Medicalpress
Przez lata skuteczność leczenia łuszczycy oceniano przede wszystkim przez pryzmat stanu skóry – liczby zmian, stopnia ich nasilenia czy powierzchni ciała objętej chorobą. Tymczasem dla samych pacjentów równie ważne, a często nawet ważniejsze, okazują się kwestie, których nie widać podczas badania dermatologicznego: poczucie stygmatyzacji, wpływ choroby na relacje z innymi ludźmi, życie zawodowe, zdrowie psychiczne czy zaufanie do lekarza.
To właśnie te aspekty znalazły się w centrum międzynarodowego projektu opublikowanego na łamach Journal of the European Academy of Dermatology and Venereology. Naukowcy z 22 krajów wspólnie z przedstawicielami organizacji pacjentów opracowali propozycję pierwszego międzynarodowego zestawu wyników leczenia łuszczycy, który ma odzwierciedlać nie tylko efekty terapii widoczne dla lekarza, ale przede wszystkim to, co jest ważne dla osób żyjących z chorobą.

Pacjent ma oceniać nie tylko skórę
Projekt jest częścią szerszej inicjatywy wdrażania opieki opartej na wartości (Value-Based Healthcare), której celem jest ocena skuteczności leczenia z perspektywy pacjenta. Autorzy podkreślają, że łuszczyca jest chorobą przewlekłą o charakterze ogólnoustrojowym, która wpływa nie tylko na skórę, ale również na funkcjonowanie społeczne, zdrowie psychiczne i ryzyko wielu chorób współistniejących.

W pracach uczestniczyło 35 ekspertów z 22 państw – 23 dermatologów oraz 12 przedstawicieli pacjentów. W trakcie spotkań i ankiet analizowano, jakie efekty leczenia rzeczywiście mają znaczenie dla osób żyjących z łuszczycą oraz w jaki sposób powinny być one oceniane w codziennej praktyce klinicznej.

Więcej niż ustępowanie zmian skórnych
Efektem prac było opracowanie zestawu 18 najważniejszych wyników leczenia oraz dwóch elementów opisujących doświadczenia pacjenta podczas opieki medycznej. Obejmują one pięć głównych obszarów:

Do najważniejszych elementów zaproponowanego zestawu należą między innymi:

Jedną z najważniejszych zmian było włączenie do zestawu dwóch nowych elementów zgłoszonych przez samych pacjentów – poczucia stygmatyzacji oraz liczby nawrotów choroby. Z kolei komunikację z personelem medycznym oraz zaufanie do opieki uznano za odrębną kategorię opisującą doświadczenia pacjenta.

Pacjenci i lekarze patrzą na chorobę inaczej
Jednym z najciekawszych wniosków badania okazały się różnice pomiędzy tym, co za najważniejsze uznają lekarze, a tym, na co zwracają uwagę pacjenci.

Osoby chorujące na łuszczycę zdecydowanie większą wagę przykładały do funkcjonowania psychospołecznego, relacji z otoczeniem, poczucia wykluczenia czy jakości komunikacji z lekarzem. Dermatolodzy częściej wskazywali natomiast na klasyczne wskaźniki kliniczne, takie jak ustępowanie zmian skórnych i kontrola objawów.

Autorzy podkreślają, że oba spojrzenia są potrzebne i powinny się wzajemnie uzupełniać.

„Łuszczyca wpływa na znacznie więcej niż tylko skórę. Aby pomiar wyników leczenia miał rzeczywiste znaczenie, musi odzwierciedlać to, z czym pacjenci naprawdę żyją – w tym stygmatyzację, dobrostan emocjonalny oraz poczucie pewności w opiece. Ta praca przybliża nas do stworzenia modelu, który oddaje tę rzeczywistość” – powiedziała prof. Jo Lambert. (tłum. red.)

Profesor Peter van de Kerkhof zwraca z kolei uwagę, że właśnie współpraca międzynarodowa umożliwiła stworzenie projektu uwzględniającego doświadczenia pacjentów z różnych systemów ochrony zdrowia.

„Międzynarodowa Rada Łuszczycy (International Psoriasis Council, IPC) powstała po to, by łączyć dermatologów ponad granicami. Kiedy prof. Lambert zwróciła się do nas z tym projektem, jego realizacja była naturalnym krokiem. Właśnie do takich międzynarodowych badań została stworzona nasza sieć współpracy.” (tłum. red.)

Kolejny krok – międzynarodowy konsensus
Autorzy podkreślają, że obecne opracowanie jest dopiero kolejnym etapem większego projektu. Następnym będzie międzynarodowe badanie metodą Delphi, którego celem będzie osiągnięcie konsensusu dotyczącego ostatecznej listy wyników leczenia. Po jej zatwierdzeniu zestaw ma zostać wdrożony do codziennej praktyki klinicznej i ułatwić wspólne podejmowanie decyzji terapeutycznych przez lekarza i pacjenta.
Jak podkreśla prof. Lambert:
„To właśnie badanie Delphi będzie prawdziwym sprawdzianem. Naszym celem jest stworzenie zestawu, który będzie jednocześnie wystarczająco rzetelny z naukowego punktu widzenia i na tyle praktyczny, aby można było stosować go podczas codziennych wizyt. Osiągnięcie tego celu wymaga globalnej współpracy, którą umożliwiły IPC i IFPA.” (tłum. red.)

Źródła:
Vyvey E., Soenen R., Oon H.H. i wsp. Building the Foundations for an International Patient-Centred Outcomes Set for Psoriasis: A Scoping Study. Journal of the European Academy of Dermatology and Venereology. 2026;40:1005–1018. doi:10.1111/jdv.70313.
International Psoriasis Council. What Matters Most to People with Psoriasis? IPC Members Help Shape a Global Answer. Opublikowano 8 czerwca 2026 r. Dostęp: https://psoriasiscouncil.org/ipc-news/what-matters-most-to-people-with-psoriasis/
U wielu pacjentów z dobrze kontrolowaną łuszczycą plackowatą dawkę nowoczesnych leków biologicznych można stopniowo zmniejszać, wydłużając odstępy między kolejnymi iniekcjami – bez utraty kontroli nad chorobą. Takie wnioski płyną z międzynarodowego badania BeNeBio, opublikowanego w „The Lancet Regional Health – Europe”. To pierwsze duże, randomizowane badanie kliniczne, które oceniło taką strategię w odniesieniu do inhibitorów interleukiny 17 i 23, czyli jednych z najnowszych i najskuteczniejszych terapii stosowanych u chorych na łuszczycę.
Wyniki są istotne nie tylko z punktu widzenia systemów ochrony zdrowia, ale także samych pacjentów. Redukcja dawki oznacza bowiem mniej iniekcji, mniejszą ekspozycję na lek, potencjalnie niższe ryzyko działań niepożądanych oraz znaczące oszczędności. Badacze podkreślają jednak wyraźnie: nie chodzi o samodzielne odstawianie lub „rozciąganie” leczenia, ale o stopniową, kontrolowaną i prowadzoną przez lekarza strategię u pacjentów z bardzo dobrze opanowaną chorobą.

Łuszczyca jest przewlekłą chorobą zapalną, która może obejmować skórę, paznokcie i stawy. W ostatnich dwóch dekadach leczenie biologiczne zasadniczo zmieniło rokowanie wielu chorych z umiarkowaną i ciężką postacią choroby. Inhibitory IL-17 i IL-23 pozwalają u wielu pacjentów osiągnąć bardzo dobrą lub niemal całkowitą kontrolę objawów. Jednocześnie są to terapie kosztowne, stosowane przewlekle, często przez wiele lat.

Autorzy badania postawili więc pytanie, czy wszyscy pacjenci, którzy dobrze odpowiedzieli na leczenie, rzeczywiście muszą przez cały czas otrzymywać pełną, zarejestrowaną dawkę leku. Dotychczas więcej danych dotyczyło redukcji dawkowania starszych terapii biologicznych, m.in. inhibitorów TNF alfa oraz ustekinumabu. W przypadku inhibitorów IL-17 i IL-23 dowody były ograniczone, mimo że w praktyce klinicznej takie próby bywały już podejmowane.

Badanie BeNeBio objęło 244 dorosłych pacjentów z łuszczycą plackowatą leczonych w 19 ośrodkach dermatologicznych w Holandii i Belgii. Wszyscy uczestnicy otrzymywali standardowe dawki jednego z leków biologicznych z grupy inhibitorów IL-17 lub IL-23 przez co najmniej sześć miesięcy i mieli stabilnie niską aktywność choroby. Do badania kwalifikowano osoby z PASI nieprzekraczającym 5 przez co najmniej sześć miesięcy oraz DLQI nieprzekraczającym 5 w chwili włączenia.

Pacjentów losowo przydzielono do dwóch grup. W jednej kontynuowano leczenie zgodnie ze standardową praktyką, a w drugiej zastosowano stopniową redukcję dawki poprzez wydłużanie odstępów między iniekcjami. Najpierw dawkę zmniejszano do około dwóch trzecich dawki standardowej, a jeśli aktywność choroby nadal pozostawała niska, do połowy dawki wyjściowej. Stan pacjentów oceniano co trzy miesiące, wykorzystując m.in. PASI i DLQI. W razie pogorszenia choroby możliwy był powrót do wcześniejszej skutecznej dawki.

Po 18 miesiącach trwałe zaostrzenia choroby wystąpiły u 4,0 proc. pacjentów w grupie redukcji dawki oraz u 1,6 proc. pacjentów leczonych standardowo. Różnica między grupami wyniosła 2,4 punktu procentowego i mieściła się w przyjętej granicy non-inferiority, co oznacza, że strategia redukcji dawki nie była gorsza od standardowego dawkowania pod względem ryzyka utrzymujących się zaostrzeń.

Co szczególnie ważne, po 18 miesiącach skuteczną redukcję dawki utrzymywało 73,2 proc. pacjentów z grupy redukcji. U części chorych udało się zmniejszyć dawkę do około dwóch trzecich dawki standardowej, a u ponad połowy – do połowy dawki wyjściowej. Skuteczność tej strategii była większa w grupie pacjentów leczonych inhibitorami IL-23 niż inhibitorami IL-17: po 18 miesiącach redukcja dawki była skuteczna odpowiednio u 83,9 proc. i 61,0 proc. pacjentów. Autorzy zaznaczają jednak, że badanie nie było projektowane do definitywnego porównywania poszczególnych leków lub klas leków.

Średnie wartości PASI i DLQI pozostawały niskie w obu grupach przez cały okres obserwacji. Po 18 miesiącach średni PASI wynosił 1,0 w grupie redukcji dawki i 0,8 w grupie standardowego leczenia, a średni DLQI odpowiednio 1,1 i 0,7. Nie odnotowano poważnych działań niepożądanych związanych z redukcją dawki.

