Medicalpress
Neurochirurdzy z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach wykonali u 15-latki zabieg bezpośredniej rewaskularyzacji mózgu po udarze. Operacja polegała na wykonaniu zespolenia między tętnicą skroniową powierzchowną a tętnicą środkową mózgu przy użyciu nici o grubości ludzkiego włosa.
Pacjentka w grudniu 2025 r. doznała rozległego urazu głowy w wypadku komunikacyjnym. Jak poinformował podczas konferencji prasowej neurochirurg dr Paweł Jarski, początkowo przeszła pilną operację z powodu krwiaka wewnątrzczaszkowego i wieloodłamowego złamania podstawy i sklepienia czaszki. Kilka dni później wystąpił u niej udar niedokrwienny mózgu spowodowany krytycznym zwężeniem tętnicy szyjnej wewnętrznej.

W pierwszym etapie leczenia lekarze GCZD zastosowali leczenie wewnątrznaczyniowe z użyciem stentu, co początkowo poprawiło stan neurologiczny pacjentki. Jednak rutynowe badania kontrolne wykonane około pół roku później wykazały ponowne krytyczne zwężenie w obrębie stentu. Choć organizm pacjentki wytworzył krążenie oboczne, szczegółowa diagnostyka obrazowa i neuropsychologiczna wykazała niewystarczające ukrwienie zagrożonego obszaru mózgu. Lekarze zdecydowali o wykonaniu bezpośredniej rewaskularyzacji.

Jak wyjaśnił kierownik Oddziału Neurochirurgii Dziecięcej GCZD prof. Marek Mandera, dotychczas u dzieci bezpośrednie zespolenia naczyniowe wykonywano bardzo rzadko z uwagi na duże trudności techniczne wynikające z niewielkich rozmiarów naczyń. Standardem były metody rewaskularyzacji pośredniej polegające na ułożeniu na powierzchni mózgu fragmentu mięśnia lub opony twardej, aby pobudzić rozwój nowych naczyń.

– Współczesny rozwój technik supermikrochirurgicznych pozwala na wykonywanie bezpośrednich zespoleń u dzieci, co otwiera nową drogę leczenia i przede wszystkim zapobiegania kolejnym epizodom udarowym – wskazał prof. Mandera.

Zabieg przeprowadził zespół kierowany przez dr. Dariusza Szarka, neurochirurga z Wrocławia, specjalizującego się w chirurgii naczyń mózgowych i supermikrochirurgii.

– Bypass to technika ominięcia przeszkody. Wykorzystaliśmy tętnicę skroniową przebiegającą w skórze głowy, którą „pożyczyliśmy” i przyszyliśmy do naczyń mózgu. U dzieci oczekiwana długość życia jest znacznie większa niż u dorosłych, dlatego korzyści z trwałego zabezpieczenia krążenia mózgowego mogą być w tej grupie szczególnie istotne – wyjaśnił dr Szarek.

Dodał, że zespolenie wykonano przy użyciu nici o grubości ludzkiego włosa, co obrazuje skalę precyzji wymaganej podczas takich operacji.

Prof. Ilona Kopyta, neurolog dziecięcy z GCZD i ekspert International Pediatric Stroke Organization, podkreśliła, że udar mózgu u dzieci ma zupełnie inną specyfikę niż u dorosłych. Jest to choroba rzadka, występująca przede wszystkim u najmłodszych pacjentów, a jej głównymi przyczynami są choroby tętnic mózgowych (arteriopatie), a nie nadciśnienie tętnicze czy miażdżyca.

– W udarze dziecięcym większość sytuacji wymaga indywidualnego podejścia. Nie ma prostych, uniwersalnych wytycznych. Tegoroczne rekomendacje American Heart Association zawierają zaledwie trzy punkty dotyczące dzieci na 119 stronach dokumentu – zaznaczyła prof. Kopyta.

Obecnie 15-letnia Maja nie wymaga już rehabilitacji. Jak powiedziała podczas konferencji prasowej, po operacji wróciła do dobrej formy i przygotowuje się do rozpoczęcia nauki w szkole ponadpodstawowej. Jej ojciec poinformował, że dziewczynka ukończyła ósmą klasę w trybie nauczania indywidualnego i została przyjęta do wybranej szkoły średniej.

– Po operacji byłam oczywiście osłabiona, ale wracam do siebie i jak na razie jest naprawdę dobrze. Mam nadzieję, że teraz w nowej szkole będę mogła uczyć się normalnie – powiedziała Maja.

Lekarze podkreślili, że każdy przypadek udaru u dziecka wymaga indywidualnej oceny, a decyzje dotyczące leczenia operacyjnego podejmowane są po analizie wielu czynników klinicznych i obrazowych. Zaznaczyli, że bypass nie jest standardową metodą leczenia udaru u dzieci i może być stosowany wyłącznie u starannie zakwalifikowanych pacjentów. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Szpital w Drawsku Pomorskim American Heart of Poland poszerzył zakres leczenia ortopedycznego o jedną z najbardziej wymagających procedur rekonstrukcyjnych – endoprotezoplastykę stawu skokowego. W szpitalu wykonano pierwsze zabiegi wszczepienia endoprotezy stawu goleniowo-skokowego, dzięki czemu szpital dołączył do grona nielicznych ośrodków w Polsce realizujących tego typu leczenie.
Dla pacjentów z zaawansowanymi zmianami zwyrodnieniowymi stawu skokowego oznacza to dostęp do nowoczesnej metody leczenia, która w odpowiednio dobranych przypadkach pozwala nie tylko zmniejszyć ból, ale również zachować ruchomość stawu i poprawić funkcjonowanie w codziennym życiu.

Endoprotezoplastyka stawu skokowego należy do najbardziej złożonych technicznie procedur w ortopedii. Staw skokowy charakteryzuje się skomplikowaną biomechaniką – podczas chodzenia przenosi obciążenia wielokrotnie przekraczające masę ciała, a jednocześnie odpowiada za precyzyjną adaptację kończyny do podłoża. Z tego względu odtworzenie jego prawidłowej anatomii i funkcji stanowi duże wyzwanie dla zespołu operacyjnego.

Alternatywa dla usztywnienia stawu

Zaawansowana choroba zwyrodnieniowa stawu skokowego prowadzi do przewlekłego bólu, ograniczenia zakresu ruchu oraz stopniowego pogarszania sprawności pacjenta. Do tej pory jedną z podstawowych metod leczenia w ciężkich przypadkach pozostawała artrodeza, czyli operacyjne usztywnienie stawu.

Endoprotezoplastyka stawu skokowego stanowi alternatywę dla wybranych pacjentów, umożliwiając zachowanie ruchomości stawu. Może to wpływać na bardziej fizjologiczny sposób poruszania się, ograniczenie przeciążeń sąsiednich stawów oraz poprawę jakości życia. Kluczowe znaczenie ma jednak odpowiednia kwalifikacja chorego, precyzyjne planowanie zabiegu oraz doświadczenie zespołu operacyjnego.

– Zwyrodnienia stawów skokowych wiążą się z dużym cierpieniem pacjentów i znacznym ograniczeniem aktywności. Dlatego zdecydowaliśmy się wdrożyć tę zaawansowaną procedurę również w naszym ośrodku – mówi lek. Marek Dzik, specjalista ortopedii i traumatologii narządu ruchu ze Szpitala w Drawsku Pomorskim American Heart of Poland.

Implant odwzorowujący naturalną anatomię stawu

Pierwsze dwa zabiegi przeprowadzono z udziałem Genaro Rubino z Włoch – autora zastosowanego systemu endoprotezy stawu skokowego. Jego obecność pozwoliła na bezpośrednią wymianę doświadczeń oraz wsparcie zespołu podczas wdrażania nowej technologii.

Zastosowany implant został zaprojektowany z uwzględnieniem naturalnej anatomii i biomechaniki stawu skokowego. Jego charakterystycznym elementem jest zakrzywiony komponent piszczelowy, który ma na celu możliwie wierne odwzorowanie warunków anatomicznych pacjenta.

Konstrukcja systemu pozwala na oszczędzenie większej ilości własnej kości podczas implantacji. Ma to znaczenie zarówno dla zachowania naturalnych struktur pacjenta, jak i dla możliwości przeprowadzenia ewentualnych procedur rewizyjnych w przyszłości. Dodatkowo uproszczone instrumentarium zwiększa przewidywalność zabiegu oraz ogranicza konieczność wykonywania kontroli radiologicznych w trakcie operacji.

– Naszym celem było stworzenie systemu, który będzie intuicyjny dla chirurga i jednocześnie maksymalnie oszczędzający kość pacjenta. Podczas wizyty w Drawsku Pomorskim wspieraliśmy zespół przy wdrożeniu pierwszych implantacji. Jestem pod wrażeniem przygotowania lekarzy i całego zespołu operacyjnego oraz przebiegu tych zabiegów – podkreśla Genaro Rubino.

