Medicalpress
Pierwsze kąpieliska nad Bałtykiem zostały zamknięte z powodu zakwitu sinic jeszcze przed rozpoczęciem szczytu sezonu wakacyjnego. Naukowcy od lat wskazują, że ocieplanie się Morza Bałtyckiego i utrzymująca się eutrofizacja sprzyjają coraz częstszym zakwitom sinic. Według HELCOM aż 94 proc. powierzchni Bałtyku jest dotknięte eutrofizacją.
– Sinice to bakterie, które rozwijają się w wyniku przeżyźnienia wody. Do Bałtyku trafiają substancje odżywcze, co samo w sobie brzmi pozytywnie, ale docierają ich zbyt duże ilości. W ten sposób karmią” one sinice, które rozwijają się szczególnie intensywnie przy wysokiej temperaturze wody – mówi agencji Newseria Marcin Kotlarek, prezes Fundacji Race for the Baltic.

Eutrofizacja to proces nadmiernego użyźniania wód związkami azotu i fosforu. Substancje te trafiają do Bałtyku przede wszystkim wraz ze ściekami komunalnymi oraz spływami z terenów rolniczych. W morzu działają jak nawóz dla glonów i sinic. Ich nadmierny rozwój ogranicza dopływ światła do głębszych warstw wody, a rozkład obumarłych organizmów prowadzi do powstawania tzw. martwych stref, w których zaczyna brakować tlenu.

Bałtyk jest szczególnie podatny na ten proces. Jest morzem półzamkniętym, a pełna wymiana jego wód z Morzem Północnym trwa ok. 30 lat. Jednocześnie jest płytki – jego średnia głębokość wynosi zaledwie ok. 52 m. Do morza wpływa ok. 250 rzek, a w jego zlewni mieszka blisko 90 mln ludzi. To sprawia, że zanieczyszczenia kumulują się przez wiele lat, a poprawa stanu ekosystemu postępuje bardzo powoli. Według HELCOM aż siedem z 10 największych morskich martwych stref na świecie znajduje się właśnie w Bałtyku.

 Sinice coraz częściej wpływają na korzystanie z kąpielisk, dlatego że coraz częściej mamy bardzo ciepłe lato. Bałtyk jest drugim na świecie morzem, jeżeli chodzi o przyrost temperatury, ustępuje tylko Morzu Czarnemu, co sprzyja zakwitowi sinic – tłumaczy Marcin Kotlarek.

Morze Bałtyckie należy do akwenów szczególnie silnie odczuwających skutki zmian klimatu. Według projektu Klimada 2.0 tempo wzrostu temperatury w jego zlewni jest wyższe od średniej światowej. Jednocześnie średnia temperatura wód Bałtyku wzrosła w ciągu ostatnich ok. 30 lat o 1,5°C, czyli trzykrotnie bardziej niż średnia temperatura światowych oceanów. To tworzy coraz lepsze warunki do rozwoju sinic.

 Możemy się spodziewać coraz częstszych zakwitów sinic. Z jednej strony wynika to ze zwiększającej się temperatury powietrza, co przekłada się na wzrost temperatury wody. Drugi ważny aspekt to docierające do Bałtyku zanieczyszczenia. Od kilkudziesięciu lat do Bałtyku wpływają tysiące ton fosforu i azotu ze ścieków czy rolnictwa. Bałtyk jest bardziej nasycony tymi substancjami odżywczymi, które karmią sinice. Połączenie tych dwóch rzeczy – podwyższonej temperatury i zwiększonej zawartości fosforu i azotu – sprawia, że zakwitów sinic jest coraz więcej  ocenia prezes Fundacji Race for the Baltic.

Eksperci podkreślają, że poprawa stanu Bałtyku będzie wymagała czasu. To morze półzamknięte, dlatego skutki zanieczyszczeń utrzymują się znacznie dłużej niż w większości innych akwenów. Związki azotu i fosforu gromadzone przez dziesięciolecia nadal pozostają w jego ekosystemie i nawet po ograniczeniu dopływu biogenów ich wpływ na środowisko będzie odczuwalny jeszcze przez wiele lat.

Zakwit sinic nie zawsze oznacza obecność toksyn, jednak na podstawie samego wyglądu wody nie da się ocenić, czy jest bezpieczny. Dlatego służby sanitarne zalecają, aby nie wchodzić do wody o zmienionej barwie lub z widocznym kożuchem sinicowym.

 Sinice to bakterie, które są szkodliwe dla organizmu. Dlatego należy unikać kontaktu z wodą objętą zakwitem sinic. Dotyczy to zarówno ludzi, jak i zwierząt – zaznacza Marcin Kotlarek.

Jak podkreśla Fundacja Race for the Baltic, źródła problemu znajdują się często setki kilometrów od wybrzeża. Ograniczenie eutrofizacji wymaga dalszego ograniczania dopływu związków azotu i fosforu do Bałtyku – m.in. dzięki inwestycjom w gospodarkę ściekową, zmniejszaniu spływu biogenów z terenów rolniczych oraz ograniczaniu zanieczyszczeń trafiających do rzek. Na ten problem zwraca uwagę m.in. kampania „Widzisz sinice?”, realizowana przez Fundację Race for the Baltic w ramach projektu „Bałtyk zaczyna się na lądzie”.

Źródło: Newseria

Lekarki i lekarze w Polsce deklarują wysoką satysfakcję z życia (aż 92%), ale za tą opinią kryje się złożona codzienność – zarówno zawodowa, jak i prywatna. W pracy medycy mierzą się z wieloma obciążeniami, takimi jak biurokracja, presja czasu, zmęczenie fizyczne i psychiczne, a także agresją ze strony pacjentów i ich rodzin (doświadczyło jej 86% badanych). Dodatkowo, ponad połowa medyków (60%) uważa, że ich praca ma negatywny wpływ na rodzicielstwo, a poczucie osamotnienia deklaruje 41% lekarzy w wieku do 39 lat. Jednocześnie, aż 83% uważa, że może liczyć na wsparcie bliskich, a 87% twierdzi, że ich partner lub partnerka rozumie wyzwania związane z ich pracą. Aby sprawdzić, jak w rzeczywistości wygląda codzienność osób, które dbają o nasze zdrowie, z inicjatywy serwisu dla lekarek i lekarzy PolpharmaDlaCiebie.pl powstało pierwsze, badanie ich dobrostanu, którego wyniki wyraźnie pokazują skalę wyzwań stojących przed środowiskiem lekarskim.
„Ogólnopolskie badanie dobrostanu lekarek i lekarzy”, przeprowadziła pracownia badawcza Zymetria w okresie październik-grudzień 2025. Badanie objęło 499 reprezentantów 10 wybranych specjalizacji, pracujących zarówno w prywatnych praktykach, podstawowej opiece zdrowotnej, jak i szpitalach publicznych.

Badanie, a także opracowany na jego podstawie raport, stanowią element kampanii „Specjalizacja: dobrostan lekarzy”. Jej celem jest zwrócenie uwagi na często pomijany obszar, jakim jest kondycja psychiczna i jakość życia lekarek i lekarzy w Polsce.

„W naszych codziennych rozmowach z lekarzami coraz częściej pojawiają się tematy związane z samopoczuciem, relacjami, granicami czy zmęczeniem – kwestie, które mają ogromny wpływ na ich pracę, a rzadko wybrzmiewają publicznie. To właśnie te obserwacje stały się impulsem do rozpoczęcia kampanii „Specjalizacja: dobrostan lekarzy” i stworzenia raportu. Dla nas to naturalny krok, ponieważ już od lat jesteśmy blisko lekarzy na konferencjach naukowych, w gabinetach, a także rozwijamy serwis PolpharmaDlaCiebie.pl – miejsce, w którym lekarze znajdują nie tylko wiedzę, ale też praktyczne materiały oraz wsparcie odpowiadające na ich realne potrzeby. Dlatego poza rozmową o diagnozach i decyzjach klinicznych zależy nam, aby lepiej rozumieć ich perspektywę m.in. zadając pytanie „jak się dziś czują” – mówi Anna Robak-Reczek szefowa Zespołu ds. Strategii Komunikacyjnej i Kontentu, Zakłady Farmaceutyczne Polpharma S.A.

Raport pokazuje dobrostan lekarzy w szerokiej perspektywie – zarówno zawodowej, jak i prywatnej.

Lekarki i lekarze w gabinecie

Z danych wynika, że codzienność zawodowa lekarzy obciążona jest wieloma czynnikami, które realnie wpływają na ich dobrostan i samopoczucie.

Chociaż badanie pokazuje, że codzienność lekarzy to praca pod dużą presją, wymagająca odporności psychicznej, koncentracji i radzenia sobie z trudnymi sytuacjami, aż 88% z nich wybrałaby swój zawód ponownie. Wynik ten wyraźnie podkreśla, że poczucie sensu i odpowiedzialności nadal pozostają jednym z najważniejszych filarów ich pracy zawodowej.

