Medicalpress

Jedna wizyta dziecka w gabinecie stomatologicznym mogła kosztować Narodowy Fundusz Zdrowia ponad 600 zł. W rozliczeniu pojawiały się jednocześnie usunięcie kamienia nazębnego, instruktaż higieny, badanie stomatologiczne i lakierowanie zębów. Problem w tym, że u małych dzieci twardy kamień nazębny występuje bardzo rzadko, a cały pakiet finansowany ze środków publicznych mógł kosztować więcej niż podobna usługa wykonywana prywatnie. NFZ postanowił uporządkować system. Od 1 września 2026 r. obowiązuje nowy pakiet profesjonalnej higienizacji dla dzieci i nowa wycena świadczeń.

Sprawa zwróciła uwagę Funduszu nie tylko ze względu na pojedyncze wysokie rozliczenia. NFZ odnotował wzrost liczby raportowanych świadczeń, a według danych Funduszu tylko w 2025 r. na tę pozycję przeznaczono ponad 500 mln zł.

Mechanizm był stosunkowo prosty. Gabinety mogły raportować podczas jednej wizyty kilka odrębnie wycenianych procedur, w tym usunięcie złogów nazębnych, badanie lekarskie, instruktaż higieny oraz lakierowanie zębów. Dodatkowo świadczenia udzielane dzieciom były objęte bonusem finansowym zwiększającym ich wycenę o 50 proc. W efekcie suma należności za jedną wizytę mogła przekraczać 600 zł.

Szczególne wątpliwości wzbudziło raportowanie usuwania kamienia nazębnego u dzieci. Jak wskazuje NFZ, twardy kamień nazębny u małych pacjentów pojawia się niezwykle rzadko, zwłaszcza na wczesnych etapach rozwoju. Nie oznacza to oczywiście, że dzieci nie wymagają profesjonalnej higienizacji. Problem dotyczył raczej konstrukcji i sposobu rozliczania świadczeń, które nie zawsze odpowiadały rzeczywistemu charakterowi zabiegów wykonywanych u najmłodszych pacjentów.

Skala wydatków skłoniła NFZ do zwrócenia się do Ministerstwa Zdrowia o doprecyzowanie zasad realizacji i finansowania profilaktycznych świadczeń stomatologicznych dla dzieci. Ministerstwo zleciło Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji przygotowanie nowej wyceny. W pracach uczestniczyła również prof. Dorota Olczak-Kowalczyk, konsultant krajowa w dziedzinie stomatologii dziecięcej.

Efektem jest nowy pakiet profesjonalnej higienizacji przeznaczony dla dzieci. Obejmuje usuwanie złogów miękkich, czyli m.in. osadu nazębnego i resztek pokarmowych, wraz z instruktażem prawidłowej higieny jamy ustnej. Pakiet może zostać uzupełniony o lakierowanie zębów.

Zmiana jest istotna także z punktu widzenia jakości świadczenia. AOTMiT określiła minimalny czas, jaki powinien zostać przeznaczony na jego realizację. Wizyta obejmująca instruktaż higieny ma trwać co najmniej 30 minut, natomiast pakiet bez instruktażu co najmniej 20 minut. Wprowadzenie minimalnego czasu ma ograniczyć sytuacje, w których kilka procedur jest formalnie rozliczanych podczas jednej wizyty, ale czas przeznaczony na pacjenta budzi wątpliwości co do możliwości ich pełnego wykonania.

Jednocześnie nowe stawki zastępują dotychczasowy mechanizm podwyższania o 50 proc. wyceny świadczeń wykonywanych u dzieci. To ważny element zmian, ponieważ pokazuje, że Fundusz nie rezygnuje z dodatkowego finansowania profilaktyki stomatologicznej najmłodszych, lecz próbuje powiązać pieniądze z konkretnie zdefiniowanym zakresem i czasem świadczenia.

Nowe rozwiązanie stawia jednak szersze pytanie o sposób finansowania publicznej stomatologii. Wysoka wartość rozliczenia nie musi sama w sobie oznaczać nieprawidłowości, podobnie jak cena świadczenia komercyjnego nie jest automatycznie właściwym punktem odniesienia dla taryfy NFZ. Publiczny płatnik finansuje świadczenia według określonych produktów rozliczeniowych, a nie cenników prywatnych gabinetów. Jeżeli jednak sposób łączenia kilku procedur powoduje, że ich łączna wartość znacząco przewyższa koszt porównywalnej usługi na rynku, a jednocześnie gwałtownie rośnie liczba takich rozliczeń, jest to sygnał, że konstrukcja finansowania wymaga ponownej oceny.

W tym przypadku skala była wystarczająca, by uruchomić proces taryfikacji. Projekty nowych zasad były konsultowane społecznie na początku maja i ponownie pod koniec lipca 2026 r., a po analizie uwag prezes NFZ wydał zarządzenie nr 95/2026/DSOZ. Nowe zasady obowiązują od 1 września. Nie jest to więc zapowiedź ani projekt, lecz rozwiązanie już wdrożone do systemu.

Zmiany nie kończą jednak porządkowania wycen w stomatologii. NFZ informuje, że AOTMiT planuje również przegląd taryf dotyczących stomatologii zachowawczej, w tym wypełnień. Może to być znacznie szersza dyskusja, ponieważ problemy publicznej stomatologii nie sprowadzają się wyłącznie do ryzyka nadmiernego finansowania niektórych kombinacji świadczeń. Od lat równie istotnym pytaniem pozostaje to, czy wycena innych procedur jest wystarczająca, aby gabinetom opłacało się wykonywać je w ramach kontraktu z NFZ.

Historia pakietu higienizacyjnego pokazuje więc dwie strony tego samego problemu. System musi chronić publiczne pieniądze przed sytuacjami, w których konstrukcja rozliczeń pozwala uzyskać nieproporcjonalnie wysoką zapłatę za pojedynczą wizytę. Jednocześnie taryfy muszą być na tyle realistyczne, by pacjent rzeczywiście miał gdzie skorzystać z gwarantowanego świadczenia. W stomatologii dziecięcej szczególne znaczenie ma jeszcze trzeci element: profilaktyka powinna być nie tylko właściwie wyceniona, ale przede wszystkim rzeczywiście wykonywana.

Źródło: NFZ

Zbyt wysokie koszty leczenia lub poszczególnych wizyt są obecnie najczęściej wskazywanym czynnikiem zniechęcającym Polaków do korzystania z usług stomatologicznych. Wymienia je 41,9% badanych. Na drugim miejscu w zestawieniu znajduje się ogólny strach przed tzw. „białym fartuchem” lub lekarzem – 36,7%. Obawa przed bólem dotyczy 27,2% respondentów, a długie oczekiwanie na specjalistę – 25,6%. Pierwszą piątkę powodów zamykają negatywne doświadczenia z wcześniejszych wizyt lub leczenia, wskazane przez 19,4% rodaków. Wyniki pokazują, że Polaków najpierw odstraszają koszty, następnie – strach, a później ból i problemy z dostępnością leczenia.

Najnowszy raport autorstwa UCE RESEARCH i Implant Medical pt. „Bariery w leczeniu stomatologicznym Polaków. Edycja 2026” pokazuje, co obecnie najbardziej demotywuje, odstrasza, zniechęca lub irytuje pacjentów w kwestii korzystania z usług stomatologicznych. Raport powstał na kanwie specjalnego badania opinii publicznej, które zostało przeprowadzone metodą CAWI na próbie 1017 osób w wieku od 18 do 80 lat. Respondenci mogli jednocześnie wskazać kilka odpowiedzi.

Na pierwszym miejscu w rankingu znalazły się zbyt wysokie koszty leczenia lub poszczególnych wizyt – 41,9%. Jest to jedyna odpowiedź przekraczająca poziom 40%. Kwestie finansowe wyprzedzają o 5,2 pkt proc. ogólny strach przed lekarzem, o 14,7 pkt proc. – obawę przed bólem, a o 16,3 pkt proc. – długie oczekiwanie na specjalistę.

– Dla znacznej części Polaków problem zaczyna się jeszcze przed wejściem do gabinetu. Pierwszą obawą może być wysokość wydatku, zwłaszcza gdy pacjent nie wie, jaki będzie ostateczny zakres leczenia, ile wizyt okaże się koniecznych i czy po wykonaniu dokładnej diagnostyki nie pojawią się dodatkowe koszty. W stomatologii poczucie finansowej niepewności może być równie istotne jak sama cena. Dlatego ważne jest, aby pacjent od początku otrzymał możliwie przejrzysty plan leczenia wraz z informacją o jego kolejnych etapach, dostępnych wariantach oraz przewidywanych wydatkach – mówi dr n. med. Piotr Przybylski, współautor raportu z Implant Medical.

Badanie jednak nie odpowiada bezpośrednio na pytanie, ilu Polaków rezygnuje z leczenia z powodów finansowych. Natomiast tak wysoki wynik może mimo wszystko wskazywać na ryzyko odwlekania decyzji o rozpoczęciu terapii, ograniczania jej zakresu albo zgłaszania się do dentysty dopiero wtedy, gdy pojawiają się poważniejsze dolegliwości.

– Odkładanie wizyty z powodu obawy przed wydatkiem może uruchomić niekorzystny mechanizm. Problem stomatologiczny zwykle nie znika sam, a z czasem może wymagać bardziej rozbudowanego, dłuższego i droższego leczenia. Pacjent, który początkowo chce uniknąć kosztu, może więc później stanąć przed jeszcze większym obciążeniem. Z tego punktu widzenia istotne są zarówno regularne kontrole, jak i przedstawianie kosztów w sposób zrozumiały i możliwie przewidywalny – dodaje ekspert.

Raport pokazuje też, że na drugim miejscu znalazł się ogólny strach przed tzw. „białym fartuchem” lub lekarzem, wskazany przez 36,7% respondentów. Wynik ten jest tylko o 5,2 pkt proc. niższy od odsetka dotyczącego kosztów. Jednocześnie ogólny strach przed lekarzem występuje wyraźnie częściej niż konkretna obawa przed bólem. Różnica między tymi odpowiedziami wynosi 9,5 pkt proc.

– To pokazuje, że lęku przed stomatologią nie można sprowadzać wyłącznie do perspektywy bolesnego zabiegu. Strach może dotyczyć także diagnozy, utraty kontroli, niepewności co do przebiegu wizyty, oceny stanu uzębienia czy informacji o konieczności przeprowadzenia kosztownego leczenia. Dla części osób napięcie pojawia się jeszcze przed rozpoczęciem badania i jest związane z całą sytuacją medyczną, a nie z jednym konkretnym elementem – wyjaśnia dr n. med. Piotr Przybylski.

Zdaniem współautora raportu, ograniczanie takiego lęku wymaga nie tylko zapewnienia odpowiednich metod znieczulenia, ale również właściwej komunikacji z pacjentem. Znaczenie może mieć sposób przyjęcia go w gabinecie, przedstawienie planowanych czynności oraz upewnienie się, że poprawnie rozumie kolejne etapy leczenia.

– Pacjent powinien mieć poczucie, że jest wysłuchany, wie, co będzie wykonywane, jak również zachowuje pewien wpływ na przebieg wizyty. Nawet nowoczesne wyposażenie gabinetu nie zlikwiduje lęku, jeżeli lekarz nie wyjaśnia swoich działań lub nie reaguje na ewidentne sygnały bólu lub stresu. Spokojna komunikacja, uprzedzanie o kolejnych czynnościach i ustalenie sposobu sygnalizowania potrzeby przerwy mogą istotnie zwiększać poczucie bezpieczeństwa – zaznacza ekspert z Implant Medical.

Trzecie miejsce zajmuje obawa przed bólem związanym stricte z leczeniem, którą wskazało 27,2% respondentów. Pomimo rozwoju metod znieczulenia i coraz większego nacisku na komfort pacjenta perspektywa bolesnego zabiegu nadal zniechęca ponad jedną czwartą dorosłych Polaków.

– W świadomości części pacjentów wciąż funkcjonuje obraz leczenia stomatologicznego jako doświadczenia bolesnego i trudnego. Takie nastawienie może wynikać z wcześniejszych wizyt, opowieści innych osób albo doświadczeń pochodzących z okresu, gdy dostępne metody leczenia bólu były mniej rozwinięte. Samo poinformowanie o możliwości zastosowania znieczulenia nie zawsze wystarcza. Pacjent potrzebuje także pewności, że jego dyskomfort zostanie zauważony, a lekarz odpowiednio zareaguje – stwierdza dr n. med. Piotr Przybylski.

Tuż za obawą przed bólem znalazło się długie oczekiwanie na specjalistę. Taką odpowiedź zaznaczyło 25,6% badanych, czyli tylko o 1,6 pkt proc. mniej niż w przypadku bólu. Wynik pokazuje, że problemy organizacyjne i dostępność terminów mogą zniechęcać niemal tak często jak perspektywa nieprzyjemnego zabiegu, choć z pewnością w dużej części dotyczy to pacjentów leczących się państwowo, czyli na NFZ.

