Medicalpress
Choroba przewlekła zmienia nie tylko ciało, ale też relacje, poczucie atrakcyjności, bliskość i obraz samego siebie. Seksualność pacjentów wciąż bywa tematem pomijanym, choć dla wielu osób staje się jednym z najtrudniejszych doświadczeń po diagnozie i leczeniu. Eksperci i pacjenci mówią wprost: nie wystarczy uratować życie. Trzeba jeszcze pomóc człowiekowi wrócić do życia. 
„Seksualność w chorobach przewlekłych to temat, o którym bardzo rzadko rozmawiamy. Zazwyczaj dominuje myślenie: najważniejsze, że żyjesz, że jesteś leczony. A to, że po drodze rozsypują się związki albo powstają blizny na ciele i na duszy, bywa spychane na margines, choć jest częścią doświadczenia choroby” – mówiła red. Małgorzata Telmińska, prowadząca debatę ekspercką „Seksualność w chorobach przewlekłych – od tabu do standardu opieki”, zorganizowaną w ramach cyklu „Wyprzedźmy chorobę!” przez Parlamentarny Zespół ds. Profilaktyki Nowotworowej RAK STOP.

Już otwierając spotkanie, Katarzyna Piekarska, przewodnicząca zespołu, podkreślała, że rozmowa dotyczy obszaru, który w systemie ochrony zdrowia bardzo często pozostaje niewidoczny. „Pacjenci często nie mają odwagi zapytać, a lekarze głównie zajmują się leczeniem ciała, tym, żebyśmy byli zdrowi i sprawni. Natomiast o tej kwestii, która przecież jest bardzo ważna w życiu człowieka, często się nie mówi. A skoro pacjent nie pyta, to trochę tak, jakby problemu nie było. A on jest i warto to tabu przełamywać” – zaznaczała Katarzyna Piekarska.

W jej wystąpieniu szczególnie wybrzmiał osobisty wymiar choroby i leczenia. Katarzyna Piekarska mówiła o doświadczeniu mastektomii nie jako o abstrakcyjnym problemie medycznym, ale jako o zmianie, która dotyka obrazu własnego ciała, kobiecości i bliskości. „Zaczęłam o tym myśleć po mastektomii. Mam problem ze swoim ciałem po leczeniu, choć od razu powiem, że jestem bardzo zadowolona z efektów i bardzo wdzięczna lekarzowi. Niemniej trudno zaakceptować swoje ciało, kiedy nagle w miejscu, które postrzegamy jako atrybut kobiecości, pojawia się pustka. Mam problem, żeby patrzeć na siebie w lustrze, więc pojawia się też problem bliskości i relacji z partnerem” – mówiła przewodnicząca zespołu.

Ten osobisty ton powracał później wielokrotnie. Bo choć debata odbywała się w Sejmie, w gronie ekspertów i przedstawicieli organizacji, jej zasadniczy sens był bardzo prosty: choroba przewlekła nie odbiera człowiekowi potrzeby bliskości, bycia widzianym, akceptowanym i traktowanym podmiotowo.

Seksualność nie znika z powodu diagnozy

Dr Sebastian Zdończyk, prezes Polskiego Towarzystwa Psychoonkologicznego, podkreślał, że seksualność powinna być uznana za część jakości życia pacjenta, a nie za temat dodatkowy. „Pacjent onkologiczny to dziś pacjent w każdym wieku i musimy jasno powiedzieć: seksualność nie znika z powodu diagnozy nowotworu. Ona może się zmieniać, ale nadal pozostaje ważnym elementem życia, zdrowia i relacji. Dlatego powinniśmy uwzględniać ją zarówno w opiece onkologicznej, jak i psychoonkologicznej, bo realnie wpływa na komfort i jakość życia pacjentów” – mówił dr Zdończyk.

Prof. Tomasz Dzierżanowski, specjalista chorób wewnętrznych i medycyny paliatywnej zwracał uwagę, że seksualność nie może być sprowadzana wyłącznie do współżycia. „Musimy zacząć od podstawowej rzeczy: seksualność to nie to samo co seks. Seksualność jest elementem tożsamości człowieka, sposobem realizowania własnego człowieczeństwa i nie można sprowadzać tej rozmowy wyłącznie do współżycia seksualnego. Mówimy o bliskości, relacjach, poczuciu własnej wartości i jakości życia” – podkreślał prof. Dzierżanowski.

Z tej perspektywy rozmowa o seksualności nie jest dodatkiem do leczenia, ale częścią całościowego spojrzenia na pacjenta. Dr n. med. Andrzej Depko, neurolog, seksuolog i prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej, wskazywał, że wpływ chorób przewlekłych na seksualność może mieć wiele wymiarów. Jak wyjaśniał dr Depko: „Wpływ chorób przewlekłych na seksualność może być zarówno bezpośredni, jak i pośredni. Ból, zmęczenie, ograniczenia ruchowe czy utrata pożądania mogą uniemożliwiać realizowanie życia seksualnego. Dochodzi do tego wpływ psychologiczny – poczucie utraty atrakcyjności, wstyd związany z bliznami czy zmianami w ciele oraz wycofywanie się z relacji, bo pacjent przestaje czuć się partnerem lub partnerką.”

