Medicalpress
W polskim systemie ochrony zdrowia dializoterapia jest jednym z tych obszarów, które na poziomie danych wydają się uporządkowane i stabilne. Liczba pacjentów, skala finansowania i dostępność świadczeń nie odbiegają od standardów krajów rozwiniętych. Jednocześnie w praktyce coraz wyraźniej widać, że formalna dostępność leczenia nie zawsze oznacza jego realną osiągalność – szczególnie w przypadku osób starszych, niesamodzielnych oraz mieszkańców domów pomocy społecznej. To właśnie na styku organizacji świadczeń, transportu i opieki długoterminowej ujawniają się napięcia, których nie widać w statystykach.
System w liczbach – stabilność i rosnąca skala

Z perspektywy instytucji publicznych obraz dializoterapii jest stosunkowo spójny. Jak wskazywał Dawid Stachurski, zastępca dyrektora Departamentu Analiz i Strategii w Ministerstwie Zdrowia, „leczenie nerkozastępcze hemodializą i dializą otrzewnową w 2024 roku rozpoczęło około 5700 pacjentów. Pośród osób rozpoczynających leczenie przy pomocy dializoterapii zdecydowana większość stanowią pacjenci, którzy ukończyli 65. rok życia, to jest ponad 62% ogółu pacjentów”.

Łączna liczba chorych utrzymuje się na wysokim poziomie. „Na koniec 2024 roku dializowano łącznie 20 970 pacjentów, z czego ponad 20 tysięcy metodą hemodializy, a 772 metodą dializy otrzewnowej” – wskazał przedstawiciel Ministerstwa Zdrowia, zaznaczając jednocześnie niewielki wzrost rok do roku.

Równolegle rosną wydatki publiczne. Jak podkreślał Tomasz Kołakowski z Narodowego Funduszu Zdrowia, „wydatki w ciągu ostatnich lat sukcesywnie rosną, proporcjonalnie mniej więcej do liczby osób dializowanych”. System finansowania obejmuje trzy główne zakresy świadczeń: dializoterapię otrzewnową oraz dwa warianty hemodializoterapii – standardową i z zapewnieniem dyżuru całodobowego.

Struktura wydatków jest przy tym wyraźnie nierównomierna. „Najmniejsze wydatki w 2025 roku były na dializoterapię otrzewnową, to było nieco ponad 90 milionów złotych. Na hemodializoterapię zwykłą to 1,137,5 miliona, natomiast na hemodializoterapię z zapewnieniem dyżuru blisko 800 milionów złotych. Łączne wydatki na dializy to ponad 2 miliardy w roku ubiegłym” – wyliczał Kołakowski.

Dominującą metodą leczenia pozostaje hemodializa, co ma bezpośrednie przełożenie na organizację opieki. „Średnia wieku pacjenta oscyluje między 51 a 52 lata dla dializy otrzewnowej, natomiast dla hemodializoterapii są to wyraźnie pacjenci starsi, około 65 lat. Generalnie dializoterapia otrzewnowa jest bardziej dedykowana pacjentom aktywnym zawodowo, natomiast zabiegi hemodializoterapii są dla pozostałej populacji” – wskazał przedstawiciel NFZ. Jednocześnie, jak dodał, „liczba stacji dializ oscyluje około 280 miejsc udzielania świadczeń”.

Ten obraz potwierdza, że system funkcjonuje w sposób przewidywalny i zabezpiecza leczenie dużej grupy pacjentów. Nie odpowiada jednak na pytanie, jak wygląda dostęp do świadczenia z perspektywy chorego.

Dostępność w praktyce – między kontraktem a dojazdem

Rzeczywisty dostęp do dializoterapii nie wynika wyłącznie z liczby placówek czy wysokości finansowania. Szczególnie wyraźnie widać to w przypadku pacjentów starszych, obciążonych wielochorobowością, mieszkających poza dużymi ośrodkami lub w domach pomocy społecznej.

