Medicalpress
Powszechna reklama piwa jest jednym z trzech głównych czynników przedwczesnej inicjacji alkoholowej w Polsce, bo nie da się przed nią uchronić nieletnich. 77 proc. respondentów badania ICŚ stwierdziło[1], że spotkali się z reklamami piwa, kiedy byli niepełnoletni. Według KRRiTV w 2022 roku tylko w samej telewizji wyemitowano 2 972 godziny reklam piwa[2], co daje 124 dni emisji. Gdyby je skumulować do jednego kanału TV, przez ponad 4 miesiące nadawałby tylko reklamy piwa przez całą dobę!
Reklama piwa, przyzwolenie dorosłych oraz wpływ grupy rówieśniczej to trzy główne czynniki przedwczesnej inicjacji alkoholowej nieletnich w Polsce. Według ekspertów badających zjawisko na całym świecie, im wcześniejsze doświadczenia małoletnich z napojami alkoholowymi, tym większe ryzyko, że jako osoby dorosłe będą pili w sposób szkodliwy. Badania Instytutu Człowieka Świadomego, podobnie, jak 30 lat prowadzonych w Polsce badań ESPAD, wskazują, że pierwszym alkoholem, po który sięgają niepełnoletni jest piwo – 78 proc. z nich próbowało piwa za zgodą rodziców[3]. Młodzież przyznaje, że dostęp do piwa jest dla nich najłatwiejszy – 66 proc. nieletnich kupuje je z powodu niskiej ceny i dobrej dostępności w sklepach, a także dlatego, że dorosłym łatwo jest przymknąć oko na sprzedaż piwa małoletniemu.

Reklama normalizuje obecność piwa w przestrzeni publicznej

Wizerunek piwa w oczach młodych jest dokładnie taki, jak kreują go piwne reklamy. 77 proc. respondentów badania ICŚ[4] stwierdziło, że spotkali się z reklamami piwa, kiedy byli niepełnoletni. Jeśli do reklam w mediach dodamy sponsoring sportowy i kulturalny, a co za tym idzie obecności piwa na stadionach czy koncertach to przy tak dużej ekspozycji reklamowej, szczególnie kierowanej do młodych dorosłych odbiorców, niemożliwa jest całkowita ochrona nieletnich przed przekazem reklamowym. WHO wskazuje, że sponsoring tego typu wydarzeń, często transmitowanych do miliardów odbiorców na całym świecie, buduje pozytywne nastawienie do piwa jako kategorii oraz zwiększa jego społeczną akceptację[5]. Zdaniem 28 proc. respondentów w wieku 18+ badania omnibusowego Ariadna reklamy piwa przyczyniają się do zwiększenia spożycia alkoholu w Polsce, 22 proc. jest zdania, że zachęcają młodzież do picia piwa, a 26 proc. uważa, że nie powinny być dostępne dla nieletnich[6]. Powodują, że nawet picie piwa w miejscach publicznych jest bardziej społecznie akceptowane niż jakichkolwiek innych napojów alkoholowych (62 proc. respondentów)[7].

– Mózg nastolatka jest bardziej narażony na kontekstowe sygnały, które najpierw towarzyszą, a potem kojarzą się ze spożywaniem alkoholu, takie jak muzyka, zapachy czy dźwięki. Ta obserwacja ma ogromne znaczenie dla problemu reklamy w otoczeniu młodych ludzi, szczególnie przez promowany w reklamach atrakcyjny styl życia, któremu towarzyszy picie piwa. Szereg badań światowych wskazuje, że w odbiorze nieletnich reklamy napojów alkoholowych zachęcają ich do picia. Tym, co przyciąga i co podoba się młodym, nie jest sam produkt, ale prezentowany w spotach reklamowych styl życia osób pijących. Analiza wpływu reklam na świadomość młodych ludzi wskazuje, że są oni podatni na pozytywne warunkowanie picia alkoholu przez reklamę, a sama reklama pobudza ich ciekawość, zainteresowanie i wywołuje pozytywne nastawienie do alkoholu. Z taką sytuacją mamy do czynienia w Polsce, gdzie powszechna jest reklama piwa, obecna we wszystkich mediach. – komentuje prof. dr hab. n. med. i n. o zdrowiu Marek Krzystanek, jeden z ekspertów raportu ICŚ.

Pobłażliwość dorosłych

Pomimo obowiązującego w Polsce zakazu sprzedaży napojów alkoholowych osobom poniżej 18. roku życia, niepełnoletnia młodzież nie ma problemu, by je zdobyć. 64 proc. respondentów badania ICŚ wskazało, że napoje alkoholowe były dla nich łatwe do kupienia, zanim osiągnęli pełnoletniość. 31 proc. z nich podejmowało samodzielne i udane próby ich zakupu w sklepach. Respondenci badania ICŚ, podobnie jak uczestnicy ESPAD, potwierdzają̨, że dla nastolatków najłatwiejszym do kupienia napojem alkoholowym jest piwo.
wykresy6.jpg
wykresy8.jpg
Łatwość zakupu piwa przez niepełnoletnich wynika w dużym stopniu z większej pobłażliwości sprzedających, którzy w takiej sytuacji są skłonni przymknąć oko na zakup napoju o niskiej zawartości alkoholu przez osobę, która nie jest pełnoletnia lub też nie weryfikować pełnoletniości kupującego. Badana młodzież jest zdania, że społeczeństwo lekceważy piwo, traktuje je zbyt lekko. Stwierdzenie „piwo to nie alkohol” pada często na imprezach, niby żartem, pod adresem kogoś, kto pije tylko piwo. Zdaniem respondentów w starszych pokoleniach jest większe pobłażanie i przyzwolenie na picie piwa, co jednoznacznie pokazują ich doświadczenia z wczesną inicjacją alkoholową w domu, za przyzwoleniem rodziców (78 proc. badanych miało okazję za zgodą rodziców poznać smak piwa)[8]. 65 proc. młodych przyznało również, że ich rodzice bardziej łagodnie traktowali wypicie piwa przez niepełnoletniego, niż innego alkoholu.

Polityka alkoholowa w Polsce jest niekonsekwentna

Eksperci ICŚ wskazują na brak konsekwencji w polityce alkoholowej państwa, szczególnie w obszarze ochrony nieletnich. Z jednej strony rząd w ciągu kilku dni rozprawił się z alkotubkami, których pojawienie się na rynku w kolorowych opakowaniach przypominających owocowe musy dla dzieci wywołało społeczne protesty. Słuszne zresztą, bo infantylizowanie napojów alkoholowych jest niedopuszczalne i nie może być akceptowane. Z drugiej strony ustawodawca pozwala promować piwo we mediach i podczas masowych imprez sportowych czy kulturalnych.

– Z medycznego punktu widzenia, każdy napój alkoholowy – i słaby, i mocny – ma taki sam wpływ na małoletnich, bo zawiera tę samą substancję chemiczną: etanol. Jednak państwo polskie traktuje etanol w piwie w sposób pobłażliwy i wyjątkowy, zezwalając na jego powszechną reklamę, szeroką dostępność, pozwala na promocje cenowe, które wprost są zachętą do kupowania i picia więcej. To wszystko w sposób bezpośredni wpływa zarówno na społeczną percepcję piwa, jak i na jego łatwą dostępność dla nieletnich, a od piwa zaczyna się ich inicjacja alkoholowa. – komentuje prof. Krzystanek.

Dr Janusz Krupa, prezes ICŚ dodaje:

– Jeżeli zadajemy sobie pytanie, co zrobić, aby inicjacja alkoholowa następowała jak najpóźniej, bo z każdym rokiem jej opóźnienia mamy szansę zmniejszyć nawet o 14% ryzyko uzależnienia od alkoholu w wieku dorosłym, to pierwszym wyzwaniem jest picie piwa przez nieletnich. Skoro więc oburzają nas alkotubki, bo udają owocowy nie-alkohol i stanowią zagrożenie dla małolatów, czas najwyższy, aby oburzyć się na powszechną promocję piwa, bo przyciąga nieletnich i utrwala szkodliwy mit, że piwo to taki nie-alkohol.

 


Instytut Człowieka Świadomego
Instytut Człowieka Świadomego (ICŚ) – to organizacja pozarządowa, zajmująca się tematyką związaną ze zdrowiem publicznym. Instytut został utworzony w 2017 roku, a jego misją jest podnoszenie świadomości społeczeństwa na temat profilaktyki i zachowań prozdrowotnych. ICŚ tworzą ludzie zaangażowani w edukację zdrowotną, eksperci ochrony zdrowia, lekarze, specjaliści ds. komunikacji i analitycy. Instytut wspiera pacjentów, kadry medyczne oraz instytucje ochrony zdrowia w stawianiu czoła największym wyzwaniom zdrowotnym naszych czasów, takim jak palenie tytoniu, otyłość, nadciśnienie i choroby układy krążenia, cukrzyca, nadmierne spożycie alkoholu. Działalność ICŚ skupia się na priorytetach zdrowotnych, które są zawarte w Krajowym Programie Transformacji (KPT) na lata 2022 – 2026. Dokument programowy ICŚ „Kluczowe ryzyka zdrowotne w Polsce stan na styczeń 2024” jest dostępny na stronie: https://instytutczlowiekaswiadomego.pl/projekty/

[1] Inicjacja alkoholowa i postawy wobec alkoholu, maj 2024, TG 18-22 lata, N= 656, Delikatesy Badawcze
[2] Dane Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji
[3] Inicjacja alkoholowa i postawy wobec alkoholu, maj 2024, TG 18-22 lata, N=656, Delikatesy Badawcze
[4] Inicjacja alkoholowa i postawy wobec alkoholu, maj 2024, TG 18-22 lata, N= 656, Delikatesy Badawcze
[5] WHO, Reducing the harm from alcohol – by regulating cross-border alcohol marketing, advertising and promotion: a technical report 2022
[6] Omnibus CAWI na panelu Ariadna, TG: 18+, N=1152, kwiecień 2024
[7] Omnibus CAWI na panelu Ariadna, TG: 18+, N=1152, kwiecień 2024
[8] Inicjacja alkoholowa i postawy wobec alkoholu, maj 2024, TG 18-22 lata, N=656, Delikatesy Badawcze
źródło: Raport IĆS: „Inicjacja alkoholowa dzieci i młodzieży w Polsce – diagnoza problemu, przyczyny i konsekwencje”
Problem otyłości staje się w Polsce coraz poważniejszy, a statystyki rosną z roku na rok. Prognozy Narodowego Funduszu Zdrowia wskazują, że w 2025 roku 28% Polaków [1] będzie się zmagać z tą chorobą, która według definicji Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) należy do chorób przewlekłych, a także przyczynia się do wielu problemów zdrowotnych. Firma Life Harmony Pharm, producent preparatów NO-sweet®, postanowiła zgłębić to zjawisko w swoim najnowszym raporcie „Otyłość dzisiaj w oczach Polaków”[2]. Czego się dowiedzieliśmy?
Otyłość pod lupą
Aby lepiej poznać zdanie Polaków na ten temat Centrum Badawczo-Rozwojowe BioStat w październiku 2024 przeprowadziło ankiety na zlecenie Life Harmony Pharm, producent preparatów NO-sweet®. W badaniu wzięło 1000 osób, wśród których znalazło się 525 kobiet i 475 mężczyzn z różnych województw.  Byli to przedstawiciele różnych grup wiekowych: 18-29 lat (14,9%), 30-39 lat (18,1%), 40-49 lat (19,8%), 50-59 lat (14,9%) oraz powyżej 60 roku życia (32,3%). Większość z nich posiadała wykształcenie średnie (37,1%), pozostali: poniżej średniego (35,7%) oraz wyższe (27,3%).
 
Co dokładnie myślimy o otyłości?
Według WHO jest to choroba przewlekła, ale czy większość Polaków sądzi podobnie? Okazuje się, że w tej kwestii jesteśmy w miarę zgodni. Na pytanie: czy otyłość jest chorobą twierdząco odpowiedziało aż 84% ankietowanych. Najczęściej tak twierdzili przedstawiciele najmłodszej badanej grupy, czyli osoby w wieku 18-29 lat (aż 91%). Z kolei najniższy odsetek wystąpił w grupie trzydziestolatków (81%).

Ankietowanych zapytano również o to, który z czynników uważają za najbardziej skuteczny w walce z otyłością. Do wyboru mieli: zmianę nawyków żywieniowych, eliminację cukru i słodyczy z diety, stosowanie leków na otyłość, operację zmniejszenia żołądka. Tu 75% ankietowanych wskazało, że to właśnie zmiana nawyków żywieniowych daje szansę pozbycia się nadprogramowych kilogramów. Drugą w kolejności odpowiedzią była eliminacja cukru z diety (18%). Leki wskazało zaledwie 2% ankietowanych, zaś operację tylko 4%. Proporcje w poszczególnych grupach wiekowych były niemal takie same. Jedynie wśród pięćdziesięciolatków nie pojawiła się ani jedna odpowiedź twierdząca, że skuteczne jest stosowanie leków na otyłość.
 
