Medicalpress
W Świętokrzyskim Centrum Onkologii uroczyście uruchomiono drugi system chirurgii robotowej. Nowy robot da Vinci 5 to najnowsze, najbardziej zaawansowane technicznie i technologicznie urządzenie wspomagające chirurgów w wykonywaniu minimalnie inwazyjnych operacji. W Polsce jest tylko 7 takich urządzeń.
W uroczystej inauguracji da Vinci 5 i briefingu dla mediów uczestniczyli: marszałek województwa Renata Janik, wicemarszałek Marek Bogusławski, prof. dr hab. n. med. Stanisław Góźdź, dyrektor ŚCO, dr hab. n. med. Jolanta Smok-Kalwat, zastępca dyrektora ds. klinicznych, lekarze – operatorzy da Vinci oraz pacjenci zoperowani robotycznie.

Marszałek Renata Janik wyjaśniła, że samorząd województwa świętokrzyskiego – w odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie na chirurgię robotyczną w leczeniu pacjentów onkologicznych – sfinansował zakup najnowocześniejszego systemu robotycznego da Vinci 5 generacji, aby mieszkańcy województwa świętokrzyskiego, i wszyscy ci, którzy wybierają ŚCO jako miejsce leczenia, mieli dostęp do opieki zdrowotnej na najwyższym światowym poziomie. – I to nie tylko dzięki robotowi, ale również wspaniałym lekarzom, którzy obsługują to urządzenie – powiedziała podkreślając, że ŚCO ciągle się rozwija.

Wicemarszałek Marek Bogusławski dodał, że nowe technologie to wydatek, który się opłaca w dłuższej perspektywie. – Ponieważ jest to mniejsza utrata krwi podczas zabiegu, mniejsze zużycie leków przeciwbólowych, krótszy czas pobytu pacjenta w szpitalu i szybszy powrót do pracy, rodziny. Pacjent, który jest najważniejszy, jest leczony na skutecznym, światowym poziomie.

Profesor Stanisław Góźdź podziękował Zarządowi Województwa w imieniu wszystkich pacjentów i lekarzy operatorów za wsparcie w wyposażaniu ŚCO w nowoczesne technologie służące poprawie jakości leczenia pacjentów onkologicznych.

Od robotyki nie ma odwrotu

– Robot to nie fanaberia. Dzięki niemu nasi pacjenci mogą czuć się bezpieczni, dlatego, że my jako operatorzy czujemy się bezpieczniej. Dzięki temu, że robot wspomaga naszą precyzję, pacjenci mogą szybko odnosić korzyści przy bardzo ciężkich i skomplikowanych procedurach medycznych – powiedział dr hab. n. med. Paweł Rybojad, kierownik Kliniki Chirurgii Klatki Piersiowej.

Jak zauważył dr Paweł Renkielski, Pełnomocnik Dyrektora ds. chirurgii małoinwazyjnej, Klinika Chirurgii Onkologicznej, od robotyki i nowoczesnych metod leczenia pacjentów onkologicznych nie ma odwrotu. – Musimy rozszerzać gamę zabiegów wykonywanych metodami robotycznymi. To jest nasz priorytet na najbliższe lata.

Dr n. med. Jarosław Jaskulski, kierownik Kliniki Urologii, ocenił, że nowy system robotyczny 5 generacji pozwala włączyć w zakres zabiegów urologicznych te najbardziej skomplikowane do wykonania, jak częściowe resekcje nerek czy usuwanie pęcherza moczowego z wytworzeniem pęcherza zastępczego w całości za pomocą chirurgii robotycznej. – To pozwala pacjentom wrócić dużo szybciej do zdrowia i normalnego funkcjonowania – powiedział apelując do płatnika (NFZ) o refundowanie kolejnych procedur.

Precyzja, szybkość, bezpieczeństwo

Nowy system chirurgii robotycznej da Vinci 5 to najnowsze, najbardziej zaawansowane technicznie i technologicznie urządzenie wspomagające chirurgów w wykonywaniu minimalnie inwazyjnych operacji, u jak największej liczby pacjentów. Wprowadza ponad 150 technicznych innowacji i 10 tys. razy większą moc obliczeniową, aby zapewnić większą autonomię chirurga, bardziej usprawnioną pracę na sali operacyjnej i zaawansowaną analizę danych. Nowe rozwiązania umożliwiają współpracę lekarzom w czasie rzeczywistym a najnowocześniejsze narzędzia analityczne dostarczają obiektywnych informacji. W tym modelu chirurdzy mogą zarządzać wszystkimi elementami potrzebnymi do operacji ze swojej konsoli, co pomaga zmniejszyć obciążenie zespołu operacyjnego. Po raz pierwszy w tym systemie zastosowano haptykę – technologię umożliwiającą chirurgowi odczuwanie nacisku narzędzi na operowane tkanki, co znacznie zwiększa precyzję i bezpieczeństwo zabiegu. Czujniki instrumentu mogą generować pooperacyjne pomiary wydajności tkanki, aby chirurg mógł doskonalić swoją technikę operacyjną.

Jak sprecyzowali przedstawiciele Synektik, nowy robot to precyzja i szybkość. Nowa ergonomiczna konsola pozwala łatwiej i wygodniej pracować przy wielogodzinnych zabiegach. System jest bardzo czuły i precyzyjny pod względem ruchów narzędzi. Umożliwia również teletutoring, czyli konsultację online z innym specjalistą, który będzie miał wgląd w zabieg.

ŚCO w TOP 3 da Vinci

Artur Ostrowski, przedstawiciel Zarządu Grupy Synektik przekazując ŚCO dyplom z okazji wykonania 1000 zabiegów podkreślił, że ŚCO należy do TOP 3 szpitali w Polsce, które najbardziej efektywnie wykorzystują system robotyczny, uwzględniając liczbę specjalizacji i sprawność operatorów. – Gratuluję takiego rozwoju – powiedział dodając, że ŚCO w ciągu dwóch lat dołączyło do wąskiego grona szpitali, które mają więcej niż jednego robota.

W ŚCO funkcjonuje od 2023 r. system chirurgii robotycznej da Vinci IV generacji, zakupiony w ramach projektu „Doposażenie Bloku Operacyjnego w nowoczesny system robotowy wraz z wyposażeniem celem stworzenia Centrum Chirurgii Robotowej Ziemi Kieleckiej oraz podniesienia jakości i poprawy dostępu do najnowocześniejszych procedur chirurgicznych realizowanych w Świętokrzyskim Centrum Onkologii w Kielcach”. Inwestycja została dofinansowana ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach działania 11.3 Wspieranie naprawy i odporności systemu ochrony zdrowia oś priorytetowa XI REACT-EU Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014-2020. Robot jest wykorzystywany w operacjach urologicznych, chirurgicznych, ginekologicznych, torakochirurgiczych i otolaryngologicznych.

Nowy robot da Vinci 5, zakupiony w ramach przedsięwzięcia „Zakup systemu chirurgii robotowej z wyposażeniem oraz przebudową sali operacyjnej dla Świętokrzyskiego Centrum Onkologii” został dofinansowany z budżetu Samorządu Województwa Świętokrzyskiego. Zakres inwestycji obejmował: opracowanie dokumentacji projektowej, prace budowlano-montażowe w zakresie dostosowania sali operacyjnej do zainstalowania i pracy systemu chirurgii robotowej, zakup systemu chirurgii robotowej z dodatkowym wyposażeniem. Wartość całkowita inwestycji: 20 092 371,72 zł; dofinansowanie z budżetu województwa świętokrzyskiego: 17 078 515,00 zł; wkład własny ŚCO: 3 013 856,72 zł.

Od 2023 r. w ŚCO wykonano ponad 1400 zabiegów operacyjnych ze wsparciem systemu robotycznego. W samym 2026 r. wykonano blisko 400 zabiegów robotycznych, w tym 64 operacje na nowym systemie da Vinci 5. Obecnie w ŚCO funkcjonuje 11 zespołów operujących przy użyciu robota: 3 urologiczne, 1 ginekologiczny, 3 torakochirurgiczne, 3 chirurgiczne, 1 otolaryngologiczny. Dwaj lekarze operatorzy posiadają uprawnienia proktorskie (dr n. med. Sławomir Okła, kierownik Kliniki Otolaryngologii, Chirurgii Głowy i Szyi oraz dr n. med. Marcin Misiek, kierownik Kliniki Ginekologii) i szkolą zespoły w innych ośrodkach. Do certyfikacji w zakresie chirurgii robotycznej przygotowują się kolejne dwa zespoły w ŚCO.

Źródło: inf pras

Rak płuca przez wiele lat pozostawał jednym z najbardziej dramatycznych rozpoznań w onkologii. Choroba rozwijała się długo bez objawów, a diagnoza często pojawiała się dopiero w zaawansowanym stadium. Dziś jednak sytuacja zaczyna się zmieniać. Postęp w diagnostyce obrazowej, badaniach molekularnych, chirurgii małoinwazyjnej oraz nowoczesnych terapiach sprawia, że coraz więcej pacjentów może liczyć na skuteczne leczenie, a w części przypadków nawet na całkowite wyleczenie.
Właśnie temu poświęcona była IV Interdyscyplinarna Konferencja „Rak Płuca”, zorganizowana przez Centrum Onkologii w Bydgoszczy oraz Lung Cancer Center. Spotkanie zgromadziło specjalistów różnych dziedzin – pulmonologów, onkologów klinicznych, torakochirurgów, radiologów oraz lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej. Celem konferencji było nie tylko przedstawienie najnowszych osiągnięć medycyny, lecz także integracja środowiska medycznego i wypracowanie wspólnych standardów postępowania diagnostycznego i terapeutycznego. Jak podkreślał dr Maciej Dancewicz, koordynator Oddziału Klinicznego Chirurgii Klatki Piersiowej i Nowotworów oraz współorganizator konferencji, „konferencja z założenia ma pokazać lekarzom województwa, na jakim jesteśmy etapie w diagnostyce i w leczeniu raka płuca, jakie mamy najnowsze osiągnięcia, jakie mamy metody, no i zademonstrować możliwości Centrum Onkologii jako ośrodka wiodącego w regionie”.
Spotkanie miało również wymiar praktyczny. Współpraca między specjalistami różnych dziedzin oraz zwiększenie czujności onkologicznej, szczególnie na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej, może w istotny sposób przyspieszyć proces diagnostyki i leczenia pacjentów.

