Medicalpress
Lekarze regularnie spotykają się z obawami pacjentów przed statynami – wynika z badania ankietowego przeprowadzonego wśród 260 lekarzy, głównie związanych z podstawową opieką zdrowotną i medycyną rodzinną. Najczęstsze lęki dotyczą możliwych działań niepożądanych ze strony mięśni i wątroby. Autorzy publikacji podkreślają jednak, że ciężkie powikłania występują rzadko, a samodzielne odstawienie leczenia może zwiększać ryzyko zawału serca i udaru mózgu.
Statyny należą do najlepiej przebadanych leków stosowanych w profilaktyce chorób sercowo-naczyniowych. Zmniejszają ryzyko zawału serca, udaru mózgu i zgonu z przyczyn sercowo-naczyniowych. Mimo to wielu pacjentów nadal obawia się ich bardziej niż samej choroby. Badanie zespołu z udziałem naukowców z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu pokazuje, że „statynofobia” nie jest zjawiskiem marginalnym.

Autorzy publikacji przeprowadzili ankietę wśród 260 lekarzy, głównie związanych z podstawową opieką zdrowotną i medycyną rodzinną. Pytali ich o sytuacje, w których pacjenci odmawiają rozpoczęcia leczenia statynami albo samodzielnie przerywają terapię z powodu obaw przed działaniami niepożądanymi.

Najważniejsze ustalenia badania

Z badania wynika, że 84% lekarzy spotkało się z odmową leczenia z powodu obawy pacjentów przed uszkodzeniem mięśni, a 81% wskazało na lęk pacjentów przed uszkodzeniem wątroby. Większość ankietowanych lekarzy oceniła, że około 10–20% pacjentów samodzielnie przerywa leczenie statynami. Jednocześnie według doświadczeń respondentów istotne działania niepożądane obserwowane są u mniej niż 10% leczonych. Aż 96,5% lekarzy deklaruje, że edukuje pacjentów na temat terapii statynami.

– Najbardziej rozpowszechnionym i jednocześnie szkodliwym mitem jest przekonanie, że statyny „niszczą wątrobę” lub powodują poważne działania niepożądane u większości pacjentów. W rzeczywistości są to leki dobrze przebadane i bezpieczne, a ciężkie powikłania występują rzadko. Kolejnym mitem jest twierdzenie, że skoro pacjent „dobrze się czuje”, to nie potrzebuje leczenia. Tymczasem dyslipidemia przez długi czas przebiega bezobjawowo, a brak leczenia zwiększa ryzyko incydentów sercowo-naczyniowych – mówi dr Mateusz Babicki z Katedry i Zakładu Medycyny Rodzinnej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Mięśnie i wątroba: najczęstsze źródła obaw pacjentów

Najczęściej zgłaszane obawy dotyczą potencjalnego wpływu statyn na mięśnie i wątrobę. Autorzy publikacji podkreślają jednak, że rzeczywiste ryzyko ciężkich działań niepożądanych jest niewielkie, a wiele lęków wynika z błędnych przekonań lub niepełnej wiedzy.

W przypadku wątroby na początku terapii może pojawić się przejściowy wzrost aktywności enzymów wątrobowych. Najczęściej nie oznacza on trwałego uszkodzenia narządu i nie zawsze wymaga odstawienia leku. Zgodnie z wytycznymi Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego i Europejskiego Towarzystwa Miażdżycowego, wzrost aktywności ALT lub AST poniżej trzykrotności górnej granicy normy nie stanowi sam w sobie wskazania do odstawienia statyny.

Objawy mięśniowe również mogą występować, ale wymagają właściwej oceny klinicznej. W badaniach obserwacyjnych zgłaszano je u 7–29% pacjentów, natomiast w randomizowanych badaniach kontrolowanych placebo częstość ich występowania była znacznie niższa i wynosiła od 1,5 do 5%. Najcięższe powikłanie, rabdomioliza, występuje wyjątkowo rzadko – średnio u około jednego na 100 tysięcy pacjentów leczonych statynami.

– Jednym z głównych powodów rezygnacji z terapii statynami są obawy pacjentów dotyczące działań niepożądanych, szczególnie uszkodzenia mięśni i wątroby. Często wynikają one z rozpowszechnionych mitów, a nie z rzeczywistych danych klinicznych. Lekarze wskazują również na wpływ dezinformacji obecnej w mediach i internecie, która podważa zaufanie do leczenia – podkreśla dr Babicki.

Dezinformacja może prowadzić do przerwania skutecznego leczenia

Ponad połowa lekarzy biorących udział w badaniu wskazała, że fałszywe przekonania pacjentów i brak zgody na terapię są jednym z najczęstszych problemów utrudniających skuteczne leczenie. Znaczenie może mieć również efekt nocebo, czyli sytuacja, w której samo oczekiwanie działań niepożądanych zwiększa prawdopodobieństwo ich zgłaszania.

Lekarze spotykają się także z mniej typowymi obawami pacjentów. Według ankietowanych 20% lekarzy zetknęło się z lękiem przed rozwojem cukrzycy, 17% – przed demencją, 8% – przed zaburzeniami erekcji, 4% – przed zaćmą, a 3,5% – przed rakiem prostaty.

Autorzy publikacji podkreślają, że dostępne dowody naukowe nie potwierdzają związku statyn ze zwiększonym ryzykiem demencji, zaćmy czy raka prostaty. W przypadku cukrzycy statyny mogą wiązać się z niewielkim, zależnym od dawki wzrostem ryzyka nowych rozpoznań, zwłaszcza u osób z istniejącymi czynnikami ryzyka, takimi jak otyłość, nadciśnienie tętnicze czy podwyższone stężenie triglicerydów. Korzyści ze zmniejszenia ryzyka zawału serca, udaru mózgu i innych incydentów sercowo-naczyniowych zdecydowanie przewyższają jednak to ryzyko.

Eksperci: nie odstawiać leczenia bez konsultacji z lekarzem

Szczególnej uwagi wymagają pacjenci z wysokim i bardzo wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym. To oni odnoszą największe korzyści z leczenia statynami, a jednocześnie najwięcej tracą na jego przedwczesnym przerwaniu.

– Kluczowa jest jasna, uczciwa i zindywidualizowana komunikacja. Pacjent powinien rozumieć zarówno korzyści, takie jak realne zmniejszenie ryzyka zawału czy udaru, jak i możliwe działania niepożądane, wraz z podkreśleniem ich rzeczywistej częstości. Istotne jest również budowanie relacji opartej na zaufaniu i gotowości do odpowiadania na pytania oraz rozwiewania wątpliwości – wyjaśnia dr Babicki.

