Medicalpress
Dieta DASH od lat jest rekomendowana osobom z nadciśnieniem tętniczym, ale nowe analizy sugerują, że jej znaczenie może być większe, niż dotąd zakładano. Badanie obejmujące dane ponad 16 tys. dorosłych wskazuje, że u części osób z nadciśnieniem 1. stopnia poprawa sposobu żywienia mogłaby wpłynąć na dalsze decyzje dotyczące leczenia farmakologicznego. Jednocześnie autorzy zwracają uwagę, że zgodność codziennej diety z zasadami DASH pozostaje bardzo niska.
DASH, czyli Dietary Approaches to Stop Hypertension, powstała jako model żywienia wspierający kontrolę ciśnienia tętniczego. Jej założenia są częściowo zbliżone do diety śródziemnomorskiej, ale większy nacisk kładą na ograniczenie sodu oraz produktów wysokoprzetworzonych.

Podstawą diety są warzywa, owoce, pełnoziarniste produkty zbożowe, nasiona roślin strączkowych, orzechy, ryby oraz niskotłuszczowe produkty mleczne. Ograniczeniu podlegają przede wszystkim sól, tłuste mięsa, słone przekąski, słodycze i napoje słodzone.

Nie tylko „mniej soli”

Choć DASH najczęściej kojarzy się z ograniczeniem soli, model ten opiera się szerzej na zmianie jakości codziennej diety. Istotne znaczenie ma większe spożycie błonnika, potasu, wapnia i magnezu oraz ograniczenie tłuszczów nasyconych i żywności wysokoprzetworzonej.

Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej przypomina, że dieta DASH jest rekomendowana m.in. przez Polskie Towarzystwo Nadciśnienia Tętniczego i Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne. Model ten znajduje zastosowanie nie tylko u osób z nadciśnieniem, ale także przy zaburzeniach lipidowych, nadwadze, otyłości czy cukrzycy typu 2.

W praktyce DASH nie wymaga stosowania specjalistycznych produktów ani eliminowania całych grup żywności. Chodzi raczej o przesunięcie proporcji codziennego jadłospisu: więcej warzyw, produktów roślinnych i żywności mniej przetworzonej, mniej produktów bogatych w sól, cukier i tłuszcze nasycone.

Co pokazało nowe badanie?

Autorzy pracy opublikowanej w „American Journal of Preventive Cardiology” przeanalizowali dane z amerykańskiego programu NHANES obejmujące ponad 16 tys. dorosłych osób.

Sprawdzano m.in., jak często osoby z nadciśnieniem rzeczywiście stosują dietę DASH oraz jak potencjalna poprawa sposobu żywienia mogłaby wpłynąć na kwalifikację do leczenia farmakologicznego u osób z nadciśnieniem 1. stopnia.

Okazało się, że zgodność z zasadami DASH była niska. W całej analizowanej populacji dietę zgodną z DASH stosowało jedynie 8,8 proc. osób. W grupie z nadciśnieniem 2. stopnia odsetek był jeszcze niższy i wynosił 5,7 proc.

Szczególną uwagę autorzy zwrócili na osoby z nadciśnieniem 1. stopnia, które nie wymagały natychmiastowego wdrożenia leków zgodnie z aktualnymi wytycznymi. W tej grupie oceniano, jak zmiana sposobu żywienia mogłaby wpłynąć na wartości ciśnienia tętniczego.

W symulacjach uwzględniających różny poziom przestrzegania zaleceń dietetycznych oszacowano, że przy pełnym stosowaniu DASH nawet ponad 60 proc. osób mogłoby zostać przeklasyfikowanych z nadciśnienia 1. stopnia do kategorii „podwyższonego ciśnienia”, czyli poniżej progu rozpoznania nadciśnienia. Przy bardziej realistyczym scenariuszu częściowego przestrzegania zaleceń efekt był mniejszy, ale nadal widoczny.

Autorzy podkreślają jednak, że były to symulacje oparte na założonych zmianach ciśnienia, a nie interwencja kliniczna prowadzona u konkretnych pacjentów. Badanie nie oceniało także trwałości zmian żywieniowych w dłuższym okresie.

Jak wygląda DASH na co dzień?

W praktyce DASH nie oznacza restrykcyjnej diety ani liczenia każdego produktu. To raczej sposób komponowania codziennych posiłków.
Najczęściej rekomendowane są:
Ograniczać warto natomiast:
NCEŻ przypomina, że korzyści z diety DASH są większe, gdy towarzyszy jej także regularna aktywność fizyczna, redukcja masy ciała w przypadku nadwagi lub otyłości oraz ograniczenie alkoholu i palenia tytoniu.

Dieta jako element leczenia, nie dodatek

Autorzy nowego badania zwracają uwagę, że aktualne wytyczne dotyczące nadciśnienia coraz mocniej uwzględniają okres intensywnej modyfikacji stylu życia przed rozpoczęciem farmakoterapii u części pacjentów z nadciśnieniem 1. stopnia i niższym ryzykiem sercowo-naczyniowym.

W praktyce oznacza to, że sposób żywienia przestaje być traktowany wyłącznie jako ogólne zalecenie „na marginesie” leczenia, a coraz częściej staje się jednym z realnych elementów wpływających na dalsze decyzje terapeutyczne.

Źródła: Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej – „Dieta DASH dla lepszego ciśnienia krwi i nie tylko”; Mangalesh S. i wsp. The impact of adherence to a DASH diet pattern on pharmacotherapy initiation in stage 1 hypertension, American Journal of Preventive Cardiology, 2026.
Wystartowała XXI edycja kampanii profilaktyczno-edukacyjnej Servier dla Serca, mającej na celu zwiększanie świadomości Polaków na temat chorób układu krążenia. W tym roku tematem przewodnim jest nadciśnienie tętnicze, z powodu którego w Polsce umiera ok. 90 tysięcy osób rocznie[1]. Jak wskazują eksperci, jedną z głównych przyczyn tych zgonów jest nieprzestrzeganie zaleceń terapeutycznych, dlatego nacisk został położony właśnie na adherence. W ramach tegorocznej edycji kampanii prowadzone są ogólnopolskie działania informacyjno-edukacyjne. Dla pacjentów przygotowane zostały praktyczne materiały, które uczą, jak dbać o utrzymanie ciśnienia tętniczego w normie i przypominają, że warto robić TO regularnie!
Nadciśnienie tętnicze jest jednym z najpoważniejszych problemów zdrowotnych. Szacuje się, że na świecie jedna na trzy osoby cierpi na to schorzenie, a w Polsce jest to aż 10 milionów ludzi. Z tego powodu poszukiwanie skutecznych metod leczenia i zapobiegania staje się niezmiernie istotne. Wysiłek fizyczny jest jedną z podstawowych metod niefarmakologicznego leczenia wszystkich chorób układu krążenia, w tym również nadciśnienia tętniczego.  Regularne ćwiczenia aerobowe mogą korzystnie wpływać na zmniejszenie ryzyka nadciśnienia tętniczego oraz ułatwiać jego leczenie. Prof. nadzw. dr hab. n. med.  Aleksander Żurakowski, kardiolog American Heart of Poland podkreśla, że aktywność fizyczna może odgrywać kluczową rolę w radzeniu sobie z tym schorzeniem.
– U dużej liczby pacjentów panuje świadomość, że jeśli mają problemy z sercem, to powinni serce oszczędzać i wysiłek fizyczny nie jest dla nich wskazany. A jest zupełnie na odwrót. Praktycznie w większości chorób sercowo-naczyniowych wysiłek fizyczny jest jak najbardziej rekomendowany. Mało kto wie, iż jedną z niefarmakologicznych metod leczenia nadciśnienia tętniczego jest właśnie regularny wysiłek fizyczny – mówi prof. nadzw. dr hab. n. med. Aleksander Żurakowski.

Osoby z nadciśnieniem tętniczym nie powinny rezygnować ze sportu
– Jest on zalecany z wielu powodów. Przede wszystkim, regularna aktywność fizyczna zapobiega otyłości, która często stanowi czynnik ryzyka dla nadciśnienia, oraz sprzyja poprawie adaptacji układu krążenia. Do tego rodzaju aktywności zaliczyć można marsz, nordic walking, jogging, pływanie oraz slow jogging. Dodatkowo, korzystne są lekkie ćwiczenia wytrzymałościowe, które poprawiają wydolność naczyń krwionośnych oraz układu krążenia, wzmacniają serce i sprzyjają lepszemu dotlenieniu narządów wewnętrznych osób z nadciśnieniem – wylicza kardiolog American Heart of Poland.

Co się dzieje z sercem?
– Regularna aktywność fizyczna wzmacnia mięsień sercowy, stymuluje sieć naczyń krwionośnych i poprawia ich funkcje, dzięki temu do tego narządu dociera więcej krwi bogatej w tlen. Serce wydajniej pompuje krew, pracuje wolniej i lepiej, co obniża ciśnienie tętnicze i tętno spoczynkowe oraz wpływa na zmniejszenie ryzyka groźnych arytmii komorowych i chorób układu sercowo-naczyniowego. Uprawianie sportu wpływa na zmniejszenie stężenia cholesterolu LDL (złego) oraz podniesienie stężenie cholesterolu HDL (dobrego) we krwi – wyjaśnia prof. nadzw. dr hab. n. med. Aleksander Żurakowski, American Heart of Poland.

Kiedyś pacjentom kardiologicznym zalecano prowadzenie oszczędnego stylu życia. Obecnie uważa się, że generalnie „choroby serca” (poza wyjątkami) nie wykluczają  aktywności fizycznej.

– Sport jest wskazany u osób po przebytym zawale, z niewydolnością serca, po operacji wad zastawkowych i innych schorzeniach układu sercowo-naczyniowego. Poprzez odpowiednio dobrane ćwiczenia osiągamy korzyści zdrowotne. Pamiętajmy, iż wydolność fizyczna u osób z problemami sercowymi jest mniejsza niż u osób zdrowych, dlatego aktywność musi być właściwie dobrana – podkreśla kardiolog American Heart of Poland.

Nie ćwiczę, bo podczas ćwiczenia rośnie mi ciśnienie
– Jest to rzecz fizjologiczna u każdego z nas, u zarówno osoby zdrowej, jak i chorej. Podczas wysiłku fizycznego rośnie ciśnienie, ale fizjologiczna rola wysiłku fizycznego jest taka, iż po zakończeniu ćwiczenia spada ciśnienie tętnicze, ponieważ w trakcie wysiłku dochodzi do rozszerzenia naczyń krwionośnych w obrębie mięśni, które biorą udział w tym wysiłku. Poszerzenie tych naczyń utrzymuje się jeszcze przez dość długi okres po zakończeniu wysiłku – opisuje prof. nadzw. dr hab. n. med. Aleksander Żurakowski.

Trzy razy w tygodniu 30-40 minut

– Ćwiczymy tak, żeby poczuć, że puls rośnie – to jest dla nas wyznacznik, obciążamy organizm i zmuszamy go do pewnego wysiłku. Czasami pacjenci mówią, że pamiętają o aktywności – chodzą na spacery, sprzątają w domu, a to nie jest wysiłek fizyczny, to jest nasza codzienna rzeczywistość – zaznacza kardiolog American Heart of Poland.

Kolejną grupą pacjentów, dla których aktywność fizyczna jest wskazana, są pacjenci po zawałach.

– Już 30-60 dni po zawale serca pacjenci mogą podejmować w większości przypadków pełny wysiłek fizyczny, czyli na ich poziomie wydolności fizycznej. Im wydolność jest większa, tym możemy wykonywać intensywniejsze wysiłki. Badania naukowe wykazują, że istnieje związek między wydolnością fizyczną a rokowaniem życiowym. Pacjenci o wyższej wydolności fizycznej mają zazwyczaj dłuższą średnią długość życia w porównaniu z tymi, którzy mają niższy poziom wydolności – podsumowuje ekspert American Heart of Poland.

źródło: AHOP
Blisko 1/3 dorosłych Polaków choruje na nadciśnienie tętnicze, przy czym ponad 20% kobiet i 40% mężczyzn nie zdaje sobie z tego sprawy.  Problem nasila się wraz z wiekiem i po 64. roku życia dotyczy już 2/3 mężczyzn i 80% kobiet. Rozpoznanie nadciśnienia tętniczego nie jest trudne, ale to dopiero połowa sukcesu. Konieczne jest skuteczne leczenie –  takie, które pozwala osiągnąć prawidłowe wartości ciśnienia tętniczego. Jak walczyć z nadciśnieniem oraz jakie konsekwencje niesie za sobą ta choroba mówi dr n. med. Tomasz Deptuch, kardiolog American Heart of Poland, w Światowym Dniu Świadomości Nadciśnienia Tętniczego.
U 90% pacjentów nadciśnienie tętnicze ma charakter samoistny, a więc nie wynika z jednej konkretnej przyczyny (np. zaburzeń hormonalnych czy zwężenia tętnicy nerkowej). – Wtedy lekarz zaleca modyfikację stylu życia (aktywność fizyczna, prawidłowe odżywianie i redukcja masy ciała pozwalają obniżyć codzienne wartości ciśnienia) oraz farmakoterapię adekwatną do wartości ciśnienia. Krótko mówiąc, leki i ich docelowe dawki muszą być dobrane tak, żeby wartości ciśnienia tętniczego wróciły do normy – mówi kardiolog American Heart of Poland.

