Medicalpress
600 mieszkańców województwa opolskiego skorzystało w pierwszym roku realizacji programu badań medycznych „WygrajMY z miażdżycą” w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Opolu. Program jest elementem 5-letniego projektu naukowego „Profilaktyczna interwencja sercowo-naczyniowa w prewencji wielochorobowości (CV-IMP)”, którego celem jest zapobieganie rozwojowi chorób sercowo-naczyniowych w Polsce.
– Zbliżamy się do półmetka naszych badań, na które zaprosiliśmy dotychczas 600 z zaplanowanych 1500 mieszkańców województwa opolskiego z rozpoznaną miażdżycą. Sprawdzamy, czy ta miażdżyca rozwija się wielołożyskowo (w naczyniach krwionośnych w sercu, tętnicach kończyn dolnych, ośrodkowym układzie nerwowym). Wykonujemy u tych osób badania laboratoryjne, obrazowe (rezonans głowy i serca, tomografię serca i kończyn, usg) i inne (EKG, wskaźnik kostka-ramię, badanie dna oka, skład ciała). Omawiamy wyniki, zalecamy dalsze leczenie, żeby uczestnicy byli zaopiekowani pod kątem ryzyka sercowo-naczyniowego i miażdżycy – informuje kardiolog prof. Marek Gierlotka, główny badacz projektu naukowego „Profilaktyczna interwencja sercowo-naczyniowa w prewencji wielochorobowości (CV-IMP)”. 

 żródło: USK w Opolu

Projekt realizowany jest przez Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Opolu wspólnie z konsorcjantami: Uniwersytetem Opolskim, Polskim Towarzystwem Lipidologicznym i pacjencką Fundacją „To się leczy”, a finansowany z grantu z budżetu państwa pozyskanego w konkursie Agencji Badań Medycznych (18 mln zł). 

Od roku w Centrum Naukowo-Badawczym USK w Opolu każdego tygodnia pojawiają się dziesiątki pacjentów. Każdy z nich zostanie zaproszony ponownie po 3 latach na badania kontrolne. – Mamy już pierwsze doraźne efekty tego programu, bo uczestnicy otrzymują kompleksową specjalistyczną diagnostykę i propozycje optymalnego leczenia. Wiemy, że u części z nich ujawniono cukrzycę czy nadciśnienie, które wymagają leczenia, a ok. 20 osób w sytuacjach zagrażających zdrowiu zostało pilnie przekierowanych do szpitala– komentuje Marek Kustosz, prezes Fundacji To się leczy. – Już teraz możemy powiedzieć, że z takiego programu powinni móc korzystać wszyscy pacjenci w Polsce. 

– Badanie wielochorobowości miażdżycowej dotyczy rozpowszechnienia chorób sercowo-naczyniowych, będących najczęstszymi przyczynami zgonów. Wyniki tego projektu posłużą nam do skonstruowania modelu lepszej opieki nad pacjentami z chorobami serca, chorobami mózgu oraz chorobami naczyń obwodowych właśnie na tle miażdżycy – wyjaśnia specjalista medycyny rodzinnej dr hab. n. med. Jacek Jóźwiak, prof. Uniwersytetu Opolskiego, badacz w projekcie, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego. 

Dyrektor ds. lecznictwa USK w Opolu dr n. med. Piotr Feusette zauważa, że w program zaangażowany jest wielu specjalistów z różnych dziedzin medycyny (kardiolodzy, chirurdzy naczyniowi, interniści, neurolodzy, radiolodzy, diagności laboratoryjni, pielęgniarki oraz wolontariusze zrekrutowani spośród studentów kierunku lekarskiego Uniwersytetu Opolskiego), ale także koordynatorzy badań klinicznych, statystycy, zajmujący się gromadzeniem i analizą danych. – Cały ten zespół pracuje z pacjentami oraz nad opracowaniem wyników tych badań, które są niezwykle ważne jeśli chodzi o prewencję i diagnostykę miażdżycy w Polsce – wskazuje dyrektor Feusette. – Jesteśmy dumni, że Opole akcentuje swoją obecność na polskiej mapie badań medycznych i oferuje mieszkańcom dostęp do nowoczesnej diagnostyki i leczenia. 

– To projekt ważny dla rozwoju dydaktyki opartej o jakościowe badania naukowe. Projekt interdyscyplinarny, więc jestem przekonany, że w najbliższych latach będzie podstawą do niejednego doktoratu i habilitacji. Istotne jest także oddziaływanie tego projektu na poprawę jakości życia społeczeństwa – ocenił prorektor Uniwersytetu Opolskiego ds. nauki dr hab. Daniel Pietrek, prof. UO.

 
źródło: USK w Opolu
Wraz z aktualizacją wytycznych Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ESC) z 2024 roku obrazowanie wewnątrznaczyniowe zyskało najwyższą – pierwszą – klasę zaleceń w leczeniu choroby wieńcowej, szczególnie u pacjentów z tzw. złożonymi zmianami naczyniowymi. To nie tylko rekomendacja – to wyraźny sygnał dla środowiska medycznego i decydentów, że czas, aby ta skuteczna i dostępna procedura stała się standardem klinicznym. O tym, jak obrazowanie wewnątrznaczyniowe zmienia wyniki leczenia, jakie są jego ograniczenia w praktyce i co przyniesie przyszłość, mówi prof. Janusz Kochman z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Metoda ta jest w Polsce dostępna i podlega refundacji, jednakże jej rutynowe wykorzystanie pozostaje w wielu ośrodkach na zdecydowanie zbyt niskim poziomie. Naprawdę warto to zmienić – przekonuje prof. Janusz Kochman, kierownik Pracowni Kardiologii Inwazyjnej I Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.                
 
Panie Profesorze, czy wysoka pozycja obrazowania wewnątrznaczyniowego w najnowszych wytycznych Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego była dla Państwa zaskoczeniem czy też spodziewali się Państwo zmian?
Myślę, że osoby, które z uwagą obserwują to, co się dzieje w obszarze kardiologii interwencyjnej, szczególnie w zakresie obrazowania wewnątrznaczyniowego, nie były zaskoczone zmianami. W ostatnich latach opublikowano kilka bardzo ważnych badań klinicznych, które jednoznacznie wskazały, iż odpowiednie wykorzystanie metod obrazowania wewnątrznaczyniowego poprawia wyniki leczenia interwencyjnego, zarówno w obserwacji krótko-, jak i długoterminowej.
 
Czy wspomniane doniesienia istotnie zmieniły dotychczasowe spojrzenie na praktykę kliniczną?
Tak, ponieważ obserwowana poprawa była naprawdę znacząca. Liczba tak zwanych twardych punktów końcowych, takich jak zgony i zawały serca, zmniejszała się istotnie jeśli zabiegi angioplastyki były wykonane pod kontrolą obrazowania wewnątrznaczyniowego. W wytycznych z 2024 roku uwzględniono wyniki wspomnianych badań, nadając tej metodzie status procedury z wyboru w leczeniu zmian złożonych i kwalifikując ją do pierwszej klasy zaleceń. Można zatem powiedzieć, że nie zastosowanie obrazowania wewnątrznaczyniowego w tej grupie chorych jest błędem w sztuce.

Z czego wynika korzystny wpływ obrazowania wewnątrznaczyniowego?
Dzięki zastosowaniu tej metody możemy zobaczyć z jaką blaszką miażdżycową mamy do czynienia, co z kolei będzie miało istotny wpływ na wybór strategii przeprowadzenia zabiegu. I tak w przypadku obecności masywnych zwapnień pojawia się konieczność rozważenia dodatkowych działań optymalizacyjnych, takich jak zastosowanie rotablacji czy litotrypsji, które mogą zwiększyć skuteczność zabiegu. Metoda to pozwala również dobrać optymalną długość i średnicę stentu, ocenić poprawność jego implantacji oraz ewentualną obecność powikłań okołozabiegowych. Te wszystkie aspekty mają realne przełożenie na efekt kliniczny.

Panie Profesorze, wytyczne są precyzyjne, ale czy nadąża za nimi praktyka kliniczna?
Omawiana metoda jest w Polsce dostępna i w określonych, dość szerokich wskazaniach, refundowana. We wszystkich przypadkach, w których obrazowanie wewnątrznaczyniowe udowodniło swoją przydatność kliniczną, korzyści z wykonania tego badania są nie do przecenienia. Dotyczy to przede wszystkim pacjentów z tak zwanymi kompleksowymi zmianami, a warto zaznaczyć, że takich chorych: ze masywnymi zwapnieniami, długimi zwężeniami, zwężeniami w obrębie bifurkacji, w pniu lewej tętnicy wieńcowej, mamy coraz więcej. To pole do zastosowania obrazowania wewnątrznaczyniowego, ale pomimo wiedzy i dostępności wciąż wiele ośrodków nie stosuje obrazowania wewnątrznaczyniowego rutynowo.

