Medicalpress
Przez lata wiele osób zmagających się z nadmierną masą ciała słyszało: „wystarczy mniej jeść i więcej się ruszać”. Dziś wiemy już, że takie podejście jest zbyt dużym uproszczeniem.
– Otyłość jest chorobą przewlekłą, wynikającą z wielu czynników – metabolicznych, hormonalnych, środowiskowych i psychologicznych. Wymaga profesjonalnej diagnostyki oraz kompleksowego leczenia, tak jak każda inna choroba – podkreśla Zofia Dymitrow, dyrektor Centrów Medycznych Scanmed.
Niemal co trzeci dorosły Polak mierzy się z otyłością

Skala problemu jest ogromna. Nadwaga i otyłość dotyczą już około 58% dorosłych Polaków, a sama otyłość – ponad 28% społeczeństwa. Według definicji WHO nadwaga oznacza BMI wynoszące co najmniej 25 kg/m², natomiast otyłość – BMI na poziomie 30 kg/m² lub wyższym. To rozróżnienie jest istotne, ponieważ otyłość nie jest jedynie większą masą ciała, ale przewlekłą chorobą wymagającą odpowiedniego leczenia i długofalowej opieki.

Dziecięca otyłość wymaga szybkiej i kompleksowej reakcji

Coraz częściej problem ten dotyczy również dzieci – szacuje się, że nadmierna masa ciała występuje u około jednej trzeciej najmłodszych pacjentów. Otyłość u dzieci to jedno z największych wyzwań zdrowotnych naszych czasów, a jednocześnie temat, który wciąż wymaga większej uwagi. W przypadku najmłodszych nie chodzi wyłącznie o wagę, ale o ich rozwój, zdrowie, samopoczucie i relacje z rówieśnikami. Dlatego tak ważne jest, aby leczenie było prowadzone z wyczuciem, bez oceniania i stygmatyzacji – podkreśla Zofia Dymitrow.

Odpowiedzią na rosnące potrzeby pacjentów jest kompleksowy program leczenia otyłości realizowany na NFZ w ramach opieki koordynowanej w Centrum Medycznym Scanmed w Przeźmierowie. Nad zdrowiem dzieci czuwa interdyscyplinarny zespół specjalistów, w którym kluczową rolę odgrywają pediatrzy – lekarze najlepiej znający fizjologię rozwijającego się organizmu i potrzeby najmłodszych pacjentów. Wspólnie z dietetykami, psychodietetykami, fizjoterapeutami i trenerami personalnymi pomagają dzieciom i ich rodzinom wprowadzać trwałe zmiany w codziennym życiu. Chcemy, aby droga do lepszego zdrowia była dla dziecka budowaniem pewności siebie i dobrych nawyków, a nie kolejnym źródłem kompleksów czy poczucia, że jest oceniane – wyjaśnia Zofia Dymitrow, dyrektor Centrów Medycznych Scanmed.

Nowe spojrzenie na leczenie otyłości

Otyłość to poważna choroba zwiększająca ryzyko wielu powikłań – między innymi chorób serca, zaburzeń metabolicznych, a także niektórych nowotworów.

–  Najlepsze efekty przynosi połączenie kilku elementów: leczenia, edukacji, odpowiedniego żywienia i aktywności fizycznej. Właśnie na takim kompleksowym podejściu opiera się program leczenia otyłości w Centrum Medycznym Scanmed w Przeźmierowie – podkreśla Zofia Dymitrow.

Pacjent w centrum – jak wygląda droga leczenia?

– Program leczenia otyłości został zaplanowany tak, aby pacjent otrzymał wsparcie na każdym etapie w jednym miejscu. Takie podejście pozwala stworzyć indywidualny plan leczenia dopasowany do możliwości, wieku i stanu zdrowia. Pierwszym krokiem jest konsultacja lekarska, podczas której oceniany jest stan zdrowia, historia choroby oraz indywidualne potrzeby pacjenta. Następnie wykonywana jest profesjonalna analiza składu ciała, pozwalająca sprawdzić nie tylko masę ciała, ale także między innymi poziom tkanki tłuszczowej i mięśniowej – wyjaśnia ekspert. Kolejne etapy obejmują: edukację zdrowotną, konsultację dietetyczną, wsparcie fizjoterapeuty, współpracę z trenerem personalnym, pomoc psychologa lub psychodietetyka.

Dlaczego jeden specjalista to za mało?

Skuteczna walka z otyłością wymaga spojrzenia na pacjenta z wielu perspektyw. Samo ograniczenie kalorii często nie wystarcza, podobnie jak sama aktywność fizyczna czy leczenie farmakologiczne.

– Leki stosowane w terapii otyłości mogą skutecznie wspierać redukcję masy ciała, ale jednym z ich efektów może być również zmniejszenie masy mięśniowej. Dlatego tak ważna jest odpowiednio dobrana aktywność – szczególnie trening oporowy – oraz dbałość o właściwą podaż białka i prawidłowe nawyki żywieniowe. Wielu pacjentów próbowało już wcześniej schudnąć na własną rękę. Często kończyło się to jednak zniechęceniem. Pierwsze tygodnie aktywności fizycznej bywają trudne, męczące i frustrujące, szczególnie gdy osoba zmagająca się z nadwagą lub otyłością trafia do środowiska pełnego bardzo sprawnych fizycznie ludzi. W takich sytuacjach łatwo stracić motywację i utwierdzić się w przekonaniu, że zmiana jest poza zasięgiem – podkreśla Zofia Dymitrow.

Dlatego w kompleksowym leczeniu otyłości tak ważne jest wsparcie zespołu specjalistów, którzy pomagają dobrać realne cele i tempo zmian do możliwości konkretnego pacjenta. Dzięki temu pacjent nie zostaje sam z problemem. Otrzymuje nie tylko plan redukcji masy ciała, ale także wsparcie i narzędzia, które pomagają budować trwałe nawyki oraz utrzymać efekty przez lata.

Diagnostyka, która pomaga działać skutecznie

Leczenie rozpoczyna się od dokładnej oceny organizmu. W procesie diagnostycznym wykorzystywane są między innymi: profesjonalna analiza składu ciała, badania laboratoryjne, ultrasonografia tarczycy, ultrasonografia jamy brzusznej – wymienia.

Otyłość u dzieci – ważna jest cała rodzina

– Terapia może być prowadzona już u dzieci od 8. roku życia, jeśli istnieją odpowiednie wskazania. Kluczową rolę odgrywa jednak nie tylko dziecko, ale całe otoczenie – dlatego ważna jest edukacja rodziców i wspólna zmiana codziennych nawyków.

Nie chodzi tylko o kilogramy

Najważniejszym celem leczenia nie jest wyłącznie spadek masy ciała. Chodzi przede wszystkim o poprawę zdrowia, większą sprawność, lepsze samopoczucie i zmniejszenie ryzyka powikłań – podkreślają eksperci Grupy Scanmed.

Pacjent, który osiągnie założony cel terapeutyczny, nadal pozostaje pod opieką zespołu. Regularne wizyty kontrolne, konsultacje dietetyczne, wsparcie fizjoterapeuty i trenera oraz – jeśli jest taka potrzeba – kontynuacja farmakoterapii pomagają utrzymać osiągnięte rezultaty.

Program leczenia otyłości w realizowany w Centrum Medycznym Scanmed w Przeźmierowie pokazuje, że droga do zmiany nie musi zaczynać się od kolejnej restrykcyjnej diety. Może zacząć się od rozmowy ze specjalistą i indywidualnie dobranego planu, który uwzględnia zdrowie, potrzeby i cele.

Kiedy warto poprosić o pomoc?

Wiele osób przez lata próbuje schudnąć samodzielnie. Często pojawia się efekt jo-jo, frustracja i poczucie porażki. Tymczasem brak trwałych efektów może być sygnałem, że potrzebne jest profesjonalne wsparcie.

Źródło: inf pras

Leki z grupy analogów GLP-1 pomagają redukować masę ciała i leczą uszkodzone miejsca w organizmie. Ich wykorzystanie w leczeniu otyłości to rozsądne korzystanie z nauki. Leczeniu farmakologicznemu musi jednak towarzyszyć opieka dietetyczna, fizjoterapeutyczna i psychologiczna – mówili eksperci Kongresu Re_Mind.
Podczas Kongresu i Festiwalu Psychologicznego Re_Mind, eksperci rozmawiali m.in. o tym, w jaki sposób preparaty GLP-1 mogą obniżać apetyt i wspierać redukcję wagi w leczeniu otyłości. Prof. Paweł Bogdański, specjalista chorób wewnętrznych i hipertensjologii, prodziekan Wydziału Medycznego Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, zwrócił uwagę, że mówiąc o otyłości trzeba przede wszystkim odróżnić profilaktykę od leczenia.

