Medicalpress
Ponad 300 pacjentów, przedstawicieli organizacji pacjenckich, ekspertów, mediów oraz instytucji publicznych, w tym Narodowego Funduszu Zdrowia, wzięło udział w warsztatach edukacyjnych „Zdążyć przed zawałem”, które odbyły się w Częstochowie w ramach kampanii „Prosta droga do zawału” oraz inicjatywy „Otyłość CDN (Cardio-Diabeto-Nefrologia)”.
Warsztaty miały charakter edukacyjny i koncentrowały się na budowaniu świadomości zdrowotnej oraz profilaktyce chorób przewlekłych. Eksperci przypominali, że większość chorób odpowiadających dziś za przedwczesne zgony i niepełnosprawność rozwija się przez lata, często bez wyraźnych objawów, a ich wspólnym mianownikiem są modyfikowalne czynniki ryzyka. Podczas spotkań przedstawiono również założenia inicjatywy „10 Zdrowia”, pokazując uczestnikom, jak duży wpływ na zdrowie serca, nerek i metabolizmu mają codzienne decyzje dotyczące aktywności fizycznej, diety, kontroli masy ciała, rzucenia palenia czy regularnego wykonywania badań profilaktycznych. Podkreślano także, że w przypadku już rozpoznanych chorób ogromne znaczenie ma systematyczna kontrola stanu zdrowia i przestrzeganie zaleceń terapeutycznych.

Choroby przewlekłe wymagają kompleksowego podejścia

Choroby przewlekłe coraz rzadziej występują jako pojedyncze schorzenia. Pacjenci z niewydolnością serca często jednocześnie chorują na cukrzycę, przewlekłą chorobę nerek czy otyłość, a skuteczne leczenie wymaga kontroli wielu parametrów zdrowotnych, także metabolicznych i elektrolitowych. Zwracano również uwagę, że wielu pacjentów nadal nie ma świadomości, dlaczego regularna kontrola poziomu potasu jest tak ważna i jaki wpływ może mieć na bezpieczeństwo terapii oraz przebieg choroby.

Choroby kardiologiczne to dziś nie tylko problem samego serca. Coraz częściej mamy do czynienia z pacjentami z wielochorobowością, wymagającymi kompleksowego podejścia i stałego monitorowania terapii. W praktyce klinicznej ogromne znaczenie ma regularna kontrola parametrów laboratoryjnych, w tym elektrolitów. Zaburzenia poziomu potasu mogą wpływać zarówno na bezpieczeństwo pacjenta, jak i możliwości prowadzenia terapii poprawiającej rokowanie. Dlatego edukacja pacjentów w tym zakresie jest niezwykle potrzebna – podkreśla prof. Marcin Grabowski, Rzecznik Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Hiperkaliemia – problem, o którym pacjenci wciąż wiedzą za mało

Podczas warsztatów dużo miejsca poświęcono również hiperkaliemii, czyli podwyższonemu poziomowi potasu we krwi. Eksperci tłumaczyli, że problem ten często dotyczy pacjentów
z niewydolnością serca i przewlekłą chorobą nerek, szczególnie tych stosujących nowoczesne leczenie kardiologiczne i nefrologiczne. To właśnie dlatego regularne badania kontrolne mają istotne znaczenie dla bezpieczeństwa terapii.

Edukacja zdrowotna pozostaje jednym z najważniejszych elementów skutecznego leczenia chorób przewlekłych. Wielu pacjentów nie ma świadomości, że niewydolność serca bardzo często współistnieje z chorobami nerek czy zaburzeniami metabolicznymi. Tymczasem odpowiednia kontrola parametrów laboratoryjnych, w tym poziomu potasu, może mieć bezpośredni wpływ na przebieg leczenia i możliwość utrzymania terapii poprawiającej rokowanie pacjenta. Dlatego tak ważne jest budowanie świadomości i zachęcanie pacjentów do regularnych badańmówi Agnieszka Wołczenko, prezes Stowarzyszenia EcoSerce.

O znaczeniu kontroli potasu mówili również przedstawiciele organizacji pacjenckich działających na rzecz osób z przewlekłą chorobą nerek.

W leczeniu chorób nerek regularna kontrola poziomu potasu ma bardzo duże znaczenie. Pacjenci często nie odczuwają pierwszych objawów pogarszającej się funkcji nerek, dlatego tak ważna jest diagnostyka i systematyczne monitorowanie wyników badań. Odpowiednia kontrola potasu pozwala bezpieczniej prowadzić terapię i zmniejszać ryzyko powikłań, które mogą dotyczyć zarówno nerek, jak i układu sercowo-naczyniowegozaznacza Dorota Ligęza ze stowarzyszenia Moje Nerki.

Edukacja zdrowotna potrzebna bardziej niż kiedykolwiek

Organizatorzy podkreślają, że zainteresowanie wydarzeniem pokazuje, jak duża jest potrzeba prowadzenia otwartej i rzetelnej edukacji zdrowotnej skierowanej do pacjentów.

– Bardzo dziękuję wszystkim osobom, dzięki którym to wydarzenie mogło się odbyć. Dziękuję ekspertom, organizacjom pacjenckim, partnerom, sponsorom, obsłudze technicznej i wszystkim osobom zaangażowanym w przygotowanie warsztatów. Ogromnie cieszy nas tak liczna obecność uczestników oraz zainteresowanie tematyką profilaktyki i chorób przewlekłych. To pokazuje, że pacjenci potrzebują rzetelnej wiedzy i bezpośredniego kontaktu z ekspertami. Już dziś zapraszamy na kolejne wydarzenia edukacyjne – podsumowuje Agnieszka Wołczenko.

Źródło: inf pras

Cyfrowa transformacja w ochronie zdrowia nabiera tempa, ale wraz z rozwojem technologii rośnie potrzeba edukacji i wyrównywania kompetencji. Cyfrowe kompetencje zdrowotne (CKZ) to połączenie umiejętności korzystania z technologii i wiedzy o zdrowiu – niezbędne, by skutecznie dbać o siebie w erze e-zdrowia. Eksperci zwracają uwagę, że brak tych kompetencji może prowadzić do pogłębiania się nierówności w dostępie do informacji, profilaktyki i leczenia. Jak pokazuje raport WHO/Europa, grupami najbardziej narażonymi na wykluczenie są osoby starsze, mieszkańcy wsi oraz osoby z niepełnosprawnościami.
CKZ definiuje się jako zdolność jednostki do znajdowania, rozumienia, oceniania i wykorzystywania informacji zdrowotnych ze źródeł elektronicznych (technologii/cyfrowych mediów) w celu skutecznego wykorzystywania i rozwiązywania problemów zdrowotnych.

Jak widzimy, zagadnienie to dotyczy nas wszystkich

Analiza przeprowadzona przez WHO/Europa w 2023 roku wykazała, że rozwiązania cyfrowe są często niedostępne dla osób starszych, migrantów, osób z niepełnosprawnościami oraz mieszkańców obszarów wiejskich. Jest to szczególnie problematyczne, ponieważ to właśnie te grupy potencjalnie mogłyby odnieść największe korzyści z narzędzi e-zdrowia. Zatem nierówność ta wymaga pilnej interwencji.

Systematyczne przeglądy literatury wskazują z kolei, że skuteczne interwencje w celu łagodzenia niskiego poziomu CKZ opierają się na dwóch filarach: edukacji oraz wsparciu społecznym.

Większe CKZ to szereg istotnych korzyści. Dotyczy to w szczególności samozarządzania zdrowiem oraz uczestnictwa w podejmowaniu decyzji, dotyczących zdrowia. Efektywne wykorzystanie cyfrowych umiejętności skutkuje również poprawą stanu mentalnego oraz wyższą ogólną jakością życia.

Wpływ zaawansowanych modeli językowych na jakość informacji zdrowotnych jest obecnie bardzo złożony. Z jednej strony, wydaje się, że podnoszą one jakość i dostępność wiedzy, a więc mogą służyć jako zasoby edukacyjne. Z drugiej strony, ich wprowadzenie generuje nowe, złożone zagrożenia dla jakości, związane ze stronniczością systemową, zmiennością w złożonym rozumowaniu oraz ryzykiem nadmiernego polegania, prowadzącego do braku krytycznego osądu i weryfikacji.

Brak jest aktualnych informacji, opartych na badaniach, dotyczących poziomu cyfrowych kompetencji zdrowotnych w różnych kategoriach populacyjnych w Polsce.

Według GUS, Polacy chętnie szukają w internecie informacji o chorobach i sposobach leczenia. 31,5% respondentów przyznaje, że surfuje w internecie w poszukiwaniu informacji na temat zdrowego stylu życia.

Za postępem technologicznym nie idą stosowne umiejętności cyfrowe, decydujące o korzyściach w postaci zaangażowania we własne zdrowie i profilaktykę oraz łatwiejszego dostępu do diagnozy i leczenia. Im więcej narzędzi cyfrowych w obszarze zdrowia, tym większe ryzyko powiększania się dysproporcji pomiędzy osobami, które mają do nich dostęp i dysponują odpowiednimi kompetencjami, a tymi, którzy ze względu na różne czynniki mogą być zagrożeni tzw. analfabetyzmem cyfrowym.

Eksperci Instytutu Medycyny Pracy im. prof. J. Nofera oferują bezpłatne konsultacje w zakresie edukacji dotyczącej wzmacniania cyfrowych kompetencji zdrowotnych. Aby zapisać się na konsultacje, wystarczy wypełnić formularz dostępny w zakładce Centrum Konsultacyjne na stronie: https://pracanazdrowie.pl/konsultacje/ lub wysłać e-mail na adres: pracanazdrowie@imp.lodz.pl.

