Medicalpress

W 2010 roku polski rejestr potencjalnych dawców szpiku liczył zaledwie 150 tysięcy potencjalnych dawców – dziś, w Ogólnopolskim Dniu Dawcy Szpiku, świętujemy już 2,5 miliona. Ten spektakularny sukces ma jednak drugie oblicze – nasza baza to żywy organizm, który nieuchronnie się starzeje wraz ze społeczeństwem. Z każdym rokiem tysiące osób muszą opuścić rejestr z powodu przekroczenia granicy wieku – szacuje się, że do 2030 roku będzie to aż 75 tys. osób. Ratowanie życia staje dziś przed zupełnie nowym wyzwaniem: jak skutecznie przekazać pałeczkę młodszym pokoleniom, by nie stracić szansy na pomoc pacjentom w przyszłości?

Nasi dawcy pomagają pacjentom na całym świecie

Znaczenie polskiej bazy wykracza daleko poza granice kraju. Niemal połowa przeszczepień od dawców niespokrewnionych przeprowadzonych w Polsce w 2025 roku odbyła się z wykorzystaniem komórek pochodzących od dawców zagranicznych. Pokazuje to, jak ważna jest międzynarodowa współpraca w transplantologii. Zgodność tkankowa nie zna granic – polscy dawcy pomagają pacjentom na całym świecie, a polscy pacjenci korzystają z zasobów zagranicznych rejestrów.

„Osiągnięcie 2,5 miliona potencjalnych dawców to ogromny sukces i efekt wieloletniego rozwoju polskiego rejestru. Od lat utrzymujemy miejsce w światowej czołówce, ale za tymi liczbami kryje się przede wszystkim większa możliwość znalezienia zgodnego dawcy dla pacjentów, nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Dlatego tak ważne jest, abyśmy nie skupiali się wyłącznie na dalszym zwiększaniu liczby zarejestrowanych osób, ale również na utrzymaniu odpowiedniej struktury wiekowej i dostępności dawców. To od tego w dużej mierze będzie zależał potencjał polskiej bazy w kolejnych latach” – mówi dr hab. Małgorzata Dudkiewicz, kierownik Zespołu Centralnego Rejestru Niespokrewnionych Potencjalnych Dawców Szpiku w Poltransplancie.

Statystyczny dawca szpiku – kto tworzy polską bazę?

Za milionami zarejestrowanych osób kryją się konkretni ludzie. Jak wygląda statystyczny potencjalny dawca Fundacji DKMS? To 38-letnia kobieta – kobiety stanowią bowiem 62 proc. całej bazy fundacji. Najwięcej potencjalnych dawców mieszka w województwach mazowieckim, śląskim, małopolskim i pomorskim. Nieco inaczej wygląda portret dawcy faktycznego, czyli osoby, która rzeczywiście oddała krwiotwórcze komórki macierzyste. Statystycznie jest to 29-letni mężczyzna. Ta różnica pokazuje, że sama liczebność bazy nie jest jedynym czynnikiem decydującym o jej potencjale. Istotne znaczenie przy dopasowywaniu par dawca – biorca, poza zgodnością tkankową, mają również wiek, płeć, stan zdrowia oraz rzeczywista dostępność dawców.

Baza dawców to żywy organizm

Polskie społeczeństwo zmienia się demograficznie. Rodzi się coraz mniej dzieci, a udział starszych grup wiekowych w populacji rośnie. Podobne zjawiska obserwuje Fundacja DKMS w swojej bazie, która liczy obecnie ponad 2,2 miliona potencjalnych dawców. Jeszcze w 2022 roku osoby w wieku 18-30 lat stanowiły 31,7 proc. bazy Fundacji DKMS, czyli niemal jedną trzecią. W 2026 roku ich udział spadł do 23,3 proc. – mniej niż jednej czwartej.

Zmieniająca się struktura wiekowa ma konkretne konsekwencje. Wraz z upływem lat coraz więcej osób osiąga górną granicę wieku i przestaje być aktywnymi potencjalnymi dawcami. Według danych Fundacji DKMS w 2025 roku z tego powodu bazę opuściło 8 679 osób. Prognozy na kolejne lata wskazują na systematyczny wzrost tej liczby. Szacuje się, że do końca 2030 roku, wyłącznie ze względu na osiągnięcie górnej granicy wieku, bazę Fundacji DKMS opuści łącznie ponad 75 tysięcy potencjalnych dawców.

Wiek jest najczęstszą przyczyną wycofania z bazy, ale nie jedyną. Wśród pozostałych powodów znajdują się:

„W ciągu ostatnich pięciu lat z naszej bazy wycofanych zostało blisko 80 tysięcy potencjalnych dawców. To pokazuje, że utrzymanie jej potencjału wymaga nie tylko rejestrowania kolejnych osób, ale również stałej aktualizacji danych i monitorowania dostępności dawców. Z perspektywy medycznej sama liczba zarejestrowanych osób nie jest wystarczającym miernikiem. Dla pacjenta kluczowe jest znalezienie dawcy odpowiedniego pod względem zgodności tkankowej, wieku, stanu zdrowia i rzeczywistej gotowości do donacji. Dlatego musimy myśleć o bazie długofalowo – nie tylko o tym, ilu dawców mamy dziś, ale przede wszystkim o tym, jakie możliwości wyboru będziemy mogli zapewnić transplantologom za pięć czy dziesięć lat” – mówi dr Tigran Torosian, dyrektor medyczny Fundacji DKMS.

Młodzi dawcy szczególnie potrzebni – jak skutecznie do nich docierać?

Zmiany demograficzne to nie jedyne wyzwanie. Równie istotne jest skuteczne docieranie do kolejnych pokoleń potencjalnych dawców. Dlatego działania edukacyjne i rejestracyjne Fundacji DKMS są prowadzone w miejscach bliskich młodym ludziom – w szkołach ponadpodstawowych w ramach KOMÓRKOMANII, na uczelniach poprzez HELPERS’ GENERATION, a także podczas festiwali muzycznych i innych wydarzeń.

Równolegle w komunikacji coraz większą rolę odgrywają niestandardowe kampanie edukacyjne, krótkie formaty wideo i współpraca z twórcami internetowymi. Przykładem jest kampania „Szpikula” z Cezarym Pazurą i Maciejem Sekulskim (MIÜ), która poprzez humor i niestandardową konwencję rozprawia się z mitami dotyczącymi dawstwa szpiku. Zmienia się również sam proces rejestracji, który zostaje dostosowywany do codziennych przyzwyczajeń młodych ludzi, m.in. dzięki możliwości odesłania pakietu rejestracyjnego przez Paczkomat.

„Docieranie do młodych ludzi jest jednym z naszych priorytetów. Chcemy być tam, gdzie szukają informacji i rozmawiać z nimi o dawstwie prosto i rzetelnie. Zależy nam, żeby wiedzieli, że mogą dać komuś szansę na życie. Dziś średni wiek osób rejestrujących się w Fundacji DKMS jest o ponad 15 lat niższy niż na początku naszej działalności. To dobry kierunek, ale nasza baza stale się zmienia – co roku część osób opuszcza ją ze względu na wiek lub stan zdrowia. Dlatego potrzebujemy kolejnych osób gotowych pomóc. Naszym celem jest znalezienie zgodnego dawcy dla każdego pacjenta, który go potrzebuje” – mówi Agnieszka Wodzińska, Wiceprezes Fundacji DKMS.

Więcej informacji o Fundacji DKMS: http://www.dkms.pl/ 

Misją Fundacji DKMS jest znalezienie dawcy dla każdego pacjenta na świecie potrzebującego przeszczepienia krwiotwórczych komórek macierzystych. Fundacja działa w Polsce od 2008 roku jako Ośrodek Dawców Szpiku w oparciu o decyzję Ministra Zdrowia oraz jako niezależna organizacja pożytku publicznego wpisana do KRS 0000318602. To największy Ośrodek Dawców Szpiku w Polsce, w którym zarejestrowanych jest ponad 2,2 mln dawców, spośród których ponad 17 500 (październik 2026) oddało swoje krwiotwórcze komórki macierzyste lub szpik pacjentom zarówno w Polsce, jak i na świecie, dając im tym samym drugą szansę na życie. Aby zostać potencjalnym dawcą, wystarczy wejść na stronę www.dkms.pl i zamówić pakiet rejestracyjny do domu.

Źródło: Fundacja DKMS

W polskim systemie opieki senioralnej brakuje obecnie nawet 50 tysięcy opiekunów osób starszych, opiekunów medycznych i środowiskowych – alarmuje Fundacja SeniorApp. Zdaniem ekspertów wzorem dla Polski powinien być duński model. O tym, jakie rozwiązania warto wdrożyć rozmawiano m.in. podczas tegorocznego Forum Ekonomicznego w Karpaczu.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, już teraz w Polsce żyje blisko 10 milionów osób po 60. roku życia. Szacunki, nawet dość ostrożne, zakładają, że odsetek seniorów w Polsce będzie rósł w kolejnych latach, a do połowy XXI w., mediana wieku osiągnie 52 lata. Demografia będzie w znaczący sposób wpływać na politykę społeczną, tworząc wyzwania o nieznanej dotychczas w Polsce skali.

