Medicalpress
Przez lata wiele osób zmagających się z nadmierną masą ciała słyszało: „wystarczy mniej jeść i więcej się ruszać”. Dziś wiemy już, że takie podejście jest zbyt dużym uproszczeniem.
– Otyłość jest chorobą przewlekłą, wynikającą z wielu czynników – metabolicznych, hormonalnych, środowiskowych i psychologicznych. Wymaga profesjonalnej diagnostyki oraz kompleksowego leczenia, tak jak każda inna choroba – podkreśla Zofia Dymitrow, dyrektor Centrów Medycznych Scanmed.
Niemal co trzeci dorosły Polak mierzy się z otyłością

Skala problemu jest ogromna. Nadwaga i otyłość dotyczą już około 58% dorosłych Polaków, a sama otyłość – ponad 28% społeczeństwa. Według definicji WHO nadwaga oznacza BMI wynoszące co najmniej 25 kg/m², natomiast otyłość – BMI na poziomie 30 kg/m² lub wyższym. To rozróżnienie jest istotne, ponieważ otyłość nie jest jedynie większą masą ciała, ale przewlekłą chorobą wymagającą odpowiedniego leczenia i długofalowej opieki.

Dziecięca otyłość wymaga szybkiej i kompleksowej reakcji

Coraz częściej problem ten dotyczy również dzieci – szacuje się, że nadmierna masa ciała występuje u około jednej trzeciej najmłodszych pacjentów. Otyłość u dzieci to jedno z największych wyzwań zdrowotnych naszych czasów, a jednocześnie temat, który wciąż wymaga większej uwagi. W przypadku najmłodszych nie chodzi wyłącznie o wagę, ale o ich rozwój, zdrowie, samopoczucie i relacje z rówieśnikami. Dlatego tak ważne jest, aby leczenie było prowadzone z wyczuciem, bez oceniania i stygmatyzacji – podkreśla Zofia Dymitrow.

Odpowiedzią na rosnące potrzeby pacjentów jest kompleksowy program leczenia otyłości realizowany na NFZ w ramach opieki koordynowanej w Centrum Medycznym Scanmed w Przeźmierowie. Nad zdrowiem dzieci czuwa interdyscyplinarny zespół specjalistów, w którym kluczową rolę odgrywają pediatrzy – lekarze najlepiej znający fizjologię rozwijającego się organizmu i potrzeby najmłodszych pacjentów. Wspólnie z dietetykami, psychodietetykami, fizjoterapeutami i trenerami personalnymi pomagają dzieciom i ich rodzinom wprowadzać trwałe zmiany w codziennym życiu. Chcemy, aby droga do lepszego zdrowia była dla dziecka budowaniem pewności siebie i dobrych nawyków, a nie kolejnym źródłem kompleksów czy poczucia, że jest oceniane – wyjaśnia Zofia Dymitrow, dyrektor Centrów Medycznych Scanmed.

Nowe spojrzenie na leczenie otyłości

Otyłość to poważna choroba zwiększająca ryzyko wielu powikłań – między innymi chorób serca, zaburzeń metabolicznych, a także niektórych nowotworów.

–  Najlepsze efekty przynosi połączenie kilku elementów: leczenia, edukacji, odpowiedniego żywienia i aktywności fizycznej. Właśnie na takim kompleksowym podejściu opiera się program leczenia otyłości w Centrum Medycznym Scanmed w Przeźmierowie – podkreśla Zofia Dymitrow.

Pacjent w centrum – jak wygląda droga leczenia?

– Program leczenia otyłości został zaplanowany tak, aby pacjent otrzymał wsparcie na każdym etapie w jednym miejscu. Takie podejście pozwala stworzyć indywidualny plan leczenia dopasowany do możliwości, wieku i stanu zdrowia. Pierwszym krokiem jest konsultacja lekarska, podczas której oceniany jest stan zdrowia, historia choroby oraz indywidualne potrzeby pacjenta. Następnie wykonywana jest profesjonalna analiza składu ciała, pozwalająca sprawdzić nie tylko masę ciała, ale także między innymi poziom tkanki tłuszczowej i mięśniowej – wyjaśnia ekspert. Kolejne etapy obejmują: edukację zdrowotną, konsultację dietetyczną, wsparcie fizjoterapeuty, współpracę z trenerem personalnym, pomoc psychologa lub psychodietetyka.

Dlaczego jeden specjalista to za mało?

Skuteczna walka z otyłością wymaga spojrzenia na pacjenta z wielu perspektyw. Samo ograniczenie kalorii często nie wystarcza, podobnie jak sama aktywność fizyczna czy leczenie farmakologiczne.

– Leki stosowane w terapii otyłości mogą skutecznie wspierać redukcję masy ciała, ale jednym z ich efektów może być również zmniejszenie masy mięśniowej. Dlatego tak ważna jest odpowiednio dobrana aktywność – szczególnie trening oporowy – oraz dbałość o właściwą podaż białka i prawidłowe nawyki żywieniowe. Wielu pacjentów próbowało już wcześniej schudnąć na własną rękę. Często kończyło się to jednak zniechęceniem. Pierwsze tygodnie aktywności fizycznej bywają trudne, męczące i frustrujące, szczególnie gdy osoba zmagająca się z nadwagą lub otyłością trafia do środowiska pełnego bardzo sprawnych fizycznie ludzi. W takich sytuacjach łatwo stracić motywację i utwierdzić się w przekonaniu, że zmiana jest poza zasięgiem – podkreśla Zofia Dymitrow.

Dlatego w kompleksowym leczeniu otyłości tak ważne jest wsparcie zespołu specjalistów, którzy pomagają dobrać realne cele i tempo zmian do możliwości konkretnego pacjenta. Dzięki temu pacjent nie zostaje sam z problemem. Otrzymuje nie tylko plan redukcji masy ciała, ale także wsparcie i narzędzia, które pomagają budować trwałe nawyki oraz utrzymać efekty przez lata.

Diagnostyka, która pomaga działać skutecznie

Leczenie rozpoczyna się od dokładnej oceny organizmu. W procesie diagnostycznym wykorzystywane są między innymi: profesjonalna analiza składu ciała, badania laboratoryjne, ultrasonografia tarczycy, ultrasonografia jamy brzusznej – wymienia.

Otyłość u dzieci – ważna jest cała rodzina

– Terapia może być prowadzona już u dzieci od 8. roku życia, jeśli istnieją odpowiednie wskazania. Kluczową rolę odgrywa jednak nie tylko dziecko, ale całe otoczenie – dlatego ważna jest edukacja rodziców i wspólna zmiana codziennych nawyków.

Nie chodzi tylko o kilogramy

Najważniejszym celem leczenia nie jest wyłącznie spadek masy ciała. Chodzi przede wszystkim o poprawę zdrowia, większą sprawność, lepsze samopoczucie i zmniejszenie ryzyka powikłań – podkreślają eksperci Grupy Scanmed.

Pacjent, który osiągnie założony cel terapeutyczny, nadal pozostaje pod opieką zespołu. Regularne wizyty kontrolne, konsultacje dietetyczne, wsparcie fizjoterapeuty i trenera oraz – jeśli jest taka potrzeba – kontynuacja farmakoterapii pomagają utrzymać osiągnięte rezultaty.

Program leczenia otyłości w realizowany w Centrum Medycznym Scanmed w Przeźmierowie pokazuje, że droga do zmiany nie musi zaczynać się od kolejnej restrykcyjnej diety. Może zacząć się od rozmowy ze specjalistą i indywidualnie dobranego planu, który uwzględnia zdrowie, potrzeby i cele.

Kiedy warto poprosić o pomoc?

Wiele osób przez lata próbuje schudnąć samodzielnie. Często pojawia się efekt jo-jo, frustracja i poczucie porażki. Tymczasem brak trwałych efektów może być sygnałem, że potrzebne jest profesjonalne wsparcie.

Źródło: inf pras

Czy otyłość jest chorobą samą w sobie, czy dopiero wtedy, gdy prowadzi do powikłań? To pytanie – choć wydaje się teoretyczne – ma bardzo konkretne konsekwencje dla pacjentów, lekarzy i całych systemów ochrony zdrowia. W ostatnim czasie dodatkowo nabrało znaczenia w związku z propozycją podziału otyłości na „przedkliniczną” i „kliniczną”. Autorzy najnowszej publikacji naukowej odnoszą się do tej koncepcji z wyraźnym dystansem, wskazując na jej potencjalne konsekwencje dla praktyki klinicznej i postrzegania choroby.
W pracy opublikowanej w 2026 roku na łamach czasopisma Eating and Weight Disorders autorzy stawiają tezę jednoznaczną: otyłość powinna być traktowana jako przewlekła choroba kliniczna – niezależnie od tego, czy zdążyła już doprowadzić do widocznych powikłań narządowych.

