Medicalpress
Aż 60% pacjentów z POChP czeka na właściwą diagnozę dłużej niż rok, a co trzeci – od 4 do 14 lat. Tymczasem koszty społeczne związane z chorobą sięgają 16 miliardów złotych rocznie. To główne wnioski z raportu „Ścieżka pacjenta z POChP”, którego premiera odbyła się podczas konferencji Fundacji TO SIĘ LECZY.
Przewlekła obturacyjna choroba płuc nie zaczyna się od dramatycznych objawów. Często przez lata rozwija się pod pozorem „zwykłego kaszlu palacza”, gorszej kondycji, zadyszki przy wchodzeniu po schodach albo zmęczenia, które łatwo przypisać wiekowi. Pacjent stopniowo ogranicza aktywność, przestaje chodzić szybciej, unika wysiłku, rzadziej wychodzi z domu. Zanim trafi do diagnostyki, choroba bywa już zaawansowana, a jej konsekwencje wykraczają daleko poza układ oddechowy.

O tym, jak wygląda sytuacja pacjentów z POChP w Polsce, rozmawiano podczas konferencji prasowej Fundacji TO SIĘ LECZY, której towarzyszyła premiera raportu “Ścieżka pacjenta z POChP – świadomość, diagnoza, leczenie oraz codzienne wyzwania” opartego na ankiecie przeprowadzonej wśród osób żyjących z chorobą. Badanie zrealizowano w marcu i kwietniu 2026 r. wśród 442 osób pacjentów z POChP.

Jak podkreślał Marek Kustosz, prezes Fundacji, była to grupa szczególna: pacjenci aktywnie poszukujący informacji, korzystający ze wsparcia innych chorych i gotowi poświęcić czas na szczegółowe odpowiedzi. – Trzeba pamiętać, że w naszym badaniu uczestniczyli bardzo świadomi pacjenci. To osoby, które interesują się swoją chorobą, szukają informacji, korzystają ze wsparcia innych chorych i są gotowi poświęcić czas na edukację. Wielu z nich choruje od lat, dlatego dobrze zna swoją sytuację zdrowotną. Jeżeli nawet w takiej grupie widzimy problemy z diagnostyką czy leczeniem, to możemy przypuszczać, że w całej populacji pacjentów z POChP wyzwania te są jeszcze większe.

Aż 60% respondentów czekało na właściwą diagnozę dłużej niż rok od pojawienia się pierwszych objawów, w tym aż 31% od 4 do 14 lat lub dłużej.

U większości pacjentów występowały przed rozpoznaniem objawy. U 87% ankietowanych dominującym objawem była duszność, a, u 57% kaszel z odkrztuszaniem wydzieliny.

Te dane dobrze współbrzmią z doświadczeniem klinicznym ekspertów. Prof. Piotr Dąbrowiecki, przewodniczący Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP, zwracał uwagę, że skala nierozpoznanej choroby pozostaje ogromna: – Patrząc na populację mieszkającą na terenie Polski, mamy około 2–2,5 miliona osób z POChP. Według danych NFZ rozpoznanie ma około 1,3 miliona chorych, co oznacza, że nadal niemal połowa osób nie wie, że u podłoża ich duszności wysiłkowej czy kaszlu leży ta śmiertelna choroba. Od pierwszych objawów do rozpoznania mija często 7–10 lat. To nie jest pocieszające, bo POChP można zatrzymać, a im wcześniej ją rozpoznamy, tym łatwiej powstrzymać jej destrukcyjny wpływ na organizm.

Problemem nie jest wyłącznie brak wiedzy pacjentów. To także sposób, w jaki system ochrony zdrowia wychwytuje, albo raczej zbyt często nie wychwytuje osób z narastającą dusznością, przewlekłym kaszlem i wieloletnią ekspozycją na czynniki ryzyka. Prof. Paweł Śliwiński, kierownik II Kliniki Chorób Płuc Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, mówił wprost: – Od wielu lat mówimy o tych samych problemach i niestety niewiele się zmienia. Wciąż bardzo niska jest świadomość społeczna dotycząca POChP – ludzie nie wiedzą, że taka choroba istnieje, nie znają jej przyczyn ani objawów. Jeżeli ktoś pali papierosy, mieszka w zanieczyszczonym środowisku i nie wie, że narastająca duszność czy przewlekły kaszel mogą świadczyć o chorobie, to potrafi z tymi objawami żyć przez wiele lat. W efekcie od wystąpienia pierwszych objawów do postawienia diagnozy może minąć nawet kilkanaście lat.

Tymczasem objawy nie zawsze układają się w stereotypowy obraz choroby. Kaszel może być ważnym sygnałem, ale jego brak nie wyklucza POChP. Jak zaznaczył prof. Dąbrowiecki: – Duszność wysiłkowa to główny objaw POChP. Ważne jest jednak, by pamiętać, że pacjent nie musi kaszleć. Bardzo często słyszę: skoro nie ma kaszlu, to pewnie nie mam POChP. Tymczasem nawet połowa chorych nie kaszle. Dlatego każdy przewlekły problem z oddychaniem, ograniczenie tolerancji wysiłku czy odkrztuszanie wydzieliny powinny skłonić do diagnostyki.

Najważniejszym badaniem pozostaje spirometria, ale właśnie wokół niej ogniskuje się wiele systemowych luk. Z jednej strony jest badaniem podstawowym, z drugiej – wymaga dobrej jakości wykonania i interpretacji. Prof. Śliwiński podkreślał – Badania obrazowe nie są podstawą rozpoznania POChP. Mogą pomóc wykryć inne schorzenia lub zasugerować obecność zmian w płucach, ale nie służą do postawienia rozpoznania tej choroby. Rozpoznaniu POChP służy badanie spirometryczne i to ono pozostaje podstawowym narzędziem diagnostycznym. Jednocześnie dodaje, że sama dostępność sprzętu nie rozwiązuje problemu: – Spirometria teoretycznie jest prostym badaniem, ale w praktyce wymaga doświadczenia i dobrej współpracy pacjenta z osobą je wykonującą. Potrzebna jest cierpliwość, wiedza i umiejętność właściwej interpretacji wyniku. Nie każdy lekarz, nie każdy technik i nie każdy pacjent wykonają to badanie równie dobrze. Dlatego jakość spirometrii ma ogromne znaczenie dla prawidłowego rozpoznania choroby.

To, dlatego ekspert od lat apeluje o stworzenie sieci placówek wyspecjalizowanych w rzetelnym wykonywaniu tego badania. – Od lat postuluję stworzenie centrów doskonałości spirometrycznej. Powinny to być miejsca, w których pracują osoby wyspecjalizowane w wykonywaniu tego badania i potrafią zrobić je naprawdę rzetelnie. Lekarze POZ mogliby kierować tam pacjentów wyłącznie po to, by uzyskać wiarygodny wynik spirometrii. Tylko na podstawie dobrze wykonanego badania można odpowiedzieć na pytanie, czy pacjent ma POChP i jak bardzo zaawansowana jest choroba.

Jednocześnie część narzędzi już istnieje, ale nie wszędzie działa tak samo. Dr Janusz Krupa, wykładowca w Ośrodku Kształcenia Lekarzy Rodzinnych CMKP w Warszawie, wskazywał na potencjał programu – Moje Zdrowie” oraz opieki koordynowanej w POZ. – Gdybyśmy dobrze realizowali to, co już mamy do dyspozycji, szczerze mówiąc, prawie nic więcej nie byłoby potrzebne. Dysponujemy narzędziami pozwalającymi identyfikować czynniki ryzyka, kierować pacjentów do diagnostyki i obejmować ich odpowiednią opieką. Pytanie brzmi nie, czy mamy możliwości działania, ale czy wykorzystujemy je wystarczająco rzetelnie i konsekwentnie.

W jego ocenie szczególnie ważna jest ankieta w programie „Moje Zdrowie”, bo pozwala zidentyfikować osoby z czynnikami ryzyka, w tym palące papierosy. – Jedną z największych zalet programu „Moje Zdrowie” nie są nawet same badania laboratoryjne. Najważniejsza jest ankieta, w której pacjent sam wskazuje czynniki ryzyka, między innymi palenie tytoniu. Dzięki temu trafiają do nas osoby zainteresowane swoim zdrowiem, gotowe rozmawiać o wynikach badań i zmianie stylu życia. To ogromna szansa na wczesne wykrywanie chorób, w tym POChP.

Nie zmienia to faktu, że w praktyce rzetelna diagnostyka i leczenie zależą od miejsca, do którego trafi. Prof. Tadeusz Zielonka z Katedry i Zakładu Medycyny Rodzinnej WUM, wiceprzewodniczący Sekcji Chorób Obturacyjnych Płuc Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, ujął to bardzo jednoznacznie: – Nie możemy opierać opieki nad chorymi na tym, czy pacjent trafi do dobrego lekarza, dobrej poradni albo ośrodka prowadzonego przez pasjonatów. To musi być rozwiązanie systemowe. Pacjent powinien mieć taki sam dostęp do diagnostyki niezależnie od tego, do której przychodni trafi. W ochronie zdrowia nie może być loterii.

To właśnie brak systemowości jest jednym z najbardziej kosztownych zaniedbań. POChP nie doczekała się programu o porównywalnej sile do działań budowanych przez lata w kardiologii, onkologii czy leczeniu udarów. – Od lat budujemy programy dotyczące chorób sercowo-naczyniowych, później powstały rozwiązania dla onkologii, rozwijaliśmy opiekę nad pacjentami po udarach. Tymczasem rozmawiamy dziś o jednej z głównych przyczyn zgonów w Polsce, która nigdy nie doczekała się równie silnego, systemowego programu. To bardzo źle świadczy o naszym podejściu do zdrowia publicznego. – podkreślał Prof. Zielonka.

