Medicalpress
Lekarze regularnie spotykają się z obawami pacjentów przed statynami – wynika z badania ankietowego przeprowadzonego wśród 260 lekarzy, głównie związanych z podstawową opieką zdrowotną i medycyną rodzinną. Najczęstsze lęki dotyczą możliwych działań niepożądanych ze strony mięśni i wątroby. Autorzy publikacji podkreślają jednak, że ciężkie powikłania występują rzadko, a samodzielne odstawienie leczenia może zwiększać ryzyko zawału serca i udaru mózgu.
Statyny należą do najlepiej przebadanych leków stosowanych w profilaktyce chorób sercowo-naczyniowych. Zmniejszają ryzyko zawału serca, udaru mózgu i zgonu z przyczyn sercowo-naczyniowych. Mimo to wielu pacjentów nadal obawia się ich bardziej niż samej choroby. Badanie zespołu z udziałem naukowców z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu pokazuje, że „statynofobia” nie jest zjawiskiem marginalnym.

Autorzy publikacji przeprowadzili ankietę wśród 260 lekarzy, głównie związanych z podstawową opieką zdrowotną i medycyną rodzinną. Pytali ich o sytuacje, w których pacjenci odmawiają rozpoczęcia leczenia statynami albo samodzielnie przerywają terapię z powodu obaw przed działaniami niepożądanymi.

Najważniejsze ustalenia badania

Z badania wynika, że 84% lekarzy spotkało się z odmową leczenia z powodu obawy pacjentów przed uszkodzeniem mięśni, a 81% wskazało na lęk pacjentów przed uszkodzeniem wątroby. Większość ankietowanych lekarzy oceniła, że około 10–20% pacjentów samodzielnie przerywa leczenie statynami. Jednocześnie według doświadczeń respondentów istotne działania niepożądane obserwowane są u mniej niż 10% leczonych. Aż 96,5% lekarzy deklaruje, że edukuje pacjentów na temat terapii statynami.

– Najbardziej rozpowszechnionym i jednocześnie szkodliwym mitem jest przekonanie, że statyny „niszczą wątrobę” lub powodują poważne działania niepożądane u większości pacjentów. W rzeczywistości są to leki dobrze przebadane i bezpieczne, a ciężkie powikłania występują rzadko. Kolejnym mitem jest twierdzenie, że skoro pacjent „dobrze się czuje”, to nie potrzebuje leczenia. Tymczasem dyslipidemia przez długi czas przebiega bezobjawowo, a brak leczenia zwiększa ryzyko incydentów sercowo-naczyniowych – mówi dr Mateusz Babicki z Katedry i Zakładu Medycyny Rodzinnej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Mięśnie i wątroba: najczęstsze źródła obaw pacjentów

Najczęściej zgłaszane obawy dotyczą potencjalnego wpływu statyn na mięśnie i wątrobę. Autorzy publikacji podkreślają jednak, że rzeczywiste ryzyko ciężkich działań niepożądanych jest niewielkie, a wiele lęków wynika z błędnych przekonań lub niepełnej wiedzy.

W przypadku wątroby na początku terapii może pojawić się przejściowy wzrost aktywności enzymów wątrobowych. Najczęściej nie oznacza on trwałego uszkodzenia narządu i nie zawsze wymaga odstawienia leku. Zgodnie z wytycznymi Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego i Europejskiego Towarzystwa Miażdżycowego, wzrost aktywności ALT lub AST poniżej trzykrotności górnej granicy normy nie stanowi sam w sobie wskazania do odstawienia statyny.

Objawy mięśniowe również mogą występować, ale wymagają właściwej oceny klinicznej. W badaniach obserwacyjnych zgłaszano je u 7–29% pacjentów, natomiast w randomizowanych badaniach kontrolowanych placebo częstość ich występowania była znacznie niższa i wynosiła od 1,5 do 5%. Najcięższe powikłanie, rabdomioliza, występuje wyjątkowo rzadko – średnio u około jednego na 100 tysięcy pacjentów leczonych statynami.

– Jednym z głównych powodów rezygnacji z terapii statynami są obawy pacjentów dotyczące działań niepożądanych, szczególnie uszkodzenia mięśni i wątroby. Często wynikają one z rozpowszechnionych mitów, a nie z rzeczywistych danych klinicznych. Lekarze wskazują również na wpływ dezinformacji obecnej w mediach i internecie, która podważa zaufanie do leczenia – podkreśla dr Babicki.

Dezinformacja może prowadzić do przerwania skutecznego leczenia

Ponad połowa lekarzy biorących udział w badaniu wskazała, że fałszywe przekonania pacjentów i brak zgody na terapię są jednym z najczęstszych problemów utrudniających skuteczne leczenie. Znaczenie może mieć również efekt nocebo, czyli sytuacja, w której samo oczekiwanie działań niepożądanych zwiększa prawdopodobieństwo ich zgłaszania.

Lekarze spotykają się także z mniej typowymi obawami pacjentów. Według ankietowanych 20% lekarzy zetknęło się z lękiem przed rozwojem cukrzycy, 17% – przed demencją, 8% – przed zaburzeniami erekcji, 4% – przed zaćmą, a 3,5% – przed rakiem prostaty.

Autorzy publikacji podkreślają, że dostępne dowody naukowe nie potwierdzają związku statyn ze zwiększonym ryzykiem demencji, zaćmy czy raka prostaty. W przypadku cukrzycy statyny mogą wiązać się z niewielkim, zależnym od dawki wzrostem ryzyka nowych rozpoznań, zwłaszcza u osób z istniejącymi czynnikami ryzyka, takimi jak otyłość, nadciśnienie tętnicze czy podwyższone stężenie triglicerydów. Korzyści ze zmniejszenia ryzyka zawału serca, udaru mózgu i innych incydentów sercowo-naczyniowych zdecydowanie przewyższają jednak to ryzyko.

Eksperci: nie odstawiać leczenia bez konsultacji z lekarzem

Szczególnej uwagi wymagają pacjenci z wysokim i bardzo wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym. To oni odnoszą największe korzyści z leczenia statynami, a jednocześnie najwięcej tracą na jego przedwczesnym przerwaniu.

– Kluczowa jest jasna, uczciwa i zindywidualizowana komunikacja. Pacjent powinien rozumieć zarówno korzyści, takie jak realne zmniejszenie ryzyka zawału czy udaru, jak i możliwe działania niepożądane, wraz z podkreśleniem ich rzeczywistej częstości. Istotne jest również budowanie relacji opartej na zaufaniu i gotowości do odpowiadania na pytania oraz rozwiewania wątpliwości – wyjaśnia dr Babicki.

Autorzy badania zwracają uwagę, że możliwe działania niepożądane należy rozpoznawać, monitorować i omawiać z lekarzem. Nie powinny być jednak mylone z mitami, które mogą pozbawić pacjentów skutecznej ochrony przed chorobami sercowo-naczyniowymi.

Materiał powstał na podstawie artykułu: Facts and myths about the use and effects of statins in patients with dyslipidaemia: a survey of physicians Agata Hendzel, Filip Krzyżanowski, Karolina Kłoda, Agnieszka Mastalerz-Migas, Mateusz Babicki
Źródło: inf pras

Wyraźne różnice w cenach leków oraz nierówny poziom dostępności aptek – to główne wnioski z drugiej edycji raportu Fundacji Forum Konsumentów, dotyczącego kondycji rynku aptecznego w Polsce. Autorzy opracowania wskazują, że ceny i realny dostęp do farmakoterapii w dużej mierze zależą od tego, czy w danej okolicy działa konkurencja, a różnice te najmocniej odczuwają mieszkańcy mniejszych miejscowości oraz pacjenci wrażliwi, w tym osoby starsze i przewlekle chore.
„Staraliśmy się odpowiedzieć na jedno podstawowe pytanie – czy polscy obywatele mają równy dostęp do aptek. Równość w dostępie jest osią spajającą przesłanki raportu. Dostęp do apteki zależy od miejsca zamieszkania. Mamy więc bezpośrednią korelację pomiędzy wykluczeniem związanym z dostępnością do rynku farmaceutyków i jednocześnie z wykluczeniem wynikającym z miejsca zamieszkania” – powiedział dr Tomasz Sińczak, prezes Forum Konsumentów, prezentując wyniki 2. edycji raportu o kondycji rynku aptecznego.

Badanie, mające charakter cykliczny, obejmuje analizę cen leków, ich dostępności oraz jakości obsługi w aptekach. Jak podkreślono podczas premiery raportu, jego celem jest długofalowe monitorowanie zmian zachodzących na rynku, w szczególności w kontekście dynamiki cen, liczby placówek oraz sytuacji pacjentów w mniejszych gminach. Autorzy opracowania wskazują, że dostęp do apteki często bywa niedostrzeganym elementem systemu ochrony zdrowia do momentu, gdy przestaje być oczywisty i staje się realnym warunkiem bezpieczeństwa zdrowotnego.

Wiceprezes Forum Konsumentów Ziemowit Bagłajewski zwrócił uwagę, że wyniki raportu pokazują wyraźne zróżnicowanie cen i dostępności: „Z przeprowadzonego badania wynika, że właściwie nie mamy do czynienia z jednym rynkiem aptecznym na terenie całej Polski, lepiej lub gorzej uregulowanym, ale tak naprawdę z dwoma różnymi rynkami. Jednym stworzonym dla Polski A, gdzie mamy do czynienia z pełną konkurencyjnością, z niższymi cenami i możliwością porównywania ofert, oraz Polską B, gdzie nie ma żadnej apteki, funkcjonuje punkt apteczny bądź też tylko jedna apteka i nie ma z kim konkurować” – ocenił Bagłajewski.

Jak dodał, w większych ośrodkach miejskich pacjenci mają możliwość wyboru i korzystają z efektu konkurencji, natomiast w mniejszych miejscowościach sytuacja jest odmienna. „Mamy do czynienia z sytuacjami, w których brak alternatywy prowadzi do wyższych cen i ograniczonej dostępności, co szczególnie dotyka osoby starsze i wykluczone komunikacyjnie” – zaznaczył wiceprezes Forum Konsumentów.

Bagłajewski zwrócił również uwagę na mechanizmy funkcjonowania rynku: „Na obszarach miejskich konkurencja została w dużej mierze wzmocniona przez apteki sieciowe, działające w modelu, który umożliwia im dokonywanie zakupów po niższych cenach. Z perspektywy pacjenta jest to wartość dodana, ponieważ może on porównywać oferty i wybierać najkorzystniejsze rozwiązania” – powiedział.

Do metodologii badania odniósł się dr Marek Garlicki, podkreślając jego kompleksowy charakter: „Badaliśmy zarówno stronę podażową, czyli realne ceny, dostępność leków i zakres usług w aptekach, jak i perspektywę pacjenta, uzyskaną w badaniu telefonicznym. Wyniki są zbieżne i tworzą spójny obraz rynku” – powiedział. Jak dodał, badanie objęło różne typy gmin, co pozwoliło uchwycić skalę zróżnicowania.

Ekspert zwrócił także uwagę na praktyczne problemy ujawnione w trakcie analizy: „Okazało się, że część aptek, które według oficjalnych rejestrów powinny być otwarte, faktycznie była zamknięta. Pojawia się więc dodatkowy wymiar dostępności, nie tylko formalnej, ale też rzeczywistej” – wskazał.