Badacze zwracają uwagę, że krótkotrwałe zaostrzenia występowały częściej u pacjentów, u których zmniejszano dawkę – 15,9 proc. wobec 6,3 proc. w grupie standardowego leczenia. Nie jest to zaskakujące, ponieważ strategia redukcji dawki polegała na sprawdzaniu, jak daleko można bezpiecznie wydłużyć odstęp między iniekcjami. Kluczowe znaczenie miało regularne monitorowanie i możliwość szybkiego powrotu do wcześniejszego dawkowania. W większości przypadków kontrolę choroby udawało się odzyskać po ponownym zwiększeniu dawki.

Autorzy komunikatu Radboudumc podkreślają również aspekt praktyczny. Jak wyjaśnia dr Juul van den Reek, lekarka i epidemiolożka z Uniwersyteckiego Centrum Medycznego Radboud: „Obniżyliśmy dawkę poprzez wydłużenie czasu między iniekcjami. Dzięki temu pacjenci potrzebują zastrzyków rzadziej. Niektórzy pacjenci wykonują iniekcję tylko raz na sześć miesięcy” [tłum. red.].

Z kolei prof. Elke de Jong, dermatolog i profesor chorób zapalnych skóry, zwraca uwagę na emocjonalny wymiar takiej decyzji: „Pacjenci obawiają się, że objawy powrócą. Często mają za sobą długą historię łuszczycy; niektórzy mieli objawy przez dwadzieścia lat, zanim rozpoczęli leczenie biologiczne” [tłum. red.]. Dlatego w badaniu pacjenci mogli w każdej chwili wrócić do standardowej dawki, jeśli było to konieczne lub jeśli tego chcieli.

Według informacji Radboudumc najnowsze leki biologiczne stosowane w łuszczycy kosztują około 17 tys. euro rocznie na pacjenta, a redukcja dawki może przynieść oszczędności sięgające do 8,5 tys. euro rocznie na jednego chorego. Osobna analiza kosztowej efektywności tej strategii ma zostać opublikowana w kolejnych pracach.

Znaczenie badania wykracza jednak poza kwestie finansowe. Wyniki BeNeBio wpisują się w szerszy kierunek rozwoju medycyny: personalizację leczenia nie tylko przez dobór odpowiedniego leku, ale także przez dobór minimalnej skutecznej dawki. U części pacjentów pełna dawka może być niezbędna, u innych – po uzyskaniu trwałej kontroli choroby – wystarczające może okazać się rzadsze podawanie leku. Warunkiem jest jednak dobra kwalifikacja, regularna kontrola i jasny plan powrotu do wcześniejszego dawkowania w razie pogorszenia.

Badanie ma też swoje ograniczenia. Było otwarte, czyli pacjenci i lekarze wiedzieli, kto otrzymuje leczenie w standardowej dawce, a u kogo ją redukowano. Wynikało to z pragmatycznego charakteru projektu, który miał jak najlepiej odzwierciedlać codzienną praktykę kliniczną. Autorzy podkreślają również, że uczestnicy badania mieli bardzo dobrze kontrolowaną łuszczycę – u większości PASI na początku obserwacji wynosił 0–1. Nie należy więc automatycznie przenosić tych wyników na wszystkich pacjentów leczonych biologicznie, zwłaszcza osoby z aktywną chorobą, niestabilną odpowiedzią na terapię lub istotnym zajęciem stawów.

Wnioski są jednak jednoznacznie zachęcające. U odpowiednio dobranych pacjentów z łuszczycą, u których uzyskano stabilnie niską aktywność choroby i dobrą jakość życia, stopniowe wydłużanie odstępów między dawkami inhibitorów IL-17 i IL-23 może być skuteczną i bezpieczną strategią. To ważny argument za dalszym rozwijaniem spersonalizowanego podejścia do leczenia łuszczycy – takiego, które uwzględnia nie tylko skuteczność terapii, ale także bezpieczeństwo, komfort pacjenta i racjonalne wykorzystanie zasobów systemu ochrony zdrowia.

Źródła: Van den Reek J.M.P.A. i wsp. Dose Reduction of IL17 and IL23 Inhibitors in Psoriasis (BeNeBio study): An International, Pragmatic, Multicentre, Randomised, Controlled, Non-Inferiority Trial. The Lancet Regional Health – Europe, 2026. DOI: 10.1016/j.lanepe.2026.101721.
Radboud University Medical Center, Newest medicines work just as well at half dosage for stable psoriasis, 2026.
Przed zaplanowaniem wakacyjnego kierunku, warto spojrzeć też na inną mapę – tę, którą nosimy na sobie każdego dnia – mapę skóry. To właśnie ona podpowiada, gdzie warto zachować szczególną ostrożność i jak chronić się przed niebezpiecznymi „punktami na trasie”. Z takiej perspektywy, podczas trwającego XV Tygodnia Świadomości Czerniaka, spojrzeć na skórę zachęca Akademia Czerniaka. Tegoroczna edycja kampanii zwraca uwagę na świadome planowanie ochrony przeciwsłonecznej i regularną obserwację znamion, przypominając, że czerniak jest nowotworem, który często rozwija się – dosłownie – na naszych oczach. A zbliżające się wakacje to idealny moment, by zadbać o skórę z taką samą troską, z jaką dbamy o każdy wyjazd.
Skóra jak mapa – zaplanuj ochronę, zanim ruszysz w drogę

Wakacje to czas planowania: wybieramy kierunek, sprawdzamy trasę, zaznaczamy przystanki, pakujemy to, co ma nas chronić w podróży. Akademia Czerniaka, podczas XV edycji Tygodnia Świadomości Czerniaka (18-24 maja 2026 r.) zachęca, aby podobnie podejść do ochrony skóry – własnej i najbliższych.

Tegoroczna kampania realizowana pod hasłem „Mapa skóry. Bezpieczny początek podróży” opiera się na metaforze „mapy skóry”, która pomaga nie tylko obserwować zagrożenia, ale przede wszystkim przewidywać je i odpowiednio reagować. – Skóra jest jak mapa podróży – pełna punktów orientacyjnych, sygnałów i znaków ostrzegawczych. Znajomość własnych znamion i zasad profilaktyki pozwala bezpiecznie poruszać się po tej mapie przez całe życie – wyjaśniają eksperci Akademii Czerniaka.

Spojrzenie to obrazuje nowy spot z udziałem aktorki Maszy Wągrockiej, która została Ambasadorką tegorocznej, 15. edycji Tygodnia Świadomości Czerniaka. Wideo jest dostępne w kanałach społecznościowych Akademii Czerniaka na Facebooku, Instagramie oraz YouTube.

Czerniak w liczbach – skala problemu wciąż rośnie

W Polsce co roku diagnozuje się około 50 000 nowych nowotworów skóry, w tym ponad 4 500 przypadków czerniaka, z czego 1300-1400 wykrywanych jest już w stadium zaawansowanym regionalnie lub przerzutowym. Dane Narodowej Strategii Onkologicznej potwierdzają, że mimo rosnącej świadomości społecznej skala zachorowań pozostaje wysoka, a długoterminowy trend epidemiologiczny nadal wykazuje tendencję wzrostową. W odpowiedzi na to wyzwanie w ramach realizacji Strategii prowadzone są systemowe działania mające na celu poprawę jakości i skuteczności opieki nad pacjentami z czerniakiem.

Jednym z kluczowych elementów tych działań jest coroczna aktualizacja Raportu Otwarcia Narodowej Strategii Onkologicznej, który monitoruje zmiany wskaźników zachorowalności oraz przeżywalności względnej. Dane z ostatnich lat przynoszą też pozytywne informacje – obserwuje się poprawę 5-letnich przeżyć względnych, szczególnie w grupie mężczyzn, co wskazuje na skuteczność kampanii dotyczących wczesnej diagnostyki nowotworów skóry oraz rosnącą dostępność nowoczesnych terapii. Jednocześnie, w toku prac nad standaryzacją procesów klinicznych, opracowane zostały ujednolicone ścieżki diagnostyczno-terapeutyczne dla pacjentów z czerniakiem – zarówno w wersji szczegółowej dla personelu medycznego, jak i uproszczonej, bardziej przystępnej dla pacjentów.

Właściwe decyzje refundacyjne oraz dobra organizacja leczenia sprawiły też, że w ciągu ostatnich ośmiu lat przeżycia chorych na czerniaka w Polsce poprawiły się o około 20%, osiągając poziom wyższy niż średnia w krajach Unii Europejskiej – co stanowi istotny sukces realizacji Narodowej Strategii Onkologicznej. Skuteczność systemu potwierdzają także analizy prowadzone w ramach Krajowej Sieci Onkologicznej, obejmujące dostępność świadczeń i programów lekowych. W programie lekowym dla chorych na czerniaka skóry lub błon śluzowych (B59) leczenie otrzymało 3 757 pacjentów w 35 ośrodkach w całym kraju. Najwięcej pacjentów objętych było leczeniem w województwie mazowieckim, a najmniej w województwach opolskim i lubuskim. Dane te potwierdzają znaczenie stopnia referencyjności ośrodków oraz właściwej organizacji systemu w skutecznym leczeniu chorych na czerniaka.

„Chcemy, aby pacjenci w ogóle nie musieli chorować”

Współczesna onkologia dysponuje coraz skuteczniejszymi metodami leczenia czerniaka, jednak naszym nadrzędnym celem pozostaje ograniczenie liczby zachorowań poprzez właściwą profilaktykę i wczesne rozpoznanie zmian nowotworowych. Czerniak jest nowotworem szczególnym – rozwija się głównie na powierzchni skóry, a jego pierwsze objawy w wielu przypadkach są możliwe do zauważenia gołym okiem. To daje nam realną przewagę diagnostyczną, pod warunkiem że potrafimy ją wykorzystaćprzekonuje prof. dr hab. med. Piotr Rutkowski, Kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków, Pełnomocnik Dyrektora ds. Narodowej Strategii Onkologicznej i Badań Klinicznych, Narodowy Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowy Instytut Badawczy Warszawa, Przewodniczący Zespołu Ministra Zdrowia ds. Narodowej Strategii Onkologicznej, Przewodniczący Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, Przewodniczący Rady Agencji Badań Medycznych, Przewodniczący Rady Naukowej Akademii Czerniaka. Kluczowe znaczenie ma systematyczna samoobserwacja skóry, znajomość własnych znamion oraz regularne kontrole dermatologiczne lub onkologiczne. Niezwykle istotnym elementem profilaktyki pozostaje również bezwzględne unikanie solarium, które w sposób udokumentowany zwiększa ryzyko rozwoju czerniaka i innych nowotworów skóry. W tym kontekście skórę warto traktować jak mapę, na której każde nowe lub zmieniające się znamię jest sygnałem ostrzegawczym wymagającym uwagi i szybkiej reakcji. Takie postępowanie pozwala na rozpoznanie czerniaka na etapie, gdy leczenie jest najprostsze i najbardziej skuteczne. Dlatego – zgodnie z hasłem tegorocznej kampanii – zanim zaplanujemy wakacje, zaplanujmy ochronę skóry. Pamiętajmy też, że profilaktyka powinna być przemyślanym, długofalowym procesem, a nie sezonowym działaniem. Tylko takie podejście realnie zmniejsza ryzyko zachorowania i pozwala bezpiecznie poruszać się po mapie skóry przez całe życie – podkreśla ekspert.

