Medicalpress

Tylko 15-20 proc. polskich dzieci i nastolatków spełnia zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia dotyczące codziennej aktywności fizycznej. Eksperci ostrzegają, że niedobór ruchu już od najmłodszych lat zwiększa ryzyko nadwagi, otyłości, nadciśnienia, cukrzycy oraz problemów ze zdrowiem psychicznym. Ich zdaniem poprawa sytuacji wymaga wspólnych działań rodziców, szkół, samorządów i instytucji zdrowia publicznego.

Zbyt mała aktywność fizyczna dzieci i młodzieży staje się jednym z najpoważniejszych wyzwań zdrowia publicznego. Eksperci alarmują, że niedobór ruchu zwiększa ryzyko m.in. nadwagi i otyłości czy chorób sercowo-naczyniowych. Konsekwencje są widoczne już w dzieciństwie, ale często utrzymują się także w dorosłości. Tymczasem tylko niewielka część młodych Polaków spełnia choćby minimalne zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia dotyczące codziennej aktywności fizycznej.

– Regularna aktywność fizyczna korzystnie wpływa na rozwój układu sercowo-naczyniowego, kostnego i mięśniowego, pomaga utrzymać prawidłową masę ciała, poprawia zdrowie psychiczne, jakość snu oraz funkcje poznawcze. Z kolei siedzący tryb życia zwiększa ryzyko nadwagi i otyłości, zaburzeń metabolicznych, cukrzycy typu 2, chorób sercowo-naczyniowych oraz problemów emocjonalnych i społecznych – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria dr Anna Dzielska, p.o. kierowniczka Zakładu Zdrowia Dzieci i Młodzieży w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie, główna badaczka w projekcie B-Challenged.

Zgodnie z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) dzieci i młodzież powinny wykonywać średnio 60 minut aktywności fizycznej o umiarkowanej lub wysokiej intensywności dziennie. Szczególnie wskazane są ćwiczenia aerobowe.

– Dodatkowo co najmniej trzy razy w tygodniu należy włączać ćwiczenia wzmacniające mięśnie i kości. Generalna zasada dotycząca aktywności fizycznej dzieci – im więcej, tym lepiej, najlepiej na powietrzu. Liczy się każdy krok, zamieniamy siedzenie na stanie, a stanie na ruch. Robimy to, co sprawia nam radość. Im dziecko młodsze, tym aktywność powinna być bardziej ogólnorozwojowa, a nie wyspecjalizowana do jednej, konkretnej dyscypliny sportowej. Jako rodzice i opiekunowie stwarzajmy dzieciom możliwość próbowania różnych aktywności, dyscyplin sportowych i rodzajów ruchu. Ruszajmy się razem z dzieckiem, bo w ten sposób dajemy dobry przykład i modelujmy właściwe zachowania – mówi dr n. o kult. fiz. Hanna Nałęcz, adiunkt w Zakładzie Pedagogiki i Psychologii Wydziału
Wychowania Fizycznego Akademii Wychowania Fizycznego im. J. Piłsudskiego w Warszawie.

Z badań przeprowadzonych wśród polskich dzieci, na podstawie informacji gromadzonych w ramach projektu Global Matrix (GM) 4.0, wynika, że zaledwie niewielki odsetek najmłodszych spełnia rekomendacje WHO co do aktywności. Przytaczane dane w publikacji „Aktywność fizyczna dzieci i młodzieży” z 2022 roku wskazują, że w zależności od przedziału wiekowego i konkretnego badania jest to 15–20 proc. Z kolei raport „WF z AWF” za 2025 rok wskazuje, że 94 proc. dzieci w Polsce nie ma wystarczającego poziomu kompetencji ruchowych. Nawet w szkołach sportowych dotyczy to 83 proc. uczniów. Połowa dzieci w wieku 8–12 lat osiąga minimalny poziom alfabetu ruchowego (koordynacja, równowaga, kontrola ciała).

– Konsekwencją jest brak realizacji podstawowych funkcji, jakie pełni aktywność fizyczna na drodze rozwoju dziecka. Skutkuje to brakiem stymulacji rozwoju zarówno fizycznego, jak i psychospołecznego, gorszymi zdolnościami adaptacyjnymi, gorszą kompensacją negatywnych wpływów środowiska, brakiem działań mających potencjał korygujący wczesne zaburzenia rozwoju oraz promujących zdrowie. Należy pamiętać, że aktywność fizyczna wpływa na wszystkie elementy zdrowia człowieka: oddziałuje na zdrowie i kondycję fizyczną, samopoczucie i zdrowie psychiczne oraz na relacje społeczne i relacje z otaczającą nas przyrodą – dodaje dr Hanna Nałęcz.

– W literaturze naukowej podkreśla się, że fizyczna nieaktywność dzieci i młodzieży stała się globalnym problemem zdrowia publicznego. Brak ruchu jest powszechny zarówno w krajach rozwiniętych, jak i rozwijających się, a jego konsekwencje zdrowotne generują znaczne koszty społeczne i ekonomiczne. Dodatkowo WHO zwraca uwagę, że poziom aktywności fizycznej nie poprawił się znacząco w ostatnich dekadach, mimo rosnącej świadomości zdrowotnej. Jednym z głównych czynników odpowiedzialnych za ten trend jest wzrost czasu spędzanego przed ekranami urządzeń cyfrowych oraz ograniczanie spontanicznej aktywności i zabawy na świeżym powietrzu – wskazuje dr Anna Dzielska.

Według danych IMiD, prezentowanych w badaniu DINO-PL, nadwaga i otyłość występują u około jednej trzeciej polskich uczniów w wieku siedmiu–dziewięciu lat. Autorzy badania podkreślają, że otyłość w dzieciństwie determinuje m.in. większe ryzyko rozwoju cukrzycy i chorób układu krążenia u osób dorosłych, wiążąc się także z większym ryzykiem występowania problemów psychospołecznych i emocjonalnych. Z danych zebranych w ramach międzynarodowego programu COSI wynika, że średnie ciśnienie skurczowe u chłopców wzrosło w latach 2007–2023 z nieco ponad 102 mmHg do prawie 106 mmHg, a rozkurczowe – z 55 mmHg do prawie 60 mmHg. Problem nieprawidłowo wysokiego ciśnienia krwi dotyczy niemal jednej trzeciej polskich dzieci biorących udział w badaniu.

– Potrzebujemy działań na wielu poziomach jednocześnie. Nie wystarczy zachęcać dzieci do większej aktywności, ale trzeba stworzyć warunki, które będą ją ułatwiały. Ważne jest tworzenie bezpiecznych przestrzeni do zabawy i aktywności fizycznej, wspieranie aktywnego transportu do szkoły, takiego jak chodzenie pieszo i jazda na rowerze, czy zwiększanie liczby okazji do ruchu podczas dnia szkolnego (np. aktywne przerwy). Największe efekty osiągniemy wtedy, gdy działania będą prowadzone równocześnie przez szkoły, samorządy, organizacje społeczne, rodziców czy instytucje zdrowia publicznego, ponieważ aktywność fizyczna dzieci nie jest wyłącznie indywidualnym wyborem, tylko wypadkową różnych czynników, w tym środowiska, które wspólnie tworzymy – zauważa ekspertka IMiD.

Instytut uczestniczy w europejskim projekcie B-Challenged, którego celem jest poprawa warunków do aktywnej zabawy na powietrzu oraz kształtowania zdrowych nawyków żywieniowych wśród dzieci w wieku 6–12 lat. W ramach projektu eksperci będą identyfikować czynniki utrudniające aktywność na powietrzu i sprzyjające jej, a następnie będą współtworzyć i wdrażać działania ukierunkowane na zmianę środowiska fizycznego i społecznego, w ścisłej współpracy z dziećmi oraz dorosłymi interesariuszami. B-Challenged koncentruje się na kilku dzielnicach w europejskich miastach, m.in. w Warszawie (na Pradze-Północ), Amsterdamie czy Saragossie. Na przykładzie wdrażanych w nich rozwiązań przygotowane zostaną modele działań, które mogą być wdrażane w innych regionach.

Źródło: Newseria

Zaledwie co piąty Polak jest wystarczająco aktywny fizycznie w czasie wolnym, mimo że brak ruchu należy do najważniejszych czynników ryzyka chorób przewlekłych. W odpowiedzi na ten problem Medicover uruchomił w Polsce pilotażowy model łączący opiekę medyczną, diagnostykę laboratoryjną i aktywność fizyczną w jednym miejscu. Celem jest nie tylko leczenie chorób, ale przede wszystkim ich skuteczna profilaktyka i budowanie zdrowych nawyków.
Zaledwie 21 proc. Polaków powyżej 15. roku życia spełnia zalecenia WHO dotyczące aktywności fizycznej w czasie wolnym – wynika z danych Ministerstwa Sportu i Turystyki. W sytuacji gdy brak ruchu staje się jednym z kluczowych czynników ryzyka zdrowotnego, dotychczasowy model opieki – rozdzielający leczenie, diagnostykę i aktywność fizyczną – przestaje być wystarczający. Medicover odpowiada na tę zmianę, wdrażając w Polsce nowy, zintegrowany koncept, który łączy opiekę medyczną, diagnostykę i aktywność fizyczną w jednym miejscu. To pierwszy tego typu model na rynku i krok w stronę podejścia, w którym zdrowie buduje się nie tylko w gabinecie, ale także poprzez codzienne nawyki i ruch. 

– Aktywność fizyczna to nie tylko wymiar sportowy, ale również medyczny. Widzimy dużą możliwość synergii pomiędzy nimi. To działa w dwie strony. Osoby trenujące są dziś coraz bardziej świadome, że nie sam trening pozwoli im osiągnąć cele. Profilaktyka i badania są bardzo dobrym uzupełnieniem – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Łukasz Wolski, dyrektor sieci Just GYM Box.

Z badania Ministerstwa Sportu i Turystyki „Poziom aktywności fizycznej Polaków w 2025 roku” wynika, że zalecenia WHO dotyczące aktywności fizycznej spełnia co piąty Polak po 15. roku życia. Po uwzględnieniu aktywności związanej z przemieszczaniem się, np. chodzenia czy jazdy na rowerze, odsetek ten rośnie do 69 proc.

Światowa Organizacja Zdrowia zaleca dorosłym co najmniej 150 minut umiarkowanej aktywności fizycznej tygodniowo. Według analiz WHO osiągnięcie tego poziomu aktywności mogłoby zapobiec ponad 10 tys. przedwczesnych zgonów w krajach Unii Europejskiej rocznie oraz przynieść im oszczędności sięgające niemal 8 mld euro rocznie na wydatkach na ochronę zdrowia. Międzynarodowe wytyczne rekomendują odpowiednio dobrany wysiłek fizyczny jako część terapii m.in. chorób układu krążenia, cukrzycy typu 2, otyłości, schorzeń narządu ruchu czy niektórych nowotworów.

 Ludzie, którzy borykają się z różnego rodzaju chorobami czy problemami zdrowotnymi, powinni również trenować i zadbać o aspekt medyczny nie tylko z perspektywy leków, ale bardziej holistycznie, czyli poprzez ruch – wskazuje Łukasz Wolski. – Ponad 80 proc. chorób cywilizacyjnych bierze się z otyłości, częściowo też z braku aktywności, więc to jest zajęcie się problemem od podstawy. Nie leczymy samych objawów, ale przyczynę, która się złożyła na to, że ktoś jest właśnie w takiej, a nie innej kondycji.

Raport NIZP-PZH „Sytuacja zdrowotna ludności Polski i jej uwarunkowania 2025” wskazuje, że dwie trzecie zgonów osób w wieku poniżej 75 lat jest związanych z przyczynami możliwymi do uniknięcia. Do najważniejszych czynników ryzyka należą m.in. otyłość, brak aktywności fizycznej, palenie tytoniu i nadużywanie alkoholu. W Polsce nadwagę ma ponad 53 proc. osób, a otyłość dotyczy blisko jednej czwartej społeczeństwa.

Z raportu Medicover „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2025” wynika, że efekty pracowniczych programów zdrowotnych i wellbeingowych są lepsze, jeżeli obejmują aktywizację sportową pracowników. W badaniu naukowym „Zdrowa OdWaga” wskazano, że aktywność wspiera leczenie chorób cywilizacyjnych, dodatkowo obniżając absencję o ponad 30 proc. Programy aktywizujące pracowników przy jednoczesnym monitoringu ich stanu zdrowia, budujące nawyk regularnego treningu, przynoszą więc wymierne korzyści zarówno pracownikom, jak i organizacjom.