Nowotwór, który długo pozostaje niewidoczny

Rak płuca pozostaje jednym z największych wyzwań współczesnej onkologii, a jednym z najważniejszych powodów jest jego skryty przebieg. Choroba przez długi czas może rozwijać się bez charakterystycznych objawów, a pierwsze sygnały bywają niespecyficzne i łatwe do zignorowania. „Jest to nowotwór, z którym walka jest utrudniona, ponieważ przez długi czas może rozwijać się w sposób bezobjawowy. Nie ma takich objawów, które byłyby dla niego charakterystyczne. Zwykle pojawia się jakiś niecharakterystyczny kaszel czy bóle w klatce piersiowej, które są bagatelizowane przez długie miesiące” – wyjaśnia prof. Janusz Kowalewski, dyrektor Centrum Onkologii w Bydgoszczy i torakochirurg.
Konsekwencje takiego przebiegu choroby są bardzo poważne. W wielu przypadkach diagnoza pojawia się dopiero wtedy, gdy nowotwór jest już zaawansowany. „W połowie przypadków, gdy rozpoznajemy raka płuca, mamy już do czynienia z przerzutami do odległych narządów – do kości, wątroby, nadnerczy, a także do mózgu” – podkreśla profesor. To właśnie późne rozpoznanie w dużej mierze odpowiada za fakt, że rak płuca pozostaje najczęstszą przyczyną zgonów onkologicznych zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn. W Polsce każdego roku z jego powodu umiera około 22 tysięcy osób.

Wczesne wykrycie może zmienić rokowanie

Jednym z najważniejszych kierunków zmian jest rozwój programów wczesnego wykrywania raka płuca. Przełomowe znaczenie ma tu niskodawkowa tomografia komputerowa, która pozwala wykryć zmiany nowotworowe na bardzo wczesnym etapie, często zanim pojawią się jakiekolwiek objawy. Jak zaznacza prof. Kowalewski, „wykrycie raka płuca we wczesnej fazie byłoby bardzo korzystne, ponieważ moglibyśmy zaoferować leczenie radykalne – najczęściej operacyjne, jednorazowe i skuteczne dla pacjenta. To leczenie jest też najtańsze z punktu widzenia systemu”.
Planowany ogólnopolski program badań przesiewowych ma być skierowany przede wszystkim do osób z grupy wysokiego ryzyka, w tym wieloletnich palaczy. Badanie ma być bezpłatne i dobrowolne. „Ten program najprawdopodobniej wejdzie w życie jeszcze przed wakacjami i ma być zsynchronizowany z wprowadzeniem w Polsce całej sieci ośrodków specjalistycznej kompetencji diagnostyki i leczenia raka płuca, tzw. Lung Cancer Unit” – zapowiada prof. Kowalewski. Niskodawkowa tomografia komputerowa wiąże się z wielokrotnie mniejszą dawką promieniowania niż klasyczna tomografia, a jednocześnie umożliwia wykrycie nawet niewielkich zmian w płucach. „Jest to jedyne badanie o udowodnionym wpływie na redukcję śmiertelności z powodu raka płuca” – podkreśla z kolei lek. Błażej Przybysławski, pulmonolog z Oddziału Klinicznego Chirurgii Klatki Piersiowej i Nowotworów.

Palenie wciąż najważniejszym czynnikiem ryzyka

Choć rak płuca coraz częściej rozpoznawany jest również u osób, które nigdy nie paliły, tytoń pozostaje najważniejszym czynnikiem ryzyka zachorowania. Jak wskazuje prof. Kowalewski, „około 70% zgonów spowodowanych rakiem płuca wynika z czynnego palenia, 5% z palenia biernego, a około 10% z zanieczyszczenia powietrza”. Do innych czynników ryzyka należą także ekspozycja na azbest, radon i inne czynniki środowiskowe.
Eksperci przypominają jednocześnie, że palenie jest czynnikiem modyfikowalnym. „Palenie to czynnik modyfikowalny – można przestać od zaraz. To najważniejszy apel, szczególnie do młodych ludzi. Rzućcie palenie, a najlepiej go nie rozpoczynajcie” – podkreśla prof. Kowalewski. Specjaliści zwracają również uwagę na rosnącą popularność papierosów elektronicznych. „Nie są one obojętne dla zdrowia i nie mogą być traktowane jako bezpieczna alternatywa. Opisywane są tzw. ostre incydenty związane z bardzo toksycznym działaniem na układ oddechowy (…) do zgonu włącznie” – ostrzegają eksperci.

Diagnostyka to dziś złożony proces

Współczesna diagnostyka raka płuca nie opiera się już na jednym badaniu. To wieloetapowy, precyzyjny proces obejmujący zarówno diagnostykę obrazową, jak i analizę histopatologiczną oraz molekularną. Dr Przemysław Bławat, torakochirurg oraz pełnomocnik dyrektora ds. Krajowej Sieci Onkologicznej, zwraca uwagę, że klasyczne badanie rentgenowskie ma swoje ograniczenia. Jak tłumaczy, „rentgen klatki piersiowej pokazuje duże patologie – te, które już dają objawy. Nie zobaczymy niestety w rentgenie klatki piersiowej drobnych, niemych klinicznie zmian. Do oceny takich drobnych kilkumilimetrowych zmian służy tomografia komputerowa”.
Jeszcze dokładniejszym narzędziem jest badanie PET-CT, które pozwala ocenić aktywność metaboliczną guza oraz wykryć ewentualne przerzuty w innych narządach. „To badanie całego ciała sprzężone z tomografią komputerową (…) które pokazuje zmiany głównie o charakterze przerzutowym w innych lokalizacjach niż guz pierwotny” – wyjaśnia dr Bławat. Dzięki takiej diagnostyce możliwe staje się nie tylko rozpoznanie samego nowotworu, ale też precyzyjne zaplanowanie dalszego leczenia.

Leczenie dopasowane do biologii nowotworu

Rak płuca nie jest jedną chorobą. Pod tą nazwą kryje się wiele różnych podtypów nowotworów, które różnią się zarówno przebiegiem, jak i odpowiedzią na leczenie. Jak podkreśla dr Adrianna Makarewicz, konsultant wojewódzka w dziedzinie onkologii klinicznej, „dzisiaj leczenie jest ukierunkowane molekularnie. Bez badań genetycznych nie podejmujemy żadnych terapii, ponieważ musimy dopasować leczenie do konkretnego podtypu nowotworu”.
Nowoczesna onkologia dysponuje dziś szerokim wachlarzem metod terapeutycznych – od immunoterapii, przez przeciwciała monoklonalne, po leki celowane, takie jak inhibitory kinaz tyrozynowych. „To leki, które uczą nasz układ odpornościowy rozpoznawać komórki nowotworowe” – wyjaśnia dr Makarewicz. Dzięki immunoterapii układ immunologiczny zostaje niejako przeprogramowany, aby skuteczniej zwalczać chorobę, a leczenie może być lepiej dopasowane do biologii konkretnego nowotworu.

Chirurgia coraz mniej inwazyjna

Równie dynamiczny rozwój dotyczy chirurgii klatki piersiowej. Coraz więcej operacji wykonywanych jest metodami małoinwazyjnymi, które znacząco zmniejszają uraz operacyjny. „Obecnie 84% operacji wykonujemy metodami małoinwazyjnymi. To oznacza mniejsze cięcia, mniejszy ból i szybszy powrót pacjenta do zdrowia” – mówi dr Maciej Dancewicz.
Nowoczesne techniki robotyczne pozwalają chirurgom na niezwykłą precyzję operacji. W bydgoskim ośrodku wprowadzono niedawno jeszcze mniej inwazyjną technikę robotyczną. „Standardowa operacja robotyczna wykonywana jest zazwyczaj z użyciem pięciu cięć (…) W Barcelonie nauczyliśmy się jeszcze mniej inwazyjnej techniki robotycznej. Zamiast pięciu cięć stosujemy tylko dwa” – opisuje dr Przemysław Bławat. Technika określana jako biportal RATS pozwala na usunięcie fragmentu płuca przez niewielkie nacięcia, przy jednoczesnym wykorzystaniu wszystkich możliwości chirurgii robotycznej.

Od wyroku do choroby przewlekłej

Jeszcze kilkanaście lat temu diagnoza raka płuca niemal zawsze oznaczała bardzo złe rokowanie. Dziś coraz częściej można mówić o chorobie, którą da się kontrolować przez wiele lat. „Kiedy zaczynałem pracę, rak płuca był wyrokiem. Dziś coraz częściej staje się chorobą przewlekłą” – mówi dr Dancewicz. Podobnie ocenia to Błażej Przybysławski, który podkreśla, że „nowoczesne leczenie pozwala zatrzymać chorobę – pacjent może z nią żyć przez wiele lat”.
Ta zmiana nie oznacza oczywiście, że rak płuca przestał być jednym z najgroźniejszych nowotworów. Oznacza jednak, że dzięki lepszej diagnostyce, nowoczesnym terapiom i koordynacji leczenia coraz częściej udaje się uzyskać efekty, które jeszcze niedawno były poza zasięgiem.

Leczenie w jednym miejscu

Jednym z kluczowych kierunków rozwoju systemu leczenia raka płuca jest tworzenie wyspecjalizowanych ośrodków diagnostyki i terapii, czyli tzw. Lung Cancer Unitów. Ich zadaniem jest skrócenie czasu od rozpoznania choroby do rozpoczęcia leczenia oraz zapewnienie pacjentowi kompleksowej opieki. Jak wyjaśnia prof. Kowalewski, takie ośrodki muszą dysponować pełnym zapleczem diagnostycznym i terapeutycznym – od pulmonologii, przez torakochirurgię i onkologię kliniczną, po patomorfologię i diagnostykę molekularną.
Najważniejszą korzyścią dla pacjentów jest jednak koordynacja całego procesu leczenia. „Pacjent nie będzie musiał sam organizować badań diagnostycznych (…) i jeździć od jednego szpitala do drugiego. W takim ośrodku wszystko będzie synchronizowane i dostępne w jednym miejscu” – podkreśla prof. Kowalewski. Takie podejście ma bezpośredni wpływ na wyniki leczenia. „Opieka kompleksowa, pod jednym dachem, udowodniono, że zwiększa szansę pacjenta na skuteczne leczenie” – dodaje Błażej Przybysławski.

Czas jest kluczowy

Choć rak płuca nadal pozostaje jednym z najgroźniejszych nowotworów, współczesna medycyna daje coraz więcej narzędzi do walki z chorobą. Warunek jest jednak jeden – diagnoza musi pojawić się odpowiednio wcześnie. „Mały guz, niewywołujący objawów, to guz potencjalnie wyleczalny. Duży guz to często choroba, której nie jesteśmy w stanie już wyleczyć” – podsumowuje dr Przemysław Bławat.
Najważniejszy wniosek płynący z konferencji jest więc jasny: w raku płuca czas nadal odgrywa kluczową rolę. Im wcześniej choroba zostanie wykryta, tym większa szansa na leczenie radykalne, skuteczne i mniej obciążające dla pacjenta. Właśnie dlatego tak duże znaczenie mają dziś jednocześnie profilaktyka, czujność diagnostyczna i sprawnie zorganizowana opieka.

Źródło: materiał opracowany na podstawie aktualności zamieszczonej na stronie Centrum Onkologii im. prof. Franciszka Łukaszczyka w Bydgoszczy; wykorzystane w tekście cytaty pochodzą z publikacji źródłowej.