Zmiana stylu życia wpływa nie tylko na wartości ciśnienia jakie widzimy podczas codziennych pomiarów RR, ale także pozwala zmniejszyć ryzyko powikłań, np. udaru mózgu. O ile nie mamy wpływu na nasz wiek, czy płeć, to jest szereg modyfikowalnych czynników ryzyka udaru. Oprócz nadciśnienia tętniczego należą do nich: otyłość, siedzący tryb życia, choroby serca, palenie papierosów, zaburzenia lipidowe, cukrzycę, nadużywanie alkoholu oraz zespół bezdechu sennego.

– Nadciśnienie tętnicze przez długie lata i dekady może przebiegać bezobjawowo lub dawać objawy tak niecharakterystyczne, że zostaną zlekceważone przez pacjenta. Niestety im dłużej taki stan trwa, tym większe spustoszenie w organizmie jest w stanie zrobić. Niekontrolowane NT leży u podstaw wielu chorób przewlekłych, które – gdy się rozwiną – znacznie ograniczają jakość życia i skracają jego długość. Należą do nich np. miażdżyca, niewydolność serca, migotanie przedsionków oraz niewydolność nerek. Leczenie tych chrób jest dla pacjenta uciążliwe, wymaga częstych hospitalizacji, leczenia interwencyjnego, a w przypadku niewydolności nerek może prowadzić do dializoterapii – przestrzega dr n. med. Tomasz Deptuch.

Powikłania nadciśnienia tętniczego to nie tylko choroby przewlekłe, należą do nich także zawał serca i udar mózgu, które zagrażają nagłą śmiercią, a w przypadku udaru także ciężką niepełnosprawnością i wymagają natychmiastowej interwencji medycznej w specjalistycznych ośrodkach.

Nadciśnienie tętnicze zwiększa ryzyko wystąpienia udaru 3 do 6 razy, wraz ze wzrostem wartości ciśnienia to ryzyko dalej rośnie. Zależność ta jest najsilniej wyrażona u pacjentów młodych, do 45 r.ż. Na szczęście istnieje też odwrotna zależność, a więc redukcja wartości ciśnienia skurczowego o 10-12 mmHg i rozkurczowego o 5-6 mmHg powoduje redukcję ryzyka udaru o  37%.

– Naturalna historia nieleczonego nadciśnienia tętniczego jest zwykle taka: podwyższone ciśnienie uszkadza ściany tętnic prowadzących krew do serca, mózgu, nerek, kończyn dolnych i ułatwia powstawanie miażdżycy. Mięsień sercowy jest zmuszony do pracy pod zwiększonym obciążeniem i przerasta. Z czasem narastają zmiany miażdżycowe, które zawężają tętnice i powodują niedokrwienie narządów. Przerost lewej komory zwiększa opór jej napełniania, dochodzi do zalegania krwi w przedsionku serca i jego powiększenia. Progresja miażdżycy prowadzi do pęknięcia którejś ze zmian, co powoduje zawał serca lub udar mózgu. Postępujący przerost serca prowadzi do jego niewydolności, a w powiększonym przedsionku dochodzi do arytmii – migotania przedsionków. O bezpośrednich następstwach zawału i udaru już wspominałem. Migotanie przedsionków prowadzi do powstania skrzeplin i zatoru, np. udaru (to kolejny mechanizm, w jakim NT zwiększa ryzyko uszkodzenia mózgu); niewydolność serca powoduje ograniczenie tolerancji wysiłku i znacznie zmniejsza komfort życia – wyjaśnia ekspert American Heart of Poland.

Tę kaskadę zdarzeń, która zwykle trwa wiele lat, można przerwać w każdym momencie, rozpoznając i skutecznie lecząc nadciśnienie tętnicze. Im szybciej to się stanie, tym lepiej.

– Jeżeli nie uda się ustrzec powikłań NT, trzeba pamiętać, na co zwracać uwagę. Zawał serca charakteryzuje się bólem w klatce piersiowej promieniującym do ramion, dusznością i osłabieniem. Natomiast udar mózgu manifestuje się zaburzeniami mowy, asymetrią twarzy i osłabieniem mięśni po jednej stronie ciała. W obu przypadkach, szybkie działanie ratunkowe jest kluczowe – wyjaśnia doktor Tomasz Deptuch. Tutaj naprawdę liczy się każda minuta, mówimy o „złotej godzinie“, w czasie której pacjent powinien trafić do specjalistycznego ośrodka w celu leczenia interwencyjnego. Im szybciej to się stanie, tym większa szansa na powodzenie leczenia i przywrócenie pacjenta do normalnego życia. 

Warto zauważyć, że wczesne wykrycie nadciśnienia tętniczego jest kluczowe dla dalszego postępowania. Niestety, często choroba ta rozwija się bezobjawowo lub objawy są tak niespecyficzne, że łatwo je bagatelizować. Jednakże ignorowanie ich może prowadzić do poważnych konsekwencji, włącznie z zawałem serca lub udarem mózgu.
źródło: AHOP
Nadciśnienie tętnicze jest jednym z najbardziej rozpowszechnionych czynników zwiększających ryzyko wielu chorób wpływających zarówno na długość naszego życia, jak i obniżających jego jakość. Najczęściej nie leczone nadciśnienie tętnicze zwiększa ryzyko wystąpienia udaru mózgu, zawału mięśnia sercowego, niewydolności serca, przewlekłej niewydolności nerek, a także zaburzeń potencji. Niestety często zdarza się, że nadciśnienie tętnicze nie daje żadnych objawów. Dlatego zaleca się regularne mierzenie ciśnienia krwi nie tylko pacjentom z nadciśnieniem tętniczym. Pomiar ciśnienia jest zalecany również osobom obciążonym schorzeniami kardiologicznymi lub chorobami nerek, chorym na cukrzycę oraz osobom powyżej 55. roku, otyłym i z nadwagą, ale również osobom zdrowym (przynajmniej raz w roku).
Dokładność pomiaru ciśnienia krwi jest kluczowa – nawet drobne odchylenia o 2 mm Hg (milimetry słupa rtęci) mogą być decydujące dla podejmowania decyzji o konieczności rozpoczęcia terapii farmakologicznej. Jak zatem prawidłowo mierzyć ciśnienie tętnicze? Mówi dr hab. n. med. Adam Janas, kardiolog Grupa American Heart of Poland.
 
– Aby prawidłowo zmierzyć ciśnienie tętnicze potrzebujemy ciśnieniomierza, najlepiej takiego, który jest zwalidowany i posiada odpowiednie atesty. Mankiet ciśnieniomierza powinien mieć rozmiar odpowiedni do obwodu naszego ramienia – nieprawidłowy rozmiar mankietu zafałszuje wartości naszego ciśnienia tętniczego krwi. Tylko taki ciśnieniomierz daje pewność rzetelnych pomiarów ciśnienia tętniczego krwi – wskazuje kardiolog Grupy American Heart of Poland. 
 
Jak prawidłowo mierzyć ciśnienie krwi i jakie czynniki mogą je zaburzyć?
 
– Pomiar powinien być wykonywany na siedząco, w cichym pomieszczeniu, w komfortowej temperaturze, z opróżnionym pęcherzem.  Nasza pozycja jest równie istotna, przedramię powinno być oparte na blacie stołu, nogi nie powinny być skrzyżowane, a plecy wygodnie oparte. Mankiet ciśnieniomierza w przypadku ciśnieniomierza naramiennego powinien znajdować się na wysokości serca – radzi dr hab. n. med. Adam Janas.
 
Dokonuj pomiaru o stałych porach, dwa razy dziennie, najlepiej rano i wieczorem
 
Nie wolno mierzyć ciśnienia bezpośrednio po wysiłku, posiłku lub paleniu papierosów. Równie ważne jest, aby nie mierzyć ciśnienia podczas silnych emocji lub lęku, gorączka też może zaburzyć wynik. Zwykle, gdy podejrzewamy nadciśnienie tętnicze powinniśmy na 7 dni przed planowaną wizytą u lekarza pomierzyć ciśnienie tętnicze 2 razy dziennie wg powyższych wskazówek.
 
„Syndrom białego fartucha”. Zapisuj swoje pomiary
 
Gdy udamy się na wizytę do lekarza koniecznie zabierzmy ze sobą wyniki tych pomiarów, które wykonywaliśmy przez cały tydzień, mogą one być w formie papierowej czy elektronicznej. Czasami wartość ciśnienia krwi zmierzonego podczas wizyty u lekarza lub w szpitalu jest wyższa niż zwykle – może zwiększać być wyższa nawet o 10 mm Hg. Jest to rezultat stresu związanego z samym badaniem – wyjaśnia kardiolog American Heart of Poland.
 
Jak leczymy?
 
– Nie oczekujmy także od lekarza włączenia od razu agresywnej farmakoterapii – często pierwszym etapem leczenia nadciśnienia tętniczego będzie zalecenie modyfikacji stylu życia. Przez leczenie niefarmakologiczne nadciśnienia tętniczego rozumie się organicznie użycia soli w diecie – dieta DASH, zwiększenie aktywności fizycznej i redukcję masy ciała. Już często takie postępowanie pozwala pozbyć się nadciśnienia tętniczego – stwierdza dr hab. n. med. Adam Janas, American Heart of Poland.
 
W przypadku wysokich wartości ciśnienia tętniczego krwi często konieczne może być włączanie farmakoterapii bezpośrednio po jego rozpoznaniu.

– Obecnie coraz częściej stosujemy terapię złożoną, czyli tzw. polypil. Oznacza to, że w jednej tabletce mamy więcej niż jeden lek. Takie leczenie znacznie upraszcza terapię. Obecnie stosowane leki przeciwnadciśnieniowe bardzo rzadko dają działania niepożądane, a jeśli tak to są one zazwyczaj niegroźne. Często spotykam się w gabinecie z pytaniem, czy leki na nadciśnienie trzeba zażywać do końca życia. Obecnie nie mamy sposobu, aby jednorazowym zażyciem leku albo interwencją zupełnie pozbyć się nadciśnienia tętniczego co powoduje, że odstawienie leczenia będzie wiązało się z nawrotem tego schorzenia – podsumowuje dr hab. n. med. Adam Janas.

źródło: AHOP
Nadciśnienie tętnicze może dotyczyć każdego z nas. Szacowana liczba chorych w Europie wynosi ok. 150 milionów, co oznacza, że co czwarta osoba w populacji choruje na nadciśnienie tętnicze. Brak terapii może skutkować poważnymi problemami ze zdrowiem, czasem stanowi nawet zagrożenie życia – ostrzega doktor Katarzyna Czarnecka, kardiolog Grupa American Heart of Poland. Jakie objawy mogą świadczyć o nadciśnieniu?
– Niepokój mogą wzbudzić bóle głowy, zaburzenia snu, szybkie męczenie. Jednak nadciśnienie tętnicze bardzo długo może zostać nierozpoznane, ponieważ często nie odczuwany żadnych objawów choroby, a nawet jeśli ktoś nam zasugeruje, że wartości ciśnienia tętniczego są wysokie bagatelizujemy pierwsze sygnały z powodu niewiedzy, jak nadciśnienie negatywnie wpływa na nasz organizm – wyjaśnia doktor Katarzyna Czarnecka, kardiolog Grupa American Heart of Poland.

Wczesne wykrycie i włączenie leczenia może zapobiec rozwojowi poważnych powikłań narządowych

– Nieleczone nadciśnienie tętnicze wpływa na uszkodzenie mózgu. Minizawały, mikrokrwawienia oraz zaniki mózgowe, powodują otępienie i mogą doprowadzić do udaru mózgu. Uszkodzeniu ulegają także naczynka w kłębuszkach nerkowych skutkując rozwinięciem się choroby nerek. Niekorzystnym zmianom ulega również mięsień sercowy, jego duże obciążenie powoduje przerost mięśniówki, a to w efekcie prowadzi do niewydolności serca. Retinopatia nadciśnieniowa, która jest rozpoznawana w badaniu dna oka, uszkodzenie drobnych naczyń siatkówki może doprowadzić nawet do utraty wzroku – wymienia ekspert American Heart of Poland.

Czy od razu udać się do kardiologa?