ABCDE – legenda mapy skóry, którą warto znać

Mapa jest bezużyteczna bez legendy. W przypadku skóry stanowi ją zasada ABCDE czerniaka – pięć liter, które pomagają rozpoznać niepokojące zmiany:

Regularna obserwacja skóry i szybka reakcja na niepokojące sygnały znacząco zwiększają szanse na wczesne rozpoznanie choroby.

Profilaktyka – bezpieczny plan na całe życie

Polacy, ze względu na jasny fototyp skóry, w tym często dużą skłonność do oparzeń słonecznych, należą do grupy podwyższonego ryzyka rozwoju czerniaka. Tym większe znaczenie ma codzienna profilaktyka, którą można – i trzeba – zaplanować tak samo, jak wakacyjny wyjazd.

Niezmiennie, jak co roku, podkreślam, że ochrona skóry przed promieniowaniem UV jest kluczowa w każdym wieku i przez cały rok – nie tylko latem i nie tylko w pełnym słońcu. Zasady profilaktyki są proste i dobrze znane, natomiast wciąż wyzwaniem pozostaje ich konsekwentne stosowanie. Podstawą jest używanie kremów z filtrem minimum SPF 30, a w przypadku skóry twarzy – najlepiej SPF 50. Krem należy nałożyć 15-30 minut przed ekspozycją na słońce i ponawiać aplikację co dwie godziny, zwłaszcza po kąpieli w wodzie, intensywnym poceniu się czy wycieraniu ręcznikiem. Równie ważna jest odpowiednia ilość preparatu – tylko wtedy filtr rzeczywiście chroni skórę. Warto pamiętać, że ochrona nie kończy się wraz z zejściem ze słońca – po ekspozycji należy zadbać o skórę, stosując balsam nawilżający i regenerujący. Taka codzienna rutyna to element świadomego „czytania mapy skóry” i zaplanowanej profilaktykiwyjaśnia prof. dr hab. n med. Grażyna Kamińska-Winciorek, Kierownik Zespołu ds. Raka i Czerniaka Skóry w Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowym Instytucie Badawczym, Oddział w Gliwicach, Przewodnicząca Sekcji Dermoskopii i Innych Technik Obrazowania Skóry Polskiego Towarzystwa Dermatologii, Krajowy Koordynator europejskiej kampanii EUROMELANOMA POLSKA, ekspert Akademii Czerniaka.

Oprócz ochrony przeciwsłonecznej nie można zapominać o regularnych kontrolach znamion – raz w roku u dermatologa lub chirurga onkologa, a w przypadku zauważenia niepokojących zmian – niezwłocznie. Dermoskopia jest badaniem szybkim, bezbolesnym i nieinwazyjnym, a jej wykonanie pozwala rozwiać wątpliwości lub odpowiednio wcześnie podjąć dalsze kroki – dodaje.

Pełne zalecenia dotyczące ochrony skóry przed czerniakiem, określane jako Złote Zasady Ochrony Skóry, opierają się na kilku prostych, ale kluczowych nawykach. Obejmują one:
Akademia Czerniaka – przewodnik po mapie skóry

Od lat Akademia Czerniaka pełni rolę przewodnika, który pomaga czytać mapę skóry, dostarczając rzetelnej wiedzy, praktycznych wskazówek i narzędzi do samoobserwacji. Tegoroczna kampania przypomina, że dbając o siebie, dorośli dają przykład swoim dzieciom i najbliższym – ucząc odpowiedzialności i świadomego podejścia do zdrowia.

XV Tydzień Świadomości Czerniaka to zaproszenie do chwili zatrzymania i refleksji: „Zanim zaplanujesz wakacje – zaplanuj ochronę skóry. Bo najważniejszą mapę nosisz na sobie.”

Szczegóły dotyczące XV Tygodnia Świadomości Czerniaka można znaleźć na stronie internetowej Akademii Czerniaka oraz na Facebooku i Instagramie.

Źródło: inf pras

W leczeniu umiarkowanej i ciężkiej łuszczycy terapie iniekcyjne – w tym leki biologiczne – pozostają kluczowym elementem postępowania i w wielu przypadkach są standardem pozwalającym osiągnąć bardzo wysoką skuteczność. Jednocześnie najnowsze wyniki badań klinicznych wskazują, że coraz bardziej obiecujące efekty przynoszą także nowoczesne terapie doustne. W wybranych grupach pacjentów zaczynają one zbliżać się skutecznością do leczenia biologicznego, oferując przy tym większą wygodę stosowania.
Takie wnioski płyną z badań nad zasocitinibem – selektywnym inhibitorem kinazy TYK2 – którego skuteczność i bezpieczeństwo oceniono w dwóch randomizowanych, wieloośrodkowych badaniach III fazy programu Latitude PsO (3001 i 3002) – z udziałem pacjentów z łuszczycą plackowatą o nasileniu umiarkowanym do ciężkiego.

Skuteczność, która zbliża leczenie doustne do terapii biologicznych

W badaniach klinicznych oceniano m.in. odsetek pacjentów osiągających tzw. czystą lub prawie czystą skórę, czyli wynik 0 lub 1 w skali sPGA. Po 16 tygodniach leczenia uzyskano taki efekt u około 70 proc. chorych przyjmujących zasocitinib. Dla porównania, w grupie placebo odsetek ten wynosił około 11–13 proc., a w grupie otrzymującej apremilast – około 30 proc.

Podobny obraz wyłania się przy analizie bardziej wymagających punktów końcowych. Odpowiedź PASI 90, oznaczająca redukcję zmian skórnych o co najmniej 90 proc., osiągnęło ponad 50–60 proc. pacjentów leczonych zasocitinibem. Jeszcze bardziej restrykcyjny cel – całkowite ustąpienie zmian (PASI 100) – uzyskano u około jednej czwartej do jednej trzeciej chorych.

Co istotne, poprawa nie ograniczała się do parametrów umiarkowanych. Wskaźniki pełnego oczyszczenia skóry, które stają się coraz ważniejszym celem terapeutycznym, również były istotnie wyższe niż w grupach porównawczych.

Szybkość działania i trwałość efektu

Jednym z najbardziej praktycznych aspektów terapii jest tempo, w jakim pacjent zaczyna odczuwać poprawę. W przypadku zasocitinibu pierwsze istotne różnice względem placebo były widoczne już po 4 tygodniach leczenia.

Równie ważna jest trwałość odpowiedzi. U pacjentów, którzy uzyskali poprawę i kontynuowali terapię, efekt utrzymywał się długoterminowo – ponad 90 proc. z nich zachowało odpowiedź terapeutyczną w 60. tygodniu obserwacji.

Taki profil – szybki początek działania i utrzymanie efektu w czasie – ma znaczenie nie tylko kliniczne, ale również praktyczne, wpływając na adherencję i satysfakcję pacjentów.

Profil bezpieczeństwa zgodny z wcześniejszymi obserwacjami

W badaniach III fazy nie odnotowano nowych sygnałów bezpieczeństwa. Profil działań niepożądanych był zgodny z wcześniejszymi badaniami.

Najczęściej obserwowane zdarzenia niepożądane obejmowały infekcje górnych dróg oddechowych, zapalenie nosogardła oraz trądzik. Występowały one u niewielkiego odsetka pacjentów i miały zazwyczaj łagodny charakter.

Poważne działania niepożądane były rzadkie i dotyczyły około 3 proc. pacjentów w grupie leczonej zasocitinibem.

Mechanizm działania: selektywne hamowanie TYK2

Zasocitinib należy do nowej klasy leków celowanych, które oddziałują na konkretne szlaki zapalne odpowiedzialne za rozwój choroby. Hamuje kinazę TYK2 – enzym uczestniczący w przekazywaniu sygnałów immunologicznych, m.in. z udziałem interleukiny 23.

W odróżnieniu od klasycznych inhibitorów JAK, które wpływają szerzej na różne procesy biologiczne, selektywne hamowanie TYK2 pozwala oddziaływać bardziej precyzyjnie na mechanizmy zapalne, potencjalnie ograniczając ryzyko działań niepożądanych związanych z blokowaniem innych szlaków.

Łuszczyca jako choroba ogólnoustrojowa

Łuszczyca nie jest wyłącznie problemem dermatologicznym. To przewlekła choroba zapalna o podłożu immunologicznym, która wpływa na wiele aspektów funkcjonowania pacjenta. Objawy skórne – często widoczne i trudne do ukrycia – mogą prowadzić do wykluczenia społecznego, obniżenia jakości życia i problemów psychicznych.

Szacuje się, że na świecie z łuszczycą żyje około 64 milionów osób, z czego większość stanowi postać plackowata. U wielu pacjentów chorobie towarzyszy świąd, ból oraz pieczenie skóry, co dodatkowo nasila jej wpływ na codzienne funkcjonowanie.

Kierunek zmian w leczeniu

Rozwój terapii takich jak zasocitinib wpisuje się w szerszy trend upraszczania leczenia przy jednoczesnym zwiększaniu jego skuteczności. Dla części pacjentów możliwość osiągnięcia bardzo dobrej kontroli choroby za pomocą leku doustnego może mieć kluczowe znaczenie.

Obecnie lek pozostaje w fazie badań i nie został jeszcze dopuszczony do stosowania, jednak producent zapowiada rozpoczęcie procedur rejestracyjnych w najbliższym czasie.

Jeśli wyniki badań znajdą potwierdzenie w praktyce klinicznej, może to oznaczać istotną zmianę w podejściu do leczenia łuszczycy – od terapii wymagających iniekcji do wygodniejszych, ale równie skutecznych opcji doustnych.

Źródło: Takeda, informacja prasowa „Takeda’s Zasocitinib Delivered Rapid and Durable Skin Clearance in a Convenient Once-Daily Pill, Affirming Promise to Reshape Psoriasis Care”, 28 marca 2026 r.

Amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA) zatwierdziła icotrokinrę – pierwszy doustny peptyd celujący w receptor interleukiny 23 (IL-23) w leczeniu umiarkowanej i ciężkiej łuszczycy plackowatej. Decyzja ta może oznaczać istotną zmianę nie tylko w dostępnych opcjach terapeutycznych, ale również w sposobie myślenia o leczeniu ogólnoustrojowym tej choroby.
Nowa terapia jest przeznaczona dla dorosłych oraz młodzieży od 12. roku życia (o masie ciała co najmniej 40 kg), którzy kwalifikują się do leczenia ogólnego lub fototerapii. To pierwsze rozwiązanie w tej klasie, które łączy precyzyjne działanie ukierunkowane molekularnie z wygodną, doustną formą podania.