 Pakiet medyczny i pakiet sportowy to najpopularniejsze benefity pozapłacowe pozwalające wyróżnić się pracodawcy na rynku pracy. Natomiast połączenie tego typu usług w jedno daje jeszcze wymierny efekt w postaci optymalizacji kosztów – mówi Dominik Kurmanowski, dyrektor Działu Sprzedaży Korporacyjnej w Medicover.

Przykładem takiego podejścia jest nowy punkt Medicover w warszawskim Międzylesiu, uruchomiony we współpracy z Just GYM Box i Synevo. To pierwsza tego typu inicjatywa w Polsce, w ramach której opieka medyczna, diagnostyka laboratoryjna i infrastruktura sportowa funkcjonują w jednym, spójnym modelu. Integracja tych obszarów umożliwia lepszą koordynację działań profilaktycznych, diagnostycznych i wspierających proces leczenia.

 Pacjent zyskuje w jednym miejscu możliwość konsultacji swoich problemów zdrowotnych, wykonania badań laboratoryjnych i diagnostycznych oraz wykonywania zaleconych ćwiczeń w ramach rehabilitacji – tłumaczy Elżbieta Krasuska, dyrektor regionu ds. operacyjnych w Medicover.

– Do tej pory Medicover kojarzony był wyłącznie z opieką medyczną, dopiero od niedawna z benefitami związanymi z kartami sportowymi, natomiast tutaj mamy możliwość zobaczenia, jak te dwa światy się przenikają. W miejscu, gdzie jest klub sportowy, mamy jednocześnie dostęp do opieki medycznej, fizjoterapeutów, dietetyków i ortopedy – mówi Dominik Kurmanowski. – Jeśli mam nieleczoną kontuzję, to ona przeszkadza w osiąganiu założonego przeze mnie efektu i powoduje, że ćwiczenia nie są tak przyjemne. Dlatego formuła połączenia opieki medycznej z obiektem sportowym daje możliwość szybkiego usunięcia problemu i powoduje, że efekty przychodzą łatwiej.

 Diagnostyka jest nazywana królową badań, ponieważ na podstawie wyników krwi otrzymujemy informacje o stanie naszego zdrowia. Jest to bardzo istotne z punktu widzenia kolejnych kroków – zarówno rozpoznania choroby, jak i potwierdzenia, że wszystko jest z nami w porządku. Dlatego badania powinniśmy wykonywać rutynowo – przekonuje Arkadiusz Gawrych, dyrektor ds. sprzedaży i rozwoju biznesu w Synevo. – Połączenie diagnostyki, opieki medycznej i sportu może przynosić wyłącznie korzyści z punktu widzenia pacjenta. Trenując, może zadbać o siebie, wykonać badania, zweryfikować swój stan zdrowia i być z lekarzem w stałym kontakcie.

Model łączący profilaktykę, diagnostykę i aktywność fizyczną nie tylko wpisuje się w globalny trend integracji usług zdrowotnych, ale też wyznacza jego kierunek na polskim rynku. To podejście wykraczające poza tradycyjny model leczenia – stawia nacisk na aktywne budowanie zdrowia, zmianę nawyków i zapobieganie chorobom. Jak podkreślają przedstawiciele Medicover, warszawska placówka pełni rolę projektu pilotażowego i punktu odniesienia dla dalszego rozwoju. Zebrane doświadczenia mają stanowić fundament do skalowania tego modelu i wdrażania kolejnych lokalizacji w przyszłości.

– Widzimy dużą potrzebę takich rozwiązań i zasadność ich skalowania na inne rynki. Będziemy zbierać opinie pacjentów – zapowiada Elżbieta Krasuska.

– To rozwiązanie, które będzie dostępne w ramach proponowanych benefitów pozapłacowych zarówno w formie pakietu medycznego, jak i karty sportowej, ale także w formule, która łączy oba te produkty: Zdrowie Active – mówi Dominik Kurmanowski.

Źródło: Newseria

W ciągu dziesięciu lat wydatki na ochronę zdrowia w Polsce wzrosły niemal trzykrotnie, jednak pacjenci nadal zmagają się z długimi kolejkami i ograniczonym dostępem do świadczeń. Autorzy raportu SGH Think Tank dla ochrony zdrowia przekonują, że dalsze zwiększanie nakładów nie wystarczy. Kluczowe staje się przesunięcie ciężaru systemu z leczenia skutków chorób na skuteczną profilaktykę i tworzenie warunków sprzyjających zdrowemu stylowi życia.
Wydatki na ochronę zdrowia w Polsce niemal się potroiły w ciągu dekady – z 107,6 mld zł w 2014 roku do 293,6 mld zł w 2024 roku, ale pacjenci wciąż zmagają się z długimi kolejkami i ograniczoną dostępnością świadczeń. Raport SGH Think Tank dla ochrony zdrowia „Nowa architektura finansowania ochrony zdrowia” wskazuje, że bez wzmocnienia profilaktyki i zmiany modelu finansowania dalszy wzrost nakładów nie przełoży się na poprawę efektów zdrowotnych ani ograniczenie chorób cywilizacyjnych.

Z opublikowanego w marcu br. raportu wynika, że całkowite wydatki na zdrowie w Polsce w 2024 roku stanowiły 8,1 proc. PKB. Poziom ten, pomimo wzrostu nominalnych nakładów, nadal pozostaje poniżej średniej w Unii Europejskiej i plasuje nasz kraj na jednym z końcowych miejsc unijnego zestawienia.

– Większość zasobów sektora skoncentrowana jest na medycynie naprawczej, czyli na chorobie, a sama definicja systemu ochrony zdrowia mówi, że głównym priorytetem powinno być zapobieganie chorobom, aby one nie obciążały zarówno obywatela w realizacji jego zadań, ambicji i celów, jak i systemu państwa poprzez zabezpieczenie zasobów, które będą musiały być zużyte do walki z chorobą podkreśla w rozmowie z agencją Newseria dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dziekan Centrum Kształcenia Podyplomowego i dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, współautorka raportu.

Jak wynika z analizy przytoczonej w raporcie SGH Think Tank dla ochrony zdrowia, w 2022 roku w Polsce 88 tys. osób zmarło z przyczyn, którym można było zapobiec dzięki skutecznej profilaktyce, a kolejne 51 tys. z powodu chorób możliwych do uniknięcia przy odpowiedniej interwencji medycznej. Umieralność ta była wyższa niż średnia w krajach UE o 45 proc.

W raporcie wskazano, że działania zapobiegawcze są słabo finansowane i przegrywają z wydatkami na leczenie szpitalne i wysokospecjalistyczne. W dodatku ich efekty są odroczone w czasie i trudniejsze do bezpośredniego zmierzenia. Dotyczy to zarówno profilaktyki wtórnej, czyli badań przesiewowych, jak i pierwotnej, o której często zapominamy, a która obejmuje działania zapobiegające powstawaniu chorób, związane m.in. ze stylem życia, dietą czy warunkami środowiskowymi. Zdaniem ekspertki profilaktyka pierwotna musi znaleźć swoje właściwe miejsce w polityce państwa.

– Wymaga ona zbudowania zupełnie innego środowiska życia, w którym to, co otacza nas dookoła od pierwszych dni życia, będzie sprzyjało temu, że będziemy mogli żyć długo i w zdrowiu. Wymaga to bardzo wielu działań, tak naprawdę każdy resort ma coś do zrobienia, aby tworzyć prozdrowotne środowisko życia dla obywateli – ocenia dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Eksperci w raporcie podkreślają, że warunkiem skuteczności nowego podejścia jest podniesienie profilaktyki na poziom koordynacji rządowej. Natomiast zaangażowanie w tę politykę różnych ministerstw powodowałoby, że i jej finansowanie mogłoby pochodzić z ich budżetów.

– Dzisiaj powinniśmy spojrzeć na te elementy polityk państwa, które muszą podlec modyfikacji, aby Polak nie był stymulowany przez działania różnych branż, które skłaniają go do wyborów zagrażających zdrowiu. Przykładem jest chociażby szeroko rozumiana powszechna reklama wysokoprzetworzonej żywności i szeroki dostęp do takich produktów, niczym nieograniczony dla dzieci i młodzieży. W profilaktyce często mówimy o bardzo prostych interwencjach. Jedną z takich interwencji, która istotnie ogranicza rozwój otyłości wśród dzieci i młodzieży, jest powszechny szeroki dostęp do pitnej wody w każdej placówce edukacyjnej czy w każdym miejscu publicznym – wymienia dziekan Centrum Kształcenia Podyplomowego.

Jak podkreśla, to jedno z działań, które nie wymaga gigantycznych inwestycji, a które przysłuży się profilaktyce.

– Przykładem takiej interwencji jest zmiana podejścia do popularyzacji i promocji aktywności fizycznej. Ruch spontaniczny powinien być stałym elementem edukacji społeczeństwa – tłumaczy ekspertka. – Innym bardzo prostym przykładem jest wybieranie chodzenia po schodach zamiast wsiadania do windy, wiele możemy zrobić dla naszego zdrowia tu i teraz, nie czekając na regulacje systemowe. Jednak bez regulacji systemowych zbudowanie polityki państwa i środowiska życia sprzyjającego zdrowiu na pewno nie będzie możliwe.

Autorzy raportu proponują m.in. wyodrębnienie stabilnego strumienia środków na profilaktykę, powiązanego z długofalowymi celami zdrowotnymi oraz mierzalnymi efektami. Wśród rekomendacji pojawiają się także instrumenty fiskalne, takie jak podatki od produktów szkodliwych dla zdrowia, oraz mechanizmy zachęcające do wykonywania badań profilaktycznych.

– Podatki od grzechu mają zwiększać świadomość konsumenta na temat tego, co wkłada do koszyka. Nie ma wątpliwości, że dzisiaj zdrowa żywność jest istotnie droższa od żywności wysokoprzetworzonej, której wpływ na zdrowie jest bardzo negatywny. Poprzez instrumenty fiskalne państwo może zmienić relacje i zdemokratyzować dostępność do tej żywności, która jest pożądana w naszej codziennej diecie –
ocenia dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Od 1 stycznia 2021 roku w Polsce obowiązuje tzw. opłata cukrowa (zwana również podatkiem cukrowym). Raport Instytutu Sobieskiego „Cukier – nałóg Polaków” przywołuje dane Centrum Monitorowania Rynku, z których wynika, że wprowadzenie tej opłaty przyczyniło się do istotnego wzrostu cen słodkich napojów bezalkoholowych – w przypadku napojów gazowanych o około 36 proc., a wód smakowych o blisko 22 proc. Popyt na te produkty spadł początkowo o około 20 proc., ale potem konsumenci przyzwyczaili się do wyższych cen lub zmienili preferencje. Rzeczywiste wpływy z podatku cukrowego są znacząco niższe, niż przewidywano. Przeciętny Polak spożywa rocznie blisko 45 kg cukru, czyli ok. 125 g dziennie.

– Towarzyszyło nam absolutne przekonanie, że to jest dobry kierunek i mówiliśmy sobie wtedy wprost, że pieniądze z podatku cukrowego powinny być przeznaczone na profilaktykę, w tym na edukację konsumencką, aby kompensować negatywne następstwa nieprawidłowych nawyków żywieniowych Polaków. Niestety tak się nie stało, środki z opłaty cukrowej trafiły do ogólnego budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia i niestety nie realizują tych celów – mówi ekspertka.

Raport Warsaw Enterprise Institute na temat opłaty cukrowej „Troska o zdrowie czy skok na kasę” przypomina, że w Polsce 96,5 proc. przychodów z opłaty trafia do ogólnego budżetu. W dużej mierze nie finansują więc edukacji, profilaktyki oraz leczenia chorób wynikających z niewłaściwych wyborów żywieniowych, w tym otyłości i nadwagi, tylko trafiają na ogólne potrzeby NFZ.

– Od wdrożenia opłaty cukrowej minęło już kilka lat, a nadal działania w obszarze profilaktyki i leczenia otyłości są dalekie od tego, czego potrzebuje polskie społeczeństwo – podkreśla dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Z danych przytaczanych w raporcie SGH wynika, że nadwagę ma ponad 53 proc. Polaków, a otyłość dotyczy blisko 25 proc. populacji, przy czym problem coraz częściej występuje u dzieci. Na cukrzycę choruje ok. 5,6 proc. społeczeństwa.

W Polsce kontrowersyjne pozostaje ustawodawstwo w zakresie podatku VAT na wodę i napoje. Obecnie woda butelkowana objęta jest podstawową stawką wynoszącą 23 proc., podobnie jak napoje gazowane czy alkohol. Z kolei napoje z dodatkiem co najmniej 20 proc. soku korzystają z preferencyjnej stawki 5 proc.