– Naprawdę musimy zrobić wszystko, aby nie zachorować na otyłość. Średnio szansa na redukcję masy ciała u osoby z otyłością metodami niefarmakologicznymi wynosi 3-5 proc. wyjściowej masy ciała, a efekt nie jest trwały – zaznaczył prof. Paweł Bogdański.

Badania wykazywały, że wśród kobiet z BMI równym 30 zaledwie jedna na 124 ma szansę na samodzielnie zredukowanie masy ciała do prawidłowego poziomu za pomocą diety i aktywności fizycznej. Jeśli BMI wynosi 40, to taką szansę ma zaledwie 1 na 477 kobiet. U mężczyzn te statystyki kształtują się jeszcze mniej korzystnie. Przy BMI powyżej 30 tylko 1 na 210 mężczyzn ma szansę na samodzielną redukcję, a przy BMI powyżej 40, jeden na 1270.

– Mówiąc o leczeniu otyłości mówimy o leczeniu niezwykle groźnej, przewlekłej, nawracającej choroby, która samoistnie nie ustępuje. To biologiczna choroba, w której dochodzi do popsucia mechanizmów regulujących równowagę energetyczną. Jak popsują się mechanizmy biologiczne, przestanie działać ośrodek głodu, sytości, układ nagrody, jak przestają działać odpowiednie regulacje neurohormonalne, pacjent jest bezradny – wskazał ekspert Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Obecnie w leczeniu otyłości wykorzystuje się m.in. tzw. analogi GLP-1, które pierwotnie służyły do leczenia cukrzycy. – Inkretyny, analogi, to coś bardzo podobnego do substancji produkowanej w przewodzie pokarmowym. GLP-1 to cząsteczka, która jest produkowana w przewodzie pokarmowym w odpowiedzi na impuls jedzeniowy. Wiadomo było, że pomaga w obniżeniu poziomu glukozy. Potem tych odkryć było coraz więcej – opisał prof. Bogdański.

Jak powiedział, cząsteczki te wpływają korzystnie nie tylko na poziom cukru i ośrodek sytości, ale też na wiele miejsc w całym naszym organizmie. – Receptory dla tej naturalnie produkowanej substancji znajdują się w wielu miejscach, np. w wątrobie, tym samym chronią ją przed stłuszczeniem. Inkretyny w naczyniach krwionośnych i mięśniu sercowym chronią przed zawałem, zmniejszają ciśnienie tętnicze niezależnie od spadku masy ciała. Ich bardzo silny efekt przeciwzapalny powoduje, że u pacjentów z chorobą zwyrodnieniową stawów dolegliwości bólowe są mniejsze. Można powiedzieć, że oprócz tego, że pomagają redukować masę ciała, leczą te uszkodzone, zaburzone miejsca w naszym organizmie – opisywał prof. Bogdański.

Teorią set pointów mówi o tym, że organizm zapamiętuje najwyższą masę tłuszczową w życiu człowieka i różnymi metodami próbuje do niej wrócić, uruchamiając rozmaite mechanizmy w organizmie. – Współczesna nauka mówi o tym, że być może dzięki skutecznemu leczeniu stosowaniu analogów GLP-1, którymi dzisiaj dysponujemy, będziemy w stanie powoli ten set point przesuwać – powiedział ekspert. Jak mówił, potencjał tych leków jest tak duży, bo receptory GLP-1 znajdują się w wielu miejscach naszego organizmu; poprzez te receptory w korzystny sposób wpływają na nasz organizm.

Dla GLP-1 trzeba było jednak poszukać doskonałej podróbki, ponieważ te oryginalne cząsteczki były bardzo nietrwałe. – Gdybyśmy chcieli wykorzystać ten analog produkowany w przewodzie pokarmowym, musielibyśmy podłączyć komuś pompę, ponieważ średni czas życia tej cząsteczki to dwie minuty. Potem ta cząsteczka się rozpada. Praca naukowców była skupiona więc na tym, by stworzyć cząsteczkę, której życie będzie dłuższe – wyjaśnił ekspert.

Dzisiaj w Polce jest sześć zarejestrowanych preparatów opartych na analogach GLP-1, a w ciągu najbliższych pięciu lat szacuje się, że pojawi się 16 nowych. – To świetna wiadomość dla tych pacjentów chorych na otyłość, którzy dotychczas byli bezradni – zaznaczył prof. Bogdański.

Podkreślił jednak, że leki te badacze wciąż znają dość krótko; pełne rezultaty ich działania wciąż będą odkrywane. – Może się okazać, że droga, którą idziemy, nie jest optymalna, może będzie trzeba ją modyfikować; może pojawią się rozwiązania, które będą konieczne i potrzebne – zastrzegł.

Zaznaczył też, że leczeniu farmakologicznemu zawsze musi towarzyszyć opieka dietetyczna, fizjoterapeutyczna i bardzo często psychologiczna.

Prof. Aleksandra Łuszczyńska, psycholożka, która kieruje Centrum Badań Stosowanych nad Zachowaniami Zdrowotnymi i Zdrowiem w Uniwersytecie SWPS, zwróciła uwagę na problem, który pojawił w związku z pojawieniem tych leków.

– Mamy skutek uboczny w postaci wielkiego „hypu”, związanego z tymi lekami. Osoby z Europejskiego Towarzystwa Chorób z Otyłością mówią mi, że czują się w pewien sposób oszukane, dlatego że leki wyparły im wszystko. Wyparły im informacje o stylu życia, informacje dotyczące edukacji, informacje dotyczące tego, jaką dietę stosować – zauważyła prof. Aleksandra Łuszczyńska.

Jak zastrzegła, choć leki są przełomem w leczeniu, to żeby doprowadzić pacjenta do pełni zdrowia, potrzebna jest kompleksowa opieka.

Dodała, że pacjent powinien nauczyć się, iż jego dieta powinna zawierać dużą ilość błonnika, powinna być wysokobiałkowa, po to, żeby zabezpieczać przed redukcją masy kostnej. Pacjent powinien też utrzymywać aktywność fizyczną, żeby budować i utrzymywać masę mięśniową.

Eksperci odnieśli się też do mitów dotyczących stosowania leków opartych na analogach GLP-1, m.in. tego, że po odstawieniu powodują tzw. efekt jojo, a niektórzy określają ich użycie jako „drogę na skróty”.

Prof. Bogdański zaznaczył, że określenie efekt jojo jest trywializujące i wynika z niezrozumienia choroby otyłościowej. – W leczeniu każdej innej przewlekłej choroby, kiedy terapię się przerwie, choroba nawraca. Dlaczego nie mówimy o tym, że ktoś brał leki na nadciśnienie i gdy je odstawił, to ciśnienie wzrosło. Wtedy nie mówimy też, że ktoś ma efekt jojo – podkreślił.

– Mechanizmy działania leków (opartych na analogach GLP-1 – PAP) dalece wykraczają poza redukcję masy ciała. Zatem jak pacjent dostrzeże tę długą listę korzyści, on nie bierze leku na utratę kilogramów. On rozumie, że się chroni przed wizytami u specjalisty, że poprawił sobie lipidy, cukry, ciśnienie, że odstawił połowę leków. W którym momencie ktoś może powiedzieć, że to jest łatwizna? To jest rozsądne korzystanie z wiedzy i nauki – wskazał prof. Bogdański.

Trzydniowy Kongres i Festiwal Psychologiczny Re_Mind współorganizują Uniwersytet SWPS (USWPS), który jest też inicjatorem wydarzenia, a także Telewizja Polska i Miasto Wrocław.

Polska Agencja Prasowa i serwis Nauka w Polsce są w gronie patronów medialnych.

