Medicalpress
Ognisko zakażeń wirusem Andes związane ze statkiem Hondius pokazało, że w kryzysach zdrowotnych jednym z największych wyzwań bywa nie tylko sam patogen, ale także sposób, w jaki informacja o zagrożeniu zaczyna żyć własnym życiem. Choć hantawirus może być groźny dla pojedynczych pacjentów, obecnie nie ma potencjału pandemicznego. Mimo to sprawa szybko uruchomiła znane z czasu COVID-19 lęki, uproszczenia i fałszywe narracje. 
Historia statku Hondius rozpoczęła się od medycznego alertu: ciężkich zachorowań, kwarantanny, ewakuacji pasażerów oraz komunikatów instytucji zdrowia publicznego, w tym WHO i ECDC. Bardzo szybko stała się jednak także testem społecznej odporności na dezinformację. W przestrzeni publicznej pojawiły się pytania znane z czasu pandemii COVID-19: czy grozi nam nowa pandemia, czy służby przekazują pełne informacje i czy działania sanitarne nie staną się pretekstem do ograniczania wolności.

Groźny dla pacjentów, ale nie pandemiczny

W przypadku hantawirusa kluczowe znaczenie ma nie tylko samo zakażenie, lecz także wariant wirusa i droga transmisji. Ognisko związane ze statkiem Hondius dotyczyło wariantu Andes, innego niż hantawirusy typowo występujące w Europie. Porównania z pandemią COVID-19 są więc w tym przypadku mylące.

–  Wirus Andes przenosi się przede wszystkim przez gryzonie i trafia do ludzi ze środowiska. Transmisja międzyludzka, poza wyjątkowymi sytuacjami bliskiego kontaktu, praktycznie nie występuje. Dlatego z punktu widzenia populacyjnego nie mówimy o wirusie, który ma potencjał wywołania nowej pandemii – wyjaśnia dr Andrzej Jarynowski z Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Dezinformacja szybsza niż wirus

Jednym z głównych źródeł chaosu informacyjnego było mylenie pojęć: osoby chorej, zakażonej, podejrzanej o zakażenie, objętej kwarantanną lub nadzorem epidemiologicznym. Stosowane w przestrzeni publicznej uproszczenia powodowały wrażenie, że liczba zakażeń jest większa, a sytuacja wymyka się spod kontroli. Tymczasem nadzór sanitarny czy kwarantanna po kontakcie nie oznaczają automatycznie potwierdzonego zakażenia.

Sprawa hantawirusa szybko została też włączona w znane schematy dezinformacyjne. W polskiej części internetu pojawiały się narracje o „nowej pandemii”, rzekomym „skutku ubocznym szczepionek” czy „ukrywaniu prawdy” przez instytucje zaufania publicznego. Część przekazów wykorzystywała prawdziwe elementy, na przykład obecność określonych zdarzeń w dokumentacji klinicznej, ale wyciągała z nich fałszywe wnioski.

–  W dokumentacji badań klinicznych nad szczepionkami odnotowuje się wszystkie zdarzenia medycznedotyczące uczestników badania, jak np. ciąża. To element monitorowania bezpieczeństwa, a nie automatyczny dowód związku ze szczepieniem. Prawdopodobnie pacjent niezależnie od szczepienia zakaził się w czasie badania hantawirusem i rozwinął hantawirusowy zespół płucny – wyjaśnia dr Jarynowski.  – Dezinformacja zaczyna się wtedy, gdy sam fakt raportowania takiego zdarzenia przedstawia się jako dowód szkodliwości szczepionki.

Właśnie dlatego w komunikacji zdrowotnej tak istotne jest szybkie tłumaczenie, jak działają procedury bezpieczeństwa i dlaczego techniczny język dokumentacji medycznej nie powinien być interpretowany poza kontekstem. Bez tego nawet neutralna informacja może stać się paliwem dla fałszywych narracji.

Ognisko na statku Hondius pokazało również, jak łatwo standardowe procedury sanitarne mogą zostać odczytane jako dowód katastrofy. Ewakuacja, izolacja, kwarantanna, kombinezony ochronne czy monitorowanie kontaktów są elementami zarządzania ryzykiem, ale w mediach społecznościowych mogą zostać przedstawione jako zapowiedź kolejnego globalnego kryzysu. Szczególnie po doświadczeniu COVID-19 część odbiorców interpretuje działania sanitarne nie jako środki ochronne, lecz jako zapowiedź ograniczeń.

Cisza informacyjna jako paliwo teorii spiskowych

Na podatny grunt trafił także brak relacji pasażerów publikowanych „na żywo” w mediach społecznościowych. W świecie, w którym niemal każde wydarzenie natychmiast pojawia się na TikToku, Instagramie czy YouTubie, cisza informacyjna z miejsca zdarzenia bywa odczytywana jako sygnał, że „coś jest ukrywane”. Ta luka szybko stała się pożywką dla spekulacji: pojawiły się teorie, że skoro nie ma bezpośrednich relacji, być może jest tam drugie dno – statek Hondius prowadzi działania wojskowe albo jakiś eksperyment.

