Medicalpress

Zaburzenia mikrobioty jelitowej mogą się wiązać z wieloma problemami zdrowotnymi. Jej skład ma znaczenie dla układu odpornościowego, metabolizmu, a nawet zdrowia psychicznego. Naukowcy przypominają, że duże znaczenie dla kształtowania mikrobioty ma okres pierwszego tysiąca dni życia. Przyglądają się potencjalnej roli biotyków w zapobieganiu i łagodzeniu wybranych schorzeń u dzieci.

 Skład mikrobioty jelitowej jest istotny dla naszego zdrowia, również psychicznego. Mówi się często o połączeniu mózg–jelito. Żeby skład mikrobioty był zbilansowany, żeby była homeostaza, a nie dysbioza, potrzebne są odpowiednia dieta i nawyki oraz ewentualna suplementacja biotykami – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria dr hab. Katarzyna Neffe-Skocińska z Katedry Technologii Gastronomicznej i Higieny Żywności Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. – To bardzo szerokie pojęcie, obejmujące zarówno probiotyki, prebiotyki, synbiotyki, czyli połączenie probiotyku z prebiotykiem, jak i postbiotyki. Coraz częściej mówi się również o parabiotykach, czyli o martwych komórkach korzystnych mikroorganizmów.

Autorzy przeglądu „Biotics and Children’s and Adolescents’ Health: A Narrative Review”, opublikowanego w 2024 roku w czasopiśmie „Children”, wskazują na potencjalną skuteczność probiotyków, prebiotyków i synbiotyków w wybranych schorzeniach u dzieci, jednocześnie podkreślając potrzebę dalszych badań klinicznych. Zauważają, że dysbioza, czyli zaburzenia równowagi, może się wiązać m.in. z chorobami przewodu pokarmowego, alergiami, zaburzeniami metabolicznymi, otyłością i niektórymi problemami psychicznymi.

Z przeglądu publikacji, dokonanego przez greckich naukowców, wynika, że szczególne znaczenie ma kształtowanie mikrobioty w pierwszym tysiącu dni życia dziecka. To ważny okres dla rozwoju metabolizmu, układu odpornościowego czy funkcji poznawczych. Dlatego wspieranie prawidłowego składu mikrobioty od początku życia może mieć znaczenie dla zdrowia w przyszłości.

– Mówi się, że czym „wykarmimy” mikrobiotę za młodu, taka ona będzie później przez całe nasze życie. Duży wpływ mają na to nasz sposób odżywiania i nawyki żywieniowe, które przejmujemy od rodziców. Istotne jest też środowisko, w którym się wychowujemy: czy jest to środowisko miejskie, wiejskie, małe miasto, a także czy żyjemy w kraju rozwijającym się, czy rozwiniętym – tłumaczy ekspertka SGGW.

Wyjaśnia, że utrzymanie prawidłowego składu mikrobioty jelitowej u dzieci jest utrudnione z powodu szerokiego dostępu do wysokoprzetworzonej żywności, a także spożywania dużej ilości tłuszczów utwardzonych i cukrów prostych.

Jak przekonuje ekspertka, jednym z głównych źródeł korzystnych bakterii w diecie są produkty fermentowane.

 Nie możemy jednak mówić, że w żywności fermentowanej są probiotyki, ponieważ są to mikroorganizmy, które mają udowodnione naukowo działanie prozdrowotne, muszą być na to dowody naukowe. Zbilansowana dieta obejmująca kiszonki, zakwas z buraków, ogórki, kapustę kiszoną jest jak najbardziej pożądana – mówi dr hab. Katarzyna Neffe-Skocińska. – Jednak suplementacji też bym nie odsuwała na bok.

Zdaniem ekspertki najlepszym rozwiązaniem jest wprowadzanie biotyków do diety pod kontrolą lekarza lub dietetyka. Jak podkreśla, osoby, które chcą to zrobić samodzielnie, powinny zwracać uwagę na etykiety produktów. Istotne są rodzaj, gatunek i szczep bakterii probiotycznych. Producenci suplementów często nie uwzględniają jednak tej ostatniej informacji na etykiecie produktu. 

