Medicalpress
Zima i zmasowane rosyjskie ataki sprawiają, że opieka zdrowotna w Ukrainie działa w trybie awaryjnym. Pacjenci przekierowywani są do przepełnionych szpitali, mających alternatywne źródła zasilania – placówki, które ich nie mają, nie są w stanie zagwarantować ciepła i ciągłego funkcjonowania sprzętu medycznego. Punkty medyczne i karetki atakowane są każdego dnia – w pierwszych tygodniach 2026 roku niemal 70% ataków na opiekę zdrowotną na świecie wydarzyło się na terenie Ukrainy. „Musimy przyjmować pacjentów w placówkach, w których temperatura wewnątrz wynosi zaledwie +3 lub +5°C” – mówi Bogdan Awramenko z Polskiej Misji Medycznej.
Długotrwałe przerwy w dostawach prądu dotykają placówki ochrony zdrowia w Ukrainie już drugi tydzień z rzędu. Oznacza to, że pacjenci oraz medycy są narażeni na niskie temperatury oraz brak stabilnych dostaw energii elektrycznej, która jest niezbędna do działania sprzętu medycznego. Szczególnie dotyka to grup najwrażliwszych – lekarze kierują obecnie matki i noworodki głównie do placówek medycznych posiadających alternatywne źródła zasilania. Jedną z takich placówek jest Instytut Pediatrii, Położnictwa i Ginekologii, w którym mieści się Stowarzyszenie Neonatologów Ukrainy, współpracujące z Polską Misją Medyczną.

– Instytut przyjmuje obecnie noworodki i matki z całego obwodu kijowskiego, ponieważ jest w stanie zapewnić stabilne ogrzewanie i dostawy energii elektrycznej – mówi Bogdan Awramenko, koordynator ukraińskiego zespołu Polskiej Misji Medycznej.

Szczególnie trudna jest sytuacja na terenach przyfrontowych, gdzie działają kliniki mobilne Polskiej Misji Medycznej. W obwodzie charkowskim czy sumskim przerwy w dostawach wody i ciepła to niemal codzienność. W wielu miejscowościach dostawy energii elektrycznej są całkowicie wstrzymane. Dotyczy to nie tylko placówek medycznych, lecz także miejsc, w których mieszkają sami lekarze. W rezultacie wszystkie urządzenia elektroniczne — w tym telefony komórkowe, laptopy i tablety — rozładowują się, a korzystanie z grzejników oraz utrzymywanie łączności staje się niemożliwe.

– Brak łączności jest wyjątkowo dotkliwy na obszarach przyfrontowych: lekarze często nie mogą przez cały dzień skontaktować się ze swoimi rodzinami, aby upewnić się, że są bezpieczne, zwłaszcza po ostrzałach – dodaje Bogdan Awramenko z Polskiej Misji Medycznej – Nasi lekarze są zmuszeni przyjmować pacjentów w placówkach, w których temperatura wewnątrz wynosi zaledwie +3 lub +5°C. To warunki, które dodatkowo narażają zdrowie pacjentów.

Kliniki PMM w obwodzie charkowskim i sumskim przeprowadzają około 1000 konsultacji lekarskich miesięcznie. Pacjentami są głównie osoby starsze: seniorzy powyżej 65 roku życia stanowią ponad 50% badanych osób. Na terenie całej Ukrainy Polska Misja Medyczna pomaga również kobietom w ciąży i noworodkom. W projekcie współfinansowanym przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych, polska organizacja wspiera oddziały neonatologiczne w całej Ukrainie, dostarczając im sprzętu i przeprowadzając szkolenia dla lekarzy i pacjentów.

Źródło: Komunikat Prasowy

Poprawa bezpieczeństwa pracy medyków i ograniczenie długofalowych zagrożeń zdrowotnych to jeden z kluczowych warunków stabilnego funkcjonowania systemu ochrony zdrowia. Bielski Szpital Wojewódzki realizuje projekt, którego celem jest zmniejszenie narażenia personelu na szkodliwe czynniki występujące w codziennej pracy – w szczególności promieniowanie jonizujące oraz przeciążenia układu mięśniowo-szkieletowego. Inwestycja, współfinansowana ze środków Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, obejmuje zarówno nowoczesne rozwiązania z zakresu ochrony radiologicznej, jak i ergonomiczne wyposażenie stanowisk pracy fizjoterapeutów.
Szpital Wojewódzki w Bielsku-Białej realizuje projekt mający na celu poprawę bezpieczeństwa oraz warunków pracy personelu medycznego. Całkowita wartość przedsięwzięcia wynosi ponad 105 tys. zł, z czego ponad 84 tys. zł stanowi dofinansowanie pozyskane z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Projekt skierowany jest do pielęgniarek i lekarzy wykonujących zabiegi w Pracowni Elektrofizjologii i Elektroterapii Serca oraz fizjoterapeutów zatrudnionych w Zakładzie Rehabilitacji. Głównym celem całego zadania jest ograniczenie narażenia pracowników na czynniki szkodliwe występujące w środowisku pracy, w szczególności na promieniowanie jonizujące i przeciążenia układu mięśniowo-szkieletowego.