 Jestem zwolenniczką wzrostu nakładów zarówno na profilaktykę, jak i na leczenie, pod warunkiem że zmieniamy zasady alokacji tych środków i sposób organizacji systemu ochrony zdrowia. Bez zreformowania samego systemu profilaktyki pierwotnej, profilaktyki wtórnej oraz ścieżki pacjenta w procesie diagnozy i leczenia kolejne wzrosty finansowania mogą niestety prowadzić do tego, że za dużo więcej pieniędzy uzyskamy dokładnie tę samą niesatysfakcjonującą Polaków opiekę zdrowotną – mówi współautorka raportu.

Źródło: Newseria

Już 16 czerwca w Warszawie odbędzie się III edycja Kongresu Zdrowie 360 – jednego z najważniejszych wydarzeń poświęconych zdrowiu publicznemu, organizacji systemu ochrony zdrowia oraz wpływowi zdrowia na rozwój społeczny i gospodarczy. Kongres organizowany przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców zgromadzi przedstawicieli administracji publicznej, środowiska medycznego, organizacji pacjenckich, ekspertów zdrowia publicznego, nauki oraz biznesu.
Tegoroczna edycja odbędzie się pod znakiem poszukiwania praktycznych rozwiązań dla najważniejszych wyzwań stojących przed polskim systemem ochrony zdrowia. Organizatorzy podkreślają, że Kongres Zdrowie 360 nie jest klasyczną konferencją ekspercką, ale platformą dialogu i współtworzenia rekomendacji, które następnie trafiają do decydentów odpowiedzialnych za kształt polityki zdrowotnej w Polsce.

Program wydarzenia obejmuje zagadnienia związane z profilaktyką zdrowotną, chorobami cywilizacyjnymi, finansowaniem ochrony zdrowia, medycyną pracy, zdrowiem publicznym, dostępem do nowoczesnych terapii oraz budowaniem odpornego i bezpiecznego systemu opieki zdrowotnej. Ważne miejsce zajmą również dyskusje dotyczące starzejącego się społeczeństwa, aktywności zawodowej osób po 50. roku życia oraz wyzwań związanych z utrzymaniem zdrowia pracowników w zmieniającej się rzeczywistości demograficznej.

Wśród tematów zaplanowanych debat znalazły się między innymi znaczenie profilaktyki zdrowotnej dla racjonalnego wydatkowania środków publicznych, wpływ chorób przewlekłych na rynek pracy, nowoczesne metody leczenia, zdrowie młodzieży i dorosłych oraz bezpieczeństwo zdrowotne państwa. Eksperci będą również rozmawiać o cyberbezpieczeństwie w ochronie zdrowia oraz sposobach budowania bardziej odpornego systemu opieki medycznej.

Nad merytorycznym poziomem wydarzenia czuwa Kapituła Kongresu skupiająca uznanych ekspertów reprezentujących różne dziedziny medycyny i zdrowia publicznego. Organizatorzy podkreślają, że wszystkie dyskusje prowadzone będą zgodnie z zasadami medycyny opartej na faktach (Evidence Based Medicine), a celem spotkania jest wypracowanie konkretnych rekomendacji możliwych do wdrożenia w praktyce.

Kongres Zdrowie 360 od początku koncentruje się na zdrowiu jako kapitale społecznym i gospodarczym. Szczególna uwaga poświęcana jest osobom aktywnym zawodowo oraz pacjentom z chorobami przewlekłymi, których skuteczne leczenie i utrzymanie aktywności zawodowej mają istotne znaczenie zarówno dla jakości życia, jak i dla funkcjonowania gospodarki.

Organizatorzy zapowiadają również wręczenie nagród „Niedźwiedzie Zdrowia”, przyznawanych osobom i instytucjom szczególnie zaangażowanym w rozwój ochrony zdrowia, edukację zdrowotną oraz promocję profilaktyki.

III edycja Kongresu Zdrowie 360 odbędzie się 16 czerwca 2026 roku w Warszawie i zgromadzi grono osób mających realny wpływ na kształtowanie polskiego systemu ochrony zdrowia. Wypracowane podczas wydarzenia rekomendacje mają stać się punktem wyjścia do dalszych działań i debat prowadzonych w ramach Forum Zdrowia ZPP.

Rejestracja: https://forms.gle/VLMKTk2RARe1pc8h8
Program i szczegóły wydarzenia: https://kongreszdrowie360.zpp.net.pl

Dla poprawy sytuacji pacjentów w ochronie zdrowia powinniśmy rozszerzać zakres skoordynowanej opieki, która z jednej strony usprawni diagnostykę, z drugiej ułatwi pacjentom proces leczenia – ocenili eksperci podczas debaty „Zdrowie i Pacjent”, która odbyła się w ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego 2026 w Katowicach. Zaapelowali o zwiększenie nakładów organizacyjnych i finansowych na profilaktykę.
Dyskusję o sytuacji pacjentów w ochronie zdrowia rozpoczął przedstawiciel Rzecznika Praw Pacjenta – Konrad Madejczyk, dyrektor Departamentu Współpracy Biura Rzecznika Praw Pacjenta. Zwrócił on uwagę, że najwięcej zgłoszeń i skarg kierowanych do Biura RPP dotyczy prawa do informacji medycznej (37 tys. zgłoszeń rocznie) oraz przebiegu leczenia, na co skarży się ok. 24 tys. pacjentów rocznie.

„Pacjenci wciąż gubią się w systemie. Dużym problem jest np. przenoszenie dokumentacji medycznej z przychodni do szpitala, którą obarczony jest pacjent. Tak nie powinno być, bo mamy w systemie narzędzie do tego, ale nie jest ono wykorzystane” – zaznaczył dyrektor Madejczyk.

Zwrócił też uwagę na konieczność wzmocnienia bezpieczeństwa pacjenta w kontekście działalności szarlatanów. Przypomniał o tym, że do prac parlamentarnych trafił projekt ustawy pozwalający skutecznie ograniczyć pseudomedyczną działalność.

Według Agnieszki Gorgoń-Komor, senatorki RP i wiceprzewodniczącej Senackiej Komisji Zdrowia, legislacja nie rozwiąże wszystkich problemów w ochronie zdrowia.

„Potrzebujemy większych nakładów na zdrowie i lepszej organizacji, żeby z jednej strony lekarze mieli więcej czasu dla pacjentów, a z drugiej strony, by usprawnić i skrócić proces diagnostyki. To pozwoli też na efektywniejsze wydatkowanie środków w systemie” – wskazała.

Jej zdaniem kluczowe jest przesunięcie ciężaru działań na profilaktykę. „Profilaktyka to inwestycje, a leczenie to koszt. Kto nie jest leczony, powinien być w systemie opieki profilaktycznej. Oczywiście powinniśmy płacić za efekt leczenia, ale musimy zmienić organizacyjnie dostęp do profilaktyki i pamiętać, że opieka szpitalna jest najdroższa” – podkreśliła senatorka.

Według prof. Marcina Czecha, kierownika Zakładu Farmakoekonomiki w Instytucie Matki i Dziecka, członka Rady Naukowej Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych, biorąc pod uwagę sytuację demograficzną, bez zwiększenia profilaktyki, w tym rozszerzenia szczepień ochronnych, nie da się na dłuższą metę poprawić sytuacji w publicznej ochronie zdrowia.

„Jesteśmy w Polsce nastawieni na medycynę naprawczą, ale jeśli chcemy przejść na poziom populacyjny, musimy postawić na profilaktykę – tak pod względem organizacyjnym, jak i finansowym. W Polsce ledwie 1,7 proc. budżetu zdrowotnego trafia na profilaktykę, to o połowę mniej niż średnia w UE” – podał prof. Czech. Dodał, że tylko 0,5 proc. trafia na szczepienia ochronne zapobiegające wielu chorobom, które później generują bardzo duże koszty leczenia.

Konrad Korbiński, dyrektor generalny w Ministerstwie Zdrowia, zwrócił uwagę, że resort zdrowia próbuje nadrobić wieloletnie zapóźnienia w profilaktyce.

„Już 1 mld zł zainwestowaliśmy w prewencję. Efekty tego będą odroczone w czasie, ale bardzo wymierne, bo 1 złoty zainwestowany w profilaktykę oznacza zwrot 4 złotych na leczeniu” – podał urzędnik.

Przyznał, że są opóźnienia we wprowadzaniu opieki koordynowanej, ale w onkologii już jest wdrażana. Dodał, że przygotowywana jest najpierw standaryzacja, a potem nastąpi wprowadzanie koordynatora do kolejnych specjalizacji.

Prof. Sebastian Majewski z Kliniki Pneumonologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, członek Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, zwrócił uwagę, że w chorobach płuc potrzebna jest strategia na wzór kardiologii i onkologii.

Podał przykład przewlekłej obturacyjnej choroby płuc (POChP) i jej niedostatecznego rozpoznania, a jak podał przypomniał choruje na nią ok. 400 mln osób na świecie, a w Polsce ok. 2 mln.

„Wielu chorych pozostaje niezdiagnozowanych, ponieważ początkowe objawy – takie jak kaszel, zmęczenie czy duszność – są bagatelizowane i przypisywane wiekowi lub paleniu papierosów. Tymczasem szacuje się, że nawet 50 proc. chorych nie wie o swojej chorobie, co ma swoje konsekwencje” – ocenił.

Jak wyjaśnił prof. Majewski, POChP jest chorobą społeczną, wpływającą nie tylko na zdrowie, ale też na funkcjonowanie pacjentów – obniża jakość życia, prowadzi do utraty zdolności do pracy i zwiększa zależność od opieki bliskich.

„Zaostrzenia choroby często wymagają hospitalizacji i generują wysokie koszty dla systemu ochrony zdrowia. Dlatego kluczową rolę w profilaktyce i diagnostyce odgrywa identyfikacja czynników ryzyka, przede wszystkim palenia tytoniu, wieku oraz narażenia na zanieczyszczenia powietrza” – zauważył specjalista.

Podkreślił, że chorym „dramatycznie” potrzebna jest rehabilitacja, bo ledwie 1 proc. pacjentów z POchP na nią trafia.

„Potrzebujemy też poprawy wyceny w pulmonologii, bo już od trzeciego dnia z zapaleniem płuc szpital dopłaca do pacjenta” – wskazał prof. Majewski.

Według prof. Edwarda Wylęgały, konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie okulistyki, prorektora d/s Rozwoju i Transferu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, do chorób cywilizacyjnych trzeba włączyć problemy okulistyczne. Wskazał, że z jednej strony mamy starzejące się społeczeństwo, z drugiej zaczyna się epidemia krótkowzroczności u dzieci z powodu nadmiernej ekspozycji na ekrany.

„Musimy zwiększyć profilaktykę i edukację oraz rozwijać dostęp do programu lekowego” – podkreślił specjalista.

Krystian Wit, konsultant wojewódzki w dziedzinie kardiologii w woj. śląskim, zastępca dyrektora ds. lecznictwa, kierownik Oddziału Intensywnego Nadzoru Kardiologicznego Górnośląskiego Centrum Medycznego im. prof. Leszka Gieca w Katowicach, powiedział, że Polska jest w czołówce europejskiej w dziedzinie kardiologii.

Zauważył, że powoływanie koordynatorów jeszcze wymaga doprecyzowania ich roli w ramach elektronicznej karty pacjenta kardiologicznego. Podkreślił jednak, że w Polsce cyfryzacja w ochronie zdrowa jest jedną z najwyższych w Europie, a sam system na bardzo „przyzwoitym poziomie”.

Źródło: PAP MediaRoom

Ponad 3,7 mln osób wypełniło ankietę programu „Moje Zdrowie”, a ponad 1,6 mln zrealizowało indywidualny bilans zdrowia, wynika z podsumowania pierwszego roku działania programu profilaktycznego. Eksperci podkreślają, że projekt nie tylko zwiększył zainteresowanie profilaktyką zdrowotną, ale także pozwolił wcześniej wykrywać choroby cywilizacyjne i kierować pacjentów do dalszej diagnostyki. Zdaniem lekarzy kluczowym elementem programu pozostaje indywidualna rozmowa z pacjentem oraz tworzenie spersonalizowanego planu zdrowotnego.
Fundacja MY PACJENCI podsumowała rocznicę funkcjonowania programu profilaktycznego w formie debaty ekspertów, którzy komentowali zaprezentowane przez Profesor Agnieszkę Mastalerz – Migas, Konsultant Krajową w dziedzinie medycyny rodzinnej oraz Macieja Karaszewskiego, Dyrektora Departamentu Lecznictwa Ministerstwa Zdrowia dane dotyczące realizacji programu oraz wskazywali na oczekiwane/zasadne/oczekiwane modyfikacje.