Rak pęcherza moczowego pozostaje jednym z tych nowotworów, które w statystykach widać wyraźnie, ale w debacie publicznej przez długi czas zajmowały miejsce na drugim planie. Tymczasem co roku rozpoznaje się w Polsce około 7–8 tysięcy nowych przypadków, a liczba zgonów sięga 3–4 tysięcy. To choroba, która dotyczy przede wszystkim mężczyzn, wiąże się z wysokim odsetkiem nawrotów i wymaga nie tylko leczenia, ale także wieloletniego nadzoru. Problemem nie jest już wyłącznie sam dostęp do terapii. Coraz wyraźniej widać, że jednym z najsłabszych ogniw systemu pozostaje etap wcześniejszy: rozpoznanie pierwszych objawów, reakcja pacjenta, czujność lekarza podstawowej opieki zdrowotnej i sprawne skierowanie do diagnostyki urologicznej.
Największe opóźnienia powstają jeszcze przed rozpoznaniem

Jednym z najważniejszych problemów pozostaje fakt, że wielu pacjentów trafia do systemu zbyt późno. Dotyczy to zarówno momentu zgłoszenia się do lekarza, jak i dalszego przechodzenia przez ścieżkę diagnostyczną. Dr hab. n. med. Jakub Kucharz, prof. NIO-PIB, kierownik Oddziału Zachowawczego w Klinice Nowotworów Układu Moczowego Narodowego Instytutu Onkologii i członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, zwraca uwagę, że pacjenci bardzo często trafiają do specjalistów już w zaawansowanym stadium choroby. Jak dodaje, wynika to nie tylko z późnej zgłaszalności do lekarza, ale także z ograniczeń w dostępie do urologa oraz z częstych obciążeń współistniejących, które dodatkowo komplikują leczenie.

To właśnie na tym etapie rozstrzygają się późniejsze szanse chorego. Prof. Kucharz podkreśla, że w analizach ścieżki pacjenta z rakiem urotelialnym jako dwa najbardziej problematyczne odcinki wyraźnie wyłaniają się czas od wystąpienia objawów do zgłoszenia się do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej oraz czas od wizyty u lekarza rodzinnego do konsultacji urologicznej. W jego ocenie to właśnie tutaj koncentrują się opóźnienia, które później rzutują na stadium zaawansowania choroby w momencie rozpoznania.

Krwiomocz to sygnał alarmowy, ale nie jedyny

W praktyce klinicznej najważniejszym objawem alarmowym pozostaje krwiomocz. Dr n. med. Tomasz Syryło z Polskiego Towarzystwa Urologicznego podkreśla, że „takim objawem wysoce niepokojącym, który powinien zwrócić uwagę już na etapie diagnostyki u lekarzy rodzinnych, jest bezbólowy nawracający krwiomocz, który powinien być sygnałem alarmowym i zmusić pacjentów, aby zgłosili się na diagnostykę pogłębioną do poradni lub oddziałów urologicznych”. Ten sygnał wciąż jednak zbyt często nie uruchamia wystarczająco szybkiej reakcji.

Eksperci zwracali uwagę, że problem nie polega wyłącznie na braku wiedzy pacjentów. Równie istotna jest czujność po stronie systemu ochrony zdrowia. Prof. Kucharz zaznacza, że potrzebna jest „edukacja nie tylko społeczeństwa, ale także lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, tak aby zachowywali odpowiednią czujność onkologiczną”. Jak dodaje, w praktyce klinicznej sposób myślenia powinien być bardzo prosty: „jeśli widzimy pacjenta z jakimikolwiek niepokojącymi objawami, najpierw należy wykluczyć nowotwór, a dopiero później rozważać inne przyczyny”.

Ta zasada ma szczególne znaczenie właśnie w raku pęcherza, ponieważ objawy bywają bagatelizowane lub tłumaczone bardziej pospolitymi przyczynami. Krwinkomocz czy krwiomocz są nieraz interpretowane jako skutek leczenia przeciwzakrzepowego, infekcji, intensywnego wysiłku fizycznego czy kamicy układu moczowego. Taki tok rozumowania może wydawać się logiczny, ale równocześnie osłabia czujność onkologiczną.

Prof. Kucharz zwraca uwagę, że nie można uspokajać się wyłącznie dlatego, że pacjent nie prezentuje klasycznego krwiomoczu. „To nie jest tak, że krwiomocz czy krwinkomocz to jedyny objaw. Pamiętajmy, że szereg innych dolegliwości – takich jak ból, uczucie niepełnego opróżnienia pęcherza czy nawracające infekcje dróg moczowych – również wymaga diagnostyki” – podkreśla. Jak dodaje, brak krwiomoczu nie powinien usypiać czujności diagnostycznej: „jeżeli chory ma objawy niepokojące, nie możemy się uspokoić tylko dlatego, że nie ma krwiomoczu. Taki pacjent wymaga diagnostyki, w tym badania cystoskopowego i wykluczenia przyczyny onkologicznej”.

Nie ma prostego screeningu, więc kluczowa pozostaje wczesna diagnostyka objawowa

Rak pęcherza moczowego należy do tych nowotworów, dla których nie istnieje dziś prosty i skuteczny program badań przesiewowych na poziomie populacyjnym. Jak przypominała przedstawicielka Ministerstwa Zdrowia Agnieszka Molenda-Wiśniewska, w praktyce jedynym badaniem, które może zwrócić uwagę na problem już na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej, pozostaje badanie ogólne moczu. To właśnie ono może ujawnić obecność krwiomoczu i stać się punktem wyjścia do dalszej diagnostyki.

Dr n. med. Tomasz Syryło z Polskiego Towarzystwa Urologicznego podkreśla, że w takiej sytuacji kolejnym krokiem powinno być badanie obrazowe, ale wykonane w sposób pozwalający na rzeczywistą ocenę pęcherza moczowego. „Kolejnym badaniem po badaniu ogólnym moczu, które wskazuje na obecność krwiomoczu makroskopowego albo mikroskopowego, jest badanie USG. Apelujemy do lekarzy rodzinnych, aby zlecali je z pełnym pęcherzem moczowym, ponieważ tylko wypełniony pęcherz sprawia, że badanie może być diagnostyczne” – zaznacza.

Jednocześnie eksperci przypominają, że mimo wielu lat badań nadal nie udało się opracować prostego markera, który mógłby stać się podstawą populacyjnego screeningu raka pęcherza. Jak mówi dr Syryło, „cały czas trwają poszukiwania uniwersalnego markera – zarówno w moczu, jak i we krwi – który pozwoliłby na wczesne wykrywanie raka urotelialnego. Na razie nie mamy jednak markerów o takiej czułości i swoistości, które umożliwiałyby wprowadzenie powszechnych badań przesiewowych”.

System ma narzędzia, ale nie zawsze wykorzystuje je odpowiednio wcześnie

W praktyce oznacza to, że ciężar wczesnego wykrywania nadal opiera się głównie na czujności klinicznej i sprawności organizacyjnej systemu. A z tym, bywa różnie. Dr Bernard Waśko z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego i członek Krajowej Rady Onkologicznej przypominał, że właśnie w tej „przedszpitalnej” części ścieżki kryją się największe rezerwy poprawy. Jego zdaniem jeden z kluczowych problemów polega na niewystarczającym wykorzystaniu karty DILO na odpowiednio wczesnym etapie. Jak podkreślał, w części województw karta bywa zakładana dopiero w szpitalu, przed konsylium, co podważa jej sens jako narzędzia przyspieszającego diagnostykę. „Mamy w Polsce bardzo zróżnicowaną sytuację. Mamy wiele do zrobienia w tej części przedszpitalnej diagnostyki, ale mamy do tego narzędzia i zróbmy tak, żeby te narzędzia były stosowane” – mówił.

Rak pęcherza moczowego jest chorobą, w której czas ma wyjątkowo duże znaczenie. Dr Syryło zwraca uwagę, że Polska nie odstaje znacząco od ośrodków europejskich, jeśli chodzi o wyposażenie czy możliwości techniczne. „Problem dotyczy przede wszystkim czasu – zarówno momentu, w którym pacjent trafia do urologa, jak i czasu potrzebnego do podjęcia leczenia radykalnego” – zaznacza. Jak dodaje, diagnostyka pogłębiona, wymagająca badań obrazowych, często się wydłuża, a pacjenci nierzadko zbyt długo oczekują również na sam zabieg. Tymczasem – podkreśla ekspert – cystektomia radykalna powinna zostać wykonana możliwie szybko: „najpóźniej w ciągu około 90 dni, czyli trzech miesięcy. Jeżeli czas oczekiwania jest dłuższy, przekłada się to bezpośrednio na gorsze wyniki leczenia”.

To nie jest jedna choroba i nie wystarcza jedno podejście terapeutyczne

Rak pęcherza moczowego jest chorobą wyraźnie niejednorodną. Jak przypomina dr Syryło, około 70 proc. przypadków stanowią nowotwory powierzchowne, natomiast około 30 proc. – nowotwory naciekające, które wiążą się z odmiennym rokowaniem i wymagają innej strategii leczenia. W wielu przypadkach podstawową metodą terapii pozostaje elektroresekcja przezcewkowa guza pęcherza moczowego wykonywana w oddziałach urologii, która na tym etapie bywa leczeniem wystarczającym. W postaciach naciekających konieczne jest jednak leczenie radykalne, w tym cystektomia, czyli jedna z najbardziej rozległych operacji w urologii.

W tym kontekście środowisko kliniczne coraz częściej zwraca uwagę na potrzebę objęcia refundacją cystektomii wykonywanej z wykorzystaniem chirurgii robotycznej. Dr Syryło podkreśla, że „pacjenci odnoszą z zastosowania tej metody największą korzyść”, apelując jednocześnie do decydentów o rozważenie finansowania tej techniki. Przy tak rozległym zabiegu potencjalne korzyści wynikające z zastosowania chirurgii robotycznej mogą mieć dla chorych szczególne znaczenie.

Nowoczesne leczenie jest dostępne szerzej niż kilka lat temu, ale nadal niepełnie

Nie oznacza to jednak, że w ostatnich latach nie nastąpił postęp. Przeciwnie – rak pęcherza moczowego przestał być obszarem całkowicie pomijanym w nowoczesnym leczeniu systemowym. Prof. Kucharz przypomina, że jeszcze kilka lat temu możliwości terapeutyczne w raku urotelialnym były bardzo ograniczone. „Jeszcze niedawno nie mieliśmy żadnej nowoczesnej terapii dla tych chorych. Program lekowy w ogóle nie istniał w tej chorobie” – zauważa.

Dziś sytuacja wygląda inaczej. „Pojawiło się wiele nowych możliwości leczenia i można powiedzieć, że znacząca część wartościowych opcji terapeutycznych jest już dostępna dla naszych pacjentów” – podkreśla onkolog.

