Medicalpress
Choć skrajne ubóstwo wśród dzieci w Polsce jest dziś znacznie rzadsze niż kilkanaście lat temu, eksperci ostrzegają przed innym, mniej widocznym zagrożeniem. Coraz częściej problemem nie jest brak jedzenia, lecz jego niska jakość. Raport Banków Żywności pokazuje, że niedożywienie jakościowe wpływa na zdrowie, rozwój i wyniki w nauce tysięcy dzieci, także tych wychowujących się w rodzinach, które nie borykają się z problemami finansowymi.

Raport Banków Żywności alarmuje: mimo poprawy w statystykach głód dzieci nie zniknął, ale zmienił postać – na trudniejszą do wykrycia i zwalczania. Chodzi o problem niedożywienia jakościowego, który wynika ze spożywania żywności niepełnowartościowej, przetworzonej, z dużą zawartością cukru czy soli. Istotne jest to, że dotyczy on także rodzin, które nie żyją w ubóstwie, i mocno wpływa na różne aspekty rozwoju dzieci.

– Skala głodu w Polsce na pewno się zmniejszyła w kontekście zmian społecznych i ekonomicznych naszego kraju, natomiast ten głód, który diagnozujemy i który potwierdzają specjaliści, jest jeszcze trudniejszy, bo jest ukryty. Nie mówimy już tylko o niedożywieniu ilościowym, ale również jakościowym. Dzieci teoretycznie otrzymują odpowiednią liczbę kalorii, natomiast żywność, jaką spożywają, jest niepełnowartościowa, wysokoprzetworzona, zawiera dużo cukru, soli, tłuszczów trans. To wszystko powoduje, że dziecko nie może się prawidłowo rozwijać tak pod kątem fizycznym, jak i umysłowym – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Beata Ciepła, prezeska Federacji Polskich Banków Żywności.

Z danych GUS na koniec 2024 roku, na które powołuje się raport Banków Żywności „Ukryty głód dzieci”, wynika, że w Polsce w skrajnym ubóstwie żyje ok. 5,4 proc. społeczeństwa w wieku 0–17 lat. Obejmuje to ok. 364 tys. najmłodszych. W 2005 roku odsetek ten wynosił ok. 29 proc., a w 2014 roku – ponad 10 proc., widać więc, że transfery socjalne znacząco zmniejszyły skalę zjawiska. Jednak statystycznie w każdej klasie nadal jest przynajmniej jedno dziecko zagrożone ryzykiem głodu.

 Musimy mieć świadomość, i na to też wskazuje nasz raport, że niedożywione są nie tylko dzieci z rodzin ubogich. Ubóstwo jest pierwszym i podstawowym problemem, który może powodować nieprawidłowe odżywianie i brak pełnowartościowych posiłków. Druga rzecz, która jest niezwykle istotna i która nie dotyczy wyłącznie rodzin w niedostatku, to brak kompetencji żywieniowych. Rodzice czy opiekunowie nie nadzorują właściwego odżywiania dzieci, stąd też gotowe posiłki i żywność wysokoprzetworzona, która nie dostarcza składników odżywczych, jakich dziecko w okresie dużego wzrostu i rozwoju potrzebuje – mówi Beata Ciepła.

Potwierdzają to także wyniki badania ankietowego przeprowadzonego na potrzeby raportu wśród ponad 950 dzieci z 10 szkół podstawowych w pięciu województwach. Ponad 36 proc. badanych wskazuje, że najczęściej zabiera do szkoły „coś słodkiego”, np. baton czy drożdżówkę, a 7,4 proc. – „coś słonego”, np. chipsy. 14 proc. sięga po takie przekąski co najmniej dwa razy w tygodniu. Częściej niż wodę mają w szkole słodzone napoje, a czasem sięgają także po energetyki.

Eksperci wskazują, że w najgorszej sytuacji są dzieci, u których występują obie przyczyny niedożywienia jednocześnie – i ubóstwo, i niskie kompetencje żywieniowe opiekunów. Obecność żywności wysokoprzetworzonej, np. słonych przekąsek czy fast foodów, w diecie dzieci to często efekt tego, że jest ona tania – bo masowo produkowana, łatwo dostępna i „zapycha”, szybko zaspokajając uczucie głodu.

– Głód i niedożywienie dzieci mają przede wszystkim konsekwencje fizyczne. Brak podstawowych minerałów i składników odżywczych powoduje wolniejszy rozwój dziecka, problemy z kondycją fizyczną, omdlenia na WF-ie. I to jest pierwszy objaw niedożywienia – wymienia prezeska Federacji Polskich Banków Żywności.

Dzieci niedożywione często mają niedobory witamin C, D oraz z grupy B, co osłabia strukturę szkliwa i zwiększa podatność na próchnicę. Stąd liczne ubytki w ich zębach mlecznych i stałych. Niedożywienie w okresie dzieciństwa skutkuje zaburzeniami rozwoju i dojrzewania narządów oraz układów, co może zwiększać ryzyko wystąpienia nadciśnienia, zaburzeń lipidowych czy cukrzycy typu 2. Niedożywieniu może też towarzyszyć otyłość, która jest efektem spożywania w nadmiarze niezdrowych produktów, dużej ilości cukru, a małej ilości białka czy błonnika. Eksperci przytaczają dane WHO z lat 2022–2024 wskazujące, że Polska znajduje się w pierwszej dziesiątce państw Unii Europejskiej z najwyższym odsetkiem nadwagi i otyłości wśród ośmiolatków.

– Niezwykle ważne są także konsekwencje psychiczne, kwestia psychorozwoju dziecka i jego koncentracji. Dziecko, które nie myśli o nauce podczas lekcji, tylko zastanawia się, ile jeszcze pozostało czasu do otwarcia stołówki, aby mogło pójść na obiad, niestety nie może się skoncentrować na lekcji. Przez to uczy się gorzej i te konsekwencje odczuwalne będą przez kolejne lata – mówi Beata Ciepła.

