Medicalpress

Pacjenci zyskali nowe źródło wiedzy o profilaktyce, czynnikach ryzyka i chorobach układu krążenia. Portal kardiologia.gov.pl ma gromadzić treści przygotowywane i weryfikowane przez ekspertów, a także pomagać w orientacji w systemie opieki kardiologicznej. Serwis uruchomiono w ramach Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia i ma być sukcesywnie rozbudowywany.

Narodowy Program Chorób Układu Krążenia na lata 2022–2032 obejmuje m.in. inwestycje w edukację, profilaktykę i styl życia. Uruchomienie portalu kardiologia.gov.pl wpisuje się w ten kierunek, Centrum Projektów Strategicznych NIKard wraz z ekspertami tworzy publiczne miejsce, w którym odbiorcy będą mogli szukać uporządkowanych i sprawdzonych informacji dotyczących zdrowia sercowo-naczyniowego oraz organizacji opieki kardiologicznej w Polsce.

W przestrzeni, w której pacjenci codziennie spotykają się z ogromną liczbą informacji o zdrowiu, szczególnego znaczenia nabiera możliwość dotarcia do treści przygotowanych i weryfikowanych w oparciu o wiedzę ekspercką. Portal ma wspierać świadome dbanie o zdrowie i ułatwiać orientację w najważniejszych zagadnieniach kardiologicznych.

– Rzetelna wiedza jest dziś podstawą działań edukacyjnych i informacyjnych w ochronie zdrowia. Jest szczególnie istotna w czasach tak szerokiej dezinformacji z jaką mamy do czynienia na co dzień w sektorze. Uruchamiając portal kardiologia.gov.pl, udostępniamy pacjentom jedno miejsce z pełną informacją o chorobach sercowo – naczyniowych. Zwracamy także uwagę na istotne treści profilaktyczne. Czasami jedna decyzja o badaniach może uratować zdrowie – mówi wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka.

Portal, który będzie się rozwijał i dostarczał tylko wiarygodnych informacji

kardiologia.gov.pl startuje w Światowym Dniu Serca, ale jego uruchomienie jest początkiem dalszego rozwoju. Serwis będzie sukcesywnie uzupełniany o nowe treści i materiały odpowiadające na prawdziwe potrzeby odbiorców. Celem jest stworzenie trwałego, wiarygodnego punktu odniesienia dla osób szukających informacji o profilaktyce i zdrowiu sercowo-naczyniowym, niezależnie od wieku.

– Portal ma pomagać przekładać wiedzę na codzienne decyzje dotyczące zdrowia. Będziemy go rozwijać w taki sposób, aby odpowiadał na realne potrzeby osób szukających wiarygodnych informacji o profilaktyce i chorobach układu krążenia – podkreśla prof. Piotr Dobrowolski, pełnomocnik Ministra Zdrowia ds. Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia.

Profilaktyka z perspektywy lekarza

Podczas konferencji eksperci NIKard przedstawili również argumenty, dlaczego profilaktyka pozostaje ważna z perspektywy praktyki klinicznej. Dr hab. n.med. Maciej Dąbrowski, zastępca dyrektora ds. klinicznych Narodowego Instytutu Kardiologii, odniósł się m.in. do tego, co pacjent może zrobić zanim konieczne stanie się leczenie interwencyjne, jakie sygnały i czynniki ryzyka warto znać oraz dlaczego dostęp do rzetelnych informacji może wspierać wcześniejszą reakcję.

 – Najczęściej trafiają do nas pacjenci z zawałem serca i zwężeniem lub niedrożnością tętnicy wieńcowej, którzy wymagają pilnego leczenia interwencyjnego. Wielu z tych sytuacji można jednak uniknąć dzięki regularnym badaniom, kontroli ciśnienia, cholesterolu LDL i cukru oraz codziennej aktywności fizycznej i zdrowej diecie. Kluczowe są świadomość i wiedza pacjentów. Kto zna swoje wyniki i czynniki ryzyka, szybciej reaguje i konsekwentnie się leczy. Profilaktyka i terapia to wspólna praca pacjenta i lekarza, w której skuteczność leczenia zależy od obu stron – tłumaczy dr hab. n. med. Maciej Dąbrowski, zastępca dyrektora ds. klinicznych Narodowego Instytutu Kardiologii.

Światowy Dzień Serca także dla pacjentów NIKard

Wspólne działania Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Instytutu Kardiologii nie ograniczają się jedynie do organizacji konferencji prasowej. 29 września zaplanowano szereg aktywności edukacyjnych i profilaktycznych dla pacjentów Instytutu i ich rodzin, w tym możliwość pomiaru ciśnienia tętniczego oraz prezentację materiałów m.in. „10 dla Zdrowia”. Wszystkie aktywności łączy wspólny przekaz: profilaktyka zaczyna się od wiedzy i działania, a Krążenie ma znaczenie.

Portal kardiologia.gov.pl realizowany jest w ramach Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia na lata 2022-2023.

Źródło: MZ

Codziennie sprawdzamy dziesiątki liczb – godzinę, temperaturę, kurs euro czy poziom baterii w telefonie. A czy wiemy, jaki mamy poziom cholesterolu? Zbyt wysoki cholesterol ma około 21 mln Polaków, czyli nawet 60-70% dorosłej populacji, a przez długi czas może on nie dawać żadnych objawów. 28 września rusza ogólnopolska kampania edukacyjna „Cholesterol. Poznaj swoje liczby”, która zachęca: zbadaj cholesterol, poznaj swój cholesterol LDL i sprawdź, co ta liczba mówi o Twoim zdrowiu.

Kampania jest realizowana w ramach Koalicji Liga Walki z Cholesterolem przez Polskie Towarzystwo Lipidologiczne oraz Fundację TO SIĘ LECZY. Jej celem jest zachęcenie Polaków do kontrolowania poziomu cholesterolu i poznania swojego LDL-C, który podwyższony odpowiada za proces miażdżycy. Równie istotnym zadaniem jest zwrócenie uwagi na inne ważne czynniki ryzyka sercowo-naczyniowego, które nierzadko towarzyszą podwyższonemu cholesterolowi.

W Polsce i Europie choroby sercowo-naczyniowe pozostają główną przyczyną zgonów (aż 160 tys. rocznie). Jednym z kluczowych modyfikowalnych czynników ich rozwoju są zaburzenia lipidowe. Najnowsze wyniki programu „Moje Zdrowie” wskazują, że 50% Polaków nigdy nie zbadało swojego cholesterolu, a z tych, którzy to zrobili, aż 18% ma poziom LDL-C ponad 190 mg/dl – leczy się tylko 22%. Najnowszy bilans zdrowia Polaków WOBASZ3 także pokazuje, że hipercholesterolemia dotyczy prawie 60 proc. Polaków i od 20 lat pozostaje ona jednym z najpowszechniejszych czynników ryzyka. Dlatego znajomość własnego poziomu cholesterolu – przede wszystkim LDL-C – jest ważnym elementem profilaktyki.

– Zbyt wysokie stężenie cholesterolu LDL przez lata może nie dawać żadnych objawów, a jednocześnie prowadzić do rozwoju miażdżycy i zwiększać ryzyko zawału, udaru czy choroby tętnic obwodowych. Niestety znajomość swojego stężenia cholesterolu z ostatnich 12 miesięcy zna tylko co 8. Polak. Dlatego tak ważne jest, aby poznać swoje stężenie LDL-C i nie czekać z badaniem na pierwszy sygnał choroby, której skutecznie potrafimy zapobiegać. Szczególnie, że obecnie, biorąc pod uwagę leczenie niefarmakologiczne, zmianę stylu życia oraz leki, potrafimy bardzo skutecznie radzić sobie z zaburzeniami lipidowymi. Pamiętajmy jednocześnie, że jeśli chcemy z sukcesem zapobiegać miażdżycy, musimy pamiętać też o innych składowych profilu lipidowego – nie-HDL, triglicerydach czy lipoproteinie(a) – o co zawsze powinniśmy także zapytać swojego lekarza.  – podkreśla prof. Maciej Banach, prezes Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego, przewodniczący Międzynarodowego Panelu Ekspertów Lipidowych (ILEP).

Poznaj swój cholesterol

Kampania „Cholesterol. Poznaj swoje liczby” stawia cholesterol w centrum uwagi, ponieważ z zaburzeniami lipidowymi zmaga się dwóch na trzech mieszkańców naszego kraju. Mogą one długo pozostawać niezauważone, a ich wczesne wykrycie pozwala odpowiednio wcześnie podjąć działania prewencyjne. Warto znać nie tylko poziom LDL-C, którego wartość docelowa zależy od indywidualnego ryzyka sercowo-naczyniowego, ale także inne składowe profilu lipidowego i wiedzieć za co odpowiadają i co sami możemy zrobić by je poprawić.

– Z rozmów z pacjentami widzimy także, że problemem nie zawsze jest samo wykonanie badania. Czasem wynik trafia do szuflady, bo nie wiemy co oznacza, czy powinniśmy się nim przejmować i co zrobić dalej. Chcemy, żeby ta kampania pomagała przejść od samej liczby do świadomego działania. Zbadać cholesterol, poznać swój wynik, zrozumieć go i – jeśli jest taka potrzeba – wspólnie z lekarzem zdecydować o dalszym postępowaniu. Profilaktyka zaczyna się od wiedzy o własnym zdrowiu – mówi Marek Kustosz, prezes Fundacji TO SIĘ LECZY.

Cholesterol jest jednocześnie częścią większej układanki. Ciśnienie tętnicze, poziom glukozy czy nadmierna masa ciała nie funkcjonują w oderwaniu od niego. Poszczególne czynniki ryzyka mogą współwystępować i zwiększać swoje niekorzystne oddziaływanie, a przez długi czas nie powodować wyraźnych dolegliwości. Nierozpoznane i nieleczone stopniowo zwiększają ryzyko rozwoju miażdżycy oraz poważnych chorób i zdarzeń sercowo-naczyniowych, takich jak choroba wieńcowa, zawał serca, udar mózgu, czy choroba tętnic obwodowych.

Cholesterol i trzy inne liczby, które należy znać

Pierwsze pytanie brzmi: jaki jest mój poziom cholesterolu? Warto znać nie tylko cholesterol całkowity, ale przede wszystkim poziom LDL-C, a także nie-HDL-C, który przedstawia masę wszystkich cząsteczek lipidowych odpowiedzialnych za proces miażdżycy. Wartość docelowa zależy od indywidualnego ryzyka sercowo-naczyniowego. U osób zdrowych norma stężenia LDL wynosi poniżej 3,0 mmol/l (115 mg/dl). Kampania będzie zachęcała także, by każdy z nas sam sprawdził swoje ryzyko sercowo-naczyniowe.  Jest to bardzo łatwe dzięki powszechnie dostępnym online kalkulatorom ryzyka SCORE2. Wówczas dowiemy się, że możemy mieć ryzyko umiarkowane, wysokie czy bardzo wysokie, a wówczas stężenie LDL powinno wynosić odpowiednio <100, 70 czy 55 mg/dl.  