 
Źródło: Instytut Medycyny Pracy im. prof. Jerzego Nofera
Polskie Towarzystwo Onkologiczne (PTO) oraz Polskie Towarzystwo Kardiologiczne (PTK) wystąpiły wspólnie z apelem o wprowadzenie przedmiotu Edukacja Zdrowotna do podstawy programowej szkół podstawowych i średnich. Zdaniem lekarzy to jedno z najważniejszych działań, jakie państwo może podjąć na rzecz zdrowia przyszłych pokoleń.
Choroby przewlekłe – przede wszystkim nowotwory i schorzenia układu sercowo-naczyniowego – od lat stanowią największe wyzwanie zdrowotne w Polsce. Eksperci są zgodni, że skuteczna profilaktyka musi zaczynać się od najmłodszych lat, a inwestycja w edukację zdrowotną dzieci i młodzieży to strategiczny krok w stronę ograniczenia zachorowalności i umieralności w przyszłości.

Dlaczego edukacja od najmłodszych lat?
Wczesne lata życia to okres, w którym kształtują się preferencje smakowe, wzorce aktywności i codzienne zachowania. To właśnie wtedy dzieci uczą się, co jest „normalne” w diecie czy stylu życia – i te schematy przenoszą później w dorosłość. Jak pokazują badania, dzieci, które od początku jedzą zdrowo i są aktywne fizycznie, rzadziej w dorosłości borykają się z nadwagą, nadciśnieniem czy podwyższonym cholesterolem. Z kolei nadmierna masa ciała czy podwyższone ciśnienie już w dzieciństwie zwiększają ryzyko incydentów sercowo-naczyniowych w wieku dorosłym.

Równie wyraźne zależności widać w przypadku nowotworów. Szacuje się, że nawet 30–50% zachorowań można byłoby uniknąć, gdyby społeczeństwo konsekwentnie stosowało się do podstawowych zasad profilaktyki: zdrowej diety, aktywności fizycznej, utrzymywania prawidłowej masy ciała oraz unikania alkoholu i tytoniu. Szczególnie wrażliwym okresem jest adolescencja – nawyki i wybory zdrowotne w wieku dojrzewania mogą zwiększać lub zmniejszać ryzyko nowotworów w dorosłości, np. raka piersi.

Niepokoją również dane dotyczące palenia wśród młodych. Według NIZP-PZH ponad połowa polskich uczniów ma już za sobą pierwszego papierosa, a 30% regularnie sięga po e-papierosy lub papierosy tradycyjne.

Edukacja jako inwestycja w przyszłość
– Wiedza i nawyki kształtowane w dzieciństwie i młodości mają realny, mierzalny wpływ na zdrowie w dorosłym życiu. To strategiczna inwestycja w zdrowie publiczne całego społeczeństwa – podkreślają autorzy stanowiska.

PTO i PTK apelują, by edukacja zdrowotna była realizowana profesjonalnie, w oparciu o rzetelną wiedzę, z wykorzystaniem aktywnych metod nauczania. Chodzi nie tylko o przekazanie teorii, ale o praktyczne kształtowanie postaw – od świadomego wyboru posiłków po umiejętność krytycznego podejścia do używek.

Pod apelem podpisały się dwie kluczowe organizacje naukowe:
Obaj profesorowie zwracają uwagę, że edukacja zdrowotna w szkołach może stać się jednym z najskuteczniejszych narzędzi w profilaktyce dwóch największych zagrożeń zdrowotnych współczesnego społeczeństwa – chorób serca i nowotworów.

Naszym obowiązkiem jest nie tylko troska o zdrowie najmłodszych, ale także stworzenie im warunków do świadomych i odpowiedzialnych wyborów. Dzięki temu zdrowie stanie się naturalnym wyborem młodego pokolenia – podkreślają sygnatariusze stanowiska.

Pełna treść stanowiska 

źródło: PTO

Wakacje to czas odpoczynku, podróży i oderwania od codziennych obowiązków. Jednak – jak przypominają farmaceuci – urlop nie oznacza przerwy od dbania o zdrowie. Przerwanie terapii w czasie wakacji może mieć poważne konsekwencje – od wizyty na ostrym dyżurze po hospitalizację. Jak podkreślają eksperci, organizm nie lubi wakacji od leków, a nawet krótkie przerwy w terapii bywają niebezpieczne.
„Wakacje nie oznaczają jednak odpoczynku od obowiązku dbania o zdrowie” – mówi mgr farm. Bożena Szymańska, ekspert kampanii DOZkonała Lekcja Zdrowia.

Farmaceutka zwraca uwagę, że wielu pacjentów popełnia powtarzające się błędy – nie kończą terapii, zapominają o dawkach lub z własnej nieostrożności robią sobie przerwę od leków. To właśnie te zaniedbania skłoniły organizatorów do uruchomienia kampanii edukacyjnej, która w drugiej odsłonie akcentuje ryzyko związane z odstawianiem leków podczas urlopu.

Do akcji dołączył satyryk Henryk Sawka, którego rysunki z humorem i dowcipem przypominają, by nie zapominać o lekach i stosować je świadomie. Jeden z nich trafnie podsumowuje apel farmaceutów: „Nie wymieniamy się szczoteczkami do zębów, to lekami też nie powinniśmy!”.

Ekspertka ostrzega też przed poradami znajomych czy rodziny. „Takie zachowania są typowe, ale leki mogą wchodzić ze sobą w interakcje i to, co pomogło jednej osobie, nie musi działać na inną” – zaznacza.

Jeżeli w trakcie wyjazdu zabraknie leków, farmaceuta może wystawić receptę, o ile spełnione zostaną określone warunki, np. potwierdzenie danych w Internetowym Koncie Pacjenta.

„Konsekwencje niekontynuowania leczenia mogą być poważne” – ostrzega farmaceuta kliniczny Adrian Bryła. „Przerwa od niektórych leków może prowadzić do zmniejszenia ich stężenia i odnowienia objawów choroby, co może skończyć się nawet w szpitalu”.

Najbardziej narażeni są pacjenci z nadciśnieniem, cukrzycą, hipercholesterolemią czy chorobami serca. Nagłe skoki ciśnienia lub poziomu cukru mogą być groźne dla życia, a w czasie wakacji ryzyko dodatkowo rośnie. Tymczasem – jak pokazują dane – aż połowa pacjentów z nadciśnieniem przestaje przyjmować leki w pierwszym roku terapii, a 25 proc. nowo zdiagnozowanych w ogóle nie realizuje recepty.

Według WHO aż 50 proc. pacjentów nie stosuje się do zaleceń lekarskich. Przyczyny to m.in. przekonanie o braku potrzeby leczenia, obawy przed skutkami ubocznymi czy zwykłe zapominalstwo. To prowadzi do pogorszenia stanu zdrowia, wzrostu kosztów leczenia, a często także do hospitalizacji.

Farmaceuci i lekarze podkreślają, że kluczowa jest edukacja, dobra komunikacja z pacjentem oraz ułatwienia w stosowaniu terapii. Pomóc mogą także nowoczesne rozwiązania – od telemedycyny, przez aplikacje przypominające o dawkowaniu, po integrację opieki nad pacjentami z chorobami przewlekłymi.

Wakacje mogą być czasem regeneracji, ale nie od leczenia. Świadomość, systematyczność i odpowiedzialne podejście do przyjmowania leków to inwestycja w zdrowie – tak samo ważna w lipcu nad morzem, jak i w listopadzie w domu.

Źródło:Komunikat Prasowy

Lato sprzyja relaksowi, ale też bywa niebezpieczne – zwłaszcza dla osób, które przyjmują leki zwiększające wrażliwość skóry na promieniowanie UV. Często nie zdajemy sobie sprawy, że zwykły antybiotyk, środek przeciwbólowy czy lek moczopędny może wejść w niebezpieczną interakcję ze słońcem. Tymczasem skutki bywają poważne – od zaczerwienienia i pęcherzy po rozległe uszkodzenia skóry.
Choć promieniowanie słoneczne może działać korzystnie – poprawia nastrój, wspiera naturalną syntezę witaminy D oraz reguluje rytm dobowy – w połączeniu z niektórymi lekami może prowadzić do poważnych powikłań skórnych. Dzieje się tak, ponieważ niektóre substancje czynne obecne w lekach, zarówno stosowanych doustnie, jak i miejscowo (np. w maściach czy żelach), wchodzą w reakcję z promieniowaniem UV, wywołując nadmierną, często nieprzewidywalną reakcję organizmu.

Najczęściej występują dwa rodzaje reakcji: fototoksyczność i fotoalergia. Pierwsza z nich to bezpośrednie uszkodzenie komórek skóry wywołane przez aktywację leku pod wpływem słońca. Objawy są zazwyczaj szybkie, nasilone i przypominają ostre poparzenie słoneczne – skóra staje się zaczerwieniona, bolesna, może pojawić się obrzęk lub pęcherze. Drugi mechanizm, znacznie rzadszy, to fotoalergia – reakcja immunologiczna na lek zmieniony przez promienie UV. Objawy mogą pojawić się nawet po kilku dniach i przypominają wyprysk kontaktowy: z nasilonym świądem, grudkami, a nawet zmianami rozsianymi poza miejsca narażone na światło.

Tego typu reakcje nie muszą wystąpić od razu po rozpoczęciu terapii. Zdarza się, że organizm reaguje dopiero po kilku dniach ekspozycji na słońce lub przy kumulacji leku w organizmie. Nasilenie objawów zależy m.in. od rodzaju przyjmowanego leku, jego dawki, czasu stosowania, indywidualnej wrażliwości skóry, a także długości i intensywności ekspozycji na promieniowanie UV.

