Medicalpress

Naukowcy z Chin doszli do wniosku, że osoby, które rozmawiają przez telefon komórkowy przez co najmniej 30 min tygodniowo, są o 12 proc. bardziej narażone na nadciśnienie tętnicze niż te, które rozmawiają krócej. Najbardziej narażeni są ci, u których dodatkowo występuje obciążenie genetyczne. Jeśli wyniki tych badań się potwierdzą, odkrycie może mieć znaczenie w profilaktyce chorób naczyniowych.

Częste rozmawianie przez telefon komórkowy pogarsza kondycję psychiczną i wywołuje zaburzenia snu, co może prowadzić do uszkodzenia naczyń krwionośnych i podwyższonego ciśnienia krwi – wyjaśnia w komentarzu przesłanym agencji Newseria Innowacje prof. Xianhui Qin, kierownik badań ze szpitala Nanfang w Southern Medical University w Guangzhou. – Ponadto niektóre badania sugerują, że promieniowanie RF-EMF emitowane przez telefony komórkowe może mieć niekorzystne skutki na poziomie molekularnym i komórkowym, w tym uszkodzenia DNA, stres oksydacyjny i stany zapalne. Efekty te mogą się również przyczyniać do rozwoju nadciśnienia tętniczego. Mechanizmy biologiczne leżące u podstaw dodatniego związku między rozmowami przez telefon komórkowy a ryzykiem nadciśnienia tętniczego wymagają jednak dokładniejszego przeanalizowania.

Naukowcy, bazując na danych zebranych z kwestionariuszy i na informacjach z brytyjskiego Biobanku, przeanalizowali związek między używaniem telefonu komórkowego do rozmów a nowo rozpoznanym nadciśnieniem tętniczym. Brali pod uwagę takie parametry jak wiek, płeć, wskaźnik masy ciała, rasa, predyspozycje genetyczne do wystąpienia nadciśnienia, wykształcenie, palenie papierosów i poziom glukozy we krwi. W badaniu wzięło udział ponad 212 tys. osób w wieku od 37 do 73 lat, które nie chorowały na nadciśnienie tętnicze.

Podczas okresu obserwacji, którego mediana wynosiła 12 lat, u 7 proc. badanych rozwinęło się nadciśnienie. Użytkownicy telefonów komórkowych byli o 7 proc, bardziej narażeni na wystąpienie choroby niż osoby, które nie ich nie używały. Wykazano też związek między czasem spędzanym na rozmowach telefonicznych a ryzykiem pojawienia się nadciśnienia tętniczego. Ci, którzy korzystali z telefonu do wykonywania i odbierania połączeń przez minimum 6 godz. tygodniowo, byli o 25 proc. bardziej narażeni na wzrost ciśnienia krwi w porównaniu do tych użytkowników, którzy rozmawiali przez telefon do 5 min tygodniowo.

Analiza wykazała ponadto, że prawdopodobieństwo wystąpienia nadciśnienia tętniczego było największe u osób z wysokim ryzykiem genetycznym, które spędzały co najmniej 30 min w ciągu tygodnia, rozmawiając przez telefon komórkowy. Było ono o 33 proc. wyższe niż u osób z niskim ryzykiem genetycznym, które na rozmowach spędzały mniej niż 30 min tygodniowo. Wyniki były podobne dla kobiet i mężczyzn. Oprócz tego okazało się, że korzystanie z zestawu głośnomówiącego nie miało wpływu na prawdopodobieństwo wystąpienia nadciśnienia tętniczego.

Wyniki badań chińskich naukowców mogą mieć istotne znaczenie dla ograniczenia rozmów z telefonów komórkowych w celu profilaktyki nadciśnienia tętniczego. Jak podkreśla prof. Xianhui Qin, zanim jednak możliwe będzie sformułowanie jakichkolwiek zaleceń klinicznych, trzeba przeprowadzić dalsze badania.