Jaka może być tego przyczyna?
Lekarze, z którymi rozmawiamy, jako podstawową przyczynę podają brak odpowiedniego przygotowania do pewnego i skutecznego stosowania tej metody. Stąd inicjatywy takie jak warsztaty IC You, których celem jest praktyczne szkolenie klinicystów, pozwalające na pogłębienie umiejętności interpretacji obrazów oraz rozwijanie kompetencji w zakresie ich praktycznego zastosowania. W ramach ćwiczeń wiele uwagi poświęcamy wspólnej ocenie badań z naszej codziennej praktyki klinicznej. Zwracamy uwagę na potencjalne pułapki, kluczowe punkty oceny. Warsztaty prowadzone są w małych grupach i pod opieką doświadczonych specjalistów, co sprzyja podnoszeniu kompetencji uczestników i pozwala na większą pewność w stosowaniu technik obrazowych.

Obrazowanie wewnątrznaczyniowe z najwyższą klasą wskazań w wytycznych. Co dalej, jakich zmian spodziewacie się Państwo w omawianym kontekście w kolejnych latach?
Najważniejsza zmiana, która tak naprawdę już się rozpoczęła, to rewolucja technologiczna związana z zastosowaniem algorytmów sztucznej inteligencji, ułatwiających interpretację uzyskiwanych obrazów. Algorytmy oparte na AI automatycznie identyfikują zwapnienia, określają ich rozległość i grubość, pozwalają na szybki pomiar odcinków referencyjnych, co umożliwia wybranie odpowiedniego rozmiaru stentu. Jednak Świętym Graalem, którego wciąż poszukujemy, pozostaje zdolność do precyzyjnej identyfikacji blaszek ranliwych, które stanowią istotne zagrożenie dla pacjenta. Blaszki te to potencjalne bomby z opóźnionym zapłonem, które mogą wybuchnąć i spowodować katastrofę w postaci zamknięcia naczynia i zawału mięśnia sercowego. Jeśli dysponowalibyśmy narzędziem umożliwiającym wykrywanie takich zmian, to byłby to ogromy przełom umożliwiający rozpoznanie i podjęcie skutecznych działań zapobiegawczych. Gdybyśmy zidentyfikowali zagrożenie, znaleźlibyśmy także sposób jak tą bombę rozbroić.

Jak wynika z wypowiedzi prof. Janusza Kochmana, obrazowanie wewnątrznaczyniowe to nie innowacja przyszłości, lecz narzędzie teraźniejszości, którego pełne wykorzystanie może realnie poprawić rokowania pacjentów z chorobą wieńcową. Najnowsze wytyczne ESC są jednoznaczne – czas, by polska praktyka kliniczna nadążyła za rekomendacjami i dowodami naukowymi. Tym bardziej że metoda ta jest refundowana i dostępna. Konieczne jest jednak dalsze inwestowanie w szkolenia, podnoszenie kompetencji operatorów oraz otwartość ośrodków na wdrażanie sprawdzonych rozwiązań. Skoro obrazowanie wewnątrznaczyniowe ratuje życie – nie może być stosowane tylko „od święta”.

Rozmawiała Marta Sułkowska

Choroby serca i układu krążenia od lat pozostają jednym z najpoważniejszych wyzwań zdrowotnych naszych czasów. Mimo postępu medycyny, wciąż zbyt wiele osób lekceważy pierwsze symptomy, które mogą świadczyć o rozwijającym się schorzeniu. Styl życia, stres, brak aktywności fizycznej oraz niezdrowa dieta to czynniki, które znacząco zwiększają ryzyko wystąpienia problemów z sercem. W ramach trwającego właśnie Tygodnia dla Serca warto przypomnieć, jak groźne mogą być choroby układu krążenia. Zgodnie z danymi Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), choroby sercowo-naczyniowe – w tym przede wszystkim choroba wieńcowa – są jedną z najczęstszych przyczyn hospitalizacji w krajach rozwiniętych. Co więcej, pozostają główną przyczyną zgonów na całym świecie. Jak rozpoznać pierwsze objawy choroby wieńcowej i na czym polega leczenie, mówi dr n. med. Wojciech Trendel, kardiolog Grupy American Heart of Poland.
– Chorobę wieńcową możemy podzielić na dwie główne grupy tj. ostre zespoły wieńcowe (OZW) do których zaliczamy zawały serca i niestabilną dławicę piersiową oraz przewlekłe zespoły wieńcowe (PZW) wcześniej znane w piśmiennictwie jako stabilna choroba wieńcowa – mówi dr n. med. Wojciech Trendel. OZW to grupa chorób wymagającą pilnej lub natychmiastowej interwencji kardiologicznej, natomiast pacjenci z PZW pozostają pod opieką kardiologa lub lekarza rodzinnego. – Rozpoznanie i leczenie PZW są kluczowe dla poprawy jakości życia pacjentów oraz zmniejszenia ryzyka powikłań, w tym konwersji choroby do OZW, a w najgorszym (choć dalej często występującym) przypadku do śmierci sercowo-naczyniowej – dodaje kardiolog American Heart of Poland.

Dławica piersiowa typowym objawem
Typowym objawem choroby wieńcowej jest dławica piersiowa, wynikająca ze zmniejszonego, niewystarczającego w stosunku do zapotrzebowania na tlen, przepływu krwi przez tętnice wieńcowe (tętnice unaczyniające serce), zwykle spowodowanego ich zwężeniem. Jest to najczęstszy objaw kliniczny przewlekłych zespołów wieńcowych, charakteryzujący się bólem w klatce piersiowej (gniotącym, uciskającym, piekącym), który występuje podczas np. wysiłku fizycznego (stan zwiększonego zapotrzebowania) i ustępuje po odpoczynku lub przyjęciu leków rozszerzających tętnice wieńcowe. Ból jest najczęściej zlokalizowany w okolicy mostka i może promieniować do ramion, szyi, pleców czy żuchwy.

– W zależności od nasilenia objawów, dławica piersiowa może występować w różnym stopniu – od sporadycznych epizodów, po częste i długotrwałe bóle, które mogą ograniczać zdolność pacjenta do wykonywania codziennych czynności. Stopień nasilenia tych dolegliwości, zarówno w Polsce jak i globalnie, oceniany jest w skali Kanadyjskiego Towarzystwa Kardiologicznego (CCS). W niektórych przypadkach pacjenci mogą również skarżyć się na duszność, uczucie zmęczenia, zawroty głowy, omdlenia, a nawet bóle brzucha, szczególnie występujące po obfitym posiłku – wymienia dr n. med. Wojciech Trendel, American Heart of Poland. Do typowych czynników wywołujących zaostrzenie objawów choroby wieńcowej należą także stres powodujący wzrost ciśnienia krwi i przyspieszenie akcji serca, a przez to zwiększone zapotrzebowanie mięśnia sercowego na tlen oraz nagłe ochłodzenie (zmiana warunków pogodowych) czy palenie papierosów powodujące skurcz i zmniejszenie przepływu przez tętnice wieńcowe.

Wywiad, badania laboratoryjne i obrazowe
Jak podkreśla ekspert American Heart of Poland, rozpoznanie przewlekłych zespołów wieńcowych wymaga odpowiednich badań diagnostycznych. Podstawą wstępnej diagnozy jest wywiad kliniczny, w którym zwraca się uwagę na występowanie klasycznych objawów dławicy piersiowej, historię chorób serca, obecność czynników ryzyka – takich jak nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, palenie papierosów czy podwyższony poziom cholesterolu – oraz rodzinne predyspozycje do chorób sercowo-naczyniowych, zwłaszcza jeśli występowały one przedwcześnie (przed 55. rokiem życia u mężczyzn i przed 65. rokiem życia u kobiet).

Istotną rolę odgrywają również badania laboratoryjne, w tym morfologia krwi, lipidogram, oznaczenie poziomu glukozy oraz testy oceniające funkcję nerek – ich wyniki pomagają w ocenie ryzyka sercowo-naczyniowego oraz w identyfikacji chorób współistniejących. W diagnostyce wykorzystuje się także badania elektrokardiograficzne, takie jak spoczynkowe EKG, echokardiografia i EKG wysiłkowe, które pozwalają na wykrycie ewentualnych oznak niedokrwienia mięśnia sercowego.

Uzupełnieniem diagnostyki są badania obrazowe – od tomografii komputerowej, przez rezonans magnetyczny i różne testy obciążeniowe (m.in. echokardiografia z dobutaminą, echokardiografia wysiłkowa, scyntygrafia perfuzyjna), aż po inwazyjną koronarografię, która zarezerwowana jest przede wszystkim dla pacjentów z wysokim prawdopodobieństwem choroby wieńcowej.

Leczenie choroby wieńcowej
Leczenie przewlekłych zespołów wieńcowych jest złożone i obejmuje zarówno terapię farmakologiczną, jak i interwencje inwazyjne. – Zalecane jest podejście indywidualne, dostosowane do potrzeb każdego pacjenta, uwzględniając stopień zaawansowania choroby, objawy kliniczne oraz obecność chorób współistniejących – podkreśla kardiolog American Heart of Poland.
Celem terapii farmakologicznej jest łagodzenie objawów, zmniejszenie ryzyka powikłań oraz poprawa jakości życia. W leczeniu stosuje się m.in. leki przeciwpłytkowe (kwas acetylosalicylowy, inhibitory P2Y12), beta-blokery i nitraty łagodzące objawy dławicy oraz statyny obniżające poziom cholesterolu i ograniczające postęp choroby. Gdy leczenie farmakologiczne nie przynosi efektów, konieczne może być zastosowanie metod inwazyjnych, takich jak angioplastyka wieńcowa ze stentem lub operacja by-passów, szczególnie przy wielonaczyniowej chorobie lub zajęciu pnia lewej tętnicy wieńcowej.