Maciej Karaszewski, Dyrektor Departamentu Lecznictwa Ministerstwa Zdrowia jako sukces programu uznaje jego bardzo duży zasięg populacyjny – w ciągu niespełna roku 3, 6 miliona osób wypełniło ankietę, a ponad 1,6 miliona zrealizowało indywidualny bilans zdrowia, co stanowi 72 % ankiet. W grupach wiekowych 20 – 39 lat ankietę wypełniło ponad milion osób. Założenie przy uruchomieniu programu było takie, że do końca 2025 skorzysta z niego 600 tysięcy osób –  ankiet wypełnionych na koniec 2025 było 2,3 miliona, gdzie  w całym programie PROFILAKTYKA 40 plus udział wzięło 1,2 miliona osób. Łączny koszt realizacji programu to 800 milionów złotych. Magdalena Kołodziej, Prezes Fundacji MY PACJENCI wskazuje, że ilość zgłoszeń do programu obala stereotyp, że Polacy nie chcą korzystać z profilaktyki, wskazując też, że w sondzie przeprowadzonej przez Fundację wśród osób, które z niego skorzystało, oceniony został pozytywnie, szczególnie zaś ankieta czyli moment wejścia do programu.     

Jakie są cele programu MOJE ZDROWIE?

Głównym celem programu Moje Zdrowie jest zbudowanie modelu kompleksowej profilaktyki dostępnej dla każdego w jego przychodni POZ oraz zachęcanie do kontrolowania swojego zdrowia. Z programu może skorzystać każda ubezpieczona dorosła osoba, która ukończyła 20 lat – co 5 lat w okresie życia od 20 do 49 lat i co 3 lata, gdy ukończy 49 lat.

Program Moje zdrowia składa się z poniższych elementów:

– kwestionariusz bilansu
– badania laboratoryjne
– wizyta podsumowująca z utworzeniem Indywidualnego Planu Zdrowotnego
– interwencje prozdrowotne
– budowania nawyku badań profilaktycznych
– długoterminowe wsparcie monitorowania zdrowia pacjentów

Lekarze specjaliści medycyny rodzinnej podkreślają, że kluczowym elementem programu jest wizyta podsumowująca, która jest indywidualnym świadczeniem medycznym, kończącym się opracowaniem Indywidualnego Planu Zdrowotnego. Pacjent może otrzymać także dwie porady edukacyjne. To jeden z najlepszych programów profilaktycznych w Europie. I decyduje o tym właśnie jego unikalna konstrukcja, czyli to indywidualne spotkanie omawiające wyniki badań i  inne rekomendacje dla danej osoby – ocenia dr Michał Sutkowski, Prezes Kolegium Lekarzy Rodzinnych.   

Zdaniem dr n. med. Aleksandra Biesiady, wiceprezesa Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej – „Moje Zdrowie” to nie tylko badania diagnostyczne, które stanowią jeden z elementów programu. To przede wszystkim okazja do kompleksowej oceny stanu zdrowia pacjenta, umożliwiająca identyfikację chorób oraz czynników ryzyka ich wystąpienia. To także przestrzeń do indywidualnej edukacji zdrowotnej i dopasowania zaleceń do potrzeb pacjenta. Dla wielu osób udział w programie to impuls do zmiany stylu życia i poprawy zdrowia.

Michał Dzięgielewski, Pełnomocnik Prezesa NFZ, podkreśla, że program trafił do ludzi młodych, którzy nie chodzą zazwyczaj do lekarza i nie było dla nich oferty profilaktycznej.

Po wykonaniu badań pacjent wraca do placówki POZ, gdzie odbywa się wizyta podsumowująca. Podczas niej lekarz, pielęgniarka lub położna przygotowują indywidualny plan zdrowotny.

Najczęstsze choroby wykrywane w programie „Moje Zdrowie”

Lekarze wskazują, że w programie „Moje Zdrowie najczęściej diagnozowane są choroby cywilizacyjne. Do najważniejszych należą: choroba otyłościowa, zaburzenia lipidowe, nadciśnienie oraz cukrzyca. Pacjenci najczęściej otrzymywali recepty na zaburzenia lipidowe, nadciśnienie tętnicze, cukrzycę, niedoczynność i nadczynność tarczycy. 3670 pacjentów otrzymało kartę DILO. Problemem jest fakt, że z ponad 65 000 (grypa, pneumokoki, półpasiec, RSV) wystawionych w ramach Indywidualnego Planu Opieki Medycznej recept na szczepienia aż 22 480 nie zostało zrealizowanych. W ankiecie wstępnej do programu prawie 30 % podało, że ma objawy obniżonego nastroju lub utratę zainteresowania codziennymi aktywnościami, a aż 40 % odczuwa przewlekłe zmęczenie i problemy ze snem.

Wykonano prawie 600 000 badań anty HCV, 185 000 liporoteiny oraz prawie 76 000 testów FIT OC.

Wielu pacjentów wymaga dalszego leczenia w ramach podstawowej opieki zdrowotnej, a część trafia do opieki koordynowanej, gdzie możliwe są konsultacje ze specjalistami. Pozostałe osoby otrzymują skierowania do dalszej diagnostyki lub leczenia w AOS.  Najczęściej wystawiano skierowania na kolonoskopię, USG brzucha, gastroskopię, USG tarczycy i RTG klatki piersiowej.

Sukces programu to przede wszystkim efekt ogromnego zaangażowania zespołów POZ. Lekarze, pielęgniarki, położne, koordynatorzy, profilaktycy, a także pracownicy rejestracji i administracji łączyli działania profilaktyczne z bieżącą opieką nad pacjentami, co w praktyce przełożyło się na lepsze rozpoznawanie potrzeb zdrowotnych, większą dostępność badań i wzrost świadomości pacjentów w zakresie zdrowia i działań sprzyjających jego utrzymaniu – podkreśla Profesor Agnieszka Mastalerz – Migas, Konsultant Krajowa w dziedzinie medycyny rodzinnej.

Co można zrobić lepiej?

Pacjenci i eksperci są zgodni, że nie ma sensu wykonywać badań na przykład poziomu glukozy na czczo u osób chorujących na cukrzycę czy anty HCV u osób, które przeszły to zakażenie – zamiast tego zasadne jest wprowadzenie nowoczesnych badań diagnostycznych, które aktualnie są dostępne jedynie dla pacjentów objętych opieka koordynowaną. „Mamy NT-proBNP, który wiemy, z czym się wiąże, jak możemy monitorować tego pacjenta i jakie mamy ryzyko zgonu. W Polsce jedną z najbardziej kosztownych jednostek leczenia są pacjenci z niewydolnością serca, więc dodanie tego badania mogłoby program jeszcze wzmocnić – mówiła prof. Agnieszka Pawlak z Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA. Wskazywane jest także badanie UACR, które jest zalecane do wykonania u osób chorujących na cukrzycę oraz nadciśnienie tętnicze jako kluczowe badanie diagnostyczne wykrywające wcześnie przewlekłą niewydolność nerek. Istnieje silny związek pomiędzy przewlekłą chorobą nerek, cukrzycą, chorobami układu sercowo-naczyniowego oraz zaburzeniami metabolicznymi.  

Szacuje się, że cukrzyca typu 2 i nadciśnienie tętnicze stanowią przyczynę 80% przypadków niewydolności nerek. Aby pakiet badań mógł być bardziej zindywidualizowany niezbędne jest wdrożenie narzędzi cyfrowych, które to umożliwią, co podkreśla dr Tomasz Zieliński, wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego. Joanna Kazana, wicedyrektorka Onkofundacji Alivia apeluje o umożliwienie lekarzom POZ dostępu/wglądu w informacje czy pacjent wykonuje badania profilaktyczne poza POZ (typu mammografia czy test HPV HR) oraz o zbieranie przez system większej ilości kompletnych danych z tego typu programów by móc badać ich dokładny wymiar w zakresie dalszej ścieżki pacjenta, już poza POZ.   

Program MOJE ZDROWIE po roku – liczby – dane Centrum e-Zdrowia: 

 
– 3 739 583 osoby wypełniło ankietę
– 95 proc. ankiet zostało podjętych przez placówki POZ
– lekarze zlecili 61,2 proc. badań podstawowych oraz 38,8 proc. badań rozszerzonych
– najwięcej ankiet wypełniono w województwie mazowieckim, a najmniej w lubuskim i opolskim
– prawie 62 proc. ankiet wypełniły kobiety
– co piąta osoba, która wypełniła ankietę, ma 30-39 lat, a prawie co piąta 40-49.  
– 53 proc. pacjentów wybrało tradycyjny sposób zapisów w przychodni POZ, 26 proc. osób skorzystało z IKP, a 21 proc. z aplikacji moje IKP

Ocena satysfakcji

Fundacja My Pacjenci przeprowadziła sondę internetową oceny satysfakcji odbiorców programu Moje Zdrowie. Badanie pokazuje, że uczestnicy programu „Moje Zdrowie” generalnie pozytywnie oceniają udział w programie, szczególnie w zakresie prostoty procesu, możliwości wykonania badań profilaktycznych oraz omówienia wyników z personelem medycznym. Najwyżej oceniono proces wypełniania ankiety (NPS 58,34) oraz wizyty omawiające wyniki badań (NPS 48,15). Uczestnicy doceniali przede wszystkim możliwość wykonania badań bez konieczności wcześniejszej wizyty lekarskiej, dostępność profilaktyki oraz szansę na kontrolę stanu zdrowia.  „Badanie pokazuje, że program ma potencjał do wzmacniania postaw prozdrowotnych i budowania większej świadomości zdrowotnej. Pacjenci często wskazywali, że udział w programie był impulsem do wykonania badań, których wcześniej nie realizowali oraz pozwolił im lepiej zrozumieć własny stan zdrowia” – komentuje Magdalena Kołodziej, Prezes Fundacji My Pacjenci.

Źródło: inf pras

Polskie Towarzystwo Kardiologiczne, Polskie Towarzystwo Onkologiczne oraz Polskie Towarzystwo Neurologiczne wspólnie apelują o fundamentalną zmianę podejścia do zdrowia publicznego w Polsce. Eksperci podkreślają, że choroby układu krążenia, nowotwory i schorzenia neurologiczne mają często wspólne, modyfikowalne czynniki ryzyka, dlatego profilaktyka powinna być prowadzona w sposób zintegrowany i systemowy. Podczas konferencji pod honorowym patronatem Wicemarszałek Sejmu Doroty Niedzieli i Przewodniczącej Sejmowej Komisji Zdrowia Marty Golbik przedstawiono koncepcję „10 Zdrowia” oraz postulaty dotyczące zwiększenia finansowania profilaktyki, rozwoju badań przesiewowych i budowania zdrowych nawyków już od najmłodszych lat.
Choroby układu krążenia, neurologiczne i nowotwory odpowiadają za większość zgonów oraz niepełnosprawności w Polsce. Łączy je wspólne podłoże często związane z modyfikowalnymi czynnikami ryzyka. Ten trend można odwrócić. Dobrze zaplanowana i konsekwentnie realizowana profilaktyka pozwala w praktyce ograniczyć liczbę zachorowań i ich następstw. Dlatego potrzebna jest jedna, spójna strategia, która obejmuje serce, mózg i ryzyko nowotworowe jako elementy wspólnego podejścia do zdrowia.

Polska stoi dziś przed jednym z najpoważniejszych wyzwań zdrowotnych w Europie. System nadal skupia się głównie na leczeniu skutków chorób, choć ich przyczyny są dobrze znane i w dużej mierze możliwe do ograniczenia. Trzy najważniejsze towarzystwa naukowe w kraju – Polskie Towarzystwo Kardiologiczne, Polskie Towarzystwo Onkologiczne oraz Polskie Towarzystwo Neurologiczne – łączą siły, by przesunąć punkt ciężkości z leczenia na skuteczną profilaktykę. Wspólne stanowisko w tej sprawie zostało zaprezentowane podczas konferencji pod honorowym patronatem Wicemarszałek Sejmu Doroty Niedzieli.