–  Tymczasem Hondius był statkiem ekspedycyjnym, nie typowym ekskluzywnym wycieczkowcem. To droga, niszowa wyprawa, której uczestnikami były osoby starsze, dobrze sytuowane, niekoniecznie zainteresowane relacjonowaniem swojego życia w mediach społecznościowych. Brak masowych relacji nie musi więc oznaczać tajemnicy. Może wynikać po prostu z profilu pasażerów – wyjaśnia dr Jarynowski. Ten mechanizm pokazuje, że we współczesnej komunikacji kryzysowej problemem bywa nie tylko nadmiar informacji, ale także ich niedobór.

Komunikacja po COVID-19: szybciej, ale nadal z lukami

Jednocześnie dr Jarynowski ocenia, że komunikacja instytucji zdrowia publicznego była w tym przypadku skuteczniejsza niż w pierwszej fazie pandemii COVID-19. WHO, ECDC oraz krajowe służby szybciej publikowały komunikaty, przygotowywały materiały wyjaśniające i monitorowały reakcje społeczne. To pokazuje, że doświadczenie pandemii przełożyło się na lepsze procedury komunikacyjne i większą gotowość do reagowania na fałszywe narracje.

Nie oznacza to jednak, że sama dostępność komunikatów wystarcza. W kryzysach zdrowotnych instytucje muszą nie tylko podawać fakty, ale też wyjaśniać ich znaczenie: co oznacza kwarantanna, czym różni się podejrzenie zakażenia od potwierdzonego przypadku i dlaczego procedury ostrożnościowe nie są dowodem na katastrofalny scenariusz. Bez takiego kontekstu nawet szybka komunikacja może zostać wyparta przez emocjonalne i antyzdrowotne narracje.

Nieprecyzyjny język napędza kryzys

W kryzysach zdrowotnych precyzja języka jest równie ważna jak szybkość komunikacji. Nie wystarczy poinformować, że ktoś został objęty kwarantanną albo nadzorem epidemiologicznym – trzeba od razu doprecyzować zakres i znaczenie takich działań. Inaczej standardowe procedury zaczynają być odczytywane jako dowód, że sytuacja wymyka się spod kontroli.

– W tej sytuacji większym zagrożeniem społecznym okazuje się infodemia niż sam patogen. Hantawirus nie ma dziś potencjału epidemicznego w takim sensie, jakiego obawiamy się przy koronawirusach czy grypie ptaków. Natomiast fałszywe narracje rozchodzą się szybko, szczególnie wtedy, gdy ludzie pamiętają ograniczenia z czasów COVID-19 i boją się ich powrotu – podkreśla dr Andrzej Jarynowski.

Sprawa statku Hondius pokazuje, że przy kolejnych alarmach zdrowotnych stawką będzie nie tylko opanowanie samego zagrożenia, ale też szybkie zamknięcie przestrzeni dla domysłów. Wirus może wygasnąć po jednym ognisku. Dezinformacja zostaje dłużej – gotowa do użycia w następnym kryzysie.

Źródło: inf pras

Ponad połowa Polaków jest przekonana, że potrafi odróżnić fakty od opinii w tematach zdrowotnych – problem w tym, że wielu z nich ma z tym realne trudności lub nie jest tego pewna. Nowe badanie On Board Tahink Kong i platformy Focus o Zdrowiu, zrealizowane przy partnerstwie instytucjonalnym Fundacji My Pacjenci, potwierdza, że w świecie nadmiaru informacji poczucie kompetencji często nie idzie w parze z rzeczywistą umiejętnością ich oceny.
Wiemy czy tylko tak nam się wydaje?

Wśród badanych przeważa przekonanie, że potrafią odróżniać wiedzę naukową od opinii i interpretacji (52,7%). Jednocześnie 26,5% respondentów przyznaje, że sprawia im to trudność, a 20,7% nie potrafi jednoznacznie ocenić swoich kompetencji w tym zakresie.

Wyniki te pokazują, że choć dominuje poczucie pewności, rzeczywistość jest bardziej złożona – znacząca część badanych ma wątpliwości lub otwarcie mówi o problemach. To wyraźny sygnał rozdźwięku między deklarowaną pewnością a realną zdolnością interpretowania informacji zdrowotnych.

Dezinformacja bliżej niż myślimy

14,6% badanych przyznaje, że w ciągu ostatniego roku uwierzyło w nieprawdziwą informację zdrowotną – to pokazuje, że dezinformacja realnie wpływa na decyzje odbiorców. Jednocześnie aż 51,3% uważa, że nie miało z nią kontaktu, co sugeruje, że część osób może jej po prostu nie rozpoznawać. Potwierdza to także 23,7% respondentów, którzy nie są pewni swoich doświadczeń, oraz 10,3%, które w ogóle nie weryfikują takich treści – co zwiększa ich podatność na manipulację.