Raport dokładnie pokazuje, z jak wymagającą rzeczywistością mierzą się dziś lekarze. Praca pod presją czasu, konieczność podejmowania szybkich decyzji klinicznych, odpowiedzialność za zdrowie i życie pacjentów oraz narastająca biurokracja sprawiają, że przeciążenie psychiczne jest w tej grupie zawodowej zjawiskiem powszechnym. Większość lekarzy deklaruje, że doświadcza go regularnie — i trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę tempo pracy oraz liczbę bodźców, z którymi mają do czynienia każdego dnia. Wyniki dotyczące agresji ze strony pacjentów i ich rodzin są szczególnie niepokojące. To doświadczenie, które dotyka ogromną część środowiska i realnie wpływa na poczucie bezpieczeństwa zawodowego. Takie sytuacje zostawiają po sobie nie tylko emocjonalny ślad, lecz także wzmacniają przekonanie o rosnących oczekiwaniach społecznych wobec lekarzy. Mimo tych wyzwań praca w tym zawodzie daje ogromne poczucie sensu i pozostaje dla wielu z nas źródłem głębokiej satysfakcji – komentuje prof. dr hab. Artur Mamcarz, Kierownik III Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardiologii Wydziału Lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Codzienność po dyżurze

Z raportu wynika, że o dobrostanie medyków w znacznym stopniu decyduje również to, co dzieje się po pracy: relacje, regeneracja i codzienny rytm życia.

Badania dobrostanu i satysfakcji zawodowej to rodzaj socjologicznego termometru, który wskazuje, w jakim stanie są kondycja fizyczna i psychiczna lekarzy. Badania tego rodzaju pozwalają też sprawdzić, w jakim stopniu na kondycję lekarzy wpływają zmiany w środowisku ich pracy albo zmiany społecznego postrzegania ich zawodu. Pytanie zatem, czy w przypadku dobrostanu lekarzy możemy mówić o prawidłowej temperaturze i względnym zdrowiu, o stanie podgorączkowym czy może o gorączce wskazującej na poważne zapalenie? Z jednej strony mimo rosnącego poczucia spadku prestiżu zawodu, aż 92% lekarzy deklaruje zadowolenie ze swojego życia. To odsetek wysoki na tle zadowolenia z życia deklarowanego przez przeciętnych Nowaków i Kowalskich. Z drugiej strony zadowolenie z życia, a także ogólny dobrostan lekarza ściśle wiąże się z faktem, że jest… lekarzem. Nie ma takich czynników, które mogłyby zdecydować o tym, że lekarze chcieliby odejść z zawodu. Nie skłonią ich do takiego kroku na przykład poważne obciążenia czasowe i emocjonalne, które wiążą się z ich pracą – pisze w komentarzu do raportu prof. dr hab. Tomasz Szlendak, Dyrektor Szkoły Doktorskiej Nauk Społecznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. 

Pełną wersję raportu „Ogólnopolskie badanie dobrostanu lekarek i lekarzy”, który powstał w ramach kampanii „Specjalizacja: dobrostan lekarzy” można znaleźć na stronie: https://polpharma.pl/materialy-do-pobrania/#!dobrostan-lekarzy

Źródło: Komunikat Prasowy

Agresja słowna i fizyczna wobec ratowników medycznych przybiera na sile. Po serii ataków z ubiegłego roku wdrożono szereg przepisów, które mają wzmocnić bezpieczeństwo personelu medycznego. Wśród zmian są dodatkowe szkolenia z samoobrony i komunikacji z pacjentami, obowiązkowe wyposażenie w kamizelki ochronne czy wyższe kary za naruszenie nietykalności ratowników. Trudno jednak zabezpieczyć się na każdą sytuację, tym bardziej kiedy w grę wchodzą używki czy zaburzenia psychiczne.
 Podniesienie poziomu ochrony osobistej ratowników jest niezbędne, ale wymaga to decyzji na poziomie krajowym. Jeśli zapadną decyzje o wyposażeniu wszystkich ratowników w kamizelki ochronne, które będą zapobiegały zranieniu na przykład ostrym narzędziem, to będzie to jeden z elementów ochrony – mówi agencji Newseria Adam Struzik, marszałek województwa mazowieckiego.

Zgodnie z nowelizacją ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym kamizelki nożoodporne miały się stać obowiązkowym elementem wyposażenia wszystkich zespołów ratownictwa medycznego (ZRM) już od 1 stycznia 2026 roku. Jak podaje jednak Ogólnopolski Związek Zawodowy Ratowników Medycznych, termin ten został przesunięty na 31 marca br. 

Jak wynika z rankingu najbardziej poważanych zawodów wśród Polaków przygotowanego przez SW Research w kwietniu 2025 roku, ratownik medyczny znalazł się na drugim miejscu. Cieszył się zaufaniem 81,5 proc. ankietowanych i ustępował miejsca jedynie strażakowi (83 proc.). Mimo tego ataków na przedstawicieli opieki medycznej przybywa. Z danych Systemu Wspomagania Dowodzenia Państwowego Ratownictwa Medycznego, które przekazało Ministerstwo Zdrowia Krajowej Izbie Ratowników Medycznych, w 2024 roku zespoły ratownictwa medycznego musiały wcisnąć przycisk „pomoc” 3080 razy, z czego 386 zakończyło się powiadomieniem policji. Natomiast między 1 stycznia a 30 kwietnia 2025 roku ratownicy wcisnęli go 1207 razy (w tym 170 powiadomień policji).

 Sytuacje kryzysowe przy udzielaniu świadczeń ratownictwa medycznego, gdzie mamy do czynienia z agresją kierowaną do personelu, niestety w dalszym ciągu się zdarzają. Niejednokrotnie związane jest to ze stosowaniem różnego rodzaju używek, nie tylko alkoholu, ale również innych substancji psychoaktywnych. Podejmujemy wszelkie działania, żeby to bezpieczeństwo podnieść. Wykluczyć w zupełności takich przypadków się nie da, niemniej jednak bezwzględnie potrzebna jest ostrożność – przyznaje dr Karol Bielski, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego „Meditrans”.

Jednym z najtragiczniejszych wydarzeń był atak w Siedlcach z końca stycznia 2025 roku, w którym 57-letni mężczyzna pod wpływem alkoholu śmiertelnie ugodził nożem 62-letniego ratownika. Drugiego zranił w rękę. 

– To wydarzenie położyło się cieniem wśród ratownictwa medycznego. Dzisiaj dbamy o to, aby ratownicy czuli się bezpieczni. Zwracamy uwagę na relacje z pacjentami wśród personelu i budujemy dobrą i rzetelną atmosferę, w której wszyscy będziemy się czuć bezpiecznie, zarówno personel medyczny, jak i pacjenci – mówi Wiesława Rybicka-Bogusz, zastępca dyrektora Wydziału Państwowego Ratownictwa

Medycznego Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie.

Do niebezpiecznego zdarzenia doszło pod koniec grudnia 2025 roku w] Nowym Targu, gdzie 51-letnia pacjentka zaatakowała ratowniczkę medyczną, kopiąc ją po brzuchu czy szarpiąc za włosy. Również w ubiegłym tygodniu media obiegły informacje o 37-latce, która w jednej z mazowieckich miejscowości zaatakowała ratowników medycznych próbujących udzielić jej pomocy po uderzeniu głową o stół. Głośno było także o sytuacji z Cieszyna, gdzie 56-latek pod wpływem alkoholu wpadł w furię podczas interwencji i zaatakował młodego ratownika medycznego.

– Żeby ratownicy byli bezpieczniejsi, przede wszystkim musi być odpowiednia świadomość społeczna, by reagować w sytuacji, kiedy widzimy, że może dojść do eskalacji konfliktów. To musi być też wiedza personelu, żeby w sytuacjach, które potencjalnie byłyby konfliktowe, potrafili je zdiagnozować – podkreśla dr Karol Bielski.

– Chodzi przede wszystkim o odpowiednią postawę obywatelską, żeby społeczeństwo rozumiało, że ratownicy działają po to, żeby ratować życie i zdrowie – podkreśla Adam Struzik. – Niestety czasami się to wiąże ze zjawiskami chorobowymi, np. z zaburzeniami psychicznymi. Bezpieczeństwo ratowników powinno być więc podnoszone poprzez właśnie wyposażenie ich w odpowiednie kamizelki, ale też szkolenia, żeby potrafili się zabezpieczyć na wypadek różnego rodzaju ataków.

Przyjęta po ubiegłorocznych tragicznych wydarzeniach nowelizacja przepisów dotyczących wzmocnienia ochrony ratowników medycznych przewiduje również obowiązek ich regularnego szkolenia z samoobrony, technik deeskalacji i reagowania w trudnych sytuacjach. Mają się one odbywać przynajmniej raz na pięć lat.