 „Nie powinniśmy budować strategii profilaktyki w osobnych ścieżkach: kardiologicznej, neurologicznej i onkologicznej. W praktyce klinicznej to ci sami pacjenci i te same czynniki ryzyka. Skuteczna profilaktyka musi być wspólna, spójna i wdrażana na każdym poziomie systemu. Każdy obywatel ma zdrowie w swoich rękach, ale obowiązkiem państwa jest stworzenie warunków, które ułatwią podejmowanie właściwych decyzji zdrowotnych” – przekonuje prof. Marek Gierlotka, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Profilaktyka jako inwestycja w bezpieczeństwo zdrowotne

Eksperci zwracają uwagę, że obecny model opieki zdrowotnej pozostaje w dużej mierze reaktywny. Oznacza to koncentrację na leczeniu powikłań zamiast na zapobieganiu ich powstawaniu. Jednocześnie poziom finansowania działań profilaktycznych w Polsce pozostaje niewystarczający w stosunku do skali wyzwań.

„Z perspektywy neurologii skutki niewystarczającej profilaktyki są szczególnie widoczne. Udar mózgu to główna przyczyna trwałej niepełnosprawności osób dorosłych, a w wielu przypadkach można mu skutecznie zapobiec, tak jak i innym chorobom układu nerwowego, np. chorobie Alzheimera. To wymaga wcześniejszego działania, a nie reakcji dopiero w momencie zdarzenia. Regularna kontrola ciśnienia, leczenie zaburzeń metabolicznych, aktywność fizyczna i rezygnacja z palenia to codzienne decyzje, które mogą zmniejszać ryzyko chorób mózgu” – mówi prof. Alina Kułakowska, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

„Bez silnego wsparcia systemowego i legislacyjnego nie uda się zwiększyć skuteczności profilaktyki. To obszar, który wymaga współpracy wszystkich uczestników systemu” – mówi Marta Golbik, Przewodnicząca Sejmowej Komisji Zdrowia.

10 Zdrowia – wspólny język profilaktyki

Coraz wyraźniej widać potrzebę wspólnego podejścia do prewencji. Rozwinięciem koncepcji „10 dla Serca” jest dziś „10 Zdrowia”, która łączy cele profilaktyki sercowo-naczyniowej i onkologicznej.

Opiera się na prostych, mierzalnych czynnikach ryzyka i pokazuje, jakie zmiany w codziennym stylu życia realnie wpływają na zdrowie. To podejście przesuwa akcent z samej diagnostyki na działanie.

Kluczowe staje się nie tylko wykrycie ryzyka, ale jego skuteczne ograniczanie poprzez zmianę nawyków i lepszą współpracę z pacjenta z lekarzem” – wyjaśnia prof. Aleksander Prejbisz z Narodowego Instytutu Kardiologii, współautor 10-tki. Prof. Piotr Dobrowolski, pełnomocnik Ministra Zdrowia ds. Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia dodaje, że „już dziś każdy z nas może wypełnić ankietę 10 dla Serca, wkrótce 10 Zdrowia w aplikacji MojeIKP. Dzięki temu można ocenić, które czynniki ryzyka wymagają podjęcia niezbędnych działań.

„W onkologii mamy twarde dane i wiemy, że za ok. 80% nowotworów odpowiadają czynniki zewnętrzne związane ze stylem życia. Profilaktyka jest zatem fundamentem, jeśli chcemy realnie zmniejszyć liczbę zachorowań i zgonów. Nie wystarczy mówić pacjentom, że powinni się badać. Musimy budować system, który wspiera zdrowe wybory, ułatwia dostęp do badań i pozwala wcześniej rozpoznawać ryzyko” – podkreśla prof. Piotr Rutkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologicznego.

Potrzeba działań systemowych

Uczestnicy konferencji wskazali, że skuteczna profilaktyka wymaga realnych zmian systemowych. Obejmuje to zwiększenie finansowania działań zapobiegawczych, lepszą integrację programów zdrowotnych i edukacyjnych, rozwój badań przesiewowych oraz konsekwentną politykę zdrowotną w obszarze tytoniu, alkoholu i choroby otyłościowej. Równie istotne jest budowanie świadomości zdrowotnej na każdym etapie życia.

„Profilaktyka to nie jednorazowe działania, ale długofalowa strategia państwa. Potrzebujemy stabilnych rozwiązań i konsekwencji w ich wdrażaniu” – zaznacza Dorota Niedziela, Wicemarszałek Sejmu RP.

Podczas konferencji podkreślono również potrzebę ustanowienia Ogólnopolskiego Dnia Profilaktyki. Zaproponowana została data 13 maja. Ma on przypominać, że zdrowie kształtuje się każdego dnia poprzez indywidualne decyzje i wybory.

Eksperci i decydenci są zgodni: bez zdecydowanego wzmocnienia profilaktyki nie będzie możliwa trwała poprawa zdrowia Polaków.

Źródło: inf pras

Kiszonki, kefiry czy kimchi to nie tylko element tradycyjnej diety, ale także ważne źródło korzystnych mikroorganizmów. Coraz więcej badań naukowych wskazuje, że produkty fermentowane mogą wspierać odporność, poprawiać funkcjonowanie mikrobiomu jelitowego i pomagać w profilaktyce chorób cywilizacyjnych, takich jak otyłość czy cukrzyca. Naukowcy podkreślają, że zawarte w nich bakterie oraz metabolity powstające podczas fermentacji mogą ograniczać stany zapalne i wzmacniać barierę jelitową.
– Kiedy spożywamy produkty fermentowane, nie dostarczamy sobie jedynie składników odżywczych, ale także wprowadzamy do jelit żywe społeczności mikroorganizmów wraz z ich metabolitami. Oddziałują one na nasz mikrobiom jelitowy na dwa sposoby. Po pierwsze, dostarczając żywe mikroby jako „gości”. Po drugie, mikroorganizmy dostarczają metabolity wytwarzane podczas procesu fermentacji żywności. Jeśli chodzi o same mikroby – w żywności fermentowanej znajdują się ich miliardy. Tak jest na przykład w kimchi czy w polskiej kapuście kiszonej – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria dr Mohamed Mannaa, fitopatolog prowadzący badania na Państwowym Uniwersytecie w Pusanie (Korea Południowa), wykładowca na Uniwersytecie Kairskim.

O prozdrowotnym wpływie produktów fermentowanych mówiło się od dawna. W serwisie internetowym Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia czytamy na przykład, że kiszonki warto wprowadzić do codziennej diety, ponieważ zawierają dużo antyoksydantów (przeciwutleniaczy) i probiotyków, a to właśnie te substancje odpowiadają za odporność organizmu.

Przeciwnicy kiszonek i innych produktów fermentowanych argumentowali jednak, że przekonanie o ich prozdrowotnym działaniu nie jest poparte naukowymi dowodami, ale opiera się jedynie na przekonaniach. Pod koniec maja ubiegłego roku na łamach czasopisma „Foods” ukazał się jednak przegląd badań klinicznych i przedklinicznych, które uzasadniają rolę fermentowanej żywności w regulacji odporności, homeostazie metabolicznej, funkcjach poznawczych i łagodzeniu stanów zapalnych. Wykazano między innymi, że fermentowana żywność jest siedliskiem złożonych ekosystemów mikrobiologicznych, obejmujących różnorodne populacje pożytecznych mikroorganizmów takich jak bakterie kwasu mlekowego, bakterie kwasu octowego, drożdże i pleśnie.

– Fermentując jedzenie, powierzamy mikrobom rolę szefa kuchni czy też oddajemy im miejsce w fotelu kierowcy. Ich aktywność całkowicie przekształca żywność od środka. W tym naturalnym bioreaktorze mikroorganizmy przekształcają złożone składniki w ich prostsze i bardziej prozdrowotne postacie. Na przykład cukry przechodzą kompletną transformację i zamieniają się w kwasy organiczne. Te kwasy organiczne nie tylko przedłużają trwałość żywności, ale po spożyciu zmieniają środowisko w organizmie w taki sposób, że sprzyja ono rozwojowi dobrych, korzystnych mikroorganizmów. Jeśli chodzi o białka, mikroby rozkładają je na bioaktywne peptydy, które pomagają w regulacji ciśnienia krwi, a także wspierają modulację odporności. Dochodzi też do syntezy witamin, zwłaszcza z grupy B, co w naturalny sposób wzbogaca żywność – mówi Mohamed Mannaa.

Naukowcy zwrócili uwagę na to, że spożywanie fermentowanej żywności powoduje ponadto przejściowe wprowadzenie do przewodu pokarmowego złożonych społeczności mikroorganizmów, które dynamicznie wchodzą w interakcje z mikroflorą jelitową. Chociaż mikroorganizmy z fermentowanej żywności zazwyczaj nie wykazują długotrwałej kolonizacji, ich tymczasowa obecność znacząco wpływa na różnorodność mikroorganizmów, aktywność metaboliczną i odporność ekosystemu jelitowego. Regularne spożywanie produktów fermentowanych, takich jak jogurt, kefir, kimchi i kiszona kapusta, konsekwentnie wiąże się z korzystnymi zmianami w mikrobiomie jelitowym. Co godne uwagi, często zgłaszano zwiększoną różnorodność mikroorganizmów i wzbogacenie w taksony prozdrowotne, takie jak gatunki BifidobacteriumLactobacillus Akkermansia. Te korzystne mikroorganizmy wzmacniają funkcję bariery jelitowej, modulują reakcje immunologiczne i wspierają procesy przeciwzapalne.

– W próbkach kału osób spożywających produkty fermentowane nadal obecne są żywe mikroby, co oznacza, że są one w stanie przetrwać przejście przez przewód pokarmowy. Ich obecność, nawet krótkotrwała, przesuwa ekosystem jelitowy w kierunku zdrowszego środowiska, zwiększając różnorodność mikrobiomu i wspierając rozwój innych korzystnych bakterii. Podobnie dzieje się z metabolitami. Nawet jeśli same mikroby nie docierają do jelit, to metabolity wytwarzane podczas fermentacji pełnią rolę swoistych posłańców. Wzbogacają i wzmacniają florę jelitową i tłumią działanie niekorzystnych mikrobów, wspierając rozwój tych dobrych. W rezultacie zwiększają różnorodność mikrobiomu jelitowego i ograniczają liczebność szkodliwych mikroorganizmów – przekonuje badacz.

Doniesienia naukowe potwierdzają, że kiszonki mogą mieć znaczenie we wspieraniu leczenia chorób cywilizacyjnych, w tym otyłości. Wspomniany już szczep Akkermansia charakteryzuje się tym, że u osób otyłych czy też w modelach zwierzęcych otyłości jej kolonizacja jest bardzo niska albo wręcz bakteria ta nie występuje. U osób szczupłych, a także w badaniach na myszach okazywało się jednak, że jej wysoka liczebność korelowała z niższą ilością tkanki tłuszczowej. Jak podkreśla dr Mannaa, prowadzone były badania z suplementacją Akkermansii u ludzi, które wykazały, że rzeczywiście obniżała ona poziom tłuszczu w organizmie.

– Badane osoby przez 10 tygodni spożywały żywność fermentowaną. Wykazano, że produkty fermentowane obniżały poziom markerów zapalnych w organizmie i poprawiały różnorodność mikrobiomu nawet skuteczniej niż dieta bogata w błonnik. Inne badanie dotyczyło kimchi – fermentowanej kapusty popularnej w Azji, szczególnie w Korei. Po ośmiu tygodniach spożywania kimchi przez kobiety otyłe wykazano znaczący spadek tkanki tłuszczowej i poprawę zdrowia metabolicznego w porównaniu do grupy spożywającej niefermentowane kimchi. Udowodniono w ten sposób, że kluczowa była właśnie fermentacja, a nie sama kapusta. Dodatkowo długoterminowe badania populacyjne pokazały, że regularne spożywanie fermentowanych produktów mlecznych, takich jak jogurt czy kefir, wiąże się z niższym ryzykiem zachorowania na cukrzycę typu 2, choroby sercowo-naczyniowe, a także niektóre nowotwory – podkreśla naukowiec.

Źródło: Newseria

Około 30 tys. bezpłatnych badań i konsultacji ze specjalistami, setki wydarzeń edukacyjnych i działania, które mają dotrzeć nawet do 250 tys. mieszkańców. Gdańsk uruchomił całoroczny program „Gdańsk Wybiera Zdrowie”, który ma zachęcić mieszkańców do regularnej profilaktyki i wcześniejszego wykrywania chorób cywilizacyjnych.
W polskim systemie ochrony zdrowia profilaktyka wciąż pozostaje jednym z największych wyzwań. Wiele chorób cywilizacyjnych wykrywanych jest dopiero wtedy, gdy pojawiają się poważne objawy, a możliwości leczenia są już ograniczone. Dlatego coraz więcej samorządów próbuje przesunąć akcent z leczenia na zapobieganie chorobom. Jednym z najbardziej kompleksowych przykładów takiego podejścia jest nowy program miasta Gdańsk pod nazwą „Gdańsk Wybiera Zdrowie”.