Rozwój wysokospecjalistycznej ortopedii w regionie

Uruchomienie programu endoprotezoplastyki stawu skokowego w Szpitalu w Drawsku Pomorskim zwiększa dostępność wysokospecjalistycznego leczenia dla pacjentów z regionu. Do tej pory osoby wymagające tego typu procedury często musiały szukać pomocy w odległych, wyspecjalizowanych ośrodkach.

Rozwój tej metody wpisuje się w światowy trend stosowania procedur, które pozwalają nie tylko leczyć ból, ale również zachować funkcję narządu ruchu. Postęp w projektowaniu implantów, technikach operacyjnych oraz kwalifikacji pacjentów sprawia, że endoprotezoplastyka stawu skokowego staje się coraz ważniejszą opcją terapeutyczną u odpowiednio dobranych chorych.

Źródło: inf pras

Od kilku lat dynamicznie się rozwija chirurgia robotowa w Polsce. W 2025 r. w 93 szpitalach wykonano ponad 24,5 tys. operacji robotowych, o 44 proc. więcej niż rok wcześniej – wynika z najnowszego raportu Modern Healthcare Institute. Zwiększa się też liczba chirurgów wykonujących tego rodzaju zabiegi.
Polska chirurgia robotowa nadrabia zaległości w rozwoju operacji wykonywanych przy użyciu różnego typu robotów. Nasza medycyna spóźniła się we wdrażaniu tej nowoczesnej techniki operacyjnej prawie 20 lat, lecz od kilku lat ta dziedzina małoinwazyjnej chirurgii rozwija się nadzwyczaj dynamicznie.

Z najnowszego raportu „Chirurgia robotowa 2026” wynika, że w 2025 r. w 93 szpitalach wykonano ponad 24,5 tys. operacji robotowych, czyli o 44 proc. więcej niż rok wcześniej. W 2024 r. 77 szpitali dysponowało przynajmniej jednym robotem operacyjnym, a dwa lata wcześniej – 58. Szybko zwiększa się liczba zabiegów: w 2024 r. przeprowadzono 17,1 tys. operacji robotowych.

Polska chirurgia robotowa ogranicza się na razie niemal wyłącznie do operacji onkologicznych, w tym głównie urologicznych. W 2025 r. prawie 95 proc. tych zabiegów dotyczyło różnego typu nowotworów. Głównie wykonywane były operacja radykalnej prostatektomii (usunięcia gruczołu krokowego). W 2025 r. przeprowadzono 13 231 takich operacji, co stanowiło 54 proc. wszystkich zabiegów robotowych. Efektem tego jest to, że usunięcie gruczołu krokowego w 82 proc. odbywa się w asyście robota. Taki zabieg – zapewniają specjaliści – powoduje mniej powikłań, takich jak nietrzymanie moczu oraz zaburzenia erekcji.

Chirurgia robotowa coraz śmielej wkracza także do innego typu operacji wykonywanych w naszym kraju. Na tę metodę przypada prawie 20 proc. zabiegów usunięcia guza złośliwego jelita grubego. W urologii wykonano w 2025 r. ponad tysiąc operacji nerek oraz niemal pół tysiąca cystektomii (usunięcie pęcherza moczowego), to 22 proc. wszystkich tego rodzaju operacji.

Inne zabiegi coraz częściej wykonywane w asyście robota to alloplastyka kolana (wszczepienie sztucznego stawu kolanowego), na którą przypadało w minionym roku 5,4 proc. tych zabiegów. Wykonywane są także zabiegi ginekologiczne, dotyczące na przykład leczenie endometriozy, spowodowanej rozrastaniem się tkanki przypominającej błonę śluzową macicy (endometrium) poza jej jamą, np. na jajnikach czy otrzewnej. Systemy robotowe wykorzystywane są także do operacji stabilizacji kręgosłupa oraz chirurgii mózgu. Mamy już 15 ośrodków robotowej neurochirurgii.

Przybywa chirurgów wykonujących operacje robotowe. W 2025 r. było ich prawie 450, w tym 40 kobiet. Wzrost liczby lekarzy specjalizujących się w tej metodzie ma kluczowe znaczenie dla rozwoju tej metody, podobnie jak zakup kolejnych robotów chirurgicznych. A jest ich coraz więcej i to różnego typu. Oprócz najczęściej wykorzystywanego robota da Vinci (ponad 100 instalacji w naszym kraju) stosowane są także: Versius, Hugo, oraz MP1000 Edge Medical.

Niemal wszystkie, bo aż 98 proc. operacji robotowych, jest finansowanych ze środków Narodowego Funduszu Zdrowia. Przy czym 56 proc. tych zabiegów zrefundowano według wyższych stawek, gdyż są bardziej kosztowne (operacje rana prostaty, jelita grubego oraz endometriozy). Inne operacje robotowe zrefundowano według tych stawek dotyczących tych samych operacji wykonywanych metodą laparoskopową lub tradycyjną. Jedynie za 440 operacji robotowych pacjenci zapłacili z własnej kieszeni lub w ramach prywatnego pakietu medycznego. Połowa z nich została przeprowadzona w warszawskim szpitalu Medicover, który jest też jednym z pionierów chirurgii robotowej w Polsce.

„Z punktu widzenia pacjenta technika robota oznacza krótszą rekonwalescencję, mniejszą liczbę powikłań i szybszy powrót do normalnego funkcjonowania, co przynosi rownież korzyści systemowe poprzez ograniczenie kosztów leczenia powikłań i szybszy powrót pacjentów do aktywności zawodowej” – przekonuje dr Piotr Kania, ordynator Oddziału Urologii i Onkologii Urologicznej w Siedlcach, kierownik Siedleckiego Ośrodka Robotycznego.

Źródło: Nauka w Polsce

Zapalenie płuc rozwijające się po usunięciu rurki intubacyjnej może być częstszym powikłaniem pooperacyjnym, niż dotychczas sądzono. Takie wnioski płyną z badania przeprowadzonego przez naukowców z Hiroshima University, którzy przeanalizowali dane ponad 31 tys. pacjentów poddanych planowym operacjom w znieczuleniu ogólnym. Autorzy zwracają uwagę, że tzw. zapalenie płuc po ekstubacji (post-extubation pneumonia, PEP) występowało znacznie częściej niż klasyczne zapalenie płuc związane z wentylacją mechaniczną (ventilator-associated pneumonia, VAP), a jego rozwój może być związany z zaburzeniami połykania pojawiającymi się po usunięciu rurki intubacyjnej.
Intubacja i wentylacja mechaniczna są standardowym elementem wielu zabiegów chirurgicznych wykonywanych w znieczuleniu ogólnym. Po zakończeniu operacji rurka intubacyjna jest usuwana, a pacjent wraca do samodzielnego oddychania. U części chorych okres ten może jednak wiązać się z przejściowymi zaburzeniami połykania. Jeśli pokarm, płyny lub ślina przedostaną się do dróg oddechowych zamiast do przełyku, może dojść do aspiracji i rozwoju zapalenia płuc wymagającego leczenia.

Choć problem dysfagii po ekstubacji jest opisywany w literaturze medycznej od lat, autorzy nowego badania wskazują, że związane z nią zapalenie płuc wciąż nie jest powszechnie traktowane jako odrębna jednostka kliniczna. Najczęściej zaliczane jest do szeroko rozumianych powikłań pooperacyjnych lub szpitalnych zakażeń układu oddechowego.

Naukowcy z Hiroshima University Hospital postanowili sprawdzić, jak często takie powikłanie występuje w praktyce klinicznej, jakie są jego czynniki ryzyka oraz czym różni się od VAP, czyli zapalenia płuc rozwijającego się podczas trwania wentylacji mechanicznej.

Do analizy włączono 31 828 pacjentów poddanych planowym operacjom w znieczuleniu ogólnym w latach 2016–2023. Wykluczono osoby operowane w trybie nagłym oraz pacjentów, dla których brakowało części danych klinicznych.

W badanej grupie u 212 pacjentów rozpoznano zapalenie płuc po ekstubacji, co odpowiadało częstości 0,67 proc. Dla porównania, zapalenie płuc związane z wentylacją mechaniczną rozwinęło się u 27 osób.

Autorzy podkreślają, że oba schorzenia mają odmienny mechanizm powstawania. VAP jest zakażeniem rozwijającym się podczas trwającej wentylacji mechanicznej i wiąże się przede wszystkim z kolonizacją dróg oddechowych przez drobnoustroje. Z kolei PEP pojawia się już po usunięciu rurki intubacyjnej, a jego rozwój może być związany przede wszystkim z zaburzeniami połykania i osłabieniem naturalnych mechanizmów chroniących drogi oddechowe przed aspiracją.