Jakie mogą być powikłania?
Powikłania przewlekłych zespołów wieńcowych to przede wszystkim zawał serca, niewydolność serca oraz nagła śmierć sercowa. Zawał może być skutkiem postępu choroby wieńcowej i zablokowania przepływu krwi w tętnicach wieńcowych. Długotrwałe niedokrwienie prowadzi do uszkodzenia mięśnia sercowego, osłabienia jego funkcji i w efekcie – do niewydolności serca, objawiającej się dusznością, obrzękami nóg i spadkiem wydolności fizycznej. Nagła śmierć sercowa to zwykle efekt ciężkich zaburzeń rytmu, takich jak migotanie komór, które często pojawiają się na tle blizn po przebytym zawale.

Przewlekłe zespoły wieńcowe stanowią poważne wyzwanie dla współczesnej medycyny. Dzięki szerokiemu wachlarzowi dostępnych metod diagnostycznych oraz terapii, możliwe jest znaczne poprawienie jakości życia pacjentów oraz zmniejszenie ryzyka powikłań. Kluczowe pozostaje wczesne rozpoznanie choroby, indywidualne podejście do leczenia, a przede wszystkim świadomy udział pacjenta w całym procesie terapeutycznym.

źródło: AHP
Klinika Kardiochirurgii Wielospecjalistycznego Szpitala Medicover zrealizowała pierwszą operację wieńcową z minidostępu, podczas której pacjentowi wszczepiono więcej niż jeden pomost naczyniowy (bypass). Jak informują liderzy Kliniki, wyjątkowość tego zabiegu polega na tym, że dotychczas dostęp międzyżebrowy tzw. minitorakotomia lewostronna pozwalał na wszczepienie wyłącznie jednego bypassu z tętnicy piersiowej wewnętrznej, a w Szpitalu Medicover dokonano wszczepienia dwóch bypassów. Zastosowana tu technika, ze względu na mniejszą inwazyjność, jest bezpieczniejsza dla pacjentów. – To znaczący krok w przyszłość – komentuje nowe osiągnięcie dr hab. n. med. Krzysztof Wróbel, Kierownik Kliniki Kardiochirurgii.

Klinika Kardiochirurgii Szpitala Medicover przeprowadziła pierwszą operację wieńcową z minidostępu, zakończoną wszczepieniem dwóch pomostów (bypassów). Klasycznie dostęp międzyżebrowy tzw. minitorakotomia lewostronna pozwala na wykonanie tylko jednego bypassu z tętnicy piersiowej wewnętrznej (MIDCAB) i tego typu zabiegi były już wykonywane w wilanowskim szpitalu. Tymczasem, w ramach najnowszej operacji nazwanej – z powodu nowego osiągnięcia – MIDCAB PLUS, lekarze Kliniki Kardiochirurgii Szpitala Medicover wszczepili analogiczną techniką aż dwa pomosty.

Przygotowanie do wykonania operacji zostało poprzedzone nawiązaniem współpracy z Kliniką prowadzoną przez Profesora Aleksandra Alberta z Dortmundu, która rozwija tego typu zabiegi. Za stołem operacyjnym w Szpitalu Medicover stanęli kardiochirurdzy: lek. Marcin Zygier i lek. Dariusz Zieliński.
 

– Zmiana, na pierwszy rzut oka, wydaje się niewielka, ale to znaczący krok w przyszłość. Jako Szpital Medicover staliśmy się jednym z nielicznych ośrodków (w Polsce jest ich tylko pięć), które wykonują tego typu zabiegi – komentuje dr hab. n. med. Krzysztof Wróbel, Kierownik Kliniki Kardiochirurgii w Szpitalu Medicover, profesor Uczelni Łazarskiego, ekspert w zakresie małoinwazyjnego leczenia wad zastawek serca.

– Liczba operacji MIDCAB stopniowo rośnie. Włączenie pacjentów wymagających wszczepienia dwóch pomostów pozwoli jeszcze bardziej zwiększyć liczbę operacji wieńcowych z dostępu międzyżebrowego. Wkrótce rozpoczniemy regularną ocenę pooperacyjną wszczepionych bypassów z użyciem tomografii komputerowej podczas wizyt w poradni, co będzie unikalne w skali naszego kraju i zaprocentuje ciekawymi publikacjami w tym zakresie – dodaje.

Ekspert nadmienia, że dodatkową korzyścią dla pacjenta płynącą z tego typu zabiegów jest ich większe bezpieczeństwo oraz perspektywa szybszego powrotu do zdrowia.    
 

– W Polsce większość operacji wieńcowych wymagających wszczepienia więcej niż jednego pomostu wykonuje się z dostępu poprzez przecięcie mostka, tzw. sternotomię. W Szpitalu Medicover chcemy częściej wykorzystywać dostęp międzyżebrowy, co ma szczególne znaczenie dla lepszej profilaktyki zakażeń pooperacyjnych. Daje również szansę na skróconą rekonwalescencję, lepszy komfort życia pacjentów. Obserwujemy zdecydowanie mniejszy odsetek zakażeń pooperacyjnych u pacjentów, u których nie wykonujemy przecięcia mostka – mówi dr hab. n. med. Krzysztof Wróbel.

Operacje wieńcowe są wciąż najczęściej wykonywanymi zabiegami z zakresu kardiochirurgii na całym świecie. Nie inaczej jest w Szpitalu Medicover.
 

– Odsetek pacjentów, u których wykorzystaliśmy pomosty tętnicze jest jednym z najwyższych w kraju i znacznie przewyższa średnią europejską. Jesteśmy dumni z tego faktu, jak i z tego, że nasza Klinika Kardiochirurgii regularnie wykonuje procedury określane jako unikatowe dla kardiochirurgii w Polsce, czy w skali europejskiej. Tutejszy zespół realizuje ponad 10 operacji tygodniowo, co oznacza, że do końca roku może przekroczyć liczbę 500 zabiegów, często ratujących życie i często unikalnych – podsumowuje lek. Krzysztof Przyśliwski, Dyrektor Medyczny Szpitala Medicover.

źródło: Medicover

Światowy Dzień Bez Tytoniu, obchodzony 31 maja, to doskonała okazja do zwrócenia uwagi na wpływ e-papierosów na zdrowie. W ostatnich latach coraz większy odsetek osób, dążących do zerwania z tradycyjnym paleniem, decyduje się sięgać po e-papierosy. Te urządzenia, znane również jako e-papierosy lub elektroniczne papierosy, wciąż cieszą się większą tolerancją społeczną i postrzegane są jako „mniej szkodliwe” alternatywy. W Światowym Dniu Bez Tytoniu warto zastanowić się nad tym, czy e-papierosy są rzeczywiście bezpieczną alternatywą. Przyjrzenie się temu zagadnieniu z perspektywy eksperta, dr. hab. n. med. Piotra Buszmana, prof. nadzw., Grupa American Heart of Poland może pomóc nam podjąć świadome decyzje dotyczące naszego zdrowia.

Główne różnice między tymi dwoma rodzajami palenia
Tradycyjne papierosy zawierają szereg szkodliwych substancji chemicznych, takich jak smoła, benzen, cyjanowodór i inne toksyny. E-papierosy również zawierają różne substancje chemiczne m.in. płyn z nikotyną, glikolem propylenowym, glicerolem i aromatami. Tradycyjne papierosy produkują dym i intensywny zapach, natomiast E-papierosy nie produkują dymu, ale wytwarzają parę – mówi dr hab. n. med. Piotr Buszman, prof. nadzw., Grupa American Heart of Poland.
Inna forma tego samego uzależnienia

E-papierosy często są wybierane przez palaczy jako „mniej szkodliwy” zastępnik dla tradycyjnych papierosów, który ma pomóc w przetrwaniu zerwania z nałogiem. Często jednak efektem takiej zamiany nie jest wcale faktycznie całkowite rzucenie palenia, a jedynie przestawienie się z jednej formy używki na drugą. 
Nie zapominajmy, że e-papierosy również zawierają nikotynę, która jest substancją uzależniającą. Zamiana zwykłego papierosa na jego elektroniczny substytut bez jakiegokolwiek planu odejścia od palenia będzie dalszym trwaniem w nałogu – zaznacza kardiolog American Heart of Poland. 
E-papierosy modne wśród młodzieży