 Mamy też wsparcie psychologów, więc system pozwala w pewien sposób zminimalizować ryzyko, którego do końca nie da się jednak wyeliminować – mówi dr Karol Bielski. – Najistotniejszym czynnikiem jest jednak nieuchronność sankcji za agresję kierowaną do personelu. Ostatnie zmiany przepisów prawa trochę podnoszą to bezpieczeństwo

Ratownik medyczny podczas pełnienia obowiązków służbowych korzysta z ochrony prawnej należnej funkcjonariuszowi publicznemu. Każdy atak jest więc ścigany z urzędu i wiąże się z surowymi konsekwencjami karnymi. 2 stycznia br. weszła w życie nowelizacja Kodeksu karnego, która zaostrzyła kary. Zgodnie z nią za atak na ratownika medycznego, ale też policjanta czy strażaka, grozi do pięciu lat pozbawienia wolności. Taką samą ochroną jak funkcjonariusze publiczni zostali objęci także obywatele podejmujący interwencję. Dotąd maksymalna kara za naruszenie jego nietykalności wynosiła dwa lata. 

Ponadto za agresywne zachowanie w miejscu publicznym, np. w szpitalu czy urzędzie, można otrzymać karę aresztu, ograniczenia wolności, grzywnę od 1 tys. do 5 tys. zł lub 1 tys. zł mandatu.

Źródło: Newseria

Koszalin staje się jednym z najnowocześniejszych ośrodków radioterapii w Polsce. Międzynarodowe Centrum Onkologii Affidea już wkrótce wdroży radioterapię adaptacyjną online – zaawansowaną technologicznie metodę leczenia nowotworów, dostępną dotąd jedynie w nielicznych, wyspecjalizowanych ośrodkach. To realna zmiana jakości terapii onkologicznej dla pacjentów z Pomorza Zachodniego.

Nowoczesna radioterapia w Koszalinie opiera się na akceleratorach liniowych najnowszej generacji oraz systemie Elekta EVO. Kluczowym elementem tej technologii jest możliwość dostosowywania planu leczenia do aktualnej anatomii pacjenta bez konieczności przerywania prowadzonej terapii. Dzięki zaawansowanemu obrazowaniu CBCT oraz algorytmom sztucznej inteligencji plan terapii może być zweryfikowany i aktualizowany przed sesją napromieniania. 

W radioterapii precyzja jest absolutnie kluczowa – podkreśla dr Marcin Białas, specjalista radioterapii onkologicznej i dyrektor medyczny Międzynarodowego Centrum Onkologii Affidea w Koszalinie. – Anatomia pacjenta zmienia się z dnia na dzień. Radioterapia adaptacyjna online pozwala nam uwzględniać te zmiany i precyzyjnie kierować dawkę promieniowania dokładnie tam, gdzie jest potrzebna, jednocześnie chroniąc zdrowe tkanki.

Technologia, która zmienia sposób leczenia

Radioterapia adaptacyjna online oznacza odejście od tradycyjnego modelu jednego planu leczenia przygotowywanego przed rozpoczęciem terapii. W Koszalinie plan leczenia będzie można modyfikować, w czasie, gdy pacjent znajduje się już na stole terapeutycznym. Cały proces trwa kilkanaście minut i pozwala na wyjątkową dokładność napromieniania.

Dla pacjentów oznacza to większe bezpieczeństwo, mniej działań niepożądanych, większy komfort leczenia, a w wielu przypadkach także możliwość skrócenia całego procesu terapeutycznego. Leczenie jest dla pacjentów bezpłatne i realizowane w ramach kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia (NFZ).

– Nasz ośrodek jest częścią Krajowej Sieci Onkologicznej. Z danych GUS z 2024 roku wynika, że tylko w promieniu 70 km od ośrodka mieszka blisko 700 tys. osób. To pokazuje jak ważne są takie inwestycje by wyrównywać szanse dostępu do terapii onkologicznej świadczonej na najwyższym poziomie jak najbliżej miejsca zamieszkania. Naszym celem jest leczenie skuteczne, ale jednocześnie jak najmniej obciążające dla pacjenta – mówi Agnieszka Szydłowska, członkini zarządu i dyrektorka operacyjna ds. radioterapii Affidea Polska. – Nowoczesna technologia pozwala nam z ogromną precyzją kierować promieniowanie w obręb guza, minimalizując ryzyko uszkodzenia zdrowych narządów. To ogromna zmiana w jakości i bezpieczeństwie terapii. Dodatkowo dostęp do technologii, które dziś wyznaczają kierunki rozwoju radioterapii, stanowi także znaczącą szansę rozwoju zawodowego dla personelu oraz kadry medycznej.

Inwestycja, która już dziś leczy pacjentów

Modernizacja Międzynarodowego Centrum Onkologii Affidea w Koszalinie została sfinansowana z dofinansowania w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO). Wniosek złożony przez ośrodek uzyskał pozytywną Opinię Celowości Inwestycji tzw. OCI i rekomendację Ministerstwa Zdrowia, a łączna kwota wsparcia wyniosła 34 732 241,46 zł. Całkowity koszt projektu to 37.764,056.26 zł

Środki te pozwoliły na zakup i montaż nowoczesnych akceleratorów liniowych, modernizację systemów zarządzania procesem leczenia oraz rozwój infrastruktury ośrodka. Najważniejszy efekt tej inwestycji jest widoczny już dziś – nowy sprzęt jest już wykorzystywany w codziennej praktyce klinicznej. Inwestycja to także modernizacja przestrzeni by była komfortowa i przyjazna pacjentom.

Affidea – światowe standardy dostępne lokalnie

Affidea to międzynarodowa sieć medyczna z ponad 20-letnim doświadczeniem w Polsce. Ośrodek w Koszalinie konsekwentnie rozwija się i rozszerza ofertę diagnostyczno- terapeutyczną, zapewniając pacjentom kompleksową opiekę onkologiczną w jednym miejscu.

Po uruchomieniu pracowni PET/CT, scyntygrafii oraz rezonansu magnetycznego, w planach na przyszły rok znajduje się modernizacja pracowni brachyterapii. Dzięki wsparciu KPO oraz konsekwentnym działaniom Affidea mieszkańcy Koszalina i całego Pomorza Zachodniego zyskują dostęp do kompleksowej, bezpłatnej i nowoczesnej opieki onkologicznej – na światowym poziomie, tu, w swoim regionie.

Źródło: Komunikat Prasowy

Zima to jeden z najbardziej wymagających okresów dla kierowców. Krótkie dni, szybko zapadający zmrok i zmienna pogoda sprawiają, że prowadzenie samochodu staje się dużym wyzwaniem dla kierowców. Jak zadbać o komfort widzenia i bezpieczeństwo podczas jazdy, gdy wzrok pracuje pod tak dużym obciążeniem?
 
Sezon zimowych wyjazdów to dobry moment, w którym warto zwrócić szczególną uwagę na kondycję naszego wzroku. Wielogodzinne patrzenie na drogę, rozpraszające odbicia świateł od mokrej nawierzchni oraz wysoki kontrast między ciemnością a oświetlonymi tablicami wymagają od oczu wyjątkowej sprawności. Do tego dochodzi suche, ogrzewane powietrze w samochodzie, które może potęgować uczucie zmęczenia i suchości oczu. Wszystkie te czynniki sprawiają, że nasz wzrok pracuje intensywniej niż zwykle.

Dlatego, przygotowując się do zimowej podróży, oprócz wymiany opon czy sprawdzenia stanu technicznego auta, zadbajmy również o… widzenie. Komfort kierowcy to nie tylko ciepłe siedzenie i termos z herbatą. To przede wszystkim oczy, które powinny pracować bez zbędnego wysiłku.

Jak wesprzeć wzrok podczas jazdy?

Podczas prowadzenia samochodu nasze oczy nieustannie wykonują precyzyjną pracę: muszą szybko adaptować się do zmieniającego się oświetlenia, wychwytywać szczegóły z dużej odległości i reagować na bodźce pojawiające się w ułamku sekundy. Dlatego tak ważne jest dobranie soczewek do okularów, które nie tylko skorygują wadę wzroku, ale również odciążą wzrok i poprawią jakość widzenia w trudnych, zimowych warunkach. Jednym z rozwiązań często rekomendowanych kierowcom są soczewki z filtrami redukującymi odblaski. Dzięki specjalnej powłoce antyrefleksyjnej znacząco ograniczają rozpraszające światło i poprawiają kontrast widzenia, co jest szczególnie istotne po zmroku, kiedy oślepiające reflektory nadjeżdżających aut stanowią duże obciążenie dla oczu.

Kierowcy często nie zdają sobie sprawy, jak bardzo jakość widzenia wpływa na czas reakcji za kierownicą. Odpowiednio dobrane soczewki mogą realnie zwiększyć poczucie bezpieczeństwa, zwłaszcza w warunkach ograniczonej widoczności – mówi Agnieszka Szopa, product manager Hoya Lens Poland.  