Nie tylko BMI. Problem zaczyna się wcześniej

Przez lata podstawowym narzędziem rozpoznawania otyłości był wskaźnik masy ciała. Dziś wiadomo, że to podejście jest niewystarczające.

BMI pozwala zidentyfikować nadmiar masy ciała, ale nie odpowiada na kluczowe pytania: ile w tej masie jest tkanki tłuszczowej i gdzie jest ona zlokalizowana. Tymczasem to właśnie rozmieszczenie tłuszczu – szczególnie trzewnego – ma największe znaczenie dla ryzyka zdrowotnego.

Dlatego coraz częściej rekomenduje się uzupełnianie diagnozy o pomiary takie jak obwód talii czy wskaźnik talia–wzrost. W nowych propozycjach diagnostycznych dopuszcza się nawet rozpoznanie otyłości przy BMI powyżej 25 kg/m², jeśli towarzyszy mu nadmiar tłuszczu brzusznego.

To jednak dopiero początek zmiany myślenia.

Skład ciała ma znaczenie

Coraz większą rolę przypisuje się składowi ciała, a nie tylko jego masie. Nadmiar tkanki tłuszczowej bardzo często współistnieje z niedoborem masy mięśniowej i siły mięśniowej, co prowadzi do tzw. otyłości sarkopenicznej.

To zjawisko ma realne konsekwencje kliniczne: gorszą sprawność, większe ryzyko powikłań, trudniejsze leczenie. W praktyce oznacza to, że dwóch pacjentów z tym samym BMI może mieć zupełnie różne ryzyko zdrowotne.

Autorzy publikacji podkreślają, że rutynowa ocena składu ciała – np. metodą bioimpedancji czy densytometrii – powinna stać się elementem standardowej diagnostyki, szczególnie w kontekście nowych terapii farmakologicznych, które wpływają nie tylko na masę ciała, ale też na proporcje między tłuszczem a mięśniami.

Dlaczego otyłość spełnia kryteria choroby

Najważniejsza część dyskusji dotyczy jednak samej definicji otyłości. Autorzy nie pozostawiają tu wątpliwości: otyłość spełnia wszystkie kryteria choroby przewlekłej w ujęciu biologicznym, psychicznym i społecznym.

Na poziomie biologicznym dochodzi do zaburzeń regulacji apetytu, wydatku energetycznego i metabolizmu. Tkanka tłuszczowa przestaje być biernym magazynem energii – staje się aktywnym źródłem stanu zapalnego i czynnikiem napędzającym choroby sercowo-metaboliczne.

Równolegle istotną rolę odgrywają czynniki psychologiczne. U wielu pacjentów obserwuje się zaburzenia odżywiania, impulsywne lub kompulsywne jedzenie, a także współistniejące objawy depresji i lęku. Mechanizmy nagrody i odpowiedzi na stres są zaburzone, co utrudnia kontrolę zachowań żywieniowych.

Do tego dochodzi kontekst społeczny: środowisko sprzyjające nadmiernemu spożyciu kalorii, ograniczone możliwości aktywności fizycznej oraz nierówności w dostępie do opieki zdrowotnej. Coraz częściej mówi się także o tzw. ekspozomie – sumie wszystkich czynników środowiskowych oddziałujących na człowieka przez całe życie.

W tym ujęciu otyłość nie jest efektem złych wyborów, lecz wynikiem złożonych, wielopoziomowych procesów.

Nowa klasyfikacja budzi kontrowersje

Na tym tle szczególnie interesująca jest propozycja Lancet Diabetes & Endocrinology Commission, która wprowadza podział na otyłość „przedkliniczną” i „kliniczną”.

W tym modelu chorobą ma być dopiero stan, w którym pojawiają się objawy uszkodzenia narządów lub ograniczenia funkcjonowania. Sam nadmiar tkanki tłuszczowej – bez powikłań – określany jest jako stan ryzyka, a nie choroba.

Autorzy publikacji wskazują jednak, że takie podejście może być niebezpieczne.

Po pierwsze, oddziela ono chorobę od jej przyczyny. W innych schorzeniach – takich jak cukrzyca czy nadciśnienie – leczenie rozpoczyna się zanim pojawią się powikłania. W otyłości proponuje się natomiast czekać na ich rozwój.

Po drugie, może to utrwalać stygmatyzację pacjentów, sugerując, że dopóki nie wystąpią poważne konsekwencje, problem nie jest „wystarczająco poważny”.

Po trzecie, ogranicza to podejście do wczesnego leczenia, sprowadzając je głównie do porad stylu życia, mimo że ich skuteczność jest ograniczona u wielu pacjentów.

Choroba, która zaczyna się wcześniej niż powikłania

Zdaniem autorów otyłość powinna być traktowana jako procesciągły – od wczesnych zmian w składzie ciała, przez narastające zaburzenia metaboliczne, aż po powikłania narządowe.

Takie podejście lepiej odzwierciedla rzeczywistość kliniczną i jest spójne z tym, jak traktuje się inne choroby przewlekłe. Pozwala też na wcześniejsze wdrażanie leczenia – zanim dojdzie do nieodwracalnych zmian.

To szczególnie ważne w kontekście dzieci i młodzieży, u których długotrwała ekspozycja na nadmiar tkanki tłuszczowej zwiększa ryzyko ciężkich powikłań w młodym wieku.

Więcej niż redukcja masy ciała

Współczesne podejście do leczenia otyłości również ewoluuje. Coraz wyraźniej podkreśla się, że celem terapii nie powinna być wyłącznie redukcja masy ciała, ale poprawa stanu klinicznego pacjenta – funkcjonowania narządów, jakości życia i ograniczenie ryzyka powikłań.

Jednocześnie rosnące możliwości farmakoterapii i leczenia chirurgicznego stawiają nowe pytania o moment rozpoczęcia terapii i dobór metod. Autorzy wskazują, że dostęp do skutecznego leczenia nie powinien być uzależniony wyłącznie od obecności powikłań.

Otyłość jako choroba – konsekwencje dla systemu i pacjenta

Debata o tym, czy otyłość jest chorobą, nie jest wyłącznie akademicka. Od przyjętej definicji zależy dostęp do leczenia, finansowanie terapii, podejście lekarzy i sposób, w jaki pacjenci postrzegają własną sytuację.

Publikacja jasno wskazuje kierunek: otyłość to przewlekła, postępująca choroba o podłożu biologicznym, psychicznym i społecznym, która powinna być diagnozowana i leczona niezależnie od tego, czy zdążyła już doprowadzić do powikłań.

To podejście może mieć kluczowe znaczenie nie tylko dla skuteczności terapii, ale także dla ograniczenia stygmatyzacji i zmiany sposobu myślenia o jednej z najważniejszych chorób współczesności.

Źródło: Donini, L.M., Ballesteros-Pomar, M.D., Batsis, J.A. et al. Obesity is always a clinically relevant chronic disease. Eat Weight Disord 31, 35 (2026). https://doi.org/10.1007/s40519-026-01820-0

Wskaźnik masy ciała (BMI) od dekad pozostaje jednym z najczęściej stosowanych narzędzi do oceny masy ciała i ryzyka zdrowotnego. Nowe badanie przeprowadzone w północnych Włoszech sugeruje jednak, że jego diagnostyczna precyzja może być znacznie ograniczona. Analiza z wykorzystaniem dokładnych pomiarów składu ciała wykazała, że ponad jedna trzecia dorosłych została zaklasyfikowana do niewłaściwej kategorii masy ciała, gdy oceny dokonywano wyłącznie na podstawie BMI. Wyniki badania wpisują się w coraz szerszą dyskusję naukową na temat roli tego wskaźnika w praktyce klinicznej i zdrowiu publicznym.
BMI – prosty wskaźnik, ogromny wpływ na decyzje zdrowotne
Wskaźnik masy ciała, czyli BMI (body mass index), jest jednym z najbardziej rozpowszechnionych narzędzi oceny stanu odżywienia zarówno w praktyce klinicznej, jak i w badaniach epidemiologicznych. Jego popularność wynika przede wszystkim z prostoty obliczeń: BMI jest ilorazem masy ciała w kilogramach i kwadratu wzrostu wyrażonego w metrach. Na tej podstawie definiuje się cztery podstawowe kategorie: niedowagę, prawidłową masę ciała, nadwagę oraz otyłość.

Takie progi klasyfikacyjne stosują najważniejsze instytucje zdrowia publicznego na świecie, w tym m.in. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). W praktyce oznacza to, że BMI jest podstawą wielu decyzji medycznych, statystyk zdrowotnych, a nawet rozwiązań administracyjnych czy ubezpieczeniowych.