Najwięcej fałszywych informacji pojawia się w obszarach złożonych i emocjonalnych – takich jak przyczyny chorób (35,4%) czy „cudowne diety” (32,7%), ale także szczepienia (21,6%) i wpływ nowych technologii, np. 5G (19,7%). Również tematy związane z diagnostyką i leczeniem pokazują, że im bardziej skomplikowany problem, tym większe ryzyko uproszczeń i półprawd.

Z danych wynika, że dezinformacja koncentruje się tam, gdzie odbiorcy najbardziej potrzebują prostych odpowiedzi – i właśnie dlatego najłatwiej ulegają przekazom, które tylko pozornie je oferują.

Dla dzisiejszego odbiorcy autorytet to za mało

29,1% badanych ufa ekspertom medycznym wypowiadającym się poza swoją specjalizacją, ale niemal tyle samo – 29,5% – podchodzi do nich sceptycznie, a aż 41,4% nie ma w tej kwestii wyrobionego zdania. To oznacza, że wielu odbiorców nie przyjmuje już opinii ekspertów „na wiarę” – część im ufa, część podchodzi z dystansem, a duża grupa po prostu nie wie, komu wierzyć. W praktyce widać wyraźną zmianę: sam tytuł czy wykształcenie przestają wystarczać. Coraz częściej liczy się to, czy ekspert mówi w swojej dziedzinie i czy jego wypowiedź ma sens w danym kontekście. Innymi słowy – dziś ważne jest nie tylko kto mówi, ale czy naprawdę zna się na tym, o czym mówi.

Komunikacja zdrowia wymaga nowego podejścia

Dane z badania pokazują, że wyzwaniem nie jest dziś brak informacji, ale ich właściwe zrozumienie. Odbiorcy coraz częściej poruszają się na granicy wiedzy, opinii i emocji, dlatego odpowiedzialność za komunikację zaczyna się już na etapie jej tworzenia. Skuteczna komunikacja zdrowotna opiera się dziś na trzech elementach: prostocie bez utraty rzetelności, jasnym wskazywaniu kontekstu eksperckiego oraz uwzględnianiu emocji, które realnie wpływają na odbiór treści. Coraz ważniejsze staje się nie tylko to, co mówimy, ale też jak i w jakim kontekście to robimy. W efekcie nie chodzi o większą ilość informacji, ale o ich lepszą jakość i czytelność. W świecie nadmiaru treści wygrywa komunikacja precyzyjna, transparentna i osadzona w wiarygodnym kontekście. „Nauka kontra emocje 2026”, który pokazuje te zjawiska w szerszej perspektywie i zachęca do głębszego spojrzenia na to, jak dziś podejmujemy decyzje zdrowotne – komentuje jeden z inicjatorów projektu Norbert Ofmański, On Board Think Kong.

Zaprezentowane wyniki stanowią część szerszego raportu realizowanego przez On Board Think Kong we współpracy z platformą internetową Focus o Zdrowiu przy wsparciu instytucjonalnym Fundacji My Pacjenci. Pełne dane znajdują się pod linkiem: https://obtk.pl.

Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI w dniach 03.03–04.03.2026 na ogólnopolskiej próbie 833 dorosłych Polaków. Próba została zweryfikowana i zważona pod względem płci, wieku oraz wielkości miejscowości.

On Board Think Kong (https://obtk.pl) to agencja zrzeszona w międzynarodowej sieci agencji komunikacji marketingowej ECCO Global Communications Network obecnej w ponad 40 krajach, łącznie zatrudniającej ponad 1500 specjalistów w 50 biurach na całym świecie. Główne obszary specjalizacji to: korporacyjne doradztwo, content marketing & SEO, komunikacja w kanałach społecznościowych. Projekty On Board Think Kong wyróżniane są między innymi za kreatywność i skuteczność (Effie, Golden Drum, IPRA Golden Awards, IAC, Stevie Awards). W Polsce agencja należy do Związku Firm Public Relations. On Board Think Kong jest też jedynym polskim członkiem brytyjskiego stowarzyszenia Content Marketing Association.

Focus o Zdrowiu (https://focusozdrowiu.pl/) to platforma internetowa, na której znajdują się na bieżąco przygotowywane i sprawdzone informacje dotyczące zdrowia, medycyny oraz technologii medycznych. Miejsce w sieci, gdzie skomplikowane kwestie opisywane są dla czytelników w przystępny i zrozumiały sposób. Wyjaśniane są tu fakty dotyczące profilaktyki zdrowotnej, chorób i sposobów ich leczenia, systemu ochrony zdrowia i zasad jego organizacji. Platforma dostarcza także wiarygodnych informacjo o tym, nad czym aktualnie pracują naukowcy i jakich odkryć możemy się spodziewać w poszczególnych dziedzinach medycyny w najbliższym czasie. Focus O Zdrowiu czerpie z naukowego dziedzictwa, istniejącego od 1995 r. tytułu „Focus”.