Polska zaświeci przykładem

W ramach kampanii 29 września, w Światowy Dzień Serca, podświetlone zostaną charakterystyczne budynki i obiekty użyteczności publicznej w różnych częściach Polski. W ten sposób miasta i instytucje włączą się w akcję, przypominając mieszkańcom o znaczeniu profilaktyki i regularnych badaniach. O liczbach, które naprawdę mają znaczenie, przypominać będą m.in. Filharmonia im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie, Enea Stadion w Poznaniu, Fontanna Neptuna w Gdańsku, Opera i Filharmonia Podlaska w Białymstoku, Kładka o. Bernatka w Krakowie, Pałac Kultury i Nauki oraz most Śląsko-Dąbrowski w Warszawie, Plac Litewski w Lublinie i Spodek w Katowicach.

Polska kampania częścią europejskiej inicjatywy

Termin rozpoczęcia kampanii nie jest przypadkowy. Jej start zbiega się ze Światowym Dniem Serca oraz Europejskim Tygodniem Badań Przesiewowych (EU Screening Week), organizowanym w ramach europejskiej inicjatywy Know Your Numbers powiązanej z EU Safe Hearts Plan. Wspólnym celem tych działań jest zwiększanie świadomości czynników ryzyka chorób sercowo-naczyniowych oraz zachęcanie do profilaktyki, regularnych badań i wczesnego wykrywania zagrożeń dla zdrowia. EU Safe Hearts Plan, zaprezentowany przez Komisję Europejską w grudniu 2025 r., jest pierwszym kompleksowym unijnym planem dotyczącym zdrowia sercowo-naczyniowego.

A zatem, czy znasz swój cholesterol by zadbać o swoje zdrowie tu i teraz?

Więcej informacji będzie dostępnych na stronie kampanii od 28 września www.cholesterol.poznajswojeliczby.pl

Po aktualności związane z wydarzeniami w ramach kampanii zapraszamy na profil FB Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego: https://www.facebook.com/PTLipid oraz Fundacji TO SIĘ LECZY: https://www.facebook.com/ToSieLeczy

Żródło: inf pras

Ograniczenie kalorii, metformina, senolityki, modyfikacja mikrobiomu, a nawet przeprogramowanie komórek – naukowcy badają różne sposoby spowalniania starzenia. Na razie jednak „nie mamy cudownych metod” na długowieczność – zauważa prof. Zbigniew Gaciong.

Najdłużej żyjący ludzie przekraczają granicę 110 lat, a rekordzistka dożyła 122. roku życia. Naukowcy próbują ustalić, jak wpłynąć na tempo starzenia i wydłużyć ludzkie życie.

– To jest coś, czego ludzkość niewątpliwie chciałaby i czego oczekuje. Czyli tabletka, która po przyjęciu rozwiąże wszystkie problemy – mówił podczas 30. Festiwalu Nauki w Warszawie prof. Zbigniew Gaciong, specjalista chorób wewnętrznych i nadciśnienia tętniczego z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, rektor WUM w latach 2020–2024.

Jak podał, wśród rekordzistów długowieczności dominują kobiety. W 2026 r. najstarszą żyjącą osobą na świecie była 117-letnia Brytyjka. Rekord należy do Francuzki Jeanne Calment, która dożyła 122 lat. Prof. Gaciong zwrócił uwagę, że w jej rodzinie stosunkowo wiele osób osiągało zaawansowany wiek.

Naukowcy szukają źródeł długowieczności zarówno w genach, jak i stylu życia. Prof. Gaciong przypomniał o regionach, w których szczególnie wiele osób dożywa sędziwego wieku. Jak mówił, ich mieszkańców łączą m.in. codzienna aktywność, tradycyjny sposób życia, lokalna żywność oraz silne więzi rodzinne i społeczne. Ich dieta opiera się przede wszystkim na produktach roślinnych, z udziałem ryb i nabiału oraz ograniczeniem czerwonego mięsa.

W Japonii, gdzie żyje wielu stulatków, znaczenie może mieć również sposób funkcjonowania w społeczności – codzienne cele, działanie na rzecz innych i poczucie bycia potrzebnym.

Żyjemy dłużej, ale dłużej chorujemy

– Krótko mówiąc: umieramy później, ale za to dłużej chorujemy – powiedział prof. Gaciong.

Współczesne badania genetyczne, jak mówił, nadal wskazują, że na ryzyko zgonu większy wpływ ma styl życia i środowisko niż odziedziczone podłoże genetyczne. Jednym z najważniejszych czynników ryzyka przedwczesnej śmierci jest nadciśnienie tętnicze.

– Dzisiaj możemy bardzo precyzyjnie określić czynniki ryzyka przedwczesnych zgonów. (…) Numerem jeden jest nadciśnienie tętnicze – mówił.

Jak przypomniał, jeszcze kilkadziesiąt lat temu wzrost ciśnienia wraz z wiekiem uznawano za naturalny element starzenia. Późniejsze obserwacje pokazały jednak, że wysokie ciśnienie wiąże się z większym ryzykiem śmierci.

Prof. Gaciong przywołał badania społeczności prowadzących tradycyjny tryb życia, z dala od zachodniego modelu życia. Obserwowano u nich ciśnienie około 90/60 mm Hg, bardzo niskie stężenie cholesterolu i brak typowych zmian miażdżycowych.

– Jeśli członkowie plemion dżungli się cywilizują, czyli przechodzą na zachodni styl życia, ich ciśnienie tętnicze zmienia się i zmierzają prostą drogą do wartości typowych dla społeczeństw uprzemysłowionych – mówił prof. Gaciong.

Jak wskazał, obniżenie ciśnienia tętniczego o 5 mm Hg wiąże się z redukcją ryzyka chorób sercowo-naczyniowych.

Prof. Gaciong odniósł się też do przekonania, że niewielkie ilości czerwonego wina służą zdrowiu. Jak zaznaczył, współczesne wytyczne nie zalecają picia alkoholu dla korzyści zdrowotnych, a każda jego porcja może podnosić ciśnienie.

– Proszę bardzo pamiętać, że ten kieliszek czerwonego wina nie jest metodą profilaktyki zdrowotnej – podkreślił.

Prof. Gaciong przywołał również analizę spadku umieralności z powodu chorób układu krążenia w Polsce po 1990 r. Według niego ok. 5 proc. efektu wiązało się z nowoczesnym leczeniem zawału, a niemal 40 proc. – ze zmianami sposobu odżywiania i spadkiem stężenia cholesterolu.

Znaczenie ma również ruch. – Im większy mamy poziom wydolności fizycznej, tym dłuższy jest oczekiwany czas życia – powiedział profesor. Zastrzegł jednak, że bardzo duży wysiłek wyczynowy nie zawsze służy zdrowiu; u części sportowców wytrzymałościowych obserwuje się zmiany w sercu i zaburzenia rytmu.

Naukowcy próbują określać tzw. wiek biologiczny, m.in. za pomocą zegarów epigenetycznych wykorzystujących zmiany w regulacji DNA. Najwięcej danych o możliwości wpływania na starzenie nadal pochodzi jednak z badań na zwierzętach i komórkach.

W doświadczeniach na myszach ograniczenie kalorii wydłużało życie, choć interpretacja tych wyników budziła wątpliwości. Prof. Gaciong przywołał też obserwacje osób stosujących dietę dostarczającą ok. 1600 kcal dziennie. Nie wykazały one, że ludzie ci żyli dłużej, ale niektóre związane ze starzeniem zmiany w układzie sercowo-naczyniowym przebiegały u nich wolniej.

Innym kierunkiem są badania mikrobiomu. W doświadczeniach na zwierzętach przeniesienie mikrobiomu młodego osobnika do starego prowadziło do cofania niektórych procesów starzenia. Nie oznacza to jednak, że transplantacja mikrobioty jest terapią odmładzającą ludzi.

Badania Shinyi Yamanaki i Johna Gurdona pokazały, że dojrzałe komórki można przeprogramować do stanu komórek macierzystych. Dalsze eksperymenty wskazują na możliwość cofania niektórych cech starzenia komórek, ale problemem pozostaje bezpieczeństwo takiej ingerencji.

Badane są także metformina, stosowana w cukrzycy typu 2, oraz senolityki, które mają przyspieszać usuwanie starzejących się komórek.

– Nie są to badania, które mierzą długość życia człowieka. To jest poza możliwościami badaczy – podkreślił prof. Gaciong. Dlatego naukowcy wykorzystują pośrednie wskaźniki, m.in. biomarkery starzenia i zmiany epigenetyczne.

Prof. Gaciong przestrzegał też przed nieudowodnionymi metodami przeciwstarzeniowymi. – Nie ma danych, żeby którykolwiek z popularnych suplementów działał jako środek leczniczy czy odmładzający u zdrowych osób – powiedział.

Podkreślił również znaczenie profilaktyki. Jego zdaniem należy wykonywać te badania przesiewowe, w przypadku których wykazano korzyści zdrowotne.

– Niestety, wydłużenie naszego życia w dużej mierze jest w naszych rękach. Nie mamy tutaj cudownych metod. W największym stopniu zależy ono od naszego stylu życia, ale także od przestrzegania schematów zalecanych badań przesiewowych i szczepień – podsumował prof. Gaciong.

Źródło: Nauka w Polsce

Odsetek osób palących w ciągu ostatnich dwóch dekad spadł z 31 proc. do 17 proc., a liczba pacjentów z prawidłowo kontrolowanym nadciśnieniem niemal się podwoiła. Problemem pozostaje otyłość – wynika z badań WOBASZ3 – narodowego bilansu zdrowia sercowo-naczyniowego Polaków.

Dane te zaprezentowano w poniedziałek podczas konferencji „Zdrowie sercowo-naczyniowe Polaków” w Narodowym Instytucie Kardiologii. WOBASZ3 to kolejna odsłona ogólnopolskiego badania prowadzonego według porównywalnej metodologii. Bezpośrednie wywiady, pomiary ciśnienia i badania laboratoryjne pozwalają nie tylko określić skalę czynników ryzyka, ale także prześledzić ich zmiany od pierwszego badania WOBASZ z początku lat 2000.

„Badanie pokazuje, że konsekwentna profilaktyka może realnie zmieniać zdrowie społeczeństwa. Jednocześnie wyniki badania precyzyjnie wskazują obszary, w których potrzebujemy dalszych działań: od zdrowia młodych dorosłych, przez otyłość i zaburzenia metaboliczne, po wcześniejsze rozpoznawanie ryzyka sercowo-naczyniowego” – powiedziała Katarzyna Kęcka podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia”.

Jak zaznaczył resort, najbardziej pozytywny trend dotyczy palenia: jeszcze dwie dekady temu paliło 31 proc. Polaków w wieku 20–75 lat, dziś – 17 proc. MZ zaalarmowało, że nadmierna masa ciała dotyczy 18 mln Polaków, a aż 39 proc. choruje na otyłość.

Sukces profilaktyki kontra nowa epidemia

Najbardziej pozytywna zmiana dotyczy używania tradycyjnych wyrobów tytoniowych. Dwie dekady temu paliło 31%. Polaków w wieku 20–75 lat, dekadę później – 25%, dziś – 17%. Oznacza to, że w ciągu 20 lat odsetek palaczy zmniejszył się niemal o połowę – to jeden z największych sukcesów w ograniczaniu ryzyka sercowo-naczyniowego.