W nowoczesnych rozwiązaniach optycznych stosuje się również specjalne filtry, selektywnie odbijające światło, które najczęściej powoduje oślepienie. Takie soczewki wspierają kierowcę zarówno podczas jazdy nocą, jak i w trakcie intensywnych opadów deszczu, kiedy mokra nawierzchnia potęguje nieprzyjemne odbicia.

Polaryzacja, czyli wsparcie w słoneczne zimowe dni

Zimowe podróże to nie tylko jazda po zmroku. Niskie, ostre słońce, odbicia światła od mokrej jezdni, śniegu czy szyb innych samochodów potrafią być równie uciążliwe. W takich sytuacjach świetnie sprawdzają się soczewki polaryzacyjne, które eliminują męczące odbicia światła i poprawiają kontrast widzenia. Kierowcy zyskują bardziej stabilny i wyraźny obraz, co przekłada się na większy komfort prowadzenia i mniejsze zmęczenie oczu.

Polaryzacja jest szczególnie pomocna podczas jazdy w słoneczne, mroźne dni, kiedy klasyczne okulary przeciwsłoneczne nie zawsze radzą sobie z ostrym, odbitym światłem. Co ważne, soczewki polaryzacyjne zapewniają pełną ochronę przed promieniowaniem UV, a przy tym mogą być barwione w różnych odcieniach lub uzupełnione o powłoki lustrzane, dzięki czemu pełnią funkcję zarówno praktyczną, jak i estetyczną – mówi Agnieszka Szopa, product manager Hoya Lens Poland.  

Wskazówki dla kierowców. Jak zadbać o wzrok w trasie?

Regularnie badaj wzrok. Nawet niewielka, niezauważalna na co dzień wada może obniżać ostrość widzenia po zmroku czy w trudnych warunkach pogodowych. Aktualne badanie wzroku to podstawa bezpiecznej jazdy.

Wybieraj okulary dobrane do Twoich potrzeb na drodze. Jazda w mieście, długie trasy, częste prowadzenie nocą czy w słoneczne, zimowe dni to różne wymagania dla wzroku. Warto skonsultować je ze specjalistą, by dobrać soczewki najlepiej dopasowane do stylu jazdy.

Dbaj o nawilżenie powierzchni oczu. Ogrzewanie w samochodzie i długotrwała koncentracja mogą potęgować suchość oczu. W przerwach mrugaj częściej, przewietrz samochód i zadbaj o odpowiedni poziom nawilżenia oczu.

Dbaj o czystość szyb i okularów. Kurz, smugi i brud mogą rozpraszać światło i pogarszać kontrast widzenia. Zarówno szyby, jak i soczewki okularowe warto regularnie czyścić specjalnymi środkami, które nie pozostawiają tłustego filmu.

Odpoczywaj w trasie. Co dwie godziny zrób krótką przerwę, by rozluźnić wzrok. Oderwanie oczu od intensywnego patrzenia w dal przynosi szybkie odciążenie układowi wzrokowemu.

Zimowa jazda samochodem stawia przed naszym wzrokiem wyjątkowe wyzwania: od oślepiających reflektorów, przez zmienną pogodę, po krótkie dni i intensywne światło słoneczne. Odpowiednio dobrane okulary mogą znacząco poprawić zarówno komfort, jak i bezpieczeństwo prowadzenia auta, redukując odblaski, poprawiając kontrast i ułatwiając szybkie przenoszenie wzroku między różnymi odległościami. Warto więc podejść do kwestii widzenia tak samo poważnie jak do przygotowania technicznego samochodu. Dobre widzenie to nie luksus. To kluczowy element bezpiecznej podróży.

Źródło: Komunikat Prasowy

Już od Black Friday nawet do połowy stycznia logistyka corocznie mierzy się ze szczególnymi wyzwaniami – wzmożony ruch, nieprzebrana liczba przesyłek, wiele dni wolnych od pracy, a do tego często niesprzyjające warunki na drogach. Wszystko to sprawia, że grudzień dla branży jest jednym z najintensywniejszych miesięcy w skali roku. W branży farmaceutycznej to także szczególny okres, więc sprawdzamy, czy wszystkie leki trafią do pacjentów na czas!
W tym roku Święta Bożego Narodzenia znacząco się wydłużą: po raz pierwszy wigilia jest dniem ustawowo wolnym od pracy, co więcej – tuż po świętach kalendarzowo witamy weekend – sobotę i niedzielę, co może sprawić, że dostęp do wielu sklepów, w tym aptek, będzie nieco bardziej utrudniony niż zwykle. Pacjenci o tym doskonale wiedzą i wielu z nich już przezornie – z wyprzedzeniem kupuje leki, które przyjmują na stałe.

Grudzień to także miesiąc, kiedy system logistyczny notuje szczególną aktywność – liczba przesyłek często właśnie w tym miesiącu osiąga apogeum ze względu na liczne promocje (Black Friday, prezenty świąteczne, poświąteczne wyprzedaże). Eksperci rekomendują także pacjentom zamawiającym produkty z e-aptek o wcześniejsze złożenie zamówień, by mieć pewność, że wszystkie niezbędne środki czy leki będą na czas.

Grudniowe apogeum

Sezon grudniowy generuje rekordowe wolumeny przesyłek kurierskich i wzrost zakupów, co zmienia rozkład ładunków w sieci logistycznej i może skrócić tzw. okna dostaw. Już w tym roku niektórzy operatorzy kurierscy raportowali rekordowe liczby przesyłek w okresie Black Friday, tym samym potwierdzając presję na łańcuchy dostaw w całej Europie.

Równoległe globalne wyzwania w dostępności niektórych substancji i leków utrzymują się — europejskie audyty i analizy wskazują na utrzymującą się wrażliwość łańcuchów dostaw leków i działania regulacyjne ukierunkowane na poprawę odporności systemu. To dodatkowo zwiększa znaczenie planowania zapasów na poziomie aptek.
Trzydniowe Święta Bożego Narodzenia, wydłużający je weekend, sylwester, Nowy Rok i Święto Trzech Króli to zdecydowanie jedna z najbardziej wyczekiwanych kompilacji dni wolnych w ciągu roku. Jednak wiąże się ona nieodzownie z wieloma wyzwaniami – także na poziomie logistycznym i zakupowym. Choć zawsze w pobliżu znajdziemy dyżurującą aptekę, to miejmy świadomość jej ogromnego obciążenia w tym czasie i, o ile to możliwe, zaopatrzmy się we wszystkie przyjmowane na stałe leki z wyprzedzeniem, by mieć pewność, że będziemy w tym czasie mogli bez przeszkód kontynuować terapię – mówi mgr farm. Paulina Milcz, kierownik Hurtowni Farmaceutycznej Pharmalink.

Tylko w minionym roku sprzedaż statystycznej apteki w grudniu wyniosła o 6,5% – wobec wcześniejszego miesiąca. W skali całego rynku aptecznego było to o ok. 8% więcej – co w tej branży stanowi duży wzrost.

Przezorny zawsze ubezpieczony

O właściwy zapas leków powinni zadbać pacjenci, ale także same apteki, ponieważ jak podkreśla ekspert:

Od grudnia do połowy stycznia apteki często mierzą się z wyraźnym wzrostem ruchu pacjentów oraz większym zapotrzebowaniem na leki. Ma na to wpływ kumulacja dni wolnych, a także intensywniejsze podróże i przemieszczanie się osób chorych. Dlatego w tym czasie wskazane jest – w miarę możliwości – składanie zamówień z odpowiednim wyprzedzeniem i ewentualnie też z większą częstotliwością, co sprzyja utrzymaniu ciągłości dostaw oraz minimalizuje ryzyko opóźnień.W Pharmalink w czasie wzmożonej aktywności rozbudowujemy możliwości operacyjne, uruchamiamy wszelkie zasoby, by realizacja dostaw odbywała się możliwie jak najczęściej i jak najsprawniej, by wszyscy pacjenci otrzymali leki w swoich ulubionych i najbliższych aptekach.Daniel Charucki, kierownik transportu Pharmalink.
Pharmalink jako jeden z kluczowych operatorów farmalogistycznych w kraju dostrzega w tym okresie większą aktywność pacjentów w całej Polsce, w tym szczególnie osób chorych przewlekle. Odpowiadając na większe zapotrzebowanie w tym czasie uruchamia dodatkowe sloty dystrybucyjne wedle potrzeb, zwiększa przepustowość m.in. skalując flotę czy liczbę pracowników na stanowiskach kurierskich. Kluczowe są także liczne komory przeładunkowe w strategicznych lokalizacjach w Polsce, co znacznie przyspiesza czas realizacji dostaw.

