Medicalpress

Do 2050 roku zachorowalność na raka na całym świecie wzrośnie o 66,7 proc., a liczba nowych przypadków wyniesie blisko 35 mln. W Europie ma ona wzrosnąć o 19,2 proc., do poziomu 5,16 mln – wynika z najnowszych prognoz Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem (IARC). Eksperci podkreślają, że wśród czynników ryzyka znajdują się m.in. wiek i styl życia, a edukacja zdrowotna powinna być obowiązkowym przedmiotem nauczanym w szkole.

– Dane Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem sugerują, że w ciągu kolejnych dekad będziemy mieli lawinowy wzrost zachorowalności na nowotwory złośliwe w całej Europie. Jest to sygnał dla osób, które projektują systemy opieki zdrowotnej w Europie, aby podjąć to wyzwanie – mówi w rozmowie z agencją Newseria dr hab. n. med. Paweł Koczkodaj, kierownik Pracowni Prewencji Pierwotnej i Polityki Zdrowotnej w Zakładzie Epidemiologii i Prewencji Pierwotnej Nowotworów Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego.

W Europie do 2024 roku zdiagnozowano 4,33 mln nowotworów. Do 2050 roku ta liczba ma wzrosnąć o 833 tys. i tym samym osiągnąć poziom 5,16 mln. Tak wynika z najnowszych danych IARC.

– Coraz częściej mówimy o tym, że coraz więcej osób choruje na nowotwory złośliwe. Powinniśmy pamiętać o tym, że nadal ich najsilniejszym czynnikiem ryzyka pozostaje rosnący wiek. Jesteśmy na progu zjawiska, które nazywa się silver tsunami. Widzimy, że populacja europejska i Polski bardzo szybko się starzeje. Obserwujemy taką zależność wykładniczą, że jest coraz więcej przypadków zachorowań, co nie znaczy, że w młodszych grupach ryzyka ich nie ma – tłumaczy dr hab. n. med. Paweł Koczkodaj.

Jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), częstość występowania nowotworów gwałtownie rośnie wraz z wiekiem, najprawdopodobniej z powodu kumulacji narażenia na czynniki ryzyka. Wiąże się to z tendencją do zmniejszania się skuteczności mechanizmów naprawy komórkowej.

– Na przykładzie raka jelita grubego widać, że coraz więcej młodych osób choruje. Powstaje więc naturalne pytanie, dlaczego tak się dzieje? Mamy tutaj kilka odpowiedzi. Jedną z nich jest to, że rak jelita grubego jest bardzo mocno związany z naszym stylem życia, który, w szczególności w środowiskach wysoko zurbanizowanych czy w populacjach wysoko rozwiniętych, pozostawia wiele do życzenia – wyjaśnia ekspert Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego.

W Europie do 2024 roku zdiagnozowano 328,5 tys. nowotworów jelita grubego, a liczba ta do 2050 roku ma wzrosnąć o 27,1 proc., do 417,7 tys.

– Mówimy tutaj przede wszystkim o nadwadze i otyłości. Podwyższone BMI jest bardzo silnym czynnikiem, który zwiększa ryzyko zachorowania na raka jelita grubego. Do tego rosnące spożycie alkoholu czy palenie papierosów, narażenie na działanie dymu tytoniowego. Dieta ubogoresztkowa, czyli wysoko przetworzona, zawierająca mięso czerwone oraz wysoko przetworzone – peklowane, wędzone czy solone, powoduje, że w młodszych grupach wiekowych również w przypadku tego rodzaju nowotworu możemy mówić o wzrostach – podkreśla dr hab. n. med. Paweł Koczkodaj.

Jak podaje WHO, rak jelita grubego często nie daje żadnych objawów lub są one łagodne we wczesnym stadium. Gdy się pojawią, mogą obejmować m.in. biegunkę, zaparcia lub zwężenie stolca, krew w stolcu, skurcze brzucha, ból lub wzdęcia, które nie ustępują, niewyjaśnioną nagłą utratę wagi bez podejmowania żadnych starań, uporczywe zmęczenie czy też niedokrwistość.

– Generalnie rosnący wiek nadal pozostaje decydującym czynnikiem, który zwiększa ryzyko występowania chorób nowotworowych, w tym złośliwych. Często też możemy przeczytać w literaturze, że wczesne zachorowania w najmłodszych grupach wiekowych są związane z genetycznym obciążeniem, więc dla większości z nas zagrożenie niestety wzrasta wraz z wiekiem – zaznacza ekspert Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego.

Z ostatnich dostępnych danych Krajowego Rejestru Nowotworów wynika, że w 2023 roku w Polsce zdiagnozowano 192 922 przypadków nowotworów złośliwych, w tym 96 925 u mężczyzn i 95 997 u kobiet.

– Jeżeli popatrzymy na dane epidemiologiczne, które dotyczą Polski, widzimy, że tzw. duża trójka nowotworów wśród obydwu płci pozostaje mniej więcej taka sama w ostatnich latach. Jeżeli chodzi o mężczyzn, to na pierwszym miejscu mamy raka gruczołu krokowego, czyli raka prostaty. Następnie raka płuca i jelita grubego. Wśród kobiet na pierwszym miejscu jest rak piersi, następnie płuca i jelita grubego – podkreśla dr hab. n. med. Paweł Koczkodaj.

W 2023 roku na nowotwór złośliwy gruczołu krokowego zachorowało 23 710 Polaków. Rok wcześniej było to 21,5 tys., a dwa lata wcześniej nieco ponad 18 tys.

– Jeżeli chodzi o raka gruczołu krokowego, to wykazuje on największą dynamikę zachorowań. Widzimy bardzo duży przyrost. Natomiast rak piersi to jest ten nowotwór, o którym mówimy już bardzo dużo i jest to najczęstszy nowotwór na świecie, niezależnie od płci. To też jest przedmiotem dużego zmartwienia osób, które zajmują się prewencją chorób nowotworowych – zaznacza ekspert Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego.

U 21,7 tys. Polek w 2023 roku wykryto nowotwór piersi. W 2022 roku było to 22 tys. przypadków, a w 2021 roku  21,3 tys. 

– W przypadku raka piersi wiemy, że mamy pewną listę czynników ryzyka, które predysponują kobietę do zachorowania. Światowa Organizacja Zdrowia podkreśla, że w przypadku ponad 50 proc. zachorowań nie możemy zidentyfikować czynników ryzyka modyfikowalnych, poza dwoma, które są niemodyfikowalne, czyli płeć żeńska oraz wiek powyżej 40. roku życia. Prewencja wtórna, czyli mammografia, odgrywa tutaj kluczowe znaczenie – podkreśla dr hab. n. med. Paweł Koczkodaj.

WHO szacuje, że  w 2024 roku na świecie zdiagnozowano raka piersi u 2,4 mln kobiet i odnotowano 694 tys. zgonów. Występuje w każdym kraju na świecie u kobiet w każdym wieku po okresie dojrzewania, ale jego częstość wzrasta w późniejszym wieku. 

– Zachorowania wśród osób młodych często są związane z mutacjami genetycznymi, natomiast dla większości populacji ze środowiskiem, w którym żyjemy, i z czynnikami modyfikowalnymi. Edukacja zdrowotna jest podstawą i ona powinna rzeczywiście zaistnieć. Nie lubię tego określenia, że powinna być obowiązkowa. Ona powinna być naturalnym elementem programu w szkołach – uważa ekspert Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego.

Źródło: Newseria

Stopień przetworzenia produktów zbożowych może zwiększyć ryzyko rozwoju nieswoistych chorób zapalnych jelit (IBD). Analiza z udziałem naukowców z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu wskazuje, że większe spożycie bardziej przetworzonego pieczywa wiązało się z chorobami jelit.

Nieswoiste choroby zapalne jelit, do których należą m.in. choroba Leśniowskiego-Crohna i wrzodziejące zapalenie jelita grubego, występują na świecie coraz częściej. Ich rozwój zależy od wielu czynników: genetycznych, immunologicznych i środowiskowych. Coraz więcej uwagi poświęca się także diecie – jako jednemu z elementów, które mogą wpływać na ryzyko choroby.

Naukowcy związani z międzynarodowym projektem PURE przyjrzeli się tym razem produktom zbożowym. Chcieli sprawdzić, czy dla ryzyka IBD znaczenie ma nie tylko to, ile ich jemy, ale również sposób, w jaki są przetwarzane.

W badaniu uczestniczyli naukowcy z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. W przesłanym w czwartek komunikacie uczelnia przekazała, że analiza objęła ponad 140 tys. dorosłych z 27 krajów, obserwowanych przez wiele lat.

W tym okresie rozpoznano 467 nowych przypadków nieswoistych chorób zapalnych jelit. Badacze uwzględnili w analizach m.in. wiek i płeć uczestników, ich aktywność fizyczną, palenie tytoniu, miejsce zamieszkania oraz ogólną jakość diety. Pozwoliło to dokładniej ocenić związek pomiędzy spożyciem poszczególnych produktów zbożowych a ryzykiem zachorowania.

Wyniki pokazały, że wyższe spożycie bardziej przetworzonych produktów zbożowych było związane z większym ryzykiem rozwoju IBD. W przypadku produktów zbożowych o niższym stopniu przetworzenia podobnej zależności nie stwierdzono.

„Dieta jest jednym z ważniejszych modyfikowalnych czynników ryzyka nieswoistych chorób zapalnych jelit. Badanie pokazuje, że szczególne znaczenie mogą mieć właśnie ultraprzetworzone produkty zbożowe, dlatego wyniki mają istotne znaczenie zarówno dla zaleceń żywieniowych, jak i strategii profilaktycznych” – powiedziała, cytowana w komunikacie, dr Alicja Basiak-Rasała z Zakładu Badań Populacyjnych i Profilaktyki Chorób Cywilizacyjnych UMW.