Łuszczyca – choroba widoczna, ale wciąż niedoszacowana

Łuszczyca plackowata to przewlekła choroba zapalna o podłożu immunologicznym, która dotyka milionów osób na świecie. Objawia się powstawaniem charakterystycznych, łuszczących się zmian skórnych, ale jej konsekwencje wykraczają daleko poza skórę. Przewlekły stan zapalny wiąże się ze zwiększonym ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych, cukrzycy typu 2 czy otyłości, a także z istotnym obciążeniem psychicznym.

Szczególnie trudne dla pacjentów są zmiany w miejscach widocznych lub wrażliwych – na skórze głowy, dłoniach, stopach czy w okolicach intymnych. W takich przypadkach wpływ choroby na jakość życia jest nieproporcjonalnie duży.

Mimo to wielu chorych przez długi czas pozostaje na leczeniu miejscowym, często nieskutecznym w umiarkowanych i ciężkich postaciach choroby. Aktualne zalecenia International Psoriasis Council wskazują jasno, że brak odpowiedzi na dwa cykle leczenia miejscowego (po około cztery tygodnie) powinien skłaniać do rozważenia terapii ogólnoustrojowej. W praktyce moment ten bywa jednak istotnie opóźniany.

Nowy mechanizm, nowa forma

Icotrokinra jest pierwszym i jedynym doustnym peptydem zaprojektowanym tak, aby precyzyjnie blokować receptor IL-23 – jednego z kluczowych mediatorów procesu zapalnego w łuszczycy. Dotychczas terapie ukierunkowane na ten szlak były dostępne wyłącznie w postaci leków biologicznych podawanych w iniekcjach.

Nowa opcja terapeutyczna wpisuje się w szerszy trend w medycynie – przenoszenia wysoko selektywnych terapii celowanych do form doustnych, co może istotnie zmniejszyć barierę rozpoczęcia leczenia i poprawić jego akceptację przez pacjentów.

Skuteczność porównywalna z terapiami biologicznymi

Decyzja FDA opiera się na wynikach szerokiego programu badań klinicznych fazy 3 (ICONIC), obejmującego około 2500 pacjentów – zarówno dorosłych, jak i młodzież.

W badaniach wykazano wysoką skuteczność terapii. Około 70% pacjentów osiągnęło stan skóry „czystej lub prawie czystej”, natomiast 55% uzyskało odpowiedź PASI 90, oznaczającą co najmniej 90-procentową redukcję nasilenia choroby po 16 tygodniach leczenia. Co istotne, efekt ten obserwowano również w trudnych do leczenia lokalizacjach, takich jak skóra głowy czy okolice intymne.

To rozwiązanie łączy wysoką skuteczność z korzystnym profilem bezpieczeństwa, a jednocześnie – dzięki formie tabletki przyjmowanej raz dziennie – może realnie ułatwić pacjentom codzienne funkcjonowanie z chorobą.

Profil bezpieczeństwa i praktyczne znaczenie terapii

W analizach bezpieczeństwa częstość działań niepożądanych była zbliżona do placebo – różnica wynosiła około 1,1% w pierwszych 16 tygodniach terapii, a w obserwacji rocznej nie odnotowano nowych sygnałów bezpieczeństwa. Najczęściej zgłaszane działania niepożądane obejmowały m.in. ból głowy, nudności, kaszel, zmęczenie oraz zakażenia grzybicze.

Zmiana paradygmatu leczenia?

Pojawienie się icotrokinry może mieć znaczenie wykraczające poza jedną cząsteczkę. To kolejny krok w kierunku bardziej dostępnych, wygodnych i jednocześnie precyzyjnych terapii w chorobach zapalnych i autoimmunologicznych.

Dobór odpowiedniej terapii w łuszczycy to proces, który wymaga uwzględnienia wielu czynników – nie tylko skuteczności i bezpieczeństwa, ale także tego, jak leczenie wpisuje się w codzienne życie pacjenta. Pojawienie się nowej terapii ogólnoustrojowej może istotnie zmienić sposób myślenia o dostępnych opcjach leczenia.

Z perspektywy praktyki klinicznej szczególnie istotne może być skrócenie czasu, w którym pacjenci pozostają na nieskutecznym leczeniu miejscowym. Terapia doustna o wysokiej skuteczności może ułatwić wcześniejsze wdrożenie leczenia ogólnoustrojowego – bez konieczności natychmiastowego sięgania po iniekcje.

W dłuższej perspektywie może to przełożyć się nie tylko na lepszą kontrolę choroby, ale również na zmniejszenie jej ogólnoustrojowych konsekwencji.

Źródła: FDA approval of ICOTYDE™ (icotrokinra) ushers in new era for first-line systemic treatment of plaque psoriasis with a targeted oral peptide, Johnson & Johnson, 2026
FDA Approves Icotrokinra, First Oral IL-23 Inhibitor for Plaque Psoriasis, The American Journal of Managed Care, 2026

Przez lata łuszczyca była postrzegana głównie jako problem dermatologiczny – choroba widoczna na skórze, uciążliwa, ale ograniczona do jednego narządu. Dziś wiemy, że takie myślenie jest nie tylko uproszczone, ale po prostu nieprawdziwe. Łuszczyca jest przewlekłą, zapalną chorobą ogólnoustrojową, której skutki wykraczają daleko poza skórę i mogą dotyczyć stawów, układu sercowo-naczyniowego, metabolizmu, a także zdrowia psychicznego.
Współczesna dermatologia coraz wyraźniej odchodzi od traktowania łuszczycy jako „choroby placków na skórze”. Zrozumienie mechanizmów, które stoją za jej rozwojem, pozwala dziś nie tylko skuteczniej leczyć zmiany skórne, ale także wcześniej identyfikować powikłania i współchorobowości, które w dłuższej perspektywie mogą decydować o jakości i długości życia pacjentów.

Predyspozycja genetyczna i czynniki, które „uruchamiają” chorobę

Wiemy dziś, że do rozwoju łuszczycy konieczna jest predyspozycja genetyczna. Zidentyfikowano około 60 loci chromosomalnych, które zwiększają ryzyko zachorowania. Jeszcze kilkanaście lat temu ta liczba była znacznie mniejsza, a badania genetyczne wciąż poszerzają naszą wiedzę na temat dziedzicznego podłoża choroby. W praktyce klinicznej nadal jednak nie zawsze udaje się potwierdzić wywiad rodzinny – nie wszyscy członkowie rodziny byli diagnozowani, a łagodne postacie choroby mogły nigdy nie zostać rozpoznane.

Sama predyspozycja genetyczna nie oznacza jednak, że choroba musi się ujawnić. Do jej wystąpienia lub zaostrzenia często potrzebny jest dodatkowy bodziec środowiskowy. Klasycznym przykładem są infekcje, zwłaszcza paciorkowcowe zapalenie gardła. U młodych osób, szczególnie nastolatków, po przebytej anginie paciorkowcowej może dojść do nagłego wysiewu łuszczycy, często po raz pierwszy w życiu, zwykle w postaci drobnogrudkowej.

Nie tylko infekcje bakteryjne mogą jednak prowokować chorobę. Równie istotną rolę odgrywa stres, który pacjenci bardzo często wskazują jako czynnik poprzedzający pojawienie się pierwszych zmian lub ich wyraźne zaostrzenie. Znaczenie mają także leki – klasycznie wymienia się sole litu [nazwa do potwierdzenia w autoryzacji], beta-blokery oraz inne leki stosowane w leczeniu nadciśnienia tętniczego. Choć niektóre grupy leków są uważane za „bezpieczniejsze”, w praktyce klinicznej niemal wszystkie preparaty hipotensyjne mogą potencjalnie wpływać na przebieg choroby.

Istotne są również leki przeciwmalaryczne, takie jak chlorochina czy hydroksychlorochina, szeroko stosowane m.in. w dermatologii i reumatologii. Alkohol jest czynnikiem, który wyraźnie nasila przebieg łuszczycy, natomiast palenie tytoniu ma szczególne znaczenie w łuszczycy krostkowej – postaci choroby na tyle odmiennej immunologicznie, że coraz częściej rozważa się jej wyodrębnienie jako osobnej jednostki chorobowej.

Zaburzenia immunologiczne i autoimmunologiczny charakter łuszczycy

Współczesna wiedza jednoznacznie klasyfikuje łuszczycę jako chorobę autoimmunologiczną. Zidentyfikowano już co najmniej cztery autoantygeny, przeciwko którym organizm pacjenta wytwarza odpowiedź immunologiczną. Choć odkrycia te mają ogromne znaczenie naukowe, na razie nie przekładają się bezpośrednio na codzienną praktykę kliniczną – nie dysponujemy rutynowymi testami pozwalającymi wykrywać te przeciwciała czy monitorować aktywność choroby w ten sposób.

Nie zmienia to jednak faktu, że obecnie łuszczyca jest postrzegana jako przewlekła, układowa choroba zapalna, a nie wyłącznie schorzenie skóry.

Łuszczyca a choroby współistniejące – znacznie szerszy problem

Jednym z najlepiej udokumentowanych powiązań jest związek łuszczycy z łuszczycowym zapaleniem stawów. Równie istotne są jednak relacje z zespołem metabolicznym – otyłością, cukrzycą typu 2, nadciśnieniem tętniczym oraz zaburzeniami lipidowymi. Pacjenci z łuszczycą mają zwiększone ryzyko zawału serca i udaru mózgu, co sprawia, że choroba ta realnie wpływa na rokowanie długoterminowe.

Zwiększone jest także ryzyko nieswoistych zapaleń jelit, zwłaszcza choroby Leśniowskiego-Crohna. Opisywane są również zaburzenia okulistyczne oraz istotnie częstsze problemy natury psychicznej, w tym depresja i znaczące obniżenie jakości życia.

W kontekście chorób nerek sama łuszczyca nie została jednoznacznie uznana za czynnik uszkadzający nerki. Jednak częstsze występowanie cukrzycy i nadciśnienia, a także stosowanie niektórych leków – takich jak cyklosporyna czy przewlekle przyjmowane leki przeciwbólowe – może pośrednio zwiększać ryzyko przewlekłej choroby nerek.

Pojawiają się również doniesienia o zwiększonym ryzyku nowotworów, zwłaszcza chłoniaków skóry. W tym obszarze konieczna jest jednak szczególna czujność diagnostyczna, ponieważ wczesne postacie chłoniaków skórnych, takich jak ziarniniak grzybiasty, mogą klinicznie bardzo przypominać łuszczycę. Nawet badanie histopatologiczne bywa w początkowych stadiach niespecyficzne, co dodatkowo utrudnia rozpoznanie.