Dzięki pozyskanym funduszom Szpital Wojewódzki zmodernizuje stanowiska pracy w Pracowni Elektrofizjologii i Elektroterapii Serca. W ramach inwestycji zamontowane zostaną tarcze ochronne z kolumną stacjonarną i płytą montażową oraz osłony dolnej partii ciała, które zapewnią pielęgniarkom i lekarzom dodatkową ochronę przed promieniowaniem jonizującym.

– Tarcze ochronne i osłony stanowią istotny element ochrony radiologicznej, ponieważ ograniczają narażenie personelu na promieniowanie, a tym samym zmniejszają ryzyko nowotworów i innych schorzeń. Ze względu na to, że zabiegi wykonują również kobiety w wieku rozrodczym, dawka promieniowania powinna być ograniczana do minimum – podkreśla Łukasz Matlakiewicz, zastępca dyrektora ds. administracyjno-technicznych Szpitala Wojewódzkiego.

Jak dodaje dyrektor, modernizacja stanowisk pracy pozwoli na istotne obniżenie dawek promieniowania docierających do personelu, zwłaszcza w obrębie głowy i tułowia.

Dla Zakładu Rehabilitacji kupione zostaną specjalistyczne stoły rehabilitacyjne z elektryczną regulacją wysokości, które umożliwią fizjoterapeutom wykonywanie czynności w ergonomicznych warunkach i ograniczą konieczność pracy w wymuszonej pozycji ciała.

Głównym celem całego projektu jest to, aby personel mógł pracować wygodniej, bezpieczniej i dłużej, bez uszczerbku na zdrowiu. Dzięki nowoczesnemu wyposażeniu stanowisk pracy codzienne obowiązki będą mniej obciążające i bardziej komfortowe. To z kolei przełoży się nie tylko na lepsze warunki pracy dla medyków, ale także na wyższą jakość opieki, jaką Szpital Wojewódzki zapewnia pacjentom.

Źródło: Szpital Wojewódzki w Bielsku-Białej
Foto: Szpital Wojewódzki w Bielsku-Białej

Sejm właśnie przeszedł pierwszy etap legislacyjny ważnego projektu nowelizacji Kodeksu karnego, Kodeksu wykroczeń i Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia – celem jest wzmocnienie ochrony osób niosących pomoc, w tym medyków, ratowników i obywateli reagujących w sytuacjach kryzysowych.
Coraz częstsze przypadki agresji wobec personelu medycznego i osób ratujących życie – tragicznie zilustrowane głośnymi zdarzeniami, jak zabójstwo ratownika w Siedlcach czy atak na lekarza w Krakowie – stały się bezpośrednim impulsem do zmian w prawie. Nowe przepisy przewidują, że za atak na osobę interweniującą lub ratującą życie grozić będzie kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia, podczas gdy dotychczas sankcje były znacznie łagodniejsze. Również agresja słowna, dotychczas wymagająca prywatnego aktu oskarżenia, będzie ścigana z urzędu przez prokuraturę.

Projekt zakłada także znaczne podniesienie kar finansowych za zakłócanie spokoju w miejscach publicznych – w tym w szpitalach i urzędach. Grzywny mają wynosić od 1 000 do 5 000 zł, zamiast obecnych maksymalnych 500 zł. Sąd, na wniosek pokrzywdzonego, będzie zobowiązany do upublicznienia wyroku skazującego, co ma stanowić dodatkowy element prewencji. Policja z kolei otrzyma obowiązek zatrzymania sprawcy „na gorącym uczynku” i przekazania sprawy do sądu w trybie przyspieszonym.

Zmiany obejmą nie tylko lekarzy, pielęgniarki czy ratowników medycznych, ale również zwykłych obywateli, którzy podejmują interwencję w obronie innych – np. powstrzymują napastnika, rozdzielają bójkę czy ratują ofiary wypadków. Takie rozwiązanie ma zlikwidować dotychczasową nierówność w traktowaniu funkcjonariuszy publicznych i osób cywilnych niosących pomoc.

Podczas sejmowej debaty projekt uzyskał szerokie poparcie wszystkich klubów parlamentarnych, choć politycy zwracali uwagę, że represja nie wystarczy. Konieczne są także działania edukacyjne i systemowe, które wpłyną na postrzeganie pracy ratowników i medyków, a także poprawią bezpieczeństwo w placówkach ochrony zdrowia. W dyskusji podnoszono również propozycje dodatkowych rozwiązań, takich jak rejestr agresywnych pacjentów, systemy alarmowe w gabinetach lekarskich, monitoring czy dodatkowe zabezpieczenia fizyczne w szpitalach.