Jednocześnie od lat w środowisku naukowym pojawiają się wątpliwości dotyczące jego dokładności. BMI nie uwzględnia bowiem rzeczywistej struktury ciała – proporcji między tkanką tłuszczową, mięśniową i kostną ani rozmieszczenia tkanki tłuszczowej w organizmie. W rezultacie osoby o podobnym BMI mogą znacząco różnić się pod względem składu ciała i związanych z nim zagrożeń zdrowotnych.
Badanie z północnych Włoch: porównanie BMI z dokładną analizą składu ciała

Na te ograniczenia zwrócili uwagę badacze z Uniwersytetu w Weronie oraz Uniwersytetu Modeny i Reggio Emilia, którzy przeprowadzili szeroko zakrojone badanie oceniające trafność klasyfikacji BMI w populacji ogólnej dorosłych mieszkańców północnych Włoch. Wyniki pracy opublikowano w czasopiśmie naukowym Nutrients.

W analizie uwzględniono 1351 dorosłych osób w wieku od 18 do 98 lat. Około 60 procent uczestników stanowiły kobiety, a średni wiek badanej populacji wynosił 45,5 roku. Na podstawie klasycznego wskaźnika BMI uczestników zaklasyfikowano do czterech kategorii: niedowagi, prawidłowej masy ciała, nadwagi i otyłości.

Kluczowym elementem badania było jednak porównanie tych wyników z analizą rzeczywistej zawartości tkanki tłuszczowej w organizmie. W tym celu wykorzystano metodę DXA (dual-energy X-ray absorptiometry), uznawaną za jedną z najdokładniejszych technik pomiaru składu ciała. Metoda ta pozwala określić nie tylko procent tkanki tłuszczowej, ale także rozmieszczenie poszczególnych jej komponentów.

Jedna trzecia dorosłych zaklasyfikowana nieprawidłowo

Porównanie obu metod przyniosło wyniki, które zdaniem autorów badania powinny skłonić do ponownej refleksji nad rolą BMI w ocenie stanu zdrowia populacji. Okazało się bowiem, że zgodność między klasyfikacją BMI a rzeczywistą zawartością tkanki tłuszczowej była stosunkowo niska.

Ogólnie rzecz biorąc, około 32,5 procent uczestników badania zostało zaklasyfikowanych do niewłaściwej kategorii masy ciała, gdy oceny dokonywano wyłącznie na podstawie BMI. Oznacza to, że niemal co trzeci dorosły znalazł się w kategorii niedowagi, nadwagi lub otyłości, która nie odpowiadała jego rzeczywistemu poziomowi tkanki tłuszczowej.

Największe rozbieżności dotyczyły skrajnych kategorii BMI. W grupie osób z niedowagą według BMI aż 68 procent zostało uznanych za błędnie sklasyfikowane – większość z nich w rzeczywistości mieściła się w zakresie prawidłowej zawartości tkanki tłuszczowej. W przypadku nadwagi ponad połowa badanych również została przypisana do tej kategorii niesłusznie.

Również w kategorii otyłości odnotowano znaczące różnice. Około jedna trzecia osób uznanych za otyłe na podstawie BMI okazała się mieć poziom tkanki tłuszczowej odpowiadający jedynie nadwadze.

Największe rozbieżności u młodych dorosłych i osób starszych

Analiza szczegółowa pokazała również, że skala błędnej klasyfikacji różniła się w zależności od wieku. Największy odsetek nieprawidłowych klasyfikacji dotyczył młodych dorosłych w wieku 18–39 lat oraz osób starszych powyżej 60. roku życia.

Wśród młodych dorosłych błędna klasyfikacja dotyczyła ponad 40 procent uczestników badania. Z kolei w grupie osób w wieku 60–79 lat odsetek ten wynosił około 39 procent. Wyniki te mogą mieć związek ze zmianami składu ciała zachodzącymi w ciągu życia.

Proces starzenia wiąże się z naturalnym wzrostem udziału tkanki tłuszczowej oraz stopniową utratą masy mięśniowej, określaną jako sarkopenia. Zmiany te mogą zachodzić bez znaczących zmian całkowitej masy ciała, a tym samym bez wyraźnej zmiany wartości BMI. W rezultacie osoby o podobnym BMI mogą mieć zupełnie różny poziom tkanki tłuszczowej i odmienne ryzyko zdrowotne.

Dlaczego BMI może wprowadzać w błąd

Zdaniem autorów badania główną przyczyną rozbieżności między BMI a rzeczywistym poziomem tkanki tłuszczowej jest konstrukcja samego wskaźnika. BMI opiera się wyłącznie na dwóch parametrach – masie ciała i wzroście – nie uwzględnia natomiast struktury organizmu.

W praktyce oznacza to, że osoby o dużej masie mięśniowej mogą być klasyfikowane jako osoby z nadwagą lub otyłością, mimo że ich poziom tkanki tłuszczowej jest prawidłowy. Z kolei osoby o prawidłowym BMI mogą mieć podwyższony poziom tkanki tłuszczowej, zwłaszcza trzewnej, co wiąże się z wyższym ryzykiem chorób metabolicznych.

Z tego powodu w ostatnich latach coraz częściej podkreśla się znaczenie wskaźników, które lepiej odzwierciedlają rozmieszczenie tkanki tłuszczowej. Należą do nich między innymi stosunek obwodu talii do wzrostu czy bezpośrednie pomiary składu ciała wykonywane metodami bioimpedancji lub densytometrii.

Konsekwencje dla systemów zdrowia publicznego

Autorzy badania zwracają uwagę, że niedokładności BMI mogą mieć znaczenie nie tylko kliniczne, ale także społeczne i ekonomiczne. W wielu krajach wskaźnik ten jest bowiem wykorzystywany w polityce zdrowotnej, programach profilaktycznych, a nawet w systemach ubezpieczeniowych.

Jeśli BMI zawyża częstość występowania nadwagi i otyłości, może prowadzić do nieprecyzyjnych ocen stanu zdrowia populacji oraz niepotrzebnego kierowania części osób do programów redukcji masy ciała. Z drugiej strony może także maskować rzeczywiste problemy zdrowotne u osób o prawidłowym BMI, ale niekorzystnym składzie ciała.

Dlatego badacze sugerują, aby w praktyce klinicznej BMI traktować raczej jako wskaźnik wstępny, który powinien być uzupełniany dodatkowymi pomiarami. Wśród najprostszych i najtańszych metod wskazuje się między innymi pomiary obwodu talii, stosunek talii do wzrostu czy analizę składu ciała.

Czy BMI wymaga rewizji?

Wnioski płynące z badania nie oznaczają, że BMI powinno zostać całkowicie porzucone. Autorzy podkreślają, że wskaźnik ten nadal może być użyteczny jako narzędzie przesiewowe, zwłaszcza w dużych badaniach populacyjnych.

Jednocześnie ich zdaniem wyniki analizy pokazują, że poleganie wyłącznie na BMI może prowadzić do błędnej oceny stanu zdrowia części populacji. Dlatego w przyszłości konieczne może być wprowadzenie bardziej złożonych modeli oceny masy ciała, które będą uwzględniały wiek, płeć, skład ciała oraz dystrybucję tkanki tłuszczowej.

Autorzy sugerują również potrzebę dalszych badań w innych populacjach europejskich oraz poza Europą. Pozwoliłoby to sprawdzić, czy podobna skala błędnej klasyfikacji występuje także w innych grupach etnicznych i regionach świata.

Źródła: Milanese C., Itani L., Cavedon V., El Ghoch M. The WHO BMI System Misclassifies Weight Status in Adults from the General Population in North Italy: A DXA-Based Assessment Study (18–98 Years). Nutrients 2025.; European Association for the Study of Obesity – materiały prasowe ECO 2026.
Osoby z prawidłowym BMI, czyli proporcją wagi do wzrostu, ale podwyższonym tzw. metabolicznym BMI, mogą być nawet pięciokrotnie bardziej narażone na poważne problemy metaboliczne, skutkujące m.in. otyłością i zwiększonym ryzykiem sercowo-naczyniowym – wynika z badań naukowców z Uniwersytetu w Göteborgu, opublikowanych w „Nature Medicine”. Nowy wskaźnik, oparty na analizie metabolitów we krwi, pozwala dokładniej ocenić zdrowie metaboliczne niż tradycyjny BMI. Naukowcy wykazali, że kluczową rolę w procesach związanych z przemianą materii spełnia mikrobiota jelitowa.

– Moje badania obejmowały głównie osoby w średnim wieku i Europejczyków. Musimy brać to pod uwagę, ponieważ może to nie być grupa reprezentatywna dla całej populacji. Jednak wzrost ryzyka był dość wyraźny. Osoby z pozornie normalną masą ciała, ale podwyższonym metabolicznym BMI, są obciążone od dwu- do pięciokrotnie wyższym ryzykiem stłuszczenia wątroby, które stanowi jedno z najgroźniejszych schorzeń metabolicznych. Upośledzenie funkcji wątroby może w najgorszym wypadku prowadzić do raka wątroby. Wiąże się ono również z bardzo wysokim ryzykiem cukrzycy typu 2. Zazwyczaj u osób z tym schorzeniem występuje insulinooporność, więc ich organizm nie radzi sobie dobrze z przetwarzaniem glukozy. Osoby te mają tendencję do gromadzenia większej ilości trzewnej tkanki tłuszczowej, czyli tkanki tłuszczowej wokół narządów wewnętrznych. W wielu przypadkach ich wyniki są zbliżone do osób, które mają BMI w górnej granicy normy – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria Rima Chakarou, autorka badania przeprowadzonego na Uniwersytecie w Göteborgu w Szwecji, dziś badaczka w Szpitalu Uniwersyteckim w Lipsku w Niemczech.

