Medicalpress
Po pięciu latach funkcjonowania opłaty cukrowej oraz publikacji sprawozdania Narodowego Funduszu Zdrowia za 2025 rok Polskie Stowarzyszenie Diabetyków i Forum Ekspertów ds. Cukrzycy przedstawili wspólne stanowisko dotyczące sposobu wykorzystania środków pochodzących z tego mechanizmu. Choć eksperci pozytywnie oceniają rozwój opieki diabetologicznej, zwracają uwagę, że zdecydowana większość pieniędzy nadal przeznaczana jest na finansowanie świadczeń realizowanych od lat, natomiast działania profilaktyczne i edukacyjne pozostają marginalnym elementem całego systemu.
Z analizy sprawozdania NFZ wynika, że w 2025 roku refundacja leków przeciwcukrzycowych wyniosła 645,3 mln zł, czyli o 2,1 proc. więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie kolejny rok z rzędu spadły wydatki na refundację pasków do samokontroli glikemii – z 456,4 mln zł w 2023 roku do 409,6 mln zł w 2025 roku. Zdaniem autorów stanowiska warto przeanalizować, czy jest to efekt coraz szerszego wykorzystania nowoczesnych systemów monitorowania glikemii oraz czy uwolnione w ten sposób środki są inwestowane w dalszy rozwój nowoczesnej opieki diabetologicznej.

Pozytywnie oceniono natomiast systematyczny wzrost finansowania ambulatoryjnej opieki specjalistycznej w diabetologii i chorobach metabolicznych. W ciągu dwóch lat wydatki w tym obszarze wzrosły z 282,6 mln zł do 356,4 mln zł, co – zdaniem Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków i Forum Ekspertów ds. Cukrzycy – odpowiada rosnącym potrzebom pacjentów i jest kierunkiem, który warto kontynuować.

Autorzy stanowiska podkreślają jednak, że największym problemem pozostaje brak możliwości jednoznacznego wskazania, które działania zostały uruchomione lub rozszerzone właśnie dzięki środkom z opłaty cukrowej. Znaczna część wydatków wykazywanych w sprawozdaniu obejmuje bowiem świadczenia finansowane przez NFZ jeszcze przed wprowadzeniem tego rozwiązania, takie jak refundacja leków, pasków do pomiaru glukozy czy świadczeń diabetologicznych. W opinii organizacji pacjentów dodatkowe środki powinny przekładać się na widoczną wartość dodaną dla chorych oraz rozwój nowoczesnej opieki.

Eksperci zwracają również uwagę na konieczność dalszego zwiększania transparentności wydatkowania środków publicznych. Chociaż tegoroczne sprawozdanie NFZ jest bardziej szczegółowe niż wcześniejsze, nadal brakuje danych pozwalających ocenić nie tylko wysokość ponoszonych nakładów, ale również efekty zdrowotne osiągane dzięki ich wykorzystaniu.

Prof. Paweł Koczkodaj podkreśla, że nowoczesne systemy ochrony zdrowia coraz częściej oceniają skuteczność interwencji nie tylko przez pryzmat wydanych pieniędzy, ale przede wszystkim osiąganych rezultatów zdrowotnych. Jego zdaniem środki z opłaty cukrowej powinny być traktowane jako długofalowa inwestycja w zdrowie publiczne, obejmująca nie tylko leczenie, ale również profilaktykę, edukację zdrowotną i działania ograniczające rozwój otyłości oraz cukrzycy.

Jeszcze bardziej krytycznie wyniki sprawozdania ocenia prof. Leszek Czupryniak. Jak wskazuje, obecnie aż 95,6 proc. wpływów z opłaty cukrowej przeznaczanych jest na finansowanie rutynowych świadczeń związanych z leczeniem cukrzycy. Tymczasem pierwotnym celem tego mechanizmu było stworzenie dodatkowego impulsu do rozwoju profilaktyki, edukacji oraz nowoczesnych metod diagnostyki i leczenia chorób metabolicznych. Zdaniem eksperta środki te powinny w znacznie większym stopniu wspierać działania zapobiegające otyłości i cukrzycy oraz poprawiać dostęp do innowacyjnych technologii medycznych.

W swoim stanowisku Polskie Stowarzyszenie Diabetyków oraz Forum Ekspertów ds. Cukrzycy proponują szereg działań systemowych. Wśród nich znalazły się dalszy rozwój dostępu do nowoczesnych terapii i technologii zgodnych z rekomendacjami Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, zwiększenie transparentności wydatkowania środków z opłaty cukrowej poprzez publikowanie porównywalnych danych rok do roku oraz wyraźne zwiększenie finansowania działań profilaktycznych i edukacyjnych.

Organizacje proponują również powołanie przy Ministerstwie Zdrowia zespołu ds. opłaty cukrowej, złożonego z przedstawicieli środowiska medycznego, ekonomistów i organizacji pacjentów. Jego zadaniem byłoby opracowanie zasad wydatkowania środków w sposób zapewniający ich maksymalną efektywność zdrowotną oraz większą przejrzystość całego procesu.

Zdaniem autorów stanowiska pacjenci mają prawo oczekiwać, że środki pochodzące z opłaty cukrowej będą nie tylko finansować bieżące funkcjonowanie systemu, ale również przyczyniać się do realnego rozwoju profilaktyki, nowoczesnej diabetologii oraz poprawy zdrowia publicznego.

Pełna treść stanowiska:

https://diabetyk.org.pl/stanowisko-polskiego-stowarzyszenia-diabetykow-i-forum-ekspertow-ds-cukrzycy-w-sprawie-wydatkowania-srodkow-z-oplaty-cukrowej-w-2025-roku/ 

źródło: PSD

Specjaliści z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku uratowali zdrowie skrajnego wcześniaka, stosując hybrydową pompę insulinową u dziewczynki ważącej zaledwie 990 gramów. Według lekarzy może to być najmniejszy pacjent na świecie leczony z wykorzystaniem tej technologii. Nowoczesne urządzenie pozwoliło opanować ciężką hiperglikemię i dało niedojrzałej trzustce czas na podjęcie prawidłowej pracy.

Dziewczynka przyszła na świat w marcu. Ważyła 700 gramów. Lekarze walczyli o jej życie, było wiele problemów medycznych typowych dla wcześniaków, ale badania wykazywały też podwyższony poziom glukozy we krwi. Nie pomagało, tradycyjnie stosowane w takich sytuacjach u wcześniaków, dożylne leczenie insuliną. Organizm dziewczynki nie reagował.

 Nie radziliśmy sobie. Wszelkie nasze próby unormowania glikemii spełzły na niczym. Problem kliniczny staraliśmy się rozwiązać prosząc o współpracę diabetologów (…) musieliśmy skorzystać z metod, bardzo wyszukanych, monitorowania glikemii i leczenia hiperglikemii  opowiadała dziennikarzom dr Elżbieta Ewa Kulikowska, kierownik Kliniki Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka w USK.

Lekarze oceniają, że przyczyną problemów u małej Zosi mógł być duży niedorozwój trzustki wynikający z etapu wcześniactwa, ale – jak oceniła dr Bożena Florys z USK, diabetolog zajmująca się ciężarnymi pacjentkami z cukrzycą, także pediatra – wtedy lekarze nie znali przyczyny, a mogło być ich wiele. Wymieniła, że dziewczynka mogła mieć np. cukrzycę typu I czy uszkodzoną trzustkę.

 W tym momencie nie miało to znaczenia, jaka to jest cukrzyca, chodziło o to, żeby ją dobrze poleczyć  powiedziała Florys.

Dodała, że przybieranie na wadze to u tak małego dziecka podstawowy wyznacznik prawidłowego rozwoju, a Zosia nie przybierała na wadze.

 To był sygnał że, coś trzeba zmienić  dodała Florys.

Zarówno sprzęt, dawki insuliny (precyzyjnie wyliczano jak ją rozcieńczyć solą fizjologiczną), wszystko było niestandardowe. Gdy dziewczynka ważyła 990 gramów lekarze zdecydowali się na podłączenie jej do hybrydowej pompy insulinowej. Dr Florys wytłumaczyła, że to najnowocześniejsza taka pompa na świecie, która ma połączone funkcje ciągłego oznaczania glikemii i podawania insuliny – jak to określiła – naśladującego trzustkę. Urządzenie może także sterować dawkowaniem insuliny (bez interwencji personelu medycznego), lub jej nie podawać, gdy jest jej za dużo.

Podłączenie urządzenia było trudne, bo dziecko było bardzo małe.

 Czujnik do mierzenia glikemii zajmował całą powierzchnię między udem, a kolanem (Zosi)  porównała dr Kulikowska.

Nie można było zrobić tradycyjnego wkłucia do podawania insuliny, bo mała pacjentka miała za mało tkanki tłuszczowej, zastosowano inne.

Zosia jest najprawdopodobniej najmniejszym dzieckiem na świecie, które było podłączone do hybrydowej pompy insulinowej.

 Nie znalazłyśmy w literaturze (medycznej) podłączenia pompy hybrydowej u tak małego dziecka  powiedziała dr Florys.

Dodała, że rozmawiała o tym także ostatnio na międzynarodowej konferencji medycznej w Amsterdamie. Są informacje o tym, że dotychczas najmniejsze dziecko podłączone do takiego urządzenia ważyło 1,5 kg, dlatego przypadek Zosi jest – jak to określiła – novum na skalą światową.

 Naprawdę śmiało to powiem. Cieszymy się, że się to udało (…) To jest super, że istnieje taki nowoczesny sprzęt, bo on daje dziecku czas, który czasem jest tak niezwykle potrzebny, żeby dojrzało, żeby podjęło własne funkcje i żeby prawidłowo się rozwijało, tak jak Zosia  powiedziała dr Bożena Florys.

Dziecko było podłączone do pompy przez miesiąc. Dzięki możliwościom pompy można było powoli wycofywać się z insuliny, gdy lekarze zobaczyli, że trzustka zaczyna pracować.

 Bardzo nas to uskrzydlało. To była najlepsza wersja zdarzeń, że trzustka jest niedojrzała i podejmie swoją pracę i tak się wydarzyło  opowiadała dr Bożena Florys.

Zosia ma glikemię w normie, nie musi korzystać z pompy. Teraz waży 3,2 kg. Lekarze zaznaczają, że nie wiadomo, co będzie w przyszłości; rodzina jest obciążona cukrzycą. Lekarze zaznaczają, że dziewczynka będzie wymagać kontroli w poradni diabetologicznej, a nawet badań genetycznych, aby określić czy – ewentualnie – w przyszłości z jakimi problemami z glikemią może mieć do czynienia.

