Medicalpress
Media społecznościowe coraz silniej kształtują sposób, w jaki dzieci i nastolatki postrzegają własny wygląd, zdrowie i codzienne wybory. Zdaniem specjalistów promowany w internecie kult idealnej sylwetki może sprzyjać rozwojowi zaburzeń odżywiania, sięganiu po używki oraz pogorszeniu dobrostanu psychicznego. Eksperci podkreślają, że potrzebna jest nie tylko edukacja zdrowotna w szkołach, ale także większa odpowiedzialność za treści publikowane w przestrzeni cyfrowej.
 
Zdaniem ekspertów media społecznościowe oddziałują na postrzeganie siebie wśród dzieci i młodzieży. Nadmierna ekspozycja na nie i dążenie do osiągnięcia idealnej sylwetki może nasilać skłonność do sięgania po używki czy środki psychoaktywne, jak również rozwój zaburzeń odżywiania. Specjaliści podkreślają, że duży wpływ na wybory żywieniowe młodego pokolenia mają rówieśnicy. Rozwiązaniem może być chociażby obowiązkowa edukacja zdrowotna czy wprowadzenie regulacji dotyczących treści w social mediach.

– Media społecznościowe wpływają na młodzież w zaskakujący sposób. Tworzą idealny kult pięknej sylwetki. Zarówno nastolatka, jak i nastolatek w okresie dojrzewania widzą świetną figurę czy sportowca. Będą chcieli tak samo wyglądać, a nie zwracają uwagi na przykład na cykl biologiczny czy budowę ciała, a każdy może mieć inną – mówi w rozmowie z agencją Newseria dr inż. Mateusz Gemba, prorektor ds. jakości kształcenia i dydaktyki w Warszawskiej Akademii Medyczno-Technicznej Nauk Stosowanych.

Jak wynika z najnowszego raportu „Internet dzieci 2026” opublikowanego przez Instytut Cyfrowego Obywatelstwa, 2,6 mln dzieci w wieku 7–14 lat korzysta z internetu. 55 proc. dzieci regularnie używa największych serwisów społecznościowych lub komunikatorów, mimo że nie są przeznaczone dla ich grupy wiekowej. 

– Nadmierny wpływ mediów na kreowanie wizerunku ciała i wyglądu może wpływać w sposób negatywny. Poprzez szukanie idealnych wzorców młodzież może sięgnąć po używki. Może to być kofeina, która w nadmiernej ilości będzie miała działanie ergogeniczne. Mam tu na myśli napoje energetyzujące pite w celu zwiększenia wydolności podczas treningów i wysiłku fizycznego – podkreśla dr Mateusz Gemba.

Zgodnie z raportem Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Instytutu Badawczego napoje energetyzujące regularnie spożywało 2,1 proc. dzieci w Polsce, natomiast wśród młodzieży w wieku 10–17 lat 35,7 proc. chłopców i 27,4 proc. dziewcząt. Od 1 stycznia 2024 roku w naszym kraju obowiązuje zakaz sprzedaży napojów energetycznych osobom niepełnoletnim.

– W drugim kroku możemy zwrócić uwagę na głodzenie się, na przykład przez dziewczęta, które będą chciały za wszelką cenę zredukować tkankę tłuszczową. Ona szczególnie u osób w okresie dojrzewania może negatywnie wpłynąć na rozwój układu hormonalnego – wyjaśnia ekspert.

Z badania przeprowadzonego w 2021 roku przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę „Wpływ korzystania z social mediów na postrzeganie swojego ciała przez nastolatków” wynika, że 62 proc. nastolatków uważa, że osoby, które są atrakcyjne, mogą z większą łatwością zdobyć popularność. 40 proc. z kolei sądzi, że ładne osoby są o wiele szczęśliwsze, a wśród tych spędzających więcej czasu w social mediach odsetek ten jest jeszcze wyższy (53 proc.).

– Powinny istnieć ograniczenia idealnego wizerunku w mediach społecznościowych, jednakże uważam, że to bardzo trudne do zrealizowania. Teraz mamy możliwość publikowania treści, jakie kto chce i nie ma znaczenia, kto co udostępnia. Mogą to być kanały prywatne, nie muszą być to takie, które polegają na kreowaniu treści bardziej zawodowych, gdzie pokazujemy swoją sylwetkę. Niemniej jednak uważam, że w przyszłości mogłoby to poprawić dobrostan psychiczny młodzieży – zaznacza dr Mateusz Gemba.

Z raportu „Internet dzieci 2026” wynika, że korzystanie z serwisów społecznościowych, obejmujących platformy umożliwiające tworzenie profili, publikację treści oraz interakcje między użytkownikami, stanowi centralny element aktywności cyfrowej dzieci. Średni dzienny czas korzystania wynosi 2 godziny i 33 minuty, co jest wynikiem znacząco wyższym niż w całej populacji (1 godzina i 33 minuty).

– Obserwujemy wpływ mediów społecznościowych na młodzież, po pierwsze, zaburzony dobrostan psychiczny. Coraz więcej młodzieży zmaga się z problemami, mam tu na myśli depresję, zaburzenie regulacji rytmu dnia, zaburzenia snu i odżywiania. To już nie tylko anoreksja, bulimia, ale również może być to kompulsywne objadanie się w dzień czy w nocy – tłumaczy prorektor ds. jakości kształcenia i dydaktyki w Warszawskiej Akademii Medyczno-Technicznej Nauk Stosowanych.

Badanie FDDS pokazuje, że obawa przed otyłością była jednym z częściej wyrażanych lęków związanych z własnym wyglądem. Aż 40 proc. dziewcząt martwiło się tym, że mogłoby przytyć. Obawę tę wyraża znacznie mniej chłopców (26 proc.).

– Problemy zaburzeń odżywiania w latach 90. były bardzo nasilone. Obecnie obserwujemy je ponownie, niemniej jednak to już są łączone zaburzenia odżywiania i mamy ich znacznie więcej. Ponadto kult supersylwetki sprawia, że młodzież sięga po różnego rodzaju środki odurzające. One poprzez zmniejszenie łaknienia przyczyniają się do rozwoju zaburzeń odżywiania – wyjaśnia dr Mateusz Gemba.

– Przeprowadzona przeze mnie ankieta dotycząca wpływu emocji na wybory żywieniowe dzieci i młodzieży w wieku 8–18 lat pokazała, że 3/4 osób ankietowanych uważa, że właśnie emocje wpływają na to, co oni jedzą. Główną emocją, która powoduje, że osoby ankietowane sięgają po pokarmy, jest nuda. Ona powoduje, że nasze kroki kierujemy do lodówki i spożywamy większe ilości jedzenia – podkreśla Anna Pawlak, wykładowca w Warszawskiej Akademii Medyczno-Technicznej Nauk Stosowanych.

Ankietowani uważają również, że sport jest najlepszym rozwiązaniem, które będzie pozwalało zniwelować negatywne emocje i dzięki temu przeciwdziałać kierowaniu się w stronę jedzenia. 

– To, co jeszcze wyszło istotnego, to na pewno to, że dzieci też bardzo często starają się rozmawiać z rówieśnikami czy też z rodzicami na temat swoich emocji i tego, jak się czują. Bardzo istotnym pytaniem było też to, czy reklama, influencerzy i rówieśnicy wpływają na wybory żywieniowe. Okazało się, że największy wpływ mają rówieśnicy. Niestety oni powodują, że ankietowane osoby wybierały produkty głównie niezdrowe, takie jak napoje energetyzujące, chipsy czy inne popularne produkty promowane przez influencerów – wyjaśnia Anna Pawlak.

– Młode pokolenie niestety nadal nie jest odpowiednio i w pełni wyedukowane, jeśli chodzi o zdrowie i o nawyki żywieniowe. Pracujemy nad tym, mamy chociażby edukację zdrowotną. Natomiast edukując w social mediach, sam widzę, że jednak wiedza jeszcze nie jest na odpowiednim poziomie – mówi Mateusz Szałajko, dietetyk.

Raport „Wybory żywieniowe dzieci i młodzieży – co na nie wpływa?” przygotowany przez firmę Nestlé Polska, Polski Związek Lekkiej Atletyki oraz Akademię Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego w Warszawie pokazuje, że wraz z wiekiem regularność spożywania posiłków stopniowo spada, a styl życia dzieci staje się bardziej zróżnicowany. Młodsze dzieci (9–10 lat) zwykle jedzą śniadanie w domu, zabierają drugie śniadanie do szkoły i mają posiłki przygotowywane przez rodziców. 

U starszych uczniów (11–12 lat) ta systematyczność jest mniejsza. Częściej pomijają oni śniadanie w domu, a także rezygnują z regularnego spożywania obiadu w szkole. Ponadto bardziej samodzielnie decydują o tym, co jedzą, a to przekłada się na wybieranie mniej wartościowych przekąsek. 

– Młodzi ludzie potrzebują wiedzy chociażby z zakresu prawidłowego żywienia. Widzę, że w social mediach jest ona na trochę niższym poziomie, a sam jestem na platformach takich jak Instagram czy TikTok, gdzie jest powielane wiele mitów żywieniowych. Nad tym obszarem warto więc pracować – uważa Mateusz Szałajko.

Od roku szkolnego 2026/2027 edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obowiązkowym w klasach od IV do VIII szkoły podstawowej oraz przez dwa lata w szkołach ponadpodstawowych. Obowiązkowe będą takie działy jak m.in. higiena cyfrowa, odżywianie, profilaktyka uzależnień czy też zdrowie psychiczne, fizyczne i społeczne.

– Edukacja zdrowotna będzie wsparciem do pozyskania wiedzy przez młodych ludzi. Jej brak, szczególnie tej żywieniowej, skutkuje tym, że trudno im oddzielić żywieniowe fakty od mitów, których mamy niestety dosyć sporo w social mediach. A mając taką bazę, są w stanie stwierdzić, czy dane treści są zgodne z aktualną wiedzą naukową – podkreśla dietetyk.