To całoroczna inicjatywa profilaktyczna, w ramach której mieszkańcy będą mogli skorzystać z bezpłatnych badań, konsultacji specjalistycznych, warsztatów i wydarzeń edukacyjnych promujących zdrowy styl życia. W sumie zaplanowano około 30 tysięcy badań i konsultacji, a działania edukacyjne mają dotrzeć do nawet kilkuset tysięcy mieszkańców.

Program ma także uporządkować i połączyć wiele inicjatyw zdrowotnych, które dotychczas funkcjonowały w mieście w różnych formach. Gdańsk od lat realizuje liczne działania profilaktyczne skierowane do kobiet, mężczyzn oraz seniorów. Teraz wszystkie te inicjatywy mają funkcjonować w ramach jednego spójnego projektu edukacyjnego i zdrowotnego.

Założenie jest proste. Jeżeli mieszkańcy będą mieli łatwiejszy dostęp do badań i rzetelnej wiedzy o zdrowiu, chętniej będą z nich korzystać. To z kolei zwiększa szansę na wcześniejsze wykrycie chorób cywilizacyjnych, które w Polsce pozostają jedną z głównych przyczyn przedwczesnych zgonów.

Program został zaplanowany na cały rok i podzielony na dwanaście tematycznych miesięcy. Każdy z nich będzie poświęcony innemu obszarowi zdrowia publicznego. Wśród tematów znalazły się między innymi cukrzyca i insulinooporność, choroby otępienne, zdrowie reprodukcyjne kobiet, szczepienia ochronne, choroby serca, profilaktyka nowotworów kobiet i mężczyzn, choroby zakaźne oraz zdrowie psychiczne.

W ramach programu organizowane będą zarówno badania profilaktyczne, jak i spotkania edukacyjne. Mieszkańcy będą mogli sprawdzić między innymi poziom glukozy, ciśnienie tętnicze, skład ciała czy wskaźnik BMI. Zaplanowano również konsultacje dietetyczne, warsztaty dotyczące zdrowego stylu życia, wykłady ekspertów oraz spotkania poświęcone profilaktyce chorób przewlekłych. Ważnym elementem projektu jest także współpraca z instytucjami medycznymi, organizacjami społecznymi oraz ekspertami zajmującymi się zdrowiem publicznym. Dzięki temu działania edukacyjne i profilaktyczne mają obejmować szeroki zakres problemów zdrowotnych i docierać do różnych grup mieszkańców.

Rosnąca liczba chorób cywilizacyjnych sprawia, że działania profilaktyczne stają się jednym z kluczowych wyzwań współczesnej polityki zdrowotnej. Choroby serca, cukrzyca, nowotwory czy zaburzenia metaboliczne coraz częściej dotykają osoby w wieku produkcyjnym, co wpływa nie tylko na zdrowie społeczeństwa, ale również na funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia.

Program „Gdańsk Wybiera Zdrowie” jest próbą odpowiedzi na te wyzwania na poziomie lokalnym. Zamiast jednorazowych akcji miasto proponuje systematyczne działania profilaktyczne realizowane przez cały rok. Ich celem jest nie tylko wykonywanie badań, ale także budowanie świadomości zdrowotnej mieszkańców i zachęcanie do regularnego dbania o zdrowie. W praktyce oznacza to zmianę podejścia do zdrowia publicznego. Coraz więcej uwagi poświęca się nie tylko leczeniu chorób, ale także tworzeniu warunków, które pozwalają im zapobiegać.

A w medycynie jedna zasada pozostaje niezmienna. Najskuteczniejszym leczeniem często okazuje się profilaktyka.

Źródło: www.gdansk.pl

Zespół sercowo-nerkowo-metaboliczny (CRM) staje się jednym z najpoważniejszych wyzwań zdrowotnych współczesnej Europy, a skala problemu w Polsce rośnie z roku na rok. Wzajemne przenikanie się chorób metabolicznych, nerkowych i sercowo-naczyniowych sprawia, że miliony pacjentów trafiają do systemu opieki zdrowotnej z zaawansowanymi powikłaniami, których można byłoby uniknąć dzięki odpowiedniej profilaktyce i wczesnym badaniom diagnostycznym. Mimo dostępności nowoczesnych terapii – w tym flozyn, refundowanych i dostępnych nawet bezpłatnie dla osób powyżej 65. roku życia – nadal jedynie około 20 procent pacjentów, którzy powinni je otrzymywać, korzysta z tego leczenia.

Eksperci podkreślają, że poprawa sytuacji wymaga nie tylko rozszerzenia dostępu do prostych badań pozwalających wykryć powikłania na bardzo wczesnym etapie, ale również gruntownej zmiany świadomości – zarówno wśród pacjentów, jak i personelu medycznego. Choroby metaboliczne, cukrzyca, niewydolność serca i przewlekłe choroby nerek nie rozwijają się w izolacji. Tworzą błędne koło, które nieleczone prowadzi do przedwczesnych zgonów, udarów, zawałów i ciężkiej niewydolności narządowej.

W tym kontekście eksperci z zakresu diabetologii, kardiologii, nefrologii, medycyny rodzinnej i zdrowia publicznego wzywają do spójnego, kompleksowego podejścia do CRM, opartego na edukacji, standardach klinicznych i wykorzystaniu nowoczesnych terapii, których skuteczność została jednoznacznie potwierdzona w badaniach.

Groźne powikłania cukrzycy.

Cukrzyca w Polsce dotyczy ok. 3 mln osób, a wraz ze stanem przedcukrzycowym nawet 8 mln. Ministerstwo Zdrowia prognozuje 4,2 mln chorych do 2030 r., a zachorowania mogą objąć nawet co 10. Polaka. Cukrzyca często prowadzi do powikłań sercowych i nerkowych, przez co wielu pacjentów równocześnie wymaga opieki kardiologicznej i nefrologicznej, generując duże obciążenie zdrowotne i systemowe. Wzajemne nakładanie się zaburzeń metabolicznych, chorób serca i chorób nerek określane mianem zespołu sercowo – nerkowo – metabolicznego (ang. CRM) stanowi jedno z największych wyzwań zdrowotnych współczesnej Europy. Ich wpływ na zdrowie publiczne stale rośnie, co powinno skłaniać do zdecydowanych i pilnych działań. Kluczowe znaczenie ma wczesne wykrywanie nieprawidłowości, zwiększanie świadomości zarówno wśród pacjentów, jak i personelu medycznego, skuteczne hamowanie postępu choroby oraz wdrażanie efektywnego leczenia. Takie podejście daje szansę na ograniczenie powikłań, poprawę jakości życia i zapewnienie pacjentom możliwie najdłuższego, zdrowego życia. Prof. Karolina Kędzierska-Kapuza, z Centrum Diabetologicznego PIM MSWiA, wyjaśnia –  Najważniejsze, aby uświadomić sobie, że te schorzenia nie występują niezależnie, ale wpływają na siebie nawzajem, tworząc błędne koło. Przykładowo cukrzyca, która jest chorobą metaboliczną, powoduje szereg zaburzeń, które doprowadzają m.in. do nasilenia miażdżycy i uszkodzenia serca. Chore serce, które zmaga się z chorobą wieńcową czy niewydolnością, doprowadza do uszkodzenia nerek. Nerki gorzej pracują, gorzej filtrują toksyny z organizmu, a to powoduje, że podnosi się ciśnienie i z kolei to wtórnie obciąża mięsień sercowy. To wszystko zwiększa ryzyko zdrowotne i doprowadza pacjenta do przedwczesnej śmierci.

Dr Monika Zamarlik z Federacji Diabetyków wskazuje, że pacjenci cukrzycowi mają niestety bardzo małą świadomość powikłań tej choroby, innych niż problemy z oczami czy stopa cukrzycowa. Wiedzą, że powinni mieć dobre poziomy glikemii, nie do końca jednak zdają sobie sprawę z konsekwencji glikemii nieprawidłowej, takich jak problemy z nerkami i problemy sercowo-naczyniowe.

Takiego zdania jest również prof. Anna Jeznach-Steinhagen  z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, a przecież co trzeci pacjent, który ma cukrzycę typu 2, cierpi na chorobę sercowo-naczyniową i nadal większość pacjentów z tego powodu umiera. Te powikłania mogą się pojawić wcześniej, już nawet na etapie nadwagi i otyłości, tym bardziej że w Polsce mamy 18 milionów osób z nadwagą i oraz 8 do 11 milionów ze stanem przedcukrzycowym.

Proste badania, które pozwalają wcześniej wykryć powikłania.

Lekarze, zarówno POZ, jak i specjaliści, powinni dążyć do tego, aby powikłania wykrywać na bardzo wczesnym etapie. Jest to możliwe m.in. poprzez zbadanie u zdiagnozowanego pacjenta diabetologicznego markerów uszkodzenia nerek:

Warto, aby te badania wykonywać raz w roku, może je zlecić lekarz pierwszego kontaktu, o ile (w przypadku UACR) realizuje ścieżkę nefrologiczną w opiece koordynowanej – badanie powinno być dostępne w każdej placówce POZ. Podstawowa Opieka Zdrowotna w ostatnich latach otrzymała od decydentów sporo narzędzi do tego, aby odpowiadać na choroby cywilizacyjne. Można wymienić choćby opiekę koordynowaną czy programy profilaktyczne dla coraz młodszych grup wiekowych. Dr Aleksander Biesiada z Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej uważa –  przez bardzo długi czas budowaliśmy medycynę rodzinną w Polsce, pozbawiając ją różnych narzędzi, a to diagnostycznych, a to preskrypcyjnych i sprowadziliśmy ją przez to niestety do miejsca, które ma za zadanie tylko zreferować pacjenta i „wypchnąć” go dalej w głąb systemu. I teraz trzeba ten wizerunek zmienić, uświadomić np. na jakie badania może skierować lekarz POZ. Próbujemy to robić poprzez edukację, zarówno samych zespołów lekarskich czy pielęgniarskich, jak i pacjenta. Bez intensywnej roli podstawowej opieki zdrowotnej nie uda nam się takich schorzeń jak CRM wyhamować odpowiednio wcześnie.

Magdalena Kołodziej, Prezes Fundacji MY Pacjenci, na podstawie raportu „Pacjent z chorobą przewlekłą w systemie ochrony zdrowia”  wskazuje, że leczenie choroby przewlekłej u 43 proc. pacjentów prowadzone jest przez lekarza w poradni specjalistycznej. Podkreśla, że najważniejsza jest edukacja, ponieważ pacjenci czas nie traktują lekarza POZ jako specjalisty, ponadto nie wiedzą jakie badania taki lekarz może nam zlecić. Natomiast wskazują, że gdyby lekarz POZ miał szeroki wachlarz badań diagnostycznych, zdecydowaliby się na prowadzenie przewlekłej choroby u tego lekarza. Ponad połowa pacjentów uważa, że byłoby to bezpieczne i wygodne.

Niewydolność serca – chorujemy na cukrzycę, umieramy na serce.

Dr Filip Pawliczak, specjalista chorób wewnętrznych w trakcie specjalizacji z kardiologii, sekretarz Okręgowej Izby Lekarskiej w Łodzi podkreśla, że niewydolność serca to choroba o wielu twarzach i bardzo poważnym rokowaniu, czasem gorszym niż w niektórych chorobach nowotworowych. Ta, która rozwija się w przebiegu zespołu sercowo-nerkowo-metabolicznego ma nawet w badaniach widoczną zachowaną funkcję skurczową lewej komory, czyli serce ma odpowiednią siłę do wypchnięcia krwi przez aortę do reszty ciała. Ekspert komentuje – Pacjenci tacy rozwijają już objawy niewydolności, mają ograniczenie tolerancji wysiłku. Dochodzi do przebiegu nadciśnienia, do usztywnienia ścian mięśnia lewej komory, do powiększenia lewego przedsionka i cała architektura serca na poziomie komórkowym ulega pewnej degradacji. Natomiast warto zwrócić uwagę, że zarówno pacjenci w stanie przedcukrzycowym, jak i z cukrzycą, mogą w przebiegu swojego życia rozwijać bardzo różne powikłania sercowo-naczyniowe, które nie zawsze prowadzą do takiej samej niewydolności serca. U niektórych rozwinie się migotanie przedsionków, u innych będzie to choroba wieńcowa i to może być powodem rozwoju niewydolności serca.