Po pierwsze, koniecznie należy przeanalizować związek między rozmowami przez telefon komórkowy a ryzykiem wystąpienia innych chorób naczyniowych. Dla przykładu inne badanie wykazało, że dłuższe korzystanie z telefonu komórkowego w ciągu tygodnia, w celu wykonywania lub odbierania połączeń, było istotnie związane z wyższym ryzykiem wystąpienia nowego epizodu przewlekłej choroby nerek. Po drugie, konieczne są dodatkowe badania w celu zbadania mechanizmów leżących u podstaw związku między rozmowami przez telefon komórkowy a chorobami naczyniowymi – tłumaczy ekspert z Southern Medical University w Guangzhou.

Zdaniem naukowca przyszłe badania powinny się też skupić na zweryfikowaniu, czy ograniczenie rozmów przez telefon komórkowy pozwoliłoby zapobiec lub opóźnić wystąpienie nadciśnienia tętniczego w populacji wysokiego ryzyka.

Nadciśnienie tętnicze jest jednym z głównych, możliwych do uniknięcia czynników ryzyka chorób sercowo-naczyniowych i przedwczesnej śmierci na całym świecie. Globalna, standaryzowana pod względem wieku częstość występowania nadciśnienia wynosiła w 2015 roku 24,1 proc. wśród mężczyzn i 20,1 proc. wśród kobiet. Stąd też istnieje pilna potrzeba określenia większej liczby modyfikowalnych czynników w celu poprawy pierwotnej profilaktyki nadciśnienia tętniczego i zmniejszenia związanego z nim poważnego obciążenia chorobami – ocenia prof. Xianhui Qin.

To nie pierwsze badania nad związkiem między korzystaniem z telefonów komórkowych a ryzykiem wzrostu ciśnienia krwi. Wyniki poprzednich badań były jednak niespójne, ponieważ brano w nich pod uwagę nie tylko rozmowy, ale też inne aktywności związane z używaniem telefonów komórkowych, takie jak gry, czat czy SMS-y. 

Nadciśnienie tętnicze jest głównym czynnikiem ryzyka zawału serca i udaru oraz główną przyczyną przedwczesnej śmierci. Jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia, na tę chorobę cierpi prawie 1,3 mld osób w wieku od 30 do 79 lat. Jednocześnie z danych Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego wynika, że w 2022 roku 3/4 światowej populacji w wieku minimum 10 lat posiada telefon komórkowy. Liczba użytkowników telefonów komórkowych jest większa niż użytkowników internetu.

źródło: newseria

Kardiolodzy biją na alarm. Choroby układu sercowo-naczyniowego (CVD) wciąż są najczęstszą przyczyną zgonów w Polsce. Około 70 tysięcy osób rocznie doświadcza zawału serca, z czego 20 procent nie przeżyje kolejnego roku, a co trzecia osoba po zawale umrze z przyczyn sercowo-naczyniowych w ciągu trzech lat. Zdaniem ekspertów niezbędna jest optymalizacja systemu opieki zdrowotnej. Dzięki planowanym zmianom w leczeniu kardiologicznym oraz wprowadzeniu KOS-Zawał Plus, Polska może stać się liderem w Europie w leczeniu pacjentów po zawale.
VI edycja debaty z cyklu „Healthcare Policy Summit” zainicjowanego w 2022 r. przez Instytut Rozwoju Spraw Społecznych była poświęcona profilaktyce i leczeniu chorób sercowo-naczyniowych oraz opiece nad pacjentem kardiologicznym. 25 kwietnia czołowi polscy kardiolodzy oraz eksperci systemu opieki zdrowotnej dyskutowali o koniecznych zmianach.