Nowelizacja, którą skierowano do prac w Komisji Nadzwyczajnej ds. Zmian w Kodyfikacjach, to ważny krok w kierunku poprawy bezpieczeństwa tych, którzy codziennie ryzykują, ratując życie i zdrowie innych. Jeżeli zapisy ustawy zostaną dopracowane i skutecznie egzekwowane, mogą stać się realnym narzędziem ochrony przed przemocą wobec lekarzy, ratowników i wszystkich osób interweniujących w sytuacjach zagrożenia.

Źródło: SEJM RP

Podczas briefingu prasowego, który odbył się 29 lipca 2025 r., prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, dr Łukasz Jankowski, przedstawił stanowisko samorządu lekarskiego w sprawie niespełnionych obietnic rządu dotyczących reform w ochronie zdrowia. W ostrym, ale merytorycznym wystąpieniu, przypomniał o kluczowych zobowiązaniach składanych przez Ministerstwo Zdrowia i Ministerstwo Sprawiedliwości – i wyraził rozczarowanie ich brakiem realizacji.
„Usłyszeliśmy wiele obietnic. Wiele słów. Tymczasem te obietnice pozostały jedynie w sferze mamienia nas pewną poprawą, która się nie ziściła. Zamiast wdrożenia obiecanych rozwiązań – znów gra na czas. Nowe zespoły, nowi ludzie, te same pytania. A pacjent i lekarz nadal bez ochrony” – powiedział prezes NRL. Jak dodał, „dzisiejsza konferencja ma konkretną przyczynę – chcemy pokazać, co nam przez te prawie dwa lata obiecywano, a czego nie dotrzymano ze strony rządzących”.

Wśród najważniejszych niespełnionych postulatów środowiska lekarskiego wskazano m.in. wprowadzenie tzw. klauzuli wyższego dobra, systemu no fault oraz reformy procesu refundacji leków. „Nie było spotkania w Ministerstwie Zdrowia, nie było spotkania w Ministerstwie Sprawiedliwości, na którym nie obiecywano by nam wprowadzenia klauzuli wyższego dobra” – zaznaczył Jankowski, przywołując kolejne przekładane terminy – od czerwca 2024, przez koniec 2024 roku, po wiosnę 2025. „Wiosną 2025 roku powołano w Ministerstwie Zdrowia zespół, który od nowa zaczął przyglądać się zapisom klauzuli wyższego dobra. (…) Systemu no fault do dziś nie mamy, nie mamy nawet realnej dyskusji o tym systemie”.

Podobne rozczarowanie dotyczy postulatu automatyzacji refundacji leków. „Od pierwszego dnia nowego rządu byliśmy informowani, że trwają prace nad automatyzacją procesu refundacji. (…) Automatyzacji procesu refundacji do tej pory się nie doczekaliśmy, co jest ogromnym problemem i dla lekarzy, i dla pacjentów” – mówił Jankowski. Przypomniał również o niespełnionej obietnicy wynagrodzenia lekarzy w wysokości trzech średnich krajowych. „To rząd zaczął z nami rozmowę o wynagrodzeniach. (…) To rząd obiecał lekarzom (…) trzy średnie krajowe na etacie”.

Prezes NRL zwrócił uwagę na brak realizacji wielu konkretnych punktów z „100 konkretów” rządowego programu dotyczących zdrowia. „Te postulaty ze stu konkretów, które dotyczyły zdrowia, one pozostały niespełnione” – wskazał, wymieniając m.in. brak centralnej e-rejestracji, niezrealizowane zniesienie limitów NFZ w lecznictwie szpitalnym czy brak postępów w poprawie dostępu do opieki geriatrycznej.

Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej w opublikowanym stanowisku nr 64/25/P-IX wyraziło „głębokie zaniepokojenie stanem, w jakim znajduje się aktualnie system ochrony zdrowia”. Zarzuciło Ministerstwu Zdrowia brak kompleksowej strategii reform, niespójność działań oraz podejmowanie decyzji niepoprzedzonych rzetelną analizą. Podkreślono, że liczne apele środowiska lekarskiego pozostają bez odpowiedzi lub trafiają do zespołów roboczych, gdzie „mimo przychylności ostatecznie nie podlegają realizacji”.

Szczególnie silny sprzeciw budzi brak działań w obszarze bezpieczeństwa zawodowego lekarzy. „Pomimo tragicznych zdarzeń (…) nie wdrożono potrzebnych zmian, takich jak: ściganie z urzędu wszelkich przejawów agresji wobec personelu medycznego, objęcie lekarzy ochroną jak funkcjonariuszy publicznych, zastrzeżenie danych osobowych w rejestrach, penalizacja zakłócania porządku publicznego w placówkach medycznych czy wdrożenie ustandaryzowanej kontroli dostępu do placówek”.