Liczba palących w Polsce szacowana jest na ok. 8 milionów, a w skali globalnej jest to blisko 1,3 miliarda. Coraz większy odsetek w tym gronie stanowią osoby sięgające po e-papierosy. Według badań Światowej Organizacji Zdrowia w Polsce po e-papierosy sięga już co czwarty nastolatek, co sprawia, że nasz kraj znajduje się w pierwszej piątce krajów o najwyższym odsetku palących nieletnich w Europie. Częstotliwość stosowania e-papierosów wśród osób w wieku 15-18 lat jest przy tym znacznie większa niż w przypadku tradycyjnych wyrobów tytoniowych. Jak podkreśla Piotr Buszman, jedno z bardzo istotnych zagrożeń stanowią właśnie moda i większe przyzwolenie społeczne dla e-papierosów.
W efekcie może się okazać, że skala palenia papierosów elektronicznych będzie przewyższać liczbę osób palących wyroby „tradycyjne”, a lekarze będą mieć do czynienia z całą rzeszą młodych ludzi, którzy już od nastoletnich lat systematycznie dostarczają do swojego organizmu nikotynę i inne szkodliwe substancje. A warto przy tym zauważyć, że badania nad wpływem długoterminowego użytkowania e-papierosów na zdrowie nadal są prowadzone – przestrzega specjalista American Heart of Poland. 
Zabójstwo dla serca
Palenie papierosów w pierwszej kolejności kojarzone jest z chorobami układu oddechowego. Ma ono jednak negatywny wpływ również na wiele innych narządów – w tym m.in. na serce. 
Dla naszego układu krążenia szkodliwa jest już sama nikotyna, którą zawierają zarówno klasyczne papierosy jak i te elektroniczne. Substancja ta podnosi ciśnienie, uszkadza naczynia krwionośne i śródbłonek, może także powodować destabilizację blaszki miażdżycowej. A pamiętajmy przy tym, nikotyna nie jest jedyną szkodliwą substancją, jaką zawierają e-liquidy – wyjaśnia Piotr Buszman, kardiolog inwazyjny.
Palenie tytoniu jest jednym z głównych czynników ryzyka rozwoju chorób serca, takich jak choroba wieńcowa, zawał serca, miażdżyca i nadciśnienie tętnicze. 
Substancje chemiczne obecne w dymie tytoniowym, takie jak nikotyna, tlenek węgla i inne toksyny, powodują uszkodzenie naczyń krwionośnych, prowadzące do zwężenia tętnic i ograniczenia przepływu krwi do serca. Długotrwałe palenie tytoniu prowadzi do uszkodzenia ścian naczyń krwionośnych, powodując ich stwardnienie i zmniejszenie elastyczności. To może prowadzić do zwiększonego ciśnienia krwi i rozwoju nadciśnienia tętniczego, co stanowi główny czynnik ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. Ponadto palenie tytoniu może powodować zaburzenia rytmu serca, takie jak migotanie przedsionków i tachykardia. Nikotyna zawarta w papierosach może wpływać na impulsy elektryczne w sercu, co prowadzi do nieregularnego bicia serca – dodaje kardiolog.
Ważne jest, aby zauważyć, że te szkodliwe efekty palenia tytoniu na serce mogą być zmniejszane lub odwracane, jeśli osoba zdecyduje się rzucić palenie. Zaprzestanie palenia tytoniu jest kluczowym krokiem w ochronie zdrowia serca i zmniejszeniu ryzyka chorób serca.
źródło: Grupa American Heart of Poland
Podczas wizyty u kardiologa, lekarz zadaje wiele ważnych pytań dotyczących objawów, które doskwierają pacjentowi i przyjmowanych przez niego leków. Kiedy jednak pada pytanie o stan uzębienia, albo o ostatnią wizytę u dentysty, na twarzach wielu pacjentów pojawia się zdumienie – przecież to tylko zęby! Jaki mogą mieć związek z sercem?
Integralna całość

Nasz organizm składa się z wielu części współgrających ze sobą w skomplikowanych mechanizmach, które wciąż poznajemy i próbujemy zrozumieć. Ból szyi czy łopatki może być tak naprawdę pierwszą oznaką zawału serca, pomimo że na pierwszy rzut oka te części ciała nic z sercem wspólnego nie mają. Podobnie choroby przyzębia, tak powszechne wśród społeczeństwa, okazują się być ,,koniem trojańskim’’, który lekceważony może dokonać spustoszenia nie tylko w jamie ustnej, ale również w całym organizmie. 

Przez zęby do serca

Choroby przyzębia, kojarzone głównie z krwawieniem i opuchnięciem dziąseł, są o wiele bardziej zróżnicowane ale większość z nich łączy dwie rzeczy: stan zapalny i obecność licznych bakterii. To właśnie te drobne organizmy znajdujące się w kieszonkach przyzębnych, dostają się do krwi, a przez nią prostą drogą do serca. Tam niszczą ściany naczyń i uczestniczą w tworzeniu blaszek miażdżycowych. Według licznych badań, częstość choroby wieńcowej i zawału serca wzrasta od 25 do nawet 72% u osób, u których występowała choroba przyzębia.

Nie tylko zawał

Badacze chcąc zgłębić temat powiązań pomiędzy chorobami przyzębia a wpływem na układ krążenia, przeprowadzili wiele innych badań. Jedno z nich skupiło się na analizie płytek nazębnych i znajdujących się tam patogennych mikroorganizmów. Eksperyment wykazał, że choroby przyzębia mogą predysponować do wystąpienia… nadciśnienia tętniczego. Dodatkowo ilość płytki nazębnej korelowała ze wzrostem wartości ciśnienia.

Na ratunek sercu

Pomimo tych groźnie brzmiących powikłań, istnieją proste rozwiązania zmniejszające diametralnie ryzyko ich wystąpienia. Pierwsze z nich, dość oczywiste, może oszczędzić nam wielu problemów – jest to codzienna higiena jamy ustnej. Wystarczy kilka minut dziennie i dobrze dobrana szczoteczka, by zadbać o swoje zęby i serce. Jednak pomimo najszczerszych chęci to nie wystarczy i niezbędne są również regularne wizyty u lekarza dentysty, który oprócz cennych porad może zaproponować zabiegi, na przykład zmniejszające płytkę nazębną – główne siedlisko bakterii.

Autor: Aleksandra Bożym, redakcja Medicalpress
SKN Kardiologii przy I Katedrze i Klinice WUM

źródła:

https://journals.viamedica.pl/choroby_serca_i_naczyn/article/view/42541/31441
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC8394608/
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3403746/

W dniach 21-22 kwietnia na PGE Narodowym odbyła się XXIV Ogólnopolska Konferencja Asocjacji Echokardiografii Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego PolEcho 2023. To coroczna i jedna z największych ogólnopolskich konferencji kardiologicznych. W tym roku zgromadziła ponad 1400 uczestników.

Jest to najliczniej odwiedzana przez kardiologów konferencja wśród wszystkich Sekcji i Asocjacji Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. To dowód na to jak ważnym tematem jest kwestia rozpoznawania i leczenia chorób serca i naczyń. Podczas licznych sesji naukowo-dydaktycznych, warsztatowych i plakatowych prezentowane były aktualne osiągnięcia w dziedzinie obrazowania serca i naczyń ze szczególnym uwzględnieniem diagnostyki ultrasonograficznej – echokardiografii. Wykładowcami na konferencji byli znani naukowcy, kardiolodzy i kardiochirurdzy z Polski oraz z zagranicy.
PolEcho 2023 to niezwykle interesujące wykłady, sesje: abstraktowe, przypadków klinicznych, plakatowe, warsztatowe, pokazy w Wiosce Symulacyjnej, a także panele dyskusyjne. Na konferencji mieliśmy zaszczyt gościć również Prezydent-Elekt Europejskiej Asocjacji Obrazowania Sercowo-Naczyniowego (EACVI) – Victorię Delgado. Wydarzenie spotkało się z niezwykłym odzewem słuchaczy i żywymi dyskusjami zarówno na salach wykładowych jak i w kuluarach PGE Narodowego – najnowocześniejszego i największego tego typu obiektu w Polsce, a także jednego z symboli Warszawy. W konferencji wzięło udział na miejscu ponad 1000 słuchaczy i ponad 400 gości online. W imieniu Komitetu Naukowego i Organizacyjnego chciałbym bardzo serdecznie podziękować wszystkim Państwu za udział. Przede wszystkim naszym gościom, słuchaczom, którzy tak licznie nas odwiedzili, ale także wszystkim członkom Komitetu Organizacyjnego, Komitetu Naukowego, wolontariuszom, z którymi pracowaliśmy przez wiele miesięcy nad tym, aby konferencja się udała. Serdecznie dziękuję ogromnemu gronu partnerów, sponsorów, patronów i organizatorom za zaangażowanie i wszelkie wsparcie – powiedział prof. dr hab. n. med. Piotr Szymański, Przewodniczący Komitetu Naukowego i Organizacyjnego PolEcho 2023.
 
Komitet Naukowy przygotował wyjątkowo atrakcyjny program merytoryczny, który zawierał sesje i wykłady prezentujące aktualne możliwości diagnostyczne echokardiografii, w powiązaniu z innymi metodami obrazowania w aspekcie ich zastosowań w praktyce klinicznej, jak również prezentujące najnowsze osiągnięcia technologiczne.