Fundacja My Pacjenci (https://mypacjenci.org/) powstała w 2012 roku w celu wspierania partycypacji pacjentów w podejmowaniu decyzji w ochronie zdrowia i zapewniania zaplecza eksperckiego organizacjom pacjenckim, dając im tym samym możliwość skutecznego komunikowania swoich problemów i potrzeb oraz skutecznego wpływania na wdrożenie ich w politykach zdrowotnych prowadzonych przez administrację publiczną. Fundacja jest thinktankiem działającym w ochronie zdrowia, analizującym potrzeby pacjentów i obywateli, dostarczającym decydentom konstruktywnych propozycji rozwiązań systemowych wychodzących naprzeciw tym potrzebom. Misją Fundacji jest budowanie płaszczyzn współpracy między administracją publiczną, pacjentami i ich organizacjami, lekarzami, światem akademickim i biznesem w ochronie zdrowia.

Źródło: Komunikat Prasowy

 
Pilne opracowanie międzysektorowej strategii zdrowia publicznego oraz aktualizacja ustawy regulującej ten obszar to główne wnioski z dyskusji decydentów i ekspertów podczas Seminarium Szkoły Zdrowia Publicznego CMKP, które odbyło się 3 grudnia. Uczestnicy podkreślali, że bez tych działań system nie sprosta narastającym wyzwaniom zdrowotnym.
Wiceminister zdrowia dr. n. o zdr. Katarzyna Kęcka, podkreśliła, że ważne jest międzysektorowe podejście do zdrowia publicznego i wykorzystanie doświadczenia wszystkich grup zawodowym przy tworzeniu programów profilaktycznych. Wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski dodał, że rozwój technologii i dostęp do coraz większej ilości danych medycznych będzie pomagał kreować bardziej skuteczne polityki zdrowotne, konieczne w związku z licznymi wyzwaniami epidemiologicznymi.

Seminarium zainaugurował wykład prof. dr hab. Witolda Zatońskiego z Uniwersytetu Kaliskiego pt. Zdrowie publiczne w Polsce w latach 2000-2025: upadek, stagnacja czy odrodzenie? Prof. Zatoński podkreślił, że w ostatnich latach, niestety obserwujemy w Polsce dwa niepokojące trendy w zdrowiu publicznym.
– Po pierwsze częstość palenia przestała się zmniejszać. Po drugie gwałtownie wzrosło spożycie alkoholu – z około 6 do około 12 litrów etanolu rocznie na mieszkańca –  podkreślił prof. Zatoński. – W XXI wieku w zdrowiu publicznym alkohol stał się ojcem polskich chorób. Jedną z przyczyn było obniżenie w 2002 r.  o 30 proc. akcyzy na wyroby spirytusowe. W efekcie doszło od ogromnego wzrostu ich spożycia – mówił.
Profesor przypomniał, że największym sukcesem ostatnich dekad było odwrócenie epidemii tytoniowej i związanych z nią chorób oraz zgonów. Analizy epidemiologiczne pokazywały, że spadek rozpowszechnienia palenia tytoniu i konsumpcji papierosów w Polsce w latach 1990 – 2015 należał do najszybszych na świecie. 
– Po negatywnych zmianach związanych ze wzrostem spożycia alkoholu i palenia tytoniu  można spodziewać się, że śmiertelność  z powodu raka płuca znów zacznie rosnąć – mówił  prof. Zatoński. – Wolałbym już tego nie oglądać, ale takie będą skutki tych trendów, jeśli pilnie nie zaczniemy działać. Potrzebujemy strategii zdrowia publicznego i może powstania w Polsce – na wzór Szwecji – urzędu zajmującego się zdrowiem publicznym.
Ekspert zwrócił uwagę, że poprawa zdrowia Polaków wymaga jednoczesnego wzmocnienia edukacji zdrowotnej, zmian zachowań populacyjnych, wdrożenia progresywnej polityki zdrowotnej oraz podejścia „zdrowie we wszystkich politykach”.

Wykład „Zdrowie populacyjne jako podstawa planowania interwencji prozdrowotnych” wygłosił prof. Mateusz Jankowski.

W debacie dotyczącej najważniejszych wyzwań w zdrowiu publicznym udział wzięli: prof. GUM Łukasz Balwicki, konsultant krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego, prof. UMŁ Monika Burzyńska, prodziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta, prof. Krzysztof J. Filipiak, dyrektor CMKP, prof. Wojciech Hanke, przewodniczący Komitetu Zdrowia Publicznego Polskiej Akademii Nauk, Monika Kaczmarek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków, prof. Dorota Kozieł, zastępca dyrektora CMKP ds. pielęgniarstwa i innych zawodów medycznych, Tomasz Maciejewski, wiceminister zdrowia i dr n. med. Beata Małecka-Libera, przewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia.