Na liście leków fotouczulających znajdują się m.in.: antybiotyki tetracyklinowe (np. doksycyklina), niesteroidowe leki przeciwzapalne stosowane przy bólach krzyża, stawów (np. ketoprofen), diuretyki tiazydowe stosowane przy niewydolności serca (np. hydrochlorotiazyd), retinoidy stosowane w leczeniu trądziku (np. izotretynoina), niektóre leki przeciwdepresyjne i neuroleptyki.

Bardzo ważna jest świadomość pacjentów, nie tylko tych stosujących leki przewlekle, ale i doraźnie – np. przeciwbólowo, przeciwtrądzikowo czy zlecone przez lekarza antybiotyki. Nawet pozornie „niewinne” preparaty dostępne bez recepty mogą zwiększać ryzyko niepożądanych reakcji na słońce. Dlatego zawsze warto przeczytać ulotkę lub zapytać swojego lekarza POZ, czy stosowany lek wymaga szczególnej ochrony przeciwsłonecznej.

Wysokie temperatury są szczególnie niebezpieczne dla osób starszych, które często przyjmują kilka leków jednocześnie – w tym moczopędne, na nadciśnienie i przeciwcukrzycowe. Połączenie takich terapii z upałem może prowadzić nie tylko do reakcji skórnych, ale i do odwodnienia oraz zaburzeń elektrolitowych, takich jak niedobór sodu czy potasu.

„U osób w podeszłym wieku każdy dzień upału powinien wiązać się z kontrolą nawodnienia – przypomina lek. Anna Osowska, ekspertka Federacji Porozumienie Zielonogórskie. – Nawet niewielkie odwodnienie może nasilać działanie leków, a w połączeniu z ekspozycją na słońce prowadzić do osłabienia, zawrotów głowy, omdleń czy ostrej niewydolności nerek. Warto pamiętać o regularnym piciu wody i uzupełnianiu elektrolitów, zwłaszcza jeśli pojawia się wzmożona potliwość lub przyjmujemy leki moczopędne”.

Pacjenci przyjmujący leki zwiększające wrażliwość na słońce powinni szczególnie dbać o ochronę przeciwsłoneczną – podkreśla lek. Anna Osowska. „Rekomenduję stosowanie kremów z filtrem SPF 50, ubrań z filtrem UV, kapeluszy i okularów przeciwsłonecznych. A przede wszystkim – unikanie słońca w godzinach 10:00–16:00” – dodaje.

W przypadku leków fotouczulających nawet krótka ekspozycja na słońce może prowadzić do silnych i bolesnych reakcji skórnych. Kremy z wysokim filtrem (SPF 50 lub wyższym) należy nakładać na wszystkie odsłonięte partie ciała co najmniej 20–30 minut przed wyjściem z domu, a następnie powtarzać aplikację co 2 godziny oraz po każdej kąpieli lub intensywnym spoceniu się. Nie można zapominać też o ochronie tzw. „niewidocznych miejsc” – uszach, karku, stopach, dłoniach czy skórze głowy. Warto również stosować balsamy z filtrem UV na usta.

Czasem pacjentom wydaje się, że przebywanie w cieniu wystarczy. Niestety, nawet tam promieniowanie UVA i UVB dociera – ostrzega ekspertka. „Dlatego nie można rezygnować z ochrony, nawet w pochmurny dzień czy pod parasolem plażowym”.

Nawet mimo zachowania wszystkich środków ostrożności mogą pojawić się objawy świadczące o reakcji fototoksycznej: zaczerwienienie, pieczenie, pęcherze lub swędzące grudki. W takich przypadkach należy natychmiast przerwać ekspozycję na słońce, zastosować chłodzące okłady, a w razie potrzeby skonsultować się z lekarzem. Opiekunowie powinni reagować na pogorszenie kontaktu słownego z podopiecznym, nasilające się zaburzenia pamięci, spadek kondycji, brak apetytu, senność, bowiem te objawy mogą świadczyć o odwodnieniu seniora.

„Bezpieczeństwo latem to nie tylko filtr SPF, ale i świadomość, że słońce może ‘wchodzić w reakcję’ z lekami. Zdrowie zaczyna się od wiedzy, także tej o interakcjach ze słońcem” – przypomina lek. Anna Osowska.

Źródło: Komunikat Prasowy

Opalenizna, drink z limonką i bukiet dzikich ziół – wakacyjna sielanka może zamienić się w piekący koszmar. W rozmowie opublikowanej przez Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu prof. Adam Matkowski, kierownik Katedry Biologii i Biotechnologii Farmaceutycznej oraz Ogrodu Botanicznego Roślin Leczniczych, ostrzega przed niepozornym, ale realnym zagrożeniem: reakcjami skórnymi wywołanymi przez związki zawarte w roślinach, które aktywują się pod wpływem promieniowania UV.
Niebezpieczne połączenie roślin i promieni słonecznych najczęściej kojarzy się z barszczem Sosnowskiego. Każdego lata, zwłaszcza w czerwcu i lipcu, pojawiają się ostrzeżenia przed możliwością poparzeń, jakie powoduje kontakt z tą rośliną w połączeniu z promieniowaniem słonecznym. Choć barszcz Sosnowskiego to najbardziej znany przykład, nie jest jedyny. Bolesne oparzenia grożą nam po wycieczkach na łąki i pola znacznie częściej niż się powszechnie uważa.

„O toksyczności barszczu Sosnowskiego decydują zawarte w nim furanokumaryny, czyli fotouczulające związki chemiczne” – wyjaśnia prof. Adam Matkowski. „Roślina produkuje je w celach obronnych, a same w sobie nie są dla człowieka bardzo groźne. Problem zaczyna się, gdy zadziała dodatkowy czynnik: promieniowanie UV-A. Wówczas dopiero związki, które wcześniej wniknęły do skóry, zaczynają się aktywować. Dlatego rumień, pęcherze, ból czy obrzęk skóry nie pojawiają się natychmiast po kontakcie z rośliną, ale czasem nawet po wielu godzinach.”

Stan zapalny skóry wywołany przez połączenie działania roślin i promieniowania słonecznego nosi nazwę fitofotodermatozy. W barszczu Sosnowskiego, szczególnie w jego soku zawartym w łodygach i liściach, stężenie furanokumaryn jest wysokie. To dlatego kontakt z tą rośliną jest tak niebezpieczny. W Polsce można spotkać także jego kuzyna – barszcz Mantegazzi’ego, który jest równie groźny.

Jak podkreśla prof. Matkowski: „efekt jest mniej więcej podobny, bolesny, a czasem długotrwały. Warto też dodać, że do aktywacji furanokumaryn wystarczy niewielka ilość promieniowania, więc może się to zdarzyć nawet w pochmurny dzień.”

Barszcz Sosnowskiego należy do rodziny selerowatych. To rodzina o większym „fototoksycznym potencjale”, a jej inni przedstawiciele także mogą szkodzić. „Są to np. dziki pasternak, arcydzięgiel, a nawet, choć nieznacznie, popularny w kuchni i jadalny seler – a właściwie jego liście” – wylicza ekspert. W tych roślinach ilość substancji uczulających jest mniejsza, ale skutki kontaktu mogą być równie dotkliwe. „Żółte kwiaty dzikiego pasternaku czy arcydzięgla mogą się wydawać atrakcyjne, jednak lepiej się od nich trzymać z daleka, a do zbiorów selera nie podchodzić bez rękawiczek.”

Zaskoczeniem może być również gryka – pochodząca z innej rodziny, ale także zawierająca fotouczulające substancje w zielonych częściach. Z kolei rodzina rutowatych również kryje niebezpieczeństwa. „Wśród nich najbardziej fototoksyczna jest ruta, często uprawiana w ogródkach ze względu na ładny wygląd i przyjemny zapach.”

„Ruta ma właściwości lecznicze, jest bogata w rutynę (glikozyd flawonolowy – dodawany m.in. do popularnych leków przeciwprzeziębieniowych) ale również zawiera furanokumaryny.”

Prof. Matkowski radzi miłośnikom przyrody ostrożność: „Nie znasz rośliny – najlepiej jej nie dotykaj. Jeśli bardzo ci się podoba i musisz ją mieć koniecznie w bukiecie polnych kwiatów – skorzystaj z aplikacji do rozpoznawania okazów przyrody w telefonie. A dla pewności, po wycieczce w plener dokładnie umyj ręce.”

Źródłem problemu może być jednak nie tylko łąka, ale i… bar przy plaży. „Tylko nie cytrusy!” – ostrzega prof. Matkowski. „One także należą do rodziny rutowatych, a niektóre są też bogate w substancje fotouczulające. Największe stężenia znajdują się w skórce i w dodatku świetnie rozpuszczają się w alkoholu. Wystarczy kilka kropli wylanych przypadkiem na odsłonięte części ciała, a resztę zrobi już słońce.”

Największe stężenia furanokumaryn znajdują się w limonkach i grapefruitach, ale nie są od nich wolne także cytryny i pomarańcze. „Fitodermatoza po słonecznych drinkach doczekała się nawet potocznej nazwy: w niektórych krajach znana jest jako ‘dermatoza margarita’.”

Innym, mniej znanym, ale równie niebezpiecznym związkiem jest hiperycyna, zawarta w dziurawcach. Występuje w preparatach ziołowych i nalewkach. „Fototoksyny rozpuszczają się w alkoholu, z tego względu bardziej fototoksyczna będzie wysokoprocentowa nalewka niż herbatka z dziurawca.”

Czy reakcje te mogą być śmiertelne?

„Przy przypadkowym kontakcie jest to mało prawdopodobne” – uspokaja prof. Matkowski. „Kluczowe są ilości fototoksycznych substancji, które wniknęły do skóry oraz czas ekspozycji na słońce. Im więcej działania obu czynników, tym groźniejsze skutki.”