Konsekwencje tych luk są bardzo konkretne. To pacjenci, którzy przez lata trafiają do różnych lekarzy, ale nie mają wykonanej spirometrii. To osoby, u których duszność tłumaczy się innymi chorobami. To chorzy, którzy są diagnozowani dopiero wtedy, gdy nie mogą już samodzielnie funkcjonować. Prof. Zielonka przywołał własne doświadczenia: – Miałem pacjenta z wieloletnią historią palenia tytoniu, nasilającą się dusznością i wszystkimi klasycznymi objawami POChP. Czekał rok na wizytę specjalistyczną. Został osłuchany i usłyszał, że nie ma obturacji, mimo że nie wykonano mu spirometrii. Później pierwsze badanie spirometryczne wykazało ciężką obturację. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca w kraju dysponującym nowoczesnym systemem ochrony zdrowia.

POChP nie jest jednak wyłącznie chorobą płuc. Eksperci wielokrotnie podkreślali jej ogólnoustrojowy charakter. Prof. Dąbrowiecki zaznacza – POChP to nie jest tylko choroba płuc. Choroba zaczyna się w płucach, ale choruje również układ krążenia, chorują narządy miąższowe, choruje mózg. To jest choroba całego organizmu i dlatego pozostaje jedną z głównych przyczyn zgonów. Musimy przestać myśleć o niej wyłącznie jako o problemie oddechowym, bo jej konsekwencje wykraczają daleko poza układ oddechowy.

Dlatego tak duże znaczenie ma odpowiednia reakcja na zaostrzenia i im aktywne zapobieganie. Nie są one bowiem gorszym okresem w przebiegu choroby, lecz zdarzeniem, które może przyspieszać jej postęp, pogarszać rokowanie i zwiększać ryzyko hospitalizacji i przedwczesnego zgonu

Aż 64% ankietowanych miała co najmniej jedno zaostrzenie wymagające dodatkowego leczenia w ciągu ostatniego roku, a u 35% wystąpiły dwa lub więcej takich zaostrzeń.
 
Tylko 6% pacjentów zadeklarowało, że po wypisie ze szpitala zmieniono lub zintensyfikowano leczenie.

Jak podkreśla prof. Dąbrowiecki Pacjenci często nie zdają sobie sprawy, jak ogromne znaczenie mają zaostrzenia choroby. To właśnie one przyspieszają postęp POChP, pogarszają jakość życia i zwiększają ryzyko hospitalizacji oraz zgonu. Jeżeli pacjent miał dwa zaostrzenia w roku, a po zmianie leczenia nie miał żadnego, to jest bardzo duży sukces terapeutyczny, nawet jeśli nadal odczuwa pewne objawy.

Prof. Śliwiński zwraca uwagę, że leczenie powinno być regularnie weryfikowane właśnie pod kątem zaostrzeń i ryzyka powikłań. Zaostrzenia są jednym z najważniejszych czynników wpływających na przebieg POChP. Im częściej występują, tym gorsze jest rokowanie pacjenta. Wiemy dziś również, że częste zaostrzenia zwiększają ryzyko powikłań sercowo-naczyniowych. Dlatego skuteczne leczenie powinno być oceniane nie tylko przez pryzmat objawów, ale także przez zdolność do zapobiegania kolejnym zaostrzeniom.

Znajduje to odzwierciedlenie w najnowszych wytycznych Global Initiative for Chronic Obstructive Lung Disease GOLD 2026, w których podkreślono, że każde zaostrzenie powinno być traktowane jako sygnał alarmowy wymagający ponownej oceny leczenia oraz działań zapobiegających kolejnym epizodom. Już pojedyncze umiarkowane zaostrzenie zwiększa ryzyko wystąpienia następnych.

Z punktu widzenia pacjenta problemem bywa jednak niezrozumienie celu leczenia. Chory oczekuje, że po inhalatorze kaszel i duszność znikną. Gdy tak się nie dzieje, odstawia leki, uznaje terapię za nieskuteczną albo traci motywację. Tymczasem w POChP celem nie zawsze jest pełne ustąpienie objawów, lecz poprawa funkcjonowania, ograniczenie duszności, zmniejszenie ryzyka zaostrzeń i spowolnienie postępu choroby. Prof. Dąbrowiecki tłumaczy: – Pacjenci często nie są zadowoleni z leczenia, ponieważ oczekują czegoś, czego w POChP nie jesteśmy w stanie osiągnąć. Chcieliby, aby objawy całkowicie zniknęły, tak jak bywa to u części chorych na astmę. Tymczasem w POChP celem leczenia jest ograniczenie duszności, zmniejszenie kaszlu, poprawa sprawności i zapobieganie zaostrzeniom. Jeśli pacjent nie rozumie tych celów, łatwo dochodzi do rozczarowania terapią.

Aż 92% respondentów deklarowało, że regularne stosuje leki wziewne,ale aż 30% pacjentów miało wątpliwości, czy prawidłowo stosuje inhalator, a 31% nigdy nie miało sprawdzonej techniki inhalacji przez personel medyczny.

Ponad połowa respondentów (56%) nigdy wcześniej nie spotkała się z pojęciem terapii podwójnej i potrójnej.

Aż 73% respondentów wskazało, że nie stosuje żadnego leczenia wspomagającego. 

Ten brak edukacji ma bardzo praktyczne konsekwencje. Pacjent może mieć przepisane właściwe leczenie, ale stosować je nieprawidłowo. Może nie wiedzieć, kiedy zgłosić zaostrzenie. Może nie rozumieć znaczenia szczepień. Może nie widzieć związku między paleniem a słabszą odpowiedzią na terapię. Prof. Dąbrowiecki zaznaczył – Pacjenci często mówią wprost: nikt mi nie powiedział, że powinienem się zaszczepić, nikt nie sprawdził, czy prawidłowo używam inhalatora, nikt nie wyjaśnił mi, jak mam stosować leki. Trudno oczekiwać zadowolenia z leczenia, jeśli chory nie otrzymuje podstawowych informacji potrzebnych do skutecznej terapii. To pokazuje, jak wiele mamy jeszcze do zrobienia w zakresie edukacji.

Z perspektywy POZ edukacja również pozostaje jednym z największych wyzwań. Dr Krupa wskazał, że w czasie kilkunastominutowej wizyty pacjent rzadko przychodzi z jednym problemem. POChP konkuruje z cukrzycą, nadciśnieniem, chorobami serca, receptami, skierowaniami i bieżącymi dolegliwościami. – Mamy bardzo dobre wytyczne postępowania w POChP i większość lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej je zna. Problem polega na tym, że pacjent rzadko przychodzi do lekarza z jednym problemem zdrowotnym. W czasie kilkunastominutowej wizyty trzeba zmierzyć się z wieloma chorobami i wieloma potrzebami chorego, a POChP jest często tylko jednym z kilku tematów wymagających omówienia.

Jednocześnie to właśnie lekarz rodzinny pozostaje najbliżej pacjenta. W zaostrzeniu chory często nie ma szans szybko dostać się do pulmonologa. Dlatego podstawowa opieka zdrowotna nie może traktować POChP jako problemu wyłącznie specjalistycznego. Jak podkreślił dr Krupa: – Lekarz podstawowej opieki zdrowotnej nie może powiedzieć pacjentowi z POChP: proszę iść do pulmonologa, to nie moja sprawa. To właśnie lekarz POZ najczęściej jako pierwszy spotyka się z pacjentem, widzi jego zaostrzenia i problemy dnia codziennego. Musimy mieć kompetencje i poczucie odpowiedzialności, by pomóc choremu od razu, a dopiero później planować dalszą ścieżkę diagnostyczną czy specjalistyczną.

Nowoczesne leczenie POChP istnieje, ale wymaga dobrego doboru i monitorowania. Prof. Śliwiński podkreślił, że polscy pacjenci mają dostęp do wielu nowoczesnych leków rozszerzających oskrzela, terapii dwu- i trójskładnikowych, a medycyna coraz wyraźniej zmierza w stronę personalizacji leczenia. Polscy pacjenci mają dziś dostęp do bardzo nowoczesnego leczenia POChP. Dysponujemy wszystkimi najważniejszymi grupami leków rozszerzających oskrzela, zarówno jedno-, jak i dwuskładnikowymi, a także terapiami trójskładnikowymi. Problem nie polega więc na braku leków. Problem polega na właściwym doborze terapii do konkretnego pacjenta i odpowiednim wykorzystaniu dostępnych możliwości leczenia.

Szczególnie ważna staje się także identyfikacja pacjentów z komponentą zapalenia eozynofilowego, którzy mogą odnosić większe korzyści z leczenia przeciwzapalnego. Prof. Śliwiński zaznaczył – Dziś wiemy, że część pacjentów z POChP ma dodatkowo komponent zapalenia eozynofilowego, przypominającego mechanizmy obserwowane w astmie. Takich chorych możemy identyfikować między innymi dzięki prostemu badaniu morfologii krwi z rozmazem. To właśnie ta grupa odnosi największe korzyści z leczenia przeciwzapalnego opartego na wziewnych glikokortykosteroidach.

Dodatkowe korzyści mogą przynosić również wybrane leki stosowane u pacjentów z przewlekłym zapaleniem oskrzeli i częstymi zaostrzeniami, takie jak inhibitory fosfodiesterazy-4 czy niektóre leki mukolityczne i antyoksydacyjne. Ich zastosowanie jest uzależnione od indywidualnej sytuacji klinicznej pacjenta.

Nowym rozdziałem są terapie biologiczne dla wybranych chorych. Nie są przeznaczone dla wszystkich pacjentów z POChP, ale dla określonej grupy z zapaleniem typu drugiego i nasilonym ryzykiem zaostrzeń. – W ostatnich latach weszliśmy w zupełnie nowy etap leczenia POChP. Zarejestrowano pierwsze leki biologiczne przeznaczone dla pacjentów z chorobą przebiegającą z komponentą zapalenia typu drugiego. Badania pokazują, że u odpowiednio dobranych chorych leczenie biologiczne pozwala skuteczniej ograniczać liczbę zaostrzeń niż klasyczna terapia trójskładnikowa. Jednocześnie, jak dodaje ekspert: – Dziś największym wyzwaniem nie jest już udowodnienie skuteczności leczenia biologicznego, ale zapewnienie pacjentom dostępu do tych terapii. W astmie funkcjonują programy lekowe obejmujące leczenie biologiczne. Liczymy na podobne rozwiązanie dla wybranej grupy chorych na POChP, którzy mogliby odnieść największe korzyści z takiej terapii. – mówił Prof. Śliwiński.