Warto pokreślić, że w branży farmaceutycznej już nieco większe zapotrzebowanie niż zwykle stanowi dużą zmianę. W grudniu zapotrzebowanie na niektóre leki może wynieść nawet powyżej 10% względem poprzedzającego miesiąca, co wynika z licznych dni wolnych, wyjazdów. W takich sytuacjach realizacja dostaw staje się kluczowym czynnikiem zaważającym na zdrowiu i życiu pacjentów. Co więcej – zwiększony ruch w aptekach to także efekt wybierania na prezent różnych suplementów diety, czy zwiększonego zapotrzebowania na niektóre leki – np. wspierające trawienie– mówi Paulina Milcz, ekspertka Pharmalink.

Choć okołoświąteczna aura zachęca do rzucenia się w wir przygotowań świątecznych potraw, pakowania prezentów czy generalnych porządków – nie zapominajmy, by w pierwszej kolejności zadbać i zabezpieczyć swoje zdrowie. Właściwe przygotowanie domowych apteczek i zabezpieczenie właściwej ilości leków przyjmowanych w rodzinie pozwoli na beztroskie spędzenie świąt, a nie poszukiwanie dyżurującej apteki.

Źródło: Komunikat Prasowy

Każda szkoła w Polsce powinna stać się miejscem, które nie tylko edukuje, a inspiruje i chroni – to przesłanie zbliżającej się konferencji, którą w Sejmie organizuje zespół parlamentarny “Rodzice dla Klimatu”. Już w najbliższy piątek osoby ze świata polityki, samorządów, instytucji publicznych i organizacji pozarządowych podzielą się swoimi koncepcjami, jak powinno wyglądać nasze nowe podejście do polskiej szkoły.
Dbanie o edukację i rozwój dzieci to nie tylko zadanie Ministerstwa Edukacji Narodowej. To obszar, który wymaga współpracy wielu resortów – zdrowia, rozwoju i technologii, klimatu, funduszy – bo szkoła jest miejscem, gdzie krzyżują się ich polityki. W niej zaczyna się zdrowie społeczeństwa, bezpieczeństwo przestrzeni i przyszła konkurencyjność gospodarki.

Szkoła, która naprawdę wspiera rozwój dzieci, musi być zdrowa, bezpieczna i odporna na kryzysy. Powinna też dawać poczucie spokoju, inspirować, tworzyć zdrową przestrzeń i uczyć odpowiedzialności za siebie i otoczenie. W Polsce potrzebujemy nowego podejścia do szkoły – takiego, które łączy wiedzę, planowanie przestrzeni i troskę o warunki w jakich dorastają dzieci.

Z tego powodu zespół parlamentarny „Rodzice dla Klimatu” kierowany przez posłankę prof. Alicję Chybicką, organizuje w dniu 10 października o godz. 9.00 w Sejmie Konferencję parlamentarną pod nazwą „Przestrzeń dla rozwoju. Zdrowa, bezpieczna i odporna na kryzysy szkoła”.

W wydarzeniu wezmą udział osoby eksperckie, parlamentarzyści i parlamentarzystki, przedstawiciele samorządów, organizacje społeczne, instytucje publiczne oraz reprezentanci Ministerstw: Rozwoju i Technologii, Zdrowia, Klimatu i Środowiska, Funduszy i Polityki Regionalnej oraz Edukacji Narodowej, które są adresatem formułowanych postulatów.

Nie możemy mówić o dobrej edukacji bez zadbania o warunki, w jakich uczą się nasze dzieci. Hałas, zanieczyszczone powietrze, nadmiar bodźców czy brak zieleni często niweczą wysiłek nauczycieli i uczniów. Od tego jak dziś wychowujemy i kształcimy młode osoby zależy przyszłość naszej gospodarki i zdolność kraju do radzenia sobie z kryzysami i nowymi wyzwaniami. Szkoła powinna wspierać dobrostan i pokazywać, jak dbać o siebie i świat – także w praktyce. – podkreśla Marzena Wichniarz, Prezeska Fundacji Rodzice dla Klimatu.

Dlaczego nowe podejście do polskiej szkoły jest takie ważne?
Szkoły integrują lokalne społeczności oraz kształtują ludzi zdolnych do kreatywnego myślenia i rozwiązywania problemów. Zdrowe otoczenie szkoły: bez hałasu, a z czystym powietrzem, zieloną przestrzenią, spokojną i bezpieczną drogą, to nie luksus – to fundament dobrego rozwoju, i szeroko rozumianej odporności.

Zmiana szkolnych przestrzeni na takie, które wspierają zdrowie i wzmacniają bezpieczeństwo dzieci, a także odporność psychiczną i fizyczną, to inwestycja o ogromnym potencjale społecznym i gospodarczym. Brak działań z kolei oznacza rosnące koszty. Te zdrowotne spowodują choroby cywilizacyjne, stres czy depresję. Finansowe obciążą głównie budżety samorządów. Społeczne to słabsze więzi i większe nierówności. 

Sytuacja przy szkołach jest daleka od dobrej. Jak wynika z audytu Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie jeden na pięciu uczniów miał bliskie spotkanie z niebezpieczną sytuacją drogową. Wiemy też, że zdecydowana większość uczniów nie korzysta z samochodu – dociera do szkoły pieszo, komunikacją miejską, rowerem czy hulajnogą. Jedynie 20% dzieci jest dowożonych do szkół autem. Ta zmotoryzowana mniejszość tworzy zagrożenie dla większości. Wszystkie dzieci mają prawo do bezpiecznego i autonomicznego poruszania się po mieście i potrzeba do tego działań na wielu poziomach: samorządowym, międzyresortowym oraz lokalnym – komentuje Julia Trzcińska, Clean Cities Campaign.

Czas na holistyczną zmianę
Każda szkoła w Polsce powinna stać się miejscem, które inspiruje i chroni. Aby to osiągnąć, potrzebne są konkretne działania:
To inwestycje, które szybko się zwracają – w postaci zdrowych, szczęśliwych dzieci, zaangażowanych społeczności i odpornych pokoleń.

Konferencja odbędzie się 10 października – w Międzynarodowym Dniu Zdrowia Psychicznego, którego tegoroczny motyw przewodni to „Zdrowie psychiczne w sytuacjach kryzysowych”. Pierwszy panel Konferencji poświęcony będzie właśnie temu tematowi: „Zdrowie psychiczne jako podstawa odporności na kryzys”.
 
Posiedzenia można śledzić na stronie sejmu, gdzie będzie ono transmitowane: 
https://www.sejm.gov.pl/Sejm10.nsf/agent.xsp?symbol=WYDARZENIAZESP&Zesp=971 

źródło: Rodzice dla Klimatu

 
 
Tętno to jeden z najprostszych sposobów, by sprawdzić, jak pracuje nasze serce. – To liczba uderzeń serca na minutę, która w spoczynku u zdrowej osoby wynosi zwykle od 50 do 70 – podkreśla dr n. med. Janusz Prokopczuk, kardiolog American Heart of Poland. Jednak częstość bicia serca może się zmieniać – przyspieszać podczas aktywności fizycznej, stresu czy emocji, czasem szybkie tętno pojawia się bez wyraźnego powodu i wtedy powinniśmy zwrócić na to szczególną uwagę.
Każdy z nas od czasu do czasu odczuwa szybsze bicie serca – czy to po bieganiu, stresującym dniu czy nagłej emocji. To naturalne zjawisko, które pomaga organizmowi dostosować się do zwiększonego zapotrzebowania na tlen i składniki odżywcze. Jednak, kiedy serce bije szybko i nieregularnie, a takie sytuacje powtarzają się często lub trwają długo, może to świadczyć o problemach zdrowotnych, które wymagają konsultacji z lekarzem.

Dlaczego serce zaczyna bić szybciej?

Przyspieszone tętno to naturalna reakcja organizmu na wiele sytuacji. Gdy się ruszamy, ćwiczymy, czujemy ekscytację, strach lub stres, nasz układ nerwowy wysyła sygnały, które sprawiają, że serce bije szybciej, aby dostarczyć mięśniom i narządom więcej krwi i tlenu. To fizjologiczna, zdrowa reakcja. Jednak czasem tachykardia pojawia się bez wyraźnej przyczyny i to już może być znak, że w organizmie dzieje się coś niepokojącego.

– Przyspieszone tętno może być objawem chorób, zwłaszcza tych związanych z zaburzeniami hormonalnymi, jak nadczynność tarczycy, która „nakręca” organizm do szybszej pracy. Również przewlekły stres, napięcie emocjonalne, a nawet niektóre leki i używki, np. kofeina czy nikotyna, mogą powodować szybsze bicie serca. Dlatego ważne jest, abyśmy obserwowali, w jakich sytuacjach pojawia się tachykardia – podpowiada dr n. med. Janusz Prokopczuk.

Kiedy szybkie tętno jest niebezpieczne?

Jeśli nasze serce zaczyna bić naprawdę szybko – powyżej 190–200 uderzeń na minutę – jest to powód do poważnego niepokoju. Jak mówi kardiolog American Heart of Poland, w takich sytuacjach serce nie ma czasu na pełne rozkurczenie się i napełnienie krwią, co oznacza, że do całego organizmu trafia mniej tlenu i substancji odżywczych. To z kolei może prowadzić do zawrotów głowy, osłabienia, omdleń, a w skrajnych przypadkach – do zatrzymania krążenia.