Dane epidemiologiczne zawarte na najnowszym raporcie Uczelni Łazarskiego „Zawał i opieka po zawale” pokazują, że Polska należy do krajów wysokiego ryzyka śmiertelności sercowo-naczyniowej. W 2021 r. zawału doświadczyło 67,7 tys. osób, z czego 65 proc. stanowili mężczyźni, a 35 proc. kobiety. Śmiertelność w zawale serca sięga 9,5 proc. w przypadku śmiertelności wewnątrzszpitalnej, 12,4 proc. w ciągu 30 dni po zawale oraz 21,5 proc. w ciągu roku.
Pacjent wychodzi po zawale serca ze szpitala ze stosunkowo niską śmiertelnością, ale z powodu choroby niedokrwiennej serca 60 proc. ponownie zachoruje i będzie hospitalizowana – wskazał prof. dr hab. n. med. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Zdaniem profesora, w Europie Zachodniej już od kilku lat choroby serca nie są główną przyczyną zgonów zarówno w całym społeczeństwie, jak i wśród osób poniżej 65. r.ż., gdzie obywatele tych krajów żyją dłużej niż w Polsce. Działań, które trzeba podjąć jest bardzo dużo, jest to przede wszystkim profilaktyka oraz styl życia.

W opinii eksperta ważna jest również opieka nad osobami najbardziej zagrożonymi, po przebytym zawale serca. Co roku ok 60-70 tys. osób ma zawał serca, a co trzecia z nich umiera w ciągu trzech lat. Te statystyki można odwrócić, dzięki opiece koordynowanej nad pacjentem, która zostanie wprowadzona do codziennej praktyki klinicznej od stycznia 2024 r.

Prof. Mitkowski dodał, że w porównaniu do Danii, Francji, Hiszpanii czy Szwecji Polska wykazuje się wyższym ryzykiem śmiertelności po zawale przy tym samym nasileniu czynników ryzyka, takich jak nadciśnienie tętnicze czy wysoki poziom cholesterolu. Aby zmniejszyć poziom śmiertelności do poziomu tamtych krajów, należy znacząco obniżyć czynniki ryzyka. Tymczasem chociaż większość pacjentów rzuca po zawale palenie, to już jeżeli chodzi np. o stężenie cholesterolu, ponad połowa nie osiąga celu terapeutycznego.

Obniżeniu stopnia śmiertelności pozawałowej służy między innymi funkcjonujący od 2017 r. program KOS-Zawał, którego celem jest kompleksowa opieka nad pacjentem po zawale, maksymalnie ułatwiająca dostęp do leczenia, rehabilitacji oraz badań kontrolnych przez cały rok po incydencie. Cztery moduły programu zakładają hospitalizację pacjenta obejmującą leczenie zachowawcze i diagnostykę, rehabilitację kardiologiczną z uwzględnieniem rehabilitacji stacjonarnej, ambulatoryjnej i telerehabilitacji, elektroterapię oraz opiekę specjalistyczną trwającą 12 miesięcy od wystąpienia zawału serca.
KOS-Zawał to plan opieki koordynowanej nad pacjentem po zawale serca. Program ogranicza stopień śmiertelności w ciągu roku po zawale o ponad 30 proc. i o 25 proc. ryzyko wystąpienia poważnych zdarzeń sercowo-naczyniowych. Jednak tylko połowa ośrodków – czyli 68 – prowadzi ten program – zaznaczył prof. Mitkowski.
Dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego podkreśla, że KOS-Zawał jest sztandarowym i wzorcowym przykładem innowacji organizacyjnej.
Jest to jeden z najbardziej skutecznych, nowatorskich modeli organizacji opieki, którego zazdroszczą nam również lekarze i pacjenci w innych krajach, często z dużo lepiej rozwiniętym systemem – powiedziała dyrektor.
Dr hab. n. med. Radosław Sierpiński, prezes Agencji Badań Medycznych, podkreślił, że program KOS-Zawał jest wielkim osiągnięciem polskiego środowiska kardiologicznego i powinien być kontynuowany.
Warto zwrócić uwagę, że od wielu lat program KOS-Zawał nie jest aktualizowany i wymaga ewaluacji. Myślę, że to jest zupełnie naturalne i będziemy wspólnie się nad tym zastanawiać – dodał prof. Radosław Sierpiński.
Mając na uwadze dobro pacjentów, Polskie Towarzystwo Kardiologiczne zwróciło się do Ministerstwa Zdrowia z inicjatywą o wdrożenie zmian w programie KOS-Zawał Plus. Pilotaż miałby polegać na bardzo wczesnej i agresywnej interwencji nakierowanej na obniżenie stężenia cholesterolu LDL. Jeśli standardowa terapia nie jest efektywna, wtedy włączane byłyby leki interferujące z białkiem PSCK9 lub inhibitory tego białka.
Dzięki takiemu rozwiązaniu Polska mogłaby stać się liderem w Europie w leczeniu pacjentów po zawale. Gdyby udało się zrealizować ten program, mielibyśmy osiągnięcie na skalę krajową i europejską, a może wręcz na skalę globalną. Cele terapeutyczne byłyby osiągane bardzo szybko – zaznaczył prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
O potrzebie zmiany sposobu myślenia na temat systemu opieki zdrowotnej mówił prof. Rifat Atun z Wydziału Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Harvarda, dyrektor klastra ds. globalnych systemów opieki zdrowotnej.
Korzyści zdrowotne przekładają się na korzyści gospodarcze i społeczne. Nie można traktować systemu wyłącznie w kategoriach kosztów i problemów z nimi związanych. Dla rządu i społeczeństwa dobrze funkcjonujący system to najlepsza inwestycja, która przynosi korzyści zarówno obywatelom, jak i państwu, gdyż generuje zatrudnienie, rozwój innych sektorów gospodarki i innowacji – podkreślił prof. Atun.
W opinii eksperta, który jest doradcą w WHO i pomógł już usprawnić funkcjonowanie systemów opieki zdrowotnej w 30 krajach świata, każdy system zawodzi w sytuacji dużego szoku, jakim była przykładowo pandemia COVID-19. Dlatego system powinien być bardziej elastyczny, odporny i zrównoważony, a kluczową kwestią dla poprawy funkcjonowania polskiego systemu ochrony zdrowia jest wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań.