Jakość życia – aspekt często niedoszacowany

Badania jakości życia jednoznacznie pokazują, że pacjenci z łuszczycą funkcjonują gorzej niż osoby bez chorób skóry. Najczęściej wskazywane obszary to niższa satysfakcja z wyglądu zewnętrznego, problemy w życiu seksualnym, większe nasilenie stresu oraz mniejsza aktywność fizyczna. Ta ostatnia ma szczególne znaczenie, ponieważ regularny ruch i redukcja masy ciała mogą realnie poprawiać przebieg choroby i zmniejszać nasilenie zmian skórnych.

Jak dziś leczy się łuszczycę?

Dobór terapii zależy od stopnia nasilenia chorob (często ocenianej w skali PASI), powierzchni zajętej skóry (wskaźnik BSA) oraz wpływu objawów na jakość życia pacjenta. W łagodniejszych postaciach stosuje się leczenie miejscowe. Preferowaną opcją są obecnie preparaty łączone, zawierające glikokortykosteroid oraz pochodną witaminy D, dostępne w różnych postaciach – maści, żelu czy piany. Forma piany charakteryzuje się największą biodostępnością składników aktywnych i jest uznawana za najskuteczniejszą.

W leczeniu miejscowym coraz rzadziej stosuje się wyłącznie steroidy, zwłaszcza długoterminowo. Wyjątkiem są okolice o grubszej skórze, takie jak podeszwy stóp, lub skóra owłosiona głowy, gdzie często łączy się je z preparatami złuszczającymi. Uzupełnieniem terapii są inhibitory kalcyneuryny, stosowane poza wskazaniami rejestracyjnymi, szczególnie w okolicach twarzy i narządów płciowych, gdzie bezpieczeństwo ma kluczowe znaczenie.

Ważną rolę odgrywa również fototerapia, zwłaszcza UVB 311 nm, która jest metodą bezpieczną także u dzieci i kobiet w ciąży. Jej ograniczeniem pozostaje dostępność i konieczność regularnych wizyt w ośrodkach dysponujących odpowiednim sprzętem.

W przypadku umiarkowanej i ciężkiej łuszczycy stosuje się leczenie ogólne, obejmujące m.in. metotreksat, cyklosporynę, acytretynę oraz apremilast, który niedawno ponownie stał się dostępny w Polsce [status refundacyjny do potwierdzenia w autoryzacji]. Leki biologiczne są finansowane w ramach programu lekowego B.47 i wymagają spełnienia określonych kryteriów – zarówno pod względem nasilenia choroby, jak i wcześniejszych prób leczenia innymi metodami.

Obecnie w programie dostępnych jest 11 leków biologicznych, należących do trzech głównych grup: inhibitorów TNF-α, inhibitorów interleukiny 17 oraz inhibitorów interleukiny 23. Wybór konkretnego preparatu zależy m.in. od planów prokreacyjnych, chorób współistniejących oraz bezpieczeństwa długoterminowego.

Łuszczycowe zapalenie stawów – nie zawsze w parze ze skórą

Szacuje się, że do 30% pacjentów z łuszczycą skóry rozwinie łuszczycowe zapalenie stawów. Co istotne, u większości z nich zmiany skórne wyprzedzają objawy stawowe, ale nasilenie zmian skórnych nie koreluje z ciężkością zajęcia stawów. Jednym z ważniejszych czynników prognostycznych są zmiany w aparacie paznokciowym, zwłaszcza onycholiza, która powinna skłaniać do szczególnej czujności i ewentualnej konsultacji reumatologicznej.

O autorce

Julia Nowowiejska-Purpurowicz – specjalistka dermatologii i wenerologii, adiunkt, związana z leczeniem pacjentów z chorobami zapalnymi skóry, w tym łuszczycą i atopowym zapaleniem skóry. W swojej praktyce klinicznej koncentruje się na nowoczesnych terapiach, leczeniu biologicznym oraz opiece nad pacjentami z chorobami przewlekłymi i współistniejącymi. Autorka i współautorka publikacji naukowych oraz współredaktorka monografii poświęconej współchorobowości w łuszczycy. Prowadzi także działalność edukacyjną skierowaną do lekarzy i pacjentów.

Źródło: Artykuł powstał na podstawie wykładu dr hab. Julii Nowowiejska-Purpurowicz, specjalistki dermatologii i wenerologii.

Atopowe zapalenie skóry (AZS) bywa jedną z najbardziej niezrozumianych chorób dermatologicznych. Pacjenci często słyszą, że „to alergia”, że „trzeba znaleźć alergen”, albo że choroba „minie z wiekiem”. Tymczasem AZS jest przewlekłą, zapalną chorobą skóry o złożonej patogenezie, w której kluczową rolę odgrywa nieprawidłowa bariera naskórkowa oraz zaburzenia odpowiedzi immunologicznej. To właśnie ta kombinacja sprawia, że choroba może mieć bardzo różny przebieg, nawracać, zmieniać swoje nasilenie i znacząco wpływać na jakość życia – zarówno dzieci, jak i dorosłych.
Współczesna dermatologia coraz lepiej rozumie mechanizmy AZS i dysponuje dziś narzędziami terapeutycznymi, które jeszcze kilka lat temu były niedostępne. Aby jednak leczenie było skuteczne, konieczne jest właściwe zrozumienie samej choroby – zarówno przez lekarzy, jak i przez pacjentów.

Skala problemu i predyspozycja genetyczna

Atopowe zapalenie skóry jest jedną z najczęstszych chorób zapalnych skóry na świecie. Szacuje się, że dotyczy około 230 milionów osób globalnie. Dokładna częstość występowania jest jednak trudna do określenia, ponieważ pacjenci z AZS są leczeni przez różnych specjalistów – dermatologów, pediatrów, alergologów i lekarzy rodzinnych – a obraz kliniczny choroby może być bardzo zróżnicowany.

Podobnie jak w przypadku łuszczycy, istotną rolę odgrywa predyspozycja genetyczna. W AZS często obserwuje się mutacje w genach odpowiedzialnych za prawidłowe różnicowanie naskórka oraz regulację odpowiedzi immunologicznej. Najbardziej znaną z nich jest mutacja filagryny, która wiąże się z wcześniejszym początkiem choroby oraz jej cięższym przebiegiem. Nie występuje ona jednak u wszystkich pacjentów i nie jest jedynym czynnikiem determinującym rozwój AZS.

W wywiadzie osobniczym i rodzinnym u chorych często stwierdza się inne choroby atopowe, takie jak astma oskrzelowa, alergiczny nieżyt nosa, alergiczne zapalenie spojówek czy alergie pokarmowe. Obecność tych schorzeń ma znaczenie diagnostyczne, ale nie oznacza, że atopowe zapalenie skóry jest tożsame z alergią.

Bariera naskórkowa – klucz do zrozumienia AZS

Najważniejszym elementem patogenezy atopowego zapalenia skóry jest nieprawidłowa bariera naskórkowa. Skóra osób z AZS nie potrafi skutecznie zatrzymywać wody, co prowadzi do jej nadmiernej suchości. Sucha skóra łatwiej ulega złuszczaniu, swędzi, a świąd prowokuje drapanie, które dodatkowo uszkadza barierę ochronną. W ten sposób powstaje błędne koło choroby, w którym kolejne elementy wzajemnie się nasilają.

Uszkodzona bariera naskórkowa umożliwia także łatwiejszą penetrację alergenów oraz drobnoustrojów. Z tego powodu pacjenci z AZS częściej wykazują nadwrażliwość na różne czynniki środowiskowe, jednak nie oznacza to automatycznie, że choroba ma podłoże alergiczne. Atopowe zapalenie skóry nie jest alergią – choć alergia może współistnieć z AZS i wpływać na jego przebieg. Ponadto skóra większości pacjentów skolonizowana jest gronkowcem złocistym, co jednak nie powoduje zwykle objawów klinicznych i nie wymaga leczenia.

AZS a alergia – ważne rozróżnienie

W praktyce klinicznej kluczowe znaczenie mają objawy kliniczne, a nie same wyniki badań laboratoryjnych. Podwyższone stężenie swoistych IgE w badaniach krwi nie musi mieć istotnego znaczenia, jeśli nie koreluje z nasileniem zmian skórnych po ekspozycji na dany alergen. Znacznie większą wartość diagnostyczną mają testy skórne typu prick, które lepiej odzwierciedlają rzeczywistą reakcję organizmu.

Nie u każdego pacjenta z AZS stwierdza się alergię, a eliminowanie potencjalnych alergenów „na wszelki wypadek” może prowadzić do niepotrzebnych restrykcji dietetycznych i pogorszenia jakości życia. Decyzje terapeutyczne powinny zawsze opierać się na obserwacji związku pomiędzy ekspozycją na dany czynnik a objawami klinicznymi.

Infekcje i kolonizacja skóry

Uszkodzona bariera naskórkowa sprzyja kolonizacji drobnoustrojami. Ponad 90% pacjentów z atopowym zapaleniem skóry jest skolonizowanych przez gronkowca złocistego. Sama obecność tej bakterii na skórze nie jest równoznaczna z zakażeniem i nie stanowi wskazania do antybiotykoterapii. Leczenie przeciwbakteryjne powinno być wdrażane wyłącznie w przypadku klinicznych objawów nadkażenia.

W AZS istotnym problemem są również infekcje wirusowe, szczególnie zakażenie wirusem opryszczki, które w ciężkich przypadkach może prowadzić do rozwoju wyprysku Kaposiego. Tego typu powikłania wymagają pilnej interwencji, często hospitalizacji i leczenia ogólnoustrojowego.

Terapia podstawowa – emolienty jako fundament leczenia

Niezależnie od stopnia nasilenia choroby, podstawą leczenia atopowego zapalenia skóry jest odpowiednia pielęgnacja skóry, oparta na regularnym stosowaniu emolientów. Są to preparaty o specjalnie dobranym składzie, których zadaniem jest odbudowa bariery naskórkowej, nawilżenie skóry, zmniejszenie świądu i poprawa komfortu pacjenta.

Emolienty muszą być stosowane przez całe życie, nawet w okresach remisji choroby. Zalecane ilości są często zaskakująco duże – u osoby dorosłej może to być nawet 0,5 kg preparatu tygodniowo. Preparaty powinny być aplikowane na całe ciało, a nie tylko na obszary objęte zmianami skórnymi. Uzupełnieniem pielęgnacji mogą być kąpiele z dodatkiem podchlorynu sodu, które zmniejszają kolonizację bakteryjną skóry i łagodzą świąd.