– To jeden z mocniejszych wniosków płynących z raportu. Nawet pacjent gotowy do rozpoczęcia leczenia może stracić motywację, jeżeli znalezienie odpowiedniego specjalisty wymaga długiego oczekiwania, wielokrotnego kontaktowania się z placówkami lub znacznego dostosowania życia zawodowego i rodzinnego do dostępnych terminów. Problem może dotyczyć zwłaszcza bardziej wyspecjalizowanych świadczeń, w przypadku których liczba dostępnych lekarzy i placówek jest ograniczona – zwraca uwagę ekspert.

Koszty, strach, ból i kolejki mogą jednocześnie występować u tych samych osób i wzajemnie wzmacniać ich niechęć. Respondent mógł bowiem zaznaczyć kilka czynników. Jak podkreślą autorzy raportu, w tym przypadku nie można zatem dodawać ich wyników, ale można wskazać pewien mechanizm, w którym odwlekanie wizyty zwiększa ryzyko pogłębienia problemu zdrowotnego.

– Jeżeli pacjent długo czeka albo sam odkłada wizytę, problem może się rozwinąć. Wówczas leczenie bywa bardziej złożone, może budzić większy lęk i generować wyższe koszty. Z kolei strach przed wydatkiem lub bólem może prowadzić do dalszego zwlekania. Dlatego barier finansowych, emocjonalnych i organizacyjnych nie powinno się rozpatrywać w całkowitym oderwaniu od siebie – dodaje współautor raportu.

Pierwszą piątkę zamykają negatywne doświadczenia z poprzednich wizyt lub leczenia, wskazane przez 19,4% respondentów. Oznacza to, że niemal co piąty dorosły Polak wymienia wcześniejsze przeżycia jako jeden z czynników wpływających na obecne podejście do stomatologii.

– Negatywne doświadczenie może stać się źródłem utrwalonej niechęci do kolejnych wizyt. Nie musi ono dotyczyć wyłącznie bólu czy samego efektu leczenia. Pacjent może źle zapamiętać brak empatii, niezrozumiały sposób komunikacji, poczucie pośpiechu, brak wpływu na przebieg zabiegu albo zaskoczenie wysokością rachunku. Takie wspomnienia mogą później zwiększać ogólny strach przed lekarzem i wzmacniać oczekiwanie, że kolejna wizyta również będzie nieprzyjemna – zauważa dr n. med. Piotr Przybylski.

Zdaniem eksperta z Implant Medical, odbudowanie poczucia bezpieczeństwa wymaga czasu oraz konsekwentnego podejścia ze strony lekarza i personelu. Pacjent mający negatywne doświadczenia może potrzebować dokładniejszego wyjaśnienia planu leczenia, większej liczby informacji oraz wyraźnego zapewnienia, że zgłaszany przez niego stres na pewno będzie brany pod uwagę.

– Każda wizyta ma znaczenie nie tylko dla aktualnego leczenia, ale także dla przyszłej gotowości pacjenta do korzystania ze stomatologii. Jedno dobrze przeprowadzone spotkanie nie zawsze od razu usuwa wcześniejszy lęk, ale z pewnością może rozpocząć proces odbudowywania zaufania. Pomagają w tym przewidywalność, spokojna komunikacja, przejrzyste zasady finansowe oraz przede wszystkim reagowanie na sygnały dyskomfortu – podkreśla ekspert.

W dalszej części rankingu znalazły się kwestie związane z atmosferą gabinetu. Specyficzny zapach wskazało 10,3% respondentów. Natomiast odgłos urządzeń, np. pracującego wiertła, oraz wygląd specjalistycznych narzędzi uzyskały po 9,2% wskazań.

– Zapach, dźwięk wiertła czy widok narzędzi mogą uruchamiać skojarzenia z poprzednimi wizytami i zwiększać napięcie jeszcze przed rozpoczęciem zabiegu. Nie są to główne problemy w skali całego rankingu, ale dla części pacjentów mogą być wyraźnymi bodźcami nasilającymi lęk. W takich przypadkach duże znaczenie ma spokojne przygotowanie pacjenta do wizyty i wyjaśnienie, do czego będą służyły poszczególne urządzenia – dodaje współautor raportu.

Z raportu również wynika, że najrzadziej wskazywanymi konkretnymi czynnikami były silne oświetlenie gabinetu – 3,2%, niekompetencja lub brak zaufania do lekarzy – 5,3%, a także niekompetencja lub brak zaufania do personelu – 7,2%. Ponadto 7,1% badanych zaznaczyło inną, niewymienioną kwestię, a 10,4% odpowiedziało „nie wiem” lub „ciężko powiedzieć”. Jedynie 1,2% respondentów zadeklarowało, że nie ma niczego, co demotywowałoby, odstraszało, zniechęcało lub irytowało ich w związku z korzystaniem z usług stomatologicznych.

– Niskie pozycje odpowiedzi dotyczących niekompetencji lub braku zaufania wcale nie oznaczają automatycznie, że wszyscy pozostali badani wysoko oceniają pracę lekarzy i personelu. Pokazują natomiast, że na tle kosztów, strachu, bólu i kolejek kwestie te są zdecydowanie rzadziej wymieniane jako czynniki zniechęcające. Cały ranking wskazuje, że poprawa doświadczeń pacjentów wymaga działań na kilku poziomach. Większej przewidywalności kosztów, lepszej dostępności terminów, skutecznego ograniczania bólu oraz komunikacji dającej poczucie bezpieczeństwa – podsumowuje dr n. med. Piotr Przybylski.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Raport pt. „Bariery w leczeniu stomatologicznym Polaków. Edycja 2026” powstał na podstawie specjalnego badania opinii publicznej, przeprowadzonego metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH we współpracy merytorycznej z kliniką Implant Medical z Gniezna. Badanie zrealizowano na próbie 1017 Polaków w wieku od 18 do 80 lat. Respondenci mogli wskazać kilka odpowiedzi, dlatego wyżej przedstawione wyniki nie sumują się do 100%.

źródło: inf. prasowa.

W ubiegłym roku ceny usług stomatologicznych zwiększyły się średnio o blisko 9% rdr. Patrząc tylko na dane za grudzień 2024 roku, wzrost wyniósł niespełna 8% rdr. Jak wynika z analiz GUS, ceny tych usług w Polsce rosną znacznie szybciej niż średnia w Unii Europejskiej. Dla części ekspertów jest to szokująca informacja. Jednocześnie przeciętne gospodarstwo domowe niewiele wydaje w opisywanym obszarze. Z kolei dla porównania w 2024 roku inflacja w sektorze zdrowia wyniosła ponad 4% w ujęciu rocznym. Na rynku pojawiają się też prognozy, że w 2025 roku ceny usług stomatologicznych wzrosną o około 10% rdr.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), ceny usług stomatologicznych w 2024 roku urosły średnio o 8,9% w porównaniu z 2023 rokiem. Natomiast w grudniu ub.r. wzrost ten wyniósł 7,7% w stosunku do grudnia 2023 roku. Jak stwierdza dr n. med. Piotr Przybylski z kliniki Implant Medical w Gnieźnie, stomatolodzy od dłuższego czasu mierzą się z coraz wyższymi cenami komponentów, np. materiałów specjalistycznych i usług utylizacyjnych. Ponadto opłaty za energię i gaz mocno wpływają na finalny koszt oferowanych usług. Ekspert wskazuje przy tym, że w zeszłym roku ogólny wzrost ww. komponentów był w granicach 20-30% rdr.

– Z naszych obserwacji wynika, że wpływ na ceny usług stomatologicznych w ostatnich latach miała pandemia. Gabinety musiały spełnić wymogi sanitarne przewidziane w tamtym okresie. Ponadto, znaczenie ma też dostępność usług stomatologicznych w ramach NFZ. Jednocześnie trzeba zaznaczyć, że ceny ww. usług w Polsce rosną znacznie szybciej niż średnia w Unii Europejskiej. W porównaniu z rokiem bazowym – 2015 – ceny usług stomatologicznych w Polsce wzrosły o 100%, podczas gdy w UE – o niecałe 25% – komentuje Ewa Adach-Stankiewicz, dyrektor Departamentu Handlu i Usług w GUS.

Dla dr. n. med. Piotra Przybylskiego szokujące jest to, że w Polsce ceny usług stomatologicznych rosną znacznie szybciej niż średnia w UE. Poziom inflacji, nawet w czasach jej najmocniejszego wzrostu, był mniej więcej na podobnym poziomie w całej Unii, a czasem większy u nas. W opinii eksperta, każdy tego typu wzrost powoduje reakcję u pacjenta. Przeważnie następuje ograniczenie leczenia lub czasowa rezygnacja z niego, co z punktu medycznego jest dość niebezpiecznym zjawiskiem. Dr Przybylski dodaje również, że lekarze powinni zajmować się wyłącznie leczeniem. Jednak coraz częściej muszą doradzać pacjentom alternatywne rozwiązania. A decydują o tym właśnie koszty usług.

– Według naszych danych, przeciętne gospodarstwo domowe wydaje niewiele na usługi stomatologiczne, bo ok. 0,5%. Natomiast udział wydatków ogólnie na zdrowie to ponad 5%, a dla zobrazowania sytuacji – na żywność – przeszło 25%. Z naszych analiz również wynika, że ceny usług stomatologicznych są bardzo zróżnicowane w porównaniu z innymi grupami żywnościowymi, towarowymi czy usługowymi, gdzie nie ma aż takiej rozpiętości cen – dodaje dyrektor Departamentu Handlu i Usług w GUS.

Jak stwierdza ekspert z Implant Medical, wyniki są mocno niepokojące i decydują o tym głównie dwa czynniki. Po pierwsze, Polakom wciąż brakuje edukacji na odpowiednim poziomie. W efekcie nie widzą oni większej potrzeby na przeznaczanie wyższych nakładów na tego typu usługi. Finalnie takie podejście jest oczywiście ze szkodą dla nich samych. Po drugie, wciąż jako społeczeństwo zbyt mało zarabiamy, aby leczyć się tylko odpłatnie. Państwo już dawno zepchnęło usługi stomatologiczne do sektora prywatnego. Zdaniem eksperta, to niestety duży problem dla pacjentów. Często nie do przeskoczenia od strony finansowej.

– W 2024 roku inflacja w sektorze zdrowia wyniosła 4,2% w ujęciu rocznym. W zakresie usług związanych ze zdrowiem, bardziej niż usługi stomatologiczne podrożały usługi szpitalne i sanatoryjne oraz lekarskie – powyżej 9%. Natomiast mniejsze wzrosty dotyczą wyrobów farmaceutycznych – 1,8%, a także urządzeń i sprzętu terapeutycznego – 2,7%. Z kolei w grudniu 2024 roku inflacja w sektorze zdrowia wyniosła 5,5% w porównaniu z grudniem 2023 roku – informuje dyrektor Adach-Stankiewicz.

W przestrzeni publicznej pojawiają się opinie, że te wyniki to efekt wieloletnich zaniedbań w ochronie i służbie zdrowia. Pandemia i wysoka inflacja tylko podgrzały ten stan. Nie brakuje też prognoz, że w kolejnych latach różnica między cenami usług stomatologicznych a inflacją w sektorze zdrowia będzie jeszcze bardziej się powiększać.

 – Już jest drogo i niezwykle ciężko pacjentom. Społeczeństwo powinno głośniej o tym mówić i dopominać się konkretnych działań, bo inaczej będzie coraz gorzej. W końcu dojdziemy do takiego stanu, że naprawdę mało kogo będzie faktycznie stać na dentystę. A przecież obecne ceny i tak są jeszcze wciąż mocno niedoszacowane. Istnieją czynniki i składniki rzutujące na całość usługi, które poszły w górę nawet o 20-30% rdr. Ceny w gabinetach tak mocno nie wzrosły, bo stomatolodzy naprawdę bardzo ostrożnie je podnoszą, oczywiście kosztem swojej marży. Gdyby robili to w ślad za faktycznymi podwyżkami, mielibyśmy wzrosty o co najmniej 15% rdr. – stwierdza ekspert z kliniki Implant Medical w Gnieźnie.

Rodzi się pytanie o ceny usług stomatologicznych w 2025 roku. Część znawców tematu przypuszcza, że one mogą szczególnie wzrosnąć w dużych i średnich miastach. Tam bowiem koszty utrzymania najszybciej idą w górę. Prognozowany jest też wzrost cen elementów dbania o higienę, np. past do zębów, płynów do płukania jamy ustnej itp.

– Jeżeli tak dalej pójdzie, to w 2025 roku wzrost cen usług stomatologicznych może być dwucyfrowy, tj. ok. 10% rdr. To oczywiście może doprowadzić do sytuacji, kiedy pacjenci będą odwoływać wizyty, bo zwyczajnie ich nie będzie na to stać. A efekt tego będzie taki, że ich sytuacja zdrowotna poważnie skomplikuje się i ten stan będzie trwał kolejne miesiące, kwartały, a nawet lata – podsumowuje dr n. med. Piotr Przybylski.
 