Co trzeci respondent wskazał lęk, stres lub obniżony nastrój jako jeden z najważniejszych problemów związanych z chorobą.

POChP wpływa nie tylko na układ oddechowy, ale również na zdrowie psychiczne i funkcjonowanie społeczne pacjentów. Jak podkreśla prof. Paweł Śliwiński – Depresja i lęk, szczególnie lęk przed dusznością, są bardzo istotnym elementem życia pacjentów z POChP. Chory, który zmaga się z obniżonym nastrojem, częściej popełnia błędy związane z leczeniem, rzadziej stosuje leki regularnie i częściej nieprawidłowo korzysta z inhalatorów. Dlatego nie możemy skupiać się wyłącznie na objawach oddechowych, pomijając stan psychiczny pacjenta.

Potwierdzają doświadczenia pacjentów z grupy wsparcia “POChP – To Się Leczy” – Pacjentom trudniej jest regularnie przyjmować leki, podejmować aktywność fizyczną, uczestniczyć w rehabilitacji oddechowej czy podejmować próby rzucenia palenia. Tymczasem właśnie te działania mają kluczowe znaczenie dla przebiegu choroby i jakości życia. Dlatego opieka nad pacjentem z POChP nie powinna ograniczać się wyłącznie do leczenia objawów ze strony układu oddechowego. Wsparcie psychologiczne, a w razie potrzeby także psychiatryczne, powinno być naturalnym elementem kompleksowej opieki nad pacjentami z chorobami przewlekłymi. – zaznaczył Marek Kustosz.

Tylko 28% respondentów ocenia wsparcie otrzymywane w systemie ochrony zdrowia jako dobre lub bardzo dobre. 44% ocenia je jako przeciętne, a 28% jako złe lub bardzo złe.

53% respondentów wskazało potrzebę prostego planu postępowania przy zaostrzeniu, a 25% chciałoby dowiedzieć się więcej o rozpoznawaniu zaostrzeń i sposobach reagowania.

Eksperci nie mają wątpliwości, że koszty późnego rozpoznawania i niewystarczającej kontroli POChP ponosi zarówno pacjent, jak i cały system ochrony zdrowia. Jak przypomina prof. Piotr Dąbrowiecki POChP powoduje ogromne obciążenie dla systemu ochrony zdrowia. Mówimy o setkach tysięcy porad, dziesiątkach tysięcy hospitalizacji i kilkunastu tysiącach zgonów rocznie. Koszty związane wyłącznie z POChP szacowane są na około 16 miliardów złotych. Temu można zapobiec – nie musi tak być.

Wyniki ankiety Fundacji TO SIĘ LECZY pokazują, że nawet wśród pacjentów aktywnie poszukujących wiedzy i wsparcia nadal występują opóźnienia diagnostyczne, problemy edukacyjne i luki w opiece. To rodzi pytanie, jak wygląda sytuacja osób mniej świadomych swojej choroby. POChP nie zaczyna się bowiem w szpitalu, lecz znacznie wcześniej – od zignorowanej duszności, przewlekłego kaszlu, niewykonanej spirometrii czy uzależnienia od nikotyny, z którym pacjent pozostaje sam. I to właśnie na tym etapie system powinien działać najskuteczniej.

źródło: Fundacja TO SIĘ LECZY
Europa mierzy się ze wzrostem zachorowań na alergie i astmę. Bez wprowadzenia nowoczesnych rozwiązań terapeutycznych problem będzie narastać – ocenia proc. Marek Jutel, kierownik Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
Według najnowszych szacunków na choroby alergiczne cierpi ponad 150 mln Europejczyków, najwięcej w Europie Zachodniej, nieco mniej w Europie Wschodniej – poinformował PAP prof. Marek Jutel, kierownik Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, dyrektor Medycznego Instytutu Badawczego ALL-MED we Wrocławiu, dyrektor Central and Southern European Allergy and Asthma Alliance (CSEA3).

Dodał, że z badań, które objęły też dzieci i młodzież, wynika, iż w Europie Zachodniej na astmę cierpi 16 proc. populacji, na alergiczny nieżyt nosa 26 proc., a na atopowe zapalenie skóry (AZS) 13 proc. populacji. Dla krajów północnej i wschodniej Europy odsetki te wynoszą odpowiednio 10,4 proc., 16,8 proc. oraz 8,8 proc.

„Badania epidemiologiczne są w tym przypadku trudne, ponieważ obejmują bardzo szerokie spektrum schorzeń, a sama definicja chorób alergicznych ulega zmianom – pojawiają się m.in. nowe kategorie reakcji nadwrażliwości” – wyjaśnił specjalista, cytowany w informacji prasowej przesłanej PAP.

Według niego szacunkowo – na podstawie dostępnych danych – można przyjąć, że nawet około 30-40 proc. populacji Polski zmaga się z jakąś formą choroby alergicznej. Na przykład astma dotyczy około 5–7 proc. populacji. „Na szczęście w większości przypadków jest to astma łagodna, natomiast postacie ciężkie występują znacznie rzadziej. Istotnym problemem pozostaje natomiast alergiczny nieżyt nosa, który dotyczy już 15–20 proc. populacji. Oznacza to, że – w uproszczeniu – co piąta osoba może cierpieć na tę chorobę” – tłumaczył alergolog.

Przypomniał, że istnieje kilka teorii próbujących wyjaśnić przyczyny dużego rozpowszechnienia alergii. Wcześniej dominowała tzw. hipoteza higieniczna, zgodnie z którą wzrost częstości alergii wiązano z bardziej sterylnymi warunkami życia i wyższymi standardami higieny. Obecnie coraz częściej wskazuje się jednak na tzw. uszkodzenie bariery jelitowej, skórnej oraz nabłonka dróg oddechowych.

„Jest to cena, jaką płacimy za kontakt z coraz większą liczbą substancji chemicznych. Prowadzi to do osłabienia integralności bariery, co ułatwia przenikanie alergenów. Komórki układu odpornościowego zaczynają wówczas inicjować przewlekły stan zapalny, który sprzyja rozwojowi chorób alergicznych” – wyjaśnił prof. Jutel.

Jego zdaniem, choć leki biologiczne stanowią ogromny przełom w terapii, to są przeznaczone głównie dla pacjentów z najcięższymi postaciami chorób alergicznych. Dlatego szczególną rolę w terapii tych schorzeń odgrywa immunoterapia alergenowa, która jest przeznaczona dla znacznie szerszej grupy pacjentów i jako jedyna metoda może wpływać na naturalny przebieg choroby.

Immunoterapię należy rozpoczynać możliwie wcześnie, zanim dojdzie do utrwalenia mechanizmów immunologicznych, które mogą być trudne do odwrócenia. „Chcielibyśmy stosować ją u większej grupy pacjentów i na wcześniejszym etapie choroby. Pacjent może być początkowo uczulony tylko na pyłki traw, a z czasem dochodzi do uczulenia na roztocza, sierść kota czy psa. Wtedy choroba staje się znacznie bardziej zaawansowana immunologicznie i trudniejsza do leczenia” – tłumaczy prof. Jutel.

Obecnie w Polsce immunoterapią objęte jest ok.150 tysięcy pacjentów. I – jak ocenił specjalista – jest to nadal niewielka liczba. Dla porównania w Niemczech to około 600 tysięcy osób, a w Hiszpanii nawet ok. 1 miliona. Zdaniem eksperta w Polsce liczba pacjentów leczonych tą metodą mogłaby być co najmniej dwu- lub trzykrotnie większa. Prof. Jutel przypomniał, że na ryzyko rozwoju alergii oraz na skuteczność jej leczenia wpływają również czynniki zależne od stylu życia.

„Liczne badania pokazują związek między nadwagą, otyłością oraz niską aktywnością fizyczną, zmianami składu mikrobiomu a chorobami alergicznymi. Nadwaga, otyłość i niewłaściwy mikrobiom nasilają procesy zapalne w organizmie, co może utrudniać leczenie. Z kolei regularna aktywność fizyczna i odpowiednia dieta mogą istotnie poprawić kontrolę choroby i są w dużej mierze w zasięgu każdego pacjenta” – podkreślił alergolog.

Prof. Jutel w maju zorganizował w Warszawie pierwszy międzynarodowy Kongres Central and Southern European Allergy and Asthma Alliance (CSEA3). Jest to nowa, międzynarodowa organizacja działająca w obszarze alergologii, która ma reprezentować kraje Europy Środkowej i Południowej, zwłaszcza mniejsze, takie jak Litwa, Estonia, Węgry, Bułgaria, Słowacja, Serbia, Chorwacja, Macedonia Północna.

Zdaniem specjalisty wspólne działanie w ramach większej organizacji znacznie zwiększa szanse, aby głos ekspertów z tych krajów był realnie słyszalny na forum europejskim i miał wpływ na decyzje podejmowane w UE. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Jak podkreślała dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska, Prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, choroby układu oddechowego wymagają dziś znacznie większej uwagi społecznej, klinicznej i systemowej. Nie są wyłącznie problemem specjalistów, dotyczą jakości życia pacjentów, profilaktyki, środowiska, edukacji zdrowotnej oraz organizacji opieki.
Bydgoszcz przez kilka dni jest centrum polskiej pneumonologii. W dniach 6-9 maja 2026 roku w Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy odbywa się 39. Zjazd Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, jedno z najważniejszych wydarzeń naukowych i edukacyjnych w Polsce poświęconych chorobom układu oddechowego.

Podczas konferencji prasowej zorganizowanej w związku ze Zjazdem eksperci podkreślali, że choroby płuc są dziś problemem klinicznym oraz jednym z najważniejszych wyzwań zdrowia publicznego. Dotykają setek tysięcy pacjentów, wpływają na ich codzienne funkcjonowanie, aktywność zawodową, samodzielność, jakość życia oraz obciążenie rodzin, opiekunów i całego systemu ochrony zdrowia.