Ponad 18 mln Polaków z nadmierną masą ciała

Gorzej wyglądają dane dotyczące masy ciała. Dziś 39%. dorosłych Polaków ma nadwagę, a 21% choruje na otyłość. Łącznie problem nadmiernej masy ciała dotyczy ponad 18 mln osób. W ciągu 20 lat odsetek dorosłych z otyłością praktycznie się nie zmienił, wzrosła natomiast częstość nadwagi: z 34,2%. do 37,6%

Zespół metaboliczny stwierdzono u 27,6% badanej populacji, co odpowiada około 7,6 mln Polaków. Problem ten ma szczególne znaczenie, ponieważ oznacza współwystępowanie kilku czynników zwiększających ryzyko chorób sercowo-naczyniowych.

– Wyniki WOBASZ3 pokazują, że zmienia się profil ryzyka sercowo-naczyniowego Polaków. Badanie wykazało mniejszą częstotliwość palenia wśród Polaków, jednak nadmierna masa ciała nadal dotyczy ogromnej części populacji. To ważne, ponieważ nadwaga i otyłość często współwystępują z nadciśnieniem tętniczym, zaburzeniami lipidowymi i nieprawidłową gospodarką węglowodanową. Kumulacja tych czynników istotnie zwiększa ryzyko zawału serca, udaru mózgu i niewydolności serca – podkreśla prof. Janina Stępińska, dyrektor Narodowego Instytutu Kardiologii, członkini Naukowego Komitetu Sterującego Badania WOBASZ3.

Nadciśnienie – leczymy lepiej, ale w systemie nadal pozostają duże luki

W przypadku nadciśnienia tętniczego widać wyraźną poprawę. Dwadzieścia lat temu dotyczyło ono 35,5% Polaków w wieku 20–75 lat, dziesięć lat później 39,2%, dziś 32,3%. Obecnie z nadciśnieniem żyje około 11,5 mln dorosłych Polaków, a farmakoterapię otrzymuje około 7,3 mln.

Jeszcze większą zmianę widać w skuteczności leczenia. Odsetek pacjentów z prawidłowo kontrolowanym ciśnieniem wzrósł z 28,5% do 56,4%. Poprawiła się skuteczność terapii: wśród osób przyjmujących leki około 55% osiąga wartości poniżej 140/90 mm Hg. W odniesieniu do wszystkich osób z nadciśnieniem skuteczna kontrola dotyczy obecnie 32% chorych. To niemal dwukrotny wzrost. Nadal jednak około 4 mln chorych pozostaje poza leczeniem farmakologicznym.

Hipercholesterolemia nadal jednym z największych wyzwań

W przypadku zaburzeń lipidowych postęp jest znacznie mniejszy. Hipercholesterolemia od 20 lat dotyczy ponad połowy Polaków, a jej częstość zmniejszyła się nieznacznie, z 58,4% do 56,3%. Jeszcze bardziej niepokoją wyniki leczenia pacjentów po zawale serca lub udarze. Docelowe stężenie LDL-C poniżej 55 mg/dl osiąga mniej niż co piąty z nich. Potrafimy skutecznie ratować pacjentów w ostrej fazie choroby, ale później zbyt rzadko osiągamy cele leczenia, które mają zmniejszyć ryzyko kolejnego zawału lub udaru.

– WOBASZ3 dostarczył nam unikatowego zbioru danych o zdrowiu Polaków. Teraz najważniejsze jest zrozumienie zależności między poszczególnymi czynnikami ryzyka i wskazanie tych obszarów, w których możemy najskuteczniej interweniować. Chcemy, aby wyniki badania przełożyły się na lepsze strategie prewencji i leczenia chorób układu krążenia, oparte na rzeczywistym obrazie zdrowia polskiej populacji – wyjaśnia prof. Aleksander Prejbisz z Narodowego Instytutu Kardiologii, główny badacz badania WOBASZ3.

Młodzi dorośli wymagają szczególnej uwagi

Szczególnie niepokoją wyniki w grupie 20–35 lat. W tej grupie osób nie widać oczekiwanej poprawy części parametrów metabolicznych i skuteczności leczenia. Nadciśnienie ma już około 10%. młodych dorosłych, narasta problem otyłości brzusznej, a objawy bezsenności dotyczą około co dziesiątej osoby. Czynniki ryzyka chorób sercowo-naczyniowych są więc obecne już na początku dorosłego życia.

To ważne także z perspektywy kolejnych dekad i dobry argument za rozpoczynaniem profilaktyki wcześniej, zanim wieloletnia ekspozycja na czynniki ryzyka przełoży się na rozwój choroby. Im wcześniej pojawiają się nadciśnienie, otyłość brzuszna czy zaburzenia metaboliczne, tym dłużej organizm jest narażony na ich niekorzystne działanie. Jeśli ten trend się utrzyma, choroby sercowo-naczyniowe mogą pojawiać się wcześniej, a liczba pacjentów wymagających leczenia już w wieku produkcyjnym może rosnąć. Dzisiejsze wyniki młodych dorosłych mogą więc zdecydować o tym, jak za kilkanaście lat będzie wyglądał bilans zdrowia całej populacji.

Ukryte, ciche zagrożenia

WOBASZ3 po raz pierwszy pozwolił tak szeroko ocenić skalę problemów, które przez lata mogą rozwijać się bez wyraźnych objawów. Niemal 900 tys. Polaków żyje z nierozpoznaną, a więc nieleczoną cukrzycą. Ponad 2,3 mln ma przewlekłą chorobę nerek. Blisko 4 mln ma podwyższone stężenie lipoproteiny(a), w dużej mierze uwarunkowanego genetycznie czynnika zwiększającego ryzyko sercowo-naczyniowe.

Do tego dochodzi zespół metaboliczny, który dotyczy około 7,6 mln Polaków. To szczególnie ważny wynik, ponieważ oznacza współwystępowanie kilku zaburzeń zwiększających ryzyko chorób sercowo-naczyniowych i cukrzycy. Najnowsze wyniki pokazują więc nie tylko znane od lat problemy, takie jak nadciśnienie, cholesterol czy nadmierna masa ciała. Ujawnia również skalę ryzyka, o którym wielu pacjentów może nie wiedzieć, dopóki nie zostanie ono wykryte w badaniach.

To zmienia perspektywę profilaktyki. Nie wystarczy reagować na chorobę, kiedy pojawią się jej objawy. Coraz większego znaczenia nabiera wcześniejsze rozpoznawanie ryzyka i identyfikowanie osób, które wymagają dalszej diagnostyki lub leczenia, zanim dojdzie do zawału, udaru czy innych powikłań.

– Aktualne i wiarygodne dane epidemiologiczne są podstawą skutecznej polityki zdrowotnej. WOBASZ3 pozwala precyzyjnie wskazać najważniejsze zagrożenia i grupy, które wymagają szczególnej uwagi. Dzięki temu możemy lepiej projektować działania profilaktyczne, szybciej reagować na niekorzystne zmiany i skuteczniej planować leczenie chorób cywilizacyjnych – przekonuje prof. Piotr Dobrowolski, pełnomocnik Ministra Zdrowia ds. Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia na lata 2022-2032, zastępca głównego badacza badania WOBASZ3, Narodowy Instytut Kardiologii.

Bilans dwóch dekad. Czy jesteśmy zdrowsi niż 20 lat temu?

Ogólny bilans jest lepszy. „Indeks 10 dla zdrowia” pokazuje wzrost odsetka osób z dobrym wynikiem z 48,2% do 71,1%. Znacznie mniej palimy, poprawiła się kontrola nadciśnienia, a w części starszych grup obserwujemy korzystne zmiany. Ale za tą poprawą kryje się wyraźna kumulacja czynników ryzyka i niepokojący obraz zdrowia młodych dorosłych. Miliony Polaków żyją z nadmierną masą ciała, hipercholesterolemią lub nierozpoznanymi czynnikami ryzyka, a młodzi dorośli wymagają szczególnej uwagi. To właśnie od ich zdrowia zależy, czy za kolejne 20 lat ten bilans nadal będzie dodatni.

WOBASZ3 nie jest tylko bilansem ostatnich 20 lat. To mapa najważniejszych wyzwań dla profilaktyki, wczesnego wykrywania ryzyka i leczenia na kolejne dekady.

Badanie zostało zrealizowane w ramach Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia na lata 2022–2032, finansowanego przez Ministra Zdrowia.

Źródło: WOBASZ, NIKard

Przez wiele lat walka z wysokim cholesterolem kojarzyła się przede wszystkim z jednym momentem – przekroczeniem określonego wyniku w badaniu laboratoryjnym. Tymczasem współczesna kardiologia coraz wyraźniej odchodzi od myślenia wyłącznie o liczbach. Znaczenia nabiera całkowite ryzyko sercowo-naczyniowe pacjenta, jego wiek, obciążenia rodzinne oraz perspektywa zdrowia w kolejnych dekadach życia.

To właśnie ten kierunek wyznaczają zaktualizowane amerykańskie wytyczne dotyczące postępowania z zaburzeniami lipidowymi i profilaktyki miażdżycowej choroby sercowo-naczyniowej (ASCVD). Eksperci podkreślają, że najważniejszą zmianą nie jest pojawienie się nowych leków, lecz przesunięcie akcentu na wcześniejsze wykrywanie zaburzeń lipidowych oraz szybsze podejmowanie działań zapobiegających rozwojowi chorób układu krążenia.

Problem ma ogromną skalę. Według danych przywoływanych przez autorów zaleceń podwyższony poziom cholesterolu LDL dotyczy około jednej czwartej dorosłych Amerykanów. W Polsce sytuacja wygląda jeszcze poważniej – szacuje się, że podwyższony cholesterol całkowity lub LDL może występować nawet u 50-60 proc. dorosłych, czyli około 20 milionów osób.

Eksperci przypominają jednak, że samo stężenie LDL nie wyczerpuje problemu. Zaburzenia gospodarki lipidowej obejmują także inne lipoproteiny i tłuszcze obecne we krwi. Łącznie określa się je mianem dyslipidemii, która należy do najważniejszych czynników prowadzących do miażdżycowej choroby sercowo-naczyniowej. To właśnie ona pozostaje jedną z głównych przyczyn przedwczesnych zgonów na świecie.

Nowe rekomendacje wyraźnie podkreślają, że nie warto czekać, aż wyniki badań staną się jednoznacznie nieprawidłowe lub pojawią się pierwsze objawy choroby.

„Wiemy, że 80 proc. lub więcej chorób układu krążenia można zapobiec, a podwyższony poziom cholesterolu LDL stanowi istotną część tego ryzyka” podkreśla dr Roger Blumenthal, przewodniczący zespołu ekspertów opracowujących nowe wytyczne.

Podstawą postępowania nadal pozostaje zdrowy styl życia. Zbilansowana dieta, regularna aktywność fizyczna, redukcja masy ciała i zaprzestanie palenia tytoniu są pierwszym krokiem u większości pacjentów. Autorzy zaleceń zwracają jednak uwagę, że jeśli takie działania nie przynoszą oczekiwanych rezultatów, decyzję o rozpoczęciu leczenia farmakologicznego warto podejmować wcześniej niż dotychczas.