Perspektywę pacjentów przedstawił Szymon Chrostowski, prezes Fundacji „Wygrajmy zdrowie”: „Są trzy kluczowe elementy: dostępność, cena i lokalizacja. Badania pokazały, że aż 73 proc. ankietowanych uznało lokalizację za jeden z najważniejszych czynników, a brak bliskości apteki powoduje zaburzenie bezpieczeństwa lekowego” – powiedział.

Podkreślił, że problem szczególnie dotyka osoby przewlekle chore i starsze: „Pacjenci często z powodu ograniczonej mobilności nie są w stanie dotrzeć do apteki, a brak wykupienia leku prowadzi do pogorszenia stanu zdrowia i może skutkować poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi oraz ekonomicznymi” – zaznaczył Chrostowski.

Jak wynika z raportu, źródłem tych różnic jest sama struktura rynku. W części gmin nie działa żadna apteka, w wielu kolejnych funkcjonuje tylko jedna placówka. Autorzy opracowania wskazują, że w praktyce oznacza to ograniczoną konkurencję lub jej brak, co bezpośrednio przekłada się na wyższe ceny i mniejszy wybór dla pacjentów.

Podkreślają też, że ograniczony dostęp do leków prowadzi do zjawiska kumulacji wykluczeń: komunikacyjnego, ekonomicznego i cyfrowego. W efekcie część pacjentów rezygnuje z leczenia lub je przerywa, co – według badaczy – może prowadzić do pogorszenia stanu zdrowia i wyższych kosztów dla systemu ochrony zdrowia.

W trakcie debaty pojawiły się również głosy wskazujące na potrzebę dalszej analizy funkcjonujących rozwiązań systemowych. Uczestnicy ocenili, że obecne regulacje rynku mogą nie odpowiadać na wyzwania związane z równym dostępem do usług, co, ich zdaniem, powinno być przedmiotem dalszej dyskusji.

Podsumowując wyniki, dr Tomasz Stańczak wskazał, że sednem problemu są ceny i realna dostępność leków: „Nawet 80 proc. pacjentów z mniejszych miejscowości może zrezygnować z zakupu leku. 40 proc. pacjentów rezygnuje z powodu ceny, a kolejne 40 proc. ze względu na brak dostępności. Brak apteki albo tylko jedna apteka oznacza ograniczenie konkurencji, a to przekłada się na wyższe ceny i mniejszy wybór” – podsumował prezes Forum Konsumentów.

Jako tło dla tych danych prezes przywołał skalę zjawiska tzw. białych plam: „Mamy 546 gmin bez apteki, 687 to gminy tylko z jedną apteką. To łącznie ponad 1200 gmin, czyli niemal połowa wszystkich jednostek tego typu w Polsce. Nową definicją białej plamy jest brak apteki lub jej minimalna dostępność” – dodał.

„Miejmy nadzieję, że wraz z kolejnymi edycjami raportu będziemy obserwować spadek liczby gmin pozbawionych dostępu do aptek, a nie jej dalszy wzrost. Większa konkurencja oznacza większą dostępność oraz niższe ceny, a odpowiedzialna polityka zdrowotna powinna prowadzić do ograniczania, a nie pogłębiania wykluczenia” – stwierdził dr Stańczak.

Źródło: PAP MediaRoom
Foto: PAP MediaRoom
Mimo że dostęp do skutecznych, bezpiecznych i stosunkowo tanich terapii obniżających cholesterol jest dziś powszechny, liczba zawałów serca i zgonów sercowo-naczyniowych u młodych i w średnim wieku kobiet rośnie. To zjawisko coraz częściej skłania ekspertów do zadania niewygodnego pytania: czy obecny model profilaktyki rzeczywiście działa w tej grupie pacjentek?
Nowa publikacja autorstwa dr Michael’a C. Honigberg’a, opublikowana na łamach Journal of the American College of Cardiology, sugeruje, że problem może tkwić nie tyle w dostępności leczenia, ile w sposobie myślenia o ryzyku.

Im wcześniej, tym lepiej – i tym dłużej

Współczesna wiedza na temat miażdżycy nie pozostawia wątpliwości: to proces, który rozwija się latami, często od bardzo wczesnych etapów życia. Kluczową rolę odgrywa tu długotrwała ekspozycja na aterogenne lipoproteiny, przede wszystkim cholesterol LDL.

Coraz więcej danych wskazuje, że znaczenie ma nie tylko poziom LDL-C, ale również czas jego oddziaływania na organizm.

Im niższy poziom cholesterolu i im wcześniej zostanie osiągnięty – oraz im dłużej się utrzymuje – tym większa szansa na ograniczenie ryzyka sercowo-naczyniowego w przyszłości.

Badania kohortowe pokazują, że poziom cholesterolu w młodym wieku silnie koreluje z ryzykiem chorób serca wiele lat później. Z kolei analizy genetyczne wskazują, że osoby z naturalnie niższym LDL przez całe życie mają wyraźnie mniejsze ryzyko zdarzeń sercowo-naczyniowych niż te, u których leczenie rozpoczyna się dopiero w średnim wieku.

Kalkulatory ryzyka nie widzą młodych kobiet

W praktyce klinicznej decyzje o leczeniu często opierają się na 10-letnim ryzyku sercowo-naczyniowym. Problem w tym, że takie podejście systemowo „gubi” młode kobiety.

Algorytmy silnie uwzględniają wiek i płeć, przez co wiele kobiet – nawet z podwyższonym LDL czy dodatkowymi czynnikami ryzyka – klasyfikowanych jest jako osoby o niskim ryzyku. W efekcie leczenie jest odkładane, często na lata.

To prowadzi do sytuacji, w której interwencja pojawia się dopiero wtedy, gdy choroba jest już zaawansowana – albo po pierwszym incydencie sercowo-naczyniowym.

Paradoks prewencji

To zjawisko wpisuje się w tzw. paradoks prewencji opisany w 1981 r. przez brytyjskiego epidemiologa Geoffreya Rose’a. W największym uproszczeniu oznacza on, że większość zdarzeń sercowo-naczyniowych nie występuje w grupie osób z najwyższym ryzykiem, lecz wśród tych, które są klasyfikowane jako osoby o ryzyku niskim lub umiarkowanym.

Dlaczego tak się dzieje? Bo choć pojedyncza osoba z grupy wysokiego ryzyka ma większe prawdopodobieństwo zachorowania, to takich osób jest relatywnie niewiele. Znacznie liczniejsza jest grupa osób z niższym ryzykiem – i to właśnie w tej dużej populacji dochodzi łącznie do największej liczby zdarzeń.

W praktyce oznacza to, że narzędzia oparte wyłącznie na krótkoterminowej ocenie ryzyka nie są w stanie wychwycić wszystkich osób, które w przyszłości zachorują. Szczególnie dotyczy to młodszych kobiet, u których ryzyko w krótkim horyzoncie czasowym jest z natury niższe, mimo obecności istotnych czynników ryzyka, takich jak podwyższony poziom cholesterolu.

To prowadzi do sytuacji, w której część pacjentów nie kwalifikuje się do leczenia profilaktycznego według obowiązujących kryteriów aż do momentu wystąpienia pierwszego incydentu sercowo-naczyniowego.

Coraz więcej badań potwierdza, że wiele osób z pierwszym zawałem serca nie spełniało wcześniej kryteriów do wdrożenia leczenia statynami. To pokazuje, że obecne podejście do oceny ryzyka może wymagać zmiany – zwłaszcza jeśli celem jest rzeczywista prewencja, a nie tylko identyfikacja osób najwyższego ryzyka.

Niedoleczenie młodych kobiet

Szczególnie widoczne jest to w grupie kobiet w wieku rozrodczym. Dane pokazują, że nawet w przypadku znacznie podwyższonego poziomu LDL-C leczenie w tej grupie jest wdrażane rzadziej niż u mężczyzn.

Jednym z powodów jest obawa przed stosowaniem statyn u kobiet, które mogą zajść w ciążę. Historycznie leki te były obarczone ostrzeżeniami dotyczącymi potencjalnego działania teratogennego.

Dziś wiadomo, że dane te były oparte głównie na badaniach zwierzęcych i założeniach teoretycznych. Współczesne analizy nie potwierdzają zwiększonego ryzyka wad wrodzonych, a w 2021 roku amerykańska FDA usunęła tzw. „black box warning” z oznaczeń statyn.

Nie oznacza to, że statyny powinny być stosowane w ciąży, ale zmienia podejście do leczenia kobiet w wieku rozrodczym. Coraz częściej podkreśla się, że zamiast unikać terapii „na wszelki wypadek”, należy uwzględniać planowanie ciąży w decyzjach terapeutycznych.

Ryzyko specyficzne dla kobiet

Dodatkowym wyzwaniem jest fakt, że u kobiet występują czynniki ryzyka, które nie są w pełni uwzględniane w standardowych algorytmach.
Należą do nich m.in.:
Choć są one coraz częściej uznawane za istotne elementy ryzyka sercowo-naczyniowego, nadal brakuje jasnych wytycznych, jak powinny wpływać na decyzje terapeutyczne.

Czas na zmianę podejścia

Autor publikacji wskazuje, że potrzebna jest zmiana paradygmatu – odejście od modelu reaktywnego na rzecz podejścia bardziej proaktywnego.

Oznacza to:
To podejście lepiej odzwierciedla biologię choroby i może realnie wpłynąć na zmniejszenie liczby zdarzeń sercowo-naczyniowych w przyszłości.

Źródło: Honigberg M.C. Rethinking Cholesterol Management in Women. Journal of the American College of Cardiology. 2026;87(6):746–749. doi: 10.1016/j.jacc.2026.01.002 (dostęp: https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC13073939/)

Otyłość od dawna postrzegana jest jako jeden z najważniejszych czynników ryzyka chorób sercowo-naczyniowych i metabolicznych. Coraz więcej badań pokazuje jednak, że jej konsekwencje zdrowotne nie są identyczne u kobiet i mężczyzn. Nowe analizy zaprezentowane przed tegorocznym Europejskim Kongresem Otyłości (European Congress on Obesity, ECO), który odbędzie się w maju w Stambule, wskazują, że różnice między płciami dotyczą zarówno sposobu gromadzenia tkanki tłuszczowej, jak i profilu metabolicznego oraz zapalnego.
Wyniki badań sugerują, że mężczyźni z otyłością częściej rozwijają niebezpieczną tkankę tłuszczową zlokalizowaną w obrębie jamy brzusznej, natomiast u kobiet częściej obserwuje się podwyższony poziom cholesterolu oraz wskaźniki przewlekłego stanu zapalnego. Zdaniem autorów pracy może to w przyszłości prowadzić do bardziej spersonalizowanego podejścia do leczenia otyłości i zapobiegania jej powikłaniom.