 
źródło: Monday News
Ceny usług stomatologicznych rosną bardziej niż inflacja w całym sektorze zdrowia. Widać to w perspektywie kilku lat oraz ostatnich miesięcy. Ta różnica wciąż będzie się pogłębiać. Gabinety dentystyczne przycisnął wzrost różnych kosztów. Coraz trudniej jest im utrzymywać ceny, które wciąż są mocno niedoszacowane. Gdyby stomatolodzy podnosili je w ślad za faktycznymi podwyżkami wszystkich składowych, to usługi byłyby już obecnie droższe o minimum 15% rdr. Natomiast w I kwartale 2025 roku wzrost cen może dobić do 10% rdr. Szczególnie mogą to odczuć pacjenci w dużych i średnich miastach.
dr n. med. Piotr PRZYBYLSKI, Klinika Implant Medical – KOMENTARZ EKSPERTA
 
Latem Polska znalazła się na czwartym miejscu wśród państw Unii Europejskiej pod względem wzrostu cen oferowanych przez dentystów. Wyższą dynamikę zanotowano tylko w Finlandii, we Francji i na Węgrzech. Z kolei według danych GUS-u, w lipcu br. ceny usług stomatologicznych zwiększyły się rdr. o 8,5%, w sierpniu – o 8,6%, a we wrześniu i w październiku – jednakowo o 8,4%. W całej pierwszej połowie br. wzrost rdr. wyniósł 9,4%, a od stycznia do października – 9%. W analizowanych okresach ceny ww. usług urosły bardziej niż inflacja w całym sektorze zdrowia. W lipcu wyniosła ona w ujęciu rocznym 3%, w sierpniu – 2,7%, we wrześniu – 6,1%, w październiku – 5,9%, w pierwszym półroczu br. – 3,7%, a w okresie od stycznia do października – 4%.

Usługi stomatologiczne drożeją dużo szybciej niż cały sektor zdrowia z kilku powodów. W ostatnich okresach gabinety dotknął dynamiczny wzrost różnego rodzaju kosztów. To spowodowało, że wartość świadczeń musiała iść w górę. Ten stan był oczywiście związany z wysoką inflacją, ale nie tylko. Stale drożeją materiały specjalistyczne oraz rachunki za prąd czy gaz. Rosną też wynagrodzenia kadry pomocniczej. Z miesiąca na miesiąc dentystom coraz trudniej utrzymywać ceny.

Jeżeli tak dalej pójdzie, to w I kwartale 2025 roku wzrost ten może być prawie dwucyfrowy, tj. lekko poniżej 10% rdr. To oczywiście może doprowadzić do sytuacji, kiedy pacjenci będą zawieszać wizyty, bo zwyczajnie ich nie będzie na to stać. A efekt tego będzie taki, że ich sytuacja skomplikuje się i ten stan będzie trwał kolejne miesiące, kwartały, a nawet lata.

Szczególnie wzrosną ceny w dużych i średnich miastach, bo tam koszty utrzymania najszybciej idą w górę. Zdrożeją też elementy dbania o higienę jamy ustnej. Dla przykładu, można wskazać, że w październiku br. ceny past do zębów urosły o ok. 6% rdr. I ta tendencja również będzie się powiększać.

W sektorze stomatologii nie ma obecnie takich obszarów, w których ceny mogłyby spadać. Wszędzie, z miesiąca na miesiąc, przybywa coraz więcej powodów do podwyżek. W Polsce w dużej części stomatologia opiera się na prywatnych praktykach, które nie mogą sobie pozwolić na dokładanie do swojej działalności. Stomatolodzy, jak wszyscy przedsiębiorcy, muszą przecież zarabiać.

W naszym kraju stomatologia została „zepchnięta” głównie do prywatnych praktyk. Leczenie na NFZ od wielu lat mocno kuleje. Jest słabo dofinansowane. Spychanie pacjenta do sektora prywatnego trwa w najlepsze od bardzo wielu lat. I czym dłużej w to brniemy, tym bardziej oddalmy się od wizji naprawy sytuacji. Na NFZ leczą się w dużej części tylko osoby, których nie stać na prywatną opiekę. I nie jest to zaskakujące.

W ostatnich latach wzrosty cen usług stomatologicznych były wyższe od wskaźnika inflacji w sektorze zdrowia. W 2023 roku widzimy odpowiednio 14,2% i 8,4%. W 2022 roku różnica była jeszcze większa – 14,9% i 7,1%. W 2021 roku to było 8,1% i 3,3%, w 2020 roku – 11,3% i 4,8%, a w 2019 roku – 3,8% i 3,2%.

Na ww. wyniki w głównej mierze wpłynęły wieloletnie zaniedbania polityków. Pandemia i inflacja tylko podgrzały ten stan. Teraz, gdyby przyszło nam się zmierzyć z nawet o połowę groźniejszymi zjawiskami, ceny jeszcze bardziej musiałyby w stomatologii iść do góry. A przecież wiadomo, że już jest drogo i niezwykle ciężko pacjentom. Społeczeństwo powinno głośniej o tym mówić i dopominać się konkretnych działań, bo inaczej będzie coraz gorzej. W końcu dojdziemy do takiego stanu, że naprawdę mało kogo będzie faktycznie stać na dentystę.

W kolejnych latach różnica między cenami usług stomatologicznych a inflacją w całym sektorze zdrowia będzie się powiększać. I będzie jeszcze bardziej widoczna. Problem cen w stomatologii jest bardzo głęboki i nie da się tego szybko rozwiązać. Będzie też postępował. Sytuacja naprawdę się pogarsza, nie tylko dla szeroko pojętej stomatologii, ale przede wszystkim dla samych pacjentów, którzy akurat z ww. profesją medyczną przez polityków zostali rzuceni na tzw. żywioł. I to nie może dobrze się skończyć.

Obecne ceny i tak są jeszcze wciąż mocno niedoszacowane. Są czynniki i składniki rzutujące na całość usługi, które poszły w górę nawet o 20-30% rok do roku, ale ceny tak mocno nie poszybowały w górę, bo stomatolodzy naprawdę bardzo ostrożnie je podnoszą, oczywiście kosztem swojej marży, bo tutaj cudów nie ma. I robią to tylko wtedy, kiedy naprawdę są już do tego zmuszeni. Gdyby robili to w ślad za faktycznymi podwyżkami, mielibyśmy ceny wyższe o co najmniej 15% rdr.

Zwykły Kowalski, przychodząc do dentysty, widzi tylko wierzchołek kosztów i część pracy, która odbywa się w gabinecie. I mówi, że za np. 15 min. pracy trzeba zapłacić np. 300-400 zł lub więcej. Jednocześnie nie dostrzega, ile dojście do tego etapu kosztowało – począwszy od wykształcenia, nakładu pracy, zdobywania doświadczenia, szkoleń, a skończywszy na zakupie czy wynajmie lokalu, kupnie narzędzi, leasingach urządzeń i innych „ukrytych” kosztach usług.

źródło: monday news

Na zlecenie Haleon przy wsparciu brytyjskiego Narodowego Instytutu Badań nad Zdrowiem i Opieką, realizowane jest badanie, którego celem jest zatwierdzenie rutynowych badań przesiewowych w kierunku cukrzycy podczas wizyt kontrolnych u dentysty. 
Cukrzyca jest jedną z najczęstszych chorób przewlekłych w Europie i jest powszechnie uznawana za silnie powiązaną z ciężką chorobą dziąseł (zapaleniem przyzębia). Na podstawie danych Narodowego Funduszu Zdrowia i Koalicji-Cukrzyca, podaje się, że w Polsce jest około 3,5 miliona osób chorych na cukrzycę, z czego około 1/3 z tych osób – ponad 1 milion – pozostaje niezdiagnozowanych. Oznacza to, że co jedenasta osoba w Polsce cierpi na cukrzycę.1
 
Nieleczona cukrzyca może prowadzić do długotrwałych powikłań lub zagrażać życiu. Aby poprawić wykrywanie cukrzycy typu 2, Haleon finansuje badanie o nazwie INDICATE-2, którego celem jest zatwierdzenie rutynowych badań przesiewowych w kierunku cukrzycy podczas wizyt kontrolnych u dentysty.  

Haleon, producent m.in. terapetycznych past do zębów Sensodyne czy Parodontax, aktywnie angażuje się w promowanie profilaktyki chorób jamy ustnej i szerzenie wiedzy na ten temat m.in. właściwego szczotkowania zębów zarówno wśród dorosłych, jak i wśród dzieci. We wrześniu 2024 roku Haleon przeprowadził badanie wśród rodzicówzorganizował „Kartkówkę dla rodziców”, w ramach któregoj sprawdził ich wiedzę dotyczącą znajomości prawidłowych zasad dbania o higienę jamy ustnej. Wyniki testu potwierdziły, że potrzebna jest szeroko zakrojona edukacja w tym zakresie i promowanie właściwych zachowań.W ramach tej akcji, Haleon przekazywał też informacje, które obalały mity dotyczące higieny jamy ustnej.

„Naszą rolą jako producenta past do zębów jest nie tylko oferowanie produktów najwyższej jakości, ale także promowanie profilaktyki i rzetelnej edukacji pacjentów. Dlatego mamy nadzieję, że wyniki badania pomogą opracować nowy system opieki, który proaktywnie identyfikuje i leczy więcej osób z cukrzycą, wykorzystując wiedzę specjalistów zajmujących się zdrowiem jamy ustnej. Działania te powinny również pomóc w zwróceniu większej uwagi na związek między zdrowiem jamy ustnej a ogólnym stanem zdrowia, co jest zgodne z naszym celem w Haleon, jakim jest zapewnienie lepszego zdrowia na co dzień, mówi  – przedstawiciel Haleon (Justyna Ciępka lub Robert Buda, Haleon Medical and Scientific Affairs Lead CEE).

Badanie INDICATE-2 jest prowadzone przez naukowców z Uniwersytetu w Birmingham i ma dodatkowe wsparcie ze strony brytyjskiego Narodowego Instytutu Badań nad Zdrowiem i Opieką (NIHR) Birmingham Biomedical Research Centre. Skupia się ono na opracowaniu nowej skali zwanej Diabetes Risk Assessment in Dentistry Score (DDS), do wykorzystania przez zespoły stomatologiczne w celu wykrywania stanu przedcukrzycowego i cukrzycy w placówkach stomatologicznych. 

„Współpraca z Haleon pozwoli nam określić rzeczywistą częstość występowania stanu przedcukrzycowego i cukrzycy typu 2 – powiedziała dr Zehra Yonel, współprowadząca badanie INDICATE-2.2

Dzięki finansowaniu przez Haleon i NIHR, INDICATE-2 będzie współpracować z wybranymi gabinetami stomatologicznymi w Anglii i Szkocji, aby przebadać ponad 10 000 pacjentów i opracować ścieżkę opieki, która może pomóc służbom zdrowiapracownikom opieki zdrowotnej wykryć i leczyć znacznie więcej osób z niezdiagnozowaną cukrzycą w Wielkiej Brytanii. Jest to pierwszy krok w kierunku opracowania zaleceń i wytycznych dotyczących skutecznego wykrywania cukrzycy podczas rutynowych badań stomatologicznych, które mogą znacząco poprawić wczesną diagnozę i leczenie tej choroby.

Profesor Iain Chapple MBE, profesor periodontologii i konsultant w dziedzinie stomatologii odtwórczej na University of Birmingham’s Dental School oraz współprowadzący badanie INDICATE-2, powiedział: „Finansowanie od Wsparcie Haleon jest bardzo ważne, ponieważ umożliwi nam uwierzytelnienie dwuetapowego modelu na pacjentach rutynowo uczęszczających do gabinetów stomatologicznych w całej Wielkiej Brytanii oraz przetestowanie dalszych ścieżek kierowania pacjentów wysokiego ryzyka do ich lekarzy rodzinnych w celu diagnozy i leczenia.3

Haleon (LSE / NYSE: HLN) jest światowym liderem w dziedzinie zdrowia konsumentów, którego celem jest zapewnienie lepszego zdrowia na co dzień. Portfolio produktów Haleon obejmuje pięć głównych kategorii – zdrowie jamy ustnej, łagodzenie bólu, zdrowie układu oddechowego, zdrowie układu trawiennego i inne oraz witaminy, minerały i suplementy (VMS). Jej długoletnie Jego znane marki – takie jak Advil, Sensodyne, Panadol, Voltaren, Theraflu, Otrivin, Polident Corega, parodontax i Centrum – opierają się na zaufanejzaawansowanej nauce, innowacji i głębokim zrozumieniu człowieka. 

Haleon w regionie Europy Środkowo-Wschodniej

W Europie Środkowo-Wschodniej (CEE) Haleon jest wiodącą firmą specjalizującą się w lekach OTC i jedną z najszybciej rosnących spółek Haleon w regionie EMEA/LatAm. Największym rynkiem CEE, na którym działa Haleon jest Polska – tu znajdują się główna siedziba CEE oraz Haleon Hub.

W portfolio Haleon na CEE znajduje się 9 międzynarodowych, strategicznych marek, w tym kategoria produktów uśmierzających ból takich jak Voltaren czy Panadol oraz marki lokalne. Przez swoją akcję „Dodaj zdrowy ruch” Haleon zachęca Polaków do podejmowania codziennej aktywności fizycznej i wykonywania prostych ćwiczeń, aby eliminować dolegliwości bólowe.