Niepokojącym objawem są także uczucie kołatania serca, duszność, bóle w klatce piersiowej oraz nadmierne zmęczenie. W takich sytuacjach nie można zwlekać – szybka konsultacja lekarska może zapobiec poważnym powikłaniom.

Co to są zaburzenia rytmu serca i dlaczego są ważne?

Niektóre przyspieszenia tętna wynikają z problemów z elektrycznym układem serca. – Nasze serce bije dzięki precyzyjnie sterowanym impulsom elektrycznym, które pobudzają mięsień sercowy do skurczu. Gdy ten system zaczyna działać nieprawidłowo, może dochodzić do arytmii, czyli zaburzeń rytmu serca – stwierdza kardiolog American Heart of Poland.

Są różne rodzaje arytmii, ale szczególnie groźne są tzw. częstoskurcze – bardzo szybkie i niekontrolowane skurcze serca, które mogą być nadkomorowe (pochodzące z górnych partii serca) lub komorowe (z niższych partii). Wymagają one dokładnej diagnostyki, najczęściej za pomocą specjalistycznych badań elektrofizjologicznych, które pozwalają zlokalizować źródło problemu. W wielu przypadkach pomaga zabieg ablacji – metoda polegająca na precyzyjnym wyeliminowaniu fragmentu tkanki serca, który powoduje nieprawidłowy rytm. To skuteczny sposób na przywrócenie normalnego bicia serca i poprawę jakości życia.

Co robić, gdy zauważymy przyspieszone tętno?

Po pierwsze, nie wpadajmy w panikę – nie każde szybkie tętno oznacza poważną chorobę. – Ważne jest jednak, by zwrócić uwagę na to, jak często i w jakich sytuacjach pojawia się tachykardia, czy towarzyszą jej inne objawy, takie jak zawroty głowy, duszność, czy bóle w klatce piersiowej – zaznacza dr n. med. Janusz Prokopczuk.

Warto nauczyć się samodzielnego mierzenia tętna – można to zrobić na nadgarstku lub szyi, licząc uderzenia przez 15 sekund i mnożąc przez 4. Jeśli częstość tętna jest stale podwyższona lub szybko rośnie bez wyraźnego powodu, konieczna jest konsultacja z lekarzem. Specjalista może zlecić badania EKG, monitorowanie Holterowskie lub inne testy, które pomogą zdiagnozować przyczynę tachykardii i zaproponować odpowiednie leczenie.

Nie lekceważ – świadomość i odpowiednia reakcja na nieprawidłowości rytmu serca mogą uratować życie

Nie wolno bagatelizować nagłego, nieproporcjonalnego do sytuacji przyspieszenia rytmu serca, szczególnie jeśli towarzyszą mu objawy takie jak duszność, zawroty głowy czy uczucie osłabienia. Leczenie powinno być ukierunkowane na przyczynę kliniczną, a nie jedynie na sam parametr tętna.

– Regularna kontrola rytmu serca oraz szybka diagnostyka w przypadku nieprawidłowości są kluczowe dla zapobiegania powikłaniom kardiologicznym. Wczesna konsultacja z lekarzem specjalistą umożliwia wdrożenie właściwego leczenia i poprawę rokowania pacjenta – podsumowuje dr n. med. Janusz Prokopczuk.

 
 
Woda z kranu wypada dobrze w oczach Polaków – aż 72% badanych ocenia jej jakość dobrze lub bardzo dobrze – wynika z najnowszego badania Uponor. Czy to efekt rosnącej świadomości ekologicznej czy może decydujemy się na wodę z kranu, dlatego że litr „kranówki” kosztuje mniej niż 1 grosz? Niezależnie od motywacji już prawie co piąty mieszkaniec Polski pije głównie wodę z kranu, a 1 na 3 pije zarówno wodę z kranu, jak i wodę z butelki.
 
Jeszcze kilka lat temu picie wody z kranu budziło wśród wielu Polaków powątpiewanie. Kojarzyło się z ryzykiem, brakiem kontroli jakości i niepewnością. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Zmiany na rynku, kampanie edukacyjne, rosnąca troska o środowisko – to wszystko sprawia, że coraz chętniej rezygnujemy z plastikowych butelek na rzecz zwykłej kranówki. W samej Warszawie MPWiK każdego dnia uzdatnia ponad 350 milionów litrów wody. Litr kranówki kosztuje mniej niż 1 grosz. „To dane, które robią wrażenie — zwłaszcza gdy zestawimy je z rosnącą popularnością wody z kranu” – przyznają autorzy najnowszego raportu Uponor, firmy specjalizującej się w instalacjach wodnych.

Z badania zleconego przez Uponor (będącą częścią GF) wynika, że Polacy generalnie dobrze oceniają jakość wody płynącej z ich kranów. 36% badanych uważa, że jest ona bardzo dobra – czysta, bez smaku i zapachu. Tyle samo (36%) wskazuje ją również jako dobrą, choć zauważa, że czasami zdarzają się drobne problemy. Łącznie ponad 70% ankietowanych pozytywnie ocenia jakość kranówki – to wynik, który może zaskoczyć tych, którzy wciąż mają wątpliwości.

Oczywiście nie brakuje także głosów krytycznych. 20% ankietowanych mówi o przeciętnej jakości – zwracając uwagę na osad w czajniku albo dziwny smak. 2% skarży się natomiast na złą wodę, która ma nieprzyjemny zapach czy kolor. Jednak tylko 1% respondentów uznało, że woda z ich kranu jest bardzo zła i nie nadaje się do picia.

Z czego wynikają te rozbieżności? Jak tłumaczą specjaliści MPWiK, nawet mimo największych starań miejskich spółek wodociągowych, „ostatni odcinek drogi, jaką pokonuje woda – czyli instalacja wewnętrzna w budynku – pozostaje poza kontrolą spółki”. A to właśnie stan i sposób użytkowania domowej instalacji może mieć decydujący wpływ na jakość wody, która ostatecznie trafia do naszych szklanek.

Z kolei Uponor podkreśla, że woda w polskich domach może mieć metaliczny posmak albo osad nie tylko z powodu stanu rur, ale także twardości wody, subiektywnych odczuć użytkowników i ogólnej jakości instalacji. „Nie bez znaczenia są również subiektywne odczucia” – czytamy w opracowaniu.

Eksperci Państwowej Inspekcji Sanitarnej w swoim raporcie „Stan sanitarny kraju” z 2023 roku podkreślają: „Biorąc pod uwagę dane organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej za 2023 r. oraz lata poprzednie, obserwuje się tendencję do poprawy i tak już wysokiej jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi w kontekście zapewnienia konsumentom wody bezpiecznej dla zdrowia”.

Woda dostarczana do mieszkańców w zdecydowanej większości przypadków spełnia surowe normy jakościowe – kontroluje się m.in. obecność metali ciężkich, bakterii czy zanieczyszczeń chemicznych. „Jeśli woda z wodociągu jest dopuszczona do spożycia, to znaczy, że jest bezpieczna i można ją pić bez przegotowania” – podkreśla Piotr Serafin z firmy Uponor (GF).

Ostateczna jakość wody zależy jednak także od mieszkańców – przypominają eksperci. Konieczna jest dbałość o domowe instalacje, regularne czyszczenie perlatorów i filtrów oraz przeglądy rur, szczególnie w starszych budynkach.

Na koniec warto zapamiętać jedno – rezygnacja z plastikowych butelek ma sens. Kranówka w Polsce jest tania, coraz bardziej popularna, a jak pokazują dane, najczęściej także po prostu dobra. Jeśli jednak coś w niej nas zaniepokoi – smak, zapach, osad – warto skontaktować się z lokalnym zakładem wodociągowym lub sanepidem. Czysta woda to nie luksus – to podstawa zdrowia.

Źródło: Komunikat Prasowy

Od 5 lipca 2025 roku obowiązuje w Polsce zakaz sprzedaży elektronicznych papierosów, pojemników zapasowych do e-papierosów oraz woreczków nikotynowych osobom poniżej 18. roku życia. Nowe przepisy wynikają z ustawy nowelizującej ustawę o zdrowiu publicznym i ustawę o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, która została podpisana przez prezydenta i opublikowana w Dzienniku Ustaw. Jak podkreśla Ministerstwo Zdrowia, głównym celem zmian jest zwiększenie ochrony zdrowia dzieci i młodzieży przed wczesnym uzależnieniem od nikotyny i ograniczenie dostępności tych wyrobów na rynku nieletnich.