Kto jest najbardziej narażony?

Analiza pozwoliła również zidentyfikować czynniki związane ze zwiększonym ryzykiem rozwoju zapalenia płuc po ekstubacji.

Pacjenci, u których wystąpiło PEP, byli średnio starsi od osób bez tego powikłania. Mężczyźni mieli o około 65 proc. wyższe ryzyko rozwoju choroby niż kobiety. Istotnym czynnikiem ryzyka okazała się również niska masa ciała. Osoby z BMI poniżej 18,5 częściej rozwijały zapalenie płuc po ekstubacji niż pacjenci z prawidłową masą ciała.

Znaczenie miały także stan świadomości oraz sprawność funkcjonalna oceniana przy pomocy wskaźników codziennego funkcjonowania. Wyższe ryzyko obserwowano u osób z zaburzeniami świadomości oraz ograniczoną samodzielnością.

Badacze zwracają uwagę, że zwiększone ryzyko nie dotyczyło wyłącznie określonych typów zabiegów. Choć wcześniej szczególną uwagę poświęcano operacjom w obrębie głowy i szyi, obecne badanie wykazało związek między PEP a szerokim zakresem procedur chirurgicznych, obejmujących m.in. operacje przewodu pokarmowego, układu oddechowego, układu sercowo-naczyniowego, klatki piersiowej, układu nerwowego oraz zabiegi w obrębie głowy i szyi.

Interesującym wynikiem było natomiast to, że palenie tytoniu nie okazało się niezależnym czynnikiem ryzyka rozwoju PEP.

Największe ryzyko w ciągu dwóch tygodni po operacji

Analiza czasu wystąpienia powikłania wykazała, że okres bezpośrednio po ekstubacji ma szczególne znaczenie kliniczne.

Około 80 proc. przypadków zapalenia płuc po ekstubacji rozwinęło się w ciągu pierwszego tygodnia od usunięcia rurki intubacyjnej, a blisko 93 proc. wszystkich przypadków wystąpiło w ciągu dwóch tygodni od zabiegu.

Zdaniem autorów wskazuje to na istnienie szczególnie wrażliwego okresu pooperacyjnego, w którym zaburzenia połykania mogą zwiększać ryzyko aspiracji i późniejszych powikłań oddechowych.

Jak podkreśla Junko Hirayama z Hiroshima University Hospital, szczególnie niepokojące jest to, że pacjenci trafiają do szpitala z nadzieją na poprawę stanu zdrowia dzięki operacji, a następnie doświadczają dodatkowych powikłań wpływających na przebieg rekonwalescencji i jakość życia.

Autorzy zwracają uwagę, że identyfikacja pacjentów obciążonych największym ryzykiem może mieć znaczenie dla profilaktyki. W publikacji wskazano m.in. na potencjalną rolę przesiewowej oceny zaburzeń połykania, rehabilitacji połykania, odpowiedniej higieny jamy ustnej oraz wielodyscyplinarnej opieki obejmującej lekarzy, pielęgniarki, dietetyków, stomatologów, higienistki stomatologiczne i specjalistów rehabilitacji.

W ostatnich latach coraz większe zainteresowanie budzą również metody oceny funkcji połykania, takie jak pomiar siły języka, badania ultrasonograficzne czy testy oceniające skuteczność odruchu kaszlowego.

Autorzy podkreślają, że choć VAP i szpitalne zapalenie płuc posiadają obecnie dobrze opisane definicje oraz strategie profilaktyczne, podobne podejście w odniesieniu do zapalenia płuc po ekstubacji dopiero się rozwija. Ich zdaniem uznanie PEP za odrębną jednostkę kliniczną może ułatwić identyfikację pacjentów zagrożonych tym powikłaniem oraz rozwój ukierunkowanych działań profilaktycznych.

Badanie zostało opublikowane na łamach czasopisma „Scientific Reports”.

Źródło: Hirayama J. i wsp. Risk factors for postextubation pneumonia using diagnosis procedure combination and claims data in Japan. Scientific Reports, 2026. DOI: 10.1038/s41598-026-44666-3.
Problem zakażeń w chirurgii może narastać – ocenił w rozmowie z PAP prof. Tomasz Banasiewicz, prezes elekt Towarzystwa Chirurgów Polskich. Jest to związane z rozwojem antybiotykooporności i starzeniem społeczeństwa. Zdaniem specjalisty konieczne jest wdrożenie skutecznego systemu opieki nad pacjentem.
– Zakażenia w chirurgii wciąż stanowią duży problem, który – ze względu na starzenie się społeczeństwa, coraz częstsze występowanie chorób cywilizacyjnych oraz rozwój antybiotykooporności – będzie narastał – powiedział PAP prof. prof. Tomasz Banasiewicz, kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej, Endokrynologicznej i Onkologii Gastroenterologicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, prezes elekt Towarzystwa Chirurgów Polskich.

Zwrócił uwagę, że w Polsce brak jest aktualnych danych, ile jest zakażeń pooperacyjnych (najnowsze pochodzą sprzed kilku lat). – Te dane są ogólnie mało wiarygodne. Szacuje się, że częstość zakażenia miejsca operowanego może w rzeczywistości być kilkukrotnie większa niż raportowana przez szpitale, bo nie ma systemu nadzoru – podkreślił.

Jak wyjaśnił, profilaktyka zakażeń ran pooperacyjnych zaczyna się już w czasie przygotowania pacjenta do operacji, tzw. prehabilitacji. Tu ważną rolę powinien odgrywać personel pomocniczy (np. asystent medyczny), który może znacznie odciążyć lekarza, a także systemy telemedyczne.

– Pacjent oczekujący na zabieg planowy powinien wcześniej wypełnić kompleksową ankietę – samodzielnie w systemie telemedycznym, albo z pomocą pracownika medycznego. Powinny się tam znaleźć informacje o przebytych i aktualnych chorobach, zażywanych lekach, paleniu papierosów, wykonanych badaniach – wymieniał prof. Banasiewicz. Zaznaczył, że do zadań lekarza należałaby jedynie analiza zebranych danych i znalezienie najlepszej strategii postępowania. W ten sposób można by zaoszczędzić jego cenny czas na te działania, w których nikt inny go nie zastąpi.

– W polskim systemie ochrony zdrowia obciążamy lekarzy pracą całkowicie nieadekwatną do ich umiejętności, a potem narzekamy na brak specjalistów i na kolejki. Pracownicy medyczni zawsze są tańsi niż specjaliści, ale mamy ich wciąż za mało – podkreślił prof. Banasiewicz. Dotyczy to również pooperacyjnej opieki nad chorym – gdy trzeba mu przekazać zalecenia żywieniowe, dotyczące ruchu, zmiany opatrunku.

Za przykład korzyści płynących z zatrudniania personelu pomocniczego i stosowania systemów telemedycznych specjalista podał autorską aplikację iWound, stworzoną kilka lat temu w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Poznaniu. Miała ona pomóc w nadzorowaniu gojenia ran u pacjentów po wyjściu ze szpitala, a została też uzupełniona o wsparcie w prehabilitacji. Aplikację obsługuje student medycyny z koła chirurgicznego, który jest zatrudniony przez szpital. Okazało się, że dzięki dostępowi do aplikacji i wsparciu asystenta liczba wizyt pacjentów przygotowujących się do operacji spadła w poradni o 40-50 proc. – Takie rozwiązania sugerujemy decydentom od wielu lat. Na razie bez skutku – podkreślił prof. Banasiewicz.

Dodał, że – aby usprawnić prehabilitację – w jego ośrodku powstał również (we współpracy z podmiotem komercyjnym) poradnik dla osób przed operacją planową dotyczącą przewodu pokarmowego. Opisano w nim dokładnie, jak pacjent ma się przygotować pod względem żywieniowym, stosowania pre- i probiotyków, ćwiczeń fizycznych etc. Takie działania mogą zmniejszyć ryzyko zakażeń pooperacyjnych.

– Link do bezpłatnego poradnika jest wklejany do standardowej treści korespondencji z pacjentami. Dzięki temu lekarz nie musi każdemu z nich powtarzać tego samego – tłumaczył prof. Banasiewicz. W jego opinii tego typu poradniki powinny być finansowane przez Ministerstwo Zdrowia i raz na jakiś czas aktualizowane.

Jak podkreślił specjalista, ogromny problem stanowi wciąż profilaktyka i leczenie zakażeń miejsca operowanego. – Nadal nie stworzyliśmy modelu kompleksowej opieki nad tymi pacjentami – powiedział.