– Przygotowania do tego co niesie, wcale nie tak odległa, przyszłość trzeba czynić już dzisiaj. Znajdujemy się w przełomowym momencie demograficznym, a nasilające się trendy związane ze starzeniem się społeczeństwa wymagają zmiany sposobu myślenia o polityce społecznej i wsparciu seniorów. Szacuje się, że już teraz brakuje w Polsce nawet 50 tysięcy opiekunów seniorów, opiekunów medycznych i środowiskowych. Najskuteczniejszym, a zarazem najtańszym sposobem uniknięcia katastrofy w systemie opieki senioralnej jest prewencja. Naszym głównym zadaniem powinno być znalezienie odpowiedzi na pytanie nie tyle jak pomóc seniorom, ale co zrobić, czego ich nauczyć, jakie rozwiązania wdrożyć, by ci byli w stanie jak najdłużej funkcjonować samodzielnie bez konieczności korzystania ze stałej opieki, w której już teraz w skali kraju doświadczamy znaczących braków kadrowych – mówi Przemysław Mroczek, prezes zarządu Fundacji SeniorApp.

Duńczycy pokazują, jak to robią

Temat samodzielności seniorów był omawiany m.in. podczas jednego z paneli dyskusyjnych Forum Ekonomicznego w Karpaczu. Eksperci uczestniczący w debacie wymieniali się doświadczeniami we wprowadzaniu rozwiązań, których celem wspieranie seniorów w zachowaniu samodzielności w swoim środowisku domowym.

Jednym z ciekawych przykładów tego podejścia są rozwiązania wprowadzone już w 2008 r. w duńskiej gminie Fredericia. W obliczu rosnącego zapotrzebowania na usługi opiekuńcze i ograniczonych zasobów finansowych, władze gminy postawiły na rozwiązania wspierające samodzielność seniorów. Obejmowały one, m.in. kilkutygodniowe szkolenia z zespołem rehabilitantów i opiekunów zamiast natychmiastowego przyznawania stałej opieki domowej.

Wykorzystanie potencjału tego rozwiązania pozwoliło znacząco ograniczyć potrzeby w zakresie opieki w miejscu zamieszkania seniora, zwiększyć samodzielność osób starszych oraz ich poczucie godności i sprawczości, a skala sukcesu (w tym m.in. 2 miliony euro rocznie oszczędności dla gminy z tytułu ograniczenia kosztów stałej opieki domowej) sprawiła, że od 2015 r. ocena potencjału rehabilitacyjnego jest ustawowym obowiązkiem we wszystkich 98 gminach w Danii.

Potencjał seniorów wsparciem dla budżetu

Jak wynika z raportu Fundacji SeniorApp „Ocena potrzeb w zakresie wsparcia dla Seniorów w Polsce 2025”, aż 8 na 10 polskich seniorów najbardziej obawia się na starość chorób i niedołężności oraz tego, że stanie się ciężarem dla bliskich. Sposobem na zniwelowanie tego ryzyka są inwestycje w zdrowie i rozwiązania wspierające samodzielność seniorów.

Profilaktyka zdrowotna, skuteczne leczenie występujących chorób oraz wspieranie samodzielności seniorów powinny być głównymi kierunkami przyświecającymi polityce senioralnej w Polsce. W zależności od tego, na jaki model postawimy – aktywne wsparcie seniorów czy pasywną politykę wyłącznie doraźnego reagowania na zgłaszane potrzeby, będziemy uważać demografię za obciążenie lub jeden z elementów wspierających gospodarkę. Podobnie jak w przypadku ochrony zdrowia, gdzie najtańszą interwencją w ujęciu długofalowym jest prewencja chorób, tak w przypadku polityki społecznej najmniejszym kosztem jest inwestycja w samodzielność seniorów i rozwój ich aktywności, także ekonomicznej – komentuje Igor Marczak, wiceprezes zarządu Fundacji SeniorApp i członek Zespołu ds. samorządowych działań senioralnych przy KPRM.

W trakcie innego panelu dyskusyjnego podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu eksperci rozmawiali także o tym, że w Polsce wielu seniorów wykazuje dużą skłonność do rozwoju osobistego, rozwoju kompetencji, do tego często chcą pozostać aktywni, także na rynku pracy. Jednak konieczne jest wprowadzanie rozwiązań, które im to umożliwią. Taką politykę można wdrożyć zarówno na szczeblu krajowym jak i lokalnym, jak np. organizowanie przez samorządy targów pracy dla seniorów czy specjalnych programów edukacyjnych dla tej grupy osób.

– Aktywność ekonomiczna osób po 60. czy 65. roku życia generuje dodatkowe wpływy dla budżetu państwa i sprzyja ograniczaniu transferów socjalnych. To ewidentnie sytuacja typu win-win, ale wymaga współpracy administracji rządowej, samorządów oraz sektora prywatnego w celu tworzenia elastycznych miejsc pracy i nowoczesnych usług pozwalających wykorzystać potencjał tzw. Srebrnej Gospodarki – podsumowuje Igor Marczak.

Źródło: inf pras

Przeciętny Polak ma dziś większą szansę dożyć późnej starości niż jeszcze kilka lat temu. Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego potwierdzają, że długość życia w Polsce ponownie rośnie po pandemicznym załamaniu. Statystyki pokazują jednak coś jeszcze, o szansach na długie życie nadal decydują płeć i miejsce zamieszkania. Mężczyzna urodzony w jednym województwie może żyć średnio nawet o ponad trzy lata dłużej niż jego rówieśnik z innego regionu kraju. To różnice, których nie da się wyjaśnić wyłącznie genetyką.

Pandemia COVID-19 na krótko zatrzymała trwający od trzech dekad proces wydłużania życia Polaków. W latach 2020–2021 oczekiwane trwanie życia wyraźnie spadło, jednak kolejne lata przyniosły odbudowę. Najnowsze dane GUS pokazują, że w 2025 roku przeciętne oczekiwane trwanie życia noworodka wyniosło 75,37 roku dla mężczyzn i 82,48 roku dla kobiet. W porównaniu z poprzednim rokiem oznacza to wzrost odpowiednio o 0,4 oraz 0,2 roku. Polska nie tylko odrobiła pandemiczne straty, ale utrzymuje trend obserwowany od początku lat 90. XX wieku.

Na pierwszy rzut oka można uznać to za dobrą wiadomość. Dłuższe życie jest przecież jednym z najbardziej syntetycznych wskaźników opisujących stan zdrowia społeczeństwa. Za tym wzrostem kryje się jednak znacznie bardziej złożona historia.

Najbardziej uderzające są różnice regionalne. Według danych GUS mężczyźni mieszkający w województwie podkarpackim żyją przeciętnie ponad trzy lata dłużej niż mieszkańcy województwa łódzkiego. Podobne dysproporcje dotyczą kobiet. W praktyce oznacza to, że kod pocztowy nadal pozostaje jednym z czynników wpływających na zdrowie.

Nie jest to zjawisko charakterystyczne wyłącznie dla Polski. Od lat epidemiolodzy zwracają uwagę, że długość życia zależy nie tylko od jakości systemu ochrony zdrowia. Równie ważne okazują się poziom wykształcenia, sytuacja ekonomiczna, jakość środowiska, dostęp do profilaktyki, styl życia oraz rozpowszechnienie czynników ryzyka, takich jak palenie tytoniu, nadciśnienie tętnicze, otyłość czy nadużywanie alkoholu.

Jeszcze bardziej trwała pozostaje różnica między kobietami i mężczyznami. Statystyczna Polka żyje obecnie około siedem lat dłużej niż statystyczny Polak. To jedna z największych różnic obserwowanych w krajach europejskich. Eksperci od lat wskazują, że nie wynika ona wyłącznie z biologii. Mężczyźni częściej podejmują zachowania ryzykowne, później zgłaszają się do lekarza, rzadziej korzystają z badań profilaktycznych i częściej umierają z powodu chorób układu krążenia oraz nowotworów rozpoznawanych w bardziej zaawansowanym stadium.

W ostatnich latach coraz większą uwagę zwraca się również na pojęcie długości życia w zdrowiu. Sam wzrost liczby przeżytych lat nie musi oznaczać, że społeczeństwo cieszy się lepszym zdrowiem. Jeśli dodatkowe lata przypadają na okres życia z niepełnosprawnością, chorobami neurodegeneracyjnymi lub wielochorobowością, system ochrony zdrowia staje przed zupełnie nowymi wyzwaniami.

I właśnie to może być najważniejszy wniosek płynący z najnowszych danych. Polska starzeje się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Wydłużające się życie oznacza rosnącą liczbę osób z chorobami przewlekłymi wymagającymi wieloletniego leczenia, rehabilitacji i opieki długoterminowej. Coraz większego znaczenia nabierają neurologia, geriatria, psychiatria wieku podeszłego czy opieka paliatywna.

To również wyzwanie finansowe. Dłuższe życie oznacza większe zapotrzebowanie na świadczenia zdrowotne, leki i opiekę społeczną, a jednocześnie malejącą liczbę osób w wieku produkcyjnym finansujących system składkowy. Dyskusja o długości życia coraz częściej dotyczy więc nie tylko medycyny, ale również polityki społecznej i gospodarczej.

Najnowsze statystyki pokazują jeszcze jedną ważną prawidłowość. Sam rozwój medycyny nie wystarczy, aby dalej wydłużać życie Polaków. Coraz większy wpływ będą miały działania profilaktyczne, skuteczne leczenie chorób cywilizacyjnych oraz ograniczanie nierówności zdrowotnych między regionami. To właśnie one mogą zdecydować o tym, czy różnica kilku lat życia między mieszkańcami różnych części kraju będzie się zmniejszać, czy pozostanie jedną z najbardziej widocznych cech polskiej epidemiologii.

Paradoksalnie więc najważniejszym pytaniem nie jest już to, czy będziemy żyć dłużej, lecz czy dodatkowe lata będą latami przeżytymi w dobrym zdrowiu. Od odpowiedzi na to pytanie zależy przyszłość nie tylko systemu ochrony zdrowia, ale również rynku pracy, systemu emerytalnego i jakości życia milionów Polaków.