Płuca są sprawą publiczną, nie tylko kliniczną. To przesłanie wybrzmiało szczególnie mocno podczas spotkania z mediami. Eksperci zwracali uwagę, że skuteczna odpowiedź na choroby układu oddechowego wymaga jednoczesnego działania w kilku obszarach: nowoczesnej diagnostyki, skutecznego leczenia, profilaktyki, edukacji pacjentów, ograniczania czynników ryzyka oraz lepszej organizacji opieki.

Jak podkreślała dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska, Prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, choroby układu oddechowego wymagają dziś znacznie większej uwagi społecznej, klinicznej i systemowej. Nie są wyłącznie problemem specjalistów, dotyczą jakości życia pacjentów, profilaktyki, środowiska, edukacji zdrowotnej oraz organizacji opieki. Szczególne znaczenie ma wczesna diagnostyka, ponieważ objawy takie jak przewlekły kaszel, duszność, spadek tolerancji wysiłku czy nawracające infekcje nadal bywają bagatelizowane. Tymczasem w wielu chorobach płuc czas od pierwszych objawów do rozpoznania może decydować o dalszych możliwościach leczenia i rokowaniu pacjenta. Prezes PTChP zwróciła również uwagę, że ogłoszenie 2026 roku Rokiem Przewlekłej Obturacyjnej Choroby Płuc ma przypominać, że POChP przez lata może rozwijać się po cichu, a jej objawy nie powinny być traktowane jako naturalna konsekwencja wieku, palenia tytoniu czy gorszej kondycji.

Jednym z tematów konferencji była diagnostyka raka płuca. Prof. Wojciech Naumnik z białostockiej Kliniki Chorób Płuc i Gruźlicy omówił najważniejsze aspekty związane z rozpoznawaniem tej choroby, zwracając uwagę na znaczenie czasu, właściwej ścieżki diagnostycznej i dostępu do nowoczesnych metod oceny pacjenta. Rak płuca pozostaje jednym z największych wyzwań współczesnej medycyny, a opóźnienia diagnostyczne mogą istotnie ograniczać możliwości skutecznego leczenia.

Eksperci poruszali także temat chorób śródmiąższowych płuc, w tym idiopatycznego włóknienia płuc. Prof. Wojciech Piotrowski z łódzkiej Kliniki Pneumonologii zwracał uwagę, że w tej grupie schorzeń ogromne znaczenie ma wczesne rozpoznanie i odpowiednio dobrana terapia. Współczesna medycyna dysponuje możliwościami leczenia, które pozwalają spowalniać tempo progresji choroby, a nowe terapie i nowe kierunki postępowania będą jednym z tematów omawianych podczas Zjazdu.

Istotnym wątkiem była również gruźlica. Prof. Ewa Augustynowicz-Kopeć z Instytutu Chorób Płuc i Gruźlicy przedstawiła aktualne informacje dotyczące sytuacji epidemiologicznej, zwracając uwagę, że gruźlica nie jest wyłącznie problemem historycznym. Według omawianych danych wskaźniki zapadalności w Polsce zbliżają się do granic, które wymagają szczególnej czujności. Szczególnym wyzwaniem pozostaje gruźlica wielolekooporna, wymagająca specjalistycznego leczenia, dobrej organizacji opieki oraz monitorowania pacjentów.

Kolejnym ważnym tematem Zjazdu będzie palenie tytoniu oraz zanieczyszczenie powietrza. Eksperci przypominali, że oba czynniki mają istotny wpływ na rozwój chorób układu oddechowego, w tym raka płuca i POChP. Ograniczanie palenia, ochrona przed biernym narażeniem na dym tytoniowy oraz działania na rzecz poprawy jakości powietrza pozostają ważnymi elementami profilaktyki chorób płuc.

Podczas konferencji prasowej przypomniano również historyczny dorobek Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, będącego jednym z najstarszych towarzystw naukowych w Polsce. Tegoroczny Zjazd ma również wymiar jubileuszowy, co podkreślił w swojej wypowiedzi prof. Adam Barczyk, obejmujący na Zjeździe stanowisko Prezesa Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc i jednocześnie będący redaktorem naczelnym czasopisma, które na Zjeździe świętuje 100-lecie istnienia – „Advances in Respiratory Medicine”. Czasopismo, wydawane w języku angielskim, pozostaje przestrzenią prezentacji wyników badań, wymiany wiedzy i budowania widoczności polskiej medycyny oddechowej na świecie.

Podczas konferencji prasowej podkreślano również znaczenie organizacji opieki. Nowoczesna pulmonologia wymaga współpracy wielu specjalistów: lekarzy pulmonologów, lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, pielęgniarek, fizjoterapeutów, diagnostów, edukatorów oraz osób odpowiedzialnych za zarządzanie systemem ochrony zdrowia. Tylko dobrze zaplanowana ścieżka pacjenta pozwala skrócić czas od pierwszych objawów do rozpoznania i rozpoczęcia leczenia.

Przez kilka dni Bydgoszcz będzie miejscem rozmowy o tym, jak skuteczniej diagnozować, leczyć i wspierać pacjentów z chorobami układu oddechowego. Eksperci podkreślają, że choroby płuc wymagają uwagi nie tylko środowiska medycznego, ale również decydentów, instytucji publicznych, mediów i całego społeczeństwa.

39 Zjazd Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc zgromadzi ponad 970 uczestników i potrwa do soboty, 9 maja 2026 roku. W programie wydarzenia zaplanowano 77 sesji, w tym sesje naukowe, eksperckie, warsztatowe oraz spotkania sekcji specjalistycznych. Zjazd adresowany jest nie tylko do lekarzy pulmonologów, ale również do przedstawicieli innych specjalności zaangażowanych w diagnostykę, leczenie i opiekę nad pacjentami z chorobami układu oddechowego: lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, onkologów, alergologów, radiologów, diagnostów, fizjoterapeutów, pielęgniarek, edukatorów zdrowotnych oraz osób zajmujących się organizacją opieki zdrowotnej.
 
Link do relacji z konfernecji prasowej:

źródło: PTChP

Mimo postępu w diagnostyce i leczeniu astma pozostaje jednym z najważniejszych problemów zdrowia publicznego i może prowadzić do zgonu. Dlatego wszyscy chorzy na astmę powinni mieć zapewniony dostęp do wczesnej diagnostyki, optymalnego leczenia i edukacji – przypominają eksperci z okazji Światowego Dnia Astmy, który przypada 5 maja.
W tym roku Światowa Inicjatywa na rzecz Zwalczania Astmy (GINA) podkreśla znaczenie równego dostępu do leczenia wziewnego jako kluczowego elementu skutecznej kontroli astmy. Dlatego hasło obchodów Światowego Dnia Astmy brzmi: „Dostęp do inhalatorów przeciwzapalnych dla wszystkich chorych na astmę – nadal pilna potrzeba”.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) na astmę choruje na świecie około 363 mln osób. Dane epidemiologiczne wskazują, że rzeczywista liczba chorych na astmę w Polsce może sięgać nawet 4 mln osób, ale jedynie połowa z nich ma postawioną diagnozę i leczy się.

– Astma szczególnie daje o sobie znać wiosną, kiedy wzmożone pylenie roślin nasila duszność, kaszel i świszczący oddech u wielu chorych – powiedział prof. Radosław Gawlik, prezydent Polskiego Towarzystwa Alergologicznego podczas konferencji zorganizowanej w ramach obchodów Światowego Dnia Astmy 28 kwietnia br. Według niego w Polsce liczba chorujących na astmę i różne alergie dotyczy prawie 40 proc. społeczeństwa.

Konsultant krajowa w dziedzinie alergologii prof. Karina Jahnz-Różyk przypomniała, że astma jest chorobą zapalną dróg oddechowych. Stan zapalny prowadzi do nadreaktywności oskrzeli na różne czynniki, w tym alergeny, dym tytoniowy, zanieczyszczenie powietrza, infekcje wirusowe, wysiłek fizyczny i do wystąpienia objawów astmy.

Dlatego w swoich rekomendacjach GINA podkreśla, że każda osoba z astmą, w tym większość dzieci w wieku przedszkolnym z astmą, powinna otrzymywać wziewne kortykosteroidy, które działają przeciwzapalnie. Są one ą podstawą leczenia astmy i warunkiem kontroli jej objawów – zmniejszają ryzyko wystąpienia ataków choroby, a także liczbę zgonów z jej powodu. U młodzieży powyżej 12. roku życia i u osób dorosłych najlepiej stosować inhalator zawierający zarówno wziewny kortykosteroid, jak i szybko działający lek rozszerzający oskrzela (beta2-mimetyk).

Nieprzestrzeganie zaleceń lekarskich przez pacjentów wciąż pozostaje istotną przeszkodą w skutecznym leczeniu astmy. Dlatego u dorosłych pacjentów z astmą, u których nie uzyskano odpowiedniej kontroli objawów pomimo stosowania wziewnych glikokortykosteroidów i długo działającego beta2-mimetyku, zaleca się zastosować terapię trójskładnikową. Polega ona na podawaniu w jednym inhalatorze trzech różnych leków, a są to: wziewny glikokortykosteroid, długo działający beta2-mimetyk (LABA) oraz długo działający antagonista receptorów muskarynowych (LAMA). Skutkuje to zmniejszeniem liczby zaostrzeń astmy, czemu towarzyszy trwała poprawa parametrów czynności płuc.

Najbardziej wymagającą postacią choroby jest astma ciężka. Dotyczy pacjentów, u których nie udaje się uzyskać kontroli choroby pomimo dobrego przestrzegania zaleceń lekarskich (adherencji), stosowania maksymalnych dawek optymalnie dobranych leków, tj. glikokortykosteroidów wziewnych i długo działającego beta2-mimetyku (LABA), prawidłowego stosowania inhalatorów oraz skutecznego leczenia chorób współistniejących, takich jak przewlekłe zapalenie zatok, choroba refluksowa przełyku, otyłość, obturacyjny bezdech podczas snu, depresja, stany lękowe. Szacuje się, że występuje ona u 3,2 – 10 proc. pacjentów z astmą. Jest to grupa obarczona wysokim ryzykiem zaostrzeń, hospitalizacji i zgonu, odpowiada też za 50–80 proc. z całkowitych kosztów opieki nad chorymi na astmę.