Źródło: USK

Z dotychczasowych badań wynika, że co trzecie dziecko w Polsce ma nadmierną masę ciała. To, jak wygląda obecnie sytuacja, pokaże rozpoczynająca się IV runda badania Childhood Obesity Surveillance Initiative (COSI). To największe w Polsce badanie zdrowia dzieci w wieku wczesnoszkolnym.

 
Badanie COSI jest realizowane równolegle w kilkudziesięciu krajach Europy we współpracy ze Światową Organizacją Zdrowia (WHO). W Polsce projekt prowadzi Instytut Matki i Dziecka w ramach Narodowego Programu Zdrowia na lata 2021-2026, finansowanego przez Ministerstwo Zdrowia.

Jak poinformowała kierownik tego badania w naszym kraju prof. Anna Fijałkowska z Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, w najbliższych tygodniach wylosowane szkoły podstawowe z całej Polski zostaną zaproszone do udziału w projekcie. Weźmie w nich udział około 6000 dzieci w wieku od 7 do 9 lat oraz ich rodzice. Zebrane dane pozwolą lepiej zrozumieć współczesne wyzwania zdrowotne dzieci i zaplanować skuteczniejsze działania profilaktyczne.

„To jedno z najważniejszych badań zdrowia dzieci realizowanych obecnie w Europie, w tym w Polsce. Dzięki niemu możemy nie tylko monitorować skalę problemu występowania nadwagi i otyłości, ale także obserwować zmiany stylu życia dzieci, ich aktywności fizycznej, snu czy sposobu odżywania. Te dane są dziś szczególnie potrzebne, bo rzeczywistość zdrowotna najmłodszych bardzo dynamicznie się zmienia” – podkreślłaa w informacji przekazanej PAP prof. Fijałkowska.

Wyniki poprzednich edycji badania WHO COSI (2022/2023) wykazały, że nadmierna masa ciała występuje u 32,5 proc. ośmiolatków. Oznacza to, że niemal co trzecie dziecko w Polsce ma nadwagę lub otyłość. Problem ten częściej dotyczy chłopców (36,5 proc.) niż dziewcząt (28,7 proc.).

Po pandemii COVID-19 odnotowano w tym zakresie niewielką poprawę, ale jest gorzej niż przed jej wystąpieniem. Utrzymuje się też wysoki odsetek dzieci z podwyższonym ciśnieniem tętniczym. Dane z lat 2016-2021 wskazywały na systematyczny wzrost liczby dzieci z wartościami ciśnienia sugerującymi nadciśnienie. Ostatnia runda badań przyniosła pierwsze oznaki stabilizacji, jednak bez wyraźnej poprawy.

Szczególnie alarmujących danych dostarczyło badanie kohortowe prowadzone wśród dzieci w wieku 7 lat. W 2023 r. kompleksową oceną zdrowia objęto 488 uczniów, wykonując m.in. badania laboratoryjne i analizy genetyczne. Wykazano, że co trzecie siedmioletnie dziecko ma nadmierną masę ciała, co ósme dziecko jest otyłe, niemal 46 proc. dzieci ma podwyższony poziom cholesterolu całkowitego, a zaburzenia poziomu trójglicerydów dotyczą aż 35 proc. badanych.

Wśród dzieci z nadwagą i otyłością jest jeszcze gorzej: niemal połowa ma podwyższony cholesterol całkowity, 32 proc. ma podwyższony poziom LDL (tzw. złego cholesterolu), a u prawie połowy występują nieprawidłowe stężenia trójglicerydów.

„Otyłość dziecięca to nie tylko kwestia wyglądu czy masy ciała. Coraz częściej obserwujemy u najmłodszych dzieci zaburzenia metaboliczne, które jeszcze kilkanaście lat temu były kojarzone głównie z dorosłością. Dlatego tak ważne jest możliwie wczesne wykrywanie problemów i monitorowanie trendów zdrowotnych” – podkreśla prof. Anna Fijałkowska.

Nowych informacji dostarczyły również badania z użyciem akcelerometrów prowadzone wśród ośmiolatków w 2024 r. Dzięki obiektywnym pomiarom możliwe było dokładne określenie poziomu aktywności fizycznej i jakości snu dzieci. Zgodnie z rekomendacjami WHO dzieci powinny codziennie podejmować co najmniej 60 minut umiarkowanej lub intensywnej aktywności fizycznej. Tymczasem pomiary wykazały, że zalecenia spełnia jedynie 45,1 proc. dzieci.

Widoczne są także wyraźne różnice między dziewczętami i chłopcami: normy aktywności spełnia ponad połowa chłopców, ale tylko 38,3 proc. dziewcząt. Ujawniono też, że dzieci są zdecydowanie mniej aktywne w weekendy niż w dni szkolne.

Badacze zwracają uwagę na dużą rozbieżność między rzeczywistymi pomiarami a oceną rodziców. Ponad trzy czwarte rodziców deklarowało, że ich dziecko spełnia zalecenia WHO dotyczące aktywności fizycznej, choć dane pomiarowe pokazują coś innego. Niepokojąco prezentują się także wyniki dotyczące snu. Rodzice najczęściej oceniali, że dzieci śpią wystarczająco długo, jednak pomiary wykazały, że po uwzględnieniu nocnych wybudzeń realny czas snu wynosi średnio jedynie 7 godzin i 23 minuty.

Eksperci Instytutu Matki i Dziecka podkreślają, że dzieci dorastają w rzeczywistości zupełnie innej niż jeszcze dekadę temu, z większą ilością czasu ekranowego, mniejszą codzienną aktywnością i rosnącym obciążeniem zdrowotnym już od najmłodszych lat. Dlatego kolejne rundy badań WHO COSI mają kluczowe znaczenie nie tylko dla naukowców i lekarzy, ale również dla szkół, rodziców i instytucji odpowiedzialnych za zdrowie publiczne. Dane pozwalają identyfikować najważniejsze problemy zdrowotne dzieci, śledzić zmiany zachodzące w czasie oraz projektować skuteczne działania profilaktyczne i edukacyjne. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Ponad 300 pacjentów, przedstawicieli organizacji pacjenckich, ekspertów, mediów oraz instytucji publicznych, w tym Narodowego Funduszu Zdrowia, wzięło udział w warsztatach edukacyjnych „Zdążyć przed zawałem”, które odbyły się w Częstochowie w ramach kampanii „Prosta droga do zawału” oraz inicjatywy „Otyłość CDN (Cardio-Diabeto-Nefrologia)”.
Warsztaty miały charakter edukacyjny i koncentrowały się na budowaniu świadomości zdrowotnej oraz profilaktyce chorób przewlekłych. Eksperci przypominali, że większość chorób odpowiadających dziś za przedwczesne zgony i niepełnosprawność rozwija się przez lata, często bez wyraźnych objawów, a ich wspólnym mianownikiem są modyfikowalne czynniki ryzyka. Podczas spotkań przedstawiono również założenia inicjatywy „10 Zdrowia”, pokazując uczestnikom, jak duży wpływ na zdrowie serca, nerek i metabolizmu mają codzienne decyzje dotyczące aktywności fizycznej, diety, kontroli masy ciała, rzucenia palenia czy regularnego wykonywania badań profilaktycznych. Podkreślano także, że w przypadku już rozpoznanych chorób ogromne znaczenie ma systematyczna kontrola stanu zdrowia i przestrzeganie zaleceń terapeutycznych.

Choroby przewlekłe wymagają kompleksowego podejścia

Choroby przewlekłe coraz rzadziej występują jako pojedyncze schorzenia. Pacjenci z niewydolnością serca często jednocześnie chorują na cukrzycę, przewlekłą chorobę nerek czy otyłość, a skuteczne leczenie wymaga kontroli wielu parametrów zdrowotnych, także metabolicznych i elektrolitowych. Zwracano również uwagę, że wielu pacjentów nadal nie ma świadomości, dlaczego regularna kontrola poziomu potasu jest tak ważna i jaki wpływ może mieć na bezpieczeństwo terapii oraz przebieg choroby.

Choroby kardiologiczne to dziś nie tylko problem samego serca. Coraz częściej mamy do czynienia z pacjentami z wielochorobowością, wymagającymi kompleksowego podejścia i stałego monitorowania terapii. W praktyce klinicznej ogromne znaczenie ma regularna kontrola parametrów laboratoryjnych, w tym elektrolitów. Zaburzenia poziomu potasu mogą wpływać zarówno na bezpieczeństwo pacjenta, jak i możliwości prowadzenia terapii poprawiającej rokowanie. Dlatego edukacja pacjentów w tym zakresie jest niezwykle potrzebna – podkreśla prof. Marcin Grabowski, Rzecznik Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Hiperkaliemia – problem, o którym pacjenci wciąż wiedzą za mało

Podczas warsztatów dużo miejsca poświęcono również hiperkaliemii, czyli podwyższonemu poziomowi potasu we krwi. Eksperci tłumaczyli, że problem ten często dotyczy pacjentów
z niewydolnością serca i przewlekłą chorobą nerek, szczególnie tych stosujących nowoczesne leczenie kardiologiczne i nefrologiczne. To właśnie dlatego regularne badania kontrolne mają istotne znaczenie dla bezpieczeństwa terapii.

Edukacja zdrowotna pozostaje jednym z najważniejszych elementów skutecznego leczenia chorób przewlekłych. Wielu pacjentów nie ma świadomości, że niewydolność serca bardzo często współistnieje z chorobami nerek czy zaburzeniami metabolicznymi. Tymczasem odpowiednia kontrola parametrów laboratoryjnych, w tym poziomu potasu, może mieć bezpośredni wpływ na przebieg leczenia i możliwość utrzymania terapii poprawiającej rokowanie pacjenta. Dlatego tak ważne jest budowanie świadomości i zachęcanie pacjentów do regularnych badańmówi Agnieszka Wołczenko, prezes Stowarzyszenia EcoSerce.

O znaczeniu kontroli potasu mówili również przedstawiciele organizacji pacjenckich działających na rzecz osób z przewlekłą chorobą nerek.

W leczeniu chorób nerek regularna kontrola poziomu potasu ma bardzo duże znaczenie. Pacjenci często nie odczuwają pierwszych objawów pogarszającej się funkcji nerek, dlatego tak ważna jest diagnostyka i systematyczne monitorowanie wyników badań. Odpowiednia kontrola potasu pozwala bezpieczniej prowadzić terapię i zmniejszać ryzyko powikłań, które mogą dotyczyć zarówno nerek, jak i układu sercowo-naczyniowegozaznacza Dorota Ligęza ze stowarzyszenia Moje Nerki.

Edukacja zdrowotna potrzebna bardziej niż kiedykolwiek

Organizatorzy podkreślają, że zainteresowanie wydarzeniem pokazuje, jak duża jest potrzeba prowadzenia otwartej i rzetelnej edukacji zdrowotnej skierowanej do pacjentów.