Nie tylko przeżyć. Także żyć po leczeniu

Prof. dr hab. n. med. Krzysztof Nowosielski, ginekolog onkologiczny, wskazywał, że w nowoczesnej opiece onkologicznej trzeba uwzględniać wartości pacjentów, ich plany, potrzeby i oczekiwania wobec życia po terapii. „Powinniśmy odejść od myślenia, że w chorobie nowotworowej najważniejsze jest wyłącznie przeżyć. Leczenie powinno być prowadzone tak, aby w możliwie najmniejszym stopniu pogarszało jakość życia i naruszało wartości ważne dla pacjentki czy pacjenta. Dla jednej osoby priorytetem będzie zachowanie płodności, dla innej możliwość satysfakcjonującego życia seksualnego – i każda z tych potrzeb jest równie ważna” – podkreślał prof. Nowosielski.

Agnieszka Siedlarska, wiceprezeska Fundacji Stoma Life, wskazywała, że w przypadku osób ze stomią przez lata dominował przekaz: najważniejsze, że żyjesz. Dziś trzeba do niego dodać pytanie o jakość tego życia. „Przez wiele lat mówiliśmy pacjentom przede wszystkim: żyjesz, ciesz się, że operacja się udała. I oczywiście życie jest wartością nadrzędną, ale nie da się pominąć pytania, jak to życie wygląda później. Nie można pomijać jakości życia, a seksualność i bliskość są jej bardzo ważnym elementem” – mówiła Agnieszka Siedlarska.

Dane z ankiety Fundacji Stoma Life pokazują, jak ogromna jest luka w komunikacji. Jak relacjonowała: „W naszej ankiecie aż 90 proc. respondentów odpowiedziało, że przed operacją wyłonienia stomii nikt nie przygotował ich do tego, jaki wpływ będzie miała na życie intymne. 85 proc. wskazało, że nikt z personelu medycznego nie rozmawiał z nimi o seksualności, a 80 proc. przyznało, że stomia bardzo mocno wpłynęła na poczucie atrakcyjności i relacje. To bardzo smutne, ale też dające do myślenia dane.”

Także prof. Michał Lew-Starowicz, psychiatra i seksuolog, zwracał uwagę, że pacjenci często trafiają do seksuologa dopiero wtedy, gdy problem jest już utrwalony i wpływa na związek, nastrój oraz codzienne funkcjonowanie. „Do seksuologa najczęściej trafia nie pacjent ze świeżo rozpoznaną chorobą nowotworową, ale osoba już po pewnym czasie leczenia, często z wieloma powikłaniami. Są to pacjenci zmagający się nie tylko ze skutkami samej choroby i terapii, ale również z reakcjami depresyjnymi, zaburzeniami adaptacyjnymi czy problemami w relacjach. Bardzo często trafiają dopiero wtedy, gdy trudności seksualne zaczynają silnie zakłócać życie i związek” – mówił prof. Lew-Starowicz.

Ekspert podkreślał, że w onkologii szczególnie silnie na seksualność wpływa samo leczenie. Jak zaznaczał prof. Lew-Starowicz: „W chorobach nowotworowych zdecydowanie większym obciążeniem dla zdrowia seksualnego jest często nie sama choroba, ale jej leczenie. Dotyczy to szczególnie nowotworów w obrębie miednicy i okolic narządów płciowych, gdzie dochodzi do uszkodzeń struktur naczyniowo-nerwowych, ale także leczenia systemowego, takiego jak chemioterapia. To właśnie te elementy najczęściej zaburzają funkcje seksualne.”

„Nie zamierzam być samotna do końca życia”

Szczególnie mocno wybrzmiał głos Agnieszki Wyrwał, radnej m.st. Warszawy i pacjentki onkologicznej. Jej wypowiedź pokazała, że za systemowymi pojęciami, takimi jak jakość życia, skutki uboczne leczenia czy wsparcie psychoonkologiczne, stoją konkretne doświadczenia pacjentów. „Sama jestem pacjentką onkologiczną i niestety doświadczyłam wielu trudnych spotkań z ochroną zdrowia. Mam wrażenie, że pacjent, który dowiaduje się o diagnozie, po prostu wpada w system i staje się niewidoczny, traktowany trochę przedmiotowo. To wszystko, o czym dziś mówimy – wsparcie emocjonalne, rozmowa o seksualności – mam wrażenie, że w praktyce bardzo często po prostu nie funkcjonuje” – mówiła Agnieszka Wyrwał.

Opowiadała również o doświadczeniu menopauzy wywołanej leczeniem, które dla wielu pacjentek jest nie tylko medycznym skutkiem terapii, ale także głęboką zmianą w postrzeganiu własnego ciała i kobiecości. „Dla mnie jako kobiety niezwykle ważne było to, że nagle przechodzę menopauzę wywołaną leczeniem i muszę się z tym mierzyć. Nikt o tym nie mówi, kiedy dostajemy leki, które pozbawiają nas ważnego elementu kobiecości. Bo to nie dotyczy tylko piersi – kiedy w wieku, w którym jeszcze normalnie miesiączkujemy, wszystko nagle się zmienia, to bardzo wpływa na psychikę, a nikt się nad pacjentką nie pochyla i nie tłumaczy skutków ubocznych leczenia” – podkreślała.

Najmocniej zabrzmiała jednak jej opowieść o reakcji, z jaką spotkała się, gdy chciała rozmawiać o rekonstrukcji piersi. „Usłyszałam od pani onkolog, kiedy chciałam poruszyć temat rekonstrukcji piersi: ‘Po co pani w tym wieku się tym zajmuje?’. To się naprawdę ciągle zdarza. A dla mnie ten element seksualności jest niezwykle ważny, szczególnie że przechodziłam raka jako singielka, bez wsparcia partnera. Nie zamierzam być samotna do końca życia” – mówiła Agnieszka Wyrwał.