Źródło: Newseria

Szkolna opieka zdrowotna w Polsce od lat funkcjonuje jako element systemu, który teoretycznie istnieje i formalnie obejmuje większość uczniów. Najnowsza kontrola Najwyższej Izby Kontroli w województwie świętokrzyskim pokazuje jednak wyraźnie, że między zapisami a rzeczywistością powstaje coraz większa luka. To nie jest już kwestia pojedynczych uchybień, ale powtarzalnego modelu, który w praktyce ogranicza dostęp dzieci i młodzieży do podstawowych świadczeń profilaktycznych.
Kontrola obejmująca lata szkolne 2021/2022–2024/2025 ujawnia, że w pięciu z sześciu skontrolowanych podmiotów organizacja pracy pielęgniarek odbiegała od obowiązujących standardów. Problem nie sprowadza się wyłącznie do braków kadrowych, choć te również są widoczne. Znacznie bardziej niepokojące jest to, w jaki sposób system próbuje sobie z nimi radzić. Skracanie czasu pracy pielęgniarek, łączenie dyżurów czy planowanie ich poza godzinami funkcjonowania szkół powoduje, że opieka zdrowotna przestaje być realnie dostępna wtedy, gdy uczniowie jej potrzebują.

W niektórych przypadkach pielęgniarki w czasie dyżurów szkolnych realizowały równolegle świadczenia w podstawowej opiece zdrowotnej. To rozwiązanie organizacyjne może poprawiać efektywność z perspektywy świadczeniodawcy, ale dla ucznia oznacza jedno: brak dostępu do opieki w kluczowym momencie.

Jeszcze bardziej niepokojący obraz wyłania się z obszaru profilaktyki. Badania przesiewowe, które powinny stanowić fundament wczesnego wykrywania problemów zdrowotnych, były realizowane nierównomiernie lub wcale. W części szkół nie objęły wszystkich uczniów, a dokumentacja była niekompletna albo zawierała błędy. Zdarzały się sytuacje, w których badań nie przeprowadzono w ogóle dla wybranych grup.

To szczególnie problematyczne w kontekście wyników, które już udało się zebrać. Dodatnie wyniki badań przesiewowych odnotowano u 16 do 45 procent uczniów szkół podstawowych, a w szkołach ponadpodstawowych odsetek ten był jeszcze wyższy. Najczęściej dotyczyły wad wzroku, problemów z postawą, zaburzeń masy ciała czy nadciśnienia tętniczego. Skala tych zjawisk powinna uruchamiać mechanizmy dalszej diagnostyki i opieki. Tymczasem, jak wskazuje raport, w wielu przypadkach takie działania nie były podejmowane.

Powstaje w ten sposób system, który identyfikuje problem, ale nie reaguje na jego konsekwencje. Uczeń z nieprawidłowym wynikiem badania pozostaje w praktyce bez dalszego wsparcia, a jego stan zdrowia nie jest monitorowany. Dotyczy to także dzieci z nadwagą lub niedowagą, których sytuacja często nie podlega żadnej systematycznej kontroli.

Jeszcze wyraźniej niedostosowanie systemu widać w przypadku uczniów ze szczególnymi potrzebami. Obowiązujące regulacje nie uwzględniają w wystarczającym stopniu dzieci w spektrum autyzmu ani uczniów wymagających kształcenia specjalnego, którzy nie posiadają formalnego orzeczenia o niepełnosprawności. W praktyce oznacza to ograniczony dostęp do zwiększonego wymiaru opieki zdrowotnej, mimo że potrzeby tych grup są często większe niż w populacji ogólnej.

Równolegle ujawniają się problemy finansowe, które dodatkowo destabilizują system. Świadczeniodawcy wskazują na niedoszacowanie środków przekazywanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Jednocześnie kontrola pokazuje, że część niedoborów wynika z błędów po stronie samych placówek, w tym niewłaściwego raportowania liczby uczniów czy nieuwzględniania ich potrzeb zdrowotnych. To oznacza, że system nie tylko jest niedofinansowany, ale także nieefektywnie zarządza dostępnymi zasobami.

Najbardziej niepokojące są jednak przypadki, w których podmioty medyczne próbowały przerzucać koszty na szkoły lub ich organy prowadzące. Żądanie dodatkowych środków za świadczenia finansowane publicznie, a w skrajnych sytuacjach grożenie zaprzestaniem ich realizacji, pokazuje, że napięcia finansowe zaczynają bezpośrednio wpływać na bezpieczeństwo zdrowotne uczniów.

Problemy nie kończą się na poziomie organizacji pracy i finansowania. Raport NIK wskazuje również na poważne braki w zakresie nadzoru i jakości danych. Dokumentacja medyczna była często prowadzona nierzetelnie, a dane przekazywane do instytucji centralnych zawierały błędy i niespójności. Żaden ze skontrolowanych świadczeniodawców nie prowadził systemowej oceny jakości udzielanych świadczeń. To szczególnie istotne, ponieważ właśnie na podstawie tych danych podejmowane są decyzje dotyczące kształtu systemu w skali kraju.

W efekcie powstaje błędne koło. Dane są niepełne lub nieprecyzyjne, więc decyzje systemowe opierają się na niepełnym obrazie rzeczywistości. To z kolei utrudnia skuteczne planowanie zmian i pogłębia istniejące problemy.

Raport Najwyższej Izby Kontroli nie pozostawia wątpliwości, że szkolna opieka zdrowotna wymaga nie tylko korekt, ale głębszej zmiany podejścia. Kluczowe znaczenie ma nie tylko poziom finansowania, ale także organizacja pracy, rzetelność danych i realny nadzór nad jakością świadczeń. Formalne zapewnienie opieki nie wystarcza, jeśli w praktyce nie przekłada się ono na dostępność i skuteczność działań. Pytanie, które pozostaje otwarte, dotyczy tego, czy system będzie w stanie przejść od modelu deklaratywnego do modelu rzeczywistej odpowiedzialności za zdrowie uczniów. Bo dziś, jak pokazuje kontrola, opieka zdrowotna w szkołach w wielu przypadkach istnieje głównie na papierze.

Źródło: NIK

Od 1 września 2026 roku edukacja zdrowotna stanie się obowiązkowym elementem programu nauczania. Minister edukacji Barbara Nowacka zapowiada kompleksowe podejście do zdrowia uczniów, od profilaktyki po zdrowie psychiczne.
Od nowego roku szkolnego uczniowie w Polsce będą uczestniczyć w obowiązkowych zajęciach z edukacji zdrowotnej. Zapowiedź wprowadzenia przedmiotu ogłosiła 9 kwietnia minister edukacji narodowej Barbara Nowacka, wskazując, że jego celem jest systemowe podniesienie poziomu wiedzy zdrowotnej w społeczeństwie.

Nowy przedmiot ma obejmować szeroki zakres zagadnień związanych z codziennym funkcjonowaniem i profilaktyką zdrowotną. W programie znajdą się m.in. treści dotyczące higieny, aktywności fizycznej, zdrowia psychicznego oraz zasad prawidłowego odżywiania. Jak podkreślono, edukacja zdrowotna ma mieć charakter praktyczny i odpowiadać na realne potrzeby uczniów.

Jednocześnie minister zaznaczyła, że elementy związane z edukacją seksualną nie będą obowiązkowe. To rozróżnienie wpisuje się w szerszą debatę dotyczącą zakresu i formy przekazywania wiedzy o zdrowiu w szkołach.

Wprowadzenie edukacji zdrowotnej jako obowiązkowego przedmiotu wpisuje się w rosnącą świadomość znaczenia profilaktyki. Eksperci od lat wskazują, że brak podstawowej wiedzy zdrowotnej przekłada się na późniejsze decyzje dotyczące stylu życia, a w konsekwencji na ryzyko chorób cywilizacyjnych. W tym kontekście szkoła staje się jednym z kluczowych miejsc budowania kompetencji zdrowotnych.

Nowy przedmiot ma również odpowiadać na wyzwania współczesności, takie jak rosnąca skala problemów psychicznych wśród dzieci i młodzieży, spadek aktywności fizycznej czy nieprawidłowe nawyki żywieniowe. Edukacja zdrowotna ma nie tylko przekazywać wiedzę, ale także kształtować postawy i umiejętności, które pozwolą młodym ludziom podejmować bardziej świadome decyzje dotyczące własnego zdrowia. Zapowiedź zmian ponownie uruchomiła dyskusję o poziomie wiedzy zdrowotnej w społeczeństwie. W przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się inicjatywy mające na celu jej weryfikację i popularyzację, w tym quizy i materiały edukacyjne odwołujące się do podstawowych zasad profilaktyki.

Obowiązkowa edukacja zdrowotna od września 2026 roku to jedna z ważniejszych zmian w systemie oświaty. Jej celem jest wzmocnienie profilaktyki i budowanie kompetencji zdrowotnych już od najmłodszych lat, co w dłuższej perspektywie może przełożyć się na poprawę zdrowia całego społeczeństwa.

Źródło: TVN24

Współczesny człowiek funkcjonuje w środowisku, do którego jego mózg nie był projektowany. Stały dostęp do informacji, nieustanne bodźce, brak ruchu i relacji, a także przewlekły stres tworzą warunki, w których układ nerwowy pracuje bez przerwy – bez czasu na regenerację. To właśnie ten kontekst coraz częściej wskazywany jest jako punkt wyjścia do rozmowy o zdrowiu mózgu.
Jak zauważa Izabella Dessoulavy-Gładysz, prezes Mental Power z Fundacji dla Zdrowia Mózgu, „każdego dnia nasz mózg przetwarza ogromną ilość informacji – funkcjonuje w stanie ciągłej stymulacji i gotowości”, a konsekwencje tego przeciążenia są coraz bardziej widoczne – od „spadku koncentracji i zdolności do głębokiego myślenia” i „większej impulsywności”, po „trudności z zapamiętywaniem informacji (…) uzależnienie od technologii (…) zaburzenia lękowe”.

W jej ocenie nie jest to już problem pojedynczych osób, lecz zjawisko o charakterze społecznym. Jak podkreśla, „żyjemy w modelu ‘choroby trzech krzeseł’ – między biurkiem, samochodem i kanapą”, co oznacza, że „ograniczamy ruch, zwiększamy napięcie, przeciążamy układ nerwowy bodźcami i izolujemy się społecznie”.