Wśród produktów uwzględnionych w obserwacjach znalazły się m.in. pakowane przemysłowo pieczywo, ciasta, ciastka oraz produkty instant na bazie makaronu. Autorzy badania podkreślają jednak, że wyników nie należy odnosić do wszystkich produktów zbożowych.

„To badanie koncentrowało się właśnie na produktach zbożowych i wykazało szczególnie silny związek z produktami wysoko przetworzonymi. Jednocześnie wysokiej jakości pieczywo o niższym stopniu przetworzenia lub spożycie ryżu nie zwiększało ryzyka wystąpienia chorób zapalnych jelit” – wyjaśniła Basiak-Rasała.

Badanie nie pozwala wskazać jednego konkretnego składnika odpowiedzialnego za obserwowany związek. Co więcej, podobnej zależności nie stwierdzono w przypadku wielu innych grup żywności, m.in. nieprzetworzonego czerwonego mięsa, drobiu, nabiału, produktów skrobiowych, warzyw, owoców czy roślin strączkowych. Badacze nie potwierdzili również związku między spożyciem sodu a ryzykiem rozwoju IBD.

Uwagę naukowców zwraca więc sam przemysłowy sposób przetwarzania żywności. Wśród czynników, które mogą odgrywać rolę, wymieniają dodatki technologiczne stosowane w produkcji, takie jak emulgatory, konserwanty czy maltodekstryny.

Badania eksperymentalne sugerują, że niektóre z nich mogą wpływać na skład mikrobioty jelitowej, osłabiać barierę jelitową i sprzyjać odpowiedzi zapalnej organizmu. Szacuje się, że nawet aż 40 proc. emulgatorów w diecie spożywa się właśnie z przetworzonymi produktami zbożowymi.

„Całkowite wyeliminowanie produktów wysokoprzetworzonych jest dziś w praktyce bardzo trudne. Warto jednak jak najczęściej wybierać produkty świeże i minimalnie przetworzone oraz dbać o dietę bogatą w błonnik, pełnoziarniste produkty zbożowe, warzywa, owoce i rośliny strączkowe. Dobrym modelem żywienia pozostaje dieta śródziemnomorska, którą wiązano w innych badaniach z niższym ryzykiem wystąpienia IBD” – podsumowała dr Basiak-Rasała.

Publikacja powstała na podstawie danych z międzynarodowego badania PURE (Prospective Urban Rural Epidemiology) – jednego z największych projektów epidemiologicznych analizujących wpływ czynników społecznych, środowiskowych oraz związanych ze stylem życia na rozwój chorób przewlekłych. Projekt jest obecnie realizowany w 27 krajach. Jego inicjatorem jest prof. Salim Yusuf z McMaster University w Kanadzie.

Polską kohortę PURE od 2007 roku prowadzą na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu prof. Katarzyna Zatońska oraz prof. Andrzej Szuba. To jedno z największych i najdłużej realizowanych badań populacyjnych w Polsce. Jego wyniki regularnie znajdują odzwierciedlenie w międzynarodowych publikacjach i pomagają lepiej zrozumieć znaczenie modyfikowalnych czynników wpływających na zdrowie – napisano w komunikacie uczelni.(PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Starzenie się organizmu ma związek m.in. ze stanami zapalnymi, skróceniem telomerów, uszkodzeniami mitochondriów czy zaburzeniami odżywiania komórek. Otyłość przyspiesza liczne spośród tych procesów – wynika z przeglądu badań.

Otyłość nie tylko utrudnia życia i pogarsza bieżące zdrowie, ale też aktywnie przyspiesza proces starzenia się organizmu – twierdzą naukowcy z Sichuan University i innych ośrodków z Chin, autorzy przeglądu badań opublikowanego w piśmie „Genes & Diseases”.

Publikacja po pierwsze wskazuje, że starzenie się jest napędzane przez liczne procesy biologiczne, m.in. przewlekły stan zapalny, skracanie telomerów, zaburzenia funkcjonowania mitochondriów, niestabilność genomu, zaburzenia homeostazy białek, wyczerpywanie się puli komórek macierzystych oraz zaburzenia wykrywania składników odżywczych.

Otyłość, jak informują naukowcy, wydaje się nasilać wiele z tych procesów, co sugeruje, że może przyspieszać biologiczne starzenie się, a nie tylko niezależnie zwiększać ryzyko chorób.

Podkreślają, że jeden z najsilniejszych związków dotyczy chronicznych, słabych stanów zapalnych. Wynikają one z tego, że do tkanki tłuszczowej naciekają komórki układu odpornościowego, produkujące cytokiny prozapalne. Powoduje to z kolei przewlekły stan zapalny w całym organizmie, sprzyjający insulinooporności, zaburzeniom metabolicznym, chorobom sercowo-naczyniowym i uszkodzeniom tkanek. Przypomina to przewlekły stan zapalny związany z naturalnym starzeniem się – wyjaśniają eksperci.

Dowody naukowe wskazują przy tym, że utrata wagi może osłabić wspomniane szkodliwe procesy.

Według naukowców pozytywne zmiany stylu życia, takie jak ograniczenie kalorii w diecie i zwiększenie ilości aktywności fizycznej, a także leczenie farmakologiczne i chirurgia bariatryczna, wiążą się z poprawą funkcjonowania metabolicznego oraz obniżeniem poziomu biologicznych markerów związanych ze starzeniem.

Badacze omawiają także nowoczesne leki przeciw otyłości, w tym liraglutyd, semaglutyd, tirzepatyd i orlistat, pod kątem ich potencjalnego wpływu na wydłużenie życia w zdrowiu. Mają one zmniejszać stan zapalny, poprawiać funkcjonowanie mitochondriów, zwiększać aktywności wydłużającej telomery telomerazy i ograniczać stresu oksydacyjnego.

Źródło: Nauka w Polsce

Ocet jabłkowy może nieznacznie wpływać na masę ciała i poziom glukozy we krwi, jednak dowody dotyczące jego skuteczności w odchudzaniu pozostają ograniczone i obarczone problemami metodologicznymi – wskazała dietetyczka Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, powołując się na najnowsze analizy naukowe.
Ocet jabłkowy od lat jest przedstawiany jako domowy sposób na odchudzanie i poprawę metabolizmu. W ostatnim czasie jego popularność wzrosła za sprawą mediów społecznościowych oraz suplementów diety, wśród których są np. żelki z octem jabłkowym. Jak podkreśliła dietetyczka ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego dr nauk o zdrowiu Małgorzata Słoma-Krześlak, dostępne wyniki badań nie potwierdzają jednak spektakularnych efektów przypisywanych temu produktowi.

Najnowsze metaanalizy wskazują, że regularne spożywanie octu jabłkowego – najczęściej około 30 ml dziennie przez okres do 12 tygodni – wiązało się z niewielkim, statystycznie istotnym spadkiem masy ciała i wskaźnika BMI u osób z nadwagą, otyłością lub cukrzycą typu 2. Pewność tych dowodów pozostaje jednak ograniczona.

– Ocet jabłkowy może obniżać stężenie glukozy na czczo u osób z cukrzycą typu 2. Pewność dowodów dotyczących stężenia glukozy na czczo oceniono jako umiarkowaną, a analiza zależności dawka–odpowiedź sugerowała większy efekt przy wyższych dawkach, choć wyniki poszczególnych modeli statystycznych nie były w pełni spójne. W przypadku hemoglobiny glikowanej pewność dowodów oceniono jako niską – wyjaśniła dr Małgorzata Słoma-Krześlak.

Dietetyczka zwróciła uwagę, że jedna z najnowszych metaanaliz uwzględniała badanie, które w 2025 r. zostało wycofane z czasopisma naukowego z powodu poważnych zastrzeżeń dotyczących wiarygodności danych.

Chodzi o szeroko cytowane badanie opublikowane w 2024 r., opisujące duże efekty odchudzające u młodzieży. Artykuł został formalnie wycofany po wykazaniu przez innych badaczy nieprawidłowości w danych.

– To ważna lekcja: pojedyncze, chętnie udostępniane w mediach społecznościowych badanie nie jest dowodem samym w sobie, a rzetelna ocena naukowa wymaga czasu i krytycznej analizy metodologii – podkreśliła Słoma-Krześlak.

Autorka opracowania zaznaczyła, że obecnie nie ma wiarygodnych badań klinicznych oceniających skuteczność żelek z octem jabłkowym. Dostępne dowody dotyczą wyłącznie płynnego octu oraz, w jednym badaniu, kapsułek.

Według dietetyczki skład takich suplementów jest zróżnicowany, a producenci często nie podają rzeczywistej zawartości kwasu octowego, co uniemożliwia porównanie ich z dawkami stosowanymi w badaniach. Żelki mogą ponadto zawierać dodatek cukru lub substancji słodzących.

Słoma-Krześlak przypomniała również o możliwych działaniach niepożądanych. Nierozcieńczony ocet jabłkowy może podrażniać błony śluzowe i sprzyjać erozji szkliwa zębów, natomiast osoby stosujące insulinę, leki wywołujące hipoglikemię lub wpływające na gospodarkę potasową powinny skonsultować jego regularne stosowanie z lekarzem lub farmaceutą.