 Często pacjent na pierwszą wizytę zgłasza się w dużych emocjach. Opisuje zdarzenie, że był w odwiedzinach u rodziny, źle się czuł, zmierzono mu ciśnienie, które było bardzo wysokie i na drugi dzień przerażony odwiedza gabinet lekarski. Trudno jest podjąć dobre decyzje terapeutyczne u takiego pacjenta. Na początku trzeba przyjrzeć się problemowi i wykonać część pracy samemu. Należy zaopatrzyć się w ciśnieniomierz (może być pożyczony) i dokonywać pomiarów w domu przez okres tygodnia rano i wieczorem. Nie należy zapominać, że pomiary powinny być wykonywane po 5-minutowym odpoczynku, w pozycji siedzącej, w cichym pomieszczeniu. Tak skrupulatnie prowadzony dzienniczek przekazany lekarzowi pozwoli na rzetelną ocenę sytuacji – radzi kardiolog.

Jak należy się przygotować do wizyty u lekarza?

Trzeba przygotować listę zażywanych wszystkich leków uwzględniając dawki i częstotliwość ich przyjmowania. Na wizytę do specjalisty należy zabrać ze sobą całą dokumentację medyczną oraz wyniki najświeższych badań laboratoryjnych. Pomiar ciśnienia tętniczego na wizycie lekarskiej nie jest wystarczający do postawienia rozpoznania, ponieważ aż u połowy pacjentów możemy obserwować „nadciśnienie białego fartucha” – radzi Katarzyna Czarnecka, kardiolog Grupa American Heart of Poland.

Kardiolog wykonuje badanie echokardiograficzne, oceniając funkcję i anatomię serca. Może zalecić wykonanie dodatkowych badań w celu oceny uszkodzeń innych narządów

– Sposobem na postawienie diagnozy jest wykonanie całodobowego pomiaru ciśnienia tętniczego za pomocą tak zwanego holtera ciśnieniowego, pozwala on na uzyskanie pomiarów w czasie snu. W rozpoznaniu nadciśnienia, zwłaszcza wtórnego, pomocne są również badania obrazowe. Pacjenta kieruje się na tomografię komputerową (TK) lub rezonans magnetyczny (RM) – wyjaśnia doktor American Heart of Poland.

Kiedy możemy mówić o nadciśnieniu?
– Nadciśnienie to trwałe podniesienie ciśnienia tętniczego powyżej 140/90 mmHg. Jednakże pokutują mity z dawnych czasów i na pytanie zadane pacjentowi – czemu nie zgłosił się do kardiologa, odpowiedz brzmi, przecież ciśnienie mam prawidłowe, sto plus wiek. Równie często pada odpowiedz, że „przy takim wysokim dobrze się czuje”. Opóźnienie włączenia terapii może wynikać ze strachu przed zaburzeniami w sferze seksualnej i obawą przed braniem leków do końca życia. U pacjentów w trakcie terapii docelową wartością ciśnienia powinno być obniżenie do 130/80mmHg lub poniżej. Warto pamiętać, że podczas farmakoterapii nadal należy wykonywać regularnie pomiary, żeby zweryfikować działanie przepisanego leku – mówi kardiolog American Heart of Poland.

Przyczyny nadciśnienia tętniczego

– Na wystąpienie tej przypadłości wpływają różne czynniki. U większości chorych pojawia się ono samoistnie. Ma to związek z predyspozycjami genetycznymi. Choroba może być również konsekwencją nieodpowiedniego trybu życia (prowadzącego do otyłości) i braku aktywności fizycznej. Nadciśnieniu nie pomaga ponadto nadmierne spożywanie produktów słonych i alkoholu. Inne przyczyny nadciśnienia tętniczego to choroby nerek, tarczycy, przytarczyc oraz nadnerczy, a także naczyń krwionośnych. Chorobie sprzyja również uzależnienie od niektórych leków i substancji psychoaktywnych – wyjaśnia kardiolog.

Jak leczymy nadciśnienie?

– Lekarz w doborze terapii ma bardzo duży wachlarz możliwości – obecnie terapię zaczyna się przynajmniej dwoma lekami. Mogą to być oddzielne preparaty, dzięki temu pacjent łatwiej może dobrać optymalne dla siebie dawki i razie potrzeby podwoić dawkę konkretnego leku. Dobrym rozwiązaniem dla bardziej zapominalskich mogą być leki złożone, które stanowią połączenie kilku leków w jednej tabletce. Skojarzenie kilku leków w mniejszych dawkach jest bardziej skuteczne niż maksymalna dawka jednego leku. Nie istnieje jeden konkretny lek idealny u wszystkich pacjentów, wiele czynników wpływa na odpowiedni dobór terapii. Część leków nie można stosować u kobiet w wieku rozrodczym, inne wpływają niekorzystnie na przebieg chorób towarzyszących takich jak dna moczanowa, astma oskrzelowa, bradyarytmie, niewydolność serca lub chorobę nerek. W doborze leczenia pod uwagę bierze się wiek, płeć, wykonywaną pracę, a także preferencje pacjenta.

Co my możemy zrobić, żeby wpłynąć pozytywnie na leczenie?

– Należy ograniczyć spożywanie soli, w tym miejscu trzeba sobie uzmysłowić, że sól jest nie tylko w solniczce, ale przede wszystkim w przetworzonej żywności, konserwantach, fast foodach itp., ograniczyć picie alkoholu i słodkich napojów, w diecie sięgać po dużą ilość warzyw i owoców, ograniczać spożycie czerwonego mięsa, zadbać o szczupłą sylwetkę, regularnie uprawiać sport i rzucić palenie papierosów – puentuje doktor Czarnecka.
Lekarz i pacjent w walce z nadciśnieniem stanowią jedną drużynę, aby osiągnąć zaplanowany cel, potrzebna jest dobra współpraca oparta na komunikacji, przestrzeganiu zaleceń oraz regularnym przyjmowaniu leków. Skuteczna terapia chroni przed rozwinięciem się powikłań narządowych, zmniejsza ryzyko wystąpienia zawału serca, udaru mózgu oraz wystąpienia arytmii, w tym migotania przedsionków. Musimy pamiętać, że sami jesteśmy odpowiedzialni za nasze zdrowie i nie możemy lekceważyć nadciśnienia tętniczego. Znacznie łatwiej jest zapobiegać, niż zmagać się ze spustoszeniami wyrządzonymi przez tego „cichego zabójcę”.

źródło: AHOP

Odpoczynek ma istotne znaczenie dla zdrowia i samopoczucia każdego z nas. Dla osób z problemami sercowo-naczyniowymi odpowiedni wypoczynek jest szczególnie ważny, ponieważ pozwala na regenerację organizmu i redukcję stresu. 

Bez względu na to, czy wybieramy góry, morze czy lesiste równiny, klimat odgrywa kluczową rolę – ciśnienie atmosferyczne, wilgotność powietrza, skład atmosferyczny i nasłonecznienie mają wpływ na nasze zdrowie i komfort – mówi dr hab. n. med. Adam Janas, kardiolog American Heart of Poland.
Osoby z nadciśnieniem powinny unikać gór i terenów położonych na skraju dużych jezior. Spore wahania ciśnienia mogą im bowiem zaszkodzić. Urlop powinny spędzić w miejscach, gdzie temperatura powietrza nie przekracza 25 stopni Celsjusza i nie podlega zbyt dużym wahaniom między dniem a nocą. 
W przypadku osób z nadciśnieniem skrajne temperatury, wysoka wilgotność powietrza i nasilające się wahania atmosferyczne mogą wpływać negatywnie na ciśnienie tętnicze i ogólne samopoczucie. Wysoka temperatura powoduje rozszerzenie naczyń krwionośnych, co prowadzi do obniżenia ciśnienia tętniczego. Jednak u osób z nadciśnieniem, które przyjmują leki rozszerzające naczynia krwionośne, może to skutkować nadmiernym obniżeniem ciśnienia, co z kolei prowadzi do uczucia osłabienia, zawrotów głowy i innych nieprzyjemnych objawów – wyjaśnia doktor.
Słońce a serce?
Szczególnie osoby z nadciśnieniem tętniczym powinny unikać nadmiernego opalania się i długotrwałego przebywania na gorącym słońcu. Wysokie temperatury mogą powodować rozszerzenie naczyń krwionośnych, przegrzanie organizmu i odwodnienie. Leki stosowane w leczeniu nadciśnienia działają rozszerzająco na naczynia krwionośne, co może zwiększyć reakcję fizjologiczną organizmu na działanie słońca, takie jak przegrzanie, zaczerwienienie twarzy czy obrzęki podudzi – dodaje Janas.  
Jaki jest wpływ morskiej atmosfery na zdrowie?
Pobyt nad morzem doskonale wpływa na dotlenienie organizmu, dzięki obecności bogatego w tlen powietrza, które dodatkowo jest nasycone leczniczymi pierwiastkami. Gdy fale morskie rozbijają się o brzeg, uwalniane są kryształki chlorku sodu, soli magnezu i cząsteczki jodu, tworząc aerozol morski. Ten aerozol doskonale odżywia śluzówki i wspiera ich regenerację. Morskie powietrze jest często czystsze i zawiera mniejszą ilość zanieczyszczeń w porównaniu do powietrza miejskiego. Odpoczynek nad morzem i wdychanie świeżego powietrza może pomóc w redukcji stresu i poprawie ogólnego samopoczucia. Pobyt nad morzem oferuje możliwości do aktywności fizycznej, takich jak np. spacery po plaży. Regularna aktywność fizyczna jest ważna dla kontroli ciśnienia krwi i ogólnego zdrowia serca. W przypadku nadciśnienia, zaleca się umiarkowany wysiłek fizyczny, który może pomóc w obniżeniu ciśnienia krwi.  Pobyt nad morzem może być korzystny dla redukcji stresu, który może wpływać na wzrost ciśnienia krwi – wyjaśnia doktor.
Pacjenci z nadciśnieniem powinni unikać wyjazdów w wysokie góry, powyżej 1500 m n.p.m.
Zmiany ciśnienia powietrza w górach są zauważalne i mają wpływ na nasze organizmy. Wraz ze wzrostem wysokości maleje stężenie tlenu, co może prowadzić do problemów z oddychaniem i nasilających się duszności. Na popularnych polskich szczytach, takich jak Giewont (1894 m n.p.m.), ciśnienie wynosi około 805 hPa, na Rysach (2499 m n.p.m.) około 746 hPa, a na Śnieżce (1602 m n.p.m.) około 835 hPa. Im wyżej się znajdujemy, tym trudniej jest dostarczyć organizmowi wystarczającą ilość tlenu. Dlatego człowiek zaczyna oddychać szybciej. Pacjenci przyjmujący tzw. beta-blokery muszą pamiętać, że te preparaty ograniczają wzrost akcji serca w czasie wysiłku fizycznego. Osoby z nadciśnieniem, ale stabilnymi wartościami, mogą sobie pozwolić na wycieczki na umiarkowanych wysokościach – informuje kardiolog.
W górach często występują nagłe zmiany warunków atmosferycznych, które mogą wpływać na samopoczucie. 
Nawet osoby z normalnym ciśnieniem mogą odczuwać zmiany ciśnienia. Przy nagłym skoku ciśnienia mogą wystąpić objawy takie jak zaczerwienienie twarzy, problemy z oddychaniem, zawroty głowy, ból oczu, ból w klatce piersiowej, drżenie rąk. Natomiast osoby z niskim ciśnieniem mogą skarżyć się na szybkie zmęczenie i zawroty – ostrzega kardiolog Janas. 
Nadciśnienie a lot samolotem – czy to bezpieczne?
W samolocie panuje zmniejszone ciśnienie atmosferyczne, które może wpływać na organizm. W przypadku osób z nadciśnieniem, może to powodować nieznaczny wzrost ciśnienia krwi. Osoby z nadciśnieniem powinny regularnie wstawać i poruszać się po kabinie samolotu, aby poprawić krążenie i uniknąć ewentualnych powikłań. Przed podjęciem podróży samolotem z nadciśnieniem zaleca się skonsultowanie się z lekarzem, aby uzyskać indywidualne zalecenia i wskazówki dotyczące bezpiecznego podróżowania – informuje Janas.
Wakacyjne zalecenia 
Kiedy temperatura przekracza 30 stopni, niezależnie od tego, czy jesteśmy nad morzem czy w innych miejscach, warto przebywać w cieniu. Pamiętajmy o regularnym uzupełnianiu płynów, nawet jeśli nie odczuwamy pragnienia. Najlepiej pić często i w niewielkich ilościach. Możemy wspierać nasz organizm sokami warzywnymi, które są szczególnie korzystne dla osób z nadciśnieniem, takimi jak sok z pomidorów, buraka czy napoje z dodatkiem aronii. Jeśli planujemy kąpiel w morzu czy jeziorze, zanurzajmy się powoli, aby organizm mógł stopniowo przyzwyczaić się do różnicy temperatury. To pomoże uniknąć nagłego skoku ciśnienia tętniczego – rekomenduje doktor.
Ważne jest także dbanie o odpowiednią dietę. 
Nie należy spożywać alkoholu, unikajmy potraw tłustych z grilla, kiełbas, karkówek, czerwonego mięsa oraz wysoko przetworzonych produktów spożywczych z dużą ilością sodu, ponieważ mogą one negatywnie wpływać na nasze zdrowie sercowo-naczyniowe, w tym na nadciśnienie – dodaje Janas.
Przestrzeganie tych zaleceń pomoże utrzymać nasze zdrowie i samopoczucie w dobrej kondycji podczas długiego weekendu, niezależnie od tego, czy spędzamy go nad morzem czy w innych miejscach. 