Autorzy badania zwracają uwagę, że możliwe działania niepożądane należy rozpoznawać, monitorować i omawiać z lekarzem. Nie powinny być jednak mylone z mitami, które mogą pozbawić pacjentów skutecznej ochrony przed chorobami sercowo-naczyniowymi.

Materiał powstał na podstawie artykułu: Facts and myths about the use and effects of statins in patients with dyslipidaemia: a survey of physicians Agata Hendzel, Filip Krzyżanowski, Karolina Kłoda, Agnieszka Mastalerz-Migas, Mateusz Babicki
Źródło: inf pras

Rada Organizacji Pacjentów przy ministrze właściwym ds. zdrowia poparła postulaty Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej oraz Prezydium Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych zawarte w stanowisku z 14 lutego 2024 r. w sprawie zmiany zasad odpowiedzialności personelu medycznego.
Samorządy zawodowe – lekarzy oraz pielęgniarek i położnych – domagały się zmiany modelu odpowiedzialności medyków za zdarzenia niepożądane. We wspólnym stanowisku wskazały, że polski system ochrony zdrowia, oparty na poszukiwaniu winnych i ich karaniu, nie służy poprawie jakości opieki nad pacjentem.

Jest to nie tylko szkodliwe dla relacji między pacjentami a personelem medycznym, ale także nie sprzyja rozwojowi i kształceniu kadry medycznej, szczególnie w tzw. obszarach „pozwogennych”. Dodatkowo, skupianie się na winie jednostek nie przyczynia się do zapobiegania podobnym zdarzeniom w przyszłości ani nie zapewnia bezpieczeństwa leczenia. Zmiana podejścia do sytuacji, w których procedury medyczne zakończyły się niepowodzeniem, powinna polegać na zdjęciu z pracowników ochrony zdrowia ryzyka odpowiedzialności karnej za czyny nieumyślne.

Jest to kluczowe, aby mogli skupić się na udzielaniu skutecznej pomocy pacjentom. Samorządy wzywają również do wprowadzenia mechanizmów umożliwiających pacjentom uzyskanie rekompensaty za ewentualne szkody w sposób efektywny, szybki i pozasądowy.

źródło: NIL

“Bezpieczne leki – bezpieczne zwierzęta – bezpieczni ludzie” – pod takim hasłem już niedługo rozpoczniemy działania edukacyjne zainicjowane przez stowarzyszenie POLPROWET. Patronat honorowy nad kampanią objął Prezes Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych dr Grzegorz Cessak. W trosce o #jednozdrowie w naszych działaniach chcemy zwrócić uwagę na możliwość występowania zdarzeń niepożądanych po podaniu weterynaryjnego produktu leczniczego.
– Połączyliśmy siły, aby wspólnie mówić o tym, jak istotne dla bezpieczeństwa lekowego jest zgłaszanie zdarzeń niepożądanych, które mogą wystąpić po zastosowaniu leku u zwierzęcia. Każde zgłoszenie ma dla nas wartość, pozwala na uzupełnienie wiedzy na temat bezpieczeństwa i skuteczności dostępnych na rynku leków dla zwierząt, zarówno tych od dawana stosowanych, jak nowych  – podkreśla Agata Andrzejewska, Wiceprezes ds. produktów leczniczych weterynaryjnych – URPL,WMiPB.

Sekretarz Generalny POLPROWET Radosław Knap, zwraca uwagę na konkretne działania badawcze jak i edukacyjne, które zostaną podjęte w ramach kampanii edukacyjnej „Bezpieczne leki – bezpieczne zwierzęta – bezpieczni ludzie”. – POLPROWET od lat angażuje się w akcje edukacyjne mające na celu podnoszenie świadomości w zakresie zdrowia zwierząt i ludzi. Dziś skupiamy się właśnie na aspekcie świadomości społecznej w zakresie korzystania z leków weterynaryjnych oraz konsekwencji, jakie mogą wynikać z ich stosowania – tłumaczy Knap. – cieszymy się, że wspiera je taka instytucja jak Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych.

Planowane działania obejmują kampanię informacyjną, mającą na celu edukację właścicieli zwierząt o możliwości zgłaszania zdarzeń niepożądanych oraz przedstawienie roli lekarzy weterynarii oraz podmiotów odpowiedzialnych w procesie tworzenia bezpieczeństwa lekowego. Kampania będzie skupiała się na rozpowszechnianiu wiedzy o zasadach bezpiecznego stosowania weterynaryjnych produktów leczniczych, konieczności zgłaszania wszelkich niepożądanych reakcji, które mogą wystąpić po podaniu leku oraz o zapobieganiu potencjalnych zagrożeń dla zdrowia zwierząt i ludzi, wynikających z nieodpowiedniego leczenia.
Kampania „Bezpieczne leki – bezpieczne zwierzęta – bezpieczni ludzie”, poprzez współpracę różnych instytucji i organizacji, ma przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa zarówno zwierząt, jak i ludzi, a także promować zdrowe i odpowiedzialne podejście do leczenia zwierząt.

Warto pamiętać, że wszelkie zdarzenia niepożądane można zgłaszać zarówno do podmiotów odpowiedzialnych (firm) przy użyciu danych kontaktowych zamieszczonych w końcowej części ulotki weterynaryjnego produktu leczniczego lub bezpośrednio do URPLWMiPB zgodnie z informacjami zawartymi na stronie internetowej Urzędu:
https://www.urpl.gov.pl/pl/produkty-lecznicze-weterynaryjne/przepisy-rozporz%C4%85dzenia-20196/nadz%C3%B3r-nad-bezpiecze%C5%84stwem

źródło: POLPROWET

Wiele osób, gdy zaczyna mieć kłopoty z ciśnieniem sięga po reklamowane leki bez recepty lub suplementy. To błąd! Nie powinno się ich brać na własną rękę, bez konsultacji z lekarzem, bo można sobie zaszkodzić, wiele z nich wchodzi bowiem w interakcje z lekami lub zmienia ich działanie.
Pierwszym krokiem po rozpoznaniu nadciśnienia jest modyfikacja stylu życia, z naciskiem na: zmniejszenie spożycia soli, zmniejszenie masy ciała, zwiększenie aktywności fizycznej, ograniczenie spożycia alkoholu, zaprzestanie palenia.

Według najnowszych wytycznych wraz z niefarmakologicznymi metodami obniżania ciśnienia w większości przypadków jednoczasowo należy wprowadzić farmakoterapię. Na doprowadzenie ciśnienia tętniczego do wartości docelowych mamy trzy miesiące, a niefarmakologicznymi metodami jest to niebywale trudne, przede wszystkim dlatego, że sprowadza się do normalizacji masy ciała u tych, którzy są otyli – a tego nie da się zrobić z dnia na dzień.