Więcej informacji można znaleźć na stronie: www.haleon.com  


[1] Statystyki cukrzycy w Polsce – występowanie cukrzycy
[2] www.birmingham.ac.uk/news/2024/dental-teams-could-detect-undiagnosed-diabetes-in-more-than-one-million-people-with-new-care-pathway
[3] www.birmingham.ac.uk/news/2024/dental-teams-could-detect-undiagnosed-diabetes-in-more-than-one-million-people-with-new-care-pathway
źródło: Haleon

Jak wynika z danych GUS-u, w ostatnich miesiącach wzrost cen usług stomatologicznych wynosił ponad 8% rdr. Znawcy tematu przekonują, że wpłynęło na to m.in. zepchnięcie systemu opieki stomatologicznej do rynku prywatnego. Ponadto zwracają uwagę na rosnące koszty prowadzenia samej praktyki lekarskiej, w tym coraz droższe materiały i narzędzia. Dla porównania, inflacja w całym sektorze zdrowia jest niższa. Eksperci przypominają o okresie pandemii, kiedy konieczne było zainwestowanie w dodatkowe zabezpieczenie dla stomatologów i pacjentów. Nie brakuje też opinii, że wkrótce wzrost cen usług stomatologicznych może być nawet dwucyfrowy.
Ceny cały czas idą w górę
Według danych GUS-u, we wrześniu br. ceny usług stomatologicznych w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego zwiększyły się o 8,4%. W sierpniu wzrost rdr. wyniósł 8,6%, w lipcu – 8,5%, a w całej pierwszej połowie br. – 9,4%. Jak zaznacza dr n. med. Piotr Przybylski z kliniki Implant Medical, w lipcu br. Polska znalazła się na czwartym miejscu wśród państw UE, uwzględniając szybkość wzrostu cen u dentysty. Wyższą dynamikę zanotowano tylko w Finlandii, we Francji i na Węgrzech. Ekspert dodaje również, że z miesiąca na miesiąc przybywa czynników decydujących o zmianach w cennikach.

– Wzrost cen usług stomatologicznych jest związany niewątpliwie z tym, iż w Polsce system opieki stomatologicznej został zepchnięty przez rządzących do rynku prywatnego. Działające na nim gabinety dentystyczne funkcjonują, jak inne firmy. W związku z tym wszystkie koszty utrzymania mają wpływ na cennik usług, a w ostatnim czasie lawinowo wzrosły ceny m.in. energii elektrycznej, wody czy wywozu nieczystości. Do tego wprowadzono nowe wynagrodzenia gwarantowane dla asystentek i higienistek stomatologicznych oraz personelu pomocniczego – komentuje dr n. med. Dariusz Paluszek, wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie ds. lekarzy dentystów.

Do tematu odnosi się też prof. dr hab. n. med. Teresa Sierpińska, krajowy konsultant w dziedzinie protetyki stomatologicznej i prezydent Europejskiego Towarzystwa Protetycznego. Jak zaznacza ekspertka, w przypadku protetyki wzrosły przede wszystkim ceny uzupełnień stałych, głównie ze względu na to, że podrożały materiały. Specjaliści protetycy nie działają sami, zawsze muszą mieć technika dentystycznego. A jeśli on podnosi ceny, bo płaci coraz więcej za komponenty, narzędzia i prąd do swoich maszyn, to protetycy muszą na to zareagować. Do tego rosną składki na ZUS.

– Pacjent udając się prywatnie do gabinetu stomatologicznego, dokładnie wie, jakie poniesie koszty. Są osoby leczące się prywatnie, ale na świadczenie refundowane przychodzą do gabinetu, który ma podpisaną umowę z NFZ. Jest to np. higienizacja czy ekstrakcja, więc konsekwencji zmiany finansowania leczenia z prywatnego na publiczne nie będzie – mówi dr n. med. Adam Kozłowski, przewodniczący Komisji Stomatologicznej w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Szczecinie.

Sektor zdrowia mocno pod lupą
Jak wynika z danych GUS-u, wzrost cen usług stomatologicznych w analizowanych okresach był większy niż inflacja w sektorze zdrowia. We wrześniu br. wyniosła ona w ujęciu rocznym 6,1%, w sierpniu – 2,7%, w lipcu – 3%, a w pierwszej połowie br. – 3,7%. Według dr. n. med. Piotra Przybylskiego, gdyby stomatologia w większej części opierała się na leczeniu publicznym, to z pewnością rozkład tych wartości byłby mniejszy. W ocenie eksperta, to szybko nie nastąpi. Spychanie pacjenta do sektora prywatnego trwa w najlepsze od wielu lat. I czym dłużej w to brniemy, tym bardziej oddalmy się od wizji naprawy sytuacji. Do tego NFZ jest słabo dofinansowany.

– Te różnice wynikają prawdopodobnie z tego, iż na rynku stomatologicznym zdecydowaną większość stanowią podmioty prywatne. One swoje zakupy wykonują na bieżąco, bez gromadzenia zapasów. To sprawia, że podwyżka cen materiałów czy usług u podwykonawcy, jakim jest laboratorium protetyczne, szybko przekłada się na wzrost ceny usług stomatologicznych.  Ponadto polscy dentyści pracują w dużej części na materiałach i sprzęcie światowym, więc jakiekolwiek zawirowanie kursów walut wpływa na ceny ich zakupu. Z kolei w sektorze zdrowia reprezentowanym np. przez publiczne szpitale zakupy dokonuje się przy pomocy przetargów i długookresowych umów. W efekcie ceny zakupu towarów i usług zmieniają się dla takich podmiotów wolniej – analizuje dr n. med. Adam Kozłowski.

Patrząc na dane za ostatnie lata, to wzrosty cen usług stomatologicznych były wyższe od wskaźnika inflacji w całym sektorze zdrowia. Przykładowo, w 2023 r. widzimy odpowiednio 14,2% i 8,4%. W 2022 r. różnica była jeszcze większa – 14,9% i 7,1%. W 2021 r. to było 8,1% i 3,3%, a w 2020 r. – 11,3% i 4,8%. Z kolei w 2019 r. – 3,8% i 3,2%.

– Na pewno wpływ na te wskaźniki miała pandemia. Wówczas nastąpiło podwyższenie kosztów utrzymania gabinetów. Musieliśmy dodatkowo zabezpieczyć siebie i pacjentów. Stworzone zostały wytyczne, czy to przez Polskie Towarzystwo Stomatologiczne, czy Ministerstwo Zdrowia. One wymagały od lekarzy dentystów zainwestowania w środki ochrony czy narzędzia. Bez tego nie było możliwości wykonywania świadczeń. Wcześniej nie mieliśmy do czynienia z obostrzeniami na taką skalę – dodaje prof. dr hab. n. med. Teresa Sierpińska.

W ocenie dr. n. med. Piotra Przybylskiego, sytuacja pogarsza się z miesiąca na miesiąc. Jeśli nie nastąpi jakiś zwrot w sytuacji, to w I kwartale 2025 roku wzrost cen usług stomatologicznych może być nawet dwucyfrowy, tzn. lekko powyżej 10% rdr. lub oscylujący w tych granicach. Jak przestrzega ekspert, to może doprowadzić do zawieszania wizyt przez pacjentów, bo nie będzie ich na to stać. A to jeszcze mocniej skomplikuje sytuację na kolejne miesiące, kwartały, a nawet lata. Z kolei prof. dr hab. n. med. Teresa Sierpińska zaznacza, że najprawdopodobniej największy wzrost cen usług stomatologicznych mamy już za sobą, chyba że na prowadzenie gabinetu trzeba będzie wydawać znacznie więcej niż teraz, np. ze względu na koszty energii elektrycznej czy komponentów. Oczywiste jest, że stomatolodzy nie zechcą dokładać do wykonywanych świadczeń.

– Nie wiemy jeszcze, o ile wzrosną w zimie typowe koszty utrzymania gospodarstwa domowego. Wiedząc to, ludzie będą decydować, ile pieniędzy mogą przeznaczyć na wizyty u stomatologa. Natomiast musimy pamiętać o tym, że część osób w ogóle nie myje zębów. A codzienna higiena jamy ustnej powoduje, że wizyty u dentysty odbywają się rzadziej. Częstsze kontrole powodują, że usługi stają się tańsze, bo nie są konieczne dużo droższe interwencje. Profilaktyka jest zdecydowanie tańsza niż leczenie i przede wszystkim korzystniejsza – podsumowuje dr n. med. Dariusz Paluszek, wiceprezes ORL w Warszawie ds. lekarzy dentystów.

źródło: Monday News

Najnowszy raport pt. „Jak obecnie Polacy korzystają z usług stomatologów?” pokazuje, że blisko 40% rodaków wolałoby z daleka omijać gabinety dentystyczne głównie z powodu zbyt wysokich kosztów leczenia i wizyt. Prawie 39% mówi o strachu przed biały fartuchem i samym lekarzem. Lęk przed bólem odstrasza niemal 30% Polaków. Negatywne doświadczenia zniechęcają ponad 22% społeczeństwa. Do tego długie kolejki do specjalistów demotywują przeszło 20% pacjentów. Wygląd i odgłos używanych narzędzi wskazuje ponad 20%. Na niekompetencję i brak zaufania do lekarzy lub całego personelu wskazuje razem zaledwie 14% społeczeństwa. Zatem widać, że ogólnie pieniądze bardziej doskwierają pacjentom niż fizyczny ból.
Koszty straszą najbardziej 
Obecnie zbyt wysokie koszty usług najbardziej zniechęcają Polaków do leczenia stomatologicznego oraz samych wizyt. Dotyczy to blisko 40% rodaków w wieku 18-80 lat. Tak wynika z raportu pt. „Jak obecnie Polacy korzystają z usług stomatologów?”, opartego na specjalnym badaniu opinii publicznej. Ankietowani mogli wskazać kilka powodów niechęci do korzystania z usług dentystycznych.
– Koszty utrzymania praktyk stomatologicznych drastycznie wzrosły na przestrzeni ostatnich trzech lat. Tak samo ma się sytuacja ze wszelkimi usługami, nie tylko medycznymi. Niemniej jeżeli pacjent dba o jamę ustną, to wyleczony ząb nie potrzebuje ingerencji przez lata. Dla porównania, z obsługi fryzjera czy kosmetyczki Polacy korzystają średnio raz w miesiącu, a to też nie jest przecież tanie. Otwarcie, utrzymanie i rozwój gabinetu stomatologicznego bardzo drogo kosztuje. Na cenę wyleczonego zęba ma wpływ masa składowych czynników. Pacjenci nie mają tej świadomości. Dostrzegają jedynie ostatnie 30 min. pracy przy leczeniu – komentuje Paweł Barucha, wiceprezes ds. stomatologii w Naczelnej Izbie Lekarskiej (NIL).

Jak podkreśla współautor raportu dr n. med. Piotr Przybylski z kliniki Implant Medical, od wielu lat polityka państwa mocno kuleje w kwestii stomatologii, zmuszając niejako pacjentów do prywatnego leczenia. – Z usług realizowanych w ramach NFZ z reguły korzystają tylko ci, którzy są w naprawdę trudnej sytuacji finansowej. Dlatego nie dziwi mnie, że Polacy wskazują czynnik finansowy na pierwszym miejscu. Obawiam się również, że ten stan szybko się nie zmieni, bo ceny nie będą spadać, a leczenie na Fundusz niestety dalej pozostanie słabej jakości – przewiduje ekspert.

Biały fartuch, ból i złe wspomnienia
Strach przed białym fartuchem i lekarzem zniechęca do korzystania z usług stomatologicznych blisko 39% dorosłych Polaków. – Jako wieloletni praktyk widzę, że faktycznie pacjenci często obawiają się kontaktu ze stomatologiem. Wynika to przede wszystkim z tego, że leczenie zębów wiąże się z pewnego rodzaju dyskomfortem. I chociaż rolą lekarzy jest zapobieganie niekorzystnemu rozwojowi sytuacji, to pacjenci i tak boją się kontaktu z nimi. W dużej części obawy te są zupełnie niepotrzebne, ale często strach przed wizytą bywa mocniejszy od racjonalnego podejścia do sprawy – stwierdza dr n. med. Piotr Przybylski.

Bólu związanego z leczeniem obawia się prawie 30% ankietowanych. I ta kwestia zamyka TOP3 niechęci do korzystania z usług stomatologicznych. – W naszych czasach jest to bardziej wymówka niż prawdziwa przyczyna unikania stomatologów. Współcześnie lęk przed dentystą na szczęście występuje coraz rzadziej. Aktualne metody znieczulania pozwalają skutecznie zredukować ból podczas leczenia. Dbałość o zęby kojarzy się obecnie z białym uśmiechem, co nie jest do końca prawdą. Zdrowa jama ustna ma ogromny wpływ na cały organizm człowieka. Dlatego też tak istotna jest stała kontrola – przekonuje Paweł Barucha.

