowodowały blisko 54-proc. wzrost zgonów związanych z upałami u osób powyżej 65. roku życia i ponad 3 mln przedwczesnych zgonów z powodu chorób serca i płuc związanych z zanieczyszczeniem powietrza w otoczeniu pyłowym.

– Jak pokazuje Global Sustainability Index, Polska niestety nie jest w czołówce państw, które potrafią zająć się kwestiami zanieczyszczenia środowiska. Mamy wiele do zrobienia, żeby znaleźć się bliżej czołówki, żeby zmniejszyć ilość generowanych gazów cieplarnianych i innych zanieczyszczeń, również w sektorze ochrony zdrowia – mówi Michał Kępowicz.

Raport FHI pokazuje, że transformacja polskiej ochrony zdrowia nie będzie prosta. Polska plasuje się na 109. miejscu rankingu Global Sustainability Index, z liczbą 48 tys. przedwczesnych zgonów rocznie spowodowanych chorobami związanymi z zanieczyszczeniem powietrza. Każdego roku w naszym kraju powstaje też ok. 44 tys. t odpadów medycznych, które stanowią poważny problem środowiskowy.

W opinii ekspertów proces transformacji ochrony zdrowia powinien się zacząć właśnie od szpitali, których większość jest wysoce energochłonna i niewydajna energetycznie. Wynika to m.in. z faktu, że średnio co piąty polski szpital ma ponad 70 lat i wymaga głębokiej termomodernizacji, a specjalistyczne wyposażenie wymaga dodatkowego zużycia energii i chłodzenia.

– Jest mnóstwo działań, które można podjąć, żeby dokonać zielonej transformacji i stać się zielonym szpitalem. Jednym z nich jest termomodernizacja, ale trzeba też pomyśleć o urządzeniach, które znajdują się w szpitalu i pobierają znaczne ilości energii. To powoduje koszty wielokrotnie wyższe niż w przypadku nowszych technologii i urządzeń nowej generacji. Często okazuje się, że wymiana systemów medycznych na nowe może zwiększyć oszczędności szpitala o kilkaset tysięcy, a nawet o kilka milionów złotych, jeżeli wymieniamy całą flotę urządzeń, nie wspominając o konkretnych korzyściach dla środowiska – mówi członek zarządu i dyrektor ds. relacji strategicznych i market access w Philips Healthcare CEE.

– Nasz zespół zwrócił uwagę, że mamy zaawansowany system komputerowy, ale dalej przesyłamy informacje na papierze. Natychmiast to zweryfikowaliśmy i okazało się, że wykorzystanie papieru udało się zmniejszyć o prawie 80 proc. – mówi Sławomir Wysocki.

Według ekspertów transformacja polskich szpitali powinna mieć charakter kompleksowy i obejmować m.in. wymianę źródła ciepła i oświetlenia na bardziej energooszczędne, termomodernizację i poprawę efektywności energetycznej budynków, cyfryzację i modyfikację łańcuchów dostaw dla szpitali tak, aby były bardziej zrównoważone. Dziś zdecydowanie łatwiej jest finansować transformację i zrównoważony rozwój szpitalom prywatnym, które mają prostsze procedury przetargowe i mogą uwzględniać w zamówieniach czynniki proekologiczne.

– Zrównoważony rozwój powinien być generalnie jednym z głównych kryteriów przetargowych w polskich szpitalach – mówi Urszula Szybowicz. 

Wszystko to wymaga zmiany podejścia do projektowania szpitali i procesów w ochronie zdrowia. Tradycyjnie przeszkodą jest jednak brak wystarczających funduszy.