źródło: American Heart of Poland

Nadciśnienie nie boli, ale jest bardzo groźne długofalowo. Mit, że „mam jeszcze czas na lek”, trzeba definitywnie obalić na wizycie lekarskiej młodej osoby z nadciśnieniem tętniczym – podkreśla w wywiadzie prof. dr hab. med. Krzysztof J. Filipiak, kardiolog, internista, hipertensjolog i farmakolog kliniczny, były prezes Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego.
Naszą rozmowę chciałabym zacząć od przypadku pacjenta. To 44-latek, szczupły, jeździ na rowerze, ćwiczy na siłowni. Na pierwszy rzut oka: okaz zdrowia. Tymczasem przygodny pomiar ciśnienia tętniczego (CT) pokazał: 180/110 mm Hg. Zaniepokojony mężczyzna udał się do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). Pomiar w gabinecie to 150/90 mm Hg. Pacjent otrzymał zalecenie zmiany stylu życia, miał kontrolować CT w domu i wrócić na kontrolę po 3 miesiącach. Domowe pomiary wahały się w granicach 140-150 na 90/100 mm Hg. Mężczyzna ćwiczył jeszcze więcej, jeszcze bardziej pilnował diety, ale CT pozostało bez zmian. Jak powinno wyglądać dalsze postępowanie w jego przypadku?
Bohater naszej rozmowy ma nadciśnienie tętnicze. Wartości ciśnienia tętniczego skurczowego >= 180 mmHg kwalifikować by go mogły nawet do nadciśnienia tętniczego 3. stopnia, chociaż zapewne była to przygodna wartość, na której nie powinniśmy bazować i opierać rozpoznania. Powtarzające się wartości 140-150 na 90/100 wskazują jednak, że to klasyczne nadciśnienie tętnicze 1. stopnia i tak pewnie zostanie sklasyfikowane. Zapewne w ten sposób myślał i ocenił to lekarz POZ, a ryzyko sercowo-naczyniowe w tzw. modelu Framingham oszacował jako niskie (pacjent bez czynników ryzyka) lub umiarkowane (1-2 czynniki ryzyka: nie mam wszystkich informacji o tym pacjencie, to jednak osoba po 40. roku życia, a jak wynika z relacji, miał jednak coś jeszcze do zmiany w stylu życia, skoro ją zastosował). Rzeczywiście, przy niskim ryzyku można rozważyć początkowo niefarmakologiczną interwencję, ale przypominam, że w wytycznych Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego (PTNT) z 2019 roku wyraźnie stwierdzamy, że „podstawą decyzji o wdrożeniu terapii hipotensyjnej przede wszystkim powinna być wysokość ciśnienia tętniczego, a nie ocena globalnego ryzyka sercowo-naczyniowego”. Ta druga decyduje jedynie o szybkości naszych działań, intensywności, leczeniu dodatkowym, dodatkowych badaniach.

Tłumacząc postępowanie lekarza dodajmy też, że aktualne, jeszcze obowiązujące wytyczne PTNT wyraźnie stwierdzają, że: „nadciśnienie tętnicze można rozpoznać, jeśli średnie wartości ciśnienia tętniczego (wyliczone co najmniej z dwóch pomiarów dokonanych podczas co najmniej dwóch różnych wizyt) są równe lub wyższe niż 140 mmHg dla ciśnienia skurczowego i/lub 90 mmHg dla ciśnienia rozkurczowego”. Zauważmy zatem, że w opisanej sytuacji nie było nawet formalnej możliwości rozpoznania nadciśnienia na tej jednej wizycie. Tyle wytyczne. A teraz popatrzmy na to z perspektywy pacjenta: mamy do czynienia z 44-latkiem, mężczyzną wysportowanym, uważającym się za zdrowego, dla którego rozpoznanie nadciśnienia tętniczego i decyzja o konieczności stosowania leków hipotensyjnych do końca życia może być trudna. To wręcz podręcznikowy przykład pacjenta, u którego co prawda możemy przez pierwsze miesiące skupić się na postępowaniu niefarmakologicznym, ale właśnie po to, żeby zarówno lekarz, jak i pacjent był upewniony, że zrobił wszystko, co można, by obniżyć ciśnienie bez leków. O tym, że postępowanie to jednak nie jest skuteczne i wymaga leków, zadecyduje 24-godzinne badanie ciśnienia tętniczego (tzw. ABPM – ambulatory blood pressure monitoring), powszechnie, choć błędnie, nazywane przez pacjentów „Holterem ciśnieniowym”. W wytycznych PTNT piszemy zresztą jasno: „w przypadku ciśnień tętniczych spełniających nadal kryteria 1. stopnia nadciśnienia tętniczego wskazana jest dodatkowa weryfikacja rozpoznania nadciśnienia tętniczego za pomocą ABPM”. Zdaję sobie sprawę, że mała jest dostępność lekarza POZ do tego badania, chociaż zmieniać się to będzie – miejmy nadzieję – w epoce opieki koordynowanej. Ale i tak namawiałbym pacjenta do tego właśnie badania, nawet wykonanego w ramach niepublicznej opieki zdrowotnej, aby rozpocząć terapię hipotensyjną na podstawie pełnych przesłanek, mieć pewność rozpoznania, które towarzyszyć mu będzie do końca życia. Także by wiedzieć, jak wygląda profil ciśnienia w ciągu doby, dobrać odpowiedni lek i najwłaściwszą porę jego podawania. Tak postępuję na co dzień we własnym gabinecie lekarskim.
Czy w sytuacji, gdy pacjent ma niekontrolowane nadciśnienie tętnicze, ćwiczenia na siłowni, tzw. budujące masę, są bezpieczne? Dalej pytam w kontekście tego właśnie pacjenta.

Pacjent, o którym rozmawiamy, jak rozumiem, tylko raz miał przygodny pomiar bardzo wysoki, niepotwierdzony w żadnym kolejnym badaniu. Jeżeli wszystkie kolejne pomiary ciśnienia tętniczego skurczowego są w zakresie 140-150 mmHg, pacjent jak najbardziej może uprawiać sporty, chociaż do czasu ostatecznej diagnozy i ewentualnego rozpoczęcia leczenia nie powinny to być sporty ekstremalne w rozumieniu maratonów, półmaratonów, bicia osobistych rekordów. Stawiamy raczej na wysiłek dynamiczny w jego przypadku: jogging, krótkie biegi, pływanie, jazdę na rowerze. Ten okres „niepewności” co do dalszej terapii hipotensyjnej to nie jest też idealny moment na ćwiczenia oporowe, na siłowni – wróci do nich po rozstrzygnięciu diagnozy i ewentualnym zastosowaniu leczenia hipotensyjnego.

No właśnie, ale czy nie kryje się tutaj pewna sprzeczność? Z jednej strony wyniki pomiarów są nieprawidłowe, pacjent słyszy od znajomych, że nadciśnienie trzeba leczyć, a lekarz rodzinny odsyła go na 3 miesiące z zaleceniami dalszego, bardziej intensywnego uprawiania sportu?
Rzeczywiście, z pozoru taka sprzeczność może się nam jawić. Naszym zadaniem, lekarzy, jest jednak wyjaśnienie tego pacjentowi. Tak jak powiedziałem wcześniej, to nie są 3 miesiące nicnierobienia, ale czas, który pacjent ma wykorzystać na optymalizację stylu życia, pogodzenie się z wizją przyjmowania leków do końcu życia, poszerzenie swojej wiedzy o nadciśnieniu tętniczym, aby na następnym spotkaniu mógł zadać pytania lekarzowi, rozwiać swoje wątpliwości. Dla lekarza to czas, w którym powinien zlecić i dopilnować dodatkowych, ważnych badań wykonywanych u każdej osoby, u której rozpoznano nadciśnienie tętnicze. W polskich warunkach słabej dostępności do niektórych z nich, ten okres 3 miesięcy od rozpoznania jest zatem ważny i potrzebny. Nie każdego pacjenta stać na wykonanie tych badań natychmiastowo, prywatnie.
Nadciśnienie tętnicze to choroba, która często przebiega skrycie, nie boli i bywa, że pacjent przez lata ma podwyższone wartości CT i nic z tym nie robi. Sama często słyszę od młodych osób, że „mają jeszcze czas na leki, że ich nadciśnienie nie jest duże, więc to nie problem”. Jakie konsekwencje może mieć taka postawa?

Oczywiście, chcemy jak najwcześniej rozpocząć terapię i doprowadzić pacjenta do optymalnych wartości CT, a przypomnijmy, że dla tego 44-latka wartości optymalnych ciśnień skurczowych to obecnie 120-129 mmHg oraz rozkurczowych 70-79 mmHg. To ideał, do którego w jego wieku powinniśmy dążyć. Jeszcze raz podkreślam: decyzja lekarza POZ o czasowym niepodawaniu leków miała na celu wdrożenie postępowania niefarmakologicznego, ale i – jak rozumiem – przeprowadzeniu w tym czasie szeregu badań, które zlecam osobie ze świeżo rozpoznanym nadciśnieniem tętniczym. Przypomnijmy, że badania te właśnie mają na celu oszacowanie, czy nadciśnienie tętnicze nie trwało czasem długo, czy ma już konsekwencje w innych narządach i układach, czy powinniśmy wdrożyć bardziej intensywne leczenie niż tylko takie, aby obniżać ciśnienie tętnicze. Przypomnijmy w takim razie, że taka osoba powinna mieć wykonane, według zaleceń PTNT, co najmniej 11 badań:
  1. morfologię krwi obwodowej,
  2. stężenie glukozy w osoczu na czczo lub doustny test obciążenia glukozą (OGTT, oral glucose tolerance test) / hemoglobinę glikowaną w przypadku wskazan,
  3. stężenie sodu i potasu w surowicy,
  4. stężenie cholesterolu całkowitego, frakcji HDL (high-density lipoproteins) i LDL (low-density lipoproteins) oraz triglicerydów w surowicy – czyli pełny lipidogram, przy czym najważniejsze jest oczywiście nadal stężenie LDL-cholesterolu,
  5. stężenie kreatyniny w surowicy z oszacowaniem wielkości filtracji kłębuszkowej (eGFR, estimated glomerular filtration rate),
  6. stężenie kwasu moczowego w surowicy,
  7. stężenie hormonu tyreotropowego (TSH, thyroid-stimulating hormone) w surowicy,
  8. aktywność aminotransferazy alaninowej (ALT, alaninę aminotransferase) w surowicy,
  9. badanie ogólne moczu (z oceną osadu moczu),
  10. ocena albuminurii w moczu (test paskowy lub inny) – badanie coraz ważniejsze także ze względu na specyficzne polskie regulacje co do
  11. refundacji niektórych grup leków,
  12. 12-odprowadzeniowy elektrokardiogram.
Jeżeli to mężczyzna dużo ćwiczący, „budujący masę” na siłowni, bez innych czynników ryzyka, jako lekarz rozpoznający mu nadciśnienie tętnicze do tej jedenastki powyżej dołączyłbym jeszcze rutynowo badanie echokardiograficzne, poszukując w nim cech przerostu lewej komory, oceniając masę mięśnia sercowego, grubość przegrody i ściany tylnej, funkcję skurczową i rozkurczową serca, ze szczególnym uwzględnieniem oceny lewego przedsionka. Jak podliczymy – wyszło nam dwanaście badań, a do tej „złotej dwunastki” świeżo rozpoznanego nadciśnienia tętniczego dorzuciłem jeszcze 24h ABPM.

Wszystko po to, aby rozpocząć jak najlepiej dopasowane leczenie i przekonać pacjenta, że rozumowanie, o którym pani wspomina: „mam jeszcze czas na leki, nadciśnienie nie jest duże”, jest całkowicie błędne. Grozi nie tylko powikłaniami nadciśnienia, ale też zmniejsza prognozy co do dobrania dobrego, skutecznego leku. A te pierwsze doświadczenia, otrzymanie skutecznego leku już na początku terapii, jak wiemy z wielu badań, przekładają się potem na wytrwałość pacjenta w przyjmowaniu leków i współpracę z lekarzem, szerzej – w wiarę, że jestem leczony prawidłowo i ma to znaczenie dla mojego zdrowia.