Jednocześnie – mimo rosnącej świadomości – działania profilaktyczne nie nadążają za skalą wyzwań. Dessoulavy-Gładysz zwraca uwagę, że „tylko 35% Polaków zetknęło się z pojęciem higieny zdrowia mózgu (…) a 90% uważa, że profilaktyka jest równie ważna jak leczenie”, co pokazuje wyraźną lukę między świadomością a praktyką: społeczeństwo rozumie wagę problemu, ale wciąż nie ma narzędzi ani wiedzy, jak skutecznie działać.

Mózg bez wytchnienia

To przeciążenie ma bardzo konkretny wymiar biologiczny i psychiczny. Jak tłumaczy dr Maja Herman, psychiatra, edukatorka zdrowotna, psychoterapeutka i prezes Polskiego Towarzystwa Mediów Medycznych, „mózg jest nam potrzebny po to, żebyśmy wszystkie bodźce, emocje i zdarzenia (…) potrafili przyjąć, skompensować i wypuścić”. Problem w tym, że – jak zaznacza – dziś ten mechanizm coraz częściej przestaje działać prawidłowo, bo „nie ma dziś więcej informacji niż kiedyś, mamy tylko większy dostęp do nich – 24 godziny na dobę”, co sprawia, że „nasz mózg nie ma wytchnienia, nie ma urlopu”.

W praktyce oznacza to chroniczne przeciążenie systemów regulacyjnych i rosnącą trudność w osiąganiu stanu odpoczynku. Jak przyznaje dr Herman, „uczę pacjentów… nic nie robienia. To jest bardzo trudne”, co dobrze oddaje skalę problemu. Jednocześnie zwraca uwagę na jeden z najbardziej destrukcyjnych mechanizmów współczesności, podkreślając, że „multitasking to nie jest supermoc – to jeden z najbardziej szkodliwych mechanizmów dla naszego mózgu”, ponieważ „robienie wielu rzeczy naraz przeciąża go i pogarsza jego funkcjonowanie”.

Styl życia jako główne pole ryzyka

To, co dzieje się dziś z mózgiem, nie wynika wyłącznie z postępu technologicznego. Kluczową rolę odgrywa styl życia – a właściwie jego degradacja w wielu obszarach jednocześnie. Jak zwraca uwagę prof. Paweł Koczkodaj z Zakładu Epidemiologii i Prewencji Pierwotnej Nowotworów Narodowego Instytutu Onkologii, „trudno jest oddzielić profilaktykę w neurologii, psychiatrii i onkologii, ponieważ tych wspólnych czynników ryzyka jest naprawdę wiele”.

Ekspert przywołuje przy tym konkretne dane, które pokazują skalę problemu. „Około 17% dorosłej populacji nadal pali papierosy (…) a wśród młodzieży obserwujemy wzrost używania nowych wyrobów nikotynowych”, co – jak zaznacza – idzie w parze z wyraźnym spadkiem ekspozycji na kampanie antytytoniowe. Równie niepokojący obraz wyłania się w obszarze aktywności fizycznej – „brak aktywności deklaruje 70% mężczyzn i aż 84% kobiet, a w grupie powyżej 55. roku życia ponad 90% osób jest nieaktywnych fizycznie”. Do tego dochodzi wysoki poziom konsumpcji alkoholu: „spożycie alkoholu w Polsce wynosi około 9 litrów czystego alkoholu na osobę rocznie i nadal jest bardzo wysokie”.

Wnioski – jak podkreśla prof. Koczkodaj – są jednoznaczne: „sama wiedza nie wystarczy, aby zmienić zachowania zdrowotne. Musimy tworzyć środowisko, które sprzyja zdrowym wyborom”.

Ruch jako najprostsza interwencja

Na tym tle szczególnego znaczenia nabiera aktywność fizyczna – nie jako element stylu życia „dla wybranych”, ale jako jedno z najbardziej podstawowych narzędzi profilaktyki. Jak podkreśla dr Joanna Wojsiat, dr n. biologicznych z Instytutu Biologii Doświadczalnej Polskiej Akademii Nauk, „aktywność fizyczna (…) jawi się jako jeden z fundamentów prewencji”, zarówno w kontekście chorób neurodegeneracyjnych, jak i zaburzeń psychicznych. Jednocześnie zaznacza, że „nie chodzi o sport wyczynowy (…) chodzi po prostu o aktywność, która jest przyjemnością, która staje się codziennością”.

Efekty tej aktywności są mierzalne nawet przy niewielkim wysiłku – jak wskazuje badaczka, „już 20 minut ruchu zdecydowanie poprawia nasze funkcje poznawcze (…) już 4 tysiące kroków opóźnia pojawianie się objawów choroby Alzheimera”. Ruch działa przy tym wielowymiarowo: wpływa na metabolizm, układ krążenia i mikrobiotę jelitową, a także bezpośrednio oddziałuje na mózg poprzez mechanizmy neuroplastyczności. „Uruchamia całą kaskadę związków biologicznie aktywnych (…) które z mięśni wędrują między innymi do mózgu i tam robią bardzo dużo dobrego” – wyjaśnia dr Wojsiat, podkreślając, że „nigdy nie jest za późno na ruch”, a korzyści mogą osiągać również osoby w podeszłym wieku.

Początek w dzieciństwie

Jednocześnie fundament zdrowia mózgu powstaje znacznie wcześniej – w pierwszych latach życia, a właściwie jeszcze przed narodzinami. Dr Łukasz Dębiński, pediatra z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM, Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus, członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego, nie pozostawiał w tej sprawie wątpliwości, podkreślając, że „nie można mówić o profilaktyce bez uwzględnienia pediatrii i wieku dziecięcego”. Jak zaznaczał, kluczowe znaczenie ma „pierwsze tysiąc dni życia, obejmujące okres prenatalny oraz pierwsze dwa–trzy lata życia dziecka”, bo to właśnie wtedy mózg rozwija się najintensywniej.

Dr Dębiński przypominał, że w tym czasie mózg nie tylko gwałtownie rośnie, osiągając „ponad 90% swojej masy do szóstego roku życia”, ale przechodzi też fundamentalne procesy rozwojowe. „Dochodzi do mielinizacji, czyli pokrycia wypustek neuronów mieliną – to jak przejście z kabli miedzianych na światłowody. W tym samym czasie powstają nowe połączenia synaptyczne, a na końcu rozwija się kora przedczołowa, odpowiedzialna za planowanie, emocje wyższe i zdolność do podejmowania decyzji” – wyjaśniał.

Jak mówił, „rozwój mózgu należy rozpatrywać w trzech aspektach: potencjału poznawczego, społecznego i zdrowotnego”, bo większe zasoby poznawcze oznaczają nie tylko lepsze indywidualne funkcjonowanie dziecka, lecz także „większą innowacyjność i produktywność społeczeństwa, lepsze relacje społeczne oraz większą świadomość zdrowotną, co wprost wpływa na niższe koszty opieki zdrowotnej”.

Dlatego – jak zaznaczał dr Dębiński – o jakości rozwoju mózgu decydują czynniki pozornie podstawowe, ale w rzeczywistości fundamentalne: właściwe odżywianie, sen, bezpieczeństwo emocjonalne, stymulacja poznawcza i ruch. Równie jasno wskazywał jednak na zagrożenia. „Na rozwój mózgu negatywnie wpływają czynniki prenatalne, takie jak nikotyna, alkohol czy stres” – mówił, dodając, że duże stężenia kortyzolu u małych dzieci „zaburzają rozwój hipokampa, odpowiedzialnego za pamięć”. Do czynników ryzyka zaliczał także urazy, ciężkie infekcje oraz nadmierną ekspozycję na bodźce.

Dr Dębiński dodaje: „każde 30 minut dziennie spędzone przed ekranem przez dwuletnie dziecko zwiększa ryzyko zaburzeń sensorycznych o 10%”. 

Kryzys zdrowia psychicznego młodego pokolenia

Skutki zaniedbań profilaktycznych szczególnie wyraźnie widać w psychiatrii dzieci i młodzieży. Jak wskazuje dr Aleksandra Lewandowska, konsultant krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, „kondycja psychiczna dzieci i młodzieży z każdym rokiem się pogarsza”, a w okresie od 2019 do końca 2025 roku „blisko czterokrotnie wzrosła liczba dzieci i młodzieży wymagających specjalistycznej opieki psychiatrycznej”.

Jednocześnie – jak podkreśla – rozbudowa systemu nie nadąża za rosnącymi potrzebami, ponieważ „koncentracja wyłącznie na medycynie naprawczej (…) nigdy nie przyniesie pełnego efektu”. W jej ocenie kluczowe znaczenie mają czynniki środowiskowe, takie jak „przemoc, brak umiejętności radzenia sobie z emocjami, deficyty odporności psychicznej”, czyli obszary, na które społeczeństwo ma realny wpływ.

Dlatego – jak zaznacza dr Lewandowska – „edukacja zdrowotna powinna być obowiązkowa”, a skuteczne działania muszą obejmować nie tylko dzieci i młodzież, lecz także dorosłych oraz całe otoczenie społeczne.

Jedna całość: mózg, psychika i ciało

Wspólnym mianownikiem wszystkich tych zjawisk jest odejście od myślenia o zdrowiu w kategoriach odrębnych specjalizacji i coraz wyraźniejsze dostrzeganie jego całościowego charakteru. Jak podkreśla prof. Agata Szulc, prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i kierownik Kliniki Psychiatrycznej Wydziału Nauk o Zdrowiu Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, „człowiek jest całością. Nie można rozdzielać neurologii i psychiatrii (…) jeśli choruje człowiek, choruje mózg i choruje cały organizm”. Podobnie wskazuje prof. Alina Kułakowska, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego, zwracając uwagę, że „neurologia i psychiatria (…) mają wspólne korzenie i coraz częściej potrzebę wspólnego działania”.

Z tej potrzeby – jak tłumaczy prof. Kułakowska – wyrosły konkretne inicjatywy środowiskowe, w tym powołanie Koalicji na Rzecz Zdrowia Mózgu oraz powrót do idei opracowania kompleksowego Brain Planu dla Polski. Jak zaznacza, „wypracowaliśmy siedem głównych założeń, które nazwaliśmy siedmioma filarami zdrowia mózgu”, stanowiących podstawę systemowego i długofalowego podejścia.