Statyny nadal pozostają podstawą terapii obniżającej stężenie LDL. W nowych wytycznych większy nacisk położono jednak również na indywidualny dobór leczenia oraz wykorzystanie innych dostępnych terapii, takich jak ezetymib, kwas bempediowy, inhibitory PCSK9 czy inclisiran, szczególnie u osób z wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym lub niewystarczającą odpowiedzią na leczenie.

Jedną z najbardziej zauważalnych zmian jest także podejście do badań przesiewowych u dzieci. Eksperci zalecają oznaczanie profilu lipidowego między 9. a 11. rokiem życia. U dzieci obciążonych rodzinnym występowaniem przedwczesnych chorób sercowo-naczyniowych diagnostykę można rozpocząć już około 2. roku życia. Tak wczesne wykrywanie zaburzeń lipidowych ma pozwolić ograniczyć wieloletnią ekspozycję naczyń krwionośnych na podwyższone stężenie aterogennych lipoprotein.

Autorzy wytycznych zwracają również uwagę na coraz większą rolę oceny długoterminowego ryzyka. W rekomendacjach znalazł się kalkulator PREVENT, który umożliwia oszacowanie prawdopodobieństwa wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych zarówno w perspektywie 10, jak i 30 lat. Uwzględnia on nie tylko stężenie cholesterolu, ale także wiek, wartości ciśnienia tętniczego oraz inne czynniki wpływające na ryzyko.

Takie podejście oznacza, że leczenie może zostać rozważone również u osób, których aktualne wyniki badań nie wydają się alarmujące, ale których przewidywane ryzyko rozwoju chorób serca w kolejnych latach jest podwyższone.

Wytyczne ponownie podkreślają również znaczenie wartości docelowych LDL. U osób z podwyższonym ryzykiem zalecanym celem pozostaje stężenie poniżej 100 mg/dl. Pacjenci z wysokim ryzykiem powinni dążyć do wartości poniżej 70 mg/dl, natomiast u osób z bardzo wysokim ryzykiem miażdżycowej choroby sercowo-naczyniowej zalecany poziom wynosi mniej niż 55 mg/dl.

„Ogólnie rzecz biorąc, im niższy poziom LDL, tym lepiej, szczególnie u osób zagrożonych zawałem serca lub udarem” – podkreśla kardiolog dr Pamela B. Morris z Medical University of South Carolina. Jak dodaje: „Badania kliniczne jasno pokazują, że obniżenie LDL-C do wartości niższych niż wcześniej zalecane przynosi wyraźne korzyści w redukcji incydentów sercowo-naczyniowych”.

Zmiany wpisują się w szerszy trend obserwowany w światowej kardiologii. Coraz większy nacisk kładzie się na zapobieganie chorobom, zanim dojdzie do pierwszego zawału czy udaru, zamiast koncentrować się wyłącznie na leczeniu ich następstw. Oznacza to również większą rolę lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, regularnych badań profilaktycznych oraz indywidualnej oceny ryzyka każdego pacjenta.

Choć nowe zalecenia zostały opracowane dla amerykańskiego systemu ochrony zdrowia, wiele ich elementów odzwierciedla kierunek zmian obserwowany także w Europie. W praktyce oznacza to, że coraz więcej osób może usłyszeć od lekarza o potrzebie wcześniejszego leczenia zaburzeń lipidowych, nawet jeśli dotychczas uważały swoje wyniki za „wystarczająco dobre”. W świetle aktualnej wiedzy celem nie jest już jedynie poprawa wyniku badania laboratoryjnego, ale zmniejszenie ryzyka zawału serca, udaru mózgu i przedwczesnej śmierci w kolejnych dekadach życia.

Nowe amerykańskie wytyczne: https://www.ahajournals.org/doi/10.1161/CIR.0000000000001423

Źródło: Blumenthal RS, Morris PB, Gaudino M, et al. 2026

Lekarze regularnie spotykają się z obawami pacjentów przed statynami – wynika z badania ankietowego przeprowadzonego wśród 260 lekarzy, głównie związanych z podstawową opieką zdrowotną i medycyną rodzinną. Najczęstsze lęki dotyczą możliwych działań niepożądanych ze strony mięśni i wątroby. Autorzy publikacji podkreślają jednak, że ciężkie powikłania występują rzadko, a samodzielne odstawienie leczenia może zwiększać ryzyko zawału serca i udaru mózgu.
Statyny należą do najlepiej przebadanych leków stosowanych w profilaktyce chorób sercowo-naczyniowych. Zmniejszają ryzyko zawału serca, udaru mózgu i zgonu z przyczyn sercowo-naczyniowych. Mimo to wielu pacjentów nadal obawia się ich bardziej niż samej choroby. Badanie zespołu z udziałem naukowców z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu pokazuje, że „statynofobia” nie jest zjawiskiem marginalnym.

Autorzy publikacji przeprowadzili ankietę wśród 260 lekarzy, głównie związanych z podstawową opieką zdrowotną i medycyną rodzinną. Pytali ich o sytuacje, w których pacjenci odmawiają rozpoczęcia leczenia statynami albo samodzielnie przerywają terapię z powodu obaw przed działaniami niepożądanymi.

Najważniejsze ustalenia badania

Z badania wynika, że 84% lekarzy spotkało się z odmową leczenia z powodu obawy pacjentów przed uszkodzeniem mięśni, a 81% wskazało na lęk pacjentów przed uszkodzeniem wątroby. Większość ankietowanych lekarzy oceniła, że około 10–20% pacjentów samodzielnie przerywa leczenie statynami. Jednocześnie według doświadczeń respondentów istotne działania niepożądane obserwowane są u mniej niż 10% leczonych. Aż 96,5% lekarzy deklaruje, że edukuje pacjentów na temat terapii statynami.

– Najbardziej rozpowszechnionym i jednocześnie szkodliwym mitem jest przekonanie, że statyny „niszczą wątrobę” lub powodują poważne działania niepożądane u większości pacjentów. W rzeczywistości są to leki dobrze przebadane i bezpieczne, a ciężkie powikłania występują rzadko. Kolejnym mitem jest twierdzenie, że skoro pacjent „dobrze się czuje”, to nie potrzebuje leczenia. Tymczasem dyslipidemia przez długi czas przebiega bezobjawowo, a brak leczenia zwiększa ryzyko incydentów sercowo-naczyniowych – mówi dr Mateusz Babicki z Katedry i Zakładu Medycyny Rodzinnej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Mięśnie i wątroba: najczęstsze źródła obaw pacjentów

Najczęściej zgłaszane obawy dotyczą potencjalnego wpływu statyn na mięśnie i wątrobę. Autorzy publikacji podkreślają jednak, że rzeczywiste ryzyko ciężkich działań niepożądanych jest niewielkie, a wiele lęków wynika z błędnych przekonań lub niepełnej wiedzy.

W przypadku wątroby na początku terapii może pojawić się przejściowy wzrost aktywności enzymów wątrobowych. Najczęściej nie oznacza on trwałego uszkodzenia narządu i nie zawsze wymaga odstawienia leku. Zgodnie z wytycznymi Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego i Europejskiego Towarzystwa Miażdżycowego, wzrost aktywności ALT lub AST poniżej trzykrotności górnej granicy normy nie stanowi sam w sobie wskazania do odstawienia statyny.

Objawy mięśniowe również mogą występować, ale wymagają właściwej oceny klinicznej. W badaniach obserwacyjnych zgłaszano je u 7–29% pacjentów, natomiast w randomizowanych badaniach kontrolowanych placebo częstość ich występowania była znacznie niższa i wynosiła od 1,5 do 5%. Najcięższe powikłanie, rabdomioliza, występuje wyjątkowo rzadko – średnio u około jednego na 100 tysięcy pacjentów leczonych statynami.

– Jednym z głównych powodów rezygnacji z terapii statynami są obawy pacjentów dotyczące działań niepożądanych, szczególnie uszkodzenia mięśni i wątroby. Często wynikają one z rozpowszechnionych mitów, a nie z rzeczywistych danych klinicznych. Lekarze wskazują również na wpływ dezinformacji obecnej w mediach i internecie, która podważa zaufanie do leczenia – podkreśla dr Babicki.

Dezinformacja może prowadzić do przerwania skutecznego leczenia

Ponad połowa lekarzy biorących udział w badaniu wskazała, że fałszywe przekonania pacjentów i brak zgody na terapię są jednym z najczęstszych problemów utrudniających skuteczne leczenie. Znaczenie może mieć również efekt nocebo, czyli sytuacja, w której samo oczekiwanie działań niepożądanych zwiększa prawdopodobieństwo ich zgłaszania.

Lekarze spotykają się także z mniej typowymi obawami pacjentów. Według ankietowanych 20% lekarzy zetknęło się z lękiem przed rozwojem cukrzycy, 17% – przed demencją, 8% – przed zaburzeniami erekcji, 4% – przed zaćmą, a 3,5% – przed rakiem prostaty.

Autorzy publikacji podkreślają, że dostępne dowody naukowe nie potwierdzają związku statyn ze zwiększonym ryzykiem demencji, zaćmy czy raka prostaty. W przypadku cukrzycy statyny mogą wiązać się z niewielkim, zależnym od dawki wzrostem ryzyka nowych rozpoznań, zwłaszcza u osób z istniejącymi czynnikami ryzyka, takimi jak otyłość, nadciśnienie tętnicze czy podwyższone stężenie triglicerydów. Korzyści ze zmniejszenia ryzyka zawału serca, udaru mózgu i innych incydentów sercowo-naczyniowych zdecydowanie przewyższają jednak to ryzyko.

Eksperci: nie odstawiać leczenia bez konsultacji z lekarzem

Szczególnej uwagi wymagają pacjenci z wysokim i bardzo wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym. To oni odnoszą największe korzyści z leczenia statynami, a jednocześnie najwięcej tracą na jego przedwczesnym przerwaniu.

– Kluczowa jest jasna, uczciwa i zindywidualizowana komunikacja. Pacjent powinien rozumieć zarówno korzyści, takie jak realne zmniejszenie ryzyka zawału czy udaru, jak i możliwe działania niepożądane, wraz z podkreśleniem ich rzeczywistej częstości. Istotne jest również budowanie relacji opartej na zaufaniu i gotowości do odpowiadania na pytania oraz rozwiewania wątpliwości – wyjaśnia dr Babicki.

Autorzy badania zwracają uwagę, że możliwe działania niepożądane należy rozpoznawać, monitorować i omawiać z lekarzem. Nie powinny być jednak mylone z mitami, które mogą pozbawić pacjentów skutecznej ochrony przed chorobami sercowo-naczyniowymi.