Eksperci do największych wyzwań w zdrowiu publicznym w Polsce zaliczyli: walkę ze wzrostem spożycia papierosów i spożycia alkoholu w Polsce, edukację zdrowotną dzieci i młodzieży, poprawę przestrzegania przez pacjentów zaleceń lekarskich, wzrost świadomości zdrowotnej wśród pacjentów, naukę komunikacji w zespole między specjalistami różnych zawodów medycznych oraz walkę z fake newsami medycznymi. Wskazywano także, że priorytetem powinno być powstanie strategii zdrowia publicznego oraz wzmacnianie i większe wykorzystywanie – także w zakresie profilaktyki – kompetencji różnych zawodów medycznych.

Dr n. med. Beata Małecka-Libera, przewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia podkreśliła, że po latach zaniedbań w zdrowiu publicznym, jest czas na konkretne działania.
– Senat ustanowił 2025 Rokiem Edukacji Zdrowotnej i Profilaktyki, dlatego w tym roku bardzo dużo w Senacie rozmawialiśmy, właśnie o profilaktyce i zdrowiu publicznym – przypomniała Beata Małecka-Libera. – Mamy przygotowanych wiele rozwiązań, które powstały podczas spotkań z ekspertami. Pod kątem legislacyjnym udało nam się już je przygotować. Wiemy, że konieczne jest przygotowanie nowego Narodowego Programu Zdrowia i nowelizacja ustawy o zdrowiu publicznym. Jesteśmy także otwarci na debatę o tym, jakie działania są konieczne, by ograniczyć spożycie alkoholu i palenie papierosów – zadeklarowała.

Prof. Krzysztof J. Filipiak, dyrektor-rektor CMKP przypomniał, że wchodzimy w jubileusz 55-lecia CMKP, który obchodzić będziemy w przyszłym roku. Dyrektor przypomniał, że CMKP jest kontynuatorem Instytutu Doskonalenia i Specjalizacji Kadr Lekarskich, który został powołany w 1953 r. , a jego pierwszym dyrektorem był prof. Marcin Kacprzak, późniejszy rektor Akademii Medycznej w Warszawie.
– Prof. Marcin Kacprzak uważany jest de facto za pioniera medycyny społecznej w Polsce – mówił prof. Krzysztof J. Filipiak. – Zajmował się: higieną, medycyną społeczną, badaniami stanu zdrowia populacji, stanem opieki lekarskiej nad ludnością wiejską i miejską, gruźlicą na wsi, epidemiologią – tak wówczas, 70 lat temu, definiowano to, co dzisiaj nazywa się „zdrowiem publicznym”. A więc można śmiało powiedzieć, że spośród polskich uczelni medycznych, właśnie CMKP najdłużej – „uprawia” zdrowie publiczne spointował.

Prof. Piotr Jankowski, dziekan Szkoły Zdrowia Publicznego CMKP dodał, że w tej uczelni powstawały kluczowe inicjatywy, projekty i programy edukacyjne, które kształtowały system kształcenia specjalizacyjnego oraz standardy organizacji ochrony zdrowia.
– W odpowiedzi na dynamicznie zmieniające się wyzwania cywilizacyjne oraz pojawiające się nowe zagrożenia dla zdrowia publicznego, powołano w Szkole sześć nowych zakładów naukowych, które zajmować się będą: prawem medycznym, analizami systemu ochrony zdrowia, ekonomiką zdrowia, epidemiologią, medycyną stylu życia oraz zagadnieniami związanymi z pielęgniarstwem i innymi zawodami medycznymi – mówi prof. Jankowski.

Źródło: materiał prasowy

Konferencja InfluenceMed, która odbyła się w miniony weekend (18-19.10.2025) na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu, to dwa dni intensywnych debat,  dwanaście paneli dyskusyjnych z udziałem blisko pięćdziesięciu ekspertów, w tym także influencerów medycznych. Zaproszeni goście podjęli się trudnego zadania przeciwdziałania rozpowszechniającej się dezinformacji w obszarze zdrowia. W spotkaniu uczestniczyło ok. 350 osób. Organizatorzy zapowiedzieli już kolejną edycję konferencji w 2026 roku.
Konferencję współorganizowali Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu oraz Monika Rachtan, autorka programu „Po pierwsze pacjent”. Wydarzenie było otwarte dla szerokiej publiczności, przede wszystkim dla osób spoza środowiska medycznego. W spotkaniu wzięło udział blisko 350 osób – na żywo oraz w transmisji online. 

– InfluenceMed jest wyrazem zaangażowania środowiska akademickiego w walkę z fałszywymi przekazami, które stanowią coraz większe zagrożenie dla zdrowia publicznego – mówiła otwierając konferencję Dominika Szachniewicz, dyrektor generalna UMW. – Państwa obecność z nami jest najlepszym dowodem na to, że skupiamy wokół naszej uczelni świadome i odpowiedzialne społeczeństwo.

Do wspólnych dyskusji o zdrowiu, a przede wszystkim o tym w jaki sposób propagować zachowania prozdrowotne zaproszone zostały osoby aktywnie popularyzujące wiedzę medyczną w mediach społecznościowych. Byli wśród nich zarówno lekarze, farmaceuci i fizjoterapeuci, jak i eksperci od komunikacji społecznej i marketingowej. 