– Przykładowo w nazwie Lactobacillus rhamnosus GG pierwszy człon oznacza rodzaj, rhamnosus to gatunek, a GG szczep. Ten ostatni człon na etykiecie również powinien się znajdować – wskazuje. – Bardzo istotną informacją jest także dawka, czyli koncentracja korzystnych bakterii w takim preparacie. Według organizacji zajmujących się tym zagadnieniem minimalna dawka terapeutyczna to 10⁶ jednostek tworzących kolonię (CFU) na gram produktu lub suplementu albo na mililitr preparatu.

Jak podkreśla, pozostaje pytanie, jak zaplanować takie kuracje u dzieci: przez jaki czas, jakie szczepy czy połączenia szczepów bakterii wybrać. To wciąż otwarty kierunek do dalszych badań.

Szczegółowe wytyczne dotyczące stosowania probiotyków i prebiotyków u dzieci i dorosłych w chorobach przewodu pokarmowego publikuje Światowa Organizacja Gastroenterologii (World Gastroenterology Organization, WGO). Dotyczą one konkretnych szczepów lub ich kombinacji w konkretnych wskazaniach, a każde z nich wymaga podania innego dawkowania i czasu kuracji. Według WGO niektóre preparaty mogą być pomocne m.in. w nieżycie żołądkowo-jelitowym, zapobieganiu biegunce związanej z antybiotykoterapią, zapobieganiu martwiczemu zapaleniu jelit u wcześniaków, leczeniu kolki niemowlęcej czy czynnościowego bólu brzucha.

Globalny rynek szeroko pojętych produktów probiotycznych (m.in. żywności i napojów probiotycznych, suplementów diety i produktów dla zwierząt), według raportu Grand View Research z 2025 roku, wyceniany jest na 114 mld dol. Prognozy wskazują na silny trend wzrostowy – do 2033 roku rynek ma urosnąć niemal trzykrotnie i osiągnąć wartość 301,2 mld dol. (CAGR na poziomie 12,8 proc. w latach 2026–2033).

Źródło: Newseria

Alergie zwykle kojarzymy z układem odpornościowym, genetyką i środowiskiem. Coraz częściej jednak w tej układance pojawia się jeszcze jeden element: mikrobiota jelitowa. Przegląd badań opublikowany w czasopiśmie International Journal of Molecular Sciences sugeruje, że przerost bakterii w jelicie cienkim (SIBO) może mieć związek z nasileniem objawów chorób atopowych, takich jak astma oskrzelowa, alergie pokarmowe czy przewlekła pokrzywka.
Praca przeglądowa powstała przy udziale naukowców i studentów Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, w tym członków Studenckiego Koła Naukowego Alergologii i Chorób Wewnętrznych UMW.

Jelita a układ odpornościowy

SIBO (small intestinal bacterial overgrowth) oznacza nadmierne namnażanie bakterii w jelicie cienkim. Może powodować objawy ze strony przewodu pokarmowego, takie jak wzdęcia, biegunki czy bóle brzucha. Coraz więcej badań wskazuje jednak, że jego skutki mogą wykraczać poza układ trawienny.

Zaburzenia mikrobioty jelitowej mogą wpływać na układ odpornościowy poprzez tzw. oś jelito–odporność. W efekcie dysbioza jelitowa może sprzyjać nasileniu objawów chorób atopowych – dotyczących dróg oddechowych, skóry lub przewodu pokarmowego.

Analiza dostępnych badań pokazuje, że dodatnie wyniki testów oddechowych w kierunku SIBO częściej obserwuje się u pacjentów z astmą oskrzelową, alergiami pokarmowymi, zespołem aktywacji mastocytów oraz przewlekłą pokrzywką spontaniczną. Nie oznacza to jednak, że SIBO jest bezpośrednią przyczyną tych chorób.

– Szacuje się, iż w populacji ogólnej SIBO występuje do ok. 20% osób zdrowych, natomiast dla alergików brak jest jednoznacznych danych. Większość badań wskazuje jednak na korelację między dodatnim wynikiem testu oddechowego a objawami alergii – wyjaśnia dr Krzysztof Gomułka z Katedry i Kliniki Alergologii i Chorób Wewnętrznych UMW. Jak podkreśla badacz, wiele dostępnych danych dotyczy dzieci, dlatego potrzebne są dalsze badania w populacji osób dorosłych.