Źródło: GUS

Według najnowszego raportu Europejskiego Urzędu ds. Pracy (ELA) lekarze, pielęgniarki i opiekunowie należą do zawodów najbardziej dotkniętych brakami kadrowymi w Europie. Tymczasem w Polsce wstrzymano prace nad wykazem zawodów deficytowych, który miał m.in. wskazywać urzędom, którymi wnioskami w sprawie przyjmowania pracowników zza granicy powinni zająć się w pierwszej kolejności.
Zdaniem ekspertów brak tego rozwiązania w przyszłości jeszcze bardziej pogłębi już w tej chwili dramatyczny niedobór opiekunów osób starszych w kraju. Dodatkowo zwiększy szarą strefę oraz ograniczy możliwość kierowania do Polski specjalistów potrzebnych tam, gdzie najbardziej ich brakuje. 15 czerwca obchodzony jest Światowy Dzień Praw Osób Starszych – to dobry moment, by przypomnieć, że dostęp do opieki należy do podstawowych praw seniorów.Według raportu ELA Europa opieka zdrowotna i społeczna należy do sektorów najbardziej dotkniętych trwałym brakiem pracowników, mimo że w tym obszarze zatrudnionych jest w Unii około 25 mln osób.

„Prawo do godnego starzenia się oznacza m.in. dostęp do opieki i profesjonalnego wsparcia wtedy, gdy stajemy się zależni od pomocy innych. Nie może być ono realizowane bez ludzi, którzy tę opiekę będą świadczyć. Tymczasem niedobór opiekunów nad osobami starszymi w Polsce rośnie w zatrważającym tempie. Jeszcze kilka lat temu szacowaliśmy, że brakuje około 20 tysięcy opiekunów, dziś mówimy już o dziesiątkach tysięcy. Potwierdzają to również rządowe wyliczenia związane z bonem senioralnym, zgodnie z którymi do obsługi programu potrzebnych miało być około 90 tysięcy opiekunów – mówi Ada Zaorska, przewodnicząca Polskiego Stowarzyszenia Opieki Domowej (PSOD). – Sytuacja staje się dramatyczna. Osoby starsze pozostają bez opieki lub bliscy musza rezygnować z pracy, by zająć się seniorem. Polaków nie stać na profesjonalną opiekę, a usługi stają się coraz droższe, bo jest coraz mniej osób chętnych do pracy. Firmy opiekuńcze upadają, a wiele domów opieki nie jest pewnych swojej przyszłości ze względu na pogłębiające się braki kadrowe”.

Potrzeby opiekuńcze rosną szybciej niż możliwości systemu

Problem niedoboru kadr opiekuńczych dotyczy całej Europy. Z wcześniejszego raportu ELA (opublikowanego pod koniec kwietnia br.) poświęconego sektorowi opieki długoterminowej wynika, że w Unii Europejskiej liczba osób w wieku 80+ wzrośnie do 2040 roku o około 44 proc. Oznacza to dalszy wzrost zapotrzebowania na usługi opiekuńcze w całej Europie.

Jednocześnie zawód opiekuna osób starszych pozostaje jednym z najbardziej deficytowych zawodów na rynku pracy. Wg ELA w UE mamy ponad 3,2 mln pracowników opieki, ale jest to zdecydowanie za mało i luka ta będzie się stale powiększać. Potwierdzają to kolejne edycje „Barometru zawodów”, w których opiekunowie osób starszych i osób z niepełnosprawnościami niezmiennie znajdują się wśród profesji, w których brakuje pracowników.

Skalę rosnących wyzwań opiekuńczych potwierdza tegoroczny raport BGK dotyczący opieki długoterminowej w Polsce. Wynika z niego, że do 2040 roku potrzebnych będzie nawet 124 tys. nowych miejsc w placówkach opiekuńczych. Przy obecnej bazie wynoszącej około 152 tys. miejsc oznacza to konieczność niemal podwojenia istniejących zasobów.

„Placówki opiekuńcze mierzą się dziś z wieloma problemami – od niedoborów kadrowych i rosnących kosztów funkcjonowania, po konieczność dostosowywania infrastruktury i standardów usług do zmieniających się potrzeb seniorów. Jednocześnie zapotrzebowanie na opiekę długoterminową będzie w kolejnych latach dynamicznie rosło. Bez zwiększenia liczby pracowników sektora opiekuńczego oraz dalszych inwestycji w infrastrukturę nie zapewnimy wsparcia i bezpieczeństwa seniorom” – podkreśla dr n. med. i n. o zdr. Andrzej Lejczak, Prezes Zarządu Stowarzyszenia Krajowa Izba Domów Opieki (KIDO).

Bez pracowników zagranicznych system sobie nie poradzi

Coraz większą rolę w systemach opieki odgrywają pracownicy zza granicy. Około 14 proc. pracowników sektora opieki w Europie wykonuje pracę poza krajem swojego obywatelstwa, a szczególnie duże znaczenie mają oni w opiece domowej i całodobowej.

Polacy coraz rzadziej wybierają zawód opiekuna osób starszych, mimo że potrzeby są ogromne. A nawet jeśli go wybiorą, to chętniej wyjeżdżają np. do Niemiec, gdzie mogą liczyć na większe zarobki.  W efekcie lukę kadrową w dużej mierze wypełniają dziś opiekunowie z Ukrainy, Gruzji i innych krajów.

„Bez pracowników zagranicznych system opieki nad osobami starszymi w Polsce znajdzie się w bardzo trudnej sytuacji. Procedury w zakresie przyjazdu osób bez obywatelstwa UE do Polski stały się bardzo utrudnione, mówimy wręcz o zablokowaniu decyzji urzędów, nawet w stosunku do osób już przebywających w Polsce. To zagrożenie dla ciągłości opieki dla naszych seniorów” – alarmuje Ada Zaorska.

Co z wykazem zawodów deficytowych?

Szczególne obawy środowiska opiekuńczego budzi decyzja o wstrzymaniu prac nad wykazem zawodów deficytowych. Wśród profesji, które miały zostać objęte priorytetowym traktowaniem w procedurach administracyjnych, znajdują się m.in. opiekunowie osób starszych, pielęgniarki i lekarze – zawody od lat wskazywane jako deficytowe zarówno przez ekspertów rynku pracy, jak i kolejne edycje „Barometru zawodów”.

„Z zaskoczeniem przyjęliśmy decyzję o wstrzymaniu prac nad wykazem zawodów deficytowych. Wykaz miał nadać w urzędach priorytet wnioskom z profesji kluczowych z punktu widzenia bezpieczeństwa zdrowotnego i opiekuńczego społeczeństwa. Warto podkreślić, że zasady kontroli i procedury miały pozostać te same, wręcz mówi się o ich zaostrzeniu. Chodziło tylko o świadomy wybór kogo chcemy wpuszczać do kraju w pierwszej kolejności. Apelujemy, by temat ten wrócił do dalszych prac i dialogu z zainteresowanymi środowiskami” – komentuje Ada Zaorska.

„Placówki opieki długoterminowej od lat mierzą się z niedoborami personelu. Potrzebujemy rozwiązań, które usprawnią pozyskiwanie pracowników tam, gdzie ich rzeczywiście brakuje. W przypadku opieki stawką jest nie tylko sprawne funkcjonowanie placówek, ale przede wszystkim dobro i bezpieczeństwo ich podopiecznych” – mówi dr Lejczak.

Konsternację ekspertów wzbudziła informacja, że Ministerstwo Rodziny, Pracy i Pomocy Społecznej podjęło decyzję o wstrzymaniu prac nad wykazem zawodów deficytowych z powodu wzrostu bezrobocia.

„Jeśli ktoś liczy na to, że osoby, które obecnie tracą lub nie mogą znaleźć pracy będą zajmowały się osobami starszymi nie znają realiów opieki. To bardzo trudny zawód wymagający dojrzałości, odporności psychicznej i specjalistycznej wiedzy. A do tego jest słabo opłacany. Prawdopodobieństwo, że informatyk czy księgowy, który stracił pracę się jej podejmie, i pozostanie w zawodzie wystarczająco długo, by nabyć umiejętności i doświadczenie, jest bardzo niskie. Takiej osobie bardziej opłaca się pozostać na zasiłku i w tym czasie przekwalifikować się do innych zawodów. I tak powinno być w dobrze działającej gospodarce, gdyż są to osoby, które mogą przyczynić się do rozwoju kraju w nowych obszarach i wprowadzania innowacji. Opieka wymaga osób przekonanych, że jest to ich powołanie i chętnych do ciężkiej fizycznej pracy” – podsumowuje Ada Zaorska.

Dostęp do opieki jest jednym z podstawowych praw osób starszych. W obliczu starzenia się społeczeństwa zapewnienie odpowiedniej liczby opiekunów, pielęgniarek i lekarzy staje się warunkiem skutecznej ochrony praw seniorów. Bez odpowiednich kadr trudno mówić o bezpieczeństwie, samodzielności i godnym życiu osób starszych.