Leczenie miejscowe – steroidy i inhibitory kalcyneuryny

W przypadku łagodnych i umiarkowanych postaci AZS stosuje się leczenie miejscowe. Glikokortykosteroidy działają szybko i skutecznie przeciwzapalnie, jednak ich stosowanie wymaga ostrożności. Nie powinny być aplikowane na wrażliwe okolice, takie jak twarz, ze względu na ryzyko działań niepożądanych, w tym ścieńczenia skóry. Przełomem w dermatologii było wprowadzenie inhibitorów kalcyneuryny – takrolimusu i pimekrolimusu. Leki te nie powodują zaniku skóry i mogą być bezpiecznie stosowane na twarz, powieki oraz narządy płciowe. Mogą być używane długoterminowo, również w terapii podtrzymującej, co pozwala wydłużyć okresy remisji choroby. Charakterystycznym, przejściowym działaniem niepożądanym jest uczucie pieczenia, które można ograniczyć, przechowując preparat w lodówce.

Leczenie ogólne i nowoczesne terapie

W ciężkim atopowym zapaleniu skóry, gdy leczenie miejscowe okazuje się niewystarczające, stosuje się leczenie ogólne. Klasycznym lekiem o udowodnionej skuteczności jest cyklosporyna, która jako jedyna posiada rejestrację w AZS, jednakże tylko u osób dorosłych (mimo to, figuruje w rekomendacjach jako lek ogólny pierwszego wyboru i dla osób dorosłych i dzieci) Inne leki immunosupresyjne, takie jak metotreksat czy azatiopryna, są stosowane poza wskazaniami rejestracyjnymi. Obecnie pacjenci w Polsce mają również dostęp do nowoczesnych terapii w ramach programu lekowego B.124 finansowanego przez NFZ. Obejmuje on zarówno leki biologiczne, jak i terapie drobnocząsteczkowe. Wśród leków biologicznych znajdują się preparaty stosowane w iniekcjach, takie jak dupilumab, tralokinumab oraz lebrikizumab, różniące się mechanizmem działania i zakresem rejestracji wiekowej. Terapie drobnocząsteczkowe, takie jak inhibitory kinaz JAK, są podawane doustnie i charakteryzują się szerszym mechanizmem działania. Wybór konkretnego leczenia zależy od wieku pacjenta, nasilenia choroby, chorób współistniejących oraz preferencji dotyczących formy terapii.

Co przyniesie przyszłość?

Jednym z najnowszych kierunków rozwoju leczenia AZS jest celowanie bezpośrednio w mechanizmy odpowiedzialne za świąd. Przykładem jest nemolizumab – przeciwciało skierowane przeciwko receptorowi interleukiny 31, które wykazuje silne działanie przeciwświądowe i zostało już zarejestrowane w Europie [dostępność rynkowa do potwierdzenia].

Rozwój terapii sprawia, że atopowe zapalenie skóry coraz częściej można traktować jako chorobę przewlekłą, ale kontrolowaną. Kluczowe znaczenie ma jednak wczesne rozpoznanie, indywidualizacja leczenia oraz edukacja pacjenta, która pozwala lepiej zrozumieć mechanizmy choroby i realnie poprawić jakość życia.

O autorce

Julia Nowowiejska-Purpurowicz – specjalistka dermatologii i wenerologii, adiunkt, związana z leczeniem pacjentów z chorobami zapalnymi skóry, w tym łuszczycą i atopowym zapaleniem skóry. W swojej praktyce klinicznej koncentruje się na nowoczesnych terapiach, leczeniu biologicznym oraz opiece nad pacjentami z chorobami przewlekłymi i współistniejącymi. Autorka i współautorka publikacji naukowych oraz współredaktorka monografii poświęconej współchorobowości w łuszczycy. Prowadzi także działalność edukacyjną skierowaną do lekarzy i pacjentów.

Źródło: Artykuł powstał na podstawie wykładu dr hab. Julii Nowowiejska-Purpurowicz, specjalistki dermatologii i wenerologii.

Atopowe zapalenie skóry (AZS) rzadko kończy się na skórze. To choroba przewlekła, nawracająca, a świąd i zaostrzenia potrafią wywrócić codzienność: sen, pracę, naukę, relacje, zdrowie psychiczne. Dlatego rozmowa o nowoczesnych terapiach nie może sprowadzać się wyłącznie do listy leków. W praktyce o tym, czy pacjent dostanie skuteczne leczenie na czas, decydują także: ścieżka diagnostyczna, rola POZ, edukacja (w tym walka z lękiem przed terapią) i realna dostępność ośrodków.
Jak z AZS radzą sobie trzy kraje regionu – Polska, Czechy i Chorwacja – opowiedzieli klinicyści z Europy Środkowo-Wschodniej. Ich wnioski pokazują, że każdy system ma inne mocne strony, ale też inne „wąskie gardła”.

Różna skala problemu, różne obciążenie systemu

Epidemiologia AZS w regionie nie jest jednolita. W Polsce choruje ok. 4% dorosłych i 5–10% dzieci, częściej w miastach niż na wsiach – co przekłada się na dostęp do specjalisty i czas rozpoznania. W Czechach odsetki są niższe (2–3% dorosłych i 5–6% dzieci). Najtrudniejsza sytuacja dotyczy Chorwacji, gdzie AZS ma dotyczyć nawet 10% dorosłych i 15–20% dzieci. Im więcej pacjentów, tym większa presja na system i większa potrzeba sprawnych ścieżek.

Czechy: szybciej do dermatologa, ale leki „za późno”

Czechy wypadają najlepiej w organizacji diagnostyki i dostępie do specjalisty – zwłaszcza u dzieci. Z perspektywy ekspertów wyzwaniem nie jest brak terapii, tylko moment ich włączania.
„System opieki nad pacjentami z AZS w Czechach jest w dobrym stanie, mamy dostęp do prawie wszystkich nowych leków, ale wciąż powinniśmy móc stosować je wcześniej, nie tylko w ciężkim przebiegu” – podkreśla prof. Spyridon Gkalpakiotis z Uniwersytetu Karola w Pradze.
W praktyce oznacza to potrzebę leczenia nie tylko pacjentów z ciężkim AZS, ale również z umiarkowanym przebiegiem – zanim choroba „wytnie” jakość życia na lata. Problemem pozostaje też niedobór dermatologów, który potrafi spowolnić realne wdrażanie terapii, nawet jeśli formalnie są dostępne.

Polska: najszersza refundacja, ale nierówny dostęp i „zostawianie” pacjentów na leczeniu miejscowym

Polska wypada mocno pod względem refundacji terapii zaawansowanych, ale systemowo przegrywa tam, gdzie liczy się logistyka: liczba ośrodków, obciążenie biurokratyczne i różnice regionalne. Efekt bywa taki, że część pacjentów z umiarkowanym i ciężkim AZS latami pozostaje w POZ, na emolientach i leczeniu miejscowym, mimo że to nie zawsze wystarcza.
W bardziej zaawansowanych i przewlekłych postaciach AZS leczenie nie ogranicza się już wyłącznie do terapii miejscowej, lecz obejmuje także leczenie ogólne – zarówno klasyczne, jak i innowacyjne – realizowane w ramach programów lekowych.
Z perspektywy pacjenta „papierowy” dostęp do terapii nie zawsze przekłada się na dostęp realny. Jednocześnie eksperci podkreślają, że dla chorych z ciężkim AZS Polska zapewnia szeroki wachlarz nowoczesnych opcji.
„Dostęp do innowacyjnych terapii dla pacjentów ciężko chorych w Polsce jest bardzo dobry – praktycznie cały zakres leków zarejestrowanych na świecie jest dostępny, choć w różnych liniach terapeutycznych, co wymusza pewną liniowość leczenia” – podkreśla prof. Witold Owczarek.
W tle pojawia się też ważny wątek: AZS to choroba, w której sam lek nie domyka opieki. W cięższych postaciach potrzebne jest podejście wielospecjalistyczne.
„Opieka nad pacjentem z przewlekłym, zaawansowanym AZS wymaga podejścia wielospecjalistycznego – dermatologa, alergologa, wsparcia psychologicznego, bo chorobie często towarzyszą nasilony świąd, zaburzenia snu i problemy emocjonalne” – tłumaczy prof. Witold Owczarek.

Chorwacja: bariera edukacyjna i formalna, terapia „na komisję”

Chorwacja pokazuje inną dynamikę: diagnostyka u dzieci bywa sprawna, ale u dorosłych proces jest wolniejszy, a dostęp do terapii zaawansowanych – bardziej ograniczony. W wypowiedziach ekspertów mocno wybrzmiewa zjawisko kortykofobii: lęku przed steroidami miejscowymi, utrwalonego przez lata niewłaściwej edukacji.
„Głównym problemem w leczeniu atopowego zapalenia skóry jest kortykofobia – pacjenci boją się stosować steroidy miejscowe, a wiele lat niewłaściwej edukacji pogłębia ten problem”- wskazuje prof. Suzana Ljubojević-Hadžavdić ze Szpitala Uniwersyteckiego w Zagrzebiu.
Dodatkowo, jeśli leczenie wymaga zgód komisji lekowych i koncentracji terapii w nielicznych ośrodkach, ścieżka pacjenta wydłuża się – a AZS nie „czeka” grzecznie na decyzje administracyjne.

Minimalna aktywność choroby: nowy język celów leczenia

W każdym z trzech krajów deklarowany cel leczenia jest podobny: zmniejszenie świądu, kontrola zmian skórnych, odbudowa bariery i poprawa jakości życia. Różnią się jednak akcenty i dojrzałość modeli opieki. Czechy silnie idą w kierunku podejścia treat-to-target i standardu minimalnej aktywności choroby (MDA), łącząc ocenę kliniczną z perspektywą pacjenta.
„Minimalna aktywność choroby to nowy standard – łączymy punkt widzenia lekarza i pacjenta, aby uzyskać najlepsze wyniki leczenia”.
W Chorwacji MDA nie jest jeszcze pełnoprawnym elementem wytycznych z 2021 r., ale eksperci mówią o potrzebie aktualizacji i podkreślają, że w praktyce takie myślenie już się przebija.
„Minimalna aktywność choroby staje się coraz ważniejsza – chcemy, aby pacjenci nie tylko odczuwali poprawę, ale też faktycznie mieli redukcję zmian skórnych” – zauważa prof. Suzana Ljubojević Hadžavdić.
W Polsce nacisk pozostaje mocno jakościowo-funkcjonalny: kontrola świądu, zapobieganie zaostrzeniom, poprawa snu i codziennego funkcjonowania – przy jednoczesnej świadomości, że bez szybkiego wdrożenia skutecznej terapii pacjent może wejść w wieloletni, wyniszczający cykl nawrotów.
„Wczesne i efektywne leczenie jest kluczowe – im szybciej podejmiemy właściwą terapię, tym większy wpływ na poprawę zdrowia pacjenta, jego funkcjonowanie społeczne i zapobieganie rozwojowi innych chorób atopowych” – podkreśla prof. Witold Owczarek.