Dietetyczka podsumowała, że ocet jabłkowy nie jest metodą leczenia otyłości ani cukrzycy i nie powinien zastępować diety, aktywności fizycznej ani farmakoterapii.(PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Czy szklanka soku owocowego to zawsze zdrowy wybór? Od lat jest on postrzegany jako lepsza alternatywa dla słodzonych napojów gazowanych. Najnowsze badanie opublikowane w prestiżowym czasopiśmie Circulation pokazuje jednak, że częste picie soków owocowych w dzieciństwie – podobnie jak spożywanie napojów słodzonych cukrem – może wiązać się z większym ryzykiem rozwoju nadciśnienia tętniczego w dorosłym życiu. Jednocześnie naukowcy podkreślają, że zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku całych owoców.
Nie sama fruktoza, ale jej źródło ma znaczenie

Fruktoza od dawna budzi zainteresowanie naukowców badających wpływ diety na zdrowie sercowo-naczyniowe. Występuje zarówno w owocach, jak i sokach owocowych czy napojach słodzonych cukrem. Dotychczas nie było jednak jasne, czy to właśnie ilość spożywanej fruktozy odpowiada za zwiększone ryzyko chorób, czy może większe znaczenie ma produkt, z którego pochodzi.

Odpowiedzi na to pytanie postanowili poszukać naukowcy z Kanady i Stanów Zjednoczonych. W badaniu przeanalizowano dane pochodzące z projektu Growing Up Today Study (GUTS), obejmującego ponad 25 tysięcy uczestników, których obserwowano nawet przez 25 lat – od dzieciństwa aż do dorosłości. Średni wiek uczestników wynosił około 12 lat na początku badania i 36 lat pod koniec obserwacji.

Nadciśnienie rozwinęło się u 6 proc. uczestników

W trakcie obserwacji nadciśnienie tętnicze rozpoznano u około 6,3 proc. badanych. Naukowcy przeanalizowali ich sposób żywienia, uwzględniając między innymi spożycie napojów słodzonych cukrem, soków owocowych, całych owoców oraz całkowite spożycie fruktozy.

Najbardziej zaskakujący okazał się jeden z głównych wniosków.

Sama ilość spożywanej fruktozy nie wiązała się ze zwiększonym ryzykiem nadciśnienia. Znaczenie miało natomiast to, z jakiego produktu pochodziła.

Słodkie napoje i duże ilości soków zwiększały ryzyko

Osoby, które od dzieciństwa najczęściej piły napoje słodzone cukrem – co najmniej dwie porcje dziennie – miały o 52 proc. wyższe ryzyko rozwoju nadciśnienia tętniczego niż osoby spożywające je rzadziej niż trzy razy w tygodniu.

Podobną zależność zaobserwowano w przypadku soków owocowych. U osób pijących co najmniej półtorej porcji soku dziennie ryzyko nadciśnienia było o 35 proc. wyższe niż u tych, którzy sięgali po sok rzadziej niż raz w tygodniu.

Autorzy zwracają jednak uwagę, że nie oznacza to, iż każda szklanka soku jest szkodliwa. Niewielkie ilości soku nie wiązały się ze wzrostem ryzyka, natomiast problem pojawiał się przy jego regularnym, wysokim spożyciu.

Całe owoce to zupełnie inna historia

W przeciwieństwie do soków, spożywanie całych owoców nie zwiększało ryzyka nadciśnienia.

Zdaniem autorów może to wynikać z obecności błonnika, który spowalnia wchłanianie naturalnych cukrów oraz zwiększa uczucie sytości. Owoce dostarczają także polifenoli i wielu innych związków bioaktywnych, które korzystnie wpływają na układ sercowo-naczyniowy. Część tych składników jest tracona podczas produkcji soków.

To właśnie dlatego coraz więcej wytycznych żywieniowych zaleca wybieranie całych owoców zamiast ich płynnej postaci.

Niewielka zmiana może przynieść korzyści

Jednym z najciekawszych elementów badania była analiza pokazująca, co mogłoby się stać, gdyby uczestnicy zastąpili jedną porcję słodzonego napoju innym produktem.

Okazało się, że zamiana jednej porcji napoju słodzonego cukrem dziennie na:

Z kolei zastąpienie jednej porcji soku owocowego dziennie całym owocem wiązało się z 19 proc. niższym ryzykiem rozwoju nadciśnienia tętniczego.

Dlaczego płynne cukry działają inaczej?

Naukowcy przypominają, że napoje – zarówno słodzone cukrem, jak i soki – dostarczają znacznych ilości cukrów prostych w postaci płynnej. Organizm nie odczuwa ich w taki sam sposób jak cukrów obecnych w całych owocach.

Płynne kalorie słabiej sycą, dlatego łatwiej spożyć ich więcej, nie ograniczając ilości kolejnych posiłków. Nadmiar fruktozy metabolizowany jest przede wszystkim w wątrobie, gdzie może sprzyjać zwiększonej produkcji kwasu moczowego i zaburzeniom gospodarki lipidowej. Z czasem procesy te mogą wpływać na wzrost ryzyka chorób sercowo-naczyniowych, w tym nadciśnienia.

Jednocześnie autorzy podkreślają, że sok owocowy nie jest odpowiednikiem słodkiego napoju gazowanego. Zawiera witaminy, składniki mineralne i polifenole, które częściowo mogą łagodzić niekorzystny wpływ cukrów. Dlatego kluczowe znaczenie ma przede wszystkim ilość spożywanego soku oraz jego miejsce w codziennej diecie.

Co wybrać zamiast słodkich napojów?

Całe owoce – dostarczają naturalnych cukrów, ale także błonnika, witamin i związków bioaktywnych.
Wodę – najlepszy napój do codziennego nawadniania organizmu.
Mleko – jest źródłem białka, wapnia i innych składników odżywczych, dlatego może być lepszym wyborem niż słodzone napoje.
Sok owocowy? Tak, ale z umiarem. 100-procentowy sok może być elementem zdrowej diety, jednak nie powinien zastępować całych owoców ani być spożywany w dużych ilościach każdego dnia.

Napoje słodzone cukrem warto traktować jako okazjonalny dodatek, a nie codzienny element jadłospisu.

Źródło: Nguyen M., AlEssa H.B., Glenn A.J. i wsp. Consumption of Fructose-Containing Food and Beverage Sources in Childhood Through to Adulthood and Risk of Hypertension: A Prospective Cohort Study. Circulation. 2026. DOI: 10.1161/CIRCULATIONAHA.125.077666.
Jogurt na śniadanie, ogórki kiszone do obiadu, a do tego porcja świeżych warzyw i owoców. Okazuje się, że taki sposób odżywiania może mówić o jakości naszej diety więcej, niż dotychczas sądzono. Naukowcy z Francji wykazali, że osoby częściej sięgające po produkty prawdopodobnie zawierające żywe mikroorganizmy zazwyczaj odżywiają się zdrowiej i dostarczają organizmowi więcej cennych składników odżywczych. Nie oznacza to jednak, że to same mikroorganizmy odpowiadają za ten efekt – są raczej elementem szerszego, zdrowego modelu żywienia.
Do takich produktów należą przede wszystkim naturalne jogurty, kefiry, niektóre sery, a także surowe warzywa i owoce oraz wybrane produkty fermentowane, w tym kiszonki. To właśnie one od lat znajdują się w centrum zainteresowania badaczy zajmujących się mikrobiotą jelitową i wpływem diety na zdrowie.

Niemal każdy je produkty zawierające żywe mikroorganizmy

Badanie opublikowane w czasopiśmie Nutrition Bulletin objęło blisko 3900 dzieci i dorosłych uczestniczących w reprezentatywnym francuskim badaniu żywieniowym INCA3. Naukowcy ocenili, jak często badani spożywali produkty zakwalifikowane jako zawierające niskie, średnie lub wysokie ilości żywych mikroorganizmów.

Okazało się, że niemal wszyscy uczestnicy sięgali po produkty zawierające średnie lub wysokie ilości żywych mikroorganizmów. Dotyczyło to 97,7 proc. dzieci oraz 98,4 proc. dorosłych. Średnie dzienne spożycie takich produktów wynosiło około 167 g u dzieci i ponad 215 g u dorosłych.

Najważniejszym źródłem produktów o średniej zawartości żywych mikroorganizmów były surowe owoce i warzywa. Z kolei do produktów o najwyższej zawartości zaliczano przede wszystkim jogurty oraz sery niepasteryzowane.

Co ciekawe, mimo rosnącej popularności żywności fermentowanej, we Francji znacznie rzadziej spożywano kefir, tofu, miso, kiszoną kapustę czy inne fermentowane dodatki do potraw.

Mniej kalorii, więcej wartości odżywczych

Choć produkty zawierające żywe mikroorganizmy dostarczały jedynie niewielką część dziennej energii, okazały się ważnym źródłem wielu składników odżywczych.

U dorosłych odpowiadały za ponad 20 proc. dziennego spożycia wapnia, witaminy A, witaminy D oraz ryboflawiny. Podobne zależności obserwowano również u dzieci. Oznacza to, że produkty te dostarczają organizmowi stosunkowo dużo wartości odżywczych w stosunku do swojej kaloryczności.

Im więcej takich produktów, tym lepsza dieta

Najciekawsze wnioski dotyczyły jednak ogólnego sposobu odżywiania.

Osoby, które najczęściej spożywały produkty zawierające żywe mikroorganizmy, jednocześnie jadły więcej warzyw, owoców i naturalnych produktów mlecznych. Rzadziej natomiast sięgały po słodzone napoje, słodycze, słone przekąski czy wysoko przetworzone dania.

Dorośli częściej wybierali również produkty pełnoziarniste oraz ryby, natomiast dzieci spożywały więcej roślin strączkowych. Analiza wykazała także, że ich sposób odżywiania lepiej odpowiadał francuskim zaleceniom żywieniowym i zapewniał wyższe spożycie wielu niezbędnych witamin oraz składników mineralnych.

Badacze podkreślają, że produkty zawierające żywe mikroorganizmy mogą być dobrym wskaźnikiem ogólnie zdrowszego modelu żywienia.

Dlaczego fermentowane produkty są tak cenne?