Siedem filarów zdrowia mózgu:
Model ten obejmuje uznanie zdrowia mózgu za priorytet polityki państwa, inwestycje w kapitał mózgu i edukację w całym cyklu życia, rozwój diagnostyki, leczenia i rehabilitacji, wzmocnienie badań naukowych i innowacji, rozwój kompetencji kadry medycznej, budowę systemu wsparcia dla opiekunów i rodzin oraz monitoring i cyfrową transformację opieki. To podejście wpisuje się w szerszy kontekst europejski i coraz wyraźniej pokazuje, że zdrowie mózgu staje się jednym z kluczowych obszarów polityki zdrowotnej.

Wyzwanie europejskie i globalne

Skala problemu wykracza daleko poza poziom krajowy. Jak przypomina europoseł Adam Jarubas, „jedna na trzy osoby cierpi na choroby mózgu”, a prognozy wskazują na dalszy, dynamiczny wzrost liczby pacjentów – zarówno w przypadku chorób neurodegeneracyjnych, jak i innych zaburzeń neurologicznych.

Za tymi danymi idą ogromne konsekwencje ekonomiczne i społeczne. Jarubas zwraca uwagę, że „koszty choroby Alzheimera (…) około 250 miliardów euro (…) całkowity ciężar ekonomiczny zaburzeń neurologicznych (…) 368 miliardów euro rocznie”, co przekłada się nie tylko na obciążenie systemów ochrony zdrowia, ale także na funkcjonowanie całych społeczeństw. W jego ocenie „choroby neurologiczne stanowią jedno z najpilniejszych (…) wyzwań zdrowotnych, społecznych i gospodarczych Europy”, dlatego na poziomie Unii Europejskiej trwają prace nad Europejską Strategią Zdrowia Neurologicznego.

Jednym z jej kluczowych założeń ma być wyrównywanie dostępu do diagnostyki i leczenia. Jak podkreśla Jarubas, „zdrowie może zależeć od kodu DNA, ale nie powinno zależeć od kodu pocztowego”, co wprost odnosi się do wciąż widocznych nierówności między państwami i regionami.

Podobną perspektywę przedstawia Frédéric Destrebecq, dyrektor generalny European Brain Council, zwracając uwagę, że choroby mózgu to nie tylko problem systemowy, ale przede wszystkim „rzeczywiste obciążenie dla ludzi (…) rodzin oraz opiekunów”. Dlatego – jak podkreśla – rozwijana strategia musi mieć charakter holistyczny i obejmować zarówno diagnostykę i leczenie, jak i zdrowie psychiczne oraz działania społeczne.

Mózg jako miara jakości życia

Ostatecznie zdrowie mózgu nie jest wyłącznie kategorią medyczną, lecz fundamentem ludzkiego doświadczenia i jakości życia. Jak podkreśla prof. Piotr Gałecki, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii, „mózg waży zaledwie półtora kilograma, a mieści całe ludzkie życie (…) pamięć, nadzieję, ale także choroby i cierpienie”, co pokazuje, jak głęboko kwestie biologiczne splatają się z tym, co najbardziej ludzkie.

Z tej perspektywy – jak zaznacza – odpowiedzialność za zdrowie mózgu wykracza poza system ochrony zdrowia, bo „troska o mózg nie zaczyna się w gabinecie lekarskim. Zaczyna się w rodzinie, w szkole, w relacjach społecznych”. W tym sensie zdrowie mózgu przestaje być wyłącznie elementem polityki zdrowotnej, a staje się jednym z podstawowych warunków jakości życia – zarówno jednostki, jak i całego społeczeństwa.

Artykuł opracowany na podstawie wypowiedzi ekspertów podczas debaty „Profilaktyka – Polityka Zdrowotna – Przyszłość Pokoleń”, zorganizowanej z okazji Europejskiego Dnia Mózgu przez Parlamentarny Zespół ds. Chorób Centralnego Układu Nerwowego oraz Parlamentarny Zespół ds. Chorób Cywilizacyjnych, 24 marca 2026 r., Sejm RP.

W Krakowie w Ogólnopolskim Dniu Walki z Depresją Szpital Kliniczny im. dr. Józefa Babińskiego przygotował szereg wydarzeń, które łączyły aktywność fizyczną z edukacją i wsparciem psychologicznym. Placówka zaprosiła mieszkańców do zimowego spaceru po zabytkowym parkowo-szpitalnym kompleksie w Kobierzynie, a także zorganizowała dwa webinary – jedno dedykowane rodzicom, opiekunom i nauczycielom, oraz drugie skierowane do lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej.
Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją corocznie przypada 23 lutego i jest okazją do otwartej rozmowy o chorobie, która przez lata była stygmatyzowana i często ignorowana. Depresja nie jest przejściowym obniżeniem nastroju, ale poważnym zaburzeniem psychicznym, które może znacząco obniżać zdolność do funkcjonowania w życiu zawodowym i społecznym. Statystyki wskazują, że zaburzenia nastroju dotykają znaczącej części populacji, a liczba osób korzystających z leków przeciwdepresyjnych i świadczeń psychiatrycznych systematycznie rośnie.

Spacer organizowany przez Szpital Babińskiego miał nie tylko charakter rekreacyjny, ale również symboliczny – przypominał, że zdrowie psychiczne jest nierozerwalnie związane z aktywnością fizyczną, kontaktem z naturą i budowaniem społecznych więzi. Podczas wydarzenia uczestnicy mogli porozmawiać z przedstawicielami placówki, wymienić się doświadczeniami i uzyskać informacje o dostępnych formach wsparcia.

Dwa specjalistyczne webinary rozszerzyły kontekst działań profilaktycznych. Spotkanie online dla rodziców, opiekunów i nauczycieli skupiało się na rozpoznawaniu objawów depresji u dzieci i młodzieży – grupy, w której problemy psychiczne często przebiegają w sposób ukryty, a ich wczesne sygnały bywają niezauważone lub błędnie interpretowane. Omówiono przyczyny, symptomy oraz strategie wsparcia i zapobiegania, podkreślając kluczową rolę dorosłych w otoczeniu najmłodszych.

Drugi webinar, skierowany do lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, położył nacisk na praktyczne aspekty postępowania z pacjentami zgłaszającymi objawy depresyjne. Wskazywał na znaczenie wczesnej diagnozy, monitorowania objawów oraz odpowiedniego kierowania do specjalistów. W kontekście pracy klinicznej lekarzy POZ, którzy często są pierwszym kontaktem pacjenta z systemem ochrony zdrowia, takie narzędzia edukacyjne są szczególnie cenne.

Działania szpitala wpisują się także w szersze regionalne inicjatywy na rzecz zdrowia psychicznego. W Małopolsce realizowany jest program „Ty decydujesz jak reagujesz”, który ma wzmacniać odporność psychiczną dzieci i młodzieży oraz zapobiegać agresji rówieśniczej. Program obejmuje warsztaty i webinary w szkołach oraz materiały edukacyjne dla rodzin i nauczycieli, co podkreśla długofalowe zaangażowanie lokalnych instytucji w przeciwdziałanie zaburzeniom nastroju.

Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją to nie tylko data w kalendarzu, ale platforma do działania. Inicjatywy takie jak spacer i webinary w Krakowie pokazują, że zdrowie psychiczne można i trzeba traktować kompleksowo – jako połączenie profilaktyki, edukacji, aktywności społecznej i profesjonalnej opieki medycznej.

Źródło: malopolska.pl

W momencie, gdy świat nauki coraz wyraźniej nazywa żywność ultraprzetworzoną jednym z głównych czynników współczesnego kryzysu zdrowia publicznego, w Polsce wciąż nie potrafimy jej nawet zdefiniować. Ta luka nie jest jedynie problemem terminologicznym. Przekłada się na brak realnych regulacji, rozproszenie odpowiedzialności między resortami i – w efekcie – na systemową bezradność wobec zjawiska, które dotyka już nie tylko jednostek, ale całych grup społecznych i kolejnych pokoleń.
Seria artykułów „Ultra-Processed Foods and Human Health”, opublikowana w 2025 roku na łamach The Lancet, nie pozostawia wątpliwości: żywność ultraprzetworzona nie jest neutralnym elementem współczesnej diety, lecz produktem systemu żywnościowego podporządkowanego maksymalizacji zysku, a nie zdrowiu populacji. Autorzy, analizując ponad sto długoterminowych badań, wskazują na jednoznaczny związek pomiędzy wysokim udziałem UPF w diecie a wzrostem ryzyka otyłości, cukrzycy typu 2, chorób sercowo-naczyniowych, depresji oraz przedwczesnej śmierci. W krajach wysokorozwiniętych produkty ultraprzetworzone dostarczają już ponad połowę energii spożywanej dziennie, a w grupach młodszych i mniej zamożnych – nawet do 80 procent.

Ten globalny kontekst coraz częściej przenika do polskiej debaty publicznej. Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. zdrowego stylu życia oraz przeciwdziałania nadwadze i otyłości wprost wskazywano, że Polska znajduje się w fazie bardzo szybkiej transformacji żywieniowej. Tania, masowo produkowana i intensywnie promowana żywność wypiera tradycyjne wzorce żywienia, a edukacja zdrowotna nie nadąża za skalą zmian. Jak padło z ust przewodniczącej zespołu Małgorzaty Niemczyk: „ta żywność wysoko przetworzona tak naprawdę dzisiaj jest killerem społeczności nie tylko naszych, wyrządza bardzo dużo szkód nie tylko zdrowotnych, ale również i gospodarczych”.

Jednocześnie to właśnie na poziomie państwa pojawia się zasadniczy problem: brak formalnej definicji żywności ultraprzetworzonej. Przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia otwarcie przyznają, że bez takiej definicji UPF podlega tym samym regulacjom co żywność tradycyjna, a działania resortu koncentrują się głównie na edukacji i podnoszeniu świadomości konsumentów. W praktyce oznacza to ograniczoną możliwość wprowadzania systemowych rozwiązań – od jednoznacznego znakowania produktów, przez regulacje marketingowe, po spójne narzędzia fiskalne.

Ten rozdźwięk był jednym z najmocniej wybrzmiewających wątków posiedzenia. Z jednej strony administracja publiczna wskazuje na brak podstaw prawnych do wyróżniania UPF, z drugiej – prowadzi prace nad nowelizacją tzw. rozporządzenia sklepikowego, które ma ograniczać dostęp dzieci do produktów o wysokiej zawartości cukru, soli i tłuszczu. W odpowiedzi na tę sprzeczność padło pytanie, które dobrze oddaje istotę problemu: jak skutecznie ograniczać coś, czego nie potrafimy nazwać?