Podczas konferencji pojawiły się prezentacje zastosowania technik obrazowych w najnowszych rekomendacjach ESC, EACVI i innych towarzystw naukowych, sesje poświęcone m.in. przewlekłej i ostrej chorobie wieńcowej, kardiochirurgii małoinwazyjnej i robotycznej, diagnostyce przedsionków i komór serca, kardiologii dziecięcej, obrazowania u ciężarnych, i echokardiografii przezprzełykowej. Warsztaty praktyczne i Wioska Symulacyjna dały okazję do ćwiczeń praktycznych ze wsparciem ekspertów.  
Była to kolejna świetna konferencja Asocjacji Echokardiografii Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Spotkaliśmy się w wyjątkowo licznym gronie uczestników, osób zaangażowanych, ekspertów w zakresie echokardiografii. Mogliśmy dyskutować na różne tematy, mieliśmy szereg eksperckich sesji, ale przede wszystkim wiele sesji przygotowanych przez samych uczestników. Po raz pierwszy ponad 40 prac zgłoszonych przez uczestników tego spotkania było prezentowanych na żywo, było ocenianych i dyskutowaliśmy na ich temat – powiedziała prof. dr hab. n. med. Katarzyna Mizia-Stec, Przewodnicząca Asocjacji Echokardiografii PTK, członkini Komitetu Naukowego PolEcho 2023.
Było mnóstwo bardzo ciekawych wykładów, które porządkują naszą wiedzę z echokardiografii czy kardiologii klinicznej i pozwalają zastosować najnowsze rozwiązania w diagnostyce w naszej codziennej pracy. Były również sesje symulatorowe, w których uczestniczyło bardzo wiele osób, sesje były w pełni wypełnione ćwiczącymi. Cieszy nas to bardzo i jest to dowód, że dobrze przygotowaliśmy program tej konferencji. Już teraz zapraszamy Państwa na kolejną konferencję, która odbędzie się w przyszłym roku w Krakowie. Postaramy się jeszcze wyżej postawić poprzeczkę. Zapraszamy do Krakowa na PolEcho 2024 – powiedział prof. dr hab. n. med. Andrzej Gackowski, Przewodniczący – Elekt Asocjacji Echokardiografii PTK, członek Komitetu Naukowego PolEcho 2023.
Kolejne, coroczne spotkanie naukowo-dydaktyczne kardiologów zajmujących się rozpoznawaniem i leczeniem chorób serca i naczyń PolEcho 2024 odbędzie się w Krakowie.

źródło: PTK

W dniach 21-22 kwietnia na PGE Narodowym odbyła się XXIV Ogólnopolska Konferencja Asocjacji Echokardiografii Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego PolEcho 2023. To coroczna i jedna z największych ogólnopolskich konferencji kardiologicznych. W tym roku zgromadziła ponad 1400 uczestników.

Jest to najliczniej odwiedzana przez kardiologów konferencja wśród wszystkich Sekcji i Asocjacji Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. To dowód na to jak ważnym tematem jest kwestia rozpoznawania i leczenia chorób serca i naczyń. Podczas licznych sesji naukowo-dydaktycznych, warsztatowych i plakatowych prezentowane były aktualne osiągnięcia w dziedzinie obrazowania serca i naczyń ze szczególnym uwzględnieniem diagnostyki ultrasonograficznej – echokardiografii. Wykładowcami na konferencji byli znani naukowcy, kardiolodzy i kardiochirurdzy z Polski oraz z zagranicy.
PolEcho 2023 to niezwykle interesujące wykłady, sesje: abstraktowe, przypadków klinicznych, plakatowe, warsztatowe, pokazy w Wiosce Symulacyjnej, a także panele dyskusyjne. Na konferencji mieliśmy zaszczyt gościć również Prezydent-Elekt Europejskiej Asocjacji Obrazowania Sercowo-Naczyniowego (EACVI) – Victorię Delgado. Wydarzenie spotkało się z niezwykłym odzewem słuchaczy i żywymi dyskusjami zarówno na salach wykładowych jak i w kuluarach PGE Narodowego – najnowocześniejszego i największego tego typu obiektu w Polsce, a także jednego z symboli Warszawy. W konferencji wzięło udział na miejscu ponad 1000 słuchaczy i ponad 400 gości online. W imieniu Komitetu Naukowego i Organizacyjnego chciałbym bardzo serdecznie podziękować wszystkim Państwu za udział. Przede wszystkim naszym gościom, słuchaczom, którzy tak licznie nas odwiedzili, ale także wszystkim członkom Komitetu Organizacyjnego, Komitetu Naukowego, wolontariuszom, z którymi pracowaliśmy przez wiele miesięcy nad tym, aby konferencja się udała. Serdecznie dziękuję ogromnemu gronu partnerów, sponsorów, patronów i organizatorom za zaangażowanie i wszelkie wsparcie – powiedział prof. dr hab. n. med. Piotr Szymański, Przewodniczący Komitetu Naukowego i Organizacyjnego PolEcho 2023.
 
Komitet Naukowy przygotował wyjątkowo atrakcyjny program merytoryczny, który zawierał sesje i wykłady prezentujące aktualne możliwości diagnostyczne echokardiografii, w powiązaniu z innymi metodami obrazowania w aspekcie ich zastosowań w praktyce klinicznej, jak również prezentujące najnowsze osiągnięcia technologiczne.

Podczas konferencji pojawiły się prezentacje zastosowania technik obrazowych w najnowszych rekomendacjach ESC, EACVI i innych towarzystw naukowych, sesje poświęcone m.in. przewlekłej i ostrej chorobie wieńcowej, kardiochirurgii małoinwazyjnej i robotycznej, diagnostyce przedsionków i komór serca, kardiologii dziecięcej, obrazowania u ciężarnych, i echokardiografii przezprzełykowej. Warsztaty praktyczne i Wioska Symulacyjna dały okazję do ćwiczeń praktycznych ze wsparciem ekspertów.  
Była to kolejna świetna konferencja Asocjacji Echokardiografii Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Spotkaliśmy się w wyjątkowo licznym gronie uczestników, osób zaangażowanych, ekspertów w zakresie echokardiografii. Mogliśmy dyskutować na różne tematy, mieliśmy szereg eksperckich sesji, ale przede wszystkim wiele sesji przygotowanych przez samych uczestników. Po raz pierwszy ponad 40 prac zgłoszonych przez uczestników tego spotkania było prezentowanych na żywo, było ocenianych i dyskutowaliśmy na ich temat – powiedziała prof. dr hab. n. med. Katarzyna Mizia-Stec, Przewodnicząca Asocjacji Echokardiografii PTK, członkini Komitetu Naukowego PolEcho 2023.
Było mnóstwo bardzo ciekawych wykładów, które porządkują naszą wiedzę z echokardiografii czy kardiologii klinicznej i pozwalają zastosować najnowsze rozwiązania w diagnostyce w naszej codziennej pracy. Były również sesje symulatorowe, w których uczestniczyło bardzo wiele osób, sesje były w pełni wypełnione ćwiczącymi. Cieszy nas to bardzo i jest to dowód, że dobrze przygotowaliśmy program tej konferencji. Już teraz zapraszamy Państwa na kolejną konferencję, która odbędzie się w przyszłym roku w Krakowie. Postaramy się jeszcze wyżej postawić poprzeczkę. Zapraszamy do Krakowa na PolEcho 2024 – powiedział prof. dr hab. n. med. Andrzej Gackowski, Przewodniczący – Elekt Asocjacji Echokardiografii PTK, członek Komitetu Naukowego PolEcho 2023.
Kolejne, coroczne spotkanie naukowo-dydaktyczne kardiologów zajmujących się rozpoznawaniem i leczeniem chorób serca i naczyń PolEcho 2024 odbędzie się w Krakowie.

źródło: PTK

Jeśli nic nie zrobimy, już niedługo polskie pracownie hemodynamiczne będą świecić pustkami, taką diagnozę kardiologii inwazyjnej stawia dr hab. med. Tomasz Pawłowski, prof. CMKP, Kierownik Pracowni Kardioangiografii Kliniki Kardiologii Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA w Warszawie. Jest wiele przyczyn systemowych, które sprawiają, że jest nas coraz mniej, a niestety pacjentów coraz więcej. Nie ma nas kto zastąpić i trzeba działać. – dodaje.
Wszechstronnie wykształceni
 
Kardiolodzy inwazyjni to wąska grupa lekarzy kardiologów, którzy dziś mocno rozszerzają swoje umiejętności dla dobra i zdrowia pacjenta – tego wymaga starzejące się społeczeństwo.
Dziś w portfolio kardiologa interwencyjnego jest nie tylko leczenie ostrych i przewlekłych zespołów wieńcowych, czyli zawałów serca i tzw. „wieńcówki” ale również coraz częściej sięgamy po leczenie wad strukturalnych – wad nabytych serca, a że ze względu na starzejące się społeczeństwo, tych pacjentów wciąż przybywa, to właśnie metody kardiologii interwencyjnej są metodami z wyboru przy leczeniu tych pacjentów, których kardiochirurdzy dyskwalifikują od swoich zabiegów ze względu na większą inwazyjność i większe ryzyko powikłań i zgonów. Jak choćby przy wymianie zastawki aortalnej. – mówi prof. Pawłowski.
 
Kardiolodzy interwencyjni to lekarze, którzy są bardzo wszechstronnie wykształceni nie tylko na polu zabiegowym, ale również coraz częściej w intensywnej terapii kardiologicznej oraz w angiologii.
Kardiolodzy inwazyjni swoimi umiejętnościami potrafią pokryć wiele problemów współczesnego pacjenta z chorobami serca i naczyń, a także znacznie poprawić stan zdrowia i jakość życia chorych na współistniejące z kardiologicznymi schorzenia, niestety, tych samodzielnych i wszechstronnych operatorów kardiologii jest coraz mniej. – stwierdza profesor.
 