Co przyczynia się do powstania otyłości?
To pytanie zostało podzielone na sześć sekcji. W każdej z nich przedstawiono jedną z przyczyn otyłości, a pierwszą były niezdrowe nawyki żywieniowe. Z tym, że są one odpowiedzialne za dodatkowe kilogramy zdecydowanie zgodziło się aż 73% ankietowanych. Tylko 1% badanych absolutnie temu zaprzeczył.

Następnie zapytano ankietowanych o to, czy za otyłość odpowiada spożywanie cukru i słodyczy, z czym zdecydowanie zgodziło się 56%. Tylko w grupie 18-29 lat mniej niż połowa osób odpowiedziała właśnie w taki sposób. Niewiele, bo niespełna 4% ogółu stwierdziła, że nie zgadza się z tym stwierdzeniem, lub absolutnie się nie zgadza.

W kwestii nieregularnych godzin posiłków zdania były bardziej podzielone. Połowa Polaków odpowiedziała „tak” lub „zdecydowane tak”, 36% nie potrafiło jednoznacznie wskazać, czy zgadza się z tym stwierdzeniem, z kolei negatywnych głosów było ok. 13%. Bardziej wyraziste zdanie mamy z kolei na temat braku aktywności fizycznej. W tym przypadku 29% zgadza się, a 55% zdecydowanie się zgadza, że to jedna z przyczyn powstawania otyłości. Tylko niecałe 4% ankietowanych ma odmienne zdanie.

Kiedy z kolei zapytano, czy to czynniki genetyczne są winne otyłości, „tak” odpowiedziało 31% a „zdecydowane tak” 27%. Niewiele, bo zaledwie 12% sądzi odwrotnie. Na koniec pod lupę wzięto stres i problemy psychiczne, gdzie połowa Polaków stwierdziła, że mają one wpływ na nadprogramowe kilogramy. 12% nie widzi związku między nimi a otyłością, a 28% nie odpowiedziało ani „tak” ani „nie”. 
Ciekawostką tej części badania jest fakt, że zdecydowanie więcej osób za otyłość obwinia niezdrowe nawyki żywieniowe, czy ochotę na słodycze, niż geny.
 
Wpływ otyłości na życie
Kolejne pytanie brzmiało: Czy uważa Pani/Pan, że osoby otyłe spotykają się z dyskryminacją w społeczeństwie? W tym przypadku odpowiedzi często i czasami udzieliło kolejno 28 i 56%, czyli w sumie 84% ankietowanych sądzi, że jest taki problem. Nie dostrzega go jedynie 5% społeczeństwa. Te wyniki były podobne we wszystkich grupach wiekowych, jednak najwięcej odpowiedzi „często” udzielali zwłaszcza najmłodsi ankietowani (39% wśród osób w wieku 18-29 lat).

Pod lupę wzięto także emocje, jakie zwykle towarzyszą nam, gdy myślimy o swojej wadze. Okazuje się, że poczucie akceptacji ma w tym przypadku 44%, ale niewiele mniej osób czuje jednak zmartwienie (30%), 14% wskazuje frustrację, a tylko 11% zadowolenie. Zbliżone wartości towarzyszyły przedstawicielom wszystkich grup wiekowych.

Bardzo duży odsetek, bo aż 89% Polaków uważa, że otyłość jest dziś problemem społecznym. Ponad połowa ankietowanych sądzi, że jest on poważny (54%, z czego najwyższy odsetek był w grupie 40. i 60-latków, po 58%). Z kolei 35% wskazuje, że jest to problem społeczny, ale nie kluczowy. Tylko 7% respondentów odpowiedziało „nie”, przy jednoczesnym stwierdzeniu, że to indywidualna sprawa każdego człowieka.
 
Jak się pozbyć kilogramów?
W większości traktujemy otyłość jako problem społeczny, mamy też zdecydowany wzrost osób, które na nią cierpią. Jednocześnie poszukują one złotego środka i sposobu, by pomóc sobie w tej chorobie. Dlatego w badaniu padło również pytanie o to, czy uważamy, że otyłość wynika głównie z czynników, na które mamy wpływ, czy z przyczyn niezależnych od jednostki. Tu najwięcej, bo aż 41% osób wybrało jednak tę pierwszą opcję. Przykładem może być tu odpowiednia dieta czy aktywność fizyczna. Tylko 9% ankietowanych stwierdziła, że otyłość wynika głównie z przyczyn od nas niezależnych (np. genetyka, choroby), natomiast aż 47% uznała, że jest to kombinacja obu – zależnych od nas i tych, na które nie mamy wpływu.

Po części te odpowiedzi pokrywają się z udzielonymi na kolejne pytanie: którą z poniższych opcji wybrałaby Pani/Pan lub poleciła, aby zredukować masę ciała? W tej kwestii zdecydowanie wygrywa dieta i regularna aktywność fizyczna, co wskazało 83% ankietowanych. Tylko 7% przy odchudzaniu wsparłaby się lekami farmakologicznymi na receptę, a 6% wybrałaby suplementy diety. Najmniej osób, bo tylko 2% zdecydowałaby się na operację zmniejszenia żołądka oraz liposukcję (również 2%). Ogólnie niespecjalnie chcemy się wspomagać zabiegami. Tylko 27% ankietowanych zdecydowałaby się skorzystać z medycyny estetycznej, aby zredukować nadmierną masę ciała. Przeciwna takim praktykom jest jedna trzecia społeczeństwa, z kolei aż 40% nie ma zdania na ten temat. Przy tym pytaniu odpowiedzi nieznacznie różniły się w poszczególnych grupach wiekowych. Warto wspomnieć, że ku medycynie estetycznej skłaniałaby się przede wszystkim grupa trzydziestolatków (40%), natomiast najmniejszym zainteresowaniem cieszy się ona wśród najstarszych ankietowanych (tylko 14%).
 
Podsumowanie
Na podstawie raportu Otyłość dzisiaj w oczach Polaków” przygotowanego na zlecenie Life Harmony Pharm, producenta preparatów NO-sweet® dowiadujemy się, w jaki sposób postrzegamy ten problem w Polsce. Zdecydowanie na plus można uznać fakt, że coraz więcej z nas uważa otyłość za chorobę przewlekłą, o czym wciąż przypominają eksperci. Zdajemy też sobie sprawę z tego, że nie wystarczają tylko dobre chęci, by pozbyć się nadprogramowych kilogramów, ale duże znaczenie ma zmiana pewnych nawyków. Coraz więcej z nas zdaje sobie sprawę, jak wiele zależy od właściwej diety i aktywności fizycznej, a jako metody ostateczne traktuje farmakologię czy medycynę estetyczną. Niewątpliwie z badania wynika również, że życie z nadprogramowymi kilogramami nie jest łatwe, nie tylko z powodów zdrowotnych, ale także przez pryzmat postrzegania otyłych osób. W dużej większości mogą się one czuć dyskryminowane, zwłaszcza że we współczesnym świecie często stykamy się z wyimaginowanymi ideałami, a w social-mediach promowany jest kult szczupłej sylwetki. Niemniej, coraz więcej z nas dostrzega problem otyłości w społeczeństwie. Wszelkie kampanie edukacyjne oraz badania dotyczące tej choroby oraz sposobów radzenia sobie z nią są więc jak najbardziej potrzebne.
 
[1] Raport „Cukier, otyłość – konsekwencje”; – https://www.nfz.gov.pl/aktualnosci/aktualnosci-centrali/prezentacja-raportu-cukier-otylosc-konsekwencje,7296.html
[2] N: 1000 osób, w tym 525 kobiet i 475 mężczyzn. Badanie przeprowadzone w październiku 2024 przez BIOSTAT na zlecenie Life Harmony Pharm producenta NO-sweet®
źródło: No Sweet
Wiele mówi się o kobiecych emocjach, ale co z mężczyznami? Czy wciąż żyjemy w świecie, gdzie prawdziwy mężczyzna nie może pozwolić sobie na łzy? Gedeon Richter Polska w swoim najnowszym raporcie „Zrozumieć męskość. Rzeczywistość polskiego mężczyzny” przybliża portret współczesnego Polaka i jego podejście do emocji.
Firma Gedeon Richter jest zleceniodawcą badania[1], dzięki któremu mamy okazję lepiej zrozumieć jacy są Polacy. Sporządzony na jego podstawie raport „Zrozumieć męskość. Rzeczywistość polskiego mężczyzny” został podzielony na kilka sekcji. Wśród nich nie zabrakło tej, dotyczącej podejścia do emocji. Choć wciąż panuje stereotyp „twardziela”, coraz więcej mężczyzn otwarcie mówi o swoich uczuciach.
 
Czy warto rozmawiać o uczuciach?
Niejednokrotnie mężczyźni w popkulturze byli przedstawiani jako ci, którzy zamykają się w sobie i niechętnie opowiadają o swoich potrzebach. Jakie wnioski płyną z raportu przeprowadzonego na zlecenie Gedeon Richter Polska? Aż 65% ankietowanych chciałoby mieć z kim porozmawiać o emocjach (w związkach 61% vs. single – 74%). Taką chęć najczęściej odczuwają ankietowani w wieku 18-25 lat (to aż 79%!). Jednocześnie to właśnie oni przyznawali, że nie mają z kim rozmawiać o problemach i obawach (54% vs. 41% ogólnie). Badania pokazują, że są w gorszej kondycji psychicznej niż pozostali, bo częściej odczuwają osamotnienie, jak również smutek czy zniechęcenie. To więc dość przykry obraz najmłodszego pokolenia. – Te dane mnie zasmuciły, ale nie zaskoczyły. W raporcie jest też informacja o tym, że większość mężczyzn, niezależenie od wieku, na ogół rozmawia o pozytywnych emocjach (42%), a o negatywnych tylko 31%, a przecież rozmowa z drugim człowiekiem i poczucie akceptacji to nasza podstawowa ludzka potrzeba – mówi Kamila Raczyńska, edukatorka seksualna i trenerka zajmująca się od 20 lat zagadnieniem dobrostanu, w tym relacyjnego i seksualnego.

W przypadku rozmów o emocjach najmniej wymagający wydają się ankietowani, zwłaszcza w wieku 56-69 lat, którzy znacznie mniej odczuwają brak powiernika (26%), zaś ogólnie deficyt towarzysza dwukrotnie rzadziej dotyka mężczyzn w związkach niż singli (30% vs. 63%). Jednocześnie badania pokazały, że to przedstawiciele najstarszej grupy są najmniej skłonni do rozmów o emocjach, co argumentują głównie tym, że nie lubią tego robić i obawiają się reakcji drugiej strony. Wydaje się, że w Polsce wciąż wielu mężczyznom trudno przychodzi jakakolwiek rozmowa. Najczęściej dzieje się tak, ponieważ nie lubią tego robić (39%) lub twierdzą, że nie mają takiej potrzeby (34%). Z kolei aż co trzeci ankietowany tłumaczy się brakiem umiejętności (31%) w tej kwestii.

 
Co czują mężczyźni?
Raport „Zrozumieć męskość. Rzeczywistość polskiego mężczyzny” pomaga wysunąć wniosek, że współcześni Polacy zaczęli dostrzegać jak ważne są emocje i powoli przestają się ich wstydzić. Co więcej, 25% panów korzystało przynajmniej raz z porad psychologa/psychoterapeuty, a 21% z pomocy psychiatry. Z kolei niemal 3 na 4 ankietowanych przyznaje, że obecnie panowie są bardziej wrażliwi i emocjonalni. Chociaż w mniejszośćci są Ci, którzy uważają, że mężczyźni powinni radzić sobie ze wszystkim sami (34%), nie powinni okazywać słabości (33%) i nie wypada im płakać (24%), to jednak wciąż padają takie odpowiedzi.

Największym zaskoczeniem jest dla mnie jednak dość wysoki odsetek Polaków (24%), którzy wciąż przyznają, że mężczyźnie nie wypada płakać! Więc z jednej strony, współcześni mężczyźni, według własnej deklaracji, są bardziej wrażliwi i emocjonalni, ale z drugiej: oby nie za bardzo – podsumowuje te wyniki Kamila Raczyńska. Wielu mężczyzn odczuwa za to presję w relacji z kobietami. Aż 78% z nich przyznaje, że spotyka się z negatywną reakcją, gdy niepochlebnie wypowiedzą się na temat ich wyglądu. Z kolei 60% ankietowanych uważa, że „męskie” obowiązki takie jak np. dbanie o samochód są niedoceniane przez panie. Ponad połowa (59%) uważa, że to mężczyzna powinien być w stanie sam zapewnić bezpieczeństwo finansowe rodziny, a także że na nich spoczywa większa odpowiedzialność (56%).