Negatywne doświadczenia wyniesione z poprzednich wizyt bądź ze wcześniejszego leczenia odstraszają ponad 22% dorosłych pacjentów. – Według moich obserwacji, faktycznie część pacjentów je ma. Może to wynikać z kontaktu z personelem medycznym lub z samym lekarzem, ale także w związku z prowadzeniem mało przyjemnego procesu leczenia. Natomiast w dużej większości ww. doświadczenia są efektem tego, że pacjenci pewnych rzeczy nie rozumieją i nie stosują się do wydawanych zaleceń. Oczywiście sami lekarze często też nie tłumaczą wszystkiego w sposób jasny i klarowny, z czego później wynikają różnego rodzaju problemy. Zdarza się również, że oni sami popełniają błędy – uważa współautor raportu.

Kolejki do gabinetu strachów
TOP5 niechęci do usług stomatologicznych zamyka długie oczekiwanie w kolejce do specjalisty. Odstrasza ono ponad 20% społeczeństwa. – Kolejki będą rosły, jeżeli nie będzie więcej lekarzy dentystów posiadających specjalizację. Od lat samorząd lekarski domaga się większej liczby miejsc specjalizacyjnych dla lekarzy dentystów. Niestety nie zależy to od nas. Potrzebujemy nowych specjalistów w każdej dziedzinie tak, aby cykl szkolenia nie został przerwany – zauważa ekspert z Naczelnej Izby Lekarskiej.

Do tego należy wskazać, że ponad 11% dorosłych Polaków odstrasza specyficzny zapach gabinetu. Przeszło 10% pełnoletnich rodaków wskazuje na odgłos urządzeń, np. dźwięk pracującego wiertła. Nieco więcej niż 9% respondentów zniechęca do leczenia wygląd specjalistycznych narzędzi. – Z mojego doświadczenia wynika, że u pacjentów często uruchamia się spirala strachu, np. po włączeniu wiertła. Z reguły wówczas mocno się usztywniają i utrudniają prowadzenie dalszych czynności medycznych. Ale jak widać po badaniu, są rzeczy, których Polacy bardziej się obawiają, niż wyglądu specjalistycznych narzędzi bądź pochodzących z nich odgłosów – zwraca uwagę ekspert z Implant Medical.

Na samym końcu rankingu jest silne oświetlenie gabinetu, które źle znosi blisko 5% badanych. Prawie 6% ankietowanych odstrasza niekompetencja lekarzy lub brak zaufania do nich. A przeszło 8% to samo twierdzi na temat całego personelu. – To wyraźnie pokazuje, że pacjenci mają duże zaufanie do lekarzy i personelu stomatologicznego. To oczywiście cieszy, ale m.in. jest to pokłosie tego, że ww. osoby często odbywają różnego rodzaju dodatkowe szkolenia i cały czas intensywnie podnoszą swoje kwalifikacje medyczne. Szczególnie mówimy tutaj o prywatnej stomatologii. Do tego mają one dobre podejście do pacjentów, które – jak widać – jest doceniane przez Polaków – podsumowuje dr n. med. Piotr Przybylski.
 
 
źródło: MondayNews
W aplikacji mObywatel 2.0 pojawiły się dwa nowe dokumenty: Prawo Wykonywania Zawodu Lekarza oraz Prawo Wykonywania Zawodu Lekarza Dentysty. Dzięki nim swoje uprawnienia zawodowe potwierdzi prawie 200 tysięcy osób w Polsce.
Listę dokumentów w aplikacji mObywatel zostaje poszerzona tak, aby jak największa liczba użytkowników z różnymi potrzebami i z różnych grup społecznych mogła korzystać z ich elektronicznych wersji w telefonie.

W mObywatelu 2.0 można już znaleźć cyfrowe legitymacje dla uczniów, studentów oraz emerytów i rencistów. Swój dokument znajdą też kierowcy i posiadacze Karty Dużej Rodziny. Za pomocą telefonu uprawnienia zawodowe potwierdzą między innymi adwokaci, radcy prawni, pielęgniarki czy położne. Teraz dostęp do swoich elektronicznych dokumentów zawodowych w aplikacji będą mieli także lekarze i lekarze dentyści.

Ułatwienie codziennych czynności i ważny krok w stronę cyfryzacji

Nowe dokumenty zostały wprowadzone we współpracy z Naczelną Izbą Lekarską i Ministerstwem Cyfryzacji. Elektroniczne prawo wykonywania zawodu lekarza i lekarza dentysty to spełnienie kolejnego postulatu samorządu lekarskiego.

– Od początku mojej pracy w Ministerstwie Zdrowia, od pierwszego spotkania z Naczelną Izbą Lekarską rozmawiamy o ważnych sprawach. Oprócz dużych zmian systemowych krok po kroku realizujemy też inne ważne postulaty, by usprawniać pracę lekarzy. Jednym z nich było włączenie Prawa Wykonywania Zawodu Lekarza (PWZL) i Prawa Wykonywania Zawodu Lekarza Dentysty (PWZLD) do aplikacji mObywatel 2.0, które było oczekiwane przez środowisko lekarskie – powiedziała minister zdrowia Izabela Leszczyna.

Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski podkreśla, że wprowadzenie cyfrowych dokumentów zawodowych dla lekarzy i lekarzy dentystów jest zgodne z duchem samorządu przyszłości, a elektroniczne prawo wykonywania zawodu otwiera nowe możliwości i ułatwia codzienne wykonywanie czynności lekarzom i lekarzom dentystom.

– To ważny krok w cyfryzacji naszej profesji. Użytecznej cyfryzacji, która przysłuży się lekarzom i ich pacjentom. Nikt nie podda już w wątpliwość naszej tożsamości, dokument będzie zawsze pod ręką. Dziękuję wszystkim osobom z samorządu, które były zaangażowane w prace nad aplikacją. Środowisko lekarskie długo czekało na to rozwiązanie, ale cieszę się, że minister Izabela Leszczyna dotrzymała obietnicy, o której przypomniała na Nadzwyczajnym XVI Krajowym Zjeździe Lekarzy, i już w wakacje będziemy mogli z niego korzystać. Jestem pewien, że wprowadzenie elektronicznego prawa wykonywania zawodu do aplikacji mObywatel 2.0 przyczyni się do otwarcia cyfrowej drogi do poprawy efektywności i mobilności w pracy lekarzy i lekarzy dentystów – ocenia prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Rozwój aplikacji mObywatel jest jednym z priorytetów Ministerstwa Cyfryzacji, pracujemy nad tym, aby aplikacja stawała się coraz bardziej funkcjonalna. Jednym z elementów tych prac jest dodawanie  dokumentów dla kolejnych grup obywateli. Tylko w tym roku wdrożyliśmy takie dokumenty jak legitymacja radcy prawnego i aplikanta radcowskiego, PWZ pielęgniarki i położnej, ale także usługą Zastrzeż PESEL, z której skorzystało już ponad 4,2 mln Polaków czy usługę Moja Firma. Już wkrótce planujemy wprowadzenie nowych funkcji i możliwości w mObywatelu – powiedział wiceminister Dariusz Standerski.

Dla kogo są nowe dokumenty w aplikacji?

W mObywatelu 2.0 skorzystasz z elektronicznej wersji prawa wykonywania zawodu lekarza lub lekarza dentysty, jeśli:

  • jesteś zalogowanym użytkownikiem aplikacji mObywatel (gdy potwierdzisz tożsamość za pomocą profilu zaufanego, bankowości elektronicznej lub e-dowodu i dodasz pierwszy dokument, na przykład mDowód lub Diia.pl),
  • okręgowa rada lekarska przyznała Ci prawo wykonywania zawodu.

Dodaj dokument do aplikacji i korzystaj z niego również w trybie offline, czyli bez dostępu do internetu.

Jak korzystać z PWZ lekarza i lekarza dentysty w aplikacji?

To bardzo proste. Zobacz, jak zrobić to krok po kroku.

  1. Pobierz aplikację mObywatel 2.0 z Google Play lub App Store.
  2. Zarejestruj się w aplikacji, potwierdzając tożsamość profilem zaufanym, bankowością elektroniczną lub e-dowodem.
  3. Dodaj pierwszy obowiązkowy dokument: mDowód lub Diia.pl.
  4. Na górze ekranu startowego w sekcji Dokumenty naciśnij Dodaj. Na liście wybierz PWZ lekarza lub PWZ lekarza dentysty.
  5. Po chwili zostaną pobrane dane z bazy Naczelnej Izby Lekarskiej. Zobaczysz swój dokument wraz z datą jego ostatniej aktualizacji.
  6. Jeśli chcesz potwierdzić swoje uprawnienia zawodowe, okaż swój dokument na ekranie telefonu lub naciśnij Potwierdź swoje dane i zeskanuj kod QR z urządzenia osoby, która chce sprawdzić Twoje dane.

Wideoinstrukcja PWZ lekarza

Wideoinstrukcja PWZ lekarza dentysty

Sprawdź listę wszystkich elektronicznych dokumentów w mObywatelu 2.0.

źródło: MZ

Z danych przekazanych przez NFZ wynika, że w I kw. br. liczba świadczeniodawców z umową w rodzaju leczenie stomatologiczne była o 2,5% mniejsza niż w analogicznym okresie ub.r. W ciągu dwunastu miesięcy tego typu spadki nastąpiły w każdym OW NFZ. Do tego widać, że sytuacja pogarsza się z roku na rok, co pokazuje analiza statystyk za lata 2019-2023. Nie brakuje opinii, że mamy już do czynienia z prawdziwym dramatem, a będzie jeszcze gorzej. Do tego młodzi lekarze nie garną się do współpracy z Funduszem. W konsekwencji trzeba więc nastawić się m.in. na coraz dłuższe kolejki do gabinetów i pogarszającą się sytuację pacjentów. Jak podkreślają eksperci, nie można oczekiwać, że prywatna kieszeń pacjentów rozwiąże problem. Tutaj są potrzebne szybkie i systemowe rozwiązania, inaczej sytuacja dalej będzie się pogarszać.
Gabinetów ubywa
Według danych udostępnionych przez NFZ, w I kw. br. było 5239 świadczeniodawców z umową w rodzaju leczenie stomatologiczne. To o 2,5% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy ich liczba wyniosła 5372. Jak stwierdza dr n. med. Piotr Przybylski, wieloletni ekspert rynku stomatologicznego z Kliniki Implant Medical, matematycznie spadek liczby gabinetów współpracujących z Funduszem jest oczywiście niewielki. Ale to zjawisko stale postępuje i raczej trudno będzie je powtrzymać. Ekspert podkreśla, że rdr. ubyło ponad 130 świadczeniodawców, a to już pokazuje, że sprawa robi się poważna. Pacjenci z pewnością odczują brak tylu miejsc.

– 2,5% to niby niewiele, natomiast problem jest zupełnie inny. Ten spadek rdr. wynika z rosnących cen, a niestety NFZ w ostatnim czasie wzrost wartości punktów i kontraktów w zakresie protetyki stomatologicznej jest praktycznie niewielki. To sprawia, że zmniejsza się liczba świadczeń wykonywanych w ramach umowy z Funduszem. W konsekwencji pacjenci czekają w dłuższych kolejkach – komentuje prof. dr hab. n. med. Teresa Sierpińska, krajowy konsultant w dziedzinie protetyki stomatologicznej, prezydent Europejskiego Towarzystwa Protetycznego.

Zdaniem dr. n. med. Piotra Przybylskiego, już widać wydłużający się czas oczekiwania na wizytę. Według eksperta, niepokojący jest również fakt, że zakres refundowanego leczenia wciąż pozostaje niewystarczający. Do tego usługi oferowane w ramach kontraktu są oparte w większości o przestarzałe technologie. Co więcej, obecnie obowiązujące przepisy zabraniają lekarzom zapewniać lepsze rozwiązania stomatologiczne za dopłatą. Jest to pewnego rodzaju kuriozum.

– Niestety, stomatologia publiczna powolutku przestaje istnieć. Finansowanie, które w tej chwili jest przekazywane z NFZ, to jest nieco ponad 2% ogólnego budżetu. To absolutnie nie wystarcza. Oczywiście zawsze można powiedzieć, że z roku na rok jest większa kwota pieniędzy na stomatologię, ale trzeba na to patrzeć szerzej. Wszystko jest coraz droższe – media, kredyty, leasingi, pracownicy. NFZ zwiększa fundusze, ale one nawet nie pokrywają strat związanych z inflacją. Przekazywane środki nie tylko nie pozwalają na rozwój, ale też coraz częściej nie starczają na zwykłe przetrwanie. I to jest olbrzymi problem – stwierdza Paweł Barucha, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Wieloletni problem
W I kw. br. w każdym OW NFZ rok do roku spadła liczba świadczeniodawców z umową w rodzaju leczenie stomatologiczne. W zależności od Oddziału, spadki wyniosły od 1 do 30. Największe dotyczą Wielkopolskiego OW NFZ – o 5,8% (z 513 w I kw. ub.r. na 483 w I kw. br.), Dolnośląskiego OW NFZ – o 4,9% (z 426 na 405), a także Zachodniopomorskiego – o 4,1% (z 267 na 256). Z kolei analizując dane za lata 2019-2023, widać, że rokrocznie było mniej ww. świadczeniodawców. W 2023 r. ich liczba wyniosła 5459. To o 7% mniej niż w 2022 roku (wówczas – 5868), o 13,1% mniej niż w 2021 roku (6280), o 18,8% mniej niż w 2020 roku (6722), jak również o 22,2% mniej niż w 2019 roku (7018).