Jednak wśród propozycji farmakologicznych nie ma suplementów ponieważ nie mają udowodnionego działania hipotensyjnego.

Autorzy jednego z badań (Dunn AD al. Am J Hypertens 2001; 14:30) przeanalizowali ponad 2,5 tysiąca stron internetowych i okazuje się że 12 na 14 substancji, które były reklamowane jako środki przeciwnadciśnieniowe w innej literaturze miały udokumentowane działanie hipertensyjne, czyli powodujące wzrost ciśnienia.

W innym opracowaniu (Natural Medicine Comprehensive Data Base) naukowcy wybrali 30 substancji o potencjalnie korzystnym wpływie na nadciśnienie tętnicze i uznali, że jeżeli te substancje spowodują spadek ciśnienia średnio SBP 9 mmHg i DBP 5 mm Hg, to można je uznać za środki hipotensyjne.
I okazuje się, że są prace które potwierdzają taki efekt hipotensyjny dla pięciu substancji: oleju rybiego, czosnku, koenzymu Q 10, witaminy C i L-argininy. Ale autorzy nie doszukali się ani jednego badania z randomizacją, ani jednego badania większego, które obejmowałoby co najmniej 100 osób. Nie znaleźli żadnego systemowego opracowania jaka dawka suplementu powinna być podana, w jakim czasie i kiedy możemy się spodziewać obniżki ciśnienia. Co więcej autorzy podkreślają, że dla tych preparatów można znaleźć opracowania gdzie obserwowany jest efekt hipertensyjny i – co najważniejsze – żaden z tych suplementów nie redukuje twardych punktów końcowych, do których w efekcie obniżenia ciśnienia dążymy, a więc udaru zawału i niewydolności serca jako konsekwencji nieleczonego nadciśnienia – wyjaśniała podczas I Krakowskiej Konferencja Hipertensjologicznej dr hab. med. Wiktoria Wojciechowska z I Kliniki Kardiologii i Elektrokardiologii Interwencyjnej oraz Nadciśnienia Tętniczego UJ CM Kraków.
Autorzy Natural Medicine Comprehensive Data Base to grupa ekspertów, którzy od lat zajmują się naturalną medycyną w celu jej promowania, tymczasem w zakładce „Hypertension” którą opracowali żaden z suplementów nie znajduje się w obszarze środków zalecanych, niektóre wymieniane są jako niezalecane, a niektóre wręcz jako odradzane.

Uwaga na odwrotny efekt

Zdaniem większości naukowców suplementy nie mają wpływu przeciwnadciśnieniowego, a do tego nie są do końca bezpieczne ze względu na interakcje z lekami już stosowanymi przez pacjenta. Równocześnie mogą też powodować działania uboczne, które nie zawsze i nie od razu są identyfikowane przez pacjentów.
Jak wynika z kanadyjskiego rejestru działań niepożądanych przez rok odebrano 300 telefonów, które dotyczyły suplementów diety. Większość objawów było łagodnych, ale w 8 przypadkach pacjenci wymagali hospitalizacji. Dużo jest też w literaturze medycznej opisów w przypadków drastycznych powikłań spowodowanych suplementami diety jak np. przypadek 65 letniego mężczyzny nagminnie używającego różnych suplementów, u którego wystąpiły bardzo ciężkie powikłania, m.in ostre uszkodzenie nerek – opowiadała podczas swojego wykładu specjalistka.
 
źródło: Serwis Zdrowie
Dziś, przy Rzeczniku Praw Pacjenta, rozpoczął swoją działalność Fundusz Kompensacyjny Badań Klinicznych, który zapewni wsparcie finansowe uczestnikom badań klinicznych oraz ich rodzinom w przypadku doznania szkody w wyniku udziału w badaniach.
Fundusz Kompensacyjny Badań Klinicznych jest niezwykle cennym narzędziem wsparcia dla uczestników badań klinicznych oraz ich rodzin, wyczekiwanym nie tylko przez nich, ale także przez całą branżę badań klinicznych. Działalność Funduszu będzie łagodzić ryzyko związane z przystąpieniem do badań nowych produktów leczniczych. Wyższy poziom ochrony interesów osób biorących udział w badaniach klinicznych przełoży się na rozwój tego ważnego i innowacyjnego segmentu gospodarki – wyjaśnia Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec.
Nowa ustawa, która weszła w życie, gwarantuje znaczące rozszerzenie odpowiedzialności za szkody związane z badaniami klinicznymi. Świadczenie pieniężne w wysokości do 200 tys. zł będzie przyznawane przez Rzecznika Praw Pacjenta w prostym i szybkim trybie, niezależnie od tego, czy szkoda została wyrządzona na skutek zawinionego zachowania. Podstawowym warunkiem otrzymania świadczenia jest doznanie przez uczestnika badania klinicznego rozstroju zdrowia lub uszkodzenia ciała w wyniku udziału w tym badaniu. W przypadku śmierci pacjenta wynikającej z udziału w badaniu, wniosek o przyznanie świadczenia może zostać złożony przez członków jego rodziny. Osobom niezadowolonym z wydanej decyzji przysługuje prawo do odwołania się do niezależnej Komisji Odwoławczej, a następnie do złożenia skargi do sądu administracyjnego.

Fundusz Kompensacyjny obejmuje szkody, do których doszło w wyniku udziału w badaniach klinicznych rozpoczętych począwszy od 14 kwietnia 2023 roku, czyli dnia wejścia w życie ustawy o badaniach klinicznych produktów leczniczych stosowanych u ludzi.
Biuro Rzecznika jest w pełni przygotowane na nowe zadanie związane z Funduszem Kompensacyjnym Badań Klinicznych. Czerpiemy z doświadczeń płynących z funkcjonowania Funduszu Kompensacyjnego Szczepień Ochronnych, który w ciągu roku przyznał już świadczenia kompensacyjne dla ponad 210 osób z powodu działań niepożądanych po szczepionkach. Sprawy związane z badaniami klinicznymi są skomplikowane, ale jesteśmy pewni, że sobie z nimi poradzimy, również dzięki współpracy z wybitnymi ekspertami, których zaprosimy do współpracy przy merytorycznej ocenie wniosków – podkreśla Bartłomiej Chmielowiec.
Osoby zainteresowane złożeniem wniosku o przyznanie świadczenia znajdą na stronie Rzecznika wzór wniosku oraz wiele przydatnych informacji, które ułatwią przejście przez proces formalny związany z uzyskaniem wsparcia ze środków Funduszu Kompensacyjnego Badań Klinicznych. Dodatkowo na naszej stronie zamieściliśmy informacje dla sponsorów badań klinicznych dotyczące zasad wnoszenia opłat na rzecz Funduszu.