Wspólny wniosek: przyszłość jest „immunologiczna”, ale system musi nadążyć

Eksperci zgodnie zakładają, że kolejne lata przyniosą nowe cząsteczki modulujące układ odpornościowy – i być może leki celujące w nowe szlaki immunologiczne oraz współistniejące choroby atopowe. Jednocześnie już dziś widać, że nie wszyscy pacjenci osiągają pełną kontrolę choroby mimo biologii i „małych cząsteczek”, a bariery systemowe różnią się między krajami: od niedoboru specjalistów (Czechy), przez nierówny dostęp i ograniczenia organizacyjne (Polska), po refundację, formalne zgody i kortykofobię (Chorwacja).
Region szybko zmienia podejście do AZS, ale tempo tych zmian nie jest równe. Czechy pokazują, jak dużo daje sprawna organizacja i treat-to-target. Polska ma mocną bazę refundacyjną, lecz potrzebuje „doszczelnienia” ścieżki pacjenta i wzmocnienia dostępności ośrodków. Chorwacja – mimo ograniczeń – sygnalizuje kierunek aktualizacji wytycznych i potrzebę uporządkowania edukacji. Jeśli MDA ma stać się realnym standardem, a nie tylko hasłem, to następny krok musi dotyczyć nie tylko leków, ale też tego, jak szybko pacjent do nich dociera.

Źródło: PAP MediaRoom
Międzynarodowa Rada ds. Łuszczycy (International Psoriasis Council – IPC) opublikowała zaktualizowane wytyczne dotyczące klasyfikacji ciężkości łuszczycy. To ważne ze względu na bardziej precyzyjne oceny choroby i skuteczniejszy dobór terapii. Zmiany te mogą realnie wpłynąć na praktykę kliniczną dermatologów w Polsce i na codzienne doświadczenia pacjentów.
 
Dotychczas ocena nasilenia łuszczycy opierała się głównie na wskaźnikach PASI (Psoriasis Area and Severity Index), BSA (Body Surface Area) oraz DLQI (Dermatology Life Quality Index). Choć szeroko stosowane, nie zawsze w pełni odzwierciedlały wpływ choroby na życie pacjenta. Przykładowo, zmiany łuszczycowe zajmujące mniej niż 10% powierzchni ciała mogły być klasyfikowane jako łagodne, nawet jeśli obejmowały twarz, dłonie czy okolice intymne – a więc miejsca szczególnie uciążliwe.

Nowe podejście IPC

W nowych tabelach IPC podkreślono, że ciężkość łuszczycy nie zależy wyłącznie od powierzchni zajętej skóry, ale także od lokalizacji zmian i ich wpływu na funkcjonowanie pacjenta.

Najważniejsze elementy nowej klasyfikacji:
Co to zmienia dla pacjenta?

Zmiana definicji nasilenia łuszczycy otwiera drogę do szerszego dostępu do nowoczesnych terapii, w tym leków biologicznych, również dla pacjentów, którzy do tej pory nie spełniali kryteriów „ciężkiej łuszczycy”. To szczególnie ważne dla osób z zajęciem miejsc wrażliwych – dłoni, stóp, twarzy czy paznokci – gdzie nawet niewielkie zmiany prowadzą do wykluczenia społecznego, trudności zawodowych i obniżenia jakości życia.

Nowe kryteria IPC przesuwają punkt ciężkości z samej powierzchni skóry na faktyczny wpływ choroby na życie pacjenta. To bardziej sprawiedliwe podejście, które pozwoli dostosować terapię do indywidualnych potrzeb chorego – podkreślają eksperci dermatologii.

Znaczenie w praktyce klinicznej

Wdrożenie nowych tabel IPC może w przyszłości wpłynąć na kryteria refundacyjne i dostępność terapii w Polsce. Coraz częściej mówi się, że to właśnie jakość życia pacjenta powinna być głównym wskaźnikiem przy wyborze leczenia.

Nowa klasyfikacja nasilenia łuszczycy opracowana przez IPC to krok w stronę bardziej spersonalizowanej i empatycznej medycyny. Zamiast sztywno opierać się na liczbach, lekarze będą mogli uwzględniać realny wpływ choroby na pacjenta, co daje szansę na szybszy dostęp do skutecznych terapii i lepszą kontrolę choroby.
 
Źródło: International Psoriasis Council
Otyłość jest od dawna uznawana za jeden z czynników zwiększających ryzyko rozwoju łuszczycy – przewlekłej choroby skóry o nawracającym charakterze. Ale nowe badania opublikowane w Journal of Investigative Dermatology podkreślają, że nie tyle masa całego ciała, ile rozkład tłuszczu – szczególnie nagromadzenie tkanki tłuszczowej w okolicach brzucha – może mieć kluczowe znaczenie. Co więcej, efekt ten wydaje się silniejszy u kobiet.
Badania wykazały, że tkanka tłuszczowa w centralnej części ciała jest silniej powiązana z ryzykiem wystąpienia łuszczycy niż tkanka tłuszczowa w całej objętości ciała. Odkrycie to może pomóc we wczesnym przewidywaniu ryzyka i ukierunkowaniu spersonalizowanych strategii profilaktyki łuszczycy.

Badacze z King’s College London przeanalizowali dane z ponad 330 000 uczestników UK Biobank, w tym ponad 9 000 osób z rozpoznaną łuszczycą. Wzięli pod uwagę 25 różnych miar adipności – od prostych wskaźników, takich jak obwód talii i stosunek talii do bioder, po more zaawansowane pomiary obrazowe. Wynik: miary związane z tłuszczem centralnym – np. obwód talii, stosunek talii do bioder, objętość tłuszczu trzewnego – były silniej powiązane z ryzykiem łuszczycy niż całkowita tkanka tłuszczowa.

Szczególnie interesujący jest fakt, że ten związek utrzymywał się niezależnie od obciążenia genetycznego. Oznacza to, że nawet jeśli ktoś ma niskie ryzyko łuszczycy w oparciu o geny, wysoki poziom tłuszczu brzusznego może podnieść to ryzyko znacząco. Ponadto u kobiet efekt był mocniejszy – czynniki hormonalne, metaboliczne czy immunologiczne mogą odgrywać tu rolę.

Co to oznacza praktycznie?

Nowe dane dostarczają jasnego komunikatu: lokalizacja tkanki tłuszczowej ma znaczenie, a tłuszcz brzuszny to czynnik ryzyka łuszczycy niezależny od ogólnego poziomu tkanki tłuszczowej i obciążenia genetycznego. Szczególnie u kobiet występuje silniejszy związek między obwodem talii i tłuszczem centralnym a prawdopodobieństwem zachorowania na łuszczycę.
To odkrycie podkreśla konieczność zmiany podejścia zarówno w profilaktyce, jak i leczeniu: dermatolodzy, lekarze pierwszego kontaktu i pacjenci powinni brać pod uwagę nie tylko BMI, ale także wskaźniki centralnej otyłości. Zdrowy styl życia, działania zmierzające do utraty tłuszczu okołotrzewnego, dieta i aktywność fizyczna – to elementy, które mogą realnie wpłynąć na ograniczenie ryzyka oraz poprawę jakości życia chorych.

Źródło: King’s College London

Atopowe zapalenie skóry (AZS) to choroba, która często kojarzona jest jedynie z suchą skórą, swędzeniem i stosowaniem kosmetyków emolientowych. Tymczasem, jak wyjaśnia dr n. med. Piotr Sobolewski z Kliniki Dermatologii PIM MSWiA w Warszawie, skuteczne leczenie AZS wymaga podejścia wielotorowego — łączącego pielęgnację, terapię miejscową i ogólnoustrojową, a także modyfikację stylu życia.
Najważniejszym elementem leczenia AZS jest codzienna pielęgnacja skóry. Emolienty — kremy, maści nawilżające — powinny być stosowane regularnie, co najmniej dwa razy dziennie oraz zawsze po kąpieli. Odbudowa bariery skórnej zmniejsza suchość i swędzenie, a także redukuje liczbę zaostrzeń choroby. Unikanie czynników drażniących, takich jak gorące kąpiele, mydła z zapachem czy kosmetyki z barwnikami, to kolejne kluczowe zalecenia.

Przejście do terapii ogólnoustrojowej i innowacji

Gdy leczenie miejscowe staje się niewystarczające, AZS wymaga leczenia systemowego. W cięższych przypadkach stosuje się leki takie jak cyklosporyna A, metotreksat, azatiopryna czy mykofenolan mofetylu. Fototerapia (np. NB-UVB, UVA1) służy jako ważne uzupełnienie terapii.

Coraz większe znaczenie mają nowoczesne terapie biologiczne oraz inhibitory kinaz JAK. W Polsce w ramach programu lekowego B.124 dostępne są m.in. dupilumab (również dla dzieci od 6. miesiąca życia), tralokinumab, lebrikizumab, oraz inhibitory JAK: upadacytynib, abrocitinib i barycytynib. Terapie te przynoszą zauważalną poprawę już po kilku tygodniach stosowania — zwłaszcza w redukcji świądu, który dla wielu pacjentów jest najbardziej uciążliwym objawem.

Styl życia i czynniki psychospołeczne

Dr Sobolewski zwraca uwagę, że AZS to nie tylko problem skóry. Stres psychiczny, zaburzenia snu, dyskomfort społeczny — to rzeczywistości osób z AZS, które często pozostają pomijane. Stres może prowokować zaostrzenia, osłabiać barierę skórną i pogarszać stan zapalny. W terapii kompleksowej istotna jest więc edukacja pacjentów, wsparcie psychologiczne, techniki redukcji stresu oraz modyfikacje związane z odżywianiem i codzienną higieną.

„Kremy nie wystarczą” — to przesłanie, które dr Piotr Sobolewski jasno formułuje. Atopowe zapalenie skóry wymaga kompleksowego, wieloaspektowego podejścia: codziennej pielęgnacji, terapii miejscowej i ogólnoustrojowej, oraz uwzględnienia stylu życia pacjenta. Nowoczesne leki biologiczne i inhibitory JAK dają realną nadzieję dla osób z cięższym AZS, szczególnie na szybkie złagodzenie świądu i ograniczenie zaostrzeń. Edukacja, wsparcie psychiczne i eliminowanie czynników drażniących to elementy, bez których leczenie nie będzie w pełni skuteczne.

Pacjenci i lekarze powinni wiedzieć, że istnieje szeroki wachlarz opcji terapeutycznych – i że najlepsze efekty osiąga się, gdy te opcje są łączone.