Żródło: inf pras

Polska stoi przed jednym z największych wyzwań zdrowotnych i społecznych najbliższych dekad. Z danych GUS wynika, że liczba osób po 60. roku życia będzie systematycznie rosła, zwiększając zapotrzebowanie na opiekę medyczną, rehabilitację i wsparcie społeczne. Tymczasem eksperci alarmują, że obecny system ochrony zdrowia nie jest przygotowany na skalę nadchodzących zmian. Podczas VI Kongresu „Pacjent w Centrum Uwagi” organizowanego przez DOZ S.A. zwracano uwagę na niedobór specjalistycznej opieki geriatrycznej, problem wielolekowości, brak koordynacji działań oraz konieczność inwestowania w profilaktykę i aktywne starzenie się społeczeństwa.
Z danych GUS wynika, że na koniec 2023 r. było już 9,9 mln osób 60+, a do 2060 r. może ich być 11,9 mln. To oznacza nie tylko więcej seniorów, ale też więcej chorób przewlekłych, leków i potrzeby rehabilitacji. Problem w tym, że geriatria nie wystarczy. W Polsce działa tylko 195 poradni geriatrycznych i 62 oddziały z ok. 1,2 tys. łóżek. Eksperci podkreślają więc, że potrzebny jest model współpracy wielu specjalistów, a nie leczenie seniora „na raty” w kolejnych gabinetach.

Starość zaczyna się „poza szpitalem”. Warszawa pokazuje kierunek

Starzenie nie zaczyna się w gabinecie, tylko na ulicy, przystanku i w mieszkaniu bez windy. Dlatego jako przykład działań samorządowych wskazywano Warszawę. Jarosław Jóźwiak, radny Warszawy i przewodniczący komisji zdrowia, mówił o transporcie, profilaktyce, szczepieniach i rozwiązaniach mieszkaniowych. Jak podkreślał, „miasto podchodzi do wsparcia seniorów w sposób integralny”.

Zwracał też uwagę, że dłuższe życie oznacza większe potrzeby. „Im lepiej, tym trudniej – mówił, dodając – Sztuka życia polega na tym, by w wieku 80-90 lat jeździć na rajdach i ćwiczyć na siłowni”. To pokazuje, że aktywna starość zależy nie tylko od chęci, ale też od warunków: dostępnej przestrzeni, usług, profilaktyki i wsparcia.

Brak informacji i koordynacji – bariera, która psuje nawet dobre rozwiązania

Nawet najlepsze lokalne programy nie wystarczą jednak, jeśli pacjent – szczególnie senior – nie wie, gdzie i po co ma się zgłosić. Uczestnicy kongresu podkreślali problem niedostatecznej informacji oraz brak spójnej koordynacji działań. Irena Rej, prezes Izby Gospodarczej Farmacja, oceniała, że „dużo mówimy i robimy, tylko brak koordynacji pomiędzy jednym a drugim”. Zwracała uwagę, że seniorzy często nie wiedzą, jakie mają uprawnienia i gdzie szukać pomocy. „Jak nie wiemy, to narzekamy. Jak wiemy, to możemy być aktywni” – mówiła.

Wątek aktywizacji seniorów powiązano z profilaktyką i zdrowiem publicznym. Łukasz Salwarowski podkreślał, że „człowiek nieaktywny, zamknięty w czterech ścianach, to człowiek chory”, a izolacja i bierność szybko przekładają się na pogorszenie stanu zdrowia – i w konsekwencji na koszty ponoszone zarówno przez system, jak i przez rodziny.

Wielolekowość: NFZ o skali problemu, apteki o możliwym rozwiązaniu

Jednym z największych wyzwań zdrowotnych seniorów jest wielolekowość. Z danych NFZ wynika, że „aż 1/3 Polaków po 65. roku życia przyjmuje co najmniej 5 leków dziennie”, co zwiększa ryzyko interakcji i powikłań.

Dlatego podczas kongresu dużo mówiono o roli farmaceutów, bo to właśnie apteka często jest dla seniora najłatwiej dostępnym miejscem kontaktu z systemem ochrony zdrowia. Zdaniem uczestników rozwój usług takich jak przeglądy lekowe czy edukacja pacjentów może poprawić bezpieczeństwo terapii. „Jeżeli w aptekach będą takie usługi, jak przegląd lekowy, będziemy mogli edukować pacjentów, jak zażywać leki (…) to system na tym zyska” – przekonywał Radosław Wesołek.

Profilaktyka i styl życia: starość zaczyna się dużo wcześniej niż w gabinecie

W dyskusji o systemie łatwo skupić się na brakach kadrowych i organizacyjnych, a zapomnieć, że część ryzyka można ograniczać, zanim pacjent trafi do przychodni. W tym kontekście wybrzmiała perspektywa prof. Michała Rabijewskiego, który podkreślał znaczenie codziennych nawyków – ruchu, diety i profilaktyki – nawet wtedy, gdy ktoś ma obciążenia rodzinne. Jak mówił: „W granicach 80, 90% tego, ile my będziemy żyli i w jakim zdrowiu będziemy żyli, tak naprawdę zależy od nas samych”. W praktyce oznacza to, że system powinien nie tylko leczyć skutki, ale także wspierać ludzi w utrzymaniu sprawności jak najdłużej – bo to jedna z najbardziej opłacalnych i zarazem najbardziej „ludzkich” dróg ochrony zdrowia.

Wnioski z kongresu DOZ: współpraca i koordynacja zamiast gaszenia pożarów

Z debaty podczas VI Kongresu „Pacjent w Centrum Uwagi” organizowanego przez DOZ S.A. wyłaniał się obraz systemu, który nie nadąża za rosnącą liczbą seniorów: opieka nad pacjentem wielochorobowym jest rozproszona, informacja nie zawsze dociera tam, gdzie powinna, a profilaktyka zbyt często ustępuje leczeniu skutków.

Uczestnicy podkreślali, że potrzebne są lepsza koordynacja, silniejsza profilaktyka i współpraca między zawodami medycznymi, by seniorzy szybciej otrzymywali wsparcie bliżej domu, a system mógł ograniczać możliwe do uniknięcia powikłania i hospitalizacje. W przeciwnym razie zamiast planu pozostanie reagowanie i „gaszenie pożarów”.

Źródło: PAP MediaRoom

Polacy po 65.roku życia spędzają mniej lat w dobrym zdrowiu niż przeciętny mieszkaniec UE – oceniają eksperci think tanku Medyczna Racja Stanu. Aby poprawić te wskaźniki, konieczne są kompleksowe zmiany w organizacji systemu ochrony zdrowia i skuteczniejsze leczenie chorób przewlekłych.

 
Z danych GUS, cytowanych w informacji prasowej przesłanej PAP, wynika, że niemal nieprzerwanie od 2012 r. utrzymuje się spadek liczby ludności Polski. W końcu 2025 r. wynosiła ona 37332 tys., tj. obniżyła się o ok. 157 tys. w stosunku do stanu sprzed roku.

Na debacie Medycznej Racji Stanu pod koniec kwietnia wiceprezes GUS ds. statystyki społecznej Hanna Strzelecka podkreśliła, że polskie społeczeństwo systematycznie się starzeje. – Ale dopiero w 2014 r. trendy zmieniły się o tyle, że mamy więcej ludności w wieku 65 lat i starszej niż dzieci wieku 0-14 lat – zaznaczyła.

Zwróciła uwagę, że obecnie mamy w kraju 8 mln osób w wieku 65 lat i więcej, natomiast w roku 2050 będzie to 10 mln, czyli co trzecia osoba. Osób w wieku 80 lat i starszych jest w Polsce obecnie 1,6 mln, a w 2050 r. będzie ich dwa razy więcej.

– Musimy się do tego przygotować, nie tylko z punktu widzenia opieki zdrowotnej, ale też opieki długoterminowej – zaznaczyła Strzelecka. Według niej, nawet gdyby obecnie znacząco wzrosła w kraju dzietność, nie uda nam się szybko odwrócić tych trendów. – Dlatego musimy wprowadzić w życie „srebrną” gospodarkę – oceniła. Jej zdaniem jest to niezbędne, by utrzymać rozwój gospodarczy.

Prof. Elżbieta Gołata, przewodnicząca Komitetu Nauk Demograficznych PAN, zwróciła uwagę na to, że w ostatnich 35 latach oczekiwana długość życia w Polsce wzrosła o 10 lat. Mimo to nadal jesteśmy w końcówce krajów Europejskich – w krajach takich jak Włochy, Szwecja czy Szwajcaria ludzie żyją średnio 7 lat dłużej, zaznaczyła specjalistka.

W jej ocenie jest też wiele do zrobienia, jeśli chodzi o oczekiwaną długość życia w zdrowiu. Z ostatniego raportu Komisji Europejskiej pt. „State of Health in the EU. Polska. Profil systemu ochrony zdrowia 2025” wynika, że średnia długość życia w zdrowiu w Polsce była niższa od średniej Unii Europejskiej. W wieku 65 lat kobiety w Polsce mogą oczekiwać 8,6 roku zdrowego życia, a mężczyźni 7,8 roku, w porównaniu ze średnią wynoszącą odpowiednio 9,2 roku i 8,9 roku w całej UE.

W raporcie wskazano, że – zgodnie z trendami obserwowanymi w całej Europie – głównymi przyczynami zgonów oraz złego stanu zdrowia Polaków są choroby układu krążenia i nowotwory.

– Mamy coraz więcej schorzeń o charakterze przewlekłym, związanych z wiekiem – powiedział pełnomocnik prezesa NFZ, Michał Dzięgielewski. Zwrócił też uwagę, że grupa osób w wieku 60 lat i więcej stanowi największe obciążenie dla systemu ochrony zdrowia. – Aż 50 proc. wydatków w leczeniu szpitalnym jest związane z grupą wiekową 60+, a leczenie szpitalne stanowi z kolei 50 proc. wszystkich wydatków na zdrowie – wyjaśnił.

Eksperci podkreślali, że ze względu na starzenie się społeczeństwa konieczna jest kompleksowa reforma, jeśli chodzi o leczenie chorób przewlekłych, które generują wiele kosztownych powikłań. Przykładem jest choroba otyłościowa.