 
Czy Polak ma kompleksy?
Ta część raportu z pewnością wypada lepiej niż mogłoby się wydawać. Otóż, z odpowiedzi ankietowanych wynika, że Polacy są raczej zadowoleni zarówno całościowo ze swojego życia (średnia ocena 6,9 w skali od 1-10), jak i z samych siebie (6,7). Co ciekawe, ten odsetek jest wyższy wraz z wiekiem oraz wśród panów pozostających w związku. W raporcie „Zrozumieć męskość. Rzeczywistość polskiego mężczyzny” zapytano też panów o ocenę ich wyglądu. Te dane warto porównać z kobiecym punktem widzenia, jaki przedstawiał raport „Seksualna mapa Polki”. Poczucie własnej atrakcyjności wśród panów wyniosło średnio 6,6, z kolei kobiet 6,7, więc dużych różnic nie ma. Na dodatek niezależnie od płci wzrasta ono z wiekiem. Mężczyźni pozostający w związkach również wyżej oceniają własną atrakcyjność niż single.

Cieszy mnie ta zgodność. Im człowiek starszy, bez względu na płeć, tym chętniej wreszcie sobie odpuszcza. To jest według mnie bardzo dobra tendencja i ma odzwierciedlenie w tym, jak młodsi mężczyźni definiują męskość (poprzez atrakcyjny wygląd i wysportowane ciało), a jak starsi (mądrość życiowa, odpowiedzialność)podsumowuje Kamila Raczyńska.

Wygląda więc na to, że powoli idziemy w dobrą stronę. Wielu mężczyzn wyraża chęć do pracy nad swoimi emocjami. Chcą zrozumieć siebie i otoczenie, a także nawiązać głębsze, autentyczne więzi z innymi. W badaniu wskazano, że otwarte rozmowy o emocjach, nawet w kontekście trudnych doświadczeń, stają się coraz ważniejsze. Raport „Zrozumieć męskość” podkreśla, że kluczowe jest, aby mężczyźni czuli się akceptowani w wyrażaniu swoich emocji oraz zachęca do refleksji i dialogu, a także do zrozumienia, że wrażliwość nie jest oznaką słabości, lecz siły, która może przyczynić się do tworzenia zdrowszych relacji zarówno w sferze osobistej, jak i społecznej.
 
Więcej informacji:
https://zdrowa-ona.pl/zrozumiec-meskosc-rzeczywistosc-polskiego-mezczyzny/

 

[1] Metoda badawcza: Badanie internetowe CAWI zrealizowana na panelu badawczym reaktoropinii.pl należącym do Instytutu Badań Pollster. Próba badawcza: reprezentatywna próba mężczyzn w wieku 18-69 lat (zgodna ze strukturą populacji dostarczaną przez GUS w ramach spisu powszechnego). W ramach badania przeprowadzono 1078 ankiet. Termin realizacji badania: lipiec 2024

źródło: Gedeon Richter

80 proc. nastolatków w wieku 15-16 lat piło już alkohol, 78 proc. z nich sięga po piwo. Z każdym rokiem opóźnienia inicjacji alkoholowej o 14 proc. maleje prawdopodobieństwo uzależnienia od alkoholu, a ryzyko nadużywania o 8 proc. – wynika z raportu przygotowanego przez Instytut Człowieka Świadomego. Raport wskazuje jednocześnie, że rośnie odsetek nastolatków przekonanych o ryzykach zdrowotnych picia alkoholu.

Jednym z najważniejszych problemów zdrowotnych dotyczących Polaków, zaraz po paleniu tytoniu, nadciśnieniu, otyłości i cukrzycy, jest nadmierne spożywanie alkoholu. W Europie to trzeci w kolejności czynnik ryzyka zdrowotnego populacji, który przyczynia się do przedwczesnych zgonów oraz niesprawności Europejczyków (12 proc. u mężczyzn i 2 proc. wśród kobiet).

Autorzy raportu „Inicjacja alkoholowa wśród dzieci i młodzieży w Polsce: diagnoza problemu, przyczyny i konsekwencje”, przygotowanego przez Instytut Człowieka Świadomego, zwracają uwagę na to, że nie ma znaczenia, pod jaką postacią młodociani piją alkohol. Jak podkreślają, napoje niskoprocentowe są również szkodliwe dla zdrowia psychicznego i fizycznego rozwijającego się nastolatka co wysokoprocentowe – spożywanie alkoholu w różnych ilościach powoduje m.in. nieodwracalne uszkadzanie młodych ewolucyjnie części mózgu, związanych z wyższymi funkcjami psychicznymi.

„Istnieją trzy główne determinanty wczesnej inicjacji alkoholowej: rodzina, grupa rówieśnicza i reklama [w Polsce dozwolona jest, pod pewnymi obostrzeniami, reklama piwa – PAP MediaRoom]. Pierwszy etap inicjacji alkoholowej odbywa się w domu, za wiedzą i zgodą rodziców, w wieku 10-12 lat. Problem dotyczy 85 proc. badanej młodzieży. Drugi etap inicjacji ma miejsce poza domem, w gronie rówieśników – mediana wieku to 16 lat” – tłumaczył podczas prezentacji raportu dr Janusz Krupa, prezes zarządu Instytutu Człowieka Świadomego, specjalista medycyny rodzinnej. Dodał, że w jednym i w drugim przypadku piwo jest głównym alkoholem inicjacji nieletnich, bo jest powszechnie dostępne, tanie i pobłażliwie traktowane przez dorosłych. 

Dr Krupa podkreślił, że dziecko „dobrze wyposażone” w określone zachowania w rodzinnym domu jest w stanie sobie poradzić z presją rówieśników.

„Pierwszy raz piłem alkohol po 18. urodzinach. Nie bez znaczenia był wpływ mojego trenera koszykówki, który powiedział, że jeśli chociaż raz zobaczy kogoś z papierosem albo poczuje od kogoś alkohol, to ta osoba nie będzie miała już wstępu na trening. Nikt z nas tego nie zrobił” – dodał dr Krupa.

Ida Zalewska, badaczka rynku i opinii, powiedziała, że ponad połowa nastoletnich respondentów wskazała, że kiedy mieli około dziesięciu lat, to rodzice pozwalali im w domu spróbować alkoholu i były to przede wszystkim napoje niskoprocentowe, jak piwo czy szampan, ale zdarzały się i alkohole mocniejsze. 

„Młodzi ludzie najczęściej wybierają piwo, bo jest łatwo dostępne i tanie. Łatwiej jest też niepełnoletnim je kupić, bo i sprzedawcy, i osoby dorosłe, które oni proszą o pomoc w zakupie alkoholu, raczej przymykają na to oko częściej niż w przypadku innych alkoholi. Młodzież pije też chętnie piwo smakowe, bo nie piją po to, aby poczuć smak alkoholu, tylko po to, żeby poczuć jego działanie. W dodatku lubią słodkie napoje” – tłumaczyła Ida Zalewska.

Polska młodzież pod względem wieku inicjacji oraz innych wskaźników spożycia alkoholu, takich jak: częstotliwość picia, wielkość spożycia, częstotliwość picia nadmiernego lub upijania się, nie należy do przodującej w Europie, lecz lokuje się w grupie krajów o średniej wartości tych wskaźników – wynika z badania ESPAD [badania ankietowe dotyczące używania substancji psychoaktywnych przez młodzież szkolną realizowane są w Polsce co cztery lata i stanowią część międzynarodowego projektu: „European School Survey Project on Alcohol and Drugs” – PAP MediaRoom]. Pod tym względem w Polsce od 2007 r. notuje się trendy spadkowe. 

Janusz Sierosławski, socjolog, autor polskich badań prowadzonych w ramach międzynarodowego projektu ESPAD, zaznaczył, że od 2003 r. w Polsce odnotowane są pozytywne trendy, jeśli chodzi o spożywanie alkoholu przez dzieci i młodzież.

„Wszystkie wskaźniki, zarówno odsetki tych, którzy pili w czasie ostatnich 30 dni, jak i tych, którzy próbowali kiedykolwiek napojów alkoholowych, powoli się obniżają z 98-99 proc. do 88 proc.” – powiedział Sierosławski. Dodał, że większość krajów europejskich ma te odsetki wyższe, a spowodowane jest to prawdopodobnie czynnikiem kulturowym. 

Według badania ESPAD rośnie też odsetek nastolatków przekonanych o ryzykach zdrowotnych związanych z piciem napojów alkoholowych. 

Karolina Krzysik-Klemanów, psycholożka, psychoterapeutka, zauważyła, że bazując na raporcie i własnych doświadczeniach klinicznych, może powiedzieć, że sprawa jest złożona – inicjacja spożywania alkoholu jest podejmowana w różnym wieku i stoją za nią różne przyczyny.

„Nastolatek buntuje się przeciw rodzicom, co jest naturalne. Złe jest to, kiedy do tego buntu zaprzęgnięty jest alkohol. Przynależy do świata dorosłych, jest zakazany dla dzieci i młodzieży, więc jest dla nich atrakcyjny. To jest dla nich wyraz buntu” – wskazała Karolina Krzysik-Klemanów. 

Dr Jerzy Gryglewicz, ekspert zarządzania zdrowiem publicznym i wykładowca Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, podkreślał, jak ważne w opóźnianiu inicjacji alkoholowej nieletnich są edukacja i promowanie odpowiednich postaw prozdrowotnych.

„Szczególnie niebezpieczne jest łączenie sportu z alkoholem, w szczególności z piwem, poprzez sponsoring klubów i wydarzeń sportowych. W ten sposób budujemy wrażenie, że te aktywności ze sobą funkcjonują, a powinny się wykluczać” – powiedział dr Gryglewicz. Zaznaczył, że potrzebna jest ogólnopolska kampania edukacyjna skierowana również do dorosłych. 

„Kwestie zakazu są elementem mniej istotnym niż edukacja” – skwitował dr Gryglewicz. 

Ważne jest nauczenie dorosłych, jak mogą bezpiecznie wspierać dzieci, żeby zwracały się do nich, zanim poszukają rozwiązania w piciu alkoholu. Z kolei w przypadku młodych konieczny jest powszechny dostęp do wiedzy na temat zawartości alkoholu w poszczególnych produktach – raport pokazał, że niepełnoletni tej wiedzy nie mają – i konsekwencji, jakie jego spożywanie ma dla młodego organizmu.

Źródło: PAP MediaRoom

Przyzwolenie dorosłych, grupa rówieśnicza i reklama piwa to trzy główne czynniki przedwczesnej inicjacji alkoholowej, których współoddziaływanie prowadzi do normalizowania obecności alkoholu w życiu nieletnich. Specjaliści są zgodni – im wcześniej dziecko rozpoczyna swoją „przygodę z procentami”, tym ryzyko, że jako dorosły będzie piło w sposób szkodliwy jest większe. Wg badań Instytutu Człowieka Świadomego (ICŚ) pierwszym alkoholem, po który sięgają niepełnoletni w Polsce jest piwo – 78 proc. z nich próbowało piwa za zgodą rodziców.  Zdaniem młodych dostęp do piwa jest dla nich najłatwiejszy – kupuje je 66 proc. nieletnich z uwagi na niską cenę (59 proc.) i dobrą dostępność w sklepach (52 proc.).
Problem wczesnej inicjacji alkoholowej dotyczy nie tylko Polski, ale i całej Europy, a polska młodzież plasuje się w średniej europejskiej. Więcej od nas piją m.in. nastoletni Czesi, Litwini, Niemcy czy Francuzi. Faktem jest jednak, że jak wynika z międzynarodowych badań szkolnych ESPAD z 2019 roku, 8 na 10 polskich nastolatków w wieku 15-16 lat piło już alkohol, a 33 proc. z nich ma za sobą przynajmniej jeden epizod upicia się. Zarówno badania ESPAD, jak i badania ICŚ potwierdzają, że najbardziej rozpowszechnionym napojem alkoholowym wśród niepełnoletniej młodzieży jest piwo – alkohol, po który sięga aż 78 proc. niepełnoletnich na etapie wczesnej domowej inicjacji za zgodą rodziców, i 57 proc. szesnastolatków bez wiedzy rodziców.

We współpracy z ekspertami podjęliśmy się diagnozy skali zjawiska inicjacji alkoholowej wśród nieletnich, omówienia wpływu alkoholu na rozwój młodego człowieka oraz analizy czynników ryzyka i przyczyn sięgania po alkohol przez osoby niepełnoletnie. Zależało nam, aby zrozumieć jakie sytuacje, okoliczności, postawy i zachowania, także dorosłych, sprzyjają inicjacji alkoholowej wśród młodzieży. Badania naukowe jasno wskazują, że im późniejszy wiek inicjacji, tym niższe ryzyko rozwinięcia się choroby alkoholowej w przyszłości. Są dane, które mówią, że z każdym rokiem opóźnienia wieku inicjacji alkoholowej prawdopodobieństwo uzależnienia od alkoholu w życiu dorosłym może zmniejszyć się o 14 proc., a prawdopodobieństwo nadużywania go – o 8 proc. Jeśli zatem chcemy opóźnić ten etap i zmniejszyć skalę zjawiska picia alkoholu przez nieletnich, niezbędna jest szeroka debata społeczna. – podkreśla dr Janusz Krupa, prezes Instytutu Człowieka Świadomego.