– Szpitale mają w tym momencie duży problem z finansowaniem zielonej transformacji. Bardzo wyczekujemy informacji o tym, jakie fundusze unijne, ale też krajowe będą dostępne na ten cel – podkreśla dyrektor operacyjna Polskiej Federacji Szpitali.

zródło:newseria

Czasopismo „The Lancet” określiło zmiany klimatu mianem największego zagrożenia zdrowotnego XXI wieku, co może stanowić olbrzymie obciążenie dla systemu ochrony zdrowia. Z drugiej strony ten sektor sam również przyczynia się do zmian klimatycznych, generując ok. 4,4 proc. globalnych emisji CO2. Świadomość konieczności wdrażania zrównoważonego rozwoju w opiece zdrowotnej wśród liderów polskiej ochrony zdrowia jest coraz wyższa, a wiele szpitali i placówek medycznych już podejmuje działania, które mają ograniczyć ich wpływ na środowisko i klimat – od segregacji odpadów, przez wymianę źródeł ciepła, termomodernizację, po cyfryzację obiegu dokumentów. Problemem jest jednak brak środków finansowych przeznaczonych na ten cel.
– Zainteresowanie zieloną transformacją w Polsce jest ogromne. O ile rok wcześniej, w poprzedniej edycji naszego raportu „Future Health Index” tylko 2 proc. liderów opieki zdrowotnej uważało, że ten obszar powinien być priorytetem, o tyle w bieżącej edycji ten odsetek wzrósł aż 15-krotnie. Obecnie już 30 proc. liderów uważa zieloną transformację za ważne zadanie do realizacji i dyskusji – mówi agencji Newseria Biznes Michał Kępowicz, członek zarządu i dyrektor ds. relacji strategicznych i market access w Philips Healthcare CEE.

To więcej niż średnia dla wszystkich 15 badanych w FHI krajów (24 proc.) i oznacza, że zrównoważony rozwój błyskawicznie wspiął się na szczyty listy priorytetów polskich liderów ochrony zdrowia. Do tego wzrostu może się przyczyniać zarówno świadomość problemów związanych ze zmianami klimatu i zanieczyszczeniem środowiska, jak i rosnące ceny energii, które pociągają za sobą konieczność optymalizacji kosztów w szpitalach i placówkach zdrowotnych.

– Zauważyliśmy, że praktycznie każde działanie proekologiczne daje wymierne korzyści ekonomiczne. Jest to szczególnie ważne dla dyrektorów jednostek publicznych, ponieważ patrzy się na nasz wynik finansowy. Tak więc jest to bardzo duży atut, który wspiera podejmowanie proekologicznych działań – mówi Sławomir Wysocki, dyrektor Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Chorób Płuc i Gruźlicy w Wolicy, który został uznany za pierwszy w Polsce zielony szpital.

Ponad 70 proc. całkowitej emisji gazów cieplarnianych w sektorze ochrony zdrowia pochodzi z łańcucha dostaw, czyli np. produkcji i transportu leków, urządzeń medycznych czy wyżywienia i wyposażenia dla szpitali – pokazuje raport „Zielone szpitale”, opracowany przez UN Global Compact Network Poland i firmę Philips. Wynika z niego również, że opieka zdrowotna jest w tej chwili bardziej obciążająca dla środowiska niż np. przemysł lotniczy czy stoczniowy, a w scenariuszu business as usual, czyli bez działań na rzecz klimatu, bezwzględne emisje opieki zdrowotnej będą rosły, sięgając 6 gigaton CO2 rocznie do 2050 roku.

– Gdyby sektor ochrony zdrowotnej był krajem, byłby piątym największym na świecie emitentem gazów cieplarnianych, więc czas najwyższy, żebyśmy wszyscy zadbali o to środowisko, także w ochronie zdrowia – mówi Urszula Szybowicz, dyrektor operacyjna Polskiej Federacji Szpitali.

Ten wzrost emisji z sektora opieki zdrowotnej można by obniżyć aż o 70 proc., gdyby kraje będące sygnatariuszami porozumienia paryskiego realizowały zawarte w nim zobowiązania. Tak się jednak nie dzieje, a na dodatek opieka zdrowotna jest marginalizowana w procesie transformacji energetycznej – tylko 0,3 proc. całkowitych funduszy przeznaczonych na walkę ze zmianami klimatycznymi jest wykorzystywana do przystosowania systemu opieki zdrowotnej do zmian klimatycznych.