Rosnące zainteresowanie produktami fermentowanymi nie jest przypadkowe. Naturalne jogurty, kefiry, maślanki czy tradycyjne kiszonki są źródłem bakterii fermentacji mlekowej, które pomagają utrzymać prawidłową równowagę mikrobioty jelitowej. Dzięki temu mogą wspierać funkcjonowanie przewodu pokarmowego oraz ograniczać rozwój niepożądanych drobnoustrojów.

Fermentacja pozwala również zachować wiele cennych składników odżywczych obecnych w warzywach i produktach mlecznych. Kiszonki dostarczają m.in. witaminy C, błonnika oraz związków o właściwościach przeciwutleniających, natomiast fermentowane produkty mleczne są dobrym źródłem wapnia, białka oraz – w przypadku produktów zawierających odpowiednie szczepy – bakterii probiotycznych, których korzystny wpływ na zdrowie został potwierdzony w badaniach klinicznych.

Eksperci podkreślają jednak, że największe korzyści przynosi nie pojedynczy produkt, lecz całościowy sposób odżywiania. Regularne spożywanie warzyw, owoców, produktów pełnoziarnistych oraz naturalnych produktów fermentowanych sprzyja budowaniu wartościowej, różnorodnej diety, która wspiera prawidłowe funkcjonowanie organizmu.

Co warto włączyć do codziennej diety?

Pamiętaj: samo spożywanie kiszonek czy jogurtów nie zastąpi zdrowej diety. Największe korzyści przynosi różnorodny jadłospis bogaty w warzywa, owoce, produkty pełnoziarniste i naturalne produkty fermentowane.

Źródło: Gazan R., Maillot M., Vieux F., Poinsot R., Drewnowski A. Association Between Dietary Live Microbes and Diet Quality Among Children and Adults in France. Nutrition Bulletin. 2026;51(2):245–257. DOI: 10.1111/nbu.70057

Przewlekłe zmęczenie coraz częściej traktowane jest jako jeden z objawów współczesnego stylu życia: nadmiaru pracy, niedoboru snu, stresu i zbyt małej regeneracji. Nowe badanie japońskich naukowców sugeruje jednak, że u części osób warto zwrócić uwagę także na mniej oczywisty czynnik – stan odżywienia organizmu, zwłaszcza poziom witaminy B12 i folianów oraz związaną z nimi homocysteinę.
Naukowcy z Osaka Metropolitan University przeanalizowali dane 602 zdrowych dorosłych mieszkańców Japonii. Uczestnikom oznaczono stężenie homocysteiny, witaminy B12 i folianów we krwi, a następnie oceniono poziom zmęczenia i motywacji przy użyciu kwestionariuszy, m.in. Chalder Fatigue Scale oraz wizualnej skali analogowej.

Homocysteina to aminokwas powstający w organizmie w toku przemian metioniny. Jej podwyższone stężenie od dawna jest analizowane przede wszystkim w kontekście ryzyka sercowo-naczyniowego, zaburzeń poznawczych, demencji czy złamań. Na jej poziom wpływa m.in. metabolizm witamin z grupy B, zwłaszcza folianów, witaminy B12 i witaminy B6. Niedobory tych składników mogą sprzyjać wzrostowi stężenia homocysteiny.

W badaniu wykazano, że osoby z wyższymi poziomami homocysteiny miały jednocześnie niższe stężenia witaminy B12 i folianów – zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn. Następnie autorzy sprawdzili, czy wyższa homocysteina wiąże się z nasileniem zmęczenia lub obniżeniem motywacji. Analizy przeprowadzono osobno dla kobiet i mężczyzn, uwzględniając czynniki mogące wpływać na zmęczenie, takie jak wiek, długość snu, czas pracy, aktywność fizyczna, BMI, funkcja nerek oraz różnorodność diety.

Wyniki sugerują różnice zależne od płci. U mężczyzn wyższe stężenie homocysteiny wiązało się z większym nasileniem zmęczenia fizycznego. U kobiet najwyższy poziom homocysteiny był związany z niższą motywacją. Autorzy podkreślają jednak, że zależności te nie były jednoznaczne we wszystkich analizach statystycznych – gdy homocysteinę potraktowano jako zmienną ciągłą, związek ze zmęczeniem i motywacją nie osiągnął istotności statystycznej. Dlatego wyniki należy traktować jako hipotezę wymagającą potwierdzenia, a nie jako dowód, że niedobór witamin bezpośrednio powoduje przewlekłe zmęczenie.

To ważne zastrzeżenie, ponieważ zmęczenie jest objawem wieloczynnikowym. Może wynikać z niedoboru snu, przeciążenia psychicznego, przewlekłego stresu, zaburzeń nastroju, chorób tarczycy, niedokrwistości, infekcji, chorób przewlekłych, zaburzeń metabolicznych czy stosowanych leków. Dieta i poziom mikroskładników są tylko jednym z możliwych elementów tej układanki.

Choć zmęczenie najczęściej kojarzy się z niedoborem snu, stresem lub przeciążeniem obowiązkami, niekiedy może być sygnałem innych zaburzeń zdrowotnych. Dlatego utrzymujące się przez dłuższy czas osłabienie, brak energii czy spadek motywacji nie powinny być bagatelizowane. W zależności od sytuacji klinicznej lekarz może zalecić diagnostykę obejmującą m.in. morfologię krwi, ocenę gospodarki żelazowej, funkcji tarczycy, a także oznaczenie stężenia witaminy B12, folianów i homocysteiny.

Prof. Hiroaki Kanouchi z Osaka Metropolitan University zwraca uwagę, że dotychczas homocysteina była kojarzona głównie z chorobami układu krążenia, demencją i złamaniami. „Nasze wyniki sugerują, że w przyszłości warto zwracać uwagę także na zmęczenie i motywację. Aby zapobiegać wzrostowi poziomu homocysteiny, ważne jest unikanie niedoborów witaminy B12 i folianów. Kluczowe jest utrzymywanie dobrze zbilansowanej diety na co dzień” – podkreśla badacz [tłum. red.].

Źródłem folianów są m.in. zielone warzywa liściaste, rośliny strączkowe, niektóre owoce, produkty pełnoziarniste oraz wzbogacane produkty zbożowe. Witamina B12 występuje przede wszystkim w produktach pochodzenia zwierzęcego, takich jak mięso, ryby, jaja i nabiał. Na jej niedobór bardziej narażone mogą być m.in. osoby na dietach roślinnych, osoby starsze, pacjenci z zaburzeniami wchłaniania oraz osoby przyjmujące niektóre leki.

Badanie nie oceniało wpływu suplementacji witaminy B12 lub folianów na poziom zmęczenia i motywacji, dlatego nie pozwala odpowiedzieć na pytanie, czy obniżenie stężenia homocysteiny przekłada się bezpośrednio na poprawę samopoczucia. Autorzy podkreślają, że potrzebne są dalsze badania, które pozwolą lepiej zrozumieć obserwowane zależności oraz ocenić ich znaczenie kliniczne.

Źródło: Kanouchi H. i wsp. Associations of Plasma Homocysteine Reflecting Vitamin B12 and Folate Status with Fatigue-Related Outcomes in Healthy Adults. Nutrients, 2026; 18(6):941. DOI: 10.3390/nu18060941.
Osaka Metropolitan University, Vitamin deficiencies may contribute to chronic fatigue and low motivation, 2026.
Kombucha przygotowana z zielonej herbaty i herbaty oolong wykazuje najwyższą aktywność antyoksydacyjną spośród badanych wariantów — wynika z analiz naukowców z Uniwersytetu Przyrodniczego i Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Badacze sprawdzili, jak pięć rodzajów herbaty wpływa na skład chemiczny, aromat i potencjalne właściwości biologiczne popularnego napoju fermentowanego. Wyniki pokazują, że kombucha nie jest jednym uniwersalnym produktem: jej charakter zależy w dużej mierze od surowca, z którego powstaje.
Interdyscyplinarny zespół naukowców porównał kombuchy przygotowane na bazie różnych rodzajów herbat: czarnej, zielonej, białej, oolong i pu-erh. Wyniki badań opublikowano w czasopiśmie Food Chemistry.

Badanie może mieć znaczenie nie tylko dla konsumentów, ale także dla producentów napojów fermentowanych. Pokazuje, że dobór herbaty może być narzędziem projektowania kombuchy o określonym profilu smakowym, aromatycznym i chemicznym. To ważne w sytuacji, gdy rynek żywności fermentowanej szybko się rozwija, a konsumenci coraz częściej pytają nie tylko o smak, ale również o skład i potencjalne właściwości produktów.

– Rodzaj herbaty działa jak swoista matryca, która kształtuje przebieg fermentacji oraz końcowy skład kombuchy – wyjaśnia dr hab. Helena Moreira, prof. UMW z Katedry Podstaw Nauk Medycznych i Immunologii UMW. – Poszczególne herbaty różnią się zawartością polifenoli, katechin, kofeiny i innych związków bioaktywnych, które są następnie metabolizowane przez mikroorganizmy SCOBY. W efekcie fermentacja przebiega z różną dynamiką, a końcowe napoje różnią się zarówno profilem chemicznym, jak i aromatycznym.

Fermentacja, która zmienia skład napoju

 
Kombucha powstaje dzięki działaniu SCOBY – symbiotycznej kultury bakterii i drożdży, która fermentuje słodzoną herbatę. Podczas tego procesu słodzona herbata zmienia się w kwaśny, lekko musujący napój. Drożdże rozkładają cukry do alkoholu i dwutlenku węgla, a bakterie przekształcają je dalej w kwasy organiczne, głównie kwas octowy i glukonowy, odpowiedzialne za charakterystyczny kwaśny smak kombuchy.

Równolegle zmienia się również skład związków bioaktywnych obecnych w herbacie. Naukowcy obserwowali przemiany polifenoli, katechin i lotnych związków aromatycznych odpowiedzialnych za smak oraz zapach kombuchy.