–  Dane, które pokazują spadek liczby świadczeniodawców w ostatnich latach, nie są niepokojące. To już jest dramat, ponieważ lekarze nie udzielają świadczeń na NFZ dla pacjentów, którym one się należą. Problemu nie rozwiąże dentobus, który przyjedzie do szkoły. Tam można zbadać dzieci, ale to przecież nie jest leczenie. W województwie świętokrzyskim są gminy, w których nie ma dentystów. Niestety, Fundusz nie traktuje tego jako swojej porażki – mówi Paweł Barucha.

Według dr. n. med. Piotra Przybylskiego, w danych za lata 2019-2023 widać fatalny obraz polskiej stomatologii. Spadki są duże i widoczne, ewidentnie w naszym systemie brakuje środków na leczenie na NFZ. W opinii eksperta, jeżeli nie zostanie podniesiona wystarczająco wartość kontraktów z Funduszem, to dalej będziemy się staczać w tym temacie. Z jego obserwacji wynika, że młodzi lekarze nie garną się do podpisywania takich umów. Z reguły na współpracę decydują się specjaliści przed emeryturą. Wprawdzie mniej zarabiają, ale mają stały i pewny dochód. Jednak ta grupa stopniowo się zmniejsza. Za jakiś czas może się okazać, że nie ma kto pracować dla Funduszu.

– Nasze społeczeństwo ubożeje. Nie możemy oczekiwać, że prywatna kieszeń pacjentów rozwiąże problem globalny. Mniejsza dostępność do świadczeń gwarantowanych najprawdopodobniej najbardziej dotknie osoby z mniejszych miejscowości, gdzie z założenia lekarzy dentystów jest mniej. Może się okazać, że na danym obszarze niewielu lekarzy zechce podjąć się pracy w ramach umowy z NFZ – analizuje prof. dr hab. n. med. Teresa Sierpińska.

Fatalne perspektywy
Jak podkreśla Paweł Barucha, obecnie ok. 30% dentystów pracuje na Fundusz. Dla części lekarzy, szczególnie młodego pokolenia, podpisywanie takich umów nie jest atrakcyjne. Ekspert przekonuje, że NFZ nie płaci jak za usługę wykonywaną przez fachowca, ale oczekuje świadczeń na najwyższym poziomie. Do tego dochodzi kwestia sprawozdawczości. Chcąc poprawnie się rozliczyć, trzeba mieć zatrudniony sztab ludzi, w tym informatyków.

– Co prawda, jak podaje NFZ, liczba udzielonych świadczeń nie zmalała, ale do systemu trafia ciągle zbyt mało pieniędzy i to jest niezaprzeczalny fakt. Na pewno brakuje nam niektórych świadczeń, które powinny być gwarantowane, np. z zakresu protez stałych czy implantologii. One nie pojawią się w tym koszyku ze względu na bardzo wysokie koszty realizacji – dodaje krajowy konsultant w dziedzinie protetyki stomatologicznej.

Do tego Paweł Barucha jest przekonany, że w najbliższym czasie liczba świadczeniodawców zajmujących się leczeniem stomatologicznym będzie się jeszcze zmniejszać. Do wiceprezesa Naczelnej Rady Lekarskiej docierają sygnały o kolejnych planowanych odejściach stomatologów, którzy przez wiele lat współpracowali z Funduszem. Jak przekonuje ekspert, to nie są jednostkowe przypadki. To tendencja, którą trzeba zatrzymać za wszelką cenę.

– Zaniedbania są wieloletnie. W celu poprawy sytuacji należałoby „dosypać” do sytemu sporo pieniędzy i dysponować dobrym pomysłem na naprawę. O ile są różne koncepcje, to środków wciąż brakuje. Nie widać też woli politycznej, żeby coś się w tym zakresie zmieniło. Oczywiście straci na tym całe społeczeństwo – podsumowuje ekspert z Implant Medical.
 
 
źródło: Monday News

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Według danych NFZ, w I kw. br. wykonano świadczenia stomatologiczne za prawie 801 mln zł. To wzrost o 38,5% rdr. Do tego widać, że w ww. okresie w każdym Oddziale Wojewódzkim NFZ wykonano świadczenia na wyższą kwotę niż rok wcześniej. Największy przyrost odnotował Mazowiecki OW NFZ, tj. o ok. 46 mln zł. Natomiast w projektowanej zmianie planu na 2024 rok na leczenie stomatologiczne znajduje się suma 3,456 mld zł. To o 0,4% mniej niż w planie na 2023 rok i jednocześnie o 2,1% więcej, niż wyniosło ubiegłoroczne wykonanie.
Było ono o 2,5% mniejsze wobec założonego planu. Patrząc z kolei na kwoty, różnica wynosi ponad 85 mln zł. Eksperci komentujący te dane twierdzą, że ww. wzrost jest iluzoryczny. W ich ocenie, wynika on m.in. z tego, że właściwie usługi zostały lepiej rok do roku wycenione.

Jak wynika z danych przekazanych przez NFZ, dotyczących leczenia stomatologicznego, w I kw. br. wykonano świadczenia za prawie 801 mln zł. To o 38,5% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było to blisko 578 mln zł. Paweł Barucha, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej, informuje, że ta kwota wynika nie z większej ilości świadczeń, a wręcz z mniejszej liczby znacznie lepiej płatnych zabiegów.

– W 2023 roku wprowadzono pakiety w stomatologii, co było poważną zmianą. Panował chaos ze względu na brak dodatkowego finansowania i przygotowania informatycznego. Według wyliczeń Ministerstwa Zdrowia, zmiany miały kosztować 400 mln zł. W trakcie dostosowywania do nowych warunków pozwolono na decydowanie przez regionalne oddziały NFZ o liczbie punktów na jeden etat. W niektórych oddziałach podniesiono ich liczbę, żeby pokryć zwiększoną wycenę, a inne jednostki zostały na niezmienionym poziomie. To właśnie spowodowało spadek ilości świadczeń – wyjaśnia ekspert z Naczelnej Rady Lekarskiej.

Natomiast dr n med. Piotr Przybylski z kliniki stomatologicznej Implant Medical stwierdza, że ww. wzrost jest z dużą pewnością efektem tego, że usługi zostały lepiej rok do roku wycenione. – Nie zapominajmy też o inflacji. Według wskaźników GUS-owskich, w całym 2023 roku ceny usług stomatologicznych wzrosły rok do roku o 14,4%. W kolejnych miesiącach może już nie być takich wzrostów, bo dynamika podwyżek spada. I to nie jest tylko czynnik krajowy, ale tendencja widoczna w całej Unii Europejskiej – zaznacza ekspert.

Z kolei wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej uzupełnia, że w ub.r. wzrosła liczba tzw. nadwykonań. – Oznacza to, że pacjenci byli przyjmowani z nadzieją, że NFZ zapłaci. Pamiętać też należy o stale zmniejszającej się liczbie gabinetów udzielających świadczeń w ramach NFZ. W końcówce 2023 roku przekazano na nadwykonania w stomatologii ok. 140 mln zł. Już wtedy stało się jasne, że bez znacznego wzrostu nakładów nie ma możliwości zabezpieczenia opieki stomatologicznej w ramach NFZ – przypomina Paweł Barucha.

Patrząc na bardziej szczegółowe dane, widać, że w I kw. br. w każdym Oddziale Wojewódzkim NFZ wykonano świadczenia na większą kwotę niż rok wcześniej. W przypadku Mazowieckiego OW NFZ mamy wzrost o ok. 46 mln zł (I kw. 2023 r. – 78,4 mln zł, I kw. 2024 r. – 124,4 mln zł), a Śląskiego OW NFZ – o 34,7 mln zł (odpowiednio – 55,9 mln zł i 90,6 mln zł).

– Dla mnie te dane nie są zaskoczeniem. Trzeba na to popatrzeć w taki sposób, że oba wyżej wskazane województwa należą do ścisłej czołówki tych, które mają największą liczbę ludności. Do tego są to regiony, gdzie widać największą rotację ludności – szczególnie wśród przyjezdnych osób. Stąd też naturalnym jest fakt, że właśnie na tego typu obszarach są zwiększone wydatki. I raczej poza tym nie doszukiwałbym się tutaj innych kwestii. A jeżeli już takie by się znalazły, to raczej byłyby one marginalne w tym kontekście – zauważa dr n med. Piotr Przybylski.

W projektowanej zmianie planu na 2024 rok na leczenie stomatologiczne znajduje się kwota 3,456 mld zł. To o 0,4% mniej, niż planowano na 2023 rok, kiedy było to 3,470 mld zł. I jednocześnie to o 2,1% więcej, niż wyniosło wykonanie w całym 2023 roku – 3,385 mld zł.

– Spadek środków na stomatologię w 2024 roku spowoduje znaczne zmniejszenie możliwości leczenia pacjentów w ramach NFZ. We wspomnianym rozporządzeniu wprowadzono nowe procedury bez pokrycia w środkach. Dosłownie wskazano 0 zł jako skutki finansowe. Stomatologia nie jest postrzegana jako niezbędna do utrzymania zdrowego społeczeństwa, chociaż już dawno udowodniono znamienny wpływ zdrowej jamy ustnej na cały organizm. Niestety, ale cofamy się. Zarzucono programy profilaktyczne i edukacyjne dla dzieci, co bardzo źle wróży na przyszłość – alarmuje wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Zdaniem eksperta z Implant Medical, powszechne ignorowanie znaczenia zdrowia jamy ustnej może skutkować rozwojem poważnych chorób w społeczeństwie, w tym nawet nowotworowych, a co więcej,  wykraczających poza szczękę. – Biorąc pod uwagę to, co dzieje się w gospodarce i szeroko pojętej ekonomii, należy wręcz mocno zwiększać wydatki na stomatologię. Sam wzrost środków wydanych na wykonane świadczenia jest marginalny i oczywiście niczego nie zmienia – podkreśla dr n med. Przybylski.

Do tego Paweł Barucha ostrzega, że zmniejszenie środków na stomatologię spowoduje spadek dostępności lekarzy dentystów dla pacjentów. – Od wielu lat obracamy się w granicach 2% ogólnego budżetu NFZ. Potrzebujemy 3,5-4%, by stomatologia publiczna przetrwała. Rozwój i najlepsze technologie wymagają większych pieniędzy. Od wielu lat nie zmieniła się wycena stomatologii ogólnej, dziecięcej czy ortodoncji. W kwietniu br. ukazał się projekt nowego rozporządzenia zmieniającego niektóre świadczenia, ale bez dodatkowych pieniędzy to czyni te zmiany bezprzedmiotowymi – przekonuje wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Pewnym zaskoczeniem może być fakt, że wykonanie w 2023 roku było o 2,5% mniejsze niż wyniósł plan na 2023 rok. Patrząc na kwoty, różnica wynosi ponad 85 mln zł. Dla porównania, to więcej niż wykonanie w 2023 roku w Lubuskim OW NFZ (59,7 mln zł) czy Opolskim OW NFZ (61,2 mln zł).

– W przestrzeni publicznej mówi się, że NFZ wciąż przeznacza na leczenie stomatologiczne za mało środków. I ta dość powszechna opinia jest niestety prawdziwa. Fundusz stara się z nią walczyć, a przynajmniej tak to wygląda na pierwszy rzut oka. Tylko my stomatolodzy mamy wrażenie, że od dawna  nic się nie zmienia. Ciągle wszystkiego jest za mało. Mówiąc wprost, stomatologia na NFZ od wielu lat leży na łopatkach. Rządzący muszą sobie w końcu zdać sprawę z tego, że to jazda w jedną stronę, która finalnie źle się skończy dla społeczeństwa. Potrzeba oczywiście więcej pieniędzy, ale też kompleksowego oraz długoletniego planu szerokiego działania, zaspokającego społeczne oczekiwania. I tu nie chodzi o luksusy, ale o zdrowe podejście do tematu – podsumowuje dr n med. Piotr Przybylski.

źródło: Monday News
Jedna trzecia dorosłych Polaków raz na pół roku kontroluje stan zdrowia swoich zębów. Ponad jedna czwarta robi to raz w roku, a przeszło jedna dziesiąta – co kwartał. Wciąż jednak kilkanaście proc. pacjentów pojawia się u dentystów raz na dwa lata lub nawet rzadziej. Do tego blisko jedna dziesiąta rodaków zwleka z pójściem na przegląd jamy ustnej aż do momentu uporczywego bólu. Łącznie nieco ponad 8 proc. osób w ogóle nie chodzi do stomatologa lub nie pamięta, czy im się to zdarza. Tak wynika z najnowszego badania opinii publicznej. Do powyższego autorzy raportu dodają, że wysoka inflacja mogła wpłynąć na to, iż Polacy zaczęli rzadziej odwiedzać stomatologów. Natomiast od początku II kw. br. widać, że pacjenci częściej pojawiają się na tego typu wizytach, bo poprawiła się ich sytuacja finansowa.
Jak wynika z najnowszego badania autorstwa UCE RESEARCH i IMPLANT MEDICAL, 30,3% dorosłych Polaków co pół roku pojawia się na wizycie kontrolnej u stomatologa w celu weryfikacji stanu uzębienia. 26,7% ankietowanych robi to raz w roku, 14,3% – co dwa lata lub nawet rzadziej, a 11,3% – raz na kwartał.