Profilaktyka zakażeń polega z jednej strony na podaniu antybiotyku na 30–60 minut przed cięciem, a z drugiej na odpowiednich procedurach na sali operacyjnej, takich jak zmiana rękawiczek, stosowanie szwów z substancją antybakteryjną oraz specjalnych opatrunków.

– Antybiotykoterapia to jest olbrzymi problem. W ciężkich zakażeniach jamy brzusznej stosujemy antybiotykoterapię empiryczną (podawana bez wyniku badania mikrobiologicznego – PAP), która powinna być dobierana według wspólnego stanowiska zespołu mikrobiologicznego, zespołu do spraw zakażeń, który analizuje najczęstsze patogeny w szpitalu oraz chirurgów – wyjaśnił specjalista.

Zaznaczył, że zlecając antybiotyk empiryczny, lekarze powinni być od razu przygotowani, że może będą musieli zmienić go na antybiotyk drugiego rzutu. Dlatego ważne jest, by jeszcze przed podaniem pierwszego leku pobrać z tkanki materiał do posiewu i badań mikrobiologicznych w kierunku wrażliwości bakterii na antybiotyki. Przyspieszy to zmianę antybiotyku na właściwy, gdy okaże się to konieczne.

– Ciężkie zakażenia śródbrzuszne muszą być leczone szybko i skutecznie, inaczej mogą prowadzić do zgonu. Śmiertelność w tej grupie pacjentów jest bardzo wysoka – powiedział prof. Banasiewicz. Dlatego, w jego ocenie, warto stosować skuteczne antybiotyki, takie jak erawacyklina, która ma bardzo wysoką skuteczność w leczeniu zakażeń wywołanych różnymi patogenami, w tym opornymi na wiele leków.

Może to więcej kosztować, ale całościowa cena leczenia pacjentów będzie niższa – rozwinie się mniej powikłań, a czas trwania terapii będzie krótszy. Mimo to, ze względu na koszty szpitale mogą się obawiać podawania tego leku. – Z tego powodu konieczne są rozwiązania, które sprawią, że Narodowy Fundusz Zdrowia będzie premiować jakość. Wówczas dyrektorzy szpitali nie będą się bać, że poniesione koszty nie zostaną im zwrócone – powiedział specjalista.

Wskazał też na problemy z refundacją specjalistycznych opatrunków, które mogą być utrzymane bezpiecznie na ranie przez siedem, a nawet czternaście dni. Jest to najlepsze zabezpieczenie przed kontaktem rany z otoczeniem i przeciwdziałanie jej zakażeniu.

– W Polsce kryterium refundacyjnym dla stosowania tych opatrunków jest czas trwania rany od sześciu do ośmiu tygodni. Żeby refundacja była możliwa, rana musi być więc „przewlekła”. Tymczasem my już w drugim tygodniu leczenia potrafimy ocenić, czy tak będzie – wyjaśnił ekspert.

W jego ocenie prowadzi to do paradoksu. – Wiemy, że ranę trzeba leczyć jak najintensywniej, właśnie z użyciem specjalistycznych opatrunków, ale nie przysługuje na nie „jeszcze” refundacja. Czyli zamiast wysłać straż pożarną do małego pożaru, by zgasić go w zarodku, my musimy czekać aż spali się pół domu, gdy często nie ma już czego ratować – powiedział.

Dodał, że wcześniejsze zastosowanie tego produktu nie tylko przyspieszy gojenie rany, ale przyczyni się też do spadku ogólnych kosztów terapii pacjenta. Wprawdzie specjalistyczne opatrunki kosztują kilka razy więcej niż standardowe, ale zmienia się je kilka razy rzadziej, co oszczędza czas pracy personelu i w efekcie jest tańsze.

Prof. Banasiewicz wskazał też, że ogromnym wsparciem w kompleksowej opiece nad osobą z raną pooperacyjną są narzędzia telemedyczne, takie jak aplikacja iWound. Pozwalają one utrzymać kontakt z pacjentem po wypisie ze szpitala i szybko podjąć decyzję w przypadku problemów z gojeniem.

– Stosowanie tych metod pomaga zredukować ryzyko powikłań, w tym zakażeń rany. Niestety, chirurgia jest dziedziną, w której jest bardzo małe użycie tego typu systemów – podsumował specjalista.

Źródło: Nauka w Polsce

W Pododdziale Ginekologii Dziecięcej i Dziewczęcej, działającym w strukturze Szpitala Zakonu Bonifratrów w Katowicach Bonifraterskiego Centrum Medycznego oraz Katedry i Kliniki Ginekologii, Położnictwa i Ginekologii Onkologicznej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, przeprowadzono z sukcesem skomplikowaną operację usunięcia olbrzymich, bo aż 15-centymetrowych obustronnych guzów jajników u 14-letniej pacjentki.

Zabieg operacyjny wykonał zespół ginekologów dziecięcych pod kierownictwem prof. dr hab. n. med. Agnieszki Drosdzol-Cop – kierownik Pododdziału i główny operator – przy współudziale dr n. med. Karoliny Kowalczyk. Operacja była niezwykle trudna i wymagająca dużej precyzji. Jak podkreśla prof. Drosdzol-Cop, udało się usunąć zmiany w czystości onkologicznej, jednocześnie zachowując zdrową tkankę jajnikową.

– Operacja była niezwykle trudna, ale udało się wyłuszczyć obustronne zmiany jajników z zachowaniem ich zdrowej części. Daje to młodej pacjentce możliwość prawidłowego funkcjonowania hormonalnego oraz w przyszłości szansę na macierzyństwo – wyjaśnia prof. Agnieszka Drosdzol-Cop.

Pacjentka trafiła do ośrodka z okolic Rzeszowa, gdzie wcześniej pozostawała pod opieką ginekologiczną. Przez około dwa miesiące zgłaszała bóle w okolicy nadbrzusza oraz dolnych partii żeber. Objawy te skłoniły do pogłębionej diagnostyki. Początkowo, po konsultacji ortopedycznej, wykonano badanie USG jamy brzusznej, w którym opisano podejrzane zmiany w obrębie miednicy mniejszej. Następnie przeprowadzono tomografię komputerową, która wykazała obecność dużych guzów obu jajników.

Ze względu na stopień skomplikowania przypadku pacjentka została pilnie skierowana do wyspecjalizowanego ośrodka w Katowicach, gdzie podjęto decyzję o leczeniu operacyjnym.

– Zabieg przebiegł pomyślnie. Udało się usunąć guzy w całości, pozostawiając nienaruszoną tkankę jajnikową. Mamy nadzieję, że po okresie rekonwalescencji pacjentka wróci do pełnej sprawności, a jej cykl miesiączkowy nie ulegnie zaburzeniu. W przyszłości zabieg nie powinien wpłynąć na jej plany reprodukcyjne – dodaje prof. Drosdzol-Cop.

Obecnie lekarze oczekują na wynik badania histopatologicznego, który ostatecznie określi charakter zmian. Specjaliści wyrażają nadzieję, że nie wykaże on ognisk nowotworzenia.

Usunięte guzy to tzw. potworniaki – jedne z najczęściej występujących guzów jajnika u młodych dziewcząt. Stanowią około 50–70% łagodnych zmian w tej grupie wiekowej i najczęściej diagnozowane są między 13. a 19. rokiem życia. Choć zazwyczaj mają charakter łagodny, w przypadku dużych rozmiarów lub nieprawidłowych markerów mogą wymagać pilnego leczenia i dokładnej diagnostyki.

– Potworniaki mają wyjątkowe pochodzenie – rozwijają się z komórek zarodkowych, które na wczesnym etapie życia mają zdolność przekształcania się w różne typy tkanek. Dlatego w ich obrębie mogą znajdować się m.in. włosy, skóra, zęby, tkanka kostna, a nawet elementy tkanki nerwowej – wyjaśnia prof. Drosdzol-Cop.

Źródło: Bonifraterskie Centrum Medyczne

W Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie przeprowadzono rekonstrukcję rozległego ubytku kości czaszki u młodego mężczyzny po ciężkim urazie komunikacyjnym. Pacjent wcześniej, w innym ośrodku, przeszedł ratujące życie odbarczenie mózgu polegające na usunięciu dużego fragmentu kości czaszki. To pierwsza taka rekonstrukcja z użyciem drukowanego implantu 3D w Instytucie, wykonana dzięki doświadczeniu zespołu w zaawansowanych zabiegach neurochirurgicznych i rekonstrukcyjnych, w przypadkach onkologicznych.
Pacjentem zespołu Kliniki Neurochirurgii Onkologicznej Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie, kierowanej przez prof. Tomasza Mandata, był 23-letni mężczyzna, który jakiś czas temu uległ poważnemu wypadkowi komunikacyjnemu i w innym ośrodku przeszedł ratującą życie operację odbarczenia mózgu z usunięciem dużego fragmentu kości czaszki.