W rozmowie o sposobach przekazywania rzetelnej i sprawdzonej wiedzy medycznej, nie mogło oczywiście zabraknąć przedstawicieli środowiska naukowego, w tym szerokiej reprezentacji Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, a także  Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, Uniwersytetu Zielonogórskiego, Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, Uniwersytetu Łódzkiego, oraz Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. 

Swój głos w dyskusji o najbardziej efektywnych kanałach komunikowania rzetelnych i sprawdzonych informacji dodały także osoby decydujące o obecnym kształcie lokalnej i ogólnopolskiej polityki zdrowotnej, w tym Jolanta Niezgodzka, posłanka na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej oraz Joanna Nyczak, dyrektorka Wydziału Zdrowia Urzędu Miasta Wrocławia. 

W trakcie wszystkich paneli najczęściej powtarzały się dwa postulaty, proponowane jako remedium na szerzące się w przestrzeni publicznej mity i fake newsy. Po pierwsze apelowano o wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej do szkół i przedszkoli. Po drugie akcentowano konieczność usprawnienia komunikacji na linii lekarz – pacjent i rodzina pacjenta. Wiele mówiono także o potrzebie poprawy wizerunku lekarzy i wzmacniania zaufania społecznego całego środowiska medycznego. 

Ostatni panel należał do Centrum Odkryć Medycznych UMW, którego celem jest popularyzacja osiągnięć naukowych w projektowanej właśnie przestrzeni edukacyjno-rekreacyjnej, która ma powstać na terenie kampusu UMW do 2028 roku.
 
Transmisja – dzień 1:
https://www.youtube.com/live/A3VPKiB9O94

Transmisja – dzień 2:
https://www.youtube.com/live/ss0dj0VQQwI 

źródło: UMW

Edukacja zdrowotna to nowy przedmiot, który od 1 września 2025 r. wszedł do szkół podstawowych i ponadpodstawowych w Polsce. Ma wyposażyć dzieci i młodzież w rzetelną wiedzę, postawy i umiejętności związane ze zdrowiem fizycznym, psychicznym, społecznym i cyfrowym. Tymczasem wielu rodziców korzysta z prawa do wypisania dziecka z tych zajęć. Jakie są powody takiej decyzji? Czy są one uzasadnione? I co tracą dzieci, gdy zostaną pozbawione możliwości uczestniczenia w tym przedmiocie?
Edukacja zdrowotna to nowy przedmiot, który odpowiada na realne wyzwania współczesnego świata. W sposób przystępny i interdyscyplinarny przekazuje uczniom wiedzę z zakresu zdrowia fizycznego, psychicznego, społecznego, seksualnego i środowiskowego. Uczy, jak dbać o siebie i innych, rozpoznawać zagrożenia, budować dobre relacje oraz podejmować świadome decyzje. Treści programowe powstały przy udziale ekspertów z wielu dziedzin: lekarzy, nauczycieli, specjalistów od aktywności fizycznej, zdrowia psychicznego i profilaktyki. Przedmiot ten został opracowany przez Ministerstwo Edukacji Narodowej we współpracy z Ministerstwem Zdrowia oraz Ministerstwem Sportu i Turystyki i oferuje szkołom szeroką pulę materiałów edukacyjnych dostosowanych do poziomu szkoły podstawowej i ponadpodstawowej, w tym przykładowe programy nauczania, scenariusze lekcji, poradniki i informatory.

Od 1 września 2025 r. edukacja zdrowotna jest nauczana we wszystkich szkołach podstawowych i ponadpodstawowych, co oznacza, że każde dziecko ma formalną możliwość uczestniczenia w zajęciach, które obejmują tematykę emocji, relacji, wartości, dobrostanu oraz zdrowych wyborów w życiu codziennym, jak również edukację dotyczącą zagrożeń takich jak choroby zakaźne, uzależnienia, dezinformacja. W niektórych przypadkach rodzice korzystają z prawa wypisania dziecka z przedmiotu. Choć to prawo istnieje, wypisywanie niesie ze sobą istotne konsekwencje: dziecko traci dostęp do wiedzy i umiejętności, które pomagają mu w rozwoju nie tylko fizycznym, ale również psychicznym i społecznym. Bez tej edukacji dziecko może być mniej przygotowane na wyzwania, jak radzenie sobie ze stresem, budowanie zdrowych relacji, przeciwdziałanie dezinformacji czy ochronę własnego zdrowia w sferze cyfrowej.

Wypisanie z edukacji zdrowotnej oznacza też osłabienie profilaktyki w skali całego społeczeństwa, ponieważ świadoma młodzież, która rozumie kontekst zdrowotny, stanowi fundament profilaktyki i zdrowego stylu życia. Rzetelna edukacja zdrowotna pozwala unikać późniejszych problemów zdrowotnych, ogranicza koszty opieki medycznej, gdy chodzi o leczenie chorób przewlekłych, uzależnień czy problemów psychicznych. Kiedy temat zdrowia jest bagatelizowany lub pomijany, często obserwuje się późniejszą eskalację trudności: problemy ze zdrowiem psychicznym, zaburzenia emocjonalne, otyłość, choroby sercowo-naczyniowe, problemy społeczne.