Wtórował mu prof. Mitkowski.
Mówimy o innowacjach, które dają zatrudnienie. Tak więc jest to inwestycja w ludzi, którzy będą produkować pewne dobra związane ze zdrowiem populacyjnym. Potrzebujemy jednak więcej innowacji – stwierdził.
W opinii dr. n. med. Tomasza Latosa, przewodniczącego Sejmowej Komisji Zdrowia, osiągnęliśmy sukces, jeżeli chodzi o część chorób sercowo-naczyniowych. Jednak do pełni szczęścia wciąż brakuje kilku elementów.
Problem zgonów kardiologicznych w Polsce się zmniejszył, jednak wciąż brakuje opieki, prowadzenia pacjenta, który miał ostre stany w schorzeniach kardiologicznych. Pacjent z różnych powodów w tym systemie ginie. Opieka koordynowana w pilotażu przyniesie efekty, jednak brakuje dobrej, systematycznej współpracy między specjalistami. Bardzo ważna jest także promocja profilaktyki, wykluczenie złych nawyków Polaków – wskazał Tomasz Latos.
Dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka, uważa, że w pierwszej kolejności należy wyznaczyć cele w grupie pacjentów kardiologicznych, a potem określić, jaką drogą i za pomocą jakich narzędzi ten cel osiągnąć. Konieczne jest także efektywne wykorzystanie danych w celu określenia co i gdzie jest konkretnie potrzebne, przekonania decydentów do proponowanych rozwiązań oraz stworzenie narzędzi do precyzyjnej oceny interwencji.