Najgroźniejsze scenariusze są rzadkie, ale możliwe: „Teoretycznie można sobie wyobrazić, że ktoś zbierał rutę, tarzał się w barszczu Sosnowskiego i jeszcze napił się nalewki z dziurawca, a potem przebywał wiele godzin na słońcu. Wtedy mogłoby dojść do reakcji kaskadowej i zagrożenia życia. Takie sytuacje jednak raczej się nie zdarzają.”

Zagrożenia nie należy bagatelizować. „Nawet u zdrowych dorosłych barszcz Sosnowskiego może wywołać oparzenia III stopnia, wymagające hospitalizacji. Warto mieć świadomość istnienia specyficznych właściwości flory, by obcowanie z przyrodą było przyjemnością, a nie zamieniło się w koszmar.”

Lepszy dialog między organizacjami pacjentów a instytucjami publicznymi może usprawnić funkcjonowanie całego systemu ochrony zdrowia. Takie wnioski płyną z konferencji „Kierunki umacniania dialogu organizacji pacjentów i instytucji publicznych”, która odbyła się 9 lipca w Warszawie. Efektem spotkania ma być m.in. stworzenie przewodnika po systemie zdrowia, który ułatwi organizacjom pacjenckim kontakt z odpowiednimi urzędami i pozwoli na skuteczniejsze uczestnictwo w procesach legislacyjnych i konsultacyjnych.
Spotkanie z udziałem przedstawicieli instytucji publicznych, organizacji pacjentów, parlamentarzystów i ekspertów było kontynuacją prac nad dokumentem „Kierunki umacniania dialogu organizacji pacjentów i instytucji publicznych”. Dokument powstał na bazie warsztatów z udziałem Agencji Badań Medycznych, Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, NFZ, Ministerstwa Zdrowia oraz Biura Rzecznika Praw Pacjenta. Jego celem jest wypracowanie systemowych rozwiązań wspierających dialog i partycypację pacjentów w polityce zdrowotnej.

Zarówno strona rządowa, jak i organizacje pacjentów zgodnie wskazują, że ostatnie lata przyniosły znaczną poprawę w relacjach i otwartości na współpracę. Przedstawiciele instytucji podkreślają jednak, że potrzeba więcej aktywności i „mówienia jednym głosem” przez środowisko pacjenckie, zwłaszcza w sprawach systemowych. Wzmocnieniu tej współpracy ma służyć m.in. nowy przewodnik po instytucjach ochrony zdrowia – narzędzie, które ułatwi orientację w kompetencjach urzędów i procedurach kontaktu.

W toku dyskusji wskazano również na wyzwania, które ograniczają możliwości organizacji pacjentów – głównie brak stabilnego finansowania działalności podstawowej i rzeczniczej, braki kadrowe oraz ograniczony dostęp do decydentów, szczególnie w przypadku organizacji spoza dużych ośrodków miejskich.

Uczestnicy spotkania zwracali uwagę na potrzebę stałej obecności pacjentów w procesie decyzyjnym, a nie jedynie konsultacyjnym. Proponowano również powołanie koordynatorów ds. kontaktów z organizacjami pacjentów w kluczowych instytucjach, a także wprowadzenie ujednoliconych standardów współpracy i systemu konsultacji online, który zwiększy dostępność i transparentność.

Silnym głosem w dyskusji była również kwestia profilaktyki i promocji zdrowia. Przedstawiciele NFZ oraz MZ podkreślali rolę pacjentów jako ambasadorów działań prozdrowotnych – ich osobiste doświadczenia mogą motywować innych do podejmowania działań profilaktycznych, zmiany stylu życia czy przestrzegania zaleceń terapeutycznych. W tym kontekście organizacje pacjenckie mają potencjał, by stać się kluczowym kanałem edukacyjnym i komunikacyjnym.

Konferencja była także okazją do deklaracji konkretnych działań – powstania przewodnika systemowego, rozwoju Forum Organizacji Pacjentów przy NFZ, czy wspólnych kampanii edukacyjnych realizowanych z udziałem KRUS i lokalnych samorządów. Wszystko to ma służyć budowie systemu ochrony zdrowia bardziej otwartego, empatycznego i współtworzonego z pacjentami.

Dialog pacjentów z instytucjami publicznymi nie jest już tylko postulatem – staje się realnym narzędziem zmiany systemu zdrowia. Inicjatywy takie jak przewodnik po instytucjach, wspólne forum czy nowelizacja zasad konsultacji to kroki w stronę systemu opartego na partnerstwie. Aby jednak ten proces był trwały i skuteczny, potrzebne jest wzmocnienie organizacji pacjentów – zarówno organizacyjnie, jak i finansowo – oraz wypracowanie jasnych, jednolitych zasad współpracy. Pacjenci mają głos, który musi być nie tylko słyszany, ale i brany pod uwagę.

Źródło: PAP MediaRoom

Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach rozpoczyna rekrutację na wyjątkowy program – MBA Zarządzanie jakością i innowacją w ochronie zdrowia. Zajęcia wystartują w roku akademickim 2025/2026, a uczelnia podkreśla, że to pierwsze takie studia w Polsce. Program łączy praktyczne metody zarządzania z najnowszymi trendami w medtech i e‑health. Chcesz dowiedzieć się, kto może skorzystać i jakie kompetencje zyskują absolwenci? Zapraszamy do lektury.
Nowy program MBA to propozycja dla kadry kierowniczej, menedżerów ochrony zdrowia, liderów projektów innowacyjnych, a także osób pracujących w sektorze publicznym i prywatnym, które chcą rozwijać kompetencje w zakresie nowoczesnego zarządzania w medycynie. Studia łączą podejście strategiczne z praktycznymi metodami, takimi jak Lean Management, Six Sigma czy zarządzanie projektami według metodyki CCPM. Kluczowe miejsce zajmą także tematy związane z wdrażaniem innowacji, wykorzystaniem nowych technologii oraz poprawą doświadczenia pacjenta.

Program studiów potrwa trzy semestry, a zajęcia będą odbywać się w trybie weekendowym – w formule hybrydowej, łączącej spotkania stacjonarne z komponentami online. To rozwiązanie szczególnie atrakcyjne dla osób aktywnych zawodowo. Na liście wykładowców znajdą się praktycy z wieloletnim doświadczeniem w systemie ochrony zdrowia, eksperci prawa medycznego, ekonomiści i lekarze zarządzający dużymi placówkami medycznymi.

Integralną częścią programu będą również wizyty studyjne w referencyjnych jednostkach, takich jak Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich, Centrum Doświadczeń Pacjenta HELIMED oraz Górnośląskie Centrum Medyczne. Ich celem jest pokazanie nowoczesnych modeli organizacyjnych i innowacyjnych rozwiązań wdrażanych z myślą o jakości leczenia i bezpieczeństwie pacjentów.

Ukończenie programu MBA daje nie tylko nowe kompetencje, ale i formalne kwalifikacje – w tym możliwość zasiadania w radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Co ważne, program powstaje we współpracy z innymi ośrodkami akademickimi, w tym Uczelnią Łazarskiego oraz Gdańskim Uniwersytetem Medycznym, co zapewnia szeroką perspektywę i wysoki poziom merytoryczny.

MBA „Zarządzanie jakością i innowacją w ochronie zdrowia” to odpowiedź na rosnące potrzeby kadry kierowniczej sektora zdrowia. To także wyraz ambicji uczelni, by kształcić liderów przyszłości – zdolnych wprowadzać realne zmiany systemowe, technologiczne i organizacyjne. To studia, które mogą zmienić jakość zarządzania – nie tylko na poziomie instytucji, ale całego systemu ochrony zdrowia w Polsce.

Źródło: Śląski Uniwersytet Medyczny

Zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży wymaga dziś zdecydowanych i systemowych działań – również w edukacji. Planowane wprowadzenie do szkół nowego przedmiotu „edukacja zdrowotna” to ważny krok w tym kierunku. Rzecznik Praw Obywatelskich apeluje do Ministerstwa Edukacji Narodowej o zapewnienie możliwie szerokiego dostępu do tych zajęć. Redakcja MedicalPress przedstawia szczegóły tej inicjatywy oraz pytania, jakie RPO skierował do resortu edukacji.
Od 1 września 2025 roku do polskich szkół ma trafić nowy przedmiot: edukacja zdrowotna. To inicjatywa, która – jak podkreśla Rzecznik Praw Obywatelskich Marcin Wiącek – wpisuje się w konstytucyjny obowiązek państwa dotyczący ochrony zdrowia dzieci (art. 68 ust. 3 Konstytucji RP). RPO wystosował pismo do minister Barbary Nowackiej z pytaniami o sposób wdrożenia tej zmiany oraz o dalsze działania na rzecz edukacji o zdrowiu psychicznym.

Zdaniem RPO zdrowie psychiczne małoletnich powinno być traktowane jako kluczowy element polityki państwa. Przypomina również, że zgodnie z ustawą o ochronie zdrowia psychicznego, troska o tę sferę należy do obowiązków publicznych instytucji.

Dlaczego edukacja zdrowotna jest potrzebna?

Eksperci alarmują, że liczba dzieci i młodzieży zmagających się z zaburzeniami psychicznymi rośnie. W latach 1997–2009 liczba pacjentów leczonych psychiatrycznie niemal się podwoiła. Problemem są m.in. depresja, zaburzenia nastroju, przemoc rówieśnicza i seksualna, neuroróżnorodność, a także uzależnienia – a szkoły wciąż nie mają narzędzi, by adekwatnie reagować.

Podczas obrad Komisji Ekspertów RPO ds. Ochrony Zdrowia Psychicznego temat depresji wśród młodzieży był jednym z głównych punktów. Wszyscy zgromadzeni zgodzili się, że potrzeba działań prewencyjnych jest pilna i bezdyskusyjna.

Co obejmie edukacja zdrowotna?

