Medicalpress
Codziennie przewijamy setki publikacji w mediach społecznościowych, ale co robimy, gdy natrafiamy na taką, która sugeruje u kogoś kryzys psychiczny? Jak wynika z badania społecznego realizowanego przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Fundacji Zdrowego Postępu, połowa Polaków zauważa w mediach społecznościowych publikacje sugerujące, że osoba, którą obserwują, przechodzi kryzys psychiczny. Jednak aż 61% osób nie wie jak na niego zareagować. Co gorsza, okazuje się, że jedynie co drugi z nas miałby odwagę to zrobić.  W Polsce nadal konieczna jest edukacja dotycząca reagowania na kryzys psychiczny w sposób wspierający i pomocny – podsumowują twórcy i pomysłodawcy „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych”, przewodnika po skutecznych sposobach wspierania w kryzysie psychicznym oraz budowania wrażliwości w przestrzeni cyfrowej.
Świadomość Polaków na temat sygnałów kryzysu psychicznego w mediach społecznościowych
 
Rola mediów społecznościowych w dzisiejszym społeczeństwie rośnie w zawrotnym tempie. To już nie tylko przestrzeń do utrzymywania relacji, ale również główne miejsce, w którym poznajemy nowych ludzi, dzielimy się chwilami z życia, śledzimy doniesienia medialne i publikujemy różnorodne treści oraz opinie na ich temat. Statystyczny użytkownik spędza w nich 14% swojego aktywnego dnia, czyli zgodnie z najnowszymi badaniami 2 godz. 21 min, a młodzież w wieku 16-24 lat – nawet 20% aktywnego dnia.[1]
 
Social media to także miejsce, gdzie możemy dostrzec symptomy trudności emocjonalnych i kryzysów psychicznych. Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Fundacji Zdrowego Postępu, połowa Polaków dostrzega w mediach społecznościowych publikacje: stories, posty, reelsy, zdjęcia, które sugerować mogą, że ich autor zmaga się z kryzysem psychicznym. Warto jednak zwrócić uwagę, że ponad trzy czwarte społeczeństwa (77%) młodej grupy wiekowej (18 – 24) zauważyło takie objawy, w porównaniu do zaledwie ponad jednej trzeciej społeczeństwa (39%) w starszej grupie wiekowej (45 – 65 lat).
 
Wyniki badania pokazują wyraźne różnice międzypokoleniowe w postrzeganiu kryzysów psychicznych. Dzisiejsza młodzież jest bardziej świadoma zdrowia psychicznego, częściej otwarcie mówi o swoich trudnościach i nie boi się prosić o pomoc. Starsze pokolenia wciąż traktują ten temat jako tabu. To podkreśla wagę interakcji międzypokoleniowych. Niezwykle ważne jest, aby młodsze pokolenie rozmawiało o zdrowiu psychicznym ze swoimi rodzicami czy dziadkami.” – komentuje prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs, psycholog, neuropsycholog i neuropsychoterapeuta, kierownik Katedry i Zakładu Psychologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, członek Rady Naukowej MindHealth, współautorka „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych”.
 
Wyniki badania potwierdzają: Polacy nie wiedzą, jak reagować na kryzys psychiczny.
 
Pomimo, że blisko połowa Polaków deklaruje, że dostrzega kryzys psychiczny w mediach społecznościowych, to aż (61%) nie wie, jak na niego zareagować. Jedynie co trzecia osoba (38%) potrafiłaby zareagować odpowiednio, gdyby spotkała się z takim przypadkiem. Podobnie jak w poprzednim badaniu, wyniki te różnią się jednak w zależności od grupy wiekowej – wśród osób w wieku 18 – 24 aż 67% wie, jak zareagować, podczas gdy w grupie 45 – 65 lat tylko 27%.
 
Co więcej, jak wykazali respondenci, tylko co drugi Polak miałby odwagę zareagować na kryzys psychiczny w mediach społecznościowych. Jest to bardzo niepokojące, zważywszy na fakt, że z mediów społecznościowych korzysta niemal 29 milionów Polaków (75.6% populacji), a liczba ta stale rośnie.[2]
 
Wyniki badania z jednej strony dają nam bardzo optymistyczne prognozy, bo aż połowa społeczeństwa zauważa kryzys psychiczny w social mediach, jednak z drugiej strony nadal aż połowa nie miałaby odwagi na taki kryzys zareagować. Pomimo rosnącej świadomości zdrowia psychicznego, wiele osób nie chce  podejmować inicjatywy obawiając się, że ich pomoc może zostać odebrana w niewłaściwy sposób. Ludzie martwią się, że nie będą w stanie pomóc właściwie, co często wynika z braku odpowiedniej wiedzy na temat tego, jak wspierać osoby w kryzysie. Warto pamiętać, że w badaniach tego typu może występować tzw. efekt społecznych oczekiwań – ankietowani mogą deklarować większą gotowość do reakcji, niż faktycznie byliby skłonni podjąć w realnej sytuacji. To oznacza, że odsetek osób, które rzeczywiście wiedzą, jak reagować na kryzys psychiczny w mediach społecznościowych, może być jeszcze niższy, niż wskazują wyniki badania.” – zauważa prof. dr hab. n. med. Napoleon Waszkiewicz, psychiatra, przewodniczący Rady Naukowej Centrum Zdrowia Psychicznego MindHealth, współautor „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych”.
 
Czy Polacy wiedzą, jakie są objawy kryzysu psychicznego?
 
Niestety, jak wynika z przeprowadzonego badania, wiedza Polaków o objawach psychicznych jest dość powszechna, choć potrafimy jedynie rozpoznać u innych i u siebie tylko te najbardziej wyraźne, które wskazują na zaburzenia psychiczne, takie jak np. depresja. W odpowiedzi na pytanie o objawy kryzysu psychicznego respondenci najczęściej wskazali na objawy typowe dla depresji: myśli samobójcze (55%), okaleczenie się (41%), wybuchy agresji lub frustracji (37%). Znacznie rzadziej wskazane były objawy, które mogą sugerować kryzys psychiczny, takie jak: złe samopoczucie (np. częste bóle głowy, brzucha, napięcie mięśniowe, kołatanie serca, itp.) (12%), problemy z pamięcią i koncentracją (8%), problemy z apetytem (6%). Powyższe dane pokazują także, że nie rozpoznajemy, kiedy kryzys psychiczny objawia się w naszym ciele, co jest szczególnie groźne, bo najczęściej to właśnie ciało daje nam sygnał, że coś jest nie tak.
 
Wyniki badania jednoznacznie wskazują na potrzebę dalszej edukacji społeczeństwa w zakresie rozpoznawania objawów kryzysu psychicznego. Zdecydowanie za mało osób rozpoznaje subtelniejsze objawy, które mogą wskazywać na kryzys. To co widać na poziomie objawów fizycznych czy psychicznych, nie zawsze musi być związane z poważną chorobą psychiczną, ale może stanowić ważny sygnał, który nie powinien być bagatelizowany.  – radzi dr hab. n. med. Sławomir Murawiec, psychiatra, członek Zarządu Głównego i rzecznik prasowy Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, współautor „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych”.
 
 
Kodeks Wrażliwości w mediach społecznościowych – wyjątkowy przewodnik
 
„Kodeks Wrażliwości w mediach społecznościowych” to unikalny i bardzo potrzebny w dzisiejszym świecie projekt, jaki powstał z inicjatywy Fundacji Zdrowego Postępu, który ma na celu nauczenie, jak być wrażliwym i odpowiedzialnym w cyfrowym świecie. Podstawą opracowania tego  Kodeksu była współpraca ekspertów z różnych dziedzin zdrowia psychicznego, psychologów, psychoterapeutów i psychiatrów, którzy przeanalizowali objawy kryzysu psychicznego możliwe do zidentyfikowania w przestrzeni wirtualnej oraz stworzyli wskazówki, w jaki sposób prawidłowo na niego reagować.
 
Naszym celem było stworzenie kompleksowego narzędzia, które pomoże użytkownikom mediów społecznościowych stać się bardziej wrażliwymi na potrzeby innych i zrozumieć, jak reagować na sygnały kryzysów psychicznych w sposób wspierający i empatyczny. Wyniki naszego badania społecznego wskazują na to, że “Kodeks Wrażliwości w mediach społecznościowych” to niezwykle potrzebne narzędzie i naszym celem jest, aby trafił jak najszerzej do społeczeństwa i odpowiedział na wszystkie pytania dotyczące tego, jak pomóc i nie bagatelizować problemów ze zdrowiem psychicznym” – dodaje Joanna Bogdanowicz-Antos, prezes Fundacji Zdrowego Postępu, pomysłodawca „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych”.
 
Partnerzy i patroni Kodeksu
 
Partnerem „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych” jest Centrum Zdrowia Psychicznego Mindhealth. Udział w projekcie wzięli eksperci: prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs, prof. dr hab. n. med. Napoleon Waszkiewicz, dr hab. n. med. Sławomir Murawiec, mgr Sylwia Rozbicka, mgr Agata Lamparska, mgr Anna Grzywacz-Czarnecka, mgr Krzysztof Adamkiewicz, mgr Grzegorz Dąbrowski, mgr Bartłomiej Łepek, mgr Maja Kamińska, mgr Damian Paradowski oraz Maja i Damian – założyciele profilu Uważne Głowy. Patronat nad projektem objęli: Polskie Towarzystwo Psychiatryczne, Polskie Towarzystwo Psychologiczne, Instytut Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej, Fundacja Dbam o swój zasięg.
 
Pełna wersja „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych” znajduje się pod linkiem: 
https://fundacjazdrowegopostepu.com/kodeks-wra-liwo-ci
 
Badanie zostało zrealizowane w dniach 27 lutego – 03 marca 2025, na zlecenie Fundacji Zdrowego Postępu w ramach projektu “Kodeks Wrażliwości w mediach społecznościowych” przez ARC Rynek i Opinia, metodą CAWI, na reprezentatywnej pod względem płci, wieku, wykształcenia, wielkości zamieszkiwanej miejscowości oraz regionu GUS próbie Polaków w wieku powyżej 18 lat, N=1021.
 
O Fundacji Zdrowego Postępu

Fundacja Zdrowego Postępu powstała w odpowiedzi na narastający kryzys w systemach zdrowotnych, wynikający ze skali występowania chorób cywilizacyjnych, do których zalicza się m.in. zaburzenia psychiczne, choroby sercowo-naczyniowe, niektóre nowotwory, chorobę otyłościową, cukrzycę, choroby układu pokarmowego czy oddechowego. Zespół Fundacji postawił sobie za cel prowadzenie działań edukacyjnych, które będą kształtować postawy społeczeństwa sprzyjające profilaktyce chorób cywilizacyjnych, a także zachęcać do regularnych badań diagnostycznych i rozpoczynania holistycznych terapii we właściwym czasie. Dowiedz się więcej: www.fundacjazdrowegopostepu.com
 
[1] https://datareportal.com/reports/digital-2025-poland
[2] https://datareportal.com/reports/digital-2025-poland
źródło: Fundacja Zdrowego Postepu
Polacy obecnie najbardziej boją się chorób, przede wszystkim swoich bliskich. W drugiej kolejności drżą przed pogorszeniem stanu własnego zdrowia. Do tego widać, że prawie co trzeci badany obawia się utraty wartości pieniądza, w tym inflacji, co jeszcze nie tak dawno temu było na pierwszym miejscu. Tak wynika z raportu, którego celem było ustalenie źródeł największych lęków i obaw Polaków. Wynika z niego też, że obecnie najmniej rodacy boją się wahań cen nieruchomości, zachowań mobbingowych, uzależnienia od używek bądź ich działań, wypadku komunikacyjnego oraz utrudnionego dostępu do leków.
Ponad tysiąc Polaków zostało poproszonych o podanie swoich największych lęków z listy 53 różnych sytuacji mogących powodować niepokój. Respondenci mogli wybrać maksymalnie 5 kwestii. Najwięcej wskazań dotyczyło choroby najbliższych – 37,5%. Na drugiej pozycji w zestawieniu pojawił się lęk przed utratą własnego zdrowia – 33,6%. Trzecie miejsce zajął strach związany z inflacją i utratą wartości pieniądza – 29,8%. Tak wynika z niedawno opublikowanego raportu pt. „Bieżące lęki i obawy Polaków”. Dr Rafał Cekiera, prof. UŚ, zastępca Dyrektora Instytutu Socjologii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, zauważa, że trzy pierwsze lęki dotyczą najważniejszych dla Polaków wartości, tj. rodziny, zdrowia i bezpieczeństwa bytowego.

– Z różnych wcześniejszych badań wynika, że rodzina i zdrowie są dla Polaków nadrzędnymi dobrami. Z kolei wskazanie na inflację może być przejawem niepewności, w której funkcjonujemy. Mieliśmy w ostatnich latach dwa nieprzewidywalne zdarzenia – najpierw pandemię, a później wojnę w Ukrainie. Doprowadziły one do wzrostu cen. Ostatnio nałożyła się na to jeszcze niepewność związana z nowym prezydentem USA i pytaniami o przyszłość światowego porządku. W konsekwencji zaczynamy się obawiać, czy to nie spowoduje zawirowań związanych z wartością pieniądza, a ostatecznie nie wpłynie na jakość naszego życia – zauważa socjolog z Uniwersytetu Śląskiego.

Pytany o wysokie miejsce inflacji na liście odczuwanych przez Polaków obaw, Michał Murgrabia, współautor ww. raportu z platformy ePsycholodzy.pl, wyjaśnia, że z psychologicznego punktu widzenia lęk związany z utratą wartości pieniądza wywodzi się z poczucia utraty kontroli nad własnym życiem.

– Pieniądze są jednym z kluczowych elementów zapewniających bezpieczeństwo, a spadek ich wartości może budzić frustrację, niepokój i poczucie zagrożenia. Inflacja szczególnie mocno uderza w osoby, które nie mają oszczędności lub których wynagrodzenia nie rosną w tempie pozwalającym na utrzymanie dotychczasowego standardu życia. To właśnie ta grupa społeczna jest najbardziej narażona na chroniczny stres związany z przyszłością finansową – dodaje Michał Murgrabia.