Dla tych chorych przeznaczone są terapie biologiczne. – Terapia biologiczna dla chorych na astmę ciężką oznacza mniej zaostrzeń i lepszą kontrolę choroby – powiedziała prof. Jahnz-Różyk. Pozwala ona również znacznie ograniczyć stosowanie steroidów systemowych, które powodują bardzo dużo powikłań przewlekłych.

Specjalistka przypomniała, że w Polsce chorzy na tę postać astmy mają dostęp do pięciu leków biologicznych w ramach programu lekowego B.44. Leki te są dobierane indywidualnie ze względu mechanizm leżący u podłoża choroby oraz objawy, które występują u pacjenta.

Z danych, które przedstawiła specjalistka, wynika, że w Polsce ok. 5,5 tys. pacjentów z ciężką astmą otrzymuje leczenie biologiczne. Oznacza to, że terapia biologiczna jest stosowana u kilkunastu proc. chorych na tę postać choroby, podczas gdy w niektórych państwach UE jest to 60 proc. a nawet 75 proc. – Terapia biologiczna działa, ale problemem jest jej niewykorzystanie – oceniła konsultant krajowa w dziedzinie alergologii. Wśród przyczyn tego wymieniła braki kadrowe, problemy finansowe, w tym finansowanie programu przez NFZ oraz ograniczenia administracyjne.

W 2025 r alergolodzy złożyli do Ministra Zdrowia propozycje zmian w programie lekowym, które zwiększyłyby dostępność leków biologicznych dla pacjentów z astmą ciężką. – Bardzo walczymy o „switch”, tj. o możliwość zamiany terapii bez ponownej pełnej kwalifikacji pacjenta – zaznaczyła prof. Jahnz-Różyk.

Wśród innych postulatów znalazły się: wprowadzenie zapisu, że ciąża i karmienie piersią nie stanowią bezwzględnego kryterium wyłączenia z programu, a decyzja o kontynuacji leczenia powinna być podejmowana indywidualnie przez lekarza w porozumieniu z pacjentką; obniżenie progu stężenia eozynofilii poniżej 350 komórek na mikrolitr krwi dla pacjentów z ciężką astmą eozynofilową – leczonych mepolizumabem lub benralizumabem oraz dodatkowy monitoring pacjentów przewlekle leczonych glikokortykosteroidami pod kątem niewydolności kory nadnerczy.

– Wiem, że ten projekt jest w tej chwili procedowany i najprawdopodobniej Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) wypowie się na ten temat na początku czerwca 2026 r. – powiedziała specjalistka. Wyraziła nadzieję, że agencja wyda pozytywną opinię na temat tych propozycji.

Eksperci podkreślają, że podobnie jak w innych chorobach przewlekłych, kluczowym elementem terapii pacjentów z astmą jest regularne ich edukowanie o istocie choroby, przyjmowanych lekach, technice inhalacji, postępowaniu w przypadku zaostrzeń (wraz z pisemnym planem postępowania), schorzeniach współistniejących, zaprzestaniu palenia, a także o konieczności szczepień.

Pacjentom z astmą zalecane są: szczepienie przeciwko grypie co sezon, szczepienie przeciwko COVID-19, przeciwko pneumokokom, przeciwko błonicy, tężcowi i krztuścowi dawką przypominającą co 10 lat, szczepienie przeciwko półpaścowi oraz szczepienie przeciwko RSV. Zaszczepienie się przeciwko wirusowi RS jest ważne, ponieważ infekcja może być wyniszczająca dla osób z astmą. (PAP)

Źródło: Naukawpolsce

W Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie przeprowadzono pierwsze w Polsce zabiegi krioablacji pierwotnego raka płuca. Łącznie wykonano trzy zabiegi tej nowoczesnej i małoinwazyjnej metody leczenia, dotychczas stosowanej głównie w terapii przerzutów nowotworowych do płuc.

Krioablacja polega na precyzyjnym niszczeniu komórek nowotworowych za pomocą bardzo niskich temperatur i stanowi przełom w krajowej radiologii interwencyjnej. Metoda umożliwia radykalne leczenie małozaawansowanych postaci raka płuca u pacjentów, którzy ze względu na liczne choroby współistniejące nie mogą być leczeni w sposób operacyjny ani radioterapią.

Zabiegi krioablacji przeprowadzono przezskórnie, pod kontrolą tomografii komputerowej, co pozwoliło na niezwykle precyzyjne zniszczenie zmian nowotworowych przy minimalnej inwazyjności i krótkim czasie rekonwalescencji. Stan wszystkich pacjentów po zabiegach jest dobry.

Zabiegi wykonali radiolodzy interwencyjni: dr n. med. Grzegorz Rosiak, dr n. med. Jacek Wakuliński, lek. Dariusz Konecki oraz lek. Mateusz Pajer z Zakładu Radiologii i Diagnostyki Obrazowej, którym kieruje dr n. med. Katarzyna Błasińska.

W zespole zabiegowym uczestniczyli również: mgr Justyna Hyska – technik elektroradiologii, Wioletta Łukasik – pielęgniarka Zakładu Radiologii, lek. Małgorzata Nierebińska – anestezjolog oraz pielęgniarki anestezjologiczne: Milena Kowalczyk, Beata Romaniuk i Halina Odżywolska. Dwóch pacjentów pozostaje pod opieką III Kliniki Chorób Płuc i Onkologii, kierowanej przez dr. n. med. Mateusza Polaczka, a ich bezpośrednim lekarzem prowadzącym jest lek. Natalia Klimek. Trzeci pacjent znajduje się pod opieką I Kliniki Chorób Płuc, której kierownikiem jest prof. dr hab. n. med. Witold Tomkowski, a opiekę bezpośrednią nad chorym sprawuje dr n. med. Małgorzata Jędrych.

Wszyscy pacjenci zostali zakwalifikowani do zabiegu podczas konsylium onkologicznego, które – po analizie stanu ogólnego i licznych obciążeń – uznało, że nie mogą być leczeni tradycyjnymi metodami.

To kolejny sukces radiologów interwencyjnych. W czerwcu br. wykonali pierwszy w Polsce zabieg termoablacji pierwotnego raka płuca. Zabieg ten stanowił przełom w krajowej radiologii interwencyjnej i otworzył nowe możliwości terapeutyczne dla pacjentów, którzy nie kwalifikują się do leczenia operacyjnego ani radioterapii. (https://www.igichp.edu.pl/2025/06/05/pierwszy-w-polsce-zabieg-termoablacji-pierwotnego-raka-pluca-wykonany-w-instytucie-gruzlicy-i-chorob-pluc/)

Instytut Gruźlicy i Chorób Płuc, jako wiodący ośrodek pulmonologiczny w kraju, konsekwentnie rozwija program radiologii interwencyjnej w onkologii płuc, wdrażając nowoczesne, małoinwazyjne techniki leczenia, które poszerzają możliwości terapeutyczne dla pacjentów z chorobami nowotworowymi.

Źródło: Komunikat Prasowy

W kontekście rosnącej liczby chorób układu oddechowego – zarówno zakaźnych, jak i przewlekłych – Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) po raz pierwszy stawia zdrowie płuc w centrum globalnej debaty zdrowotnej.
Na agendzie najbliższego Światowego Zgromadzenia Zdrowia znalazła się rezolucja, która może stać się przełomem w myśleniu o profilaktyce i leczeniu chorób oddechowych. Dokument proponuje zintegrowane, całościowe podejście do zdrowia płuc, obejmujące wszystkie poziomy systemów opieki zdrowotnej. To ważna szansa dla rządów państw członkowskich na wzmocnienie krajowych polityk zdrowotnych, dostosowanych do współczesnych wyzwań epidemiologicznych. Poniżej przedstawiamy najważniejsze założenia projektu oraz apel o jego szerokie poparcie.
 
Zintegrowane podejście do chorób płuc: potrzeba pilnych działań
Projekt rezolucji podkreśla konieczność kompleksowego podejścia do chorób płuc, obejmującego zarówno schorzenia zakaźne, jak i niezakaźne – od gruźlicy i zapalenia płuc, przez POChP i astmę, po raka płuca.
Rezolucja wskazuje na cztery główne filary skutecznej strategii zdrowia płuc:
  • profilaktykę (m.in. szczepienia, walka z zanieczyszczeniem powietrza, kontrola tytoniu),

  • diagnostykę i wczesne wykrywanie chorób oddechowych,

  • dostępność leczenia i technologii medycznych,

  • wzmocnienie podstawowej opieki zdrowotnej z uwzględnieniem zdrowia płuc jako jej integralnej części.

Rekomendacje dla państw i dla WHO
Projekt rezolucji wzywa państwa członkowskie WHO do:
  • tworzenia narodowych ram polityki zdrowotnej zintegrowanej wokół zdrowia płuc,

  • wdrażania skutecznych ścieżek profilaktyki oraz leczenia w ramach podstawowej opieki zdrowotnej,

  • opracowania wytycznych klinicznych, m.in. dla POChP i raka płuca,

  • poprawy dostępu do niezbędnych leków i technologii terapeutycznych.

Jednocześnie rezolucja zobowiązuje WHO do przygotowania do 2027 roku raportu, zawierającego konkretne zalecenia dla krajów członkowskich w zakresie wdrażania zintegrowanej polityki zdrowia płuc.
Soft law z realnym wpływem na politykę zdrowotną
Choć rezolucje WHO mają charakter niewiążący (tzw. soft law), stanowią one silną podstawę dla tworzenia krajowych regulacji i reform systemów ochrony zdrowia. Przyjęcie rezolucji przez WHA – drogą głosowania lub konsensusu – będzie ważnym krokiem w kierunku globalnej poprawy jakości opieki oddechowej.
Apel do decydentów i środowisk eksperckich
W związku z nadchodzącymi obradami WHA apelujemy do decydentów, ekspertów i liderów opinii o:
  • aktywne wsparcie rezolucji WHO dotyczącej zdrowia płuc,

  • promowanie zintegrowanego podejścia do profilaktyki i leczenia chorób układu oddechowego,

  • działania na rzecz wdrażania rekomendacji WHO na poziomie krajowym.