Otyłość to niejednorodna choroba

Otyłość jest złożoną chorobą przewlekłą, w której uczestniczy wiele mechanizmów metabolicznych i zapalnych. Na jej przebieg wpływają m.in. sposób rozmieszczenia tkanki tłuszczowej, metabolizm wątrobowy oraz aktywność układu odpornościowego. Jak podkreśla dr Zeynep Pekel z Uniwersytetu Dokuz Eylul w tureckim Izmirze, która kierowała zespołem badawczym, „nasze wyniki pokazują interesujące różnice w sposobie, w jaki kobiety i mężczyźni reagują na otyłość. Wskazują również, jak ważne są badania uwzględniające płeć biologiczną”.
Zdaniem badaczki różnice te mogą mieć duże znaczenie kliniczne. Jak zaznacza, nie tylko wskazują one na odmienny przebieg otyłości u kobiet i mężczyzn, ale mogą też stanowić punkt wyjścia do opracowania terapii dostosowanych do płci.

Różne profile ryzyka

Badanie objęło ponad 1100 dorosłych pacjentów z otyłością leczonych w poradni otyłości przy Uniwersytecie Dokuz Eylul w latach 2024–2025. Analizie poddano dane 886 kobiet (średni wiek 45 lat) oraz 248 mężczyzn (średni wiek 41 lat). Naukowcy porównali m.in. parametry antropometryczne, profil lipidowy, wskaźniki funkcji wątroby i nerek oraz markery zapalne.
Wyniki pokazały, że mężczyźni mieli nieco wyższy średni wskaźnik BMI niż kobiety (37,5 vs 36 kg/m²), ale przede wszystkim znacznie większy obwód talii – średnio 120 cm w porównaniu z 108 cm u kobiet. Różnice te są istotne, ponieważ tłuszcz trzewny gromadzący się wokół narządów wewnętrznych jest silnie związany z ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych oraz cukrzycy typu 2.
U mężczyzn częściej obserwowano także podwyższone poziomy enzymów wątrobowych, takich jak ALT i GGT, które mogą świadczyć o uszkodzeniu wątroby, oraz wyższe stężenia trójglicerydów i kreatyniny.
Inaczej wyglądał natomiast profil ryzyka u kobiet. W tej grupie stwierdzono wyraźnie wyższe poziomy cholesterolu całkowitego oraz cholesterolu LDL, określanego jako tzw. „zły cholesterol”. Równocześnie częściej obserwowano podwyższone markery stanu zapalnego, takie jak białko C-reaktywne (CRP), odczyn opadania krwinek czerwonych czy zwiększoną liczbę płytek krwi.

Rola hormonów i układu odpornościowego

Zdaniem autorów badania obserwowane różnice mogą wynikać z biologicznych uwarunkowań związanych z płcią. Hormony płciowe wpływają na sposób magazynowania tłuszczu w organizmie oraz na reakcję układu odpornościowego.
Kobiety częściej gromadzą tkankę tłuszczową podskórnie, natomiast mężczyźni mają większą skłonność do odkładania tłuszczu wokół narządów wewnętrznych. Ten drugi typ tkanki tłuszczowej jest znacznie bardziej aktywny metabolicznie i silniej związany z powikłaniami metabolicznymi.
Jak wyjaśnia dr Pekel, hormony – zwłaszcza estrogeny – wpływają zarówno na sposób rozmieszczenia tłuszczu w organizmie, jak i na aktywność procesów zapalnych. Kobiety wykazują również silniejszą odpowiedź immunologiczną, co częściowo wiąże się z czynnikami genetycznymi, w tym z obecnością dwóch chromosomów X.

Skala problemu

Badanie wpisuje się w szerszy kontekst rosnącego znaczenia chorób metabolicznych na świecie. Według szacunków w 2023 roku około 1,54 miliarda dorosłych osób żyło z zespołem metabolicznym – zespołem czynników ryzyka obejmującym otyłość brzuszną, nadciśnienie tętnicze, zaburzenia lipidowe oraz podwyższony poziom glukozy we krwi.
Zespół metaboliczny znacząco zwiększa ryzyko chorób sercowo-naczyniowych oraz cukrzycy typu 2, które należą dziś do głównych przyczyn zgonów na świecie.

W stronę bardziej spersonalizowanej terapii

Autorzy badania podkreślają, że uzyskane wyniki należy interpretować ostrożnie. Analiza miała charakter przekrojowy i nie pozwala na jednoznaczne ustalenie zależności przyczynowo-skutkowych. Dodatkowo większość uczestników badania stanowiły osoby pochodzenia tureckiego, co może ograniczać możliwość bezpośredniego przeniesienia wyników na inne populacje.
Mimo tych ograniczeń badanie dostarcza ważnych wskazówek dotyczących biologicznych mechanizmów otyłości. Jak podsumowuje dr Pekel, „to wciąż wczesny etap badań, ale nasze wyniki dostarczają ważnych informacji o tym, jak otyłość może wpływać na kobiety i mężczyzn w różny sposób. Kolejnym krokiem będzie potwierdzenie tych obserwacji w większych populacjach oraz lepsze zrozumienie mechanizmów biologicznych stojących za tymi różnicami”.
W dłuższej perspektywie takie podejście może pomóc w opracowaniu bardziej precyzyjnych strategii profilaktyki i leczenia otyłości – dostosowanych nie tylko do stylu życia pacjenta, lecz także do jego biologicznych uwarunkowań.

Źródło: European Association for the Study of Obesity
600 mieszkańców województwa opolskiego skorzystało w pierwszym roku realizacji programu badań medycznych „WygrajMY z miażdżycą” w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Opolu. Program jest elementem 5-letniego projektu naukowego „Profilaktyczna interwencja sercowo-naczyniowa w prewencji wielochorobowości (CV-IMP)”, którego celem jest zapobieganie rozwojowi chorób sercowo-naczyniowych w Polsce.
– Zbliżamy się do półmetka naszych badań, na które zaprosiliśmy dotychczas 600 z zaplanowanych 1500 mieszkańców województwa opolskiego z rozpoznaną miażdżycą. Sprawdzamy, czy ta miażdżyca rozwija się wielołożyskowo (w naczyniach krwionośnych w sercu, tętnicach kończyn dolnych, ośrodkowym układzie nerwowym). Wykonujemy u tych osób badania laboratoryjne, obrazowe (rezonans głowy i serca, tomografię serca i kończyn, usg) i inne (EKG, wskaźnik kostka-ramię, badanie dna oka, skład ciała). Omawiamy wyniki, zalecamy dalsze leczenie, żeby uczestnicy byli zaopiekowani pod kątem ryzyka sercowo-naczyniowego i miażdżycy – informuje kardiolog prof. Marek Gierlotka, główny badacz projektu naukowego „Profilaktyczna interwencja sercowo-naczyniowa w prewencji wielochorobowości (CV-IMP)”. 

 żródło: USK w Opolu

Projekt realizowany jest przez Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Opolu wspólnie z konsorcjantami: Uniwersytetem Opolskim, Polskim Towarzystwem Lipidologicznym i pacjencką Fundacją „To się leczy”, a finansowany z grantu z budżetu państwa pozyskanego w konkursie Agencji Badań Medycznych (18 mln zł). 

Od roku w Centrum Naukowo-Badawczym USK w Opolu każdego tygodnia pojawiają się dziesiątki pacjentów. Każdy z nich zostanie zaproszony ponownie po 3 latach na badania kontrolne. – Mamy już pierwsze doraźne efekty tego programu, bo uczestnicy otrzymują kompleksową specjalistyczną diagnostykę i propozycje optymalnego leczenia. Wiemy, że u części z nich ujawniono cukrzycę czy nadciśnienie, które wymagają leczenia, a ok. 20 osób w sytuacjach zagrażających zdrowiu zostało pilnie przekierowanych do szpitala– komentuje Marek Kustosz, prezes Fundacji To się leczy. – Już teraz możemy powiedzieć, że z takiego programu powinni móc korzystać wszyscy pacjenci w Polsce. 

– Badanie wielochorobowości miażdżycowej dotyczy rozpowszechnienia chorób sercowo-naczyniowych, będących najczęstszymi przyczynami zgonów. Wyniki tego projektu posłużą nam do skonstruowania modelu lepszej opieki nad pacjentami z chorobami serca, chorobami mózgu oraz chorobami naczyń obwodowych właśnie na tle miażdżycy – wyjaśnia specjalista medycyny rodzinnej dr hab. n. med. Jacek Jóźwiak, prof. Uniwersytetu Opolskiego, badacz w projekcie, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego. 

Dyrektor ds. lecznictwa USK w Opolu dr n. med. Piotr Feusette zauważa, że w program zaangażowany jest wielu specjalistów z różnych dziedzin medycyny (kardiolodzy, chirurdzy naczyniowi, interniści, neurolodzy, radiolodzy, diagności laboratoryjni, pielęgniarki oraz wolontariusze zrekrutowani spośród studentów kierunku lekarskiego Uniwersytetu Opolskiego), ale także koordynatorzy badań klinicznych, statystycy, zajmujący się gromadzeniem i analizą danych. – Cały ten zespół pracuje z pacjentami oraz nad opracowaniem wyników tych badań, które są niezwykle ważne jeśli chodzi o prewencję i diagnostykę miażdżycy w Polsce – wskazuje dyrektor Feusette. – Jesteśmy dumni, że Opole akcentuje swoją obecność na polskiej mapie badań medycznych i oferuje mieszkańcom dostęp do nowoczesnej diagnostyki i leczenia. 

– To projekt ważny dla rozwoju dydaktyki opartej o jakościowe badania naukowe. Projekt interdyscyplinarny, więc jestem przekonany, że w najbliższych latach będzie podstawą do niejednego doktoratu i habilitacji. Istotne jest także oddziaływanie tego projektu na poprawę jakości życia społeczeństwa – ocenił prorektor Uniwersytetu Opolskiego ds. nauki dr hab. Daniel Pietrek, prof. UO.

 
źródło: USK w Opolu
Wielkanoc to moment, w którym jajka wracają na nasze stoły w szczególnie dużej ilości, a wraz z nimi powraca jedno z najczęściej zadawanych pytań dietetycznych: czy ich regularne spożywanie jest korzystne dla zdrowia, czy raczej powinno budzić ostrożność. Spór o jajka trwa od dekad i wciąż pojawia się w debacie publicznej, głównie ze względu na ich zawartość cholesterolu. 

Tymczasem współczesne badania coraz wyraźniej pokazują, że odpowiedź nie jest tak prosta, jak sugerowały wcześniejsze zalecenia dietetyczne. Jajko jest produktem o wysokiej wartości odżywczej, dostarcza pełnowartościowego białka, witamin, choliny oraz wielu składników mineralnych, ale jego wpływ na zdrowie należy oceniać w kontekście całej diety, stylu życia i indywidualnego ryzyka sercowo-naczyniowego.

Dlaczego jajka przez lata budziły nieufność

Przez lata jajka znajdowały się w centrum sporów przede wszystkim z powodu wysokiej zawartości cholesterolu. To właśnie żółtko było traktowane jako symbol żywieniowego zagrożenia dla serca i naczyń, a zalecenia ograniczające spożycie jaj utrwaliły się w świadomości społecznej na tyle mocno, że funkcjonowały jeszcze długo po tym, jak zaczęły pojawiać się badania podważające ten prosty schemat. Współczesna wiedza naukowa pokazuje jednak, że obraz ten jest znacznie bardziej złożony. Coraz częściej zwraca się uwagę, że o wpływie diety na profil lipidowy i ryzyko sercowo-naczyniowe nie decyduje pojedynczy produkt oceniany w oderwaniu od reszty jadłospisu, lecz całość wzorca żywieniowego. Kluczowe znaczenie ma m.in. udział tłuszczów nasyconych, stopień przetworzenia diety, ilość warzyw i błonnika oraz ogólny styl życia.