W tym sensie system przeszedł wyraźną zmianę. Ministerstwo Zdrowia wskazywało, że program lekowy B.141 obejmuje kilka opcji terapeutycznych, zależnie od stopnia zaawansowania choroby: leczenie uzupełniające, podtrzymujące, immunoterapię w chorobie miejscowo zaawansowanej lub przerzutowej, terapie celowane oraz leczenie skojarzone w pierwszej linii u wybranych pacjentów. Z przedstawionych danych wynikało również, że liczba chorych włączanych do programu systematycznie rośnie: z nieco ponad 300 pacjentów w 2023 roku do 894 osób w 2024 roku, a po 11 miesiącach 2025 roku już do 1375 pacjentów. Wydatki na ten obszar przekroczyły 140 mln zł.

Środowisko kliniczne przyznaje, że dostęp do leczenia poprawił się w ostatnich latach w sposób znaczący, ale jednocześnie nie ukrywa, że nadal pozostają istotne luki. Jedną z nich jest pełna dostępność terapii skojarzonych w pierwszej linii leczenia zaawansowanego raka urotelialnego. Organizacje pacjenckie zwracały uwagę, że to właśnie ten brakujący element mógłby dopełnić obecny program lekowy i jeszcze bardziej zbliżyć polską praktykę do aktualnych standardów międzynarodowych. Wśród rozwiązań wskazywano przede wszystkim schemat łączący immunoterapię pembrolizumabem z koniugatem przeciwciało–lek enfortumabem wedotyną, który w badaniach klinicznych wykazał wyraźną poprawę wyników leczenia w porównaniu z dotychczasowym standardem terapii. W sytuacji, gdy takie leczenie ma już ugruntowaną pozycję w międzynarodowych wytycznych i wykazuje przewagę pod względem przeżycia całkowitego lub czasu wolnego od progresji choroby, długie oczekiwanie na decyzję refundacyjną przekłada się na realne konsekwencje dla pacjentów.

Warto przy tym zauważyć, że poprawa dostępu do nowych terapii nie rozwiązuje wszystkich problemów automatycznie. Prof. Kucharz słusznie zaznacza, że na ocenę wpływu nowych refundacji na przeżycie czy czas wolny od nawrotu potrzebny jest dłuższy okres obserwacji. Zmiany w programie lekowym są stosunkowo świeże, w dużej mierze z ostatnich 2–3 lat, dlatego skutki systemowe będą widoczne dopiero z czasem. Nie zmienia to jednak faktu, że kierunek zmian jest oceniany jako ważny i potrzebny.

Chirurgia robotyczna i radioterapia

Równolegle do leczenia systemowego rozwija się również chirurgia robotyczna. Ministerstwo informowało, że liczba takich operacji rośnie, a zabiegi są koncentrowane w głównych ośrodkach, co ma sprzyjać zarówno jakości leczenia, jak i bezpieczeństwu chorych. Przy najbardziej złożonych operacjach znaczenie ma nie tylko dostęp do technologii, ale także doświadczenie zespołu oraz pełne zaplecze diagnostyczne i pooperacyjne.

W dyskusji pojawił się też wątek radioterapii, o którym – jak zauważył prof. Krzysztof Składowski, konsultant krajowy w dziedzinie radioterapii onkologicznej – mówi się przy raku pęcherza rzadziej niż o chirurgii czy leczeniu systemowym. Nie oznacza to jednak, że radioterapia nie ma znaczenia. Profesor przypominał, że nie jest to metoda pierwszego wyboru w leczeniu zasadniczym, ale pozostaje ważną opcją uzupełniającą po nieradykalnych zabiegach oraz w leczeniu nieoperacyjnych nawrotów. „To leczenie może przynieść naprawdę ewidentny zysk w postaci długiego przeżycia, wieloletniego nawet przeżycia” – mówił.

Rak pęcherza to choroba przewlekła także po zakończeniu leczenia

Osobnym, ale bardzo istotnym problemem jest przewlekły charakter tej choroby. Jak przypominała przedstawicielka resortu zdrowia, rak pęcherza moczowego wiąże się z bardzo wysokim odsetkiem nawrotów, sięgającym 50–70 proc., zwłaszcza w postaciach nienaciekających. To oznacza, że pacjent nie znika z systemu po zakończeniu leczenia radykalnego. Wymaga wieloletnich kontroli, nadzoru urologicznego i onkologicznego, a niekiedy ponownych interwencji. W 2023 roku w Polsce leczonych lub monitorowanych było 58 tysięcy pacjentów z tym rozpoznaniem, a liczba ta w ciągu pięciu lat wzrosła o około 20 proc.

To właśnie dlatego dyskusja o raku pęcherza nie może ograniczać się do samej dostępności do leków. Równie ważne są organizacja diagnostyki, jakość ścieżki pacjenta, sprawność współpracy między POZ, AOS i leczeniem szpitalnym oraz to, czy system faktycznie wychwytuje chorych na etapie, kiedy nowotwór jest jeszcze ograniczony do pęcherza. Z perspektywy klinicznej i zdrowia publicznego to właśnie tu znajduje się największy potencjał poprawy wyników.

Bez edukacji i czujności onkologicznej system nadal będzie reagował zbyt późno

Nieprzypadkowo więc tak mocno wybrzmiewał wątek edukacji. Dotyczy on nie tylko pierwszych objawów, ale także czynników ryzyka. Jednym z najważniejszych pozostaje palenie tytoniu, nadal zbyt rzadko kojarzone społecznie z rakiem pęcherza moczowego. Tymczasem eksperci przypominali, że to właśnie tytoń jest głównym czynnikiem etiologicznym tej choroby. Zwracano też uwagę na narażenia zawodowe, zwłaszcza w grupach mających kontakt z substancjami chemicznymi, w tym w przemyśle chemicznym, petrochemicznym czy w służbach narażonych na ekspozycję na dym i związki toksyczne.

Z tego wszystkiego wyłania się obraz choroby, która z jednej strony jest dziś lepiej leczona niż jeszcze kilka lat temu, ale z drugiej nadal zbyt często rozpoznawana zbyt późno. I być może właśnie w tym tkwi sedno problemu. W raku pęcherza moczowego nie wystarczy już mówić tylko o kolejnych technologiach i refundacjach, choć one pozostają ważne. Równie ważne jest to, czy pacjent z pierwszym objawem trafi do właściwej diagnostyki odpowiednio wcześnie, czy lekarz nie zbagatelizuje sygnału ostrzegawczego, czy system nie zatrzyma chorego w kolejkach i rozproszonej ścieżce, zanim w ogóle rozpocznie się leczenie.

Źródło: opracowanie redakcyjne na podstawie posiedzenia Podkomisji stałej do spraw onkologii „Rozpatrzenie informacji na temat systemu opieki nad pacjentami z podejrzeniem lub rozpoznaniem raka pęcherza moczowego”, 26 marca 2026 r.; cytowane wypowiedzi pochodzą z tego posiedzenia.
Operacja wykonana z odległości 10 tysięcy kilometrów jeszcze niedawno brzmiała jak scenariusz science fiction. Dziś staje się faktem. Polscy chirurdzy przeprowadzili pionierskie zabiegi telerobotyczne z Chin do Warszawy, pokazując, że granice w medycynie przestają mieć znaczenie.
Polska medycyna coraz odważniej wychodzi poza tradycyjne ramy systemu ochrony zdrowia i fizycznej obecności lekarza przy pacjencie. Najnowszy przykład to operacje przeprowadzone przez prof. Piotra Suwalskiego i dr. Pawła Wisza, które mogą być jednym z najbardziej symbolicznych momentów dla rozwoju telechirurgii w Europie.

Zabiegi wykonano z Chengdu, jednego z najważniejszych ośrodków medycznych w Azji, gdzie działa Sichuan University West China Hospital. Pacjenci znajdowali się w Warszawie, w Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA. Odległość około 10 tysięcy kilometrów nie była przeszkodą, lecz dowodem na to, że technologia zaczyna redefiniować samą istotę medycyny zabiegowej.

To wydarzenie ma znaczenie znacznie szersze niż pojedynczy sukces technologiczny. Telechirurgia od lat była rozwijana w ograniczonym zakresie, często w warunkach eksperymentalnych. Kluczowym wyzwaniem pozostawały opóźnienia w transmisji danych, bezpieczeństwo połączeń oraz stabilność systemów robotycznych. Każdy z tych elementów w praktyce decyduje o bezpieczeństwie pacjenta.

Dziś widać wyraźnie, że te bariery zaczynają być realnie pokonywane. Skoro możliwe jest przeprowadzenie operacji międzykontynentalnej, oznacza to, że infrastruktura technologiczna osiągnęła poziom pozwalający myśleć o wdrożeniach systemowych, a nie tylko pojedynczych demonstracjach.

Jednocześnie warto zauważyć, że polscy lekarze nie pełnią w tym projekcie wyłącznie roli wykonawców. Są również aktywnymi uczestnikami globalnej debaty o przyszłości chirurgii. Lekarze PIM MSWiA są jedynymi przedstawicielami Europy, którzy nie tylko realizują zabiegi, ale również pełnią rolę ekspercką podczas West China Hospital International Medical Robotics Conference.

Obecność w tym gronie ma znaczenie strategiczne. Telechirurgia to nie tylko technologia, ale także nowe modele organizacji opieki zdrowotnej. W przyszłości może oznaczać dostęp do najlepszych specjalistów niezależnie od miejsca zamieszkania pacjenta. Może też zmienić sposób kształcenia chirurgów, tworząc globalne środowisko współpracy i wymiany doświadczeń.

Jednak za tym potencjałem kryją się również pytania, na które systemy ochrony zdrowia dopiero będą musiały odpowiedzieć. Kto ponosi odpowiedzialność za zabieg wykonany na odległość? Jak zapewnić równość dostępu do takich technologii? Czy telechirurgia stanie się standardem, czy pozostanie rozwiązaniem dla wybranych ośrodków?

Nie bez znaczenia jest również kontekst geopolityczny i technologiczny. Rozwój telechirurgii wymaga zaawansowanej infrastruktury cyfrowej, stabilnych łączy i wysokiego poziomu cyberbezpieczeństwa. W praktyce oznacza to ścisłe powiązanie medycyny z rozwojem technologii telekomunikacyjnych i polityką cyfrową państw.

Sukces polskich lekarzy pokazuje, że Europa nie jest jedynie odbiorcą tych zmian, ale aktywnym uczestnikiem ich tworzenia. W czasach, gdy innowacje medyczne coraz częściej rodzą się na styku kontynentów, takie projekty budują pozycję nie tylko pojedynczych ośrodków, ale całych systemów ochrony zdrowia.

Telechirurgia nie zastąpi klasycznej chirurgii w najbliższym czasie. Może jednak stać się jej naturalnym rozszerzeniem. Zwłaszcza tam, gdzie dostęp do specjalisty jest ograniczony, a czas reakcji ma kluczowe znaczenie.