W takich sytuacjach o możliwości leczenia decyduje nie tylko kontrakt z NFZ, ale także geografia i organizacja transportu. Pacjent, który trzy razy w tygodniu musi pokonać kilkadziesiąt kilometrów w jedną stronę, spędza często kilka dodatkowych godzin w drodze. Dla osób w podeszłym wieku lub w złym stanie ogólnym jest to istotne obciążenie.

Choć obowiązek zapewnienia transportu jest wpisany w świadczenie, jego standard i organizacja nie są szczegółowo uregulowane. W praktyce prowadzi to do dużego zróżnicowania jakości. W przypadku części pacjentów oznacza to wieloosobowe transporty, wydłużone trasy, oczekiwanie na innych chorych i brak dostosowania warunków przewozu do stanu zdrowia.

W tym kontekście coraz wyraźniej widać, że dostępność świadczeń nie może być oceniana wyłącznie ilościowo. Liczba stacji dializ czy zawartych kontraktów nie oddaje rzeczywistego dostępu do leczenia. Istotne znaczenie ma ich rozmieszczenie, czas dojazdu oraz profil pacjentów. Koncentracja świadczeń w dużych ośrodkach, choć uzasadniona ekonomicznie, może oznaczać dodatkowe obciążenia dla pacjentów z mniejszych miejscowości.

Domy pomocy społecznej – luka między systemami

Najbardziej złożona sytuacja dotyczy mieszkańców domów pomocy społecznej. Formalnie DPS nie jest podmiotem leczniczym i nie kontraktuje świadczeń zdrowotnych, a jego mieszkańcy korzystają z opieki zdrowotnej na zasadach ogólnych. W praktyce oznacza to funkcjonowanie na styku dwóch systemów – ochrony zdrowia i pomocy społecznej.

Mieszkaniec DPS pozostaje pacjentem systemu ochrony zdrowia, jednak organizacyjne konsekwencje leczenia, w tym transport, opieka po zabiegu i wsparcie w codziennym funkcjonowaniu, w dużej mierze spoczywają na placówce. W przypadku dializoterapii, wymagającej regularnych dojazdów, ten model szczególnie wyraźnie ujawnia swoje ograniczenia.

Odrębnym, ale powiązanym problemem pozostaje kwestia kadr medycznych. Domy pomocy społecznej od lat wskazują na trudności w zapewnieniu odpowiedniej liczby pielęgniarek, przy jednoczesnym wzroście potrzeb zdrowotnych mieszkańców. Jednocześnie obowiązujący model organizacyjny nie przewiduje ich finansowania w ramach systemu świadczeń zdrowotnych. W praktyce oznacza to utrzymywanie się luki pomiędzy potrzebami mieszkańców a możliwościami placówek.

W przypadku domów dla osób przewlekle psychicznie chorych problem ten ma dodatkowy wymiar. Obecność personelu medycznego jest istotna nie tylko z punktu widzenia opieki, ale także bezpieczeństwa i realizacji działań przewidzianych przepisami. W praktyce zabezpieczenie tych potrzeb opiera się często na rozwiązaniach zewnętrznych, które nie zawsze odpowiadają charakterowi całodobowej opieki.
Dializoterapia pokazuje, że samo zapewnienie świadczenia nie jest równoznaczne z zapewnieniem realnego dostępu do leczenia. Kluczowe znaczenie mają organizacja transportu, rozmieszczenie placówek oraz powiązanie systemu ochrony zdrowia z opieką społeczną. W kontekście starzejącej się populacji pacjentów staje się to jednym z istotnych wyzwań systemowych. 

Artykuł powstał na podstawie zapisu posiedzenia Podkomisji stałej do spraw rodziny (posiedzenie nr 11 z dnia 12 marca 2026 r.), poświęconego dializoterapii w Polsce – ze szczególnym uwzględnieniem osób starszych oraz mieszkańców domów pomocy społecznej, w kontekście niedofinansowania i nieaktualnej wyceny świadczeń.