Szczegółowe informacje dotyczące Funduszu Kompensacyjnego Badań Klinicznych pod linkiem: 
https://www.gov.pl/web/rpp/fundusz-kompensacyjny-badan-klinicznych

źródło: Rzecznik Praw Pacjenta

Dziś, przy Rzeczniku Praw Pacjenta, rozpoczął swoją działalność Fundusz Kompensacyjny Badań Klinicznych, który zapewni wsparcie finansowe uczestnikom badań klinicznych oraz ich rodzinom w przypadku doznania szkody w wyniku udziału w badaniach.
Fundusz Kompensacyjny Badań Klinicznych jest niezwykle cennym narzędziem wsparcia dla uczestników badań klinicznych oraz ich rodzin, wyczekiwanym nie tylko przez nich, ale także przez całą branżę badań klinicznych. Działalność Funduszu będzie łagodzić ryzyko związane z przystąpieniem do badań nowych produktów leczniczych. Wyższy poziom ochrony interesów osób biorących udział w badaniach klinicznych przełoży się na rozwój tego ważnego i innowacyjnego segmentu gospodarki – wyjaśnia Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec.
Nowa ustawa, która weszła w życie, gwarantuje znaczące rozszerzenie odpowiedzialności za szkody związane z badaniami klinicznymi. Świadczenie pieniężne w wysokości do 200 tys. zł będzie przyznawane przez Rzecznika Praw Pacjenta w prostym i szybkim trybie, niezależnie od tego, czy szkoda została wyrządzona na skutek zawinionego zachowania. Podstawowym warunkiem otrzymania świadczenia jest doznanie przez uczestnika badania klinicznego rozstroju zdrowia lub uszkodzenia ciała w wyniku udziału w tym badaniu. W przypadku śmierci pacjenta wynikającej z udziału w badaniu, wniosek o przyznanie świadczenia może zostać złożony przez członków jego rodziny. Osobom niezadowolonym z wydanej decyzji przysługuje prawo do odwołania się do niezależnej Komisji Odwoławczej, a następnie do złożenia skargi do sądu administracyjnego.

Fundusz Kompensacyjny obejmuje szkody, do których doszło w wyniku udziału w badaniach klinicznych rozpoczętych począwszy od 14 kwietnia 2023 roku, czyli dnia wejścia w życie ustawy o badaniach klinicznych produktów leczniczych stosowanych u ludzi.
Biuro Rzecznika jest w pełni przygotowane na nowe zadanie związane z Funduszem Kompensacyjnym Badań Klinicznych. Czerpiemy z doświadczeń płynących z funkcjonowania Funduszu Kompensacyjnego Szczepień Ochronnych, który w ciągu roku przyznał już świadczenia kompensacyjne dla ponad 210 osób z powodu działań niepożądanych po szczepionkach. Sprawy związane z badaniami klinicznymi są skomplikowane, ale jesteśmy pewni, że sobie z nimi poradzimy, również dzięki współpracy z wybitnymi ekspertami, których zaprosimy do współpracy przy merytorycznej ocenie wniosków – podkreśla Bartłomiej Chmielowiec.
Osoby zainteresowane złożeniem wniosku o przyznanie świadczenia znajdą na stronie Rzecznika wzór wniosku oraz wiele przydatnych informacji, które ułatwią przejście przez proces formalny związany z uzyskaniem wsparcia ze środków Funduszu Kompensacyjnego Badań Klinicznych. Dodatkowo na naszej stronie zamieściliśmy informacje dla sponsorów badań klinicznych dotyczące zasad wnoszenia opłat na rzecz Funduszu.

Szczegółowe informacje dotyczące Funduszu Kompensacyjnego Badań Klinicznych pod linkiem: 
https://www.gov.pl/web/rpp/fundusz-kompensacyjny-badan-klinicznych

źródło: Rzecznik Praw Pacjenta

Pilotaż przeglądów lekowych, przeprowadzony przez Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Poznaniu, sprawił, że farmaceuta po raz pierwszy w Polsce stanie się realizatorem świadczeń gwarantowanych. „Usługa jest w stanie zmniejszyć natężenie wielolekowości. Ludzie mogą być leczeni bezpieczniej, mniejszą ilością preparatów” – mówi dr hab. n. med. prof. UMP Agnieszka Neumann-Podczaska, koordynator pilotażu przeglądów lekowych.

Z raportu zaprezentowanego podczas konferencji „Pilotaż przeglądów lekowych w Polsce wg Rozporządzenia MZ – mamy wyniki fazy wykonawczej projektu”, która odbyła się 27 stycznia w Centrum Prasowym PAP, wynika, iż farmaceuta jest efektywnym ekspertem od farmakoterapii i przy współpracy z lekarzem może optymalizować leczenie.

„Pilotaż zakończył się bardzo dużym sukcesem. Udało nam się zaangażować 75 placówek aptecznych i wykonać przeglądy lekowe u 850 pacjentów na terenie całej Polski. Usługa, skierowana przede wszystkim do pacjentów starszych z wielolekowością ma na celu optymalizację terapii. Przekonaliśmy się, że usługa jest efektywna w systemie ochrony zdrowia, a 83 proc. pacjentów (511 osób) stwierdziło, że czuje się lepiej” – powiedziała prof. Agnieszka Neumann-Podczaska.

Ekspertka przytoczyła dane z raportu: 557 kobiet i 293 mężczyzn, w tym 772 pacjentów w wieku powyżej 60. roku życia, zażywało średnio 16 preparatów dziennie. Pacjentom w wyniku pilotażowego przeglądu lekowego średnio udało się odjąć więcej niż 2 preparaty. Spadła również liczba problemów lekowych, takich jak zbędna lub niewłaściwa terapia oraz liczba interakcji i stanów nieleczonych. Już z wstępnych analiz farmakoekonomicznych wynika, iż znacząco obniżyły się także koszty zakupu leków zarówno dla pacjenta, jak i dla systemu.

Wszystko wskazuje na to, że przegląd lekowy już w tym roku trafi do koszyka świadczeń gwarantowanych. Ministerstwo Zdrowia czeka na kompletny raport, dotyczący programu pilotażowego. W jego analizie pomoże Agencja Oceny Technologii Medycznych (AOTM), która następnie przygotuje przegląd lekowy jako świadczenie gwarantowane. 