Eksperci zdrowia publicznego podkreślali, że obecna strategia – oparta niemal wyłącznie na edukacji – nie wystarczy. Nawet najlepiej przygotowane kampanie informacyjne nie są w stanie konkurować z agresywnym marketingiem produktów ultraprzetworzonych, zwłaszcza tym skierowanym do dzieci i młodzieży. Wskazywano na influencerów, media społecznościowe i mechanizmy budowania mody na konkretne produkty, które działają szybciej i skuteczniej niż jakiekolwiek zalecenia żywieniowe. Jak zauważono, dzieci często wiedzą, że dany produkt jest „zły” lub „niezdrowy”, ale i tak po niego sięgają – bo jest popularny, rozpoznawalny i obecny w ich cyfrowym świecie.

W tym kontekście coraz częściej pojawia się porównanie do przemysłu tytoniowego. Autorzy publikacji w „The Lancet”, a także eksperci związani z World Health Organization, wskazują, że odpowiedzialność za skalę problemu nie może być przerzucana wyłącznie na konsumentów. UPF są produktem środowiska regulacyjnego, które przez lata pozwalało na intensywną promocję, brak przejrzystego znakowania i uprzywilejowanie interesów producentów. Bez ograniczenia marketingu, zwłaszcza wobec dzieci, oraz bez ochrony procesów decyzyjnych przed lobbingiem, zmiana wzorców żywieniowych pozostanie iluzją.

Podczas posiedzenia wielokrotnie powracał również temat opłaty cukrowej. Choć jest ona jednym z nielicznych narzędzi fiskalnych mających realny wpływ na wybory konsumenckie, jej kształt wciąż budzi kontrowersje. Przedstawiciele organizacji pacjenckich i eksperci żywieniowi wskazywali na brak spójnego stanowiska państwa oraz na potrzebę włączenia środowisk klinicznych i społecznych w proces konsultacji. Bez tego – jak argumentowano – opłata pozostanie instrumentem fiskalnym, a nie elementem polityki zdrowotnej.

Jeszcze bardziej niepokojący obraz wyłania się z dyskusji o edukacji. Choć wszyscy uczestnicy zgadzali się co do jej znaczenia, coraz wyraźniej wybrzmiewał argument, że mówienie o zdrowym stylu życia nie idzie w parze z realnymi zmianami w instytucjach publicznych. Szkoły, szpitale, stołówki, kolonie i wydarzenia finansowane ze środków publicznych wciąż często reprodukują te same niekorzystne wzorce żywieniowe. Dzieci uczą się nie tyle z programów nauczania, ile z tego, co faktycznie znajduje się na stołach i w sklepikach.

Wypowiedzi ekspertów akademickich i klinicznych układały się w spójną diagnozę: brak strategii, brak koordynacji i brak sprawczości. Dokumenty i rekomendacje – w tym gotowe strategie redukcji otyłości – od lat pozostają na biurkach resortów, podczas gdy koszty zdrowotne i ekonomiczne nadwagi i otyłości rosną. Padały konkretne liczby: miliardy złotych wydawane na leczenie powikłań choroby otyłościowej i jednoczesny brak relatywnie niewielkich środków na długofalowe programy profilaktyczne.

W tle tej debaty wybrzmiewa pytanie zasadnicze: czy państwo nadal widzi swoją rolę jako aktywnego regulatora rynku żywności, czy ogranicza się do roli obserwatora i edukatora? Brak definicji żywności ultraprzetworzonej nie jest neutralny – to decyzja, która realnie kształtuje politykę zdrowotną. Dopóki UPF pozostają „niewidzialne” w systemie prawnym, dopóty trudno oczekiwać, że uda się zahamować epidemię chorób dietozależnych.

Posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. zdrowego stylu życia nie przyniosło gotowych rozwiązań. Przyniosło jednak coś równie istotnego: wyraźne potwierdzenie, że problem został już nazwany na poziomie eksperckim i społecznym. Dziś nie chodzi o kolejne analizy, lecz o decyzję, czy zdrowie publiczne stanie się realnym priorytetem polityki państwa – także wtedy, gdy oznacza to konflikt z silnymi interesami rynku.

Źródła:
zapis posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. zdrowego stylu życia oraz przeciwdziałania nadwadze i otyłości
www.thelancet.com
Dla wielu dzieci i nastolatków częste potykanie się, niepewny chód czy trudności z koordynacją ruchową bywają tłumaczone brakiem sprawności, „okresem dojrzewania” albo zwykłą niezdarnością. Tymczasem takie objawy – zwłaszcza gdy stopniowo się nasilają – mogą być pierwszym sygnałem rzadkiej choroby genetycznej: ataksji Friedreicha.
Szacuje się, że w Polsce żyje z nią około 150 osób. Choroba najczęściej ujawnia się między 8. a 15. rokiem życia i postępuje powoli, przez co przez długi czas pozostaje nierozpoznana.

„Dziś wiem, że to nie była niezdarność”

Ataksja Friedreicha to choroba neurodegeneracyjna, która uszkadza układ nerwowy odpowiedzialny za koordynację ruchów, równowagę i mowę. Jej pierwsze objawy są niespecyficzne i łatwe do przeoczenia – zarówno przez rodziców, nauczycieli, jak i samych pacjentów.
„Na początku pojawiły się niewielkie zaburzenia równowagi, które postępowały. Z czasem chód stawał się coraz bardziej chwiejny (tzw. chód pijanego marynarza), niezdarny, pojawiły się problemy z pisaniem. Pisałam jak kura pazurem, tak że nie dało się rozczytać. Dziś wiem, że to nie była »niezdarność«, tylko choroba, o której wtedy nic nie wiedziałam” – opowiada Beata, dziś 32-letnia pacjentka, u której ataksję Friedreicha rozpoznano dopiero w wieku 25 lat.
Podobną drogę przeszła Lidia Nowicka-Comber, prezeska Fundacji na rzecz pacjentów z ataksją Friedreicha i mama 16-letniego Franciszka, u którego chorobę zdiagnozowano, gdy miał dziewięć lat.
„Pierwsze sygnały pojawiły się, gdy Franek miał sześć lat. Na lekcjach WF-u nauczyciele zwracali uwagę, że syn często traci równowagę. W domu widzieliśmy, że gorzej radzi sobie z jazdą na rowerze czy grą w piłkę. Nazwanie problemu nie było łatwe, ponieważ wcześniej nie słyszeliśmy o takiej chorobie” – wspomina.

Objawy, które powinny wzbudzić czujność

Ataksja Friedreicha nie przebiega u wszystkich pacjentów tak samo. Objawy mogą pojawiać się stopniowo, narastać latami i obejmować różne układy organizmu. Właśnie dlatego choroba bywa rozpoznawana późno.
Do sygnałów, na które warto zwrócić uwagę, należą m.in.:
Nie wszystkie objawy muszą występować jednocześnie, a ich nasilenie może się zmieniać w czasie – co dodatkowo utrudnia szybką diagnozę.

Dlaczego czas ma znaczenie

Choć ataksja Friedreicha jest chorobą postępującą, wczesne rozpoznanie ma ogromne znaczenie. Pozwala szybciej wdrożyć leczenie modyfikujące przebieg choroby oraz kompleksową opiekę, która może spowolnić jej rozwój i na dłużej zachować sprawność pacjenta.
Postępowanie terapeutyczne obejmuje zwykle leczenie farmakologiczne, intensywną rehabilitację, fizjoterapię, terapię zajęciową oraz wsparcie psychologiczne – zarówno dla chorego, jak i jego bliskich. Odpowiednio dobrana opieka może realnie poprawić jakość życia i pomóc w zachowaniu samodzielności.
Eksperci podkreślają, że pierwszym krokiem może być nawet prosta samoocena objawów. Na stronie www.ataksjafriedreicha.pl dostępny jest krótki kwestionariusz, który – choć nie zastępuje konsultacji lekarskiej – może pomóc podjąć decyzję o dalszej diagnostyce.

Edukacja przez doświadczenie

Z myślą o zwiększaniu świadomości społecznej powstała kampania edukacyjna „Challenge Your Balance”, skierowana przede wszystkim do młodych ludzi i ich rodzin. Jej celem jest pokazanie, że problemy z równowagą i koordynacją mogą być objawem poważnej choroby, a nie tylko „gorszej sprawności”.
Kampania prowadzona jest głównie w mediach społecznościowych – na TikToku, Instagramie i Facebooku. Jednym z jej elementów jest filtr na TikToku, który symuluje zaburzenia równowagi: obraz zaczyna się chwiać, a wykonanie prostych czynności staje się trudne. To próba pokazania, z czym na co dzień mierzą się osoby z ataksją Friedreicha.
Kampanię „Challenge Your Balance” zainicjowała firma Biogen. Więcej informacji, w tym materiały edukacyjne i narzędzia wspierające wczesne rozpoznanie choroby, dostępne są na stronie www.ataksjafriedreicha.pl.

Źródło: Biuro prasowe kampanii „Challenge Your Balance”
Po raz pierwszy w Polsce działania na rzecz zapobiegania zachowaniom samobójczym zostały ujęte w spójny, ogólnokrajowy program obejmujący edukację, prewencję, współpracę międzyresortową i wsparcie dla osób w kryzysie. Jak podkreślają eksperci, dobiegający końca Krajowy Program Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym nie tylko spełnił pokładane w nim nadzieje, ale stał się fundamentem dalszych działań – dlatego decyzją rządu został przedłużony do 2026 roku.
Wnioski te płyną z konferencji poświęconej podsumowaniu programu, zorganizowanej przez Biuro ds. Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym.