W pierwszej piątce powodów obaw i leków widać również napływ imigrantów – 24,6%, a także atak terrorystyczny (18,7%). Zdaniem dra Michała Pieniasa z Uczelni Łazarskiego, lęki społeczne przed osobami z innych regionów świata w dużej mierze wynikają z populizmu stosowanego przez polityków. Obawy przed migrantami są bezpodstawne, bo obcokrajowcy rzadko kierują się do Polski, ale wybierają kraje o bardziej rozwiniętej gospodarce. Mimo to może dochodzić do pewnych konfliktów na tle ekonomicznym, a część Polaków obawia się o miejsca pracy.

– Niektórzy Polacy boją się, że przybysze zza wschodniej granicy mogą wykonywać tę samą pracę za niższe stawki. To jest jednak pewna mrzonka, bo kwestie wynagrodzeń reguluje Kodeks pracy. Co tyczy się strachu przed atakami terrorystycznymi, to w Polsce nie mamy hermetycznej społeczności imigranckiej zamkniętej w gettach, co zdarza się na zachodzie Europy. W Polsce jest też inny typ imigranta zarobkowego – uzupełnia dr Pienias.

Raport wykazał również, że najmniej wskazań otrzymała obawa związana z wahaniami cen nieruchomości – 0,3%. Zdaniem dra Rafała Cekiery, prof. UŚ, wynika to z tego, że jakkolwiek temat cen mieszkań i domów jest ważny i związany z podstawowymi potrzebami bytowymi, to jednak dotyczy określonej grupy respondentów.

– Myślę, że cenami mieszkań interesują się przede wszystkim osoby, które zakładają, że być może w nieodległej przyszłości zbudują dom lub kupią mieszkanie. Ci, którzy takich planów nie mają lub z powodów finansowych mieć nie mogą, niekoniecznie żyją tym tematem. W tym doszukuję się przyczyny tak niewielu wskazań – wnioskuje profesor Uniwersytetu Śląskiego.

Niski odsetek wskazań lęków związanych z wahaniem cen nieruchomości zaskakuje Michała Pajdaka, drugiego ze współautorów raportu z platformy ePsycholodzy.pl. Przypomina on, że w 2023 r. podpisano 510,9 tys. aktów notarialnych dotyczących sprzedaży nieruchomości. To wprawdzie o 3,8% mniej niż rok wcześniej, ale jest to jednak duża grupa kupujących. Raport też pokazuje, że niewielu Polaków boi się zachowań mobbingowych – 0,4%, a także uzależnienia się od alkoholu lub innych używek bądź działań, np. hazardu, seksu czy zakupów – również 0,4%. Ponadto rzadko występuje lęk przed wypadkiem komunikacyjnym oraz utrudnionym dostępem do leków – po 0,8%.

– Te lęki nie są traktowane przez ogół społeczeństwa jako największe zagrożenia. Wynika to zarówno z różnic w doświadczeniach życiowych, jak i z mechanizmów psychologicznych, które sprawiają, że ludzie koncentrują się na niebezpieczeństwach postrzeganych jako natychmiastowe i realne w ich codziennym życiu – dodaje Michał Murgrabia.

Z kolei Michał Pajdak twierdzi, że Polacy mogą uważać, że uzależnienia to problem, który dotyczy tylko części społeczeństwa, zaś mobbing nie zdarza się na masową skalę. Nękaniu w pracy czy wypadkom komunikacyjnym poświęca się też mniej uwagi medialnej, więc mogą być traktowane jako mało prawdopodobne zagrożenia w porównaniu do problemów finansowych, które dotykają niemal wszystkich.

– To, czego się boimy, często zależy od tego, co przeżyliśmy. Ktoś, kto doświadczył mobbingu, będzie traktował go jako realne zagrożenie, podczas gdy dla innych może być to abstrakcja. Media i otoczenie kreują też określone lęki. Wysoka inflacja jest niepokojąca, ale staje się jeszcze bardziej realna, gdy codziennie słyszymy o niej w mediach. Niektóre lęki są wypierane, bo są zbyt trudne do przepracowania. Może dlatego tak niski wynik miały uzależnienia. Ludzie wolą ich nie dostrzegać jako zagrożenia dla siebie – podsumowuje Michał Pajdak.

źródło: Monday News

Jak pokazuje najnowszy raport, podczas przeziębienia lub grypy 40,1% społeczeństwa mierzy temperaturę ciała dopiero po wystąpieniu objawów gorączkowych. 27,9% Polaków robi to raz na dobę, a 21,3% – kilkakrotnie w ciągu 24 godzin. Ponadto wychodzi, że zdecydowana większość rodaków nie notuje uzyskanych pomiarów – łącznie 77,5%. W sumie tylko 7,4% badanych osób stosuje taką praktykę. Do tego 2,6% respondentów zapisuje wyniki, ale robi to dość sporadycznie. Autorzy raportu alarmują, że wyniki jasno pokazują, ile błędów – w tym także tych najpoważniejszych w skutkach dla zdrowia – popełniają Polacy. Jednocześnie podkreślają, że kluczowa jest edukacja społeczeństwa, by jak najwięcej osób zwracało uwagę na istotne detale w czasie choroby, zwłaszcza w okresie drastycznego wzrostu zachorowań na grypę.
Podczas przeziębienia lub grypy 40,1% chorych mierzy temperaturę ciała dopiero po pojawieniu się objawów gorączkowych. Z kolei 27,9% rodaków robi to raz na dobę, a 21,3% – kilkakrotnie w ciągu doby. 4,3% osób nie zwraca na to w ogóle uwagi, a 6,4% nie pamięta, jak często sprawdza gorączkę. Tak wykazał raport UCE RESEARCH i Warmie pt. „Jak Polacy mierzą temperaturę ciała podczas choroby?”, oparty na specjalnym badaniu opinii publicznej.

– Fakt, że ponad 40% społeczeństwa sprawdza gorączkę dopiero po wystąpieniu jej objawów, świadczy o braku świadomości dotyczącej znaczenia regularnego monitorowania temperatury podczas choroby. To niestety dowodzi, że Polacy wciąż nie są w tym zakresie wyedukowani. Tymczasem wczesne wychwycenie pierwszych sygnałów zaostrzenia choroby umożliwia wdrożenie odpowiedniego leczenia, jeszcze zanim infekcja się rozwinie, co pozwala na jej łagodniejszy przebieg – komentuje Katarzyna Linette, współautorka raportu z Warmie.

Jak komentuje dr n. med. Krzysztof Karaś, konsultant merytoryczny badania ze Szpitala Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie, w obliczu powszechnego dostępu do leków obniżających gorączkę, pacjenci mogą uznawać monitorowanie temperatury ciała za zbędne. – Jednak nie jest to bezpieczna praktyka. Warto promować świadomość znaczenia regularnego pomiaru temperatury, zwłaszcza na początku choroby, aby umożliwić szybszą reakcję na zmiany w stanie zdrowia i uniknąć potencjalnych, groźnych powikłań – alarmuje ekspert.

Autorzy raportu przekonują, że zwłaszcza w okresie drastycznego wzrostu zachorowań na grypę wiedza na ww. temat powinna być szerzona w społeczeństwie dla bezpieczeństwa zarówno osób już chorujących, jak i szczególnie na to narażonych. Raport również pokazuje, że zdecydowana większość Polaków nie notuje wyników temperatury podczas choroby. Łącznie dotyczy to 77,5% rodaków. Wśród nich 27,4% raczej tego nie robi, a 50,1% zdecydowanie nie ma tego w zwyczaju. Zaledwie 7,4% ankietowanych prowadzi takie notatki, przy czym 2,6% raczej je wykonuje, a tylko 4,8% – zdecydowanie. Do tego 2,6% sporadycznie stosuje ww. praktykę.10,4% nie widzi takiej potrzeby, a 2,1% nie pamięta, czy kiedykolwiek to robiło.

– Wielu lekarzy informuje pacjentów o potrzebie monitorowania temperatury ciała, zwłaszcza w przypadku chorób, które mogą prowadzić do poważnych komplikacji. Regularne zapisywanie wyników może pomóc w szybszym wykryciu infekcji bakteryjnych czy nasilenia się stanu zapalnego. W tym kontekście wyniki ww. badania mogą świadczyć o nieprzestrzeganiu zaleceń medycznych i o braku zaangażowania w zarządzanie własnym zdrowiem. Może to również sugerować, że system opieki zdrowotnej niedostatecznie promuje samodzielną troskę o siebie – mówi dr n. med. Krzysztof Karaś.

Do tego Katarzyna Linette dodaje, że regularnie prowadzone zapisy mogą być cenne dla lekarza już na pierwszej wizycie, czyli zanim je zleci. Na ich podstawie lekarz może lepiej ocenić charakter choroby, ewentualnie stwierdzić, czy konieczne są dodatkowe badania.

– Należy wspomnieć również o chorobach przewlekłych, przy których szczegółowy zapis temperatury dostarcza lekarzowi cennych danych o codziennym stanie zdrowia pacjenta. To pomaga dostosować leczenie. Przy zapisywaniu wyników temperatury warto robić dodatkowe notatki, np. uwzględniając moment przyjęcia leków czy pojawienie się nowych objawów. To pozwoli na jeszcze dokładniejsze monitorowanie przebiegu choroby i ułatwi diagnozę lekarzowi – stwierdza ekspertka z Warmie.

Natomiast dr n. med. Krzysztof Karaś zauważa, że większość osób polega na subiektywnych odczuciach, takich jak gorączka, dreszcze czy ogólne osłabienie, a te objawy wydają się wystarczającą podstawą do oceny stanu zdrowia. – Wielu pacjentów przyjmuje postawę, że jeżeli nie występuje wysoka gorączka, to monitorowanie temperatury nie jest konieczne. Tego rodzaju podejście może wynikać z przeświadczenia, że lekarze i system ochrony zdrowia są w stanie poradzić sobie z chorobą, a samodzielne prowadzenie takich zapisów jest zbędne – zaznacza konsultant merytoryczny badania.

Autorzy raportu podkreślają, że istnieje duża potrzeba edukowania społeczeństwa o tym, jak ważne jest regularne monitorowanie stanu zdrowia, szczególnie podczas choroby. – Promowanie prostych narzędzi służących do tego może przyczynić się do zwiększenia świadomości obywateli. Takie inicjatywy mogą też pomóc w przekonaniu ludzi, że prowadzenie zapisów, w formie papierowej lub elektronicznej, może poprawić ich bezpieczeństwo. Edukacja społeczeństwa, w ramach publicznych kampanii zdrowotnych i przez system ochrony zdrowia, jest niezbędna, by przekonać ludzi o znaczeniu tej prostej, ale skutecznej praktyki obserwowania zmian temperatury ciała – podsumowuje dr n. med. Krzysztof Karaś.
 
***
Raport pt. „Jak Polacy mierzą temperaturę ciała podczas choroby?” powstał na bazie specjalnie wykonanego badania opinii publicznej przez platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH i Warmie. Do badania zostały zakwalifikowane tylko i wyłącznie te osoby, które na wstępie zaznaczyły, że przez 6-12 ostatnich miesięcy były co najmniej jeden raz chore i mierzyły temperaturę ciała. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa dorosłych Polaków – 1077 osób powyżej 18. roku życia. Odpowiedzi uzyskano za pomocą metody CAWI (Computer Assisted Web Interview).

źródło: UCEResearch

Społeczeństwo jest podzielone w kwestii wyboru rodzaju termometru do mierzenia temperatury ciała w czasie choroby. Tak wynika z raportu pt. „Jak Polacy mierzą temperaturę ciała podczas choroby?”, opartego na specjalnym badaniu opinii publicznej, przeprowadzonym przez UCE RESEARCH i Warmie. 29,1% rodaków w tym okresie sięga po tradycyjny (cieczowy) miernik. Z kolei łącznie 52,7% osób korzysta z elektronicznego urządzenia, w tym 24,6% – z dotykowego, a 28,1% – z bezdotykowego. Do tego 10,7% badanych różnie mierzy temperaturę. 3,9% ankietowanych nie zwraca na to w ogóle uwagi. 2,5% respondentów nie pamięta tego, a 1,1% stosuje inny sposób, niż wskazali autorzy badania.
Polacy są dość mocno podzieleni w kwestii sposobu pomiaru temperatury ciała w czasie choroby. Łącznie 52,7% osób korzysta z elektronicznego urządzenia. Natomiast wśród nich 24,6% używa dotykowego urządzenia, a 28,1% – bezdotykowego. Z kolei 29,1% rodaków stawia na cieczowy termometr. Do tego 10,7% społeczeństwa różnie mierzy temperaturę. Użytkownicy elektronicznego miernika stosują go głównie ze względu na szybkość pomiaru – 37,7%, a także komfort – 21,5%. Ponadto na tradycyjnym termometrze ciężko jest im odczytać dokładny wynik – 28,4%. Z kolei zwolennicy cieczowego termometru sięgają po niego przeważnie z uwagi na precyzyjne wskazanie – 33,7%, zaufanie – 31,2%, poczucie niezawodności, jak również cenę – 20,3%.

– Wybór termometru zależy od wielu czynników, takich jak tradycja, potrzeba wygody oraz obawa o zdrowie i higienę. Fakt, że Polacy są podzieleni w ww. kwestii, może świadczyć o istniejącym okresie przejściowym, w którym tradycyjne metody ustępują nowoczesnym. Jednocześnie starsze osoby nadal polegają na sprawdzonych urządzeniach. Rośnie jednak popularność elektronicznych termometrów, szczególnie bezdotykowych, które oferują wygodę, szybkość i wyższy poziom higieny – komentuje dr n. med. Krzysztof Karaś, konsultant merytoryczny badania ze Szpitala Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie.

Natomiast Katarzyna Linette, współautorka raportu z Warmie, podkreśla, że termometry bezdotykowe ułatwiają pomiar w niektórych sytuacjach, jak np. podczas snu osoby chorej. Jednak należy pamiętać o tym, że te urządzenia nie dają dokładnych pomiarów.

– Termometr bezdotykowy wskazuje pomiar na podstawie jedynie kilkudziesięciu sekund. To dość mocno ogranicza możliwość osiągnięcia termicznej równowagi między urządzeniem a człowiekiem. Do tego nie da się porównać pomiarów na przestrzeni czasu. Nie jesteśmy przecież w stanie przyłożyć termometru idealnie w tym samym miejscu i odległości. Abstrahując od tego, bezdotykowe mierzenie gorączki jest po prostu niewiarygodne, bo pokazuje jedynie temperaturę powierzchni ciała, a nie jego temperaturę właściwą. Słowo „powierzchni” wprowadza tutaj znaczącą różnicę, o czym często zapominamy. Natomiast z pewnością jest to świetne narzędzie podczas badań przesiewowych, np. w trakcie pandemii – uważa ekspertka.