Dostrzegam jednak głęboki sens pytania pani redaktor, zwłaszcza w konfrontacji z opisanym przypadkiem. Informując, że decyzję o leczeniu podejmiemy dopiero za 3 miesiące, musimy pacjentowi wyraźnie wytłumaczyć, co w tym czasie się będzie działo. Upewnić się, że pacjent zdaje sobie sprawę, że nadciśnienie tętnicze to podstępna, skryta choroba doprowadzająca po latach do groźnych chorób serca, mózgu, nerek, naczyń i oczu. W tej kolejności wymieniam z reguły powikłania nadciśnienia tętniczego pacjentowi. Pamiętajmy, że większość pacjentów nie zrozumie terminów: „ostry zespół wieńcowy”, „TIA”, „rozwarstwienie aorty” czy „retinopatia nadciśnieniowa”. Notabene, to dlatego na pierwszej wizycie lekarz powinien zapytać się, co pacjent robi zawodowo. Nie chodzi o segregowanie pacjentów ze względu na charakter pracy czy wykształcenie, ale naprawdę inaczej rozmawia się o konsekwencjach nadciśnienia tętniczego z doktorem biologii, inaczej z informatykiem, a inaczej z osobą pracującą fizycznie. Do każdego trzeba dotrzeć z innym przekazem o konsekwencjach choroby. Nadciśnienie nie boli, ale jest bardzo groźne długofalowo. Mit, że „mam jeszcze czas na lek”, trzeba definitywnie obalić na wizycie lekarskiej młodej osoby z nadciśnieniem tętniczym.

Jakie jeszcze mity obala pan najczęściej w trakcie rozmów z pacjentami?

Może zacznijmy od tego, że mity dotyczące nadciśnienia tętniczego (12 mln Polaków) i hipercholesterolemii (20 mln Polaków) powinna obalać wczesna edukacja, a nie ubogi kadrowo w Polsce sektor pracowników ochrony zdrowia. A skoro nie przewidujemy tego w systemie oświaty, to przynajmniej w ochronie zdrowia, także dla osób z nadciśnieniem tętniczym, powinni być dostępni edukatorzy medyczni – podobnie jak dla wielu innych chorób przewlekłych, np. cukrzycy. Jakie najczęściej mity dotyczące nadciśnienia tętniczego słyszę? Dużo osób (i niestety, przyznam ze wstydem, że i koleżanek, kolegów lekarzy) nadal sądzi, że rozpoczyna się terapię nadciśnienia tętniczego od jednego leku, podczas gdy trzeba ją rozpocząć od jednej dwuskładnikowej pigułki. Przede wszystkim jednak słyszę mity dotyczące norm ciśnienia. Zauważam dużą inercję terapeutyczną nie tylko w grupach osób młodych („mam czas na leki”), ale również tych w wieku podeszłym („przecież norma ciśnienia tętniczego to 100 + wiek, skoro więc mam 65 lat, to mogę mieć ciśnienia skurczowe 165 mmHg”).

Przypomnijmy zatem punkt odcięcia: przy jakich wartościach ciśnienia tętniczego nie mamy prawa mówić, że wszystko jest ok?
Tak jak wspomniałem, wytyczne europejskie jasno stwierdzają, że najbardziej pożądane wartości ciśnienia tętniczego dla osoby dorosłej to 120-129 mmHg dla ciśnienia skurczowego i 70-79 mmHg dla ciśnienia rozkurczowego. Dla osób, które ukończyły 65. rok życia, uważamy, że są to odpowiednio wartości 130-139 mmHg oraz takie same wartości ciśnienia rozkurczowego 70-79 mmHg. Niewykluczone, że i ten pogląd ulegnie niedługo rewizji, bowiem od czasu ukazania się wytycznych Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego i Europejskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego (European Society of Cardiology/European Society of Hypertension, ESC/ESH) w 2018 roku, ukazało się bardzo dużo badań sugerujących, że także u naszych seniorów należy obniżać ciśnienie skurczowe jeszcze niżej. Spodziewam się w tym zakresie zmian już niedługo, na razie postępuję, jak powiedziałem wcześniej.
Normy są zatem znane. Problemem jest definicja nadciśnienia tętniczego (140/90 mmHg i powyżej), bowiem oznacza ona, że u naszego pacjenta z 1. stopniem nadciśnienia tętniczego (przekracza wartości 140/90 mmHg), po wdrożeniu leczenia, trzeba je prowadzić do osiągnięcia wartości <130/<80 mmHg. Stąd też zaczynamy od razu od pigułki dwuskładnikowej, tzw. SPC – single pill combination. Taką „schizofreniczność” wytycznych dostrzegają bardziej oczytani pacjenci, pytając się: „dlaczego docelowo mam mieć 120-129 mmHg, skoro nadciśnienie tętnicze zaczyna się od 140 mmHg?”. Odpowiadam im w skrócie, że tej „schizofreniczności” nie ma już za oceanem, bowiem w USA już w 2017 r. zmieniono definicję nadciśnienia tętniczego i tam rozpoznaje się je od wartości 130/80 mmHg. Co do docelowych wartości ciśnienia, jesteśmy zatem zgodni po obu stronach Atlantyku, bo bazujemy na tych samych wielkich danych epidemiologicznych i wiemy, że najkorzystniejsze przeżycie całkowite, przeżycie wolne od zawału serca, udaru mózgu, demencji, choroby nerek mają pacjenci z ciśnieniami 120-129/70-79 mmHg przez jak najdłuższy okres swojego dorosłego życia.

To dlaczego Europejczycy, wzorem Amerykanów, nie zmienili definicji nadciśnienia tętniczego na stan zaczynający się od 130/80 mmHg i powyżej?

Europa nie była, moim zdaniem, przygotowana do tego mentalnie i strukturalnie. Na Starym Kontynencie paradygmat opieki zdrowotnej leży jednak w większości po stronie państwa, a nie indywidualnie ubezpieczonych, a proszę sobie wyobrazić, jakie dodatkowe koszty opieki, badań, kontroli wygenerowałaby taka zmiana definicji. W samej Polsce, jak szacujemy, z dnia na dzień, liczba osób z nadciśnieniem tętniczym wzrosłaby z 12 do 19 milionów, a częstość nadciśnienia tętniczego zrównałaby się z hipercholesterolemią. Nie wykluczam, że tak się kiedyś stanie. Bo to w istocie dwa równorzędne epidemiologicznie czynniki ryzyka.
Jakie będą nowe normy i zalecenia w Europie w odniesieniu do nadciśnienia tętniczego, nadal nie wiadomo. Na dodatek, nad czym należy ubolewać, jak aktualnie wiemy, rozchodzą się drogi europejskich kardiologów i europejskich hipertensjologów. ESC i ESH nie zdecydowały się na wspólne opracowanie przyszłych wytycznych. ESH zaprezentuje je na swoim kongresie w Mediolanie w 2023 r., ESC na swoim kongresie w Londynie w 2024 r. Jako kardiolog będę musiał zatem wybierać i wybiorę zapewne te bardziej powszechne, przygotowane przez większą i bardziej prestiżową organizację europejską – ESC. Mam jednak nadzieję, że scali to wszystko PTNT. Być może nowe, przyszłe polskie wytyczne w 2025/2026 roku wezmą wszystko, co najlepsze z obu tych dokumentów. Liczę tutaj na zbiorową mądrość moich koleżanek i kolegów hipertensjologów, którzy tę decyzję w gronie władz PTNT podejmować będą zapewne pod przewodnictwem znakomitego hipertensjologa i pediatry, prof. Mieczysława Litwina.

Wróćmy do naszego pacjenta, 44-latka. Konieczność leczenia hipotensyjnego może u mężczyzn budzić obawy o potencję. Słusznie?

Tak, zauważam, że mężczyźni w tym wieku przywiązują się do mitu „lek hipotensyjny = koniec życia seksualnego”. Przekonanie, że leki hipotensyjne osłabiają lub wywołują zaburzenia erekcji, jest powszechne, zwłaszcza w odniesieniu do beta-adrenolityków. Dlaczego tak się dzieje? Skąd taki zabobon? To pewnie pytanie do socjologów czy badaczy „kryzysu wieku średniego”, czasu, w którym mężczyzna, przeczuwając zbliżającą się andropauzę, kupuje sobie sportowy samochód, motor, zaczyna uprawiać nagle zaniedbane sporty i ta obawa o „męskość” staje się wyjątkowo duża.

Co wiemy na pewno? Zaburzenia erekcji szybciej wywoła nieleczone nadciśnienie tętnicze niż zastosowanie leku. Nawet beta-adrenolityków nie trzeba się dzisiaj obawiać, bo nowsze z nich – jak nebiwolol – mają dodatkowe efekty stymulowania tlenku azotu i poszerzania mikronaczyń. Zaburzenia erekcji występują częściej u mężczyzn z nadciśnieniem tętniczym niż zdrowych, a więc to raczej jest odwrotny ciąg zdarzeń: to nadciśnienie tętnicze wywołuje zaburzenia erekcji, a nie leczenie nadciśnienia. Leki stosowane w pierwszym rzucie I terapii, zwłaszcza SPC oparte na połączeniach sartanu lub inhibitora konwertazy angiotensyny z antagonistą wapnia mają neutralny wpływ na zdolność erekcyjną. Dlatego też, opisanemu przez nas mężczyźnie zaproponowałbym na początku któryś z tych dwóch rodzajów SPC. U mężczyzn ten wybór leków jest prostszy, bowiem u kobiet pewnych leków nie przepisujemy tak często z uwagi na potencjalną ciążę i plany prokreacyjne.

Czy można mówić o jakichś odrębnościach w przyczynach i terapii nadciśnienia tętniczego u mężczyzn?

Większość przypadków nadciśnienia tętniczego to nadciśnienie samoistne, wynikające z naszych cech genetycznych, stylu życia, odżywiania się, dodatkowych czynników ryzyka. Nie różnią się wiec one znacząco u mężczyzn w stosunku do kobiet. Uogólnienia są z reguły krzywdzące dla naszych pacjentów, ale chyba rzeczywiście mężczyźni trochę gorzej od kobiet przestrzegają zaleceń lekarskich, rzadziej pamiętają, jakie leki przyjmują, mniejszą uwagę przywiązują do swoich wyników badań. U starszych mężczyzn częściej modyfikuję leczenie hipotensyjne z uwagi na współwystępujący łagodny przerost gruczołu krokowego (częściej stosuje alfa-adrenolityki), nieco inaczej oceniam u nich ewentualny przerost lewej komory serca (inne kryteria rozpoznania niż u kobiet), surowiej szacuję ich ryzyko sercowo-naczyniowe (nie chronią ich estrogeny), ale za to mogą pozwolić sobie na trochę więcej centymetrów w pasie (inne kryteria otyłości brzusznej) i trochę więcej alkoholu etylowego w diecie. Ale korzyści z leczenia hipotensyjnego są takie same u mężczyzn, jak i u kobiet.

Wróćmy do wspomnianego alkoholu. Jakie nawyki mogą sprzyjać nadciśnieniu tętniczemu? Czy np. okazjonalne nadużywanie trunków z procentami może negatywnie wpływać na wartości ciśnienia tętniczego?

Tak jak wspomniałem, wchodzimy już tutaj w obszar tzw. zmiany stylu życia. Uprawianie sportów, zwłaszcza tych z obciążeniem dynamicznym, odchudzenie, wyciszenie (joga, muzykoterapia), czyste powietrze, ograniczenie hałasu, kontakt z naturą, prawidłowa dieta – to wszystko może wpływać na obniżenie ciśnienia tętniczego. Należy przestać palić papierosy, a jeżeli to się nie udaje, przynajmniej przejść na produkty z podgrzewaniem tytoniu, a nie jego spalaniem. Dieta z ograniczeniem mięsa, zwłaszcza mięsa przetworzonego, czerwonego, większa ilość ryb, unikanie produktów przesolonych i przesłodzonych, dużo warzyw, trochę więcej owoców, unikanie tłuszczy zwierzęcych, przejście na tłuszcze roślinne – wszystko to znamy. Co do alkoholu, jego nawet najmniejsze ilości mogą u niektórych osób sprzyjać zaburzeniom rytmu, ale regularne, małe ilości bogatego w polifenole czerwonego wina wielokrotnie okazały się wpływać hamująco na rozwój miażdżycy. Uważa się więc, przede wszystkim w środowisku kardiologicznym, że mogę traktować takie umiarkowane spożycie czerwonego wina za element kardioprotekcji. Do wszystkiego podchodźmy jednak z umiarem. Wytyczne sygnowane przez ESC/ESH określają zatem maksymalne ilości alkoholu etylowego, które również odnoszą się do osób z nadciśnieniem tętniczym. Aktualna wiedza określa je, dla mężczyzn, jako 20-30 mg czystego alkoholu dziennie, co daje nam w przybliżeniu 1-2 kieliszki wina. W sam raz do obiadu lub lunchu, w modelu śródziemnomorskim. To zalecenie jest liberalne w swoim przesłaniu, ale jednocześnie wyraźnie mówimy, że wszelka „kumulacja dziennych dawek” i np. okazjonalne nadużywanie alkoholu raz w tygodniu jest niewskazane u pacjentów z nadciśnieniem tętniczym.

Na koniec przypomnijmy, od jakiego wieku należy kontrolować ciśnienie tętnicze i jak robić to dobrze?