Tradycyjny BMI (ang. Body Mass Index) to metoda oceny proporcji wagi do wzrostu. Oblicza się go, dzieląc masę ciała (w kilogramach) przez wzrost (w metrach) podniesiony do kwadratu. Wynik między 25 a 29,9 oznacza nadwagę, a powyżej 30 – otyłość. Badacze coraz częściej zwracają jednak uwagę na to, że wskaźnik ten jest powierzchowny i nieprecyzyjny.

 W dużej populacji może on być źródłem informacji o tym, czy jej przedstawiciele mają więcej, czy mniej tkanki tłuszczowej, ale nie mówi na przykład o tym, gdzie ta tkanka jest zlokalizowana ani jak wygląda metabolizm u tych osób. Jest to problematyczne, ponieważ są osoby bardzo szczupłe, które mogą jednak mieć problemy metaboliczne w postaci insulinooporności, stłuszczenia wątroby i przewlekłego stanu zapalnego rozwijającego się niepostrzeżenie – wskazuje Rima Chakaroun.

Z uwagi na to pojawiła się potrzeba opracowania precyzyjniejszego narzędzia, jakim jest właśnie metaboliczne BMI (metBMI) – oparte nie na podstawowych pomiarach, lecz na metabolomie.

 Wskaźnik ten opiera się na małych cząsteczkach zawartych we krwi. Cząsteczki te pozwalają się określić, jak poszczególne narządy współpracują ze sobą, jaki jest stan wątroby, tkanki tłuszczowej, a nawet jelit. W naszym badaniu przyjrzeliśmy się metabolitom, które zazwyczaj są powiązane z BMI, ulegając wzrostowi lub spadkowi wraz z tym wskaźnikiem, i użyliśmy ich do predykcji metabolicznego BMI. W ten sposób niejako uzyskaliśmy cechy charakterystyczne otyłości, czyli jak wygląda krew osoby, która teoretycznie jest otyła. Okazuje się, że można mieć cechy otyłości bez poziomu BMI, który by na nią wskazywał. Podsumowując, jest to więc raczej korekta tradycyjnego BMI, pozwalająca uzyskać informacje o zdrowiu metabolicznym w danym momencie – podkreśla badaczka.

Z badań przeprowadzonych w Szwecji pod kierownictwem Rimy Chakaroun, które zostały opisane w styczniu w „Nature Medicine”, wynika, że metaboliczne BMI jest silnie powiązane z mikrobiotą jelitową. Osoby z wyższym wskaźnikiem miały mikrobiotę jelitową o mniejszej różnorodności i mniejszym potencjale do rozkładu błonnika pokarmowego do kwasu masłowego – proces ten jest wiązany z łagodzeniem stanu zapalnego. Okazało się też, że po operacji bariatrycznej osoby z wyższym metBMI osiągały o 30 proc. niższą redukcję masy ciała.

 Mikrobiom jelitowy osób o podwyższonym metabolicznym BMI różni się od pozostałych. Występuje w nim mniej bakterii i są one generalnie mniej zróżnicowane, mniej jest również bakterii wytwarzających pożyteczne metabolity. Są to na przykład krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe. Wiele z metabolitów, które są istotne dla obliczania metabolicznego BMI, jest ściśle związanych z mikrobiomem jelitowym i wytwarzanych przez mikrobiom. Nasze jelita są więc wskaźnikiem, jak radzimy sobie w otoczeniu. Może się to wiązać z podwyższonym ryzykiem metabolicznym – wskazuje Rima Chakaroun.

Naukowcy przypuszczają, że zmiana profilu metabolicznego jest możliwa do osiągnięcia. Kluczem do tego ma być przede wszystkim zdrowy styl życia.

– Zawsze pożyteczne będą działania mające na celu zmniejszenie trzewnej tkanki tłuszczowej. Korzystne będzie każde takie działanie: zdrowa dieta, niepolegająca na nadmiernym ograniczeniu spożywanych kalorii, być może trening z obciążeniem. Chodzi o wszystkie czynniki, które zwiększają wytrzymałość organizmu i odporność na stres oraz wpływają na odbudowę mitochondriów, zarówno w tkance tłuszczowej, jak i w mięśniach. Uważam, że najważniejsze jest zrozumienie, że nie jest to wyłącznie kwestia genetyki. Metaboliczne BMI jest odzwierciedleniem stylu życia, odżywiania i tego, jak traktujemy nasz organizm. Na te czynniki mamy zazwyczaj większy wpływ niż na geny – kwituje ekspertka.

Według Światowej Organizacji Zdrowia jedna na osiem osób na świecie cierpi na otyłość. W 2024 roku 35 mln dzieci poniżej piątego roku życia miało nadwagę.

Źródło: Newseria

Jak wynika z najnowszego raportu cyfrowej kliniki zdrowia metabolicznego Holi „Holistycznie o problemie otyłości w Polsce” Polacy postrzegają chorobę otyłościową jako słabość, wybór lub efekt zaniedbań. Uważają tak zarówno osoby zmagające się z chorobą otyłościową, jak i osoby z BMI w zakresie normy.
Społeczne postrzeganie choroby otyłościowej przekłada się bardzo często na podejmowane samodzielne próby leczenia. Aż trzy czwarte osób zmagających się z chorobą otyłościową przyznało, że odchudza się obecnie lub odchudzało się w przeszłości. Co więcej – nie były to jednorazowe próby, a raczej działanie na zasadach błędnego koła. I choć co drugi pacjent chciałby zredukować wagę o ponad 20 kg, skuteczne leki nie są powszechnie dostępne, a sama choroba była zdiagnozowana w ramach NFZ tylko w przypadku 0,2% pacjentów. 

„Otyłość to choroba przewlekła, złożona, wieloczynnikowa, mająca skłonność do nawrotów. Negatywnie wpływa na zdrowie metaboliczne, nie ma też tendencji do samoistnego ustępowania oraz zwiększa ryzyko wystąpienia ponad 200 innych chorób” – zaznacza prof. dr hab. Alina Kuryłowicz, członek rady medycznej kliniki Holi. „Biorąc pod uwagę najnowsze prognozy Światowej Federacji Otyłości, które wskazują, że do 2025 roku na otyłość zachoruje co trzeci Polak, już teraz trzeba skupić się na jej kompleksowym leczeniu. To skomplikowana jednostka chorobowa, która wymaga skutecznej interwencji medycznej” – dodaje. 

Stygmatyzacja osób z chorobą otyłościową – zwiększone ryzyko depresji

Osoby z chorobą otyłościową spotykają się ze stygmatyzacją społeczną. Co czwarta chora osoba wskazała, że ze względu na swoją masę ciała woli pracować zdalnie. Dodatkowo liczne badania pokazują, że osoby z nadmierną masą ciała otrzymują niższe wynagrodzenia, rzadziej dostają awans, a nawet są mniej chętnie zatrudniane. Stereotypy i zachowania dyskryminujące te osoby wpływają na wiele aspektów ich życia. W konsekwencji aż 3 na 4 badanych Polaków z otyłością zgodziło się ze stwierdzeniem, że zwiększa ona ryzyko zachorowania na depresję. 

„Społeczna akceptacja, wsparcie i zrozumienie są konieczne dla polepszenia się globalnej sytuacji związanej z chorobą otyłościową. Spojrzenie na pacjentów zmagających się z otyłością bez uprzedzeń jest kluczem do wprowadzenia skutecznego leczenia i osiągnięcia trwałej zmiany – zarówno z perspektywy indywidualnych osób, jak i z perspektywy systemu” – zaznacza dr Zuzanna Przekop, Head of R&D w klinice Holi. „Warto pamiętać, że kluczowa w walce z chorobą otyłościową jest szeroko pojęta motywacja, zarówno pacjentów, jak i zespołu terapeutycznego. Żeby utrzymać ją na wysokim poziomie, a co za tym idzie – efektywnie i holistycznie leczyć, należy zmienić wizerunek choroby otyłościowej i edukować o jej przyczynach, a także sposobach skutecznego leczenia” – podsumowuje. 

Pełen raport „Holistycznie o problemie otyłości w Polsce” opublikowany w marcu 2024 roku można pobrać na stronie: www.klinikaholi.pl/raport 

 Źródło informacji: Biuro prasowe Kliniki Holi

Dlaczego otyłość staje się alarmującym zagrożeniem dla serca, jakie mechanizmy prowadzą do poważnych chorób sercowo-naczyniowych, dlaczego tak ważne jest utrzymanie prawidłowej wagi ciała mówi doktor Jakub Szost, kardiolog Grupy American Heart of Poland.
Według raportu Światowej Federacji Otyłości opublikowanym w 2023 r. około 2,6 miliarda ludzi na całym świecie zmaga się z problemem otyłości lub nadwagi (co stanowi 38 procent populacji ogólnej).