Zastrzeżenia samorządu dotyczą także jakości kształcenia. „Doprowadzono do takiego poziomu, że na forach kosmetyczek i osób wykonujących medycynę estetyczną pojawiają się pytania, jak ukończyć medycynę – najlepiej w trybie online czy eksternistycznym – nie po to, żeby potem być lekarzem, tylko żeby na pewno bezpiecznie, prawnie móc wykonywać zabiegi z zakresu branży beauty i medycyny estetycznej” – mówił Jankowski. Samorząd sprzeciwia się także utrzymywaniu uproszczonych trybów uzyskiwania prawa wykonywania zawodu i dopuszczaniu do nauczania uczelni z negatywną oceną PKA.

Kolejne punkty, których realizacji domaga się samorząd lekarski, to likwidacja receptomatów działających bez nadzoru, wdrożenie standardu teleporady, walka z dezinformacją, poprawa wyceny świadczeń, zwłaszcza w stomatologii dziecięcej i opiece geriatrycznej. „Nie widzieliśmy nawet jednej kampanii, która promowałaby profilaktykę” – wskazał prezes NRL. „Ochrona zdrowia nad seniorem dziś zależy (…) od zasobności portfela seniora i jego rodziny, a nie od systemowego wsparcia dla takiego pacjenta”.

Do głównych zarzutów środowiska lekarskiego należy także „kreatywna księgowość” w obliczaniu nakładów na ochronę zdrowia. „Po kilku miesiącach już słyszeliśmy, że ta kreatywna księgowość zostanie utrzymana. Wciąż jesteśmy karmieni danymi kreatywnymi o tym, że na ochronę zdrowia wydajemy bardzo dużo, prawie 7%. (…) My ze swojej strony widzimy, jak tych pieniędzy brakuje już w lipcu” – stwierdził Jankowski.

Naczelna Rada Lekarska apeluje o jasną strategię reform, realne działania, a nie grę na czas. „Nie chcemy kolejnych medialnych burz i fałszywych narracji. Chcemy godnych warunków pracy, jasnych zasad prawnych i systemu, który służy pacjentom, a nie politycznym interesom” – zaznaczył prezes NRL.

Na pytanie dziennikarki o przyszłość relacji z nowym kierownictwem resortu, Jankowski odpowiedział: „Nie zamykamy się dziś na współpracę z ministerstwem, ale po deklaracji pana premiera mamy poczucie, że nowemu ministerstwu może być bardzo ciężko. (…) Dziś występujemy z dużą emocją, z rozżaleniem, z poczuciem w naszym środowisku bycia oszukanymi przez rządzących. Konkretne obietnice, wiele słów, zero konkretów i na te konkrety czekamy”.

Wszystkie cytowane wypowiedzi pochodzą z komunikatu opublikowanego na stronie NIL oraz briefingu prasowego z 29 lipca 2025 r. z udziałem Łukasza Jankowskiego, prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej

Źródło: NIL Fot. Karolina Bartyzel NIL

Problem agresji wobec personelu medycznego przestał być zjawiskiem marginalnym – to realne zagrożenie zdrowia i życia ludzi, którzy niosą pomoc. „Bezpieczny medyk to bezpieczny pacjent” – przypomniał Grzegorz Wrona z Naczelnej Rady Lekarskiej podczas posiedzenia Podkomisji stałej do spraw zdrowia psychicznego, wskazując na pilną potrzebę reakcji.

Tematem posiedzenia było rozpatrzenie informacji o działaniach podejmowanych przez Ministerstwo Zdrowia, Ministerstwo Sprawiedliwości oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji w odpowiedzi na nasilające się akty przemocy wobec pracowników ochrony zdrowia – zarówno w przestrzeni fizycznej, jak i psychicznej.

Minister Arkadiusz Myrcha, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, przedstawił projekt zmian legislacyjnych, które mają zapewnić szerszą i skuteczniejszą ochronę osobom niosącym pomoc – nie tylko funkcjonariuszom publicznym, ale również pracownikom ochrony zdrowia. „Do Kodeksu karnego proponujemy zmiany, które będą zaostrzały kary za czyny, które narażają na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, zdrowia zarówno osoby niosące pomoc, jak i funkcjonariuszom publicznym” – powiedział, wskazując na konieczność kompleksowego podejścia, obejmującego nie tylko osoby, ale też miejsca, w których dochodzi do aktów agresji.