Co istotne, sektor opieki zdrowotnej nie tylko przyczynia się do zmian klimatu, ale i sam ponosi ich skutki. Koszty opieki zdrowotnej związane ze zmianami klimatu i zanieczyszczeniem powietrza szacuje się na ok. 820 mld dol. rocznie. Według raportu „The Lancet Countdown” tylko w 2020 roku globalne zmiany klimatyczne spowodowały blisko 54-proc. wzrost zgonów związanych z upałami u osób powyżej 65. roku życia i ponad 3 mln przedwczesnych zgonów z powodu chorób serca i płuc związanych z zanieczyszczeniem powietrza w otoczeniu pyłowym.

– Jak pokazuje Global Sustainability Index, Polska niestety nie jest w czołówce państw, które potrafią zająć się kwestiami zanieczyszczenia środowiska. Mamy wiele do zrobienia, żeby znaleźć się bliżej czołówki, żeby zmniejszyć ilość generowanych gazów cieplarnianych i innych zanieczyszczeń, również w sektorze ochrony zdrowia – mówi Michał Kępowicz.

Raport FHI pokazuje, że transformacja polskiej ochrony zdrowia nie będzie prosta. Polska plasuje się na 109. miejscu rankingu Global Sustainability Index, z liczbą 48 tys. przedwczesnych zgonów rocznie spowodowanych chorobami związanymi z zanieczyszczeniem powietrza. Każdego roku w naszym kraju powstaje też ok. 44 tys. t odpadów medycznych, które stanowią poważny problem środowiskowy.

W opinii ekspertów proces transformacji ochrony zdrowia powinien się zacząć właśnie od szpitali, których większość jest wysoce energochłonna i niewydajna energetycznie. Wynika to m.in. z faktu, że średnio co piąty polski szpital ma ponad 70 lat i wymaga głębokiej termomodernizacji, a specjalistyczne wyposażenie wymaga dodatkowego zużycia energii i chłodzenia.

– Jest mnóstwo działań, które można podjąć, żeby dokonać zielonej transformacji i stać się zielonym szpitalem. Jednym z nich jest termomodernizacja, ale trzeba też pomyśleć o urządzeniach, które znajdują się w szpitalu i pobierają znaczne ilości energii. To powoduje koszty wielokrotnie wyższe niż w przypadku nowszych technologii i urządzeń nowej generacji. Często okazuje się, że wymiana systemów medycznych na nowe może zwiększyć oszczędności szpitala o kilkaset tysięcy, a nawet o kilka milionów złotych, jeżeli wymieniamy całą flotę urządzeń, nie wspominając o konkretnych korzyściach dla środowiska – mówi członek zarządu i dyrektor ds. relacji strategicznych i market access w Philips Healthcare CEE.

– Nasz zespół zwrócił uwagę, że mamy zaawansowany system komputerowy, ale dalej przesyłamy informacje na papierze. Natychmiast to zweryfikowaliśmy i okazało się, że wykorzystanie papieru udało się zmniejszyć o prawie 80 proc. – mówi Sławomir Wysocki.

Według ekspertów transformacja polskich szpitali powinna mieć charakter kompleksowy i obejmować m.in. wymianę źródła ciepła i oświetlenia na bardziej energooszczędne, termomodernizację i poprawę efektywności energetycznej budynków, cyfryzację i modyfikację łańcuchów dostaw dla szpitali tak, aby były bardziej zrównoważone. Dziś zdecydowanie łatwiej jest finansować transformację i zrównoważony rozwój szpitalom prywatnym, które mają prostsze procedury przetargowe i mogą uwzględniać w zamówieniach czynniki proekologiczne.

– Zrównoważony rozwój powinien być generalnie jednym z głównych kryteriów przetargowych w polskich szpitalach – mówi Urszula Szybowicz. 

Wszystko to wymaga zmiany podejścia do projektowania szpitali i procesów w ochronie zdrowia. Tradycyjnie przeszkodą jest jednak brak wystarczających funduszy.

– Szpitale mają w tym momencie duży problem z finansowaniem zielonej transformacji. Bardzo wyczekujemy informacji o tym, jakie fundusze unijne, ale też krajowe będą dostępne na ten cel – podkreśla dyrektor operacyjna Polskiej Federacji Szpitali.

zródło:newseria