– Na pierwszy rzut oka, widzimy, że większość dorosłych Polaków, bo łącznie 68,3%, zdaje sobie sprawę z konieczności odbywania regularnych wizyt kontrolnych u stomatologa – raz na pół roku, raz na rok czy co kwartał. Jednak nadal spora grupa rodaków nie przestrzega zalecanych terminów i pojawia się w gabinecie raz na dwa lata lub nawet jeszcze rzadziej. W konsekwencji może to prowadzić do opóźnionej diagnozy i konieczności leczenia poważnych chorób, wykraczających również poza jamę ustną – mówi dr Irena Przybylska, współautorka raportu z IMPLANT MEDICAL.

Jak podkreślają autorzy badania, zaleca się, aby osoby dorosłe odwiedzały stomatologa co najmniej raz na pół roku. – Dla niektórych pacjentów, ze względu na specyficzne problemy stomatologiczne lub ryzyko rozwoju schorzeń, mogą być zalecane częstsze wizyty, np. co trzy lub cztery miesiące. Ostateczna częstotliwość wizyt powinna być ustalana indywidualnie przez stomatologa na podstawie stanu zdrowia jamy ustnej pacjenta oraz jego indywidulanych potrzeb profilaktycznych – wyjaśnia dr Przybylska.

Badanie również wykazało, że 9,3% dorosłych Polaków odwiedza gabinet stomatologiczny dopiero, gdy czuje uporczywy ból w jamie ustnej. 4,2% respondentów nie korzysta w ogóle z takich wizyt, a 3,9% ankietowanych nie pamięta, jak często ewentualnie to praktykuje. – Ze szczegółowych wyników wychodzi, że łącznie 17,4% ankietowanych unika wizyt kontrolnych albo wręcz nie pamięta o konieczności ich wykonania. To może być związane z brakiem świadomości na temat właściwej profilaktyki zdrowia jamy ustnej. Problemy tych osób wymagają dalszej, wnikliwej analizy – dodają w raporcie autorzy badania.

Wyniki sondażu mogą być niepokojące przynajmniej z kilku powodów. Zdaniem dr Ireny Przybylskiej, fakt, że niektórzy decydują się na wizytę kontrolną dopiero w momencie odczuwania uporczywego bólu, świadczy o potencjalnym bagatelizowaniu problemów zdrowotnych jamy ustnej i o braku regularnej opieki stomatologicznej. Z kolei postawy osób, które w ogóle nie chodzą do stomatologa albo nie pamiętają o tym, pokazują, że wciąż istnieje poważna potrzeba edukacji społeczeństwa na temat znaczenia profilaktyki stomatologicznej.

– Ogólnie wyniki sondażu sugerują, że choć świadomość znaczenia regularnych wizyt kontrolnych u stomatologa rośnie wśród Polaków, to niestety nadal istnieje potrzeba większej promocji zdrowia jamy ustnej. Wsparcie ze strony instytucji mających za zadanie zapewnić opiekę zdrowotną ludności mogłoby pomóc w zmniejszeniu liczby osób bagatelizujących problematykę stomatologiczną i zwiększyć dostęp do leczenia dla wszystkich rodaków – stwierdza dr Przybylska.

Szczegółowe wyniki sondażu pokazują, że zalecane co pół roku wizyty kontrolne u stomatologa częściej deklarują kobiety niż mężczyźni (33,6% vs. 26,7%). Ponadto dotyczy to głównie osób w wieku 75-80 lat (wśród nich – 35,7%) oraz mieszkańców miast liczących od 100 tys. do 199 tys. ludności (34,7%). Zazwyczaj z ww. częstotliwością kontrolują zdrowie swojej jamy ustnej Polacy, którzy zarabiają 7000-8999 zł netto miesięcznie (38,2%).

– Te dane odzwierciedlają wyższą tendencję kobiet do dbania o swoje zdrowie niż mężczyzn. Z kolei patrząc na wynik seniorów, można stwierdzić, że w starszym wieku wzrasta świadomość konieczności dbania o zdrowie jamy ustnej. Wówczas też często występują specyficzne problemy stomatologiczne, które wymagają regularnej opieki. Natomiast największa aktywność osób z miesięcznymi dochodami netto 7000-8999 zł, a także mieszkańców miast liczących od 100 tys. do 199 tys. ludności może być efektem dostępności finansowej oraz infrastruktury medycznej. To zdecydowanie ułatwia regularne korzystanie z usług stomatologicznych – zaznacza ekspertka z IMPLANT MEDICAL.

Autorzy badania uważają, że wiek, poziom dochodów i miejsce zamieszkania mają wpływ na decyzje dotyczące regularnych wizyt kontrolnych u stomatologa. Jednak kluczową rolę w ich kształtowaniu odgrywają czynniki, takie jak świadomość zdrowotna oraz dostępność usług medycznych. – Niewiedza i lęk przed białym fartuchem potrafią skutecznie opóźniać kontrole stanu uzębienia. Wielu dorosłych Polaków wciąż potrzebuje edukacji w tym zakresie. Strach przed dentystą był, jest i będzie – dodaje współautorka badania.

Zdaniem analityków z UCE RESEARCH, wysoka inflacja mogła wpłynąć na to, że Polacy rzadziej zaczęli odwiedzać stomatologów. Potwierdzają to również obserwacje ekspertów z IMPLANT MEDICAL. – Wielu pacjentów wówczas mówiło, że musi oszczędzić, bo wszystko mocno zdrożało. I to było dość powszechne zachowanie. Oczywiście nie dotyczyło to sytuacji, w których występował silny ból. Natomiast od początku II kwartału br. widać już, że pacjenci częściej pojawiają się na kontrolnych wizytach, bo poprawiła się ich sytuacja finansowa. Niemniej warto zaznaczyć, że nawet ci Polacy, którzy zostali mocno przyciśnięci finansowo przez szalejącą inflację, rzadko rezygnowali z prywatnego leczenia na rzecz państwowej opieki – zwraca uwagę dr Irena Przybylska.

Z kolei patrząc na grupy dochodowe, widać, że osoby uzyskujące co miesiąc poniżej 1000 zł netto najczęściej odbywają wizytę kontrolną u stomatologa raz w roku – 33,3%. Tak też jest wśród ankietowanych zarabiających 1000-2999 zł na rękę – 30,3%. Inaczej wygląda sytuacja w pozostałych grupach. Osoby z dochodem rzędu 3000-4999 zł netto stawiają się na kontrolę raz na pół roku – 30,3%. To też najczęściej dotyczy ankietowanych uzyskujących 5000-6999 zł – 33,6%, 7000-8999 zł – 38,2%, ponad 9000 zł – 37,5%, a także respondentów niepodających wysokości swoich zarobków – 37,3%. 

– Zdecydowanie dochody mają wpływ na to, czy Polacy chodzą na wizyty kontrolne do stomatologów. Od wielu lat widać to, że zamożniejsi pacjenci z większych miast i z wyższym lub ze średnim wykształceniem są w tej kwestii najbardziej aktywni. Choć nie zawsze tak jest, to jednak w dużej części przypadków wizyta kontrolna wiąże się z późniejszym leczeniem. A na to potrzebne są dodatkowe środki – podsumowują autorzy raportu. 

***
Opis metody badawczej
Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i IMPLANT MEDICAL na próbie 1172 dorosłych Polaków.

źródło:ECE Research

Blisko 42% Polaków zamierza w tym roku dokonać metamorfozy swojego uzębienia. Ponad 38% nie bierze tego pod uwagę, a niecałe 20% jeszcze się waha. Najczęściej zmotywowani do tego są najlepiej zarabiający rodacy, a także najmłodsi dorośli. Z kolei najmniej zainteresowani są seniorzy. Komentujący te dane eksperci uważają, że wielu chętnym mogą stanąć na drodze do pięknego uśmiechu niewystarczające środki finansowe. Niemniej, nawet w czasach wysokiej inflacji, ważniejsza od zasobności portfela bywa świadomość i determinacja. Wskazuje na to choćby fakt, że pacjenci coraz częściej pytają o możliwość płacenia za leczenie w formie ratalnej bądź zaciągają na ten cel kredyty gotówkowy lub idą po tzw. chwilówkę.
Niezadowolenie kontra finanse
W tym roku blisko 42% Polaków zamierza poprawić swój uśmiech. Ponad 38% społeczeństwa nie planuje metamorfozy uzębienia, a prawie 20% rodaków jest niezdecydowanych. Takie są wyniki  ogólnopolskiego badania przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i IMPLANT MEDICAL na reprezentatywnej próbie ponad tysiąca dorosłych Polaków.

– Wyniki badania wskazują na niezadowolenie z własnego uśmiechu prawie połowy Polaków. W ostatnich latach wiele osób mogło zwlekać z przeprowadzeniem metamorfozy swojego uzębienia, najpierw z uwagi na pandemię, a potem – inflację. Oczywiście w Polsce nadal panuje drożyzna, rosną ceny zakupów i koszty zabiegów dentystycznych. Jednak sytuacja ekonomiczna niektórych rodaków mogła się ostatnio poprawić, np. dzięki zmianie pracy czy biznesu lub pozyskaniu nowych źródeł dochodów, jak również spadającej inflacji. Zapewne część osób zamierza też skorzystać z oszczędności – podkreśla dr Piotr Przybylski z IMPLANT MEDICAL.

Jednak nie wszyscy eksperci wierzą, że blisko połowa Polaków sprosta własnym deklaracjom. – Gdyby tylko jedna trzecia rodaków skorygowała swój zgryz, to byłoby ogromną, pozytywną zmianą w społeczeństwie. Sama branża stomatologiczna odnotowałaby spory wzrost zysków. Niestety w wielu przypadkach skończy się tylko na noworocznym postanowieniu. Przeszkodą może być wysokość kosztów leczenia, której pacjenci często się nie spodziewają. Niestety, wciąż niewiele procedur można przeprowadzić na NFZ, a na tak podstawowe zabiegi, jak wyleczenie próchnicy na Fundusz, trzeba czekać nawet dwa lata. Oczywiście po takim czasie często nie da się już uratować zęba – mówi dr Emma Kiworkowa z Fundacji Wiewiórki Julii.

Do tego dr Przybylski dodaje, że w kolejnych miesiącach tego roku część osób może oczywiście zrezygnować z poprawy uzębienia i to z bardzo różnych przyczyn. Jeśli ceny usług dentystycznych i ortodontycznych będą mocno rosły, to na pewno wielu pacjentów zniechęci się do leczenia. – Natomiast uważam, że drastyczne podwyżki są już za nami. Ceny nadal będą rosły, tylko wolniej niż rok temu. Ostatnie lata przyniosły już wyraźny wzrost kosztów leczenia stomatologicznego, przewyższający poziom inflacji. Wynikało to z tego, że samo prowadzenie gabinetów mocno podrożało. Do tego coraz większych nakładów finansowych wymaga inwestowanie w zaawansowane technologie, dzięki którym można zapewnić pacjentom najefektywniejsze obecnie metody leczenia – podkreśla ekspert.

Leczenie coraz częściej na kredyt
Wysokie koszty procedur dentystycznych mogą być jednym z głównych powodów, dla których część Polaków nie poprawia swojego uśmiechu, nawet gdy wymaga tego zdrowie jamy ustnej. – Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli pacjent jest świadomy ryzyka braku leczenia, to jednak znajdzie sposób na jego sfinansowanie. Mogę wskazać niedawny przykład nauczycielki, która wzięła w tym celu kredyt. Stwierdziła, że bardziej jej się to opłaci, niż czekanie, aż uzbiera odpowiednią sumę pieniędzy. Przede wszystkim pogorszyłby się stan jej uzębienia, a do tego usługi dentystyczne zdążyłyby już znowu zdrożeć. Zatem determinacja pacjentów jest tu najważniejsza – przekonuje dr Kiworkowa.

Branie kredytu na leczenie stomatologiczne staje się coraz bardziej modne wśród pacjentów, co potwierdza dr Przybylski. Poprawa estetyki uśmiechu może wynieść od kilku do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Wszystko zależy od zakresu, specyfiki i zaawansowania technologii wykorzystywanych w danym zabiegu. Zatem sumarycznie może to być spory wydatek. A jeśli do tego wizyty muszą odbywać się często, to są stałym, naprawdę sporym obciążeniem, zwłaszcza biorąc pod uwagę średni poziom zarobków Polaków.

– Wciąż wielu ludzi w Polsce ma trudności ekonomiczne w dostępie do leczenia stomatologicznego. Ale świadome swoich potrzeb osoby sięgają po dostępne rozwiązania. Jeśli np. nie mają odpowiedniej zdolności kredytowej, to mogą korzystać ze wsparcia różnych fundacji lub z darmowych wizyt, jakie raz w miesiącu oferują niektóre placówki – stwierdza ekspertka.