W odpowiedzi na dramatyczne wydarzenia ostatnich miesięcy, resort sprawiedliwości przygotował cztery zmiany w Kodeksie karnym i jedną w Kodeksie wykroczeń – mówił minister. Ta ostatnia dotyczy art. 51 i rozszerza penalizację zachowań chuligańskich na incydenty mające miejsce w placówkach leczniczych i urzędach. Nowością ma być grzywna w wysokości co najmniej 1000 zł – znacznie wyższa niż dotychczasowa – oraz możliwość zastosowania trybu przyspieszonego. „Będzie możliwość szybkiej interwencji funkcjonariuszy publicznych z interwencją i nałożeniem grzywny w postaci mandatu, co wydaje się taką oczekiwaną natychmiastową reakcją”.

Projekt ustawy, jak poinformował, został już poddany konsultacjom i uzgodnieniom międzyresortowym (z udziałem MSWiA i Ministerstwa Zdrowia), i w lipcu ma trafić pod obrady Komitetu Stałego Rady Ministrów.

Minister Jakub Bydłoń, dyrektor Departamentu Dialogu Społecznego w Ministerstwie Zdrowia, przedstawił szeroki pakiet działań, zainicjowany po tragicznych wydarzeniach w Siedlcach i Krakowie, gdzie zginęli medycy w czasie pracy. Poinformował o współpracy resortu z Komendą Główną Policji oraz samorządami zawodów medycznych, mającej na celu edukację i zwiększenie skuteczności zgłaszania aktów agresji. Zwrócił uwagę na skalę pracy zespołów ratownictwa: „Pamiętajmy, że to jest około 3,2 miliona wyjazdów (…)” – zaznaczył. Resort prowadzi także działania promujące społeczne zrozumienie i szacunek wobec ratowników medycznych. Trwa kampania edukacyjna, przygotowywany jest ogólnopolski spot telewizyjny, a zespoły ratownictwa mają być wyposażone w kamizelki nożoodporne.

Agata Furgała, dyrektor Departamentu Porządku Publicznego w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, potwierdziła: „Policja rozpoczęła cykl szkoleń z zakresu samoobrony i do końca tego roku zobowiązała się do przeszkolenia około 15 tysięcy ratowników medycznych”. Zajęcia obejmują ćwiczenia praktyczne i są prowadzone przez instruktorów policyjnych. MSWiA uruchomiło też linię wsparcia psychologicznego dla ratowników medycznych i ich rodzin, a komendant główny wydał polecenie traktowania każdej interwencji zgłaszanej przez ratowników jako pilnej.

W toku dyskusji głos zabierali posłowie i przedstawiciele środowisk medycznych. Poseł Janusz Cieszyński zwrócił uwagę na konieczność wdrożenia rejestru osób agresywnych. Pytał: „Czy planowane jest wdrożenie rejestru osób agresywnych, które wskazywałyby, że osoba, do której się udaje zespół, była skazana za przestępstwo z użyciem przemocy?”.

Jak dodał, ratownicy medyczni korzystają dziś z rozbudowanych systemów informatycznych, które mogłyby zostać rozszerzone o takie dane, pod warunkiem zachowania proporcji i ochrony prawnej.

Poseł Włodzisław Giziński zwrócił uwagę na szerszy kontekst narastającej agresji wobec pracowników ochrony zdrowia, podkreślając, że to nie tylko problem systemu, lecz także efekt przemian społecznych, kulturowych i obyczajowych. „Rosnąca agresja wobec pracowników ochrony zdrowia jest skutkiem wielu rzeczy. Po pierwsze, rosnące przyzwolenie, a nawet promowanie zachowań agresywnych w życiu społecznym. (…) Po drugie, rola alkoholu. (…) Po trzecie, nadużywanie środków psychoaktywnych” – wyliczał.

Jego wystąpienie było próbą włączenia w dyskusję głębszej refleksji – dlaczego jako społeczeństwo coraz częściej akceptujemy brutalność? Giziński wskazywał, że agresja staje się elementem codziennego krajobrazu: jest promowana w mediach, w kulturze popularnej, a nawet w sportowych widowiskach sponsorowanych przez firmy bukmacherskie. Skutki tej normalizacji widoczne są już dziś – zarówno w komentarzach internetowych, jak i na szpitalnych korytarzach czy w izbach przyjęć. „Nadal w Bydgoszczy, która ma 350 tys. mieszkańców, mamy więcej punktów sprzedaży alkoholu niż w całej Danii.” – podkreślał Giziński.