Kiedy leczenie SIBO może pomóc?

Związek między SIBO a alergiami może mieć znaczenie praktyczne w leczeniu niektórych pacjentów.

– Największa szansa na poprawę objawów po diagnostyce i leczeniu SIBO może dotyczyć pacjentów z astmą oskrzelową, alergiami pokarmowymi oraz przewlekłą pokrzywką spontaniczną – mówi dr Krzysztof Gomułka. Mechanizm tej zależności może działać w obie strony. Z jednej strony SIBO może prowadzić do tzw. „nieszczelności jelita”, która sprzyja stanowi zapalnemu i reakcjom alergicznym. Z drugiej strony przewlekły stan zapalny związany z atopią może zaburzać pracę jelit i sprzyjać namnażaniu bakterii.

Sygnał ostrzegawczy

Diagnostyka w kierunku SIBO nie jest jeszcze standardem u pacjentów z alergią. Są jednak sytuacje, w których warto ją rozważyć.

– Sygnałem ostrzegawczym może być nagłe pogorszenie przebiegu choroby alergicznej lub pojawienie się nowych objawów mimo stosowania dotychczasowego leczenia – podkreśla dr Krzysztof Gomułka. W takich przypadkach konieczna może być dokładniejsza ocena stanu pacjenta i rozszerzenie diagnostyki, w tym w kierunku SIBO.

Nowy kierunek badań nad alergią

Naukowcy podkreślają, że potrzebne są dalsze badania, aby lepiej zrozumieć związek między SIBO a chorobami atopowymi. Jeśli przyszłe wyniki potwierdzą tę zależność, diagnostyka i leczenie zaburzeń mikrobioty jelitowej mogą stać się ważnym elementem terapii części pacjentów z alergiami.

Materiał powstał na podstawie artykułuInternational Journal of Molecular Sciences, Possible Crosstalk Between Small Intestinal Bacterial Overgrowth (SIBO) and Atopic Manifestations—A Short Overview, Michał Terlecki, Wiktoria Brzeczek, Martyna Kowalczyk, Emilia Kiełczyńska, Klaudia Kukla, Gabriela Osmulska, Krzysztof Gomułka

Źródło: Komunikat Prasowy

Coraz więcej badań pokazuje, że serce i jelita są ze sobą ściśle powiązane. To, co dzieje się w przewodzie pokarmowym, może wpływać na stan zapalny, metabolizm i ogólne rokowanie pacjentów z niewydolnością serca, którą zwykle kojarzymy z dusznością, obrzękami i szybkim męczeniem się. To właśnie tę perspektywę pokazują badacze z Uniwersytetu Medyczngo we Wrocławiu (UMW), autorzy przeglądu Gut microbiota’s role in heart failure, opublikowanego w 2025 roku w czasopiśmie Heart Failure Reviews.
W niewydolności serca dochodzi do zastoju krwi, a obrzęki, które widać na nogach czy w płucach, pojawiają się także w ścianie jelit, co sprawia, że bariera ochronna staje się mniej szczelna. W efekcie do krwiobiegu łatwiej przenikają metabolity bakterii jelitowych, co sprzyja przewlekłemu, słabo nasilonemu stanowi zapalnemu.

– U pacjentów z niewydolnością serca często obserwuje się dysbiozę jelitową, obejmującą spadek różnorodności mikrobioty oraz ubytek bakterii o działaniu przeciwzapalnym, w tym drobnoustrojów produkujących krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe (SCFA) – zauważa autorka badania Kamila Florek z Instytutu Chorób Serca UMW.

Równowaga mikrobioty

Jednocześnie autorzy podkreślają, że dostępne dane istotnie różnią się pomiędzy populacjami, co wynika z wpływu czynników kształtujących mikrobiotę, takich jak uwarunkowania genetyczne, dieta, środowisko czy stosowane leczenie. Na obecnym etapie nie można więc wskazać jednego, jednoznacznego profilu mikrobioty charakterystycznego dla pacjentów z niewydolnością serca.