Autorzy raportu przytaczają dane z badań prowadzonych na Mauritiusie, które wykazały, że dzieci, które jako trzylatki były niedożywione, jeszcze osiem lat później osiągały niższe wyniki w różnego rodzaju testach i czytaniu. Istotnie częściej były też agresywne, nadpobudliwe i wykazywały objawy zaburzeń zachowania.

– To nie jest może zjawisko w dużej skali, ale zdarzały się sytuacje, że dzieci posuwają się do kradzieży, aby pozyskać żywność czy dla siebie, czy swojego młodszego rodzeństwa – mówi ekspertka.

Niepewność związana z jedzeniem jest źródłem stresu i obniżonej samooceny. Lęk przed wykluczeniem z grupy rówieśniczej uruchamia mechanizmy obronne: ukrywanie swojej sytuacji, wycofanie lub agresję. To ma z kolei wpływ na relacje rówieśnicze. Dzieci, które doświadczały głodu z powodu niedostatku, w ankiecie często przywołują słowo „wstyd” – nie chcą się przyznawać do trudnej sytuacji w domu, izolują się więc od grupy, nie spędzają z rówieśnikami czasu po szkole.

 Ten wstyd wydaje mi się niezwykle ważnym i trudnym problemem, stąd też refleksja, abyśmy byli bardziej empatyczni. Czasami dotyka on nie tylko dzieci, ale również ich rodziców. Korzystanie z możliwych form wsparcia, po pierwsze, wymaga wykonania różnych czynności administracyjnych, których te osoby się obawiają, a po drugie, powoduje, że niektóre osoby wstydzą się pokazać swojego mieszkania, zaprosić pracownika socjalnego na wywiad środowiskowy. To są rzeczy, które blokują wsparcie. Myślę, że niewiele trzeba, aby to zmienić i aby osoby potrzebujące mogły skorzystać z takich form pomocy – wskazuje prezeska Federacji Polskich Banków Żywności..

Jak podkreśla, w Polsce istnieje rozbudowany, publiczno-społeczny system pomocy żywnościowej, jednak pozostaje on niewystarczający. Potrzebne jest m.in. wsparcie, które poza przekazaniem żywności uwzględni także budowanie kompetencji żywieniowych w rodzinach i zdrowych nawyków, bez stygmatyzacji.

 Obiady w szkołach często  dla dzieci z rodzin najuboższych jedynym ciepłym posiłkiem w ciągu dnia. Tymczasem, jeśli spojrzymy na kalendarz, okazuje się, że blisko połowa dni w roku jest wolna od zajęć, bo są wakacje, ferie, weekendy. W tych dniach dzieci nie mają możliwości zjedzenia tego posiłku – mówi Beata Ciepła. – Oczywiście są organizacje i instytucje, które zapewniają wyżywienie na przykład w świetlicach socjoterapeutycznych, ale w małych miejscowościach, środowiskach wiejskich tego typu wsparcia nie ma. Są gminy, w których nie są realizowane programy pomocy żywnościowej, bo nie ma organizacji pomocowych, a samorząd nie chce się w to włączyć. Tymczasem ta pomoc może tam docierać i w jakiejś mierze pomóc rozwiązać ten problem.

Banki Żywności apelują, by pomoc żywnościową zwiększać, ale organizować ją dyskretnie, by dzieci i dorośli mogli bez wstydu i stygmatyzacji zabezpieczyć swoje podstawowe potrzeby.

 Niezwykle ważne są współpraca i dobre, mądre rozwiązania na szczeblu administracji publicznej, wsparcia polityk społecznych. W naszym kraju to wsparcie jest duże. Istnieją różne programy pomocowe, posiłki w szkole, dofinansowanie obiadów, owoce i warzywa w szkole czy program Fundusze Europejskie na Pomoc Żywnościową, który realizują również Banki Żywności, gdzie zabezpieczamy żywność dla osób potrzebujących, w tym rodzin z dziećmi na terenie całego kraju. Natomiast często te programy się ze sobą nie widzą albo są luki, które należałoby uzupełnić. To jest trudna praca, trudne wyzwanie i my nie jesteśmy w stanie dać jednoznacznego rozwiązania, co zrobić. Raportem chcemy zachęcić wszystkich do współpracy i współdziałania, aby wyeliminować zjawisko niedożywienia i głodu dzieci – mówi prezeska Federacji Polskich Banków Żywności.

Źródło: Newseria

Nowe „rozporządzenie sklepikowe”, podpisane 16 lutego 2026 r. przez Minister Zdrowia, od 1 września 2026 r. zmieni zasady żywienia w przedszkolach i szkołach. Regulacja ma ograniczyć dostęp dzieci do wysoko przetworzonej żywności, wzmocnić rolę pełnowartościowych posiłków w stołówkach oraz promować zdrowe nawyki żywieniowe już od najmłodszych lat. Wśród zmian znalazł się m.in. obowiązek wprowadzenia do jadłospisu co najmniej jednego w pełni roślinnego obiadu tygodniowo oraz precyzyjny katalog produktów dopuszczonych do sprzedaży w szkolnych sklepikach.
Dzieci i młodzież to grupa szczególnie wrażliwa na skutki niewłaściwego żywienia. Prawidłowe żywienie w wieku przedszkolnym i szkolnym wpływa na samopoczucie, kondycję, zdolność koncentracji, a tym samym na możliwości nauki i rozwoju społecznego. Nawyki żywieniowe kształtowane w dzieciństwie – w domu i w szkole – w znacznym stopniu determinują stan zdrowia w dorosłości.
Jednostki systemu oświaty są miejscem, w którym dzieci spędzają znaczną część dnia, dlatego zapewnienie im wartościowych posiłków i dostępu do żywności o wysokiej wartości odżywczej ma fundamentalne znaczenie dla ich zdrowia.