Materiał powstał na podstawie artykułu: Facts and myths about the use and effects of statins in patients with dyslipidaemia: a survey of physicians Agata Hendzel, Filip Krzyżanowski, Karolina Kłoda, Agnieszka Mastalerz-Migas, Mateusz Babicki
Źródło: inf pras

Wyraźne różnice w cenach leków oraz nierówny poziom dostępności aptek – to główne wnioski z drugiej edycji raportu Fundacji Forum Konsumentów, dotyczącego kondycji rynku aptecznego w Polsce. Autorzy opracowania wskazują, że ceny i realny dostęp do farmakoterapii w dużej mierze zależą od tego, czy w danej okolicy działa konkurencja, a różnice te najmocniej odczuwają mieszkańcy mniejszych miejscowości oraz pacjenci wrażliwi, w tym osoby starsze i przewlekle chore.
„Staraliśmy się odpowiedzieć na jedno podstawowe pytanie – czy polscy obywatele mają równy dostęp do aptek. Równość w dostępie jest osią spajającą przesłanki raportu. Dostęp do apteki zależy od miejsca zamieszkania. Mamy więc bezpośrednią korelację pomiędzy wykluczeniem związanym z dostępnością do rynku farmaceutyków i jednocześnie z wykluczeniem wynikającym z miejsca zamieszkania” – powiedział dr Tomasz Sińczak, prezes Forum Konsumentów, prezentując wyniki 2. edycji raportu o kondycji rynku aptecznego.

Badanie, mające charakter cykliczny, obejmuje analizę cen leków, ich dostępności oraz jakości obsługi w aptekach. Jak podkreślono podczas premiery raportu, jego celem jest długofalowe monitorowanie zmian zachodzących na rynku, w szczególności w kontekście dynamiki cen, liczby placówek oraz sytuacji pacjentów w mniejszych gminach. Autorzy opracowania wskazują, że dostęp do apteki często bywa niedostrzeganym elementem systemu ochrony zdrowia do momentu, gdy przestaje być oczywisty i staje się realnym warunkiem bezpieczeństwa zdrowotnego.

Wiceprezes Forum Konsumentów Ziemowit Bagłajewski zwrócił uwagę, że wyniki raportu pokazują wyraźne zróżnicowanie cen i dostępności: „Z przeprowadzonego badania wynika, że właściwie nie mamy do czynienia z jednym rynkiem aptecznym na terenie całej Polski, lepiej lub gorzej uregulowanym, ale tak naprawdę z dwoma różnymi rynkami. Jednym stworzonym dla Polski A, gdzie mamy do czynienia z pełną konkurencyjnością, z niższymi cenami i możliwością porównywania ofert, oraz Polską B, gdzie nie ma żadnej apteki, funkcjonuje punkt apteczny bądź też tylko jedna apteka i nie ma z kim konkurować” – ocenił Bagłajewski.

Jak dodał, w większych ośrodkach miejskich pacjenci mają możliwość wyboru i korzystają z efektu konkurencji, natomiast w mniejszych miejscowościach sytuacja jest odmienna. „Mamy do czynienia z sytuacjami, w których brak alternatywy prowadzi do wyższych cen i ograniczonej dostępności, co szczególnie dotyka osoby starsze i wykluczone komunikacyjnie” – zaznaczył wiceprezes Forum Konsumentów.

Bagłajewski zwrócił również uwagę na mechanizmy funkcjonowania rynku: „Na obszarach miejskich konkurencja została w dużej mierze wzmocniona przez apteki sieciowe, działające w modelu, który umożliwia im dokonywanie zakupów po niższych cenach. Z perspektywy pacjenta jest to wartość dodana, ponieważ może on porównywać oferty i wybierać najkorzystniejsze rozwiązania” – powiedział.

Do metodologii badania odniósł się dr Marek Garlicki, podkreślając jego kompleksowy charakter: „Badaliśmy zarówno stronę podażową, czyli realne ceny, dostępność leków i zakres usług w aptekach, jak i perspektywę pacjenta, uzyskaną w badaniu telefonicznym. Wyniki są zbieżne i tworzą spójny obraz rynku” – powiedział. Jak dodał, badanie objęło różne typy gmin, co pozwoliło uchwycić skalę zróżnicowania.

Ekspert zwrócił także uwagę na praktyczne problemy ujawnione w trakcie analizy: „Okazało się, że część aptek, które według oficjalnych rejestrów powinny być otwarte, faktycznie była zamknięta. Pojawia się więc dodatkowy wymiar dostępności, nie tylko formalnej, ale też rzeczywistej” – wskazał.

Perspektywę pacjentów przedstawił Szymon Chrostowski, prezes Fundacji „Wygrajmy zdrowie”: „Są trzy kluczowe elementy: dostępność, cena i lokalizacja. Badania pokazały, że aż 73 proc. ankietowanych uznało lokalizację za jeden z najważniejszych czynników, a brak bliskości apteki powoduje zaburzenie bezpieczeństwa lekowego” – powiedział.

Podkreślił, że problem szczególnie dotyka osoby przewlekle chore i starsze: „Pacjenci często z powodu ograniczonej mobilności nie są w stanie dotrzeć do apteki, a brak wykupienia leku prowadzi do pogorszenia stanu zdrowia i może skutkować poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi oraz ekonomicznymi” – zaznaczył Chrostowski.

Jak wynika z raportu, źródłem tych różnic jest sama struktura rynku. W części gmin nie działa żadna apteka, w wielu kolejnych funkcjonuje tylko jedna placówka. Autorzy opracowania wskazują, że w praktyce oznacza to ograniczoną konkurencję lub jej brak, co bezpośrednio przekłada się na wyższe ceny i mniejszy wybór dla pacjentów.

Podkreślają też, że ograniczony dostęp do leków prowadzi do zjawiska kumulacji wykluczeń: komunikacyjnego, ekonomicznego i cyfrowego. W efekcie część pacjentów rezygnuje z leczenia lub je przerywa, co – według badaczy – może prowadzić do pogorszenia stanu zdrowia i wyższych kosztów dla systemu ochrony zdrowia.

W trakcie debaty pojawiły się również głosy wskazujące na potrzebę dalszej analizy funkcjonujących rozwiązań systemowych. Uczestnicy ocenili, że obecne regulacje rynku mogą nie odpowiadać na wyzwania związane z równym dostępem do usług, co, ich zdaniem, powinno być przedmiotem dalszej dyskusji.

Podsumowując wyniki, dr Tomasz Stańczak wskazał, że sednem problemu są ceny i realna dostępność leków: „Nawet 80 proc. pacjentów z mniejszych miejscowości może zrezygnować z zakupu leku. 40 proc. pacjentów rezygnuje z powodu ceny, a kolejne 40 proc. ze względu na brak dostępności. Brak apteki albo tylko jedna apteka oznacza ograniczenie konkurencji, a to przekłada się na wyższe ceny i mniejszy wybór” – podsumował prezes Forum Konsumentów.

Jako tło dla tych danych prezes przywołał skalę zjawiska tzw. białych plam: „Mamy 546 gmin bez apteki, 687 to gminy tylko z jedną apteką. To łącznie ponad 1200 gmin, czyli niemal połowa wszystkich jednostek tego typu w Polsce. Nową definicją białej plamy jest brak apteki lub jej minimalna dostępność” – dodał.

„Miejmy nadzieję, że wraz z kolejnymi edycjami raportu będziemy obserwować spadek liczby gmin pozbawionych dostępu do aptek, a nie jej dalszy wzrost. Większa konkurencja oznacza większą dostępność oraz niższe ceny, a odpowiedzialna polityka zdrowotna powinna prowadzić do ograniczania, a nie pogłębiania wykluczenia” – stwierdził dr Stańczak.

Źródło: PAP MediaRoom
Foto: PAP MediaRoom
Mimo że dostęp do skutecznych, bezpiecznych i stosunkowo tanich terapii obniżających cholesterol jest dziś powszechny, liczba zawałów serca i zgonów sercowo-naczyniowych u młodych i w średnim wieku kobiet rośnie. To zjawisko coraz częściej skłania ekspertów do zadania niewygodnego pytania: czy obecny model profilaktyki rzeczywiście działa w tej grupie pacjentek?
Nowa publikacja autorstwa dr Michael’a C. Honigberg’a, opublikowana na łamach Journal of the American College of Cardiology, sugeruje, że problem może tkwić nie tyle w dostępności leczenia, ile w sposobie myślenia o ryzyku.

Im wcześniej, tym lepiej – i tym dłużej

Współczesna wiedza na temat miażdżycy nie pozostawia wątpliwości: to proces, który rozwija się latami, często od bardzo wczesnych etapów życia. Kluczową rolę odgrywa tu długotrwała ekspozycja na aterogenne lipoproteiny, przede wszystkim cholesterol LDL.

Coraz więcej danych wskazuje, że znaczenie ma nie tylko poziom LDL-C, ale również czas jego oddziaływania na organizm.

Im niższy poziom cholesterolu i im wcześniej zostanie osiągnięty – oraz im dłużej się utrzymuje – tym większa szansa na ograniczenie ryzyka sercowo-naczyniowego w przyszłości.

Badania kohortowe pokazują, że poziom cholesterolu w młodym wieku silnie koreluje z ryzykiem chorób serca wiele lat później. Z kolei analizy genetyczne wskazują, że osoby z naturalnie niższym LDL przez całe życie mają wyraźnie mniejsze ryzyko zdarzeń sercowo-naczyniowych niż te, u których leczenie rozpoczyna się dopiero w średnim wieku.

Kalkulatory ryzyka nie widzą młodych kobiet

W praktyce klinicznej decyzje o leczeniu często opierają się na 10-letnim ryzyku sercowo-naczyniowym. Problem w tym, że takie podejście systemowo „gubi” młode kobiety.

Algorytmy silnie uwzględniają wiek i płeć, przez co wiele kobiet – nawet z podwyższonym LDL czy dodatkowymi czynnikami ryzyka – klasyfikowanych jest jako osoby o niskim ryzyku. W efekcie leczenie jest odkładane, często na lata.

To prowadzi do sytuacji, w której interwencja pojawia się dopiero wtedy, gdy choroba jest już zaawansowana – albo po pierwszym incydencie sercowo-naczyniowym.

Paradoks prewencji

To zjawisko wpisuje się w tzw. paradoks prewencji opisany w 1981 r. przez brytyjskiego epidemiologa Geoffreya Rose’a. W największym uproszczeniu oznacza on, że większość zdarzeń sercowo-naczyniowych nie występuje w grupie osób z najwyższym ryzykiem, lecz wśród tych, które są klasyfikowane jako osoby o ryzyku niskim lub umiarkowanym.

Dlaczego tak się dzieje? Bo choć pojedyncza osoba z grupy wysokiego ryzyka ma większe prawdopodobieństwo zachorowania, to takich osób jest relatywnie niewiele. Znacznie liczniejsza jest grupa osób z niższym ryzykiem – i to właśnie w tej dużej populacji dochodzi łącznie do największej liczby zdarzeń.

W praktyce oznacza to, że narzędzia oparte wyłącznie na krótkoterminowej ocenie ryzyka nie są w stanie wychwycić wszystkich osób, które w przyszłości zachorują. Szczególnie dotyczy to młodszych kobiet, u których ryzyko w krótkim horyzoncie czasowym jest z natury niższe, mimo obecności istotnych czynników ryzyka, takich jak podwyższony poziom cholesterolu.

To prowadzi do sytuacji, w której część pacjentów nie kwalifikuje się do leczenia profilaktycznego według obowiązujących kryteriów – aż do momentu wystąpienia pierwszego incydentu sercowo-naczyniowego.