Prof. Agnieszka Pawlak z Kliniki Kardiologii PIM MSWiA dodaje, że dla kardiologa każdy pacjent cukrzycowy jest już na pierwszym etapie niewydolności serca, bo to pacjent z czynnikami ryzyka. I brak działania na tym etapie zbierze żniwo w postaci przedwczesnych zgonów, udarów i zawałów serca. Natomiast tu również jest do dyspozycji badanie diagnostyczne, marker uszkodzenia mięśnia sercowego – NT-proBNP, który wskazuje poziom wydzielanego przez komory serca konkretnego peptydu. Wysoki poziom NT-proBNP może świadczyć o zwiększonym obciążeniu serca.

Działania do wykonania, aby poprawić sytuację chorych na zespół sercowo- nerkowo-metaboliczny.

Eksperci wskazują na dwa aspekty, które mogłyby zdecydowanie poprawić sytuację pacjentów i personelu medycznego w kwestii zespołu sercowo-nerkowo-metabolicznego.

Pierwszym z nich jest odpowiednie leczenie,  w tym dostępnymi lekami z grupy flozyn, tym bardziej że można je stosować u pacjentów już na wczesnym etapie uszkodzenia nerek. Leczenie może odsunąć w czasie widmo schyłkowej niewydolności nerek czasami o dziesiątki lat. Flozyny znajdują swoje zastosowanie zarówno w leczeniu cukrzycy, jak i   chorób serca, chronią również nerki. Dostępne badania potwierdzają wysoki profil bezpieczeństwa flozyn oraz poprawę rokowania u pacjentów, zmniejszoną liczbę hospitalizacji czy poprawę jakości życia, rozumianą często jako możliwość wstania z łóżka czy przygotowania sobie posiłku. Prof. Anna Jeznach-Steinhagen podkreśla, że w przypadku pacjenta z bardzo wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym, leczenie flozynami jest pierwszym wyborem. Tymczasem w Polsce flozynami leczonych jest jedynie 20 proc. pacjentów, którzy powinni ją otrzymywać.

Drugi aspekt to tzw. brak łączenia kropek w przypadku zespołu sercowo-nerkowo-metabolicznego. Dotyczy to zarówno pacjentów, którzy nie mają świadomości powikłań nadwagi, otyłości czy w konsekwencji cukrzycy, jak i lekarzy, którzy nie patrzą na pacjenta całościowo. Dr n. med. Agnieszka Gorgoń-Komor, Senator RP, podkreśla: Powinniśmy zmierzać do tego, aby traktować problem w sposób spójny, kompleksowy, a mamy do czynienia z taką fragmentaryzacją leczenia. Trzeba to wszystko tłumaczyć pacjentowi i stosować w leczeniu CRM standardy, wytyczne, oparte na badaniach klinicznych, metaanalizach, gdzie mamy ewidentną redukcję śmiertelności i wydłużenie życia.

Źródło: Komunikat Prasowy

Choroby cywilizacyjne stają się jednym z największych zagrożeń dla zdrowia Polaków i stabilności rynku pracy. Rosnąca liczba zawałów, udarów, depresji, otyłości i uzależnień pokazuje, że tradycyjne działania profilaktyczne – oparte głównie na zakazach i edukacji – nie przynoszą oczekiwanych efektów. Eksperci alarmują, że potrzebne jest nowoczesne podejście oparte na redukcji szkód, które w krajach takich jak Dania czy Wielka Brytania realnie obniżyło liczbę palących, zawałów i nowotworów płuca. Przykłady te mogą być szansą także dla Polski, gdzie dwie trzecie zgonów poniżej 75. roku życia wciąż wynika z przyczyn możliwych do uniknięcia.
Polacy coraz częściej wypadają z rynku pracy z powodu chorób cywilizacyjnych, a ich stan zdrowia pogarszają nałogi, z którymi państwo nie potrafi skutecznie walczyć. Eksperci podkreślają, że rosnące zagrożenia kardiologiczne, depresja, otyłość i uzależnienia wymagają nowoczesnego podejścia, a restrykcje czy zakazy nie przynoszą oczekiwanych efektów. Przykłady innych krajów pokazują, że jedną z metod realnie obniżających ryzyko zdrowotne jest harm reduction, czyli ograniczanie szkód.

 Obecnie mamy do czynienia z epidemią chorób cywilizacyjnych. Polska niestety należy do krajów bardzo wysokiego ryzyka w stosunku do Europy. Bardzo duże jest występowanie miażdżycy, jak i jej skutków, czyli choroby wieńcowej, udaru mózgu, choroby tętnic obwodowych, ale także cukrzycy i otyłości. To są główne bolączki obecnych czasów – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria dr n. med.

Małgorzata Jasiewicz, kardiolog, adiunkt w Katedrze Kardiologii i Chorób Wewnętrznych w Collegium Medicum w Bydgoszczy, UMK w Toruniu.

Otyłość, palenie tytoniu, nadużywanie alkoholu, siedzący tryb życia i problemy psychiczne to kluczowe czynniki ryzyka chorób cywilizacyjnych. Negatywnie wpływają na układ sercowo-naczyniowy, zwiększają ryzyko nowotworów. To właśnie te czynniki, zwłaszcza kumulacja otyłości, palenia i braku ruchu, odpowiadają za rosnący udział zgonów możliwych do uniknięcia.

Raport NIZP-PZH „Sytuacja zdrowotna ludności Polski i jej uwarunkowania 2025” wskazuje, że dwie trzecie zgonów osób w wieku poniżej 75 lat jest związanych z przyczynami możliwymi do uniknięcia. Choroby układu krążenia i nowotwory złośliwe odpowiadały w 2023 roku za ponad 60 proc. zgonów Polaków.

 W 2022 roku na prawie 460 tys. zgonów niestety 160 tys. wynikało właśnie z chorób układu krążenia, przede wszystkim 80 tys. to były zawały serca, 78 tys. to były udary mózgu. Też niestety wpływa to na liczba osób, które znikają z rynku pracy – jeśli choroba już zaczyna się powyżej 40. roku życia, to mamy wysoki wskaźnik lat z niepełnosprawnością spowodowaną chorobą – tłumaczy Małgorzata Jasiewicz.

Obecnie w Polsce wskaźnik DALY (disability-adjusted life years), czyli suma lat życia utracona z powodu przedwczesnego zgonu lub z niepełną  sprawnością, jest znacznie wyższa niż w krajach tak zwanej starej piętnastki europejskiej. Kluczowe znaczenie w przypadku zapobiegania chorobom ma profilaktyka, jak jednak wskazuje ekspertka – nawet zawał czy ciężka choroba nie zawsze wpływają na zmianę nawyków żywieniowych czy większej aktywności.

 Okazuje się, że np. otyłych pozostaje niestety nadal około 40 proc. osób, wiadomo, że otyłość również jest chorobą przewlekłą, trudno z nią walczyć, może teraz takim game changerem są leki. Ale jeśli chodzi o podejmowanie zalecanej aktywności fizycznej na przykład, czyli o 30 minutach dziennie, nieaktywnych pozostaje nadal około 55–60 proc. Jeśli chodzi o palenie papierosów, to nadal palących pozostaje też 55 proc., czyli widać, jak bardzo trudno jest zmienić swoje nawyki i wyjść z nałogu – zauważa kardiolog.

Polska jest obecnie w czołówce Europy pod względem otyłości wśród dzieci i młodzieży. Według wyników WHO COSI co trzecie polskie dziecko w wieku wczesnoszkolnym ma nadmierną masę ciała, a otyłość dotyczy 15 proc. ośmiolatków. Liczba samobójstw, choć w 2024 roku po raz pierwszy od 2020 roku spadła poniżej 5 tys. i wyniosła 4845 (mniej o 7,4 proc. w stosunku do 2023 roku), pozostaje wysoka. Brak ruchu i niewłaściwa dieta dodatkowo wzmacniają ryzyko sercowo-naczyniowe. Tymczasem właściwa profilaktyka – od ograniczenia palenia po aktywność fizyczną, higienę snu i kontrolę masy ciała – może wydłużyć życie nawet o dekadę i znacząco zmniejszyć ryzyko zawałów oraz udarów.

 Bardzo trudno jest zmienić te nawyki, nawet po tak ciężkiej chorobie, jaką jest zawał. Musimy podejmować inne kroki – nastawić się na cel, jaki możemy osiągnąć. Czyli wiadomo, że jeśli człowiek chce zmienić wszystko, to może się to nie udać, bo jest to bardzo trudne. Trzeba to robić małymi krokami, albo stopniowo, albo nawet pojedynczo – tłumaczy przedstawicielka UMK w Toruniu.

Eksperci podkreślają, że klasyczne działania edukacyjne i zakazowe nie wystarczą, bo osoby uzależnione zawsze znajdą sposób na zdobycie środka, który pozwala im regulować emocje. Państwa, które odniosły największy sukces w ograniczaniu palenia, jak Dania czy Wielka Brytania, zastosowały szerokie programy harm reduction, czyli redukcji szkód, m.in. poprzez alternatywne produkty nikotynowe o znacząco niższej szkodliwości. Eksperci oceniają, że podobne podejście mogłoby ograniczyć liczbę zawałów, udarów i zgonów. W Polsce w ramach wojewódzkich ośrodków terapii uzależnień i współuzależnień działają np. programy kontrolowanego picia, podobne programy redukcji szkód dotyczą opiatów. Nie ma natomiast programów dotyczących palenia papierosów.

 Rakotwórcze są głównie produkty spalania, wpływają też na rozwój miażdżycy. Jeśli nie jesteśmy w stanie namówić pacjenta czy sprawić, żeby rzucił palenie, to zmniejszmy skutki, czyli mówmy o produktach, które są mniej szkodliwe, czyli np. to są produkty, w których stosuje się podgrzewanie, czyli tzw. produkty heat not burn, albo tytoń doustny, czyli np. saszetki nikotynowe. Zostało już udowodnione, że ma to dobrą skuteczność, szczególnie w Danii czy w Wielkiej Brytanii, gdzie dzięki temu udało się zmniejszyć liczbę palących do 5 proc., co jest właściwie takim celem, ale też przede wszystkim zmniejszyła się liczba nowotworów płuc. Tak że widać tutaj duży sukces i skuteczność tego typu polityki – podkreśla dr Małgorzata Jasiewicz.

Źródło: Newseria

„Nie dążymy już tylko do wyrównania metabolicznego cukrzycy, ale do zapewnienia pacjentowi takiego samego komfortu życia, jak u osób bez cukrzycy” – to jedno z najważniejszych przesłań ekspertów podczas debaty z okazji Światowego Dnia Cukrzycy, który obchodzono 4 listopada. Słowa te doskonale oddają kierunek zmian w podejściu do leczenia cukrzycy – z choroby ograniczającej codzienne funkcjonowanie, staje się ona schorzeniem, z którym można żyć aktywnie i zawodowo.

Tegoroczny Światowy Dzień Cukrzycy, obchodzony pod hasłem „Pracuję z cukrzycą”, zwraca uwagę na znaczenie aktywności zawodowej osób z tą chorobą. Jak podkreśla Polskie Towarzystwo Diabetologiczne, hasło można rozumieć dwojako – jako determinację w codziennym dbaniu o zdrowie („pracuję nad sobą”) oraz jako dowód, że cukrzyca nie musi wykluczać z życia zawodowego.

Postęp w terapii, coraz szerszy dostęp do nowoczesnych leków i technologii diabetologicznych sprawiają, że pacjenci mogą dziś skutecznie kontrolować chorobę i prowadzić aktywne, satysfakcjonujące życie. To pozytywne przesłanie ma również wymiar społeczny – ma przełamywać stereotypy i pokazywać, że osoby z cukrzycą mogą być pełnoprawnymi uczestnikami rynku pracy.

Nowoczesne leczenie – inwestycja, która się zwraca

W ostatnich latach w Polsce dokonał się ogromny postęp w leczeniu cukrzycy. Refundacją objęto kluczowe nowoczesne terapie, takie jak flozyny i agoniści receptora GLP-1, a także systemy ciągłego monitorowania stężenia glukozy (CGM).

Jak podkreślają eksperci, zgodnie z wytycznymi Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, leki te powinny być stosowane już na początku leczenia cukrzycy typu 2 – w połączeniu lub zamiast metforminy – ponieważ nie tylko skutecznie regulują poziom glukozy, ale też zmniejszają ryzyko sercowo-naczyniowe i chronią nerki.

Mimo postępu nadal istnieją ograniczenia. W Polsce refundacja pomp insulinowych jest pełna tylko do 26. roku życia, a pacjenci po tym wieku tracą dostęp do nowoczesnych systemów zautomatyzowanego podawania insuliny. Tymczasem raporty ZUS pokazują, że stosowanie systemów CGM zmniejsza o 20 proc. liczbę dni absencji chorobowej. Z ekonomicznego punktu widzenia rozszerzenie refundacji nowoczesnych terapii to inwestycja, która może się szybko zwrócić – aż 75 proc. kosztów leczenia cukrzycy pochłaniają powikłania choroby.