Źródło: PIM MSWiA

Jeszcze kilkanaście lat temu leczenie łuszczycy ograniczało się głównie do maści i fototerapii. Dziś mówimy już o prawdziwej rewolucji – od klasycznych leków miejscowych, przez nowoczesne terapie biologiczne, aż po najnowsze doustne inhibitory TYK2. Europejska Agencja Leków (EMA) co roku dopuszcza kolejne preparaty, a celem leczenia – zgodnie z międzynarodowymi wytycznymi – jest osiągnięcie skóry niemal wolnej od zmian.
 
Łuszczyca nie jest już chorobą, z którą trzeba się pogodzić – dziś medycyna daje realną szansę na niemal całkowicie czystą skórę. Od maści i fototerapii, przez klasyczne leki doustne, aż po nowoczesne terapie biologiczne i najnowsze inhibitory TYK2 – wachlarz opcji terapeutycznych stale się poszerza. Decyzje Europejskiej Agencji Leków (EMA) i międzynarodowe wytyczne wyznaczają nowy cel: skuteczna kontrola choroby i lepsza jakość życia pacjentów.

Topiki – pierwszy krok w terapii

Podstawą leczenia łuszczycy o łagodnym nasileniu są leki miejscowe. To m.in. glikokortykosteroidy w kremach czy maściach oraz pochodne witaminy D3. Mają działanie przeciwzapalne i hamują nadmierne namnażanie komórek skóry. Coraz częściej stosuje się też terapie skojarzone, np. preparaty łączące steroid i kalcypotriol, co poprawia skuteczność i ogranicza działania niepożądane.

Fototerapia – światło jako lek

U pacjentów, u których topiki nie wystarczają, z pomocą przychodzi fototerapia. Najczęściej stosuje się promieniowanie wąskopasmowe UVB (NB-UVB). Badania potwierdzają, że nowoczesne domowe urządzenia są równie skuteczne jak leczenie w gabinecie – przy zachowaniu odpowiedniego nadzoru lekarskiego. To ważna alternatywa dla osób, które mają utrudniony dostęp do specjalistycznych ośrodków.

Leki doustne – klasyczne i nowoczesne

Kolejnym etapem są leki systemowe doustne.

Terapie biologiczne – precyzyjne uderzenie w zapalenie

Przełom w leczeniu łuszczycy przyniosły leki biologiczne, czyli przeciwciała monoklonalne działające wybiórczo na określone mediatory stanu zapalnego.

Dzięki tym lekom pacjenci coraz częściej osiągają PASI 90–100, czyli niemal całkowitą czystość skóry – coś, co jeszcze dekadę temu było nieosiągalne.

TYK2 – nowa era leków doustnych

Najświeższą nowością, zatwierdzoną przez European Medicines Agency (EMA) w marcu 2023 r., jest deukrawacytynib – pierwszy przedstawiciel inhibitorów TYK2 (Tyrosine Kinase 2). To lek doustny, który łączy zalety tabletek z mechanizmem działania zbliżonym do biologów.

TYK2 jest enzymem biorącym udział w przekazywaniu sygnałów zapalnych zależnych od IL-12, IL-23 i interferonów. Hamując go, deukrawacytynib skutecznie ogranicza proces zapalny w łuszczycy.

Dla kogo?

Badania kliniczne pokazały, że deukrawacytynib daje znacznie lepsze efekty niż apremilast, a profil bezpieczeństwa jest korzystny. To sprawia, że inhibitor TYK2 może stać się ważnym ogniwem pomiędzy klasycznymi lekami doustnymi a terapiami biologicznymi.

Cel leczenia 2025: Treat-to-Target

Wytyczne europejskie i międzynarodowe jasno wskazują: celem leczenia jest uzyskanie skóry czystej lub prawie czystej (≤1% powierzchni ciała zajętej zmianami) w ciągu pierwszych 3 miesięcy. Jeśli ten efekt nie jest osiągnięty, należy zmienić terapię. To podejście, określane jako Treat-to-Target, daje pacjentowi realną szansę na życie bez wstydu i bólu.

Leczenie łuszczycy w 2025 roku to paleta możliwości – od prostych maści, przez światło UVB, po nowoczesne biologiczne przeciwciała i innowacyjne inhibitory TYK2. Decyzje EMA sprawiają, że wachlarz opcji w Europie stale się poszerza. Dziś pacjent i lekarz mogą wspólnie wybrać terapię szytą na miarę – a perspektywa życia z czystą skórą staje się realna jak nigdy dotąd.

 
Sierpień to Międzynarodowy Miesiąc Świadomości Łuszczycy – choroby, która mimo że dotyka ponad milion osób w Polsce, wciąż pozostaje społecznie niedostatecznie zrozumiana. Kampania „Daj się odkryć”, organizowana przez Dominikę Jeżewską i Annę Tajkiewicz, kolejny raz oddaje głos osobom żyjącym z łuszczycą. Ich celem jest jedno: sprawić, by skóra przestała być źródłem wstydu, a stała się częścią rozmowy o empatii, akceptacji i odwadze. W tym roku projekt wybrzmiewa jeszcze mocniej – nie tylko w sieci i mediach, ale również na ulicach polskich miast, w mobilnych punktach diagnostycznych i przestrzeniach wystawienniczych.
Kampania, organizowana z inicjatywy dwóch kobiet chorujących na łuszczycę – Dominiki Jeżewskiej, edukatorki i twórczyni internetowej znanej jako Pani Łuska, oraz Anny Tajkiewicz, fotografki i psycholożki – stawia na autentyczność, odwagę i siłę społecznej empatii. Hasło przewodnie: „Dlaczego nim się zachwycasz, a boisz się, że ja cię zarażę?” zadaje trudne, ale konieczne pytanie, uderzając w rdzeń społecznych uprzedzeń.

Łuszczyca dotyka ponad 1 miliona Polaków. Wciąż jest jednak niedostatecznie zrozumiana i silnie stygmatyzowana. Chorzy bywają wykluczani, zawstydzani, pomijani. Kampania przypomina, że ich codzienność to nie tylko zmaganie się z objawami, ale też z oceną otoczenia.

Zachwyt dla jednych, dystans wobec drugich – a przecież wygląd to tylko warstwa

W tym roku kampania przybiera wyjątkowo wyrazistą formę. Bohaterowie zdjęć, osoby z łuszczycą, pozują w towarzystwie psów rasy dog niemiecki, których umaszczenie przypomina charakterystyczne zmiany skórne. Ten kontrastowy obraz – piękno „łaciatego” psa kontra lęk przed „łaciatym” człowiekiem – oddaje siłę wizualnego storytellingu.

 Wciąż zdarza się, że ktoś odsuwa się w autobusie, nie podaje ręki, unika kontaktu. A przecież łuszczyca nie zaraża. Tym projektem chcemy znormalizować jej widoczność i odebrać jej stygmat – mówi Dominika Jeżewska.

„Daj się odkryć” to nie tylko manifest społeczny – to zaproszenie do bycia widocznym. Do zabrania głosu w imieniu tysięcy ludzi, którzy każdego dnia chowają swoją skórę, marzenia i plany pod warstwą ubrań i niepewności.

 Wiele osób z łuszczycą rezygnuje z życia, odkłada swoje potrzeby na ‘kiedyś’. Ale ‘kiedyś’ często nie nadchodzi. Dlatego pokazujemy, że akceptacja siebie – także w zaostrzeniu choroby – to akt odwagi i miłości – dodaje Anna Tajkiewicz.

W czasie trwania kampanii na profilach organizatorek oraz partnerów pojawiają się zdjęcia, relacje i historie osób z łuszczycą. Głos oddany bohaterom kampanii wybrzmiewa w mediach społecznościowych, internecie i prasie. Przestrzeń cyfrowa i miejska zamienia się w miejsce edukacji, empatii i rozmowy o widzialności.

Kampania, która wychodzi do ludzi 

Tegoroczna edycja kampanii „Daj się odkryć” to nie tylko poruszające historie i mocny przekaz wizualny, ale też konkretne działania, które dosłownie oraz symbolicznie przybliżają temat łuszczycy do ludzi. Już 8 sierpnia w warszawskiej przestrzeni City Hall odbędzie się wydarzenie towarzyszące kampanii – centralnym punktem będzie wystawa fotograficzna prezentująca bohaterów projektu: osoby z łuszczycą, ich codzienność, emocje i drogę do samoakceptacji. W programie także rozmowy z uczestnikami, specjalistami, psychologami, dermatologami i aktywistami, którzy poruszą społeczne aspekty życia z widzialną chorobą skóry.

W tym roku kampania rozwija się również w kierunku mobilnych działań. Wspólnie z Fundacją Amicus „Daj się odkryć” wspiera projekt Dermabus – nowoczesne, mobilne centrum diagnostyczno-edukacyjne, które latem odwiedza miasta w całej Polsce umożliwiając mieszkańcom bezpłatne badania skóry pod kątem łuszczycy, AZS oraz innych przewlekłych schorzeń dermatologicznych. Pacjenci z potwierdzoną diagnozą otrzymają fachowe informacje i zostaną skierowani do specjalistycznych ośrodków dermatologicznych. Dermabus regularnie przemierza kraj, docierając także do mniejszych miejscowości, zwiększając dostępność do specjalistycznej pomocy. Trasa i lokalizacje dostępne są na stronie Fundacji Amicus: amicusfundacja.org/dermabus.

Ruch, który rośnie z roku na rok

To już kolejna odsłona kampanii, która z roku na rok dociera do tysięcy osób, budzi poruszenie w mediach i inspiruje kolejne osoby do pokazania swojej skóry. Autentyczne historie i mocne zdjęcia poruszają bardziej niż niejedna kampania komercyjna.

Kampania rozwija się w mediach społecznościowych pod hasztagiem #DajSięOdkryć i stale poszerza grono swoich bohaterów, partnerów i wspierających twórców. W kampanię zaangażowali się partnerzy, dla których zdrowie i edukacja to coś więcej niż PR-owe slogany. Wspierają ją m.in.: Genactiv, Cutis, LNE, Hello Zdrowie, ALAB Laboratoria, Eveline Cosmetics, Dexeryl, Fundacja Amicus, Manufaktura Zdrowia i Urody oraz Farmapol.

Kampania „Daj się odkryć” to coś więcej niż coroczna inicjatywa edukacyjna – to ruch społeczny, który skutecznie przełamuje stereotypy, daje przestrzeń dla niedoreprezentowanych głosów i dosłownie wychodzi do ludzi. Pokazuje, że łuszczyca to nie wyrok, a widoczna skóra nie wymaga ukrywania. Dzięki zaangażowaniu organizatorek, partnerów i bohaterów kampanii temat łuszczycy trafia tam, gdzie powinien – do społecznej świadomości, gabinetów lekarskich i codziennych rozmów. A to właśnie widoczność jest pierwszym krokiem do zmiany.

Źródło:Komunikat Prasowy