Eksperci prognozują, że jeśli obecny trend wzrostowy utrzyma się, w ciągu najbliższych 12 lat liczba ta wzrośnie do aż 4 miliardów (co miałoby stanowić aż 51 procent populacji świata). Mimo rosnącej świadomości wśród społeczeństwa odsetek osób z nadwagą i otyłością nadal wzrasta.

– Zdecydowana większość przypadków otyłości jest spowodowana nadmiernym spożyciem pokarmów (otyłość prosta). Jedynie 10% przypadków otyłości to tzw. otyłość wtórna, która wynika z zaburzeń hormonalnych, jest efektem przyjmowanych leków lub jest uwarunkowana genetycznie. Nadmierna masa ciała wiąże się z większym ryzykiem wystąpienia nadciśnienia, podwyższonego poziomu cholesterolu, a w efekcie miażdżycy, choroby wieńcowej i zawału serca. U osób z nadwagą lub otyłością ryzyko zgonu z powodu chorób serca wzrasta aż o 60 procent – wyjaśnia Jakub Szost, kardiolog Grupy American Heart of Poland.

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) rocznie z powodu chorób związanych z nadwagą i otyłością umiera ponad 2,5 mln osób na świecie. Otyłość należy do jednej z trudniejszych w leczeniu i najgroźniejszych chorób przewlekłych współczesnego społeczeństwa.

Jak sprawdzić czy ma się nadwagę?
Najprostszą metodą oceny stanu odżywienia jest wskaźnik BMI (body mass index), czyli stosunek wzrostu do kwadratu wagi. Gotowe kalkulatory BMI można znaleźć w internecie oraz jako aplikacje mobilne. Dostępnych jest też wiele innych bardziej skomplikowanych metod pomiaru ilości tkanki tłuszczowej m.in. bioimpedancja elektryczna ciała (BIA), dwuwiązkowa absorpcjometria rentgenowska (DXA), metody izotopowe, bądź rzadziej tomografia komputerowa czy rezonans magnetyczny.

Nadwaga czy już otyłość?
W przypadku diagnozy na podstawie wskaźnika BMI, wartość powyżej 25 sugeruje nadwagę, a wartość wynosząca 30 lub więcej wskazuje na otyłość.

– Wynik wskaźnika BMI może być jednak zafałszowany (np. u kulturystów, gdzie za dużą wagę odpowiada głównie masa mięśniowa). W przypadku pomiarów przy użyciu bioimpedancji elektrycznej określamy odsetek tkanki tłuszczowej w organizmie. W warunkach fizjologicznych tłuszcz stanowi przeciętnie 15% masy ciała, natomiast u kobiet odsetek ten jest większy o 5 -7%. Jeśli procent tkanki tłuszczowej przekroczy u mężczyzny 25, a u kobiety 30 –  możemy rozpoznać otyłość – uzupełnia kardiolog.

Wpływ otyłości na procesy metaboliczne organizmu
U osób otyłych zwykle obserwuje się podwyższony poziom cholesterolu LDL („złego”) oraz obniżony poziom cholesterolu HDL(„dobrego”).

– Wysoki poziom cholesterolu LDL w organizmie bezpośrednio przekłada się na rozwój miażdżycy w obrębie ścian tętnic. W konsekwencji rozwój tzw. „blaszki miażdżycowej” może doprowadzić, w zależności od lokalizacji gdzie powstała, do zawału serca, udaru mózgu, bądź niedokrwienia kończyn. W przypadkach, gdy nie dochodzi do całkowitego zamknięcia naczynia, a jedynie jego zwężenia, mamy do czynienia z objawami przejściowego niedokrwienia i tu podobnie w zależności od lokalizacji symptomatologia może obejmować objawy choroby wieńcowej (dusznicy bolesnej), przemijającego napadu niedokrwiennego (TIA), bądź chromania przestankowego. Dodatkowo otyłość jest jednym z głównych czynników ryzyka wystąpienia nadciśnienia tętniczego, co z kolei może powodować uszkodzenia wielu innych organów, tj. serca, nerek, czy narządu wzroku. U pacjentów otyłych częściej dochodzi do występowania takich schorzeń jak migotanie przedsionków, co wpływa bezpośrednio na wydolność serca oraz zwiększa ryzyko wystąpienia udaru mózgu. Pacjenci otyli także często cierpią na obturacyjny bezdech senny (OBS lub OSA), który może powodować wahania ciśnienia tętniczego oraz zaburzenia rytmu serca – mówi Jakub Szost.

Lipomatoza serca. Co to oznacza?
Nagromadzenie tkanki tłuszczowej w obrębie serca spowodowanej hiperplazją adipocytów (komórek tłuszczowych) nazywamy lipomatozą serca (potocznie „otłuszczeniem serca”).

– Etiologia tego zjawiska nie jest do końca znana, ale może być ono związane z otyłością, a częstość jego występowania wzrasta z wiekiem. Najczęstszą manifestacją lipomatozy jest tłuszczakowaty przerost przegrody międzyprzedsionkowej w badaniu echokardiograficznym, ale może także w dużych ilościach gromadzić się na powierzchni serca i wówczas imitować obecność płynu w worku osierdziowym. Dodatkowo u osób z nadwagą i otyłością serce musi pompować jeszcze więcej krwi, by pokryć zapotrzebowanie na tlen dużej ilości tkanki tłuszczowej i mięśniowej. W warunkach fizjologicznych nasze serce bije około 100 tysięcy razy na dobę, bez przerw na odpoczynek. Mimo że serce to niewielki mięsień o rozmiarze zaciśniętej pięści, to jego praca jest ogromna – wyjaśnia ekspert American Heart of Poland.

 
źródło: AHoP
Ponad połowa polskich pacjentów ma problem z nadmierną masą ciała, a jednym z najczęstszych powodów zwolnień lekarskich są choroby układu ruchu. Coraz więcej mówi się o profilaktyce nadwagi i otyłości, jednak chirurg-bariatra ze Szpitala Medicover alarmuje, że wciąż zbyt małą wagę (!) przywiązuje się do zdrowego stylu życia w ogóle. „Obawiam się, że nasze społeczeństwo „oswoiło się” z otyłością” – sugeruje w rozmowie dr n. med. Michał Janik. 
Z Raportu Medicover „Praca.Zdrowie.Ekonomia. Perspektywa 2022” płynie wniosek, że jedną z najczęstszych przyczyn absencji pracowniczej w ubiegłym roku były choroby układu ruchu. Blisko połowa badanej przez Medicover populacji pracowników ma także nieprawidłowy wskaźnik cholesterolu, a co piąty pracownik – nieprawidłowy wskaźnik glikemii. Zgodnie z wynikami badania oceniającego styl życia, będącego częścią tegorocznego raportu Medicover, ponad 64 proc. badanych nie spełnia norm WHO w odniesieniu do wykonywanej aktywności fizycznej (150–300 minut tygodniowo o umiarkowanej intensywności lub 75–150 minut o dużej intensywności). Jak to przekłada się na aktualne statystyki dotyczące otyłości?
Problem nadwagi i otyłości jest narastający w naszym społeczeństwie. Obserwujemy to wokół siebie, a także w badaniach populacyjnych. Według danych CBOS odsetek osób z nadwagą i otyłością w Polsce wzrósł w 2019 roku do 59 proc. Oznacza to, że ponad połowa naszej populacji ma problem z nadmierną masą ciała.

Odsetek osób z otyłością (BMI powyżej 30) systematycznie rośnie w ostatnich latach, co wpływa na istotny wzrost ryzyka zdrowotnego. Okazuje się, że często nie do końca uświadamiamy sobie własnej nadwagi czy otyłości. Jak Pan myśli, z czego to wynika i jak temu zaradzić?

Obawiam się, że nasze społeczeństwo „oswoiło się” z otyłością. Brakuje świadomości, że to podstępna i przewlekła choroba, która skraca życie. Jeszcze większe braki dostrzegam w edukacji dotyczącej zdrowego stylu życia. Niestety środowisko, w którym żyjemy, jest przeciwko nam w walce z otyłością – wysoko przetworzona żywność, siedzący tryb życia, palenie papierosów czy konsumpcja alkoholu przyczyniają się do pogłębiania nadwagi i otyłości w społeczeństwie. Najlepszym sposobem na poradzenie sobie z tym problemem jest powszechna edukacja Polaków w zakresie prawidłowych zasad odżywiania, równowagi pomiędzy pracą a życiem osobistym (work-life balance), a także zalet aktywności fizycznej.  