Podczas niedawnego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Pielęgniarek i Położnych (1 października 2025 r.) dyskusja skupiła się wokół kryzysu kadrowego i finansowego, który paraliżuje rozwój opieki geriatrycznej i długoterminowej. Debata pokazała, że system, który powinien być odpowiedzią na dramatycznie rosnące potrzeby starzejącego się społeczeństwa, grzęźnie w niedofinansowaniu, zbyt niskich normach zatrudnienia i wciąż niewdrożonych rozwiązaniach ustawowych.
Polska demografia nie pozostawia złudzeń – w najbliższych latach liczba osób po 60. roku życia będzie dwukrotnie wyższa niż populacja poniżej tego wieku. Oznacza to gwałtowny wzrost zapotrzebowania na wyspecjalizowaną opiekę geriatryczną, której system obecnie nie jest w stanie zapewnić. Brakuje geriatrów, brakuje pielęgniarek ze specjalizacją w opiece nad seniorami, brakuje psychologów i fizjoterapeutów. Nowo projektowane Centra Zdrowia 75+, które miały być odpowiedzią na te wyzwania, wciąż pozostają jedynie zapowiedzią. Jak mówiła przewodnicząca zespołu Joanna Wicha: „Nawet jeśli wydaliśmy z KPO półtora miliarda na wspaniałe łóżka, to jeśli do tych łóżek nie będziemy mieli personelu, to one po prostu będą pustymi łóżkami”
Przyczyn impasu w geriatrii i opiece długoterminowej jest wiele, ale najczęściej powtarzanym wątkiem podczas posiedzenia było finansowanie. Zbyt niska wycena świadczeń sprawia, że lekarze i pielęgniarki nie chcą podejmować pracy w domach pomocy społecznej czy zakładach opiekuńczo-leczniczych. Zdecydowanie częściej wybierają szpitale i podstawową opiekę zdrowotną, gdzie wynagrodzenia są wyższe i bardziej stabilne. Profesor Tomasz Targowski, krajowy konsultant w dziedzinie geriatrii, podkreślał wprost: „Finansowanie, finansowanie, jeszcze raz finansowanie”, wskazując, że nieopłacalność procedur jest barierą w tworzeniu nowych poradni i oddziałów geriatrycznych.

Obraz codzienności w placówkach opiekuńczych daleki jest od oficjalnych statystyk. Choć normy zatrudnienia formalnie istnieją, w praktyce są często niewykonalne. Zgodnie z przepisami na jednego pacjenta dorosłego powinno przypadać 0,7 etatu pielęgniarki, a w przypadku dzieci – 0,9. Tymczasem w DPS-ach i ZOL-ach liczby te pozostają jedynie na papierze, a ich przestrzeganie jest nierealne przy obecnym poziomie finansowania. Dodatkowym problemem są różnice w wynagrodzeniach – pielęgniarki zatrudnione w szpitalach finansowane są przez Ministerstwo Zdrowia, a te pracujące w domach pomocy społecznej podlegają resortowi rodziny. Skutkiem jest odpływ kadr z najbardziej wymagających placówek oraz wysoka rotacja wśród absolwentów pielęgniarstwa, którzy nie chcą brać odpowiedzialności za dziesiątki pacjentów w trudnych warunkach, często bez wsparcia lekarza.

Praktyka codzienna pokazuje, że system nie nadąża za rzeczywistością. Brakuje miejsc na oddziałach internistycznych, do których można by przekazać pacjentów wymagających pilnej hospitalizacji. Brakuje pieniędzy na odnowę budynków, remonty czy sprzęt, który odciążyłby personel w opiece nad niesamodzielnymi chorymi. W konsekwencji wielu pacjentów pozostaje w DPS-ach i ZOL-ach, gdzie pielęgniarki często muszą wykonywać procedury wykraczające poza zakres opieki, bo zwyczajnie nie ma innego wyjścia. Dodatkowym obciążeniem są rosnące koszty utrzymania placówek. Środki z NFZ pochłania przede wszystkim wynagrodzenie personelu, a na remonty czy zakup sprzętu, który mógłby odciążyć pracowników w opiece nad niesamodzielnymi pacjentami, zwyczajnie ich brakuje.