Ciekawym wynikiem badania – jak stwierdza dr n. med. Krzysztof Karaś – jest to, iż 10,7% respondentów używa zarówno tradycyjnych, jak i elektronicznych termometrów. – To może właściwie świadczyć o niepewności co do dokładności lub komfortu obu metod. Może to również wskazywać na preferencje wynikające z konkretnej sytuacji. Użytkownicy mogą sięgać po tradycyjny termometr np. do pomiarów w domowym zaciszu, a po elektroniczny – w trakcie opieki nad kilkoma chorymi dziećmi poza domem – mówi ekspert ze Szpitala Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie.

Patrząc tylko na użytkowników tradycyjnego termometru, widać, że 33,7% wybiera go ze względu na podawanie precyzyjnego wyniku. 31,2% ma do tego typu urządzenia największe zaufanie, bo posiada go od wielu lat. 20,3% preferuje ten miernik z powodu ceny, zwracając uwagę na to, że jest dużo tańszy niż elektroniczny. 2,3% stosuje to rozwiązanie z innej przyczyny, niż podali autorzy badania. Z kolei 1,1% chorych korzystających z tradycyjnego termometru nie potrafi podać dokładnego powodu.

– Widać silne przywiązanie Polaków do tradycyjnego rozwiązania, głównie z powodu zaufania, poczucia niezawodności klasycznych urządzeń oraz ceny. Termometr cieczowy jest obecny w życiu wielu osób od dzieciństwa, co powoduje, że czują się one komfortowo, używając go. Do tego oferuje odpowiednią dokładność za niższą cenę, co sprawia, że wielu ludzi uznaje ten miernik za wystarczający. Z badania wynika również, że proces adaptacji do nowych rozwiązań może być długotrwały, z przyczyn czysto psychologicznych i społecznych – przewiduje dr n. med. Krzysztof Karaś.

Z kolei użytkownicy elektronicznego termometru stosują go głównie ze względu na szybkość pomiaru – 37,7%. Na drugim miejscu jest stwierdzenie, że na tradycyjnym mierniku ciężko jest odczytać precyzyjnie wynik – 28,4%. Trzecie miejsce zajęło wyjaśnienie, że nowoczesne urządzenie jest komfortowe i łatwe w użyciu – 21,5%. Na precyzyjny wynik wskazuje 9,2% ankietowanych z tej grupy, a na pamięć pomiarów – 1,1%. Natomiast 1% osób uważa, że tradycyjny termometr jest przeżytkiem.

– Dominacja odpowiedzi związanych z szybkością i łatwością użycia wskazuje, że Polacy preferują rozwiązania, które oszczędzają czas i wysiłek. To może być odpowiedzią na rosnące tempo życia i potrzebę większej wygody. Dotyczy to zwłaszcza młodych, aktywnych zawodowo rodziców. Wybór elektronicznych termometrów odzwierciedla zmieniające się podejście do technologii. Użytkownicy poszukują urządzeń prostych, wygodnych i efektywnych – tłumaczy dr n. med. Krzysztof Karaś.

Do tego Katarzyna Linette dodaje, że Polacy cenią termometry elektroniczne przede wszystkim za wygodę i efektywność. Świadczy to o rosnącym zapotrzebowaniu na urządzenia, które odpowiadają na potrzeby komfortu, sprawności i łatwości obsługi. – Choć precyzyjność nadal pozostaje istotnym czynnikiem, to w kontekście codziennego użytku dla większości Polaków liczy się przede wszystkim funkcjonalność i oszczędność czasu. Oznacza to, że w przyszłości będziemy świadkami dalszego wzrostu popularności urządzeń, które oferują szybkie i wygodne rozwiązania w pomiarach medycznych – podsumowuje konsultant merytoryczny badania.

Tradycyjne termometry nadal są powszechnie używane i cenione za swoją niezawodność. Nowoczesne, elektroniczne urządzenia zachowują precyzję pomiaru, a przy tym oferują  wygodę obsługi i różne funkcje dodatkowe. Oba typy urządzeń znajdują swoje zastosowanie w codziennym monitorowaniu zdrowia, a ich popularność może zmieniać się w zależności od preferencji użytkowników.
 
***
Opis metody badawczej
Raport pt. „Jak Polacy mierzą temperaturę ciała podczas choroby?” powstał na bazie specjalnie wykonanego sondażu opinii publicznej przez UCE RESEARCH i Warmie. Do badania zostały zakwalifikowane tylko i wyłącznie te osoby, które na wstępie zaznaczyły, że przez 6-12 ostatnich miesięcy były co najmniej jeden raz chore i mierzyły temperaturę ciała. W sondażu wzięła udział reprezentatywna grupa dorosłych Polaków – 1077 osób powyżej 18. roku życia. Odpowiedzi uzyskano za pomocą metody CAWI (Computer Assisted Web Interview).

źródło: UCE Research

Zdrowie, finanse, technologie i potrzeby społeczne seniorów w Polsce. To kluczowe obszary zainteresowania Fundacji SeniorApp w ramach prac nad IV edycją raportu „Ocena potrzeb w zakresie wsparcia dla Seniorów w Polsce”. Badanie na ogólnopolskiej próbie seniorów dobiegło końca, a zebrane dane i wnioski posłużą do przygotowania kompleksowego raportu, który zostanie opublikowany w październiku 2024 r.
Fundacja SeniorApp już od 4 lat realizuje badanie i wydaje raport pt. „Ocena potrzeb w zakresie wsparcia dla Seniorów w Polsce”. Dokument ma na celu określenie najważniejszych wyzwań i oczekiwań seniorów wobec państwa i społeczeństwa. W tegorocznej edycji badania przedstawiciele Fundacji skupili się zwłaszcza na 4 obszarach: potrzebach społecznych, funkcjonowaniu w świecie cyfrowym, zdrowiu oraz sytuacji finansowej polskich seniorów.

Z wyników otrzymanych ankiet możemy dowiedzieć się, że prawdziwymi problemami polskich seniorów są bieda, choroby i samotność. Czynniki te są zresztą ze sobą powiązane. Osoby, które oceniają swoją sytuację materialną jako złą lub bardzo złą, częściej czują się także samotne. Co ciekawe, dostrzegamy również korelację pomiędzy stanem zdrowia a samotnością. Im gorsza ocena stanu zdrowia, tym większe poczucie samotności – powiedział Przemysław Mroczek, Prezes Zarządu SeniorApp, komentując wyniki ankiety.

Senior ze smartfonem bankuje i robi zakupy w sieci
Wśród 39 pytań, na które odpowiadali ankietowani seniorzy, znalazły się m.in. pytania o obawy związane ze starością, aktywność seniorów w Internecie, czy też kwestie związane ze zdrowiem i profilaktyką. Z udzielonych odpowiedzi można dowiedzieć się m.in., że seniorzy w Polsce chętnie korzystają z sieci – aż 47% z nich przyznaje, że spędza dużo czasu online. Z kolei, jeżeli chodzi o urządzenia do przeglądania sieci, to dla niektórych może okazać się zaskakujące, że największą popularnością wśród seniorów cieszą się smartfony. Wraz z wiekiem udział smartfonów jako dominującego narzędzia do korzystania z Internetu maleje, na rzecz tabletów lub komputerów, ale nawet wśród osób w wieku powyżej 80 lat wciąż są one najczęściej wykorzystywane do tego celu.
Ankietowani przyznali, że najczęściej w Internecie szukają informacji (86% osób) i korzystają z bankowości elektronicznej (71%). Ciekawostką jest, że ponad połowa (55%) seniorów dokonuje zakupów online.

Zdrowie jednym z priorytetów
Wśród aplikacji, z których najczęściej korzystają seniorzy biorący udział w badaniu, pierwsze miejsce zajęło Internetowe Konto Pacjenta. Jest to odzwierciedleniem faktu, że dla polskich seniorów istotne znaczenie ma dbanie o stan zdrowia. W tym kontekście seniorzy byli pytani m.in. o profilaktykę i chęć korzystania ze szczepień ochronnych. Aż 89% seniorów uważa, że szczepienia dla seniorów powinny być nieodpłatne, np. w ramach listy bezpłatnych leków dla seniorów. Zapytani o to, co skłoniłoby ich do korzystania ze szczepień, najczęściej odpowiadają, że chęć zadbania o własne zdrowie. W tym obszarze występują jednak pewne różnice pomiędzy płciami. O ile dla kobiet to właśnie zdrowie ma priorytetowe znaczenie, o tyle panowie minimalnie częściej wskazywali, że do skorzystania ze szczepień ochronnych zachęciłby ich dostęp do bezpłatnych szczepień.
Szczepienia ochronne są jednym z narzędzi, które ma pomóc seniorom zachować samodzielność i uchronić przed powikłaniami wielu chorób, jak np. grypa, COVID-19 czy półpasiec. Jak bowiem wynika z ankiet, tym czego najbardziej obawiają się seniorzy na starość to choroby oraz niedołężność (47% ankietowanych) i obawa przed byciem ciężarem dla bliskich (38%). Te obawy są akcentowane nawet bardziej niż samotność (9%) czy złe warunki życia/bieda (6%).

Prezentacja raportu już w październiku
Odpowiedzią na potrzeby czy obawy zgłaszane przez seniorów stanowią m.in. nowoczesne technologie, jak np. aplikacja SeniorApp, która pomaga w zamówieniu różnorodnych usług – od sprzątania domu, przez prace ogrodnicze aż po wsparcie w zakresie opieki nad seniorem. – Coroczne badania, które prowadzimy wśród seniorów są niezwykle cennym źródłem wiedzy pod względem możliwości precyzyjnego określenia ich potrzeb. Widzimy, że polscy seniorzy coraz bardziej otwierają się na nowoczesne technologie. Należy zatem oczekiwać dalszego rozwoju rynku nie tylko usług, ale także np. aplikacji dla seniorów. Z SeniorApp w całej Polsce korzysta już ponad 50 tysięcy użytkowników – powiedział Przemysław Mroczek.

Więcej informacji na temat wyników tegorocznej edycji badania ankietowego przeprowadzonego wśród polskich kobiet i mężczyzn w wieku 55+, dostępnych będzie w raporcie, pt. „Ocena potrzeb w zakresie wsparcia dla Seniorów w Polsce”. Tegoroczna edycja będzie już IV, a szczegóły poznamy na konferencji prasowej organizowanej przez Fundację SeniorApp pod koniec października 2024 r. w Warszawie.

żródło: Fundacja SeniorApp

Osoby 60-letnie i starsze stanowią już ¼ polskiego społeczeństwa, jak również duży odsetek pacjentów w szpitalach. Jednak hospitalizacja u osób z tej grupy wiekowej wiąże się ze szczególnym obciążeniem psychicznym i stresem, a u ponad 60 proc. starszych pacjentów m.in. z poczuciem bezradności, lękiem i osamotnieniem. Wolontariusze Fundacji Dr Clown wspierają rocznie niemal 41 tys. osób w całej Polsce, w tym seniorów, dodając im otuchy, motywując do aktywności i udziału w rehabilitacji.
Polskie społeczeństwo się starzeje – według danych Głównego Urzędu Statystycznego osoby 60-letnie i starsze stanowią już ponad 25 proc. ogółu ludności. Do 2060 r. będzie to niemal 40 proc. Wynika to ze starzenia się pokoleń kolejnych wyżów demograficznych, ale również ogólnej poprawy zdrowia społeczeństw i stale rosnących możliwości medycyny.
 
U ponad 60 proc. starszych pacjentów pobyt w szpitalu wywołuje negatywne emocje
Pobyt w szpitalu jest stresujący niezależnie od wieku, jednak dla osób starszych jest to sytuacja szczególnie trudna, wyrywająca ich z codziennej rutyny i zwiększająca obciążenie psychiczne, mogąca prowadzić do depresji i, paradoksalnie, pogorszenia stanu zdrowia. Według dostępnych badań pobyt w szpitalu u ponad 60 proc. starszych pacjentów może wywoływać negatywne emocje, takie jak poczucie bezradności, lęk, znudzenie, osamotnienie, złość i żal. Jedynie 14 proc. badanych seniorów otrzymało w szpitalu wsparcie w postaci rozmowy i wysłuchania, a 9 proc. pomoc w opanowaniu lęku i stresu.
 
Kontakt z drugim człowiekiem i możliwość rozmowy z bliskimi bardzo pomagają seniorom w radzeniu sobie ze szpitalną rzeczywistością, jednak nie zawsze istnieje taka możliwość. Nasi profesjonalnie wyszkoleni wolontariusze docierają do blisko 41 tys. osób rocznie w całej Polsce, w tym do seniorów w szpitalach i placówkach specjalistycznych. Wizyty u osób starszych mają na celu nie tylko wsparcie w powrocie do zdrowia. Nasza obecność i bliskość pomagają zapomnieć o bólu, samotności i strachu. Wspieramy rozmową i dodajemy otuchy. Motywujemy do aktywności, dzięki nam seniorzy chętniej biorą udział w zabiegach rehabilitacyjnych – mówi Agata Bednarek, Prezeska Fundacji Dr Clown, wyznaczającej standardy terapii śmiechem od 25 latŚmiech jest dobrym sposobem na obniżenie poziomu stresu i odreagowanie frustracji związanej z trudną sytuacją. Jak wykazały badania, codzienne wywoływanie śmiechu u seniorów przez cztery tygodnie poskutkowało u nich obniżeniem ciśnienia krwi średnio o 10 proc. oraz, idącym za tym, zmniejszeniem ryzyka chorób serca o 25 proc.
 
Problemem związanym z pobytem w szpitalu dla osób starszych jest również konieczność bycia całkowicie zależnym od innych i brak informacji – tylko 19 proc. badanych otrzymało od pielęgniarek wyjaśnienie wykonywanych wokół nich czynności, a 16 proc. wytłumaczenie, na czym polega ich planowane badanie diagnostyczne.
 