Dwa etapy wczesnej inicjacji alkoholowej: pierwszy w domu, drugi w grupie rówieśniczej

W badaniu ICŚ zapytano ankietowanych o ich doświadczenia z alkoholem przed osiągnięciem pełnoletności oraz o ich aktualne postawy wobec alkoholu. Zarówno podczas rozmów z respondentami w czasie realizacji zogniskowanych wywiadów grupowych, jak i w badaniu ilościowym, wyłonione zostały dwa momenty inicjacji alkoholowej wśród polskich nastolatków: pierwszy – w domu, za przyzwoleniem rodziców oraz drugi – bez wiedzy rodziców, w grupie rówieśniczej. Co ciekawe, pierwszy kontakt z alkoholem na oczach rodziców nie jest uważany przez badanych za inicjację alkoholową i pomijany jest jako nieistotny. Najczęściej podają ok. 10-12 lat jako wiek, w którym za zgodą matki lub ojca po raz pierwszy spróbowali alkoholu. Drugi etap inicjacji alkoholowej to ok. 15-16. rok życia – odbywa się poza domem, w gronie rówieśników i starszej młodzieży.

Pierwszy łyk piwa pod „czujnym” okiem rodzica
Młodzi ludzie zgodnie przyznają, że pierwszy alkohol pili w domu, za przyzwoleniem matki lub ojca – tego rodzaju sytuacja miała miejsce aż u 85 proc. ankietowanych. Najczęściej było to piwo lub szampan.
Jaki alkohol.jpg
Rodzaje alkoholu próbowane przez młodych ludzi.png
Spożywanie alkoholu za przyzwoleniem rodziców - wiek.jpg
Tymczasem eksperci ds. uzależnień są zgodni: żadna ilość alkoholu nie jest bezpieczna dla dziecka, a zgoda rodzica na jego spożycie przez dziecko nie ma żadnego, racjonalnego wytłumaczenia.
 

Permisywna postawa rodziców wobec alkoholu i ich przyzwolenie by bardzo młody nastolatek pod ich okiem napił się niskoalkoholowego trunku, jak piwo czy szampan jest jednym z tych czynników, które wpływają na postawy i zachowania nieletnich wobec alkoholu. Dorośli wychodzą z błędnego założenia, że napój, który ma małą zawartość „procentów” może być podany osobie nieletniej. To bzdura, bo każdy, nawet słaby alkohol zawiera ten sam związek chemiczny – etanol, który działa destrukcyjnie na rozwijający się młody organizm. – zauważa dr Janusz Krupa.

Alkohol to alkohol, a powszechne w Polsce przyzwolenie na wszechobecność piwa i traktowanie go przez dorosłych jak „nie alkohol” jest społecznie szkodliwe i przyczynia się do wczesnej inicjacji alkoholowej nieletnich. – dodaje dr Krupa.

73 proc. 16-latków z doświadczeniami spożywania alkoholu 

Drugi etap inicjacji alkoholowej odbywa się̨ w grupie rówieśniczej, w towarzystwie znajomych, zdecydowanie poza domem i bez wiedzy rodziców. Wiek samodzielnej inicjacji alkoholowej to 16. rok życia, na który przypada mediana wieku inicjacji. 73 proc. szesnastolatków ma już za sobą pierwsze własne doświadczenia z alkoholem, najczęściej z piwem. Bardzo nieliczne osoby zaczęły pić alkohol dopiero w okolicach osiemnastki.
Alkohol bez wiedzy rodziców.jpg
Piwo na wyciągnięcie ręki

Pomimo obowiązującego w Polsce zakazu sprzedaży napojów alkoholowych osobom poniżej 18. roku życia, niepełnoletni z łatwością znajdują sposoby, by je zdobyć. 64 proc. respondentów badania ICŚ wspomina, że nie miało problemów z pozyskaniem alkoholu w okresie swojej niepełnoletności.
Dostęp do alkoholu.jpg
Sposoby na zdobycie alkoholu.jpg
Najłatwiejszy dostęp mieli do piwa (66 proc. wskazań), głównie z powodu niskiej ceny (59 proc. wskazań) i dobrej dostępności w sklepach (52 proc. wskazań). Mimo że w większości przypadków potrzebna była „pomoc” pełnoletnich kupujących, 31 proc. ankietowanych przyznało, że podejmowało samodzielne i udane próby zakupu napojów alkoholowych w sklepach.

Młodzi zwracali również uwagę na powszechność promocji i reklamy piwa w przestrzeni publicznej. 77 proc. respondentów stwierdziło, że spotkało się z reklamami piwa, kiedy byli niepełnoletni.  Eksperci wskazują, że główny sposób oddziaływania tych reklam to nie sam produkt, ale kreowane w reklamie pozytywne emocje, styl życia i atrakcyjny świat, których spoiwem staje się piwo. To w dużym stopniu tłumaczy, dlaczego jest tak duże przyzwolenie społeczne na obecność piwa i picie go nawet w miejscach publicznych – 62 proc. dorosłych respondentów badania omnibusowego stwierdziło, że takie zachowanie jest akceptowalne.

Niedojrzały mózg nastolatka jest bardziej podatny na błędy poznawcze związane z alkoholem i łatwiej może stać się nadwrażliwy na poszukiwanie kontekstowych sygnałów, prowadzących do spożywania napojów alkoholowych. Ma to ogromne znaczenie w przypadku reklam w otoczeniu młodych ludzi, szczególnie przez promowany w nich atrakcyjny styl życia, któremu towarzyszy picie piwa. Taka reklama może prowadzić do szybkiego ukształtowania systemu przekonań poznawczych, w którym piwo, które jest takim samym alkoholem, jak każdy napój zawierający etanol, jest normalną częścią zdrowej rzeczywistości. To niebezpieczny i fałszywy obraz, szczególnie w kontekście problemu picia alkoholu przez nieletnią młodzież. – podkreśla dr Krupa.

Czym skorupka za młodu nasiąknie…

Podczas debat dotyczących zdrowia publicznego wielokrotnie pada stwierdzenie, że „lepiej zapobiegać niż leczyć” z zasadniczego powodu: profilaktyka jest tańsza dla systemu opieki zdrowotnej niż późniejsze leczenie chorób, będących efektem zaniedbań zdrowotnych. Raport Instytutu Człowieka Świadomego pokazuje, że w prowadzonej od lat dyskusji o skutkach zdrowotnych i kosztach społecznych szkodliwej konsumpcji alkoholu i uzależnienia od niego powinniśmy w pierwszej kolejności zadbać o to, by skorupka za młodu nie nasiąknęła alkoholem. Opóźnienie wieku inicjacji alkoholowej może w realny sposób zmniejszyć odsetek osób, które w życiu dorosłym będą piły alkohol w sposób szkodliwy lub będą od niego uzależnione. Potrzebujemy w tym zakresie działań zarówno edukacyjnych, jak i regulacyjnych.

Na pewno niezbędna jest mądra i systematyczna edukacja dorosłych, dzieci oraz młodzieży, która uświadomi wszystkim, że każdy napój alkoholowy, niezależnie od tego czy jest mocny czy słaby zawiera tę samą, szkodliwą dla rozwoju młodych organizmów substancję – etanol. – komentuje dr Jerzy Gryglewicz z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Równolegle trzeba doprowadzić do sytuacji, w której zakaz sprzedaży alkoholu osobom niepełnoletnim będzie skutecznie egzekwowany, np. poprzez wprowadzenie obowiązku, a nie tylko możliwości weryfikacji dowodu pełnoletniości kupującego. Warto się też zastanowić, jak za pomocą sankcji karnych skutecznie zniechęcić dorosłych kupujących alkohol dla osoby nieletniej. – dodaje dr Gryglewicz.

Potrzebne są też inne zmiany regulacyjne. Państwo powinno bezwzględnie ograniczyć możliwości reklamy piwa, która jest wszędzie powszechna, a dodatkowo prowadzi do takich patologii, jak promocje typu: kup 12 puszek piwa, a drugie 12 dostaniesz gratis. W ten sposób alkohol w postaci piwa staje się tańszy niż woda, co zachęca wszystkich do nadmiernej jego konsumpcji. Jednocześnie polityka podatkowa państwa wobec napojów alkoholowych powinna być jednakowa dla wszystkich. Szczególnie w kontekście nieletnich nie możemy sugerować obywatelom, że jakiś rodzaj alkoholu jest lepszy czy „zdrowszy”, prowadząc nierówną politykę fiskalną. Każdy napój alkoholowy zawiera ten sam etanol i podatek akcyzowy powinien wynikać z procentowej jego zawartości w napoju. – dodaje na koniec dr Gryglewicz.

Cały raport „Inicjacja alkoholowa dzieci i młodzieży w Polsce – diagnoza problemu, przyczyny i konsekwencje” do pobrania tutaj.

O badaniu:
Badania „Inicjacja alkoholowa i postawy wobec alkoholu” zrealizowane w kwietniu 2024 r. przez Delikatesy Badawcze na osobach w wieku 18-22 lata. Wielkość próby N=656 osób. Metoda CAWI. Badanie ogólnopolskie, kobiety i mężczyźni (50/50), proporcjonalny rozkład próby w rocznikach, w ramach każdego rocznika próba rozproszona ogólnopolsko. 

Instytut Człowieka Świadomego
Instytut Człowieka Świadomego (ICŚ) – to organizacja pozarządowa, zajmująca się tematyką związaną ze zdrowiem publicznym. Instytut został utworzony w 2017 roku, a jego misją jest podnoszenie świadomości społeczeństwa na temat profilaktyki i zachowań prozdrowotnych. ICŚ tworzą ludzie zaangażowani w edukację zdrowotną, eksperci ochrony zdrowia, lekarze, specjaliści ds. komunikacji i analitycy. Instytut wspiera pacjentów, kadry medyczne oraz instytucje ochrony zdrowia w stawianiu czoła największym wyzwaniom zdrowotnym naszych czasów, takim jak palenie tytoniu, otyłość, nadciśnienie i choroby układy krążenia, cukrzyca, nadmierne spożycie alkoholu. Działalność ICŚ skupia się na priorytetach zdrowotnych, które są zawarte w Krajowym Programie Transformacji (KPT) na lata 2022 – 2026. Dokument programowy ICŚ „Kluczowe ryzyka zdrowotne w Polsce stan na styczeń 2024” jest dostępny na stronie: https://instytutczlowiekaswiadomego.pl/projekty/.

źródło: ICŚ

Badanie Gedeon Richter Polska poświęcone jest mężczyznom – ich zdrowiu, emocjom i samoakceptacji. Najnowszy raport „Zrozumieć męskość. Rzeczywistość polskiego mężczyzny” obala popularne stereotypy o twardych, pozbawionych wrażliwości mężczyznach.
Firma Gedeon Richter koncentruje swoje działania na obszarze zdrowia kobiet. Jednak w ramach realizowania misji poprawy jakości życia podejmuje szersze działania i inicjatywy. Jedną z nich jest badanie[1], którego wyniki właśnie się ukazały. Jaki naprawdę jest współczesny mężczyzna i jakie są jego potrzeby skupione wokół zdrowia?
 
– Jako lider w obszarze zdrowia kobiet, w Gedeon Richter od wielu lat podejmujemy liczne inicjatywy na rzecz ich zdrowia i samopoczucia. Zauważyliśmy jednak, że temat zdrowia mężczyzn w Polsce jest wciąż marginalizowany. Brakuje badań, które mogłyby kompleksowo ukazać ich potrzeby zdrowotne i emocjonalne. Stereotyp twardego, niewzruszonego mężczyzny nadal pokutuje, a presja społeczna często ogranicza ich możliwość otwartego wyrażania emocji. W naszym raporcie „Zrozumieć męskość. Rzeczywistość polskiego mężczyzny” poruszamy takie kwestie jak zdrowie, seksualność, emocje i samoakceptacja mężczyzn. To krok w stronę lepszego zrozumienia ich potrzeb i zmiany społecznych stereotypów – mówi Aneta Grzegorzewska, Dyrektor ds. Korporacyjnych i Relacji Zewnętrznych w Gedeon Richter Polska.