 Zgodnie z rutynowym postępowaniem usunięta kość została czasowo zdeponowana w powłokach brzusznych, a po kilku miesiącach wszczepiona w miejsce ubytku. W toku naturalnych procesów kość zaczęła się jednak stopniowo wchłaniać, straciła stabilność mocowania i przestała gwarantować właściwe zabezpieczenie mózgu.  Dodatkowo ubytek powodował widoczne zapadnięcie czaszki wpływające na wygląd pacjenta i jego codzienny komfort – wyjaśnia prof. Tomasz Mandat, kierujący Kliniką Neurochirurgii Onkologicznej w NIO. Chory i jego rodzina poszukiwali ośrodka, który podejmie się ponownej operacji.  Zespół naszej Kliniki został polecony przez pacjenta, u którego kilka lat temu wykonaliśmy podobny zabieg. Zespół KNUN na co dzień zajmujący się leczeniem nowotworów mózgu, ma również duże doświadczenie w leczeniu nowotworów kości czaszki, a co za tym idzie w chirurgii rekonstrukcyjnej. Po konsultacji i konsylium w Klinice zdecydowaliśmy się pomóc pacjentowi – kontynuuje profesor. 

Zespół NIO podjął decyzję o rekonstrukcji z użyciem spersonalizowanego „szytego na miarę” implantu, zaprojektowanego na podstawie aktualnej tomografii komputerowej i wytworzonego w technologii druku 3D, a następnie wszczepionego podczas zabiegu polegającego na usunięciu niewydolnego fragmentu kości i implantacji indywidualnie dopasowanego elementu, który ma zapewnić skuteczną ochronę mózgu oraz możliwie najlepiej odtworzyć naturalną krzywiznę sklepienia czaszki.

 W neurochirurgii najczęściej korzysta się ze sprawdzonych rozwiązań, takich jak materiały plastyczne samoutwardzalne czy uniwersalne płytki, ale są sytuacje, w których potrzebujemy większej precyzji. Tutaj pacjent jest młody, a ubytek bardzo duży, dlatego zależało nam jednocześnie na bezpieczeństwie i efekcie kosmetycznym – mówi dr n. med. Krzysztof Szalecki, neurochirurg, który przeprowadził operację – Druk 3D daje przewagę w przewidywalności. Implant odtwarza naturalną krzywiznę czaszki, jest „uszyty” pod konkretną anatomię i daje większą pewność stabilnego osadzenia w miejscu rekonstrukcji – dodaje dr Szalecki.

Druk 3D w neurochirurgii wciąż jest wyjątkiem

Implanty personalizowane są szeroko wykorzystywane w chirurgii szczękowo-twarzowej i ortopedii, natomiast w neurochirurgii stosuje się je tylko w szczególnych przypadkach. Decydują o tym najczęściej rozległość i nieregularność ubytku, konieczność uzyskania możliwie najlepszego dopasowania oraz oczekiwany efekt kosmetyczny, zwłaszcza u młodych pacjentów. Rozwiązania „na miarę” projektowane na podstawie tomografii i wytwarzane cyfrowo są opisywane w literaturze jako narzędzie, które zwiększa przewidywalność rekonstrukcji i pozwala wierniej odtworzyć naturalny kontur czaszki.

 Trzeba jasno powiedzieć, że implanty „na miarę” nie są dziś potrzebne w każdym przypadku, bo standardowe metody często wystarczają. Ale przy bardzo dużych ubytkach personalizacja daje nam idealne dopasowanie i kontrolę nad kształtem rekonstrukcji, której nie da się równie łatwo uzyskać rozwiązaniami uniwersalnymi – mówi dr Krzysztof Szalecki  W naszej klinice to pierwsza taka rekonstrukcja z użyciem drukowanego implantu 3D, dlatego przykładamy szczególną wagę do kontroli pooperacyjnej i długofalowej obserwacji.

Światowe standardy: kranioplastyka i rosnąca rola implantów personalizowanych

Zabiegi rekonstrukcji czaszki, czyli kranioplastyki, są na świecie dobrze ugruntowaną procedurą wykonywaną po urazach, kraniektomii odbarczającej czy w następstwie leczenia operacyjnego zmian wewnątrzczaszkowych. W wielu krajach rośnie udział implantów projektowanych w oparciu o obrazowanie i dopasowanych indywidualnie do pacjenta, wykonywanych z materiałów takich jak tytan, PEEK czy PMMA, a wytwarzanych metodami cyfrowymi, w tym drukiem 3D. Przeglądy i prace kliniczne wskazują, że ich przewagą bywa precyzja anatomiczna i przewidywalność efektu, co ma szczególne znaczenie w rozległych rekonstrukcjach oraz w sytuacjach, w których liczy się także wynik estetyczny.

 Rekonstrukcja czaszki to przywrócenie ochrony mózgu i funkcjonowania pacjenta, ale też realna poprawa jakości życia. Rozwiązania spersonalizowane, oparte na tomografii i planowaniu cyfrowym, są częścią globalnego trendu chirurgii precyzyjnej, w której dążymy do efektu możliwie najbardziej anatomicznego, stabilnego i przewidywalnego – podkreśla prof. Tomasz Mandat. 

Okres pooperacyjny: kontrola, gojenie i ocena stabilności implantu

Po zabiegu pacjent pozostaje pod czujną opieką Zespołu. Ocena powodzenia rekonstrukcji opiera się na prawidłowym gojeniu tkanek, stabilności implantu oraz braku cech infekcji i innych powikłań. W praktyce klinicznej największe znaczenie ma wczesny okres pooperacyjny, a potwierdzenie trwałego efektu odbywa się w kolejnych kontrolach, także z wykorzystaniem badań obrazowych.

Polska: rozwój technologii 3D i zastosowania w rekonstrukcjach czaszki

W Polsce technologie 3D są od lat rozwijane i wykorzystywane w medycynie, a ich zastosowania w obszarze rekonstrukcji czaszki były opisywane zarówno w kontekście pionierskich wdrożeń, jak i rozwoju krajowego zaplecza technologicznego. W otwartych źródłach wskazywano m.in. wykonywanie w Polsce implantów czaszkowych z użyciem technologii 3D, a także przypadki wykorzystania polskich rozwiązań w zabiegach rekonstrukcyjnych realizowanych we współpracy międzynarodowej. Teraz do listy ośrodków dołączył Narodowy Instytut Onkologii, który rozwija kompetencje związane z medycyną personalizowaną, technologiami 3D, wirtualnym projektowaniem operacji, co buduje zaplecze do wdrażania rozwiązań cyfrowych również w szczególnych przypadkach rekonstrukcyjnych.

 Doświadczenie ośrodków onkologicznych w rekonstrukcjach jest duże, bo często są one integralnym elementem leczenia. Te kompetencje przenoszą się również na trudne przypadki pourazowe, w których celem jest odzyskanie bezpieczeństwa i możliwie naturalnego kształtu czaszki – zaznacza prof. Tomasz Mandat – Najważniejsze jest to, aby pacjent wrócił do możliwie normalnego funkcjonowania, a technologia była bezpiecznym narzędziem pomagającym osiągnąć ten cel.

Źródło: NIO
Foto: NIO

W Rzeszowskim Centrum Chirurgii Naczyniowej i Endowaskularnej American Heart of Poland przeprowadzono zabieg u pacjenta z krytycznym niedokrwieniem kończyny dolnej i zainfekowaną raną pięty. – To pierwszy taki zabieg w naszym ośrodku z użyciem specjalnego rodzaju protezy biologicznej – podkreśla lek. Grzegorz Bednarczyk, który operował w asyście lek. Wojciecha Kozłowskiego, pod nadzorem dr. n. med. Adama Uryniaka, ordynatora oddziału. Procedura jest refundowana przez NFZ.
Pacjent trafił do rzeszowskiego ośrodka American Heart of Poland z niedrożnością tętnicy udowej powierzchownej, co doprowadziło do znacznego upośledzenia dopływu krwi do podudzia i stopy. Sytuację dodatkowo komplikowała zakażona rana pięty, która przy niedokrwieniu groziła nie tylko brakiem gojenia, ale nawet amputacją kończyny na poziomie uda.

– Mówimy tu o tzw. krytycznym niedokrwieniu kończyny. To stan, w którym brak odpowiedniego przepływu krwi powoduje silne bóle, trudno gojące się rany i realne ryzyko utraty nogi – wyjaśnia lek. Grzegorz Bednarczyk.

Operacja polegała na wykonaniu pomostowania od tętnicy udowej wspólnej do tętnicy podkolanowej poniżej kolana

W praktyce oznacza to „ominięcie” zamkniętego odcinka tętnicy i skierowanie krwi nową drogą – z drożnego odcinka naczynia do miejsca, gdzie przepływ jest zachowany.