Ponad połowa polskich seniorów ma problemy z wykonywaniem codziennych czynności
Samotność w szpitalu jest efektem samotności w życiu, która dzisiaj jest wpisana w starość. Członkowie rodziny i przyjaciele umierają, dzieci często migrują do innych miast i za granicę – mówi prof. dr hab. med. Antoni Krzeski, emerytowany kierownik Kliniki Otorynolaryngologii Wydziału Lekarsko-Stomatologicznego Warszawskiego Uniwersytetu MedycznegoDochodzi do tego problem izolacji. Przed transformacją ustrojową istniały miejsca takie jak lokalne kluby książki i prasy, do których starsze osoby mogły pójść, spędzić czas, spotkać się z innymi ludźmi. Teraz zniknęły – nie miały uzasadnienia ekonomicznego, ale były potrzebne. Podziwiam działania Fundacji Dr Clown, które niosą osobom starszym pocieszenie w ich samotności. Jednak ten problem będzie narastał i potrzebujemy też rozwiązań systemowych.
 
Seniorzy stanowią istotny odsetek pacjentów polskich szpitali – jak podaje GUS na podstawie danych NFZ, koszty refundacji leczenia szpitalnego dla osób w wieku powyżej 60 lat stanowią ponad 55 proc. ogólnej kwoty refundacji tych świadczeń. Na tle innych krajów Unii Europejskiej polscy seniorzy niezbyt dobrze oceniają własne zdrowieniecałe 20 proc. określa je jako dobre lub bardzo dobre, podczas gdy w całej UE odsetek ten wynosi prawie 42 proc. Ponad połowa polskich seniorów przyznaje również, że ich zdolność do wykonywania codziennych czynności jest ograniczona (w UE trochę mniej – niecałe 49 proc.)

Fundacja Dr Clown to największy zespół wolontariuszy pracujących stale przez cały rok i najstarsza fundacja, która dzięki wsparciu darczyńców od 25 lat buduje długotrwałe relacje z chorymi dziećmi, seniorami i osobami z niepełnosprawnością w szpitalach oraz specjalistycznych placówkach, aby wywoływać uśmiech na ich twarzach. Profesjonalni wolontariusze nieustająco pomagają leczyć uśmiechem niemal 41 000 beneficjentów rocznie w całej Polsce. Działalność organizacji polega na szkoleniu oraz koordynowaniu pracy niemal 500 kompetentnych Doktorów Clownów, którzy tworzą zespół z 16 regionów, regularnie obecnych w niemal 150 szpitalach i placówkach specjalistycznych w ponad 80 miastach, aby żaden pacjent nie pozostał smutny. Ponadto fundacja prowadzi jedną z największych inicjatyw dogoterapii w kraju. Spotkania z Doktorami Clownami oprócz chwil radości oraz uśmiechu przywracają poczucie bezpieczeństwa i pewności siebie, wzmacniają motywację do walki z chorobą oraz smutkiem potrzebującym.
 
https://www.drclown.pl/
https://www.facebook.com/fundacja.dr.clown/
https://www.instagram.com/fundacjadrclown/

źródło: Fundacja Dr Clown

Fundacja TO SIĘ LECZY od trzech lat realizuje badania ankietowe wśród osób z chorobami onkologicznymi i kardiologicznymi, mające na celu poznanie opinii i doświadczeń pacjentów na temat walki z uzależnieniem od palenia tytoniu (nikotynizmem) i potrzebnego wsparcia w zakresie rzucania palenia. Wyniki aktualnego badania, jak i poprzednich edycji, nie napawają optymizmem. Pacjenci mają problem z uzależnieniem od palenia tytoniu, niewielki odsetek jest w stanie samodzielnie porzucić nałóg, tymczasem w systemie opieki zdrowotnej brakuje wsparcia w tym zakresie. Z okazji Światowego Dnia Bez Tytoniu 2024, Fundacja publikuje najnowszy raport z badania.
Pali coraz więcej Polaków
W ciągu czterech ostatnich lat odsetek Polaków deklarujących palenie papierosów (tradycyjnych) niepokojąco rośnie – aktualnie pali ok. 8 000 000 mln. osób. (czyli 29% dorosłej populacji[1]). Związane z paleniem objawy chorobowe i zgony występują zwykle po długim okresie bezobjawowym. Skala i niekorzystne wzory palenia tytoniu w Polsce doprowadziły do epidemii chorób cywilizacyjnych i pogorszenia się stanu zdrowia społeczeństwa polskiego. Umieralność na nowotwory płuca, chorobę występującą prawie wyłącznie u palaczy tytoniu (ok. 90% osób z diagnozą raka płuca, paliło papierosy), jest w Polsce na jednym z najwyższych poziomów na świecie. W konsekwencji co najmniej 70 000 osób umiera co roku z powodu chorób odtytoniowych, takich jak nowotwory, choroby układu krążenia czy choroby układu oddechowego. Większości z nich można zapobiec lub znacznie zmniejszyć ryzyko ich rozwoju, dzięki nierozpoczynaniu palenia tytoniu lub rzuceniu tego nałogu. Co istotne wśród osób uzależnionych od palenia tytoniu (nikotynizm) znajdują się pacjenci z już rozpoznanymi chorobami onkologicznymi i kardiologicznymi, którzy kontynuując palenie, nie zawsze zdają sobie sprawę z negatywnych konsekwencji wdychania dymu tytoniowego na skuteczność leczenia, nasilenie powikłań czy szybkość rekonwalescencji.

U osób palących papierosy, znacząco wzrasta ryzyko chorób układu krążenia, w tym nadciśnienia tętniczego, zawałów mięśnia sercowego, udarów oraz schorzeń onkologicznych, w tym przede wszystkim raka płuca, ale również raka pęcherza moczowego, krtani, nerki, żołądka oraz trzustki i innych. Grupą szczególnie wrażliwą na konsekwencje palenie tytoniu są osoby, które już mają zdiagnozowane choroby onkologiczne lub kardiologiczne. Przykładowo, efektywność leczenia onkologicznego zmniejsza się o ok. 15%, jeśli pacjent kontynuuje palenie. Powoduje ono także więcej skutków ubocznych i działań niepożądanych, trudności w gojeniu ran, czy zwiększenie odczynu popromiennego. U osób leczonych operacyjnie z powodu raka płuca palenie papierosów zwiększa ryzyko dodatkowo powikłań infekcyjnych, przetok oskrzelowo-opłucnowych i niepowodzenia chemioterapii wynikających z lekooporności lub wahań stężeń leków[2] [3].

Palenie to uzależnienie
Zgodnie z najnowszą międzynarodową klasyfikacją chorób WHO ICD-11 uzależnienie od palenia tytoniu (nikotynizm) jest klasyfikowane jako choroba – zaburzenie o podłożu psychicznym. Palenie papierosów powoduje uzależnienie, ponieważ po zapaleniu bardzo szybko dochodzi do wyrzutu dopaminy w układzie nagrody w mózgu, co skutkuje pojawieniem się mechanizmu głodu nikotynowego.

Spośród 57% pacjentów onkologicznych oraz ponad 66% pacjentów kardiologicznych, którzy kontynuują palenie papierosów po diagnozie – ponad połowa (>50%) pali kilkanaście papierosów dziennie i więcej. Wskaźnik ten kształtuje się podobnym poziomie jak w roku ubiegłym, większy spadek ilości wypalanych papierosów jest obserwowany wśród pacjentów z chorobami układu krążenia.

Dlatego, jak podkreślają psychiatrzy, pacjent powinien usłyszeć od lekarza, że cierpi na uzależnienie od palenia i mieć zaoferowaną profesjonalną pomoc. Niestety, w Polsce nie stworzono systemowych rozwiązań dotyczących terapii uzależnień od palenia tytoniu (nikotyny). Osoby uzależnione od palenia – w przeciwieństwie do osób uzależnionych od alkoholu czy narkotyków – nie otrzymują pomocy w rzucaniu palenia oraz w walce z nałogiem i jego konsekwencjami. W Polsce działają tylko 3 kompleksowe poradnie rzucenia palenia (w systemie publicznej opieki zdrowotnej). Wielu pacjentów podejmuje próby walki z nałogiem samodzielnie, często wielokrotne, jednak jak rezultaty nie są zadowalające. Ponadto, jak pokazały wyniki badania ankietowego, tylko ok. 12% chorym podczas procesu diagnostyki i leczenia przekazano informacje o wsparciu w rzucaniu palenia (np. o Telefonicznej Poradni Pomocy Palącym). A z ponad 57% pacjentów onkologicznych i 34% pacjentów kardiologicznych personel medyczny nie rozmawiał w ogóle o wpływie palenia na zdrowie i leczenie. Brakuje zatem jasnej ścieżki pacjenta z problemem uzależnienia od palenia tytoniu oraz rzetelnych informacji jak postępować, aby odejść od nałogu lub go ograniczyć.

Uzależnienie od palenia tytoniu – to się leczy
Uzależnienie można i trzeba leczyć, jak każdą jednostkę chorobową, ponieważ w większości przypadków silna wola nie wystarcza. Potwierdzają to wyniki badania, gdzie, większość ankietowanych (87%) wskazała, że podejmowała w przeszłości próby rzucenia palenia, Niestety zdecydowanej większości nie udało się rzucić nałogu (62% pacjentów onkologicznych, 70% pacjentów kardiologicznych).

Metody najczęściej stosowane w procesie walki z uzależnieniem od palenia tytoniu to głównie psychoterapia (terapia uzależnień), farmakoterapia obejmująca leki z grupy OTC lub wydawane na receptę oraz nikotynowa terapia zastępcza (plastry, gumy lub tabletki z nikotyną). Swoje miejsce w odchodzeniu od nałogu palenia znajduje również redukcja szkód, polegająca na zastosowaniu alternatywnych produktów nikotynowych. Jest ona skierowana wyłącznie do osób uzależnionych, u których nieskuteczne były inne metody wspierające rzucenie palenia. W najnowszym badaniu, ponad 6% ankietowanych wskazało, że przejście na papierosy elektroniczne pomogło im rzucić palenie papierosów i innych wyrobów nikotynowych. Należy pamiętać, że głównym celem programów antytytoniowych jest uzyskanie pełnej abstynencji (porzucenia nałogu).

Pacjenci podobnie jak w roku ubiegłym wskazali jakiego wsparcia w zakresie rzucenia palenia potrzebują najbardziej, jest to:
Ankietowani odpowiedzieli podobnie jak w poprzedniej edycji. Dlatego ich potrzeby powinny być traktowane poważnie jako drogowskaz dla osób i instytucji odpowiedzialnych za kształtowanie systemu ochrony zdrowia.
Z okazji Światowego Dnia Bez Tytoniu, Fundacja zaprasza także na webinar dla pacjentów oraz ich bliskich „Choruję i palę. Jak sobie pomóc?7 czerwca 2024 r. o godz. 17:00 z udziałem prof. dr hab. n. med. Pawła Koczkodaja, Zastępcy Kierownika Zakładu Epidemiologii i Prewencji Pierwotnej Nowotworów w Narodowym Instytucie Onkologii – PIB w Warszawie oraz Aleksandry Wilk, Koordynatorki Sekcji Raka Płuca Fundacji TO SIĘLECZY. Więcej informacji na stronie www.tosieleczy.pl

Pełen raport z badania:
https://tosieleczy.pl/index.php/2024/05/28/problem-palenia-tytoniu-pacjentow-onkologicznych-i-kardiologicznych-wynika-badania-ankietowego-edycja-2024/
 
 
[1] „Redukcja palenia papierosów i używania e-papierosów, w szczególności wśród młodego pokolenia”. Polska Akademia Nauk, Warszawa, styczeń 2023
[2] Monitoring changes in smoking and quitting behaviours among Australians with and without mental illness over 15 years, Elizabeth M. Greenhalgh, Emily Brennan, Catherine, Segan, Michelle Scollo, 2021
[3]  Impact of Tobacco Smoking on Outcomes of Radiotherapy: A Narrative Review, Adrian Perdyan, Jacek Jassem, 2022
źródło: Fundacja TO SIĘ LECZY
Prawie trzy czwarte pacjentów szpitali dobrze ocenia ich funkcjonowanie. Prawie połowa osób, które nie były hospitalizowane, ma o szpitalach złą opinię. Pacjenci najlepiej oceniają fachowość i zaangażowanie lekarzy oraz personelu medycznego, najgorzej – czas oczekiwania na planowaną operację czy zabieg. Takie są wyniki ogólnopolskiego sondażu przeprowadzonego przez Centrum Badani Opinii Społecznej we współpracy z TUW Polskim Zakładem Ubezpieczeń Wzajemnych. Badania zostały zaprezentowane podczas III Ogólnopolskiego Kongresu dla Szpitali.

„Poprawa jakość opieki zdrowotnej i bezpieczeństwa pacjentów wymaga korzystania z ich własnych doświadczeń. Sondaż ma pionierski charakter, ponieważ o opinie zapytaliśmy osoby, które faktycznie korzystały w ostatnim czasie z opieki szpitalnej, a nie ogół respondentów” – mówi Aneta Zawistowska, członek zarządu TUW PZUW.

„Najlepszymi ambasadorami szpitali okazali się sami pacjenci. Wyniki sondażu świadczą o tym, że im większa wiedza płynąca z własnego doświadczenia, tym mniejsza podatność na stereotypy i uprzedzenia” – dodaje Ewa Marciniak, dyrektor CBOS.

Badania objęły prawie 3100 osób. Niemal co piąta (17 proc.) była w ciągu ostatniego roku w szpitalu. Prawie dwie trzecie z nich (73 proc.) „zdecydowanie dobrze” i „raczej dobrze” oceniło funkcjonowanie szpitali. W grupie badanych, którzy nie byli pacjentami szpitali, pozytywną opinię wyraziło 43 proc., negatywną – 47 proc.

Pacjenci najwyżej ocenili zaangażowanie i fachowość lekarzy i personelu medycznego – aż 88 proc. pozytywnych opinii. Niewiele mniej, 79 proc., dobrze oceniło warunki panujące w szpitalu. Prawie połowa (45 proc.) wyraziła negatywną opinię o organizacji opieki medycznej – czasie oczekiwania na przyjęcie do szpitala na planowane leczenie, operację lub zabieg. Jednak i tu przeważały pozytywne odpowiedzi – udzieliło ich 53 proc. pacjentów.

„Ocena jest relatywnie niska, ponieważ dotyczy głównych systemowych problemów opieki medycznej w Polsce: długich kolejek i odległych terminów” – komentuje Ewa Marciniak dyrektor CBOS.