Jak dodaje dr Przybylski, przez ostatnie dwa lata wyraźnie dało się zauważyć, że pacjenci przy bardziej skomplikowanych zabiegach i kosztowniejszych formach leczenia coraz częściej pytają, czy czasem nie można płatności rozłożyć na raty. Część też wprost mówi, że woli wziąć kredyt bądź tzw. chwilówkę, aby zacząć lub dokończyć leczenie. – Jeszcze parę lat temu takie sytuacje były marginalne. W mojej ocenie, tego typu zachowanie wyraźnie pokazuje, że pacjenci są zdeterminowani, żeby jednak leczyć zęby, nawet kosztem zadłużenia – zaznacza ekspert.

Młodzi najbardziej zdecydowani
Według ww. badania, kobiety częściej niż mężczyźni deklarują, że w tym roku przeprowadzą metamorfozę swojego uśmiechu. Zdecydowane są na to przede wszystkim osoby w wieku 18-24 lat. – Wśród młodych ludzi panuje obecnie moda na zadbany uśmiech. Wynika to z presji wywieranej przez rówieśników czy środowisko. Młodzież, która sama oczywiście nie dysponuje odpowiednimi środkami finansowymi, prosi rodziców czy dziadków o pieniądze na aparaty ortodontyczne, by nie odstawać od kolegów. Czasem starsze pokolenie nawet tego do końca nie rozumie, ale na szczęście wspiera młodych pacjentów w sięganiu po piękne i zdrowe zęby – zauważa ekspertka. 

Poprawą uśmiechu są zainteresowane przede wszystkim osoby z miesięcznymi dochodami netto powyżej 9 tys. zł. Głównie zapowiadają to mieszkańcy miejscowości liczących od 5 tys. do 19 tys. ludności. Dr Emma Kiworkowa tłumaczy, że w małych miejscowościach wciąż brakuje dostępu do usług stomatologicznych. Niektórzy pacjenci muszą przemierzać nawet kilkadziesiąt kilometrów do dentysty. Dlatego właśnie tam występuje duże zapotrzebowanie i determinacja.

– Największa skłonność do poprawy uśmiechu jest widoczna wśród respondentów z najwyższymi dochodami. Liczy się dostępność finansowa. Osoby dobrze zarabiające są w stanie łatwiej ponosić koszty związane z zabiegami, co sprawia, że częściej korzystają z usług lekarzy dentystów. Zasobniejsze portfele, presja społeczna oraz dążenie do poprawy wyglądu mogą być głównymi czynnikami skłaniającymi przedstawicieli ww. grup do metamorfozy uzębienia – wyjaśnia dr Przybylski.

Mężczyźni częściej niż kobiety nie planują poprawić swojego uśmiechu. Ponadto dotyczy to głównie osób w wieku 65-74 lat, z miesięcznym dochodem netto 1000-2999 zł, a także z miast liczących powyżej 500 tys. mieszkańców. – Polacy mający ponad 65. lat mogą uważać poprawę uśmiechu za mniej istotną w porównaniu z innymi kwestiami zdrowotnymi, które są bardziej priorytetowe w ich wieku. Do tego osoby z niższymi dochodami, często też seniorzy, mogą nie być w stanie finansowo zaryzykować wydatków na drogie zabiegi dentystyczne. Mają też mniejszą zdolność kredytową w instytucjach finansowych, stąd też w dużej części leczenie na kredyt im odpada – podsumowuje ekspert.
 
źródło: Monday News
W  I połowie tego roku do Rzecznika Praw Pacjenta wpłynęło blisko 1,9 tys. skarg w zakresie stomatologii. Stanowiły one prawie 5,3% wszystkich zgłoszeń. Dla porównania, w całym ub.r. odnotowano 3,2 tys. i 3,2%. Pacjenci najczęściej narzekali na ograniczone możliwości korzystania z usług i długi okres oczekiwania na planowane świadczenia. Ponadto mieli uwagi właściwie do każdego elementu, jaki może dot. opieki medycznej.
Od stycznia do czerwca br. 1,5 tys. zażaleń dotyczyło leczenia publicznego, a blisko 340 – prywatnego. I tych drugich było o 13,8% więcej niż w pełnym 2022 roku, a w stosunku do 2021 roku nastąpił wzrost aż o 26,5%. W dwóch pierwszych kw. 2023 roku 1,5 tys. skarg złożono za pośrednictwem Telefonicznej Informacji Pacjenta (TIP), blisko 360 – korespondencyjnie i jedną osobiście. 

Skargi do RPP
W I półroczu br. do Rzecznika Praw Pacjenta wpłynęło blisko 1,9 tys. skarg w zakresie stomatologii. W całym 2022 roku było ich prawie 3,2 tys. Z kolei w 2021 roku odnotowano 2,5 tys. takich zgłoszeń, a w 2020 roku – 3,6 tys. 

– Wyniki nie do końca oddają sytuację. Tegoroczne dane są porównywane do okresu pandemii, w czasie której wizyt było zdecydowanie mniej niż normalnie. Dopiero gdy ona ustała, pacjenci zaczęli częściej umawiać się do lekarzy. To bezpośrednio przełożyło się na przyrost skarg. Ale jakość obsługi medycznej też mogła ulec pogorszeniu poprzez fakt, że państwo wciąż za mało płaci lekarzom na kontraktach NFZ. Uważam też, że faktyczne skutki tego będą widoczne w dłuższej perspektywie czasowej, szczególnie że pacjenci mają coraz większą wiedzę na temat swoich praw – komentuje dr Piotr Przybylski, wieloletni ekspert rynku stomatologicznego z Kliniki IMPLANT MEDICAL.

Natomiast Paweł Gierczak, trener Działu Doświadczeń Pacjenta z Medicover Stomatologia, stwierdza, że społeczeństwo ma coraz większą gotowość do dociekania i egzekwowania swoich praw. To świadomość konsumencka, zwiększenie oczekiwań wobec szeroko rozumianego rynku usług, niezależnie od tego, czy mówimy o tych państwowych czy o prywatnych. Ludzie zaczynają rozumieć, że za jedną i drugą formę świadczeń płacą, również odprowadzając podatki.

– Świadomość pacjentów oraz informacje medialne dotyczące rozwoju stomatologii spowodowały, że oczekują oni coraz lepiej wykonywanych prac stomatologicznych i protetycznych. I oczywiście mają na ten temat własne wyobrażenia – zwraca uwagę lek. dent. Jacek Zabielski, wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej Wielkopolskiej Izby Lekarskiej.

Jak wynika z otrzymanych danych, w I połowie br. zgłoszenia dotyczące stomatologii stanowiły prawie 5,3% wszystkich skarg złożonych do Rzecznika Praw Pacjenta. W całym 2022 roku miały one udział na poziomie 3,2%, w 2021 roku – 1,8%, a w 2020 roku – 3,6%.

– Taki wzrost był do przewidzenia. Nie dość, że lekarze pracujący na Fundusz są słabo wynagradzani, to jeszcze nie przechodzą wielu szkoleń, choć stomatologia idzie do przodu. Poza tym środki przeznaczane na leczenie są dalece niewystarczające, zwłaszcza że ono w ostatnich czasach mocno zdrożało, a cześć pacjentów prywatnych zaczęła leczyć się na NFZ. Dlatego skarg będzie przybywać. Obecnie ich ilość jest jeszcze niedoszacowana, bo część osób godzi się na niedogodności, ale w końcu przestanie – przekonuje dr Przybylski.

Opieka publiczna vs. prywatna
Należy też dodać, że spośród wszystkich zgłoszeń odnotowanych w I półroczu br. 1,5 tys. dotyczyło leczenia publicznego, a blisko 340 – prywatnego. W całym zeszłym roku było to odpowiednio 2,9 tys. i blisko 300, w 2021 roku – 2,3 tys. i prawie 270, a w 2020 roku – 2,7 tys. i przeszło 880. Jak komentuje Jacek Zabielski, leczenie prywatne jest oparte na spokojniejszej czasowo pracy z pacjentem. To przenosi się na lepszy odbiór wykonywanych czynności.

– Nasuwa się wniosek, że pacjenci preferują i wyżej oceniają prywatną opiekę stomatologiczną, jednak wobec niej mają zdecydowanie większe oczekiwania. Dlatego też każda reklamacja powinna być traktowana jako wskazówka do tego, co można ulepszyć. Musi budzić z rutyny i uczyć patrzenia na potrzeby pacjenta – mówi Joanna Zienkiewicz, kierownik Działu Rozwoju i Doświadczeń Pacjenta z Medicover Stomatologia.

Pacjenci ewidentnie mają dużo większe zaufanie do leczenia prywatnego niż publicznego, co zaznacza dr Przybylski. I dodaje, że te proporcje będą się powiększały. – Z danych wyłania się bardzo smutny obraz tego, jak Polacy ocenią państwową służbę zdrowia, skoro w I połowie br. złożyli na nią ponad cztery razy więcej skarg niż na prywatne leczenie. NFZ powinien wyciągnąć z tego szybkie wnioski i wdrożyć mechanizmy, które spowodują, że liczba zażaleń zacznie sukcesywnie maleć – alarmuje ekspert z IMPLANT MEDICAL.

Warto też zauważyć, że blisko 340 skarg dotyczących leczenia prywatnego w I półroczu br. to o 13,8% więcej niż w całym 2022 roku. Z kolei w stosunku do pełnego 2021 roku nastąpił wzrost o 26,5%. Dla porównania, w 2020 roku było ponad 880 takich zgłoszeń.

– Co do zasady, pacjent leczący się prywatnie jest bardziej wymagający. Wie, że w każdej chwili może zmienić lekarza, co daje mu pewien komfort. Osoby korzystające z państwowej opieki medycznej też oczywiście mają wymagania, ale pamiętają, że przy ewentualnych roszczeniach będą musiały zmienić lekarza, a na nowego trzeba będzie długo czekać. I właśnie dlatego częściej godzą się na różnego rodzaju utrudnienia, często niesłusznie, ale tak wygląda rzeczywistość – uważa dr Przybylski.

Jak i na co skarżą się pacjenci?
Od stycznia do czerwca br. 1,5 tys. zgłoszeń złożono za pośrednictwem Telefonicznej Informacji Pacjenta (TIP), blisko 360 – korespondencyjnie, a jedną skargę – osobiście. W całym ub.r. było to odpowiednio 2,5 tysiąca, niecałe 640 i 1, w 2021 roku – ponad 2 tysiące, przeszło 500 i 5, a w 2020 roku – 3,2 tysiąca, niecałe 380 oraz 3.

– Zgłoszenia za pomocą TIP są łatwiejsze w realizacji. Szybciej się je składa i łatwiej proceduje. Aspekt wygody gra tu dużą rolę. Do tego pacjenci pewniej się czują, że ktoś ich wysłuchał. Część oczywiście woli to robić korespondencyjnie, żeby mieć jakiś dowód w sprawie. W mojej opinii, w przyszłości TIP nadal będzie głównym narzędziem – prognozuje dr Piotr Przybylski.

Pacjenci najczęściej skarżą się Rzecznikowi Praw Pacjenta na ograniczone możliwości korzystania z usług stomatologicznych i długi okres oczekiwania na planowane świadczenia. Mają też zastrzeżenia do jakości świadczeń, w tym m.in. zarzucają stomatologom błędy lekarskie. Są niezadowoleni z organizacji pracy w placówkach medycznych. Źle oceniają postępowania i zachowania personelu. Zauważają trudności w dostępie do leczenia dla osób z niepełnosprawnościami, a w szczególności – dla dzieci. Inne sprawy dotyczą np. zaginięcia wycisku stomatologicznego czy braku wglądu do własnej dokumentacji medycznej.

Bolączki szybko nie znikną
– Wskazane punkty dotykają właściwie każdego elementu, który może dotyczyć pacjenta. Takie kwestie, jak łatwość umówienia wizyty, kulturalna i pomocna recepcjonistka, kompetentny i komunikatywny lekarz oraz otrzymany plan leczenia, są absolutnie konieczne, aby naprawdę zadbać o osobę zgłaszającą się po pomoc – zapewnia Joanna Zienkiewicz.

Jak przewiduje dr Przybylski, w najbliższym czasie najbardziej może się pogłębić ograniczenie możliwości korzystania z usług stomatologicznych. Do tego czas oczekiwania na świadczenia planowe będzie coraz bardziej się wydłużał. To bolączki państwowej stomatologii od lat. Mówiąc wprost, jeśli drastycznie nie zwiększy się finasowanie jej, to nic się nie zmieni. I nie chodzi tu o waloryzację świadczeń, ale o faktyczne „dosypanie” do tego worka budżetowego nowych środków. Tylko wtedy ww. problemy mają szansę ustąpić.

– W nadchodzących latach pacjenci będą zwracać szczególną uwagę na jakość obsługi na każdym etapie leczenia. Nie bez znaczenia będzie również wsparcie jego realizacji. Te elementy stały się nie mniej ważne niż efekt końcowy zabiegów – podsumowuje ekspertka z Medicover Stomatologia.
 
źródło: Monday News