Źródło: inf pras

Eksperymentalny lek surwodutyd może stać się nową opcją terapeutyczną dla osób z otyłością oraz metaboliczną stłuszczeniową chorobą wątroby (MASLD). Firma Boehringer Ingelheim poinformowała o pozytywnych wynikach dwóch globalnych badań III fazy, które wykazały istotną redukcję masy ciała, tkanki tłuszczowej trzewnej oraz zawartości tłuszczu w wątrobie. Wyniki zaprezentowano podczas Sesji Naukowych Amerykańskiego Towarzystwa Diabetologicznego (ADA 2026) i opublikowano na łamach prestiżowych czasopism naukowych. Eksperci podkreślają, że nowa terapia może odpowiadać na rosnące potrzeby pacjentów z otyłością i chorobami metabolicznymi, które zwiększają ryzyko cukrzycy typu 2, schorzeń sercowo-naczyniowych oraz uszkodzenia wątroby.

– Firma Boehringer Ingelheim ogłosiła pozytywne wyniki dwóch globalnych badań fazy III dotyczących podwójnego agonisty receptorów glukagonu/GLP‑1 – surwodutydu (BI 456906) – SYNCHRONIZE‑1 i SYNCHRONIZE‑MASLD. Wyniki te wskazują, że surwodutyd może wspomagać redukcję masy ciała, a tym samym poprawę zdrowia metabolicznego, w dwóch odrębnych populacjach: u osób dorosłych z otyłością lub nadwagą, bez cukrzycy typu 2 (SYNCHRONIZE‑1), oraz u osób dorosłych z nadwagą lub otyłością oraz chorobą stłuszczeniową wątroby związaną z dysfunkcją metaboliczną (MASLD) z cechami zapalenia i (lub) włóknienia (SYNCHRONIZE‑MASLD). Pełne wyniki badań SYNCHRONIZE‑1 i SYNCHRONIZE‑MASLD przedstawiono dzisiaj podczas Sesji Naukowych 2026 Amerykańskiego Towarzystwa Diabetologicznego (ADA) i jednocześnie opublikowano odpowiednio w czasopismach The New England Journal of Medicine oraz Nature Medicine.

Wyniki badania SYNCHRONIZE‑1

W 76‑tygodniowym badaniu fazy III SYNCHRONIZE‑1 oceniano surwodutyd u osób dorosłych z otyłością lub nadwagą, bez cukrzycy typu 2. Pozytywne wstępne dane ogłoszone w kwietniu wskazywały, że w badaniu osiągnięto pierwszorzędowe punkty końcowe przy użyciu zmiennych oszacowania dotyczących schematu leczenia*, jak również dotyczących skuteczności†.1Utrzymującą się redukcję masy ciała o średnio 16,6% zaobserwowano przy użyciu zmiennej oszacowania dotyczącej skuteczności, przy statystycznie istotnej redukcji w porównaniu z 3,2% w grupie placebo (p<0,0001).

W badaniu dodatkowym utrata tkanki tłuszczowej zaobserwowana u pacjentów, u których wykonano pomiary metodą rezonansu magnetycznego podczas oceny wyjściowej oraz przy zakończeniu badania w trakcie leczenia, wykazała względne zmniejszenie zawartości tkanki tłuszczowej trzewnej nawet o 34,0%.2 Dodatkowa analiza wykazała, że masa beztłuszczowa odpowiadała za nie więcej niż 10,8% zmiany całkowitej masy tkanek przy zastosowaniu najwyższej dawki, co wskazuje, że redukcja masy ciała wynikała głównie ze zmniejszenia masy tkanki tłuszczowej. W tym samym badaniu dodatkowym zaplanowana z góry analiza wykazała, że u osób dorosłych leczonych surwodutydem nastąpiło zmniejszenie zawartości tłuszczu w wątrobie nawet o 63,1%, co dodatkowo wskazuje na korzystny wpływ surwodutydu na zdrowie metaboliczne.

„U osób z otyłością redukcja masy ciała stanowi dopiero część rozwiązania problemu. Występuje u nich zwiększone ryzyko rozwoju poważnych schorzeń związanych z otyłością i towarzyszącą jej dysfunkcją metaboliczną, w tym metabolicznych chorób wątroby, cukrzycy typu 2 oraz chorób sercowo‑naczyniowych. Istnieje pilna potrzeba opracowania terapii, które będą nie tylko skutecznie redukowały masę ciała, ale jednocześnie będą oddziaływały na te współistniejące schorzenia” – powiedział dr Lee Kaplan, dyrektor Instytutu Otyłości i Metabolizmu w Bostonie w stanie Massachusetts, USA, oraz przewodniczący komitetu wykonawczego programu badań SYNCHRONIZE. „Bardzo cieszy mnie, że dane te pokazują, iż podwójne agonistyczne działanie na receptory glukagonu i GLP‑1 przez surwodutyd stanowi obiecujące podejście terapeutyczne dla osób z otyłością oraz dla pacjentów ze związanymi z otyłością metabolicznymi chorobami wątroby, w tym MASLD i MASH”.

„Otyłość jest złożoną chorobą związaną z gospodarką metaboliczną organizmu. Nadmiar tkanki tłuszczowej trzewnej, zlokalizowanej głównie w obrębie jamy brzusznej, jest znanym czynnikiem przyczyniającym się do dysfunkcji metabolicznej i pozostaje ściśle związany z zaburzeniami czynności wątroby” – powiedział Shashank Deshpande, przewodniczący zarządu i dyrektor działu Human Pharma w Boehringer Ingelheim. „Poprzez oddziaływanie na otyłość, a jednocześnie na tkankę tłuszczową trzewną i tłuszcz wątrobowy, surwodutyd może potencjalnie na nowo zdefiniować możliwości ukierunkowanej terapii wspomagającej redukcję masy ciała, ponieważ naszym celem jest modyfikacja kluczowych czynników nasilających dysfunkcję metaboliczną, często związaną z otyłością”.

Zdrowie metaboliczne odnosi się do sposobu, w jaki organizm przetwarza składniki odżywcze i utrzymuje homeostazę. Otyłość, jako choroba złożona, wykracza poza samą masę ciała i wiąże się z zaburzeniami procesów metabolicznych. Nawet u trzech na cztery osoby z otyłością występuje choroba stłuszczeniowa wątroby związaną z dysfunkcją metaboliczną (MASLD), w której dochodzi do nadmiernego gromadzenia się tłuszczu w wątrobie. U około jednej trzeciej osób z otyłością może to prowadzić do rozwoju poważniejszego stadium choroby, określanego jako stłuszczeniowe zapalenie wątroby związane z dysfunkcją metaboliczną (MASH), które charakteryzuje się stanem zapalnym i uszkodzeniem wątroby.

Wyniki badania SYNCHRONIZE‑MASLD

Pozytywne wyniki badania fazy III SYNCHRONIZE‑MASLD dodatkowo potwierdzają potencjalną skuteczność surwodutydu w zakresie poprawy zdrowia metabolicznego, wykazując korzystny wpływ na redukcję masy ciała oraz ukierunkowane zmniejszenie zawartości tłuszczu w wątrobie. W badaniu SYNCHRONIZE‑MASLD oceniano stosowanie surwodutydu przez 48 tygodni u osób dorosłych z otyłością lub nadwagą oraz MASLD z cechami zapalenia i (lub) włóknienia, zarówno z cukrzycą typu 2, jak i bez cukrzycy.

W badaniu tym osiągnięto równorzędne pierwszorzędowe punkty końcowe przy użyciu zmiennych oszacowania dotyczących schematu leczenia, jak również skuteczności, przy czym wyniki wykazały, że nawet u 84,2% uczestników leczonych surwodutydem wystąpiła względna redukcja zawartości tłuszczu w wątrobie o co najmniej 30% w przypadku użycia zmiennej oszacowania dotyczącej skuteczności – co stanowiło statystycznie istotną poprawę w porównaniu z 24,3% w grupie placebo (p<0,0001). W badaniu osiągnięto drugi równorzędny pierwszorzędowy punkt końcowy przy względnej redukcji masy ciała do 12,2%, przy użyciu zmiennej oszacowania dotyczącej skuteczności, w porównaniu z 1,0% w grupie placebo (p<0,0001). Dodatkowe szczegółowe wyniki dotyczące drugorzędowego punktu końcowego wykazały, że nawet 6 na 10 pacjentów (61,0%) osiągnęło normalizację zawartości tłuszczu w wątrobie (zawartość tłuszczu w wątrobie <5%) po 48 tygodniach przy użyciu zmiennej oszacowania dotyczącej skuteczności w porównaniu z 5,7% w grupie placebo.

Pozytywne trendy zaobserwowano również w odniesieniu do innych drugorzędowych punktów końcowych oceniających biomarkery związane z wątrobą, takie jak aktywność aminotransferazy alaninowej (ALT), sygnalizujące redukcję stanu zapalnego.