Uzupełnieniem ogólnopolskiego sondażu był pilotażowy projekt ankietowania pacjentów przeprowadzony wraz z CBOS i Biurem Rzecznika Praw Pacjenta w kilku szpitalach w całej Polsce. Służył zdiagnozowaniu konkretnych problemów i zagrożeń.

„Największym problemem okazała się higiena. Po raz pierwszy zapytaliśmy o jej przestrzeganie nie tylko przez lekarzy i pielęgniarki, lecz także przez personel sprzątający. Najwięcej negatywnych odpowiedzi dotyczyło, paradoksalnie, osób zatrudnionych do utrzymywania czystości. Wyniki są alarmujące, ponieważ brak higieny to główne źródło zakażeń szpitalnych” – zaznacza Piotr Daniluk, dyrektor Biura Zarządzania Ryzykiem Medycznym TUW PZUW.

Co ósmy ankietowany (12 proc.) zwrócił uwagę, że personel sprzątający nie dezynfekował rąk przed dotykaniem pościeli, osobistych rzeczy pacjentów oraz innych przedmiotów i sprzętów, z których korzystali hospitalizowani. Ponad 6 proc. pacjentów stwierdziło, że nie robili tego lekarze i pielęgniarki przed wykonywaniem badań, zabiegów i czynności pielęgnacyjnych.

Pacjenci pozytywnie ocenili natomiast zainteresowanie, życzliwość, pomoc i gotowość do rozwiązywania problemów ze strony personelu pielęgniarskiego (prawie 99 proc. odpowiedzi), a także lekarzy (93 proc.). Zdecydowana większość (91 proc.) uznała, że przekazywane im przez lekarzy informacje o stanie zdrowia, sposobie leczenia i możliwych powikłaniach były wyczerpujące i zrozumiałe. Niemal tyle samo (90 proc.) podobnie oceniło informacje i zalecenia dotyczące dalszego leczenia, w tym wizyt kontrolnych, badań, przyjmowania leków i diety.

„Na doświadczeniach pacjentów chcemy opierać dalsze przedsięwzięcia. Kluczowym jest projekt Szpital 360, który łączy diagnozę problemów i zagrożeń z działaniami, które mają tym problemom zapobiegać. Obejmują bezpłatne szkolenia dla lekarzy i personelu medycznego oraz wsparcie szpitali w inicjatywach na rzecz zdrowia i bezpieczeństwa pacjentów” – mówi Aneta Zawistowska, członek zarządu TUW PZUW.

Należące do Grupy PZU największe towarzystwo ubezpieczeń wzajemnych w Polsce zapewnia ubezpieczeniową ochronę prawie 200 szpitalom i innym podmiotom leczniczym. Działa na niekomercyjnych zasadach. Opiera się na współpracy ubezpieczonych, którzy są jednocześnie jego członkami.

* Badania CBOS zostały przeprowadzone w styczniu, lutym i marcu 2024 roku. Metoda – procedura mixed-mode (CAPI/CATI/CAWI). Próba – wylosowana z rejestru PESEL, reprezentatywna, imienna, obejmująca pełnoletnich mieszkańców Polski. Łączna liczebność próby – 3098 osób.


Źródło: Grupa PZU

Polskie społeczeństwo się starzeje – wiemy o tym nie od dziś. I to w zawrotnym tempie, znacznie szybciej niż inne kraje Unii Europejskiej. Mówią o tym socjologowie, politycy, ekonomiści, dziennikarze. To oznacza, że rośnie i będzie rosła liczba osób starszych, które będą wymagały opieki osób trzecich. Czy jako społeczeństwo jesteśmy w stanie sprostać potrzebom opiekuńczym naszych bliskich? Jakie formy opieki bierzemy pod uwagę? Jakie rozwiązania należy wprowadzić, abyśmy poradzili sobie z rosnącą grupą seniorów wymagających opieki? Na te pytania odpowiedzieli uczestnicy badania opinii społecznej przeprowadzonego na zlecenie emeis Polska, lidera stacjonarnej opieki długoterminowej, przez firmę badawczą ARC Rynek i Opinia w marcu br. Badanie zostało powtórzone po 10 latach w celu uchwycenia różnic w nastawieniu do opieki długoterminowej.
W 2014 r. ponad połowa respondentów (52%) zdecydowałaby się na opiekę nad osobą bliską, niezdolną do samodzielnego funkcjonowania sprawowaną przez rodzinę, a tylko 23% skorzystałoby z pomocy zewnętrznego ośrodka. Po 10 latach te proporcje uległy zmianie – do 37% spadł odsetek osób, które chciałyby zaopiekować się swoimi bliskimi w domu, natomiast do 34% wzrosła grupa wskazujących na opiekę w specjalistycznym ośrodku.

W przypadku konieczności podjęcia decyzji o opiece nad bliską osobą, rozwiązaniem wybieranym w pierwszej kolejności jest zatrudnienie opiekunki lub pielęgniarki, która przychodziłaby do domu. W ciągu dekady praktycznie się to nie zmieniło (2014: 48%, 2024: 44%). Wzrosła natomiast liczba osób szukających ośrodka opieki.

Za i przeciw
Blisko 70% respondentów uważa, że w ośrodkach opieki zapewniona jest nie tylko profesjonalna opieka, ale także leczenie i rehabilitacja (2014: 59%, 2024: 68%) oraz że ośrodki opieki to najlepsza opcja w przypadku osoby niesamodzielnej (2014: 48%, 2024: 60%). To dlatego ankietowani powierzyliby osobę bliską pod opiekę specjalistycznego ośrodka. Uważają, że sami nie potrafiliby zapewnić profesjonalnej opieki, leczenia i rehabilitacji – tego zdania jest ponad połowa badanych, choć odsetek ten zmniejszył się w porównaniu z poprzednim badaniem (2014: 62%, 2024: 52%). Dodatkowo, prawie połowa respondentów uważa, że w ośrodku opieki ich bliski będzie miał zapewnioną najlepszą opiekę lekarzy i pielęgniarek.

Najczęstszym argumentem przeciw opiece w ośrodku pozostaje przekonanie, że bliski najlepiej będzie czuł się w miejscu, które dobrze zna (2014: 59%, 2024: 56%). Prawie połowa respondentów miałaby wyrzuty sumienia gdyby się zdecydowała na takie rozwiązanie. W porównaniu z poprzednią falą badania, istotnie wzrosła obawa dotycząca możliwości wystąpienia aktów przemocy w stosunku do bliskiej osoby w ośrodku opieki (z 25% w 2014 r., do 35% w 2024 r.). Wciąż panuje przekonanie, że w placówkach dzieje się dużo złego, a osoby tam przebywające bywają nieszanowane i źle traktowane.

Opinie na temat ośrodków opieki są zróżnicowane, co wynika z bardzo różnych doświadczeń. Istotną kwestią ograniczającą skłonność do skorzystania z domu opieki jest najczęściej brak wiedzy i niski poziom świadomości społecznej na temat poziomu rozwoju usług w tym zakresie. Deficyt obiektywnych informacji lub prezentacja przez media tylko złych praktyk betonuje mity i ogranicza gotowość do rozważenia tej formy opieki. Wskazuje to na konieczność ustalenia jej standardów oraz monitorowania jakości usług – podkreśla dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Pomimo zmiany w nastawieniu do ośrodków, nadal obawiamy się niskiego poziomu usług, przemocy wobec podopiecznych i braku szacunku. Mam wrażenie, że sporo w tych opiniach jest odnoszenia się do sensacyjnych doniesień medialnych, a nie do rzetelnie pozyskanych informacji – dodaje Dorota Minta.

Dlatego tak ważna jest transparentność, rejestracja placówek – i co za tym idzie – ich kontrolowanie przez właściwe organy.

Jako lider stacjonarnej opieki długoterminowej czujemy się zobowiązani do wprowadzania nowoczesnych standardów oraz inicjowania zmian w branży poprzez współpracę z podmiotami decydującymi o jej kształcie i rozwoju. Dzisiaj domy opieki emeis Polska to przyjazne miejsca do życia, gdzie personel pielęgniarsko-opiekuńczy, lekarze, fizjoterapeuci i terapeuci zajęciowi, a także psycholodzy i dietetycy dbają o podopiecznych we wszystkich aspektach życia. Indywidualne podejście, plan aktywności na każdy dzień, komitety etyczne, regularne spotkania społeczności mieszkańców i rodzin – to wszystko powoduje, że w corocznym badaniu satysfakcji zdecydowana większość przyznaje, że poleciłoby nasz ośrodek znajomym i najbliższym – powiedziała Beata Leszczyńska, Prezes Zarządu emeis Polska, członkini Rady ds. Polityki Senioralnej.

Prawie 40% badanych uważa, że podjęcie decyzji o powierzeniu niesamodzielnej bliskiej osoby pod opiekę ośrodka zależy od indywidualnej sytuacji rodzinnej. Opinię potępiającą takie zachowanie, jako „dbanie o swoją wygodę” i „pozbycie się problemu z domu” wyraziło tylko 6% badanych – tyle samo co w 2014 r. Z 5% do 3% spadł odsetek tych, którzy jednoznacznie deklarują, że nigdy by się na to nie zdecydowali.

Negatywne skutki opieki na bliskim w domu
Jako główny negatywny skutek poświęcenia się opiece w domu wymieniono zły stan psychiczny lub depresję opiekunów domowych. W 2024 r. ten aspekt wskazało aż 67% badanych – istotnie więcej niż 10 lat temu (2014: 59%). Na drugim miejscu znalazła się obawa dotycząca zmniejszenia zarobków lub utraty pracy wynikająca z konieczności ciągłej opieki nad osobą bliską (61%), a na trzecim ograniczenie kontaktów towarzyskich oraz izolacja społeczna. Co czwarty ankietowany wskazał jako negatywny skutek rozpad rodziny.
Wydaje się, że przy podejmowaniu decyzji o skorzystaniu z opieki w placówce, kluczową kwestią jest co osoba zależna może otrzymać w zamian za rezygnację z pobytu z najbliższymi w znanym sobie środowisku. Jeśli zakres i jakość opieki oraz zapewnienie mieszkańcowi faktycznego bezpieczeństwa równoważą straty związane z opuszczeniem dotychczasowego miejsca zamieszkania, to decyzję taką łatwiej podjąć. Podobnie w sytuacji, gdy opieka w domu stanowi zbyt duże obciążenie psychiczne – m.in. wypalenie, wycofanie z innych sfer życia i związane z tym konsekwencje – podkreśla prof. dr hab. Piotr Błędowski ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Oczekiwania wobec państwa
Zachęty w postaci świadczeń pieniężnych i usług oraz poradnictwa w celu podtrzymania gotowości rodziny do pełnienia funkcji opiekuńczych wydłużyłyby okres, w jakim rodzina zdecydowałaby się zapewnić opiekę bliskiej osobie w starszym wieku. Prawie 1/3 badanych oczekiwałaby od państwa zwiększenia świadczeń na rzecz opiekunów nieformalnych (2014: 29%, 2024: 27%). Co 5. badany wskazał na potrzebę bezpłatnej opieki w ośrodku – odsetek ten wzrósł istotnie w porównaniu z 2014 r. – z 12% do 19% w tym roku.

Zdecydowanie mniej badanych w porównaniu z 2014 r. oczekuje wprowadzenia przepisów umożliwiających pogodzenie pracy z opieką nad osobą bliską (2014: 26%, 2024: 18%) oraz przejrzystego systemu świadczeń socjalnych (2014: 20%, 2024: 15%). Wzrósł natomiast odsetek wskazań na bezpłatną pomoc psychologiczną dla opiekunów domowych.

Potrzeba wsparcia psychologicznego może wynikać ze wzrostu świadomości jak dużym obciążeniem dla rodziny jest opieka domowa nad niesamodzielnym bliskim – zauważa Dorota Minta.

Z punktu widzenia rozwiązań systemowych, bardzo ciekawe są opinie wskazujące na potrzebę zmiany form wsparcia. Spada oczekiwanie zwiększenia świadczeń dla rodzin zajmujących się bliskimi wymagającymi opieki na rzecz większego dostępu do bezpłatnej opieki w ośrodkach opieki. Zaskakujące jest także zdecydowanie mniejsze zainteresowanie wprowadzeniem przepisów umożliwiających pogodzenie pracy z opieką nad osobą bliską, co może wynikać z rosnącej świadomości, jak trudno jest pogodzić te dwa zobowiązania i znaleźć rozwiązania inne niż stosowane do tej pory – dodaje dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Opieka dla mnie?
W badaniu zadano również pytanie o stosunek respondentów do wyboru rodzaju opieki dla nich samych w przyszłości, gdyby zaistniała taka potrzeba. W takiej sytuacji najczęściej chcieliby, aby ich bliscy zapewnili opiekunkę lub pielęgniarkę przychodzącą do domu (41%). Niemal jedna trzecia za najlepsze rozwiązanie dla siebie uważałaby natomiast ośrodek opieki (30%). W porównaniu do wyników sprzed 10 lat, spadł odsetek tych, którzy chcieliby aby opiekę zapewniła im rodzina (2014: 29%, 2024: 23%).

Jest wiele wątków w tych badaniach, które wymagają dodatkowego pogłębienia, ale chcę wyróżnić te, które w jakimś stopniu okazały się istotne z punktu widzenia dyskusji także na świecie. Różnice, które nie były znaczące między falami, a nadal osiągają wysokie wartości, to – przykładowo w przypadku oceny czynników wyboru ośrodków – dostęp do specjalistycznego sprzętu (infrastruktura) i przyjazny personel. Nawet jeśli technologia będzie zyskiwała w kolejnych latach, w przypadku opieki człowiek i jego postawa wobec innych – empatyczna, ze zrozumieniem – będą cały czas brane pod uwagę. Nie dziwi też, że większość wolałaby, aby jeśli to możliwe, osoby opiekujące się członkami rodziny przychodziły do domu, ale tutaj konieczna jest konfrontacja wyrażonej chęci z możliwościami (w tym finansowymi) dla takiego rozwiązania – podkreśla dr hab. Jolanta Perek-Białas, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego.
 