Prawo do wypisania jest często argumentowane przez rodziców obawą o kontrowersyjne treści, kulturowe różnice w wartościach czy obawami, że treści związane z seksualnością lub budowaniem wartości mogą być sprzeczne z przekonaniami rodziny. Te obawy nie są bez znaczenia i wymagają dialogu, ale warto pamiętać, że materiały edukacji zdrowotnej są rezultatem pracy wielu ekspertów, opierają się na dowodach naukowych i są przygotowane tak, by respektować różnorodność i wartości rodzin. Dzieciom, którym odmawia się uczestnictwa, często tracą możliwość rozmowy na temat tematów, które mogą być bagatelizowane w domu lub środowisku — a którymi lepiej póki co zajmuje się edukacja szkolna, dająca bezpieczną przestrzeń i wiedzę zgodną z faktami.

W miarę jak świat coraz bardziej staje się środowiskiem cyfrowym, informacje – czasem błędne – łatwo się rozprzestrzeniają. Dezinformacja zdrowotna (np. mity o szczepieniach, lekach, zdrowym stylu życia) stanowi realne zagrożenie. Edukacja zdrowotna daje uczniom narzędzia krytycznego myślenia, żeby rozróżniać rzetelne źródła od fałszywych, zbudować poczucie odpowiedzialności oraz umiejętność ochrony własnego zdrowia i zdrowia innych.

Rezygnacja z edukacji zdrowotnej to krok w kierunku ograniczania prawa dziecka do pełnego rozwoju. To nie tylko kwestia wiedzy, lecz także szansy na budowanie kompetencji niezbędnych w dorosłości: zdolności radzenia sobie z emocjami, podejmowania świadomych decyzji, umiejętności unikania zagrożeń, troski o własny dobrostan i innych ludzi. Dlatego ważne, aby rodzice zapoznali się z założeniami programu, skonsultowali się z nauczycielami, obejrzeli dostępne materiały edukacyjne (jak informatory, scenariusze lekcji czy poradniki dostępne na platformie ZPE), zrozumieli, że edukacja zdrowotna nie oznacza narzucania poglądów, ale dostarczania wiedzy i umiejętności, które dziecko może wykorzystać w życiu.

Przeczytaj informator ze Zintegrowanej Platformy Edukacyjnej: https://zpe.gov.pl/edukacja-zdrowotna
Przeczytaj informator Ministerstwa Edukacji: https://www.gov.pl/web/edukacja/edukacja-zdrowotna

Źródło: GOV.PL

Z dniem 11 lipca 2025 r. Minister Zdrowia powierzyła prof. Łukaszowi Balwickiemu funkcję krajowego konsultanta w dziedzinie zdrowia publicznego na kolejną pięcioletnią kadencję. Ekspert Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego kierujący Zakładem Zdrowia Publicznego i Medycyny Społecznej GUMed pełnił już tę funkcję wcześniej – od grudnia 2024 roku przez pół roku, jako następca prof. Jarosława Pinkasa.
W swojej nowej kadencji prof. Balwicki zapowiada skoncentrowanie się na najistotniejszych wyzwaniach zdrowotnych Polaków: problemie uzależnień, niskiej skuteczności edukacji zdrowotnej oraz potrzebie systemowych zmian w zakresie profilaktyki.

Wciąż traktujemy profilaktykę jako coś dodatkowego, fakultatywnego, coś, co można załatwić jakąś edukacją. Skoro ludzie piją, to zróbmy jakiś tam program edukacyjny, jeśli uczniowie palą, to powiedzmy im, że to szkodzi. Przekonajmy kogoś powieszeniem plakatu o tym, że palenie uzależnia i powoduje raka. Ale to nie jest zdrowie publiczne. Mamy statystyki, które pokazują niską efektywność edukacji. Ona nie zadziała, jeśli nie będzie otoczona zmianami, które wpłyną na nasze zachowania – tłumaczy prof. Balwicki.

Krajowy konsultant wskazuje, że działania edukacyjne nie wystarczą, gdy w przestrzeni publicznej funkcjonują silne, przeciwstawne bodźce promujące zachowania szkodliwe zdrowotnie. – Mamy tanie wyroby tytoniowe, saszetki nikotynowe w Prime Timie w mediach, alkohol. Możemy włożyć ogromne środki w edukację, ale ona nie zadziała, bo inne mechanizmy będą decydować o naszych wyborach. Zobaczmy własne codzienne wybory – czy przed dokonaniem zakupu za każdym razem głęboko zastanawiamy się nad konsekwencjami? Widzimy coś fajnego, smacznego, szeroko reklamowanego, w dobrej promocji. W takiej sytuacji nawet świadome osoby podejmują nieracjonalne decyzje. Sami lekarze nie są od tego wolni. I nic nie zdziała, jeżeli nie będzie odpowiedzialnych interwencji zdrowia publicznego w tych obszarach. To są zadania dla nas na dziś – podkreśla.