Zgodnie z oczekiwaniami dotyczącymi terapii opartych na GLP‑1, w badaniu SYNCHRONIZE‑1 najczęściej zgłaszanymi zdarzeniami niepożądanymi związanymi ze stosowaniem surwodutydu były zaburzenia ze strony przewodu pokarmowego, które w większości przypadków miały nasilenie łagodne do umiarkowanego i zazwyczaj występowały w fazie zwiększania dawki. Zdarzenia występujące częściej niż w grupie placebo obejmowały nudności, wymioty, biegunkę i zaparcia. Odsetek pacjentów przerywających leczenie z powodu zdarzeń niepożądanych ze strony przewodu pokarmowego wynosił 19% w grupie leczonej surwodutydem w porównaniu z 2,9% w grupie placebo. Wyniki te były spójne w całym badaniu SYNCHRONIZE‑MASLD, a także zgodne ze znanymi efektami klasy leków. W żadnym z badań nie odnotowano żadnych nowych sygnałów dotyczących bezpieczeństwa.

Badania SYNCHRONIZE‑1 i SYNCHRONIZE‑MASLD wskazują łącznie na potencjalne korzyści wynikające z podwójnego agonistycznego działania na receptory glukagonu/GLP‑1 u osób z otyłością i pacjentów z MASLD oraz oznakami stanu zapalnego i (lub) włóknienia. Surwodutyd może wypełnić istniejącą potrzebę opracowania skutecznego leczenia tych schorzeń, ponieważ jego agonistyczne działanie na receptor GLP‑1 zmniejsza apetyt przy jednoczesnym zwiększaniu uczucia pełności i sytości. Z drugiej strony, uważa się, że agonistyczne działanie wobec glukagonu działa bezpośrednio na wątrobę, zmniejszając zawartość tłuszczu w tym narządzie, regulując jego funkcje metaboliczne, a także zmniejszając nasilenie stanu zapalnego i włóknienia. Surwodutyd jest lekiem eksperymentalnym i nie został jeszcze zatwierdzony do stosowania; jego skuteczność i bezpieczeństwo nie zostały ustalone.

Ponadto w ramach szerszego programu badań klinicznych opracowuje się zestaw badań fazy IIIb w celu wypełnienia istniejących kluczowych potrzeb osób z otyłością leczonych w warunkach rzeczywistej praktyki klinicznej. Na ten rok zaplanowano rozpoczęcie kolejnych badań: w badaniu SYNCHRONIZE‑HERA surwodutyd będzie oceniany pod względem wpływu na zdrowie kobiet; badanie ELEVATE‑LIVER pozwoli ocenić wpływ surwodutydu na utrzymanie czynności i struktury serca u osób z MASLD lub wczesną postacią MASH; natomiast w badaniu SYNCHRONIZE‑START oceniane będą metody dostosowywania dawek w warunkach rzeczywistej praktyki, w tym rozpoczynanie leczenia oraz zmiana leczenia z GLP‑1 RA, ze szczególnym uwzględnieniem tolerancji. Działania te uzupełnią badania SYNCHRONIZE‑1 i SYNCHRONIZE‑MASLD w ramach szerszego, globalnego programu badań fazy III dotyczącego nadwagi i otyłości, obejmującego kluczowe subpopulacje pacjentów. Surwodutyd jest również analizowany w dwóch globalnych badaniach klinicznych fazy III – LIVERAGE oraz LIVERAGE‑Cirrhosis – oceniających skuteczność i bezpieczeństwo stosowania tego leku u osób dorosłych z MASH i zwłóknieniem w stadium 2 lub 3 oraz u pacjentów z wyrównaną marskością wątroby w przebiegu MASH (ze zwłóknieniem w stadium 4).

Źródło: inf pras

Na poziomie codziennego doświadczenia trudno to sobie wyobrazić. Produkty, które dla większości ludzi są podstawą diety – mleko, mięso, jaja, rośliny strączkowe, a nawet mleko matki – zawierają białko, a wraz z nim aminokwasy niezbędne do życia, w tym leucynę, izoleucynę i walinę, czyli tzw. aminokwasy rozgałęzione. Występują one w praktycznie wszystkich produktach zawierających białko – od mięsa i nabiału, przez rośliny strączkowe, aż po mleko matki – co sprawia, że ich kontrola w diecie staje się jednym z największych wyzwań w leczeniu choroby. Organizm zdrowego człowieka wykorzystuje je do budowy tkanek, regeneracji i utrzymania równowagi metabolicznej. W chorobie syropu klonowego ta sama fizjologia przestaje działać prawidłowo – i to, co powinno odżywiać, zaczyna działać toksycznie.
Trzy aminokwasy, które zmieniają znaczenie diety

Istotą choroby jest wrodzony, dziedziczny defekt enzymatyczny, który uniemożliwia prawidłowy rozkład tych trzech aminokwasów. W konsekwencji zaczynają się one gromadzić we krwi wraz ze swoimi metabolitami, osiągając stężenia, które stają się niebezpieczne dla układu nerwowego. Szczególną rolę odgrywa tu leucyna – to właśnie jej gwałtowny wzrost odpowiada za najcięższe objawy kliniczne. Nie chodzi więc o to, że dieta jest „nieprawidłowa”, lecz o to, że organizm nie potrafi przetworzyć czegoś, co dla innych jest całkowicie naturalne.

Konsekwencje tego zaburzenia są bezpośrednio związane z funkcjonowaniem mózgu. W sytuacji nagłego wzrostu stężenia leucyny rozwija się encefalopatia, czyli stan, w którym dochodzi do zaburzenia pracy mózgu – pojawiają się zaburzenia świadomości, senność, dezorientacja, drgawki, a w ciężkich przypadkach śpiączka. W dalszym przebiegu może dojść do obrzęku mózgu, który stanowi bezpośrednie zagrożenie życia. To właśnie dlatego epizody dekompensacji metabolicznej w tej chorobie traktowane są jako stany nagłe wymagające natychmiastowej interwencji.

Choroba syropu klonowego należy do grupy chorób rzadkich, ale jej przebieg nie pozostawia miejsca na opóźnienia diagnostyczne. Najcięższa, klasyczna postać ujawnia się już w okresie noworodkowym, a charakterystyczny zapach przypominający syrop klonowy, obecny w moczu czy woskowinie usznej, bywa jednym z pierwszych sygnałów. Dziś jednak kluczowe znaczenie ma diagnostyka przesiewowa, która pozwala rozpoznać chorobę jeszcze zanim dojdzie do pierwszego kryzysu metabolicznego. W skali populacyjnej jest to schorzenie ultrarzadkie – częstość występowania szacuje się na 1–9 przypadków na milion osób na świecie, a w Europie około 0,5 przypadku na 100 tysięcy urodzeń, co przekłada się na kilkadziesiąt nowych rozpoznań rocznie. W Polsce populacja pacjentów pozostaje bardzo niewielka, liczona w dziesiątkach osób, przy czym nowych przypadków pojawia się zaledwie 1–2 rocznie.

Choroba rzadka, ale wymagająca codziennej kontroli

Na co dzień leczenie tej choroby opiera się niemal wyłącznie na diecie – i to diecie wymagającej wyjątkowej precyzji. Pacjent musi przez całe życie kontrolować podaż białka, eliminować produkty zawierające leucynę, izoleucynę i walinę w nadmiarze – mięsa, ryby, nabiał, jaja czy rośliny strączkowe – oraz stosować specjalistyczne preparaty białkozastępcze pozbawione tych aminokwasów. W praktyce oznacza to nieustanne bilansowanie posiłków i regularne monitorowanie parametrów biochemicznych. Przy odpowiednio prowadzonej terapii możliwe jest utrzymanie względnej stabilności metabolicznej i ograniczenie ryzyka trwałych powikłań neurologicznych, choć choroba nigdy nie przestaje wymagać czujności.

Największym wyzwaniem pozostają jednak sytuacje nagłe, które mogą pojawić się nawet u dobrze prowadzonego pacjenta. Infekcja, stres metaboliczny czy zabieg chirurgiczny mogą uruchomić gwałtowny wzrost stężenia toksycznych aminokwasów. W takich momentach standardowe postępowanie dietetyczne przestaje być wystarczające – pacjent często nie jest w stanie przyjmować pokarmów, pojawiają się wymioty lub zaburzenia świadomości, a leczenie musi zostać wdrożone natychmiast i inną drogą.