Poznanie opinii na temat rozwiązań branych pod uwagę w sytuacji konieczności zapewnienia opieki starszym osobom niesamodzielnym, a także argumentów za i przeciw korzystaniu z opieki instytucjonalnej jest ważnym elementem planowania zmian w systemie opieki długoterminowej w Polsce. Rośnie świadomość Polaków, że wraz ze starzeniem się społeczeństwa wzrośnie zapotrzebowanie na rozwiązania w tym zakresie, w tym ośrodki opieki. Wyniki badania pokazują, ze niemal trzykrotnie wzrósł odsetek tych, którzy deklarują zdecydowaną chęć skorzystania z takiej opcji.
 
Ten raport to cenny wkład w dyskusję na temat kierunków rozwoju opieki długoterminowej w kontekście zmieniających się preferencji polskiego społeczeństwa. Pozwala uchwycić różnice, jakie nastąpiły w ostatnich 10 latach w postrzeganiu profesjonalnej opieki w porównaniu do jej sprawowania samodzielnie przez rodzinę i zatrudnianych opiekunów. W ciągu dekady doszło do istotnego zwiększenia dostępności do stacjonarnych ośrodków opieki nad osobami niesamodzielnymi, co zwiększyło doświadczenie polskiego społeczeństwa w zakresie korzystania z tej formy zabezpieczenia potrzeb bliskich. Rekomenduję kontynuację badań i analizy trendów w opiece nad osobami starszymi dla lepszego zrozumienia potrzeb społeczeństwa i dostosowania systemu opieki do zmieniających się realiów – mówi dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka.

* * *
O badaniu
Badanie opinii na temat ośrodków opieki długoterminowej zostało przeprowadzone w dniach 6–13 marca 2024 r. przez agencję badawczą ARC Rynek i Opinia na zlecenie emeis Polska, lidera stacjonarnej opieki długoterminowej w Polsce. Wzięły w nim udział 503 osoby w wieku 35 lat i więcej, które posiadają rodziców/rodzica w wieku 60 lat i więcej.

W badaniu przyjęto, że przez termin „ośrodki opieki długoterminowej” rozumie się instytucje, których zadaniem jest sprawowanie specjalistycznej opieki nad osobami niesamodzielnymi. Głównym celem badania było poznanie opinii polskiego społeczeństwa na temat ośrodków opieki długoterminowej.
Badanie zostało przeprowadzone metodą wywiadów internetowych, czyli CAWI (ang. Computer-Assisted Web Interview), wśród członków panelu internetowego ARC Rynek i Opinia. W badaniu przyjęto próbę celową, którą stosuje się w przypadku, gdy w kontekście prowadzonych wywiadów najistotniejsze są poglądy oraz postawy osób o specyficznym profilu. Takie było założenie niniejszego badania – respondenci zostali wybrani z szerokiej grupy ze względu na wiek swój oraz ich rodziców. Są to osoby, które stanęły przed problemem opieki długoterminowej albo prawdopodobnie niebawem będą musiały się z nim zmierzyć.
Wśród respondentów przeważały osoby z wykształceniem wyższym (licencjackim i magisterskim) oraz średnim zawodowym. Osoby z wykształceniem podstawowym oraz zasadniczym zawodowym stanowiły 8%. W kwestii płci niewielką przewagę liczbową miały kobiety. W przypadku miejsca zamieszkania wyniki były do siebie zbliżone.
W badaniu wzięły udział osoby ze wsi oraz z miast: od najmniejszych miejscowości (tj. do 50 tys. mieszkańców)
po największe (tj. ponad 500 tys. mieszkańców).

źródło informacji: www.emeis.pl

Jedna trzecia dorosłych Polaków raz na pół roku kontroluje stan zdrowia swoich zębów. Ponad jedna czwarta robi to raz w roku, a przeszło jedna dziesiąta – co kwartał. Wciąż jednak kilkanaście proc. pacjentów pojawia się u dentystów raz na dwa lata lub nawet rzadziej. Do tego blisko jedna dziesiąta rodaków zwleka z pójściem na przegląd jamy ustnej aż do momentu uporczywego bólu. Łącznie nieco ponad 8 proc. osób w ogóle nie chodzi do stomatologa lub nie pamięta, czy im się to zdarza. Tak wynika z najnowszego badania opinii publicznej. Do powyższego autorzy raportu dodają, że wysoka inflacja mogła wpłynąć na to, iż Polacy zaczęli rzadziej odwiedzać stomatologów. Natomiast od początku II kw. br. widać, że pacjenci częściej pojawiają się na tego typu wizytach, bo poprawiła się ich sytuacja finansowa.
Jak wynika z najnowszego badania autorstwa UCE RESEARCH i IMPLANT MEDICAL, 30,3% dorosłych Polaków co pół roku pojawia się na wizycie kontrolnej u stomatologa w celu weryfikacji stanu uzębienia. 26,7% ankietowanych robi to raz w roku, 14,3% – co dwa lata lub nawet rzadziej, a 11,3% – raz na kwartał.

– Na pierwszy rzut oka, widzimy, że większość dorosłych Polaków, bo łącznie 68,3%, zdaje sobie sprawę z konieczności odbywania regularnych wizyt kontrolnych u stomatologa – raz na pół roku, raz na rok czy co kwartał. Jednak nadal spora grupa rodaków nie przestrzega zalecanych terminów i pojawia się w gabinecie raz na dwa lata lub nawet jeszcze rzadziej. W konsekwencji może to prowadzić do opóźnionej diagnozy i konieczności leczenia poważnych chorób, wykraczających również poza jamę ustną – mówi dr Irena Przybylska, współautorka raportu z IMPLANT MEDICAL.

Jak podkreślają autorzy badania, zaleca się, aby osoby dorosłe odwiedzały stomatologa co najmniej raz na pół roku. – Dla niektórych pacjentów, ze względu na specyficzne problemy stomatologiczne lub ryzyko rozwoju schorzeń, mogą być zalecane częstsze wizyty, np. co trzy lub cztery miesiące. Ostateczna częstotliwość wizyt powinna być ustalana indywidualnie przez stomatologa na podstawie stanu zdrowia jamy ustnej pacjenta oraz jego indywidulanych potrzeb profilaktycznych – wyjaśnia dr Przybylska.

Badanie również wykazało, że 9,3% dorosłych Polaków odwiedza gabinet stomatologiczny dopiero, gdy czuje uporczywy ból w jamie ustnej. 4,2% respondentów nie korzysta w ogóle z takich wizyt, a 3,9% ankietowanych nie pamięta, jak często ewentualnie to praktykuje. – Ze szczegółowych wyników wychodzi, że łącznie 17,4% ankietowanych unika wizyt kontrolnych albo wręcz nie pamięta o konieczności ich wykonania. To może być związane z brakiem świadomości na temat właściwej profilaktyki zdrowia jamy ustnej. Problemy tych osób wymagają dalszej, wnikliwej analizy – dodają w raporcie autorzy badania.

Wyniki sondażu mogą być niepokojące przynajmniej z kilku powodów. Zdaniem dr Ireny Przybylskiej, fakt, że niektórzy decydują się na wizytę kontrolną dopiero w momencie odczuwania uporczywego bólu, świadczy o potencjalnym bagatelizowaniu problemów zdrowotnych jamy ustnej i o braku regularnej opieki stomatologicznej. Z kolei postawy osób, które w ogóle nie chodzą do stomatologa albo nie pamiętają o tym, pokazują, że wciąż istnieje poważna potrzeba edukacji społeczeństwa na temat znaczenia profilaktyki stomatologicznej.

– Ogólnie wyniki sondażu sugerują, że choć świadomość znaczenia regularnych wizyt kontrolnych u stomatologa rośnie wśród Polaków, to niestety nadal istnieje potrzeba większej promocji zdrowia jamy ustnej. Wsparcie ze strony instytucji mających za zadanie zapewnić opiekę zdrowotną ludności mogłoby pomóc w zmniejszeniu liczby osób bagatelizujących problematykę stomatologiczną i zwiększyć dostęp do leczenia dla wszystkich rodaków – stwierdza dr Przybylska.

Szczegółowe wyniki sondażu pokazują, że zalecane co pół roku wizyty kontrolne u stomatologa częściej deklarują kobiety niż mężczyźni (33,6% vs. 26,7%). Ponadto dotyczy to głównie osób w wieku 75-80 lat (wśród nich – 35,7%) oraz mieszkańców miast liczących od 100 tys. do 199 tys. ludności (34,7%). Zazwyczaj z ww. częstotliwością kontrolują zdrowie swojej jamy ustnej Polacy, którzy zarabiają 7000-8999 zł netto miesięcznie (38,2%).

– Te dane odzwierciedlają wyższą tendencję kobiet do dbania o swoje zdrowie niż mężczyzn. Z kolei patrząc na wynik seniorów, można stwierdzić, że w starszym wieku wzrasta świadomość konieczności dbania o zdrowie jamy ustnej. Wówczas też często występują specyficzne problemy stomatologiczne, które wymagają regularnej opieki. Natomiast największa aktywność osób z miesięcznymi dochodami netto 7000-8999 zł, a także mieszkańców miast liczących od 100 tys. do 199 tys. ludności może być efektem dostępności finansowej oraz infrastruktury medycznej. To zdecydowanie ułatwia regularne korzystanie z usług stomatologicznych – zaznacza ekspertka z IMPLANT MEDICAL.

Autorzy badania uważają, że wiek, poziom dochodów i miejsce zamieszkania mają wpływ na decyzje dotyczące regularnych wizyt kontrolnych u stomatologa. Jednak kluczową rolę w ich kształtowaniu odgrywają czynniki, takie jak świadomość zdrowotna oraz dostępność usług medycznych. – Niewiedza i lęk przed białym fartuchem potrafią skutecznie opóźniać kontrole stanu uzębienia. Wielu dorosłych Polaków wciąż potrzebuje edukacji w tym zakresie. Strach przed dentystą był, jest i będzie – dodaje współautorka badania.

Zdaniem analityków z UCE RESEARCH, wysoka inflacja mogła wpłynąć na to, że Polacy rzadziej zaczęli odwiedzać stomatologów. Potwierdzają to również obserwacje ekspertów z IMPLANT MEDICAL. – Wielu pacjentów wówczas mówiło, że musi oszczędzić, bo wszystko mocno zdrożało. I to było dość powszechne zachowanie. Oczywiście nie dotyczyło to sytuacji, w których występował silny ból. Natomiast od początku II kwartału br. widać już, że pacjenci częściej pojawiają się na kontrolnych wizytach, bo poprawiła się ich sytuacja finansowa. Niemniej warto zaznaczyć, że nawet ci Polacy, którzy zostali mocno przyciśnięci finansowo przez szalejącą inflację, rzadko rezygnowali z prywatnego leczenia na rzecz państwowej opieki – zwraca uwagę dr Irena Przybylska.

Z kolei patrząc na grupy dochodowe, widać, że osoby uzyskujące co miesiąc poniżej 1000 zł netto najczęściej odbywają wizytę kontrolną u stomatologa raz w roku – 33,3%. Tak też jest wśród ankietowanych zarabiających 1000-2999 zł na rękę – 30,3%. Inaczej wygląda sytuacja w pozostałych grupach. Osoby z dochodem rzędu 3000-4999 zł netto stawiają się na kontrolę raz na pół roku – 30,3%. To też najczęściej dotyczy ankietowanych uzyskujących 5000-6999 zł – 33,6%, 7000-8999 zł – 38,2%, ponad 9000 zł – 37,5%, a także respondentów niepodających wysokości swoich zarobków – 37,3%. 

– Zdecydowanie dochody mają wpływ na to, czy Polacy chodzą na wizyty kontrolne do stomatologów. Od wielu lat widać to, że zamożniejsi pacjenci z większych miast i z wyższym lub ze średnim wykształceniem są w tej kwestii najbardziej aktywni. Choć nie zawsze tak jest, to jednak w dużej części przypadków wizyta kontrolna wiąże się z późniejszym leczeniem. A na to potrzebne są dodatkowe środki – podsumowują autorzy raportu. 

***
Opis metody badawczej
Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i IMPLANT MEDICAL na próbie 1172 dorosłych Polaków.

źródło:ECE Research

Przekonanie o skuteczności szczepień jako zabezpieczenia przed powikłaniami chorób zakaźnych potwierdziło 50% respondentów. 70 %  badanych ma świadomość, że szczepienia nie są potrzebne tylko dzieciom, silnie zakorzenione jest przekonanie, że szczepienia nie są bezpieczne, brakuje rzetelnych informacji o nich, jak i łatwego dostępu do szczepień, dla tych, którzy są do nich przekonani i chcieliby je wykonać podczas jednej wizyty (u lekarza POZ lub w aptece), barierę stanowią też koszty szczepionek  – wynika z badania Fundacji MY PACJENCI Szczepienia dorosłych.
Postrzeganie szczepień.
 
81% respondentów wierzy, że przed chorobą zakaźną można się uchronić. Przekonanie o skuteczności szczepień jako zabezpieczenia przed powikłaniami chorób zakaźnych potwierdziło 50% respondentów. Zauważalna jest różnica w grupach wiekowych – wśród osób w wieku 18-65 lat takie przekonanie potwierdziło 55,7% osób, natomiast wśród osób powyżej 65 lat – 64,8% osób – wynika z badania Fundacji MY PACJENCI Szczepienia dorosłych, przeprowadzonego w ramach projektu “Szczepienia dla każdego pokolenia” realizowanego we współpracy z organizacjami pacjentów zrzeszonymi w Radzie Organizacji Pacjentów przy Ministerstwie Zdrowia, w okresie listopad-grudzień 2023 r., metodą ankiety internetowej.
 
Znaczna grupa respondentów wskazuje, że szczepienia nie są potrzebne tylko dzieciom (około 70%) badanych, co może wskazywać na budzącą się świadomość dotyczącą szczepień, które przez wiele lat były postrzegane jako element profilaktyki chorób wyłącznie u dzieci. Niewielka różnica w wykazywaniu potrzeby szczepień u dorosłych ogólnie (56,4 %) i u dorosłych chorych przewlekle (56%), wskazuje że potrzeba szczepienia dorosłych jest, w opinii respondentów, niemal równoznaczna z potrzebą szczepienia osób z grup ryzyka. Różnice w odpowiedzi między grupami wiekowymi 18-65 lat vs. powyżej 65 lat są znaczące  i wynoszą ok. 52 % vs. 64,2%.
 
Kalendarz szczepień dorosłych.
 