To, co jeszcze niedawno było pokazem możliwości technologii, zaczyna stawać się elementem realnej praktyki klinicznej. A Polska, dzięki takim projektom, znajduje się w samym centrum tej zmiany.

Operacje przeprowadzone z Chin do Warszawy pokazują, że telechirurgia przestaje być eksperymentem, a staje się realnym kierunkiem rozwoju medycyny. Polscy lekarze nie tylko uczestniczą w tym procesie, ale współtworzą jego standardy, co może mieć znaczenie dla przyszłości opieki zdrowotnej w Europie.

Źródło: Ministerstwo Zdrowia

Specjaliści z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego Nr 4 w Lublinie testują nowy system robotyczny KangDuo SR2000, jeden z najnowszych robotów chirurgicznych dostępnych obecnie na rynku medycznym. To kolejny krok w kierunku rozwoju chirurgii małoinwazyjnej w ośrodku, który od lat konsekwentnie inwestuje w robotykę operacyjną i buduje kompetencje zespołów w różnych specjalizacjach.
KangDuo SR2000 posiada certyfikat CE dla czterech dziedzin: urologii, ginekologii, chirurgii ogólnej i torakochirurgii. Został zaprojektowany z myślą o zabiegach laparoskopowych i pracy na nowoczesnych salach operacyjnych. Podobnie jak funkcjonujący już w szpitalu robot Versius, wyposażony jest w otwartą konsolę operatorską oraz cztery zrobotyzowane ramiona narzędziowe w systemie kolumnowym. Rozwiązanie to ma wspierać chirurgów w wykonywaniu precyzyjnych operacji przy jednoczesnym zachowaniu ergonomii i kontroli nad przebiegiem zabiegu.

Lublin jest jednym z pierwszych miejsc w Polsce, gdzie lekarze mogą nie tylko zapoznać się z tym systemem, ale także testować go w praktyce szkoleniowej, korzystając z zestawu z konsolą operatorską do ćwiczeń. W ubiegłym tygodniu możliwości robota sprawdzali specjaliści z Klinicznego Oddziału Chirurgii Klatki Piersiowej, Klinicznego Oddziału Chirurgii Ogólnej i Leczenia Żywieniowego, Klinicznego Oddziału Urologii i Onkologii Urologicznej oraz Klinicznego Oddziału Ginekologii Operacyjnej i Onkologii Ginekologicznej.

Jednym z elementów, który zwrócił szczególną uwagę operatorów, jest integracja systemu z obrazowaniem medycznym. „Możliwość testowania nowego robota chirurgicznego to okazja do zapoznania się z nowymi rozwiązaniami technologicznymi na polu robotyki. Z pewnością plusem tego systemu jest możliwość śródoperacyjnego przeglądania badań obrazowych pacjenta w obrębie konsoli chirurga, co wpływa na bezpieczeństwo przeprowadzenia zabiegu i komfort pracy operatora” – mówi dr n. med. Piotr Skoczylas z Klinicznego Oddziału Chirurgii Klatki Piersiowej USK Nr 4 w Lublinie.

Testy mają charakter eksploracyjny i edukacyjny. Lekarze oceniają zarówno ergonomię pracy, jak i potencjalne zastosowania kliniczne systemu w poszczególnych specjalizacjach. W ginekologii robotyka coraz częściej wychodzi poza obszar onkologii, obejmując również leczenie schorzeń łagodnych, które wymagają precyzyjnych, oszczędzających tkanki technik operacyjnych. „Na razie sprawdzamy, co może zaoferować ta platforma i jak się z nią pracuje. W ginekologii tego typu systemy mogą mieć zastosowanie nie tylko w onkologii ginekologicznej, ale również w przypadkach łagodnych zmian wymagających zaawansowanych, oszczędzających tkankę technik leczenia operacyjnego, np. w leczeniu endometriozy” – podkreśla dr n. med. Marta Monist z Klinicznego Oddziału Ginekologii Operacyjnej i Onkologii Ginekologicznej.

Warto podkreślić, że KangDuo SR2000 nie pojawia się w Lublinie w próżni technologicznej. Obecnie w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym Nr 4 funkcjonują już dwa różne systemy robotyczne. Na platformach da Vinci i Versius pracują dwa zespoły torakochirurgiczne oraz dwa zespoły urologiczne, natomiast robot Versius wykorzystywany jest również przez jeden zespół chirurgiczny i trzy zespoły ginekologiczne. Testowanie kolejnego systemu wpisuje się więc w długofalową strategię rozwoju chirurgii robotycznej i porównywania różnych rozwiązań technologicznych pod kątem ich realnej przydatności klinicznej.

Obecność KangDuo SR2000 w USK Nr 4 w Lublinie pokazuje, że polskie ośrodki kliniczne coraz aktywniej uczestniczą w ocenie i wdrażaniu nowych technologii medycznych na wczesnym etapie ich obecności na rynku. Dla pacjentów oznacza to perspektywę dalszego rozwoju małoinwazyjnych metod leczenia, a dla zespołów medycznych możliwość zdobywania doświadczeń z różnymi platformami robotycznymi zanim zapadną decyzje o ich ewentualnym wykorzystaniu w codziennej praktyce klinicznej.

Źródło: Uniwersytecki Szpital Kliniczny Nr 4 w Lublinie

 
Mikrochirurgia to dziedzina, w której o powodzeniu zabiegu decydują milimetry, a czasem ułamki milimetrów. To właśnie tu precyzja ludzkiej ręki bywa niewystarczająca, a nawet minimalne drżenie może przesądzić o losie kończyny. W 5 Wojskowym Szpitalu Klinicznym w Krakowie do zespołu chirurgów dołączyło właśnie narzędzie, które znacząco zmienia te proporcje – mikrochirurgiczny robot SYMANI. Pierwsza operacja z jego udziałem już za nimi.
Pierwszym pacjentem operowanym z wykorzystaniem nowej technologii był 39-letni Łukasz, który w połowie listopada doznał poważnego urazu dłoni w wypadku przy pracy. Płytownica zmiażdżyła palce, trzech z nich nie udało się uratować, a w obrębie śródręcza pojawiła się martwica. Stawką nie była jedynie rekonstrukcja ubytku tkanek, ale realna szansa na zachowanie funkcjonalnej dłoni.
Zabieg polegał na przeszczepieniu wolnego płata z lewego uda na lewą rękę. Już na etapie planowania było jasne, że operacja będzie wyjątkowo trudna – nie tylko z uwagi na rozległość uszkodzeń, lecz także ze względu na dysproporcję pomiędzy naczyniami dawcy i biorcy. W mikrochirurgii takie różnice oznaczają dodatkowe ryzyko.
Pacjent nie krył jednak optymizmu. Podkreślał, że obecność robota zwiększa jego szanse na powodzenie zabiegu i że jest pozytywnie nastawiony do leczenia.
Jak tłumaczył przed operacją dr Paweł Maleta, kierujący Oddziałem Chirurgii Rekonstrukcyjnej Narządu Ruchu i Replantacji, alternatywą dla udanego zespolenia było usunięcie śródręcza, a to oznaczałoby znacznie większy stopień niepełnosprawności. Zachowanie kciuka i palca wskazującego pozwala co prawda na chwyt, ale bez stabilnego podparcia dłoni codzienne funkcjonowanie staje się znacznie trudniejsze. W tym przypadku było więc „o co walczyć”.

Precyzja, która zmienia wynik zabiegu

Pierwsze etapy operacji przebiegały zgodnie z klasycznymi zasadami mikrochirurgii – odnalezienie i przygotowanie naczyń, nerwów i struktur wymagających zespolenia. W praktyce oznacza to pracę na tkankach, których średnica bywa mniejsza niż milimetr, widocznych jedynie w powiększeniu.
Kluczowy moment nastąpił, gdy do pracy włączono robota SYMANI. System umożliwia szycie naczyń o średnicy nawet 0,3 mm, a dodatkowo pozwala spowolnić ruchy operatora siedmiokrotnie, dziesięciokrotnie, dwunastokrotnie lub nawet dwudziestokrotnie. Dzięki temu każdy ruch ręki chirurga jest przenoszony na instrumenty w sposób kontrolowany i pozbawiony drżenia.
Po zabiegu dr Paweł Maleta zwracał uwagę, że taka precyzja realnie wpływa na jakość zespolenia. Jak podkreślał, jeden centymetr ruchu narzędzia robota odpowiada nawet dwudziestu centymetrom ruchu ręki operatora, co znacząco zwiększa kontrolę nad najdrobniejszymi strukturami anatomicznymi.

Kraków w gronie światowych pionierów

5 Wojskowy Szpital Kliniczny w Krakowie jest pierwszym na świecie szpitalem wojskowym wyposażonym w robota do mikrochirurgii SYMANI. Jak informuje Natalia Ostrowska, Dyrektor Zarządzający Mikrochirurgią w firmie Synektik, w początkowej fazie system będzie wykorzystywany przede wszystkim w zabiegach rekonstrukcyjnych i replantacyjnych.
Na świecie działa obecnie zaledwie około 30 takich robotów, przy użyciu których wykonano około 2 tysięcy zabiegów. W Polsce system SYMANI funkcjonuje również w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Słupsku, gdzie przeprowadzono nim około 70 operacji. Jak podkreśla Natalia Ostrowska, dzięki tej technologii polscy chirurdzy znaleźli się w gronie światowych pionierów supermikrochirurgii, aktywnie uczestnicząc w rozwoju nowej epoki chirurgii.
Władze szpitala nie ukrywają, że wdrożenie robota jest elementem szerszej strategii rozwoju. Prof. Bartłomiej Guzik, dyrektor placówki, wskazuje, że inwestycje w systemy takie jak Da Vinci, SYMANI czy roboty ortopedyczne są dowodem na konsekwentne budowanie wysoko specjalistycznego zaplecza medycznego i naukowego. Choć szpital wojskowy realizuje zadania powierzone przez Ministerstwo Obrony Narodowej, z nowoczesnego sprzętu korzystają przede wszystkim pacjenci cywilni z Krakowa, Małopolski i całego kraju.