– Celem zabiegu jest poprawa ukrwienia kończyny, co daje szansę na gojenie ran i uratowanie nogi – podkreśla lek. Grzegorz Bednarczyk.

Proteza biologiczna zamiast własnej żyły

Standardowo do takich operacji wykorzystuje się własne żyły pacjenta. W tym przypadku nie było to możliwe – ze względu na anatomię żadna z żył nie nadawała się do użycia. Zespół zdecydował się więc na zastosowanie po raz pierwszy w tym ośrodku protezy biologicznej.

– Proteza ta jest biosyntetycznym kompozytem usieciowanego kolagenu owczego na endoszkielecie z siatki poliestrowej. Taka proteza jest znacznie bardziej odporna na infekcje niż protezy naczyniowe z materiału sztucznego, a w przypadku tego pacjenta ryzyko zainfekowania protezy było bardzo wysokie – wyjaśnia chirurg naczyniowy American Heart of Poland.

Zabieg trwał kilka godzin i należał do technicznie wymagających. Operację wykonał lek. Grzegorz Bednarczyk w asyście lek. Wojciecha Kozłowskiego, pod nadzorem ordynatora oddziału, dr. n. med. Adama Uryniaka. Kwalifikacja do takiego leczenia odbywa się po konsultacji z chirurgiem naczyniowym oraz na podstawie badań obrazowych, takich jak USG Doppler czy angiotomografia kończyn dolnych. Pacjent czuje się dobrze i pozostaje pod opieką poradni chirurgii naczyniowej.  Zabieg przeprowadzony w Rzeszowskim Centrum Chirurgii Naczyniowej i Endowaskularnej pokazuje, że w ramach publicznego systemu ochrony zdrowia można skutecznie stosować metody leczenia, które pomagają wracać chorym do ich codziennych aktywności.

Źródło: Komunikat Prasowy

Pierwszy w Polsce i jeden z pierwszych na świecie zabieg, w którym endoskopową mastektomię podskórną połączono z jednoczasową rekonstrukcją całej piersi metodą PAP Flap, wykonali lekarze z II Oddziału Chirurgii Onkologicznej Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach. 42-letnia pacjentka w dobrym stanie została już wypisana do domu.
Innowacyjny zabieg odbył się 9 grudnia. Zakwalifikowano do niego pacjentkę z potwierdzoną mutacją w genie BRCA1, u której kilka lat temu rozpoznano raka jednej piersi. Została wówczas poddana leczeniu skojarzonemu łączącemu operację chirurgiczną, chemioterapię, radioterapię i hormonoterapię. Drugą pierś chirurdzy wraz z pacjentką zdecydowali się teraz usunąć profilaktycznie małoinwazyjną metodą endoskopową.
 
Zamiast sztucznego implantu – własne tkanki pacjentki
To pierwszy w Polsce i jeden z pierwszych na świecie zabieg, w którym endoskopową mastektomię podskórną połączono z jednoczasową rekonstrukcją całej piersi tzw. metodą PAP Flap. Podczas rekonstrukcji sięgnęliśmy po to, co najbardziej naturalne – własne tkanki pacjentki, dzięki czemu udało się odbudować pierś bez użycia sztucznych materiałów (implantu). Tkanki pobraliśmy z wewnętrznej powierzchni uda, co pozwoliło nam nie tylko odtworzyć pacjentce pierś, ale również poprawić kształt jej uda – tłumaczy dr n. med. Jakub Opyrchał, jeden z czterech chirurgów uczestniczących w zabiegu.

Podczas planowania zabiegu chirurdzy uwzględnili nie tylko budowę pacjentki, ale również jej oczekiwania i zdecydowali się na zastosowanie jednego z najnowszych i najmniej inwazyjnych osiągnięć w chirurgii piersi, którym jest endoskopowa mastektomia podskórna. Przez niewielkie 3-centymetrowe nacięcie w bocznej części piersi usunęli gruczoł piersiowy, zachowując w pełni prawidłowe ukrwienie pozostawionej skóry oraz kompleksu brodawka-otoczka.

Zastosowanie tej metody zmniejszyło ból w okresie pooperacyjnym, istotnie wpłynęło na skrócenie czasu rekonwalescencji, a także pozwoliło nam uzyskać bardzo dobry efekt estetyczny – podkreśla lek. Sebastian Mosiej.

Po zabiegu pacjentce pozostała jedynie 3-centymetrowa blizna w obrębie piersi. Po kilkudniowym pobycie w szpitalu została wypisana do domu w dobrym stanie, ale nadal pozostaje pod opieką gliwickich chirurgów i zgłasza się na regularne kontrole.
 
Kluczem do sukcesu jest nowoczesna chirurgia i praca zespołowa

W opinii dr. n. med. Ryszarda Szumniaka, kierownika II Oddziału Chirurgii Onkologicznej w gliwickim oddziale Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego, wykonanie pierwszego w Polsce zabiegu endoskopowej mastektomii podskórnej z jednoczasową rekonstrukcją płatem PAP to efekt konsekwentnego rozwoju jego zespołu, który od wielu lat specjalizuje się w zabiegach mikronaczyniowych i ma ogromne doświadczenie w chirurgii onkologicznej i rekonstrukcyjnej.

Ten zabieg pokazuje kierunek, w jakim rozwija się nasz oddział – nowoczesna chirurgia, praca zespołowa i realna troska o jakość życia i bezpieczeństwo pacjentek. To ważny krok, ale też zobowiązanie do dalszego rozwoju takich procedur – mówi dr Ryszard Szumniak. – Łączenie nowoczesnych, małoinwazyjnych technik resekcyjnych z zaawansowaną rekonstrukcją mikronaczyniową pozwala nam zaoferować pacjentkom leczenie na najwyższym światowym poziomie – dodaje.

W zabiegu endoskopowej profilaktycznej mastektomii podskórnej z jednoczasową rekonstrukcją wolnym płatem PAP pobranym z obrębu wewnętrznej powierzchni uda wzięły udział dwa zespoły chirurgów:

·      lek. Sebastian Mosiej i dr n. med. Ryszard Szumniak

·      dr n. med. Jakub Opyrchał i dr hab. n. med. Maciej Grajek

Poza chirurgami w zabiegi uczestniczyli również:

·      lek. Joanna Barcik – anestezjolog

·      Monika Babilas i Wioleta Chylińska – pielęgniarki anestezjologiczne

·      Marta Augustyn i Dominika Dyga – pielęgniarki instrumentariuszki

·      mgr Ewa Zych – pielęgniarka

 
Warto przypomnieć, że kilka miesięcy temu zespół chirurgów II Oddziału Chirurgii Onkologicznej przeprowadził pierwszą w Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach podskórną amputację piersi z jednoczasową rekonstrukcją implantem z wykorzystaniem techniki endoskopowej, dołączając tym samym do nielicznego grona polskich i europejskich placówek medycznych, w których wykonywane są takie zabiegi. Zabieg ten był jednym z trzech nagrodzonych w listopadzie br. pierwszą nagrodą w konkursie „Zdrowa Przyszłość – Inspiracje” w kategorii „Innowacje w szpitalu – medycyna”.

źródło: NIO-PIB

Lekarze, zespoły kliniczne i naukowcy Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego (USK) oraz Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu (UMW) zostali uhonorowani prestiżowymi nagrodami im. prof. Wiktora Brossa – wyróżnieniami, które trafiają do projektów realnie zmieniających praktykę medyczną. Okazją do nagradzania sukcesów naukowych i klinicznych stało się obchodzone dzisiaj uroczyście Święto Uczelni.
Do konkursu zgłoszono 22 projekty, a kapituła, kierowana przez prof. dr. hab. Dariusza Janczaka, prorektora ds. klinicznych UMW, kierownika Kliniki Chirurgii Naczyniowej, Ogólnej i Transplantacyjnej USK wybrała z tego grona zwycięzców w trzech kategoriach oraz przyznała wyróżnienia. 

– Patron nagrody wierzył, że medycyna to sztuka łączenia nauki z odwagą podejmowania wyzwań. Te projekty udowadniają, że dzięki współpracy i nowym technologiom możemy zaoferować pacjentom leczenie na najwyższym poziomie – podkreśla prof. Janczak. – Każda edycja konkursu pokazuje, że w naszym środowisku nie brakuje projektów, które realnie podnoszą standard opieki. Dla kapituły kluczowe było nie tylko to, co nowe, lecz przede wszystkim to, co trwałe i możliwe do wdrożenia na szerszą skalę.  

Członkowie kapituły zwracają uwagę, że interdyscyplinarność stała się w tym roku jednym z najważniejszych kryteriów oceny: bez niej nie ma nowoczesnej medycyny. 