Główny cel nowego „rozporządzenia sklepikowego”

Nowe rozporządzenie zastępuje dotychczasową regulację z 26 lipca 2016 r. i ma na celu wzmocnienie ochrony zdrowia dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym.
Nowe przepisy mają ograniczyć dostęp do wysoko przetworzonej żywności o niskiej wartości odżywczej i jednocześnie zachęcić placówki do promowania zdrowych nawyków żywieniowych od najmłodszych lat z uwzględnieniem zasad diety planetarnej. To przełomowa zmiana dla stołówek – od września roślinny obiad bazujący na strączkach stanie się stałym elementem szkolnego menu. To część szerszych działań resortu, które mają przeciwdziałać głównym przyczynom utraty zdrowia wśród Polaków.

Co zmienia się w stołówkach

Rozporządzenie wprowadza pewne nowe wymagania dotyczące sposobu komponowania jadłospisów w przedszkolach i szkołach (co najmniej raz w tygodniu posiłek obiadowy w pełni roślinny na bazie nasion roślin strączkowych, preferencja w podawaniu wody w żywieniu zbiorowym, wymóg co najmniej dwa razy w tygodniu przygotowywania zup na wywarach warzywnych, zmniejszenie ilości cukru dodanego do przygotowywanych napojów w stołówkach, zwrócenie uwagi na produkty sezonowe i lokalne, możliwość zamiany produktów mlecznych ich roślinnymi odpowiednikami, podkreślenie roli produktów zbożowych pełnoziarnistych).

Uwzględniając postulaty rodziców dzieci pozostających na dietach roślinnych, wprowadzono obowiązek zapewnienia im alternatywnej potrawy roślinnej bez dodatku produktów odzwierzęcych, w dni, w których serwowane są posiłki mięsne i rybne.

Co zmienia się w sklepikach szkolnych

Rozporządzenie określa zamknięty katalog grup środków spożywczych dopuszczonych do sprzedaży dzieciom i młodzieży na terenie jednostek systemu oświaty, w tym w automatach vendingowych.

W katalogu znajdują się m.in.: pieczywo, pieczywo półcukiernicze i cukiernicze, kanapki, sałatki i surówki, mleko i produkty mleczne, napoje roślinne i alternatywy produktów mlecznych, produkty zbożowe (w tym śniadaniowe), warzywa, owoce, suszone warzywa i owoce, orzechy i nasiona bez dodatku cukrów, substancji słodzących i soli, soki, przeciery i musy bez dodatku cukrów, substancji słodzących i soli, koktajle na bazie mleka lub napojów roślinnych bez dodatku cukrów i substancji słodzących, naturalna woda mineralna, woda źródlana i stołowa, napoje przygotowywane na miejscu z ograniczoną ilością cukrów dodanych, inne napoje bez dodatku cukrów i substancji słodzących, bezcukrowe gumy do żucia, gorzka czekolada o wysokiej zawartości kakao.

W nowym katalogu zwrócono uwagę na produkty bezglutenowe i bezlaktozowe oraz uwzględniono napoje roślinne i roślinne alternatywy produktów mlecznych wzbogacone co najmniej w wapń i witaminę B12. Jest to także odpowiedź na postulaty rodziców i opiekunów o zapewnienie dostępności tego rodzaju żywności dzieciom pozostającym na dietach eliminacyjnych. Co istotne, obniżono zawartość cukrów dodawanych do napojów przygotowywanych na miejscu. Usunięto także kategorię „inne”, która dawała możliwość sprzedaży produktów o niższej wartości odżywczej.

Dlaczego zrezygnowano z zakazu sprzedaży kawy

W rozporządzeniu zrezygnowano z pierwotnie planowanego zakazu sprzedaży kawy. Wbrew doniesieniom medialnym, nie jest to ukłon resortu w kierunku branży, ale odpowiedź na uwagi rodziców i opiekunów zgłoszone w toku konsultacji projektu, poparta merytorycznym stanowiskiem ekspertów pracujących nad rozporządzeniem.

Należy podkreślić, że postulat uwzględnienia kawy w szkolnych sklepików został zgłoszony nie tylko przez opinię publiczną, ale także sam resort edukacji. Co istotne, również Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH-PIB w swojej opinii wskazał na konieczność rozważenia rezygnacji z ww. zapisu jako zbyt konserwatywnego, szczególnie w odniesieniu do szkół ponadpodstawowych. W raporcie z badań przeprowadzonych w roku szkolnym 2022/23 w 127 szkołach podstawowych z terenu Polski w ramach programu DINO-PL (Diagnoza-Interwencja-Nadciśnienie-Otyłość), wskazano, że 70% placówek nie prowadziło sprzedaży tego typu napojów, pomimo braku zakazu sprzedaży kawy w rozporządzeniu z 2016 r.