„Czekamy na ostateczne odniesienie się w tym raporcie do organizacji, co należy uwzględnić, jak przeprowadzać przegląd lekowy, jaką grupę wiekową nim objąć, kto powinien udzielać w nim świadczeń oraz jak ma wyglądać współpraca między farmaceutą a lekarzem POZ czy lekarzami specjalistami. Te wszystkie elementy zostaną przekazane do oceny AOTM” – wyjaśnił Maciej Miłkowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia.

Prof. Agnieszka Neumann-Podczaska podkreśliła, że w raporcie z pilotażu znajdzie się zarówno propozycja standardu samej usługi, jak i modelu kształcenia farmaceutów, którzy uprawnieni będą do jej realizacji. Ekspertka dodała, że standaryzacja jest kluczowym elementem jakości i efektywności farmakoekonomicznej nowego świadczenia gwarantowanego, finansowanego ze środków publicznych. 

Wiceminister Miłkowski wskazał, że obecnie w ustawie o świadczeniach gwarantowanych ze środków publicznych nie ma zakresu świadczeń udzielanych przez farmaceutów. Dlatego podstawową sprawą będzie zmiana ustawy i dopisanie do niej usług farmaceutycznych jako świadczeń gwarantowanych. 

„W ustawie będzie kilka bardzo istotnych zmian i będziemy próbowali je procedować. W zmianach legislacyjnych trzeba m.in. uwzględnić zasady współpracy pomiędzy farmaceutami jako personelem medycznym i osobami, które wystawiają recepty, czyli lekarzami i pielęgniarkami. Wówczas wraz z rozporządzeniem Ministra Zdrowia moglibyśmy ten temat zakończyć do końca roku” – zaznaczył. 

W opinii prof. dr hab. n. med. Katarzyny Wieczorowskiej-Tobis – eksperta Komisji Europejskiej ds. efektywnego inwestowania w zdrowie w ostatniej kadencji – rekomendacja farmaceuty, czyli pytania dotyczące leków i zwrócenie uwagi na potencjalne problemy, powinny być skierowane przez farmaceutę do lekarza rodzinnego, który zarządza przypadkiem pacjenta i do którego powinny spływać wszystkie informacje od specjalistów.

Dodała, że nie może być tak, że neurolog mówi „moje leki są absolutnie niezbędne”, kardiolog mówi to samo, a przepisane preparaty wchodzą ze sobą w interakcje i zażywający je pacjent czuje się gorzej.

Ewa Krajewska, Główny Inspektor Farmaceutyczny, uważa, że przegląd lekowy to usługa z widocznymi już teraz efektami zmniejszenia liczby przepisywanych preparatów. 

„Często dokładamy kolejne leki, żeby leczyć działania niepożądane preparatów, które stosujemy i to jest błędne koło. Dlatego uważam, że pacjenci odniosą tutaj wiele korzyści. Będą mogli porozmawiać o swoich lekach, dopytać – starsze osoby czasem coś niedosłyszą, zapomną, a przegląd lekowy na zapleczu apteki będzie miejscem, gdzie tylko pacjent i jego leki będą ważne, żeby wszystko co zażywa było zgodne ze sztuką” – podkreśliła Ewa Krajewska.

Źródło: PAP

foto: PAP/M. Kmieciński (1)

Pilotaż przeglądów lekowych, przeprowadzony przez Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Poznaniu, sprawił, że farmaceuta po raz pierwszy w Polsce stanie się realizatorem świadczeń gwarantowanych. „Usługa jest w stanie zmniejszyć natężenie wielolekowości. Ludzie mogą być leczeni bezpieczniej, mniejszą ilością preparatów” – mówi dr hab. n. med. prof. UMP Agnieszka Neumann-Podczaska, koordynator pilotażu przeglądów lekowych.

Z raportu zaprezentowanego podczas konferencji „Pilotaż przeglądów lekowych w Polsce wg Rozporządzenia MZ – mamy wyniki fazy wykonawczej projektu”, która odbyła się 27 stycznia w Centrum Prasowym PAP, wynika, iż farmaceuta jest efektywnym ekspertem od farmakoterapii i przy współpracy z lekarzem może optymalizować leczenie.

„Pilotaż zakończył się bardzo dużym sukcesem. Udało nam się zaangażować 75 placówek aptecznych i wykonać przeglądy lekowe u 850 pacjentów na terenie całej Polski. Usługa, skierowana przede wszystkim do pacjentów starszych z wielolekowością ma na celu optymalizację terapii. Przekonaliśmy się, że usługa jest efektywna w systemie ochrony zdrowia, a 83 proc. pacjentów (511 osób) stwierdziło, że czuje się lepiej” – powiedziała prof. Agnieszka Neumann-Podczaska.

Ekspertka przytoczyła dane z raportu: 557 kobiet i 293 mężczyzn, w tym 772 pacjentów w wieku powyżej 60. roku życia, zażywało średnio 16 preparatów dziennie. Pacjentom w wyniku pilotażowego przeglądu lekowego średnio udało się odjąć więcej niż 2 preparaty. Spadła również liczba problemów lekowych, takich jak zbędna lub niewłaściwa terapia oraz liczba interakcji i stanów nieleczonych. Już z wstępnych analiz farmakoekonomicznych wynika, iż znacząco obniżyły się także koszty zakupu leków zarówno dla pacjenta, jak i dla systemu.

Wszystko wskazuje na to, że przegląd lekowy już w tym roku trafi do koszyka świadczeń gwarantowanych. Ministerstwo Zdrowia czeka na kompletny raport, dotyczący programu pilotażowego. W jego analizie pomoże Agencja Oceny Technologii Medycznych (AOTM), która następnie przygotuje przegląd lekowy jako świadczenie gwarantowane. 

„Czekamy na ostateczne odniesienie się w tym raporcie do organizacji, co należy uwzględnić, jak przeprowadzać przegląd lekowy, jaką grupę wiekową nim objąć, kto powinien udzielać w nim świadczeń oraz jak ma wyglądać współpraca między farmaceutą a lekarzem POZ czy lekarzami specjalistami. Te wszystkie elementy zostaną przekazane do oceny AOTM” – wyjaśnił Maciej Miłkowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia.

Prof. Agnieszka Neumann-Podczaska podkreśliła, że w raporcie z pilotażu znajdzie się zarówno propozycja standardu samej usługi, jak i modelu kształcenia farmaceutów, którzy uprawnieni będą do jej realizacji. Ekspertka dodała, że standaryzacja jest kluczowym elementem jakości i efektywności farmakoekonomicznej nowego świadczenia gwarantowanego, finansowanego ze środków publicznych. 