Co naprawdę wpływa na poziom cholesterolu

To rozróżnienie bardzo dobrze pokazuje jedno z najnowszych randomizowanych badań interwencyjnych, w którym porównano trzy modele diety: 

Wyniki okazały się ważne dla całej debaty o jajkach, bo sugerowały, że to właśnie tłuszcze nasycone, a nie sam cholesterol pokarmowy, były czynnikiem silniej związanym ze wzrostem stężenia LDL. Co więcej, dieta zawierająca dwa jajka dziennie, ale przy niskiej podaży tłuszczów nasyconych, wiązała się z niższym stężeniem LDL niż dieta kontrolna. To nie oznacza, że jajka stają się żywieniowo obojętne w każdych warunkach, ale pokazuje, że ich ocena bez uwzględnienia całego tła dietetycznego może prowadzić do uproszczeń, które nie oddają rzeczywistości klinicznej.

W tym samym badaniu zwrócono uwagę, że choć przy diecie z jajami i niższą zawartością tłuszczów nasyconych obniżało się stężenie LDL, zmieniał się także rozkład frakcji cząstek LDL. Autorzy odnotowali spadek dużych cząstek LDL i wzrost mniejszych, uznawanych za bardziej aterogenne. Oznacza to, że ocena wpływu diety na profil lipidowy nie powinna opierać się wyłącznie na pojedynczym parametrze w wynikach badań. W praktyce wniosek nie jest więc taki, że jajka można spożywać w dowolnej ilości, lecz raczej że ich obecność w diecie należy rozpatrywać w kontekście całego modelu żywienia. Samo jajko rzadko stanowi główny problem, jeśli funkcjonuje w diecie o dobrej jakości, z ograniczonym udziałem tłuszczów nasyconych i bez typowych elementów zachodniego wzorca żywienia.

Jajko jako produkt odżywczy

To z kolei prowadzi do pytania, czym właściwie jest jajko jako produkt spożywczy? Jajo kurze jest produktem stosunkowo niskokalorycznym. W 100 g dostarcza około 128 kcal, zawiera około 12,5 g białka, 8,7 g lipidów oraz niewielkie ilości węglowodanów. Około 77 proc. jego masy stanowi woda. Wartość odżywcza jajka wynika w dużej mierze z odmiennego składu jego dwóch głównych części – białka i żółtka.

Białko jaja składa się głównie z wody i białek o wysokiej biodostępności. Zawiera wszystkie aminokwasy egzogenne, dlatego od dawna uznawane jest za jedno z referencyjnych źródeł białka w dietetyce. Przy stosunkowo niskiej kaloryczności dostarcza pełnowartościowego materiału budulcowego dla organizmu. Białka jaja są badane nie tylko jako źródło aminokwasów, lecz także jako nośnik związków o potencjalnym działaniu przeciwutleniającym, przeciwbakteryjnym, przeciwzapalnym czy immunomodulującym. 

Żółtko: tłuszcze i mikroskładniki – niedoceniana część jajka

Skład tłuszczów w jajku jest bardziej złożony, niż sugeruje potoczne przekonanie sprowadzające je głównie do źródła cholesterolu. W puli lipidów żółtka dominują triglicerydy i kwasy tłuszczowe, które stanowią około 62 proc. tej frakcji, fosfolipidy odpowiadają za około 33 proc., a cholesterol za około 5 proc. W całym jaju znajduje się przeciętnie około 3,17 g nasyconych kwasów tłuszczowych, 2,58 g jednonienasyconych i 1,26 g wielonienasyconych na 100 g produktu. To ważne, bo pokazuje, że jajko nie jest żywnością szczególnie bogatą w tłuszcze nasycone na tle wielu innych produktów pochodzenia zwierzęcego. W praktyce większym problemem niż samo jajko bywa to, w jakim towarzystwie jest ono spożywane: z boczkiem, tłustymi wędlinami, masłem, serem, majonezem, pieczywem z dużą ilością tłuszczu czy w ramach ogólnie wysoko przetworzonej diety.

Obok białka i tłuszczów uwagę zwracają mikroskładniki. Jajko dostarcza witamin z grupy B, witaminy A, D i E, a także selenu, fosforu, żelaza, cynku, jodu i choliny. Właśnie cholina jest jednym z tych składników, które w publicznej debacie o jajkach bywają pomijane, mimo że odgrywa ważną rolę w funkcjonowaniu układu nerwowego, metabolizmie lipidów i integralności błon komórkowych. W przeglądzie przywołano dane wskazujące, że 100 g całego jaja dostarcza około 285 mg choliny, podczas gdy samo żółtko zawiera jej wielokrotnie więcej niż białko. To nie oznacza oczywiście, że jajko jest jedynym lub niezbędnym źródłem tego składnika, ale tłumaczy, dlaczego całkowite eliminowanie jaj z diety bez wyraźnego powodu medycznego może nie być postępowaniem optymalnym, zwłaszcza jeśli nie towarzyszy temu świadome planowanie innych źródeł cennych składników odżywczych.

Skład jaja kurzego


(A) Wymiary jaja oraz proporcja białka do żółtka.
(B) Skład makroskładników w białku i żółtku.
(C) Główne białka obecne w białku i żółtku.
(D) Skład lipidów w żółtku jaja.
(E) Profil kwasów tłuszczowych żółtka jaja.
MUFA – jednonienasycone kwasy tłuszczowe;
PUFA – wielonienasycone kwasy tłuszczowe;
SFA – nasycone kwasy tłuszczowe.

Źródło: https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC12411868/

Najważniejszy kontekst: cała dieta

To właśnie indywidualizacja wydaje się dziś najbardziej rozsądnym podejściem. U osoby zdrowej metabolicznie, aktywnej, odżywiającej się według zasad diety śródziemnomorskiej lub innego dobrze zbilansowanego modelu żywienia, obecność jaj w diecie może stanowić praktyczne i wartościowe źródło białka, zwłaszcza gdy zastępują produkty bardziej przetworzone lub bardziej zasobne w tłuszcze nasycone. Warto jednak pamiętać, że wpływ diety nie jest taki sam u wszystkich. Znaczenie ma wiek, stan zdrowia oraz obecność chorób sercowo-naczyniowych i metabolicznych. U osób obciążonych większym ryzykiem – na przykład po udarze mózgu, z nadciśnieniem, cukrzycą, otyłością czy zaburzeniami lipidowymi – sposób żywienia powinien być oceniany bardziej indywidualnie, a zalecenia dietetyczne wymagają większej ostrożności niż w przypadku osób zdrowych. W takich sytuacjach znaczenie ma nie tylko liczba jaj, ale też ich częstotliwość spożycia, sposób przygotowania i to, jakie produkty im towarzyszą.

Jajecznica przygotowana na dużej ilości masła i podana z tłustymi wędlinami nie jest tym samym, co jajko z warzywami, pełnoziarnistym pieczywem i źródłem nienasyconych tłuszczów. 

Nie bez znaczenia jest również to, że jaja pozostają produktem relatywnie tanim i łatwo dostępnym. Produkt wartościowy z punktu widzenia składu, osiągalny cenowo i możliwy do włączenia w różne wzorce żywieniowe ma w codziennej praktyce większe znaczenie niż żywieniowy ideał istniejący wyłącznie na papierze.

Wielkanocny wniosek

Wielkanoc może więc być dobrym momentem, by odłożyć na bok skrajne osądy. Jajko może być elementem zdrowej diety, jeśli pozostaje częścią dobrze skomponowanego jadłospisu, a jego obecność jest dostosowana do stanu zdrowia, całkowitego ryzyka sercowo-naczyniowego i innych codziennych wyborów żywieniowych. 

Źródła: Impact of dietary cholesterol from eggs and saturated fat on LDL cholesterol levels: a randomized cross-over study, The American Journal of Clinical Nutrition, 2025; Lingfan Xia, Tong Xu, Zhenxiang Zhan, Dietary cholesterol intake and egg consumption in relation to all-cause and cardiovascular mortality after stroke, Scientific Reports, 2025; Irene Caffa i wsp., Nutritional Aspects of Eggs for a Healthy and Sustainable Consumption: A Narrative Review, 2025.

24 marca obchodzony jest Dzień Wiedzy o Lipoproteinie(a) – to okazja, by zwrócić uwagę na jeden z mniej znanych, ale istotnych czynników ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. Choć wielu pacjentów kojarzy „zły” cholesterol LDL, rzadziej mówi się o lipoproteinie(a), czyli Lp(a). Jak podkreśla Artur Gabrysiak, manager medycyny laboratoryjnej American Heart of Poland, jej podwyższony poziom może prowadzić do poważnych konsekwencji zdrowotnych – nawet u osób bez typowych obciążeń.
 
Lipoproteina(a) to cząsteczka tłuszczowo-białkowa obecna we krwi. Budową przypomina cholesterol LDL, jednak zawiera dodatkowy składnik – apolipoproteinę(a), która nadaje jej szczególne właściwości. To właśnie ten element sprawia, że Lp(a) może przyczyniać się do powstawania zmian miażdżycowych w naczyniach krwionośnych.

– Podwyższone stężenie lipoproteiny(a) może prowadzić do miażdżycy tętnic, a w konsekwencji do zawału serca czy udaru mózgu, nawet u osób, które nie mają klasycznych czynników ryzyka – podkreśla Artur Gabrysiak.

Geny ważniejsze niż styl życia

Jedną z najważniejszych cech lipoproteiny(a) jest jej silne uwarunkowanie genetyczne. W praktyce oznacza to, że dieta, aktywność fizyczna czy ogólny styl życia mają ograniczony wpływ na jej poziom. Można prowadzić zdrowy tryb życia, a mimo to mieć podwyższone stężenie Lp(a).

To właśnie dlatego badanie tego parametru zyskuje na znaczeniu. Coraz częściej sięgają po nie pacjenci, u których choroby serca pojawiają się mimo braku typowych czynników ryzyka, takich jak otyłość, nadciśnienie czy wysoki cholesterol.

Dlaczego warto się zbadać?

Jak stwierdza ekspert American Heart of Poland, problem dotyczy przede wszystkim tej części osób, które nie są świadome podwyższonego ryzyka. Co istotne, poziom Lp(a) pozostaje względnie stały przez całe życie, dlatego badanie zwykle wystarczy wykonać raz.

Podwyższone wartości wiążą się ze zwiększonym ryzykiem: zawału serca, udaru mózgu, miażdżycy tętnic kończyn dolnych.

Wystarczy raz w życiu

Ocena wyników nie zawsze jest jednoznaczna, ponieważ laboratoria stosują różne jednostki i metody pomiaru. Przyjmuje się jednak, że: poniżej 30 mg/dl – poziom niski i bezpieczny, 30–50 mg/dl – poziom pośredni, powyżej 50 mg/dl – zwiększone ryzyko sercowo-naczyniowe.