Od rozproszonych inicjatyw do systemu

Jednym z najczęściej podkreślanych osiągnięć programu jest stworzenie spójnego modelu działań, który zastąpił wcześniejsze, punktowe i nieskoordynowane inicjatywy.
– „Po raz pierwszy możemy mówić, że w Polsce mamy tak kompleksowy, wielowymiarowy program zapobiegania zachowaniom samobójczym. We wcześniejszych latach podejmowano różne działania, ale one były bardzo rozproszone” – podkreślała Anna Gil, kierownik Biura ds. Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym.
Jak zaznaczyła, obecne podsumowanie zamyka jeden etap, ale jednocześnie otwiera kolejny – związany z kontynuacją działań w ramach przedłużonego Narodowego Programu Zdrowia.
– „Spotkanie ma szczególny charakter, ponieważ zamyka ważny etap prac, ale jednocześnie otwiera kolejny, równie istotny dla bezpieczeństwa i zdrowia psychicznego Polek i Polaków, ponieważ Narodowy Program Zdrowia, który pierwotnie był zaplanowany na pięć lat, został decyzją rządu wydłużony do roku 2026” – mówiła Anna Gil.

Szkoła jako kluczowe miejsce wczesnej interwencji

Eksperci są zgodni, że szkoła – obok rodziny – pozostaje jednym z najważniejszych miejsc wczesnego rozpoznawania kryzysu psychicznego u dzieci i młodzieży. To tam nauczyciele i specjaliści szkolni najczęściej jako pierwsi dostrzegają sygnały ostrzegawcze.
– „41 tysięcy nauczycieli i nauczycieli specjalistów w ramach tego programu zostało w tym roku przeszkolonych ze standardów zachowania wobec samobójstwa, które w grudniu zeszłego roku trafiły do szkół” – poinformowała Paulina Piechna-Więckiewicz, wiceministra edukacji.
Równolegle podkreślano znaczenie współpracy międzyresortowej. Do działań – obok Ministerstwa Zdrowia – włączyły się m.in. Ministerstwo Edukacji Narodowej oraz MSWiA.
– „Istotą też jest to, że w te działania oprócz Ministerstwa Zdrowia włączyły się pozostałe resorty: Ministerstwo Edukacji Narodowej, MSWiA” – zaznaczyła Katarzyna Kęcka, wiceministra zdrowia.
Łącznie w ramach programu przeszkolono ponad 50 tysięcy osób z różnych grup zawodowych: nauczycieli, pedagogów specjalnych, pracowników socjalnych, duchownych, kuratorów sądowych, dziennikarzy oraz przedstawicieli służb mundurowych.

Pierwsze sygnały poprawy w danych

Choć eksperci podkreślają, że ocena skuteczności działań profilaktycznych wymaga czasu, dostępne dane zaczynają wskazywać na pozytywne trendy.
– „Mamy dane za 11 miesięcy bieżącego roku, które, wydaje się, wskazują na pewne światełko w tunelu, które pokazuje, że mamy mniej samobójstw niż w 2024 roku. W zeszłym roku po raz pierwszy od kilkunastu lat liczba samobójstw spadła poniżej 5 tysięcy w ciągu roku” – zwrócił uwagę insp. Robert Kumor, dyrektor Biura Prewencji Komendy Głównej Policji.
Jak podkreślił, wzrost świadomości społecznej – dotyczący rozpoznawania sygnałów kryzysu i wiedzy, gdzie szukać pomocy – może mieć realne przełożenie na te statystyki.

Młodzi mówią o kryzysie, nawet gdy dorośli milczą

Istotnym elementem konferencji były również wyniki badań Fundacji Dbam o Mój Z@sięg, przeprowadzonych wśród 1818 uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych. Pokazują one, że młodzi ludzie rozmawiają o kryzysach psychicznych częściej, niż często zakładają dorośli.
Ponad 40 proc. nastolatków deklarowało, że rozmawiało o myślach samobójczych lub próbie samobójczej kolegi lub koleżanki. W starszych klasach ponad 55 proc. badanych próbowało realnie wesprzeć rówieśnika w kryzysie.
Jednocześnie badanie ujawniło skalę problemu treści suicydalnych w środowisku cyfrowym. Aż 39 proc. uczniów klas siódmych szkół podstawowych oraz 55 proc. uczniów klas trzecich szkół ponadpodstawowych przyznało, że takie treści wyświetlają im się w internecie – mimo że zdecydowana większość deklaruje, iż sama ich nie wyszukuje.
– „Przerażający jest fakt, że te treści suicydalne związane z samookaleczeniami i zachowaniami samobójczymi, wyświetlają się, nawet jak dzieci ich nie szukają” – wskazywała dr Halszka Witkowska, wiceprezes Stowarzyszenia Polskie Towarzystwo Suicydologiczne.
Zdaniem ekspertki bezpieczeństwo cyfrowe dzieci i młodzieży musi stać się jednym z kluczowych obszarów dalszego rozwoju programu.

Program, który ma być rozwijany, a nie zamykany

Podsumowując dotychczasowe działania, dr Halszka Witkowska podkreśliła, że Krajowy Program Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym nie jest projektem „jednorazowym”, lecz procesem, który powinien ewoluować wraz z nowymi wyzwaniami.
– „Ten raport może pokazywać nam nowe kierunki, w których powinniśmy rozwijać Krajowy Program Zapobiegania Samobójstwom. Dzięki programowi możemy dotrzeć do ludzi z pierwszą pomocą emocjonalną, z informacją, gdzie uzyskać tę pomoc i przede wszystkim z tym przesłaniem, że samobójstwom można zapobiegać” – podsumowała.

Z raportem można zapoznać się tutaj: https://zwjr.pl/artykuly/raport-dobre-zle-wiadomosci-zycie-online-offline

Źródło: PAP MediaRoom / raport Fundacji Dbam o Mój Z@sięg

Szpital Dziecięcy im. św. Ludwika w Krakowie rozpoczął prace nad nowatorskim projektem: utworzeniem Małopolskiego Centrum Psychiatrii i Leczenia Uzależnień od Nowych Technologii Cyfrowych, które ma stać się kluczowym ośrodkiem wsparcia dla dzieci i młodzieży w regionie.
Rosnąca liczba dzieci i młodzieży wymagających specjalistycznej opieki psychiatrycznej to jedno z najpoważniejszych wyzwań zdrowia publicznego w Polsce. Co roku przybywa pacjentów zmagających się z depresją, lękiem, zaburzeniami odżywiania czy uzależnieniami behawioralnymi. Szczególnie niepokojący jest fakt, że coraz młodsze osoby doświadczają kryzysów emocjonalnych, nierzadko związanych z nadmiernym korzystaniem z internetu, gier komputerowych czy mediów społecznościowych. W tym kontekście budowa Małopolskiego Centrum Psychiatrii i Leczenia Uzależnień od Nowych Technologii Cyfrowych to inwestycja o strategicznym znaczeniu – zarówno dla Krakowa, jak i dla całego regionu.

Placówka nabyła teren o powierzchni ponad 35 arów, zlokalizowany przy ul. Kopernika 36 i Strzeleckiej 7 – tuż obok swojej obecnej siedziby, co w przyszłości umożliwi integrację funkcji leczniczych i administracyjnych.

Jak informuje dyrektor szpitala, Stanisław Stępniewski, nowy kompleks będzie obejmować:

W oświadczeniu podkreślono, że co trzeci pacjent do 14. roku życia w starej placówce trafia bezpośrednio po próbie samobójczej, a rosnąca liczba młodych osób z problemami psychicznymi często ma związek z nadmiernym korzystaniem z internetu oraz technologii. Centrum wpisuje się w szeroki plan transformacji systemu ochrony zdrowia, koncentrując się na zapewnieniu szybkiego i skutecznego wsparcia psychiatrycznego.
Gmina Małopolska zaangażowała się aktywnie w finansowanie inwestycji, poprzez zakup nieruchomości, który kosztował ponad 24 miliony złotych i został sfinansowany z budżetu województwa na lata 2024–2029.

Kolejnym krokiem będzie zapewnienie finansowania budowy i przygotowanie niezbędnej dokumentacji projektowej. Finalizacja całego przedsięwzięcia planowana jest na 2029 rok.

Nowe centrum nie jest jedynie kolejną jednostką medyczną. To odpowiedź na dramatyczne potrzeby młodych pacjentów i ich rodzin, którzy dotychczas często trafiali po pomoc zbyt późno, w stanach zagrażających życiu. Stworzenie wyspecjalizowanej placówki, która połączy diagnostykę, terapię stacjonarną i środowiskową oraz nowoczesne programy leczenia uzależnień cyfrowych, może realnie zmienić system opieki psychiatrycznej w Małopolsce. Inwestycja ta to także jasny sygnał, że zdrowie psychiczne najmłodszych przestaje być tematem tabu i staje się priorytetem – tak samo istotnym, jak leczenie chorób somatycznych.

Źródło: Szpital Dziecięcy im. św. Ludwika w Krakowie

Pod przewodnictwem Polski zakończyły się prace Rady EPSCO (ds. Zatrudnienia, Polityki Społecznej, Zdrowia i Ochrony Konsumentów) w części poświęconej zdrowiu. Spotkanie, które odbyło się 20 czerwca 2025 r. w Luksemburgu, było jednym z najważniejszych wydarzeń polskiej prezydencji w Radzie UE w obszarze zdrowia. Obradom przewodniczyła minister zdrowia Izabela Leszczyna, a w dyskusji wzięli również udział wiceministrowie Katarzyna Kacperczyk i Marek Kos. W centrum uwagi znalazły się cztery strategiczne tematy: akt o lekach krytycznych, pakiet farmaceutyczny, zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży w erze cyfrowej oraz profilaktyka zdrowotna.
Bezpieczeństwo lekowe i pakiet farmaceutyczny – wspólny interes Europy

Minister Izabela Leszczyna podkreśliła, że niedobory leków to problem, który dotyka wszystkie kraje europejskie, niezależnie od wielkości gospodarki:
„Niedobory leków dotykają nas bez względu na wielkość gospodarki i położenie geograficzne. Dlatego z satysfakcją przyjmujemy szerokie poparcie dla aktu o lekach krytycznych. To z pewnością ważny krok w kierunku wzmocnienia europejskiego przemysłu farmaceutycznego, a co za tym idzie – bezpieczeństwa pacjentów.”