Skoro wspomniałem w wywiadzie lidera dziecięcej hipertensjologii, prof. Mieczysława Litwina z Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, zacznijmy od dzieci. Aktualnie uważamy, że ciśnienie tętnicze powinno być mierzone co do zasady u dzieci od 3. roku życia co najmniej raz w roku w trakcie rutynowych wizyt kontrolnych oraz wizyt związanych z innymi problemami zdrowotnymi. Osoby po przekroczeniu 16. roku życia traktowane są już w zasadzie jak dorośli, w zakresie norm ciśnienia tętniczego. U osób dorosłych w uproszczeniu można zapamiętać:
To zalecenia z 2018 roku, ale coraz więcej ekspertów wskazuje, że warto co roku, a najlepiej co pół roku, wykonywać pomiar ciśnienia tętniczego w wieku dorosłym. Znam z drugiej strony reprezentatywne badania jednego z producentów smartwatchy na grupie losowo dobranych osób w wieku 18-65 lat, w której to wykazano, że:
Wspomniałem, że warto by było mierzyć sobie ciśnienie tętnicze przynajmniej raz na pół roku. Powiedzmy sobie szczerze, że wymóg takiego pomiaru na każdej wizycie lekarskiej, niezależnie od jej charakteru, nie jest realizowany i trudno go realizować w warunkach polskiego finansowania ochrony zdrowia, niedoborów kadrowych, „długu zdrowotnego post-COVID” i pełzającej dopiero opieki farmaceutycznej. Trzeba wziąć więc sprawy w swoje ręce. W przenośni i dosłownie. Nie będę reklamował konkretnych producentów, ale w Polsce dostępne są już smartwatche monitorujące nie tylko liczbę wykonywanych kroków, częstość serca (tętno), ale również mierzące ciśnienie tętnicze na nadgarstku, na żądanie użytkownika smartwatcha. Zdaję sobie sprawę, że krytycznie odnosimy się do pomiaru nadgarstkowego, brak badań prospektywnych, populacyjnych badań z tym urządzeniem, ale jednak to ogromny postęp. Prędzej czy później znajdą się one w oficjalnych wytycznych, na początku jako urządzenie nadzorujące terapię i wychwytujące przesiewowo osoby, które być może mają nadciśnienie tętnicze. To element „zarządzania własnym zdrowiem sercowo-naczyniowym”.

Na jednym ze spotkań edukacyjnych młody, dbający o zdrowie 30-latek zapytał mnie kiedyś: „czy jest jakiś określony wiek, w którym rekomendowane jest rozpoczęcie wykonywania pomiarów ciśnienia krwi (pomijając, że jak najwcześniej) i czy jest ku temu jakiś konkretny powód – szczególne oznaki, które w młodszym wieku mogą wskazywać na potencjalne problemy w przyszłości?”. Mógłbym pewnie na to pytanie odpowiadać zawile i zgodnie z wytycznymi, że szczególnie intensywnie powinienem wykonywać pomiary, częściej niż w ogólnej populacji, w czterech grupach osób:
Ale po przemyśleniu, odpowiedziałem pytającemu krótko: nie, nie ma takiego wieku i powodu. I właśnie dlatego warto to robić co najmniej co pół roku. A gdy niepokoją nas pomiary, szukać powinniśmy porady lekarskiej.

Autor: Ewa Kurzyńska
źródło: InfoWire
Nadciśnienie nie boli, ale jest bardzo groźne długofalowo. Mit, że „mam jeszcze czas na lek”, trzeba definitywnie obalić na wizycie lekarskiej młodej osoby z nadciśnieniem tętniczym – podkreśla w wywiadzie prof. dr hab. med. Krzysztof J. Filipiak, kardiolog, internista, hipertensjolog i farmakolog kliniczny, były prezes Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego.
Naszą rozmowę chciałabym zacząć od przypadku pacjenta. To 44-latek, szczupły, jeździ na rowerze, ćwiczy na siłowni. Na pierwszy rzut oka: okaz zdrowia. Tymczasem przygodny pomiar ciśnienia tętniczego (CT) pokazał: 180/110 mm Hg. Zaniepokojony mężczyzna udał się do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). Pomiar w gabinecie to 150/90 mm Hg. Pacjent otrzymał zalecenie zmiany stylu życia, miał kontrolować CT w domu i wrócić na kontrolę po 3 miesiącach. Domowe pomiary wahały się w granicach 140-150 na 90/100 mm Hg. Mężczyzna ćwiczył jeszcze więcej, jeszcze bardziej pilnował diety, ale CT pozostało bez zmian. Jak powinno wyglądać dalsze postępowanie w jego przypadku?
Bohater naszej rozmowy ma nadciśnienie tętnicze. Wartości ciśnienia tętniczego skurczowego >= 180 mmHg kwalifikować by go mogły nawet do nadciśnienia tętniczego 3. stopnia, chociaż zapewne była to przygodna wartość, na której nie powinniśmy bazować i opierać rozpoznania. Powtarzające się wartości 140-150 na 90/100 wskazują jednak, że to klasyczne nadciśnienie tętnicze 1. stopnia i tak pewnie zostanie sklasyfikowane. Zapewne w ten sposób myślał i ocenił to lekarz POZ, a ryzyko sercowo-naczyniowe w tzw. modelu Framingham oszacował jako niskie (pacjent bez czynników ryzyka) lub umiarkowane (1-2 czynniki ryzyka: nie mam wszystkich informacji o tym pacjencie, to jednak osoba po 40. roku życia, a jak wynika z relacji, miał jednak coś jeszcze do zmiany w stylu życia, skoro ją zastosował). Rzeczywiście, przy niskim ryzyku można rozważyć początkowo niefarmakologiczną interwencję, ale przypominam, że w wytycznych Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego (PTNT) z 2019 roku wyraźnie stwierdzamy, że „podstawą decyzji o wdrożeniu terapii hipotensyjnej przede wszystkim powinna być wysokość ciśnienia tętniczego, a nie ocena globalnego ryzyka sercowo-naczyniowego”. Ta druga decyduje jedynie o szybkości naszych działań, intensywności, leczeniu dodatkowym, dodatkowych badaniach.

Tłumacząc postępowanie lekarza dodajmy też, że aktualne, jeszcze obowiązujące wytyczne PTNT wyraźnie stwierdzają, że: „nadciśnienie tętnicze można rozpoznać, jeśli średnie wartości ciśnienia tętniczego (wyliczone co najmniej z dwóch pomiarów dokonanych podczas co najmniej dwóch różnych wizyt) są równe lub wyższe niż 140 mmHg dla ciśnienia skurczowego i/lub 90 mmHg dla ciśnienia rozkurczowego”. Zauważmy zatem, że w opisanej sytuacji nie było nawet formalnej możliwości rozpoznania nadciśnienia na tej jednej wizycie. Tyle wytyczne. A teraz popatrzmy na to z perspektywy pacjenta: mamy do czynienia z 44-latkiem, mężczyzną wysportowanym, uważającym się za zdrowego, dla którego rozpoznanie nadciśnienia tętniczego i decyzja o konieczności stosowania leków hipotensyjnych do końca życia może być trudna. To wręcz podręcznikowy przykład pacjenta, u którego co prawda możemy przez pierwsze miesiące skupić się na postępowaniu niefarmakologicznym, ale właśnie po to, żeby zarówno lekarz, jak i pacjent był upewniony, że zrobił wszystko, co można, by obniżyć ciśnienie bez leków. O tym, że postępowanie to jednak nie jest skuteczne i wymaga leków, zadecyduje 24-godzinne badanie ciśnienia tętniczego (tzw. ABPM – ambulatory blood pressure monitoring), powszechnie, choć błędnie, nazywane przez pacjentów „Holterem ciśnieniowym”. W wytycznych PTNT piszemy zresztą jasno: „w przypadku ciśnień tętniczych spełniających nadal kryteria 1. stopnia nadciśnienia tętniczego wskazana jest dodatkowa weryfikacja rozpoznania nadciśnienia tętniczego za pomocą ABPM”. Zdaję sobie sprawę, że mała jest dostępność lekarza POZ do tego badania, chociaż zmieniać się to będzie – miejmy nadzieję – w epoce opieki koordynowanej. Ale i tak namawiałbym pacjenta do tego właśnie badania, nawet wykonanego w ramach niepublicznej opieki zdrowotnej, aby rozpocząć terapię hipotensyjną na podstawie pełnych przesłanek, mieć pewność rozpoznania, które towarzyszyć mu będzie do końca życia. Także by wiedzieć, jak wygląda profil ciśnienia w ciągu doby, dobrać odpowiedni lek i najwłaściwszą porę jego podawania. Tak postępuję na co dzień we własnym gabinecie lekarskim.
Czy w sytuacji, gdy pacjent ma niekontrolowane nadciśnienie tętnicze, ćwiczenia na siłowni, tzw. budujące masę, są bezpieczne? Dalej pytam w kontekście tego właśnie pacjenta.

Pacjent, o którym rozmawiamy, jak rozumiem, tylko raz miał przygodny pomiar bardzo wysoki, niepotwierdzony w żadnym kolejnym badaniu. Jeżeli wszystkie kolejne pomiary ciśnienia tętniczego skurczowego są w zakresie 140-150 mmHg, pacjent jak najbardziej może uprawiać sporty, chociaż do czasu ostatecznej diagnozy i ewentualnego rozpoczęcia leczenia nie powinny to być sporty ekstremalne w rozumieniu maratonów, półmaratonów, bicia osobistych rekordów. Stawiamy raczej na wysiłek dynamiczny w jego przypadku: jogging, krótkie biegi, pływanie, jazdę na rowerze. Ten okres „niepewności” co do dalszej terapii hipotensyjnej to nie jest też idealny moment na ćwiczenia oporowe, na siłowni – wróci do nich po rozstrzygnięciu diagnozy i ewentualnym zastosowaniu leczenia hipotensyjnego.

No właśnie, ale czy nie kryje się tutaj pewna sprzeczność? Z jednej strony wyniki pomiarów są nieprawidłowe, pacjent słyszy od znajomych, że nadciśnienie trzeba leczyć, a lekarz rodzinny odsyła go na 3 miesiące z zaleceniami dalszego, bardziej intensywnego uprawiania sportu?
Rzeczywiście, z pozoru taka sprzeczność może się nam jawić. Naszym zadaniem, lekarzy, jest jednak wyjaśnienie tego pacjentowi. Tak jak powiedziałem wcześniej, to nie są 3 miesiące nicnierobienia, ale czas, który pacjent ma wykorzystać na optymalizację stylu życia, pogodzenie się z wizją przyjmowania leków do końcu życia, poszerzenie swojej wiedzy o nadciśnieniu tętniczym, aby na następnym spotkaniu mógł zadać pytania lekarzowi, rozwiać swoje wątpliwości. Dla lekarza to czas, w którym powinien zlecić i dopilnować dodatkowych, ważnych badań wykonywanych u każdej osoby, u której rozpoznano nadciśnienie tętnicze. W polskich warunkach słabej dostępności do niektórych z nich, ten okres 3 miesięcy od rozpoznania jest zatem ważny i potrzebny. Nie każdego pacjenta stać na wykonanie tych badań natychmiastowo, prywatnie.
Nadciśnienie tętnicze to choroba, która często przebiega skrycie, nie boli i bywa, że pacjent przez lata ma podwyższone wartości CT i nic z tym nie robi. Sama często słyszę od młodych osób, że „mają jeszcze czas na leki, że ich nadciśnienie nie jest duże, więc to nie problem”. Jakie konsekwencje może mieć taka postawa?