Pobierz: RAPORT PDF

Źródło: https://iris.who.int/

 
Przewlekła obturacyjna choroba płuc to narastające kłopoty z oddychaniem – w końcowej fazie każdy ruch może powodować atak duszności. Większość pacjentów to byli lub obecni palacze – przynajmniej w krajach rozwiniętych. Ale są też inne czynniki ryzyka i przybywa pacjentów z POChP, którzy nigdy nie palili.
Niedawno został opublikowany tegoroczny raport Global Initiative for Chronic Obstructive Lung Disease (GOLD) na temat globalnej strategii wobec diagnozowania, zarządzania i prewencji POChP. GOLD to amerykański medyczny think-tank założony w 1997 roku we współpracy z National Institutes of Health, WHO oraz National Heart, Lung and Blood Institute. Raport w wersji polskiej opracował dr Filip Mejza z konsultacją prof. Adama J. Białasa, a kolejne części publikuje portal Medycyna Praktyczna.

W raporcie tym podkreśla się, że w krajach rozwiniętych gospodarczo naczelnym czynnikiem ryzyka jest palenie tytoniu. W takich państwach – zgodnie z danymi z raportu – ponad 70 proc. chorych to byli lub obecni palacze (warto podkreślić, że podstawową zasadą leczenia POChP jest abstynencja tytoniowa).

„Jednak ocenia się, że POChP rozwija się jedynie u <50 proc. palących dużo papierosów, a około połowy przypadków choroby na świecie doprowadziły inne czynniki ryzyka” – czytamy w raporcie. O tym, czy dojdzie do rozwoju tej przewlekłej choroby układu oddechowego zależy m.in. od tego, jaką mamy pulę genów, a jeśli chodzi o tzw. środowiskowe czynniki ryzyka – od tego gdzie mieszkamy, gdzie pracujemy i czy chorowaliśmy na infekcje układu oddechowego w dzieciństwie. Oczywiście, jak w przypadku wielu chorób przewlekłych, im jesteśmy starsi, tym bardziej jesteśmy narażeni na rozwój przewlekłej obturacyjnej choroby płuc i z powodu zwiększania się liczby osób starszych w populacji eksperci przewidują wzrost liczby przypadków choroby.

Jeśli chodzi o miejsce zamieszkania, to zgodnie z raportem w krajach o niskim i średnim dochodzie palenie papierosów odpowiada za zaledwie ok. 30-40 proc. przypadków choroby, zaś zanieczyszczenie powietrza wysuwa się na czoło jako epidemiologicznie najistotniejszy czynnik ryzyka POChP. I nie chodzi tylko o atmosferę na zewnątrz, ale i w pomieszczeniach zamkniętych ogrzewanych paleniskami czy piecami za pomocą tzw. biomasy (np. drewnem czy łajnem zwierząt). Kolejnym istotnym czynnikiem ryzyka zachorowania na POChP jest praca w narażeniu na szkodliwe dla dróg oddechowych związki.

„Istotne jest ponadto zanieczyszczenie powietrza, m.in. pyłem zawieszonym, ozonem oraz tlenkami azotu i siarki. Uznaje się je za istotny czynnik ryzyka, a w aktualnej wersji raportu GOLD stwierdzono, że może ono odpowiadać nawet za 50 proc. przypadków POChP w krajach o niskim i średnim dochodzie i stanowić najważniejszy znany czynnik ryzyka u osób niepalących” – czytamy w opracowaniu raportu.

Interesującym czynnikiem ryzyka rozwoju POChP jest też historia naszego wzrastania – dziecko i nastolatek, które nie osiągną w pierwszych dwóch dekadach  życia maksymalnej czynności płuc, są bardziej narażone na choroby układu oddechowego w dorosłości. Ryzyko POChP wzrasta, jeśli często doskwierały nam w dzieciństwie infekcje układu oddechowego (zmniejszają czynność płuc), jak i wtedy, gdy w okresie dorastania było za mało ruchu – jest on niezbędny do prawidłowej pracy płuc, oskrzeli i mięśni oddechowych.

Jak poprawić stan swoich płuc

Osoby uprawiające sport mają lepiej działające płuca. O ile pojemność płuc u przeciętnego człowieka wynosi ok. 5-6 litrów, to osoby aktywne fizycznie mają ją na poziomie nawet około 8 litrów. Fenomenem jest pływak Michael Phelps, którego płuca mają pojemność aż 12 litrów. W połączeniu z faktem, że jego serce może pompować dwukrotnie więcej krwi niż przeciętny człowiek, nie dziwi, że 28 razy zdobył medale olimpijskie (w tym 23 złote), a 26 razy tytuł mistrza świata.

Na tego rodzaju osiągnięcia raczej trudno liczyć, ale regularną aktywnością fizyczną, dostosowaną do stanu zdrowia, z pewnością poprawimy sobie oddech.

To dotyczy zarówno brania określonych leków w zaleconych porach, jak i innych elementów terapii – odpoczynku, diety, aktywności fizycznej. Osoby, które mają zapisane leki wziewne, powinny się upewnić, czy prawidłowo z nich korzystają. Mogą z nebulizatorem czy inhalatorem przyjść do swojego lekarza lub wyznaczonego przez niego pielęgniarki i sprawdzić, czy technika stosowania „wziewów” jest poprawna. Filmy instruktażowe, jak korzystać z różnego rodzaju leków wziewnych znajdują się na stronie Polskiego Towarzystwa Alergologicznego w zakładce „Dla pacjentów”: 
https://dlapacjentow.pta.med.pl/baza-wiedzy/filmy-instruktazowe/


Źródło: Serwis Zdrowie

Przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP, ang. COPD) należy do głównych przyczyn przewlekłej chorobowości i umieralności na świecie. Szacunki WHO wskazują, że do 2030 r. choroba stanie się trzecią przyczyną zgonów w populacji ogólnej. W Polsce POChP występuje już u nawet 2 milionów zdiagnozowanych pacjentów. Jej znaczenie przypuszczalnie będzie rosnąć z powodu zanieczyszczenia powietrza drobnym pyłem, palenia papierosów i tzw. wyrobów nowatorskich (więcej w raporcie OCDE Profil systemu ochrony zdrowia, 2021).
W przypadku POChP można stosować odpowiednią profilaktykę. A gdy choroba da o sobie znać, należy jak najwcześniej wdrożyć optymalne leczenie, aby nie dopuścić do jej progresji i zaostrzeń.

Odpowiednia terapia będzie dostępna dla pacjentów w refundacji! Od 1 lipca br. Ministerstwo Zdrowia wpisało na listę, także w ramach programu „Leki 75+”, nowoczesny lek wziewny stosowany u pacjentów z umiarkowaną lub ciężką przewlekłą obturacyjną chorobą płuc.

Nowy lek pozwala poprawia jakość życia pacjentów zmniejszając ryzyko wystąpienia zaostrzeń choroby oraz hospitalizacji (opóźniając pojawianie się zaostrzeń choroby) u osób, u których leczenie preparatami dwuskładnikowymi (wziewne sterydy, leki bronchodylatacyjne) nie było skuteczne.

Zaostrzenie POChP można porównać do zawału serca. Jest bardzo niebezpieczne i wiąże się z nieodwracalną progresją choroby. Z każdym kolejnym zaostrzeniem rośnie ryzyko kolejnej hospitalizacji i zgonu pacjenta, w tym nie tylko z przyczyn płucnych, ale nasilanych przez POChP incydentów sercowo-naczyniowych (zawał serca, udar mózgu).  Dlatego tak ważne jest, aby im zapobiegać.

Rozszerzenie listy refundacyjnej o nowy, wieloskładnikowy lek na POChP to doskonała wiadomość dla pacjentów i pracowników ochrony zdrowia. Pacjenci i lekarze otrzymali dostęp do leku o wieloaspektowym działaniu. Pozwala on utrzymać jakość życia i spowolnić postęp choroby.

POChP rozwija się stopniowo, ale może być wcześnie wykryta i optymalnie leczona. Dziś, z okazji nowej refundacji warto o tym przypomnieć. Mamy jedne płuca na całe życie!
 
O przewlekłej obturacyjnej chorobie płuc (POChP)
POChP to powszechna choroba, której można zapobiegać (profilaktyka) i którą można skutecznie leczyć. Charakteryzuje się utrwalonym, zazwyczaj postępującym ograniczeniem przepływu powietrza przez dolne drogi oddechowe. Jest ono wywołane przez przewlekły stan zapalny toczący się w błonie śluzowej dróg oddechowych wskutek palenia papierosów, wdychania zanieczyszczonego powietrza lub ekspozycji na pyły i szkodliwe substancje chemiczne. W efekcie pojawiają się: przewlekły kaszel z wykrztuszaniem, ograniczenie tolerancji wysiłku i duszność.

Przebieg POChP pogarszają zaostrzenia choroby definiowane jako ostry incydent charakteryzujący się nasileniem objawów ze strony układu oddechowego ponad zwykłą, codzienną zmienność.

Zaostrzenia są często leczone w szpitalu, a ich częstotliwość narasta wraz z postępem choroby. Zaostrzenia pogarszają stan pacjentów, są też poważnym zagrożeniem życia. Incydenty tego typu mogą oznaczać potrzebę zmiany dotychczasowego leczenia.

źródło: materiał prasowy

Nie sprawdził się czarny scenariusz ws. wzrostu przypadków gruźlicy wielolekoopornej — powiedział w rozmowie z PAP prof. dr hab. n. med. Wojciech Naumnik. Eksperci obawiali się tego problemu w Polsce w związku z masową migracją obywateli Ukrainy, którzy uciekali do Polski przed wojną.