– Warto, aby każdy choć raz w życiu oznaczył poziom lipoproteiny(a), szczególnie jeśli w rodzinie występowały choroby serca w młodym wieku. Dobra wiadomość jest taka, że większość osób nie ma powodów do niepokoju. 85% pacjentów to pacjenci, którzy będą mieli wynik poniżej 30 – podkreśla Artur Gabrysiak.

Sygnał ostrzegawczy

– Podwyższony poziom lipoproteiny(a) nie oznacza jeszcze choroby, ale jest ważnym sygnałem ostrzegawczym – podsumowuje Artur Gabrysiak.

W takich przypadkach kluczowe staje się dokładniejsze monitorowanie innych parametrów, zwłaszcza poziomu cholesterolu LDL, ciśnienia tętniczego oraz ogólnego stylu życia. To właśnie kompleksowe podejście pozwala skutecznie ograniczyć ryzyko poważnych zdarzeń sercowo-naczyniowych. W ramach programu „Moje Zdrowie”, finansowanego przez NFZ, można otrzymać rozszerzony pakiet badań laboratoryjnych, który obejmuje oznaczenie poziomu lipoproteiny (a).  

Źródło: Komunikat Prasowy

Choroby układu sercowo naczyniowego pozostają główną przyczyną zgonów w Polsce i odpowiadają za około 140 tysięcy zgonów rocznie. Mimo to wiedza społeczeństwa na temat objawów, czynników ryzyka i profilaktyki pozostaje niewystarczająca. Wynika to z raportu przygotowanego przez Szkołę Zdrowia Publicznego Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, który pokazuje że wielu Polaków nie potrafi rozpoznać kluczowych objawów zawału serca i nie zna podstawowych parametrów swojego zdrowia.
Choroby układu sercowo naczyniowego od lat pozostają najważniejszą przyczyną zgonów w Polsce. Co roku odpowiadają za około 140 tysięcy zgonów, jednak świadomość społeczna dotycząca ich objawów, czynników ryzyka i sposobów zapobiegania nadal jest niewystarczająca. Takie wnioski płyną z raportu „Postawy i wiedza Polaków na temat chorób układu sercowo naczyniowego” przygotowanego przez ekspertów Szkoły Zdrowia Publicznego Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego.

Badanie przeprowadzono w styczniu 2026 roku na reprezentatywnej próbie 1087 dorosłych mieszkańców Polski. Wyniki pokazują, że choć temat chorób serca jest powszechnie obecny w przestrzeni publicznej, poziom wiedzy Polaków wciąż pozostawia wiele do życzenia.

Jak podkreśla dr n. med. Justyna Grudziąż Sękowska ze Szkoły Zdrowia Publicznego CMKP, ponad jedna trzecia dorosłych deklaruje niski poziom wiedzy na temat chorób sercowo naczyniowych. Jedynie co ósma osoba ocenia swoją wiedzę jako wysoką. To wyraźny sygnał, że potrzebne są systemowe działania edukacyjne.

Objawy znane tylko częściowo

Respondenci stosunkowo dobrze rozpoznają najbardziej klasyczne objawy problemów kardiologicznych, takie jak ból w klatce piersiowej czy kołatanie serca. Jednak inne sygnały alarmowe są znacznie rzadziej identyfikowane. Mniej niż połowa badanych wskazała na takie objawy jak ból promieniujący do ramion lub żuchwy czy omdlenia jako potencjalne symptomy zawału serca lub udaru mózgu. Brak świadomości tych objawów może opóźniać wezwanie pomocy medycznej w sytuacji zagrożenia życia. Eksperci zwracają uwagę, że w przypadku chorób sercowo naczyniowych czas reakcji ma fundamentalne znaczenie dla rokowania pacjenta.

Styl życia nadal niedoceniany

Badanie pokazało także, że choć Polacy stosunkowo dobrze rozpoznają klasyczne czynniki ryzyka, takie jak nadciśnienie tętnicze, otyłość czy palenie tytoniu, wiele innych zagrożeń pozostaje niedocenianych.

Zdaniem współautora raportu dr n. o zdr. Kuby Sękowskiego elementy stylu życia nadal bywają traktowane jako mniej istotne w profilaktyce chorób serca. Dotyczy to między innymi diety śródziemnomorskiej, odpowiedniej ilości snu czy technik redukcji stresu, które wciąż postrzegane są raczej jako dodatki niż jako integralna część profilaktyki kardiologicznej.

Polacy nie znają swoich parametrów zdrowotnych

Jednym z najbardziej niepokojących wniosków raportu jest niski poziom wiedzy Polaków o własnym stanie zdrowia. Jedynie 43 procent respondentów deklaruje dokładną znajomość wartości swojego ciśnienia tętniczego, a mniej niż 30 procent zna poziom cholesterolu. Jak podkreślają autorzy raportu, bez znajomości tych podstawowych parametrów trudno mówić o skutecznej profilaktyce chorób układu krążenia.

Profilaktyka ma potencjał

Jednocześnie badanie pokazuje, że istnieje duży potencjał dla działań profilaktycznych. Aż trzy czwarte ankietowanych deklaruje gotowość do udziału w programach zapobiegania chorobom serca, a ponad połowa byłaby zainteresowana takimi programami prowadzonymi w formie online. Według ekspertów może to być ważna wskazówka dla twórców polityki zdrowotnej i instytucji publicznych. Nowoczesne programy edukacyjne wykorzystujące narzędzia cyfrowe mogą znacząco zwiększyć zasięg działań profilaktycznych.

Edukacja jako element polityki zdrowotnej

Zdaniem prof. Mateusza Jankowskiego ze Szkoły Zdrowia Publicznego CMKP wyniki raportu wskazują na konieczność wzmacniania kompetencji zdrowotnych społeczeństwa.

Eksperci podkreślają również, że choroby sercowo naczyniowe nie dotyczą wyłącznie serca. Miażdżyca jest chorobą całego układu naczyniowego i może prowadzić do udaru mózgu, chorób naczyń obwodowych czy uszkodzenia nerek. Jak zwraca uwagę prof. Krzysztof J. Filipiak, wiele ważnych sygnałów ostrzegawczych wciąż bywa bagatelizowanych. Dotyczy to między innymi bezdechu sennego, niskiej aktywności fizycznej czy omdleń, które mogą wskazywać na poważne problemy kardiologiczne.

Wyzwanie dla systemu ochrony zdrowia

Autorzy raportu podkreślają, że wyniki badania mogą być ważną wskazówką dla planowania nowych programów profilaktycznych oraz kampanii edukacyjnych. Szczególnie istotne jest dotarcie do młodszych dorosłych oraz do mężczyzn, którzy częściej deklarują niski poziom wiedzy o chorobach układu krążenia. W kontekście starzenia się społeczeństwa oraz rosnącej liczby pacjentów z chorobami przewlekłymi edukacja zdrowotna staje się jednym z kluczowych elementów polityki zdrowotnej.

Raport przygotowany przez Szkołę Zdrowia Publicznego CMKP pokazuje, że mimo ogromnej skali problemu chorób układu sercowo naczyniowego wiedza Polaków na ich temat wciąż jest niewystarczająca. Braki dotyczą zarówno rozpoznawania objawów stanów nagłych, jak i znajomości własnych parametrów zdrowotnych. Jednocześnie deklarowana przez społeczeństwo gotowość do udziału w programach profilaktycznych pokazuje, że odpowiednio zaprojektowane działania edukacyjne mogą odegrać kluczową rolę w poprawie zdrowia publicznego.

Źródło: CMKP

Podwyższony cholesterol przestał być wyzwaniem wyłącznie dla kardiologów i lekarzy POZ. W dobie szumu informacyjnego i dezinformacji kluczowe jest partnerstwo nauki z mediami. Dlatego Koalicja „Liga Walki z Cholesterolem” wraz z Polskim Towarzystwem Lipidologicznym zaprasiła dziennikarzy do rozmów przy okrągłym stole – o tym, jak rzetelnie komunikować temat zaburzeń lipidowych i jak wzmacniać edukację zdrowotną.
Szacuje się, że zbyt wysoki poziom cholesterolu dotyka aż 70% Polaków, a powikłania miażdżycy pozostają jedną z głównych przyczyn zgonów i niesprawności. Utrzymywanie odpowiedniego poziomu cholesterolu LDL może istotnie zmniejszać ryzyko incydentów sercowo-naczyniowych nawet o 55%. Polska wciąż mierzy się jednak z wysokim obciążeniem chorobami sercowo-naczyniowymi, dlatego tak ważne są: profilaktyka, diagnostyka, skuteczne leczenie i konsekwentna edukacja pacjentów. Zawał serca co roku zabiera życie 80 tys. osób, udar niedokrwienny 74 tys. osób, a choroby tętnic obwodowych dotykają co 5-7 pacjenta.

Polscy pacjenci mogą zyskać na współpracy międzynarodowej

Jak wynika z danych Komisji Europejskiej choroby sercowo-naczyniowe pozostają jedną z głównych przyczyn zgonów w UE (około 2 mln) i generują bardzo wysokie koszty społeczne (przekraczające 282 mld euro). Europa Środkowo-Wschodnia wciąż pozostaje w tyle pod względem profilaktyki i leczenia tych schorzeń. Kluczem do poprawy sytuacji jest szeroka współpraca międzynarodowa, a ważnym krokiem w tym kierunku był Lublin Prevention in Cardiovascular Disease Summit 2026, który odbył się 29 stycznia w Lublinie.

Podczas szczytu klinicyści, badacze i decydenci z całej Europy, wraz z przedstawicielami instytucji europejskich oraz polskiego Ministerstwa Zdrowia, wymieniali doświadczenia i dyskutowali nad skutecznymi strategiami profilaktyki chorób sercowo-naczyniowych. Zwieńczeniem spotkania było podpisanie Memorandum of Understanding (MoU) przez prawie 50 uniwersytetów, szpitali, fundacji i towarzystw naukowych, zobowiązujących się do wspólnych działań na rzecz prewencji.
 
Spotkanie w Lublinie było przestrzenią do rozmów o praktycznych rozwiązaniach, które realnie mogą poprawić sytuację pacjentów w Polsce. Dyskutowaliśmy o zmianach systemowych, wymienialiśmy się dobrymi praktykami oraz analizowaliśmy, jak adaptować sprawdzone rozwiązania z innych krajów. Ważnym elementem była także współpraca na rzecz rozwoju nauki i innowacji poprzez wspólne granty i bazy danych. Konsekwencją podpisanej umowy jest powołanie Central European Prevention Initiative (CEPI) Alliance, która umożliwi praktyczną implementacje prac Europejskiego Programu dla Prewencji (EPP) – mówi prof. Maciej Banach, prezes Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego i założyciel Koalicji „Liga Walki z Cholesterolem”.
 