Właśnie w tym miejscu ujawnia się jedna z istotnych luk systemowych. W Polsce leczenie ostrych epizodów choroby opiera się nadal głównie na intensywnym postępowaniu żywieniowym oraz stosowaniu specjalistycznych preparatów dostępnych w ramach importu docelowego. W przypadku konieczności podania dożylnego stosuje się mieszaniny aminokwasów pozbawione BCAA, które są przygotowywane indywidualnie w aptekach szpitalnych. Oznacza to zależność od lokalnych możliwości ośrodka, czas potrzebny na przygotowanie preparatu oraz brak pełnej standaryzacji – czyli dokładnie te czynniki, które w sytuacjach zagrożenia życia mogą mieć kluczowe znaczenie.

Nowa technologia w miejscu największej potrzeby

Na tym tle pojawia się nowa opcja terapeutyczna – Maapliv, czyli gotowy roztwór aminokwasów pozbawiony aminokwasów rozgałęzionych, przeznaczony do stosowania dożylnego u pacjentów w ostrym epizodzie dekompensacji, zwłaszcza gdy nie jest możliwe leczenie drogą doustną lub dojelitową. Jego działanie wpisuje się w podstawy terapii choroby: hamuje katabolizm białek, wspiera procesy anaboliczne i pozwala na obniżenie poziomu toksycznych metabolitów.

W 2026 roku technologia ta została uwzględniona w wykazie technologii lekowych o wysokim poziomie innowacyjności, opracowywanym przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT). Obecność w wykazie TLI jest pierwszym krokiem, który w dalszej perspektywie może przełożyć się na dostępność refundacyjną.

Choroba syropu klonowego pojawia się także w cyklu powieściowym Scarpetta oraz jego adaptacji serialowej. Tego typu obecność nie zmienia oczywiście realiów klinicznych, ale może wpływać na jej rozpoznawalność i obecność w świadomości społecznej. W przypadku tak niewielkich populacji pacjentów każdy impuls zwiększający widoczność problemu ma znaczenie – również w kontekście decyzji systemowych, w tym dotyczących dostępności terapii.

Źródło: opracowanie na podstawie raportu Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji dotyczącego technologii lekowej Maapliv (OTLI.425.1.2025.11) oraz wykazu technologii lekowych o wysokim poziomie innowacyjności na 2026 r.
24 marca obchodzony jest Dzień Wiedzy o Lipoproteinie(a) – to okazja, by zwrócić uwagę na jeden z mniej znanych, ale istotnych czynników ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. Choć wielu pacjentów kojarzy „zły” cholesterol LDL, rzadziej mówi się o lipoproteinie(a), czyli Lp(a). Jak podkreśla Artur Gabrysiak, manager medycyny laboratoryjnej American Heart of Poland, jej podwyższony poziom może prowadzić do poważnych konsekwencji zdrowotnych – nawet u osób bez typowych obciążeń.
 
Lipoproteina(a) to cząsteczka tłuszczowo-białkowa obecna we krwi. Budową przypomina cholesterol LDL, jednak zawiera dodatkowy składnik – apolipoproteinę(a), która nadaje jej szczególne właściwości. To właśnie ten element sprawia, że Lp(a) może przyczyniać się do powstawania zmian miażdżycowych w naczyniach krwionośnych.

– Podwyższone stężenie lipoproteiny(a) może prowadzić do miażdżycy tętnic, a w konsekwencji do zawału serca czy udaru mózgu, nawet u osób, które nie mają klasycznych czynników ryzyka – podkreśla Artur Gabrysiak.

Geny ważniejsze niż styl życia

Jedną z najważniejszych cech lipoproteiny(a) jest jej silne uwarunkowanie genetyczne. W praktyce oznacza to, że dieta, aktywność fizyczna czy ogólny styl życia mają ograniczony wpływ na jej poziom. Można prowadzić zdrowy tryb życia, a mimo to mieć podwyższone stężenie Lp(a).

To właśnie dlatego badanie tego parametru zyskuje na znaczeniu. Coraz częściej sięgają po nie pacjenci, u których choroby serca pojawiają się mimo braku typowych czynników ryzyka, takich jak otyłość, nadciśnienie czy wysoki cholesterol.

Dlaczego warto się zbadać?

Jak stwierdza ekspert American Heart of Poland, problem dotyczy przede wszystkim tej części osób, które nie są świadome podwyższonego ryzyka. Co istotne, poziom Lp(a) pozostaje względnie stały przez całe życie, dlatego badanie zwykle wystarczy wykonać raz.

Podwyższone wartości wiążą się ze zwiększonym ryzykiem: zawału serca, udaru mózgu, miażdżycy tętnic kończyn dolnych.

Wystarczy raz w życiu

Ocena wyników nie zawsze jest jednoznaczna, ponieważ laboratoria stosują różne jednostki i metody pomiaru. Przyjmuje się jednak, że: poniżej 30 mg/dl – poziom niski i bezpieczny, 30–50 mg/dl – poziom pośredni, powyżej 50 mg/dl – zwiększone ryzyko sercowo-naczyniowe.

– Warto, aby każdy choć raz w życiu oznaczył poziom lipoproteiny(a), szczególnie jeśli w rodzinie występowały choroby serca w młodym wieku. Dobra wiadomość jest taka, że większość osób nie ma powodów do niepokoju. 85% pacjentów to pacjenci, którzy będą mieli wynik poniżej 30 – podkreśla Artur Gabrysiak.

Sygnał ostrzegawczy

– Podwyższony poziom lipoproteiny(a) nie oznacza jeszcze choroby, ale jest ważnym sygnałem ostrzegawczym – podsumowuje Artur Gabrysiak.

W takich przypadkach kluczowe staje się dokładniejsze monitorowanie innych parametrów, zwłaszcza poziomu cholesterolu LDL, ciśnienia tętniczego oraz ogólnego stylu życia. To właśnie kompleksowe podejście pozwala skutecznie ograniczyć ryzyko poważnych zdarzeń sercowo-naczyniowych. W ramach programu „Moje Zdrowie”, finansowanego przez NFZ, można otrzymać rozszerzony pakiet badań laboratoryjnych, który obejmuje oznaczenie poziomu lipoproteiny (a).  

Źródło: Komunikat Prasowy

Choć pierwsze objawy pierwotnej hiperoksalurii dotyczą nerek, źródło choroby znajduje się w wątrobie. Nieleczona prowadzi do odkładania szczawianów w całym organizmie i ciężkich powikłań wielonarządowych, zagrażających życiu pacjenta. O istocie choroby, konieczności diagnostyki genetycznej, możliwościach leczenia i potrzebie opieki wielospecjalistycznej nad pacjentami mówi prof. dr hab. n. med. Katarzyna Krzanowska, kierująca Oddziałem Klinicznym Nefrologii, Dializoterapii, Transplantologii i Chorób Wewnętrznych Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.
Pierwotna hiperoksaluria to rzadka, uwarunkowana genetycznie choroba metaboliczna, której pierwsze sygnały pojawiają się w nerkach, choć jej przyczyna leży w zaburzeniach pracy wątroby. Nieleczona prowadzi do odkładania szczawianów w całym organizmie i groźnych powikłań wielonarządowych. O znaczeniu wczesnej diagnostyki genetycznej, nowoczesnych możliwościach terapii oraz konieczności skoordynowanej opieki specjalistycznej opowiada prof. Katarzyna Krzanowska ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Pani Profesor, pierwotna hiperoksaluria – co to za choroba?

Pierwotna hiperoksaluria (PH) to genetycznie uwarunkowana, ultra-rzadka choroba metaboliczna, dziedziczona autosomalnie recesywnie. Prawdopodobnie jest mocno niedodiagnozowana, stąd w oficjalnych statystykach występuje ultra rzadko. Wyróżniamy trzy typy pierwotnej hiperoksalurii, a jej istotą jest defekt genu kodującego enzym obecny w hepatocytach, czyli komórkach wątroby, kluczowy w przemianach metabolicznych szczawianów. W wyniku tego defektu dochodzi do nadprodukcji szczawianów, które organizm próbuje usuwać przez nerki. Skutkiem tego jest hiperoksaluria, czyli nadmierne wydalanie szczawianów z moczem. Początkowo choroba dotyczy głównie nerek, ale w zaawansowanych stadiach staje się chorobą ogólnoustrojową. Gdy pogarsza się funkcja nerek i spada przesączanie kłębuszkowe, nerki nie są w stanie usuwać szczawianów z organizmu, które zaczynają odkładać się w wielu narządach i tkankach. Rozwija się oksaloza, czyli układowa szczawianica. Najczęściej zajęte są:

Śmiertelność u pacjentów z PH jest istotnie wyższa niż w ogólnej populacji dializowanej, nawet niż w populacji ze schyłkową niewydolnością nerek.