 

Jeżeli jest jakikolwiek wzrost liczby takich przypadków, to jest on bardzo nieznaczny. Rzeczywiście obawialiśmy się tego w związku z wojną na Ukrainie i masowym napływem obywateli tego kraju do Polski. Poczynione były nawet w związku z tym przygotowania, aby zabezpieczyć pacjentów w dostęp do leków stosowanych w gruźlicy wielolekoopornej. Takie leki zostały zabezpieczone, ale ja w klinice w Białymstoku nie widzę specjalnych wzrostów. Są to pojedyncze przypadki — tak jak było wcześniej – podkreślił ekspert w rozmowie z PAP.
W jego klinice leczyła się m.in. matka z dziećmi z Ukrainy, która jednak w pewnym momencie wypisała się na własne żądanie, bo postanowiła wrócić z rodziną do męża. „Nie znam dalszych losów tej pacjentki” – powiedział lekarz.

Prof. Naumnik jest kierownikiem I Kliniki Chorób Płuc i Gruźlicy Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, konsultantem wojewódzkim w dziedzinie chorób płuc. Specjalista wyjaśnił, że gruźlica wielolekooporna jest wywołana przez prątki, które uodporniły się na dwa najskuteczniejsze leki przeciwprątkowe. Chodzi o izoniazyd i ryfampicynę.
Obawy dotyczące tej choroby były związane z faktem jej znacznie częstszego występowania na wschód od Polski — na Ukrainie, ale także w innych krajach byłego ZSRR. Tam zdarzają się dość często przypadki gruźlicy, na którą nie działają żadne znane leki. To wynikało bardzo często z braku dyscypliny w leczeniu. Aby leczyć pacjenta chorego na gruźlicę, to należy przez odpowiednio długi czas (co najmniej pół roku), stosować co najmniej dwa, a często nawet cztery leki. Tam tego często nie stosowano. W Polsce — przed wybuchem wojny na Ukrainie, było w Polsce ok. 50 pacjentów chorych na gruźlicę wielolekooporną, a na Ukrainie mogło to być nawet 40 procent pacjentów chorych na gruźlicę (czyli tysiące chorych) – powiedział prof. Naumnik.
W jego ocenie być może część pacjentów z taką chorobą pojechała do krajów zachodniej Europy. Wielu zapewne walczy na froncie i nie zajmuje się obecnie swoim stanem zdrowia.

Dodał, że znacznie większym problemem jest dług zdrowotny po pandemii i zgłaszanie się do lekarzy osób, których stan choroby się mocno pogorszył. Chodzi zarówno o chorych na gruźlicę, jak i np. zaawansowanego raka płuc.
Populacja ukraińska w zakresie chorób pulmonologicznych okazała się bardzo podobna do naszej. U nas także mamy pacjentów chorych na raka płuca, chorych na astmę i inne schorzenia układu oddechowego, którzy nie leczyli się systematycznie. Z Ukrainy przyjeżdża także sporo takich pacjentów. Problemem jednak nie jest obecnie gruźlica wielolekooporna, której się rzeczywiście obawialiśmy – dodał ekspert. 

źródło: PAP

Założony przez Michała Czyża, Tomasza Mikosza i Jacka Mikosza startup FindAir zajmuje się tworzeniem sprzętu i oprogramowania do zbierania danych o stosowaniu leków w leczeniu astmy i przewlekłej obturacyjnej choroby płuc (POChP), zdalnego monitorowania stanu zdrowia pacjenta oraz komunikacji z lekarzem. Spółka jest pionierem tego typu rozwiązań w Europie i jednym z trzech wiodących graczy na rynku inteligentnych inhalatorów na świecie.
Polski medtech FindAir, który rewolucjonizuje leczenie astmy za pomocą inteligentnych inhalatorów, uzyskał od inwestorów 7 mln zł w rundzie seed. Środki pozyskane od funduszu 4growth VC w koinwestycji z NCBR Investment Fund spółka przeznaczy na dalsze badania i rozwój produktów oraz skalowanie sprzedaży w USA, na tamtejszym szybko rosnącym rynku.
 
Współpracujemy z większością wiodących europejskich ośrodków medycznych zajmujących się badaniami klinicznymi i leczeniem astmy i POChP. Jesteśmy jedyną w Europie firmą, która może pochwalić się tak szeroką gamą produktów, co już dziś umożliwia nam pokrycie większości typów stosowanych terapii. Planujemy dalsze nakłady na badania i rozwój, by w ofercie mieć inteligentne nakładki na wszystkie najpopularniejsze na rynku typy podajników lekowych stosowanych w leczeniu chorób płuc –– mówi Tomasz Mikosz, prezes zarządu FindAir.
 
Rozwiązania FindAir są dopuszczone do użytku jako wyrób medyczny na terenie Unii Europejskiej i są już wykorzystywane w szpitalach m.in. w Holandii, Belgii, Francji, Grecji, Irlandii i Niemczech. Ponadto są dostępne w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, skąd już dzisiaj pochodzi 40 proc. przychodów spółki.
 
W Stanach Zjednoczonych obserwujemy szybko rosnący trend powstawania platform telemedycznych, przy jednoczesnym deficycie urządzeń do monitorowania przyjmowania leków przez pacjentów. Dzięki uzyskanemu finansowaniu jesteśmy w stanie szybko odpowiedzieć na to zapotrzebowanie skalując nasz biznes za oceanem. Dla wielu dużych koncernów farmaceutycznych stajemy się zewnętrznym laboratorium R&D w zakresie smart inhalatorów i pokrewnych technologii – dodaje Tomasz Mikosz.
 
Astma jest nieuleczalną chorobą zapalną dróg oddechowych. Według szacunków WHO na całym świecie cierpi na nią ponad 300 mln ludzi. Kolejne 250 mln osób choruje na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POChP). Globalnie obie choroby należą do głównych przyczyn przewlekłej zachorowalności i umieralności, a ich znaczenie przypuszczalnie będzie rosnąć.
 
W potencjał FindAir uwierzył fundusz 4growth VC, znany do tej pory z inwestycji w działające już na międzynarodowym rynku medtechy takie jak Saventic Health czy Talkie.ai.
 
FindAir ma gotowy, działający produkt całą linię urządzeń oraz oprogramowanie, a także ogromną wiedzę i doświadczenie o rynku i potrzebach jego interesariuszy, zgromadzone przez siedem lat dotychczasowej działalności. W połączeniu z rynkiem docelowym liczącym kilkaset milionów pacjentów daje to ogromny potencjał do globalnego skalowania działalności. FindAir wpisuje się w trend zdalnej opieki medycznej, który będzie dynamicznie rósł w kolejnych latach z uwagi na dużą efektywność. Ma to znaczenie szczególnie w przypadku chorób takich jak astma i POChP, gdzie przyjmowanie leków jest podstawowym elementem oceny stanu zdrowia pacjentów – mówi Krzysztof Bachta, partner zarządzający funduszu 4growth VC.
 
Koinwestycji w FindAir dokonał też NCBR Investment Fund (NIF), specjalizujący się w
inwestycjach w małe i średnie przedsiębiorstwa.
 
W NIF zawsze szukamy silnych zespołów z jasną strategią i potencjałem do rozwiązywania istotnych problemów. Taką firmą jest właśnie FindAir. Innowacyjne rozwiązanie, z którego może korzystać część społeczeństwa dotknięta astmą oraz znakomity zespół. Te czynniki wraz z innowacyjnym IP przekonały nas do wsparcia FindAir – mówi Paweł Materniak, dyrektor inwestycyjny w NIF.
 
FindAir działa w branży technologii medycznych od 2017 r. System FindAir składa się z urządzeń do zdalnej kontroli użycia inhalatora, aplikacji mobilnej oraz platformy internetowej do przeglądania danych.
 
Pierwszy produkt FindAir trafił na rynek w 2019 r. Obecnie oferta firmy obejmuje  inteligentne nakładki na najpopularniejsze na rynku inhalatory takie jak m.in. Ventolin, Atrodil, Seretide, Serevent, Flixotide czy Budiair. Zostały one stworzone z myślą o podniesieniu jakości leczenia pacjentów poprzez wykorzystanie ich w podmiotach leczniczych, które chcą zdalnie monitorować swoich pacjentów oraz ośrodkach leczniczych i badawczych zajmujących się chorobami układu oddechowego.
 
źródło: FindAir
Z powodu gęstego dymu napływającego z pożarów ponad 150 lasów w Kanadzie, w środę powietrze w Nowym Jorku było bardziej zanieczyszczone niż w jakimkolwiek innym dużym mieście na świecie. Ponad 75 mln ludzi we wschodnich stanach USA ostrzeżono przed złą jakością powietrza.
Według dziennika „New York Post” niezdrowe powietrze i dym utrzymają się w pięciu dzielnicach miasta do niedzieli. Burmistrz Eric Adams wezwał nowojorczyków z chorobami serca lub układu oddechowego do „ograniczenia aktywności na świeżym powietrzu do absolutnej konieczności”.

Jak podała strona internetowa IQair, która monitoruje poziomy zanieczyszczenia, jakość powietrza nowojorskiego uznano za niebezpieczną. Była znacznie gorsza niż np. znanego z zapylenia New Delhi w Indiach.

W środę wieczorem główne obszary metropolitalne, jak Filadelfia, Jersey City w New Jersey i New Haven w Connecticut, miały indeksy jakości powietrza na poziomie od 200 do 300 – co jest uważane za +bardzo niezdrowe+” – podała telewizja CNN.

Eksperci zwracają uwagę, że ludzie starsi, małe dzieci i kobiety w ciąży lub osoby cierpiące na choroby serca albo płuc mogą doświadczyć poważnych skutków zdrowotnych.
Zdrowa osoba może być w stanie wytrzymać dzień lub dwa bez większych problemów, ale przy tych poziomach zanieczyszczeń nawet ona jest zagrożona – zauważył dr Purvi Parikh, alergolog i immunolog z nowojorskiego Langone Health and Allergy & Asthma Network.
Największy w kraju, nowojorski okręg szkół publicznych odwołał w środę wszystkie zajęcia na świeżym powietrzu. Szkoły pozostały jednak otwarte.
 