Nie zawsze potrafimy zidentyfikować problem nadwagi i otyłości u siebie, ale nawet po postawieniu diagnozy miewamy fałszywe oczekiwania wobec procesu leczenia. Po opracowaniu aplikacji, która pozwala oszacować utratę masy ciała pacjentów po operacji rękawowej resekcji żołądka („PREDICT BMI”), zwracał Pan uwagę na konieczność zwiększania świadomości pacjentów na temat realnych możliwości trwałej utraty wagi ciała. Jak Pan ocenia poziom tej świadomości?

Metody leczenia otyłości – niezależnie czy są to leki, zabiegi endoskopowe czy operacje bariatryczne są środkiem do osiągnięcia celu, jakim jest poprawa stanu zdrowia i walka z chorobą otyłościową. Jednak początki otyłości wynikają u wielu osób z powodu nieprawidłowego stylu życia. Wyobraźmy sobie kobietę, która w wyniku nieprawidłowego stylu życia nabawiła się otyłości. Po operacji bariatrycznej traci 40 kilogramów masy ciała. Dochodzi do ustąpienia insulinooporności i nadciśnienia tętniczego. Pacjentka zamiast 120 kg waży 80 kg. Jej walka o zdrowie jednak się nie kończy. Dlaczego? Dlatego, że jeśli po operacji powróci do stylu życia, który pierwotnie spowodował otyłość, to ta otyłość wróci. Nawroty otyłości potrafią być obserwowane nawet po operacjach bariatrycznych. Z tego powodu tak ważne jest, żeby pacjenci mieli świadomość, jak dużo zależy od nich samych.

Coraz częściej mówi się o psychologicznych aspektach nadwagi i otyłości. W Szpitalu Medicover oprócz chirurgicznego leczenia pacjentom proponowane są równolegle konsultacje z dietetykiem i psychologiem. Czemu mają służyć takie interwencje specjalistów?

Opieka zespołu wielodyscyplinarnego w przypadku pacjentów bariatrycznych jest niezwykle istotna ze względu na konieczność szeroko zakrojonej modyfikacji stylu życia. Niezbędna do tego jest pomoc dietetyczna, a także psychologiczna. Częstym zjawiskiem u pacjentów bariatrycznych jest mechanizm adaptacyjny na stres polegający na podjadaniu w sytuacjach stresowych. Niestety, stres nie zniknie po operacji, ale podjadanie nie będzie już możliwe, przynajmniej w bezpośrednim okresie po operacji. Może to wprowadzić chorego w dekompensację – dlatego tak ważne jest to, żeby wspólnie z psychologiem opracować alternatywne metody radzenia sobie w takich sytuacjach.

Często mówi się o screeningu otyłości. Co składa się na takie badanie i komu jest zalecane?

Warto, aby screening otyłości wykonała każda osoba, której wskaźnik masy ciała przekracza 30 kg/m2. W ramach screeningu wykonuje się badania krwi i badania obrazowe, takie jak USG jamy brzusznej. Istotnym badaniem jest również gastroskopia.

W Szpitalu Medicover dotychczas wykonano 500 zabiegów bariatrycznych i zorganizowano ponad 2600 konsultacji z lekarzem-bariatrą. Jak konsultacje przekładają się na decyzję pacjenta o zabiegu?

Wielu naszych pacjentów po odbyciu konsultacji decyduje się na operację, około 70 proc. z nich. Najczęściej wybieraną metodą operacyjną jest rękawowa resekcja żołądka sposobem laparoskopowym. Wykonujemy również stosunkowo dużo operacji rewizyjnych – wyłączenia żołądkowo-jelitowego na pętli Roux-en Y (Roux-en Y Gastric Bypass) – u pacjentów z nawrotem masy ciała po innych operacjach bariatrycznych.

Jakie są oczekiwania pacjentów względem takich operacji?

Większość moich pacjentów jako miarę ich sukcesu po operacji postrzega utracone kilogramy. Uważam jednak, że nie jest to najlepsze rozwiązanie, ponieważ sama liczba kilogramów potrafi być myląca. Po pierwsze, w procesie redukcji masy ciała zależy nam na redukcji ilości tkanki tłuszczowej – sama liczba utraconych kilogramów nic nam o tym nie mówi. Po drugie, każdy z nas jest inny – w innym tempie i w innej proporcji będzie redukował masę ciała po operacji.
Pamiętam przypadek pacjenta, który skarżył się na słaby efekt – rzędu kilkunastu kilogramów. Spotkaliśmy się na kontroli pół roku po operacji – do gabinetu wszedł mężczyzna z sylwetką kulturysty. W jego przypadku spadek tkanki tłuszczowej był duży. Nie było to jednak widoczne na wadze, dlatego że przyrost tkanki mięśniowej stłumił ten efekt.

Co Pan, jako bariatra, doradziłby pacjentom w Polsce – szczególnie teraz, w obliczu pandemicznego długu zdrowotnego?

W obliczu tego problemu radzę, żeby zadbać o własne zdrowie, najlepiej prowadząc zdrowy, zdrowszy niż do tej pory, styl życia – tak aby uniknąć konieczności bycia leczonym.

Coraz częściej słyszy się o „rewolucyjnych” zastrzykach na otyłość. Czy Pańskim zdaniem ma to szansę rozwiązać problem nadwagi i otyłości w naszym kraju? Jakie metody leczenia nadwagi i otyłości będą, według Pana, rosły na znaczeniu i popularności?

W znaczeniu populacyjnym każda metoda leczenia otyłości – leki, zabiegi endoskopowe czy operacje – jest gaszeniem pożaru, którego źródło nie jest stale kontrolowane. Tak długo jak nasz styl życia i środowisko będą predysponować nasze społeczeństwo do otyłości, to problem będzie istniał. Najnowsze leki dają obiecujące rezultaty i z pewnością spowoduje to wzrost ich popularności. Nie są jednak wolne od działań niepożądanych. Niewiele wiadomo o odległych konsekwencjach ich stosowania. W literaturze pojawiają się także doniesienia o nawrotach problemu u osób, które zakończyły stosowanie leków. Mogą one wchodzić w interakcje z innymi lekami, które pacjenci z otyłością często stosują z powodu chorób towarzyszących otyłości.

Po ponad 30 latach opracowano nowe wytyczne dotyczące operacji redukcji masy, które mają zastąpić dotychczas obowiązujące wytyczne National Institutes of Health – będące punktem odniesienia dla większości ubezpieczycieli i lekarzy. Jak to wpłynie na polskich pacjentów?

Nowe wytyczne są rewolucyjne. Po pierwsze, obniżono prób BMI, od którego możemy kwalifikować pacjentów do operacji bariatrycznych. Obecnie jest to możliwe już u chorych na otyłość z BMI w przedziale od 30 do 35 kg/m2, o ile mają choroby towarzyszące otyłości lub udokumentowane niepowodzenie zachowawczego postepowania. Nowe wytycznie nie zostały jeszcze zaadaptowane przez płatnika – NFZ, z tego powodu w państwowych szpitalach kwalifikacje do operacji nadal odbywają się według poprzednich kryteriów. Jednak w Szpitalu Medicover możemy postępować zgodnie z najnowszymi wytycznymi. Obniżenie progu BMI może sprawić, że obecna w Polsce coraz większa grupa pacjentów będzie mogła odnieść korzyści z leczenia bariatrycznego.

źródło: komunikat prasowy

Ponad połowa polskich pacjentów ma problem z nadmierną masą ciała, a jednym z najczęstszych powodów zwolnień lekarskich są choroby układu ruchu. Coraz więcej mówi się o profilaktyce nadwagi i otyłości, jednak chirurg-bariatra ze Szpitala Medicover alarmuje, że wciąż zbyt małą wagę (!) przywiązuje się do zdrowego stylu życia w ogóle. „Obawiam się, że nasze społeczeństwo „oswoiło się” z otyłością” – sugeruje w rozmowie dr n. med. Michał Janik. 
Z Raportu Medicover „Praca.Zdrowie.Ekonomia. Perspektywa 2022” płynie wniosek, że jedną z najczęstszych przyczyn absencji pracowniczej w ubiegłym roku były choroby układu ruchu. Blisko połowa badanej przez Medicover populacji pracowników ma także nieprawidłowy wskaźnik cholesterolu, a co piąty pracownik – nieprawidłowy wskaźnik glikemii. Zgodnie z wynikami badania oceniającego styl życia, będącego częścią tegorocznego raportu Medicover, ponad 64 proc. badanych nie spełnia norm WHO w odniesieniu do wykonywanej aktywności fizycznej (150–300 minut tygodniowo o umiarkowanej intensywności lub 75–150 minut o dużej intensywności). Jak to przekłada się na aktualne statystyki dotyczące otyłości?
Problem nadwagi i otyłości jest narastający w naszym społeczeństwie. Obserwujemy to wokół siebie, a także w badaniach populacyjnych. Według danych CBOS odsetek osób z nadwagą i otyłością w Polsce wzrósł w 2019 roku do 59 proc. Oznacza to, że ponad połowa naszej populacji ma problem z nadmierną masą ciała.