Kto jest narażony na zachorowanie i jakie objawy powinny zaniepokoić lekarza pierwszego kontaktu?

Znany około 200 różnych mutacji w genie AGXT, które odpowiadają za najczęstszą i jednocześnie najcięższą postać pierwotnej hiperoksalurii, czyli za typ 1. Niektóre z tych mutacji dają o sobie znać już w dzieciństwie, inne mogą ujawnić się dopiero w wieku dorosłym. Zachorować można zatem w każdym wieku. Najważniejszym sygnałem ostrzegawczym jest nawracająca kamica nerkowa, zwłaszcza występująca u dzieci, nastolatków i młodych dorosłych poniżej 25. roku życia, a także występująca w połączeniu z nefrokalcynozą lub postępującą niewydolnością nerek o niejasnej etiologii.

Jeżeli kamica ma charakter nawrotowy, a w badaniach obrazowych widzimy odkładanie wapnia w miąższu nerek, to absolutnie nie wolno poprzestać na leczeniu objawowym. Taki pacjent powinien być kierowany na pogłębioną diagnostykę, również genetyczną.

Jak wygląda diagnostyka i gdzie w Polsce są największe problemy?

Podstawowym badaniem jest określenie dobowego wydalania szczawianów z moczem oraz oznaczenie stężenia szczawianów w osoczu. Niezwykle ważna jest także pełna diagnostyka metaboliczna kamicy – z oceną również innych substratów i z analizą składu chemicznego kamieni nerkowych. Jeżeli stwierdzamy podwyższone wydalanie szczawianów, pacjent powinien bezwzględnie zostać skierowany na badania genetyczne. I tu pojawia się problem, bo niestety w Polsce diagnostyka genetyczna kamicy jest bardzo rzadko wykonywana, zwłaszcza u dorosłych.

W efekcie mamy pacjentów, którzy trafiają na krajową listę oczekujących na przeszczep nerki bez rozpoznania przyczyny niewydolności nerek. To ogromny problem systemowy.

Jakie mogą być konsekwencje braku rozpoznania?

Mieliśmy pacjentkę, u której nie rozpoznano pierwotnej hipeoksalurii i wykonano przeszczep nerki. Początkowo wszystko wyglądało dobrze, ale już w 14. dobie po transplantacji doszło do gwałtownego pogorszenia funkcji nerki. W takiej sytuacji zawsze wykonujemy biopsję, aby wykluczyć odrzucenie przeszczepu nowego narządu. I właśnie w biopsji stwierdziliśmy masywne odkładanie kryształów szczawianu wapnia w kanalikach nerkowych przeszczepionej nerki. To pokazuje, jak szybko może dojść do uszkodzenia przeszczepionej nerki, jeśli nie rozpoznamy pierwotnej hiperoksalurii przed wykonaniem transplantacji. Taka pacjentka nie powinna być kwalifikowana wyłącznie do przeszczepu nerki, lecz do jednoczasowego przeszczepu wątroby i nerki, ponieważ to wątroba jest źródłem nadprodukcji szczawianów.

Jakie są metody leczenia pierwotnej hiperoksalurii?

U pacjentów z PH konieczna jest bardzo wysoka podaż płynów, równomiernie rozłożona w ciągu doby i odpowiednia niskoszczawianowa dieta. U niektórych chorych, z określonymi mutacjami, skuteczna jest terapia pirydoksyną (witaminą B6). Stosujemy też leczenie zabiegowe kamicy metodami małoinwazyjnymi. W zaawansowanej chorobie nerek pacjent powinien być wcześnie kwalifikowany do leczenia nerkozastępczego, już w stadium 4. Hemodializa pozwala częściowo usuwać szczawiany, ale musi być prowadzona znacznie częściej, a sesje dializacyjne powinno być dłuższe niż standardowo.

Obecnie mamy już dostępne nowoczesne leczenie przyczynowe, które hamuje nadprodukcję szczawianów na poziomie molekularnym, bezpośrednio w wątrobie. Terapie oparte na interferencji RNA radykalnie zmieniają rokowanie pacjentów: pozwalają zahamować progresję choroby, zapobiegać oksalozie i chronić inne narządy. Dlatego tak ważne jest wczesne rozpoznanie i leczenie w ramach programu lekowego zanim dojdzie do nieodwracalnego uszkodzenia narządów.

Jakie znaczenie mają zaproponowane przez Ministerstwo Zdrowia zmiany w programie lekowym?

Proponowane zmiany są niezwykle istotne. Po pierwsze, umożliwiają leczenie pacjentów z pierwotną hiperoksalurią we wszystkich stadiach przewlekłej choroby nerek, a nie tylko do stadium 3. To bardzo ważne, bo dzięki temu będziemy mogli leczyć również pacjentów w stadiach 4 i 5 przewlekłej choroby nerek, czyli tych najbardziej zagrożonych ciężkimi powikłaniami wielonarządowymi, które często decydują o jakości i długości życia pacjentów. Po drugie, zmiany otwierają drogę do leczenia pacjentów po przeszczepie nerki, czyli takich jak nasza chora – dotychczas było tak, że przebyty przeszczep nerki był kryterium wykluczającym z programu lekowego. Trzecia zaproponowana zmiana umożliwia natomiast leczenie pacjentek w ciąży – jeśli lekarz prowadzący, a w zasadzie cały zespół terapeutyczny, podejmie taką decyzję.

Czy pacjenci z pierwotną hiperoksalurią wymagają opieki wielospecjalistycznej?

Zdecydowanie tak. Pierwotna hiperoksaluria to choroba przewlekła i wieloukładowa. Dlatego pacjenci powinni być pod opieką nefrologa i hepatologa, a także dietetyka oraz często również psychologa. Bo dieta niskoszczawianowa, edukacja i wsparcie psychiczne są integralną częścią leczenia. Ponadto w zależności od objawów w skład zespołu powinni wchodzić m.in. kardiolog, neurolog, reumatolog, dermatolog czy okulista.

Co należałoby zmienić systemowo, aby poprawić wykrywalność pierwotnej hiperoksalurii i sytuację pacjentów?

Przede wszystkim należy wzmocnić edukację lekarzy na temat tej choroby, i to nie tylko lekarzy pierwszego kontaktu, ale też urologów (do których najczęściej trafiają pacjenci z PH), kardiologów, neurologów, czy endokrynologów. Bardzo ważne jest opracowanie i wdrożenie algorytmów diagnostyki i leczenia kamicy nerkowej, w których w standardzie będą dla określonych grup pacjentów badania genetyczne i analiza składu chemicznego kamieni nerkowych. Konieczny jest także screening w kierunku pierwotnej hiperoksalurii (ale również innych chorób, jak np. mikroangiopatia zakrzepowa czy choroba Fabry’ego) wśród pacjentów z niewyjaśnioną przyczyną niewydolności nerek, znajdujących się na krajowej liście oczekujących na przeszczep tego narządu. Tacy pacjenci powinni być oznaczeni czerwonym wykrzyknikiem i powinny podlegać pogłębionej diagnostyce, zanim wykona się u nich transplantację. Dzięki tym działaniom moglibyśmy znacząco poprawić wykrywalność pierwotnej hiperoksalurii i wdrażać leczenie przyczynowe wtedy, gdy przynosi ono największe korzyści.

Źródło: Komunikat Prasowy

W Stanach Zjednoczonych trwa intensywna dyskusja wokół zmian w prawie żywnościowym. W centrum uwagi znalazł się spór między promowaniem tzw. real food, czyli żywności minimalnie przetworzonej, a rosnącą krytyką produktów ultraprzetworzonych. Choć debata toczy się w amerykańskim kontekście legislacyjnym, jej znaczenie wykracza daleko poza granice USA i dotyka fundamentalnych pytań o zdrowie publiczne, profilaktykę oraz odpowiedzialność państwa za środowisko żywieniowe obywateli.