Dr hab. n. med. Dariusz Jagielski, zastępca kierownika Kliniki Kardiologii 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego z Polikliniką we Wrocławiu również podkreślał znaczenie danych w medycynie.
Nie możemy marnować 2, 3, 5 lat na sięganie po dane, które już są zgromadzone. One muszą być dostępne błyskawicznie, aby mogły być wykorzystane w celach naukowych i polepszenie opieki zdrowotnej nad pacjentami – powiedział prof. Jagielski.
Zdaniem prof. dr hab. n. med. Piotra Jankowskiego, przewodniczącego Komisji Promocji Zdrowia Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, przy próbach zreformowania systemu opieki zdrowotnej nie można uciec od stylu życia i codziennych wyborów Polaków.
Rola Ministra Zdrowia jest często mniejsza, niż osób z innych sektorów życia publicznego czy edukacji. Nauka, sport, środowisko, a nawet architektura mają znaczący wpływ na społeczeństwo, a tym samym zdrowie populacyjne – stwierdził.
Prof. dr hab. n. med. Jacek Legutko, dyrektor Instytutu Kardiologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego jest zdania, że konieczna jest definicja rzeczywistych potrzeb i przekierowanie środków tam, gdzie są największe potrzeby, a wykorzystanie środków będzie najbardziej efektywne.
Program KOS-Zawał to słuszna inicjatywa i tam, gdzie jest realizowany, przynosi wymierne korzyści pacjentom. Sęk w tym, że program się nie rozszerza. Największy problem jest z rehabilitacją, na którą nie ma finansowania. KOS-Zawał bez rehabilitacji będzie mniej efektywny – zaznaczył i dodał, że Rehabilitacja po zawale mięśnia sercowego, po każdym incydencie kardiologicznym powinna być nieodłączną częścią leczenia pacjenta.
 
 
źródło: PAP MediaRoom
Kardiolodzy biją na alarm. Choroby układu sercowo-naczyniowego (CVD) wciąż są najczęstszą przyczyną zgonów w Polsce. Około 70 tysięcy osób rocznie doświadcza zawału serca, z czego 20 procent nie przeżyje kolejnego roku, a co trzecia osoba po zawale umrze z przyczyn sercowo-naczyniowych w ciągu trzech lat. Zdaniem ekspertów niezbędna jest optymalizacja systemu opieki zdrowotnej. Dzięki planowanym zmianom w leczeniu kardiologicznym oraz wprowadzeniu KOS-Zawał Plus, Polska może stać się liderem w Europie w leczeniu pacjentów po zawale.
VI edycja debaty z cyklu „Healthcare Policy Summit” zainicjowanego w 2022 r. przez Instytut Rozwoju Spraw Społecznych była poświęcona profilaktyce i leczeniu chorób sercowo-naczyniowych oraz opiece nad pacjentem kardiologicznym. 25 kwietnia czołowi polscy kardiolodzy oraz eksperci systemu opieki zdrowotnej dyskutowali o koniecznych zmianach.

Dane epidemiologiczne zawarte na najnowszym raporcie Uczelni Łazarskiego „Zawał i opieka po zawale” pokazują, że Polska należy do krajów wysokiego ryzyka śmiertelności sercowo-naczyniowej. W 2021 r. zawału doświadczyło 67,7 tys. osób, z czego 65 proc. stanowili mężczyźni, a 35 proc. kobiety. Śmiertelność w zawale serca sięga 9,5 proc. w przypadku śmiertelności wewnątrzszpitalnej, 12,4 proc. w ciągu 30 dni po zawale oraz 21,5 proc. w ciągu roku.
Pacjent wychodzi po zawale serca ze szpitala ze stosunkowo niską śmiertelnością, ale z powodu choroby niedokrwiennej serca 60 proc. ponownie zachoruje i będzie hospitalizowana – wskazał prof. dr hab. n. med. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Zdaniem profesora, w Europie Zachodniej już od kilku lat choroby serca nie są główną przyczyną zgonów zarówno w całym społeczeństwie, jak i wśród osób poniżej 65. r.ż., gdzie obywatele tych krajów żyją dłużej niż w Polsce. Działań, które trzeba podjąć jest bardzo dużo, jest to przede wszystkim profilaktyka oraz styl życia.

W opinii eksperta ważna jest również opieka nad osobami najbardziej zagrożonymi, po przebytym zawale serca. Co roku ok 60-70 tys. osób ma zawał serca, a co trzecia z nich umiera w ciągu trzech lat. Te statystyki można odwrócić, dzięki opiece koordynowanej nad pacjentem, która zostanie wprowadzona do codziennej praktyki klinicznej od stycznia 2024 r.