Czy polscy mężczyźni dbają o swoje zdrowie? 
Jako firma, której misją jest zdrowie, Gedeon Richter w swoim raporcie poświęciła znaczną część temu zagadnieniu. Wnioski płynące z raportu są zróżnicowane – z jednej strony pokazują pozytywne zmiany, z drugiej wskazują na obszary, które wciąż wymagają większej troski.
 
Według raportu zdecydowanie najczęściej zdrowiem zajmuje się najstarsza grupa badanych mężczyzn (56-69 lat) – 15% ankietowanych w tym wieku nigdy nie korzystało z usług specjalisty, do czego przyznaje się ponad 30% panów w wieku 18-35 lat. Co ciekawe, aż 1/4 wszystkich badanych ma już za sobą chociaż jedną wizytę u psychologa lub psychoterapeuty. Raport dowodzi, że mężczyźni za rzadko wykonują badania w kierunku infekcji przenoszonych drogą płciową. Taki test ma za sobą jedynie 7% ankietowanych. Jednocześnie 87% badanych przyznaje, że zdrowie intymne jest w związku wspólną sprawą. 88% mężczyzn związanych stałą relacją uważa, że udany związek pozytywnie wpływa na zdrowie. Wzajemna uwaga i troska, np. przypominanie sobie o badaniach profilaktycznych i wizytach u lekarza sprawia, że bardziej prawdopodobne jest wcześniejsze zdiagnozowanie ewentualnych problemów zdrowotnych – mówi Aneta Grzegorzewska, Dyrektor ds. Korporacyjnych i Relacji Zewnętrznych w Gedeon Richter Polska.
 
W życiu mężczyzn ważne są uczucia
Oprócz kwestii zdrowotnych w raporcie pojawiło się wiele kwestii dotyczących tego, co naprawdę czują mężczyźni. Jak się okazuje większość panów chce mówić o tym, co czują, bo aż 2 na 3 ankietowanych wyraża chęć rozmowy o emocjach. Z kolei wśród mężczyzn w wieku 18-25 lat ten odsetek wynosi aż 79%, zaś w przypadku singli 74%. Co więcej to przedstawiciele najmłodszej ankietowanej grupy przyznają, że nie mają z kim porozmawiać o swoich problemach i obawach (54% vs 41%).
 
Te dane mnie zasmuciły, ale nie zaskoczyły. W raporcie jest też informacja o tym, że większość mężczyzn, niezależenie od wieku, na ogół rozmawia o pozytywnych emocjach (42%), a o negatywnych mówi zaledwie 31%. Pamiętajmy, że rozmowa z drugim człowiekiem, poczucie bycia akceptowanym i chcianym, to nasza podstawowa ludzka potrzeba. Największym zaskoczeniem jest dla mnie jednak dość wysoki odsetek Polaków (24%), którzy wciąż przyznają, że mężczyźnie nie wypada płakać! Więc z jednej strony, współcześni mężczyźni, według własnej deklaracji, są bardziej wrażliwi i emocjonalni, ale z drugiej: oby nie za bardzo. – mówi Kamila Raczyńska, edukatorka seksualna.
 
Jego seksualność – wyzwania, marzenia i rzeczywistość
 
Dość obszerną część raportu poświęcono także kwestiom życia intymnego. Tu także mamy do czynienia z wieloma stereotypami dotyczącymi wizji mężczyzny jako doskonałego kochanka. W niewielki sposób przekłada się to jednak na rzeczywistość, bo z badania wynika, że aż 49% mężczyzn w wieku 18-25, jeszcze nigdy nie uprawiało seksu. Gdy już jednak prowadzą regularne pożycie, to okazuje się, że nie są z niego do końca zadowoleni. Ponad połowa (56%) ma ochotę na seks kilka razy w tygodniu i częściej, a w przypadku kobiet ten odsetek wynosi 40%. Niestety aż 1 na 3 mężczyzn (30%) przyznaje, że nie współżyje tak często, jakby chciał.
 
Porównując te dane z raportem o seksualności kobiet („Seksualna mapa Polki”, 2023 rok) z tegorocznymi odpowiedziami mężczyzn, widzę wspólny mianownik. Panowie mają częściej ochotę na seks niż faktycznie współżyją i dokładnie to samo mówiły kobiety. Wynika z tego, że obie strony chciałyby kochać się częściej, ale nikt nie chce tego powiedzieć głośno. Z przymrużeniem oka można więc stwierdzić, że chodzimy sfrustrowani, zamiast się w tym czasie kochać – mówi Kamila Raczyńska. Gdy z kolei mówimy o fantazjach erotycznych i wymarzonym seksie czeka nas niemałe zaskoczenie. O ostrym, mocnym seksie marzy zaledwie 2% mężczyzn, a zdecydowana większość pragnie, by dawał on satysfakcję i rozkosz (41%) oraz pełne zaspokojenie obu stronom (33%). W tej części raportu poruszono też kwestię problemów z erekcją, do których przyznaje się już 57% Polaków.
 
Tak wysokie dane oznaczają, że mężczyźni przeżywają problem z erekcją, jako potencjalną dysfunkcję. Warto podkreślić, żeby postawić rozpoznanie zaburzeń erekcji, muszą być spełnione określone kryteria diagnostyczne, zawarte w obowiązujących klasyfikacjach. Jednym z ważniejszych są: kryterium czasu i intensywności. Zwraca uwagę fakt, że współcześnie sprawność seksualna jest rozpatrywana przede wszystkim w oparciu o przekonanie ustawicznej gotowości i możliwości. To jest punkt odniesienia, nie zaś prawidłowości fizjologiczne. Po prostu „konar musi zawsze płonąć, najlepiej ogniem olimpijskim”, bo taki obraz kształtują min. reklamy. Jeśli więc punktem odniesienia jest, że do tej pory zawsze mężczyzna „stawał na wysokości zadania”, a nagle pojawił się brak pełnej sprawności erekcyjnej, to wręcz nawykowo jest to rozpatrywane w kategoriach dysfunkcji. Tymczasem warto zwrócić uwagę na to, że zmęczenie, czy jakieś problemy natury somatycznej czy psychologicznej mogą wpływać na kłopoty z erekcją. Jednak to nie oznacza, że jest to kłopot permanentny – komentuje dr n. med. Robert Kowalczyk – seksuolog kliniczny, psycholog i psychoterapeuta.
 
Jak mężczyźni siebie oceniają?
Z raportu przeprowadzonego na zlecenie Gedeon Richter Polska wynika, że Polacy są raczej zadowoleni zarówno całościowo ze swojego życia (średnia ocena 6,9 w skali od 1-10), jak i z samych siebie (6,7). Co ciekawe te liczby są jeszcze wyższe wraz z wiekiem oraz wśród panów pozostających w związku. Co więcej „męskość” przestała się już kojarzyć z siłą, odwagą, bo dla 63% ankietowanych ten termin oznacza przede wszystkim dojrzałość, 56% wskazuje na mądrość życiową a zaledwie 2 proc. mniej spokój i opanowanie. Synonimami męskości najrzadziej określana jest młodość (7%), forma rywalizacji, czyli wzbudzanie podziwu/zazdrości u innych mężczyzn (9%), a także wysoka pozycja zawodowa (9%). Nowe dane pokazują, że współczesny mężczyzna kładzie większy nacisk na spokój i zrównoważone podejście do życia.
 
Szczegółowe informacje dotyczące raportu dostępne są na stronie:
https://zdrowa-ona.pl/zrozumiec-meskosc-rzeczywistosc-polskiego-mezczyzny/
 
 
 
[1] Metoda badawcza: Badanie internetowe CAWI zrealizowane na panelu badawczym reaktoropinii.pl należącym do Instytutu Badań Pollster. Próba badawcza: reprezentatywna próba mężczyzn w wieku 18- 69 lat (zgodna ze strukturą populacji dostarczaną przez GUS w ramach spisu powszechnego). W ramach badania przeprowadzono 1078 ankiet. Termin realizacji badania: lipiec 2024

żródło: Gedeon Richter

76,9% dorosłych Polaków nie zna znaczenia kolorowych pasków na tubkach past do zębów. Z kolei 7,9% ankietowanych uważa, że wie, o czym one mówią. Natomiast 15,2% badanych twierdzi, że nie pamięta, o co w tym chodzi. Autorzy raportu przekonują, że choć na pierwszy rzut oka temat wygląda dość błaho, to długofalowo wprowadzeni w błąd konsumenci mogą na tym zdrowotnie ucierpieć. Raport obala też mity, że wyżej wskazane paski przynoszą konsumentom jakieś istotne informacje o składzie bądź innych aspektach past do zębów. Jedocześnie eksperci dodają, że właściwie nie mają one żadenego znaczenia, bo są to tylko i wyłącznie oznaczenia o charakterze drukarskim.
Jak wynika z raportu UCE RESEARCH i Implant Medical pt. „Tajemnicze paski. O co chodzi z kolorowymi oznaczeniami na tubach past do zębów?”, aż 76,9% dorosłych Polaków nie wie, co oznaczają kolorowe paski na tubkach ich past do zębów. 7,9% uważa zdecydowanie, że zna ich znaczenie. Z kolei 15,2% ankietowanych twierdzi, że nie pamięta, o co w tym chodzi.

– W moim przekonaniu, wyniki badania nie są dobre, bo społeczeństwo powinno mieć większą świadomość o tym, czego na co dzień używa. Warto też dodać, że wokół ww. tematu narosło sporo mitów, które w sposób zasadniczy szerzą dezinformację. Był czas, że pacjenci intensywnie pytali o to, co właściwie oznaczają te paski, bo gdzieś wyczytali różne dziwne lub niepokojące informacje. Wówczas ze spokojem tłumaczyłem i edukowałem – komentuje dr n. med. Piotr Przybylski, nauczyciel akademicki i współautor badania z Implant Medical.

Autorzy raportu zauważają, że paski na tubkach to niezbyt rzucająca się w oczy informacja, ale mimo to od wielu lat jest przedmiotem różnego rodzaju polemik, szczególnie w social mediach. Generalnie producenci nie mówią o tym zbyt wiele, stąd też niektóre kwestie z tym związane urosły już do prawdziwych legend. Dyskusje toczą się wokół tego, czy pasty mają większą lub mniejszą skuteczność i ile danego preparatu trzeba nakładać na szczoteczkę. Z kolei niektórzy zastanawiają się, czy oznaczenie nie jest czasem tylko chwytem marketingowym.

– Na tubkach past do zębów, a także na opakowaniach kosmetyków, konsument może zauważyć kilka kolorów pasków, tj. niebieski, zielony, czerwony, różowy, fioletowy, a nawet czarny. Nie informują one o składach produktów lub innych tego typu parametrach. Wskazane paski to tzw. eye marks, czyli oznaczenia stricte drukarskie. Mówiąc zupełnie wprost, maszyna zaznacza miejsce, w którym później będzie zgrzewana tubka. Kolor paska jest zależny od jej rodzaju, ale też od temperatury używanej do zgrzewu i materiału wykorzystywanego do produkcji tubki. Z reguły jest on identyczny jak barwa napisów na opakowaniu – wyjaśnia dr n. med. Piotr Przybylski.

Do tego autorzy raportu zwracają uwagę na to, że producenci nie mają żadnego obowiązku prawnego, żeby tłumaczyć, co dany kolor paska oznacza. Prawdą jest to, że nie przekazuje on konsumentowi absolutnie żadnej informacji na temat właściwości produktu, w tym jego składu.

– Pacjenci czasem sądzą, że kolor zielony ma większe działanie profilaktyczne lub odpowiada temu, że dana pasta do zębów została wyprodukowana w większości ze składników naturalnych. Myślą też, że pasek niebieski oznacza lepsze działanie wybielające, czerwony – eliminujące krwawienie z dziąseł, a czarny – przeciwpróchnicze. Należy bezwzględnie stwierdzić, że teorie mówiące o właściwościach, w tym o składzie chemicznym i przeznaczeniu, danej pasty do zębów nie są prawdziwe. Zresztą w przeszłości tego typu rewelacje były już w jakimś stopniu dementowane przez producentów – dodaje ekspert.

Choć blisko 8% badanych twierdzi, iż zna znaczenie ww. pasków, to wcale nie oznacza, że ta wiedza jest zgodna z prawdą, co podkreśla dr n. med. Piotr Przybylski. – Wiele razy spotykałem pacjentów, którzy podobnie mówili, po czym opowiadali rzeczy niemające potwierdzenia w rzeczywistości. Osobiście uważam, że szerzenie jakichkolwiek mitów jest dość niebezpieczne dla pacjentów, ponieważ wprowadza ich w błąd co do właściwości danej pasty. A to często jest dość istotne w procesie dbania o uzębienie lub nawet leczenia. Używanie złej pasty do codziennej higieny jamy ustnej w dłuższej perspektywie czasu może mieć swoje konsekwencje, w tym nieodwracalne skutki zdrowotne – przekonuje współautor badania.