Coraz więcej badań potwierdza, że wiele osób z pierwszym zawałem serca nie spełniało wcześniej kryteriów do wdrożenia leczenia statynami. To pokazuje, że obecne podejście do oceny ryzyka może wymagać zmiany – zwłaszcza jeśli celem jest rzeczywista prewencja, a nie tylko identyfikacja osób najwyższego ryzyka.

Niedoleczenie młodych kobiet

Szczególnie widoczne jest to w grupie kobiet w wieku rozrodczym. Dane pokazują, że nawet w przypadku znacznie podwyższonego poziomu LDL-C leczenie w tej grupie jest wdrażane rzadziej niż u mężczyzn.

Jednym z powodów jest obawa przed stosowaniem statyn u kobiet, które mogą zajść w ciążę. Historycznie leki te były obarczone ostrzeżeniami dotyczącymi potencjalnego działania teratogennego.

Dziś wiadomo, że dane te były oparte głównie na badaniach zwierzęcych i założeniach teoretycznych. Współczesne analizy nie potwierdzają zwiększonego ryzyka wad wrodzonych, a w 2021 roku amerykańska FDA usunęła tzw. „black box warning” z oznaczeń statyn.

Nie oznacza to, że statyny powinny być stosowane w ciąży, ale zmienia podejście do leczenia kobiet w wieku rozrodczym. Coraz częściej podkreśla się, że zamiast unikać terapii „na wszelki wypadek”, należy uwzględniać planowanie ciąży w decyzjach terapeutycznych.

Ryzyko specyficzne dla kobiet

Dodatkowym wyzwaniem jest fakt, że u kobiet występują czynniki ryzyka, które nie są w pełni uwzględniane w standardowych algorytmach.
Należą do nich m.in.:
Choć są one coraz częściej uznawane za istotne elementy ryzyka sercowo-naczyniowego, nadal brakuje jasnych wytycznych, jak powinny wpływać na decyzje terapeutyczne.

Czas na zmianę podejścia

Autor publikacji wskazuje, że potrzebna jest zmiana paradygmatu – odejście od modelu reaktywnego na rzecz podejścia bardziej proaktywnego.

Oznacza to:
To podejście lepiej odzwierciedla biologię choroby i może realnie wpłynąć na zmniejszenie liczby zdarzeń sercowo-naczyniowych w przyszłości.

Źródło: Honigberg M.C. Rethinking Cholesterol Management in Women. Journal of the American College of Cardiology. 2026;87(6):746–749. doi: 10.1016/j.jacc.2026.01.002 (dostęp: https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC13073939/)

Otyłość od dawna postrzegana jest jako jeden z najważniejszych czynników ryzyka chorób sercowo-naczyniowych i metabolicznych. Coraz więcej badań pokazuje jednak, że jej konsekwencje zdrowotne nie są identyczne u kobiet i mężczyzn. Nowe analizy zaprezentowane przed tegorocznym Europejskim Kongresem Otyłości (European Congress on Obesity, ECO), który odbędzie się w maju w Stambule, wskazują, że różnice między płciami dotyczą zarówno sposobu gromadzenia tkanki tłuszczowej, jak i profilu metabolicznego oraz zapalnego.
Wyniki badań sugerują, że mężczyźni z otyłością częściej rozwijają niebezpieczną tkankę tłuszczową zlokalizowaną w obrębie jamy brzusznej, natomiast u kobiet częściej obserwuje się podwyższony poziom cholesterolu oraz wskaźniki przewlekłego stanu zapalnego. Zdaniem autorów pracy może to w przyszłości prowadzić do bardziej spersonalizowanego podejścia do leczenia otyłości i zapobiegania jej powikłaniom.

Otyłość to niejednorodna choroba

Otyłość jest złożoną chorobą przewlekłą, w której uczestniczy wiele mechanizmów metabolicznych i zapalnych. Na jej przebieg wpływają m.in. sposób rozmieszczenia tkanki tłuszczowej, metabolizm wątrobowy oraz aktywność układu odpornościowego. Jak podkreśla dr Zeynep Pekel z Uniwersytetu Dokuz Eylul w tureckim Izmirze, która kierowała zespołem badawczym, „nasze wyniki pokazują interesujące różnice w sposobie, w jaki kobiety i mężczyźni reagują na otyłość. Wskazują również, jak ważne są badania uwzględniające płeć biologiczną”.
Zdaniem badaczki różnice te mogą mieć duże znaczenie kliniczne. Jak zaznacza, nie tylko wskazują one na odmienny przebieg otyłości u kobiet i mężczyzn, ale mogą też stanowić punkt wyjścia do opracowania terapii dostosowanych do płci.

Różne profile ryzyka

Badanie objęło ponad 1100 dorosłych pacjentów z otyłością leczonych w poradni otyłości przy Uniwersytecie Dokuz Eylul w latach 2024–2025. Analizie poddano dane 886 kobiet (średni wiek 45 lat) oraz 248 mężczyzn (średni wiek 41 lat). Naukowcy porównali m.in. parametry antropometryczne, profil lipidowy, wskaźniki funkcji wątroby i nerek oraz markery zapalne.
Wyniki pokazały, że mężczyźni mieli nieco wyższy średni wskaźnik BMI niż kobiety (37,5 vs 36 kg/m²), ale przede wszystkim znacznie większy obwód talii – średnio 120 cm w porównaniu z 108 cm u kobiet. Różnice te są istotne, ponieważ tłuszcz trzewny gromadzący się wokół narządów wewnętrznych jest silnie związany z ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych oraz cukrzycy typu 2.
U mężczyzn częściej obserwowano także podwyższone poziomy enzymów wątrobowych, takich jak ALT i GGT, które mogą świadczyć o uszkodzeniu wątroby, oraz wyższe stężenia trójglicerydów i kreatyniny.
Inaczej wyglądał natomiast profil ryzyka u kobiet. W tej grupie stwierdzono wyraźnie wyższe poziomy cholesterolu całkowitego oraz cholesterolu LDL, określanego jako tzw. „zły cholesterol”. Równocześnie częściej obserwowano podwyższone markery stanu zapalnego, takie jak białko C-reaktywne (CRP), odczyn opadania krwinek czerwonych czy zwiększoną liczbę płytek krwi.

Rola hormonów i układu odpornościowego

Zdaniem autorów badania obserwowane różnice mogą wynikać z biologicznych uwarunkowań związanych z płcią. Hormony płciowe wpływają na sposób magazynowania tłuszczu w organizmie oraz na reakcję układu odpornościowego.
Kobiety częściej gromadzą tkankę tłuszczową podskórnie, natomiast mężczyźni mają większą skłonność do odkładania tłuszczu wokół narządów wewnętrznych. Ten drugi typ tkanki tłuszczowej jest znacznie bardziej aktywny metabolicznie i silniej związany z powikłaniami metabolicznymi.
Jak wyjaśnia dr Pekel, hormony – zwłaszcza estrogeny – wpływają zarówno na sposób rozmieszczenia tłuszczu w organizmie, jak i na aktywność procesów zapalnych. Kobiety wykazują również silniejszą odpowiedź immunologiczną, co częściowo wiąże się z czynnikami genetycznymi, w tym z obecnością dwóch chromosomów X.

Skala problemu

Badanie wpisuje się w szerszy kontekst rosnącego znaczenia chorób metabolicznych na świecie. Według szacunków w 2023 roku około 1,54 miliarda dorosłych osób żyło z zespołem metabolicznym – zespołem czynników ryzyka obejmującym otyłość brzuszną, nadciśnienie tętnicze, zaburzenia lipidowe oraz podwyższony poziom glukozy we krwi.
Zespół metaboliczny znacząco zwiększa ryzyko chorób sercowo-naczyniowych oraz cukrzycy typu 2, które należą dziś do głównych przyczyn zgonów na świecie.

W stronę bardziej spersonalizowanej terapii

Autorzy badania podkreślają, że uzyskane wyniki należy interpretować ostrożnie. Analiza miała charakter przekrojowy i nie pozwala na jednoznaczne ustalenie zależności przyczynowo-skutkowych. Dodatkowo większość uczestników badania stanowiły osoby pochodzenia tureckiego, co może ograniczać możliwość bezpośredniego przeniesienia wyników na inne populacje.
Mimo tych ograniczeń badanie dostarcza ważnych wskazówek dotyczących biologicznych mechanizmów otyłości. Jak podsumowuje dr Pekel, „to wciąż wczesny etap badań, ale nasze wyniki dostarczają ważnych informacji o tym, jak otyłość może wpływać na kobiety i mężczyzn w różny sposób. Kolejnym krokiem będzie potwierdzenie tych obserwacji w większych populacjach oraz lepsze zrozumienie mechanizmów biologicznych stojących za tymi różnicami”.
W dłuższej perspektywie takie podejście może pomóc w opracowaniu bardziej precyzyjnych strategii profilaktyki i leczenia otyłości – dostosowanych nie tylko do stylu życia pacjenta, lecz także do jego biologicznych uwarunkowań.

Źródło: European Association for the Study of Obesity
600 mieszkańców województwa opolskiego skorzystało w pierwszym roku realizacji programu badań medycznych „WygrajMY z miażdżycą” w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Opolu. Program jest elementem 5-letniego projektu naukowego „Profilaktyczna interwencja sercowo-naczyniowa w prewencji wielochorobowości (CV-IMP)”, którego celem jest zapobieganie rozwojowi chorób sercowo-naczyniowych w Polsce.
– Zbliżamy się do półmetka naszych badań, na które zaprosiliśmy dotychczas 600 z zaplanowanych 1500 mieszkańców województwa opolskiego z rozpoznaną miażdżycą. Sprawdzamy, czy ta miażdżyca rozwija się wielołożyskowo (w naczyniach krwionośnych w sercu, tętnicach kończyn dolnych, ośrodkowym układzie nerwowym). Wykonujemy u tych osób badania laboratoryjne, obrazowe (rezonans głowy i serca, tomografię serca i kończyn, usg) i inne (EKG, wskaźnik kostka-ramię, badanie dna oka, skład ciała). Omawiamy wyniki, zalecamy dalsze leczenie, żeby uczestnicy byli zaopiekowani pod kątem ryzyka sercowo-naczyniowego i miażdżycy – informuje kardiolog prof. Marek Gierlotka, główny badacz projektu naukowego „Profilaktyczna interwencja sercowo-naczyniowa w prewencji wielochorobowości (CV-IMP)”. 

 żródło: USK w Opolu

Projekt realizowany jest przez Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Opolu wspólnie z konsorcjantami: Uniwersytetem Opolskim, Polskim Towarzystwem Lipidologicznym i pacjencką Fundacją „To się leczy”, a finansowany z grantu z budżetu państwa pozyskanego w konkursie Agencji Badań Medycznych (18 mln zł). 

Od roku w Centrum Naukowo-Badawczym USK w Opolu każdego tygodnia pojawiają się dziesiątki pacjentów. Każdy z nich zostanie zaproszony ponownie po 3 latach na badania kontrolne. – Mamy już pierwsze doraźne efekty tego programu, bo uczestnicy otrzymują kompleksową specjalistyczną diagnostykę i propozycje optymalnego leczenia. Wiemy, że u części z nich ujawniono cukrzycę czy nadciśnienie, które wymagają leczenia, a ok. 20 osób w sytuacjach zagrażających zdrowiu zostało pilnie przekierowanych do szpitala– komentuje Marek Kustosz, prezes Fundacji To się leczy. – Już teraz możemy powiedzieć, że z takiego programu powinni móc korzystać wszyscy pacjenci w Polsce. 