Zakaz obejmuje sprzedaż, promocję, reklamę oraz prezentowanie e-papierosów i woreczków nikotynowych młodzieży. Przepisy przewidują również surowe kary dla przedsiębiorców i sprzedawców łamiących ten zakaz. Nowelizacja umożliwia także działania kontrolne prowadzone przez organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej oraz nakładanie grzywien i kar administracyjnych w przypadku stwierdzenia naruszeń. W ocenie resortu zdrowia wprowadzenie takiego zakazu jest konieczną odpowiedzią na dynamicznie rosnące spożycie nikotynowych produktów alternatywnych wśród młodych osób, w tym uczniów szkół podstawowych i średnich.

Ministerstwo wskazuje, że nowe przepisy są częścią szerszej strategii polityki antynikotynowej, która ma obejmować również edukację, profilaktykę oraz zwiększoną kontrolę sprzedaży i dostępności wyrobów nikotynowych. W ostatnich latach wyroby tego typu były szczególnie popularne wśród młodzieży z uwagi na ich łatwą dostępność, atrakcyjne smaki i brak odpowiednich regulacji ograniczających sprzedaż osobom niepełnoletnim. Teraz, dzięki nowelizacji, produkty te zostają zrównane w przepisach z tradycyjnymi wyrobami tytoniowymi, co oznacza wprowadzenie identycznych ograniczeń dotyczących ich dystrybucji i promocji.

Wprowadzenie zakazu sprzedaży e-papierosów i woreczków nikotynowych osobom poniżej 18. roku życia to istotny krok w stronę wzmocnienia zdrowia publicznego, a zwłaszcza ochrony dzieci i młodzieży przed uzależnieniem od nikotyny. Nowe przepisy mają na celu zahamowanie wzrostu używania wyrobów nikotynowych przez młode pokolenie, a także wyznaczają nowy kierunek krajowej polityki zdrowotnej, która coraz wyraźniej koncentruje się na profilaktyce i redukcji ryzyka uzależnień. Jak zapowiada Ministerstwo Zdrowia, działania te będą kontynuowane w kolejnych miesiącach – zarówno na poziomie legislacyjnym, jak i edukacyjnym.

Trwają prace nad kolejnymi zmianami w ustawie antytytoniowej

Kolejny projekt nowelizacji ustawy antytytoniowej, zakłada:

Projekt będzie musiał zostać notyfikowany w Unii Europejskiej po przyjęciu go przez Radę Ministrów – to obowiązkowa procedura dla takich regulacji.

Dlaczego to jest ważne?

Jednorazowe e-papierosy i woreczki nikotynowe są szczególnie atrakcyjne dla młodych ludzi. Często to właśnie od nich zaczyna się pierwszy kontakt z nikotyną – wiele osób sięga po nie jeszcze przed ukończeniem 18. roku życia. Chcemy zatrzymać ten niepokojący trend.

Produkty zawierające nikotynę nie są zwykłym towarem – to substancje silnie uzależniające i szkodliwe. Dodatkowo jednorazowe e-papierosy są trudne do kontrolowania pod względem zawartości i składu płynu, a przy tym szkodliwe dla środowiska – zawierają plastik oraz baterie litowo-jonowe, które trudno poddać recyklingowi.

Nikotyna wciąż zbyt łatwo trafia w ręce młodych ludzi. Widzimy, jak dynamicznie rozwija się rynek produktów, które kuszą atrakcyjną formą i smakiem, a w rzeczywistości prowadzą do uzależnienia. Dlatego działamy – zdecydowanie i krok po kroku – by ograniczyć ich dostępność i skuteczniej chronić zdrowie publiczne.

Jakie zmiany już obowiązują?

17 kwietnia weszły w życie przepisy, które zakazują sprzedaży podgrzewanych wyrobów tytoniowych o charakterystycznych aromatach, takich jak mentol czy owoce. Od wejścia w życie przepisów branża ma dziewięć miesięcy na wyprzedanie zapasów. Smakowe dodatki przyciągają szczególnie młodych ludzi. Eliminując te produkty, zmniejszamy ryzyko uzależnień i chronimy zdrowie młodzieży. Nowelizacja ustawy antytytoniowej uregulowała też podgrzewacze do tytoniu jako nowatorskie wyroby tytoniowe. Te przepisy dostosowują polskie regulacje do prawa Unii Europejskiej.

Źródło: Ministerstwo Zdrowia

Jak pokazują dane, w roku ubiegłym 15 proc. wszystkich cyberataków, do jakich doszło na świecie dotyczyło szpitali. – Przyczyną takiego stanu rzeczy jest przede wszystkim wartość sensytywnych danych przetwarzanych przez placówki ochrony zdrowia – mówi Patryk Kuchta, kierownik Działu Ochrony Danych i Cyberbezpieczeństwa Korporacyjnego w Medicover w Polsce.
Nie tak dawno opinię publiczną obiegła wiadomość o ataku cybernetycznym na szpital Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w Krakowie – doszło do zakłócenia w funkcjonowaniu systemów komputerowych, kluczowych nie tylko dla personelu, ale i administracji. Czasowo wstrzymano przyjmowanie pacjentów, a szpital przeszedł na funkcjonowanie z użyciem dokumentacji papierowej.

Cyberataki na szpitale to codzienność. Polska na podium 
Szpitale każdego dnia w jakiś sposób poddawane są przez hakerów próbie szczelności systemu m.in. odporności systemów logowań. Skąd takie zainteresowanie właśnie tymi placówkami?

Liczba ataków na sektor ochrony zdrowia stale rośnie, trend jest nie tylko krajowy, ale przede wszystkim globalny – wyjaśnia w rozmowie z Medicalpress Patryk Kuchta, kierownik Działu Ochrony Danych i Cyberbezpieczeństwa Korporacyjnego w Medicover w Polsce, i dodaje: – Zgodnie ze statystykami European Repository of Cyber Incidents, sektor zdrowia pozostawał najbardziej atakowanym w ubiegłym roku. W Polsce plasował się na 3 miejscu niechlubnego podium. Przyczyny takiego stanu rzeczy są przede wszystkim dwie: wartość sensytywnych danych przetwarzanych przez placówki ochrony zdrowia i spory dług technologiczny w sektorze względem innych regulowanych biznesów o podobnej krytyczności jak np. ubezpieczenia czy bankowość.

Hakerzy atakują szpitale, bo to prostszy zarobek
Jak wskazuje ekspert, zmienił się swoistego rodzaju etos hakerów, kiedyś atakowanie placówek szpitalnych było postrzegane w tym świadku, jako ogólnie niepożądane. Obecnie jest to względnie łatwy i na pewno prostszy zarobek niż atakowanie przedstawicieli innych wrażliwych sektorów. – Działalność cyberprzestępców w zdecydowanej większości przypadków podyktowana jest względami finansowymi, czyli konkretnie zarobkiem – podkreśla Patryk Kuchta. – Wykluczając motywy polityczne, to już nie są grupy zapaleńców robiących sobie żarty i sprawdzających umiejętności. Dzisiaj to bardzo często zorganizowane „przedsiębiorstwa” pracujące od 9 do 17, które dbają o swoją reputację, posiadają ludzi od „cusotmer experience” i chcą wyrobić swoje targety, zarabiając na okupach za odszyfrowanie danych, często szantażując ofiarę upublicznieniem dodatkowo wykradzionych danych – podsumowuje.

Polskie szpitale w obliczu ochrony przed cyberatakami
W opinii Patryka Kuchty, kierownika Działu Ochrony Danych i Cyberbezpieczeństwa Korporacyjnego w Medicover w Polsce, na pewno polskie placówki są coraz bardziej świadome zagrożenia, a przede wszystkim potrzeby działania w obszarze cyberbezpieczeństwa. Pokazują to też badania wykonywane i publikowane przez CSIRT CEZ. – Nie bez znaczenia na pewno pozostają echa ataków na ośrodki ochrony zdrowia w naszym kraju, w szczególności te, które stają się medialne – mówi Kuchta. – Cyberbezpieczeństwo w sektorze zdrowia w Polsce na pewno poprawia się również dzięki programom rządowym oferującym dofinansowania w tym zakresie. Problem jest jednak nadal poważny. Często zadłużone i niedofinansowane szpitale zmagają się z szeregiem problemów, nierzadko natury wręcz egzystencjonalnej, stąd cyberbezpieczeństwo, a i IT w ogóle, spychane są na drugi plan. Choć coraz więcej szpitali inwestuje w systemy cyberbezpieczeństwa jak i dedykowanych specjalistów, to jednak nadal w większości bezpieczeństwem informacji zajmuje się ten sam człowiek, który administruje siecią, składa komputery i wymienia tusz w drukarkach – w takim przypadku na dłuższą metę to niestety nie zadziała.

Czy szpital MSWiA zdał egzamin?
Ciężko oceniać działania szpitala MSWiA w Krakowie, ponieważ zagadnienie znane mi jest jedynie z doniesień medialnych. Na ten moment wiemy, że szpital zaatakowany został oprogramowaniem typu ransomware, oraz że prócz zaszyfrowania danych doszło także do ich wycieku – co jest bardzo częste w tego typu sytuacjach. Szpital na pewno trzeba pochwalić za szybką reakcję i zgłoszenie incydentu do odpowiednich służb, to z pewnością ułatwiło ustalenie prawidłowego działania, zabezpieczenia sieci oraz śladów, oraz co najważniejsze odtworzenia danych – tłumaczy Patryk Kuchta.