Adams zaznaczył, że wszystkie wydarzenia miejskie na świeżym powietrzu zostaną odwołane, a plaże będą zamknięte. W środę przełożyły kilka meczów profesjonalne drużyny sportowe. Po południu tego dnia Federalna Administracja Lotnictwa nakazała wstrzymanie lotów z całego kraju na nowojorskie lotnisko LaGuardia z powodu wysokiego zadymienia.

źródło: PAP
Opóźnienie rozpoznania zakrzepowo-zatorowego nadciśnienia płucnego (CTEPH) może wynosić nawet cztery lata. W przypadku tętniczego nadciśnienia płucnego (TNP) zwykle upływa kilka lub kilkanaście miesięcy, zanim pacjent uzyska prawidłowe rozpoznanie. 5 maja obchodzimy Światowy Dzień Nadciśnienia Płucnego.
Nadciśnienie płucne to nieprawidłowy wzrost ciśnienia w tętnicy płucnej, który może wystąpić w przebiegu różnych chorób serca, płuc oraz naczyń płucnych. Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne wyróżnia pięć grup nadciśnienia płucnego, wśród nich CTEPH oraz TNP.
Obecnie CTEPH traktujemy jako część przewlekłej zakrzepowo-zatorowej choroby płuc – zaznacza w rozmowie z MP.PL prof. Piotr Pruszczyk, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardiologii w Centrum Diagnostyki i Leczenia Żylnej Choroby Zakrzepowo-Zatorowej UCK WUM. – U 3–4% pacjentów, którzy przeszli ostrą zatorowość płucną, nie dochodzi do rozpuszczenia się wszystkich skrzeplin. Może wówczas dojść do zwiększenia oporu płucnego i rozwoju CTEPH. 
Według specjalisty rocznie przybywa w Polsce 200–300 nowych pacjentów z CTEPH. Początkowe objawy to przede wszystkim duszność i pogorszenie wydolności fizycznej. Po miesiącach nieleczonej choroby dochodzi do rozwoju prawokomorowej niewydolności serca z obrzękami kończyn dolnych.

W Polsce dysponujemy trzema uznanymi sposobami leczenia – leczeniem kardiochirurgicznym, balonowymi plastykami tętnic płucnych oraz leczeniem celowanym na tętniczki zmienione na skutek zwiększonego przepływu krwi, czyli farmakoterapię riocyguatem. Niezależnie od zastosowanej metody chorzy wymagają leczenia przeciwkrzepliwego.
Jakość leczenia plastykami tętnic płucnych czy riocyguatem w Polsce jest bardzo wysoka – podkreśla prof. Pruszczyk.
Ekspert zwraca uwagę na problemy związane z diagnostyką.
Mało kto wiąże przyczyny duszności z CTEPH. Opóźnienie rozpoznania może wynosić nawet cztery lata – zaznacza.
W związku z tym specjalista apeluje do lekarzy, aby chorych z dusznością po ostrym epizodzie zatorowości płucnej leczonych przynajmniej trzy miesiące przeciwkrzepliwie, z cechami nadciśnienia płucnego w echokardiografii kierowali do ośrodków referencyjnych. 

TNP dotyka w Polsce obecnie około 1200 osób. Proces patologiczny polega na zwężeniu i zamykaniu się tętniczek płucnych w wyniku skurczu oraz nadmiernego namnażania się komórek tworzących ścianę tętnicy płucnej.
Czasem choroba dotyczy także żyłek płucnych, wtedy odpowiedź na leczenie jest zwykle znacznie gorsza – mówi MP.PL prof. Grzegorz Kopeć, kierownik Ośrodka Chorób Krążenia Płucnego UJ CM w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II.
Jak dodaje, zwykle upływa kilka lub kilkanaście miesięcy, zanim pacjent z TNP uzyska prawidłowe rozpoznanie, co wynika z nieswoistych objawów choroby: łatwego męczenia się, zadyszki przy stosunkowo niewielkim wysiłku, osłabienia. 
Bez leczenia chorzy przeżywają średnio około 3 lata. Jeśli zostanie wdrożone odpowiednie leczenie, życie chorego można przedłużyć, ale ostatnie statystyki pokazują, że 3 lata przeżywa jedynie 70% chorych – podkreśla prof. Kopeć.
Jak zaznacza, obecnie dysponujemy czterema grupami leków zarejestrowanych w terapii TNP. Podstawową regułą jest połączenie dwóch lub trzech leków. 
Mamy dostęp do wszystkich niezbędnych terapii, ale brakuje pewnej swobody przy ich łączeniu – dodaje prof. Kopeć i podkreśla, że zmienia się perspektywa dla chorych z TNP: – Niedawno opublikowane zostały wyniki wieloośrodkowego badania STELLAR, w którym oceniano skuteczność i bezpieczeństwo nowego leku w postaci zastrzyku podawanego co 3 tygodnie, który okazał się niezwykle skuteczny i bezpieczny.
Materiał jest omówieniem wywiadów z prof. Piotrem Pruszczykiem (Pomyśleć o CTEPH) oraz z prof. Grzegorzem Kopciem (W TNP ważny dobór schematu leczenia).
źródło: Medycyna Praktyczna
Opóźnienie rozpoznania zakrzepowo-zatorowego nadciśnienia płucnego (CTEPH) może wynosić nawet cztery lata. W przypadku tętniczego nadciśnienia płucnego (TNP) zwykle upływa kilka lub kilkanaście miesięcy, zanim pacjent uzyska prawidłowe rozpoznanie. 5 maja obchodzimy Światowy Dzień Nadciśnienia Płucnego.
Nadciśnienie płucne to nieprawidłowy wzrost ciśnienia w tętnicy płucnej, który może wystąpić w przebiegu różnych chorób serca, płuc oraz naczyń płucnych. Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne wyróżnia pięć grup nadciśnienia płucnego, wśród nich CTEPH oraz TNP.
Obecnie CTEPH traktujemy jako część przewlekłej zakrzepowo-zatorowej choroby płuc – zaznacza w rozmowie z MP.PL prof. Piotr Pruszczyk, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardiologii w Centrum Diagnostyki i Leczenia Żylnej Choroby Zakrzepowo-Zatorowej UCK WUM. – U 3–4% pacjentów, którzy przeszli ostrą zatorowość płucną, nie dochodzi do rozpuszczenia się wszystkich skrzeplin. Może wówczas dojść do zwiększenia oporu płucnego i rozwoju CTEPH. 
Według specjalisty rocznie przybywa w Polsce 200–300 nowych pacjentów z CTEPH. Początkowe objawy to przede wszystkim duszność i pogorszenie wydolności fizycznej. Po miesiącach nieleczonej choroby dochodzi do rozwoju prawokomorowej niewydolności serca z obrzękami kończyn dolnych.

W Polsce dysponujemy trzema uznanymi sposobami leczenia – leczeniem kardiochirurgicznym, balonowymi plastykami tętnic płucnych oraz leczeniem celowanym na tętniczki zmienione na skutek zwiększonego przepływu krwi, czyli farmakoterapię riocyguatem. Niezależnie od zastosowanej metody chorzy wymagają leczenia przeciwkrzepliwego.
Jakość leczenia plastykami tętnic płucnych czy riocyguatem w Polsce jest bardzo wysoka – podkreśla prof. Pruszczyk.
Ekspert zwraca uwagę na problemy związane z diagnostyką.
Mało kto wiąże przyczyny duszności z CTEPH. Opóźnienie rozpoznania może wynosić nawet cztery lata – zaznacza.
W związku z tym specjalista apeluje do lekarzy, aby chorych z dusznością po ostrym epizodzie zatorowości płucnej leczonych przynajmniej trzy miesiące przeciwkrzepliwie, z cechami nadciśnienia płucnego w echokardiografii kierowali do ośrodków referencyjnych. 

TNP dotyka w Polsce obecnie około 1200 osób. Proces patologiczny polega na zwężeniu i zamykaniu się tętniczek płucnych w wyniku skurczu oraz nadmiernego namnażania się komórek tworzących ścianę tętnicy płucnej.
Czasem choroba dotyczy także żyłek płucnych, wtedy odpowiedź na leczenie jest zwykle znacznie gorsza – mówi MP.PL prof. Grzegorz Kopeć, kierownik Ośrodka Chorób Krążenia Płucnego UJ CM w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II.
Jak dodaje, zwykle upływa kilka lub kilkanaście miesięcy, zanim pacjent z TNP uzyska prawidłowe rozpoznanie, co wynika z nieswoistych objawów choroby: łatwego męczenia się, zadyszki przy stosunkowo niewielkim wysiłku, osłabienia. 
Bez leczenia chorzy przeżywają średnio około 3 lata. Jeśli zostanie wdrożone odpowiednie leczenie, życie chorego można przedłużyć, ale ostatnie statystyki pokazują, że 3 lata przeżywa jedynie 70% chorych – podkreśla prof. Kopeć.
Jak zaznacza, obecnie dysponujemy czterema grupami leków zarejestrowanych w terapii TNP. Podstawową regułą jest połączenie dwóch lub trzech leków. 
Mamy dostęp do wszystkich niezbędnych terapii, ale brakuje pewnej swobody przy ich łączeniu – dodaje prof. Kopeć i podkreśla, że zmienia się perspektywa dla chorych z TNP: – Niedawno opublikowane zostały wyniki wieloośrodkowego badania STELLAR, w którym oceniano skuteczność i bezpieczeństwo nowego leku w postaci zastrzyku podawanego co 3 tygodnie, który okazał się niezwykle skuteczny i bezpieczny.
Materiał jest omówieniem wywiadów z prof. Piotrem Pruszczykiem (Pomyśleć o CTEPH) oraz z prof. Grzegorzem Kopciem (W TNP ważny dobór schematu leczenia).
źródło: Medycyna Praktyczna