– Bardzo dziękuję wszystkim osobom, dzięki którym to wydarzenie mogło się odbyć. Dziękuję ekspertom, organizacjom pacjenckim, partnerom, sponsorom, obsłudze technicznej i wszystkim osobom zaangażowanym w przygotowanie warsztatów. Ogromnie cieszy nas tak liczna obecność uczestników oraz zainteresowanie tematyką profilaktyki i chorób przewlekłych. To pokazuje, że pacjenci potrzebują rzetelnej wiedzy i bezpośredniego kontaktu z ekspertami. Już dziś zapraszamy na kolejne wydarzenia edukacyjne – podsumowuje Agnieszka Wołczenko.

Źródło: inf pras

Systemy ciągłego monitorowania glukozy (CGM) poprawiają kontrolę cukrzycy typu 2 także u pacjentów stosujących wyłącznie insulinę bazową – wynika z najnowszych badań. Obecnie jedynie 18–30 proc. spośród ok. 63 mln osób leczonych insuliną osiąga docelowe wartości glikemii, co wiąże się z wyższym ryzykiem powikłań oraz kosztami dla systemów ochrony zdrowia szacowanymi globalnie na 217 mld dolarów rocznie.
Dane wskazują, że zastosowanie CGM może istotnie poprawić kontrolę poziomu glukozy w tej grupie pacjentów, ograniczając ryzyko powikłań i przyczyniając się do zmniejszenia obciążeń dla systemów opieki zdrowotnej.

U pacjentów z cukrzycą typu 2 leczonych insuliną bazową jednym z głównych wyzwań pozostaje dostosowanie terapii do zmiennych poziomów glukozy w ciągu dnia. Ograniczona liczba pomiarów przy użyciu tradycyjnych glukometrów utrudnia wychwycenie wahań glikemii, w tym epizodów hipoglikemii i hiperglikemii, co przekłada się na trudności w osiąganiu celów terapeutycznych.

Badanie FreeDM2 przeprowadzone w Wielkiej Brytanii wykazało przewagę systemów CGM nad tradycyjną samokontrolą glikemii przy użyciu glukometru. Po czterech miesiącach pacjenci korzystający z monitorowania ciągłego obniżyli poziom HbA1c, czyli średni poziom cukru we krwi z ostatnich miesięcy, o 0,6 proc. bardziej niż osoby wykonujące pomiary z palca oraz spędzali średnio o 2,5 godz. dziennie więcej w docelowym zakresie glikemii (70–180 mg/dL).

Podobne rezultaty przyniosło badanie prowadzone we Włoszech w warunkach codziennej praktyki klinicznej. Po trzech miesiącach stosowania CGM pacjenci osiągali lepsze średnie poziomy glukozy, dłuższy czas w zakresie docelowym oraz poprawę jakości życia.

Dla tej grupy pacjentów dostęp do nowoczesnych technologii jest wciąż ograniczony. Systemy ciągłego monitorowania glukozy najczęściej są refundowane przede wszystkim dla osób intensywnie leczonych insuliną, podczas gdy pacjenci stosujący wyłącznie insulinę bazową rzadziej są nimi obejmowani. Tymczasem, jak wskazują eksperci, to właśnie w tej grupie poprawa kontroli glikemii pozostaje jednym z największych wyzwań terapeutycznych.

 Najnowsze wyniki badań jednoznacznie pokazują, jak ważną rolę odgrywa ciągłe monitorowanie glukozy w codziennym życiu osób z cukrzycą typu 2. Dostęp do danych w czasie rzeczywistym pozwala pacjentom lepiej zarządzać terapią i podejmować świadome decyzje dotyczące diety, aktywności fizycznej czy leczenia – podkreśla Monika Kaczmarek, prezeska Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków.

Systemy CGM umożliwiają stałe monitorowanie poziomu glukozy bez konieczności wykonywania częstych nakłuć palca. Tymczasem, jak wskazują eksperci, to właśnie w tej grupie poprawa kontroli glikemii pozostaje jednym z największych wyzwań terapeutycznych. Sensor umieszczony na ciele przekazuje dane w czasie rzeczywistym do aplikacji lub czytnika, co pozwala śledzić nie tylko aktualny poziom glikemii, lecz także jej trendy i kierunek zmian. W praktyce umożliwia to szybsze reagowanie na wahania poziomu cukru oraz lepsze dostosowanie terapii, diety i aktywności fizycznej. Z technologii FreeStyle Libre korzysta obecnie ok. 8 mln osób w ponad 60 krajach na świecie.

Znaczenie takich rozwiązań rośnie wraz ze skalą problemu zdrowotnego. Według Międzynarodowej Federacji Diabetologicznej (IDF) na świecie żyje 589 mln osób z cukrzycą. Cukrzyca typu 2 stanowi ok. 90 proc. wszystkich przypadków i jest jedną z głównych przyczyn chorób sercowo-naczyniowych, niewydolności nerek czy utraty wzroku.

 Widzimy wyraźnie, że takie rozwiązania przekładają się na lepsze wyniki zdrowotne oraz większe bezpieczeństwo terapii. Cieszymy się, że głos pacjentów znajduje odzwierciedlenie w danych naukowych i aktualnych zaleceniach klinicznych. Dlatego apelujemy o dostosowanie zasad refundacji, aby każdy pacjent stosujący insulinę miał dostęp do technologii, które realnie zmniejszają ryzyko powikłań i poprawiają jakość życia – mówi Monika Kaczmarek.

Nowe podejście znajduje odzwierciedlenie także w zaleceniach klinicznych. W najnowszych rekomendacjach Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego na 2026 rok po raz pierwszy wskazano na zasadność stosowania systemów CGM nie tylko u pacjentów intensywnie leczonych insuliną, ale także u osób przyjmujących pojedyncze wstrzyknięcia oraz korzystających z nowoczesnych terapii doustnych i inkretynowych.

Coraz więcej krajów decyduje się na szeroką refundację systemów CGM dla wszystkich pacjentów stosujących insulinę – niezależnie od liczby dawek w ciągu doby. Takie rozwiązania funkcjonują już m.in. we Francji, Włoszech, Hiszpanii, Szwajcarii, Szwecji, Finlandii, Walii, USA, Kanadzie, Japonii, Chinach, Chile, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Brazylii. Wiele kolejnych państw rozważa wprowadzenie podobnych regulacji, dostrzegając korzyści zdrowotne, społeczne i systemowe wynikające z lepszej kontroli cukrzycy.

Eksperci podkreślają, że szersze wykorzystanie technologii ciągłego monitorowania glukozy może zmienić model leczenia cukrzycy typu 2 z reaktywnego na proaktywny. W warunkach rosnącej liczby pacjentów oraz obciążeń dla systemów ochrony zdrowia zwiększenie dostępności takich rozwiązań jest postrzegane nie tylko jako potrzeba kliniczna, ale również jako element racjonalnej polityki zdrowotnej.

Źródło: Newseria

24 marca obchodzony jest Dzień Wiedzy o Lipoproteinie(a) – to okazja, by zwrócić uwagę na jeden z mniej znanych, ale istotnych czynników ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. Choć wielu pacjentów kojarzy „zły” cholesterol LDL, rzadziej mówi się o lipoproteinie(a), czyli Lp(a). Jak podkreśla Artur Gabrysiak, manager medycyny laboratoryjnej American Heart of Poland, jej podwyższony poziom może prowadzić do poważnych konsekwencji zdrowotnych – nawet u osób bez typowych obciążeń.
 
Lipoproteina(a) to cząsteczka tłuszczowo-białkowa obecna we krwi. Budową przypomina cholesterol LDL, jednak zawiera dodatkowy składnik – apolipoproteinę(a), która nadaje jej szczególne właściwości. To właśnie ten element sprawia, że Lp(a) może przyczyniać się do powstawania zmian miażdżycowych w naczyniach krwionośnych.

– Podwyższone stężenie lipoproteiny(a) może prowadzić do miażdżycy tętnic, a w konsekwencji do zawału serca czy udaru mózgu, nawet u osób, które nie mają klasycznych czynników ryzyka – podkreśla Artur Gabrysiak.

Geny ważniejsze niż styl życia

Jedną z najważniejszych cech lipoproteiny(a) jest jej silne uwarunkowanie genetyczne. W praktyce oznacza to, że dieta, aktywność fizyczna czy ogólny styl życia mają ograniczony wpływ na jej poziom. Można prowadzić zdrowy tryb życia, a mimo to mieć podwyższone stężenie Lp(a).

To właśnie dlatego badanie tego parametru zyskuje na znaczeniu. Coraz częściej sięgają po nie pacjenci, u których choroby serca pojawiają się mimo braku typowych czynników ryzyka, takich jak otyłość, nadciśnienie czy wysoki cholesterol.

Dlaczego warto się zbadać?

Jak stwierdza ekspert American Heart of Poland, problem dotyczy przede wszystkim tej części osób, które nie są świadome podwyższonego ryzyka. Co istotne, poziom Lp(a) pozostaje względnie stały przez całe życie, dlatego badanie zwykle wystarczy wykonać raz.

Podwyższone wartości wiążą się ze zwiększonym ryzykiem: zawału serca, udaru mózgu, miażdżycy tętnic kończyn dolnych.

Wystarczy raz w życiu

Ocena wyników nie zawsze jest jednoznaczna, ponieważ laboratoria stosują różne jednostki i metody pomiaru. Przyjmuje się jednak, że: poniżej 30 mg/dl – poziom niski i bezpieczny, 30–50 mg/dl – poziom pośredni, powyżej 50 mg/dl – zwiększone ryzyko sercowo-naczyniowe.

– Warto, aby każdy choć raz w życiu oznaczył poziom lipoproteiny(a), szczególnie jeśli w rodzinie występowały choroby serca w młodym wieku. Dobra wiadomość jest taka, że większość osób nie ma powodów do niepokoju. 85% pacjentów to pacjenci, którzy będą mieli wynik poniżej 30 – podkreśla Artur Gabrysiak.

Sygnał ostrzegawczy

– Podwyższony poziom lipoproteiny(a) nie oznacza jeszcze choroby, ale jest ważnym sygnałem ostrzegawczym – podsumowuje Artur Gabrysiak.

W takich przypadkach kluczowe staje się dokładniejsze monitorowanie innych parametrów, zwłaszcza poziomu cholesterolu LDL, ciśnienia tętniczego oraz ogólnego stylu życia. To właśnie kompleksowe podejście pozwala skutecznie ograniczyć ryzyko poważnych zdarzeń sercowo-naczyniowych. W ramach programu „Moje Zdrowie”, finansowanego przez NFZ, można otrzymać rozszerzony pakiet badań laboratoryjnych, który obejmuje oznaczenie poziomu lipoproteiny (a).  