Polska jest pierwszym państwem, które posiada ISC w rozumieniu dyrektywy unijnej
Wielu ekspertów uważa, że Polska potrzebuje koordynacji i centrum zarządzania ryzykiem w obszarze zarządzania bezpieczeństwem danych. Jak mówi Patryk Kuchta, ze względu na krytyczny aspekt sektora ochrony zdrowia z perspektywy funkcjonowania Państwa i potrzeb obywateli, koordynacja istotnych incydentów na poziomie krajowym jest zdecydowanie kluczowa.

Stąd właśnie ustawa o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa i jej projektowana nowela wdrażająca wymogi unijnej dyrektywy NIS 2 zakładają właśnie taki wymóg to jest raportowania w określonym czasie określonych znaczących incydentów bezpieczeństwa w szpitalach – wskazuje. – Na ten moment jednak, dla wielu szpitali i innych placówek ochrony zdrowia taki wymóg nie istnieje – jest to efekt implementacji pierwszej wersji dyrektywy NIS w Polsce, zmieni się to dopiero, gdy zmienią się przepisy i ustawa o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa w nowej wersji obejmie znacznie większą część podmiotów medycznych w krajuNiemniej, już teraz każda placówka ochrony zdrowia może zgłosić incydent to CSIRT NASK i CSIRT CEZ, których specjaliści są w stanie pomóc skoordynować działania, zabezpieczyć dane, przeanalizować to co się stało i zaproponować działania następcze. Na tym polu w Polsce naprawdę nieźle funkcjonujemy. Co więcej, CSIRTy bardzo często dokonują skanowania podatności publicznie dostępnej adresacji szpitali (wykonując bezpłatny „mini audyt bezpieczeństwa”) i dzielą się jego wynikami z osobą kontaktową wskazaną w szpitalu, dla tych placówek, które nie mają środków na własne działania w tym zakresie, to na pewno duża pomoc w identyfikacji problemów i planowaniu ich naprawy.

Na czym się skoncentrować, aby podnieść bezpieczeństwo polskich szpitali?
Jeśli uznamy, że zbudowanie świadomości zarządu mamy za sobą (bo często to jest główny problem), to przede wszystkim na zatrudnieniu właściwego specjalisty, oraz wygospodarowaniu środków na podstawowe systemy cyberbezpieczeństwa – wskazuje Kuchta i wyjaśnia: – Tylko posiadanie dedykowanych kompetencji w tym zakresie może zapewnić szpitalowi prawidłową ocenę tego w jakie systemy powinno się zainwestować w pierwszej kolejności oraz ich późniejsze właściwe utrzymanie. Nie sztuką jest kupić kilka nowych FireWalli, licencje na system EDR, czy DLP, jeśli nikt później nie będzie tego ze zrozumieniem nadzorował.

W opinii eksperta, w budowaniu świadomości osób kierujących szpitalem na pewno pomoże implementacja dyrektywy NIS 2, która zakłada nie tylko obowiązkowe coroczne szkolenia kadry decyzyjnej, ale możliwość nakładania kar finansowych bezpośrednio na osoby zarządzające szpitalem.

MZ przyśpiesza transformację ochrony zdrowia
Jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna”, resort zdrowia przeznaczy 4,3 mld zł na cyfryzację. Szpitale otrzymają pieniądze m. in. na cyberbezpieczeństwo. Chodzi tutaj o przedsięwzięcia, których celem jest zabezpieczenie przetwarzania elektronicznej dokumentacji medycznej, potwierdzone audytem bezpieczeństwa.  

 
źródło: Redakcja Medicalpress, autor: red. Katarzyna Redmerska
Prezydium KRDL zwraca się z apelem do władz państwowych, w szczególności do Minister Zdrowia Pani Izabeli Leszczyny, o podjęcie zdecydowanych kroków w kierunku zmiany przepisów prawa celem zapewnienia bezpieczeństwa wszystkim medykom. Ostatnie dramatyczne wydarzenie w Siedlcach, w wyniku którego śmierć poniósł ratownik medyczny, uwidaczniają ogromne zagrożenie, na które narażeni są przedstawiciele zawodów medycznych. Dotyczy to także diagnostów laboratoryjnych. 
29 stycznia 2025 r. Prezydium Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych przyjęła stanowisko w sprawie apelu o pilne podjęcie działań w kierunku objęcia wszystkich pracowników ochrony zdrowia ochroną prawną przewidzianą dla funkcjonariusza publicznego. 
 
Prezydium KRDL zwraca się z apelem do władz państwowych, w szczególności do Minister Zdrowia Pani Izabeli Leszczyny, o podjęcie zdecydowanych kroków w kierunku zmiany przepisów prawa celem zapewnienia bezpieczeństwa wszystkim medykom. 
 
Ostatnie dramatyczne wydarzenie w Siedlcach, w wyniku którego śmierć poniósł ratownik medyczny, uwidaczniają ogromne zagrożenie, na które narażeni są przedstawiciele zawodów medycznych. Dotyczy to także diagnostów laboratoryjnych. 
 
Jednocześnie Prezydium KRDL deklaruje pełne poparcie dla wszelkich inicjatyw mających na celu poprawę bezpieczeństwa w systemie opieki zdrowotnej oraz wyraża otwartość na dialog w zakresie procesu opracowania i wdrożenia odpowiednich rozwiązań legislacyjnych. 
 
Teść stanowiska

źródło: KIDL

Polskie Towarzystwo Onkologiczne (PTO) z niepokojem obserwuje rosnącą popularność metod niekonwencjonalnych w leczeniu nowotworów, które nie mają naukowego potwierdzenia skuteczności i bezpieczeństwa. PTO stanowczo sprzeciwia się działalności tzw. „szarlatanów” czy naturopatów, którzy oferują niesprawdzone terapie przeciwnowotworowe, narażając pacjentów na poważne konsekwencje utraty zdrowia, a nawet życia. – wskazują eksperci w stanowisku z 21 stycznia 2025 r.
W stanowisku czytamy:

Prowadzone od wielu dekad badania naukowe jednoznacznie wskazują, że skuteczność leczenia nowotworów zależy od wczesnej diagnozy, opartej na badaniach obrazowych i histopatologicznych, oraz wdrożenia odpowiedniego leczenia onkologicznego zgodnie z aktualnymi standardami medycznymi. Niestety, osoby stosujące metody niekonwencjonalne często odradzają pacjentom poddanie się procedurom w ramach onkologii konwencjonalnej. Przykładem skrajnej nieodpowiedzialności jest odradzanie pacjentom zrobienia biopsji, która jest podstawą diagnostyki, a jej niewykonanie prowadzi do opóźnienia postawienia prawidłowej diagnozy oraz rozpoczęcia skutecznej terapii.

 
Odwlekanie lub rezygnacja z konwencjonalnego leczenia onkologicznego, takiego jak chirurgia, chemioterapia, radioterapia czy terapie celowane, może prowadzić do progresji choroby oraz zmniejszenia szans na wyleczenie. PTO podkreśla, że istnieje wiele skutecznych metod leczenia nowotworów, które mogą znacząco poprawić rokowania pacjentów, jeśli są wdrożone na odpowiednim etapie choroby.
 
Polskie Towarzystwo Onkologiczne apeluje do pacjentów o zachowanie ostrożności wobec ofert terapii niekonwencjonalnych, które często bazują na obietnicach bez pokrycia i wprowadzają w błąd osoby szukające ratunku. Zachęcamy do korzystania z konsultacji z wykwalifikowanymi specjalistami onkologii oraz do podejmowania decyzji terapeutycznych opartych na rzetelnej wiedzy medycznej.
 
Rosnąca popularność internetowych „uzdrawiaczy” powinna stanowić dla rządzących sygnał, iż potrzebne są rozwiązania w celu ochrony i bezpieczeństwa pacjentów onkologicznych. Natomiast wszelkie przejawy wykorzystywania trudnej sytuacji, w której znalazły się osoby, u których wykryto nowotwór należy uznać za głęboko nieetyczne i powinny być zakazane.
 
Jednocześnie PTO zwraca się do organów państwowych o podjęcie skutecznych działań mających na celu ograniczenie działalności osób i podmiotów oferujących niesprawdzone metody leczenia nowotworów. W trosce o zdrowie pacjentów niezbędne jest wzmożone działanie na rzecz edukacji społeczeństwa oraz promowanie rzetelnej informacji o nowoczesnych metodach leczenia onkologicznego.
 
Polskie Towarzystwo Onkologiczne zawsze stoi na straży dobra pacjentów i zachęca do korzystania z terapii opartych na dowodach naukowych, które zapewniają najwyższą jakość opieki onkologicznej.

źródło: PTO