Zdaniem eksperta, stomatolodzy powinni przekazywać swoim pacjentom – chociażby przy okazji zwykłej porady – krótką informację o tym, że ww. paski nie informują o właściwościach pasty. Edukacja w tym aspekcie jest ważna, bo konsumenci często miedzy sobą później wymieniają różnego rodzaju spostrzeżenia. – Im więcej pacjentów usłyszy od swojego lekarza, co faktycznie oznaczają ww. kolorowe paski, tym więcej osób może o tym później się dowiedzieć – zaznacza dr n. med. Przybylski.

Do tego współautor raportu dodaje, że przy doborze pasty do zębów najważniejsze jest to, by zawsze kierować swoją uwagę wyłącznie na istotne i sprawdzone kwestie. – Przede wszystkim pastę należy dobierać według indywidulanych potrzeb, zidentyfikowanych problemów jamy ustnej, np. próchnicy, krwawiących dziąseł, nadwrażliwości itd. Tylko to gwarantuje, że będzie ona idealnie spełniała nasze wymagania i potrzeby. Zawsze może pomóc ją dobrać prowadzący stomatolog. Warto również pamiętać o tym, że cena pasty z reguły nie idzie w parze z jakością. Najważniejszy jest skład. Dlatego indywidualny dobór jest niezwykle ważny, aby nasze zęby były dobrze i skutecznie chronione przed ewent. chorobami. Natomiast kolorowymi paskami na tubkach nie ma się co przejmować – podsumowuje ekspert z Implant Medical.
 
***
Raport pt. „Tajemnicze paski. O co chodzi z kolorowymi oznaczeniami na tubach past do zębów?”, autorstwa platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH i kliniki Implant Medical został oparty na badaniu opinii publicznej, przeprowadzonym w dniach 10-12.07.2024 roku metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) na próbie 1037 dorosłych Polaków.

źródło: UceResearch

Internet zajmuje szczególne miejsce w codziennym życiu młodzieży, stając się głównym źródłem informacji i rozrywki. Wirtualna sieć nie tylko dostarcza wiadomości, ale również kształtuje opinie i postawy młodych użytkowników. Dlatego tak istotne jest, aby uczniowie potrafili odróżniać wiarygodne źródła od dezinformacji. Rodzice i nauczyciele mają tu do odegrania ważną rolę – warto, by wspierali młodych w mądrym korzystaniu z cyfrowych zasobów.
Wśród przedstawicieli pokolenia Z to Internet dominuje jako główne źródło wiedzy. Szczególnie że dzięki rozwojowi technologii wirtualny świat jest dostępny na wyciągnięcie ręki. Według raportu „Analiza funkcjonowania rynku usług telekomunikacyjnych w Polsce” (Urząd Komunikacji Elektronicznej, 2022), 9 na 10 badanych dzieci w wieku 7-14 lat korzysta z Internetu, głównie za pomocą smartfona. Młodzi ludzie mogą znaleźć w sieci odpowiedzi na większość swoich pytań, od bieżących wydarzeń, przez edukację, aż po rozrywkę. Badania przeprowadzone na zlecenie Politechniki Wrocławskiej dowodzą, że ten trend utrzymuje się również wśród uczniów ostatnich klas liceów i techników. Internet jest najważniejszym źródłem wiedzy o świecie dla ponad 65% ankietowanych z tej grupy (raport „Skok w dorosłość”, 2024).

Media społecznościowe – kuszące okno na świat
Ogromną rolę w życiu pokolenia Z odgrywają też media społecznościowe. W młodzieżowej hierarchii źródeł wiedzy o świecie popularne „sociale” zajmują drugie miejsce (43% wskazań). Media społecznościowe nie tylko dostarczają informacji, ale również kształtują opinie i postawy młodych użytkowników. Jest to bowiem przestrzeń, gdzie uczniowie nie tylko komunikują się ze sobą, ale również śledzą najnowsze trendy, wiadomości i opinie influencerów.

– Nieograniczone możliwości mediów społecznościowych mogą nawet nieco przytłaczać, a na pewno mają duży wpływ na sposób postrzegania świata przez młodzież. Są bowiem zasilane przez algorytmy, które idealnie dopasowują treści pod konkretnego użytkownika i dają potężny zastrzyk dopaminy do naszych mózgów. Oczywiście dla pewnej grupy osób owo idealne dopasowanie jest kuszące i wygodne, pojawia się więc ryzyko uzależnienia od takich narzędzi. Na szczęście młodzi ludzie – dojrzewając – zaczynają dostrzegać, że życie nie polega jedynie na strzałach dopaminy – podkreśla prof. Joanna Rymaszewska, specjalistka psychiatra z Wydziału Medycznego PWr.

Prawda czy fałsz? Wyzwania cyfrowej epoki
Pomimo licznych korzyści, jakie niesie ze sobą łatwy dostęp do informacji, istnieją również wyzwania. Młodzi ludzie są narażeni na dezinformację i fałszywe wiadomości. Z raportu UKE wynika też, że dzieci natykają się w sieci na różne niebezpieczne treści, takie jak przemoc, hejt, mowa nienawiści czy drastyczne obrazy​.

– Nie ma niestety instrumentu, który by zabezpieczył Internet przed zaśmieceniem fake newsami. Często obracamy się więc w „bańce” informacyjnej. Trzeba pewnego trudu i umiejętności, aby z niej wyjść i postrzegać świat w bardziej obiektywny, realny sposób. Wykształcenie krytycznego podejścia do informacji znalezionych w sieci i nauka szukania wiarygodnych źródeł to jest najlepsza pomoc, jaką rodzice i nauczyciele mogą zaoferować swoim podopiecznym – zaznacza prof. Joanna Rymaszewska.

Ważne jest więc, aby rodzice aktywnie uczestniczyli w edukacji swoich dzieci i pomagali im w nawigowaniu po świecie informacji. Warto nie zostawiać dziecka „sam na sam” z ekranem, tylko wspólnie korzystać z mediów, rozmawiać na temat bieżących wydarzeń oraz podpowiadać, jak bezpiecznie korzystać z Internetu.

Rodzinne źródła inspiracji
Chociaż Internet i media społecznościowe są dominującymi źródłami informacji dla „zetek”, ważną rolę w ich życiu wciąż odgrywają rodzina i środowisko rówieśnicze. Według raportu „Skok w dorosłość” dla młodych ludzi najważniejszym źródłem wsparcia są rodzice (ponad 62% wskazań) oraz przyjaciele i znajomi (ponad 54% wskazań). Z kolei wśród najważniejszych obszarów w życiu 8 na 10 młodych ludzi na pierwszym miejscu stawia rodzinę. Rozmowy z rodzicami, rodzeństwem czy przyjaciółmi często są pierwszym krokiem w zdobywaniu wiedzy na różne tematy. Mogą też dostarczyć kontekstu, którego brakuje w suchych faktach znalezionych online.

źródło: Kplus Agency

Aż 90%[1] kobiet po terapii raka piersi twierdzi, że świadomość i wiedza dotyczące procesu diagnozy i leczenia mają wpływ na poprawę jakości życia w trakcie choroby. Dla 82%[2] pacjentek ważna jest także możliwość udziału w podejmowaniu decyzji i wyboru ścieżki leczenia. Czego jeszcze dowiadujemy się z badania? 

„Świadomość i doświadczenia pacjentek dotyczące leczenia raka piersi” to badanie społeczne przeprowadzone na zlecenie stowarzyszenia Polskie Amazonki Ruch Społeczny. Było realizowane w lipcu i sierpniu br. na grupie ponad 1000 kobiet[3] w ramach akcji #połączONE, poświęconej rozwijaniu świadomości na temat diagnostyki i terapii raka piersi. Celem badania była ocena jakości leczenia z perspektywy pacjentek, poznanie ich doświadczeń oraz sprawdzenie poziomu świadomości w kwestii dostępności terapii.

– Dostrzegamy wiele zmian w obszarze leczenia raka piersi. Rozwój medycyny i standardów opieki jest niezwykle dynamiczny. Aby móc pracować nad kolejnymi inicjatywami na rzecz kobiet chorujących na raka piersi, kluczowe jest znać ich opinię i doświadczenia związane z leczeniem. Stąd pomysł na przeprowadzenie badania społecznego. Wyniki pozytywnie nas zaskoczyły. Widać, że pacjentki z rakiem piersi to pacjentki coraz bardziej świadome. Badanie pokazuje, że kluczowy jest dostęp do wiedzy. Jednocześnie wiele kobiet wskazuje małe poczucie wpływu na poszczególnych etapach leczenia. Jest to dla nas kluczowe w planowaniu naszych działań w przyszłości – mówi Elżbieta Kozik, prezeska zarządu Polskich Amazonek Ruchu Społecznego.

Poziom wiedzy na temat możliwości leczenia onkologicznego wśród pacjentek z rakiem piersi

Największą świadomość – 87%, pacjentki mają odnośnie możliwości wyboru ośrodka leczenia, a 80% z nich jest zadowolonych z placówki, w której prowadziły leczenie. Niższy poziom wiedzy – 68% chorych – obserwujemy w zakresie możliwości udziału w konsylium lekarskim. 67% badanych zdawało sobie sprawę, iż może skorzystać ze wsparcia koordynatora pacjenta onkologicznego, a 65%, że może zasięgnąć drugiej opinii lekarza nt. diagnozy i leczenia. Badanie pokazuje też, że osoby, które posiadają wiedzę dotyczącą tych możliwości chętnie z nich korzystają. Ważną kwestią jest również potwierdzenie rozumienia informacji na temat leczenia przez pacjentki (84%)[4]. 

 Zaraz po diagnozie, dużo czytałam w Internecie na temat swojej choroby i żadna ze znalezionych przez mnie informacji nie była pozytywna. Dowiedziałam się, że mam małe szanse. Dopiero od lekarzy usłyszałam, że rak wcześnie wykryty jest uleczalny, a statystyk nie powinnam odnosić do siebie, bo medycyna jest w stanie sobie z tym poradzić. Zalecone mi zostało dbanie o silną głowę i nieczytanie Internetu. Jednak chciałam o swojej chorobie wiedzieć jak najwięcej. Dopytywałam lekarzy o każdą procedurę medyczną i o każdy podawany mi lek. Dzięki wiedzy czułam się bezpieczna, a zaangażowanie lekarzy i dobre słowo dodawały mi sił. Pacjent powinien być informowany o wszystkich możliwościach leczenia, także tych nierefundowanych i niestosowanych w Polsce. Wiedza to bezpieczeństwo – dodaje Joanna Górska, dziennikarka i pacjentka, która zakończyła leczenie raka piersi 5 lat temu.

 Cieszę się, że pacjentki chcą wiedzieć i angażować się w proces leczenia. Kluczowe jest docierać do nich z rzetelnymi informacjami i wsparciem, by szczególnie na początku drogi z chorobą zapobiegać zagubieniu w ślepych zaułkach systemu i sprawić, by znały swoje prawa i możliwości dotyczące leczenia. Problem w tym, że nie wszystkie ośrodki w pełni korzystają z nowoczesnej diagnostyki i terapii. Dlatego tak ważne jest, by pacjentki miały świadomość dotyczącą nowoczesnych metod leczenia, by mogły wybrać taki ośrodek, który im je zaproponuje, lub by mogły w inny sposób współuczestniczyć w wyborze swojej ścieżki leczenia. Takiej, która będzie dla nich optymalna. Dlatego stale rozwijamy miejsca, gdzie dostępna jest aktualna wiedza nt. diagnostyki i leczenia nowotworów, takie jak stworzona przez nasze stowarzyszenie kompleksowa platforma internetowa Centrum Kryzysowe www.centrumkrysysowe.org.pl wraz infolinią pod numerem 22 105 55 30 czy kampania Wylecz raka HER2+ – dodaje Elżbieta Kozik.

Ocena wpływu kobiet z rakiem piersi na proces leczenia

W parze ze zdobywaniem wiedzy na temat choroby idzie chęć udziału w procesie decyzyjnym dot. leczenia. Jest to istotne dla 82%[5] pacjentek. Najlepiej w tej kwestii wypada ocena wyboru ośrodka leczenia. 73%[6] respondentek potwierdziło, że miało duży wpływ na tę decyzję. Gorzej wypada możliwość udziału w konsylium – tylko 33% uznało że miało wpływ na udział w konsylium. W przypadku wyboru terapii jedynie 19% ma poczucie wpływu na tę decyzję i zaledwie 14% na wybór formy podania leku. Według ankietowanych pacjentek wpływ na jakość życia podczas leczenia onkologicznego mają– wiedza o leczeniu, ale także dostępność różnych terapii (82%), wsparcie psychologa (77%), krótszy pobyt w szpitalu (74%), wsparcie koordynatora 73%, możliwość leczenia w domu (69%), możliwość formy podania leku (dożylnie, doustnie, podskórnie) (65%)[7]. 