– Jednocześnie dochodzi do przemian polifenoli i lotnych związków aromatycznych obecnych w herbacie. W efekcie napój zyskuje charakterystyczny kwaśny, lekko musujący smak oraz bardziej złożony aromat – tłumaczy prof. Helena Moreira.

Analizy wykazały wyraźny wzrost stężenia związków odpowiadających za nuty kwiatowe i owocowe, takich jak linalol czy 2-fenyloetanol. Są to substancje naturalnie występujące również w kwiatach i olejkach eterycznych. Jednocześnie część związków charakterystycznych dla świeżo zaparzonej herbaty zanikała w trakcie fermentacji, a ich miejsce zajmowały nowe metabolity produkowane przez bakterie i drożdże SCOBY.

Badacze wykorzystali zaawansowane techniki chromatograficzne oraz spektrometrię mas, aby dokładnie prześledzić zmiany zachodzące w napoju podczas fermentacji. Dzięki temu mogli porównać setki związków chemicznych obecnych w kombuchach przygotowanych z różnych rodzajów herbat.

– Najbardziej zaskakująca była skala zmian zachodzących podczas fermentacji oraz to, jak silnie zależały one od rodzaju zastosowanej herbaty – mówi naukowczyni. – Mimo identycznych warunków fermentacji uzyskaliśmy kombuchy o bardzo odmiennych profilach lotnych związków aromatycznych.

Zielona i oolong wypadły najlepiej

Badania pokazały również, że różne rodzaje kombuch mogą wykazywać odmienne właściwości biologiczne. Kombuchy przygotowane na bazie herbat zielonych i oolong charakteryzowały się najwyższą aktywnością antyoksydacyjną i największą zdolnością neutralizowania wolnych rodników.

Wolne rodniki to reaktywne cząsteczki mogące uszkadzać komórki i przyspieszać procesy starzenia, dlatego związki o działaniu antyoksydacyjnym są intensywnie badane pod kątem potencjalnego wpływu na zdrowie.

– Wyniki naszych badań wskazują, że rodzaj herbaty wpływa nie tylko na smak i aromat, ale także na aktywność biologiczną kombuchy – podkreśla prof. Helena Moreira. – Szczególnie interesujące wyniki uzyskaliśmy dla kombuch przygotowanych z herbat zielonych i oolong, które wykazywały najwyższy potencjał biologiczny.

Naukowcy zaznaczają jednak, że choć wyniki badań laboratoryjnych są obiecujące, nie można jeszcze jednoznacznie mówić o konkretnych efektach zdrowotnych u ludzi. Konieczne są dalsze badania kliniczne, aby jednoznacznie potwierdzić wpływ poszczególnych rodzajów kombuch na zdrowie człowieka.

Nie każda kombucha jest taka sama

Rosnące zainteresowanie kombuchą wpisuje się w szerszy trend badań nad żywnością fermentowaną. Fermentacja może zwiększać biodostępność składników bioaktywnych, prowadzić do powstawania nowych metabolitów i wpływać na mikrobiotę jelitową.

– Żywność fermentowana znajduje się obecnie w centrum zainteresowania nauki, ponieważ łączy tradycyjne technologie z nowoczesnym podejściem do zdrowia i żywienia – mówi prof. Helena Moreira. – Kombucha jest bardzo dobrym przykładem produktu, w którym skład chemiczny, aktywność biologiczna i profil sensoryczny są efektem złożonych interakcji pomiędzy surowcem a mikroorganizmami fermentacyjnymi.

Badania pokazują również, że kombucha nie jest jednym, uniwersalnym produktem. W praktyce każda herbata może stworzyć napój o innym charakterze, zarówno smakowym, jak i chemicznym. Kombucha z herbat zielonych charakteryzowała się bardziej świeżym i roślinnym profilem aromatycznym, oolong dawała wyraźniejsze nuty kwiatowe i owocowe, natomiast kombuchy z herbat czarnych i pu-erh miały cięższy, bardziej ziemisty i fermentacyjny aromat.

W praktyce oznacza to, że wybór herbaty może być jednym z kluczowych etapów projektowania kombuchy – zarówno pod względem smaku, jak i składu chemicznego. Wyniki badań laboratoryjnych wskazują na wyraźne różnice pomiędzy wariantami napoju, ale nie zastępują badań klinicznych potrzebnych do oceny ewentualnego wpływu na zdrowie człowieka.

Materiał powstał na podstawie artykułu: Matrix-dependent modulation of chemical composition, volatile profile, and biological activity of kombucha beverages from different tea types, Akshay K. Chandran, Marcelina Stach, Jacek Łyczko, Zbigniew Lazar, Joanna Kawa-Rygielska, Helena Moreira, Anna Szyjka, Ewa Barg, Joanna Kolniak-Ostek.

Źródło: inf pras
Zwykle myślimy o nich jako o dodatku do potraw. Szczypta cynamonu do owsianki, odrobina oregano do sosu, kurkuma w zupie czy imbir w herbacie mają przede wszystkim poprawić smak i aromat posiłku. Tymczasem coraz więcej badań sugeruje, że przyprawy i zioła mogą wpływać nie tylko na walory kulinarne, ale również na funkcjonowanie organizmu. Naukowcy od lat sprawdzają, czy ich regularne spożywanie może wspierać zdrowie serca, metabolizm oraz mikrobiom jelitowy.
Przegląd badań opublikowany w czasopiśmie „Nutrition Reviews” podsumowuje wyniki kilku kontrolowanych badań klinicznych przeprowadzonych przez naukowców z Penn State University. Ich celem było sprawdzenie, czy codzienne spożywanie mieszanek popularnych przypraw i ziół może wpływać na czynniki ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. Wyniki sugerują, że nawet kulinarne ilości przypraw mogą mieć korzystny wpływ na niektóre parametry zdrowotne.

Choroby serca nadal pozostają największym wyzwaniem

Choroby sercowo-naczyniowe pozostają główną przyczyną zgonów na świecie. Za ich rozwój odpowiada wiele czynników, w tym nadciśnienie tętnicze, otyłość, cukrzyca typu 2, zaburzenia lipidowe, przewlekły stan zapalny oraz nieprawidłowa dieta.

Od lat wiadomo, że sposób odżywiania ma ogromne znaczenie dla zdrowia układu krążenia. Większość zaleceń koncentruje się na zwiększeniu spożycia warzyw, owoców, produktów pełnoziarnistych czy zdrowych tłuszczów. Coraz częściej badacze zwracają jednak uwagę również na przyprawy i zioła, które zawierają liczne związki biologicznie aktywne, takie jak polifenole, flawonoidy, terpeny czy związki siarkowe.

W badaniach laboratoryjnych wiele z tych substancji wykazuje działanie przeciwutleniające i przeciwzapalne. Pytanie brzmi jednak, czy efekty obserwowane w laboratorium przekładają się również na korzyści zdrowotne u ludzi.

Co dzieje się po tłustym posiłku?

Jednym z pierwszych obszarów zainteresowania naukowców były zmiany zachodzące w organizmie bezpośrednio po spożyciu wysokokalorycznego, tłustego posiłku.

Po takim posiłku zwykle obserwuje się przejściowy wzrost stężenia trójglicerydów, insuliny oraz markerów stresu oksydacyjnego. U osób z nadwagą, otyłością lub innymi czynnikami ryzyka sercowo-naczyniowego reakcje te mogą być bardziej nasilone.

W jednym z badań uczestnicy spożywali wysokotłuszczowy posiłek zawierający mieszankę przypraw obejmującą m.in. czarny pieprz, cynamon, goździki, czosnek, imbir, oregano, paprykę, rozmaryn i kurkumę. Łączna ilość przypraw wynosiła około 14 gramów.

Okazało się, że po takim posiłku stężenie insuliny było średnio o 21 proc. niższe niż po analogicznym posiłku bez dodatku przypraw. Jeszcze większą różnicę zaobserwowano w przypadku trójglicerydów – ich poziom był niższy o około 31 proc. Jednocześnie wzrosła aktywność przeciwutleniająca osocza krwi.

Zdaniem autorów może to oznaczać, że przyprawy częściowo ograniczają niekorzystne reakcje metaboliczne wywoływane przez wysokotłuszczowe posiłki.

Stres może osłabiać korzystny efekt

W kolejnym badaniu naukowcy postanowili sprawdzić, czy podobne korzyści będą widoczne również wtedy, gdy organizm znajduje się pod wpływem stresu psychicznego.

Uczestnicy spożywali posiłek z dodatkiem przypraw, a następnie wykonywali zadania wywołujące stres, takie jak wystąpienie publiczne czy szybkie obliczenia matematyczne.

W warunkach spoczynkowych przyprawy ponownie przyczyniały się do obniżenia poposiłkowego stężenia trójglicerydów. Gdy jednak uczestnicy byli poddawani stresowi, efekt ten praktycznie zanikał.

Badacze przypuszczają, że może to wynikać z reakcji „walcz lub uciekaj”, która zmienia przepływ krwi i sposób gospodarowania energią przez organizm. Wyniki te pokazują, że nawet korzystne składniki diety nie działają w oderwaniu od innych czynników wpływających na zdrowie.

Korzyści widoczne już przy mniejszych ilościach

Choć 14 gramów przypraw dziennie może wydawać się dużą ilością, naukowcy chcieli sprawdzić, czy podobne efekty można osiągnąć przy dawkach bardziej zbliżonych do codziennego sposobu odżywiania.

W jednym z badań uczestnicy spożywali posiłki zawierające 2 lub 6 gramów mieszanki przypraw obejmującej m.in. bazylię, liść laurowy, czarny pieprz, cynamon, kolendrę, kumin, imbir, oregano, pietruszkę, rozmaryn, tymianek oraz kurkumę.