Seksualność po chorobie nie jest „fanaberią” ani tematem drugorzędnym. To część godności, samoakceptacji i prawa do dalszego życia. „Żyjemy w epoce kultu ciała, jeszcze wzmacnianego przez media społecznościowe i sztuczną inteligencję. Wszystko, co odbiega od normy, bywa piętnowane. Dlatego musimy odczarowywać raka i pokazywać, że po chorobie chcemy żyć godnie, korzystać z życia, budować relacje i nie rezygnować z siebie” – zaznaczała radna m.st. Warszawy.

Pacjent nie pyta, lekarz nie pyta

Wielu uczestników debaty wskazywało, że podstawowym problemem jest brak rozmowy. Pacjenci często nie wiedzą, czy mogą zapytać. Lekarze często nie pytają, bo nie mają czasu, kompetencji albo uznają, że najważniejsze jest leczenie choroby zasadniczej.

Pacjent nie mówi, lekarz nie pyta. Lekarz skupia się na leczeniu choroby zasadniczej, a pacjent często nie ma odwagi powiedzieć, że od momentu wdrożenia leczenia seksualność zaczęła kuleć. Tymczasem wiele leków stosowanych w chorobach przewlekłych realnie wpływa na życie seksualne” – mówił dr Andrzej Depko.

„Pacjent prawie nigdy sam nie powie o swoich potrzebach seksualnych w gabinecie, ale prawie zawsze odpowie, jeśli zostanie zapytany. Dlatego pytanie o potrzeby seksualne powinno być elementem standardowego wywiadu medycznego – tak samo jak pytamy o ból czy inne objawy” – podkreślał prof. Dzierżanowski.

Prof. Krzysztof Nowosielski dodawał, że rozmowa powinna zaczynać się jeszcze przed leczeniem, nie dopiero wtedy, gdy problem stanie się źródłem cierpienia. „Pacjentki mówią bardzo jasno: chcą rozmawiać o seksualności nie wtedy, gdy problem już się pojawi, ale wcześniej – jeszcze przed leczeniem. Najtrudniejsze pytania dotyczą tego, kiedy można wrócić do aktywności seksualnej, czy będzie to bezpieczne i jak może wyglądać życie intymne po terapii. Tymczasem tylko część lekarzy w ogóle porusza ten temat” – mówił prof. Nowosielski.

Jak wskazywał, już samo zasygnalizowanie gotowości do rozmowy może zmienić sytuację pacjenta. „Jeśli już na początku leczenia sygnalizujemy pacjentowi, że zmiany mogą dotyczyć także życia seksualnego i że jesteśmy gotowi o tym rozmawiać w każdym momencie terapii, dzieje się coś bardzo ważnego. Pacjent widzi, że jego seksualność nie jest tematem tabu i że dla lekarza także ma znaczenie. To otwiera przestrzeń do rozmowy później – również w domu, między partnerami” – zaznaczał ginekolog onkologiczny.

Choroba dotyka także partnera

Eksperci podkreślali, że choroba przewlekła wpływa nie tylko na pacjenta, ale także na partnera, relację i cały układ rodzinny. „Można mieć wspierającego partnera, który przechodzi przez chorobę razem z nami, ale można też spotkać się z wycofaniem drugiej strony. Zdarza się, że pacjent, który doświadcza utraty atrakcyjności albo odrzucenia, zaczyna obawiać się kolejnych relacji i nie pozwala sobie już na budowanie bliskości. To dodatkowo pogłębia problemy psychiczne i seksualne” – wskazywał dr Andrzej Depko.

Prof. Tomasz Dzierżanowski podkreślał natomiast, że również partner czy opiekun mierzy się z obciążeniem emocjonalnym, zmęczeniem i lękiem. „Musimy pamiętać, że przewlekła choroba dotyczy nie tylko pacjenta, ale też partnera czy opiekuna. Zmęczenie, przeciążenie codziennością, lęk i trudne emocje wpływają również na relację i życie intymne. Dlatego nie możemy patrzeć na seksualność wyłącznie z perspektywy chorego” – mówił prof. Dzierżanowski.

Zwracał też uwagę, że bliskość nie musi oznaczać współżycia. „Realizacja seksualności nie musi oznaczać stosunku seksualnego. To może być przytulenie, dotyk, bliskość, wspólne leżenie obok siebie. Wielu pacjentów mówiło mi: ‘Panie profesorze, ja chciałem się tylko przytulić’. I to jest równie ważna część człowieczeństwa” – zaznaczał specjalista medycyny paliatywnej.

Otyłość, stomia, endometrioza, choroby serca. Ten problem dotyczy wielu grup pacjentów

Choć wiele wypowiedzi dotyczyło onkologii, uczestnicy debaty podkreślali, że seksualność powinna być uwzględniana również w innych chorobach przewlekłych. Ewa Godlewska, prezeska Fundacji FLO, mówiła o pacjentach chorujących na otyłość, którzy często mierzą się ze stygmatyzacją, także w gabinetach lekarskich. „Pacjenci z chorobą otyłościową są często postrzegani jako nieatrakcyjni, zaniedbani, pozbawieni prawa do bliskości czy seksualności. Wiele kobiet doświadcza dyskryminacji nawet w gabinetach lekarskich – słyszą, że najpierw mają schudnąć, a dopiero później zostaną zbadane. To pokazuje, jak daleko jesteśmy od rozmowy o zdrowiu seksualnym tej grupy pacjentów” – mówiła Ewa Godlewska.