 Wydaje się bardzo ważne większe zaangażowanie pacjentek w proces decyzyjny dotyczący ścieżki leczenia. Już choćby możliwość wyboru daty i przybliżonej godziny zgłaszania się na wizyty związane z leczeniem, dają pacjentce większe poczucie wpływu na proces leczenia. Niewątpliwie wiele kobiet, u których postawiono rozpoznanie raka piersi ma potrzebę dokładnego zrozumienia procesu diagnostyczno-terapeutycznego oraz omówienia z lekarzem możliwych opcji terapii. Jest to w pełni zrozumiałe, pacjentki są coraz lepiej wyedukowane, potrzebują, aby traktowano je jako partnerów w dyskusji, która wszak dotyczy ich własnego życia – mówi dr n. med. Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld, onkolożka z Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie.

Rola koordynatora onkologicznego

Obecnie ważną i potrzebną funkcją jest koordynator pacjenta onkologicznego. 82%[8] badanych ocenia wsparcie koordynatora pozytywnie i potwierdza, że jest realną pomocą dla chorych (76%). Na ten moment kluczowe wydaje się zwiększenie świadomości w zakresie roli koordynatora onkologicznego. To najszybsza ścieżka do uzupełnienia wiedzy pacjentek, ze względu na jego informacyjno-organizacyjną rolę na ścieżce diagnozy i leczenia raka piersi. 

 Koordynator leczenia onkologicznego odgrywa bardzo ważną rolę w całym procesie diagnostyki oraz leczenia. Dzięki niemu, pacjenci zyskują świadomość,  że w tym zawikłanym momencie  życia jest ktoś, kto im pomoże i ich przez niego przeprowadzi. Wciąż jest jednak dużo do zrobienia w kwestii zwiększenia świadomości społeczeństwa na temat jego istnienia i możliwości skorzystania z jego pomocy. Ode mnie, jako koordynatora, pacjent otrzymuje wszystkie niezbędne informacje  daty, miejsce badań, a także wskazówki, jak się do nich przygotować. Najważniejsze jest jednak zapisanie pacjentowi numeru mojego telefonu służbowego, który noszę przy sobie i uświadomienie go, że jeśli będzie chciał spytać o cokolwiek – może zadzwonić! I to jest jeden z ważnych elementów pracy koordynatora. Pacjent zyskuje osobę, którą może dopytać, zgłosić jej różne problemy i zaczerpnąć informacji. Tacy pacjenci wychodzą z Poradni lub Szpitala z poczuciem bezpieczeństwa, że nie będą musieli „wydzwaniać” do rejestracji, szukać lekarzy, prosić o szybkie terminy, ponieważ mają swojego prywatnego koordynatora – mówi Grażyna Kobusz, koordynatorka leczenia onkologicznego w Klinice Otolaryngologii Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA w Warszawie.

Gdzie szukać sprawdzonych informacji na temat raka piersi?

Diagnoza nowotworowa to doświadczenie, z którym związane jest wiele niewiadomych. Obok trudnych emocji, nasuwa się mnóstwo pytań o rokowania i leczenie. Kluczowe jest, aby korzystać ze sprawdzonych i aktualnych źródeł informacji. Właśnie dlatego z inicjatywy stowarzyszenia Polskie Amazonki Ruch Społeczny powstało Centrum Kryzysowe – www.centrumkryzysowe.org.pl. Jest to unikalna platforma internetowa stworzona tak, by prowadzić pacjentów onkologicznych i ich bliskich przez wszystkie etapy leczenia choroby nowotworowej. Treści pisane są przez ekspertów i regularnie aktualizowane.

Odwiedź stronę https://centrumkryzysowe.org.pl/ lub zadzwoń pod nr tel. 22 105 55 30, aby otrzymać najważniejsze informacje dla pacjentek z rakiem piersi i ich bliskich. Sprawdzonym źródłem wiedzy na temat raka piersi jest także strona kampanii Wylecz Raka HER2+ www.wyleczrakapiersi.pl.

Badanie społeczne przeprowadzone w ramach akcji #połączONE zostało przeprowadzone w okresie lipiec-sierpień 2023 r. przez ARC – rynek i opinia, metodą CAWI, na grupie 1004 osób – 1002 kobiet oraz 2 mężczyzn, którzy chorowali na raka piersi. Dostarcza ważnych informacji na temat świadomości i oczekiwań pacjentek z rakiem piersi w Polsce. Ich doświadczenia są istotnym źródłem wiedzy dla decydentów, lekarzy i organizacji pożytku publicznego, aby dostosować podejmowane aktywności do istotnych zmian, które powinny nastąpić w zakresie zwiększania dostępu do wiedzy i ulepszania leczenia kobiet chorujących na raka piersi.

[1: Suma wskazań ma zdecydowanie duży wpływ (75%) i ma wpływ (15%)] 
[2: Suma wskazań ma zdecydowanie duży wpływ (66%) i ma wpływ (16%)]
[3: Badanie przeprowadzone przez ARC – rynek i opinia na grupie 1004 pacjentów, w badaniu wzięło udział 1002 kobiety i 2 mężczyzn]
[4: Suma wskazań zdecydowanie zrozumiałe (36%) i raczej zrozumiałe (49%)]
[5: Suma wskazań ma zdecydowanie duży wpływ (66%) i ma wpływ (16%)] 
[6: Suma wskazań zdecydowanie duży (46%) i raczej duży (27%)] 
[7: Prezentowane wyniki są sumą wskazań odpowiedzi – ma zdecydowanie wpływ oraz ma wpływ]
[8: Suma wskazań zdecydowanie pozytywnie (41%) i raczej pozytywnie (41%)]

Polskie Amazonki Ruch Społeczny
Założone w 2009 r. przez Elżbietę Kozik stowarzyszenie, wspierające pacjentki i pacjentów onkologicznych oraz ich bliskich na każdym etapie leczenia i zdrowienia. Pomaga odnaleźć się w systemie opieki onkologicznej oraz uzyskać niezbędna diagnozę i leczenie. PARS jest inicjatorem programu „Zdrowiej”, który pomaga w radzeniu sobie ze stresem dzięki metodom mindfulness oraz coachingu kryzysowego. Jest również twórcą Centrum Kryzysowego, profesjonalnej platformy, która w sposób kompleksowy i merytoryczny, odpowiada na potrzeby pacjentów i pomaga im przejść, krok po kroku, przez wszystkie etapy choroby.

#PołączONE to akcja edukacyjna skierowana do pacjentek z rakiem piersi i ich bliskich, której celem jest budowanie świadomości na temat praw i możliwości leczenia. W wyniku prowadzonych aktywności Polskie Amazonki Ruch Społeczny m.in. pozyskały ponad 1000 odpowiedzi pacjentek w ramach badania społecznego
„Świadomość i doświadczenia pacjentek dotyczące leczenia raka piersi” oraz zorganizowały szereg warsztatów edukacyjnych online.

Kampania „Wylecz raka piersi HER2+” powstała z myślą o kobietach z tym podtypem nowotworu, a jej celem jest wsparcie oraz edukacja chorych i ich bliskich. W ramach inicjatywy uruchomiono stronę wyleczrakapiersi.pl oraz fanpage na Facebooku Wylecz raka HER2+.

źródło: PARS

Dwóch na trzech Polaków twierdzi, że są aktywni fizycznie – wynika z raportu MultiSport Index 2023, badającego kondycję fizyczną Polaków. Po dokładniejszym przyjrzeniu się wynikom okazuje się jednak, że liczba osób, które ćwiczą wystarczająco intensywnie, by zadbać o swoje zdrowie, spada do mniej niż połowy. Co trzeci Polak nie podejmuje aktywności fizycznej nawet raz w miesiącu. 

Badanie MultiSport Index realizowane jest od kilku lat na zlecenie Benefit Systems i ma na celu zbadanie aktywności fizycznej i sportowej Polaków. Pojęcia są podobne, ale nie tożsame – za aktywność fizyczną uznano dowolną aktywność ruchową niezwiązaną z pracą, z jazdą na rowerze w celach transportowych i spacerami włącznie. Aktywność sportowa nie obejmuje tych dwóch ostatnich elementów i w badaniu definiowana jest jako aktywność podejmowana w sposób bardziej świadomy, minimum raz w tygodniu.

Na przestrzeni ostatnich pięciu lat wskaźnik aktywności fizycznej utrzymuje się mniej więcej na podobnym poziomie – blisko dwóch na trzech ankietowanych deklaruje, że są aktywni co najmniej raz w miesiącu (64 proc. w tym roku). Gdy jednak zawęzimy wyniki do ćwiczących raz w tygodniu i wykluczymy tych, którzy po prostu przemieszczają się na rowerze i spacerują, odsetek osób aktywnych spada do mniej niż połowy (48 proc.). Co więcej, z badania wynika, że dwóch na trzech ankietowanych (64 proc.), którzy jako jedyną swoją aktywność deklarują spacery, jest przekonanych, że to „zupełnie wystarczająca” dawka sportu w ich życiu.

Najbardziej niepokoją dane dotyczące tego, że co trzeci Polak nie podejmuje aktywności fizycznej nawet raz w miesiącu.

Iwona Piątkowska, doktor nauk o kulturze fizycznej w zakresie nauk biomedycznych i ekspertka Benefit Systems zwraca uwagę, że niewystarczająca ilość aktywności może prowadzić do bardzo poważnych konsekwencji zdrowotnych – zarówno fizycznych, jak i psychicznych.
Brak regularnej aktywności fizycznej jest w kontekście ewolucji nowością dla ludzkiego organizmu i może zwiększać podatność na wiele chorób – wyjaśnia. Aktualnie większość wizyt lekarskich związanych jest z tzw. chorobami cywilizacyjnymi, które określane są także „chorobami stylu życia”. Zależne od naszych codziennych nawyków elementy stylu życia to np. sen, żywienie i poziom aktywności fizycznej. Społeczeństwo bardziej aktywne fizycznie to społeczeństwo zdrowsze, a co za tym idzie – mniej pacjentów w poradniach diabetologicznych czy kardiologicznych. Aktywność fizyczna nie powinna podlegać negocjacjom – tak jak mało komu przychodzi do głowy, żeby negocjować częstotliwość mycia zębów.
Kluby fitness z największym wzrostem

Z badania MultiSport Index 2023 płyną jednak również pozytywne wnioski dotyczące bardziej świadomego podejścia do sportu. Już prawie co piąty badany (18 proc.) ćwiczy pięć razy w tygodniu lub częściej, a niemal tyle samo osób (17 proc.) jest aktywnych trzy do czterech razy w tygodniu. Co trzecia osoba aktywna fizycznie zaledwie 1-3 razy w miesiącu uważa, że jej poziom aktywności jest niewystarczający.

Wśród najpopularniejszych dyscyplin wciąż utrzymują się sporty outdoorowe, takie jak rower (35 proc.) czy bieganie (31 proc.). Co ciekawe, w tegorocznym badaniu bardzo mocno na popularności zyskała siłownia i zajęcia fitness – w ciągu ostatnich trzech miesięcy poprzedzających badanie korzystał z nich co trzeci badany (31 proc., zmiana o 11 p.p. w stosunku do poprzedniego badania – najwyższy wzrost popularności spośród wszystkich aktywności).

Intensywne ćwiczenia fizyczne w tego typu obiektach są dla Polaków m.in. sposobem na poradzenie sobie z napięciem psychicznym. Dla 32 proc. ankietowanych aktywność fizyczna jest lepszym sposobem na odstresowanie niż oglądanie TV czy seriali na platformach streamingowych. Zdecydowana większość badanych (84 proc.) zgadza się ze stwierdzeniem, że regularna aktywność fizyczna redukuje stres i złe emocje. 
Polacy ruszyli do obiektów sportowych z myślą o swoim zdrowiu. Obecnie dla lepszej kondycji psychicznej ćwiczy 42 proc. Polaków, a dla profilaktyki zdrowotnej – co czwarty. Obserwujemy znaczny wzrost aktywności użytkowników w klubach, a przede wszystkim stale powiększa się liczba ich użytkowników. W naszych klubach, m.in. sieci Zdrofit, baza karnetów wzrosła o 19 proc. w stosunku do 1 kwartału ubiegłego roku. Przed pandemią przyrosty rok do roku nowych klientów nie były tak znaczące. Co więcej, według naszych szacunków liczba użytkowników w naszych sieciach własnych osiągnie na koniec maja 2023 roku poziom prawie 210 tys. – komentuje Tomasz Groń, Dyrektor Zarządzający Benefit Systems Oddział Fitness.
Z raportu wynika, że dobrą zachętą do odwiedzania obiektów sportowych może być benefit pracowniczy w postaci karty MultiSport – już 85 proc. z jej posiadaczy deklaruje, że podejmuje aktywność sportową minimum raz w tygodniu. Najaktywniejsi są też ludzie młodzi: co piąta osoba w przedziale wiekowym 18-24 lata ćwiczy pięć razy w tygodniu lub częściej, a co trzecia – trzy-cztery razy w tygodniu. Dla porównania, w grupie wiekowej 40-49 lat to już tylko 17 i 11 proc.