Najbardziej interesujące wyniki dotyczyły funkcji śródbłonka naczyń krwionośnych. Śródbłonek to cienka warstwa komórek wyściełająca wnętrze naczyń. Jego prawidłowe funkcjonowanie jest jednym z ważnych elementów ochrony przed miażdżycą.

Po spożyciu posiłku bez przypraw funkcja śródbłonka pogarszała się bardziej niż po posiłku zawierającym 6 gramów mieszanki przypraw. Dodatkowo po posiłku zawierającym 2 gramy przypraw odnotowano niższe stężenia trójglicerydów.

Wyniki sugerują, że korzystny wpływ mogą przynosić ilości przypraw możliwe do osiągnięcia w codziennej diecie.

Przyprawy a stan zapalny

Przewlekły, niskiego stopnia stan zapalny jest jednym z mechanizmów odpowiedzialnych za rozwój miażdżycy, cukrzycy typu 2 i wielu innych chorób przewlekłych.

W analizach przeprowadzonych przez badaczy zaobserwowano, że posiłki zawierające większe ilości przypraw ograniczały wydzielanie niektórych prozapalnych cytokin, takich jak interleukina 1β czy czynnik martwicy nowotworów alfa (TNF-α).

W późniejszym badaniu, obejmującym czterotygodniowe stosowanie diet zawierających różne ilości przypraw, zaobserwowano także obniżenie stężenia interleukiny 6 – jednego z najważniejszych markerów przewlekłego stanu zapalnego.

Co ciekawe, największe korzyści przeciwzapalne nie zawsze obserwowano przy najwyższych dawkach przypraw. Zdaniem autorów może to wskazywać na bardziej złożoną zależność między ilością spożywanych przypraw a odpowiedzią organizmu.

Czy przyprawy mogą wpływać na ciśnienie tętnicze?

Najważniejsze i najbardziej praktyczne wnioski pochodzą z czterotygodniowego badania obejmującego ponad 70 osób obciążonych czynnikami ryzyka chorób sercowo-metabolicznych.

Uczestnicy stosowali trzy warianty diety różniące się zawartością przypraw i ziół. W diecie o najwyższej zawartości przypraw spożywano około 6,6 grama przypraw dziennie na każde 2100 kcal.

Po czterech tygodniach zaobserwowano poprawę wartości całodobowego ciśnienia tętniczego mierzonego metodą ambulatoryjną. W porównaniu z dietami zawierającymi mniejsze ilości przypraw dieta bogatsza w przyprawy wiązała się z niższymi wartościami zarówno skurczowego, jak i rozkurczowego ciśnienia tętniczego.

Różnice nie były duże i wynosiły około 1,5–2 mm Hg, jednak z punktu widzenia zdrowia publicznego nawet niewielkie obniżenie średnich wartości ciśnienia w populacji może przekładać się na zmniejszenie liczby zawałów serca i udarów mózgu.

Co dzieje się w jelitach?

Coraz więcej badań wskazuje, że mikrobiom jelitowy może wpływać nie tylko na trawienie, ale również na funkcjonowanie układu odpornościowego, metabolizm oraz ryzyko chorób sercowo-naczyniowych.

Dlatego naukowcy przeanalizowali także próbki kału uczestników badania, aby sprawdzić, czy przyprawy wpływają na skład bakterii jelitowych.

Zaobserwowano wzrost liczebności niektórych grup bakterii, w tym należących do rodziny Ruminococcaceae oraz rodzaju Agathobacter. Bakterie te są związane z produkcją krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych, które odgrywają ważną rolę w utrzymaniu prawidłowej funkcji jelit i regulacji procesów zapalnych.

Autorzy podkreślają jednak, że są to wstępne obserwacje wymagające dalszego potwierdzenia w większych badaniach.

Nie tylko witaminy i minerały

Interesującym elementem pracy była również analiza metabolitów obecnych we krwi uczestników. Naukowcy wykryli ponad 90 różnych związków powstających po spożyciu przypraw i ziół.

Były to m.in. metabolity pochodzące z pieprzu, rozmarynu, czosnku, cynamonu czy imbiru. Wyniki potwierdzają, że związki biologicznie aktywne zawarte w przyprawach są wchłaniane przez organizm i mogą uczestniczyć w procesach wpływających na zdrowie.

Badacze planują obecnie dalsze analizy mające określić, które z tych substancji odpowiadają za obserwowane efekty dotyczące ciśnienia tętniczego, funkcji naczyń oraz stanu zapalnego.

Mały dodatek o potencjalnie dużym znaczeniu

Autorzy przeglądu podkreślają, że przyprawy i zioła nie powinny być traktowane jako alternatywa dla leczenia farmakologicznego czy zdrowego stylu życia. Nie zastąpią również dobrze zbilansowanej diety.

Dostępne dane sugerują jednak, że regularne dodawanie do posiłków takich składników jak cynamon, imbir, oregano, czosnek, rozmaryn czy kurkuma może wspierać korzystne procesy zachodzące w organizmie. Dotyczy to zwłaszcza regulacji ciśnienia tętniczego, odpowiedzi zapalnej, metabolizmu tłuszczów oraz funkcjonowania mikrobiomu jelitowego.

Choć potrzebne są dalsze badania obejmujące większe i bardziej zróżnicowane grupy pacjentów, obecne wyniki pokazują, że nawet niewielkie zmiany w codziennych nawykach żywieniowych mogą mieć znaczenie dla zdrowia. W przypadku przypraw korzyścią jest dodatkowo fakt, że są one łatwo dostępne, niedrogie i można je bez większego wysiłku włączyć do codziennych posiłków.

Źródło: Kris-Etherton PM, Rogers CJ, Oh ES i wsp. Cardiometabolic and Microbiome Effects of Spices and Herbs. Nutrition Reviews. 2026;84(Suppl. 1):70–75. 
Z okazji przypadającego 29 maja Światowego Dnia Układu Pokarmowego eksperci zwracają uwagę na rosnące znaczenie badań nad osią mikrobiota–jelita–mózg. Coraz więcej danych wskazuje, że mikroorganizmy zamieszkujące nasze jelita mogą wpływać nie tylko na procesy trawienne, ale również na funkcjonowanie układu nerwowego, odpornościowego czy samopoczucie psychiczne. Choć wiedza na temat mikrobioty dynamicznie się rozwija, wiele mechanizmów tej zależności pozostaje nadal przedmiotem badań.
Mikrobiota jelitowa – ekosystem ważny dla zdrowia

Mikrobiota jelitowa to złożony ekosystem mikroorganizmów zasiedlających przewód pokarmowy człowieka – przede wszystkim bakterii, ale również wirusów, grzybów i archeonów. Szacuje się, że w jelitach człowieka żyją biliony drobnoustrojów, które wspólnie tworzą środowisko istotne dla utrzymania równowagi organizmu. Ich skład zależy m.in. od diety, stylu życia, wieku czy stosowanych leków, zwłaszcza antybiotyków.

Jeszcze kilkanaście lat temu mikrobiota była kojarzona głównie z procesami trawiennymi. Dziś wiadomo, że jej znaczenie może być znacznie szersze. Rozwój nowoczesnych metod badawczych pozwolił naukowcom dokładniej analizować mikroorganizmy zasiedlające jelita oraz ich potencjalny wpływ na funkcjonowanie całego organizmu.

Oś mikrobiota–jelita–mózg

Od kilku lat szczególne zainteresowanie naukowców budzi tzw. oś mikrobiota–jelita–mózg, czyli system wzajemnej komunikacji pomiędzy przewodem pokarmowym, mikrobiotą jelitową i ośrodkowym układem nerwowym. Komunikacja ta odbywa się m.in. za pośrednictwem sygnałów nerwowych, hormonalnych, metabolicznych oraz immunologicznych.

Z perspektywy współczesnej medycyny oś mikrobiota–jelita–mózg stanowi przykład niezwykle złożonej sieci interakcji biologicznych, w której mikroorganizmy jelitowe uczestniczą w regulacji wielu procesów fizjologicznych. Jelita, wyposażone we własny układ nerwowy i pozostające w stałej komunikacji z mózgiem, tworzą środowisko, w którym sygnały metaboliczne, immunologiczne i neuroprzekaźnikowe wzajemnie się przenikają. W rezultacie mikrobiota staje się istotnym elementem wpływającym na homeostazę organizmu. Pomimo znaczącego postępu w badaniach, nadal nie wszystkie mechanizmy tej osi zostały w pełni poznane, co czyni ją jednym z kluczowych kierunków dalszych badań biomedycznych – mówi prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Marek Waluga, Przewodniczący Rady Naukowej Biocodex Microbiota Foundation oraz Członek Zarządu Sekcji Neurogastroenterologii i Motoryki Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii. 

Jelita często określane są mianem „drugiego mózgu”, ponieważ posiadają rozbudowany układ nerwowy, zdolny do niezależnego przetwarzania informacji. Naukowcy analizują dziś, w jaki sposób mikrobiota może wpływać na komunikację między jelitami a mózgiem, a także jak czynniki takie jak stres, dieta, aktywność fizyczna czy jakość snu oddziałują na funkcjonowanie całej osi.

Nowe kierunki badań

Coraz częściej mówi się również o potencjalnej roli tzw. psychobiotyków, czyli wybranych szczepów mikroorganizmów badanych pod kątem wpływu na funkcjonowanie osi jelito–mózg. Eksperci podkreślają jednak, że ich działanie jest szczepozależne, a wyniki badań wymagają dalszego potwierdzenia.

Obecnie prowadzone są intensywne badania nad wpływem mikrobioty na zdrowie metaboliczne, odporność, funkcjonowanie układu nerwowego oraz rozwój różnych chorób przewlekłych. Coraz większe znaczenie przypisuje się także stylowi życia i codziennym nawykom, które mogą wpływać na różnorodność mikrobioty jelitowej.