– Nagroda im. prof. Wiktora Brossa przypomina nam, że medycyna nie stoi w miejscu. To wyróżnienie dla tych, którzy każdego dnia przesuwają granice tego, co możliwe. Współczesna medycyna to praca zespołowa. Każdy z nagrodzonych projektów pokazuje, jak ogromną siłę ma współdziałanie wielu specjalistów, gdy cel jest jeden: zdrowie pacjenta – mówi dr Agnieszka Zdęba-Mozoła, zastępca Dyrektora ds. Personalnych i Jakości USK we Wrocławiu. –  Wyróżnione inicjatywy udowadniają, że konsekwencja i wysoka jakość mogą stać się fundamentem zmian w całym systemie. 

W kategorii organizacji procesów diagnostyczno-terapeutycznych doceniono dwa projekty, które w ostatnich latach zmieniły sposób pracy wielu klinik. Jednym z nich jest „Szybka ścieżka diagnostyki i leczenia udaru mózgu”, przygotowana przez Uniwersyteckie Centrum Neurologii i Neurochirurgii wraz ze Szpitalnym Oddziałem Ratunkowym. Dzięki niej czas od przyjęcia pacjenta do rozpoczęcia terapii znacząco się skrócił, co ma bezpośredni wpływ na rokowania chorych. Równie wysoko oceniono „Zintegrowany program przeszczepiania nerek od dawców żywych – sukces kliniczny i społeczny”, który połączył doświadczenie klinik nefrologii, chirurgii naczyniowej, urologii oraz Biura ds. Transplantacji i Donacji. To inicjatywa, która nie tylko usprawnia proces leczenia, ale także zwiększa świadomość społeczną dotyczącą donacji, wpływając na wzrost liczby przeszczepów. 

W obszarze nowych technologii i metod terapeutycznych nagrodzono projekt Kliniki Hematologii, Terapii Komórkowych i Chorób Wewnętrznych, w ramach którego uruchomiono pierwszą w Polsce lokalną produkcję komórek CAR-T anty-CD19 w ośrodku akademickim. Dzięki temu pacjenci z agresywnymi chłoniakami zyskali dostęp do innowacyjnej terapii komórkowej bez konieczności długiego oczekiwania na preparat z zagranicy. 

W ostatniej kategorii – nowoczesnych procedur terapeutycznych – nagrodzone zostało skuteczne przeprowadzenie autologicznej terapii genowej u niemowlęcia z ciężkim wrodzonym niedoborem odporności (SCID-RAG1). Zespół Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej jako pierwszy poza Holandią i czwarty na świecie zastosował tę terapię z sukcesem, dając małemu pacjentowi szansę na normalne życie. 

Nagroda im. prof. Wiktora Brossa, ustanowiona w 2020 roku podczas obchodów 70-lecia Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, upamiętnia jednego z najwybitniejszych polskich chirurgów. To właśnie prof. Bross, pionier torakochirurgii i kardiochirurgii, w 1958 roku przeprowadził we Wrocławiu pierwszą w Polsce operację na otwartym sercu. 

Dziś jego nazwisko firmuje nagrody, które trafiają do autorów innowacyjnych projektów – pokazujących, że współczesna medycyna rozwija się nie tylko dzięki technologii, lecz przede wszystkim dzięki ludziom gotowym przekraczać kolejne granice. 

– Nowe technologie mają sens tylko wtedy, gdy realnie poprawiają życie pacjentów. Wszystkie wyróżnione zespoły udowodniły, że potrafią zamienić innowację w konkretną, skuteczną terapię – mówi prof. dr hab. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i dyrektor Instytutu Chorób Serca USK. – Medycyna wymaga odwagi zarówno w myśleniu, jak i działaniu. Każdy z tych projektów jest dowodem, że nasi lekarze i naukowcy mają jej w sobie wyjątkowo dużo. 

Źródło: Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu

W Narodowym Instytucie Onkologii, w Klinice Nowotworów Głowy i Szyi, zespół chirurgów przeprowadził unikatową w skali światowej operację onkologiczną i rekonstrukcyjną u pacjentki z rozpoznaniem raka przewodowego ślinianki przyusznej (salivary duct carcinoma). To jedna z pierwszych tego typu operacji na świecie i pionierska w Polsce.
Złożoność leczenia nowotworów głowy i szyi
Nowotwory głowy i szyi należą do grupy chorób, które wymagają szczególnie złożonego leczenia – łączącego precyzję onkologiczną z zaawansowaną rekonstrukcją chirurgiczną. Wynika to z faktu, że zajmują one okolice odpowiedzialne nie tylko za podstawowe funkcje życiowe, takie jak oddychanie, połykanie czy mowa, ale również za wygląd i ekspresję emocji. Dlatego każde postępowanie terapeutyczne musi być planowane tak, aby zapewnić pacjentowi nie tylko wyleczenie onkologiczne, ale także możliwie najwyższą jakość życia po zakończonym leczeniu.

Zakres przeprowadzonej operacji
W Klinice Nowotworów Głowy i Szyi NIO wykonano rozległą resekcję, obejmującą całą śliniankę przyuszną wraz z nerwem twarzowym (radykalna parotidektomia), a także skórę i tkanki policzka oraz okolicę zauszną. Dodatkowo przeprowadzono kompleksowe usunięcie układu chłonnego szyi.

Jednoczasową rekonstrukcję ubytku wykonano z zastosowaniem mikrochirurgicznego wolnego płata przednio-bocznego uda (ALTF), połączonego z unaczynionym przeszczepem nerwu ruchowego pobranym z gałęzi do mięśnia obszernego bocznego. Rozwiązanie to pozwoliło nie tylko na pokrycie powstałego ubytku poresekcyjnego, ale także na odtworzenie nerwu twarzowego i jego gałązek, odpowiedzialnych za funkcje mięśni mimicznych.

W trakcie operacji zespół wykonał trzy zespolenia naczyniowe oraz cztery zespolenia nerwowe w technice mikrochirurgicznej.

– W tym przypadku, po radykalnym leczeniu onkologicznym z koniecznym usunięciem nerwu twarzowego, priorytetem było jednoczasowe odtworzenie zarówno tkanek, jak i przewodzenia nerwowego. Połączenie płata ALTF z unaczynionym przeszczepem nerwu ruchowego do mięśnia obszernego bocznego pozwoliło nam od razu zabezpieczyć ubytek i przywrócić drogi nerwowe dla mięśni mimicznych – podkreśla dr n. med. Jakub Zwoliński, Kierownik Oddziału Zabiegowego Kliniki Nowotworów Głowy i Szyi.

Unaczyniony przeszczep nerwu – przewaga nad klasycznymi metodami
Zastosowanie unaczynionego przeszczepu nerwu ruchowego zapewnia znacznie szybszą i skuteczniejszą regenerację niż w przypadku klasycznych, nieunaczynionych przeszczepów kablowych z nerwów czuciowych. To rozwiązanie ma ogromne znaczenie nie tylko dla komfortu pacjentki, ale także w kontekście planowanego leczenia uzupełniającego radioterapią.

– Wybór gałęzi nerwu do mięśnia obszernego bocznego ma szereg zalet. Pozwala na pobranie odpowiednio długiego odcinka nerwu przy minimalnym ubytku funkcjonalnym kończyny. Gałęzie te są czysto ruchowe, o dużej gęstości włókien i przewidywalnej anatomii. Ich liczne odgałęzienia umożliwiają całościową rekonstrukcję nerwu twarzowego, a unaczynienie przyspiesza i uwiarygadnia regenerację– wyjaśnia dr Filip Kissin, chirurg szczękowo-twarzowy z Kliniki.

Znaczenie kliniczne i społeczne
Porażenie nerwu twarzowego po radykalnych operacjach nowotworów ślinianek to jedno z najcięższych powikłań. Objawia się m.in. asymetrią twarzy, opadaniem kącika ust, wygładzeniem fałdu nosowo-wargowego, czy trudnościami w zamykaniu oka. Skutkuje to nie tylko zaburzeniami mimiki, ale także poważnymi problemami praktycznymi: trudnościami w jedzeniu i piciu, wyciekaniem płynów z ust, podrażnieniami oka, zaburzeniami smaku, ślinotokiem i nadwrażliwością na dźwięki.

Konsekwencje sięgają także sfery emocjonalnej i społecznej – pacjenci często odczuwają poczucie wstydu, obniżenie samooceny i wycofanie z życia społecznego. W dłuższej perspektywie mogą wystąpić przykurcze mięśni, nieprawidłowe ruchy twarzy (synkinezy), a przewlekłe podrażnienia oka mogą prowadzić nawet do uszkodzenia rogówki.