W najbliższych planach prof. Balwickiego znajduje się także analiza przepisów dotyczących dostępu do wody pitnej w instytucjach publicznych oraz zasad korzystania z hulajnóg – szczególnie pod kątem bezpieczeństwa osób z niepełnosprawnościami i ograniczeniami widzenia.

Po krótkiej przerwie między kadencjami prof. Balwicki został powołany również do zespołu BOND przy Głównym Inspektoracie Sanitarnym, który ma wspierać polityki populacyjne poprzez zastosowanie nauk behawioralnych. Wśród priorytetów zespołu znalazły się komunikacja wartości profilaktyki zdrowotnej, w tym szczepień, oraz zwalczanie dezinformacji.

Jak pokazują dane, wyzwania w tym obszarze są ogromne: 65% Polaków uważa, że producenci ukrywają informacje o szkodliwych składnikach żywności, 58% nie ufa bezpieczeństwu GMO, a 30% wierzy, że kolejne pandemie zostały już zaplanowane.

Prof. Balwicki od ponad dekady prowadzi Uniwersytecką Poradnię Antynikotynową, jest autorem licznych publikacji naukowych z zakresu prawa antytytoniowego i epidemiologii e-papierosów wśród młodzieży. Koordynuje kampanie zdrowotne we współpracy z samorządami i pracodawcami, współpracuje z WHO oraz Narodowym Instytutem Zdrowia Publicznego PZH. Jest również członkiem Komitetu Zdrowia Publicznego Polskiej Akademii Nauk.

Źródło: GUMed Fot: P. Sudara/GUMed

W 2024 roku ponad 14,3 miliona dzieci na świecie nie przyjęło żadnej dawki szczepionki – to wynik rocznego raportu WHO i UNICEF. Ta liczba przewyższa cel wyznaczony na 2024 rok o około cztery miliony dzieci i jest o 1,4 miliona wyższa niż w roku 2019
To dzieci określane jako „zero-dose” – niemające dostępu do jakiejkolwiek rutynowej ochrony przed chorobami, jak błonica, tężec czy krztusiec. Gdy w 2024 roku 115 milionów niemowląt otrzymało pierwszą dawkę szczepionki DTP, a 109 milionów ukończyło pełną serię trzech dawek, to oznacza, że około 20 mln nadal ma niekompletny cykl – w tym wspomniane 14,3 mln w ogóle nie było szczepionych.

Gdzie ryzyko jest największe? Ponad połowa tych dzieci mieszka w krajach dotkniętych konfliktem, niestabilnością polityczną lub kryzysami humanitarnymi. Dziesięć państw odpowiada za ponad połowę przypadków: między innymi Nigeria, Indie, Sudan, DR Kongo, Etiopia, Pakistan, Afganistan, Jemen, Angola i Indonezja.

Raport alarmuje, że brak funduszy na szczepienia, ograniczony dostęp, konflikty i rosnąca dezinformacja sprawiają, że nawet dobrze chronione wcześniej regiony tracą osiągnięty poziom ochrony. Przykładem są USA i Europa, gdzie pokrycie szczepieniem przeciw odrze i MMR spadło poniżej progu koniecznego do tzw. odporności zbiorowej – co doprowadziło do największych od lat wybuchów epidemii .

Paradoksalnie, mimo że globalne wskaźniki pokrycia DTP3 utrzymują się na poziomie 85 %, to „zero-dose” dzieci przybywa. To znak, że problemy mają charakter strukturalny: słabe systemy zdrowotne, wyrównywanie dostępu oraz rosnące znaczenie wspólnej odpowiedzialności społeczeństwa za zdrowie.

W opinii dr Kate O’Brien z WHO „stagnacja poziomu szczepień, nawet niewielkie spadki, mają dramatyczne konsekwencje”, ponieważ otwierają „drzwi do wybuchów chorób, wywierając presję na i tak osłabiony system ochrony zdrowia”. WHO tę samą diagnozę potwierdza prof. Tedros Adhanom Ghebreyesus: „Drastyczne cięcia w pomocy i dezinformacja mogą odwrócić dekady postępów”.

Niezależnie od bogactwa kraju kluczowe pozostaje zaufanie do szczepień. WHO klasyfikuje wahania społecznej akceptacji jako jedną z dziesięciu największych globalnych zagrożeń dla zdrowia. Szczepienia ocalały już miliony dzieci. Badania WHO szacują, że zapobiegły 3,5–5 milionom zgonów rocznie. Ale jeśli nie zmienimy kursu, liczba „zero-dose” dzieci będzie dalej rosnąć, a wraz z nią będą rosły epidemiczne zagrożenia.

Źródło: WHO