Jak podkreślała, otyłość sama może wpływać na funkcje seksualne, ale dodatkowo wiąże się z wieloma powikłaniami, które ten problem pogłębiają. „Otyłość nie tylko sama może powodować zaburzenia funkcji seksualnych, ale wiąże się też z około 200 powikłaniami, które dodatkowo wpływają na zdrowie intymne. Mówimy o cukrzycy typu 2, chorobach sercowo-naczyniowych, depresji czy nowotworach. To sprawia, że jest to grupa szczególnie narażona na problemy seksualne, a jednocześnie bardzo zaniedbana systemowo” – zaznaczała prezeska Fundacji FLO.

Z kolei prof. Piotr Dobrowolski, kardiolog, mówił o pacjentach z chorobami sercowo-naczyniowymi, w tym o coraz młodszych osobach po zawale czy z nadciśnieniem tętniczym. „W kardiologii zbyt rzadko pytamy pacjentów o seksualność, choć doskonale wiemy, że choroby układu krążenia coraz częściej dotyczą osób młodych. Coraz więcej pacjentów doświadcza zawału serca przed 40. rokiem życia, a nadciśnienie tętnicze zaczyna się już u osób dwudziestoletnich, czasem nawet wcześniej. To są pacjenci, dla których życie seksualne pozostaje bardzo ważnym elementem funkcjonowania” – podkreślał prof. Dobrowolski.

Zwracał też uwagę na ryzyko, jakie niesie brak rozmowy z lekarzem. Wtedy pacjent szuka odpowiedzi w internecie, trafia na mity i może zrezygnować z leczenia. „Pacjent często nie rozmawia o seksualności z lekarzem, ale czyta internet. Jeśli nie zostanie odpowiednio poinformowany, trafia na mity dotyczące leczenia kardiologicznego i zaczyna obawiać się, że terapia zniszczy jego życie intymne. To może prowadzić do rezygnacji z leczenia, a konsekwencje bywają bardzo poważne” – mówił kardiolog.

Z kolei Monika Dębińska, fizjoterapeutka, mówiła o wstydzie pacjentek po leczeniu, po mastektomii, operacjach ginekologicznych czy endometriozie. „Do fizjoterapeuty trafiają wszyscy pacjenci – po mastektomii, po operacjach ginekologicznych, z endometriozą, pacjenci kardiologiczni. I naprawdę widać, jak dużo jest wstydu. Kobiety przychodzą i proszą o zmianę specjalisty na kobietę, bo wstydzą się pokazać po mastektomii, wstydzą się swojego ciała. To się naprawdę dzieje i to siedzi w ludziach bardzo głęboko” – mówiła Monika Dębińska.

System nie jest przygotowany

W wielu wypowiedziach powracał problem braku specjalistów, braku finansowania i braku procedur. „Jeśli szukamy praktycznych rozwiązań, to trzeba ich szukać przede wszystkim w samej onkologii. Powinniśmy zidentyfikować konkretne momenty leczenia i konkretne typy nowotworów, w których ryzyko powikłań seksuologicznych jest szczególnie wysokie. W takich sytuacjach automatycznie powinien być wdrażany algorytm postępowania: informacja, edukacja i możliwość skierowania pacjenta po odpowiednią pomoc” – mówił prof. Lew-Starowicz.

Jednocześnie zwracał uwagę, że pacjent często nie jest informowany o możliwych konsekwencjach leczenia dla seksualności. „Pacjenci bardzo często są zaskoczeni problemami seksualnymi po leczeniu, bo wcześniej nikt ich o tym nie informował. To ogromny problem, bo trudno mówić o świadomej decyzji terapeutycznej, jeśli pacjent nie wie, jakie konsekwencje leczenia mogą dotyczyć jego seksualności i relacji. Jeżeli mówimy o wspólnym podejmowaniu decyzji z lekarzem, to musi być to decyzja naprawdę świadoma” – podkreślał psychiatra i seksuolog.

Dr Andrzej Depko wskazywał na deficyt poradni seksuologicznych finansowanych przez NFZ. „W siedmiu województwach nie ma ani jednej poradni seksuologicznej w ramach NFZ. To oznacza, że pacjent zostaje skazany na jeżdżenie do innego województwa albo na prywatną opiekę. Albo zapłacisz prywatnie, albo nie będziesz miał dostępu do pomocy wcale” – mówił dr Depko.

W jego ocenie problemem jest również sposób finansowania opieki seksuologicznej. „Prowadzenie poradni seksuologicznej po prostu się nie opłaca. System finansowania sprawia, że zamiast rozwijać opiekę seksuologiczną, placówki rozważają jej zamykanie. Przy takim podejściu naprawdę trudno mówić o realnym zajmowaniu się seksualnością pacjentów” – zaznaczał prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej.

Edukacja lekarzy i pytanie, które nic nie kosztuje

Jednym z najczęściej powracających postulatów była edukacja personelu medycznego. Prof. Piotr Dobrowolski mówił wprost, że pytanie o seksualność powinno stać się naturalną częścią rozmowy lekarskiej. „Powinniśmy uczyć przyszłych lekarzy rozmawiać o seksualności już na studiach medycznych. Czasem mam wrażenie, że to my, lekarze, bardziej się wstydzimy zapytać niż pacjent odpowiedzieć. Tymczasem pytanie o życie intymne powinno być naturalnym elementem rozmowy – zarówno w gabinecie kardiologa, lekarza rodzinnego, jak i innych specjalistów” – podkreślał prof. Dobrowolski.