Pacjentów coraz więcej, kardiologów coraz mniej
 
Braki kadrowe w leczeniu kardiologicznym są coraz większe i dotyczą zarówno zespołów medycznych asystujących przy zabiegach, jak i samych inwazyjnych kardiologów. Coraz bardziej widoczna staje się luka pokoleniowa, której nie ma jak zapełnić.
Samodzielnych operatorów kardiologii inwazyjnej w Polsce jest ok. 600, a liczba pacjentów z roku na rok rośnie. Waga medyczna i społeczna naszej specjalizacji rośnie, ponieważ potrafimy nie tylko leczyć chorych w stanach bezpośredniego zagrożenia życia, ale również nabyte z wiekiem wady serca, które leczymy w sposób przezskórny, małoinwazyjny, bardziej dla pacjenta bezpieczny i mniej obciążający. Niestety nie jesteśmy w wielu aspektach naszej pracy wspierani przez system, a to przekłada się na zmniejszenie liczby rezydentów w kardiologii inwazyjnej, problem staje się bardzo poważny. – przyznaje prof. Pawłowski.
 
Jak wymienia, powodów tej ogromnej luki pokoleniowej jest wiele, a jedną z najważniejszych jest czasochłonność tej pracy i bezpośrednie narażenie zdrowia operatora podczas zabiegów długotrwale wystawionego na promieniowanie jonizujące.
 
Kardiolog pacjentem
 
Kardiolodzy inwazyjni podczas swojej pracy są bezpośrednio narażeni na promieniowanie, które z czasem może powodować znaczny uszczerbek na zdrowiu – to również jeden z powodów, dla których kobiety tak rzadko decydują się na tą specjalizację chcąc w swoim życiu spełnić się również w roli matki.
To problem wad wzroku, jaskry, zaćmy, to choroby układu kostno-stawowego, nowotwory układu nerwowego, to ciężkie dyskopatie kręgosłupa lędźwiowego i piersiowego. Codzienne wykonując zabiegi musimy nosić ciężkie ołowiane fartuchy, które wpływają na stan naszych stawów i kręgosłupa. Dodatkowo, nie jesteśmy wspierani przez system ochrony zdrowia, nasza praca nie jest zaliczana do tych ryzykownych, nie mamy nawet rejestru chorób zawodowych w kardiologii, dlatego w swoim programie wyborczym, jako kandydat na Przewodniczącego Asocjacji Interwencji Sercowo-Naczyniowych Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, które odbywają się w kwietniu 2023 r. postanowiłem umieściłem realne działania na rzecz zmiany tej sytuacji dla naszego środowiska. – podkreśla prof. Pawłowski.
 
Rejestr chorób zawodowych w kardiologii inwazyjnej
 
Prof. Pawłowski uważa, że to właśnie stworzenie takiego rejestru mogłoby być jednym ze sposobów na zatrzymanie pogłębiającej się luki pokoleniowej w kardiologii, dałoby większe bezpieczeństwo zawodowe, medyczne i społeczne lekarzom tej niezwykle ważnej dla pacjentów specjalizacji.
Trzeba powiedzieć to głośno – sami narażamy nasze życie, podczas ratowania życia pacjentów i zasługujemy na ochronę naszego zdrowia i większe prawa zawodowe, podobnie jak operatorzy koparek czy maszyn wytwarzających wibracje na budowie. Proponuję, by stworzyć rejestr chorób zawodowych w kardiologii inwazyjnej, – zarówno dla operatorów, jak i kadr medycznych uczestniczących w naszych zabiegach, dzięki czemu nasza praca stałaby się bezpieczniejsza, bardziej przewidywalna i atrakcyjna dla obecnych i kolejnych pokoleń lekarzy.
 
Wnioski z takiego rejestru mogłyby być podstawą do ubiegania się o konkretne prawa m.in. prawo do wcześniejszego przechodzenia na emeryturę, prawo do świadczeń medycyny pracy, zapewnienie cyklicznych badań tak jak w przypadku innych grup zawodowych, które mają uznane choroby zawodowe. Same badania okresowe, które przechodzimy, aby być dopuszczonym do pracy w promieniowaniu jonizującym, są niewystarczające. Konsekwencje chorób, których doświadczamy i nabywamy w trakcie naszej pracy są długofalowe i wymagają leczenia w późniejszych okresach
My też możemy być pacjentami i bardzo często zostajemy nimi przez naszą pracę. Jest nas mało, a wyszkolenie operatora kardiologii inwazyjnej trwa latami. Jeśli nie będzie napływu nowych specjalistów, to za parę lat pracowni kardiologii inwazyjnej będą świecić pustkami. Kwestia chorób zawodowych kardiologów inwazyjnej to jeden z elementów, która może poprawić sytuację. Tym bardziej, że problem dotyczy także personelu medycznego, pielęgniarek i techników.
 
źródło: Klinika Kardiologii, Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA
Foto: Dariusz Pańczyk
Jeśli nic nie zrobimy, już niedługo polskie pracownie hemodynamiczne będą świecić pustkami, taką diagnozę kardiologii inwazyjnej stawia dr hab. med. Tomasz Pawłowski, prof. CMKP, Kierownik Pracowni Kardioangiografii Kliniki Kardiologii Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA w Warszawie. Jest wiele przyczyn systemowych, które sprawiają, że jest nas coraz mniej, a niestety pacjentów coraz więcej. Nie ma nas kto zastąpić i trzeba działać. – dodaje.
Wszechstronnie wykształceni
 
Kardiolodzy inwazyjni to wąska grupa lekarzy kardiologów, którzy dziś mocno rozszerzają swoje umiejętności dla dobra i zdrowia pacjenta – tego wymaga starzejące się społeczeństwo.
Dziś w portfolio kardiologa interwencyjnego jest nie tylko leczenie ostrych i przewlekłych zespołów wieńcowych, czyli zawałów serca i tzw. „wieńcówki” ale również coraz częściej sięgamy po leczenie wad strukturalnych – wad nabytych serca, a że ze względu na starzejące się społeczeństwo, tych pacjentów wciąż przybywa, to właśnie metody kardiologii interwencyjnej są metodami z wyboru przy leczeniu tych pacjentów, których kardiochirurdzy dyskwalifikują od swoich zabiegów ze względu na większą inwazyjność i większe ryzyko powikłań i zgonów. Jak choćby przy wymianie zastawki aortalnej. – mówi prof. Pawłowski.
 
Kardiolodzy interwencyjni to lekarze, którzy są bardzo wszechstronnie wykształceni nie tylko na polu zabiegowym, ale również coraz częściej w intensywnej terapii kardiologicznej oraz w angiologii.
Kardiolodzy inwazyjni swoimi umiejętnościami potrafią pokryć wiele problemów współczesnego pacjenta z chorobami serca i naczyń, a także znacznie poprawić stan zdrowia i jakość życia chorych na współistniejące z kardiologicznymi schorzenia, niestety, tych samodzielnych i wszechstronnych operatorów kardiologii jest coraz mniej. – stwierdza profesor.
 
Pacjentów coraz więcej, kardiologów coraz mniej
 
Braki kadrowe w leczeniu kardiologicznym są coraz większe i dotyczą zarówno zespołów medycznych asystujących przy zabiegach, jak i samych inwazyjnych kardiologów. Coraz bardziej widoczna staje się luka pokoleniowa, której nie ma jak zapełnić.
Samodzielnych operatorów kardiologii inwazyjnej w Polsce jest ok. 600, a liczba pacjentów z roku na rok rośnie. Waga medyczna i społeczna naszej specjalizacji rośnie, ponieważ potrafimy nie tylko leczyć chorych w stanach bezpośredniego zagrożenia życia, ale również nabyte z wiekiem wady serca, które leczymy w sposób przezskórny, małoinwazyjny, bardziej dla pacjenta bezpieczny i mniej obciążający. Niestety nie jesteśmy w wielu aspektach naszej pracy wspierani przez system, a to przekłada się na zmniejszenie liczby rezydentów w kardiologii inwazyjnej, problem staje się bardzo poważny. – przyznaje prof. Pawłowski.
 
Jak wymienia, powodów tej ogromnej luki pokoleniowej jest wiele, a jedną z najważniejszych jest czasochłonność tej pracy i bezpośrednie narażenie zdrowia operatora podczas zabiegów długotrwale wystawionego na promieniowanie jonizujące.
 
Kardiolog pacjentem
 
Kardiolodzy inwazyjni podczas swojej pracy są bezpośrednio narażeni na promieniowanie, które z czasem może powodować znaczny uszczerbek na zdrowiu – to również jeden z powodów, dla których kobiety tak rzadko decydują się na tą specjalizację chcąc w swoim życiu spełnić się również w roli matki.
To problem wad wzroku, jaskry, zaćmy, to choroby układu kostno-stawowego, nowotwory układu nerwowego, to ciężkie dyskopatie kręgosłupa lędźwiowego i piersiowego. Codzienne wykonując zabiegi musimy nosić ciężkie ołowiane fartuchy, które wpływają na stan naszych stawów i kręgosłupa. Dodatkowo, nie jesteśmy wspierani przez system ochrony zdrowia, nasza praca nie jest zaliczana do tych ryzykownych, nie mamy nawet rejestru chorób zawodowych w kardiologii, dlatego w swoim programie wyborczym, jako kandydat na Przewodniczącego Asocjacji Interwencji Sercowo-Naczyniowych Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, które odbywają się w kwietniu 2023 r. postanowiłem umieściłem realne działania na rzecz zmiany tej sytuacji dla naszego środowiska. – podkreśla prof. Pawłowski.
 