Prof. Mariusz Wyleżoł, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości, przypomniał, że epidemia otyłości i związane z nią ok. 200 powikłań, w tym choroby sercowo-naczyniowe, stanowią „zagrożenie dla całego społeczeństwa”.

– My obecnie w Polsce koncentrujemy się na leczeniu powikłań otyłości, a nie na jej leczeniu przyczynowym. A obecnie mamy takie możliwości. Jeszcze się kilka lat temu nie spodziewaliśmy, że do chirurgii bariatrycznej dołączy możliwość leczenia farmakologicznego – powiedział specjalista. W jego ocenie jest to największy przełom w medycynie, jaki dokonał się w ostatnich latach.

Tymczasem w naszym kraju wciąż odwlekane są decyzje o systemowym podejściu do leczenia chorych na otyłość, w tym o refundacji farmakoterapii. – Musimy jak najszybciej zaopiekować się tą grupą chorych, ażeby przeciwdziałać rozwojowi powikłań otyłości. Przyniesie to ogromne oszczędności dla całego systemu opieki zdrowotnej, ale i dla nas wszystkich jako społeczeństwa – ocenił.

Innym przykładem przewlekłej choroby generującej ogromne koszty społeczne jest nadciśnienie tętnicze.

Prof. Jacek Wolf z Kliniki Nadciśnienia Tętniczego i Diabetologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego przypomniał, że może ono dotyczyć nawet 38 proc. dorosłych Polaków i jest głównym czynnikiem skracającym życie i powodującym niepełnosprawność, gdyż przyczynia się do zawałów serca i udarów mózgu.

W ocenie kardiologa największym problemem w leczeniu nadciśnienia jest brak współpracy pacjentów z lekarzem i nieprzestrzeganie zaleceń lekarskich. Zgodnie z szacunkami jedynie 22,4 proc. pacjentów z nadciśnieniem jest leczonych właściwie. Ten niski wskaźnik kontroli przyczynia się do zwiększonego ryzyka udarów, zawałów serca i przedwczesnych zgonów.

Aby poprawić te wyniki, Polskie Towarzystwo Nadciśnienia Tętniczego we współpracy Polskim Towarzystwem Medycyny Rodzinnej, Polskim Towarzystwem Diabetologicznym oraz Polskim Towarzystwem Kardiologicznym zainicjowało na początku br. program Misja 50/30. Jego celem jest to, aby do 2030 r. 50 proc. pacjentów z nadciśnieniem uzyskało prawidłowe wskaźniki ciśnienia tętniczego – tzw. normotensję. Lekarze, którzy decydują się przyłączyć do programu, są zobowiązani edukować pacjentów z nadciśnieniem tętniczym na temat korzyści płynących z prawidłowej terapii tego schorzenia.

Prof. Wolf podkreślił, że obecnie dysponujemy bardzo dobrymi lekami na nadciśnienie, które mogą poprawić przestrzeganie zaleceń lekarskich (tzw. adherencję). Są to leki złożone (w skrócie SPC). – Te leki to fundament leczenia nadciśnienia tętniczego. Dane z Niemiec wskazują, że znacznie poprawiają one poziom współpracy pacjenta z lekarzem i dają bardzo dobre efekty zdrowotne, np. chorzy rzadziej wymagają hospitalizacji z powodu powikłań – powiedział specjalista.

Prof. Krzysztof Giannopoulos, prezes Stowarzyszenia Hematologia Nowej Generacji oraz Polskiego Towarzystwa Hematologicznego i Transfuzjologicznego, zwrócił uwagę na to, że coraz lepsze leczenie nowotworów układu krwiotwórczego sprawia, iż pacjenci mogą żyć z nimi przez wiele lat, jak z chorobą przewlekłą. – Ze względu na coraz bardziej starzejące się społeczeństwo, ale też coraz lepszą diagnostykę, liczba chorych na nowotwory hematologiczne będzie rosła. Jednocześnie, dzięki coraz lepszemu leczeniu, pacjenci ci coraz dłużej żyją – powiedział specjalista.

Przykładem jest szpiczak plazmocytowy, gdzie mediana przeżycia kiedyś wynosiła 3 lata, a obecnie pacjenci po przeszczepieniu autologicznym szpiku na jednym schemacie leczenia mają medianę przeżycia 17 lat. Dlatego tak istotne jest finansowanie skutecznych terapii dla tych chorych już od najwcześniejszych linii terapii, w tym najnowszych opcji, jak CAR-T czy innowacyjne leki łączące przeciwciało z immunotoksyną, ocenił prof. Giannopoulos.

Eksperci Medycznej Racji stanu podsumowali, że jednym z czynników, który może pomóc złagodzić negatywne konsekwencje starzenia się społeczeństwa, jest wydłużenie średniej życia w zdrowiu. To z kolei może przełożyć się na wydłużenie aktywności zawodowej osób starszych. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

W styczniu 2026 roku urodziło się dziesięciotysięczne dziecko w ramach rządowego programu „Leczenie niepłodności obejmujące procedury medycznie wspomaganej prokreacji, w tym zapłodnienie pozaustrojowe prowadzone w ośrodku medycznie wspomaganej prokreacji, na lata 2024-2028”. To symboliczny moment dla inicjatywy, która po latach sporów politycznych i przerw w finansowaniu leczenia niepłodności przywróciła w Polsce systemowe wsparcie dla par starających się o dziecko.
Program ruszył 1 czerwca 2024 roku, a pierwsze dziecko urodziło się w styczniu 2025 roku. Od tego czasu na świat przyszło łącznie 10 055 dzieci, w tym 5 023 chłopców i 5 032 dziewczynki. Dane pokazują wyraźne zróżnicowanie regionalne. Najwięcej dzieci urodziło się w województwie mazowieckim, gdzie odnotowano 1 988 narodzin, następnie w małopolskim 1 218, pomorskim 1 213 oraz wielkopolskim 1 210. W realizację programu zaangażowanych jest 58 ośrodków medycznie wspomaganej prokreacji, a od jego startu uzyskano 23 691 ciąż klinicznych.

Za liczbami kryje się nie tylko sukces medyczny, ale również istotna decyzja systemowa. Program finansowany jest bezpośrednio z budżetu państwa, z części pozostającej w dyspozycji ministra zdrowia. Co roku na jego realizację przeznaczane jest nie mniej niż 500 mln zł, przy czym w 2025 roku wydatki wyniosły 600 mln zł. Zwiększenie finansowania o kolejne 100 mln zł zostało zaplanowane również w budżecie na 2026 rok. W kontekście napięć wokół finansów publicznych oraz konkurencyjnych potrzeb systemu ochrony zdrowia, utrzymanie i zwiększanie nakładów na program in vitro stanowi jednoznaczny sygnał priorytetu politycznego.

Znaczenie programu wykracza jednak poza same statystyki urodzeń. Jak podkreśliła Jolanta Sobierańska-Grenda, „Dzięki tej inicjatywie zapewniamy parom zmagającym się z niepłodnością równy dostęp do procedury in vitro. To również szansa na macierzyństwo i tacierzyństwo dla osób przed lub w trakcie leczenia onkologicznego. Ten projekt to realny wpływ na poprawę sytuacji demograficznej w Polsce, ale przede wszystkim szczęście dla dziesiątek tysięcy rodziców i całych ich rodzin”. Ten cytat dobrze oddaje podwójny wymiar programu, który z jednej strony odpowiada na wyzwania demograficzne, z drugiej dotyka bardzo indywidualnych historii zdrowotnych, często związanych z chorobą nowotworową i utratą płodności w wyniku leczenia.

Zakres programu jest szeroki i obejmuje pełne finansowanie procedur medycznie wspomaganej prokreacji. Refundowana jest zarówno kwalifikacja par i obowiązkowe badania, jak i wszystkie etapy procedury in vitro niezbędne do jej skutecznego i bezpiecznego przeprowadzenia. Program przewiduje do czterech cykli zapłodnienia z wykorzystaniem własnych komórek rozrodczych lub dawstwa nasienia, do dwóch cykli zapłodnienia z oocytami od dawczyń z możliwością zapłodnienia sześciu komórek w jednym cyklu oraz do sześciu cykli z dawstwem zarodków. Kryteria wiekowe i medyczne zostały precyzyjnie określone, obejmując także pacjentów onkologicznych, u których pobranie i przechowywanie gamet odbywa się przed lub w trakcie leczenia.

Choć osiągnięcie liczby dziesięciu tysięcy urodzeń ma wymiar symboliczny, rodzi również pytania o dalszą przyszłość programu. Rządowy projekt potrwa do 31 grudnia 2028 roku, co oznacza, że już dziś warto pytać nie tylko o jego kontynuację, ale także o trwałe wpisanie leczenia niepłodności do koszyka stabilnych, długofalowych polityk zdrowotnych państwa. Doświadczenia minionych lat pokazują, że zmiany polityczne mogą prowadzić do gwałtownych zwrotów w podejściu do finansowania in vitro, z konsekwencjami odczuwalnymi przez pacjentów przez wiele lat.

Dziesięć tysięcy urodzonych dzieci to realny, mierzalny efekt publicznego programu zdrowotnego. Jednocześnie to także test dla państwa, czy potrafi utrzymać konsekwencję w polityce zdrowotnej tam, gdzie jej rezultaty nie mieszczą się w jednej kadencji, lecz rozciągają się na całe dekady życia rodzin, które dzięki temu programowi mogły się rozpocząć.