Podobnie mówił prof. Nowosielski, wskazując, że nie da się kierować wszystkich pacjentów od razu do seksuologa. System musi działać szerzej, już na poziomie lekarzy różnych specjalności. „Nie rozwiążemy tego problemu, kierując wszystkich pacjentów do seksuologów, bo jest ich po prostu za mało. Dlatego trzeba odwrócić sposób myślenia: każdy lekarz, niezależnie od specjalizacji, powinien zapytać pacjenta o życie intymne i o to, czy pojawiają się trudności wymagające rozmowy. Dopiero wtedy osoby, których problemy przekraczają kompetencje lekarza prowadzącego, powinny trafiać do specjalistów seksuologii” – mówił prof. Nowosielski.

Dr Depko zwracał natomiast uwagę, że edukacja medyczna nie przygotowuje lekarzy do łączenia wiedzy z różnych dziedzin z realnymi problemami pacjenta. „Pytam studentów szóstego roku: mieliście anatomię, fizjologię, neurologię, ginekologię, urologię – powiedzcie mi więc, dlaczego pacjent z cukrzycą ma zaburzenia seksualne i jakie mogą to być zaburzenia. I zapada cisza. Oni nie potrafią połączyć wiedzy, którą teoretycznie już mają, z realnym problemem pacjenta” – mówił seksuolog.

W jego ocenie seksualność musi być wpisana w myślenie o jakości życia pacjenta, a nie pozostawiona jako temat fakultatywny. „Każda specjalizacja lekarska powinna zawierać element dotyczący zaburzeń seksualnych związanych z chorobą zasadniczą i jej leczeniem. To powinien być standard myślenia o jakości życia pacjenta, a nie dodatkowy fakultet” – podkreślał dr Depko.

Prehabilitacja, materiały dla pacjentów i rola organizacji

W debacie pojawiły się też konkretne propozycje działań, które można wdrażać już teraz. Prof. Krzysztof Nowosielski wskazywał na prehabilitację jako właściwy moment rozmowy o możliwych skutkach leczenia. „Prehabilitacja, czyli przygotowanie pacjenta do leczenia operacyjnego, jest najlepszym momentem do rozmowy o seksualności. Pacjent ma wtedy czas, żeby przygotować się nie tylko dietetycznie czy psychologicznie, ale również zrozumieć, jak leczenie może wpłynąć na życie intymne i co będzie się działo później. To jest moment, którego nie powinniśmy pomijać” – mówił prof. Nowosielski.

Eksperci wskazywali, że pacjenci potrzebują nie tylko rozmowy w gabinecie, ale także prostych i rzetelnych materiałów edukacyjnych dotyczących seksualności po leczeniu – poradników, ulotek czy stron internetowych, do których można wrócić później. Podkreślano również znaczenie opieki zespołowej oraz większego zaangażowania organizacji pacjenckich, które mogą wspierać chorych w oswajaniu zmian dotyczących bliskości, relacji i życia po chorobie. 

Od rozmowy do konkretnych działań

Uczestnicy debaty byli zgodni, że seksualność w chorobach przewlekłych nie może pozostawać tematem pomijanym. Wśród najważniejszych postulatów pojawiły się: większa edukacja personelu medycznego, przygotowanie pacjentów do skutków leczenia już na etapie terapii, lepszy dostęp do wsparcia specjalistycznego i bardziej otwarta komunikacja w gabinecie. Katarzyna Piekarska zapowiedziała, że temat ma szansę trafić do dalszych prac parlamentarnych. Bo – jak wybrzmiewało podczas debaty – nie wystarczy, że pacjent przeżyje. Trzeba jeszcze zapytać, jak będzie żył po chorobie. 

Czy otyłość jest chorobą samą w sobie, czy dopiero wtedy, gdy prowadzi do powikłań? To pytanie – choć wydaje się teoretyczne – ma bardzo konkretne konsekwencje dla pacjentów, lekarzy i całych systemów ochrony zdrowia. W ostatnim czasie dodatkowo nabrało znaczenia w związku z propozycją podziału otyłości na „przedkliniczną” i „kliniczną”. Autorzy najnowszej publikacji naukowej odnoszą się do tej koncepcji z wyraźnym dystansem, wskazując na jej potencjalne konsekwencje dla praktyki klinicznej i postrzegania choroby.
W pracy opublikowanej w 2026 roku na łamach czasopisma Eating and Weight Disorders autorzy stawiają tezę jednoznaczną: otyłość powinna być traktowana jako przewlekła choroba kliniczna – niezależnie od tego, czy zdążyła już doprowadzić do widocznych powikłań narządowych.

Nie tylko BMI. Problem zaczyna się wcześniej

Przez lata podstawowym narzędziem rozpoznawania otyłości był wskaźnik masy ciała. Dziś wiadomo, że to podejście jest niewystarczające.

BMI pozwala zidentyfikować nadmiar masy ciała, ale nie odpowiada na kluczowe pytania: ile w tej masie jest tkanki tłuszczowej i gdzie jest ona zlokalizowana. Tymczasem to właśnie rozmieszczenie tłuszczu – szczególnie trzewnego – ma największe znaczenie dla ryzyka zdrowotnego.

Dlatego coraz częściej rekomenduje się uzupełnianie diagnozy o pomiary takie jak obwód talii czy wskaźnik talia–wzrost. W nowych propozycjach diagnostycznych dopuszcza się nawet rozpoznanie otyłości przy BMI powyżej 25 kg/m², jeśli towarzyszy mu nadmiar tłuszczu brzusznego.