Baza wiedzy dla realizatorów żywienia zbiorowego, czyli wsparcie we wdrażaniu nowych przepisów 

Aby ułatwić przedszkolom i szkołom wdrażanie nowych przepisów, Ministerstwo Zdrowia we współpracy z Narodowym Instytutem Zdrowia Publicznego PZH – Państwowym Instytutem Badawczym przygotowuje bazę narzędzi ułatwiających praktyczną realizację przepisów. Już teraz dostępne są publikacje i e-booki opracowane przez ekspertów Instytutu, które w prosty sposób wskazują, jak realizować przepisy rozporządzenia, ale także zawierają propozycje gotowych jadłospisów czy też przepisów możliwych do wykorzystania w szkolnych stołówkach. Zachęcamy do zapoznania się z bezpłatnymi materiałami, które ułatwią praktyczną realizację nowych wymagań:


W ramach NCEŻ funkcjonuje także skrzynka kontaktowa dla realizatorów żywienia zbiorowego – Skrzynka kontaktowa dla realizatorów żywienia zbiorowego w przedszkolach i szkołach – Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej. Na adres: zywieniezbiorowe_dzieci@pzh.gov.pl można przesyłać zapytania dotyczące interpretacji zapisów rozporządzenia sklepikowego. Liczymy, że taka forma kontaktu i możliwość wyjaśnienia niektórych wątpliwości co do wymagań wynikających z rozporządzenia i zasad zdrowego żywienia dzieci będzie pomocna w codziennej pracy osób odpowiedzialnych za planowanie i przygotowywanie posiłków w przedszkolach i szkołach.

Warsztaty edukacyjno-kulinarne dla dzieci i realizatorów  żywienia zbiorowego

Co roku w klasopracowni Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – Państwowego Instytutu Badawczego prowadzone są warsztaty edukacyjno-kulinarne dla uczniów szkół oraz dla realizatorów żywienia zbiorowego w przedszkolach i szkołach. Warsztaty mają charakter teoretyczno-praktyczny. Warsztaty stanowią formę nauki realizacji zdrowych i smacznych posiłków. Wiedzę zdobytą na warsztatach można przenieść zarówno na żywienie zbiorowe dzieci w placówkach, jak i na codzienne nawyki.

Znaczenie rozporządzenia dla zdrowia publicznego

Nowe rozporządzenie wpisuje się w strategiczne działania państwa na rzecz ograniczania czynników ryzyka utraty zdrowia w populacji oraz poprawy sposobu żywienia dzieci i młodzieży.

Poprzez precyzyjne określenie tego, co może być sprzedawane w sklepikach oraz jakie wymagania mają spełniać posiłki w stołówkach, wzmacnia się środowiskowe wsparcie dla zdrowych wyborów żywieniowych – tak, aby „zdrowy wybór” był dla dzieci wyborem łatwiejszym i naturalnym.

Regulacja:

W perspektywie długoterminowej działania te mają przyczynić się do zmniejszenia częstości nadwagi i otyłości wśród dzieci i młodzieży, a także do redukcji ryzyka chorób przewlekłych w dorosłym życiu.
Rozporządzenie, w połączeniu z działaniami edukacyjnymi i organizacyjnymi, stanowi ważny krok w kierunku stworzenia w polskich szkołach i przedszkolach środowiska sprzyjającego zdrowiu, odpowiedzialnym wyborom żywieniowym i lepszej jakości życia obecnych i przyszłych pokoleń.

Plany na najbliższe miesiące:

W 2025 r. Ministerstwo Zdrowia, we współpracy z Ministerstwem Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, wypracowało propozycję delegacji ustawowej do wydania rozporządzenia regulującego wymagania dotyczące żywności i żywienia oferowanych w instytucjach opieki nad dziećmi w wieku do lat 3 – żłobkach i klubach dziecięcych.

W projekcie ustawy o zmianie ustawy o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3 zaproponowano także fakultatywną delegację do wydania przez Ministra Zdrowia aktu wykonawczego określającego wymagania żywieniowe i grupy środków spożywczych stosowane przy prowadzeniu żywienia zbiorowego w żłobkach, klubach dziecięcych ze szczególnymi wymaganiami zdrowotnymi, tj. będącymi na dietach eliminacyjnych.

Prace legislacyjne prowadzi MRPiPS:

 https://legislacja.gov.pl/projekt/12398651/katalog/13133832#13133832 

Źródło: MZ

Dieta bezglutenowa to nie modny wybór ani „szybka droga do lepszego samopoczucia”, lecz przede wszystkim narzędzie medyczne, które w określonych sytuacjach ratuje zdrowie i komfort życia. Ma sens i przynosi korzyści, gdy mamy jasne wskazania: celiakię (chorobę trzewną), chorobę Dühringa, nieceliakalną nadwrażliwość na gluten lub alergię na gluten. Poza tymi rozpoznaniami rutynowe ograniczanie glutenu może zubażać jadłospis i niepotrzebnie komplikować codzienność. Poniższy materiał łączy aktualną wiedzę kliniczną, zasady praktycznego startu, czytania etykiet, komponowania posiłków według Talerza Zdrowego Żywienia oraz – co często pomijane – psychologiczny wymiar przejścia na dietę terapeutyczną.
Kiedy dieta bezglutenowa jest naprawdę potrzebna

Gluten to mieszanina białek naturalnie obecnych w pszenicy (w tym orkiszu, płaskurce i samopszy), życie i jęczmieniu oraz w ich odmianach i krzyżówkach. Z uwagi na właściwości „klejące” występuje nie tylko w pieczywie czy makaronach, ale bywa dodatkiem technologicznym w wielu przetworzonych produktach spożywczych, a nawet w niektórych lekach i kosmetykach. Dieta bezglutenowa – rozumiana jako całkowite usunięcie glutenu – jest leczeniem pierwszego wyboru w celiakii i chorobie Dühringa, a także bywa wdrażana w nieceliakalnej nadwrażliwości na gluten oraz przy alergii (w tej ostatniej najczęściej czasowo i w stopniu dopasowanym do nasilenia objawów). O tym, czy i jak ją wprowadzić, decyduje lekarz w oparciu o kompletną diagnostykę. To ważne, ponieważ samodzielne „testowanie” diety przed badaniami może zafałszować wyniki i utrudnić rozpoznanie.
Jeśli diagnoza jest pewna, eliminacja glutenu to inwestycja w regenerację przewodu pokarmowego, zmniejszenie objawów i profilaktykę powikłań. W celiakii uszkodzenie kosmków jelitowych skutkuje gorszym wchłanianiem i dolegliwościami (ból, wzdęcia, biegunki). Początek terapii warto oprzeć na wariancie lekkostrawnym: mniejsze, częstsze posiłki, obróbka termiczna warzyw i owoców, ograniczenie bardzo tłustych potraw i ostrych przypraw – aż do ustąpienia nadwrażliwości.