Prof. Mitkowski dodał, że w porównaniu do Danii, Francji, Hiszpanii czy Szwecji Polska wykazuje się wyższym ryzykiem śmiertelności po zawale przy tym samym nasileniu czynników ryzyka, takich jak nadciśnienie tętnicze czy wysoki poziom cholesterolu. Aby zmniejszyć poziom śmiertelności do poziomu tamtych krajów, należy znacząco obniżyć czynniki ryzyka. Tymczasem chociaż większość pacjentów rzuca po zawale palenie, to już jeżeli chodzi np. o stężenie cholesterolu, ponad połowa nie osiąga celu terapeutycznego.

Obniżeniu stopnia śmiertelności pozawałowej służy między innymi funkcjonujący od 2017 r. program KOS-Zawał, którego celem jest kompleksowa opieka nad pacjentem po zawale, maksymalnie ułatwiająca dostęp do leczenia, rehabilitacji oraz badań kontrolnych przez cały rok po incydencie. Cztery moduły programu zakładają hospitalizację pacjenta obejmującą leczenie zachowawcze i diagnostykę, rehabilitację kardiologiczną z uwzględnieniem rehabilitacji stacjonarnej, ambulatoryjnej i telerehabilitacji, elektroterapię oraz opiekę specjalistyczną trwającą 12 miesięcy od wystąpienia zawału serca.
KOS-Zawał to plan opieki koordynowanej nad pacjentem po zawale serca. Program ogranicza stopień śmiertelności w ciągu roku po zawale o ponad 30 proc. i o 25 proc. ryzyko wystąpienia poważnych zdarzeń sercowo-naczyniowych. Jednak tylko połowa ośrodków – czyli 68 – prowadzi ten program – zaznaczył prof. Mitkowski.
Dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego podkreśla, że KOS-Zawał jest sztandarowym i wzorcowym przykładem innowacji organizacyjnej.
Jest to jeden z najbardziej skutecznych, nowatorskich modeli organizacji opieki, którego zazdroszczą nam również lekarze i pacjenci w innych krajach, często z dużo lepiej rozwiniętym systemem – powiedziała dyrektor.
Dr hab. n. med. Radosław Sierpiński, prezes Agencji Badań Medycznych, podkreślił, że program KOS-Zawał jest wielkim osiągnięciem polskiego środowiska kardiologicznego i powinien być kontynuowany.
Warto zwrócić uwagę, że od wielu lat program KOS-Zawał nie jest aktualizowany i wymaga ewaluacji. Myślę, że to jest zupełnie naturalne i będziemy wspólnie się nad tym zastanawiać – dodał prof. Radosław Sierpiński.
Mając na uwadze dobro pacjentów, Polskie Towarzystwo Kardiologiczne zwróciło się do Ministerstwa Zdrowia z inicjatywą o wdrożenie zmian w programie KOS-Zawał Plus. Pilotaż miałby polegać na bardzo wczesnej i agresywnej interwencji nakierowanej na obniżenie stężenia cholesterolu LDL. Jeśli standardowa terapia nie jest efektywna, wtedy włączane byłyby leki interferujące z białkiem PSCK9 lub inhibitory tego białka.
Dzięki takiemu rozwiązaniu Polska mogłaby stać się liderem w Europie w leczeniu pacjentów po zawale. Gdyby udało się zrealizować ten program, mielibyśmy osiągnięcie na skalę krajową i europejską, a może wręcz na skalę globalną. Cele terapeutyczne byłyby osiągane bardzo szybko – zaznaczył prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
O potrzebie zmiany sposobu myślenia na temat systemu opieki zdrowotnej mówił prof. Rifat Atun z Wydziału Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Harvarda, dyrektor klastra ds. globalnych systemów opieki zdrowotnej.
Korzyści zdrowotne przekładają się na korzyści gospodarcze i społeczne. Nie można traktować systemu wyłącznie w kategoriach kosztów i problemów z nimi związanych. Dla rządu i społeczeństwa dobrze funkcjonujący system to najlepsza inwestycja, która przynosi korzyści zarówno obywatelom, jak i państwu, gdyż generuje zatrudnienie, rozwój innych sektorów gospodarki i innowacji – podkreślił prof. Atun.
W opinii eksperta, który jest doradcą w WHO i pomógł już usprawnić funkcjonowanie systemów opieki zdrowotnej w 30 krajach świata, każdy system zawodzi w sytuacji dużego szoku, jakim była przykładowo pandemia COVID-19. Dlatego system powinien być bardziej elastyczny, odporny i zrównoważony, a kluczową kwestią dla poprawy funkcjonowania polskiego systemu ochrony zdrowia jest wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań.