To jednak dopiero początek zmiany myślenia.

Skład ciała ma znaczenie

Coraz większą rolę przypisuje się składowi ciała, a nie tylko jego masie. Nadmiar tkanki tłuszczowej bardzo często współistnieje z niedoborem masy mięśniowej i siły mięśniowej, co prowadzi do tzw. otyłości sarkopenicznej.

To zjawisko ma realne konsekwencje kliniczne: gorszą sprawność, większe ryzyko powikłań, trudniejsze leczenie. W praktyce oznacza to, że dwóch pacjentów z tym samym BMI może mieć zupełnie różne ryzyko zdrowotne.

Autorzy publikacji podkreślają, że rutynowa ocena składu ciała – np. metodą bioimpedancji czy densytometrii – powinna stać się elementem standardowej diagnostyki, szczególnie w kontekście nowych terapii farmakologicznych, które wpływają nie tylko na masę ciała, ale też na proporcje między tłuszczem a mięśniami.

Dlaczego otyłość spełnia kryteria choroby

Najważniejsza część dyskusji dotyczy jednak samej definicji otyłości. Autorzy nie pozostawiają tu wątpliwości: otyłość spełnia wszystkie kryteria choroby przewlekłej w ujęciu biologicznym, psychicznym i społecznym.

Na poziomie biologicznym dochodzi do zaburzeń regulacji apetytu, wydatku energetycznego i metabolizmu. Tkanka tłuszczowa przestaje być biernym magazynem energii – staje się aktywnym źródłem stanu zapalnego i czynnikiem napędzającym choroby sercowo-metaboliczne.

Równolegle istotną rolę odgrywają czynniki psychologiczne. U wielu pacjentów obserwuje się zaburzenia odżywiania, impulsywne lub kompulsywne jedzenie, a także współistniejące objawy depresji i lęku. Mechanizmy nagrody i odpowiedzi na stres są zaburzone, co utrudnia kontrolę zachowań żywieniowych.

Do tego dochodzi kontekst społeczny: środowisko sprzyjające nadmiernemu spożyciu kalorii, ograniczone możliwości aktywności fizycznej oraz nierówności w dostępie do opieki zdrowotnej. Coraz częściej mówi się także o tzw. ekspozomie – sumie wszystkich czynników środowiskowych oddziałujących na człowieka przez całe życie.

W tym ujęciu otyłość nie jest efektem złych wyborów, lecz wynikiem złożonych, wielopoziomowych procesów.

Nowa klasyfikacja budzi kontrowersje

Na tym tle szczególnie interesująca jest propozycja Lancet Diabetes & Endocrinology Commission, która wprowadza podział na otyłość „przedkliniczną” i „kliniczną”.

W tym modelu chorobą ma być dopiero stan, w którym pojawiają się objawy uszkodzenia narządów lub ograniczenia funkcjonowania. Sam nadmiar tkanki tłuszczowej – bez powikłań – określany jest jako stan ryzyka, a nie choroba.

Autorzy publikacji wskazują jednak, że takie podejście może być niebezpieczne.

Po pierwsze, oddziela ono chorobę od jej przyczyny. W innych schorzeniach – takich jak cukrzyca czy nadciśnienie – leczenie rozpoczyna się zanim pojawią się powikłania. W otyłości proponuje się natomiast czekać na ich rozwój.

Po drugie, może to utrwalać stygmatyzację pacjentów, sugerując, że dopóki nie wystąpią poważne konsekwencje, problem nie jest „wystarczająco poważny”.

Po trzecie, ogranicza to podejście do wczesnego leczenia, sprowadzając je głównie do porad stylu życia, mimo że ich skuteczność jest ograniczona u wielu pacjentów.

Choroba, która zaczyna się wcześniej niż powikłania

Zdaniem autorów otyłość powinna być traktowana jako procesciągły – od wczesnych zmian w składzie ciała, przez narastające zaburzenia metaboliczne, aż po powikłania narządowe.

Takie podejście lepiej odzwierciedla rzeczywistość kliniczną i jest spójne z tym, jak traktuje się inne choroby przewlekłe. Pozwala też na wcześniejsze wdrażanie leczenia – zanim dojdzie do nieodwracalnych zmian.

To szczególnie ważne w kontekście dzieci i młodzieży, u których długotrwała ekspozycja na nadmiar tkanki tłuszczowej zwiększa ryzyko ciężkich powikłań w młodym wieku.

Więcej niż redukcja masy ciała

Współczesne podejście do leczenia otyłości również ewoluuje. Coraz wyraźniej podkreśla się, że celem terapii nie powinna być wyłącznie redukcja masy ciała, ale poprawa stanu klinicznego pacjenta – funkcjonowania narządów, jakości życia i ograniczenie ryzyka powikłań.

Jednocześnie rosnące możliwości farmakoterapii i leczenia chirurgicznego stawiają nowe pytania o moment rozpoczęcia terapii i dobór metod. Autorzy wskazują, że dostęp do skutecznego leczenia nie powinien być uzależniony wyłącznie od obecności powikłań.

Otyłość jako choroba – konsekwencje dla systemu i pacjenta

Debata o tym, czy otyłość jest chorobą, nie jest wyłącznie akademicka. Od przyjętej definicji zależy dostęp do leczenia, finansowanie terapii, podejście lekarzy i sposób, w jaki pacjenci postrzegają własną sytuację.