Przedmiot ten ma poruszać zagadnienia dotąd marginalizowane w systemie edukacji: od zaburzeń nastroju, przez przemoc, po niepełnosprawność i zdrowie psychiczne. Dotychczas tego rodzaju tematy pojawiały się głównie w ramach wychowania do życia w rodzinie lub lekcji wychowawczych – i to nie zawsze systematycznie.

Choć według obecnych założeń edukacja zdrowotna ma być przedmiotem dobrowolnym, Rzecznik apeluje, by objąć nią jak największą liczbę uczniów i uczennic.

Pytania RPO do MEN

Rzecznik Marcin Wiącek zwrócił się do Ministerstwa Edukacji Narodowej z pytaniami:

Zdaniem RPO, edukacja o zdrowiu psychicznym nie powinna ograniczać się do sal lekcyjnych. To kwestia wymagająca wsparcia ze strony całego systemu – nauczycieli, rodziców, specjalistów.

Wprowadzenie edukacji zdrowotnej to istotny krok w kierunku budowania bardziej świadomego i odpornego psychicznie młodego pokolenia. Dobrze zaprojektowany program nauczania może realnie wpływać na poprawę jakości życia uczniów. Liczymy, że ministerstwo podejmie wyzwanie, jakim jest stworzenie powszechnego, równego dostępu do wiedzy o zdrowiu – nie tylko fizycznym, ale i psychicznym.

Źródło: Rzecznik Praw Obywatelskich

Od 5 lipca 2025 roku obowiązuje w Polsce zakaz sprzedaży elektronicznych papierosów, pojemników zapasowych do e-papierosów oraz woreczków nikotynowych osobom poniżej 18. roku życia. Nowe przepisy wynikają z ustawy nowelizującej ustawę o zdrowiu publicznym i ustawę o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, która została podpisana przez prezydenta i opublikowana w Dzienniku Ustaw. Jak podkreśla Ministerstwo Zdrowia, głównym celem zmian jest zwiększenie ochrony zdrowia dzieci i młodzieży przed wczesnym uzależnieniem od nikotyny i ograniczenie dostępności tych wyrobów na rynku nieletnich.

Zakaz obejmuje sprzedaż, promocję, reklamę oraz prezentowanie e-papierosów i woreczków nikotynowych młodzieży. Przepisy przewidują również surowe kary dla przedsiębiorców i sprzedawców łamiących ten zakaz. Nowelizacja umożliwia także działania kontrolne prowadzone przez organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej oraz nakładanie grzywien i kar administracyjnych w przypadku stwierdzenia naruszeń. W ocenie resortu zdrowia wprowadzenie takiego zakazu jest konieczną odpowiedzią na dynamicznie rosnące spożycie nikotynowych produktów alternatywnych wśród młodych osób, w tym uczniów szkół podstawowych i średnich.

Ministerstwo wskazuje, że nowe przepisy są częścią szerszej strategii polityki antynikotynowej, która ma obejmować również edukację, profilaktykę oraz zwiększoną kontrolę sprzedaży i dostępności wyrobów nikotynowych. W ostatnich latach wyroby tego typu były szczególnie popularne wśród młodzieży z uwagi na ich łatwą dostępność, atrakcyjne smaki i brak odpowiednich regulacji ograniczających sprzedaż osobom niepełnoletnim. Teraz, dzięki nowelizacji, produkty te zostają zrównane w przepisach z tradycyjnymi wyrobami tytoniowymi, co oznacza wprowadzenie identycznych ograniczeń dotyczących ich dystrybucji i promocji.

Wprowadzenie zakazu sprzedaży e-papierosów i woreczków nikotynowych osobom poniżej 18. roku życia to istotny krok w stronę wzmocnienia zdrowia publicznego, a zwłaszcza ochrony dzieci i młodzieży przed uzależnieniem od nikotyny. Nowe przepisy mają na celu zahamowanie wzrostu używania wyrobów nikotynowych przez młode pokolenie, a także wyznaczają nowy kierunek krajowej polityki zdrowotnej, która coraz wyraźniej koncentruje się na profilaktyce i redukcji ryzyka uzależnień. Jak zapowiada Ministerstwo Zdrowia, działania te będą kontynuowane w kolejnych miesiącach – zarówno na poziomie legislacyjnym, jak i edukacyjnym.

Trwają prace nad kolejnymi zmianami w ustawie antytytoniowej

Kolejny projekt nowelizacji ustawy antytytoniowej, zakłada:

Projekt będzie musiał zostać notyfikowany w Unii Europejskiej po przyjęciu go przez Radę Ministrów – to obowiązkowa procedura dla takich regulacji.

Dlaczego to jest ważne?

Jednorazowe e-papierosy i woreczki nikotynowe są szczególnie atrakcyjne dla młodych ludzi. Często to właśnie od nich zaczyna się pierwszy kontakt z nikotyną – wiele osób sięga po nie jeszcze przed ukończeniem 18. roku życia. Chcemy zatrzymać ten niepokojący trend.

Produkty zawierające nikotynę nie są zwykłym towarem – to substancje silnie uzależniające i szkodliwe. Dodatkowo jednorazowe e-papierosy są trudne do kontrolowania pod względem zawartości i składu płynu, a przy tym szkodliwe dla środowiska – zawierają plastik oraz baterie litowo-jonowe, które trudno poddać recyklingowi.

Nikotyna wciąż zbyt łatwo trafia w ręce młodych ludzi. Widzimy, jak dynamicznie rozwija się rynek produktów, które kuszą atrakcyjną formą i smakiem, a w rzeczywistości prowadzą do uzależnienia. Dlatego działamy – zdecydowanie i krok po kroku – by ograniczyć ich dostępność i skuteczniej chronić zdrowie publiczne.

Jakie zmiany już obowiązują?

17 kwietnia weszły w życie przepisy, które zakazują sprzedaży podgrzewanych wyrobów tytoniowych o charakterystycznych aromatach, takich jak mentol czy owoce. Od wejścia w życie przepisów branża ma dziewięć miesięcy na wyprzedanie zapasów. Smakowe dodatki przyciągają szczególnie młodych ludzi. Eliminując te produkty, zmniejszamy ryzyko uzależnień i chronimy zdrowie młodzieży. Nowelizacja ustawy antytytoniowej uregulowała też podgrzewacze do tytoniu jako nowatorskie wyroby tytoniowe. Te przepisy dostosowują polskie regulacje do prawa Unii Europejskiej.

Źródło: Ministerstwo Zdrowia

Niska świadomość społeczna, opóźniona diagnostyka, utrudniony dostęp do profilaktyki przedekspozycyjnej (PrEP) i brak spójnych danych epidemiologicznych – to kluczowe bariery w skutecznej walce z HIV/AIDS w Polsce. Podczas eksperckiego panelu „Profilaktyka skojarzona jako odpowiedź na współczesne wyzwania związane z HIV/AIDS w Polsce” eksperci wskazali, że konieczne są natychmiastowe działania edukacyjne, systemowe wsparcie i zniesienie barier finansowych, które ograniczają dostęp do nowoczesnych metod zapobiegania zakażeniom.
23 czerwca 2025 r. w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego PZH odbył się panel ekspercki „Profilaktyka skojarzona jako odpowiedź na współczesne wyzwania związane z HIV/AIDS w Polsce” zorganizowany przez Instytut Rozwoju Spraw Społecznych. Uroczystego otwarcia dyskusji panelowej dokonał Jakub Gołąb – prezes Instytutu Rozwoju Spraw Społecznych

„W obliczu rosnącej liczby nowych zakażeń wirusem HIV, zarówno w Polsce, jak i na świecie, potrzeba prowadzenia skutecznych działań profilaktycznych staje się bardzo pilna. Potrzebujemy konkretnych działań dla pacjentów i skoordynowanej współpracy” – mówił Jakub Gołąb.

Następnie przemówienie wprowadzające do dyskusji wygłosił dr Bernard Waśko – dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH. Wyrażał nadzieję, że okrągły stół będzie początkiem procesu wdrażania dobrych rozwiązań dla pacjenta.

„W zdrowiu publicznym wyzwaniem są nie tylko choroby, zwłaszcza choroby cywilizacyjne, o których profilaktyce mówimy dużo. Wyzwaniem jest to, co się na świecie dzieje – klimat, katastrofy czy wojna. Te zmiany powodują duże migracje ludzi, a te migracje wpływają na zachowanie różnych chorób. Na takie wyzwania musimy znaleźć odpowiedź” – podkreślał dyrektor Waśko.

Dyskusję panelową poprowadziła Karolina Wasielewska z Instytutu Rozwoju Spraw Społecznych.
Udział w panelu wzięli najważniejsi polscy eksperci, m.in. prof. Miłosz Parczewski, konsultant krajowy w Dziedzinie Chorób Zakaźnych, który mówił o kontekście nowych zakażeń wirusem HIV:

„Epidemia zakażenia HIV w Europie jest epidemią rozwijającą się. Chodzi o Europę Wschodnią. Mamy ok. 3 mln osób żyjących z HIV w krajach Unii Europejskiej, ale istotnie więcej w Europie Wschodniej. Czyli mówimy o Rosji, o Ukrainie, Białorusi jako kluczowych regionach, w których żyje najwięcej osób z HIV w Europie” – sygnalizował prof. Parczewski.

W zakresie profilaktyki prof. Parczewski mówił o potrzebie testowania:

„Testowanie domowe, a także populacji kluczowych czy też nisko barierowych, nie tylko żyjących w dużych miastach, jest nam bardzo, bardzo potrzebne”.

W tym kontekście należy zwrócić uwagę, że od maja 2025 r. test w kierunku HIV można wykonać w jednostkach Podstawowej Opieki Zdrowotnej, podczas gdy do tej pory bezpłatne i anonimowe testy były prowadzone tylko w 29 Punktach Konsultacyjno-Diagnostycznych na terenie całego kraju.