Jelita są miejscem powstawania wielu związków chemicznych, które oddziałują na cały organizm. Część z nich może wspierać barierę jelitową i działać ochronnie, inne natomiast, po przedostaniu się do krwi, mogą nasilać reakcję zapalną. Autorzy przeglądu zwracają uwagę m.in. na związki takie jak krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe czy TMAO (tlenek trimetyloaminy- ang. Trimethylamine N-oxide), podkreślając jednak, że ich działanie jest złożone i zależne od wielu czynników klinicznych.

Leki kardiologiczne i jelita

Relacja między sercem a jelitami nie jest jednostronna. Leczenie niewydolności serca może zmieniać skład mikrobioty jelitowej, a mikrobiota może wpływać na metabolizm i skuteczność leków.

– Leki takie jak ACEI/ARBoraz β-blokery korelują ze zwiększoną obfitością potencjalnie korzystnych bakterii produkujących maślan. Dane dotyczące inhibitorów SGLT2 pochodzą głównie z badań przedklinicznych i sugerują przesunięcie mikrobioty w kierunku „korzystniejszego” profilu, jednak ich znaczenie kliniczne u ludzi jeszcze pozostaje niewyjaśnione – zauważa współautor badania, dr hab. Mateusz Sokolski z Kliniki Transplantacji Serca i Mechanicznego Wspomagania Krążenia Instytutu Chorób Serca UMW.

Szczególną grupą są pacjenci z zaawansowaną niewydolnością serca, poddawani transplantacji serca lub mechanicznemu wspomaganiu krążenia. Bardzo istotny u pacjentów po transplantacjach narządowych jest wpływ mikrobioty jelitowej na metabolizm leków immunosupresyjnych, takich jak takrolimus czy mykofenolan mofetylu. Zmienność składu mikrobioty może przekładać się na różnice w ekspozycji na te leki, zwiększając ryzyko zarówno ich toksyczności, jak i niedostatecznej immunosupresji.

Drugim kluczowym obszarem jest wpływ mikrobioty na funkcjonowanie układu immunologicznego, w tym potencjalny związek z ryzykiem incydentów odrzucania przeszczepu. Ważnym kierunkiem dalszych badań pozostaje również rola metabolitów mikrobioty jelitowej w rokowaniu odległym. Dostępne, choć ograniczone dane sugerują, że podwyższone stężenie m.in. TMAO (N-tlenek trimetyloaminy), będącego produktem metabolizmu bakterii jelitowych, może wiązać się z szybszą progresją zmian w naczyniach wieńcowych przeszczepu oraz zwiększonym ryzykiem ostrego odrzucania serca.

 – Aktualnie prowadzimy w tym obszarze badania i niebawem planujemy publikację pierwszych wyników naszych obserwacji — zaznacza Kamila Florek.

Praktyczne zastosowanie

Autorzy przeglądu są ostrożni w formułowaniu zaleceń. Podkreślają, że choć rola mikrobioty jelitowej w niewydolności serca jest coraz lepiej udokumentowana, to na razie nie ma podstaw do rutynowych terapii ukierunkowanych na jelita u wszystkich pacjentów.

– Pomimo rosnącego zainteresowania rolą mikrobioty jelitowej, indywidualizacja interwencji ukierunkowanych na mikrobiotę u pacjentów z niewydolnością serca pozostaje obecnie koncepcją badawczą. Brakuje jednoznacznych kryteriów pozwalających zidentyfikować grupy chorych, które odniosłyby kliniczną korzyść z takich działań – podsumowuje dr hab. Mateusz Sokolski.

Opracowanie optymalnych strategii oraz ich wdrożenie do codziennej praktyki klinicznej pozostaje istotnym wyzwaniem badawczym. Nadal pierwszym krokiem jest zrozumienie mechanizmów patofizjologicznych łączących mikrobiotę jelitową z układem sercowo-naczyniowym.