Pacjenci w ZOL-ach to w większości osoby z wielochorobowością, często z kilkunastoma czy nawet kilkudziesięcioma rozpoznaniami. Zdarza się, że jedna pielęgniarka odpowiada za kilkudziesięciu chorych, wymagających całościowej opieki – od karmienia i podnoszenia, po pielęgnację i podstawowe zabiegi. Profil pacjentów zmienia się – dziś to nie tylko osoby wymagające wsparcia w codziennym funkcjonowaniu, ale też ciężko chorzy seniorzy, którzy coraz częściej trafiają do placówek w stanie niedożywienia i wymagają leczenia żywieniowego.

Na chaos systemowy nakłada się problem finansowania domów pomocy społecznej. Wbrew powszechnemu przekonaniu nie są one utrzymywane z budżetu centralnego. Jak wyjaśniła przedstawicielka resortu rodziny, „DPS-y są finansowane po pierwsze przez mieszkańców, po drugie przez ich rodziny, a po trzecie przez samorządy. (…) A my w kraju nie mamy składki na opiekę długoterminową”. Oznacza to, że seniorzy i ich bliscy stają wobec dramatycznych wyborów, a jakość opieki często zależy od możliwości finansowych gminy czy powiatu. Przy niskich emeryturach, sięgających najczęściej od 1700 do 2800 zł, samodzielne sfinansowanie opieki staje się niemożliwe, a w konsekwencji rośnie grupa pacjentów niedożywionych i wymagających dodatkowych form wsparcia.

Podczas posiedzenia wielokrotnie wracał temat opiekunów medycznych – zawodu, który mógłby realnie odciążyć pielęgniarki i poprawić warunki pracy w opiece długoterminowej, ale wciąż pozostaje poza koszykiem świadczeń gwarantowanych. Mariola Łodzińska, prezes Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, podkreślała, że w obecnym stanie prawnym zatrudnianie opiekunów zależy wyłącznie od dobrej woli i możliwości finansowych dyrektorów placówek, ponieważ brak jest obowiązku ich etatowego uwzględnienia. W efekcie opiekunowie nadal nie są wliczani do norm zatrudnienia, mimo że ich obecność mogłaby w znaczący sposób odciążyć personel pielęgniarski.

Paradoksalnie Polska nie cierpi na brak chętnych do zawodu pielęgniarki. Nabór na studia pielęgniarskie w wielu uczelniach przewyższa liczbę kandydatów na kierunki lekarskie. Jednak potencjał ten nie trafia tam, gdzie jest najbardziej potrzebny. Absolwenci wolą podejmować pracę w sektorze prywatnym, w gabinetach komercyjnych czy w szpitalach, gdzie warunki są łatwiejsze, a wynagrodzenia wyższe. W efekcie coraz częściej pielęgniarki wybierają gabinety poprawy urody zamiast zakładów opiekuńczo-leczniczych czy domów pomocy społecznej, co oznacza stratę dla systemu, który finansuje ich kształcenie.

Dodatkowym wyzwaniem jest niż demograficzny i spadek liczby porodów, który dotyka położne. Coraz częściej pozostają one bez pracy, dlatego izby pielęgniarskie uruchamiają kursy uzupełniające, umożliwiające położnym zatrudnienie w opiece długoterminowej, paliatywnej czy chirurgicznej. To próba zagospodarowania istniejących kadr, które mogą odegrać ważną rolę w systemie, jeśli tylko otrzymają szansę zmiany specjalizacji.

Posłowie i eksperci nie kryli, że bez zmiany finansowania i wprowadzenia realnych norm zatrudnienia opieka geriatryczna będzie wciąż tylko pustym hasłem. Jednocześnie pojawiało się przekonanie, że inwestycje w opiekę nad seniorami są nie tylko moralnym obowiązkiem, ale i czystą kalkulacją ekonomiczną – im lepsza opieka w wyspecjalizowanych ośrodkach, tym mniej kosztownych hospitalizacji w oddziałach internistycznych. – „Z ekonomicznego punktu widzenia (…) to się po prostu opłaci” – mówiła przewodnicząca zespołu, apelując o porzucenie „niedasizmu” i odważne reformy.

Materiał powstał na podstawie zapisu posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Pielęgniarek i Położnych z dnia 1 października 2025 r.