Rejestr chorób zawodowych w kardiologii inwazyjnej
 
Prof. Pawłowski uważa, że to właśnie stworzenie takiego rejestru mogłoby być jednym ze sposobów na zatrzymanie pogłębiającej się luki pokoleniowej w kardiologii, dałoby większe bezpieczeństwo zawodowe, medyczne i społeczne lekarzom tej niezwykle ważnej dla pacjentów specjalizacji.
Trzeba powiedzieć to głośno – sami narażamy nasze życie, podczas ratowania życia pacjentów i zasługujemy na ochronę naszego zdrowia i większe prawa zawodowe, podobnie jak operatorzy koparek czy maszyn wytwarzających wibracje na budowie. Proponuję, by stworzyć rejestr chorób zawodowych w kardiologii inwazyjnej, – zarówno dla operatorów, jak i kadr medycznych uczestniczących w naszych zabiegach, dzięki czemu nasza praca stałaby się bezpieczniejsza, bardziej przewidywalna i atrakcyjna dla obecnych i kolejnych pokoleń lekarzy.
 
Wnioski z takiego rejestru mogłyby być podstawą do ubiegania się o konkretne prawa m.in. prawo do wcześniejszego przechodzenia na emeryturę, prawo do świadczeń medycyny pracy, zapewnienie cyklicznych badań tak jak w przypadku innych grup zawodowych, które mają uznane choroby zawodowe. Same badania okresowe, które przechodzimy, aby być dopuszczonym do pracy w promieniowaniu jonizującym, są niewystarczające. Konsekwencje chorób, których doświadczamy i nabywamy w trakcie naszej pracy są długofalowe i wymagają leczenia w późniejszych okresach
My też możemy być pacjentami i bardzo często zostajemy nimi przez naszą pracę. Jest nas mało, a wyszkolenie operatora kardiologii inwazyjnej trwa latami. Jeśli nie będzie napływu nowych specjalistów, to za parę lat pracowni kardiologii inwazyjnej będą świecić pustkami. Kwestia chorób zawodowych kardiologów inwazyjnej to jeden z elementów, która może poprawić sytuację. Tym bardziej, że problem dotyczy także personelu medycznego, pielęgniarek i techników.
 
źródło: Klinika Kardiologii, Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA
Foto: Dariusz Pańczyk
Dr hab. n. med. Mariusz Tomaniak z I Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, Oddziału Kardiologii Inwazyjnej, został laureatem nagrody Prezesów Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego (PTK). To prestiżowa nagroda, przyznawana za oryginalne osiągnięcie naukowe lub nowatorskie rozwiązanie wdrożeniowe w zakresie kardiologii klinicznej lub doświadczalnej. Nagrodę przyznano za cykl prac pt. „Nowe strategie postępowania przeciwpłytkowego w ostrych i przewlekłych zespołach wieńcowych w populacji chorych o wysokim ryzyku powikłań́ niedokrwiennych i krwotocznych”.
– Kapituła doceniła nowatorskie badania dr. hab. n. med. Mariusza Tomaniaka, będące istotnym głosem w dyskusji na temat strategii leczenia przeciwpłytkowego towarzyszącego interwencjom wieńcowym – mówi prof. dr hab. n. med. Janina Stępińska, przewodnicząca kapituły Nagrody Prezesów PTK – Od lat dyskutowany jest zarówno dobór leków przeciwpłytkowych, jak i długość leczenia dwoma lekami przeciwpłytkowymi. Celem tych dyskusji jest wybór strategii zapobiegającej powikłaniom zakrzepowym, a jednocześnie bezpiecznej, nie zwiększającej ryzyka powikłań krwotocznych.

Przewodnicząca kapituły podkreśla, że decyzje są szczególnie trudne u chorych wysokiego ryzyka:  pacjentów powyżej 75 roku życia, z niewydolnością nerek, przewlekłą obturacyjną chorobą płuc (POCHP) poddawanych złożonym zabiegom PCI (przezskórnych interwencji wieńcowych). Badania tegorocznego laureata Nagrody Prezesów PTK odpowiadają również na potrzeby tej grupy pacjentów.
 
– Nagrodzony cykl prac podkreśla konieczność indywidualizacji terapii przeciwpłytkowej, nieodzownej w profilaktyce ponownego zawału serca u pacjentów po implantacji stentu do tętnicy wieńcowej – tłumaczy dr hab. n. med. Mariusz Tomaniak – Zastosowanie zmienionych schematów dawkowania leków może zwiększyć bezpieczeństwo leczenia, zwłaszcza w kontekście ryzyka krwawień. Dla pacjentów oznacza to mniej nieplanowanych konsultacji medycznych, ponownych hospitalizacji, transfuzji krwi, czyli poprawę jakości życia – i szansę na dłuższe życie po zawale. Natomiast efektem dla systemu opieki zdrowotnej może być jego mniejsze obciążenie.

Laureat podkreśla, że te ważne obserwacje dotyczą także osób w zaawansowanym wieku, z przewlekłą chorobą nerek, z chorobą płuc, które dotychczas nie były wystarczająco reprezentowane w dużych badaniach klinicznych w kardiologii.
 
Część badań dr hab. n. med. Mariusz Tomaniak prowadził w międzynarodowym zespole w ramach stypendium Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego w Klinice Kardiologii Erasmus University Medical Center Thorax Center i European Cardiovascular Research Institute w Rotterdamie. Międzynarodową renomę laureata potwierdza również prestiżowy tytuł Fellow of the European Society of Cardiology (FESC), przyznawany naukowcom-kardiologom o najwyższych kwalifikacjach i wybitnym dorobku naukowym. Laureat, reprezentujący I Katedrę i Klinikę Kardiologii Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM, kierowaną przez prof. dr hab. Marcina Grabowskiego, podkreśla wagę pracy zespołowej:
 
– Fakt, że tak doskonałe gremium – kapituła złożona ze wszystkich dotychczasowych i obecnych prezesów PTK – dostrzegło wartość prezentowanych prac i inicjatyw badawczych jest szczególnie istotny dla mnie jako kardiologa interwencyjnego, łączącego praktykę kliniczną z pracą naukową – podkreśla dr hab. n. med. Mariusz Tomaniak – To ogromne wyróżnienie, dodatkowa motywacja do dalszej pracy badawczej i zawodowej. To także zobowiązanie, aby swoje doświadczenie i entuzjazm przekazywać młodszym koleżankom i kolegom, zachęcać ich do tworzenia interdyscyplinarnych zespołów, tak aby z kreatywnością i dumą reprezentować środowisko polskich badaczy w inicjatywach międzynarodowych. W medycynie nic nie zdziała się w pojedynkę: tylko siła zespołu pozwala wpływać na postępowanie rekomendowane w praktyce klinicznej. Stąd chciałbym podziękować wszystkim moim współpracowników, bez których zaangażowania nie byłaby możliwa realizacja projektów w formule wieloośrodkowej.
 
Laureata ogłoszono we wrześniu podczas Międzynarodowego Kongresu PTK, natomiast teraz odebrał on nagrodę finansową fundowaną przez firmę Bayer w wysokości 5.000 euro.

– Gratuluję dr. hab. n. med. Mariuszowi Tomaniakowi otrzymania nagrody Prezesów Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego – mówi Markus Baltzer, Prezes Bayer Sp. z o.o. – Choroba wieńcowa stanowi ogromny problem zdrowotny we współczesnych, starzejących się społeczeństwach. Badania laureata nad innowacyjnymi terapiami mają szansę im zaradzić i mają znaczący potencjał, dlatego ten świetny naukowiec zasługuje na ogromną społeczną wdzięczność. 
 
Podziękować dr. hab. n. med. Mariuszowi Tomaniakowi, jak również innym naukowcom za wkład do poprawy życia, można w ramach akcji #ThankYouScience. Firma Bayer, wzorem ostatnich lat, zaprasza do dzielenia się wdzięcznością dla nauki. Wystarczy w swoim kanale społecznościowym (lub kanałach Bayer) napisać krótkie uzasadnienie z przykładem dowodzącym w jaki sposób nauka zmienia nasze codzienne życie. Dodając hasztag #ThankYouScience przyłączymy się do fali podziękowań naukowcom za ich pasję i odwagę myślenia.

źródło: komunikat prasowy

Dr hab. n. med. Mariusz Tomaniak z I Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, Oddziału Kardiologii Inwazyjnej, został laureatem nagrody Prezesów Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego (PTK). To prestiżowa nagroda, przyznawana za oryginalne osiągnięcie naukowe lub nowatorskie rozwiązanie wdrożeniowe w zakresie kardiologii klinicznej lub doświadczalnej. Nagrodę przyznano za cykl prac pt. „Nowe strategie postępowania przeciwpłytkowego w ostrych i przewlekłych zespołach wieńcowych w populacji chorych o wysokim ryzyku powikłań́ niedokrwiennych i krwotocznych”.
– Kapituła doceniła nowatorskie badania dr. hab. n. med. Mariusza Tomaniaka, będące istotnym głosem w dyskusji na temat strategii leczenia przeciwpłytkowego towarzyszącego interwencjom wieńcowym – mówi prof. dr hab. n. med. Janina Stępińska, przewodnicząca kapituły Nagrody Prezesów PTK – Od lat dyskutowany jest zarówno dobór leków przeciwpłytkowych, jak i długość leczenia dwoma lekami przeciwpłytkowymi. Celem tych dyskusji jest wybór strategii zapobiegającej powikłaniom zakrzepowym, a jednocześnie bezpiecznej, nie zwiększającej ryzyka powikłań krwotocznych.