Źródło: Komunikat Prasowy

Polskie Towarzystwo Diabetologiczne (PTD) opublikowało najnowsze wytyczne kliniczne na rok 2026, które zawierają kluczowe informacje dotyczące postępowania u osób z cukrzycą. Szczególną uwagę poświęcono w nich zastosowaniu systemów ciągłego monitorowania stężenia glukozy (CGM). Po raz pierwszy systemy CGM zostały oficjalnie zalecone pacjentom stosującym pojedyncze wstrzyknięcia insuliny oraz doustne leki przeciwhiperglikemiczne. To ważny krok w kierunku szerszego dostępu do nowoczesnych technologii, które mogą znacząco poprawić kontrolę glikemii i jakość życia pacjentów.
W ramach aktualizacji zaleceń eksperci PTD wprowadzili kluczowe zmiany dotyczące stosowania systemów CGM, znacząco wzmacniając ich znaczenie dla osób chorujących na cukrzycę. Systemy CGM są obecnie zalecane jako narzędzie samokontroli wspomagające osiąganie celów terapeutycznych nie tylko przy stosowaniu intensywnej insulinoterapii, ale także u osób leczonych pojedynczymi wstrzyknięciami insuliny, doustnymi lekami przeciwhiperglikemicznymi oraz/lub agonistami receptora GLP-1 i/lub GIP/GLP-1. Dostęp do CGM w tych grupach pacjentów pozwala lepiej rozumieć reakcje organizmu na leki, dietę i aktywność fizyczną, a także szybciej identyfikować nieprawidłowości w zmianach poziomu glukozy – zanim dojdzie do rozwoju powikłań.

Osoby stosujące insulinę, nawet tylko raz dziennie, to grupa szczególnie narażona na ryzyko wystąpienia niebezpiecznych incydentów hipoglikemii, dlatego też zmiana w zaleceniach jest tak szczególnie ważna. W praktyce zastosowanie systemów CGM pozwolić może na osiąganie celów terapii  bez obawy, że będzie się to wiązać z wyższym ryzykiem niedocukrzeń.

Tegoroczne zalecenia PTD rekomendują okresowe stosowanie systemów CGM (co najmniej 4 razy w roku) u osób z cukrzycą typu 1 w fazie 2, co pozwala na wczesne wykrycie nasilających się zaburzeń i szybką optymalizację terapii.

Dodatkowo w tegorocznych wytycznych wprowadzono również szczegółowe, rygorystyczne wymagania dotyczące jakości i skuteczności klinicznej, które powinny spełniać systemy ciągłego monitorowania stężenia glukozy. Kryteria te zostały oficjalnie włączone do krajowych zaleceń, co podkreśla znaczenie i konieczność traktowania tego zagadnienia jako priorytetu przy dokonywaniu wyboru systemu CGM w opiece diabetologicznej.

Nowe zalecenia PTD na 2026 rok odpowiadają na potrzebę dostosowania leczenia do zmieniających się realiów klinicznych i społecznych. Uwzględniają postęp technologiczny oraz umożliwiają bardziej spersonalizowane i optymalne podejście do terapii, zarówno w krótkiej, jak i długoterminowej perspektywie.

Jako środowisko pacjentów bardzo cieszymy się, że to właśnie Polskie Towarzystwo Diabetologiczne regularnie aktualizuje wytyczne kliniczne. PTD jest jednym z nielicznych towarzystw naukowych
w Polsce, które robi to co roku, dbając o to, by zalecenia były zawsze zgodne z aktualną wiedzą medyczną i postępem nauki. Dla nas, pacjentów, to niezwykle ważne, bo chcemy być leczeni
w oparciu o najnowsze, sprawdzone standardy. Doceniamy także otwartość na współpracę i dialog – takie podejście sprawia, że wytyczne są bliżej realnych potrzeb pacjentów. Dziękujemy Polskiego Towarzystwu Diabetologicznemu za konsekwentne działania na rzecz nowoczesnej, empatycznej i rzeczywiście pacjentocentrycznej opieki
– podkreśla Monika Kaczmarek, prezeska PSD.

Pełny tekst wytycznych, dostępny jest na stronie Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego.

Źródło: Komunikat Prasowy

Niekomercyjne badania kliniczne od lat pozostają jednym z kluczowych, a jednocześnie najbardziej niedofinansowanych elementów rozwoju medycyny. To właśnie w ich obszarze pojawia się szansa na optymalizację już dostępnych terapii, poprawę bezpieczeństwa leczenia i odpowiedź na pytania, które z perspektywy rynku komercyjnego często pozostają bez znaczenia ekonomicznego, ale mają ogromne znaczenie kliniczne. Taką filozofię działania potwierdziła konferencja prasowa pt. „Optymalizacja terapii w odniesieniu do szerokiego spektrum schorzeń”, zorganizowana przez Agencję Badań Medycznych w Centrum Prasowym Polska Agencja Prasowa.
Jak podkreślił prezes ABM prof. Wojciech Fendler, celem rozstrzygniętego konkursu było wsparcie projektów, które odpowiadają na realne, często niezaspokojone potrzeby pacjentów. „ABM wesprze działania naukowe, które są wyjątkowo oczekiwane przez pacjentów” – zaznaczył podczas spotkania.

Ponad 180 mln zł na osiem projektów o wysokim znaczeniu klinicznym

W ramach otwartego konkursu na niekomercyjne badania kliniczne (ABM/2025/1) do Agencji wpłynęły 63 wnioski. Rekomendację do finansowania otrzymało osiem projektów, a łączna wartość przyznanego dofinansowania przekracza 180 mln zł. Jak wskazywał prezes ABM, „w ramach konkursu wpłynęły 63 wnioski, zaś agencja dofinansuje osiem z nich, szczególnie ważnych i adresujących potrzeby pacjentów. Razem z nimi przekraczamy liczbę 500 finansowanych długofalowo projektów”.
Struktura wybranych projektów wyraźnie pokazuje, gdzie dziś koncentrują się największe luki terapeutyczne. Połowa z nich dotyczy onkologii, a aż siedem na osiem obejmuje choroby rzadkie i populację pediatryczną. Zakres tematyczny dofinansowanych badań obejmuje m.in. choroby mitochondrialne u dzieci, umiarkowaną i ciężką postać choroby Leśniowskiego-Crohna w populacji pediatrycznej, przeciwdziałanie odrzuceniu przeszczepu komórek krwiotwórczych u pacjentów z rzadkimi białaczkami, idiopatyczne miopatie zapalne oporne na leczenie pierwszego rzutu, rzadkie nowotwory, a także innowacyjne podejścia terapeutyczne w cukrzycy typu 1 współistniejącej z otyłością i zaburzeniami neuropsychiatrycznymi.

Choroby mitochondrialne: próba realnej zmiany naturalnego przebiegu choroby

Jednym z projektów, który zwrócił szczególną uwagę, jest badanie dotyczące chorób mitochondrialnych u dzieci z objawami neurologicznymi – grupy schorzeń o bardzo ciężkim, postępującym przebiegu i skrajnie ograniczonych możliwościach leczenia przyczynowego. Choroby te wynikają z zaburzeń funkcji mitochondriów, prowadząc do deficytu produkcji energii w komórkach, co przekłada się na zaburzenia rozwoju, niepełnosprawność i zwiększone ryzyko przedwczesnego zgonu.
Jak wyjaśniała dr n. med. Dorota Wesół-Kucharska z Kliniki Pediatrii, Żywienia i Chorób Metabolicznych Instytut Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka, autorzy badania zakładają, że zastosowana interwencja terapeutyczna może wpłynąć na sam przebieg choroby, a nie wyłącznie łagodzić jej objawy. „Autorzy badania zakładają, że proponowana interwencja terapeutyczna pozwoli wpłynąć istotnie na długoterminowy przebieg choroby: zmniejszy tempo jej postępu, poprawi stan kliniczny pacjenta, a przez to zmniejszy jego niepełnosprawność i zależność od opiekunów. Może to zredukować zarówno koszty bezpośrednie, jak też pośrednie opieki nad pacjentem” – podkreślała.

Transplantacje krwiotwórcze: mniej powikłań, lepsza jakość życia

Kolejny projekt dotyczy optymalizacji leczenia pacjentów po transplantacji komórek krwiotwórczych od dawców niespokrewnionych – procedury ratującej życie, ale obarczonej wysokim ryzykiem ciężkich powikłań immunologicznych. Jak wskazywała dr n. med. Małgorzata Sobczyk-Kruszelnicka z Kliniki Transplantacji Szpiku i Onkohematologii Narodowy Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie, celem badania jest nie tylko poprawa wyników klinicznych, lecz także realne odciążenie pacjentów i systemu ochrony zdrowia. „Badania przyczynią się do zmniejszenia częstości występowania powikłań, poprawią jakość życia pacjentów, przyniosą także korzyści dla systemu ochrony zdrowia, gdyż zredukowana zostanie liczba wizyt pacjentów u lekarzy” – zaznaczała.

Cukrzyca typu 1, otyłość i zdrowie psychiczne: podejście holistyczne

Szczególny wymiar społeczny i kliniczny ma projekt z zakresu diabetologii, obejmujący pacjentów z cukrzycą typu 1, u których współistnieją nadwaga lub choroba otyłościowa oraz zaburzenia neuropsychiatryczne. Eksperci zwracają uwagę, że jest to grupa pacjentów obciążona potrójnym ryzykiem zdrowotnym, często pomijanym w standardowych schematach terapeutycznych.
Jak podkreślał Dominik Porada z Kliniki Endokrynologii, Diabetologii i Chorób Metabolicznych Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, kluczowe znaczenie ma spojrzenie na pacjenta jako całość. „Pacjent jest najważniejszy, stąd holistyczne podejście do osób cierpiących na wielochorobowość. Chcemy pomóc pacjentom zmagającym się z potrójnym problemem – cukrzyca powoduje nadwagę, ale również depresję oraz zaburzenia lękowe” – tłumaczył.

Głos pacjentów: „to nie tylko badania, to nadzieja”

Znaczenie rozstrzygnięcia konkursu podkreślali również przedstawiciele środowisk pacjenckich. Katarzyna Porzak, zastępca prezesa Towarzystwo Przyjaciół Dzieci – Koło Pomocy Dzieciom i Młodzieży z Cukrzycą w Lublinie, zwracała uwagę, że wreszcie problemy pacjentów zostały potraktowane wielowymiarowo. „W końcu na problemy chorych spojrzano wielopłaszczyznowo. Badania dają nadzieję, że w jednym miejscu zwalczymy wszelkie trudności. Wierzę, że projekt poprawi komfort życia pacjentów i da im poczucie bezpieczeństwa. Daje nadzieję na lata życia bez powikłań” – podsumowała.
Badania, które mogą zmienić praktykę kliniczną
Rozstrzygnięty konkurs ABM pokazuje, że niekomercyjne badania kliniczne mogą stać się realnym narzędziem zmiany praktyki medycznej – od poprawy jakości życia pacjentów, przez racjonalizację kosztów, po tworzenie podstaw pod przyszłe decyzje refundacyjne. Choć na wyniki badań trzeba będzie poczekać, skala finansowania i zakres tematyczny projektów wskazują, że są to inwestycje o potencjale wykraczającym daleko poza pojedyncze ośrodki badawcze.