Szerokie spojrzenie na zaburzenia lipidowe – nowe wytyczne Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego
 
W marcu zostaną opublikowane nowe wytyczne Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego, przygotowane we współpracy z 14 towarzystwami naukowymi. Dokument kompleksowo podchodzi do problemu zaburzeń lipidowych i podkreśla, że skuteczna opieka nad pacjentami z podwyższonym cholesterolem wymaga współpracy wielu specjalności, nie tylko kardiologów, ale także m.in. neurologów, chirurgów naczyniowych, onkologów i hepatologów. Wytyczne akcentują też rolę pacjenta w zakresie zdrowej diety i regularnej aktywności fizycznej oraz wskazują trzy równorzędne cele diagnostyczne: cholesterol LDL, nie-HDL oraz apolipoproteinę B.
 
Nowe wytyczne po raz pierwszy kładą nacisk na konkretny, namacalny wskaźnik w zakresie aktywności fizycznej, czyli codzienną liczbę kroków. Przełomowe jest także szerokie zaangażowanie specjalistów z różnych dziedzin medycyny, którzy wspólnie dbają o kompleksową opiekę nad pacjentem – dodaje prof. Maciej Banach.


 
Pacjenci z zaburzeniami lipidowymi to odpowiedzialność całego systemu
 
Pacjenci z podwyższonym poziomem cholesterolu to codzienność w praktyce lekarzy POZ, którzy często opiekują się osobami z wielochorobowością. W takiej sytuacji kluczowe jest systematyczne monitorowanie istotnych parametrów: ciśnienia tętniczego, profilu lipidowego, stężenia glukozy oraz wskaźnika BMI. Ze względu na obciążenie lekarzy rodzinnych, ważne jest także zaangażowanie całego zespołu POZ w budowanie świadomości pacjenta i wspieranie go w przestrzeganiu zaleceń.
 
W systemie opieki zdrowotnej gabinet lekarza rodzinnego powinien być naturalnym miejscem do postawienia pierwszej diagnozy i dalszego monitorowania. To także miejsce regularnych badań kontrolnych i w razie potrzeby, kierowania do specjalisty. POZ pełni też kluczową rolę w promowaniu prewencji i programów profilaktycznych, co bywa wyzwaniem ze względu na obciążenie oraz ograniczony czas – zaznacza prof. Jacek Jóźwiak, prof. Uniwersytetu Opolskiego, specjalista medycyny rodzinnej i dziekan Wydziału Lekarskiego UO.
 
W opiece nad pacjentami z zaburzeniami lipidowymi kluczowe jest zaangażowanie interdyscyplinarnego zespołu. Obok lekarzy POZ i kardiologów istotną rolę odgrywają dietetycy, diagności laboratoryjni oraz farmaceuci. Odpowiednio dobrana dieta wpływa nie tylko na masę ciała, ale także na wskaźniki metaboliczne, takie jak glikemia, poziom trójglicerydów czy cholesterol LDL. Nowoczesna diagnostyka wspiera wypracowanie efektywnych standardów rozpoznania i monitorowania, a udział farmaceutów może ułatwiać kontynuację opieki poza gabinetem lekarskim.
 
Polskie Towarzystwo Lipidologiczne wraz ze swoimi sekcjami oraz Koalicja „Liga Walki z Cholesterolem” działają holistycznie – bo tylko zintegrowane działania zespołu specjalistów mogą przynieść realną poprawę zdrowia pacjentów i skuteczne zmniejszenie ryzyka sercowo-naczyniowego.
 
Jako przewodnicząca Sekcji Młodych Lipidologów PTL doceniam współpracę  w interdyscyplinarnym gronie. Integrujemy różne specjalności, co sprzyja badaniom międzyośrodkowym i wspiera rozwój młodych naukowców. Dzięki temu możemy spojrzeć na lipidologię kompleksowo – podkreśla dr hab. Joanna Popiołek-Kalisz, kardiolog i dietetyk kliniczny, przewodnicząca Sekcji Młodych Lipidologów PTL.
 
Diagnostyka zaburzeń lipidowych intensywnie się rozwija, co przekłada się na coraz skuteczniejszą opiekę nad pacjentami. Współpraca klinicystów z diagnostami oraz promocja wiedzy o tym, jak wykorzystywać badania profilu lipidowego w diagnostyce chorób sercowo-naczyniowych, sprzyja rozwojowi lipidologii – zaznacza dr n. med. Anna Tylutka, diagnosta laboratoryjny i przewodnicząca Sekcji Diagnostyki PTL.
 
Spotkanie z dziennikarzami było także okazją do zaprezentowania nowych sekcji Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego: Sekcji Dietetyki, prowadzonej przez dr n. med. i n. o zdr. Adriana Kwaśnego oraz Sekcji Opieki Farmaceutycznej, której przewodniczy mgr Michał Gackowski.
 
Od pacjentów dla pacjentów – rozwiązania promujące rzetelną wiedzę o zaburzeniach lipidowych
 
Powszechny dostęp do mediów to zarówno szansa, jak i wyzwanie w pozyskiwaniu rzetelnej wiedzy o zaburzeniach lipidowych. Z jednej strony ułatwia pacjentom samodzielne zdobywanie informacji, z drugiej zwiększa ryzyko kontaktu z treściami niezweryfikowanymi, a nawet szkodliwymi. W odpowiedzi na to wyzwanie Tomasz Łaszcz, pacjent i edukator, koordynator sekcji „Wysoki cholesterol – To Się Leczy”, rozwija inicjatywę wysokicholesterol.eu, która jest bazą wiedzy dla pacjentów, uzupełnioną o praktyczne narzędzia edukacyjne.
 
Świadomy i wyedukowany pacjent to podstawa skutecznej opieki. Dlatego wspieramy rozwiązania tworzone przez pacjentów, którzy najlepiej rozumieją swoje potrzeby – podkreśla Marek Kustosz, prezes Fundacji To się Leczy. Fundacja planuje również w maju b.r. konferencję dedykowaną pacjentom, łączącą ekspercką wiedzę z praktycznymi warsztatami, wspierającymi redukcję ryzyka sercowo-naczyniowego.
 
Media jako aktywny partner w edukacji o zaburzeniach lipidowych
 
Media to nie tylko nośnik informacji, ale także kluczowy partner w edukacji zdrowotnej. Podczas spotkania eksperci i dziennikarze rozmawiali o wyzwaniach komunikacji medycznej, narastającej dezinformacji oraz o tym, jak wspólnie zwiększać świadomość pacjentów. Okrągły stół był również przestrzenią do omówienia trzech pozostałych kluczowych wątków: współpracy międzynarodowej (Lublin Summit i MoU), nadchodzących wytycznych PTL oraz modelu interdyscyplinarnej opieki, w tym roli pacjentów w edukacji.
 
Wierzę, że współpraca z mediami nie powinna ograniczać się do przekazywania doniesień naukowych. Zaprosiliśmy dziennikarzy do rozmów przy okrągłym stole, aby wspólnie wypracować standardy współpracy, które przede wszystkim będą służyć pacjentom. Chcemy, aby nasz głos był dla pacjentów zrozumiały i praktyczny – komentuje prof. Maciej Banach.
 
Wnioski ze spotkania zostaną udostępnione na stronie Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego i będą praktycznym narzędziem dla dziennikarzy, ekspertów oraz organizacji pacjenckich, wspierając rzetelną komunikację i działania edukacyjne w profilaktyce oraz leczeniu chorób sercowo-naczyniowych.
 
Call to action
 
Serdecznie zapraszamy do podejmowania tematu zaburzeń lipidowych oraz do współpracy z ekspertami Koalicji „Liga Walki z Cholesterolem” i Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego. Oferujemy wsparcie merytoryczne, komentarze eksperckie, rekomendacje źródeł oraz możliwość rozmów z przedstawicielami różnych specjalności (POZ, kardiologia, diagnostyka, dietetyka, farmacja, środowiska pacjentów).
 
źródło: PTL
 
XV jubileuszowy Zjazd Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego, który odbył się w miniony weekend w Warszawie, stał się okazją do spotkania członków Koalicji Liga Walki z Cholesterolem. Podsumowano najważniejsze działania mijającego roku i omówiono plan na 2026 rok. Liga nie zwalnia tempa – skupi się na edukacji pacjentów, rzetelnym przekazywaniu wiedzy medycznej opartej na dowodach, przeciwdziałaniu dezinformacji i promowaniu wiarygodnych źródeł naukowych. W obszarze systemowym priorytetem pozostaje wsparcie zmian, które zapewnią pacjentom szybszy i realny dostęp do nowoczesnych terapii. Podczas zjazdu wręczono również nagrody dla dziennikarzy w konkursie „Cholesterol – temat, którego nie można zbyć milczeniem”.
Polskie Towarzystwo Lipidologiczne (PTL) obchodzi w tym roku 15-lecie istnienia. Jest to więc rok szczególny, w którym zainicjowana została także działalność Koalicji Liga Walki z Cholesterolem, ogólnopolskiej inicjatywy łączącej przedstawicieli środowisk eksperckich, organizacji pacjenckich, decydentów i biznesu. Liga jest platformą współpracy, wymiany wiedzy i wspólnego działania na rzecz profilaktyki, lepszej diagnostyki i skutecznej terapii zaburzeń lipidowych.

W miniony weekend odbył się XV Zjazd PTL, podczas którego omówiono najważniejsze przypadki kliniczne, najnowsze światowe wytyczne, po raz pierwszy przedstawiono także najnowsze wytyczne polskie PTL 2026 (we współpracy z 13 innymi towarzystwami naukowymi)  i ich implementację do warunków krajowych, ścieżkę pacjenta kardiologicznego oraz powiązane tematy systemowe.

To jedno z najważniejszych wydarzeń medycznych w Polsce, gromadzące co roku czołowych ekspertów, liderów opinii, lekarzy różnych specjalizacji zajmujących się zaburzeniami lipidowymi oraz inne grupy zawodowe – jak dietetyków czy farmaceutów – którzy takich pacjentów spotykają w swojej praktyce codziennie – mówił prof. Maciej Banach, prezes Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego. Kongres PTL jest nie tylko platformą wymiany wiedzy i doświadczeń, ale także okazją do bezpośredniego kontaktu z kluczowymi specjalistami i praktykami z całego kraju.

Koalicji Liga Walki z Cholesterolem – podsumowanie roku

Liga Walki z Cholesterolem rozpoczęła swoją działalność 4 czerwca b.r. Tworzą ją przedstawiciele środowisk eksperckich, organizacji pacjenckich, decydentów i biznesu. Misją Koalicji są wspólne działania edukacyjne w zakresie m. in. znaczenia cholesterolu dla organizmu oraz konsekwencji nieleczenia jego wysokiego stężenia, wspierania zmian legislacyjnych poprawiających diagnostykę (wczesne rozpoznanie) i skuteczne leczenie hipercholesterolemii oraz szybszej rejestracji i zwiększania dostępu do innowacyjnych leków obniżających cholesterol.

W czerwcu 2025 powołaliśmy do życia Ligę Walki z Cholesterolem, by szerzyć świadomość społeczną w zakresie poprawy dostępności nowoczesnej diagnostyki i leczenia, a także wspierania zmian systemowych ratujących zdrowie i życie naszych pacjentów. Liczymy, że przełoży się to na ograniczenie liczby zdarzeń sercowo-naczyniowych Polaków, bo mamy ambicję, by zmniejszyć je o 50 proc. – deklarował prof. Maciej Banach. – W 2025 roku zrobiliśmy ważny krok naprzód w opiece nad pacjentami z zaburzeniami lipidowymi. Cieszy mnie wprowadzenie rozwiązań wspierających wczesną diagnostykę, takich jak lipidogram w bilansie sześciolatka czy program Moje Zdrowie dla osób powyżej 20. roku życia. Istotnym krokiem było również istotne poszerzenie kryteriów programu lekowego B.101, co powinno otworzyć dostęp do nowoczesnych terapii większej grupie chorych – dodał założyciel Koalicji Liga Walki z Cholesterolem.