Przewodnicząca kapituły podkreśla, że decyzje są szczególnie trudne u chorych wysokiego ryzyka:  pacjentów powyżej 75 roku życia, z niewydolnością nerek, przewlekłą obturacyjną chorobą płuc (POCHP) poddawanych złożonym zabiegom PCI (przezskórnych interwencji wieńcowych). Badania tegorocznego laureata Nagrody Prezesów PTK odpowiadają również na potrzeby tej grupy pacjentów.
 
– Nagrodzony cykl prac podkreśla konieczność indywidualizacji terapii przeciwpłytkowej, nieodzownej w profilaktyce ponownego zawału serca u pacjentów po implantacji stentu do tętnicy wieńcowej – tłumaczy dr hab. n. med. Mariusz Tomaniak – Zastosowanie zmienionych schematów dawkowania leków może zwiększyć bezpieczeństwo leczenia, zwłaszcza w kontekście ryzyka krwawień. Dla pacjentów oznacza to mniej nieplanowanych konsultacji medycznych, ponownych hospitalizacji, transfuzji krwi, czyli poprawę jakości życia – i szansę na dłuższe życie po zawale. Natomiast efektem dla systemu opieki zdrowotnej może być jego mniejsze obciążenie.

Laureat podkreśla, że te ważne obserwacje dotyczą także osób w zaawansowanym wieku, z przewlekłą chorobą nerek, z chorobą płuc, które dotychczas nie były wystarczająco reprezentowane w dużych badaniach klinicznych w kardiologii.
 
Część badań dr hab. n. med. Mariusz Tomaniak prowadził w międzynarodowym zespole w ramach stypendium Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego w Klinice Kardiologii Erasmus University Medical Center Thorax Center i European Cardiovascular Research Institute w Rotterdamie. Międzynarodową renomę laureata potwierdza również prestiżowy tytuł Fellow of the European Society of Cardiology (FESC), przyznawany naukowcom-kardiologom o najwyższych kwalifikacjach i wybitnym dorobku naukowym. Laureat, reprezentujący I Katedrę i Klinikę Kardiologii Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM, kierowaną przez prof. dr hab. Marcina Grabowskiego, podkreśla wagę pracy zespołowej:
 
– Fakt, że tak doskonałe gremium – kapituła złożona ze wszystkich dotychczasowych i obecnych prezesów PTK – dostrzegło wartość prezentowanych prac i inicjatyw badawczych jest szczególnie istotny dla mnie jako kardiologa interwencyjnego, łączącego praktykę kliniczną z pracą naukową – podkreśla dr hab. n. med. Mariusz Tomaniak – To ogromne wyróżnienie, dodatkowa motywacja do dalszej pracy badawczej i zawodowej. To także zobowiązanie, aby swoje doświadczenie i entuzjazm przekazywać młodszym koleżankom i kolegom, zachęcać ich do tworzenia interdyscyplinarnych zespołów, tak aby z kreatywnością i dumą reprezentować środowisko polskich badaczy w inicjatywach międzynarodowych. W medycynie nic nie zdziała się w pojedynkę: tylko siła zespołu pozwala wpływać na postępowanie rekomendowane w praktyce klinicznej. Stąd chciałbym podziękować wszystkim moim współpracowników, bez których zaangażowania nie byłaby możliwa realizacja projektów w formule wieloośrodkowej.
 
Laureata ogłoszono we wrześniu podczas Międzynarodowego Kongresu PTK, natomiast teraz odebrał on nagrodę finansową fundowaną przez firmę Bayer w wysokości 5.000 euro.

– Gratuluję dr. hab. n. med. Mariuszowi Tomaniakowi otrzymania nagrody Prezesów Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego – mówi Markus Baltzer, Prezes Bayer Sp. z o.o. – Choroba wieńcowa stanowi ogromny problem zdrowotny we współczesnych, starzejących się społeczeństwach. Badania laureata nad innowacyjnymi terapiami mają szansę im zaradzić i mają znaczący potencjał, dlatego ten świetny naukowiec zasługuje na ogromną społeczną wdzięczność. 
 
Podziękować dr. hab. n. med. Mariuszowi Tomaniakowi, jak również innym naukowcom za wkład do poprawy życia, można w ramach akcji #ThankYouScience. Firma Bayer, wzorem ostatnich lat, zaprasza do dzielenia się wdzięcznością dla nauki. Wystarczy w swoim kanale społecznościowym (lub kanałach Bayer) napisać krótkie uzasadnienie z przykładem dowodzącym w jaki sposób nauka zmienia nasze codzienne życie. Dodając hasztag #ThankYouScience przyłączymy się do fali podziękowań naukowcom za ich pasję i odwagę myślenia.

źródło: komunikat prasowy

Odczuliśmy w ostatnich dniach znaczny spadek temperatury powietrza, a to może być niebezpieczne dla naszego serca – ostrzegają kardiolodzy. Jak mówi prof. Piotr Buszman, kardiolog z American Heart od Poland, kiedy temperatura na zewnątrz spada o 10 stopni Celsjusza, rośnie ryzyko zawałów serca. Z okazji nadchodzącego, w najbliższą niedzielę, 25 września, Światowego Dnia Serca, kardiolog wyjaśnia jak można ustrzec się przed zawałem.
–  Chciałem zwrócić szczególną uwagę na dbanie o nasze serca poprzez kontrolowanie czynników ryzyka, kontrolowanie czynników ryzyka chorób serca, ale również w okresie jesiennym. Zmieniająca się temperatura może również wpływać na ryzyko zawału serca. Udowodniono, że spadek temperatury o 10 stopni wiąże się z ryzykiem wystąpienia zawału serca o 7 proc. Dodatkowo to ryzyko jest potęgowane tym, że spadek temperatury wiąże się z rozpoczęciem sezonu grzewczego i niestety zwiększeniem zapylenia, co za tym idzie zwiększeniem zanieczyszczenia powietrza, zwłaszcza pyły PM2,5, co dodatkowo potęguje w naszym klimacie ryzyko wystąpienia zawału serca – mówi prof. Piotr Buszman  kardiolog z American Heart od Poland.

Dlaczego tak się dzieje?
– Przede wszystkim, jeżeli spada nam temperatura, kurczą się nasze tętnice, co powoduje zwiększenie ciśnienia krwi. A jeżeli tętnicach wieńcowych występuje blaszki miażdżycowej, która ma tzw. niestabilny charakter, charakter jest to mechanizm spustowy do pęknięcia takiej blaszki miażdżycowej i wystąpienia zawału ostrego zawału serca. Niestety pył zawieszony. Dodatkowo tę babiarz destabilizuje i powoduje wystąpienia zawału serca – wyjaśnia profesor Buszman.

Warto modyfikować czynniki ryzyka
– Zadbajmy o swoją dietę. Przestańmy przede wszystkim palić papierosy, kontrolujemy masę ciała, ciśnienie tętnicze krwi i poziom cholesterolu. Ponadto stosujmy regularną aktywność fizyczną, przestrzegajmy zaleceń lekarskich. Zmniejszenie temperatury może być bodźcem, ale nie jest bezpośrednią przyczyną zawału serca, natomiast te wszystkie czynniki ryzyka, które wymieniłem mają wpływa na zachorowanie na zawał serca. A zatem w te dni szczególnie uważajmy na siebie, dbajmy o modyfikację czynników ryzyka oraz oczywiście dostosujemy się odpowiednio, jeżeli chodzi o nasz ubiór, do zaistniałych warunków atmosferycznych – dodał profesor z American Heart od Poland.

Intensywny ból w klatce w piersiowej może być objawem zawału serca
– Szczególnie niepokojący jest silny, piekący, gniotący i dławiący ból w klatce piersiowej, trwający zwykle ponad 20 minut z towarzyszącym uczuciem lęku i czasem zlewnymi potami. Są  to charakterystyczne objawy zawału mięśnia sercowego. Ból może promieniować  do szyi, lewego ramienia, czasem brzucha – apeluje profesor.

Zawał mięśnia sercowego jest bezpośrednim stanem zagrożenia życia i w żadnym wypadku nie należy ignorować alarmujących objawów.
– Udrożnienie zamkniętej tętnicy wieńco wej w czasie krótszym niż 60 minut nie tylko ratuje życie chorego, ale może pozwolić na całkowity powrót serca do sprawności, bez najmniejszego uszczerbku. Dlatego silny, przedłużający się ból powinien być sygnałem dla chorego i jego bliskich do wezwania karetki – dodaje profesor.

Na zawał mięśnia sercowego mogą zachorować zarówno osoby, które mają zdiagnozowaną chorobę wieńcową, czyli odczuwają bóle w klatce piersiowej, jak i u osoby dotychczas nie mającej żadnych objawów choroby serca.

Światowy Dzień Serca to inicjatywa Światowej Federacji Serca przy wsparciu oraz Światowej Organizacji Zdrowia, UNESCO i UNICEF-u.

źródło: AHoP