Jak zacząć bez chaosu: kolejność działań i organizacja kuchni

Pierwszy krok to potwierdzona diagnoza i jasny plan żywieniowy. Drugi – przegląd szafek i lodówki pod kątem produktów zawierających gluten oraz ryzyka zanieczyszczeń krzyżowych. Trzeci – nauka gotowania potraw bezglutenowych i „logistyka dnia codziennego”: zabierane do pracy posiłki, sprawdzone przekąski, lista bezpiecznych produktów i restauracji.
W praktyce wielu problemów unikniesz, jeśli ograniczysz sytuacje „awaryjnych zakupów” i spontanicznego jedzenia poza domem, zanim nabierzesz wprawy. Gotowe produkty bezglutenowe bywają mocno przetworzone, z większą ilością cukrów prostych i tłuszczów nasyconych oraz mniejszą zawartością błonnika – dlatego im więcej gotujesz samodzielnie, tym łatwiej utrzymać wartość odżywczą diety.

Etykiety bez tajemnic: co naprawdę oznacza „bezglutenowy” i „może zawierać…”

W Unii Europejskiej producent musi wyróżnić na etykiecie zboża zawierające gluten (pszenica, żyto, jęczmień, owies i ich odmiany), jeśli są składnikiem produktu. Produkty mogą być oznaczone słownie jako „bezglutenowe” tylko wtedy, gdy zawartość glutenu w gotowej żywności nie przekracza 20 mg/kg (20 ppm). Sam znak graficzny (np. przekreślony kłos) bez towarzyszącej informacji słownej nie daje gwarancji, że żywność spełnia normę – grafika nie jest prawnie zastrzeżona.
Dodatkowe sformułowania typu „może zawierać śladowe ilości glutenu” są dobrowolne. Ich brak nie oznacza automatycznie, że ryzyka zanieczyszczenia nie ma – to tylko informacja, że producent nie zdecydował się na ostrzeżenie. Dlatego osoby wymagające ścisłej eliminacji powinny zachować czujność i uczyć się świadomie interpretować pełen skład, a w razie wątpliwości kontaktować się z producentem.
W żywieniu zbiorowym (szkoły, przedszkola, szpitale, catering, restauracje) potrawy deklarowane jako „bezglutenowe” również muszą spełniać normę ≤20 ppm w porcji. Bezpieczna organizacja kuchni oznacza oddzielne stanowiska, sprzęty, naczynia i procedury zapobiegające zanieczyszczeniom krzyżowym. Jeśli widzisz, że praktyki higieniczne nie gwarantują bezpieczeństwa – lepiej zrezygnować.

Co jest naturalnie bezglutenowe, a gdzie czyha ryzyko

Z natury bez glutenu są świeże warzywa i owoce, mleko, jaja, nieprzetworzone mięso i ryby, orzechy i nasiona, a także ziemniaki. Nie powinny być oznaczane jako „bezglutenowe”, bo w swej istocie takie właśnie są – niezależnie od marki. Inaczej wygląda sytuacja zbóż i pseudozbóż, które są naturalnie bezglutenowe (np. ryż, gryka, proso, komosa ryżowa, amarantus, teff, sorgo), ale mogą zostać zanieczyszczone na etapie uprawy, transportu lub pakowania. Tu warto sięgać po produkty certyfikowane lub jednoznacznie oznaczone słownie jako „bezglutenowe”, zwłaszcza wśród mąk, płatków, kasz i makaronów.

„Talerz Zdrowego Żywienia” w praktyce bez glutenu

Nowoczesne rekomendacje żywieniowe w Polsce przedstawia „Talerz Zdrowego Żywienia”. To wygodne narzędzie do kompozycji posiłków także w diecie bezglutenowej – zmienia się tylko dobór produktów zbożowych, proporcje pozostają te same. Około połowę talerza powinny stanowić warzywa i owoce (z przewagą warzyw), jedna czwarta – produkty zbożowe lub skrobiowe (w wersji bezglutenowej najlepiej z pełnego ziarna), a pozostała ćwiartka – źródła białka (ryby, jaja, nabiał, nasiona roślin strączkowych, okazjonalnie chude mięso). Uzupełnieniem są niewielkie ilości tłuszczów roślinnych i odpowiednie nawodnienie.
Wartościowe bezglutenowe źródła węglowodanów złożonych to nie tylko ryż i ziemniaki. Postaw na różnorodność: gryka, komosa ryżowa (quinoa), amarantus, proso, teff i sorgo podnoszą zawartość błonnika, białka roślinnego, witamin z grupy B oraz składników mineralnych (żelazo, magnez, potas, wapń). Z tych ziaren i ich mąk przygotujesz pieczywo, naleśniki, pierogi, ciasta i domowe mieszanki do pizzy. Wybierając produkty gotowe (pieczywo, płatki, makarony), zwracaj uwagę, by były pełnoziarniste i miały krótki skład – to pomaga trzymać w ryzach indeks glikemiczny i ilość nasyconych kwasów tłuszczowych.