Odsetek osób z otyłością (BMI powyżej 30) systematycznie rośnie w ostatnich latach, co wpływa na istotny wzrost ryzyka zdrowotnego. Okazuje się, że często nie do końca uświadamiamy sobie własnej nadwagi czy otyłości. Jak Pan myśli, z czego to wynika i jak temu zaradzić?

Obawiam się, że nasze społeczeństwo „oswoiło się” z otyłością. Brakuje świadomości, że to podstępna i przewlekła choroba, która skraca życie. Jeszcze większe braki dostrzegam w edukacji dotyczącej zdrowego stylu życia. Niestety środowisko, w którym żyjemy, jest przeciwko nam w walce z otyłością – wysoko przetworzona żywność, siedzący tryb życia, palenie papierosów czy konsumpcja alkoholu przyczyniają się do pogłębiania nadwagi i otyłości w społeczeństwie. Najlepszym sposobem na poradzenie sobie z tym problemem jest powszechna edukacja Polaków w zakresie prawidłowych zasad odżywiania, równowagi pomiędzy pracą a życiem osobistym (work-life balance), a także zalet aktywności fizycznej.  

Nie zawsze potrafimy zidentyfikować problem nadwagi i otyłości u siebie, ale nawet po postawieniu diagnozy miewamy fałszywe oczekiwania wobec procesu leczenia. Po opracowaniu aplikacji, która pozwala oszacować utratę masy ciała pacjentów po operacji rękawowej resekcji żołądka („PREDICT BMI”), zwracał Pan uwagę na konieczność zwiększania świadomości pacjentów na temat realnych możliwości trwałej utraty wagi ciała. Jak Pan ocenia poziom tej świadomości?

Metody leczenia otyłości – niezależnie czy są to leki, zabiegi endoskopowe czy operacje bariatryczne są środkiem do osiągnięcia celu, jakim jest poprawa stanu zdrowia i walka z chorobą otyłościową. Jednak początki otyłości wynikają u wielu osób z powodu nieprawidłowego stylu życia. Wyobraźmy sobie kobietę, która w wyniku nieprawidłowego stylu życia nabawiła się otyłości. Po operacji bariatrycznej traci 40 kilogramów masy ciała. Dochodzi do ustąpienia insulinooporności i nadciśnienia tętniczego. Pacjentka zamiast 120 kg waży 80 kg. Jej walka o zdrowie jednak się nie kończy. Dlaczego? Dlatego, że jeśli po operacji powróci do stylu życia, który pierwotnie spowodował otyłość, to ta otyłość wróci. Nawroty otyłości potrafią być obserwowane nawet po operacjach bariatrycznych. Z tego powodu tak ważne jest, żeby pacjenci mieli świadomość, jak dużo zależy od nich samych.

Coraz częściej mówi się o psychologicznych aspektach nadwagi i otyłości. W Szpitalu Medicover oprócz chirurgicznego leczenia pacjentom proponowane są równolegle konsultacje z dietetykiem i psychologiem. Czemu mają służyć takie interwencje specjalistów?

Opieka zespołu wielodyscyplinarnego w przypadku pacjentów bariatrycznych jest niezwykle istotna ze względu na konieczność szeroko zakrojonej modyfikacji stylu życia. Niezbędna do tego jest pomoc dietetyczna, a także psychologiczna. Częstym zjawiskiem u pacjentów bariatrycznych jest mechanizm adaptacyjny na stres polegający na podjadaniu w sytuacjach stresowych. Niestety, stres nie zniknie po operacji, ale podjadanie nie będzie już możliwe, przynajmniej w bezpośrednim okresie po operacji. Może to wprowadzić chorego w dekompensację – dlatego tak ważne jest to, żeby wspólnie z psychologiem opracować alternatywne metody radzenia sobie w takich sytuacjach.

Często mówi się o screeningu otyłości. Co składa się na takie badanie i komu jest zalecane?

Warto, aby screening otyłości wykonała każda osoba, której wskaźnik masy ciała przekracza 30 kg/m2. W ramach screeningu wykonuje się badania krwi i badania obrazowe, takie jak USG jamy brzusznej. Istotnym badaniem jest również gastroskopia.

W Szpitalu Medicover dotychczas wykonano 500 zabiegów bariatrycznych i zorganizowano ponad 2600 konsultacji z lekarzem-bariatrą. Jak konsultacje przekładają się na decyzję pacjenta o zabiegu?

Wielu naszych pacjentów po odbyciu konsultacji decyduje się na operację, około 70 proc. z nich. Najczęściej wybieraną metodą operacyjną jest rękawowa resekcja żołądka sposobem laparoskopowym. Wykonujemy również stosunkowo dużo operacji rewizyjnych – wyłączenia żołądkowo-jelitowego na pętli Roux-en Y (Roux-en Y Gastric Bypass) – u pacjentów z nawrotem masy ciała po innych operacjach bariatrycznych.

Jakie są oczekiwania pacjentów względem takich operacji?

Większość moich pacjentów jako miarę ich sukcesu po operacji postrzega utracone kilogramy. Uważam jednak, że nie jest to najlepsze rozwiązanie, ponieważ sama liczba kilogramów potrafi być myląca. Po pierwsze, w procesie redukcji masy ciała zależy nam na redukcji ilości tkanki tłuszczowej – sama liczba utraconych kilogramów nic nam o tym nie mówi. Po drugie, każdy z nas jest inny – w innym tempie i w innej proporcji będzie redukował masę ciała po operacji.
Pamiętam przypadek pacjenta, który skarżył się na słaby efekt – rzędu kilkunastu kilogramów. Spotkaliśmy się na kontroli pół roku po operacji – do gabinetu wszedł mężczyzna z sylwetką kulturysty. W jego przypadku spadek tkanki tłuszczowej był duży. Nie było to jednak widoczne na wadze, dlatego że przyrost tkanki mięśniowej stłumił ten efekt.

Co Pan, jako bariatra, doradziłby pacjentom w Polsce – szczególnie teraz, w obliczu pandemicznego długu zdrowotnego?

W obliczu tego problemu radzę, żeby zadbać o własne zdrowie, najlepiej prowadząc zdrowy, zdrowszy niż do tej pory, styl życia – tak aby uniknąć konieczności bycia leczonym.

Coraz częściej słyszy się o „rewolucyjnych” zastrzykach na otyłość. Czy Pańskim zdaniem ma to szansę rozwiązać problem nadwagi i otyłości w naszym kraju? Jakie metody leczenia nadwagi i otyłości będą, według Pana, rosły na znaczeniu i popularności?

W znaczeniu populacyjnym każda metoda leczenia otyłości – leki, zabiegi endoskopowe czy operacje – jest gaszeniem pożaru, którego źródło nie jest stale kontrolowane. Tak długo jak nasz styl życia i środowisko będą predysponować nasze społeczeństwo do otyłości, to problem będzie istniał. Najnowsze leki dają obiecujące rezultaty i z pewnością spowoduje to wzrost ich popularności. Nie są jednak wolne od działań niepożądanych. Niewiele wiadomo o odległych konsekwencjach ich stosowania. W literaturze pojawiają się także doniesienia o nawrotach problemu u osób, które zakończyły stosowanie leków. Mogą one wchodzić w interakcje z innymi lekami, które pacjenci z otyłością często stosują z powodu chorób towarzyszących otyłości.

Po ponad 30 latach opracowano nowe wytyczne dotyczące operacji redukcji masy, które mają zastąpić dotychczas obowiązujące wytyczne National Institutes of Health – będące punktem odniesienia dla większości ubezpieczycieli i lekarzy. Jak to wpłynie na polskich pacjentów?

Nowe wytyczne są rewolucyjne. Po pierwsze, obniżono prób BMI, od którego możemy kwalifikować pacjentów do operacji bariatrycznych. Obecnie jest to możliwe już u chorych na otyłość z BMI w przedziale od 30 do 35 kg/m2, o ile mają choroby towarzyszące otyłości lub udokumentowane niepowodzenie zachowawczego postepowania. Nowe wytycznie nie zostały jeszcze zaadaptowane przez płatnika – NFZ, z tego powodu w państwowych szpitalach kwalifikacje do operacji nadal odbywają się według poprzednich kryteriów. Jednak w Szpitalu Medicover możemy postępować zgodnie z najnowszymi wytycznymi. Obniżenie progu BMI może sprawić, że obecna w Polsce coraz większa grupa pacjentów będzie mogła odnieść korzyści z leczenia bariatrycznego.