Oczywiście, chcemy jak najwcześniej rozpocząć terapię i doprowadzić pacjenta do optymalnych wartości CT, a przypomnijmy, że dla tego 44-latka wartości optymalnych ciśnień skurczowych to obecnie 120-129 mmHg oraz rozkurczowych 70-79 mmHg. To ideał, do którego w jego wieku powinniśmy dążyć. Jeszcze raz podkreślam: decyzja lekarza POZ o czasowym niepodawaniu leków miała na celu wdrożenie postępowania niefarmakologicznego, ale i – jak rozumiem – przeprowadzeniu w tym czasie szeregu badań, które zlecam osobie ze świeżo rozpoznanym nadciśnieniem tętniczym. Przypomnijmy, że badania te właśnie mają na celu oszacowanie, czy nadciśnienie tętnicze nie trwało czasem długo, czy ma już konsekwencje w innych narządach i układach, czy powinniśmy wdrożyć bardziej intensywne leczenie niż tylko takie, aby obniżać ciśnienie tętnicze. Przypomnijmy w takim razie, że taka osoba powinna mieć wykonane, według zaleceń PTNT, co najmniej 11 badań:
  1. morfologię krwi obwodowej,
  2. stężenie glukozy w osoczu na czczo lub doustny test obciążenia glukozą (OGTT, oral glucose tolerance test) / hemoglobinę glikowaną w przypadku wskazan,
  3. stężenie sodu i potasu w surowicy,
  4. stężenie cholesterolu całkowitego, frakcji HDL (high-density lipoproteins) i LDL (low-density lipoproteins) oraz triglicerydów w surowicy – czyli pełny lipidogram, przy czym najważniejsze jest oczywiście nadal stężenie LDL-cholesterolu,
  5. stężenie kreatyniny w surowicy z oszacowaniem wielkości filtracji kłębuszkowej (eGFR, estimated glomerular filtration rate),
  6. stężenie kwasu moczowego w surowicy,
  7. stężenie hormonu tyreotropowego (TSH, thyroid-stimulating hormone) w surowicy,
  8. aktywność aminotransferazy alaninowej (ALT, alaninę aminotransferase) w surowicy,
  9. badanie ogólne moczu (z oceną osadu moczu),
  10. ocena albuminurii w moczu (test paskowy lub inny) – badanie coraz ważniejsze także ze względu na specyficzne polskie regulacje co do
  11. refundacji niektórych grup leków,
  12. 12-odprowadzeniowy elektrokardiogram.
Jeżeli to mężczyzna dużo ćwiczący, „budujący masę” na siłowni, bez innych czynników ryzyka, jako lekarz rozpoznający mu nadciśnienie tętnicze do tej jedenastki powyżej dołączyłbym jeszcze rutynowo badanie echokardiograficzne, poszukując w nim cech przerostu lewej komory, oceniając masę mięśnia sercowego, grubość przegrody i ściany tylnej, funkcję skurczową i rozkurczową serca, ze szczególnym uwzględnieniem oceny lewego przedsionka. Jak podliczymy – wyszło nam dwanaście badań, a do tej „złotej dwunastki” świeżo rozpoznanego nadciśnienia tętniczego dorzuciłem jeszcze 24h ABPM.

Wszystko po to, aby rozpocząć jak najlepiej dopasowane leczenie i przekonać pacjenta, że rozumowanie, o którym pani wspomina: „mam jeszcze czas na leki, nadciśnienie nie jest duże”, jest całkowicie błędne. Grozi nie tylko powikłaniami nadciśnienia, ale też zmniejsza prognozy co do dobrania dobrego, skutecznego leku. A te pierwsze doświadczenia, otrzymanie skutecznego leku już na początku terapii, jak wiemy z wielu badań, przekładają się potem na wytrwałość pacjenta w przyjmowaniu leków i współpracę z lekarzem, szerzej – w wiarę, że jestem leczony prawidłowo i ma to znaczenie dla mojego zdrowia.

Dostrzegam jednak głęboki sens pytania pani redaktor, zwłaszcza w konfrontacji z opisanym przypadkiem. Informując, że decyzję o leczeniu podejmiemy dopiero za 3 miesiące, musimy pacjentowi wyraźnie wytłumaczyć, co w tym czasie się będzie działo. Upewnić się, że pacjent zdaje sobie sprawę, że nadciśnienie tętnicze to podstępna, skryta choroba doprowadzająca po latach do groźnych chorób serca, mózgu, nerek, naczyń i oczu. W tej kolejności wymieniam z reguły powikłania nadciśnienia tętniczego pacjentowi. Pamiętajmy, że większość pacjentów nie zrozumie terminów: „ostry zespół wieńcowy”, „TIA”, „rozwarstwienie aorty” czy „retinopatia nadciśnieniowa”. Notabene, to dlatego na pierwszej wizycie lekarz powinien zapytać się, co pacjent robi zawodowo. Nie chodzi o segregowanie pacjentów ze względu na charakter pracy czy wykształcenie, ale naprawdę inaczej rozmawia się o konsekwencjach nadciśnienia tętniczego z doktorem biologii, inaczej z informatykiem, a inaczej z osobą pracującą fizycznie. Do każdego trzeba dotrzeć z innym przekazem o konsekwencjach choroby. Nadciśnienie nie boli, ale jest bardzo groźne długofalowo. Mit, że „mam jeszcze czas na lek”, trzeba definitywnie obalić na wizycie lekarskiej młodej osoby z nadciśnieniem tętniczym.

Jakie jeszcze mity obala pan najczęściej w trakcie rozmów z pacjentami?

Może zacznijmy od tego, że mity dotyczące nadciśnienia tętniczego (12 mln Polaków) i hipercholesterolemii (20 mln Polaków) powinna obalać wczesna edukacja, a nie ubogi kadrowo w Polsce sektor pracowników ochrony zdrowia. A skoro nie przewidujemy tego w systemie oświaty, to przynajmniej w ochronie zdrowia, także dla osób z nadciśnieniem tętniczym, powinni być dostępni edukatorzy medyczni – podobnie jak dla wielu innych chorób przewlekłych, np. cukrzycy. Jakie najczęściej mity dotyczące nadciśnienia tętniczego słyszę? Dużo osób (i niestety, przyznam ze wstydem, że i koleżanek, kolegów lekarzy) nadal sądzi, że rozpoczyna się terapię nadciśnienia tętniczego od jednego leku, podczas gdy trzeba ją rozpocząć od jednej dwuskładnikowej pigułki. Przede wszystkim jednak słyszę mity dotyczące norm ciśnienia. Zauważam dużą inercję terapeutyczną nie tylko w grupach osób młodych („mam czas na leki”), ale również tych w wieku podeszłym („przecież norma ciśnienia tętniczego to 100 + wiek, skoro więc mam 65 lat, to mogę mieć ciśnienia skurczowe 165 mmHg”).

Przypomnijmy zatem punkt odcięcia: przy jakich wartościach ciśnienia tętniczego nie mamy prawa mówić, że wszystko jest ok?
Tak jak wspomniałem, wytyczne europejskie jasno stwierdzają, że najbardziej pożądane wartości ciśnienia tętniczego dla osoby dorosłej to 120-129 mmHg dla ciśnienia skurczowego i 70-79 mmHg dla ciśnienia rozkurczowego. Dla osób, które ukończyły 65. rok życia, uważamy, że są to odpowiednio wartości 130-139 mmHg oraz takie same wartości ciśnienia rozkurczowego 70-79 mmHg. Niewykluczone, że i ten pogląd ulegnie niedługo rewizji, bowiem od czasu ukazania się wytycznych Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego i Europejskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego (European Society of Cardiology/European Society of Hypertension, ESC/ESH) w 2018 roku, ukazało się bardzo dużo badań sugerujących, że także u naszych seniorów należy obniżać ciśnienie skurczowe jeszcze niżej. Spodziewam się w tym zakresie zmian już niedługo, na razie postępuję, jak powiedziałem wcześniej.
Normy są zatem znane. Problemem jest definicja nadciśnienia tętniczego (140/90 mmHg i powyżej), bowiem oznacza ona, że u naszego pacjenta z 1. stopniem nadciśnienia tętniczego (przekracza wartości 140/90 mmHg), po wdrożeniu leczenia, trzeba je prowadzić do osiągnięcia wartości <130/<80 mmHg. Stąd też zaczynamy od razu od pigułki dwuskładnikowej, tzw. SPC – single pill combination. Taką „schizofreniczność” wytycznych dostrzegają bardziej oczytani pacjenci, pytając się: „dlaczego docelowo mam mieć 120-129 mmHg, skoro nadciśnienie tętnicze zaczyna się od 140 mmHg?”. Odpowiadam im w skrócie, że tej „schizofreniczności” nie ma już za oceanem, bowiem w USA już w 2017 r. zmieniono definicję nadciśnienia tętniczego i tam rozpoznaje się je od wartości 130/80 mmHg. Co do docelowych wartości ciśnienia, jesteśmy zatem zgodni po obu stronach Atlantyku, bo bazujemy na tych samych wielkich danych epidemiologicznych i wiemy, że najkorzystniejsze przeżycie całkowite, przeżycie wolne od zawału serca, udaru mózgu, demencji, choroby nerek mają pacjenci z ciśnieniami 120-129/70-79 mmHg przez jak najdłuższy okres swojego dorosłego życia.

To dlaczego Europejczycy, wzorem Amerykanów, nie zmienili definicji nadciśnienia tętniczego na stan zaczynający się od 130/80 mmHg i powyżej?

Europa nie była, moim zdaniem, przygotowana do tego mentalnie i strukturalnie. Na Starym Kontynencie paradygmat opieki zdrowotnej leży jednak w większości po stronie państwa, a nie indywidualnie ubezpieczonych, a proszę sobie wyobrazić, jakie dodatkowe koszty opieki, badań, kontroli wygenerowałaby taka zmiana definicji. W samej Polsce, jak szacujemy, z dnia na dzień, liczba osób z nadciśnieniem tętniczym wzrosłaby z 12 do 19 milionów, a częstość nadciśnienia tętniczego zrównałaby się z hipercholesterolemią. Nie wykluczam, że tak się kiedyś stanie. Bo to w istocie dwa równorzędne epidemiologicznie czynniki ryzyka.
Jakie będą nowe normy i zalecenia w Europie w odniesieniu do nadciśnienia tętniczego, nadal nie wiadomo. Na dodatek, nad czym należy ubolewać, jak aktualnie wiemy, rozchodzą się drogi europejskich kardiologów i europejskich hipertensjologów. ESC i ESH nie zdecydowały się na wspólne opracowanie przyszłych wytycznych. ESH zaprezentuje je na swoim kongresie w Mediolanie w 2023 r., ESC na swoim kongresie w Londynie w 2024 r. Jako kardiolog będę musiał zatem wybierać i wybiorę zapewne te bardziej powszechne, przygotowane przez większą i bardziej prestiżową organizację europejską – ESC. Mam jednak nadzieję, że scali to wszystko PTNT. Być może nowe, przyszłe polskie wytyczne w 2025/2026 roku wezmą wszystko, co najlepsze z obu tych dokumentów. Liczę tutaj na zbiorową mądrość moich koleżanek i kolegów hipertensjologów, którzy tę decyzję w gronie władz PTNT podejmować będą zapewne pod przewodnictwem znakomitego hipertensjologa i pediatry, prof. Mieczysława Litwina.

Wróćmy do naszego pacjenta, 44-latka. Konieczność leczenia hipotensyjnego może u mężczyzn budzić obawy o potencję. Słusznie?

Tak, zauważam, że mężczyźni w tym wieku przywiązują się do mitu „lek hipotensyjny = koniec życia seksualnego”. Przekonanie, że leki hipotensyjne osłabiają lub wywołują zaburzenia erekcji, jest powszechne, zwłaszcza w odniesieniu do beta-adrenolityków. Dlaczego tak się dzieje? Skąd taki zabobon? To pewnie pytanie do socjologów czy badaczy „kryzysu wieku średniego”, czasu, w którym mężczyzna, przeczuwając zbliżającą się andropauzę, kupuje sobie sportowy samochód, motor, zaczyna uprawiać nagle zaniedbane sporty i ta obawa o „męskość” staje się wyjątkowo duża.

Co wiemy na pewno? Zaburzenia erekcji szybciej wywoła nieleczone nadciśnienie tętnicze niż zastosowanie leku. Nawet beta-adrenolityków nie trzeba się dzisiaj obawiać, bo nowsze z nich – jak nebiwolol – mają dodatkowe efekty stymulowania tlenku azotu i poszerzania mikronaczyń. Zaburzenia erekcji występują częściej u mężczyzn z nadciśnieniem tętniczym niż zdrowych, a więc to raczej jest odwrotny ciąg zdarzeń: to nadciśnienie tętnicze wywołuje zaburzenia erekcji, a nie leczenie nadciśnienia. Leki stosowane w pierwszym rzucie I terapii, zwłaszcza SPC oparte na połączeniach sartanu lub inhibitora konwertazy angiotensyny z antagonistą wapnia mają neutralny wpływ na zdolność erekcyjną. Dlatego też, opisanemu przez nas mężczyźnie zaproponowałbym na początku któryś z tych dwóch rodzajów SPC. U mężczyzn ten wybór leków jest prostszy, bowiem u kobiet pewnych leków nie przepisujemy tak często z uwagi na potencjalną ciążę i plany prokreacyjne.

Czy można mówić o jakichś odrębnościach w przyczynach i terapii nadciśnienia tętniczego u mężczyzn?

Większość przypadków nadciśnienia tętniczego to nadciśnienie samoistne, wynikające z naszych cech genetycznych, stylu życia, odżywiania się, dodatkowych czynników ryzyka. Nie różnią się wiec one znacząco u mężczyzn w stosunku do kobiet. Uogólnienia są z reguły krzywdzące dla naszych pacjentów, ale chyba rzeczywiście mężczyźni trochę gorzej od kobiet przestrzegają zaleceń lekarskich, rzadziej pamiętają, jakie leki przyjmują, mniejszą uwagę przywiązują do swoich wyników badań. U starszych mężczyzn częściej modyfikuję leczenie hipotensyjne z uwagi na współwystępujący łagodny przerost gruczołu krokowego (częściej stosuje alfa-adrenolityki), nieco inaczej oceniam u nich ewentualny przerost lewej komory serca (inne kryteria rozpoznania niż u kobiet), surowiej szacuję ich ryzyko sercowo-naczyniowe (nie chronią ich estrogeny), ale za to mogą pozwolić sobie na trochę więcej centymetrów w pasie (inne kryteria otyłości brzusznej) i trochę więcej alkoholu etylowego w diecie. Ale korzyści z leczenia hipotensyjnego są takie same u mężczyzn, jak i u kobiet.