Źródło: ABM, zapis z konferencji

„Nie dążymy już tylko do wyrównania metabolicznego cukrzycy, ale do zapewnienia pacjentowi takiego samego komfortu życia, jak u osób bez cukrzycy” – to jedno z najważniejszych przesłań ekspertów podczas debaty z okazji Światowego Dnia Cukrzycy, który obchodzono 4 listopada. Słowa te doskonale oddają kierunek zmian w podejściu do leczenia cukrzycy – z choroby ograniczającej codzienne funkcjonowanie, staje się ona schorzeniem, z którym można żyć aktywnie i zawodowo.

Tegoroczny Światowy Dzień Cukrzycy, obchodzony pod hasłem „Pracuję z cukrzycą”, zwraca uwagę na znaczenie aktywności zawodowej osób z tą chorobą. Jak podkreśla Polskie Towarzystwo Diabetologiczne, hasło można rozumieć dwojako – jako determinację w codziennym dbaniu o zdrowie („pracuję nad sobą”) oraz jako dowód, że cukrzyca nie musi wykluczać z życia zawodowego.

Postęp w terapii, coraz szerszy dostęp do nowoczesnych leków i technologii diabetologicznych sprawiają, że pacjenci mogą dziś skutecznie kontrolować chorobę i prowadzić aktywne, satysfakcjonujące życie. To pozytywne przesłanie ma również wymiar społeczny – ma przełamywać stereotypy i pokazywać, że osoby z cukrzycą mogą być pełnoprawnymi uczestnikami rynku pracy.

Nowoczesne leczenie – inwestycja, która się zwraca

W ostatnich latach w Polsce dokonał się ogromny postęp w leczeniu cukrzycy. Refundacją objęto kluczowe nowoczesne terapie, takie jak flozyny i agoniści receptora GLP-1, a także systemy ciągłego monitorowania stężenia glukozy (CGM).

Jak podkreślają eksperci, zgodnie z wytycznymi Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, leki te powinny być stosowane już na początku leczenia cukrzycy typu 2 – w połączeniu lub zamiast metforminy – ponieważ nie tylko skutecznie regulują poziom glukozy, ale też zmniejszają ryzyko sercowo-naczyniowe i chronią nerki.

Mimo postępu nadal istnieją ograniczenia. W Polsce refundacja pomp insulinowych jest pełna tylko do 26. roku życia, a pacjenci po tym wieku tracą dostęp do nowoczesnych systemów zautomatyzowanego podawania insuliny. Tymczasem raporty ZUS pokazują, że stosowanie systemów CGM zmniejsza o 20 proc. liczbę dni absencji chorobowej. Z ekonomicznego punktu widzenia rozszerzenie refundacji nowoczesnych terapii to inwestycja, która może się szybko zwrócić – aż 75 proc. kosztów leczenia cukrzycy pochłaniają powikłania choroby.

Praca jako element terapii i motywacja do dbania o zdrowie

Eksperci zwracają uwagę, że praca zawodowa to nie tylko źródło utrzymania, ale także ważny element terapii. Daje poczucie sensu, przynależności i sprawczości – czynniki niezbędne dla utrzymania zdrowia psychicznego i motywacji do leczenia. Osoby z cukrzycą często wykazują się większą samodyscypliną, odpowiedzialnością i konsekwencją – cechami cenionymi na rynku pracy.

Niestety, mimo postępu w leczeniu, nadal istnieją bariery i stereotypy. Jeszcze niedawno istniały listy zawodów niedostępnych dla diabetyków z powodu ryzyka hipoglikemii. Dziś, dzięki nowoczesnym technologiom, to ryzyko jest minimalne – jednak świadomość społeczna nie zawsze nadąża za medycyną. Dlatego tak ważna jest edukacja zarówno pracowników, jak i pracodawców – by zrozumieli, że cukrzyca nie jest przeszkodą w aktywności zawodowej.

Cukrzyca w Polsce – liczby, wyzwania i przyszłość

W Polsce z cukrzycą żyje dziś około 3 miliony osób, z czego ponad milion nie ma jeszcze postawionej diagnozy. Dominującym typem choroby jest cukrzyca typu 2 (ok. 90 proc. przypadków). Jeśli nie zostaną wdrożone skuteczne działania profilaktyczne, do 2035 r. liczba chorych może wzrosnąć o ponad 200 tys. rocznie. Według danych WHO, celem na rok 2030 jest diagnozowanie 80 proc. przypadków cukrzycy – w Polsce wciąż pozostajemy poniżej tego progu. Dlatego poza poprawą dostępu do nowoczesnych terapii konieczne są także programy przesiewowe i edukacyjne, zwiększające świadomość społeczną i wczesne wykrywanie choroby. Powikłania cukrzycy – takie jak neuropatia, retinopatia, nefropatia czy zespół stopy cukrzycowej – dotykają ponad połowę pacjentów. Wczesne rozpoznanie i skuteczna kontrola glikemii mogą temu zapobiec. Regularne badania, aktywność fizyczna i odpowiednia dieta to nadal fundament skutecznej profilaktyki.

Nowoczesne terapie, technologie monitorujące poziom glukozy i coraz większa świadomość społeczna sprawiają, że cukrzyca przestaje być chorobą wykluczającą. Praca zawodowa osób z cukrzycą nie tylko jest możliwa – może być również motorem skutecznej terapii i poprawy jakości życia.
Hasło tegorocznego Światowego Dnia Cukrzycy – „Pracuję z cukrzycą” – to nie tylko przesłanie, ale i apel: o równe szanse, edukację, dostęp do nowoczesnych terapii i zmianę myślenia o chorobie, z którą można żyć aktywnie i z satysfakcją.

Źródło: Komunikat Prasowy

Cukrzyca typu 2 to choroba, która dotyka już ponad 3 miliony Polaków. Kolejne setki tysięcy nie wiedzą, że chorują. Choć mówi się o niej dużo, to narosło wokół niej wiele mitów – o winie pacjenta, o „chorobie z przejedzenia”, o nieuchronności powikłań. Tymczasem współczesna diabetologia daje realną szansę na długie, dobre życie bez powikłań – jeśli tylko chorobę się zrozumie, zaakceptuje i mądrze nią pokieruje. O tym, skąd bierze się cukrzyca typu 2, jak wygląda codzienne życie z tą chorobą i jak zmienia się opieka nad pacjentami w Polsce mówi Monika Kaczmarek, Prezes Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków, organizacji, która od ponad 44 lat wspiera chorych i ich rodziny.
Skąd bierze się cukrzyca typu 2?
MK: To jedno z najczęściej zadawanych pytań – i jednocześnie jedno z najbardziej obciążonych mitami. Wciąż słyszymy, że cukrzyca typu 2 to „kara za jedzenie słodyczy”, wynik „objadania się bez granic”, że chorują tylko osoby otyłe. To nieprawda. Pomijam cukrzycę typu 1, która ma zupełnie inne podłoże, czy cukrzycę występującą w ciąży. Mówmy o samej cukrzycy typu 2, która często jest konsekwencją choroby otyłościowej. Otyłość to nie tylko kwestia wyglądu czy stylu życia, lecz przewlekła choroba metaboliczna, w której dochodzi do nadmiernego gromadzenia tkanki tłuszczowej i zaburzeń regulacji energetycznej organizmu. Jej przyczyny są złożone – obejmują zarówno czynniki genetyczne i hormonalne, jak i psychologiczne oraz środowiskowe. W ostatnich dekadach kluczowe znaczenie zyskało tzw. środowisko obesogenne – czyli takie, które sprzyja rozwojowi otyłości. To nasze otoczenie, w którym po pierwsze mamy łatwy dostęp do wysoko przetworzonej, kalorycznej żywności – często tańszej niż ta zdrowa, a po drugie gdzie mamy też ograniczoną potrzebę ruchu. Do tego dochodzi wysoki poziom stresu i chroniczne zmęczenie. Współczesny człowiek często funkcjonuje w rytmie, który utrudnia utrzymanie równowagi między ilością spożywanych kalorii a wydatkiem energetycznym. Wiele osób żyje też pod ciągłą presją czasu, ma siedzący tryb pracy. Otaczają nas wszechobecne reklamy żywności zachęcającego do tego by jeść i jeść, a sporo jest też zachęt do spożywania słodyczy i napojów słodzonych. Wszystko to sprawia, że otyłość nie jest „brakiem silnej woli”, ale konsekwencją środowiska, w jakim żyjemy. Sama cukrzyca typu 2 to choroba metaboliczna o bardzo złożonych przyczynach. Owszem, nadwaga i brak ruchu są czynnikami ryzyka, ale równie ważne są geny, wiek, stres, zaburzenia hormonalne. Wiele osób prowadzi w miarę zdrowy tryb życia, a mimo to choruje – właśnie z powodu predyspozycji genetycznych. Nie możemy więc sprowadzać cukrzycy do prostego schematu „sam sobie winien”. To choroba, która wymaga wiedzy, zrozumienia i wsparcia, a nie oceniania. Oczywiście nie chcę zdejmować całej odpowiedzialności za stan swojego zdrowia z osoby chorującej – chcę tylko wskazać, że to wszystko jest znacznie bardziej złożone niż tylko stwierdzenie „sam jest sobie winien”.

Kto jest najbardziej narażony na zachorowanie?
MK: Ryzyko zachorowania wzrasta po 40. roku życia, szczególnie jeśli w rodzinie występowała cukrzyca. Osoby z nadwagą, nadciśnieniem, zaburzeniami lipidowymi, siedzącym trybem życia czy przewlekłym stresem powinny się badać regularnie. Profilaktyka i edukacja są absolutnie kluczowe.

Jakie są pierwsze objawy cukrzycy i kiedy warto się zbadać?
MK: To, co czyni cukrzycę typu 2 podstępną, to fakt, że przez wiele miesięcy, a nawet lat, może nie dawać żadnych wyraźnych objawów. Kiedy już się pojawiają, są często lekceważone: większe pragnienie, częste oddawanie moczu, zmęczenie, senność, suchość skóry czy nawracające infekcje. Dlatego apelujemy – każdy dorosły powinien raz w roku wykonać proste badanie poziomu glukozy na czczo. To nic nie kosztuje, a może wykryć chorobę na bardzo wczesnym etapie, zanim pojawią się powikłania.