Wiceminister Miłkowski wskazał, że obecnie w ustawie o świadczeniach gwarantowanych ze środków publicznych nie ma zakresu świadczeń udzielanych przez farmaceutów. Dlatego podstawową sprawą będzie zmiana ustawy i dopisanie do niej usług farmaceutycznych jako świadczeń gwarantowanych. 

„W ustawie będzie kilka bardzo istotnych zmian i będziemy próbowali je procedować. W zmianach legislacyjnych trzeba m.in. uwzględnić zasady współpracy pomiędzy farmaceutami jako personelem medycznym i osobami, które wystawiają recepty, czyli lekarzami i pielęgniarkami. Wówczas wraz z rozporządzeniem Ministra Zdrowia moglibyśmy ten temat zakończyć do końca roku” – zaznaczył. 

W opinii prof. dr hab. n. med. Katarzyny Wieczorowskiej-Tobis – eksperta Komisji Europejskiej ds. efektywnego inwestowania w zdrowie w ostatniej kadencji – rekomendacja farmaceuty, czyli pytania dotyczące leków i zwrócenie uwagi na potencjalne problemy, powinny być skierowane przez farmaceutę do lekarza rodzinnego, który zarządza przypadkiem pacjenta i do którego powinny spływać wszystkie informacje od specjalistów.

Dodała, że nie może być tak, że neurolog mówi „moje leki są absolutnie niezbędne”, kardiolog mówi to samo, a przepisane preparaty wchodzą ze sobą w interakcje i zażywający je pacjent czuje się gorzej.

Ewa Krajewska, Główny Inspektor Farmaceutyczny, uważa, że przegląd lekowy to usługa z widocznymi już teraz efektami zmniejszenia liczby przepisywanych preparatów. 

„Często dokładamy kolejne leki, żeby leczyć działania niepożądane preparatów, które stosujemy i to jest błędne koło. Dlatego uważam, że pacjenci odniosą tutaj wiele korzyści. Będą mogli porozmawiać o swoich lekach, dopytać – starsze osoby czasem coś niedosłyszą, zapomną, a przegląd lekowy na zapleczu apteki będzie miejscem, gdzie tylko pacjent i jego leki będą ważne, żeby wszystko co zażywa było zgodne ze sztuką” – podkreśliła Ewa Krajewska.

Źródło: PAP

foto: PAP/M. Kmieciński (1)

Usprawnienie dochodzenia rekompensat z tytułu różnego rodzaju błędów medycznych jest jednym z celów procedowanej w Ministerstwie Zdrowia ustawy o jakości w ochronie zdrowia. Z pierwszych, przedstawionych w ubiegłym roku propozycji resortu wynikało, że obecne wojewódzkie komisje ds. orzekania o zdarzeniach medycznych ma zastąpić system obsługiwany przez Rzecznika Praw Pacjenta i specjalny fundusz kompensacyjny.
 –Bardzo ważne byłoby także, żeby w ustawie znalazły się zapisy wprowadzające system no blame, czyli niewinienia osób, które uczestniczyły w zdarzeniach niepożądanych, po to, żebyśmy mogli je analizować, podejmować działania zapobiegawcze i uczyć się na nich –mówi Michał Bedlicki, zastępca dyrektora​ Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia. 

 Światowa Organizacja Zdrowia postawiła sobie za cel, aby do 2030 roku całkowicie wyeliminować zdarzenia niepożądane. Natomiast w praktyce wyeliminowanie błędów medycznych jest bardzo trudne, takie zdarzenia są elementem systemu opieki zdrowotnej, choć oczywiście powinniśmy robić wszystko, żeby zmniejszyć ich liczebność i szkodę dla pacjenta. Podejmujemy w tym kierunku wiele działań, począwszy od edukacji personelu, wskazywania rozwiązań, które minimalizują ryzyko takich zdarzeń – mówi agencji Newseria Biznes Michał Bedlicki.

Poszkodowani pacjenci mogą dochodzić swoich roszczeń pozasądowo, w ramach jednej z 16 wojewódzkich komisji do spraw orzekania o zdarzeniach medycznych. Według danych GUS podawanych przez Ministerstwo Zdrowia w ocenie skutków regulacji pierwszego projektu ustawy o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta (z lipca 2021 roku) w 2019 roku skierowano do takich komisji 861 wniosków, z których aż 1/5 dotyczyła śmierci pacjenta.

W ocenie skutków regulacji MZ wskazuje, że obecny model pozasądowego dochodzenia roszczeń odszkodowawczych przez pacjentów za szkody związane z leczeniem wymaga gruntownej zmiany. Komisje wojewódzkie, które działają od 2012 roku, miały bowiem odciążyć sądy powszechne od orzekania w sprawach związanych z odszkodowaniami za błędy medyczne oraz stanowić szybszą i tańszą alternatywę dla procesów cywilnych. W praktyce ich efektywność okazała się znikoma: w 2019 roku w Polsce doszło do zawarcia raptem 25 ugód, a poszkodowani pacjenci – nawet jeżeli skorzystali z trybu postępowania przed komisją – w większości i tak dochodzili potem swoich roszczeń odszkodowawczych na drodze sądowej, inicjując trwające wiele lat postępowania. Przykładowo w 2018 roku prokuratura wszczęła 2217 spraw o błędy medyczne, a do sądów cywilnych wpłynęło 857 pozwów w sprawach o naprawienie szkody wyrządzonej przez służbę zdrowia.

– Dziś pacjenci mogą zwrócić się do komisji ds. oceny zdarzeń niepożądanych i w oparciu o jej analizy wystąpić później o postępowanie odszkodowawcze na drodze cywilnej. Jednak w nowej ustawie o jakości i bezpieczeństwie pacjenta, która jest procedowana w Ministerstwie Zdrowia, przewidywane są rozwiązania związane z tzw. no fault, czyli natychmiastowa rekompensata dla pacjenta i wypłacenie odszkodowania za pewne kategorie zdarzeń niepożądanych – mówi zastępca dyrektora Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia.