W USA coraz częściej mówi się o konieczności ograniczania spożycia żywności ultraprzetworzonej jako elementu strategii walki z otyłością i chorobami metabolicznymi. Proponowane reformy obejmują większą przejrzystość etykiet, ograniczenia w marketingu kierowanym do dzieci oraz rozwiązania fiskalne promujące produkty o wyższej wartości odżywczej. Dyskusja dotyczy również aktualizacji zaleceń dietetycznych i ich zgodności z aktualną wiedzą naukową.

Z perspektywy europejskiej, w tym polskiej, temat ten jest wyjątkowo aktualny. W Polsce od lat obserwujemy wzrost częstości otyłości, cukrzycy typu 2 oraz chorób sercowo naczyniowych. Dane epidemiologiczne pokazują, że model żywienia oparty na wysoko przetworzonych produktach, bogatych w cukry proste, sól i tłuszcze nasycone, koreluje ze zwiększonym ryzykiem przewlekłych chorób niezakaźnych. Problem nie dotyczy wyłącznie jednostek, ale ma charakter populacyjny i systemowy.

Współczesna medycyna coraz wyraźniej odchodzi od postrzegania diety wyłącznie jako elementu stylu życia pozostawionego indywidualnym wyborom pacjenta. Coraz częściej podkreśla się rolę środowiska żywieniowego, dostępności produktów oraz regulacji prawnych, które kształtują codzienne decyzje konsumentów. Jeżeli żywność wysokiej jakości jest droższa i mniej dostępna niż produkty ultraprzetworzone, to wybory zdrowotne stają się w praktyce ograniczone.

Polityka żywieniowa staje się więc narzędziem zdrowia publicznego. Decyzje dotyczące subsydiowania określonych grup produktów, zasad znakowania żywności czy regulacji reklamy mogą wpływać na strukturę spożycia w całym społeczeństwie. To z kolei przekłada się na obciążenie systemu ochrony zdrowia kosztami leczenia chorób przewlekłych.

Warto również zwrócić uwagę na aspekt systemowy. Medycyna oparta na dowodach naukowych wskazuje, że skuteczna prewencja chorób metabolicznych wymaga podejścia wielowymiarowego. Obejmuje ono nie tylko farmakoterapię i opiekę specjalistyczną, lecz także edukację, profilaktykę oraz modyfikację czynników środowiskowych. Żywność i sposób jej przetwarzania stają się w tym kontekście elementem strategii terapeutycznej na poziomie populacyjnym.

Debata tocząca się w USA pokazuje, że pytanie o jakość żywności przestaje być wyłącznie tematem dietetycznym. Staje się zagadnieniem polityki zdrowotnej, gospodarczej i społecznej. W Polsce, gdzie system ochrony zdrowia zmaga się z rosnącą liczbą pacjentów z chorobami metabolicznymi, warto uważnie obserwować te procesy i zastanowić się, w jakim stopniu krajowa polityka żywieniowa odpowiada na aktualne wyzwania epidemiologiczne.

Dyskusja o real food i żywności ultraprzetworzonej to w istocie dyskusja o tym, czy profilaktyka stanie się filarem systemu ochrony zdrowia. W dobie rosnących kosztów leczenia i starzenia się społeczeństwa pytanie to nabiera szczególnej wagi.

Źródło: The Washington Post

Administracja Stanów Zjednoczonych zapowiada zmiany w oficjalnych zaleceniach dietetycznych, które mają zostać ogłoszone w kolejnej edycji federalnych wytycznych żywieniowych. Wśród proponowanych kierunków pojawia się koncepcja tzw. odwróconej piramidy żywienia, zakładająca większy udział białka w codziennej diecie oraz ograniczenie cukru i żywności wysokoprzetworzonej. Zapowiedzi te wzbudzają zainteresowanie zarówno środowiska naukowego, jak i instytucji zajmujących się zdrowiem publicznym, ponieważ amerykańskie wytyczne tradycyjnie wywierają wpływ nie tylko na politykę żywieniową w USA, lecz także na globalne dyskusje dotyczące diety i profilaktyki chorób cywilizacyjnych.
Założenia nowego podejścia

Zgodnie z zapowiedziami przedstawicieli administracji, nowa wersja zaleceń ma w większym stopniu koncentrować się na problemie chorób metabolicznych, takich jak otyłość, cukrzyca typu 2 czy insulinooporność. W tym kontekście akcentowane jest ograniczenie spożycia cukru, rafinowanych węglowodanów oraz produktów wysoko przetworzonych, a jednocześnie zwiększenie udziału białka w diecie.
Jednym z promotorów tego kierunku jest Robert F. Kennedy Jr., sekretarz zdrowia, który w publicznych wypowiedziach wskazywał, że dotychczasowe zalecenia nie przyniosły oczekiwanej poprawy stanu zdrowia populacji. Podkreślał on m.in., że nadmierna konsumpcja cukru i żywności ultraprzetworzonej stanowi istotny problem zdrowia publicznego, a sposób odżywiania powinien lepiej uwzględniać zdrowie metaboliczne i funkcjonowanie jelit.

Czym jest „odwrócona piramida żywienia”

Tradycyjna piramida żywienia, promowana przez wiele lat, opierała się na założeniu, że podstawą diety powinny być produkty zbożowe, a białko i tłuszcze zajmują mniejszą część jadłospisu. Koncepcja odwróconej piramidy zakłada zmianę tych proporcji – to produkty bogate w białko miałyby stanowić fundament diety, podczas gdy węglowodany, zwłaszcza rafinowane, byłyby spożywane w mniejszych ilościach.
W zapowiedziach nowych wytycznych zwraca się także uwagę na zmianę podejścia do produktów odzwierzęcych, w tym mięsa i nabiału, które w poprzednich latach bywały marginalizowane w oficjalnych zaleceniach żywieniowych. Zwolennicy tego podejścia wskazują, że są to istotne źródła pełnowartościowego białka, witamin i składników mineralnych, a ich całkowite eliminowanie z diety nie zawsze znajduje uzasadnienie zdrowotne.

Ograniczenie cukru i żywności przetworzonej

Jednym z kluczowych elementów zapowiadanych zmian w zaleceniach dietetycznych jest wyraźne ograniczenie spożycia cukru oraz żywności wysokoprzetworzonej. Kierunek ten pozostaje spójny z obowiązującymi rekomendacjami instytucji zdrowia publicznego, które od lat wskazują na związek nadmiernego spożycia cukru z rozwojem otyłości, cukrzycy typu 2 oraz chorób sercowo-naczyniowych.
W nowym podejściu podkreślana jest również rola diety w utrzymaniu zdrowia jelit oraz kształtowaniu mikrobioty. Autorzy zapowiadanych zmian zwracają uwagę, że sposób odżywiania może wpływać nie tylko na masę ciała, lecz także na funkcjonowanie układu odpornościowego oraz procesy metaboliczne.


Nowa piramida żywieniowa opublikowana przez Departament Rolnictwa Stanów Zjednoczonych (USDA). Fot. USDA

Wątpliwości i pytania ekspertów

Zapowiedzi zmian spotykają się jednocześnie z pytaniami i ostrożnymi komentarzami ze strony ekspertów ds. żywienia i zdrowia publicznego. Zwracają oni uwagę, że zwiększenie udziału białka w diecie może być korzystne dla części populacji, jednak nie musi być rozwiązaniem uniwersalnym. Podnoszone są m.in. kwestie długoterminowego wpływu diety wysokobiałkowej na zdrowie nerek, układ sercowo-naczyniowy oraz mikrobiotę jelitową.
Eksperci podkreślają również, że kluczowe znaczenie ma nie tylko ilość białka, ale jego źródło, jakość diety jako całości oraz indywidualne potrzeby zdrowotne poszczególnych grup pacjentów.

Etap przygotowań i konsultacji

Na obecnym etapie zapowiadane zmiany mają charakter koncepcyjny. Projekt nowych wytycznych dietetycznych ma zostać poddany konsultacjom z ekspertami oraz opinią publiczną, zanim przyjmie ostateczną formę. Dopiero wtedy będzie można ocenić, w jakim zakresie koncepcja odwróconej piramidy żywienia zostanie formalnie wdrożona oraz jakie znaczenie będzie miała dla polityki zdrowotnej i programów żywieniowych.
Dyskusja wokół nowych zaleceń pokazuje, że sposób odżywiania pozostaje jednym z najbardziej dynamicznych i kontrowersyjnych obszarów zdrowia publicznego, a zmiany w oficjalnych rekomendacjach zawsze wymagają uważnego ważenia dowodów naukowych i potencjalnych konsekwencji społecznych.