Grzegorz Wrona z NRL przypomniał, że akty przemocy wobec lekarzy nie są zjawiskiem nowym – tylko przez lata pozostawały poza polem publicznej świadomości, bo brakowało dostępu do informacji, szybkiego przekazu, a być może także społecznej empatii. Wskazał na dramatyczną opieszałość organów ścigania – mówił o przypadkach, gdy po zgłoszeniu sprawy do prokuratury, zeznania składane były dopiero po wielu miesiącach, a śledztwa odrzucano z powodu niskiej „wagi społecznej” incydentów. W jego ocenie taka logika działania systemu doprowadza do realnego poczucia bezkarności sprawców i pogłębia frustrację w środowisku medycznym. Mówił wprost: „Ta śmierć pana doktora Tomasza (przyp. Soleckiego) nie jest śmiercią pierwszą (…). Dlatego proszę wszystkich nas o konsekwencje. (…) Środowisku lekarskiemu nie zależy na wysokości kar. (…) Aby interwencje następowały natychmiast, żeby były nieuniknione i skuteczne”. Podkreślił też rolę kampanii społecznych: „Brakuje mi tego, aby rzeczywiście została sfinansowana i została notorycznie prowadzona kampania medialna (…) dotycząca tego, o czym powiedziałem na samym początku – bezpieczny medyk to bezpieczny pacjent”. Kampanię prowadzoną nie przez media komercyjne, ale przez instytucje publiczne – konsekwentnie, długofalowo, w oparciu o wspólnie wypracowany przekaz.

W emocjonalnych wystąpieniach lekarzy i przedstawicieli środowisk zawodowych przewijał się wspólny motyw: konieczność realnego, a nie deklaratywnego wsparcia. „Drodzy państwo, kto z państwa wyobraża sobie, że idzie do pracy ze świadomością, że dzisiaj może być duszony albo ugodzony nożem?” – mówił Władysław Krajewski, wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL.

Psycholożka Jadwiga Łuczak-Wawrzyniak przypomniała: „Nie zostali ani razu wymienieni psychologowie, którzy pracują z pacjentami sam na sam, za zamkniętymi drzwiami i są przez długi czas. (…) My też jesteśmy narażeni”. Opowiedziała o incydentach w swojej poradni i niewydolnym systemie ochrony.

Prof. Janusz Heitzman z Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej zwrócił uwagę na konieczność systemowej edukacji: „Umiejętność rozładowywania agresji powinna być w programie studiów medycznych. (…) Tego nie ma. I to jest też taki do nas apel – my sami też musimy tutaj podejmować szereg działań edukacyjnych”.

Przytaczając przykład szkolenia dla 300 lekarzy, wskazał: „Zapytałem, ilu z Państwa było narażonych na przemoc? Wszyscy podnieśli ręce. (…) Fizyczna? Około połowy”. W jego ocenie agresji wobec medyków nie da się zrozumieć bez uwzględnienia kontekstu emocjonalnego pacjentów – bólu, traumy, bezsilności. Dlatego konieczne są szkolenia z komunikacji, deeskalacji i rozpoznawania ryzyka – nie tylko dla lekarzy, ale także dla policjantów, z którymi prof. Heitzman współpracuje jako wykładowca.

Głos ten wzmocnił dr Sebastian Stykowski z Biura Rzecznika Praw Lekarza Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie. Choć – jak podkreślił – samo zaostrzenie przepisów jest ważne, to „nawet najbardziej surowy przepis, najbardziej doprecyzowany, nie zastąpi myślenia i mądrego stosowania tych przepisów”. Jego zdaniem kluczowe jest uświadamianie funkcjonariuszom publicznym, że lekarz – zgodnie z art. 44 ustawy o zawodach lekarza – może korzystać z ochrony przysługującej funkcjonariuszowi publicznemu, a organy ścigania mają obowiązek wszczynać postępowania z urzędu, nie czekając na zawiadomienie pokrzywdzonego. „Z mojej praktyki (…) wychodzi, że kompletnie prokuratorzy czy policjanci nie stosują tego przepisu”. Dlatego apelował, by równolegle z edukacją medyków prowadzić też szkolenia dla przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania.

Podkreślił również wagę edukacji młodych lekarzy – już na etapie stażu podyplomowego, jak zaznaczył, powinni oni uczyć się zarówno technik deeskalacji agresji, jak i świadomości swoich praw: „żeby ten lekarz w ogóle miał świadomość, jakie ma prawa i co może zrobić w danej sytuacji (…) i żeby miał poczucie, że jeżeli rozmowa zawiedzie, to stoi za nim właśnie prawo, stoją za nim organy ścigania”.

Agresja wobec medyków nie jest już jednostkowymi incydentami, lecz zjawiskiem społecznym, które wymaga konsekwentnych działań legislacyjnych, edukacyjnych i systemowych.

Źródło: Materiał powstał na podstawie posiedzenia Podkomisji stałej do spraw zdrowia psychicznego, które odbyło się 8 lipca 2025 r. Tematem posiedzenia było rozpatrzenie informacji na temat przeciwdziałania nasilającym się w społeczeństwie postawom i zachowaniom agresywnym wobec pracowników ochrony zdrowia – przedstawionych przez Ministra Zdrowia, Ministra Sprawiedliwości oraz Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji.