Konkurs dla dziennikarzy – nagrody i wyróżnienia

W ramach aktywności zaplanowanych na 2025 rok Liga Walki z Cholesterolem ogłosiła konkurs dla dziennikarzy pod hasłem „Cholesterol – temat, którego nie wolno zbyć milczeniem”. Jego celem było docenienie dziennikarzy, którzy istotnie przyczynili się do szerzenia świadomości na temat zaburzeń lipidowych oraz promocja rzetelnych materiałów edukujących społeczeństwo o zagrożeniach wynikających z wysokiego stężenia cholesterolu.

Dziennikarze to nasz największy sojusznik w walce o zdrowie Polaków. Dzięki ich wsparciu możemy dotrzeć tam, gdzie my lekarze sami nigdy byśmy nie dotarli – mówił prof. Banach.

Do konkursu zgłoszono kilkadziesiąt prac. 6 grudnia, podczas jubileuszowego XV Zjazdu PTL jury pod przewodnictwem prof. Macieja Banacha przyznało liczne nagrody i wyróżnienia.

Wśród nagrodzonych przedstawicieli mediów znaleźli się:

Wyróżnienia otrzymali:
2026 – Liga Walki z Cholesterolem nie zwalnia tempa

Podczas Zjazdu PTL odbyło się spotkanie Ligi Walki z Cholesterolem, na którym nie tylko podsumowano pierwszy rok działalności Koalicji, ale także dyskutowano o wyzwaniach czekających ją w kolejnych latach. Uczestnicy spotkania byli zgodni co do tego, że szczególną uwagę należy przyłożyć do działań związanych z: edukacją pacjentów w zakresie przekazywania rzetelnej, popartej dowodami wiedzy medycznej – nie tylko przez osoby związane z medycyną, ale także przez pacjentów; zapobieganiem dezinformacji i promocją wiarygodnych źródeł naukowych; budowaniem świadomości i postaw prozdrowotnych od najmłodszych lat – kształtowanie zdrowych nawyków i wiedzy już w dzieciństwie, a także promocją profilaktyki dzięki włączaniu badań i działań prewencyjnych w życie codzienne społeczeństwa.

Patrząc w stronę 2026 roku, widzę wiele wyzwań. W ramach Koalicji „Liga Walki z Cholesterolem” chcemy skupić się na tym, by pacjenci mieli właściwą wiedzę i świadomość tego czynnika ryzyka oraz realnie korzystali z dostępnych możliwości diagnostyczno-terapeutycznych. Jednocześnie musimy pamiętać, że system ochrony zdrowia nie może funkcjonować bez stabilnego finansowania, a nawet najlepsze programy profilaktyczne nie przyniosą oczekiwanych rezultatów bez odpowiedniej świadomości i zaangażowania pacjentów – ocenił prof. Maciej Banach. Przedstawiciele Koalicji zaplanowali na nadchodzący rok także szereg działań systemowych. Liga chce silniej włączyć do współpracy partnerów z sektora publicznego, m.in. przedstawicieli Sejmu i Senatu RP, Agencję Badań Medycznych oraz Naczelną Izbę Lekarską.

XV jubileuszowy Zjazd Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego stał się okazją do podsumowania pierwszego roku działalności Koalicji Liga Walki z Cholesterolem oraz zaprezentowania planów na 2026 rok. Liga zapowiada intensyfikację działań edukacyjnych, walkę z dezinformacją i promocję rzetelnej wiedzy medycznej, a także wsparcie zmian systemowych mających zapewnić pacjentom szybszy dostęp do diagnostyki i nowoczesnych terapii lipidowych. Podczas wydarzenia wręczono również nagrody w konkursie dla dziennikarzy „Cholesterol – temat, którego nie można zbyć milczeniem”, wyróżniając autorów najbardziej wartościowych materiałów popularyzujących wiedzę o zaburzeniach lipidowych i ich konsekwencjach.

Źródło: Liga Walki z Cholesterolem

W 2024 r. kwota wszystkich świadczeń z zabezpieczenia społecznego spowodowanych chorobą wyniosła ponad 50 mld zł: prawie 18 proc. to zaburzenia psychiczne, 15,4 proc. choroby narządu ruchu, 14,2 proc. zatrucia. „Dbanie o dobrostan pracowników przynosi korzyści nie tylko pracodawcy, ale także budżetowi państwa” – podkreślali uczestnicy konferencji poświęconej zdrowiu pracowników, która odbyła się 25 listopada 2025 r. w Centrum Prasowym PAP.

Konferencja „Zdrowy pracownik – bezpieczeństwo i wartość każdej firmy” jest częścią Innovation Day – cyklu spotkań organizowanych przez portal politykazdrowotna.com, podczas których eksperci, praktycy i decydenci rozmawiają o innowacjach i trendach w polityce zdrowotnej. Siódma edycja konferencji dotyczyła dobrostanu pracowników jako kluczowego elementu bezpieczeństwa pracy, efektywności zawodowej oraz długoterminowej wartości każdej firmy.

Debata rozpoczęła się od prezentacji danych z raportu Medicover „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2025”, z którego wynika, że 55,6 proc. zatrudnionych zmaga się z nadwagą lub otyłością. Zarówno zaburzenia BMI, jak i ciśnienia, cukru, cholesterolu, znacznie częściej pojawiają się u osób w wieku 50+, których – z uwagi na starzenie się społeczeństwa – będzie w Polsce coraz więcej. Badania pokazują, że ponad 50 proc. pracowników doświadcza objawów przeciążenia psychicznego, rośnie też liczba osób korzystających z pomocy psychologicznej.

Z raportu wynika ponadto, że tylko 1/3 pracowników jest aktywna fizycznie na tyle, by przełożyło się to na korzyści zdrowotne. Uczestniczący w debacie wiceminister sportu Piotr Borys zwrócił uwagę, że w Polsce 30 proc. dzieci żyje w „kompletnym bezruchu” – mają tendencję do otyłości i dużo wskazuje na to, że będą żyć krócej niż poprzednie pokolenia.

Wiceminister podkreślił, że resort ma plan, by poprawić stan zdrowia polskiego społeczeństwa: „Osiągniemy ten cel poprzez ruch, rewolucję ruchu, którą chcemy zrobić międzypokoleniowo, równolegle na wszystkich poziomach. Pierwszy raz od czasu transformacji budujemy w Polsce strategię sportu o randze rządowej. Jeżeli nie podejmiemy teraz wspólnych działań, będziemy żyli krócej, będziemy ponosić ogromne koszty leczenia. Profilaktyka poprzez ruch jest jedną z najlepszych, najbardziej efektywnych” – argumentował wiceminister sportu.
Jako wzór do naśladowania wymienił firmy, które finansują pracownikom zajęcia sportowe (np. karnety na siłownię, do klubów fitness) czy wprowadziły przerwy na aktywność fizyczną w pracy

„To musi przynieść efekty. Potrzebujemy więc rozwiązań systemowych: może podatkowych, może prawnych albo innych stymulantów, żeby to upowszechnić. Jesteśmy otwarci na to, bo chcemy wykonać naprawdę sporo działań” – mówił Piotr Borys.

Uczestnicy spotkania zwrócili uwagę na ważne, choć, ich zdaniem, niedocenione narzędzie w walce o zdrowie załogi – badania medycyny pracy. Zdaniem Artura Drobniaka, prezesa Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, jest to narzędzie, które należy lepiej wykorzystywać.

„Lekarz medycyny pracy zbiera wywiad z pacjentem, więc wie o zagrożeniach rodzinnych, szczególnie onkologicznych, kardiologicznych i – znając program badań przesiewowych – może tych pracowników na badania skierować. Zwracam więc uwagę na ten bardzo łatwy do wykorzystania element naszego systemu opieki zdrowotnej” – zaznaczył Artur Drobniak.

Uczestnicy kolejnej debaty pt. „Profilaktyka zdrowotna w środowisku pracy” wskazali, że środowisko pracy może i powinno wspierać zdrowie – fizyczne i psychiczne. Zgodzili się, że budowanie kultury opartej na współpracy, zaufaniu i profilaktyce pozwala przeciwdziałać przeciążeniom, wypaleniu zawodowemu oraz narastającej absencji chorobowej.
Eksperci podkreślili, że jedną z największych barier blokujących dostęp do profilaktyki zdrowotnej są koszty: proste programy to wydatek na poziomie ok. 100-200 zł, ale cena tych kompleksowych – jak pakiety zawierające zaawansowane markery nowotworowe – może znacznie przekraczać tysiąc złotych. Przeszkodą w profilaktyce zdrowotnej pracowników – zwłaszcza w małych ośrodkach – jest także brak kadr, które prowadzą badania czy zajęcia z aktywności prozdrowotnej. Uczestnicy panelu wskazali, że często sami pracownicy rezygnują z objęcia ich programem, obawiają się zmiany dotychczasowego trybu życia, nawyków czy samych badań.
Zbigniew Jakubas, właściciel Grupy Kapitałowej Multico, właściciel i prezes Motoru Lublin, zauważył, że dziś każdy pracownik na każdym stanowisku, który pracuje w firmie wiele lat, utożsamia się z nią, jest dobrem.

„To nie jest ciężar, to nie jest kula u nogi. Jeśli więc pracodawca uważa, że 100 zł, 200 zł czy 300 zł na zdrowie pracownika to zbędny wydatek, jest po prostu głupi. Świadomość pracodawcy, jego empatia wobec wszystkich zatrudnionych w grupie jest podstawową rzeczą i nie rozmawiajmy na temat, że to jest wydatek” – argumentował Zbigniew Jakubas.

Podkreślił, że w wieku 73 lat przychodzi do pracy jak 20 i 30 lat temu, z przekonaniem, że jego doświadczenie daje dziś firmie znacznie więcej. Jego zdaniem należy wzorem innych państw wydłużyć wiek emerytalny, „ponieważ życie się wydłuża”.
Renata Sienkiewicz, członek zarządu, dyrektor HR Eneris, przypomniała, jak przebiega program badań pracowniczych w jej organizacji. Firma podpisała umowę z zewnętrznym partnerem medycznym – badania odbywały się w miejscu pracy albo na zewnątrz, w specjalistycznych samochodach.

„Badania cieszyły się niezwykłym zainteresowaniem. Zaczęliśmy we wrześniu, badania jeszcze się nie zakończyły, mamy już 86 proc. frekwencji i jestem przekonana, że to jest właściwy kierunek. Chcemy to kontynuować w roku 2026, obejmując kolejne lokalizacje i kolejne spółki” – mówiła Renata Sienkiewicz.

Dodała, że to jest początek drogi, bo, jej zdaniem, profilaktyka może być wtedy skuteczna, kiedy nie ogranicza się do jednorazowego działania.