źródło: komunikat prasowy

Choć wszyscy wiemy, że serce kocha sport, a ruch to zdrowie, wciąż wielu z nas unika sportu jak ognia. Duża część społeczności nie przestrzega zaleceń WHO dotyczących aktywności fizycznej. Niechęć do ruchu często wynika z braku motywacji, czasami wiary, że można zmienić swoje życie. Dlatego American Heart of Poland S.A. którą tworzą m.in. Polsko Amerykańskie Kliniki Serca, rozpoczęła cykl bezpłatnych porad edukacyjnych Serce kocha sport. Porady mają na celu zwiększyć wiedzę w zakresie wpływu ruchu na jakość życia, zdrowie oraz samopoczucie.
Informować będziemy jak bezpiecznie dla serca zacząć uprawiać sport, o dyscyplinach sportowych, które są „zdrowe” dla serca, jaki sport jest wskazany dla osób np. z otyłością, z problemami sercowo-naczyniowymi, czy też dla tych, którzy dopiero zaczynają przygodę ze sportem. Działania są skierowane do członków wszystkich grup wiekowych i mają aktywizować zarówno najmłodszych, jak i seniorów oraz co istotne osoby ze schorzeniami sercowo-naczyniowymi.

Brak aktywności fizycznej sprzyja rozwojowi chorób serca (zawałowi mięśnia sercowego, udarowi mózgu, miażdżycy, chorobie niedokrwiennej serca). Osoby, którym ruch nie jest obcy, charakteryzują się niższym poziomem cukru, trójglicerydów czy „złego” cholesterolu LDL. Niezwykle ważne jest, by od najmłodszych lat zaszczepiać w dzieciach nawyki związane z ruchem. Ma to ogromny wpływ na ich rozwój fizyczny.

W ramach porad z cyklu Serce kocha sport będziemy publikować materiały, które mają inspirować i motywować do aktywności oraz uczyć, jak odpowiedzialnie ją uprawiać. Wśród zamieszczanych treści znajdą się m.in. bezpłatne filmy z poradami kardiologów, kardiochirurgów, dietetyków, rehabilitantów. Jesteśmy również otwarci na wszelkie pytania ze strony społeczności, które można zadawać w komentarzu pod postem dotyczącym akcji Serce kocha sport. 

Projekt otworzył dr n.med. Paweł Kaźmierczak, dyrektor medyczny, członek zarządu Grupy American Heart of Poland. Mówi o tym, jak aktywność fizyczna zmieniła jego życie i dlaczego warto uprawiać sport. Aktualnie biega regularnie od ponad 10 lat.

– Kiedyś prowadziłem bardzo niehigieniczny tryb życia, miałem nadwagę, paliłem papierosy. Pewnego dnia postanowiłem „zmienić” swoje życie. Zacząłem biegać, ponieważ to dyscyplina, którą można uprawiać wszędzie. Stopniowo traciłem kilogramy, mój wskaźnik BMI był coraz niższy, a moje samopoczucie coraz lepsze. Dlaczego o tym mówię, ponieważ z autopsji wiem, że można zmienić swoje nawyki i zacząć żyć zdrowo – co wcale nie było łatwe. Każda, nawet bardzo niewielka, ale regularna ilość aktywności fizycznej daje ogrom profitów – zarówno tych szybko widocznych, jak i odległych. Oczywiście, ruch powinien być dopasowany do możliwości organizmu, żeby go wzmocnić, a nie zaszkodzić – mówi dr n.med. Paweł Kaźmierczak.

Ponadto uprawianie sportu wpływa na życie zawodowe. Wysoka motywacja, determinacja, umiejętność działania pod presją, skupienie na celu i praktyczne wdrażanie strategii – to aspekty na co dzień stosowane przeze mnie w pracy na stanowisku dyrektora medycznego Grupy American Heart of Poland, która jest liderem na rynku usług sercowo-naczyniowych w Centralnej Europie.

Działania będą także prowadzone w mediach społecznościowych – na Facebooku, Instagramie oraz YouTubie Grupy American Heart of Poland, Polsko Amerykańskie Kliniki Serca. Projekt potrwa do końca wakacji, ale materiały będą dostępne bezpłatnie online bezterminowo.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) przekonuje, że aby zachować zdrowie i cieszyć się dobrym samopoczuciem, należy być aktywnym fizycznie każdego dnia. Godzina siedzenia w bezruchu ma skracać nasze życie o 21 minut, a ograniczenie wysiłku fizycznego generuje w krajach Unii Europejskiej koszty w wysokości 80 mld euro rocznie (uwzględniając leczenie takich przypadłości jak nadciśnienie tętnicze czy cukrzyca).

źródło: AHoP
Choć wszyscy wiemy, że serce kocha sport, a ruch to zdrowie, wciąż wielu z nas unika sportu jak ognia. Duża część społeczności nie przestrzega zaleceń WHO dotyczących aktywności fizycznej. Niechęć do ruchu często wynika z braku motywacji, czasami wiary, że można zmienić swoje życie. Dlatego American Heart of Poland S.A. którą tworzą m.in. Polsko Amerykańskie Kliniki Serca, rozpoczęła cykl bezpłatnych porad edukacyjnych Serce kocha sport. Porady mają na celu zwiększyć wiedzę w zakresie wpływu ruchu na jakość życia, zdrowie oraz samopoczucie.
Informować będziemy jak bezpiecznie dla serca zacząć uprawiać sport, o dyscyplinach sportowych, które są „zdrowe” dla serca, jaki sport jest wskazany dla osób np. z otyłością, z problemami sercowo-naczyniowymi, czy też dla tych, którzy dopiero zaczynają przygodę ze sportem. Działania są skierowane do członków wszystkich grup wiekowych i mają aktywizować zarówno najmłodszych, jak i seniorów oraz co istotne osoby ze schorzeniami sercowo-naczyniowymi.

Brak aktywności fizycznej sprzyja rozwojowi chorób serca (zawałowi mięśnia sercowego, udarowi mózgu, miażdżycy, chorobie niedokrwiennej serca). Osoby, którym ruch nie jest obcy, charakteryzują się niższym poziomem cukru, trójglicerydów czy „złego” cholesterolu LDL. Niezwykle ważne jest, by od najmłodszych lat zaszczepiać w dzieciach nawyki związane z ruchem. Ma to ogromny wpływ na ich rozwój fizyczny.

W ramach porad z cyklu Serce kocha sport będziemy publikować materiały, które mają inspirować i motywować do aktywności oraz uczyć, jak odpowiedzialnie ją uprawiać. Wśród zamieszczanych treści znajdą się m.in. bezpłatne filmy z poradami kardiologów, kardiochirurgów, dietetyków, rehabilitantów. Jesteśmy również otwarci na wszelkie pytania ze strony społeczności, które można zadawać w komentarzu pod postem dotyczącym akcji Serce kocha sport. 

Projekt otworzył dr n.med. Paweł Kaźmierczak, dyrektor medyczny, członek zarządu Grupy American Heart of Poland. Mówi o tym, jak aktywność fizyczna zmieniła jego życie i dlaczego warto uprawiać sport. Aktualnie biega regularnie od ponad 10 lat.

– Kiedyś prowadziłem bardzo niehigieniczny tryb życia, miałem nadwagę, paliłem papierosy. Pewnego dnia postanowiłem „zmienić” swoje życie. Zacząłem biegać, ponieważ to dyscyplina, którą można uprawiać wszędzie. Stopniowo traciłem kilogramy, mój wskaźnik BMI był coraz niższy, a moje samopoczucie coraz lepsze. Dlaczego o tym mówię, ponieważ z autopsji wiem, że można zmienić swoje nawyki i zacząć żyć zdrowo – co wcale nie było łatwe. Każda, nawet bardzo niewielka, ale regularna ilość aktywności fizycznej daje ogrom profitów – zarówno tych szybko widocznych, jak i odległych. Oczywiście, ruch powinien być dopasowany do możliwości organizmu, żeby go wzmocnić, a nie zaszkodzić – mówi dr n.med. Paweł Kaźmierczak.

Ponadto uprawianie sportu wpływa na życie zawodowe. Wysoka motywacja, determinacja, umiejętność działania pod presją, skupienie na celu i praktyczne wdrażanie strategii – to aspekty na co dzień stosowane przeze mnie w pracy na stanowisku dyrektora medycznego Grupy American Heart of Poland, która jest liderem na rynku usług sercowo-naczyniowych w Centralnej Europie.

Działania będą także prowadzone w mediach społecznościowych – na Facebooku, Instagramie oraz YouTubie Grupy American Heart of Poland, Polsko Amerykańskie Kliniki Serca. Projekt potrwa do końca wakacji, ale materiały będą dostępne bezpłatnie online bezterminowo.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) przekonuje, że aby zachować zdrowie i cieszyć się dobrym samopoczuciem, należy być aktywnym fizycznie każdego dnia. Godzina siedzenia w bezruchu ma skracać nasze życie o 21 minut, a ograniczenie wysiłku fizycznego generuje w krajach Unii Europejskiej koszty w wysokości 80 mld euro rocznie (uwzględniając leczenie takich przypadłości jak nadciśnienie tętnicze czy cukrzyca).

źródło: AHoP