Białko – co, jak często i na co uważać

Źródła białka są z natury bezglutenowe: jaja, mleko i fermentowane napoje mleczne, twarogi i jogurty naturalne, ryby, chude mięso drobiowe i, bardzo ważne, rośliny strączkowe (soczewica, ciecierzyca, fasole) oraz tofu. W produktach przetworzonych (wędliny, konserwy, „smakowe” jogurty, sery z dodatkami, gotowe pasty) czytaj etykiety – gluten może pojawić się jako składnik technologiczny. Ogranicz czerwone mięso do 350–500 g tygodniowo, przetwory mięsne traktuj wyjątkowo, a 1–2 razy w tygodniu zamień mięso na ryby i minimum raz na strączki.

Tłuszcze – dużo jakości, mało ilości

Sięgaj po tłuszcze roślinne: oliwę, olej rzepakowy, orzechy, pestki i nasiona oraz awokado. Unikaj nadmiaru tłuszczów nasyconych (tłuste mięsa, pełnotłusty nabiał, masło). W diecie bezglutenowej łatwo o „poślizg” w stronę nadmiaru NKT i cholesterolu, jeśli opiera się ona na wysoko przetworzonych produktach bezglutenowych – jeszcze jeden powód, by bazować na kuchni domowej.

Warzywa i owoce – połowa talerza naprawdę robi różnicę

Minimum 400 g dziennie, najlepiej w proporcji ok. ¾ warzyw i ¼ owoców. Wrażliwe jelita na starcie? Zamiast surowizny wybieraj warzywa krótko gotowane, duszone, pieczone; owoce ścieraj lub jedz w formie kompotów bez cukru. W produktach przetworzonych z warzyw i owoców (konserwy, mieszanki mrożone z przyprawami, sałatki z sosami) ryzyko dodatku glutenu jest realne – czytaj składy.

Najczęstsze pułapki i jak ich uniknąć

Największym wrogiem skutecznej diety bezglutenowej są: przypadkowe zanieczyszczenia krzyżowe, wiara w „magiczne” grafiki na etykietach bez słownego potwierdzenia, opieranie jadłospisu na wysoko przetworzonych zamiennikach i… pośpiech. Procedury w kuchni (osobne deski, tostery, naczynia, pojemniki), konsekwencja w czytaniu składów, planowanie posiłków i rozwijanie umiejętności kulinarnych znacząco podnoszą bezpieczeństwo i wartość odżywczą diety.

Dieta bezglutenowa jest dietą leczniczą. Wymaga rzetelnej diagnozy, rozsądnego startu, czujności przy etykietach i świadomego komponowania posiłków w oparciu o „Talerz Zdrowego Żywienia”. Dobrze prowadzona – z różnorodnością zbóż bezglutenowych i pseudozbóż, odpowiednią podażą białka, przewagą tłuszczów roślinnych i dużą ilością warzyw – pozwala żyć pełnią życia. Jeśli potrzebujesz wsparcia na starcie lub w dopracowaniu jadłospisu, skonsultuj się z dietetykiem; to najszybsza droga do bezpiecznej i smacznej rutyny. 

Źródło: ncez.pzh.gov.pl

Rodzice są dla dzieci pierwszym i najważniejszym punktem odniesienia – również w kwestii podejścia do własnego ciała, jedzenia i emocji. Coraz więcej badań i obserwacji klinicznych potwierdza, że to, w jaki sposób dorośli postrzegają siebie i regulują swój stosunek do żywienia, może mieć istotny wpływ na rozwój zaburzeń odżywiania u najmłodszych. Psychodietetycy ostrzegają, że modelowanie zachowań, nieświadome przekazywanie lęków oraz komentarze dotyczące wyglądu mogą ukształtować u dzieci nieprawidłowy obraz własnego ciała, kompulsywne jedzenie i zaburzoną relację z jedzeniem.
– Mamy bardzo często przenoszą na swoje córki, oczywiście nieświadomie, lęki związane ze swoją masą ciała, wyglądem, ale także niską samooceną. Nasze dzieci uczą się przede wszystkim przez modelowanie, czyli przez obserwację, nie przez słuchanie swoich rodziców, więc bardzo często obserwują, jak mamy zachowują się przed lustrem, jak zachowują się w stosunku do siebie, jakich udzielają komentarzy w stosunku do swojej sylwetki, swojego ciała, co jedzą i jak często kontrolują swoją masę ciała – tłumaczy dr n. o zdr. Patrycja Kłósek, psychodietetyczka.

Niekorzystne wzorce związane z jedzeniem mogą obejmować nie tylko stosowanie rygorystycznych diet, ale także podejście zero-jedynkowe, w którym drobne odstępstwo od reguły kończy się rezygnacją z diety i emocjonalnym objadaniem się. – Przykładowo stosują bardzo zdrowe żywienie i zdrową dietę, dbają o swoje nawyki żywieniowe, ale gdy tylko pojawi się jakieś małe odstępstwo od założonej reguły, na przykład zjedzenie porcji słodyczy, stwierdzają, że to wszystko nie ma sensu – mówi ekspertka.

W takiej sytuacji jedzenie staje się narzędziem do regulowania emocji – zarówno w przypadku kobiet, jak i dzieci, które ten mechanizm obserwują i przyswajają. Zjawisko to może prowadzić do rozwoju poważnych zaburzeń odżywiania: od kompulsywnego objadania się, przez otyłość, aż po anoreksję. Zdaniem dr Kłósek trudne relacje na linii matka–córka mogą sprzyjać rozwojowi anoreksji, która nierzadko stanowi formę emocjonalnego odreagowania i kontroli.

Badanie przeprowadzone w Kanadzie pokazało, że zaburzenia lękowe częściej przenoszone są z rodzica tej samej płci. Jeśli lęki dotyczą matki, córka ma większe ryzyko ich dziedziczenia – nie tylko emocjonalnego, ale i behawioralnego, związanego z ciałem, jedzeniem, kontrolą. Dziecko żyjące w domu, w którym odżywianie jest źródłem napięcia, szybko uczy się odczytywać jedzenie jako narzędzie walki, napięcia lub ulgi.