Model zaproponowany pierwotnie przez MZ zakłada natomiast, że w przypadku wystąpienia niepożądanego zdarzenia – zakażenia biologicznym czynnikiem chorobotwórczym, uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia albo zgonu, będących następstwem udzielania świadczeń opieki zdrowotnej w szpitalu – pacjent otrzyma rekompensatę w określonej kwocie, bez procesu orzekania o winie, podczas którego ustalane jest, czy w danej sprawie doszło do zdarzenia medycznego oraz jaka wysokość świadczenia należy się wnioskodawcy z tego tytułu
 Kultura no fault w ochronie zdrowia zachęca do uczenia się na błędach w celu zapobiegania takim błędom w przyszłości. To oczywiście wymaga też dużych zmian w otoczeniu prawnym z punktu widzenia lekarskiego, raportowania błędów medycznych, z punktu widzenia zarządzania zdarzeniami niepożądanymi. To na pewno jest krok w dobrym kierunku. Nie jest to takie proste do wprowadzenia, natomiast z punktu widzenia bezpieczeństwa pacjenta, z punktu widzenia bezpieczeństwa personelu medycznego takie rozwiązanie bez dowodzenia winy na pewno byłoby dla personelu dość ciekawym rozwiązaniem – mówi Piotr Daniluk, dyrektor ds. medycznych Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych Polskiego Zakładu Ubezpieczeń Wzajemnych.

W połowie maja minister zdrowia Adam Niedzielski poinformował, że projekt ustawy o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta przeszedł etap konsultacji i został skierowany na Komitet Stały Rady Ministrów. Wedle wcześniejszych zapowiedzi nowe przepisy mogłyby zacząć obowiązywać od początku 2023 roku.

 Generalnie najważniejszy w tej propozycji ustawowej jest zapis, na podstawie którego pacjenci będą mogli składać do Rzecznika Praw Pacjenta wniosek o wypłacenie roszczenia. To jest największa zmiana. Wtedy rzeczywiście konieczne byłoby określenie pewnych kategorii zdarzeń i wysokości wypłaty, jakie mogą uzyskać pacjenci. W ten sposób zostałoby zminimalizowane postępowanie sądowe, czyli wypłata odszkodowania następowałaby szybciej. Czy to się stanie, zobaczymy po zaprezentowanym przez Ministerstwo Zdrowia ostatecznym kształcie ustawy – mówi Michał Bedlicki.

Świadczenia mają być wypłacane nie tylko szybciej, ale i sprawniej niż w postępowaniach przed komisjami wojewódzkimi lub w postępowaniach sądowych, na poziomie akceptowalnym społecznie (niższym niż w postępowaniach sądowych, wyższym niż w systemie komisji wojewódzkich, w ramach którego pacjentom proponuje się nierzadko odszkodowania na poziomie 1 zł lub 100 zł). W OSR ministerstwo wskazało, że wysokość takiego świadczenia kompensacyjnego wyniesie w przypadku zakażenia biologicznym czynnikiem chorobotwórczym, uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia – od 2 tys. do 200 tys. zł, zaś w przypadku śmierci pacjenta – od 20 tys. do 100 tys. zł. MZ zakłada, że w pierwszym roku na wpłatę takich świadczeń odszkodowawczych trzeba będzie zarezerwować kwotę 15 mln zł, w drugim – 30 mln, a w kolejnych – 39 mln zł.

– Projektowane zmiany dotyczące systemu odszkodowawczego są dla pacjentów korzystne i powinny zostać wprowadzone. Natomiast brakuje w tym rozwiązaniu systemu no blame, który pozwalałby pracownikom medycznym zgłaszać niepożądane zdarzenia w sposób anonimowy i który nie wiązałby się z postępowaniem karnym wobec nich –
 wskazuje zastępca dyrektora Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia.

 Życzyłbym sobie tego, abyśmy tworzyli kulturę bezpieczeństwa, która nie szuka winy, ale rozwiązań na przyszłość i wyciąga wnioski z popełnionych błędów. To pozwoliłoby na to, aby tych błędów było mniej, aby kolejni pacjenci nie byli na nie narażeni. To byłby największy benefit takiego rozwiązania, tzn. z jednej strony no fault i system odszkodowawczy, a z drugiej strony system no blame, który wspierałby gromadzenie i analizowanie danych dotyczących zdarzeń niepożądanych.  

– Mamy w tej ustawie dużo dobrych elementów, bo zakłada ona rzeczy, które my już teraz robimy ze szpitalami, które ubezpieczamy, czyli zarządzanie zdarzeniami niepożądanymi: rejestracja takich zdarzeń, analizowanie i wyciąganie wniosków na przyszłość, tak żeby uniknąć takich niekorzystnych dla pacjenta zdarzeń. I to wszystko jest wreszcie zapisane w tej ustawie, w związku z tym wydaje się, że z punktu widzenia ubezpieczyciela i z punktu widzenia pacjenta jest to krok w dobrym kierunku – podkreśla Piotr Daniluk.

źródlo: newseria

Usprawnienie dochodzenia rekompensat z tytułu różnego rodzaju błędów medycznych jest jednym z celów procedowanej w Ministerstwie Zdrowia ustawy o jakości w ochronie zdrowia. Z pierwszych, przedstawionych w ubiegłym roku propozycji resortu wynikało, że obecne wojewódzkie komisje ds. orzekania o zdarzeniach medycznych ma zastąpić system obsługiwany przez Rzecznika Praw Pacjenta i specjalny fundusz kompensacyjny.
 –Bardzo ważne byłoby także, żeby w ustawie znalazły się zapisy wprowadzające system no blame, czyli niewinienia osób, które uczestniczyły w zdarzeniach niepożądanych, po to, żebyśmy mogli je analizować, podejmować działania zapobiegawcze i uczyć się na nich –mówi Michał Bedlicki, zastępca dyrektora​ Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia. 

 Światowa Organizacja Zdrowia postawiła sobie za cel, aby do 2030 roku całkowicie wyeliminować zdarzenia niepożądane. Natomiast w praktyce wyeliminowanie błędów medycznych jest bardzo trudne, takie zdarzenia są elementem systemu opieki zdrowotnej, choć oczywiście powinniśmy robić wszystko, żeby zmniejszyć ich liczebność i szkodę dla pacjenta. Podejmujemy w tym kierunku wiele działań, począwszy od edukacji personelu, wskazywania rozwiązań, które minimalizują ryzyko takich zdarzeń – mówi agencji Newseria Biznes Michał Bedlicki.

Poszkodowani pacjenci mogą dochodzić swoich roszczeń pozasądowo, w ramach jednej z 16 wojewódzkich komisji do spraw orzekania o zdarzeniach medycznych. Według danych GUS podawanych przez Ministerstwo Zdrowia w ocenie skutków regulacji pierwszego projektu ustawy o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta (z lipca 2021 roku) w 2019 roku skierowano do takich komisji 861 wniosków, z których aż 1/5 dotyczyła śmierci pacjenta.