Badania nad osią mikrobiota–jelita–mózg pokazują, jak bardzo złożone i wielokierunkowe są zależności pomiędzy mikrobiotą a organizmem człowieka. To obszar, który może w przyszłości odegrać istotną rolę w bardziej spersonalizowanym podejściu do zdrowia i profilaktyki. Dlatego tak ważna pozostaje edukacja społeczeństwa oraz popularyzacja wiedzy o mikrobiocie i jej znaczeniu dla organizmu – podkreśla dr n. med. i n. o zdr. Kinga Kazimierska-Gęca z Biocodex Microbiota Foundation.

Świadomość i edukacja

Eksperci zwracają uwagę, że mimo rosnącego zainteresowania mikrobiotą wiele pytań nadal pozostaje bez odpowiedzi. Dalszy rozwój badań może w przyszłości przyczynić się do lepszego zrozumienia zależności między jelitami, mikrobiotą i mózgiem oraz opracowania nowych kierunków profilaktyki i terapii.

Światowy Dzień Układu Pokarmowego stanowi okazję do zwiększania świadomości na temat zdrowia jelit oraz roli mikrobioty w funkcjonowaniu całego organizmu. Eksperci podkreślają, że edukacja społeczeństwa i popularyzacja wiedzy naukowej są kluczowe dla lepszego zrozumienia znaczenia mikrobioty dla zdrowia człowieka.

Źródło: inf pras

W Sejmie odbyła się III Konferencja Dialogu Międzysektorowego STOP OTYŁOŚCI pt. „Od deklaracji do czynów na rzecz profilaktyki otyłości i jej powikłań”, organizowana przez Partnerstwo STOP OTYŁOŚCI. Wydarzenie zgromadziło przedstawicieli środowiska medycznego, administracji publicznej, organizacji społecznych, ekspertów zdrowia publicznego, samorządów oraz młodych aktywistów społecznych zaangażowanych w działania na rzecz zdrowia publicznego.
 
Oficjalnej inauguracji konferencji dokonała Wicemarszałkini Sejmu RP Monika Wielichowska. W debatach i wystąpieniach uczestniczyli m.in. prof. Mariusz Wyleżoł, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości, dr Małgorzata Gałązka-Sobotka z Uczelni Łazarskiego, prof. Agnieszka Mastalerz-Migas – konsultant krajowa w dziedzinie medycyny rodzinnej, prof. Karolina Kłoda – wiceprezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości, prof. Marek Gierlotka – prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, prof. Mariusz Bidziński – konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii onkologicznej oraz przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – PIB.

W konferencji uczestniczyła również Dorota Zygmunt – dyrektorka sekcji otyłości Fundacji „Otyłość To Się Leczy”, od lat zaangażowana w działania edukacyjne i społeczne na rzecz pacjentów chorujących na otyłość.

Podczas konferencji wielokrotnie podkreślano, że otyłość jest chorobą przewlekłą, a nie problemem estetycznym czy efektem „braku silnej woli”. Eksperci przypomnieli, że w Polsce z otyłością żyje już ok. 9 milionów osób, a choroba ta wiąże się z ponad 200 powikłaniami, w tym kardiologicznymi, metabolicznymi i onkologicznymi.

Szczególnie alarmujące dane dotyczyły dzieci i młodzieży. Według prezentowanych analiz nawet do 30% dzieci w wieku szkolnym zmaga się z nadmierną masą ciała lub otyłością. W kontekście pogłębiającego się kryzysu demograficznego eksperci zwracali uwagę, że jednym z najważniejszych wyzwań staje się dziś pytanie nie tylko o liczbę przyszłych pokoleń, ale również o ich zdrowie.

Jednym z najważniejszych elementów wydarzenia był blok poświęcony młodemu pokoleniu „Zrozumieć Zetki: jak młodzi widzą otyłość i jak wspólnie budować zdrową przyszłość?”. W debacie uczestniczyli młodzi aktywiści społeczni i zdrowotni z Polski oraz przedstawiciele międzynarodowej inicjatywy Bite Back 2030 z Wielkiej Brytanii. Wyraźnie wybrzmiał głos młodych ludzi, którzy nie godzą się na wszechobecną wysokoprzetworzoną żywność, agresywny marketing produktów szkodliwych dla zdrowia oraz środowisko utrudniające dokonywanie zdrowych wyborów.

Podczas debaty wielokrotnie podkreślano, że skuteczna profilaktyka otyłości wymaga nie tylko edukacji, ale również realnych zmian systemowych, wspierających zdrowie dzieci, młodzieży i całych rodzin.

Wśród najważniejszych tematów konferencji znalazły się:
• konieczność wcześniejszej diagnostyki i skutecznej profilaktyki,
• nierówności w dostępie do leczenia i farmakoterapii,
• potrzeba rozwoju porad edukacyjnych i opieki wielospecjalistycznej,
• znaczenie wsparcia psychologicznego i dietetycznego dla rodzin,
• rola samorządów w budowaniu lokalnych programów zdrowotnych.


Eksperci zwracali uwagę, że pacjenci nadal trafiają do specjalistów zbyt późno, często dopiero na etapie ciężkich powikłań sercowo-naczyniowych, metabolicznych czy onkologicznych. Coraz mocniej wybrzmiewało również przekonanie, że skuteczna walka z epidemią otyłości wymaga współpracy państwa, samorządów, środowiska medycznego, organizacji społecznych i samych pacjentów.

III Konferencja Dialogu Międzysektorowego STOP OTYŁOŚCI pokazała, że profilaktyka otyłości staje się jednym z najważniejszych wyzwań zdrowotnych i społecznych najbliższych lat. Coraz wyraźniej wybrzmiewa także przekonanie, że skuteczne działania wymagają współpracy państwa, samorządów, środowiska medycznego i organizacji społecznych.

Jak podkreślano podczas debaty: inwestycja w profilaktykę i zdrowie mieszkańców jest inwestycją w przyszłość całych społeczności lokalnych.

Źródło: inf pras

Kardiolodzy apelują, by w profilaktyce chorób serca zwracać większą uwagę nie tylko na kalorie, cukier, sól czy tłuszcze, ale również na stopień przetworzenia żywności. Do żywności ultraprzetworzonej zaliczają się m.in. słodzone napoje, chipsy, słodycze, gotowe dania, przetworzone mięso, ale także część produktów reklamowanych jako „fit” czy „light”. Eksperci wskazują, że wysokie spożycie takich produktów wiąże się z większym ryzykiem chorób serca, otyłości, cukrzycy typu 2, nadciśnienia oraz zgonu z przyczyn sercowo-naczyniowych.
Żywność ultraprzetworzona coraz częściej zastępuje tradycyjny sposób odżywiania. To nie tylko słodzone napoje, chipsy, słodycze, dania gotowe czy przetworzone mięso, ale także wiele produktów, które mogą być postrzegane jako „fit” albo „zdrowsze”: smakowe jogurty, niektóre płatki śniadaniowe, gotowe zamienniki posiłków czy produkty zawierające liczne dodatki technologiczne, aromaty, emulgatory i substancje słodzące.

Na ten problem zwracają uwagę autorzy nowego klinicznego stanowiska opublikowanego w „European Heart Journal”. Dokument został przygotowany przez ekspertów Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego, w tym ESC Council for Cardiology Practice oraz European Association of Preventive Cardiology.

Jak podkreśliła prof. Luigina Guasti z University of Insubria w Varese, jedna z autorek stanowiska: „Żywność ultraprzetworzona, wytwarzana z przemysłowych składników i dodatków, w dużej mierze zastąpiła tradycyjne diety. Badania sugerują, że produkty te są związane z kilkoma czynnikami ryzyka chorób sercowo-naczyniowych, takimi jak otyłość, cukrzyca i wysokie ciśnienie tętnicze, a także z ryzykiem rozwoju chorób serca i zgonu z ich powodu. Jednak dowody te nie zostały jeszcze w pełni uwzględnione w zaleceniach, które przekazujemy pacjentom w zakresie zdrowego odżywiania” (tłum. red.).

Wyższe ryzyko chorób serca i zgonu

Eksperci wskazują, że osoby dorosłe z najwyższym spożyciem żywności ultraprzetworzonej mają nawet o 19 proc. wyższe ryzyko chorób serca, o 13 proc. wyższe ryzyko migotania przedsionków oraz do 65 proc. wyższe ryzyko zgonu z przyczyn sercowo-naczyniowych w porównaniu z osobami spożywającymi najmniej takich produktów.

Autorzy zaznaczają jednocześnie, że większość dostępnych danych pochodzi z badań obserwacyjnych, dlatego nie pozwalają one na jednoznaczne potwierdzenie zależności przyczynowo-skutkowych. W dokumencie podkreślono jednak, że obserwowane związki są spójne w różnych populacjach i dotyczą wielu czynników ryzyka oraz chorób sercowo-naczyniowych.

W stanowisku zwrócono uwagę, że dotychczasowe zalecenia żywieniowe koncentrowały się głównie na składnikach odżywczych: zawartości tłuszczów nasyconych, soli, cukru, błonnika czy kalorii. Zdaniem autorów sama tabela wartości odżywczych może jednak nie oddawać pełnego wpływu produktu na zdrowie. Produkt może mieć pozornie korzystny profil żywieniowy, na przykład być niskokaloryczny lub niskotłuszczowy, a jednocześnie pozostawać żywnością ultraprzetworzoną.