– Badanie wielochorobowości miażdżycowej dotyczy rozpowszechnienia chorób sercowo-naczyniowych, będących najczęstszymi przyczynami zgonów. Wyniki tego projektu posłużą nam do skonstruowania modelu lepszej opieki nad pacjentami z chorobami serca, chorobami mózgu oraz chorobami naczyń obwodowych właśnie na tle miażdżycy – wyjaśnia specjalista medycyny rodzinnej dr hab. n. med. Jacek Jóźwiak, prof. Uniwersytetu Opolskiego, badacz w projekcie, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego. 

Dyrektor ds. lecznictwa USK w Opolu dr n. med. Piotr Feusette zauważa, że w program zaangażowany jest wielu specjalistów z różnych dziedzin medycyny (kardiolodzy, chirurdzy naczyniowi, interniści, neurolodzy, radiolodzy, diagności laboratoryjni, pielęgniarki oraz wolontariusze zrekrutowani spośród studentów kierunku lekarskiego Uniwersytetu Opolskiego), ale także koordynatorzy badań klinicznych, statystycy, zajmujący się gromadzeniem i analizą danych. – Cały ten zespół pracuje z pacjentami oraz nad opracowaniem wyników tych badań, które są niezwykle ważne jeśli chodzi o prewencję i diagnostykę miażdżycy w Polsce – wskazuje dyrektor Feusette. – Jesteśmy dumni, że Opole akcentuje swoją obecność na polskiej mapie badań medycznych i oferuje mieszkańcom dostęp do nowoczesnej diagnostyki i leczenia. 

– To projekt ważny dla rozwoju dydaktyki opartej o jakościowe badania naukowe. Projekt interdyscyplinarny, więc jestem przekonany, że w najbliższych latach będzie podstawą do niejednego doktoratu i habilitacji. Istotne jest także oddziaływanie tego projektu na poprawę jakości życia społeczeństwa – ocenił prorektor Uniwersytetu Opolskiego ds. nauki dr hab. Daniel Pietrek, prof. UO.

 
źródło: USK w Opolu
Wielkanoc to moment, w którym jajka wracają na nasze stoły w szczególnie dużej ilości, a wraz z nimi powraca jedno z najczęściej zadawanych pytań dietetycznych: czy ich regularne spożywanie jest korzystne dla zdrowia, czy raczej powinno budzić ostrożność. Spór o jajka trwa od dekad i wciąż pojawia się w debacie publicznej, głównie ze względu na ich zawartość cholesterolu. 

Tymczasem współczesne badania coraz wyraźniej pokazują, że odpowiedź nie jest tak prosta, jak sugerowały wcześniejsze zalecenia dietetyczne. Jajko jest produktem o wysokiej wartości odżywczej, dostarcza pełnowartościowego białka, witamin, choliny oraz wielu składników mineralnych, ale jego wpływ na zdrowie należy oceniać w kontekście całej diety, stylu życia i indywidualnego ryzyka sercowo-naczyniowego.

Dlaczego jajka przez lata budziły nieufność

Przez lata jajka znajdowały się w centrum sporów przede wszystkim z powodu wysokiej zawartości cholesterolu. To właśnie żółtko było traktowane jako symbol żywieniowego zagrożenia dla serca i naczyń, a zalecenia ograniczające spożycie jaj utrwaliły się w świadomości społecznej na tyle mocno, że funkcjonowały jeszcze długo po tym, jak zaczęły pojawiać się badania podważające ten prosty schemat. Współczesna wiedza naukowa pokazuje jednak, że obraz ten jest znacznie bardziej złożony. Coraz częściej zwraca się uwagę, że o wpływie diety na profil lipidowy i ryzyko sercowo-naczyniowe nie decyduje pojedynczy produkt oceniany w oderwaniu od reszty jadłospisu, lecz całość wzorca żywieniowego. Kluczowe znaczenie ma m.in. udział tłuszczów nasyconych, stopień przetworzenia diety, ilość warzyw i błonnika oraz ogólny styl życia.


Co naprawdę wpływa na poziom cholesterolu

To rozróżnienie bardzo dobrze pokazuje jedno z najnowszych randomizowanych badań interwencyjnych, w którym porównano trzy modele diety: 

Wyniki okazały się ważne dla całej debaty o jajkach, bo sugerowały, że to właśnie tłuszcze nasycone, a nie sam cholesterol pokarmowy, były czynnikiem silniej związanym ze wzrostem stężenia LDL. Co więcej, dieta zawierająca dwa jajka dziennie, ale przy niskiej podaży tłuszczów nasyconych, wiązała się z niższym stężeniem LDL niż dieta kontrolna. To nie oznacza, że jajka stają się żywieniowo obojętne w każdych warunkach, ale pokazuje, że ich ocena bez uwzględnienia całego tła dietetycznego może prowadzić do uproszczeń, które nie oddają rzeczywistości klinicznej.

W tym samym badaniu zwrócono uwagę, że choć przy diecie z jajami i niższą zawartością tłuszczów nasyconych obniżało się stężenie LDL, zmieniał się także rozkład frakcji cząstek LDL. Autorzy odnotowali spadek dużych cząstek LDL i wzrost mniejszych, uznawanych za bardziej aterogenne. Oznacza to, że ocena wpływu diety na profil lipidowy nie powinna opierać się wyłącznie na pojedynczym parametrze w wynikach badań. W praktyce wniosek nie jest więc taki, że jajka można spożywać w dowolnej ilości, lecz raczej że ich obecność w diecie należy rozpatrywać w kontekście całego modelu żywienia. Samo jajko rzadko stanowi główny problem, jeśli funkcjonuje w diecie o dobrej jakości, z ograniczonym udziałem tłuszczów nasyconych i bez typowych elementów zachodniego wzorca żywienia.

Jajko jako produkt odżywczy

To z kolei prowadzi do pytania, czym właściwie jest jajko jako produkt spożywczy? Jajo kurze jest produktem stosunkowo niskokalorycznym. W 100 g dostarcza około 128 kcal, zawiera około 12,5 g białka, 8,7 g lipidów oraz niewielkie ilości węglowodanów. Około 77 proc. jego masy stanowi woda. Wartość odżywcza jajka wynika w dużej mierze z odmiennego składu jego dwóch głównych części – białka i żółtka.

Białko jaja składa się głównie z wody i białek o wysokiej biodostępności. Zawiera wszystkie aminokwasy egzogenne, dlatego od dawna uznawane jest za jedno z referencyjnych źródeł białka w dietetyce. Przy stosunkowo niskiej kaloryczności dostarcza pełnowartościowego materiału budulcowego dla organizmu. Białka jaja są badane nie tylko jako źródło aminokwasów, lecz także jako nośnik związków o potencjalnym działaniu przeciwutleniającym, przeciwbakteryjnym, przeciwzapalnym czy immunomodulującym. 

Żółtko: tłuszcze i mikroskładniki – niedoceniana część jajka

Skład tłuszczów w jajku jest bardziej złożony, niż sugeruje potoczne przekonanie sprowadzające je głównie do źródła cholesterolu. W puli lipidów żółtka dominują triglicerydy i kwasy tłuszczowe, które stanowią około 62 proc. tej frakcji, fosfolipidy odpowiadają za około 33 proc., a cholesterol za około 5 proc. W całym jaju znajduje się przeciętnie około 3,17 g nasyconych kwasów tłuszczowych, 2,58 g jednonienasyconych i 1,26 g wielonienasyconych na 100 g produktu. To ważne, bo pokazuje, że jajko nie jest żywnością szczególnie bogatą w tłuszcze nasycone na tle wielu innych produktów pochodzenia zwierzęcego. W praktyce większym problemem niż samo jajko bywa to, w jakim towarzystwie jest ono spożywane: z boczkiem, tłustymi wędlinami, masłem, serem, majonezem, pieczywem z dużą ilością tłuszczu czy w ramach ogólnie wysoko przetworzonej diety.

Obok białka i tłuszczów uwagę zwracają mikroskładniki. Jajko dostarcza witamin z grupy B, witaminy A, D i E, a także selenu, fosforu, żelaza, cynku, jodu i choliny. Właśnie cholina jest jednym z tych składników, które w publicznej debacie o jajkach bywają pomijane, mimo że odgrywa ważną rolę w funkcjonowaniu układu nerwowego, metabolizmie lipidów i integralności błon komórkowych. W przeglądzie przywołano dane wskazujące, że 100 g całego jaja dostarcza około 285 mg choliny, podczas gdy samo żółtko zawiera jej wielokrotnie więcej niż białko. To nie oznacza oczywiście, że jajko jest jedynym lub niezbędnym źródłem tego składnika, ale tłumaczy, dlaczego całkowite eliminowanie jaj z diety bez wyraźnego powodu medycznego może nie być postępowaniem optymalnym, zwłaszcza jeśli nie towarzyszy temu świadome planowanie innych źródeł cennych składników odżywczych.

Skład jaja kurzego


(A) Wymiary jaja oraz proporcja białka do żółtka.
(B) Skład makroskładników w białku i żółtku.
(C) Główne białka obecne w białku i żółtku.
(D) Skład lipidów w żółtku jaja.
(E) Profil kwasów tłuszczowych żółtka jaja.
MUFA – jednonienasycone kwasy tłuszczowe;
PUFA – wielonienasycone kwasy tłuszczowe;
SFA – nasycone kwasy tłuszczowe.

Źródło: https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC12411868/

Najważniejszy kontekst: cała dieta

To właśnie indywidualizacja wydaje się dziś najbardziej rozsądnym podejściem. U osoby zdrowej metabolicznie, aktywnej, odżywiającej się według zasad diety śródziemnomorskiej lub innego dobrze zbilansowanego modelu żywienia, obecność jaj w diecie może stanowić praktyczne i wartościowe źródło białka, zwłaszcza gdy zastępują produkty bardziej przetworzone lub bardziej zasobne w tłuszcze nasycone. Warto jednak pamiętać, że wpływ diety nie jest taki sam u wszystkich. Znaczenie ma wiek, stan zdrowia oraz obecność chorób sercowo-naczyniowych i metabolicznych. U osób obciążonych większym ryzykiem – na przykład po udarze mózgu, z nadciśnieniem, cukrzycą, otyłością czy zaburzeniami lipidowymi – sposób żywienia powinien być oceniany bardziej indywidualnie, a zalecenia dietetyczne wymagają większej ostrożności niż w przypadku osób zdrowych. W takich sytuacjach znaczenie ma nie tylko liczba jaj, ale też ich częstotliwość spożycia, sposób przygotowania i to, jakie produkty im towarzyszą.

Jajecznica przygotowana na dużej ilości masła i podana z tłustymi wędlinami nie jest tym samym, co jajko z warzywami, pełnoziarnistym pieczywem i źródłem nienasyconych tłuszczów. 

Nie bez znaczenia jest również to, że jaja pozostają produktem relatywnie tanim i łatwo dostępnym. Produkt wartościowy z punktu widzenia składu, osiągalny cenowo i możliwy do włączenia w różne wzorce żywieniowe ma w codziennej praktyce większe znaczenie niż żywieniowy ideał istniejący wyłącznie na papierze.