Na potrzebę wprowadzenia kalendarza szczepień dorosłych wskazała niemal połowa (46,6%) respondentów.Wśród osób, które widziały potrzebę szczepienia dorosłych (529 osób), aż 80% (424 osoby) zauważało także potrzebę wprowadzenia kalendarza szczepień.
 
Czynniki wpływające na szczepienie się osób dorosłych.
 
Osoby, które szczepiły się jako dorosłe (przeciwko covid, grypie) najczęściej motywowały to:
 
– troską o własne zdrowie
– obawą przed zachorowaniem
– troską o zdrowie swoich bliskich.
 
Czynniki wpływające na nieszczepienie się osób dorosłych.
 
Osoby, które nie wykonywały szczepień w wieku dorosłym jako powody tej decyzji podawały:
 
– przekonanie, ze szczepionka jest niebezpieczna – tu szczególnie wysoki odsetek u osób, które nie szczepiły się przeciwko covid  – 68 % wskazań 
– obawa przed powikłaniem po szczepionce
– niewystarczająca informacja o skuteczności lub bezpieczeństwie szczepionki
– brak potrzeby szczepienia (np. mam wysoką odporność – szczególnie wskazywane przy szczepieniu przeciwko grypie – 42 %).

 
Magdalena Kołodziej, Prezes Fundacji MY PACJENCI, zwraca uwagę, że „pandemia COVID-19 miała szanse wpłynąć znacząco na świadomość potrzeby szczepień w całym cyklu życia. Niestety liczne błędy komunikacyjne zaprzepaściły tą szansę. Podobnie, w przypadku szczepień na grypę zabrakło konsekwencji w działaniu – jednego roku kampanie edukacyjne i bezpłatny dostęp do szczepień, a kolejnego powrót do licznych ograniczeń. Konieczna jest spójna, wieloletnia strategia Państwa i konsekwentna realizacja celów zmierzających do zwiększenia tzw. poziomu wyszczepialności w Polsce.”
 
Bariery szczepień dorosłych  – jak je zlikwidować?
 
Respondenci jako bariery szczepień identyfikowali poniższe czynniki:
– brak świadomości że w wieku dorosłym należy się szczepić
– obawa, że nadmiar szczepień jest szkodliwy
– niewystarczająca informacja o skuteczności i bezpieczeństwie szczepień
– informacje o szkodliwości szczepień
 
Co należy zrobić ?
 
Zdaniem respondentów niezbędne działania to:
– edukacja i dostarczanie informacji dotyczących zarówno szczepień, jak i o ich dostępności w placówkach medycznych
– uproszczona procedura kwalifikacji do szczepień
– niwelowanie przekonania, że nadmiar szczepień jest szkodliwy 
– koszty szczepień są istotna barierą dla znaczącej części społeczeństwa 
 
Wnioski i komentarze
 
Magdalena Kołodziej, Prezes Fundacji MY PACJENCI, uważa, że  wyniki badania wyraźnie wskazują na kilka podstawowych barier, z którymi jako społeczeństwo powinniśmy się zmierzyć. Główną ich osią jest zbyt mały DOSTĘP:
DOSTĘP INFORMACYJNY

Kluczowa jest edukacja i dostarczanie rzetelnych i napisanych przystępnym językiem informacji dotyczących zarówno szczepień, jak i ich dostępności w placówkach medycznych, a także podnoszenie świadomości potrzeby szczepień w wieku dorosłym, korzyści płynących ze szczepień oraz redukcja obaw z nimi związanych.

Podstawą zwiększenia poziomu realizacji szczepień w każdym wieku jest wiedza, a w tym obalanie szkodliwych mitów. Pierwszy mit: że szczepienia są tylko dla dzieci; drugi – że mogą obniżyć odporność lub wywołać inne negatywne skutki, trzeci – że ich nadmiar może być szkodliwy. Obawy mają ogromny wpływ na decyzję o zaszczepieniu i warto te obawy próbować rozwiać prowadząc kompleksowe, wieloaspektowe i wielokanałowe działania edukacyjne.

O konieczności szczepień na każdym etapie życia powinno się edukować wszystkie grupy wiekowe. Informacje na ten temat powinny być też dostępne w placówkach ochrony zdrowia, powinni je przekazywać lekarze, pielęgniarki. Personel medyczny i materiały dostępne w placówkach medycznych to rekomendowane przez respondentów badania źródła wiedzy o szczepieniach.
 
DOSTĘP PROCEDURALNY

Obecnie dostęp do szczepień jest utrudniony (wymagane recepty od lekarza, samodzielny zakup szczepionki, wielokrotność wizyt). Ważne jest, aby procedura kwalifikacji do szczepienia była na tyle uproszczona, aby można ją było przejść szybko, chociaż nadal przy rzetelnej weryfikacji przeciwwskazań stworzenie SZYBKIEJ ŚCIEŻKI PROFILAKTYCZNEJ ze szczepieniami jako jednym z jej głównych filarów. Warto jest likwidować barierę systemową, i wprowadzić możliwość szczepienia w czasie jednej wizyty u lekarza lub w aptece.
Dobrym przykładem pożądanych rozwiązań są szczepienia przeciw COVID-19, w przypadku których każdy może bezpłatnie się zaszczepić, kwalifikacja jest szybka, od razu można przyjąć szczepionkę. Warto z tego modelu korzystać w przypadku innych szczepień.
 
DOSTĘP FINANSOWY

Koszty szczepienia są istotną barierą dla znaczącej części społeczeństwa, przewyższające niejednokrotnie możliwości osób chętnych się zaszczepić.
Zasadnym wydaje się również wprowadzenie bezpłatnych szczepień, przynajmniej dla osób 65 plus oraz dla osób młodszych, z tzw. grup ryzyka, np. z  chorobami przewlekłymi. Ze względu na dość ostrożny stosunek Polaków nie możemy spodziewać się boomu na szczepienie. Warto likwidować barierę finansową i zapewnić możliwość zaszczepienia się tym, którzy chcieliby skorzystać z takiej formy ochrony przed zachorowaniem.
 
Aleksander Biesiada, lekarz specjalista medycyny rodzinnej, Pełnomocnik Zarządu Głównego PTMR ds. Innowacji i Rozwoju – Nie szczepimy się. Choć powinniśmy. Liczba pacjentów dorosłych zagrożonych powikłaniami infekcji, a chorujących już poważnie z powodu chorób przewlekłych rośnie z każdym rokiem. Rośnie liczba dostępnych szczepień (w ostatnim czasie to nie tylko szczepionki przeciw COVID-19, ale także nowa szczepionka przeciw pneumokokom, szczepionka przeciw RSV czy półpaściowi). Niestety, zamiast rosnącej wyszczepialności, mamy rosnący chaos w systemie profilaktyki chorób zakaźnych.
 
Czekamy na nowe podejście do szczepień: bardziej aktywne, włączające pacjentów, ale także aktywizujące różnych pracowników systemu opieki zdrowotnej (nie tylko lekarzy i pielęgniarki, ale także farmaceutów). Do tej zmiany potrzebujemy edukacji – wszystkich. Od pacjentów przez ich rodziny. Po specjalistów w systemie opieki zdrowotnej. Potrzebujemy wreszcie rozwiązań IT, jak choćby scentralizowanego kalendarza szczepień z indywidualną kartą szczepienia także dla osoby dorosłej. Rozwiązania, które nie tylko „jest”, ale też które „jest używane”.
 
Raport pozostawił niejako na swoim marginesie kwestie szczepień uchodźców z Ukrainy, zwłaszcza dzieci. Brakuje wymiany informacji o tym, które z nich pozostały w Polsce i powinny być szczepione zgodnie z polskim PSO. Bez aktywnej postawy rodziców i opiekunów, dzieci te nigdy mogą nie trafić do lekarza rodzinnego. Jak zatem zapewnić objęcie ich powszechnym programem szczepień? Powinno się to stać przedmiotem czynnych działań rządzących.
 
Zdaniem profesora Marcina Czecha, Prezesa Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego specjalisty epidemiologa, specjalisty zdrowia publicznego – respondenci sugerują potrzebę edukacji społecznej na temat korzyści zdrowotnych wynikających ze szczepień oraz dostępności do rzetelnych informacji na temat szczepień. Ponadto, istotne jest ułatwienie dostępu do szczepień poprzez organizację kampanii szczepień, programów darmowych szczepień oraz zwiększenie dostępności szczepionek. Wnioskiem z przeprowadzonej analizy jest potrzeba kontynuacji działań mających na celu zwiększenie świadomości społecznej na temat korzyści zdrowotnych wynikających ze szczepień oraz eliminacja barier utrudniających realizację szczepień u dorosłych. Rekomenduje się zwiększenie inwestycji w edukację zdrowotną oraz promowanie polityk publicznych wspierających dostępność i realizację szczepień. Informacje dotyczące szczepionek powinny być wiarygodne, rzetelne i napisane przystępnym językiem.
 
Doktor Piotr Dąbrowiecki, z  Kliniki Chorób Wewnętrznych, Infekcyjnych i Alergologii Wojskowego Instytutu Medycznego, Polska Federacja Stowarzyszeń Chorych na Astmę Alergie i POChP, podkreśla, że „szczepienia osób dorosłych są najlepszą formą profilaktyki zaostrzeń chorób przewlekłych spowodowanych infekcjami. Szczepienia przeciwko grypie, pneumokokom, Covid 19, RSV, krztuścowi, półpaścowi zmniejszają ryzyko ciężkich powikłań wywołanych przebiegiem infekcji w grupie chorych z przewlekłymi chorobami układu oddechowego. W codziennej praktyce rekomendujemy chorym zaszczepienie się przeciwko tym patogenom. Większość chorych rozumie, że szczepienia są skutecznym sposobem zapobiegania chorobom zakaźnym, zmniejszającym ilość zaostrzeń i zgonów z tej przyczyny  ale jeśli chodzi o decyzje o szczepieniu pozostają bierni (na co wskazuje badanie). Niestety prawie 20% ankietowanych jest wrogo nastawiona do szczepionek, boi się, że są niebezpieczne lub że ich działanie jest niepotwierdzone w badaniach. Ta duża grupa stanowi źródło tworzenia i powielania informacji o niekorzystnych działaniach szczepionek. Patrząc na tą sytuację,  jedynie rzetelna edukacja we wszystkich mediach (być może kampania medialna na temat szczepień osób dorosłych) może zamienić stan obecny i spowodować zwiększenie wszczepialności całego społeczeństwa oraz grup szczególnie wrażliwych jakimi są chorzy z przewlekłymi chorobami układu oddechowego. Stworzenie wytycznych dotyczących szczepień  dla osób dorosłych, zmniejszenie niepotrzebnej biurokracji związanej ze szczepieniami, włączenie farmaceutów w proces szczepień, ulgi związane z refundacją oraz kompleksowy projekt zarzadzania szczepieniami w oparciu o platformę P1 są  wstanie pomóc rozwiązać ten palący problem w Polskiej opiece zdrowotnej.
 
 
Charakterystyka respondentów:
 
W prezentowanym badaniu warto zwrócić uwagę na to, że udział w nim wzięli  nie tylko pacjenci i ich opiekunowie, a więc osoby najbardziej związane z ochroną zdrowia, ale także osoby, które nie identyfikowały się z tymi grupami. Ponadto, nie wystąpiła też nadreprezentacja żadnej z grup pacjentów. Pomimo, że przeprowadzone badanie nie jest reprezentatywne, to dało ono szeroki obraz tematu szczepień dorosłych w Polsce oraz pozwoliło na większą obiektywizację wyników badań.
 
W badaniu udział wzięło łącznie 940 osób, w tym 692 kobiety (74 %) i 248 mężczyzn (26 %).
Wśród respondentów było:
 
 
źródlo: Fundacja My Pacjenci
Wyniki kolejnej edycji, realizowanego co pół roku badania, dotyczącego największych obaw i lęków Polaków, pokazują, że na pierwszy plan tym razem wysuwa się temat zdrowia. To jest trochę zaskakujące, bo poprzednio przez długi czas najbardziej niepokoiła rodaków inflacja. Na liście 37 potencjalnych zagrożeń aż 48,9% ankietowanych wskazało choroby najbliższych. Głównie boją się ich seniorzy i najmniej zarabiający rodacy. Do tego na drugim miejscu w zestawieniu jest choroba i strata własnego zdrowia – 38,8%.
W TOP5 widać też inflację, utratę wartości pieniądza – 37,8%, wzrost cen żywności – 30,9%, a także podwyżkę kosztów energii elektrycznej i ogrzewania – 30%. Autorzy badania zwracają uwagę na to, że lęk o zdrowie – swoje i najbliższych – może być podszyty problemami finansowymi Polaków i trudnościami w dostępie do pełnej opieki zdrowotnej. 

Autorzy badania przygotowali listę 37 lęków i obaw. Respondenci mieli wskazać wszystko, czego się obawiają, że może wystąpić w najbliższym czasie. Tylko 2,4% ankietowanych niczego się nie boi. 0,8% uczestników sondażu lęka się czegoś, co nie zostało uwzględnione w ankiecie. Z kolei 3,3% badanych nie potrafi się określić. Tak wynika z raportu UCE RESEARCH i platformy ePsycholodzy.pl pt. „BIEŻĄCE LĘKI I OBAWY POLAKÓW” opartego na cyklicznym sondażu.

– Naprawdę nikły odsetek Polaków nie ma żadnych lęków. Zdecydowana większość przeżywa obawy, co jest efektem wielu czynników, takich jak wciąż wysoka inflacja, wzrost cen w sklepach czy wojna w Ukrainie. Wyniki wyborów parlamentarnych i polityczna niepewność także wpływają na atmosferę społeczną – komentuje psycholog Michał Murgrabia, jeden ze współautorów badania z platformy ePsycholodzy.pl.

Na liście lęków i obaw najwięcej osób, czyli 48,9% ankietowanych, wskazało choroby najbliższych. – Po dominacji zagrożeń finansowych w poprzednich edycjach badania, na pierwszy plan znów się wysuwa obawa o zdrowie bliskich osób. Jednak ta kwestia również ma wymiar ekonomiczny. Może objawiać się zwiększonymi wydatkami na profilaktykę zdrowia. Z punktu widzenia politycznego to również wciąż kluczowy temat. Dostęp do bezpłatnej służby zdrowia, czas oczekiwania, jakość świadczonych usług to bacznie obserwowane sprawy przez Polaków – mówi Michał Pajdak, drugi z współautorów badania z platformy ePsycholodzy.pl.