Prof. Parczewski zwrócił również uwagę, że w 2023 roku ok. 2,2 mln osób żyło z HIV w europejskim regionie WHO, a tylko u 110 tys. osób zostało wykryte zakażenie. Dodał, że Polska pozostaje krajem, w którym mamy ok. 20% osób żyjących z HIV nie jest zdiagnozowana.

Głos również zabrała Magdalena Ankiersztejn-Bartczak, prezeska zarządu Fundacji Edukacji Społecznej, która wraz z innymi ekspertami współtworzy wytyczne dla Polskiego Towarzystwa Naukowego AIDS. Mówiła o tym, jak trudne jest życie osób zakażonych wirusem HIV:

„Osoby żyjące z wirusem HIV doświadczają wykluczenia, stygmatyzacji i strachu. Pacjentowi bardzo trudno jest pójść do lekarza i powiedzieć: >>Dzień dobry, mam dwójkę dzieci i mam HIV<<. Taki pacjent nie ma wsparcia. Z problemem zostaje sam” – podkreślała. I dodała: „My się po prostu boimy usłyszeć diagnozę, a gdy już ją mamy, boimy się cokolwiek z tym zrobić. Następuje efekt zamrożenia”.

W Polsce narastającym problemem jest zbyt późne diagnozowanie. Jak zaznaczyła Magdalena Ankiersztajn-Bartczak, części osób z tego powodu nie udaje się uratować, ponieważ z chwilą potwierdzenia zakażenia są już w zaawansowanym stadium AIDS:

„W kraju, w którym są leki antyretrowirusowe za darmo i dla wszystkich, diagnoza jest stawiana za późno. Nie wiemy, ile osób nie dostaje w związku z tym leków antyretrowirusowych, mimo że program leczenia jest szeroko dostępny w ramach systemu opieki zdrowotnej”.

Również prof. Monika Bociąga-Jasik, prezeska Polskiego Towarzystwa Naukowego AIDS, podkreśliła, że osoby z pozytywnym wynikiem testu na HIV nie wahają się podjąć leczenia, a zatem problemem pozostają wszyscy ci, którzy nigdy nie sprawdzili, czy są zakażeni:

„Większość pacjentów, którzy są zdiagnozowani, jest bardzo zainteresowana rozpoczęciem terapii antyretrowirusowej. Chętnie i szybko podejmują leczenie. Bardziej istotne są dla mnie osoby, które mają świadomość tego, że powinny zrobić test w kierunku zakażenia HIV, a jednak go nie wykonują”.

Osób poddających się testom jest ciągle za mało także dlatego, że nie rekomendują im tego lekarze. W walce z HIV/AIDS kluczowa jest edukacja – i chodzi tu również o działania adresowane do pracowników ochrony zdrowia – zaznaczyła dr Barbara Daniluk-Kula, zastępczyni dyrektora Krajowego Centrum ds. AIDS:

„To nie jest tak, że odpowiada za to jeden resort. Musimy działać wspólnie, jako partnerzy. Mamy bardzo dużo informacji do przekazania, ale musimy je właściwie zaadresować. Edukacja powinna także docierać do lekarzy, którzy powinni zlecać testy”.

Z dr Kulą zgodził się prof. Andrzej Fal, prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego, który podkreślił, że „kampanie edukacyjne są prowadzone, tylko one są mało widoczne”.

„W Polsce nie wypełniamy niczego oprócz trzeciorzędowej profilaktyki. Po prostu nie zostaliśmy wyedukowani i nie mamy świadomości tego, co rzeczywiście nam może uratować zdrowie. Profilaktyka jest ważniejsza od leczenia”.

Uczestnicy panelu zgodzili się, że najskuteczniejszą stosowaną obecnie metodą zapobiegania zakażeniom HIV jest profilaktyka przedekspozycyjna (PrEP), która w Polsce jest jednak słabo dostępna. Nie są prowadzone akcje edukacyjne w tym zakresie, w mediach brakuje publikacji na ten temat, a osoby korzystające z PrEP narażone są na spore wydatki: za miesięczną kurację płaci się średnio 160 zł, do tego dochodzi koszt każdorazowej wizyty u lekarza.

Dr Bartosz Szetela, specjalista w dziedzinie chorób zakaźnych z Klinki Chorób Zakaźnych, Chorób Wątroby i Nabytych Niedoborów Odpornościowych Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu, mówi, że grupa użytkowników PrEP w Polsce jest słabo zbadana. Z danych z 2020 – 2021 r. , ostatnich, do jakich ma dostęp Polskie Towarzystwo Naukowe AIDS, wynika, że wówczas mogło takich osób w Polsce być 4400. Byli to przede wszystkim mężczyźni uprawiający seks z mężczyznami, co może być związane z faktem, że – jak zaznaczyła prowadząca dyskusję Karolina Wasielewska – informacje o PrEP można w Polsce znaleźć głównie w mediach czy na stronach internetowych adresowanych do osób LGBT+. Brakuje zatem szerszej akcji informacyjnej w tym zakresie i rozwiązań umożliwiających zwiększenie dostępu do profilaktyki przedekspozycyjnej.

Anita Kucharska-Dziedzic, posłanka na Sejm RP, Przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Zapobiegania Zakażeniom HIV i Zwalczania AIDS, zaznaczyła, że „temat HIV/AIDS istnieje w świadomości polityków i polityczek w Polsce”. Jednak w rozmowach o PrEP pada często nieprawdziwy argument, że ryzyko zakażenia HIV wiąże się ze stylem życia:

„Zazwyczaj rozmowy o pieniądzach czy o refundacji profilaktyki lub refundacji leków są najtrudniejsze. Jeżeli popatrzymy na koszty funkcjonowania opieki zdrowotnej w Polsce, to koszty refundacji leków dla różnych grup pacjenckich są znaczącą pozycją. >>To my powinniśmy wziąć odpowiedzialność za siebie<< – i to jest ta argumentacja, która bardzo często dotyczy profilaktyki określonej grupy chorób czy zagrożeń zdrowotnych” – mówiła posłanka Kucharska-Dziedzic.

W czasie dyskusji pojawił się również wątek wsparcia społeczności migranckich. Szereg działań, które można podjąć, aby ułatwić korzystanie z terapii HIV obcokrajowcom, przedstawił Rostyslaw Dzundza, współzałożyciel Stowarzyszenia Pozytywni Ukraińcy i Ukrainki w Niemczech. To m.in. pomoc w skorzystaniu z publicznej opieki zdrowotnej, usługi tłumaczeniowe, ale także działania na rzecz integracji, jak choćby mentoring:

„Pomagamy sobie nawzajem, ponieważ trafiamy na liczne bariery: przede wszystkim chodzi o język, ale też nierówny dostęp do profilaktyki” – mówił Rostyslaw Dzundza.

Ekspertki i eksperci uznali, że potrzeba intensywnych działań edukacyjnych w zakresie HIV/AIDS, ponieważ wiele osób nadal nie ma świadomości, że powinny wykonać test w kierunku HIV. Jak dotąd zrobiła to zaledwie 1/10 Polek i Polaków. Od maja istnieje możliwość wykonania testu także w jednostkach Podstawowej Opieki Zdrowotnej. Od lat 90. funkcjonują Punkty Konsultacyjno-Diagnostyczne, gdzie anonimowo i bezpłatnie można się przetestować w kierunku HIV, jednak takich placówek jest w Polsce tylko 29. Kolejny wniosek ze spotkania dotyczy danych zbieranych przez NIZP-PZH, których raportowanie należy usystematyzować, ponieważ dziś pochodzą one z różnych źródeł i okresów, a więc nie dają pełnego obrazu epidemiologii HIV/AIDS. Realizowana w oparciu o nie polityka walki z tym zagrożeniem zdrowotnym nie może więc być w pełni skuteczna.

Według uczestników spotkania, należy także podjąć wysiłki na rzecz refundacji PrEP, ponieważ profilaktyka przedekspozycyjna to najskuteczniejsza obecnie metoda zapobiegania kolejnym zakażeniom HIV, a Polska pozostaje jednym z nielicznych krajów Unii Europejskiej, gdzie jest ona trudno dostępna z uwagi na wysoki koszt takiej terapii oraz niski poziom wiedzy o jej istnieniu. Usunięcie barier ekonomicznych i społecznych w dostępie do PrEP powinno być zatem kluczowym zadaniem z obszaru profilaktyki HIV/AIDS.

Powyższe kwestie będą poruszane także na najbliższym posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Zapobiegania Zakażeniom HIV i Zwalczania AIDS 8 lipca tego roku. W Polsce wciąż zbyt mało osób wykonuje testy w kierunku HIV, a osoby żyjące z wirusem doświadczają stygmatyzacji i braku wsparcia. Tymczasem profilaktyka – w tym PrEP – jest skuteczna i powinna być powszechnie dostępna. Eksperci zgodzili się, że kluczowe jest:

Uczestnicy panelu zwrócili uwagę, że bez usunięcia barier organizacyjnych i finansowych, Polska nie zrealizuje celów zdrowia publicznego w zakresie HIV/AIDS. Oczekuje się, że temat będzie kontynuowany na najbliższym posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Zapobiegania Zakażeniom HIV i Zwalczania AIDS.

Źródło informacji: IRSS
Foto: IRSS, Łukasz Kamiński

 

W Polsce kobiety zmagające się z nowotworami nadal nie mają takich samych szans na diagnozę i leczenie jak pacjentki w Europie Zachodniej. Dlatego dziś w Warszawie zainaugurowano działalność Koalicji Onkozdrowia Kobiet – inicjatywy zrzeszającej czołowe organizacje pacjenckie, której celem jest zmiana tej sytuacji. Wspólnie domagają się skuteczniejszej profilaktyki, lepszego dostępu do nowoczesnych terapii i równości w opiece onkologicznej – bez względu na miejsce zamieszkania.