Źródła: CBS News, The Guardian

Coraz więcej danych naukowych wskazuje, że długotrwałe spożycie niektórych konserwantów stosowanych w żywności może wiązać się ze zwiększonym ryzykiem cukrzycy typu 2 oraz wybranych nowotworów. W badaniach populacyjnych analizujących nawyki żywieniowe dziesiątek tysięcy osób wykazano, że wysokie spożycie określonych dodatków do żywności – m.in. azotanów, azotynów, sorbinianów czy siarczynów – koreluje ze statystycznie istotnym wzrostem ryzyka chorób metabolicznych i onkologicznych. Choć nie są to jeszcze dowody przyczynowo-skutkowe, skala i spójność obserwacji sprawiają, że temat coraz częściej trafia do debaty naukowej i zdrowia publicznego.
Takie wnioski przedstawia artykuł przeglądowy przygotowany przez zespół kierowany przez Mathilde Touvier, opublikowany na łamach Nature Reviews Endocrinology. Autorka jest jedną z czołowych badaczek zajmujących się epidemiologią żywienia i wpływem żywności wysokoprzetworzonej na ryzyko chorób przewlekłych.

Jakie dane przeanalizowano?

Przegląd opiera się na wynikach wieloletnich badań kohortowych prowadzonych głównie we Francji od 2009 r., obejmujących ponad 100 tys. dorosłych uczestników. W badaniach tych szczegółowo analizowano spożycie dodatków do żywności, identyfikowanych na podstawie deklaracji dietetycznych, składów produktów oraz oznaczeń „E”. Uczestnicy byli obserwowani przez okres sięgający 14 lat.
Spośród 58 analizowanych substancji konserwujących, autorzy skoncentrowali się na 17, które były spożywane przez co najmniej 10 proc. badanej populacji. Pozwoliło to na porównanie grup o niskiej i wysokiej ekspozycji oraz ocenę długoterminowych konsekwencji zdrowotnych.

Konserwanty a ryzyko nowotworów

W badaniach cytowanych w przeglądzie wykazano, że sześć grup substancji konserwujących było istotnie powiązanych ze wzrostem ryzyka nowotworów. Dotyczyło to m.in. azotanu sodu (E251), azotanu potasu (E252), sorbinianów (np. sorbinianu potasu, E202), pirosiarczynu potasu, octanów oraz kwasu octowego (E260).
Dane epidemiologiczne wskazują m.in., że:
Autorzy podkreślają, że dla pozostałych analizowanych konserwantów nie stwierdzono istotnych zależności onkologicznych.

Związek z cukrzycą typu 2

Przegląd przytacza również wyniki badań opublikowanych wcześniej w Nature Communications, w których oceniano zależność pomiędzy spożyciem dodatków do żywności a ryzykiem cukrzycy typu 2. Wysokie spożycie takich substancji jak sorbinian potasu, pirosiarczyn potasu, azotany oraz octany było związane ze wzrostem ryzyka cukrzycy typu 2 nawet o blisko 50 proc. w porównaniu z osobami o najniższej ekspozycji.
Badacze wskazują, że potencjalne mechanizmy mogą obejmować wpływ na mikrobiotę jelitową, przewlekły stan zapalny, stres oksydacyjny oraz zaburzenia regulacji metabolicznej. Mechanizmy te pozostają jednak przedmiotem dalszych badań.

Paradoks przeciwutleniaczy i ostrożność interpretacyjna

Jednym z bardziej zaskakujących wniosków omawianych w przeglądzie jest obserwacja, że zwiększone ryzyko nowotworów dotyczyło również niektórych substancji o właściwościach przeciwutleniających, takich jak izoaskorbinian sodu (E316) czy erytrobiniany. Jak wyjaśnia prof. Touvier, związki te mogą zachowywać się odmiennie, gdy są spożywane przewlekle jako izolowane dodatki do żywności, a nie jako naturalne składniki diety.
Autorka jednoznacznie podkreśla, że badania mają charakter obserwacyjny i nie pozwalają na formułowanie wniosków przyczynowo-skutkowych. Wysokie spożycie konserwantów może być również markerem diety wysokoprzetworzonej jako całości, która sama w sobie wiąże się z wyższym ryzykiem chorób przewlekłych.

 
Zdaniem autorów przeglądu konieczne są dalsze badania mechanistyczne oraz długoterminowe badania interwencyjne, które pozwolą lepiej ocenić wpływ poszczególnych dodatków do żywności na zdrowie metaboliczne i onkologiczne. Na obecnym etapie wyniki te mają przede wszystkim znaczenie dla badań naukowych oraz zdrowia publicznego i wpisują się w rosnącą liczbę dowodów wskazujących na korzyści wynikające z ograniczania żywności ultraprzetworzonej w diecie.

Źródła: Nature Reviews Endocrinology – artykuł przeglądowy: Food additives and metabolic health, Nature Communications, The Guardian

Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce (KLRwP) wraz z Polskim Towarzystwem Badań nad Otyłością opublikowały zaktualizowane wytyczne diagnostyki i leczenia nadwagi oraz otyłości. Dokument — adresowany do praktyki POZ — obejmuje zarówno dzieci, jak i dorosłych i ma pomóc lekarzom szybciej rozpoznawać chorobę otyłościową, skuteczniej leczyć i konsekwentnie monitorować efekty terapii. To pierwsza tak szeroka aktualizacja od lat 2017–2018 i zarazem kompendium uszyte pod realia gabinetu rodzinnego.
Otyłość nie zwalnia tempa i coraz częściej trafia do gabinetów POZ jako choroba z licznymi powikłaniami metabolicznymi i sercowo-naczyniowymi. Pierwsza edycja wytycznych KLRwP powstała dekadę temu — od tego czasu zmieniło się niemal wszystko: mamy nowe dane o skuteczności interwencji niefarmakologicznych, lepsze narzędzia do oceny ryzyka i nową farmakoterapię, a także mocniejsze akcenty na opiekę długofalową oraz pracę zespołową. Aktualizacja z 2025 r. porządkuje to w jednym, praktycznym przewodniku dla lekarza rodzinnego.

Co wnosi aktualizacja

Nowe „Zasady postępowania…” stawiają na szybkość identyfikacji pacjenta z nadmierną masą ciała i natychmiastowe wdrożenie ścieżki postępowania w POZ. Struktura dokumentu odzwierciedla typowy przebieg wizyty: od rozpoznania i oceny ryzyka, przez dobór interwencji (styl życia, wsparcie behawioralne, farmakoterapia zgodna z aktualnymi wskazaniami), aż po kryteria kierowania do poradni specjalistycznych i do ośrodków chirurgii bariatrycznej. Zaktualizowane rekomendacje integrują dorosłych i pediatrię w jednym standardzie, co ma ułatwić przejście pacjentów między opieką dziecięcą a dorosłą.

W tle wytycznych KLRwP/PTBO są także prace środowiska otyłościologicznego (PTLO) porządkujące definicję choroby otyłościowej i algorytmy leczenia — lekarz rodzinny zyskuje więc spójny punkt odniesienia do codziennych decyzji terapeutycznych.

POZ jako „pierwsza linia” — i co z tego wynika

Lekarz rodzinny ma dziś szansę wyhamować kaskadę powikłań, jeśli zacznie działać wcześnie i schematycznie: standaryzowane pomiary, systematyczna kontrola, realistyczne cele i eskalacja terapii, gdy efekt jest niewystarczający. Nowe wytyczne pomagają tę ścieżkę usystematyzować. Co więcej, dokument porządkuje zasady pracy z rodziną pacjenta i wskazuje momenty, w których warto włączyć dietetyka, psychologa lub rehabilitację — czyli budować realną opiekę zespołową w warunkach POZ. 

Sama publikacja nie zmieni praktyki, jeśli wytyczne nie wejdą „pod palce” lekarzom. Potrzebne są: proste narzędzia (check-listy, algorytmy w gabinecie), szkolenia i zachęty płatnika, by opłacało się prowadzić długofalową, skoordynowaną opiekę nad chorym z otyłością. To w POZ rozstrzyga się, czy pacjent trafi na ścieżkę skutecznego leczenia — albo pozostanie z otyłością „leczoną doraźnie”. Aktualizacja KLRwP daje do tego podstawę merytoryczną; teraz czas na egzekucję i wsparcie systemowe.

ZABACZ NOWE WYTYCZNE

Źródło: KLRwP