– Dzięki zastosowanej technice dajemy pacjentom realną szansę nie tylko na lepszą ochronę tkanek po resekcji, ale przede wszystkim na czynnościową regenerację nerwu twarzowego – co bezpośrednio przekłada się na codzienne funkcjonowanie, komunikację i samopoczucie – dodaje prof. dr hab. n. med. Andrzej Kawecki, kierownik Kliniki Nowotworów Głowy i Szyi.

Innowacyjność zabiegu
Na świecie opisano dotąd zaledwie kilkanaście podobnych przypadków wykorzystania unaczynionego przeszczepu nerwu ruchowego w rekonstrukcji nerwu twarzowego. Zabieg wykonany w Narodowym Instytucie Onkologii stanowi więc ważny krok w rozwoju innowacyjnych metod leczenia onkologicznego i rekonstrukcyjnego w naszym kraju i podkreśla niezwykły kunszt naszych chirurgów.

źródło: NIO-PIB
Lekarzom z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego udało się dokonać operacji, która już teraz uznawana jest za unikatową w skali światowej. Życie 18-letniego pacjenta z ciężkim zespołem wątrobowo-płucnym zostało uratowane dzięki połączeniu przeszczepu wątroby z rekordowo długą terapią pozaustrojowego natleniania krwi (ECMO). To historia nie tylko dramatycznej walki o życie, ale także triumfu wiedzy, współpracy i technologii.
 
Transplantacja wątroby odbyła się 9 stycznia 2025 roku. Organ pochodził od zmarłego dawcy. Stan młodego pacjenta był jednak tak ciężki – marskość wątroby, nadciśnienie wrotne i zespół wątrobowo-płucny – że klasyczna wentylacja mechaniczna okazała się niewystarczająca. Jedynym rozwiązaniem było zastosowanie terapii ECMO w wariancie żylno-żylnym.

Leczenie trwało aż 48 dni, z krótką przerwą dziewięciodniową, co czyni je jednym z najdłuższych zastosowań tej technologii u dorosłych pacjentów po przeszczepieniu wątroby.

Dane z literatury medycznej pokazują, jak niezwykły jest ten przypadek: dotąd na świecie opisano jedynie siedem podobnych operacji, a przeżyło zaledwie pięciu pacjentów. WUM podkreśla: „Uratowanie życia tej młodej osoby, która bez przeszczepienia wątroby nie miała szans na przeżycie, jest sukcesem polskiej medycyny na skalę światową.”

Triumf możliwy był dzięki zaangażowaniu wielu zespołów – transplantologów, kardiochirurgów, kardiologów, hepatologów, anestezjologów, chirurgów naczyniowych, endoskopistów i radiologów. Pacjent był intensywnie monitorowany i leczony w Oddziale Intensywnej Terapii Chirurgicznej, a opiekę wspierali także hepatolodzy.

Dziś, kilka miesięcy po operacji, 18-latek czuje się dobrze. Nie wystąpiły u niego powikłania neurologiczne, a we wrześniu planuje powrót do nauki. To dowód, że determinacja lekarzy, odwaga podjęcia nowatorskich decyzji oraz najwyższej klasy technologia mogą przywrócić życie nawet w sytuacji, gdy wydaje się ono stracone.

Historia młodego pacjenta z Warszawy to opowieść o granicach, które w medycynie można przesunąć. To także przypomnienie, jak wielką wagę ma dostęp do przeszczepów i rozwój nowoczesnych terapii. Ten sukces pokazuje, że polska medycyna nie tylko nadąża za światowymi trendami, ale potrafi je współtworzyć.

Źródło: WUM

Transplantacje wielonarządowe to dziś jedno z najbardziej zaawansowanych wyzwań współczesnej medycyny. Choć wymagają ogromnego doświadczenia, precyzji i współpracy wielu zespołów specjalistycznych, stają się realną szansą na uratowanie życia pacjentów z krańcową niewydolnością dwóch narządów. Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku jest liderem tego typu procedur w Polsce, pokazując, że przy odpowiednim zapleczu i determinacji można skutecznie przesuwać granice transplantologii.
Gdyby porównać transplantologię do fizyki, przeszczepienia dwunarządowe byłyby niczym mechanika kwantowa – złożone, wymagające ogromnej precyzji i wiedzy. Tego typu operacje wykonywane są jedynie w najbardziej zaawansowanych ośrodkach, jak Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku – obecny lider w Polsce w tym zakresie.

Pacjenci z niewydolnością więcej niż jednego narządu przez wiele lat byli poza zasięgiem transplantologii – choroba jednego układu dyskwalifikowała ich z leczenia drugiego. Dziś, dzięki postępowi medycyny i logistyki, możliwe są jednoczasowe przeszczepienia dwóch narządów: serca z nerką, wątroby z nerką, płuc z nerką czy serca z płucami.

UCK w Gdańsku może pochwalić się łącznie 11 wykonanymi transplantacjami dwunarządowymi, a także pionierskimi osiągnięciami w zakresie pierwszych w Polsce operacji serca i płuc zakończonych sukcesem po dwóch dekadach przerwy.

Od serca do nerek – historia pierwszych operacji

Pierwszą jednoczasową transplantację serca i nerki w Gdańsku przeprowadzono w 2018 r. – był to dopiero drugi taki przypadek w Polsce od czasów zespołu prof. Zbigniewa Religi. Dr hab. Piotr Siondalski, koordynujący program transplantacji serca w UCK, podkreśla, że sukces takich zabiegów wymaga nie tylko przygotowania technicznego, ale też wiary zespołu i pacjenta w powodzenie leczenia.

Dziś UCK ma na koncie już trzy transplantacje serca z nerką oraz trzy przeszczepienia wątroby z nerką. W 2023 r. w gdańskim ośrodku przeprowadzono także pierwszą w Polsce udaną operację przeszczepienia płuc i nerki – a w kolejnych miesiącach dwie kolejne.

Pacjenci dializowani zyskują nową szansę

Transplantacja wątroby i nerki daje szczególną szansę pacjentom z niewydolnością obu narządów – często jeszcze przed rozpoczęciem dializ. Jak zaznacza prof. Alicja Dębska-Ślizień, kierująca programem transplantacji nerek w UCK, to „ostatnia deska ratunku”, która może całkowicie zmienić rokowanie chorego.

Z kolei dr hab. Piotr Domagała, odpowiedzialny za program przeszczepień wątroby, podkreśla, że opieka nad pacjentem dwunarządowym jest znacznie bardziej złożona – wymaga dokładnej kontroli gospodarki płynowej i hemodynamicznej, a niektóre narządy (jak nerka) uruchamiają się z opóźnieniem.

Czas – kluczowy czynnik

Podczas jednoczasowych przeszczepień szczególnie ważny jest czas niedokrwienia narządów. Wątroba toleruje maksymalnie 8–12 godzin przerwy w ukrwieniu, płuca tylko 6 godzin, a nerki – nawet do 48 godzin przy zastosowaniu maszyn do perfuzji, w które wyposażone jest UCK.

Z tego względu ustalenie kolejności przeszczepów (np. najpierw płuca, potem nerka) zależy od specyfiki narządów. Dodatkowo, zespolenia chirurgiczne muszą być zaplanowane w sposób maksymalizujący szanse powodzenia.

Zespół ponad wszystko

W jednoczasowych transplantacjach uczestniczy kilkudziesięciu specjalistów: chirurdzy, anestezjolodzy, perfuzjoniści, pielęgniarki, fizjoterapeuci, psycholodzy i koordynatorzy transplantacyjni. Wszystko po to, by przygotować pacjenta, przeprowadzić operację i zapewnić skuteczne leczenie po przeszczepie.

Jak podkreślają eksperci, kluczowa jest zgodność immunologiczna – przeszczepienie obu narządów od jednego dawcy zmniejsza ryzyko odrzutu i powikłań immunosupresyjnych.

Gdańsk przeciera szlak

Poza UCK, transplantacje dwunarządowe realizowane są także w ośrodkach w Warszawie, Szczecinie, Katowicach i Zabrzu. Gdański ośrodek planuje już kolejne kroki – w tym pierwsze w Polsce przeszczepienie wątroby i płuc.
 
Choć transplantacje dwunarządowe to ogromne wyzwanie kliniczne, logistyczne i psychologiczne – dają pacjentom realną szansę na nowe życie. Gdańskie UCK pokazuje, że przy zaangażowaniu, nowoczesnej technologii i determinacji zespołu medycznego można osiągać sukcesy tam, gdzie jeszcze niedawno wydawało się to niemożliwe. To dowód na to, że warto inwestować w rozwój wysoko wyspecjalizowanej medycyny w Polsce – dla dobra tych, którzy walczą o życie.

Źródło: UCK w Gdańsku