W ostatnich miesiącach temat bezpieczeństwa pracowników ochrony zdrowia wrócił z nową siłą. Po tragicznych wydarzeniach, środowisko medyczne apeluje: potrzebujemy skutecznych narzędzi ochrony – nie tylko formalnych zapisów o funkcjonariuszu publicznym, ale realnego wsparcia. Co dziś działa? Gdzie są luki systemowe? I dlaczego ochrona fizyczna to nie wszystko?
Przemoc w placówkach medycznych wobec personelu jest faktem. Wszelkie nadużycia względem m.in. lekarzy to problem zarówno natury moralnej, jak i prawnej. Niestety nie tak prosto jest zadbać o bezpieczeństwo. – Zarządzający jednostkami ochrony zdrowia nie bagatelizują problemów z agresją pacjentów i zabezpieczeniem personelu, nie mają jednak możliwości prawnych, aby temu przeciwdziałać – mówi Katarzyna Michalik, prezes Szpitala w Pszczynie, członek Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego.
 
Po śmiertelnym ataku na lekarza w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie, Naczelna Izba Lekarska wraz z okręgowymi izbami lekarskimi i w porozumieniu z Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym Lekarzy oraz Krajową Izbą Ratowników Medycznych, Naczelną Izbą Aptekarską i Naczelną Izbą Pielęgniarek i Położnych, ruszyła z ogólnopolską kampanią informacyjną, której celem jest uświadomienie pacjentowi, że personel medyczny jest chroniony tak samo jak funkcjonariusz publiczny i konsekwencją napaści na niego może być więzienie. Kampania NIL ma trafić do wszystkich placówek udzielających świadczeń medycznych: przychodni, szpitali.
 
Ochrona prawna
 
W świetle polskiego prawa: lekarzy, pielęgniarki, ratowników medycznych i farmaceutów obejmuje szczególna ochrona prawna – traktowani są jak funkcjonariusze publiczni (m. in. policjanci, strażacy). Oznacza to, że wszelkie przejawy stosowanej wobec nich przemocy (słownej czy fizycznej), mogą skutkować konsekwencjami prawnymi, w tym także karą więzienia.
 
Przepisy prawa karnego stanowią, że w przypadku naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego, grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności. W poważniejszych przypadkach (m.in. pobicie), kara może być surowsza.
 
Sfrustrowany pacjent i przyzwolenie na arogancję
 
Coraz częściej dochodzi do ataków pacjentów na personel medyczny. Nie można nie odnieść wrażenia, że ma to związek z rosnącą frustracją pacjentów, wywołaną m. in. niewydolnym systemem ochrony zdrowia, jak i brakiem empatii. Medicalpress zapytało o opinię Katarzynę Michalik, prezes Szpitala w Pszczynie, członka Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego.
 
Frustracja z pewnością tak, ale spowodowana ogólną sytuacją na świecie, strachem, niepewnością, ogólnym zjawiskiem narastających problemów psychicznych – koreluje to ze wzrostem liczby prób samobójczych, rosnącym poziomem uzależnień. Jest to szeroki problem, który dotyka coraz większą grupę społeczną i coraz młodszych ludzi – tłumaczy prezes Michalik. – Dodatkowo społeczeństwo przekroczyło pewne granice społecznej etyki i od dawna istnieje ciche przyzwolenie na arogancję i brak szacunku do grup zawodowych starających się nieść pomoc. Dzisiaj podziw budzą influencerzy.
 
Frustrację pacjentów, jako motor agresji wobec personelu medycznego potwierdza Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej:  Oczywiście, że tak jest, dlatego najskuteczniejszym rozwiązaniem byłoby stworzyć wydolny system, w którym pacjent nie traci zdrowia i życia gnijąc w kolejkach, a personel nie jest wypalony m.in biurokracją – podsumowuje.
 
W rozmowie z Medicalpress, Tomasz Król, rzecznik prasowy Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, przyznaje, że w ich placówce także dochodzi do ataków na pracowników, zarówno tych werbalnych, jak i fizycznych. – Wewnętrzne rejestry mówią o kilkuset przypadkach w ciągu całego roku. O skali problemu mówi też to, że na samym Szpitalnym Oddziale Ratunkowym USK, w 2024 roku było ponad 400 interwencji pracowników ochrony z powodu agresywnych pacjentów – wskazuje, i dodaje: – To jest jedna, czasem dwie interwencje w ciągu dnia, a część z nich kończy się wezwaniem policji. Nie wpływa to dobrze na komfort pracy naszego personelu, szczególnie zatrudnionego na SOR. To właśnie oni udzielają pierwszej pomocy osobom, które często pojawiają się lub są przywożone w stanie upojenia alkoholowego, pod wpływem substancji psychoaktywnych czy w zaostrzeniu objawów różnego rodzaju chorób psychicznych. Specjaliści zamiast móc skupić się na swojej pracy, często muszą odpierać ataki by chronić swoje bezpieczeństwo.
 