Jednym z sukcesów polskiej prezydencji było zakończenie trwających niemal dwa lata negocjacji nad unijnym pakietem farmaceutycznym. To pierwsza od dwóch dekad rewizja unijnego prawa w tym obszarze. Jak zaznaczyła minister Leszczyna:
„Mandat, który przyjęliśmy, odpowiada na wyzwania i potrzeby zidentyfikowane w ostatnich latach. Wprowadza szereg bardzo dobrych rozwiązań, które pozwolą nam wzmocnić stabilność i odporność naszych systemów ochrony zdrowia i zapewnić pacjentom w całej Unii Europejskiej sprawiedliwy dostęp do skutecznych, bezpiecznych i dostępnych cenowo leków, niezależnie od miejsca zamieszkania.”
Zdrowie psychiczne młodego pokolenia: głos młodzieży w centrum debaty

Podczas spotkania Rada przyjęła również konkluzje w sprawie zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży w erze cyfrowej. Dokument – opracowany przy współudziale młodych ludzi – ma być odpowiedzią na rosnące wyzwania związane z wpływem świata cyfrowego na dobrostan psychiczny najmłodszych Europejczyków.

„To wyjątkowy i potrzebny dokument, który opracowaliśmy wspólnie. Do jego współtworzenia zaprosiliśmy młodych ludzi, którzy dziś uczą się, dorastają, kształtują swoją tożsamość, a za kilkanaście lat to oni będą budować Unię Europejską i rozwijać nasze kraje. Dlatego ich dobrostan jest dla nas wszystkich tak ważny” – podkreśliła minister Leszczyna.

Zaznaczyła także:
„Odpowiedzialność za stworzenie bezpiecznego środowiska cyfrowego spoczywa na nas – dorosłych, decydentach, specjalistach oraz nauczycielach i rodzicach. Musimy zrozumieć potrzeby dzieci i młodzieży i wspólnie szukać rozwiązań. Bardzo ważny jest dostęp do wsparcia psychologicznego i pomocy psychiatrycznej, ale najważniejsza jest profilaktyka i zapewnienie młodym ludziom odpowiedniego środowiska do dorastania.”

W konkluzjach znalazły się konkretne zalecenia: edukacja w szkołach, ułatwiony dostęp do specjalistów zdrowia psychicznego oraz kampanie informacyjne dla rodziców i nauczycieli.
Inne obszary podjęte podczas spotkania

W trakcie posiedzenia omówiono również:
Wszystkie te tematy wpisują się w szerszą strategię budowania odpornego, zrównoważonego i nowoczesnego systemu zdrowia w Europie – zorientowanego na potrzeby pacjenta, bezpieczeństwo lekowe oraz zdrowie psychiczne społeczeństw.

Źródło: Ministerstwo Zdrowia Fot. Ministerstwo Zdrowia
Czy dziś, w Dzień Dziecka, potrafilibyśmy sobie wyobrazić, że zamiast prezentu dajemy dziecku… przyszłość? Tę zawodową? Najnowsze badanie instytutu SW Research pokazuje, że polscy rodzice w swoich marzeniach o przyszłości dzieci coraz częściej kierują się nie tylko prestiżem, ale i stabilnością, bezpieczeństwem oraz zarobkami. Wnioski są zaskakujące: zawody uznawane społecznie za najbardziej szanowane – nie zawsze wygrywają, a romantyczne wizje bohaterstwa często przegrywają z kalkulacją.
Nie strażak, nie pilot, a lekarz – to zawód marzeń polskich rodziców dla ich dzieci. Okazuje się jednak, że prestiż społeczny to za mało – liczy się też stabilność finansowa i poczucie bezpieczeństwa, wynika z najnowszego badania instytutu badawczego SW Research.
 
Kariera zamiast prezentów?

Dzień Dziecka kojarzy się przede wszystkim z przyjemnościami, prezentami i mile spędzonym czasem w gronie najbliższych. Na ogół wszyscy – zarówno dzieci, jak i rodzice, starają się wtedy żyć chwilą, a dylematy dotyczące bliższej lub dalszej przyszłości odkładają na inny dzień. A gdyby nieco puścić wodze fantazji i zapytać rodziców, co by zrobili, gdyby mogli sprezentować swoim dzieciom przyszłość, albo bardziej konkretnie – wybrać dla nich wymarzony zawód? Czym by się wówczas kierowali? Czy na pierwszym miejscu stawialiby dobre zarobki, prestiż, pożytek publiczny, a może po prostu szczęście swoich pociech? W projekcie badawczym „Ranking Zawodów i Specjalności”[1], oprócz cyklicznego pomiaru poważania dla różnych profesji, w tym roku instytut badawczy SW Research dał możliwość wskazania trzech najbardziej preferowanych zawodów dla swoich aktualnych lub przyszłych synów i córek.
 
Bezpieczeństwo kontra powołanie

Jak pokazują dane z badania, Polacy nie kierują się wyłącznie prestiżem społecznym przy wyborze wymarzonych zawodów dla swoich dzieci. Na podstawie deklarowanej hierarchii można wnioskować, że w grę wchodzą również takie czynniki jak bezpieczeństwo pracy, oczekiwane zarobki, a także własne doświadczenia i wartości.
Gdyby zamiast zabawki na Dzień Dziecka rodzice mogli podarować swoim dzieciom idealną przyszłość – najczęściej wręczyliby im stetoskop. Zarówno w przypadku synów, jak i córek, pierwsze miejsce  w rankingu preferencji rodziców zajmuje zawód lekarza. Co ciekawe – choć profesja ta jest uznawana za bardzo prestiżową (5. miejsce w rankingu poważania zawodów), to w pierwszej piątce znalazła się ona jako jedyna spośród pięciu najwyżej ocenianych zawodów pod względem społecznego prestiżu. W ścisłej czołówce zabrakło strażaka, ratownika medycznego, pilota samolotu pasażerskiego czy pielęgniarki.
Warto zauważyć, że wysokie miejsca zajęli również informatycy i programiści, adwokaci, a także przedsiębiorcy i dyrektorzy dużych firm – mimo że nie są to zawody powszechnie uznawane za najbardziej poważane w ogólnym rankingu. Przykładowo, informatyk znalazł się tam dopiero na 19. miejscu, a przedsiębiorca – na 28.

W badaniu udało się również uchwycić kilka ciekawych różnic o charakterze demograficznym, np.:
 
Mamy tutaj kilka wątków. Po pierwsze, niezależnie od płci dziecka, powtarzają się te same profesje – co może świadczyć o zacieraniu się różnic płciowych w oczekiwaniach zawodowych.  Po drugie, specjalizacje uważane za niebezpieczne lub wymagające nadzwyczajnej odpowiedzialności za ludzkie życie – jak strażak, ratownik medyczny czy pilot – mimo wysokiego prestiżu społecznego, są rzadziej wybierane jako wymarzone dla dzieci. Widać wyraźnie, że rodzice stawiają raczej na stabilność i bezpieczeństwo niż romantyczne wizje heroizmu. Wreszcie, widać także istotną różnicę między wyobrażeniem społecznym a realnymi wyborami. Przykładowo, przedsiębiorca czy dyrektor nie cieszą się wysokim prestiżem, ale są wysoko w rankingu rodzicielskich marzeń – co może wskazywać na rosnące uznanie dla samodzielności, zaradności i sukcesu ekonomicznego. – komentuje Piotr Zimolzak, wiceprezes SW Research
 
Zawody z końca listy – niskie poważanie i niskie zainteresowanie

Na samym dole rankingu zawodów, które rodzice wybraliby dla swoich dzieci, znajdują głównie przedstawiciele kategorii pracowników fizycznych lub rzemieślniczych, np. kelnerzy, szewcy, pracownicy sprzątający, górnicy czy operatorzy call-center. Większość z tych zawodów zajmuje również dalekie pozycje w rankingu poważania, ale jest kilka wyjątków. Najbardziej wyraźny dysonans dotyczy zawodu górnika – mimo, że od lat wymieniany w pierwszej dziesiątce najbardziej poważanych zawodów, zalicza się do najmniej pożądanych profesji dla swojego dziecka. Podobnie jest z zawodem szewca – z jednej strony zanikający charakter tego rzemiosła może wpływać na jego wyjątkowość, a nawet ekskluzywność, z drugiej zaś – może kojarzyć się z mało perspektywicznym i słabo płatnym wyborem.  
Wśród najmniej pożądanych zawodów znajdziemy również powtarzające się profesje, wspólne dla obu płci. W przypadku dziewczynek dodatkową rolę odrywa męski pierwiastek niektórych zawodów, zakorzeniony od pokoleń w naszej kulturze (np. kierowca TIR-a, taksówkarz, szewc) albo wyraźnie fizyczny charakter pracy (np. robotnik budowlany).  Warto też zauważyć inną różnicę w stosunku do ogólnego rankingu poważania. Niezależnie od płci dziecka końcówkę tabeli opuściły specjalizacje związane z polityką – mimo bardzo niskiej pozycji w rankingu społecznego prestiżu, nie wszyscy rodzice byliby przeciwni, aby ich dzieci wybrały właśnie tę ścieżkę kariery.
 
Bez wątpienia ranking i ostatnie zmiany pokazują jak Polacy oceniają zawody pod względem użyteczności i zaspakajania rzeczywistych potrzeb. Czołówka rankingu to nasze bezpieczeństwo i zdrowie, tak w skrócie podsumowałbym najlepsze oceny w rankingu. Drugi obszar wysokiego prestiżu zawodowego to ochrona zdrowia. Co ciekawe, mimo, że powszechnie narzekamy na stan ochrony zdrowia, to zawody medyczne i ich przedstawicieli powszechnie szanujemy.
Niemiłym zaskoczeniem jest spadek uznania dla przedsiębiorcy czy dyrektora dużej firmy. Może to oznaczać, że stosunek Polaków do przedsiębiorczości znacznie się pogorszył i trzeba nad tym pracować, również w obszarze edukacji młodych ludzi. Bez przedsiębiorczości i tworzenia dobrego klimatu wokół biznesu trudno będzie pobudzać wzrost gospodarczy, tak istotny dla przyszłych pokoleń.
W tym kontekście, interesujące jest skonfrontowanie rankingu z pytaniem, który z zawodów wybrał(a)byś dla swojego dziecka. Te odpowiedzi bardziej odnoszą się, że rzeczywistej oceny zawodu i jego potencjału. Mimo, że niezmiennie królują lekarze i informatycy, bardziej doceniani są przedsiębiorcy, dyrektorzy, czy adwokaci. Cieszy mnie wysoka wciąż pozycja profesora uniwersytetu! – dodaje badacz rynku pracy i stosunków pracy,  prof. dr hab. Jacek Męcina z Uniwersytetu Warszawskiego
 
 
Nota metodologiczna:
Badanie przeprowadzono w dniach 22-23.04.24 techniką CAWI przez instytut badawczy SW Research na reprezentatywnej próbie 1000 Polaków w wieku 16-80 lat.
 