Jak wygląda codzienne życie z cukrzycą typu 2?
MK: Życie z cukrzycą wymaga planowania i systematyczności. Pacjent musi pamiętać o lekach, zdrowym jedzeniu, pomiarach glikemii i aktywności fizycznej. Ale to nie znaczy, że choroba odbiera radość życia. Wielu naszych członków mówi, że choroba nauczyła ich uważności na siebie. Często dopiero diagnoza jest impulsem do zmiany stylu życia – do wprowadzenia zdrowych nawyków,  do ruchu, do odpoczynku. Dzięki nowoczesnym lekom i technologiom – sensorom, aplikacjom – codzienne zarządzanie cukrzycą jest dziś o wiele łatwiejsze niż jeszcze dekadę temu. Z cukrzycą naprawdę można żyć aktywnie i szczęśliwie.

Co to znaczy dobrze leczyć cukrzycę dzisiaj?
MK: Dobre leczenie to leczenie całościowe. Chodzi nie tylko o utrzymanie właściwego poziomu glukozy, ale także o ochronę serca, nerek, oczu i naczyń krwionośnych. W ostatnich latach w Polsce bardzo poprawiła się diagnostyka, mamy lepszy dostęp do sensorów monitorujących cukier, a coraz więcej pacjentów może korzystać z refundacji. Jak pokazują nasze obserwacje i badanie, jakie w 2025 roku jako PSD przeprowadziliśmy – dla pacjentów stosowanie nowoczesnych systemów monitorowania poziomu glukozy to wspaniała szansa na lepsze rozumienie codziennych wyborów żywieniowych czy dotyczących aktywności fizycznej, na autentyczne zaangażowanie się w proces terapeutyczny.  Poprawił się także się dostęp do nowoczesnych terapii, które oprócz kontroli glikemii wpływają korzystnie na układ krążenia i zmniejszają ryzyko powikłań. Wciąż jednak widzimy duże różnice w dostępie do opieki diabetologicznej – szczególnie w mniejszych miejscowościach. Edukacja i personalizacja leczenia to wciąż wyzwania, które musimy wspólnie rozwijać.

Jaką rolę w leczeniu odgrywa styl życia?
MK: Ogromną. Mówi się, że monitorowanie poziomu glukozy i leki to połowa sukcesu, a druga połowa to styl życia. Ruch, zdrowa dieta, sen, unikanie stresu – to wszystko pomaga stabilizować poziom cukru i zmniejsza zapotrzebowanie na leki. Ale chcę to bardzo mocno podkreślić: styl życia nie jest zamiennikiem leczenia, tylko jego dopełnieniem. Nie możemy też obarczać pacjentów poczuciem winy. Cukrzyca typu 2 to choroba, a nie kara za styl życia. Rolą lekarzy i organizacji pacjenckich jest wspieranie, nie ocenianie. Dobra edukacja potrafi więcej zdziałać niż tysiąc pouczeń czy zakazów.

Jakie są dziś najważniejsze potrzeby środowiska diabetyków w Polsce?
MK: Z naszej perspektywy – trzy rzeczy: edukacja, dostępność i empatia. Po pierwsze, edukacja diabetologiczna powinna być dostępna dla każdego pacjenta. Chorzy potrzebują wiedzieć, jak działają nowoczesne systemy monitorowania poziomu glukozy, jak działają leki, jak reagować na hipoglikemię, jak komponować posiłki. Po drugie, równość w dostępie do nowoczesnych terapii. Wciąż zdarza się, że o skutecznym leczeniu decyduje miejsce zamieszkania lub status materialny.

W ostatnich miesiącach angażujemy się w dialog z decydentami dotyczący rozszerzenia refundacji systemów monitorowania poziomu glukozy dla wszystkich chorych na insulinie, bez względu na liczbę wstrzyknięć – jesteśmy przekonani, że dzięki temu wielu pacjentów zyska szansę na uniknięcie powikłań, które rujnują życie, ale też budżet państwa – bo leczenie powikłań cukrzycy kosztuje krocie. Zabiegamy też o rozszerzenie refundacji dla pomp insulinowych dla chorych z cukrzycą typu 1, którzy ukończyli 26 rok życia. Wraz z wiekiem cukrzyca nie znika i chorzy ci często borykają się  z koniecznością rezygnacji ze stosowania pomp insulinowych, bo ich po prostu nie stać. Warto zadbać o tych młodych ludzi, bo oni chcą pracować, chcą zakładać rodziny – to także oni  będą tworzyć przyszłość tego kraju. W obu tych obszarach współpracujemy ściśle ze środowiskiem diabetologów  i edukatorów diabetologicznych. I liczymy na dobre decyzje Ministerstwa Zdrowia, bo mam dobre doświadczenia z pracą z osobami decyzyjnymi w MZ. I po trzecie z tych ważnych dla nas kwestii – empatia. Cukrzyca to choroba przewlekła, wymagająca codziennej samokontroli. Chorzy potrzebują wsparcia emocjonalnego, a nie oceniania.

Co robi Polskie Stowarzyszenie Diabetyków, by te potrzeby realizować?
MK: Od ponad 44 lat działamy na rzecz pacjentów i ich rodzin. Organizujemy warsztaty edukacyjne, spotkania, kampanie profilaktyczne i konferencje naukowe. Współpracujemy z samorządami, szkołami i placówkami medycznymi. Nasze lokalne oddziały to prawdziwe centra wsparcia – można tam uzyskać poradę, nauczyć się obsługi sprzętu, porozmawiać z innymi pacjentami. PSD to nie tylko organizacja – to społeczność ludzi, którzy się rozumieją, motywują i wspólnie walczą o lepsze życie  z chorobą. A w przyszłym roku obchodzić będziemy jubileusz 45-lecia powstania PSD – z tej okazji otworzymy Centrum Edukacji i Historii Cukrzycy.  

Jak wygląda współpraca PSD z lekarzami i innymi organizacjami?
MK: Świetnie rozumiemy, że tylko współpraca przynosi efekty. Dlatego działamy razem z lekarzami diabetologami, pielęgniarkami, edukatorami, psychologami i dietetykami. Angażujemy się w dialog  z Ministerstwem Zdrowia, Narodowym Funduszem Zdrowia, uczestniczymy w konsultacjach dotyczących refundacji leków i programów zdrowotnych. Współpracujemy też z innymi organizacjami pacjenckimi, bo głos środowiska jest wtedy silniejszy. Na przykład w tym roku, we współpracy ze Stowarzyszeniem EcoSerce oraz Ogólnopolskim Stowarzyszeniem Moje Nerki, przygotowaliśmy raport poświęcony wyzwaniom, z jakimi mierzą się pacjenci dotknięci wielochorobowością. Przedstawiliśmy go na konferencji prasowej wspólnie w październiku i planujemy dalsze wspólne działania w tym tak ważnym dla chorych obszarze. Chcemy, by pacjenci byli partnerami w systemie ochrony zdrowia, nie tylko jego odbiorcami.
 
I na koniec – jakie przesłanie chciałaby Pani przekazać Polakom z okazji Miesiąca Świadomości Cukrzycy?
MK: Przede wszystkim – cukrzyca to nie wyrok. To choroba, z którą można żyć długo, aktywnie  i szczęśliwie. Chciałabym, by każdy pacjent pamiętał, że nie jest sam. Wokół niego jest ogromne wsparcie – lekarze, pielęgniarki, edukatorzy i tysiące osób, które przechodzą przez to samo. I druga sprawa – profilaktyka. Zróbmy sobie raz w roku badanie poziomu cukru. To 5 minut, które może uratować zdrowie, a nawet życie. Świadomość i wiedza to najskuteczniejsze lekarstwa, jakie mamy.

Rozmawiała: Marta Koton-Czarnecka
 
źródło: PSD
23 października 2025 r. odbyło się wspólne posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Badań Naukowych i Innowacji w Ochronie Zdrowia oraz Parlamentarnego Zespołu ds. Kardiologii w Senacie RP. Parlamentarzyści i zaproszeni eksperci rozmawiali o konieczności zapewnienia pacjentom z cukrzycą szerszego dostępu do nowoczesnych systemów ciągłego monitorowania glikemii (CGM) – m.in. dla wszystkich osób stosujących insulinoterapię. Wśród wniosków znalazła się także potrzeba wprowadzenia nowych wskaźników oceny cukrzycy – takich jak czas w normoglikemii (TIR) – zamiast wyłącznie HbA1c oraz rozszerzenia refundacji pomp insulinowych po 26. roku życia. Uczestnicy spotkania podkreślali, że technologie te poprawiają bezpieczeństwo, wydłużają życie i obniżają koszty leczenia powikłań.
Cukrzyca – globalne wyzwanie zdrowotne
W Europie na cukrzycę choruje już ok. 65 mln osób, a w Polsce dotyczy ona blisko 10 proc. populacji. – Cukrzyca jest chorobą złożoną i wymaga wczesnej diagnozy oraz właściwego leczenia. Każdy przypadek jest inny, dlatego dostęp do systemów ciągłego monitorowania glikemii (CGM), nowoczesnych technologii i terapii powinien być dopasowany do potrzeb konkretnej osoby. Dysponujemy dziś technologiami i lekami, które mogą znacząco poprawić jakość życia pacjentów. Stosowanie systemów CGM przynosi liczne korzyści, a dostępne dowody naukowe potwierdzają skuteczność tej metody, pomagają pacjentom redukować masę ciała, zwiększać aktywność fizyczną oraz lepiej kontrolować poziom glukozy – podkreśliła Sabine Dupont, dyrektorka ds. strategii i współpracy z organizacjami pacjentów z Międzynarodowej Federacji Diabetologicznej (IDF).
 
Skuteczna kontrola cukrzycy
Systemy ciągłego monitorowania glikemii (CGM) to niewielkie urządzenia, które przez całą dobę mierzą poziom cukru w organizmie. Czujnik umieszczony pod skórą automatycznie przesyła dane do aplikacji w telefonie lub pompy insulinowej. Dzięki temu pacjent i lekarz mogą w każdej chwili sprawdzić, czy poziom cukru jest prawidłowy, a w razie potrzeby natychmiast zareagować – np. chory może przyjąć insulinę lub zjeść coś słodkiego.

W przeciwieństwie do tradycyjnego glukometru, który wymaga nakłuwania palca kilka razy dziennie, system CGM pokazuje wyniki w sposób ciągły, także w nocy. Ułatwia to utrzymanie stabilnego poziomu cukru, zmniejsza ryzyko groźnych spadków lub wzrostów glikemii i pozwala lepiej planować leczenie, dietę oraz aktywność fizyczną. W ocenie ekspertów te urządzenia stanowią przełom w diabetologii.

Nowoczesne systemy ciągłego monitorowania glikemii chronią pacjentów przed niebezpiecznymi spadkami i wzrostami poziomu cukru. Mają też wymiar edukacyjny – pacjent widzi, jak jego zachowania wpływają na wyniki. Każda niekontrolowana hiperglikemia zwiększa ryzyko zawału i udaru, skracając życie pacjenta – podkreślił prof. Tomasz Klupa, kierownik Katedry Chorób Metabolicznych UJ CM.
 