Wróćmy do wspomnianego alkoholu. Jakie nawyki mogą sprzyjać nadciśnieniu tętniczemu? Czy np. okazjonalne nadużywanie trunków z procentami może negatywnie wpływać na wartości ciśnienia tętniczego?

Tak jak wspomniałem, wchodzimy już tutaj w obszar tzw. zmiany stylu życia. Uprawianie sportów, zwłaszcza tych z obciążeniem dynamicznym, odchudzenie, wyciszenie (joga, muzykoterapia), czyste powietrze, ograniczenie hałasu, kontakt z naturą, prawidłowa dieta – to wszystko może wpływać na obniżenie ciśnienia tętniczego. Należy przestać palić papierosy, a jeżeli to się nie udaje, przynajmniej przejść na produkty z podgrzewaniem tytoniu, a nie jego spalaniem. Dieta z ograniczeniem mięsa, zwłaszcza mięsa przetworzonego, czerwonego, większa ilość ryb, unikanie produktów przesolonych i przesłodzonych, dużo warzyw, trochę więcej owoców, unikanie tłuszczy zwierzęcych, przejście na tłuszcze roślinne – wszystko to znamy. Co do alkoholu, jego nawet najmniejsze ilości mogą u niektórych osób sprzyjać zaburzeniom rytmu, ale regularne, małe ilości bogatego w polifenole czerwonego wina wielokrotnie okazały się wpływać hamująco na rozwój miażdżycy. Uważa się więc, przede wszystkim w środowisku kardiologicznym, że mogę traktować takie umiarkowane spożycie czerwonego wina za element kardioprotekcji. Do wszystkiego podchodźmy jednak z umiarem. Wytyczne sygnowane przez ESC/ESH określają zatem maksymalne ilości alkoholu etylowego, które również odnoszą się do osób z nadciśnieniem tętniczym. Aktualna wiedza określa je, dla mężczyzn, jako 20-30 mg czystego alkoholu dziennie, co daje nam w przybliżeniu 1-2 kieliszki wina. W sam raz do obiadu lub lunchu, w modelu śródziemnomorskim. To zalecenie jest liberalne w swoim przesłaniu, ale jednocześnie wyraźnie mówimy, że wszelka „kumulacja dziennych dawek” i np. okazjonalne nadużywanie alkoholu raz w tygodniu jest niewskazane u pacjentów z nadciśnieniem tętniczym.

Na koniec przypomnijmy, od jakiego wieku należy kontrolować ciśnienie tętnicze i jak robić to dobrze?

Skoro wspomniałem w wywiadzie lidera dziecięcej hipertensjologii, prof. Mieczysława Litwina z Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, zacznijmy od dzieci. Aktualnie uważamy, że ciśnienie tętnicze powinno być mierzone co do zasady u dzieci od 3. roku życia co najmniej raz w roku w trakcie rutynowych wizyt kontrolnych oraz wizyt związanych z innymi problemami zdrowotnymi. Osoby po przekroczeniu 16. roku życia traktowane są już w zasadzie jak dorośli, w zakresie norm ciśnienia tętniczego. U osób dorosłych w uproszczeniu można zapamiętać:
To zalecenia z 2018 roku, ale coraz więcej ekspertów wskazuje, że warto co roku, a najlepiej co pół roku, wykonywać pomiar ciśnienia tętniczego w wieku dorosłym. Znam z drugiej strony reprezentatywne badania jednego z producentów smartwatchy na grupie losowo dobranych osób w wieku 18-65 lat, w której to wykazano, że:
Wspomniałem, że warto by było mierzyć sobie ciśnienie tętnicze przynajmniej raz na pół roku. Powiedzmy sobie szczerze, że wymóg takiego pomiaru na każdej wizycie lekarskiej, niezależnie od jej charakteru, nie jest realizowany i trudno go realizować w warunkach polskiego finansowania ochrony zdrowia, niedoborów kadrowych, „długu zdrowotnego post-COVID” i pełzającej dopiero opieki farmaceutycznej. Trzeba wziąć więc sprawy w swoje ręce. W przenośni i dosłownie. Nie będę reklamował konkretnych producentów, ale w Polsce dostępne są już smartwatche monitorujące nie tylko liczbę wykonywanych kroków, częstość serca (tętno), ale również mierzące ciśnienie tętnicze na nadgarstku, na żądanie użytkownika smartwatcha. Zdaję sobie sprawę, że krytycznie odnosimy się do pomiaru nadgarstkowego, brak badań prospektywnych, populacyjnych badań z tym urządzeniem, ale jednak to ogromny postęp. Prędzej czy później znajdą się one w oficjalnych wytycznych, na początku jako urządzenie nadzorujące terapię i wychwytujące przesiewowo osoby, które być może mają nadciśnienie tętnicze. To element „zarządzania własnym zdrowiem sercowo-naczyniowym”.

Na jednym ze spotkań edukacyjnych młody, dbający o zdrowie 30-latek zapytał mnie kiedyś: „czy jest jakiś określony wiek, w którym rekomendowane jest rozpoczęcie wykonywania pomiarów ciśnienia krwi (pomijając, że jak najwcześniej) i czy jest ku temu jakiś konkretny powód – szczególne oznaki, które w młodszym wieku mogą wskazywać na potencjalne problemy w przyszłości?”. Mógłbym pewnie na to pytanie odpowiadać zawile i zgodnie z wytycznymi, że szczególnie intensywnie powinienem wykonywać pomiary, częściej niż w ogólnej populacji, w czterech grupach osób:
Ale po przemyśleniu, odpowiedziałem pytającemu krótko: nie, nie ma takiego wieku i powodu. I właśnie dlatego warto to robić co najmniej co pół roku. A gdy niepokoją nas pomiary, szukać powinniśmy porady lekarskiej.

Autor: Ewa Kurzyńska
źródło: InfoWire
Według statystyk Narodowego Funduszu Zdrowia w Polsce w 2020 roku na nadciśnienie tętnicze chorowało 9,94 mln dorosłych osób. Ta jednostka chorobowa, niekontrolowana przez lekarza, poza nieprzyjemnymi dolegliwościami takimi jak męczliwość, szumy uszne, ból głowy czy klatki piersiowej, może prowadzić do poważnych powikłań. Zawał mięśnia sercowego, udar mózgu, niewydolność serca i przerost lewej komory to tylko kilka z nich. Jakie codzienne nawyki mogą pomóc nam w profilaktyce pierwotnej i wtórnej nadciśnienia tętniczego?
W 2021 roku na łamach czasopisma „The New England Journal of Medicine” opublikowano wyniki 5-letniego badania chińskich naukowców dotyczącego wpływu stosowania zamienników soli na częstość zachorowalności na nadciśnienie tętnicze.
 
Do pierwszej fazy badania zakwalifikowano 20 995 osób, powyżej 60 roku życia, którzy chorowali wcześniej na nadciśnienie tętnicze albo przeszli udar niedokrwienny mózgu. Grupa badana miała spożywać wraz ze stałą dietą zamienniki soli o zawartości 75% chlorku sodu i 25% chlorku potasu, grupa kontrolna natomiast przez cały okres badania stosowała sól o zawartości 100% chlorku sodu.  
 
Punktem końcowym badania było wystąpienie udaru mózgu lub incydentu sercowo-naczyniowy lub zgon. Wyniki badań ukazały znaczącą różnicę między osobami spożywającymi zamienniki soli a stosującymi sól. Grupa badana odznaczała się niższym procentem zachorowalności na udar niedokrwienny lub ostry incydent sercowo-naczyniowy, a także niższym prawdopodobieństwem przedwczesnego zgonu. Wartość prawdopodobieństwa p<0.05 w określonych parametrach świadczy o istotnym statystycznie wyniku i o przełomowości tej metody prewencji nadciśnienia tętniczego.
 
Mechanizm wpływu spożycia soli opiera się na wzroście stężenia jonów sodowych i zaburzeniu równowagi osmotycznej krwi, a w konsekwencji wzroście ciśnienia. Powyższe badania mogą sugerować, iż odpowiednia dieta może być rozwiązaniem zdrowotnych problemów niejednej osoby. Jednak, jak wynika z przeglądu literatury, „tylko” połowa osób nadużywających soli jest narażona na rozwinięcie wysokich wartości ciśnienia skurczowego i rozkurczowego. Najprawdopodobniej związane jest to z osobniczą wrażliwością organizmu na sód. Przyczyną tego stanu jest rożny stopień aktywności układu renina-angiotensyna-aldosteron, kontrolującego objętość krążącej krwi i stężenia jonów sodowych i potasowych w płynach ustrojowych.
 
Niemniej jednak, przedstawione powyżej publikacje naukowe ewidentnie powinny zachęcać nas do ograniczenia spożycia soli sodowych albo stosowania zamienników soli z zawartością potasu. Takie postępowanie wydaje się być jednym ze skuteczniejszych sposobów na prewencję nadciśnienia tętniczego, a w konsekwencji także udaru niedokrwiennego i zgonu.
 
Julia Dźwinacka, redakcja Medicalpress, SKN Kardiologii przy I Katedrze i Klinice WUM
 
Źródła:
Analiza spożycia soli kuchennej u pacjentów z nadciśnieniem tętniczym | Łazarczyk | Forum Zaburzeń Metabolicznych
Według statystyk Narodowego Funduszu Zdrowia w Polsce w 2020 roku na nadciśnienie tętnicze chorowało 9,94 mln dorosłych osób. Ta jednostka chorobowa, niekontrolowana przez lekarza, poza nieprzyjemnymi dolegliwościami takimi jak męczliwość, szumy uszne, ból głowy czy klatki piersiowej, może prowadzić do poważnych powikłań. Zawał mięśnia sercowego, udar mózgu, niewydolność serca i przerost lewej komory to tylko kilka z nich. Jakie codzienne nawyki mogą pomóc nam w profilaktyce pierwotnej i wtórnej nadciśnienia tętniczego?
W 2021 roku na łamach czasopisma „The New England Journal of Medicine” opublikowano wyniki 5-letniego badania chińskich naukowców dotyczącego wpływu stosowania zamienników soli na częstość zachorowalności na nadciśnienie tętnicze.
 
Do pierwszej fazy badania zakwalifikowano 20 995 osób, powyżej 60 roku życia, którzy chorowali wcześniej na nadciśnienie tętnicze albo przeszli udar niedokrwienny mózgu. Grupa badana miała spożywać wraz ze stałą dietą zamienniki soli o zawartości 75% chlorku sodu i 25% chlorku potasu, grupa kontrolna natomiast przez cały okres badania stosowała sól o zawartości 100% chlorku sodu.  
 
Punktem końcowym badania było wystąpienie udaru mózgu lub incydentu sercowo-naczyniowy lub zgon. Wyniki badań ukazały znaczącą różnicę między osobami spożywającymi zamienniki soli a stosującymi sól. Grupa badana odznaczała się niższym procentem zachorowalności na udar niedokrwienny lub ostry incydent sercowo-naczyniowy, a także niższym prawdopodobieństwem przedwczesnego zgonu. Wartość prawdopodobieństwa p<0.05 w określonych parametrach świadczy o istotnym statystycznie wyniku i o przełomowości tej metody prewencji nadciśnienia tętniczego.
 
Mechanizm wpływu spożycia soli opiera się na wzroście stężenia jonów sodowych i zaburzeniu równowagi osmotycznej krwi, a w konsekwencji wzroście ciśnienia. Powyższe badania mogą sugerować, iż odpowiednia dieta może być rozwiązaniem zdrowotnych problemów niejednej osoby. Jednak, jak wynika z przeglądu literatury, „tylko” połowa osób nadużywających soli jest narażona na rozwinięcie wysokich wartości ciśnienia skurczowego i rozkurczowego. Najprawdopodobniej związane jest to z osobniczą wrażliwością organizmu na sód. Przyczyną tego stanu jest rożny stopień aktywności układu renina-angiotensyna-aldosteron, kontrolującego objętość krążącej krwi i stężenia jonów sodowych i potasowych w płynach ustrojowych.
 
Niemniej jednak, przedstawione powyżej publikacje naukowe ewidentnie powinny zachęcać nas do ograniczenia spożycia soli sodowych albo stosowania zamienników soli z zawartością potasu. Takie postępowanie wydaje się być jednym ze skuteczniejszych sposobów na prewencję nadciśnienia tętniczego, a w konsekwencji także udaru niedokrwiennego i zgonu.
 
Julia Dźwinacka, redakcja Medicalpress, SKN Kardiologii przy I Katedrze i Klinice WUM
 
Źródła:
Analiza spożycia soli kuchennej u pacjentów z nadciśnieniem tętniczym | Łazarczyk | Forum Zaburzeń Metabolicznych