Praca jako element terapii i motywacja do dbania o zdrowie

Eksperci zwracają uwagę, że praca zawodowa to nie tylko źródło utrzymania, ale także ważny element terapii. Daje poczucie sensu, przynależności i sprawczości – czynniki niezbędne dla utrzymania zdrowia psychicznego i motywacji do leczenia. Osoby z cukrzycą często wykazują się większą samodyscypliną, odpowiedzialnością i konsekwencją – cechami cenionymi na rynku pracy.

Niestety, mimo postępu w leczeniu, nadal istnieją bariery i stereotypy. Jeszcze niedawno istniały listy zawodów niedostępnych dla diabetyków z powodu ryzyka hipoglikemii. Dziś, dzięki nowoczesnym technologiom, to ryzyko jest minimalne – jednak świadomość społeczna nie zawsze nadąża za medycyną. Dlatego tak ważna jest edukacja zarówno pracowników, jak i pracodawców – by zrozumieli, że cukrzyca nie jest przeszkodą w aktywności zawodowej.

Cukrzyca w Polsce – liczby, wyzwania i przyszłość

W Polsce z cukrzycą żyje dziś około 3 miliony osób, z czego ponad milion nie ma jeszcze postawionej diagnozy. Dominującym typem choroby jest cukrzyca typu 2 (ok. 90 proc. przypadków). Jeśli nie zostaną wdrożone skuteczne działania profilaktyczne, do 2035 r. liczba chorych może wzrosnąć o ponad 200 tys. rocznie. Według danych WHO, celem na rok 2030 jest diagnozowanie 80 proc. przypadków cukrzycy – w Polsce wciąż pozostajemy poniżej tego progu. Dlatego poza poprawą dostępu do nowoczesnych terapii konieczne są także programy przesiewowe i edukacyjne, zwiększające świadomość społeczną i wczesne wykrywanie choroby. Powikłania cukrzycy – takie jak neuropatia, retinopatia, nefropatia czy zespół stopy cukrzycowej – dotykają ponad połowę pacjentów. Wczesne rozpoznanie i skuteczna kontrola glikemii mogą temu zapobiec. Regularne badania, aktywność fizyczna i odpowiednia dieta to nadal fundament skutecznej profilaktyki.

Nowoczesne terapie, technologie monitorujące poziom glukozy i coraz większa świadomość społeczna sprawiają, że cukrzyca przestaje być chorobą wykluczającą. Praca zawodowa osób z cukrzycą nie tylko jest możliwa – może być również motorem skutecznej terapii i poprawy jakości życia.
Hasło tegorocznego Światowego Dnia Cukrzycy – „Pracuję z cukrzycą” – to nie tylko przesłanie, ale i apel: o równe szanse, edukację, dostęp do nowoczesnych terapii i zmianę myślenia o chorobie, z którą można żyć aktywnie i z satysfakcją.

Źródło: Komunikat Prasowy

Rosnące zapotrzebowanie na leki w Polsce stawia przed sektorem farmaceutycznym i logistycznym coraz większe wyzwania. Tylko w pierwszym kwartale 2025 roku Polacy kupili 450 milionów opakowań leków, co oznacza wzrost o 3,5% w porównaniu z rokiem poprzednim. Starzenie się społeczeństwa, wzrost liczby chorób cywilizacyjnych oraz coraz lepsza diagnostyka sprawiają, że zapewnienie ciągłości dostaw leków staje się jednym z kluczowych filarów bezpieczeństwa zdrowotnego kraju. Jak na te zmiany reaguje rynek farmalogistyki? Jakie innowacje wprowadzają operatorzy, by sprostać rosnącym potrzebom pacjentów?
Jedynie w I kwartale 2025 r. Polacy kupili 450 mld opakowań leków, czyli aż 3,5% więcej niż jeszcze rok temu. Zgodnie z najnowszymi danymi – prawie 90% polskich pacjentów deklaruje, że regularnie kupuje leki na receptę, a co więcej – Polska znajduje się w czołówce Europy pod względem spożycia medykamentów. Wszystko wskazuje, że zapotrzebowanie na nie stale będzie rosło ze względu na starzenie się społeczeństwa, choroby cywilizacyjne czy rosnącą świadomość i diagnostykę. Jak w odpowiedzi na zwiększające się zapotrzebowanie radzi sobie logistyka farmaceutyczna?

W 2023 r. Polacy kupili 950 mln opakowań leków OTC, co w przeliczeniu na przeciętnego dorosłegomieszkańcadaje nawet  30 opakowań leków. Według danych PEX tylko w pierwszych trzech miesiącach 2025 r. w aptekach sprzedano 450 mld opakowań leków. Z roku na rok zwiększa się liczba medykamentów dostępnych na rynku i rośnie też zapotrzebowanie na nie, co jest efektem trzech głównych czynników: starzenia się społeczeństwa, coraz częstszych chorób cywilizacyjnych oraz rosnącej świadomości pacjentów i możliwości diagnostycznych.

Coraz starsi, coraz bardziej schorowani i lepiej zdiagnozowani

Mediana wieku Polaków obecnie wynosi prawie 43 lata. Według danych WorldData plasuje to nasz kraj na 33. miejscu na świecie pod względem wieku społeczeństwa, ale w perspektywie najbliższych 25 lat – mediana wieku w Polsce może wzrosnąć do 52 lat. Co więcej, jak twierdzą eksperci ZUS, w ok. 70% przypadków powodem śmierci są choroby cywilizacyjne – w tym m.in. cukrzyca, otyłość, nabyte choroby sercowo-naczyniowe, niektóre nowotwory… A taka perspektywa wskazuje na dalszy wzrost zapotrzebowania lekowego.

Wpływ na zwiększony popyt na medykamenty ma również coraz lepsza diagnostyka medyczna. Wysoka jakość i dokładny – jak nigdy wcześniej – sprzęt medyczny, pozwala na precyzyjne badanie stanu zdrowia pacjentów. Rosnąca świadomość Polaków, liczne kampanie edukacyjne czy programy takie jak „Moje Zdrowie” powodują, że też częściej podejmuje się decyzje o weryfikacji swojego stanu zdrowia.

W ostatnich latach wyraźnie zmieniły się postawy Polaków wobec zdrowia. Coraz więcej osób regularnie wykonuje badania, ze względu na rosnącą świadomość znaczenia wczesnego wykrywania chorób. To bardzo pozytywne zjawisko, bo przekłada się na szybsze rozpoczęcie leczenia i lepsze rokowania pacjentów. Z drugiej strony, większa wykrywalność chorób naturalnie skutkuje wzrostem zapotrzebowania na leki. W praktyce oznacza to konieczność przygotowania systemu ochrony zdrowia – w tym sektora farmaceutycznego i logistycznego – na rosnące potrzeby pacjentów. Dlatego tak istotne staje się zapewnienie ciągłości dostaw leków i rozwój nowoczesnej farmalogistyki, która gwarantuje bezpieczeństwo lekowe w skali całego kraju – mówi Bartłomiej Wnęk, Dyrektor ds. Operacji i Procesów Logistycznych Pharmalink.

Na rosnące zapotrzebowanie lekowa wpływ mają także zmiany klimatu, towarzyszący im rozwój chorób i schorzeń, czy też nowe warianty chorób. A zważywszy na sytuację geopolityczną zwiększa się także potrzeba bezpieczeństwa lekowego, stabilności dostaw, co szczególnie po pandemii COVID-19 wezbrało na sile. Coraz większe zapotrzebowanie stwarza wyzwania nie tylko branżom farmaceutycznym i medycznym, ale także sektorowi okołofarmaceutycznemu, w tym logistyce.

Logistyka leków w Polsce

Zapotrzebowanie na wyspecjalizowany transport leków i wyrobów medycznych stale rośnie, czego dowodem może być wzrost przychodów Pharmalink o 33% zaledwie w perspektywie dwóch lat – od 2021 do 2023 r. Choć Polska w Europie zajmuje pozycję lidera w branży transportowej, odpowiadając za realizację ok. 20% wszystkich przewozów w Unii Europejskiej, na co wskazują dane Eurostatu, to wyzwania transportu leków są niemałe nawet na naszym rynku. Wynikają one nie tyle co z potrzeby samego transportu, co wysokiej specjalizacji i jakości przewozu leków.

– Transport leków wymaga zachowania ciągłości łańcucha chłodniczego oraz pełnej identyfikowalności każdej partii. Często konieczny jest także monitoring GPS i IoT umożliwiający śledzenie przesyłki w czasie rzeczywistym, specjalne uprawnienia kierowców oraz wyspecjalizowane technologie wspierające fracht.Transport leków wymaga nie tylko doskonałej organizacji, lecz także wyjątkowej dyscypliny i gotowości do pracy o każdej porze, by preparat trafił na czas tam, gdzie jest potrzebny – do szpitala, apteki czy bezpośrednio do pacjenta. Podczas wzmożonych zachorowań sezonowych czy kryzysów epidemiologicznych to właśnie sprawna logistyka pozwala utrzymać ciągłość dostaw leków i sprzętu, wspierając działania mające na celu opanowanie sytuacji. – mówi dyrektor Pharmalink.

Struktura prawna dotycząca dostępności leków (pakiet farmaceutyczny), choć dopiero w budowie, już teraz wskazuje na wysokie znaczenie specjalizacji i profesjonalizacji przewozów leków, a także jeszcze mocniej podkreśla samą potrzebę transportu farmaceutycznego.

Logistyka w gotowości

Aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu i oczekiwaniom dotyczącym przewozu leków, operatorzy logistyczni polskim rynku – jak Pharmalink – wprowadzą szereg rozwiązań, których zadaniem jest zapewnienie stabilności transportu, usprawnienie dostaw i stale podnoszenie jakości świadczonej usługi. Ważnym elementem jest w tym zakresie dywersyfikacja lokalizacji magazynów i hurtowni farmaceutycznych oraz hubów dystrybucyjnych. Dzięki temu zwiększa się odporność systemu na ewentualne zakłócenia, minimalizuje się ryzyko braków lekowych, a przede wszystkim usprawnia się czas dostaw. Ponadto, wiele magazynów czy hurtowni lekowych coraz częściej wyposażana jest w inteligentne systemy – roboty, które skracają czas kompletacji zamówień, zwiększają bezpieczeństwo i tym samym również przyspieszają proces dostarczania leków do chorych. Sprawny system logistyczny, optymalizacja tras znacząco pozwalają obniżyć koszty przewozu, optymalizują często czas dojazdu, a nawet w wielu przypadkach pozwalają zredukować emisję CO2.

– Obserwując dynamikę rynku i zapotrzebowanie lekowe w Pharmalink, rozwijamy kolejne magazyny i centra dystrybucyjne w nowych lokalizacjach, by maksymalnie usprawnić proces dostaw. Zróżnicowanie lokalizacyjne magazynów sprawia, że czas przewozu leków zmniejsza się, a dostawy mogą być realizowane w timingu lepiej dostosowanym do klientów końcowych. Zatem, gdy tylko dostrzegamy możliwości kolejnych optymalizacji – wdrażamy je – podsumowuje Bartłomiej Wnęk z Pharmalink.

Zagraniczne dostawy

Warto podkreślić też, że dobrze zorganizowany system logistyczny i sprawne dostawy są kluczowe zwłaszcza ze względu na bardzo duże uzależnienie Polski od leków i substancji czynnych sprowadzonych z zagranicy. Choć w Polsce znajduje się 100 zakładów farmaceutycznych, to ponad 70% substancji czynnych wykorzystywanych w produkcji leków w Europie pochodzi z Chin i Indii. Co więcej, w Polsce odsetek ten jest wyższy i wynosi 80%.

Logistyka leków stoi przed odpowiedzialnym zadaniem. Musi sprostać rosnącemu popytowi i zagwarantować bezpieczeństwo oraz stabilność dostaw. Dostępność leków jest filarem bezpieczeństwa zdrowia i życia Polaków, a  w obliczu tak dużego uzależnienia od eksportu, logistyka i transport stanowią jej podstawę. Starzenie się społeczeństwa, wzrost liczby chorób cywilizacyjnych oraz coraz lepszej diagnostyki medycznej, powodują, że tylko sprawna, zoptymalizowana i profesjonalna logistyka będzie w stanie odpowiedzieć na potrzeby pacjentów i całego systemu ochrony zdrowia.

Źródło: Komunikat Prasowy