Lęk dotyczący choroby najbliższych wskazało więcej kobiet niż mężczyzn (56,9% vs. 40%). Podały go głównie osoby w wieku 65-74 lat (wśród nich 52,9%), z miesięcznym dochodem netto poniżej 1000 zł (55,3%), a także z wykształceniem wyższym (50,8%). Przede wszystkim dotyczyło to mieszkańców miast liczących od 20 tys. do 49 tys. ludności (53,4%).

– To oczywiste, że seniorzy, których emerytury często są dość skromne, a także najmniej zarabiający Polacy, mogą najmocniej obawiać się o zdrowie najbliższych. W sytuacji choroby w rodzinie mogą mieć trudności z udzieleniem pomocy. Często wiąże się to przecież ze znacznymi wydatkami finansowymi. Obecnie nawet zakup podstawowych leków na przeziębienie może dla takich osób być poważnym kosztem – przekonują pracujący przy raporcie analitycy z UCE RESEARCH.

W TOP5 zestawienia największych lęków i obaw widać też takie kwestie, jak choroba, utrata własnego zdrowia – 38,8%, inflacja, utrata wartości pieniądza – 37,8%, wzrost cen żywności i innych towarów dostępnych w sklepach – 30,9%, a także podwyżka kosztów energii elektrycznej i ogrzewania – 30%. Autorzy badania przypominają, że w poprzednich edycjach (np. z czerwca ub.r. i grudnia 2022 roku) inflacja i utrata wartości pieniądza zajmowały mocne dwa pierwsze miejsca.

– Wskazywanie przez około co trzecią osobę obaw dotyczących chorób, utraty zdrowia, inflacji, straty wartości pieniądza, wzrostu cen żywności oraz kosztów energii sugeruje, że te kwestie stanowią znaczący obszar zmartwień społeczeństwa. Interpretować to można jako wyłanianie się obrazu obaw zdrowotno-ekonomicznych. W obliczu trudności zdrowotnych, finansowych i społecznych obawy o zdrowie mogą być aktualnie bardziej akcentowane. Pandemia sprawiła, że zdrowie stało się priorytetem, a ekonomiczne zmartwienia są często związane z brakiem środków na opiekę medyczną czy dostępem do podstawowych produktów – wyjaśnia Michał Murgrabia.

Dalej w zestawieniu znajdują się takie zagrożenia, jak anomalie pogodowe (w tym mrozy, śnieżyce, huragany, powodzie) – 28,7%, obniżenie jakości życia – 28,4%, napływ imigrantów – 25,3%, śmierć najbliższych – 22,9%, a także powrót pandemii – 22,6%.

– Temat napływu imigrantów wykazuje wyjątkową dynamikę. Rok temu obawiało się tego zjawiska 17%, a pół roku temu – 23%. Oznacza to, że ten problem jest widoczny i stale rośnie, a Polacy doświadczają go w praktyce. I nie chodzi tu tylko o imigrację wynikającą z wojny. W wielu małych miejscowościach pojawiają się licznie imigranci zarobkowi z Azji. Wnoszą oni do gospodarki nowe umiejętności, siłę roboczą i przedsiębiorczość. Mogą wspierać wzrost gospodarczy poprzez zwiększenie potencjału produkcyjnego i konsumpcji. Jednak wielu Polaków może mieć poczucie, że przyjezdni zabierają im pracę bądź robią konkurencję. Ten temat wymaga natychmiastowej akcji edukacyjnej – alarmuje Michał Pajdak.

Uwzględniając pozycje z ww. listy 37 lęków i obaw, na samym jej końcu jest upadek wspólnoty kościelnej – 2,6%. Przed nią są wskazania dotyczące wahań cen nieruchomości – 4,2%, rozpadu własnego związku lub rozwodu – 5,4%, wzrostu cen walut – 6,3%, a także wypadku komunikacyjnego – 7,3%.

– Końcówka listy jest klasyczna, bowiem są to kwestie, które Polacy od wielu lat uznają za mało prawdopodobne, że się wydarzą lub nie dopuszczają do siebie tego typu myśli. Ale niektóre sprawy też zwyczajnie mogą ich nie dotyczyć. Stąd też nie powinno dziwić, że akurat ww. scenariusze wskazało najmniej rodaków. Do tego nie wydaje się także, żeby szybko to się zmieniło – podsumowują analitycy z UCE RESEARCH.
 

Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i platformę ePsycholodzy.pl na próbie 1042 dorosłych Polaków w ramach realizacji cyklicznego raportu pt. „BIEŻĄCE LĘKI I OBAWY POLAKÓW”.

źródło: UCE Research

Instytut Zdrowia i Demokracji, we współpracy z Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS), przeprowadził szczegółowe badanie dotyczące nałogu nikotynowego Polaków. Raport „Polacy o swoim nałogu nikotynowym. Badanie opinii publicznej” przedstawia analizę odczuć i postaw 2500 respondentów, którzy wcześniej przez minimum rok palili papierosy, a następnie zastąpili je tzw. podgrzewaczami tytoniu.
Badanie zrealizowały niezależnie od siebie dwa instytuty badawcze: Pollster – specjalizujący się w badaniach wykorzystujących nowe technologie oraz IQS Think Forward sp. z o.o., lider badań online w Polsce. Instytuty pracowały na dwóch odrębnych i reprezentatywnych grupach, po 1250 osób każda. Głównym koordynatorem zespołu ekspertów oraz autorem ankiet badawczych był dr hab. Janusz Sytnik-Czetwertyński z Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego (CMKP).

82% respondentów uznało za korzystną swoją decyzję o zaprzestaniu palenia papierosów i przejściu na podgrzewacze

Zespół ekspercki Instytutu Zdrowia i Demokracji już od niemal 3 lat realizuje projekt „Polska bez papierosów”, który uświadamia potrzebę wyeliminowania palenia papierosów z przestrzeni publicznej w Polsce. W okrągłą 10. rocznicę powołania Instytutu powstała idea przeprowadzenia szeroko zakrojonego badania opinii publicznej oraz przygotowania raportu eksperckiego „Polacy o swoim nałogu nikotynowym. Badanie opinii publicznej”. To pierwsze na polskim rynku badanie przeprowadzone na tak szeroką skalę, szczegółowo analizujące postawy i odczucia osób, które porównały wpływ palenia papierosów i korzystania z podgrzewaczy tytoniu na ich zdrowie.

„To nasz wkład do debaty o kluczowych dla polskiego zdrowia publicznego kwestiach. To również mocne zaakcentowanie przez nasz Instytut ważnych społecznie tematów, związanych z poprawą efektywności systemu ochrony zdrowia, ograniczania ryzyk zdrowotnych, a także potrzeb artykułowanych przez środowiska pacjentów, lekarzy POZ i specjalistów, którzy na co dzień dostrzegają katastrofalne skutki zdrowotne, finansowe i społeczne epidemii palenia papierosów. Nie ma dziś, dosłownie i w przenośni, bardziej palącego problemu do zaadresowania, skoro po papierosa każdego dnia sięga już niemal co trzeci dorosły Polak” – mówi Grzegorz Ziemniak z Instytutu Zdrowia i Demokracji, koordynator projektu „Polska bez papierosów”.

W raporcie „Polacy o swoim nałogu nikotynowym…” uwzględnione zostały rzeczywiste odczucia i opinie respondentów palących papierosy i używających podgrzewaczy tytoniu.

„Analiza doświadczeń innych krajów w walce z paleniem, dyskusje i debaty z ostatnich lat z ekspertami oraz decydentami, a przede wszystkim brak podobnych danych i badań w przedmiotowej materii – skłoniły nas do pozyskania twardych, rzetelnych danych. Chcieliśmy zrozumieć, jakie są motywacje, odczucia i opinie statystycznego palacza, który zdecydował się zastąpić papierosa najbliższym dla niego zamiennikiem, czyli podgrzewaczem tytoniu. Włączenie do publicznej dyskusji bezpośrednich doświadczeń i odczuć Polaków, którzy mają perspektywę używania nikotyny w obydwu tych formach – jak zresztą się okazało, radykalnie inaczej przez nich ocenianych – jest wymiarem, którego wyraźnie nam w dyskusji brakowało” – dodaje Grzegorz Ziemniak.

44% respondentów uznało, że głównym motywem ich przejścia na podgrzewacze była chęć ograniczenia palenia

Przygotowanie metody badania, ankiet oraz opracowania wyników w formie raportu Instytut zlecił ekspertowi Szkoły Zdrowia Publicznego, Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego dr hab. Januszowi Sytnikowi-Czetwertyńskiemu:

„Badanie wypełnia istotną lukę w dotychczasowych, burzliwych dyskusjach dotyczących szkodliwości nowych form wyrobów nikotynowych. Brakowało dotąd perspektywy samych konsumentów tychże wyrobów” – mówi dr hab. Janusz Sytnik-Czetwertyński z Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, profesor Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, główny koordynator zespołu ekspertów i autor ankiet badawczych.

Połowa respondentów deklaruje, że decyzja o przejściu z papierosów na podgrzewacze jest ich świadomym etapem do wyjścia z nałogu lub częścią szerszego planu wyjścia z nałogu i zmian w stylu życia

Zastosowana metodologia badawcza i podwójna weryfikacja badań, przeprowadzonych przez różne pracownie badawcze, mogą stanowić kolejny argument przemawiający za szerszym stosowaniem strategii ograniczania szkód zdrowotnych będących skutkiem palenia papierosów w Polsce. Opinia publiczna, ale przede wszystkim – decydenci otrzymują wraz z badaniem twarde dane, pozwalające projektować nowe polityki zdrowia publicznego, zwiększające szansę na wyeliminowanie papierosów z przestrzeni publicznej nad Wisłą.

„Jesteśmy przekonani, że zarówno sam raport, jak i dane z tego badania, okażą się silnym impulsem do stworzenia krajowego i publicznie dostępnego w Polsce systemu, który pozwoli ocenić toksyczność i sklasyfikować szkodliwość wyrobów tytoniowych, w odniesieniu do papierosa jako produktu referencyjnego, który nadal pozostaje najbardziej rozpowszechnionym produktem wśród palaczy. Dopuszczanie do obrotu wszelkich wyrobów nikotynowych powinno odbywać się na podstawie procedury rejestracyjnej oraz badań laboratoryjnych, prowadzonych przez instytucje krajowe. Tak jak ma to miejsce obecnie w wielu innych krajach, na czele ze Stanami Zjednoczonymi, które dostarczają nam modelowych regulacji w tym zakresie” – mówi Grzegorz Ziemniak z Instytutu Zdrowia i Demokracji.

Celem porównania przez respondentów odczuć co do stosowania urządzeń alternatywnych z odczuciami towarzyszącymi paleniu papierosów zespół ekspertów wybrał tzw. podgrzewacze tytoniu z kilku powodów. Po pierwsze – to urządzenia dostępne w najbardziej wystandaryzowanym asortymencie. Na polskim rynku dostępnych jest jedynie kilka wariantów takich urządzeń. Uwzględnienie w badaniu rodziny tzw. e-papierosów byłoby niemiarodajne z uwagi na nieznaną liczbę urządzeń dostępnych w Polsce i niezliczoną potencjalną liczbę możliwych kombinacji płynów (e-liquidów) z nikotyną do waporyzacji. Zawężenie wyboru do węższej i wystandaryzowanej rodziny podgrzewaczy tytoniu stwarzało lepszą i klarowniejszą świadomość co do produktów używanych przez respondentów, zwiększając wiarygodność wyników badań. Po drugie należy podkreślić, iż podgrzewacze tytoniu są urządzeniami elektronicznymi podgrzewającymi wkłady zawierające rozdrobniony tytoń, a więc są najbliższym zamiennikiem dla papierosa.

Cały raport dostępy jest na stronie Instytutu Zdrowia i Demokracji, pod adresem: http://izid.pl/pdf/IZiD_Badanie_opinii_2023.pdf 


Dodatkowe informacje

Badanie

Badanie „Polacy o swoim nałogu nikotynowym – Badanie opinii publicznej” przeprowadzono metodą CAWI na dwóch niezależnych grupach, w każdej po 1250 osób. Zastosowano technikę pytań porównawczych dla uzyskania efektu maksymalnej wiarygodności badanych odczuć ankietowanych.

Założeniem badania było stworzenie warunków umożliwiających pobranie opinii od użytkowników w sposób bezstronny i wiarygodny. Biorąc to pod uwagę, przekazano kwestionariusz ankiety dwóm niezależnym pracowniom badawczym, których zadaniem było jednoczesne przeprowadzenie badań (na dwóch odmiennych, równie obszernych grupach reprezentatywnych, po 1250 osób każda). W ten sposób uzyskano efekt tzw. krzyżowej, statystycznej wiarygodności dla wyników obu grup.

„Polacy o swoim nałogu nikotynowym – Badanie opinii publicznej”

Wydawca: Instytut Zdrowia i Demokracji

Autorzy raportu:

dr hab. Janusz Sytnik-Czetwertyński, Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego

prof. dr hab. Andrzej Matyja, Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego

prof. dr hab. Katarzyna Koziak, Warszawski Uniwersytet Medyczny

dr hab. Magdalena Kozela, Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego

dr Małgorzata Witusiak-Kaleta, Katolicki Uniwersytet Lubelski


Instytut Zdrowia I Demokracji

Instytut Zdrowia i Demokracji (IZiD) to istniejąca od 2013 r. grupa ekspercka działająca i oferująca unikatowe kompetencje, wiedzę i relacje w sektorach ochrony zdrowia, przemysłu farmaceutycznego, wyrobów medycznych, świadczeń specjalistycznych.

IZiD to także platforma wymiany wiedzy, opinii i poglądów w obszarze wspierania polityk publicznych, która jest podstawą działań w zakresie edukacji, dialogu, podnoszenia świadomości wagi zdrowia w percepcji społecznej i politycznej.

IZiD jest wydawcą codziennego biuletynu FlashBrief24 podsumowującego najważniejsze wydarzenia i zapowiedzi, a także cenionego przez branżę healthcare i pharma cotygodniowego, szytego na miarę biuletynu informacyjnego MarketBrief trafiającego do indywidualnych, oryginalnych adresatów, w tym do kluczowych osób decydujących o polityce zdrowotnej państwa.

 

Źródło informacji: Instytut Zdrowia i Demokracji, PAP mediaroom