Nowe technologie i zasady refundacji
Dziś z refundowanych systemów monitorowania glikemii mogą korzystać głównie dzieci, młodzież i młodzi dorośli z cukrzycą typu 1 lub 3. Od niedawna wsparcie obejmuje także osoby po 26. roku życia, które są leczone intensywnie insuliną i nie odczuwają spadków poziomu cukru (tzw. nieświadomość hipoglikemii). W 2024 r. refundację rozszerzono o kobiety w ciąży z cukrzycą. Podczas posiedzenia poinformowano, że w 2024 r. z nowoczesnych sensorów i nadajników skorzystało już ok 120 tys. pacjentów.

Refundacja (…) jest archaiczna. (…) Wszyscy pacjenci na insulinie powinni móc korzystać z tego systemu za nieduże pieniądze, bo to redukuje hipoglikemię i wydłuża życie – podkreślił prof. Leszek Czupryniak, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych UCK WUM. Dodał, że system ochrony zdrowia powinien nadążać za rozwojem technologii medycznych i lepiej wykorzystywać ich potencjał. Zaproponował utworzenie przy Ministerstwie Zdrowia stałych zespołów tematycznych – m.in. ds. diabetologii, kardiologii i pulmonologii – które regularnie analizowałyby postępy i przedstawiały ministrowi rekomendacje działań.

Senator Agnieszka Gorgoń-Komor, przewodnicząca obu zespołów, podkreśliła, że nie można przerywać terapii u dorosłych, którzy wcześniej mieli dostęp do nowoczesnych technologii.

– Nie wyobrażam sobie, że państwo inwestuje w człowieka w młodym wieku z cukrzycą typu 1 i on ma pompę zintegrowaną i ma system monitorowania, a w wieku 26 lat mówimy: nie, przechodzimy na intensywną terapię (…). Musimy przenieść wagę na dobre prowadzenie cukrzycy, żeby potem nie wydawać pieniędzy na leczenie powikłań – mówiła.
 
CGM ratuje życie i obniża koszty leczenia
Eksperci zwracali uwagę, że inwestowanie w technologie diabetologiczne to nie koszt, lecz inwestycja w zdrowie i samodzielność pacjentów. Badania naukowe pokazują, że stosowanie CGM znacząco zmniejsza ryzyko powikłań sercowo-naczyniowych i hospitalizacji. U pacjentów korzystających z tych systemów odnotowano nawet 40 proc. mniej zawałów i udarów, a w grupie osób z cukrzycą typu 2 śmiertelność spadła o ok. 20 proc.

Pacjenci wracają do życia społecznego, rodzinnego, zawodowego. Mniej jest rent, mniej zwolnień. Wystarczy po prostu prowadzić nowoczesne leczenie – podkreśliła prof. Małgorzata Myśliwiec. Ekspertka przypomniała, że europejskie i amerykańskie towarzystwa diabetologiczne rekomendują dostęp do systemów CGM dla wszystkich pacjentów stosujących insulinoterapię. Dodała, że Polska jest jednym z czterech krajów w Europie, które uzależniają refundację pomp insulinowych od wieku i podkreśliła, że to kryterium powinno zostać zniesione.
 
Równość w dostępie
Kwestia równości w dostępie do technologii była jednym z ważniejszych tematów debaty. Prof. Ewa Wender-Orzegowska, konsultant krajowa w dziedzinie ginekologii i położnictwa, zwróciła uwagę, że refundacja systemów monitorowania glikemii dla kobiet w ciąży obejmuje obecnie tylko jedno rozwiązanie.

Refundacja tylko jednego systemu nie jest przejrzysta – powinniśmy dążyć do tego, żeby obejmowała wszystkie dostępne systemy ciągłego monitorowania glikemii w Polsce – apelowała.
 
Kierunek działań
Podsumowując posiedzenie, senator Agnieszka Gorgoń-Komor wskazała trzy priorytety w obszarze leczenia cukrzycy – rozszerzenie refundacji pomp insulinowych po 26. roku życia, zapewnienie dostępu do systemów monitorowania glikemii dla wszystkich osób stosujących insulinoterapię oraz wprowadzenie nowych wskaźników oceny cukrzycy – takich jak czas w normoglikemii (TIR) – zamiast wyłącznie HbA1c.

Kończąc spotkanie, przewodnicząca zapowiedziała, że wnioski z posiedzenia zostaną przekazane do Ministerstwa Zdrowia. – Medycyna nie może uciekać od standardów opartych na dowodach naukowych. Wymagają tego zarówno nowe pokolenia lekarzy, jak i pacjenci – podsumowała.
 
 
źrodło: PublicPolicy
W Polsce temat nietrzymania moczu oraz innych schorzeń układu moczowo-płciowego wciąż pozostaje w cieniu debaty publicznej, choć dotyczy milionów pacjentów – głównie kobiet po porodach, osób starszych i przewlekle chorych. Z okazji Światowego Tygodnia Kontynencji 2025 eksperci, lekarze i organizacje pacjenckie spotkali się na ogólnopolskiej konferencji, by wspólnie mówić jednym głosem: inkontynencja to nie wstydliwa przypadłość, a poważne wyzwanie zdrowotne, które wymaga systemowego podejścia, rzetelnej edukacji i skutecznego leczenia. Wydarzenie było także momentem symbolicznej zmiany pokoleniowej w Stowarzyszeniu „UroConti”.
Światowy Tydzień Kontynencji to globalna inicjatywa Międzynarodowego Towarzystwa Kontynencji (International Continence Society, ICS), realizowana przez World Federation of Incontinence and Pelvic Problems (WFIPP). Stowarzyszenie „UroConti” jako członek-założyciel WFIPP od lat aktywnie działa na rzecz podnoszenia świadomości społecznej, wspierania pacjentów oraz rzecznictwa systemowych zmian w leczeniu inkontynencji w Polsce.

Tegoroczne obchody rozpoczęła ogólnopolska konferencja, która odbyła się 16 czerwca 2025 roku w Hotelu Novotel Warszawa Centrum. Spotkanie zgromadziło szerokie grono lekarzy, fizjoterapeutów, dietetyków, pacjentów, przedstawicieli organizacji społecznych oraz osób reprezentujących środowisko naukowe i kliniczne. Możliwość udziału online sprawiła, że przekaz wydarzenia dotarł do jeszcze szerszego grona odbiorców.

Wiodącym tematem spotkania było uświadamianie społecznych, medycznych i psychologicznych skutków nietrzymania moczu oraz stolca – problemów, które dotykają miliony osób, lecz wciąż pozostają tematami tabu. Jak wskazywali eksperci, inkontynencja to nie tylko problem zdrowotny, ale także poważne wyzwanie społeczne i systemowe, zbyt często marginalizowane zarówno w debacie publicznej, jak i w praktyce klinicznej.

Prezes Stowarzyszenia „UroConti”, Anna Sarbak, otwierając wydarzenie, podkreśliła wagę edukacji i równego dostępu do nowoczesnych metod leczenia. – Inkontynencja to nie wstydliwa przypadłość – to realny problem medyczny, który może i powinien być skutecznie leczony. Naszą misją jest wspieranie pacjentów, walka o refundację skutecznych terapii i promowanie wiedzy, która ratuje jakość życia. Potrzebujemy silnego, zintegrowanego głosu – pacjentów, ekspertów i decydentów – zaznaczyła.

Szczególną uwagę podczas wydarzenia zwrócono na potrzebę zrozumienia złożonego charakteru inkontynencji. Eksperci medyczni przedstawili wnikliwą analizę anatomicznych, neurologicznych i funkcjonalnych przyczyn nietrzymania moczu i stolca. Zwracali uwagę na fakt, że choć obie dolegliwości bywają leczone rozdzielnie, często mają wspólną przyczynę: uszkodzenia mięśni dna miednicy, zwieraczy, nerwów – zwłaszcza nerwu sromowego – oraz zaburzenia mechanizmów czucia i odruchów.

Wskazywano także, że nawet połowa kobiet po porodach drogami natury może mieć w przyszłości objawy nietrzymania – zarówno moczu, jak i stolca. Urazy okołoporodowe – często nierozpoznane lub zignorowane – są główną przyczyną inkontynencji u kobiet po 50. roku życia. Na konferencji omówiono także najnowsze kierunki leczenia chirurgicznego. Szczególnym zainteresowaniem cieszyła się prezentacja dr Piotra Kani, specjalisty chirurgii ogólnej i urologicznej z Mazowieckiego Szpitala Wojewódzkiego w Siedlcach, który przedstawił postępy w zakresie robotyki chirurgicznej z wykorzystaniem Robota Chirurgicznego da Vinci. Dzięki tej technologii możliwe staje się przeprowadzanie ultraprecyzyjnych operacji urologicznych z minimalną inwazyjnością, co znacząco skraca czas rekonwalescencji i poprawia wyniki terapii.

 Robot da Vinci to narzędzie, które pozwala zrewolucjonizować podejście do leczenia nietrzymania moczu – zwłaszcza w przypadkach wymagających rekonstrukcji tkanek lub zabiegów radykalnych w obrębie prostaty czy pęcherza. Kluczowe jest jednak, by dostęp do tej technologii nie był przywilejem nielicznych, lecz systemowym standardem – zaznaczył dr Kania.

Szczególne miejsce poświęcono także zagadnieniu edukacji diabetologicznej. Beata Stepanow, Prezes Stowarzyszenia Edukacji Diabetologicznej i wiceprezes Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”, wskazała na dramatyczny związek między cukrzycą a rozwojem inkontynencji. – Pacjenci diabetologiczni bardzo często cierpią na zaburzenia przewodnictwa nerwowego, co wpływa bezpośrednio na zdolność utrzymania moczu czy stolca. Z drugiej strony brak edukacji żywieniowej i kontroli glikemii prowadzi do nieodwracalnych uszkodzeń. Potrzebujemy interdyscyplinarnego podejścia – diabetolog, urolog, fizjoterapeuta i pacjent muszą działać razem – apelowała.

Podkreślono również znaczenie profilaktyki obejmującej odpowiednią edukację okołoporodową, regularną aktywność fizyczną, ćwiczenia mięśni dna miednicy, masaż krocza oraz – co najważniejsze – wczesną diagnostykę i odwagę w mówieniu o objawach. Wielokrotnie podkreślano, że temat inkontynencji w Polsce wciąż jest „niewidzialny” – zarówno w systemie ochrony zdrowia, jak i w społecznej świadomości.