„Jesteśmy przekonani, że ten projekt będziemy kontynuować i że on zaowocuje zmniejszoną absencją, być może wcześniej wykrytymi chorobami zawodowymi, na pewno zwiększonym zaangażowaniem pracowników, a tym samym przełoży się na lepsze wyniki biznesowe i świadome budowanie marki pracodawcy” – argumentowała Renata Sienkiewicz.

Małgorzata Grzegorczyk-Adamczyk, szefowa Działu Szkoleń i Rozwoju Adamed Pharma, podkreśliła, że jej firma prowadzi działania edukacyjnie i prozdrowotne, współpracując z najlepszymi autorytetami w Polsce.

„Powadzimy działania bardzo intensywnie. Mamy około 2800 pracowników w Polsce. W tym roku przeprowadziliśmy 3,5 tys. badań, w zeszłym było ich blisko 2 tys. To są różnego typu badania: USG, markery nowotworowe, badania wykrywające wczesne początki cukrzycy czy inne choroby hormonalne, itd. Mówiąc o efektach, czy to się opłaca, w zeszłym roku z samych badań na markery nowotworowe skorzystało 620 osób” – podkreśliła Małgorzata Grzegorczyk-Adamczyk.

Kongres zakończył się debatą pt. „Rola liderów w budowaniu zdrowych i odpornych zespołów”, której uczestnicy zastanawiali się, jak przeciwdziałać stresowi i wypaleniu zawodowemu. Eksperci wskazali, że liderzy odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu środowiska pracy sprzyjającego zdrowiu – ich postawa, styl zarządzania i umiejętność reagowania na symptomy stresu czy wypalenia decydują o kondycji całych zespołów.
Paweł Walicki, prezes zarządu Centrum Medycznego CMP, zaapelował, by nie obarczać liderów odpowiedzialnością za zdrowie psychiczne pracowników – tak jakby byli terapeutami.

„Nie twórzmy z liderów psychologów, bo to jest ślepy zaułek. Dajmy im narzędzia,
żeby wyłapali ten ważny moment. Obowiązkiem liderów jest wyłapywanie, obowiązkiem organizacji jest dostarczenie wsparcia psychologicznego” – wskazał Paweł Walicki

Politykazdrowotna.com to portal informacyjny poświęcony tematyce zdrowotnej. Jego misją jest dostarczanie rzetelnych, aktualnych i kompleksowych informacji z zakresu zdrowia publicznego, systemu opieki zdrowotnej oraz polityki zdrowotnej w Polsce i na świecie.

Źródło: PAP MediaRoom

Lipoproteina(a) to cząsteczka tłuszczowo-białkowa krążąca we krwi. Strukturalnie przypomina „zwykły” LDL – tzw. „zły cholesterol” – lecz zawiera dodatkowy element – apolipoproteinę(a). To właśnie ten składnik nadaje lipoproteinie(a) unikatowe właściwości i odróżnia ją od innych typów lipoprotein.
Jakie znaczenie ma oznaczenie poziomu lipoproteiny(a) przy określaniu ryzyka sercowo-naczyniowego u pacjenta oraz co ta informacja mówi lekarzowi i pacjentowi?

Lipoproteina(a) to cząsteczka tłuszczowo-białkowa krążąca we krwi. Strukturalnie przypomina „zwykły” LDL – tzw. „zły cholesterol” – lecz zawiera dodatkowy element – apolipoproteinę(a). To właśnie ten składnik nadaje lipoproteinie(a) unikatowe właściwości i odróżnia ją od innych typów lipoprotein.
Mimo szerokiej wiedzy na temat czynników ryzyka chorób układu krążenia, takich jak palenie, otyłość, nadciśnienie czy podwyższony poziom cholesterolu, wciąż zdarzają się przypadki chorób serca u osób, które nie mają tych klasycznych obciążeń. – Dlatego coraz częściej pacjenci zwracają się do nas o zbadanie poziomu lipoproteiny(a) – mówi Artur Gabrysiak, specjalista medycyny laboratoryjnej, American Heart of Poland.

Czym jest lipoproteina(a) i dlaczego jej oznaczenie jest ważne?

Najważniejszą cechą lipoproteiny(a) jest silne uwarunkowanie jej poziomu przez geny. Oznacza to, że dieta czy aktywność fizyczna mają ograniczony wpływ na jej stężenie. Można prowadzić zdrowy styl życia, a mimo to mieć wysoki poziom lipoproteiny(a). – Badania wskazują, że podwyższone stężenie lipoproteiny(a) zwiększa ryzyko miażdżycy i przyspiesza odkładanie się blaszek w tętnicach – wyjaśnia Artur Gabrysiak – i może być przyczyną niewydolności serca nawet u osób z prawidłowym poziomem cholesterolu LDL.

W efekcie podwyższone stężenie lipoproteiny(a) wiąże się z większym ryzykiem: zawału serca, udaru mózgu i miażdżycy tętnic kończyn dolnych. Szacuje się, że ok. 80% populacji ma lipoproteinę(a) na prawidłowym poziomie. Pozostała część populacji często nie ma świadomości ryzyka, jakie niesie jej podwyższone stężenie, ponieważ oznaczenie tego parametru nie należy jeszcze do standardowej diagnostyki chorób sercowo-naczyniowych, takiej jak lipidogram. – Dlatego warto, aby każdy choć raz w życiu wykonał to badanie – podkreśla specjalista medycyny laboratoryjnej AHP – tym bardziej że poziom lipoproteiny(a) jest stały przez całe życie.

Prawidłowe wartości lipoproteiny(a)

Warto wiedzieć, że osoby, u których wystąpiły choroby układu krążenia mimo braku klasycznych czynników ryzyka, często mają podwyższony poziom lipoproteiny(a).

Prawidłowa wartość tego parametru to: <30 mg/dl (75 nmol/l) – wartości prawidłowe, 30–50 mg/dl (75–125 nmol/l) – umiarkowane ryzyko, >50–180 mg/dl (125–450 nmol/l) – duże ryzyko, >180 mg/dl (>450 nmol/l) – bardzo duże ryzyko.

Badanie poziomu lipoproteiny(a) to proste narzędzie, które może znacząco pomóc w ocenie ryzyka chorób układu krążenia. Choć wiele osób nigdy o nim nie słyszało, jego znaczenie w diagnostyce sercowo-naczyniowej z roku na rok rośnie. Jeśli więc w rodzinie zdarzały się choroby serca, warto zapytać lekarza o możliwość wykonania tego badania. Od początku maja 2025 r., w ramach programu „Moje Zdrowie”, finansowanego przez NFZ można nawet otrzymać rozszerzony pakiet badań laboratoryjnych, który obejmuje oznaczenie poziomu lipoproteiny (a).  
źródło: AHOP
Od maja 2025 roku w bilansie sześciolatka pojawiło się nowe badanie – oznaczenie poziomu cholesterolu we krwi. To prosty test wykonywany z próbki krwi żylnej w ramach rutynowej wizyty kontrolnej, w pełni finansowanej przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Dzięki niemu można wcześnie wykryć zaburzenia gospodarki lipidowej, w tym rodzinną hipercholesterolemię, czyli genetycznie uwarunkowany, bardzo wysoki poziom cholesterolu, który pojawia się już w dzieciństwie.
Wprowadzony do bilansu lipidogram pozwala nie tylko „wyłapać”  dzieci z odziedziczoną predyspozycją, lecz także zwrócić uwagę na powszechny problem, jakim jest zbyt wysoki cholesterol w całej populacji. W Polsce dotyczy on nawet 60 proc. dorosłych, z czego większość nie jest tego świadoma. Cholesterol nie boli, nie daje objawów, a mimo to stopniowo uszkadza naczynia krwionośne. Prowadzi do rozwoju miażdżycy, choroby wieńcowej, zawałów i udarów. Często o jego podwyższonym poziomie pacjenci dowiadują się dopiero po poważnym incydencie sercowo-naczyniowym.

Wczesne wykrycie nieprawidłowego poziomu cholesterolu daje realną szansę, by zapobiec chorobie, zanim się rozwinie – mówi Agata Sławin, specjalistka medycyny rodzinnej, ekspertka Federacji Porozumienie Zielonogórskie. – Badanie w bilansie dziecka to nie tylko diagnostyka, ale także moment, by objąć profilaktyką całą rodzinę. Lekarz rodzinny może zalecić badania rodzicom i rodzeństwu, a w razie potrzeby zaproponować dalszą opiekę oraz zmiany stylu życia.

Nowe badanie w bilansie

Wysoki poziom cholesterolu może mieć różne przyczyny. U części osób wynika z genetyki, u innych z diety, braku ruchu, nadwagi czy chorób metabolicznych. Niezależnie od źródła problemu, zbyt wysokie stężenie cholesterolu prowadzi do odkładania się złogów tłuszczowych w ścianach naczyń krwionośnych, które z czasem mogą utrudniać przepływ krwi. To proces, który trwa latami i długo nie daje żadnych objawów.

Włączenie oznaczenia cholesterolu do bilansu sześciolatka pozwala rozpocząć profilaktykę znacznie wcześniej, zanim choroba się rozwinie. W przypadku nieprawidłowego wyniku lekarz może zlecić dalsze badania dziecku i jego bliskim. To daje możliwość wczesnego działania: modyfikacji diety, zwiększenia aktywności fizycznej czy włączenia leczenia, zanim dojdzie do powikłań sercowo-naczyniowych. W przypadku rodzinnej hipercholesterolemii diagnostyka obejmuje całą rodzinę, ponieważ  mutacja genetyczna dziedziczy się w sposób dominujący, to znaczy, że ryzyko przekazania choroby dziecku wynosi aż 50 procent.

Bilans zdrowia – inwestycja, która się zwraca

Bilans sześciolatka to kompleksowa ocena zdrowia dziecka, obejmująca wzrost, wagę, wzrok, słuch, ciśnienie tętnicze, a od tego roku również poziom cholesterolu. To moment, w którym specjalista medycyny rodzinnej może nie tylko ocenić stan zdrowia, ale też porozmawiać z rodzicami o diecie, aktywności fizycznej i codziennych nawykach zdrowotnych.

Taka wizyta nie wymaga dodatkowych skierowań i może przynieść długofalowe korzyści. Badanie cholesterolu to przykład prostego działania, które pozwala chronić zdrowie całej rodziny. Wykrycie problemu we wczesnym wieku to szansa, by uniknąć chorób serca w przyszłości i wychować pokolenie bardziej świadomych pacjentów.

Badanie cholesterolu w bilansie sześciolatka to ważny krok w stronę nowoczesnej profilaktyki zdrowotnej. Pomaga wykryć genetyczne predyspozycje, ale też przypomina, że wysoki cholesterol jest powszechnym i często niedostrzeganym problemem w Polsce.

Wiedza o stanie zdrowia daje realne możliwości działania, pozwala zadbać o siebie i najbliższych, zanim pojawią się powikłania. Naszą rolą jest, aby przekonywać, że regularne badania, zdrowa dieta i aktywność fizyczna to najprostsze i najskuteczniejsze sposoby, by zachować dobre zdrowie na lata – puentuje Agata Sławin

Źródło: Komunikat Prasowy