Wtórował mu prof. Mitkowski.
Mówimy o innowacjach, które dają zatrudnienie. Tak więc jest to inwestycja w ludzi, którzy będą produkować pewne dobra związane ze zdrowiem populacyjnym. Potrzebujemy jednak więcej innowacji – stwierdził.
W opinii dr. n. med. Tomasza Latosa, przewodniczącego Sejmowej Komisji Zdrowia, osiągnęliśmy sukces, jeżeli chodzi o część chorób sercowo-naczyniowych. Jednak do pełni szczęścia wciąż brakuje kilku elementów.
Problem zgonów kardiologicznych w Polsce się zmniejszył, jednak wciąż brakuje opieki, prowadzenia pacjenta, który miał ostre stany w schorzeniach kardiologicznych. Pacjent z różnych powodów w tym systemie ginie. Opieka koordynowana w pilotażu przyniesie efekty, jednak brakuje dobrej, systematycznej współpracy między specjalistami. Bardzo ważna jest także promocja profilaktyki, wykluczenie złych nawyków Polaków – wskazał Tomasz Latos.
Dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka, uważa, że w pierwszej kolejności należy wyznaczyć cele w grupie pacjentów kardiologicznych, a potem określić, jaką drogą i za pomocą jakich narzędzi ten cel osiągnąć. Konieczne jest także efektywne wykorzystanie danych w celu określenia co i gdzie jest konkretnie potrzebne, przekonania decydentów do proponowanych rozwiązań oraz stworzenie narzędzi do precyzyjnej oceny interwencji.

Dr hab. n. med. Dariusz Jagielski, zastępca kierownika Kliniki Kardiologii 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego z Polikliniką we Wrocławiu również podkreślał znaczenie danych w medycynie.
Nie możemy marnować 2, 3, 5 lat na sięganie po dane, które już są zgromadzone. One muszą być dostępne błyskawicznie, aby mogły być wykorzystane w celach naukowych i polepszenie opieki zdrowotnej nad pacjentami – powiedział prof. Jagielski.
Zdaniem prof. dr hab. n. med. Piotra Jankowskiego, przewodniczącego Komisji Promocji Zdrowia Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, przy próbach zreformowania systemu opieki zdrowotnej nie można uciec od stylu życia i codziennych wyborów Polaków.
Rola Ministra Zdrowia jest często mniejsza, niż osób z innych sektorów życia publicznego czy edukacji. Nauka, sport, środowisko, a nawet architektura mają znaczący wpływ na społeczeństwo, a tym samym zdrowie populacyjne – stwierdził.
Prof. dr hab. n. med. Jacek Legutko, dyrektor Instytutu Kardiologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego jest zdania, że konieczna jest definicja rzeczywistych potrzeb i przekierowanie środków tam, gdzie są największe potrzeby, a wykorzystanie środków będzie najbardziej efektywne.
Program KOS-Zawał to słuszna inicjatywa i tam, gdzie jest realizowany, przynosi wymierne korzyści pacjentom. Sęk w tym, że program się nie rozszerza. Największy problem jest z rehabilitacją, na którą nie ma finansowania. KOS-Zawał bez rehabilitacji będzie mniej efektywny – zaznaczył i dodał, że Rehabilitacja po zawale mięśnia sercowego, po każdym incydencie kardiologicznym powinna być nieodłączną częścią leczenia pacjenta.
 
 
źródło: PAP MediaRoom