Jednocześnie eksperci podkreślają znaczenie codziennych, wspólnych rytuałów, takich jak gotowanie czy jedzenie posiłków w gronie rodziny. – Zdecydowanie polecałabym wspólne posiłki i rozmowy podczas nich, bo to buduje nasze relacje – mówi dr Kłósek. Jej zdaniem warto zapraszać dzieci do planowania posiłków, robienia list zakupów i przygotowywania potraw – co może uczyć uważności, elastyczności i zdrowego podejścia do jedzenia.

Cień na zdrowie psychiczne i relacje społeczne dzieci rzuca także fat shaming – zjawisko coraz częściej opisywane w kontekście dzieci z nadwagą i otyłością. Dane Obesity Canada pokazują, że ponad 60% dorosłych z otyłością doświadcza uprzedzeń ze strony personelu medycznego. Tymczasem dzieci zmagające się z nadmiarem kilogramów spotykają się z bolesnymi komentarzami zarówno od rówieśników, jak i dorosłych. – Jeśli nie możemy powiedzieć nic dobrego w aspekcie wyglądu naszego dziecka, to najlepiej się skupić na zasobach, które nasze dziecko ma – podkreśla ekspertka.

Komentarze typu „Jasiu, widzę, że ostatnio przytyłeś” czy „Małgosiu, widzę, że nie mieścisz się w tę spódniczkę” mogą na długo zostać w pamięci dziecka i mieć wpływ na jego samoocenę w dorosłości. Kluczowe w zapobieganiu zaburzeniom odżywiania okazuje się więc nie tylko to, co dzieci jedzą, ale przede wszystkim to, jak myślą o jedzeniu, ciele i relacjach z bliskimi.

Zaburzenia odżywiania to nie tylko kwestia kalorii czy sylwetki, lecz złożona relacja emocjonalna, która bardzo często ma swoje źródło w dzieciństwie i wzorcach przekazywanych przez najbliższych. Odpowiedzialność za edukację żywieniową i wspieranie dzieci w budowaniu zdrowej relacji z ciałem spoczywa na rodzicach. Jak pokazują opinie ekspertów, największy wpływ mają codzienne zachowania – nie słowa, a modelowanie, które dzieci podpatrują i przyswajają. To, w jaki sposób mówimy o sobie i sobie samym, staje się wzorem również dla nich.

Źródło:Komunikat Prasowy

Wprowadzenie programu KOS-BAR do koszyka świadczeń gwarantowanych to pierwszy poważny krok ku systemowemu leczeniu otyłości w Polsce. Ale to zaledwie fragment znacznie większego wyzwania. Otyłość to już nie tylko problem indywidualny – to choroba cywilizacyjna o dramatycznych konsekwencjach zdrowotnych i społecznych, która dotyczy już 9 milionów Polaków. Na lipcowym posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. zdrowego stylu życia i przeciwdziałania nadwadze i otyłości eksperci, pacjenci i przedstawiciele resortów mówili jednym głosem: potrzebujemy kompleksowego i międzysektorowego planu. Leczenie jest niezbędne – ale bez profilaktyki, edukacji i zmian systemowych nigdy nie wygramy tej walki.

– „Już samo powołanie takiego zespołu jest niewątpliwie przełomową chwilą w systemie opieki zdrowotnej w naszym kraju” – mówił prof. Mariusz Wyleżoł, wskazując, że przez dziesięciolecia choroba otyłościowa była w zasadzie niezauważana przez system. Przełomem okazał się pilotaż programu KOS-BAR – kompleksowej opieki specjalistycznej nad osobami poddawanymi operacjom bariatrycznym. Program, który objął ponad 13 tysięcy pacjentów, ma od stycznia 2026 roku wejść do koszyka świadczeń gwarantowanych.

O tym zapewniła Dominika Janiszewska-Kajka z Ministerstwa Zdrowia. – „Polecenie było bardzo kategoryczne ze strony pani minister – od stycznia ma to zadziałać”. W tym celu zostanie przeprowadzona śródewaluacja oraz zlecenie dla AOTMiT dotyczące stałego wprowadzenia programu. KOS-BAR ma obejmować kompleksową, wieloetapową opiekę: kwalifikację, przygotowanie, leczenie operacyjne oraz roczną kontrolę pooperacyjną, obejmującą wsparcie dietetyczne, psychologiczne i rehabilitacyjne.

Jak wskazano podczas posiedzenia, decyzja o wcześniejszym – jeszcze przed zakończeniem pilotażu – wprowadzeniu świadczenia do systemu wynika z pozytywnych efektów klinicznych i organizacyjnych. Program nie tylko ratuje zdrowie, ale i działa systemowo – pacjenci nie wracają do stanu zdrowia sprzed kwalifikacji, co potwierdzają dane NFZ. Ministerstwo przyspieszyło działania dzięki wyraźnemu impulsowi ze strony minister Izabeli Leszczyny. Równolegle z przygotowaniami do wprowadzenia KOS-BAR jako świadczenia gwarantowanego, trwają analizy, jak zbudować ogólnopolski system profilaktyki otyłości – zarówno dla dorosłych, jak i dzieci. Jak podkreślano, „koszyk” obejmie całą populację, ale potrzebne są także działania w skali mikro, oparte na doświadczeniach regionalnych programów zdrowotnych.