Źródło: Ministarstwo Zdrowia

W 2060 r. luka finansowa w ochronie zdrowia może sięgnąć 434 mld zł – wynika z raportu przygotowanego przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego i Federację Przedsiębiorców Polskich. Eksperci wskazują, że bez zmiany sposobu finansowania system nie nadąży za potrzebami pacjentów. Potrzebujemy nowego modelu, a debatę publiczną i prace nad zmianami trzeba zacząć dzisiaj.
Raport „Luka finansowa systemu ochrony zdrowia – wyzwania długoterminowe” zawiera analizę opartą o model stworzony przez Światową Organizacja Zdrowia. To pierwsze opracowanie, które pokazuje skalę finansowych wyzwań w zdrowiu – w szczególności do 2040 r. Autorzy wskazują, że w najbliższych 15 latach nierównowaga kosztów i przychodów będzie się pogłębiać, ponieważ potrzeby pacjentów będą dalej rosły oraz zacznie ubywać osób pracujących. To już trzeci raport na temat luki finansowej systemu ochrony zdrowia. Tym razem w dokumencie nacisk jest położony na skutki zmian demograficznych. Starzejące się społeczeństwo będzie w większym stopniu potrzebować opieki, a obecny system finansowania, oparty o składkę zdrowotną, nie jest odporny na odejście z rynku tak dużej liczby pracowników.

–  Te prognozy to syreny alarmowe. Dziś system finansowania ochrony zdrowia działa z roku na rok, bez pewności, co przyniesie przyszłość. Analizy prowadzone przez European Observatory on Health Systems and Policies są jednoznaczne. Jeżeli nic się nie zmieni, coraz większy ciężar kosztów leczenia spadnie na obywateli państw UE. Najmocniej odczują to rodziny z najniższymi dochodami – te, które państwo powinno szczególnie wspierać. To nie jest raport o finansach, lecz o przyszłości zdrowia całego społeczeństwa – podkreślił dr Bernard Waśko, Dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny.

Dwie prognozy, jedna rosnąca luka w zdrowiu

Autorzy raportu przedstawili dwa możliwe scenariusze rosnącego niedoboru finansów w systemie ochrony zdrowia.

Pierwszy – scenariusz bazowy – zakłada, że koszty leczenia będą rosły w takim tempie jak w ostatnich kilku latach. Jeśli nic się nie zmieni, luka wyniesie 171 mld zł w 2040 r., osiągając w 2060 r. 434 mld zł w cenach stałych, czyli 7,1% PKB. Drugi – scenariusz alternatywny – pokazuje, że luka może rosnąć wolniej, ale wymaga to zmniejszenia presji kosztowej w systemie. W tej wersji wyniesie 112 mld zł w 2040 r. i 315 mld zł w 2060 r. Różnice wynikają ze skutków nakładania się kilku czynników: tempa wzrostu kosztów leczenia, liczby osób potrzebujących opieki i wielkości wpływów z danin publicznych w kolejnych latach. Wskazana luka finansowa będzie musiała zostać częściowo skompensowana wydatkami prywatnymi (out-of-pocket) obywateli albo uzupełniona dodatkowymi środkami publicznymi, pochodzącymi spoza strumienia składkowego.

– W poprzednich raportach liczyliśmy lukę w perspektywie kilku najbliższych lat i już wtedy było jasne, że bez zmian system będzie wymagał coraz większego dokładania środków z zewnątrz. Teraz po raz pierwszy patrzymy długoterminowo i widzimy, że to nie jest chwilowe tąpnięcie, ale trwały trend dotykający wiele krajów, wynikający z demografii, rosnących kosztów leczenia i wyczerpania rezerw. Im dłużej będziemy opierać się na doraźnych dotacjach zamiast na przejrzystych zasadach finansowania, tym większą lukę zostawimy kolejnym rządom i kolejnym pokoleniom pacjentów – podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Demografia zmienia system ochrony zdrowia

Deficyt finansowy w ochronie zdrowia rośnie szybciej niż zakładano. To efekt nałożenia się kilku trendów: rosnących kosztów świadczeń, planowania budżetów w zbyt krótkiej perspektywie i coraz większej liczby pacjentów wymagających opieki.

Raport pokazuje, że w kolejnych dekadach liczba mieszkańców Polski będzie maleć – i to bardzo szybko. System najbardziej odczuje jednak zmianę w grupie osób pracujących, które finansują leczenie składkami zdrowotnymi. Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego w ciągu 35 lat może ich być o 25–40 proc. mniej. To oznacza, że coraz mniej osób będzie finansować system, a coraz więcej będzie potrzebować leczenia.

– Demografia to jedna z najsilniejszych zmiennych, która już dziś przebudowuje system ochrony zdrowia i w kolejnych latach będzie robić to coraz szybciej. Do 2060 r. mieszkańców Polski może być nawet o 7–8 mln mniej, a w ciągu jednej dekady struktura ich wieku zmieni się bardziej niż kiedyś zmieniała się w trzy. W związku z tym stoimy przed nieuniknionym wyrównaniem kosztów leczenia seniorów do poziomu obserwowanego w Europie Zachodniej, gdzie na opiekę nad osobami 75+ przeznacza się około 20 proc. PKB per capita wobec 12 proc. w Polsce. Jeśli teraz nie zaczniemy planować wydatków na leczenie w dłuższej perspektywie, te różnice zaczną wyznaczać dostęp pacjenta do opieki – tłumaczy dr Bernard Waśko, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – Państwowego Instytutu Badawczego.

Rekomendacje ekspertów

Raport „Luka finansowa systemu ochrony zdrowia – wyzwania długoterminowe” pokazuje, że obecnie ujawniające się problemy wymagają obok działań doraźnych stabilizujących system nowych rozwiązań ustawowych i długofalowych strategii. Wobec tych wyzwań autorzy opracowania rekomendują:

  1. Pilne wdrożenie rozwiązań ograniczających wzrost kosztów udzielania świadczeń opieki zdrowotnej ponad wartość inflacji w gospodarce, ze szczególnym uwzględnieniem czynników odpowiedzialnych za dynamiczny wzrost kosztów systemu ochrony zdrowia w latach 2023–2025.
  2. Ustawowe uregulowanie sposobu uzupełnienia przychodów w systemie ochrony zdrowia z innych źródeł niż związane z wykonywaniem pracy lub prowadzeniem działalności gospodarczej. Warto tu uwzględnić prognozy potrzeb zdrowotnych oparte na analizach rosnącego popytu na świadczenia opieki zdrowotnej, a nie relacji wydatków publicznych do PKB (ten wskaźnik okazał się zupełnie niemiarodajny i nieprzydatny w planowaniu wydatków).
  3. Rozszerzenie bazy podatkowej o opłaty związane z konsumpcją produktów o udowodnionym szkodliwym wpływie na zdrowie obywateli, ograniczając występowanie chorób cywilizacyjnych i koszty ich leczenia w przyszłości.
  4. Weryfikacja grup uprzywilejowanych lub zwolnionych z danin przeznaczonych na finansowanie systemu ochrony zdrowia.
  5. Opracowanie wieloletniej strategii finansowania systemu ochrony zdrowia, uwzględniającej długoterminowe trendy demograficzne: rosnący popyt na świadczenia zdrowotne oraz spadek liczby osób pracujących, które odprowadzają składki na ubezpieczenie zdrowotne (zgodnie z obecnie obowiązującymi regulacjami).
Powinniśmy zacząć rozmowę o systemowym marnotrawstwie części środków. Poważnym wyzwaniem jest nadmiar łóżek szpitalnych w przeliczeniu na liczbę mieszkańców, najwyższy wśród państw Unii Europejskiej obok Bułgarii i Rumunii. Utrzymywanie systemu bazując na kosztownym szpitalnym modelu opieki, pochłaniającym ponad połowę nakładów płatnika jest bardzo kosztowne. Musimy zacząć rozmawiać o powielaniu nieuzasadnionych porad specjalistycznych oraz innych obszarach, gdzie konieczna jest interwencja – dodaje Wojciech Wiśniewski, ekspert ds. ochrony zdrowia Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Do 2060 roku luka finansowa w ochronie zdrowia może wzrosnąć do rekordowych 434 mld zł – wynika z najnowszego raportu Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego i Federacji Przedsiębiorców Polskich. To pierwsza tak kompleksowa analiza, która pokazuje, jak starzenie się społeczeństwa, rosnące koszty leczenia i malejąca liczba pracujących wpłyną na przyszłość finansowania systemu zdrowotnego. Eksperci alarmują, że bez głębokich reform obecny model — oparty głównie na składce zdrowotnej — stanie się niewydolny, zmuszając pacjentów do coraz większych dopłat „z własnej kieszeni”. Raport wskazuje dwa możliwe scenariusze, ale każdy z nich prowadzi do narastającej luki finansowej, którą będzie trzeba uzupełniać nowymi podatkami, dodatkowymi źródłami finansowania lub zmianą modelu organizacji opieki. Autorzy podkreślają, że konieczne jest pilne rozpoczęcie debaty publicznej i opracowanie wieloletniej strategii finansowania zdrowia, zanim różnice między potrzebami pacjentów a możliwościami systemu staną się nie do pogodzenia.

 
Link do raportu
„Luka finansowa systemu ochrony zdrowia – wyzwania długoterminowe”

Źródło: Komunikat Prasowy

Rząd planuje wydłużyć obowiązywanie Narodowego Programu Zdrowia (NPZ) na lata 2021–2025 o kolejny rok – do końca 2026 r. Projekt rozporządzenia został już przekazany do konsultacji publicznych. Jak podkreślono w uzasadnieniu, decyzja o przedłużeniu wynika z potrzeby zachowania ciągłości działań w obszarze zdrowia publicznego – szczególnie w okresie, gdy Polska mierzy się z rosnącymi wyzwaniami demograficznymi i zdrowotnymi, a jednocześnie trwają prace nad nowelizacją ustawy o zdrowiu publicznym.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami, NPZ wygasa wraz z końcem 2025 r. Równolegle przygotowywane są jednak zmiany legislacyjne, które mają określić zasady funkcjonowania nowego programu w kolejnych latach. Do czasu ich uchwalenia, wydłużenie obecnej edycji o jeden rok ma zapobiec powstaniu luki systemowej i pozwolić na zachowanie ciągłości prowadzonych działań profilaktycznych, edukacyjnych i organizacyjnych.