[1] Pełne zestawienie zawodów w rankingu: https://swresearch.pl/ranking-zawodow
Ruszyła druga edycja programu Wspierająca Szkoła, którego celem jest przeciwdziałanie kryzysom psychicznym wśród dzieci i młodzieży oraz wspieranie szkół w tworzeniu bezpiecznego środowiska edukacyjnego. Dzięki dofinansowaniu Ministerstwa Edukacji Narodowej zasięg działań znacznie się zwiększył, a do inicjatywy dołączyło aż 55 szkół z całej Polski. Publikujemy najważniejsze informacje o programie oraz planowanych aktywnościach dostępnych także dla rodziców, nauczycieli i opiekunów spoza objętych szkół.
W marcu br. Fundacja Adamed, we współpracy z serwisem Życie Warte Jest Rozmowy, zainaugurowała kolejną edycję programu Wspierająca Szkoła – pierwszego w Polsce kompleksowego programu poświęconego zapobieganiu zachowaniom samobójczym wśród dzieci i młodzieży. Tegoroczna odsłona inicjatywy zyskała wsparcie Ministerstwa Edukacji Narodowej, które przyznało jej dofinansowanie w ramach otwartego konkursu ofert na realizację w latach 2024 i 2025 zadania z zakresu zdrowia publicznego pt. „Zobacz emocje – realizacja projektów i programów edukacyjnych, wychowawczych, interwencyjnych oraz profilaktycznych opartych na podstawach naukowych, w tym programów profilaktyki uniwersalnej, wskazującej i selektywnej”. Dzięki temu liczba placówek biorących udział w projekcie została zwiększona ponad dwukrotnie wobec roku poprzedniego, a przebieg programu został wzbogacony o nowe elementy, takie jak cykl otwartych webinarów dla pracowników szkół oraz drukowane materiały edukacyjne, w tym plakaty z zasadami wsparcia rówieśniczego. Szacuje się, że w zajęciach dydaktycznych prowadzonych w 2025 r. w ramach II edycji programu Wspierająca Szkoła weźmie udział co najmniej 3 500 dorosłych osób.

– Program Wspierająca Szkoła stworzyliśmy w odpowiedzi na realną potrzebę, jaką obecnie jest wsparcie dzieci i młodzieży w obliczu wyzwań emocjonalnych z którymi mierzą się w codziennym życiu. Współczesne szkoły stoją przed zadaniem nie tylko nauczania, ale także rozpoznawania i reagowania na kryzysy psychiczne, które dotykają coraz większą liczbę uczniów i uczennic. Dzięki temu, że Ministerstwo Edukacji Narodowej doceniło i objęło nasz projekt wsparciem, możemy rozszerzyć działania i dotrzeć do większej liczby uczniów, nauczycieli, rodziców i opiekunów, którzy mogą skorzystać z narzędzi i wiedzy z zakresu zapobiegania kryzysom emocjonalnym i zachowaniom samobójczym wśród najmłodszych – mówi Katarzyna Dubno, Członkini Zarządu Fundacji Adamed.

Pierwszy tak kompleksowy program w Polsce

Głównym założeniem programu Wspierająca Szkoła Fundacji Adamed jest przekazywanie wiedzy niezbędnej do niesienia pomocy dzieciom i młodzieży w kryzysie psychicznym. Cel ten jest realizowany poprzez organizację szkoleń i konsultacji o tej tematyce, profesjonalne wsparcie kadry pedagogicznej w stworzeniu procedury kryzysowej i powołaniu zespołu kryzysowego w szkole oraz udostępnianie materiałów edukacyjnych opracowanych przez ekspertów z dziedziny suicydologii. Każda placówka, która skorzysta z całego pakietu świadczeń, otrzymuje certyfikat Wspierająca Szkoła, stanowiący potwierdzenie jej zaangażowania w tworzenie bezpiecznego i wspierającego środowiska dla uczniów.

 – Najnowsze statystyki wskazują, że w 2024 r. aż 2054 dzieci i nastolatków do 19. roku życia podjęło próbę samobójczą. Niestety doszło też do 127 samobójstw. Obecnie szacuje się, że Polsce na depresję cierpi 2 proc. dzieci w wieku 6–12 lat i aż 20 proc. w grupie młodzieńczej. To pokazuje, z jak ogromnym problemem się mierzymy. Warto podkreślić, że depresja i inne problemy emocjonalne wśród młodych ludzi często pozostają niezauważone, co prowadzi do tragicznych konsekwencji. Właśnie dlatego programy takie jak Wspierająca Szkoła są niezbędne, by zwiększyć świadomość na temat problemów psychicznych w szkołach, edukować nauczycieli, rodziców i opiekunów oraz zapewniać młodzieży odpowiednie wsparcie – wyjaśnia dr Halszka Witkowska, pomysłodawczyni i koordynatorka serwisu Życie Warte Jest Rozmowy, współorganizatora programu Wspierająca Szkoła.

Ogólnodostępne działania edukacyjne

– W obliczu rosnącej liczby kryzysów emocjonalnych wśród dzieci i młodzieży, uważamy, że edukacja w zakresie rozpoznawania objawów depresji, wsparcia psychicznego i skutecznej pomocy jest absolutnie kluczowa. Naszym celem jest nie tylko reagowanie na istniejące problemy, ale przede wszystkim zapobieganie ich eskalacji. Dlatego działamy dwutorowo. Po pierwsze obejmując szerokim programem szkoleń i procedur kryzysowych konkretne szkoły, które po jego ukończeniu otrzymują certyfikat Wspierająca Szkoła oraz organizując otwarte, dostępne bez ograniczeń, bezpłatne webinary zarówno dla opiekunów, jak i pracowników placówek edukacyjnych nieobjętych programem – mówi Agnieszka Rejer-Mellin, Koordynatorka Fundacji Adamed.

Wspierająca Szkoła to nie tylko działania podejmowane na rzecz zakwalifikowanych szkół – to również aktywności, które są skierowane do szerokiego grona odbiorców. To cykl otwartych webinarów pod hasłem „Pierwsza pomoc rodzicielska: jak rozpoznać kryzys emocjonalny u dziecka i nastolatka i jak zareagować?”, które są zaadresowane do wszystkich rodziców, opiekunów oraz bliskich młodych osób w kryzysie.
W 2025 r. działania w ramach programu zostały rozszerzone o nowy cykl otwartych spotkań online, tym razem przeznaczonych dla pracowników szkół. Podczas szkoleń pt. „Pierwsza pomoc emocjonalna: jak rozpoznać kryzys samobójczy u ucznia i jak powołać zespół kryzysowy w szkole?” uczestnicy dowiadują się, po czym rozpoznać kryzys emocjonalny u młodej osoby, a także jak wpływa on na jej szkolne funkcjonowanie.

Webinary poświęcone są pierwszej pomocy emocjonalnej, czyli temu, co każdy z nas może zrobić dla dziecka lub nastolatka znajdującego się w trudnym momencie życiowym. Ich uczestnicy poznają zasadę 4 x Z, czyli efektywnego i wspierającego sposobu reagowania w sytuacji zauważenia kryzysu emocjonalnego u młodej osoby. Omówiona zostaje także rola i zasady powoływania zespołu kryzysowego w szkole oraz schemat jego działania. Dzięki temu osoby biorące udział w spotkaniach zdobędą kompetencje niezbędne do skutecznego reagowania w sytuacjach kryzysowych w środowisku szkolnym.

Dodatkowo zakres działań edukacyjnych w ramach programu stopniowo rozszerzany będzie o treści dotyczące zjawiska uzależnień u młodych osób. Pełny harmonogram tegorocznych spotkań dostępny jest na stronie internetowej programu https://wspierajacaszkola.pl/. Znajdują się tam również ogólnodostępne materiały edukacyjne oraz na bieżąco aktualizowana baza miejsc oferujących pomoc.

Wcześniejsze edycje programu

Z końcem 2024 roku zakończona została I pełna edycja programu, którą z sukcesem ukończyło 26 szkół w całej Polsce. Dotychczas w ramach pilotażu oraz I edycji działaniami objęte zostały 30 placówki edukacyjne. Każda ze szkół biorących udział w programie uzyskała dostęp do 4 szkoleń dla nauczycieli i pracowników, webinaru dla rodziców, a także indywidualnych konsultacji z suicydologiem. Oprócz tego wszystkie placówki przygotowały spersonalizowaną procedurę kryzysową oraz powołały zespół kryzysowy w przypadku sytuacji zagrożenia życia i zdrowia psychicznego uczniów.

W efekcie program dotarł do niemal 740 pracowników szkół oraz 1 200 rodziców i opiekunów. Uczestnicy przeznaczyli łącznie 520 godzin dydaktycznych na pogłębianie wiedzy z zakresu postępowania w przypadku wystąpienia kryzysu psychicznego u młodych osób.

Działania podejmowane w ramach I edycji programu zostały objęte patronatem honorowym Ministra Edukacji oraz patronatem merytorycznym Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego. Program uzyskał również pozytywną opinię i rekomendację do dalszych działań ekspertek w dziedzinie psychiatrii dziecięcej – prof. dr hab. n. med. Małgorzaty Janas-Kozik, pełnomocnik ds. reformy w psychiatrii dzieci i młodzieży, Kierownik Katedry Psychiatrii i Psychoterapii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach oraz Kierownik Oddziału Klinicznego Psychiatrii i Psychoterapii Wieku Rozwojowego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego przy Centrum Pediatrii im. Jana Pawła II w Sosnowcu, a także dr n. med. Aleksandry Lewandowskiej – krajowej konsultant w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, Ordynator Oddziału Psychiatrycznego dla Dzieci, Kierownik Poradni Psychiatrycznej dla Dzieci i Młodzieży, Kierownik Programu Koordynowanej Opieki Psychiatrycznej dla dzieci z całościowymi zaburzeniami rozwoju KO-CZR.