Nie tylko cukier i sól

Autorzy dokumentu wskazują, że żywność ultraprzetworzona może wpływać na ryzyko sercowo-naczyniowe na kilka sposobów. Wiele takich produktów zawiera duże ilości soli, cukrów dodanych oraz tłuszczów nasyconych lub trans, a jednocześnie ma niewiele błonnika, witamin, składników mineralnych i związków bioaktywnych obecnych w żywności naturalnej lub minimalnie przetworzonej.

W publikacji podkreślono jednak, że znaczenie mogą mieć także inne elementy związane z procesem przemysłowego przetwarzania żywności. Wymieniono m.in. dodatki do żywności, substancje powstające podczas obróbki technologicznej, kontakt produktów z opakowaniami oraz zmienioną strukturę żywności wpływającą na sytość, tempo jedzenia i skłonność do nadmiernego spożycia kalorii.

Dr Marialaura Bonaccio z IRCCS NEUROMED w Pozzilli podkreśliła: „Związki między żywnością ultraprzetworzoną a chorobami serca są spójne i biologicznie wiarygodne. Żywność ultraprzetworzona zwiększa ryzyko sercowo-naczyniowe głównie poprzez sprzyjanie otyłości, cukrzycy, nadciśnieniu i gromadzeniu się niekorzystnych tłuszczów we krwi” (tłum. red.).

Jak dodała, produkty te często zawierają dużo cukru, soli i niekorzystnych tłuszczów, ale także dodatki, zanieczyszczenia oraz zmienioną strukturę żywności, co może wpływać m.in. na stan zapalny, metabolizm, mikrobiotę jelitową i skłonność do nadmiernego jedzenia.

Czym właściwie jest żywność ultraprzetworzona?

W stanowisku przywołano klasyfikację NOVA, która dzieli żywność według stopnia i celu przetworzenia. Do pierwszej grupy należą produkty nieprzetworzone lub minimalnie przetworzone, takie jak warzywa, owoce, jaja, mleko, naturalny jogurt, świeże mięso czy ryby. Druga grupa obejmuje składniki używane do gotowania, między innymi olej, masło, sól i cukier.

Trzecia grupa to żywność przetworzona, nadal rozpoznawalna jako konkretny produkt, ale z dodatkiem soli, cukru lub tłuszczu, na przykład sery, pieczywo, konserwowane warzywa czy wędliny. Czwarta grupa obejmuje żywność ultraprzetworzoną: przemysłowe formulacje zawierające liczne dodatki technologiczne, często z niewielką ilością naturalnych składników.

Autorzy dokumentu podkreślają, że wiele produktów reklamowanych jako „light”, „fit” czy „dietetyczne” również może należeć do kategorii żywności ultraprzetworzonej.

Lekarze mają pytać pacjentów o UPF

Eksperci ESC zalecają, aby ocena spożycia żywności ultraprzetworzonej stała się częścią rutynowej rozmowy o stylu życia, szczególnie u osób z czynnikami ryzyka sercowo-naczyniowego oraz u pacjentów z już rozpoznanymi chorobami układu krążenia.

Wśród praktycznych zaleceń wymieniono m.in. częstsze gotowanie w domu, ograniczanie słodzonych napojów, pakowanych przekąsek i przetworzonych mięs, wybieranie produktów o krótszym składzie oraz zastępowanie żywności ultraprzetworzonej produktami naturalnymi lub minimalnie przetworzonymi.

Autorzy dokumentu zwracają również uwagę na potrzebę lepszego znakowania żywności, edukacji publicznej oraz aktualizacji zaleceń żywieniowych. Wskazują, że wysokie spożycie żywności ultraprzetworzonej jest związane nie tylko z indywidualnymi wyborami, ale także z ceną produktów, ich dostępnością, marketingiem oraz środowiskiem żywieniowym.

W publikacji podkreślono jednocześnie, że potrzebne są dalsze badania, szczególnie długoterminowe badania interwencyjne, które pozwolą ocenić, czy ograniczenie spożycia żywności ultraprzetworzonej przekłada się bezpośrednio na zmniejszenie liczby zawałów serca, udarów, zaburzeń rytmu serca i zgonów sercowo-naczyniowych.

Źródło: opracowano na podstawie komunikatu European Society of Cardiology z 7 maja 2026 r. oraz publikacji: Guasti L. i wsp., Ultra-processed foods, lifestyle management, and cardiovascular diseases: A clinical consensus statement of the European Society of Cardiology Council for Cardiology Practice and the European Association of Preventive Cardiology of the European Society of Cardiology, „European Heart Journal”, 2026.
Wiosna to dobry moment na „reset” organizmu – nie tylko poprzez dietę i aktywność fizyczną, ale także poprzez wsparcie mikrobioty jelitowej. Badania pokazują, że styl życia i sposób odżywiania mają kluczowy wpływ na jej skład, a tym samym na odporność, metabolizm i ogólny stan zdrowia.
Zimowe miesiące często oznaczają mniej ruchu, bardziej kaloryczną dietę oraz mniejszą ilość świeżych warzyw i owoców. Taki styl życia może prowadzić do zmian w składzie mikrobioty jelitowej. Wpływa na nią wiele czynników, jednak jednym z najważniejszych pozostaje sposób odżywiania. Badania pokazują, że nawet krótkotrwałe zmiany w diecie mogą znacząco oddziaływać na jej skład – zarówno pod względem różnorodności, jak i obecności konkretnych grup bakterii. Istotne jest przy tym nie tylko to, czy dieta opiera się na produktach roślinnych czy zwierzęcych, ale również, jakie składniki w niej dominują. Dieta bogata w tłuszcze i białko może prowadzić do zmniejszenia liczby korzystnych bakterii, w tym tych produkujących krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe. Z kolei zwiększenie podaży błonnika i składników o działaniu prebiotycznym sprzyja odbudowie ich populacji i wspiera równowagę mikrobioty.

Badania pokazują również, że mikroorganizmy jelitowe odgrywają kluczową rolę w regulowaniu procesów metabolicznych i immunologicznych, a ich równowaga jest silnie powiązana z codziennymi wyborami żywieniowymi. Jednocześnie współczesny styl życia – w tym wysoki udział żywności przetworzonej – może zaburzać równowagę mikrobioty, co w dłuższej perspektywie wiąże się ze zwiększonym ryzykiem wielu chorób przewlekłych.

Wiosna – dobry moment na zmianę nawyków

Wiosna to naturalny moment na wprowadzenie zmian w stylu życia i swoisty „restart” codziennych nawyków. Wraz z rosnącą dostępnością świeżych produktów łatwiej wzbogacić dietę o składniki, które wspierają mikrobiotę jelitową i pomagają przywrócić jej równowagę po zimie. Jednym z kluczowych elementów jest odpowiednia podaż błonnika pokarmowego. Produkty pełnoziarniste, warzywa, owoce oraz rośliny strączkowe dostarczają substancji stanowiących pożywkę dla korzystnych bakterii jelitowych. W jelicie grubym błonnik ulega fermentacji, prowadząc do powstawania krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych, które wspierają procesy metaboliczne oraz prawidłowe funkcjonowanie bariery jelitowej.

Na funkcjonowanie mikrobioty wpływają także inne elementy stylu życia, takie jak regularna aktywność fizyczna, odpowiednia ilość snu oraz ograniczenie wysoko przetworzonej żywności.

Sezonowa zmiana trybu życia może stanowić sprzyjający moment do modyfikacji codziennych nawyków zdrowotnych. Z perspektywy klinicznej obserwujemy, że nawet stopniowe, niewielkie interwencje dotyczące sposobu żywienia, aktywności fizycznej czy higieny snu mogą wspierać utrzymanie równowagi mikrobioty jelitowej. Kluczowe znaczenie ma tu regularne spożycie zróżnicowanych produktów roślinnych, stanowiących źródło błonnika pokarmowego oraz innych składników bioaktywnych, a także ograniczanie żywności wysokoprzetworzonej. Należy jednocześnie podkreślić, że modulacja składu i aktywności mikrobioty jest procesem długotrwałym i zależnym od wielu czynników środowiskowych oraz behawioralnych. Oczekiwane efekty wymagają systematyczności oraz konsekwentnego wdrażania prozdrowotnych zmian w stylu życia – komentuje dr n.med. Marcin Gabryel, specjalista w dziedzinie gastroenterologii, laureat Biocodex National Grant.

Mikrobiota to ważny element zdrowia

Rosnąca liczba badań pokazuje, że mikrobiota jelitowa jest ważnym elementem układanki w utrzymaniu zdrowia. Jej skład i funkcjonowanie mogą wpływać na procesy metaboliczne, odporność organizmu oraz regulację stanów zapalnych. Dlatego zagadnienie to zyskuje coraz większą uwagę zarówno w środowisku naukowym, jak i w działaniach z zakresu edukacji zdrowotnej.

Zainteresowanie mikrobiotą jelitową w ostatnich latach dynamicznie rośnie, a kolejne publikacje naukowe potwierdzają jej istotną rolę w funkcjonowaniu całego organizmu. Jednym z celów Biocodex Microbiota Foundation jest wspieranie rozwoju wiedzy w tym obszarze oraz jej upowszechnianie, tak aby zarówno lekarze, jak i pacjenci mieli dostęp do rzetelnych informacji na temat znaczenia mikrobioty dla zdrowia – podkreśla dr n. med. i n. o zdr. Kinga Kazimierska-Gęca z Biocodex Microbiota Foundation.

Wiosna może być więc dobrym momentem, aby wprowadzić drobne, ale konsekwentne zmiany w codziennym stylu życia: zwiększyć udział warzyw i produktów pełnoziarnistych w diecie, zadbać o ruch oraz regularny sen. To właśnie sezonowe, stopniowe „odświeżenie” nawyków może stanowić pierwszy krok w kierunku wspierania równowagi mikrobioty i ogólnego dobrostanu organizmu.

Źródło: Komunikat Prasowy