Autorzy projektu podkreślają, że opracowywanie nowego dokumentu przejściowego tylko na jeden rok byłoby nieuzasadnione i generowałoby dodatkowe koszty oraz chaos organizacyjny. Wydłużenie obecnej edycji NPZ o kolejny rok pozwoli więc na spokojne wdrożenie zmian legislacyjnych i kontynuację rozpoczętych inicjatyw.

Choć sytuacja zdrowotna Polaków poprawia się m.in. dzięki wzrostowi kompetencji zdrowotnych i lepszym warunkom życia, lista wyzwań pozostaje długa. W uzasadnieniu projektu wymieniono m.in. długofalowe skutki pandemii COVID-19, spadek liczby urodzeń, starzenie się społeczeństwa, wielochorobowość, rosnącą niepełnosprawność i utrzymujące się nierówności w zdrowiu. Szczególną uwagę zwrócono także na wysoką zachorowalność i umieralność z powodu chorób cywilizacyjnych, takich jak choroby układu krążenia, nowotwory czy cukrzyca.

W dokumencie podkreślono, że „koszty leczenia chorób cywilizacyjnych są wielokrotnie większe niż nakłady na ich profilaktykę”. Właśnie dlatego jednym z kluczowych celów NPZ pozostaje wzmacnianie kompetencji zdrowotnych społeczeństwa i promocja prozdrowotnego stylu życia – od edukacji w szkołach po programy lokalne finansowane przez samorządy.

Projekt nowelizacji zakłada utrzymanie większości dotychczasowych zadań oraz aktualizację katalogu instytucji odpowiedzialnych za ich realizację. Wprowadzone zostaną także zmiany porządkowe wynikające z reorganizacji administracji publicznej, a także nowe interwencje odpowiadające na bieżące wyzwania zdrowia publicznego. Program, jak dotychczas, będzie realizowany we współpracy administracji rządowej, samorządów i instytucji wymienionych w ustawie o zdrowiu publicznym.

Autorzy projektu wskazują, że przyjęte rozwiązanie pozostaje w zgodzie z art. 9 ustawy o zdrowiu publicznym, który przewiduje minimalny pięcioletni okres obowiązywania NPZ.

W uzasadnieniu odniesiono się również do doświadczeń innych państw OECD i Unii Europejskiej, podkreślając, że choć modele polityki zdrowotnej są różne, wszystkie kraje rozwijają własne systemy w oparciu o dokumenty strategiczne Światowej Organizacji Zdrowia, takie jak „Zdrowie 2020” oraz nowsze strategie dotyczące chorób przewlekłych i zasobów kadrowych.

Narodowy Program Zdrowia pozostaje również spójny z globalnymi celami rozwojowymi określonymi w Agendzie ONZ 2030, obejmującymi działania na rzecz równości w zdrowiu, zdrowego środowiska oraz profilaktyki chorób przewlekłych. Jak wskazano w uzasadnieniu, przedłużenie NPZ ma zapewnić nie tylko stabilność, ale też możliwość płynnego przejścia do nowego etapu strategii zdrowia publicznego w Polsce.

Źródło: RCL

Nawet kilka tysięcy osób w Polsce aktywnie poszukuje domu opieki, który zapewni potrzebne wsparcie w codziennym funkcjonowaniu, opiekę medyczną czy dodatkowe zajęcia np. rehabilitacyjne. Jakie cechy ma statystyczny oczekujący na miejsce w domu opieki? Z jakimi problemami zmaga się w codziennym życiu? Jaki jest stan jego zdrowia? Informacje te, na podstawie niemal 2 tysięcy wypełnionych ankiet, zebrał portal Seniore.pl, przygotowując Raport o demografii i kondycji osób poszukujących miejsca w domach opieki.

Poszukiwanie miejsca w domu opieki to dla wielu rodzin jedyna możliwość poradzenia sobie w sytuacji, w które osoba w określonym wieku lub z problemami zdrowotnymi wymaga specjalistycznego wsparcia. Najczęściej zadanie znalezienia właściwej placówki biorą na siebie członkowie rodziny. Poszukiwania odpowiedniego domu można prowadzić na własną rękę, ale można także skorzystać z nowoczesnych rozwiązań, np. wypełniając zgłoszenie do bazy osób poszukujących miejsca w placówce opiekuńczej. Takie rozwiązanie oferuje portal Seniore.pl.

– Jak wynika z najnowszych danych przedstawionych przez GUS w grudniu 2024 r., już na koniec 2023 r. w Polsce było blisko 10 milionów osób w wieku powyżej 60. roku życia. To oznacza, że co 4. Polak należy do grona seniorów. W obliczu zmian demograficznych zachodzących w polskim społeczeństwie, znaczenie domów opieki społecznej będzie coraz większe. Już teraz obserwujemy, że dosłownie z miesiąca na miesiąc zainteresowanie naszą bazą osób poszukujących miejsca w placówce opiekuńczej dynamicznie rośnie. Dysponując dużą ilością zanonimizowanych danych z ponad 1,9 tysiąca zgłoszeń, postanowiliśmy przygotować raport, który pokaże realne problemy i potrzeby tej grupy społecznej – powiedział Paweł Moczulski, założyciel Seniore.pl.


Kto w Polsce potrzebuje opieki?

Raport o demografii i kondycji osób poszukujących miejsca w domach opieki przygotowany przez portal Seniore.pl, pokazuje, że potrzeba znalezienia odpowiedniej placówki opiekuńczej częściej dotyczy kobiet niż mężczyzn. Dokładnie 2/3 zgłoszeń w bazie dotyczy właśnie pań. Statystyka ta wcale nie musi jednak wynikać z faktu, że kobiety mają większe potrzeby w zakresie wsparcia niż mężczyźni. Jak pokazują dane GUS, w grupie osób w wieku powyżej 60. roku życia na 100 mężczyzn przypada 138 kobiet, co oznacza, że ich udział w społeczności 60+ stanowi 58,1%. Dane Seniore.pl są zatem zbieżne z sytuacją demograficzną.

Jeżeli chodzi o przedział wiekowy osób, które poszukują miejsca w domu opieki, to najliczniejszą grupę – aż 41,6% zgłoszeń w bazie – stanowią seniorzy w wieku 80-90 lat. Nieco ponad ¼ zgłoszeń dotyczy osób w wieku 70-80 lat, a co 5. senior oczekujący na miejsce w domu opieki ma ukończone 90 lat. Najmniej licznie reprezentowane są osoby w wieku 60-70 lat (8,8% zgłoszeń) i poniżej 60. roku życia (2,7%).

Ciekawie prezentują się statystyki geograficzne, pokazujące liczbę zgłoszeń do bazy według województw. Największe zapotrzebowanie na domy opieki odnotowywane jest w województwie dolnośląskim. Jest to o tyle interesujące, że pod względem liczby seniorów województwo to plasuje się na 5. miejscu w Polsce. Na przeciwnym biegunie plasuje się województwo podlaskie – jedynie 2,3% zgłoszeń w bazie Seniore.pl dotyczy osób z województwa podlaskiego. Kolejną ciekawostką są z kolei statystyki dla województw opolskiego i lubuskiego. Chociaż według danych GUS liczba seniorów w tych województwach jest zdecydowanie najmniejsza w Polsce, to pod względem zapotrzebowania na domy opieki wyprzedzają one 6 innych województw, w tym np. lubelskie, w którym liczba osób w wieku powyżej 60. roku życia jest ponad dwukrotnie większa niż w opolskim czy lubuskim.

Stan zdrowia i zakres samodzielności seniorów szukających domu opieki

Jednym z czynników, który sprawia, że seniorzy poszukują placówki zapewniającej opiekę jest ich stan zdrowia. Dane Seniore.pl są jednoznaczne – aż 81,9% osób w bazie zmaga się z chorobami przewlekłymi. Najczęściej jest to nadciśnienie tętnicze, następna na liście jest demencja, a podium najczęstszych chorób w tej grupie zamyka cukrzyca. Choroby w istotnym stopniu upośledzają stopień samodzielności seniorów. Jak wynika z raportu Seniore.pl, jedynie co 5. zgłoszenie dotyczy osób, które są samodzielne, a aż 52,1% osób w bazie zmaga się z niepełnosprawnościami natury fizycznej.

Pod względem samodzielności największym wyzwaniem dla osób poszukujących placówki opiekuńczej jest higiena osobista. Tylko 42,5% osób jest w stanie zadbać o nią bez potrzeby korzystania z zewnętrznej pomocy. Niemal co drugi senior potrzebuje również wsparcia w ubieraniu się oraz w poruszaniu się. Najmniej problemów sprawia spożywanie posiłków – blisko 80% osób zgłoszonych w bazie Seniore.pl nie zgłasza potrzeby wsparcia w tym zakresie.

By bliscy byli blisko

W raporcie o demografii i kondycji osób poszukujących miejsca w domach opieki można znaleźć również informację o tym, jak daleko od miejsca zamieszkania seniorzy szukają domów opieki. Najczęściej wskazywane odpowiedzi to maksymalnie do 100 kilometrów od domu (31,1% odpowiedzi) oraz maksymalnie do 50 kilometrów od miejsca zamieszkania (30,4%). Dystans nie ma znaczenia jedynie w przypadku 11,4% zgłoszeń – tyle osób zaznaczyło, że dopuszcza placówkę w odległości nawet powyżej 150 kilometrów od domu.