Ratują kończyny, przywracają życie

Oddział Chirurgii Rekonstrukcyjnej Narządu Ruchu i Replantacji w Krakowie pełni sześć dyżurów replantacyjnych w miesiącu. W całej Polsce działa zaledwie dziesięć takich ośrodków, choć – jak podkreślają lekarze – zapotrzebowanie jest znacznie większe. Bez dostępu do replantacji i rekonstrukcji wielu pacjentów po ciężkich urazach komunikacyjnych czy wypadkach przy pracy pozostałoby trwale niepełnosprawnych.
Historie pacjentów pokazują, jak duże znaczenie ma szybka i specjalistyczna pomoc: kobieta z Warszawy, której udało się uratować kciuk po urazie ogrodowym; młody mężczyzna z Jasienicy z rozległą martwicą nogi; budowlaniec z Ciechanowa z miażdżeniem ręki; rolnik spod Lublina po amputacji dłoni przez kombajn; policjant, któremu groziła amputacja nogi po wypadku samochodowym; pacjent onkologiczny z ubytkiem kości śródręcza; lekarz po wypadku motocyklowym, który dziś wrócił do sportu. Takich przykładów jest znacznie więcej.
W przypadku pana Łukasza leczenie również może wymagać kolejnych etapów. Operacja z udziałem robota miała przede wszystkim zamknąć ranę, usunąć martwicę i ocalić śródręcze. Jak podkreśla dr Maleta, najważniejszym celem jest zawsze powrót do funkcjonalności. Czasem oznacza to niestandardowe rozwiązania, takie jak przeszczepienie stawu z palca stopy do ręki. Organizm – jak mówi chirurg – bywa zaskakująco dobrym „magazynem części zamiennych”, jeśli tylko dobrze zaplanuje się leczenie i uwzględni realne potrzeby pacjenta.
Zachowanie śródręcza pozwala na znacznie lepsze funkcjonowanie dłoni w codziennych czynnościach – od prowadzenia samochodu po wykonywanie pracy zawodowej. To właśnie ta różnica sprawia, że w mikrochirurgii każdy milimetr ma znaczenie.

Źródło: mat. pras. 5 Wojskowy Szpital Kliniczny w Krakowie

Nowa era chirurgii robotycznej staje się faktem. Podczas Międzynarodowej Konferencji Robotycznej WRSE12 – Central European Robotic Event, która odbyła się 24 października 2025 r. w Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA w Warszawie, polska publiczność mogła po raz pierwszy zobaczyć w akcji robota chirurgicznego Toumai firmy MicroPort Medbot. Zdalny zabieg częściowej nefrektomii przeprowadził z Belgii prof. Alexandre Mottrie – światowy autorytet w dziedzinie chirurgii robotycznej i założyciel Orsi Academy. To historyczny moment dla polskiej medycyny, symboliczny krok w kierunku szerszego wdrożenia technologii robotycznych w krajowych szpitalach.
24 października 2025 roku w Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA w Warszawie odbyła się Międzynarodowa Konferencja Robotyczna WRSE12 – Central European Robotic Event, podczas której polska publiczność mogła po raz pierwszy zobaczyć w akcji robota chirurgicznego Toumai firmy MicroPort Medbot.

Operację zdalną z wykorzystaniem systemu przeprowadził profesor Alexandre Mottrie, uznany autorytet w dziedzinie chirurgii robotycznej oraz CEO i założyciel Orsi Academy – jednego z wiodących europejskich centrów szkoleniowych w tej dziedzinie.

Pokaz w Warszawie był ważnym krokiem w rozwoju chirurgii robotycznej w Europie Środkowej i zapowiedzią nowego etapu w rozwoju innowacyjnych technologii medycznych w Polsce.

Prezentacja była efektem międzynarodowej współpracy pomiędzy polskim dystrybutorem MedGZ a producentem systemu – firmą Medbot. Wspólnie realizują oni cel, jakim jest wprowadzenie nowoczesnych technologii chirurgicznych do polskich szpitali.

System Toumai powstał z myślą o zapewnieniu maksymalnej precyzji, stabilności i ergonomii pracy chirurga, przy jednoczesnym zwiększeniu dostępności technologii robotycznych dla szpitali. Dzięki temu kolejne placówki w Polsce i Europie mogą korzystać z możliwości, jakie daje chirurgia wspomagana tymi technologiami.

Podczas konferencji prof. Mottrie przeprowadził zdalnie zabieg zabieg częściowej nefrektomii wspomagany robotycznie. Pacjent znajdował się w ośrodku medycznym w Belgii, natomiast chirurg kierował operacją z sali w warszawskim MSWiA, prezentując w praktyce możliwości systemu Toumai w zakresie precyzji i stabilnej komunikacji między ośrodkami.

Wydarzenie miało także charakter edukacyjny – jego celem było przybliżenie środowisku medycznemu korzyści i potencjału, jakie niesie ze sobą ta nowoczesna technologia oraz wymiana doświadczeń między ekspertami z Polski i Europy.

Toumai to symbol nowoczesności i precyzji, a jego debiut w Polsce potwierdza, że krajowy rynek jest gotowy na nową erę chirurgii robotycznej.

Źródło: Komunikat Prasowy

W Polsce następuje dynamiczny wzrost chirurgii robotycznej – w 2024 roku przeprowadzono około 17 100 zabiegów z asystą robotów, co oznacza wzrost o blisko 70 % względem roku poprzedniego. Najwięcej takich operacji wykonuje się w urologii: aż 67 % procedur robotycznych dotyczy prostaty (61 %) oraz leczenia raka nerki i operacji pęcherza moczowego (cystektomii). Lekarze i eksperci podkreślają, że najbardziej zyskują pacjenci – krótsza rekonwalescencja, mniejsze urazy, szybkość powrotu do zdrowia. Ale to nie jedyny beneficjent – płatnik publiczny również dostrzega korzyści, premiując operacje robotowe lepszymi wycenami. Dalszy rozwój tej technologii wymaga intensyfikacji szkoleń zespołów medycznych oraz szerszego dostępu do robotów również poza dużymi ośrodkami klinicznymi.
O 70 proc. wzrosła w ciągu roku liczba operacji wykonywanych w Polsce w asyście robotów chirurgicznych. Najwięcej takich zabiegów wykonuje się w leczeniu raka prostaty, ale też między innymi raka nerki czy pęcherza moczowego. Lekarze podkreślają, że zyskują na tym przede wszystkim pacjenci, którzy szybciej dochodzą do zdrowia. Korzyści dostrzega też płatnik publiczny, który operacje robotowe premiuje lepszymi wycenami. Dla dalszego rozwoju chirurgii robotowej potrzebne są szkolenia zespołów medycznych i zwiększanie dostępności urządzeń także poza dużymi ośrodkami klinicznymi.

– Z roku na rok następuje ogromny wzrost wykorzystania robotów chirurgicznych, ale dalej jesteśmy jeszcze bardzo w tyle, jeżeli chodzi o to, co obserwujemy na świecie. Nie mówię tutaj tylko o Stanach, które oczywiście grają w zupełnie innej lidze, ale także o rynku europejskim. Jednak gonimy innych i to jest ważne – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria Innowacje Marcin Bruszewski, prezes firmy Innovaris, będącej dystrybutorem robota chirurgicznego Versius.

Z raportu „Chirurgia robotowa 2025”, opublikowanego przez Modern Healthcare Institute, wynika, że w 2024 roku w polskich szpitalach wykonano około 17,1 tys. zabiegów w asyście robotów chirurgicznych. Liczba ta wzrosła w ciągu roku o 70 proc.

Raport wskazuje, że najwięcej, bo 67 proc. zabiegów w asyście robota, wykonuje się w urologii – największy udział mają prostatektomie, czyli zabiegi usunięcia gruczołu krokowego (61 proc.), a także leczenie raka nerki i cystektomie (usunięcie pęcherza moczowego).

 99 proc. prostatektomii wykonujemy w asyście robota. Jeśli chodzi o zabiegi na nerkach, to trzy czwarte z nich wykonujemy w asyście robota. W przypadku najtrudniejszych zabiegów usunięcia pęcherza w zeszłym roku proporcja była pół na pół, a w tym roku widzimy, że będzie przewaga operacji w asyście robota, czyli około 60–65 proc. Jeśli chodzi o zabiegi ginekologiczne, około 80–85 proc. z nich wykonujemy w asyście robota – wymienia Lesław Polański, prezes zarządu grupy Urovita, prowadzącej Śląskie Centrum Urologii Urovita w Chorzowie i Szpital Powiatowy im. T. Chałubińskiego w Zakopanem.

 Robotyka jest też bardzo mocna w chirurgii ogólnej, torakochirurgii, w onkologii już w zasadzie się zadomowiła. Bardzo dużo się mówi o zastosowaniu robotów w pediatrii i już niektóre zabiegi na świecie są w ten sposób wykonywane – wskazuje prezes Innovaris.

Narodowy Fundusz Zdrowia w ubiegłym roku wydał na refundację 10850 operacji wykonanych w asyście robotów o 82,1 mln zł więcej, niż gdyby miał je rozliczyć według stawek dla laparoskopii. Zabiegi robotowe wykonuje w naszym kraju ponad 100 szpitali.

Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, w analizie przeprowadzonej na zlecenie Ministerstwa Zdrowia w związku z oceną zasadności stosowania robotyki w  chirurgicznym leczeniu endometriozy, podkreśliła korzyści wynikające z używania tej technologii w operacjach. Wśród zalet AOTMiT wymienia m.in. lepszą widoczność pola operacyjnego dzięki trójwymiarowemu obrazowi i  wysokiej rozdzielczości, zmniejszone ryzyko uszkodzenia tkanek, łatwiejszy dostęp do małych przestrzeni czy ułatwienie zakładania szwów.

– Operacje robotyczne niosą szereg korzyści w porównaniu do operacji otwartych oraz operacji laparoskopowych. To przede wszystkim większa precyzja, bo operator dysponuje systemem robotycznym, który z mikrochirurgiczną precyzyjnością potrafi zoperować pacjenta. Dodatkowo widzimy dużo więcej, jest lepsza widoczność, jest dużo większa ergonomia pracy operatora, operator operuje w komfortowej pozycji, nie musi się aż tak mocno męczyć. Przekłada się to także na krótszy czas rekonwalescencji pacjenta i na lepszy powrót do zdrowia i pracy – zauważa Marcin Trzewik, lekarz urolog, główny operator robota w Śląskim Centrum Urologii Urovita.

Jak podkreślają lekarze, wraz z upowszechnieniem chirurgii robotowej, między innymi poprzez refundację takich zabiegów, rośnie świadomość pacjentów na temat możliwości, jakie ta technologia niesie. Rozwiewają się też obawy, jakie początkowo towarzyszyły wprowadzaniu takich urządzeń na sale operacyjne.

 Na początku pacjenci myśleli, że to robot samodzielnie będzie ich operował. Teraz pacjenci są już świadomi, że robot jest operacją małoinwazyjną, co do zasady długość hospitalizacji jest zdecydowanie krótsza i dzięki niemu szybciej dochodzą do siebie. Teraz już są doświadczenia pacjentów i łatwiej przekonać kolejnych, że dla nich zabieg robotyczny jest najlepszym rozwiązaniem. Zresztą jakoś specjalnie przekonywać ich do tego nie trzeba – komentuje Lesław Polański.

Chorzowskie centrum wykonało w ubiegłym roku łącznie ponad 780 zabiegów w asyście robotów chirurgicznych, wykorzystując do nich dwa systemy robotyczne Versius. Złożyły się na ten wynik 533 operacje urologiczne (w  tym 401 prostatektomii) oraz 249 ginekologicznych. Ośrodek znajduje się na drugim miejscu w Polsce pod względem liczby operacji robotycznych (za Grupą Mazovia).