Zadbać o jakość ochrony pracowników w szpitalach
 
Pomijając problem natury finansowej (nie wszystkie placówki mogą sobie pozwolić na wynajęcie ochrony), dochodzi do tego problem natury logistycznej – szpitale to przecież miejsca z kilkoma wejściami, wieloma gabinetami. Nie sposób wszystkiego kontrolować. – Obecnie w większości szpitali ochrona to tak naprawdę portiernia/stróżówka i w razie zagrożenia nie jest w stanie udzielić potrzebnej pomocy – mówi rzecznik NIL Jakub Kosikowski.
 
Katarzyna Michalik, prezes Szpitala w Pszczynie nadmienia problem braku odpowiednich umocowań prawnych. – Ochroniarze, wykrywacze metalu, kamery nie są lekarstwem na agresywne zachowanie pacjentów. Zarządzający jednostkami ochrony zdrowia nie bagatelizują problemów z agresją pacjentów i zabezpieczeniem personelu, nie mają jednak możliwości prawnych, aby temu przeciwdziałać.
 
Michalik zapytana o to, czy kamery w przestrzeniach placówek szpitalnych byłyby pomocne w zapobieganiu agresji i jak wytłumaczyć pacjentom, że to nie atak na ich prawa i tajemnicę lekarską, lecz zapewnienie bezpieczeństwa personelowi i im także, odpowiada: – To jest niewytłumaczalne a ciężar tłumaczenia spadłby finalnie i tak na dyrektorów i prezesów szpitali a nie na regulatora.
 
Jest to jedno z omawianych rozwiązań, tak to funkcjonuje w niektórych krajach, że nagrywane jest wejście do gabinetu oraz dźwięk – mówi rzecznik NIL.
 
Monitoring, ale pod pewnymi warunkami
 
W opinii specjalistki od prawa medycznego, adwokat Karoliny Seidel, instalacja kamer w celu zapewnienia lepszej ochrony i bezpieczeństwa personelu będzie zgodna z prawem jednak pod pewnymi warunkami. – Kamery mogą znajdować się w ogólnodostępnych częściach placówek na korytarzach, poczekalniach, w rejestracji czy ciągach komunikacyjnych. Taki monitoring nie wymaga zgody pacjenta, ale placówka powinna wyraźnie informować o jego umieszczeniu np. poprzez tabliczkę na ścianie z taką informacją – tłumaczy ekspertka.
 
Co z innymi pomieszczeniami? 
 
– Monitoring w pomieszczeniach gdzie udziela się świadczeń zdrowotnych jest możliwy, jednak aby nie naruszał praw pacjenta i tajemnicy lekarskiej, pacjent powinien wyrazić na niego zgodę. W mojej ocenie na piśmie. Ma on służyć zapewnieniu właściwej jakości udzielanych świadczeń i bezpieczeństwa. W miejscach szczególnie wrażliwych – łazienki,  szatnie i określone gabinety zabiegowe, w których mogą być uwidocznione części intymne u pacjenta, taki monitoring jest co do zasady zabroniony – wyjaśnia adwokat Karolina Seidel.
 
Kamery mogą podnieść poczucie bezpieczeństwa
 
Rzecznik USK we Wrocławiu Tomasz Król, zapytany jak wygląda ochrona w ich placówce, odpowiada, że korzystają ze wsparcia profesjonalnej firmy świadczącej usługi w zakresie ochrony osób i mienia. W obu lokalizacjach szpitala całodobowo dyżuruje kilkudziesięciu pracowników ochrony. Ponadto jest system monitoringu. – Kamery są jednym z rozwiązań technicznych, które mogą podnieść poziom poczucia bezpieczeństwa i potencjalnie wpływać na odstraszanie osób, które mogłyby planować dokonanie ataku na personel lub mienie szpitala. 20 lat temu mieliśmy 19 kamer w szpitalu, w tej chwili mamy ponad pół tysiąca. Ich umiejscowienie w żadnym przypadku nie narusza prawa pacjentów do intymności, a do nagrań ma dostęp wąska grupa pracowników – podkreśla Król, zaznaczając, że kluczowe jest budowanie świadomości społecznej na temat bezpieczeństwa pracy medyków, napotykanych problemów z komunikacją czy najważniejsze – prewencja zachowań niebezpiecznych i penalizacja agresji.

Autor: red. Katarzyna Redmerska, Medicalpress