– Decyzja o poszukiwaniu domu opieki bardzo często jest podejmowana przez całą rodzinę i wiąże się z niezwykle silnymi emocjami. Stąd dość naturalne wydaje się, że nawet w przypadku, gdy bliscy czy sami seniorzy zdecydują się na skorzystanie z pomocy profesjonalnej placówki, chcą pozostawać we względnej bliskości z rodziną. Właśnie po to, by ułatwić im znalezienie odpowiedniej pomocy i stanowić łącznik między rodzinami seniorów, a domami opieki, uruchomiliśmy specjalną sekcję w portalu Seniore.pl – podsumował Paweł Moczulski.

Raport o demografii i kondycji osób poszukujących miejsca w domach opieki

„Raport o demografii i kondycji osób poszukujących miejsca w domach opieki” został opracowany przez zespół portalu Seniore.pl, na podstawie informacji zbieranych w formularzu zgłoszeniowym do bazy osób poszukujących miejsca w placówce opiekuńczej. Dane zaprezentowane w raporcie są w pełni anonimowe i obejmują ponad 1,9 tysiąca zgłoszeń. Pytania w formularzu dotyczyły m.in. stanu zdrowia i poziomu sprawności seniorów, zakresu ich samodzielności, miejsca zamieszkania i odległości od domu, w jakiej poszukują domu opieki.

źródło:seniore.pl

W 2023 roku urodziło się 272 tys. dzieci, czyli najmniej od II wojny światowej. Tegoroczne dane są jeszcze gorsze. W pierwszej połowie 2024 roku zarejestrowano ok. 126,5 tys. urodzeń, czyli o blisko 12,5 tys. mniej niż rok wcześniej – wynika z danych GUS. W kwestii zastępowalności pokoleń na znaczeniu zyskuje problematyka zdrowia reprodukcyjnego. WHO uważa problemy z płodnością kobiet i mężczyzn za istotny problem zdrowotny.  
– To temat, który w ogóle nie jest podejmowany – ocenia prof. dr hab. Elżbieta Gołata, przewodnicząca Komitetu Nauk Demograficznych PAN. – Nie tylko zdrowie reprodukcyjne, ale w ogóle stan zdrowia ludności to jedno z najważniejszych wyzwań demograficznych i społecznych. 

Polska jest jednym z najszybciej wyludniających się krajów. W 2023 roku urodziło się 272 tys. dzieci, o 11 proc. mniej (33 tys.) niż jeszcze rok wcześniej. Wskaźnik dzietności w Polsce wyniósł 1,158, czyli znacznie poniżej wartości, która gwarantuje zastępowalność pokoleń (2,10). Liczba ludności zmniejsza się od 2012 roku (z wyjątkiem 2017 roku). Wpływa na nie przede wszystkim przyrost naturalny, który pozostaje ujemny od 10 lat. GUS ocenia, że w najbliższej perspektywie nie można się spodziewać znaczących zmian gwarantujących stabilny rozwój demograficzny. Pandemia w sposób szczególny pogłębiła niekorzystne trendy obserwowane na przestrzeni ostatniej dekady.

– Polska jest jednym z państw, które w sposób najbardziej tragiczny doświadczyły skutków pandemii COVID-19. Ubytek liczby ludności jest ogromny, zakrawający aż na potrzeby żałoby narodowej, bo to jest 180 tys. osób. Bardzo ważne jest odpowiednie przygotowanie służby zdrowia i w ogóle zdrowie ludności. Często o tym nie mówimy, skłaniamy się ku dzietności i ewentualnie trwaniu życia, a nie mówimy o stanie zdrowia Polaków – mówi prof. dr hab. Elżbieta Gołata z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, przewodnicząca Komitetu Nauk Demograficznych PAN.

Rodziny coraz później decydują się na dzieci. W 1990 roku średni wiek kobiety w momencie urodzenia pierwszego dziecka wynosił 22,7, a obecnie – niemal 29. W latach 1990–2022 udział matek w wieku co najmniej 30 lat się podwoił. Z przeprowadzonego w 2022 roku badania Ipsos dla OKO.press wynika, że według 41 proc. badanych kobiety nie decydują się na macierzyństwo ze względu na lęk przed utratą pracy. Niewiele mniej wskazuje na wysokie wydatki związane z utrzymaniem dziecka.

– Jeżeli mówimy o dzietności, to stan zdrowia reprodukcyjnego jest zupełnie zaniechany. Jako Komitet Nauk Demograficznych PAN przygotowujemy jesienią konferencję poświęconą zdrowiu reprodukcyjnemu ludności, tematowi, który nie jest podejmowany, a który jest bardzo ważny, również z perspektywy demograficznej – podkreśla przewodnicząca tej instytucji.

WHO podaje, że zdrowie reprodukcyjne to stan pełnego fizycznego, psychicznego i społecznego dobrostanu, a nie tylko brak choroby lub niedomagania, we wszystkich kwestiach związanych z układem rozrodczym oraz jego funkcjami i procesami.

W obecnej kadencji Komitet Nauk Demograficznych PAN uczynił temat zdrowia reprodukcyjnego kluczowym przedmiotem organizowanych debat „Zdrowie reprodukcyjne w przebiegu życia”. Cykl inauguruje międzynarodowa konferencja pt. „Zdrowie reprodukcyjne a dzietność – perspektywa demograficzna”, która odbędzie się w formie hybrydowej 23 października 2024 roku w sali im. Adama Mickiewicza w Pałacu Staszica.

Jak podkreśla komitet w zaproszeniu na konferencję, w dotychczasowych dyskusjach o przyczynach utrzymywania się niskiej dzietności w Polsce oraz o rozwiązaniach wybranych polityk publicznych, w tym głównie polityki rodzinnej, które mogą wspierać prokreację, mało uwagi poświęcano zdrowiu reprodukcyjnemu. Problematyka ta zyskuje natomiast bardzo wyraźnie na znaczeniu w debatach o globalnym charakterze utrwalania się płodności na poziomie, który nie gwarantuje prostej zastępowalności pokoleń. WHO uważa problemy z płodnością kobiet i mężczyzn za istotny problem zdrowotny współczesnego świata i zaleca działania z zakresu zdrowia publicznego, które mogą go zmniejszyć.

– Nie tylko zdrowie reprodukcyjne, ale w ogóle stan zdrowia ludności jest jednym z najważniejszych wyzwań demograficznych i społecznych, którym powinniśmy stawić czoła, myśląc kompleksowo nad tym, w jaki sposób zabezpieczyć ludzi i umożliwić wydłużenie trwania życia w dobrym zdrowiu – mówi prof. Elżbieta Gołata.

Jak wynika z danych GUS, w 2023 roku przeciętne trwanie życia mężczyzn w Polsce wyniosło 74,7 roku, natomiast kobiet – 82 lata. W porównaniu z 2022 rokiem wydłużyło się odpowiednio o 1,3 i 0,9 roku. W porównaniu do roku 1990 trwanie życia było wyższe o odpowiednio 8,5 i 6,8 roku. Eksperci podkreślają jednak, że istotna jest nie tylko oczekiwana długość życia, ale również to, czy dodatkowe lata życia uzyskane dzięki zwiększonej długowieczności są spędzone w dobrym, czy złym zdrowiu.

Wskaźniki oczekiwanej długości życia w zdrowiu, takie jak lata zdrowego życia (nazywane również oczekiwaną długością życia bez niepełnosprawności), skupiają się na jakości życia spędzonego w zdrowiu. Według danych Eurostatu w 2022 roku w UE trwanie życia w zdrowiu wynosiło 62,8 lat dla kobiet i 62,4 lat dla mężczyzn. Stanowiło to około 75 proc. i 80 proc. całkowitej oczekiwanej długości życia odpowiednio dla kobiet i mężczyzn. Eurostat wskazuje, że w Polsce to ok. 60,8 roku dla mężczyzn i 64,1 roku dla kobiet.

– To oczywiście kwestia systemu ochrony zdrowia, rehabilitacji. Pamiętam jedną z rozmów z lekarzami, którzy stwierdzili, że bardzo ważna jest nasza indywidualna świadomość o zachowaniach prozdrowotnych, o tym, jak sami powinniśmy zwracać uwagę na swój styl życia, na to, w jaki sposób się odżywiamy, w jaki sposób żyjemy. Coraz więcej ludzi uprawia sport, zwraca uwagę na zdrowe żywienie, ale chyba jeszcze ciągle zbyt mało – ocenia przewodnicząca Komitetu Nauk Demograficznych PAN.

Z raportu „Polki i Polacy a choroby i zdrowie” Instytutu Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej oraz Ośrodka Badań Socjomedycznych prof. Tomasza Sobierajskiego wynika, że pomimo stosunkowo dużych obaw przed chorobami Polacy mają trudności w przekładaniu strachu na konkretne, prozdrowotne decyzje i zachowania. Choć 75 proc. ankietowanych zadeklarowało, że w ciągu ostatniego roku wykonało podstawowe badania krwi, to zaledwie co druga osoba poddała się̨ badaniom profilaktycznym. Wskazuje to na większą potrzebę̨ edukacji zdrowotnej.

– Ważna jest nie tylko służba zdrowia, ale również i świadomość społeczna, żeby profilaktykę rozwijać, a nie tylko stawać przed koniecznością leczenia osób już chorych – podkreśla prof. Elżbieta Gołata.

źródło: Newseria.pl