 Chirurgia robotyczna wymaga zestawu wysokospecjalistycznych kompetencji. Przede wszystkim operator musi być zaznajomiony z chirurgią małoinwazyjną laparoskopową oraz z polem operacyjnym, które jest zupełnie inne niż w postaci operacji otwartych. Dodatkowo wymagane są od niego szkolenia z zakresu obsługi robota, a także z zakresu fizjologii i anatomii danego pacjenta. Operator musi na bieżąco umieć podjąć decyzję, czy zastosowanie systemu robotycznego będzie korzystne dla tego konkretnego pacjenta, czy lepiej go zoperować inną metodą. Żeby móc operować w miarę intuicyjnie i w miarę sprawnie, jest to od kilkudziesięciu do kilkuset przeprowadzonych operacji – podkreśla Marcin Trzewik.

– Operacja robotowa dla pacjenta jest najlepsza, ale bywa tak, że po pierwsze, pacjent się nie kwalifikuje do zabiegu robotowego albo w trakcie zabiegu, przez bardzo rozległe przerzuty nowotworowe, ten zabieg należy skonwertować do operacji klasycznej. W naszym ośrodku jest tak, że operatorzy muszą najpierw wykazać bardzo duże doświadczenie w zakresie operacji innymi technikami – dodaje Lesław Polański.

Na początku października z inicjatywy Politechniki Śląskiej, Innovaris, Grupy Anmar i CMR Surgical otworzono w Zabrzu Centrum Kompetencji Robotycznej. Mają tam być szkolone zespoły medyczne: chirurdzy, instrumentariuszki i cały personel operacyjny, dzięki czemu będą one mogły bezpiecznie wdrażać chirurgię robotyczną z wykorzystaniem systemu Versius w  swoich macierzystych placówkach. Dzięki zapleczu Politechniki Śląskiej szkolenia odbywają się w warunkach maksymalnie zbliżonych do rzeczywistej sali operacyjnej i obejmują cały zespół.

– To unikatowe centrum na skalę regionu. Zamierzamy szkolić operatorów ze wszystkich krajów Europy Środkowo-Wschodniej, wdrażając siedmioetapowy program szkoleniowy CMR oparty na danych metrycznych i akredytowany przez Royal College of Surgeons, który gwarantuje, że chirurdzy przystępujący do operowania są doskonale przeszkoleni – mówi Aleksandra Diyon, dyrektorka generalna na Europę Wschodnią w firmie CMR Surgical, producenta robota Versius.

Podnoszenie kompetencji zespołów to jeden z elementów zwiększania skali operacji robotycznych w Polsce. O tym, że jest ona jeszcze niewystarczająca, świadczą dane z raportu Modern Healthcare Institute na temat tego, że stosunek operacji tego typu do nowych zachorowań na nowotwory wyniósł 94 zabiegi na tysiąc nowych przypadków. W dodatku, choć w kraju działa już około 80 robotów, większość procedur koncentruje się w dużych ośrodkach akademickich.

 W Polsce wciąż są miejsca, gdzie pacjenci nie mają dostępu do robotów chirurgicznych i zabiegów małoinwazyjnych. Z drugiej strony w dużych miastach, szczególnie w ośrodkach uniwersyteckich, dostępność robotów jest już tak wysoka, że brakuje specjalistów, którzy mogliby na nich pracować. To pokazuje, że dystrybucja dostępu w skali kraju jest nierównomierna – i właśnie to staramy się zmienić – mówi Marcin Bruszewski.

– Robot Versius wpisuje się w infrastrukturę praktycznie każdego szpitala. Nie wymaga żadnych dodatkowych inwestycji, przebudów ani dostosowania sterylizacji, co jest ogromnym plusem, mając na uwadze limitacje budżetowe, które w tej chwili dotykają naszego płatnika. Można go umieścić w każdym szpitalu, podłączyć do zwykłego gniazdka i będzie działał – mówi Aleksandra Diyon.

Według Global Market Insights światowy rynek robotów chirurgicznych był w 2024 roku wart 8,1 mld dol. Bieżący rok zamknie się, według analityków, przychodami sięgającymi 9,2 mld dol., a do 2034 roku wzrosną one do 38,4 mld dol., czyli średnio o ponad 17 proc. rocznie. 

Źródło: Newseria

Państwowy Instytut Medyczny MSWiA w Warszawie zakończył kolejny spektakularny sukces telemedycyny. 2 września 2025 roku prof. dr hab. n. med. Piotr Suwalski (kardiochirurg) oraz dr n. med. Paweł Wisz (urolog) przeprowadzili zdalnie dwa skomplikowane zabiegi — bypassy serca i radykalną prostatektomię — będąc fizycznie obecnymi w Belgii, podczas gdy pacjenci znajdowali się w salach operacyjnych instytutu w stolicy. Wydarzenie to znacznie wykracza poza standardy — łącząc Polskę i Belgię jako pierwszy taki przypadek w Europie.
Odległość między lekarzami a pacjentami wynosiła około 1300 km, a opóźnienie transmisji danych wynosiło zaledwie 30 milisekund, co jest wartością porównywalną z normalnym czasem reakcji podczas operacji stacjonarnych.

Dotychczasowy sukces telechirurgiczny zrealizowany 1 sierpnia, kiedy to ci sami specjaliści operowali z Gdańska, był zwiastunem nowego etapu w polskiej medycynie. Teraz, poprzez operacje z Belgii, udowodniono, że bariery geograficzne przestają mieć znaczenie w najnowocześniejszym leczeniu chirurgicznym.

Bezpieczeństwo pacjentów było priorytetem: podczas obu zabiegów zapewniono pełną obsadę chirurgiczną i anestezjologiczną na miejscu w Warszawie. Transmisja danych była zabezpieczona i obsługiwana przez specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa, a wykorzystany robot medyczny posiadał certyfikat CE dopuszczający go do użytku w UE.

Zabiegi przeszły pomyślnie — pacjenci czują się dobrze i ich stan jest stabilny. W kontekście tych wydarzeń resort zdrowia oraz przedstawiciele MSWiA wskazują, że jest to początek transformacji medycyny w Polsce i Europie. Technologie te pozwalają na dostęp do specjalistów w warunkach, które jeszcze niedawno byłyby niemożliwe — nawet w czasach konfliktów lub kryzysów.

Korzyści edukacyjne i organizacyjne są nie do przecenienia. Młodzi lekarze mogą uczestniczyć w takich operacjach zdalnie, ucząc się precyzyjnych technik robotycznych pod okiem doświadczonych chirurgów. System ten umożliwia najlepszym ekspertom z różnych ośrodków przejęcie sterowania operacji w czasie rzeczywistym — co stanowi nowy standard w szkoleniu chirurgicznym.

Pionierskie operacje odbyły się w renomowanej w Belgii Orsi Academy, centrum szkoleniowym w zakresie chirurgii robotycznej, co podnosi rangę wydarzenia jako krok nie tylko technologiczny, ale i międzynarodowy — model współpracy transgranicznej w nowoczesnej medycynie.

Zdalne operacje przeprowadzone przez prof. Suwalskiego i dr Wisza to ogromny krok naprzód dla chorej pacjentury — dostęp do najwyżej klasy specjalistów nie musi już zależeć od ich fizycznej obecności. Zaprezentowana metoda może zrewolucjonizować standardy leczenia, szkolenia i ochrony personelu medycznego na całym świecie.

Źródło: GOV.PL

Wspomagana robotycznie chirurgia małoinwazyjna, oparta na technologii da Vinci, staje się realną codziennością w polskich szpitalach publicznych. Dynamiczny rozwój tej dziedziny najlepiej widać w Krakowie, gdzie dwa wiodące ośrodki – Szpital Uniwersytecki oraz Szpital Rydygiera – systematycznie zwiększają liczbę wykonywanych zabiegów, tworzą nowe zespoły operacyjne i wprowadzają kolejne typy procedur robotycznych. Operacje są refundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia, a pacjenci zyskują dostęp do jednej z najnowocześniejszych form leczenia chirurgicznego w Europie.

Rok chirurgii robotycznej w Szpitalu Uniwersyteckim

Zaledwie rok po uruchomieniu systemu da Vinci X, Szpital Uniwersytecki w Krakowie może pochwalić się imponującym bilansem 473 operacji przeprowadzonych z użyciem robota. W czerwcu 2024 r. wykonano pierwsze zabiegi, a liczba interwencji rosła błyskawicznie. „W ciągu niespełna 2 tygodni od uruchomienia systemu w czerwcu 2024 roku przeprowadzono 6 zabiegów, by wkrótce wykonywać nawet 2 i więcej operacji robotycznych dziennie. Ubiegły rok zakończył się liczbą 205 zabiegów. W tym roku przeprowadzono ich aż 473” – przypomina dr Rafał Depukat, kierownik Bloku Operacyjnego.

Robot da Vinci wykorzystywany jest w krakowskim ośrodku przez zespoły z urologii, ginekologii, chirurgii ogólnej, onkologicznej i gastroenterologicznej, a także transplantologii. Operują nim m.in. prof. Piotr Chłosta, prof. Michał Pędziwiatr, dr hab. Marek Sierżęga czy dr hab. Paweł Basta.

Dyrektor szpitala, Marcin Jędrychowski, podkreślał, że rozwój chirurgii robotycznej nie powinien zatrzymać się na urologii czy ginekologii, ale otworzyć drogę do procedur hybrydowych i zaawansowanych zabiegów interdyscyplinarnych.

500 operacji w Rydygierze – i dynamicznie rośnie

W Małopolsce również Szpital Rydygiera rozwija chirurgię robotyczną z ogromnym rozmachem. W niespełna dwa lata od wprowadzenia robota do praktyki klinicznej, placówka zrealizowała już 500 zabiegów. „Wprawdzie systemy robotyczne wykorzystywane są w Polsce już od 2010 roku, ale to właśnie Rydygier w 2023 roku stał się w Małopolsce pierwszą publiczną placówką medyczną, która do swojej oferty wprowadziła bezpłatne, finansowane przez NFZ operacje z użyciem robota” – przypomina szpital.

Operacje rozpoczęto na Oddziale Urologii 16 października 2023 r., a już w styczniu 2024 r. robotyczne zabiegi wdrożono na Oddziale Ginekologii Onkologicznej, gdzie do czerwca wykonano 130 operacji u pacjentek z rakiem endometrium. Prawdziwym przełomem było jednak wejście chirurgii robotycznej na Oddział Chirurgii Ogólnej – gdzie wykonano już 216 operacji, w tym 195 operacji jelita grubego, 14 żołądka i 7 trzustki.

„Szpital Rydygiera posiada Certyfikat Bezpieczeństwa Systemu Chirurgii Robotycznej, co jest szczególnie ważne dla zapewnienia bezpieczeństwa Pacjentów” – informuje placówka. Obecnie w operacjach robotycznych uczestniczy 8 certyfikowanych zespołów, a kwartalnie wykonywanych jest ponad 100 procedur. Niedawno dołączył także nowy zespół chirurgii głowy i szyi, który przeprowadził pierwszą operację robotyczną na Oddziale Otolaryngologii.