Publikacja jasno wskazuje kierunek: otyłość to przewlekła, postępująca choroba o podłożu biologicznym, psychicznym i społecznym, która powinna być diagnozowana i leczona niezależnie od tego, czy zdążyła już doprowadzić do powikłań.

To podejście może mieć kluczowe znaczenie nie tylko dla skuteczności terapii, ale także dla ograniczenia stygmatyzacji i zmiany sposobu myślenia o jednej z najważniejszych chorób współczesności.

Źródło: Donini, L.M., Ballesteros-Pomar, M.D., Batsis, J.A. et al. Obesity is always a clinically relevant chronic disease. Eat Weight Disord 31, 35 (2026). https://doi.org/10.1007/s40519-026-01820-0

Jak zmienia się leczenie raka płuca w świetle najnowszych odkryć? Co czeka pacjentów w najbliższych latach i jaką rolę odegrają sztuczna inteligencja oraz badania przesiewowe? O tym opowiadają specjaliści z Centrum Onkologii w Bydgoszczy, którzy wzięli udział w Europejskim Kongresie Raka Płuca (European Lung Cancer Congress – ELCC 2025), jednym z kluczowych wydarzeń onkologicznych w Europie.
Specjaliści z Centrum Onkologii w Bydgoszczy wzięli udział w jednym z najważniejszych wydarzeń onkologicznych w Europie – Europejskim Kongresie Raka Płuca 2025, który odbył się w Paryżu w dniach 25–29 marca. Spotkanie, organizowane przez Europejskie Towarzystwo Onkologii Medycznej (ESMO), zgromadziło ekspertów z całego świata, którzy dzielili się najnowszymi odkryciami w diagnostyce i leczeniu.
 
Centrum Onkologii w Bydgoszczy reprezentowali:
Wszyscy zgodnie podkreślają, że wrócili z Paryża z nową wiedzą, inspiracjami i przekonaniem, że jesteśmy dopiero na progu wielkiego przełomu w terapii nowotworów płuc. I co równie ważne, upewnili się, że bydgoska onkologia jest na światowym poziomie. Terapie, które stosujemy w naszym ośrodku nie odbiegają od tych oferowanych w Europie i Stanach Zjednoczonych.

Warto było wziąć udział w kongresie, bo to spotkanie dodało nam skrzydeł. Myśleliśmy, że doszliśmy już do kresu intensywnego rozwoju nowoczesnej medycyny w takich dziedzinach jak np. immunoterapia, genetyka, nowe leki ukierunkowane molekularnie. Tymczasem okazuje się , że to dopiero początek. Ten obszar medycyny tak się rozwija, że jesteśmy tak naprawdę u progu tej drogi wielkiego rozwoju. Naprawdę mamy szansę zmienić przebieg zaawansowanej choroby onkologicznej na chorobę przewlekłą. To światełko dla pacjentów – podkreśla dr n. med. Olga Urbanowska-Domańska.
 
Eksperci mieli okazję poznać najnowsze osiągnięcia w diagnostyce i terapii raka płuca. Ich szczególna uwaga skupiła się na:
 
Znaczenie badań screeningowych – kluczowe w wczesnym wykrywaniu raka płuca
Jednym z ważnych tematów kongresu było znaczenie badań screeningowych. Jak podkreśla dr Olga Urbanowska-Domańska: – Postęp w screeningu raka płuca to prawdziwa  szansa na zmianę w przebiegu choroby nowotworowej płuca. Badania niskodawkowej tomografii komputerowej a także wykrywanie krążącego DNA w krwi pacjentów pozwalają na wczesne wykrycie nowotworu, zanim pojawią się objawy. To otwiera nowe możliwości leczenia i radykalnie zwiększa szanse pacjentów na przeżycie.
 
Program profilaktyki wczesnego wykrywania i zapobiegania raka płuca dla mieszkańców województwa kujawsko-pomorskiego” był prowadzony do końca 2023 roku dzięki dofinansowaniu z Unii Europejskiej w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Kujawsko-Pomorskiego na lata 2014-2020. Polegał m.in. na wykonywaniu badań  niskodawkową tomografią komputerową NDTK klatki piersiowej, która szybko, bezinwazyjnie i  bezboleśnie wykrywa wczesne zmiany w obrębie płuc.
 
W ciągu ponad 2 lat przebadaliśmy 4 tysiące osób i wykryliśmy ponad 30 nowotworów w niskim stopniu zaawansowania. Oczekujemy następnego takiego programu, bo to bardzo potrzebne badania – podkreśla dr Maciej Dancewicz – koordynator Oddziału Klinicznego Chirurgii Klatki Piersiowej i Nowotworów.
 
Należałoby do nich wrócić i co więcej, powinny być finansowane przez Ministerstwo Zdrowia w ramach profilaktyki – apelują specjaliści onkolodzy.
 
Kiedy ten screening u nas funkcjonował wielu pacjentów miało wykryty nowotwór w bardzo WCZESNYM STADIUM, dzięki temu możliwe było leczenie radykalne, a potem ewentualnie leczenie uzupełniające, systemowe i ci pacjenci żyją. To jest niezaprzeczalne i takie same wnioski płyną z kongresu w Paryżu – dodaje dr Urbanowska-Domańska.
 
Eksperci zwracali również uwagę, że badania screeningowe powinny obejmować nie tylko osoby palące, ale także młodszych pacjentów i tych, którzy nigdy nie palili. Wykrywanie wczesnych zmian nowotworowych może bowiem uratować tysiące istnień.
 