Jak wynika z najnowszego raportu OECD „Krajowe profile dotyczące nowotworów 2025”, współczynnik umieralności z powodu raka piersi w Polsce wynosi 20 na 100 tysięcy kobiet –
o 5% więcej niż średnia w UE. Tymczasem wczesne wykrycie i nowoczesne terapie pozwalają w większości przypadków na skuteczne leczenie. Polska wypada gorzej także w odniesieniu do innych nowotworów kobiecych:
Niepokojące są też dane dotyczące innych nowotworów – np. liczba możliwych do uniknięcia zgonów z powodu raka płuc w Polsce wynosi 27 na 100 tys. kobiet i jest aż o 30% wyższa niż średnia unijna.

To nie jest dyskusja o statystykach, tylko o życiu naszych matek, żon, przyjaciółek i córek – podkreśla Anna Kupiecka, prezes Fundacji OnkoCafe oraz inicjatorka powołania Koalicji Onkozdrowia Kobiet – Polki czekają na diagnostykę i leczenie onkologiczne znacznie dłużej niż kobiety w innych krajach UE – w praktyce nawet dwukrotnie dłużej. Dodatkowo dostęp do nowoczesnych narzędzi diagnostycznych i terapii, które są standardem w Europie Zachodniej, w Polsce wciąż bywa ograniczony. To się musi zmienić w ciągu najbliższych lat. Równie istotna jak leczenie jest jednak profilaktyka – a tu statystyki dotyczące zgłaszalności są jeszcze bardziej alarmujące. Musimy intensyfikować działania edukacyjne: informować, uświadamiać i budować w kobietach nawyk dbania o własne zdrowie. To właśnie profilaktyka daje największą szansę na wczesne wykrycie nowotworu, co znacząco zwiększa możliwości skutecznego leczenia.

Cel Koalicji: wyrównanie szans Polek
Koalicja Onkozdrowia Kobiet dąży do tego, by każda kobieta w Polsce miała takie same możliwości walki z nowotworem jak mieszkanka Berlina, Paryża czy Madrytu. By to osiągnąć, potrzebne są konkretne zmiany: szybsza i skuteczniejsza diagnostyka, dostęp do nowoczesnych terapii zgodnych z europejskimi standardami, lepsza organizacja leczenia i realne wsparcie na każdym etapie choroby.

Koalicja zapowiada podjęcie działań na rzecz:
– Obecnie w Polsce w onkologii ginekologicznej w raku szyjki macicy najpilniejsze są dwa obszary: profilaktyka oraz wczesne wykrywanie, czyli screening. Screening nominalnie działa, ale nie obejmuje wystarczająco dużej liczby kobiet, dlatego trzeba zwiększyć jego zasięg, szczególnie u tych, dla których szczepienia nie są już skuteczne. Drugim ważnym zadaniem jest promocja szczepień HPV, które zapobiegną zachorowaniom w przyszłości — przykładem jest Australia, gdzie udało się niemal wyeliminować ten nowotwór.
W przypadku raka szyjki, trzonu macicy i jajnika kluczowa jest także centralizacja leczenia. Pacjentki powinny trafiać do ośrodków specjalistycznych, które realizują leczenie kompleksowo i zgodnie ze standardami. Choć dostęp do leków i radioterapii jest niezły, system nie działa spójnie — pacjenci często zaczynają leczenie w miejscach niedostosowanych do leczenia nowotworów, co obniża skuteczność terapii. Podobnie jak nikt nie przeszczepia serca w powiatowym szpitalu, tak leczenie onkologiczne powinno odbywać się w wyspecjalizowanych ośrodkach. Liczymy, że Krajowa Sieć Onkologiczna to uporządkuje, ale potrzebne jest też aktywne wspieranie racjonalnych decyzji systemowych – wskazał kluczowe do podjęcia działania prof. Radosław Mądry, prezes-elekt Zarządu Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej.

Edukacja, wsparcie, wdrażanie nowoczesnych standardów
Koalicja planuje działania edukacyjne na temat profilaktyki i leczenia nowotworów, wsparcie pacjentek i ich rodzin w zrozumieniu procesu leczenia oraz budowanie motywacji do aktywnego udziału w terapii i rehabilitacji. Ważnym celem jest też zwiększenie wpływu organizacji pacjenckich na kształtowanie systemu opieki zdrowotnej i doprowadzenie do wdrożenia nowoczesnych standardów leczenia.

– W ostatnich latach polska onkologia w zakresie leczenia raka piersi prezentuje coraz to wyższy standard terapeutyczny (BCU), a pacjentki z tą diagnozą mają dostęp do zaawansowanych celowanych terapii w różnych jego obszarach. Od lat organizacje pacjenckie intensywnie działają na rzecz poprawy i poszerzenia dostępu do skutecznych leków oraz wyrównania szans w jakości wykonywanych usług medycznych. Dążymy do tego, aby każda kobieta w Polsce była zaopiekowana na najwyższym poziomie. I żeby to kod genetyczny, a nie kod miejsca zamieszkania stanowił o jej sposobie leczenia. Jako lider organizacji pacjentów onkologicznych, dostrzegam istotne braki w opiece, diagnostyce, dostępie do pogłębionych badań genetycznych oraz różnicy pomiędzy standardem opieki i wytycznymi towarzystw naukowych. Wieloletnie zaniedbania w tym obszarze przekładają się na fatalne rokowania naszych podopiecznych. W tym kontekście, kluczowe jest zapewnienie pacjentkom z nowotworami ginekologicznymi dostępu do skutecznych terapii, które są standardem w Europie. To pozwoli na poprawę wyników leczenia, ale także na zminimalizowanie kosztów związanych z leczeniem zaawansowanych stadiów choroby. Skandalicznie wysoki poziom, bo ponad 78% pacjentek nie ma wykonywanych badań genetyczne w ginekologii onkologicznej. Chcemy wyrównać te nierówności w zdrowiu, zwracając bacznie uwagę na białe plamy w kraju. Według danych NFZ, dostęp do specjalistycznej opieki ginekologicznej jest ograniczony w wielu regionach Polski, szczególnie w mniejszych miastach i na obszarach wiejskich. Pacjentki w tych rejonach często muszą pokonywać znaczne odległości, aby otrzymać niezbędną diagnostykę i leczenie. Ponadto, czas oczekiwania na wizytę u specjalisty jest nieakceptowalnie długi w wielu miejscach. To wszystko prowadzi do opóźnień w diagnozie i leczeniu, co negatywnie wpływa na rokowania pacjentek z nowotworami ginekologicznymi. Musimy pilnie działać, aby uratować te kobiety – mówi Magdalena Kardynał z Fundacji OmeaLife.

Organizacje założycielskie Koalicji – Fundacja OmeaLife – Rak Piersi Nie Ogranicza, Fundacja OnkoCafe – Razem Lepiej, Stowarzyszenie Eurydyki, Stowarzyszenie na Rzecz Walki z Rakiem Jajnika Niebieski Motyl, Stowarzyszenie Ruch Onkologiczny PARS – podkreślają, że współpraca i wspólne, dobrze zaplanowane działania to jedyny sposób na trwałą poprawę sytuacji kobiet dotkniętych chorobami nowotworowymi w Polsce. W inauguracji działalności Koalicji udział wzięli także Agnieszka Mrozik – Zastępca Dyrektora Departamentu Opieki Koordynowanej w Ministerstwie Zdrowia oraz Marek Hok – poseł na Sejm RP, Przewodniczący Podkomisji stałej ds. onkologii.

Koalicja Onkozdrowia Kobiet to głos wszystkich pacjentek, które zasługują na równe, godne i skuteczne leczenie. Jej powstanie to ważny krok w stronę nowoczesnej, solidarnej onkologii kobiet w Polsce. Edukacja, lepszy dostęp do diagnostyki i terapii oraz współpraca z decydentami mają szansę odmienić przyszłość tysięcy kobiet.

Koalicja zaprasza decydentów, ekspertów i opinię publiczną do współpracy na rzecz poprawy opieki onkologicznej dla kobiet. W realizacji działań wspiera nas patron społeczny – Ogólnopolska Federacja Onkologiczna – oraz partnerzy: GSK, MSD, Novartis, Roche i AstraZeneca.

Jak naprawdę wygląda kondycja zdrowotna Polek i Polaków? Najnowszy raport Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH-PIB pokazuje, że zdrowie publiczne nie zaczyna się w gabinecie lekarskim, ale w codziennych wyborach każdego z nas. W konferencji inaugurującej publikację raportu udział wzięli przedstawiciele Instytutu oraz Ministerstwa Zdrowia – ich wnioski są jasne: bez mądrej profilaktyki, świadomych decyzji i współpracy między sektorami nie poprawimy stanu zdrowia społeczeństwa.
Zdrowie publiczne w głównej mierze zależy od naszych indywidualnych postaw i decyzji w zakresie odżywiania się, stosowania używek, aktywności fizycznej i profilaktyki – wskazali eksperci Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH-PIB i Ministerstwa Zdrowia podczas konferencji prezentującej najnowszy raport pt.: „Sytuacja zdrowotna ludności Polski i jej uwarunkowaniach 2025”.

Otwierając konferencję w Centrum Prasowym PAP, lekarz Stefan Bogusławski, zastępca kierownika Zakładu Monitorowania i Analiz Stanu Zdrowia Ludności w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego PZH-PIB przypomniał, że od 1977 roku przygotowywane są cyklicznie w Instytucie raporty o stanie zdrowia ludności Polski, będące bazą do tworzenia polityki zdrowotnej państwa.