Jak działa system da Vinci i dlaczego to rewolucja

Robot chirurgiczny da Vinci to zaawansowana platforma operacyjna zaprojektowana przez firmę Intuitive Surgical. Składa się z dwóch głównych elementów: konsoli chirurga oraz części roboczej z czterema ramionami, z których trzy wyposażone są w narzędzia operacyjne, a czwarte w kamerę endoskopową.

Konsola umożliwia chirurgowi precyzyjne kierowanie narzędziami przy użyciu manetek i pedałów, a obraz pola operacyjnego oglądany jest w trójwymiarze i wysokiej rozdzielczości. Zastosowanie technologii EndoWrist sprawia, że końcówki narzędzi naśladują ruchy nadgarstka, co pozwala na dostęp do trudno osiągalnych struktur i niezwykle precyzyjne preparowanie tkanek.

Wbrew wyobrażeniom, robot nie działa samodzielnie – każdą czynność wykonuje pod bezpośrednim nadzorem i sterowaniem chirurga. Operacja nie byłaby możliwa bez udziału wykwalifikowanego zespołu, w skład którego wchodzą certyfikowani operatorzy, asysta chirurgiczna i instrumentariuszki.

Zabiegi wykonywane w asyście robota mają wiele zalet: mniejsze nacięcia (1–2 cm zamiast kilkunastu), niższa utrata krwi, precyzyjniejsze zespolenia, krótszy czas rekonwalescencji i zmniejszone ryzyko powikłań. 

Nowy standard w medycynie – dostępny bezpłatnie

Zarówno Szpital Uniwersytecki, jak i Szpital Rydygiera przypominają, że wszystkie operacje z wykorzystaniem robota da Vinci są bezpłatne dla pacjenta – w pełni finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Wspólną ambicją obu placówek jest dalszy rozwój chirurgii robotycznej, szkolenie kolejnych zespołów i włączanie do programu kolejnych dziedzin medycyny.

Jak zauważa Marcin Jędrychowski, rozwój technologii nie może odbywać się wyłącznie w dużych ośrodkach. „Pozwoli to na dalszy rozwój chirurgii robotycznej w całym kraju, gdyż według raportu opracowanego przez firmę Synektik w Polsce w chwili obecnej operujemy w 3 obszarach, w momencie, w którym w Europie jest ich już prawie 30”.

Chirurgia wspomagana robotem da Vinci nie tylko otwiera nowy rozdział w polskiej medycynie, ale staje się standardem – coraz bardziej dostępnym, coraz bardziej precyzyjnym i coraz bardziej skutecznym.

Fot. Szpital Uniwersytecki w Krakowie Źródła: Szpital Uniwersytecki w Krakowie, Szpital Specjalistyczny im. L. Rydygiera w Krakowie, Centrum Chirurgii Robotycznej – Szpital Mazovia Warszawa
 
Podczas Walnego Zgromadzenia Członków Polskiego Towarzystwa Urologicznego, zorganizowanego w ramach 55. Kongresu PTU w Łodzi, prof. Tomasz Drewa został wybrany prezesem elektem stowarzyszenia na kadencję 2026–2030. To kolejne potwierdzenie jego silnej pozycji w środowisku urologicznym, zarówno w kraju, jak i na arenie międzynarodowej.
Prof. Tomasz Drewa to wybitny specjalista urologii onkologicznej, od lat związany z toruńsko-bydgoskim środowiskiem akademickim i klinicznym. Urodził się w 1970 roku, a studia medyczne ukończył w 1996 roku w Akademii Medycznej w Gdańsku. Karierę rozpoczął w Bydgoszczy, w Szpitalu im. Jana Biziela, gdzie już jako młodszy asystent współtworzył m.in. Bank Tkanek. W kolejnych latach jego działalność koncentrowała się na rozwijaniu chirurgii urologicznej – najpierw w Klinice Urologii UMK, a następnie w Szpitalu Miejskim w Toruniu, gdzie od 2012 roku kierował Oddziałem Urologii Ogólnej i Onkologicznej.

W 2011 roku profesor Drewa przeprowadził w bydgoskim Centrum Onkologii pierwszą w regionie operację laparoskopowej cystektomii radykalnej – jednego z najbardziej złożonych zabiegów w urologii onkologicznej. Był to początek systematycznego wprowadzania chirurgii laparoskopowej do codziennej praktyki klinicznej. W 2016 roku, mimo braku szerokiego dostępu do nowoczesnych technologii, sprowadził do Polski drugiego robota chirurgicznego da Vinci, torując drogę dla rozwoju chirurgii robotycznej. W tym samym roku wykonał pierwszą w Polsce radykalną cystektomię robotyczną, a jego zespół zaprezentował zabieg na żywo podczas Kongresu PTU w Katowicach.

Obecnie kieruje Kliniką Urologii Ogólnej i Onkologicznej Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 im. Antoniego Jurasza w Bydgoszczy oraz Katedrą Urologii i Andrologii Collegium Medicum UMK. W jednostkach tych rozwija nie tylko nowoczesne metody leczenia, ale również edukację i badania naukowe. Z jego inicjatywy w 2023 roku do Szpitala Jurasza trafił najnowszej generacji robot da Vinci, co znacząco zwiększyło potencjał placówki jako jednego z czołowych ośrodków uro-onkologicznych w kraju.

Profesor Drewa jest redaktorem naczelnym czasopisma naukowego Central European Journal of Urology, autorem ponad 230 publikacji naukowych, członkiem wielu towarzystw naukowych oraz recenzentem renomowanych czasopism takich jak European Urology, Journal of Urology czy Nature Reviews in Urology.

Jego wybór na prezesa PTU na kolejną kadencję to nie tylko wyraz zaufania środowiska, ale i szansa na dalszy rozwój polskiej urologii w kierunku nowoczesnej, zintegrowanej opieki nad pacjentem.

Źródło: Szpital Uniwersytecki w Bydgoszczy, Fot. Szpital Uniwersytecki w Bydgoszczy, USG Joanna Drewa

Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu (USK) po raz kolejny udowadnia, że jest liderem w rozwoju nowoczesnych technologii medycznych. W maju br. przeprowadzono tam jedną z nielicznych w Polsce operacji rekonstrukcji moczowodu z zastosowaniem przeszczepu błony śluzowej z policzka – z wykorzystaniem robota da Vinci. Zabieg wykonano przy wsparciu prof. Benjamina I. Chunga ze Stanford University, światowej klasy specjalisty w dziedzinie chirurgii robotycznej.
Operacja z użyciem błony śluzowej z policzka
Wrocławscy urolodzy podjęli się skomplikowanej operacji u pacjenta z zaawansowanymi powikłaniami po leczeniu kamicy nerkowej. Zwężenie moczowodu uniemożliwiało prawidłowy odpływ moczu, a jedynym rozwiązaniem pozwalającym na uniknięcie utraty nerki okazała się rekonstrukcja z wykorzystaniem fragmentu błony śluzowej z jamy ustnej. Tego rodzaju operacje należą w Polsce do rzadkości i nie są refundowane, jednak – jak podkreśla zespół USK – mogą być ratunkiem w wybranych przypadkach klinicznych.
– Nowością i wyzwaniem jest zabieg plastyki zwężenia przewodu moczowego. To nie jest zabieg rutynowy, ale wiemy, że wyniki z innych ośrodków są bardzo obiecujące – tłumaczy prof. dr hab. Bartosz Małkiewicz, kierownik Uniwersyteckiego Centrum Chirurgii Robotycznej USK.

Wizyta prof. Chunga – edukacja i wymiana doświadczeń
Prof. Benjamin I. Chung, dyrektor chirurgii robotycznej na Uniwersytecie Stanforda, przebywał we Wrocławiu jako visiting professor. Podczas pobytu uczestniczył w sześciu operacjach wykonanych przez zespół USK, komentując je i konsultując przy edukacyjnej konsoli robota da Vinci. Jego obecność umożliwiła wymianę doświadczeń i ocenę stosowanych procedur. Dodatkowo wygłosił wykład otwarty dla lekarzy i studentów, poświęcony chirurgii robotycznej w onkologii układu moczowego.
– Spotkania z wybitnymi ekspertami to dla naszego zespołu nie tylko okazja do podnoszenia kompetencji, ale i inspiracja do dalszego rozwoju – zaznacza prof. Małkiewicz. – Chcemy, by chirurgia robotyczna była nie tylko technicznie zaawansowana, ale przede wszystkim skuteczna i dostępna dla pacjentów z różnymi schorzeniami.

Da Vinci w USK – ponad 800 operacji i ambitne plany
System robotyczny da Vinci działa w USK od lipca 2023 roku. W ciągu niespełna dwóch lat wykonano ponad 800 zabiegów, głównie w urologii i chirurgii onkologicznej. Zespół sukcesywnie poszerza wskazania do operacji robotycznych – również o procedury nowatorskie i nierefundowane, takie jak wspomniana rekonstrukcja moczowodu. Zabiegi odbywają się niemal codziennie, od rana do późnego wieczora, a szpital planuje zakup drugiego robota, co pozwoli rozszerzyć dostępność tej technologii na kolejne dziedziny medycyny.

Innowacje również w kardiochirurgii
Wrocławskie centrum rozwija też pilotażowy program zastosowania robota da Vinci w kardiochirurgii. W marcu i czerwcu br. przeprowadzono z powodzeniem zabiegi małoinwazyjnego pomostowania aortalno-wieńcowego (MIDCAB), w których pobranie tętnicy piersiowej przeprowadzono z użyciem systemu robotycznego. To krok ku wdrożeniu chirurgii robotycznej w leczeniu chorób serca.
– To procedury wymagające najwyższych kompetencji, ale też odpowiednich warunków organizacyjnych i finansowych – zaznacza lek. Maciej Kamiński, zastępca dyrektora ds. medycznych USK. – Chcemy, by innowacyjne leczenie z wykorzystaniem robota mogło stać się standardem również w kardiochirurgii.

Robotyka przyszłością medycyny
Zdaniem specjalistów USK, chirurgia robotyczna to nie tylko symbol postępu technologicznego, ale realna szansa na lepsze wyniki leczenia, krótszą hospitalizację, mniejsze ryzyko powikłań i szybszy powrót pacjentów do życia zawodowego. Jej rozwój wymaga jednak odpowiedniego modelu finansowania, by mogła być stosowana szerzej i w bardziej złożonych przypadkach klinicznych.
– Leczenie robotyczne niesie konkretne korzyści zdrowotne, społeczne i ekonomiczne – podkreśla prof. dr hab. Tomasz Szydełko, krajowy konsultant w dziedzinie urologii. – Dlatego tak ważne jest, by system ochrony zdrowia wspierał jego rozwój.
 
Źródło: Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu, www.usk.wroc.pl Fotografia: www.usk.wroc.pl