Palenie tytoniu jest najważniejszym czynnikiem predysponującym do powstania raka płuca. Ale my onkolodzy coraz częściej zauważamy u pacjentów młodszych, nigdy  niepalących, różne postaci raka w tym nowotwory niedrobnokomórkowe z mutacjami genetycznymi, które można leczyć w sposób celowany. I dlatego powinna być możliwość screeningu TAKŻE u tych niepalących pacjentów. Natomiast u chorych, którzy przebyli już leczenie radykalne, nowością jest stwierdzenie choroby resztkowej w postaci krążącego DNA w krwi pacjentów. W naszym ośrodku też już przeprowadzaliśmy takie badania. Badaliśmy np. mutacje EGFR krążącym DNA u pacjentów, technicznie jest to u nas możliwe – podkreśla dr Urbanowska-Domańska.
 
Na posiedzeniu sejmowej Podkomisji stałej ds. onkologii Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora Departamentu Lecznictwa w Ministerstwie Zdrowia, przedstawiła informacje dotyczące stanu prac dotyczących profilaktyki raka płuca. Poinformowała, że Ministerstwo Zdrowia pracuje nad wprowadzeniem na stałe do koszyka profilaktycznego programów zdrowotnych niskodawkowej tomografii komputerowej.
 
Zależy nam, aby odbyło się to w ciągu najbliższych dwóch miesięcy – wskazywała Janiszewska-Kajka.
 
Rola sztucznej inteligencji – przyszłość diagnostyki i terapii
Podczas Europejskiego Kongresu Raka Płuca dużo miejsca poświęcono też sztucznej inteligencji. AI staje się coraz bardziej nieodzownym narzędziem w diagnostyce i leczeniu nowotworów płuca. Na kongresie zaprezentowano doświadczenia włoskich lekarzy, którzy pracują  w oparciu o systemy AI analizujące dane pacjentów, by wskazać optymalne ścieżki terapeutyczne.
 
AI nie zastępuje lekarza, ale jest nieocenioną pomocą. Dzięki algorytmom analizującym ogromne bazy danych, możemy szybciej dobierać najlepsze opcje leczenia dla danego pacjenta. To oszczędność czasu i lepsza precyzja terapii – podkreśla dr Urbanowska-Domańska.
 
W jednej z włoskich klinik informatycy stworzyli program, do którego wrzuca się wszystkie ważne informacje pacjenta, m.in.: czynniki ryzyka, wiek, wyniki histopatologiczne, stopień zaawansowania nowotworu itd.  Na podstawie tych danych AI określa i podpowiada najlepsze kombinacje lekowe dla danego chorego. PROPONUJE, ale NIE ZASTĘPUJE lekarza. To ogromna oszczędność czasu związanego z analizą danych. Jednak to ostatecznie lekarz akceptuje ścieżkę terapeutyczną, bo to on widzi pacjenta na żywo, jego stan ogólny”- wyjaśnia dr Olga Urbanowska-Domańska.
 
Sztuczna inteligencja znajduje również zastosowanie w planowaniu radioterapii i analizie odpowiedzi pacjenta na leczenie, co pozwala na bieżącą modyfikację terapii dla uzyskania najlepszych efektów.
 
Leczenie systemowe – kluczowa broń w walce z rakiem płuca
Podczas kongresu wielokrotnie podkreślano, że leczenie systemowe – chemioterapia, immunoterapia i terapie celowane – odgrywa fundamentalną rolę w poprawie wyników leczenia raka płuca. Immunoterapia, szczególnie w połączeniu z chemioterapią, przynosi coraz lepsze efekty, pozwalając na dłuższe i lepszej jakości życie pacjentów.
 
Dr Urbanowska-Domańska zwraca uwagę na nowe możliwości: – Leczenie skojarzone z immunoterapią otwiera przed nami zupełnie nowe perspektywy. Wcześniej uważaliśmy, że zaawansowany rak płuca to wyrok, teraz mamy dowody, że możemy przedłużyć życie pacjentów o wiele lat, a nawet traktować chorobę jako przewlekłą.
 
Dzięki nowym metodom terapii możliwe jest lepsze dostosowanie leczenia do indywidualnych cech pacjenta, co zwiększa jego skuteczność i ogranicza skutki uboczne.
 
Nowe refundowane terapie – nadzieja dla polskich pacjentów
Ostatnie lata w Polsce to znaczące rozszerzenie dostępności do najnowszych leków i terapii onkologicznych  w ramach leczenia systemowego. Dobrą wiadomością dla chorych w Polsce jest wprowadzenie od 1 kwietnia kolejnych, nowych terapii na listę refundacyjną NFZ. Obejmuje ona  m.in. alektynib dla pacjentów z mutacją ALK oraz skojarzoną terapię immunologiczną durwalumabem i tremelimumabem w połączeniu z chemioterapią.
 
Nowe możliwości terapeutyczne stanowią kolejny ważny krok naprzód w walce z rakiem płuca, umożliwiając skuteczniejsze leczenie chorych i poprawiając ich rokowania.
 
Europejski Kongres Raka Płuca 2025 dostarczył nie tylko wiedzy, ale i nadziei – zarówno lekarzom, jak i pacjentom. Wczesna diagnostyka, nowoczesne leczenie systemowe oraz wsparcie sztucznej inteligencji dają realną szansę na to, że rak płuca stanie się chorobą przewlekłą, z którą można skutecznie walczyć.

Materiał pochodzi z Centrum Onkologii w Bydgoszczy (źródło)