O stylu życia i aktywności fizycznej, jako wsparciu terapii chorób dna miednicy mówiła Magdalena Floriańska, fizjoterapeutka uroginekologiczna z Centrum Medycznego MCC w Warszawie. Wykład rozpoczęła od podkreślenia, że choroby – a dokładniej dysfunkcje – dna miednicy to szerokie spektrum problemów, które można pogrupować na trzy główne kategorie: nietrzymanie moczu, stolca lub gazów (czyli inkontynencję), obniżenia narządów miednicy mniejszej oraz zespoły bólowe. Każda z tych dolegliwości wymaga kompleksowego podejścia terapeutycznego, obejmującego zarówno interwencje medyczne, jak i wsparcie fizjoterapeutyczne oraz zmiany w codziennym stylu życia.

Prelegentka zwróciła także uwagę, że istnieją czynniki ryzyka wspólne dla wszystkich trzech grup schorzeń – zarówno niemodyfikowalne, jak wiek czy płeć, jak i te, na które pacjent ma realny wpływ: sposób odżywiania, aktywność fizyczna, nawodnienie, nawyki toaletowe, jakość snu czy zarządzanie stresem. – Nie mamy wpływu na nasz PESEL, ale mamy wpływ na to, co jemy, jak się poruszamy i czy potrafimy odpoczywać – zauważyła. Podkreśliła też, że dieta oddziałuje nie tylko na masę ciała, ale również na pasaż jelitowy, stany zapalne, jakość tkanek oraz gospodarkę hormonalną – a więc na wiele mechanizmów powiązanych z występowaniem i nasileniem objawów nietrzymania moczu czy bólu miednicy.

Wydarzenie zakończył apel uczestników do decydentów o pilne włączenie leczenia inkontynencji do priorytetów zdrowia publicznego. Wskazano konieczność rozszerzenia refundacji środków chłonnych, dostępu do fizjoterapii uroginekologicznej i rehabilitacji poporodowej oraz objęcia refundacją nowoczesnych form terapii, w tym elektrostymulacji i biofeedbacku. Uczestnicy wezwali również do prowadzenia ogólnopolskiej kampanii edukacyjnej, która pozwoliłaby odczarować temat inkontynencji jako wstydliwej przypadłości i uznać go za realny problem medyczny, wymagający empatii, diagnostyki i leczenia.

Konferencja „Razem dla skutecznego leczenia” otworzyła oficjalnie Światowy Tydzień Kontynencji 2025 w Polsce. Jak podkreślali organizatorzy, celem tygodnia jest nie tylko uświadamianie skali problemu, lecz także tworzenie przestrzeni do wspólnego działania – pacjentów, specjalistów i instytucji.

Bezpośrednio po zakończeniu konferencji odbyło się Walne Zebranie Delegatów Stowarzyszenia „UroConti”, które przyniosło ważne zmiany organizacyjne oraz symboliczne zakończenie pewnego etapu w historii Stowarzyszenia. Było nim zakończenie kadencji prezes Anny Sarbak, która pełniła tę funkcję nieprzerwanie od 2013 roku.  Delegaci dokonali wyboru nowego Zarządu Głównego na kolejną kadencję. Prezesem została Elżbieta Żukowska, dotychczasowa sekretarz Zarządu, która przez ostatnie lata aktywnie współtworzyła strategię działań i reprezentowała głos pacjentów w kontaktach z instytucjami ochrony zdrowia. Do zarządu dołączyły również Anna Goch, która objęła funkcję sekretarza, oraz Aniela Rogowska jako skarbnik. Jednocześnie dotychczasową prezes, Annę Sarbak, powołano na stanowisko Pełnomocnika Zarządu ds. współpracy z administracją państwową.

Obchody Światowego Tygodnia Kontynencji 2025 w Polsce rozpoczęły się z mocnym przekazem: inkontynencja wymaga natychmiastowych działań systemowych. Konferencja „Razem dla skutecznego leczenia” unaoczniła, jak ogromny wpływ na jakość życia mają problemy nietrzymania moczu i stolca, a także jak wiele możemy zrobić, by poprawić sytuację pacjentów – poprzez dostęp do nowoczesnej terapii, refundację środków i wprowadzenie edukacji zdrowotnej. Zmiana w zarządzie „UroConti” oznacza nowy etap dla organizacji, ale misja pozostaje ta sama: walka o godność, zdrowie i skuteczne leczenie.

Źródło: Uroconti.pl

Z pozoru sytuacja wygląda obiecująco – statystyki się poprawiają, dostęp do terapii się zwiększa, a świadomość społeczna rośnie. Polska diabetologia poczyniła znaczące postępy na przestrzeni ostatnich lat, a zmiany systemowe, takie jak wprowadzenie opłaty cukrowej czy rekomendacje Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, miały być krokiem w stronę lepszej profilaktyki i leczenia cukrzycy. Dlaczego więc pacjenci nadal czują się pozostawieni w tyle, a eksperci alarmują o braku refundacji innowacyjnych terapii i niewystarczającym wykorzystaniu środków z podatku cukrowego?
Wedle wyliczeń ekspertów już co 12. mieszkaniec Polski żyje z cukrzycą, a ok. milion Polaków ma niezdiagnozowaną chorobę lub stan przedcukrzycowy. W Unii Europejskiej z cukrzycą żyje ponad 32 miliony dorosłych i 170 tys. dzieci. Chorych przybywa, szczególnie wśród dzieci i młodych dorosłych, u których wykrywana jest cukrzyca typu 1. Okazją do przypomnienia wyzwań, przeglądu nowości diabetologicznych i oczekiwań refundacyjnych był zakończony w minioną sobotę Ogólnopolski Dzień Diabetyka, organizowany od lat przez Polskie Stowarzyszenie Diabetyków (PSD).

Prezes zarządu Głównego Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków (PSD) – Monika Kaczmarek – przypomniała, że w Polsce w latach 2018 – 2025 (stan na styczeń 2025) nastąpiły istotne zmiany w leczeniu cukrzycy. Poprawiły się też statystyki dotyczące tzw. stopy cukrzycowej – do niedawna Polska była niechlubnym liderem rankingu OECD w zakresie amputacji kończyny dolnej u chorych na cukrzycę. W 2021 roku zaczęła też obowiązywać tzw. opłata cukrowa, czyli podatek od słodzonych napojów gazowanych, którego celem jest wspieranie prozdrowotnych wyborów konsumenckich i profilaktyka.

„Jesteśmy na dobrej drodze do poprawy jakości życia pacjentów z cukrzycą i nieustannie zabiegamy o to, by diabetologia była traktowana jako jeden z priorytetów zdrowotnych przez wszystkich interesariuszy systemowych, decydentów i płatników. Dążymy do pełnego dostępu do nowoczesnych terapii, by w miarę normalnie funkcjonować – pracować, zakładać rodziny, pielęgnować i rozwijać swoje pasje, spełniać marzenia. To długi i wyboisty proces, ale nie składamy broni i staramy się, by nasze działania przynosiły wymierne skutki” – komentuje Monika Kaczmarek.

Nadal jednak nie nadążamy za światowymi standardami. Pomimo rekomendacji Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego z 2024 roku o złagodzenie dostępu i poszerzenie kryteriów refundacyjnych do terapii hipoglikemizujących, poziom refundacji flozyn i inkretyn w Polsce nie spełnia oczekiwanych standardów. Eksperci są zgodni, że tylko szersze włączenie innowacyjnych leków do systemu refundacyjnego pozwoli powstrzymać rozwój epidemii cukrzycy, która zbiera coraz większe żniwo. Należy przypomnieć, że cukrzyca jest chorobą przewlekłą, która powinna być wcześnie zdiagnozowana, skutecznie leczona oraz monitorowana. W przeciwnym razie prowadzi do licznych powikłań sercowo-naczyniowych oraz śmierci.

Niepokojący jest również fakt, że czas oczekiwania od rejestracji na refundację w Polsce wynosi aż – 1943 dni i jest on najdłuższy w porównaniu z krajami Grupy Wyszechradzkiej (dla porównania na Węgrzech wynosi 475 dni). Z kolei opłata cukrowa, której celem było pozyskanie dodatkowych środków na działania związane z promocją zdrowego stylu życia, profilaktyką chorób dietozależnych oraz rozwój innowacyjnych terapii, nie jest wykorzystywana zgodnie z oczekiwaniami środowiska pacjentów diabetologicznych. Opublikowany niedawno raport Najwyższej Izby Kontroli ujawnił liczne nieprawidłowości, m.in. brak przejrzystości w raportowaniu, nieefektywne wykorzystanie środków oraz traktowanie wpływów z opłaty jako alternatywnego źródła finansowania zamiast jako dodatkowego zasobu. Zdaniem Moniki Kaczmarek podatek powinien być potencjalnym źródłem finansowania kolejnych inwestycji w diabetologii.

Wg danych EFPIA, ponad połowa bezpośrednich wydatków na cukrzycę wiąże się z powikłaniami. Zgodnie z raportem NFZ z 2019 r. poniesione przez NFZ koszty powikłań cukrzycy (m.in. retinopatii cukrzycowej, niewydolności nerek, choroby niedokrwiennej serca, udaru mózgu, czy neuropatii) w 2018 r. wyniosły co najmniej 2,14 mld zł. Aby zapobiec kosztownemu leczeniu przewlekłych powikłań, potrzebne są konkretne działania. Takie zostały zaproponowane w ramach inicjatywy zespół ekspertów ds. cukrzycy, w skład którego weszli czołowi diabetolodzy, farmakoekonomiści oraz prezeska PSD – Monika Kaczmarek. Rekomendacje zostały zebrane w raporcie pt. „Diabetologia w Polce na tle Unii Europejskiej. Bilans z okazji polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej”.

Kluczowe obszary i propozycje zmian wskazane przez Członków Forum to:

– Zmiany systemowe: lepsze zarządzanie środkami z podatku cukrowego, zapewnienie dostępu do nowoczesnych terapii zgodnych z wytycznymi klinicznymi, wzmocnienie roli ambulatoryjnej opieki diabetologicznej, poprawa wyceny świadczeń diabetologicznych.
– Profilaktyka i edukacja: wprowadzenie edukacji zdrowotnej do programów szkolnych, rozważenie wdrożenia medycyny szkolnej.
– Lepsze wykorzystanie zasobów systemu zdrowia: większe zaangażowanie pielęgniarek i farmaceutów w opiekę nad pacjentami, rozwój opieki koordynowanej w POZ, promocja badań przesiewowych i wczesnej diagnostyki.
Pełną treść raportu można pobrać ze strony: https://diabetyk.org.pl/raport-diabetologia-w-polsce-na-tle-unii-europejskiej-bilans-z-okazji-polskiej-prezydencji-w-radzie-unii-europejskiej/ 

Źródło informacji: Polskie Stowarzyszenie Diabetyków
Foto: Polskie Stowarzyszenie Diabetyków