Materiał powstał na podstawie artykułu w Heart Failure Reviews:
Gut microbiota’s role in heart failure. Kamila Florek, Katarzyna Komorowska, Jakub Ptak, Michał Jarocki, Joanna Gontarczyk, Roksana Mania, Anna Boluk, Ewa Żurawska-Płaksej, Łukasz Łaczmański, Mateusz Sokolski

Źródło: Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu

Zdrowie zaczyna się w jelitach – to nie jest slogan reklamowy, lecz coraz lepiej udokumentowany naukowo fakt. Z roku na rok rośnie liczba badań, które pokazują, że mikrobiota jelitowa wpływa nie tylko na trawienie, ale też na odporność, nastrój, metabolizm, a nawet rozwój chorób cywilizacyjnych. W tym kontekście biotyki – czyli pre-, pro-, syn- i postbiotyki – przestają być dodatkiem, a stają się narzędziem terapeutycznym.
Zespół badaczy z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu – dr n. med. Sylwia Smolińska, dr Magdalena Zemelka-Wiącek oraz prof. UMW i dr Florin-Dan Popescu z Uniwersytetu Medycyny i Farmacji w Rumunii – przygotował przegląd aktualnej wiedzy na temat wpływu biotyków na florę jelitową i barierę jelitową. To nasza „wewnętrzna linia obrony”, a jej szczelność decyduje o tym, czy organizm potrafi chronić się przed stanami zapalnymi, infekcjami i chorobami przewlekłymi.

Prebiotyki, probiotyki, synbiotyki, postbiotyki – każdy z tych elementów pełni inną rolę. Prebiotyki to „pożywka” dla dobrych bakterii. Choć nie zawierają mikroorganizmów, wspomagają wzrost tych, które są już obecne w jelitach. Znajdziemy je m.in. w inulinie, błonniku czy fruktooligosacharydach. Probiotyki to z kolei żywe kultury bakterii, takie jak Lactobacillus czy Bifidobacterium. Jak podkreśla dr Sylwia Smolińska, „niektóre szczepy probiotyczne, jak Lactobacillus rhamnosus GG, mogą wspierać rozwój tolerancji pokarmowej u dzieci z alergiami”.

Kolejną kategorią są synbiotyki – połączenie probiotyku i prebiotyku, które wzajemnie wzmacniają swoje działanie. Szczególnym obiektem zainteresowania naukowców są synbiotyki synergiczne. „Szczególnie obiecujące są synbiotyki synergiczne, które mogą być skuteczne nawet u osób wcześniej nieodpowiadających na inne formy terapii. Kluczowe znaczenie ma personalizacja ich doboru oraz prowadzenie dalszych badań nad długofalowym wpływem na zdrowie” – mówi dr Magdalena Zemelka-Wiącek.

Ale największą uwagę badaczy skupiają dziś postbiotyki – nowa generacja biotyków. To nie żywe bakterie, lecz ich martwe fragmenty, metabolity i krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe. Są bezpieczne, stabilne i nie wymagają kolonizacji jelit, co czyni je szczególnie przydatnymi u pacjentów z osłabioną odpornością. „Postbiotyki wykazują obecnie najsilniejsze i najbardziej wszechstronne działanie wspierające integralność bariery jelitowej, spośród wszystkich grup biotyków” – podkreśla dr Smolińska.

Dlaczego to wszystko ma znaczenie? Bo zaburzenie równowagi mikrobioty – tzw. dysbioza – może prowadzić do całej serii problemów zdrowotnych: od zespołu jelita drażliwego, przez cukrzycę typu 2 i otyłość, aż po depresję i alergie. Biotyki działają nie tylko objawowo, ale strukturalnie – wzmacniają połączenia ścisłe między komórkami jelit, hamują apoptozę, pobudzają wydzielanie mucyny i obniżają pH, ograniczając rozwój patogenów.

Mikrobiomoterapia to nie przyszłość – to teraźniejszość. Postbiotyki już dziś stosuje się nie tylko w suplementach, ale i w żywności funkcjonalnej czy kosmetykach. Rynek biotyków dynamicznie rośnie i ma osiągnąć wartość ponad 100 miliardów dolarów do 2030 roku. Kluczem do sukcesu będzie jednak personalizacja – jak podkreśla dr Zemelka-Wiącek, „to właśnie indywidualny profil mikrobioty oraz choroby pacjenta powinny determinować wybór biotyku”.

Badanie mikroflory może już wkrótce stać się równie rutynowe jak morfologia. A biotyki – mikroskopijni, ale skuteczni sojusznicy – będą odgrywać pierwszoplanową rolę w budowaniu zdrowia od podstaw.

Źródło: Komunikat Prasowy