Zespół ds. przeciwdziałania otyłości został powołany na mocy uchwały z listopada 2024 r. i pracuje w trzech grupach roboczych: ds. profilaktyki, leczenia i zmian systemowych. Do tej pory odbyło się sześć posiedzeń, opracowano plan działania, a zespół przygotowuje rekomendacje, m.in. dotyczące rozszerzenia KOS-BAR i edukacji medycznej. Jak podkreślił prof. Wyleżoł, obecna edukacja w uczelniach medycznych wciąż koncentruje się na leczeniu powikłań otyłości, a nie jej przyczyn. – „Programy studiów koncentrują się na leczeniu wszelkich możliwych powikłań choroby otyłościowej, a nie leczeniu samej choroby otyłościowej”.

Pacjenci również zabrali głos. Katarzyna Głowińska mówiła: – „My należymy do tej niechcianej, nierozumianej grupy pacjentów. Przynajmniej tak było dotychczas i w końcu nawiązaliśmy dialog”. Podkreśliła, że wprowadzenie KOS-BAR do koszyka świadczeń to ogromny sukces – efekt wieloletnich starań i pierwszy realny krok w kierunku systemowej pomocy. Pacjenci liczą, że wdrożenie programu nastąpi możliwie jak najszybciej.

W trakcie posiedzenia przywołano poruszającą historię chorego ważącego 238 kg, który po krwotoku został wypisany ze szpitala bez rozpoznania otyłości, a transport medyczny odmówił jego przewozu. Ostatecznie pacjent został zabrany karetką… na podłodze. Jak powiedziała Głowińska: „Po to są te zespoły. Po to o tym rozmawiamy. Żeby takich sytuacji nie było”.

Eksperci podkreślali, że od momentu powstania pilotażu KOS-BAR nastąpił ogromny postęp w leczeniu otyłości. – „Mówię tu przede wszystkim o wprowadzeniu leków kontrolujących masę ciała, które są przełomem współczesnej medycyny” – mówił prof. Wyleżoł. Z tego względu zespół ds. leczenia przygotowuje nowy model programu, który zostanie przedstawiony Radzie ds. Zdrowia Publicznego.

Choć temat leczenia – operacyjnego i farmakologicznego – wybrzmiewał najgłośniej, posłowie i eksperci zwracali uwagę na brak informacji o działaniach profilaktycznych. – „Nie mamy żadnej informacji dotyczącej całej profilaktyki, abyśmy nie mieli kolejnych 9 milionów osób, które będziemy musieli leczyć w ramach KOS-BAR-u” – mówiła przewodnicząca Zespołu.

Ministerstwo Edukacji, Ministerstwo Zdrowia i środowiska eksperckie pracują m.in. nad opiniowaniem projektu rozporządzenia dotyczącego żywienia w szkołach. Wśród licznych uwag znalazły się m.in. krytyka obowiązku dwóch mięsnych dni w tygodniu, brak przepisów gwarantujących posiłki dla dzieci na dietach eliminacyjnych czy ryzyko dosłownej interpretacji przepisów przez kuchnie szkolne. Głos zabrały przedstawicielki organizacji społecznych – Fundacji Rodzice dla Klimatu i Green REV Institute. – „W polskich szkołach nadal pojawiają się kotleciki z mortadeli w panierce, gofry z bitą śmietaną na obiad, parówki w cieście. To jest rzecz, z którą naprawdę musimy coś pilnie zrobić” – mówiła Marzena Wichniarz. – „Brakuje wytycznych jakościowych. Paluszki rybne to główne danie rybne w szkołach” – dodała Daria Janowicz. NGOs-y apelowały o systemowe zmiany i debatę na temat jakości żywienia dzieci, wskazując na związki między talerzem a przyszłymi wydatkami zdrowotnymi państwa.

Jedną z kluczowych kwestii, które rozgrzały dyskusję, była refundacja leków na otyłość. – „Nasze zapisy do refundacji patrzą tylko na cukrzycę. Dlaczego tam nie ma otyłości?” – pytała prof. Anna Chybicka. Zwróciła uwagę, że nowoczesne leki inkretynowe (GLP-1) całkowicie zmieniły podejście do terapii. Jak mówiła, są one łatwiejsze do stosowania niż operacje bariatryczne, a ich efekty – zarówno metaboliczne, jak i behawioralne – są trudne do przecenienia. Pacjenci tracą na wadze, regulują apetyt, poprawia się ich aktywność i styl życia.

Prof. Wyleżoł przyznał, że leki te stanowią „największy przełom współczesnej medycyny”, jednak zaznaczył, że system ochrony zdrowia nie jest w stanie objąć farmakoterapią wszystkich 9 milionów pacjentów. Konieczne jest zdefiniowanie grupy docelowej, która najbardziej skorzysta z terapii i której leczenie będzie miało uzasadnienie kliniczne oraz ekonomiczne. – „Bez leków oczekujemy od pacjentów samowyleczenia – to nierealne” – dodał, powołując się na doświadczenia zespołu dietetyków ze Szpitala Czerniakowskiego.

Eksperci nie mają złudzeń – bez zdecydowanych działań profilaktycznych, lepszej edukacji żywieniowej, zmiany nawyków społecznych i uregulowania jakości żywienia w instytucjach publicznych, system będzie działał reaktywnie – gasząc pożary zamiast im zapobiegać. Przed zespołem ds. przeciwdziałania otyłości i całym systemem ochrony zdrowia stoi ogromne zadanie: nie tylko leczyć skutki, ale skutecznie zatrzymać spiralę, która prowadzi do kolejnych 9 milionów przypadków.

Materiał powstał na podstawie posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. zdrowego stylu życia oraz przeciwdziałania nadwadze i otyłości, które odbyło się 9 lipca 2025 r. o godz. 9:00. Tematem była informacja Ministerstwa Zdrowia o działaniach podjętych przez Zespół do spraw przeciwdziałania otyłości przy Radzie do spraw Zdrowia Publicznego.