W ocenie skutków regulacji MZ wskazuje, że obecny model pozasądowego dochodzenia roszczeń odszkodowawczych przez pacjentów za szkody związane z leczeniem wymaga gruntownej zmiany. Komisje wojewódzkie, które działają od 2012 roku, miały bowiem odciążyć sądy powszechne od orzekania w sprawach związanych z odszkodowaniami za błędy medyczne oraz stanowić szybszą i tańszą alternatywę dla procesów cywilnych. W praktyce ich efektywność okazała się znikoma: w 2019 roku w Polsce doszło do zawarcia raptem 25 ugód, a poszkodowani pacjenci – nawet jeżeli skorzystali z trybu postępowania przed komisją – w większości i tak dochodzili potem swoich roszczeń odszkodowawczych na drodze sądowej, inicjując trwające wiele lat postępowania. Przykładowo w 2018 roku prokuratura wszczęła 2217 spraw o błędy medyczne, a do sądów cywilnych wpłynęło 857 pozwów w sprawach o naprawienie szkody wyrządzonej przez służbę zdrowia.

– Dziś pacjenci mogą zwrócić się do komisji ds. oceny zdarzeń niepożądanych i w oparciu o jej analizy wystąpić później o postępowanie odszkodowawcze na drodze cywilnej. Jednak w nowej ustawie o jakości i bezpieczeństwie pacjenta, która jest procedowana w Ministerstwie Zdrowia, przewidywane są rozwiązania związane z tzw. no fault, czyli natychmiastowa rekompensata dla pacjenta i wypłacenie odszkodowania za pewne kategorie zdarzeń niepożądanych – mówi zastępca dyrektora Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia.

Model zaproponowany pierwotnie przez MZ zakłada natomiast, że w przypadku wystąpienia niepożądanego zdarzenia – zakażenia biologicznym czynnikiem chorobotwórczym, uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia albo zgonu, będących następstwem udzielania świadczeń opieki zdrowotnej w szpitalu – pacjent otrzyma rekompensatę w określonej kwocie, bez procesu orzekania o winie, podczas którego ustalane jest, czy w danej sprawie doszło do zdarzenia medycznego oraz jaka wysokość świadczenia należy się wnioskodawcy z tego tytułu
 Kultura no fault w ochronie zdrowia zachęca do uczenia się na błędach w celu zapobiegania takim błędom w przyszłości. To oczywiście wymaga też dużych zmian w otoczeniu prawnym z punktu widzenia lekarskiego, raportowania błędów medycznych, z punktu widzenia zarządzania zdarzeniami niepożądanymi. To na pewno jest krok w dobrym kierunku. Nie jest to takie proste do wprowadzenia, natomiast z punktu widzenia bezpieczeństwa pacjenta, z punktu widzenia bezpieczeństwa personelu medycznego takie rozwiązanie bez dowodzenia winy na pewno byłoby dla personelu dość ciekawym rozwiązaniem – mówi Piotr Daniluk, dyrektor ds. medycznych Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych Polskiego Zakładu Ubezpieczeń Wzajemnych.

W połowie maja minister zdrowia Adam Niedzielski poinformował, że projekt ustawy o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta przeszedł etap konsultacji i został skierowany na Komitet Stały Rady Ministrów. Wedle wcześniejszych zapowiedzi nowe przepisy mogłyby zacząć obowiązywać od początku 2023 roku.

 Generalnie najważniejszy w tej propozycji ustawowej jest zapis, na podstawie którego pacjenci będą mogli składać do Rzecznika Praw Pacjenta wniosek o wypłacenie roszczenia. To jest największa zmiana. Wtedy rzeczywiście konieczne byłoby określenie pewnych kategorii zdarzeń i wysokości wypłaty, jakie mogą uzyskać pacjenci. W ten sposób zostałoby zminimalizowane postępowanie sądowe, czyli wypłata odszkodowania następowałaby szybciej. Czy to się stanie, zobaczymy po zaprezentowanym przez Ministerstwo Zdrowia ostatecznym kształcie ustawy – mówi Michał Bedlicki.

Świadczenia mają być wypłacane nie tylko szybciej, ale i sprawniej niż w postępowaniach przed komisjami wojewódzkimi lub w postępowaniach sądowych, na poziomie akceptowalnym społecznie (niższym niż w postępowaniach sądowych, wyższym niż w systemie komisji wojewódzkich, w ramach którego pacjentom proponuje się nierzadko odszkodowania na poziomie 1 zł lub 100 zł). W OSR ministerstwo wskazało, że wysokość takiego świadczenia kompensacyjnego wyniesie w przypadku zakażenia biologicznym czynnikiem chorobotwórczym, uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia – od 2 tys. do 200 tys. zł, zaś w przypadku śmierci pacjenta – od 20 tys. do 100 tys. zł. MZ zakłada, że w pierwszym roku na wpłatę takich świadczeń odszkodowawczych trzeba będzie zarezerwować kwotę 15 mln zł, w drugim – 30 mln, a w kolejnych – 39 mln zł.

– Projektowane zmiany dotyczące systemu odszkodowawczego są dla pacjentów korzystne i powinny zostać wprowadzone. Natomiast brakuje w tym rozwiązaniu systemu no blame, który pozwalałby pracownikom medycznym zgłaszać niepożądane zdarzenia w sposób anonimowy i który nie wiązałby się z postępowaniem karnym wobec nich –
 wskazuje zastępca dyrektora Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia.

 Życzyłbym sobie tego, abyśmy tworzyli kulturę bezpieczeństwa, która nie szuka winy, ale rozwiązań na przyszłość i wyciąga wnioski z popełnionych błędów. To pozwoliłoby na to, aby tych błędów było mniej, aby kolejni pacjenci nie byli na nie narażeni. To byłby największy benefit takiego rozwiązania, tzn. z jednej strony no fault i system odszkodowawczy, a z drugiej strony system no blame, który wspierałby gromadzenie i analizowanie danych dotyczących zdarzeń niepożądanych.  

– Mamy w tej ustawie dużo dobrych elementów, bo zakłada ona rzeczy, które my już teraz robimy ze szpitalami, które ubezpieczamy, czyli zarządzanie zdarzeniami niepożądanymi: rejestracja takich zdarzeń, analizowanie i wyciąganie wniosków na przyszłość, tak żeby uniknąć takich niekorzystnych dla pacjenta zdarzeń. I to wszystko jest wreszcie zapisane w tej ustawie, w związku z tym wydaje się, że z punktu widzenia ubezpieczyciela i z punktu widzenia pacjenta jest to krok w dobrym kierunku – podkreśla Piotr Daniluk.

źródlo: newseria