Wielkanocny wniosek

Wielkanoc może więc być dobrym momentem, by odłożyć na bok skrajne osądy. Jajko może być elementem zdrowej diety, jeśli pozostaje częścią dobrze skomponowanego jadłospisu, a jego obecność jest dostosowana do stanu zdrowia, całkowitego ryzyka sercowo-naczyniowego i innych codziennych wyborów żywieniowych. 

Źródła: Impact of dietary cholesterol from eggs and saturated fat on LDL cholesterol levels: a randomized cross-over study, The American Journal of Clinical Nutrition, 2025; Lingfan Xia, Tong Xu, Zhenxiang Zhan, Dietary cholesterol intake and egg consumption in relation to all-cause and cardiovascular mortality after stroke, Scientific Reports, 2025; Irene Caffa i wsp., Nutritional Aspects of Eggs for a Healthy and Sustainable Consumption: A Narrative Review, 2025.

24 marca obchodzony jest Dzień Wiedzy o Lipoproteinie(a) – to okazja, by zwrócić uwagę na jeden z mniej znanych, ale istotnych czynników ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. Choć wielu pacjentów kojarzy „zły” cholesterol LDL, rzadziej mówi się o lipoproteinie(a), czyli Lp(a). Jak podkreśla Artur Gabrysiak, manager medycyny laboratoryjnej American Heart of Poland, jej podwyższony poziom może prowadzić do poważnych konsekwencji zdrowotnych – nawet u osób bez typowych obciążeń.
 
Lipoproteina(a) to cząsteczka tłuszczowo-białkowa obecna we krwi. Budową przypomina cholesterol LDL, jednak zawiera dodatkowy składnik – apolipoproteinę(a), która nadaje jej szczególne właściwości. To właśnie ten element sprawia, że Lp(a) może przyczyniać się do powstawania zmian miażdżycowych w naczyniach krwionośnych.

– Podwyższone stężenie lipoproteiny(a) może prowadzić do miażdżycy tętnic, a w konsekwencji do zawału serca czy udaru mózgu, nawet u osób, które nie mają klasycznych czynników ryzyka – podkreśla Artur Gabrysiak.

Geny ważniejsze niż styl życia

Jedną z najważniejszych cech lipoproteiny(a) jest jej silne uwarunkowanie genetyczne. W praktyce oznacza to, że dieta, aktywność fizyczna czy ogólny styl życia mają ograniczony wpływ na jej poziom. Można prowadzić zdrowy tryb życia, a mimo to mieć podwyższone stężenie Lp(a).

To właśnie dlatego badanie tego parametru zyskuje na znaczeniu. Coraz częściej sięgają po nie pacjenci, u których choroby serca pojawiają się mimo braku typowych czynników ryzyka, takich jak otyłość, nadciśnienie czy wysoki cholesterol.

Dlaczego warto się zbadać?

Jak stwierdza ekspert American Heart of Poland, problem dotyczy przede wszystkim tej części osób, które nie są świadome podwyższonego ryzyka. Co istotne, poziom Lp(a) pozostaje względnie stały przez całe życie, dlatego badanie zwykle wystarczy wykonać raz.

Podwyższone wartości wiążą się ze zwiększonym ryzykiem: zawału serca, udaru mózgu, miażdżycy tętnic kończyn dolnych.

Wystarczy raz w życiu

Ocena wyników nie zawsze jest jednoznaczna, ponieważ laboratoria stosują różne jednostki i metody pomiaru. Przyjmuje się jednak, że: poniżej 30 mg/dl – poziom niski i bezpieczny, 30–50 mg/dl – poziom pośredni, powyżej 50 mg/dl – zwiększone ryzyko sercowo-naczyniowe.

– Warto, aby każdy choć raz w życiu oznaczył poziom lipoproteiny(a), szczególnie jeśli w rodzinie występowały choroby serca w młodym wieku. Dobra wiadomość jest taka, że większość osób nie ma powodów do niepokoju. 85% pacjentów to pacjenci, którzy będą mieli wynik poniżej 30 – podkreśla Artur Gabrysiak.

Sygnał ostrzegawczy

– Podwyższony poziom lipoproteiny(a) nie oznacza jeszcze choroby, ale jest ważnym sygnałem ostrzegawczym – podsumowuje Artur Gabrysiak.

W takich przypadkach kluczowe staje się dokładniejsze monitorowanie innych parametrów, zwłaszcza poziomu cholesterolu LDL, ciśnienia tętniczego oraz ogólnego stylu życia. To właśnie kompleksowe podejście pozwala skutecznie ograniczyć ryzyko poważnych zdarzeń sercowo-naczyniowych. W ramach programu „Moje Zdrowie”, finansowanego przez NFZ, można otrzymać rozszerzony pakiet badań laboratoryjnych, który obejmuje oznaczenie poziomu lipoproteiny (a).  

Źródło: Komunikat Prasowy

Choroby układu sercowo naczyniowego pozostają główną przyczyną zgonów w Polsce i odpowiadają za około 140 tysięcy zgonów rocznie. Mimo to wiedza społeczeństwa na temat objawów, czynników ryzyka i profilaktyki pozostaje niewystarczająca. Wynika to z raportu przygotowanego przez Szkołę Zdrowia Publicznego Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, który pokazuje że wielu Polaków nie potrafi rozpoznać kluczowych objawów zawału serca i nie zna podstawowych parametrów swojego zdrowia.
Choroby układu sercowo naczyniowego od lat pozostają najważniejszą przyczyną zgonów w Polsce. Co roku odpowiadają za około 140 tysięcy zgonów, jednak świadomość społeczna dotycząca ich objawów, czynników ryzyka i sposobów zapobiegania nadal jest niewystarczająca. Takie wnioski płyną z raportu „Postawy i wiedza Polaków na temat chorób układu sercowo naczyniowego” przygotowanego przez ekspertów Szkoły Zdrowia Publicznego Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego.

Badanie przeprowadzono w styczniu 2026 roku na reprezentatywnej próbie 1087 dorosłych mieszkańców Polski. Wyniki pokazują, że choć temat chorób serca jest powszechnie obecny w przestrzeni publicznej, poziom wiedzy Polaków wciąż pozostawia wiele do życzenia.

Jak podkreśla dr n. med. Justyna Grudziąż Sękowska ze Szkoły Zdrowia Publicznego CMKP, ponad jedna trzecia dorosłych deklaruje niski poziom wiedzy na temat chorób sercowo naczyniowych. Jedynie co ósma osoba ocenia swoją wiedzę jako wysoką. To wyraźny sygnał, że potrzebne są systemowe działania edukacyjne.

Objawy znane tylko częściowo

Respondenci stosunkowo dobrze rozpoznają najbardziej klasyczne objawy problemów kardiologicznych, takie jak ból w klatce piersiowej czy kołatanie serca. Jednak inne sygnały alarmowe są znacznie rzadziej identyfikowane. Mniej niż połowa badanych wskazała na takie objawy jak ból promieniujący do ramion lub żuchwy czy omdlenia jako potencjalne symptomy zawału serca lub udaru mózgu. Brak świadomości tych objawów może opóźniać wezwanie pomocy medycznej w sytuacji zagrożenia życia. Eksperci zwracają uwagę, że w przypadku chorób sercowo naczyniowych czas reakcji ma fundamentalne znaczenie dla rokowania pacjenta.

Styl życia nadal niedoceniany

Badanie pokazało także, że choć Polacy stosunkowo dobrze rozpoznają klasyczne czynniki ryzyka, takie jak nadciśnienie tętnicze, otyłość czy palenie tytoniu, wiele innych zagrożeń pozostaje niedocenianych.

Zdaniem współautora raportu dr n. o zdr. Kuby Sękowskiego elementy stylu życia nadal bywają traktowane jako mniej istotne w profilaktyce chorób serca. Dotyczy to między innymi diety śródziemnomorskiej, odpowiedniej ilości snu czy technik redukcji stresu, które wciąż postrzegane są raczej jako dodatki niż jako integralna część profilaktyki kardiologicznej.

Polacy nie znają swoich parametrów zdrowotnych

Jednym z najbardziej niepokojących wniosków raportu jest niski poziom wiedzy Polaków o własnym stanie zdrowia. Jedynie 43 procent respondentów deklaruje dokładną znajomość wartości swojego ciśnienia tętniczego, a mniej niż 30 procent zna poziom cholesterolu. Jak podkreślają autorzy raportu, bez znajomości tych podstawowych parametrów trudno mówić o skutecznej profilaktyce chorób układu krążenia.

Profilaktyka ma potencjał

Jednocześnie badanie pokazuje, że istnieje duży potencjał dla działań profilaktycznych. Aż trzy czwarte ankietowanych deklaruje gotowość do udziału w programach zapobiegania chorobom serca, a ponad połowa byłaby zainteresowana takimi programami prowadzonymi w formie online. Według ekspertów może to być ważna wskazówka dla twórców polityki zdrowotnej i instytucji publicznych. Nowoczesne programy edukacyjne wykorzystujące narzędzia cyfrowe mogą znacząco zwiększyć zasięg działań profilaktycznych.

Edukacja jako element polityki zdrowotnej

Zdaniem prof. Mateusza Jankowskiego ze Szkoły Zdrowia Publicznego CMKP wyniki raportu wskazują na konieczność wzmacniania kompetencji zdrowotnych społeczeństwa.

Eksperci podkreślają również, że choroby sercowo naczyniowe nie dotyczą wyłącznie serca. Miażdżyca jest chorobą całego układu naczyniowego i może prowadzić do udaru mózgu, chorób naczyń obwodowych czy uszkodzenia nerek. Jak zwraca uwagę prof. Krzysztof J. Filipiak, wiele ważnych sygnałów ostrzegawczych wciąż bywa bagatelizowanych. Dotyczy to między innymi bezdechu sennego, niskiej aktywności fizycznej czy omdleń, które mogą wskazywać na poważne problemy kardiologiczne.

Wyzwanie dla systemu ochrony zdrowia

Autorzy raportu podkreślają, że wyniki badania mogą być ważną wskazówką dla planowania nowych programów profilaktycznych oraz kampanii edukacyjnych. Szczególnie istotne jest dotarcie do młodszych dorosłych oraz do mężczyzn, którzy częściej deklarują niski poziom wiedzy o chorobach układu krążenia. W kontekście starzenia się społeczeństwa oraz rosnącej liczby pacjentów z chorobami przewlekłymi edukacja zdrowotna staje się jednym z kluczowych elementów polityki zdrowotnej.

Raport przygotowany przez Szkołę Zdrowia Publicznego CMKP pokazuje, że mimo ogromnej skali problemu chorób układu sercowo naczyniowego wiedza Polaków na ich temat wciąż jest niewystarczająca. Braki dotyczą zarówno rozpoznawania objawów stanów nagłych, jak i znajomości własnych parametrów zdrowotnych. Jednocześnie deklarowana przez społeczeństwo gotowość do udziału w programach profilaktycznych pokazuje, że odpowiednio zaprojektowane działania edukacyjne mogą odegrać kluczową rolę w poprawie zdrowia publicznego.

Źródło: CMKP