„Najnowsza edycja 2025 opiera się na zebranych danych do roku 2023, z wyjątkiem badania o subiektywnej ocenie zdrowia Polaków, które było realizowane w lutym 2025 roku. Raport 2025 został wzbogacony o tematycznie nowe rozdziały, odnoszące się m.in. do bieżących wyzwań zdrowia publicznego” – zaznaczył Bogusławski.

Dr Bernard Waśko, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH-PIB, prezentując najważniejsze wnioski z raportu, zauważył, że kondycja zdrowotna społeczeństwa zależy w głównej mierze od sposobu odżywiania, przyjmowania używek, aktywności fizycznej i profilaktyki.

„Mamy też temat zdrowia psychicznego, na które wpływa sytuacja geopolityczna i pewne zjawiska społeczne” – dodał.

Zwrócił uwagę, że do 2015 roku stan zdrowia Polaków systematyczne się poprawiał, ale po 2015 nastąpił regres.
„Zaczęliśmy tracić korzyści, które zyskaliśmy od początku lat 90-tych XX wieku, gdy powoli zaczęła rosnąć zamożność społeczeństwa” – powiedział dr Waśko.

Dyrektor Instytutu zauważył, że plany finansowe na profilaktykę rokrocznie nie są w pełni wykorzystywane, co wskazuje, że za mało Polacy są zachęcani do badań profilaktycznych, które mają bardzo duży wpływ na cały system opieki zdrowotnej.

Jak zaznaczył dr Kuba Sękowski, zastępca dyrektora Departamentu Zdrowia Publicznego w Ministerstwie Zdrowia, w odpowiedzi na potrzeby zdrowotne Polaków resort wdrożył i wdraża liczne programy profilaktyczne.

„Dość wymienić: najnowszy program Moje Zdrowie skierowany do wszystkich osób powyżej 20 roku życia, na który w miesiąc zapisało się ćwierć miliona Polaków. Mamy program szczepień przeciwko HPV czy zmiany prawne ograniczające dostępność do alkoholu, papierosów i e-papierosów dla nieletnich” – wymienił.

Zwrócił także uwagę na rekordowe środki w wysokości 4,2 mld zł, zainwestowane w psychiatrię.

„Finansowane z Narodowego Programu Zdrowia są również inne działania skierowane na edukację społeczeństwa, m.in. w zakresie świadomych wyborów żywieniowych, aktywności fizycznej i profilaktyki, bo zdrowie publiczne zależy od naszych indywidualnych decyzji. Ale mamy świadomość tego, że jednostka podejmuje te wybory w ramach pewnego systemu i jego możliwości” – zaznaczył dr Sękowski.

Zdaniem eksperta dla poprawy zdrowia publicznego kluczowa jest współpraca między ochroną zdrowia a sektorami edukacji, klimatu czy transportu.

„Musimy dać ludziom narzędzia, żeby mogli dokonywać zdrowych wyborów, żeby dbanie o własne zdrowie nie było działaniem heroicznym. To powinno być łatwe i wsparte systemem” – ocenił.

Zwrócił przy tym uwagę, że środki z Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększenia Odporności w dużej mierze będzie przeznaczone na inwestycje w zdrowie.

Stefan Bogusławski, przedstawiając skrótowo szczegóły raportu, zwrócił uwagę, że jest on multidyscyplinarny i zawsze pojawiają się nowe tematy odpowiadające bieżącym wyzwaniom, jak w ostatniej edycji temat zdrowia psychicznego.

„Dziś wiadomo, że kluczowe dla zdrowia są nie tylko leczenie i dostęp do służby zdrowia, ale przede wszystkim społeczno-ekonomiczne i środowiskowe warunki życia oraz szeroko pojęty styl życia. Aż 70-80 proc. czynników wpływających na zdrowie leży poza systemem medycznym. To czynniki behawioralne, czyli nasze postawy, decyzje, wybory i zachowania każdego z nas są czynnikiem kształtującym zdrowie publiczne” – podał.

Według medyka zdrowie publiczne nie powinno być traktowane jedynie jako koszt, a bardziej jako inwestycja.

„Zdrowe społeczeństwo to mniejsze wydatki na leczenie, większa wydajność pracy i rosnąca spójność społeczna” – podkreśli dyrektor Bogusławski.

Prof. Bogdan Wojtyniak z Zakładu Monitorowania i Analiz Stanu Zdrowia Ludności, Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH-PIB, mówił o oczekiwanej długości życia Polaków, która znacząca obniżyła w ostatnim czasie covidu, ale – jak zauważył – nastąpiło odbicie i teraz jest nieco lepiej niż przed pandemią.

Dodał, że zahamowanie oczekiwanej długości życia Polaków nastąpiło w okresie od 2015-2019.

„Przestaliśmy gonić kraje UE, gdzie też nastąpiło lekkie spowolnienie, ale tam średnia długość życia nadal jest wyższa niż w Polsce. Dla kobiet ta różnica wynosi dwa lata, dla mężczyzn aż 4 lata” – podał ekspert.

Zwrócił przy tym uwagę, że zjawiska opisane w raporcie dotyczącym kondycji zdrowotnej społeczeństwa, są zbieżne z trendami zidentyfikowanymi w Unii Europejskiej.

„To nie pandemia zahamowała poprawę stanu zdrowia, zwróciła jedynie uwagę na problem, który występował już wcześniej. Zamiast trwałej poprawy stanu zdrowia od lat mamy stagnację i oznaki regresu. Oczekiwana długość życia między rokiem 2014 a 2019 wzrosła jedynie o 0,2 roku u kobiet i 0,3 roku u mężczyzn, co jest wyraźnym pogorszeniem trendu z lat wcześniejszych” – wyjaśnił prof. Wojtyniak.

Dodał, że w latach 2020-2022 długość życia bardzo spadła w wyniku pandemii, a wzrost w 2023 roku jest trudny do interpretacji i wymaga kolejnych obserwacji.

O zdrowiu publicznym w kontekście chorób zakaźnych mówiła prof. Iwona Paradowska-Stankiewicz, zastępczyni kierownika Zakładu Epidemiologii Chorób Zakaźnych i Nadzoru Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH-PIB i konsultant krajowy ds. epidemiologii.

Zwróciła uwagę, że od 2015 roku notowany jest spadek szczepień ochronnych.

„Pandemia nieco to poprawiła, ale znowu sytuacja się pogarsza, co przekłada się na wzrost zachorowań na choroby, które dzięki powszechnym szczepieniom były nieco zapomniane” – wskazała.

Prof. Paradowska-Stankiewicz wspomniała o nowym wyzwaniu – szczepieniach osób dorosłych, które są tak samo ważne jak szczepienia dzieci i młodzieży.

„Tu chodzi o to, żeby szczepienia dorosłych poprawiły długość i jakość życia, zwłaszcza osób w wieku starszym” – wskazała.

Na długość życia w kontekście ryzykowanych zachowań behawioralnych jak np. przyjmowanie używek, wskazywał dr Daniel Rabczenko z Zakładu Monitorowania i Analiz Stanu Zdrowia Ludności Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH-PIB.

„Mężczyźni palą więcej niż kobiety w każdej grupie wiekowej, co mocno skraca im życie. Jeśli chodzi o spożycie alkoholu, największe spożycia są w grupie i mężczyzn, i kobiet mających złą sytuację ekonomiczną” – podał.

Dodał, że badano też spożycie marihuany i twardych narkotyków, których spożycie również rośnie o ok. 20 proc.

Według eksperta behawioralne czynniki ryzyka silnie wpływają na zdrowie całej populacji, często nawyki wyrabiane są w dzieciństwie pod wpływem domu i otoczenia.

„Wyniki korekcji tych zachowań są odłożone w czasie, co nie znaczy, że nie trzeba ich podejmować. Przeciwnie, należy położyć nacisk na edukację i to nie tylko prowadzoną w szkole, ale i wśród dorosłych. Ważne są też działanie systemowe, jak np. całkowity zakaz reklamy alkoholu i ograniczanie jego dostępności” – zaznaczył.

Na konferencji omawiano też wyniki badania dotyczące tego, co sądzą Polacy na temat swojego zdrowia. Jak podał Stefan Bogusławski, obiektywna ocena obywateli ich stanu zdrowia pogorszyła się w stosunku do ostatniego badania sprzed siedmiu lat.

„Ponad 50 proc. osób więcej wskazało na pogorszenia stanu zdrowia po covidzie i efektów nadwagi, która generalnie pogarsza samopoczucie” – zaznaczył.

Dodał, że z badania wynika też, że 1/5 Polaków dostrzega u siebie objawy depresji lub odczuwanego lęku.

W podsumowaniu konferencji eksperci byli zgodni, że potrzebne są długoterminowe działania w myśl zasady „zdrowie we wszystkich politykach” oraz rozwiązania systemowe sprzyjające zdrowiu. Powinny one przybrać formę regulacji prawnych, różnych polityk społecznych, strategicznych inwestycji w profilaktykę, edukację zdrowotną i ograniczanie nierówności w zdrowiu.

„Część wskazanych rekomendacji już obowiązuje, a część jest na etapie wdrożenia, m.in. w przygotowywanym obecnie NarodowymProgramie Zdrowia na lata 2026-2030” – poinformował Kuba Sękowski z Ministerstwa Zdrowia.

Raport PZH-PIB przypomina: to, jak się odżywiamy, poruszamy, jakich wyborów dokonujemy i z jaką łatwością możemy je podjąć – kształtuje zdrowie całego społeczeństwa. Ale to państwo musi stworzyć warunki, w których zdrowe wybory będą naturalne i dostępne. Zdrowie publiczne to inwestycja – nie koszt.

Pobierz: Raport „Sytuacja zdrowotna ludności polski i jej uwarunkowania 2025”

 
Źródło: PAP MediaRoom
Foto: PAP MediaRoom