Dr Piątkowska nie jest zdziwiona tymi wynikami.
Millenialsi i „zetki” wykazują największą świadomość korzystnego wpływu regularnego ruchu na zdrowie i jakość życia, a świadomość ta najczęściej idzie w parze z aktywnością fizyczną – komentuje. – Zakładając, że w kolejnych dekadach swojego życia będą oni podtrzymywać to podejście, mają szansę nie tylko wydłużyć swoje życie, ale przede wszystkim przeżyć więcej lat w zdrowiu. Jeśli dzisiejsi Millenialsi utrzymają formę, pozwoli to w perspektywie czasu zmniejszyć wydatki na służbę zdrowia, nieco ją odciążyć, a w efekcie – być może – ułatwić dostęp do lekarzy w nagłych przypadkach. 
Według zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wszyscy dorośli powinni uprawiać tygodniowo co najmniej 2,5-5 godzin „aerobowej aktywności fizycznej o umiarkowanej intensywności”. To określenie na ćwiczenia, które podnoszą tętno – szybkie chodzenie, bieganie, skakanie na skakance czy pływanie. Spokojny spacer do nich nie należy.

Jak donosi WHO, pół miliarda osób zachoruje do 2030 roku na choroby serca, otyłość, cukrzycę lub inne choroby niezakaźne związane z brakiem aktywności fizycznej, jeśli zaniechane zostaną działania zachęcające do większej aktywności. Szacunkowe koszty tego zaniechania wynoszą 27 miliardów dolarów rocznie.
 
Informacje o badaniu

MultiSport Index to kompleksowe badanie aktywności fizycznej (wysiłek podejmowany minimum raz w miesiącu) oraz sportowej (regularny wysiłek fizyczny podejmowany minimum raz w tygodniu) Polaków. Badanie prowadzone jest na zlecenie Benefit Systems przez agencją badawczą Minds&Roses. Badanie MultiSport Index 2023 zrealizowane zostało na reprezentatywnej losowej próbie​ 1 400 Polaków w wieku 18+ z wykorzystaniem techniki wywiadu telefonicznego wspomaganego komputerowo (CATI). Badanie realizowane było w dniach od 30 stycznia do 3 lutego 2023 roku.

Wskaźnik aktywności fizycznej Polaków – wskaźnik oparty o liczbę osób, które są aktywne fizycznie co najmniej raz w miesiącu. W 2023 roku wynosi on 64%.

Wskaźnik aktywności sportowej – wskaźnik oparty o liczbę osób, które są aktywne fizycznie co najmniej raz w tygodniu pod warunkiem, że to aktywność sportowa (wyłączono jazdę na rowerze w celach transportowych oraz spacer). W 2023 roku wynosi on 48%.
 
źródło: MultiSport
Badanie ankietowe przeprowadzone na grupie dorosłych respondentów wykazało, że ponad połowa Polaków uważa, że ich stan zdrowia jest na dobrym poziomie, a 34 proc. nie potrafi jednoznacznie go ocenić. Swoją kondycję zdrowotną źle ocenia co dziesiąty Polak. Na co najczęściej chorują Polacy i czy wiedzą co ma wpływ na ich zdrowie? Czy odczucia respondentów pokrywają się z faktycznym stanem zdrowia? Eksperci wyjaśniają.
Z danych zgromadzonych podczas badania „Kondycja Zdrowotna Polaków” jasno wynika, że im starszy respondent, tym częściej określa swój stan zdrowia jako zły lub bardzo zły. Ciekawe, że kondycja zdrowotna ma związek z wysokością zarobków, bowiem im niższa ich wysokość, tym częściej respondenci określali kondycję zdrowotną jako złą: 13,5 proc. z wynagrodzeniem do 2000 zł netto, ale już 8 proc. z zarobkami powyżej 5000 zł. Okazuje się też, że nie bez znaczenia jest wielkość miast, w których żyją. Im większe miasto, tym mniej wskazań na zły lub bardzo zły stan zdrowia: w miastach do 20 tys. mieszkańców jako zły określało 10,5 proc., a w miastach powyżej 500 tys. mieszkańców – 8 proc.

Nadciśnienie na szczycie listy

Niemal co trzeci badany (31 proc.) deklaruje, że zmaga się z nadciśnieniem. Drugie miejsce zajęła cukrzyca (19 proc.), a na trzecim znalazły się choroby, które atakują stawy lub mięśnie (14 proc). Niewiele mniej osób wskazywało na choroby tarczycy (13 proc.). Co istotne, grupa chorujących przewlekle (340 spośród 1020 badanych), zaznaczyła łącznie 528 chorób, z którymi się mierzą i najczęściej były to osoby powyżej pięćdziesiątego roku życia. To oznacza, że wśród respondentów są tacy, którzy chorują na więcej niż jedną chorobę przewlekłą.  
 

Problemy z nadciśnieniem tętniczym ma niemal 10 mln Polaków. Nieleczone lub źle leczone nadciśnienie tętnicze może prowadzić np. do rozwoju niewydolności serca, jest także jedną ze składowych zespołu metabolicznego. Choroby takie jak nadciśnienie tętnicze czy cukrzyca, ale również inne choroby przewlekłe, bez odpowiedniego leczenia mogą być przyczyną istotnej utraty zdrowia i skracać życie pacjenta. Choroby sercowo-naczyniowe to epidemia XXI wieku i mimo coraz większej świadomości społecznej, nadal stanowią największy procent wśród chorób przewlekłych Polaków. Pacjenci często bagatelizują sygnały wysyłane przez organizm, często zwlekają z pójściem do lekarza. Opóźnia to postawienie rozpoznania, a co za tym idzie wdrożenie odpowiedniego leczenia. Może doprowadzić to do sytuacji, w której choroba rozwijając się „po cichu”, powoduje nieodwracalne powikłania. Dodatkowym i trudnym zagadnieniem jest wykonywanie badan profilaktycznych, które w naszym kraju nie cieszą się niestety dużą popularnością, a powinny być stałym elementem dbania o swoje zdrowie. Możemy podejrzewać, że duża część respondentów, która ocenia swoją kondycję zdrowotną na dobrym poziomie, niekoniecznie ma świadomość, że podstępnie może rozwijać się choroba, która dopiero w kolejnych stadiach spowoduje zauważalne pogorszenie stanu zdrowia. Nie chodzi o to, żeby straszyć, ale apelować o regularne badania profilaktyczne. Takie postępowanie pozwoli na wczesne wykrycie choroby i nie dopuszczenie do zmian chorobowych, które na pewnym etapie są nieodwracalne. – mówi dr n. med. Marta Kałużna-Oleksy z I Kliniki Kardiologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, prezes Polskiego Stowarzyszenia Osób z Niewydolnością Serca.

Polacy świadomi współodpowiedzialności za swoje zdrowie

Aż 76 proc. Polaków wskazuje, że największy wpływ na nasze zdrowie mamy my sami. Wśród wskazań wielokrotnego wyboru, na drugim miejscu znalazły się geny, które przecież znajdują się poza kontrolą człowieka. Aż 45 proc. wskazań dotyczyło również środowiska, w którym funkcjonujemy, co należy do sfery o ograniczonej kontroli jednostki.
 

Praca z pacjentami potwierdza to, co wynika z badania. Rzeczywiście tak jest: my sami wybieramy jaki prowadzimy tryb życia, czy stosujemy odpowiednią dietę, czy uprawiamy aktywność fizyczną. Unikamy czynników ryzyka lub wręcz odwrotnie. To samo dotyczy badań profilaktycznych i zgłaszania się do lekarza. Niestety ta świadomość to nie wszystko. Byłoby idealnie, gdyby szły za nią działania. Optymistyczne jest to, że obecne pokolenie coraz większą wagę przywiązuje do badań profilaktycznych, burzy tabu na temat problemów zdrowotnych, które przez wiele lat były traktowane jako wstydliwe – komentuje dr Kałużna – Oleksy.

 

Respondenci uważają, że najmniejszy wpływ na zdrowie mają: społeczeństwo – 8 proc. oraz wykształcenie – 4 proc. Tymczasem, z danych raportu Światowej Organizacji Zdrowia wynika co innego. Osoby z wyższym wykształceniem żyją dłużej niż ze średnim i podstawowym, a różnice te są szczególnie widoczne wśród mężczyzn. Co istotne, dotyczy to wszystkich badanych państw. Według raportu, w Polsce przeciętna długość mężczyzn z podstawowym wykształceniem przekracza 60 lat, a ci z wyższym wykształceniem średnio żyją 80 lat.[1]

System czy rodzina? Co wpływa na zdrowie?

Polacy przypisują większą sprawczość w obszarze wpływu na ich zdrowie systemowi ochrony zdrowia (31 proc.) niż rodzinie (13 proc), co mogłoby nie dziwić, gdyby nie fakt, że stanowi ona jedną z najważniejszych wartości dla Polaków. Razem ze zdrowiem znalazła się ona na pierwszym miejscu w rankingu.[2]

 

Związek między podejściem do opieki zdrowotnej i roli państwa nie dziwi. Pokolenie 50+ żyło jeszcze w czasach, w których to system opieki zdrowotnej był oparty głównie na instytucjach państwowych. Dziś powszechny jest dostęp do prywatnej opieki zdrowotnej. Wielu pracodawców i pracowników traktuje prywatny pakiet medyczny w miejscu pracy jako podstawowy benefit pozapłacowy. Kiedy respondenci w wieku 50+ zaczynali pracę, nie było takich benefitów. Ponadto, wpływ na dane ma rosnąca świadomość dotycząca usług zdrowotnych. Młodsza grupa respondentów żyje w dobie internetu. Częściej, przed pójściem do lekarza, kieruje się opiniami na temat lekarzy niż tym, czy lekarz przyjmuje pacjentów w ramach świadczeń NFZ. Ważniejsza jest dla tej grupy pewność jakości usług niż to, czy przyjdzie im za to dodatkowo zapłacić. – mówi wiceprezes SW Research, Piotr Zimolzak.

Młodzi stawiają na profilaktykę

Jak pokazują wyniki badania, to najmłodsi respondenci (dorośli do 24 r. ż.) najbardziej cenią badania profilaktyczne. Wraz ze wzrostem wieku badanych, maleje znaczenie profilaktyki. W pytaniu o to, co wpływa na zachowanie dobrego zdrowia, na profilaktykę wskazało aż 41 proc. osób do 24 r. ż., podczas gdy w grupie wiekowej 25-34 było to zaledwie 27 proc. wskazań. Trend ten widać też w odpowiedziach na pytanie o regularne badania profilaktyczne. Regularnie wykonuje je 50 proc. osób wieku do 24 r. ż., a w grupie wiekowej 25-34 r. ż. to 45 proc. badanych.
 

Młodsi respondenci, którzy bardziej niż grupa starszych osób mają świadomość wartości badań profilaktycznych, urodzili się w czasach szerokiego dostępu do informacji. Internet, portale informacyjne, media społecznościowe, telewizja – to miejsca, w których wciąż dużo mówi się o wartości badań profilaktycznych. Warto podkreślić tu rolę mediów społecznościowych. O ile na początku rozwoju Facebooka czy Instagrama były one źródłem rozrywki, o tyle dziś to kanały, z których młodzi czerpią wiedzę m. in. na temat zdrowia. Ulubieni influencerzy zdrowotni czy łatwość dotarcia do tej grupy za pomocą reklam w internecie sprawiają, że poziom wiedzy na temat profilaktyki jest wysoki. Dla niektórych zaskoczeniem może być fakt, że coraz częściej na TikToku pojawiają się treści medyczne. Takim przykładem prężnie działającego profilu jest np. Centrum Medyczne Damiana, które obserwuje 25 200 osób. To bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę specyfikę tej platformy. – komentuje Marta Domańska, Head of LoveBrands Medical.

 

[1] WHO, „Wyrównywanie różnic w dostępie do opieki medycznej”, 2019 r.

[2] CBOS, komunikat z badań: Wartości w czasach zarazy nr 160/2020, https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2020/K_160_20.PDF. [dostęp: 22.09.2022].

źródło: LB Medical

Badanie ankietowe przeprowadzone na grupie dorosłych respondentów wykazało, że ponad połowa Polaków uważa, że ich stan zdrowia jest na dobrym poziomie, a 34 proc. nie potrafi jednoznacznie go ocenić. Swoją kondycję zdrowotną źle ocenia co dziesiąty Polak. Na co najczęściej chorują Polacy i czy wiedzą co ma wpływ na ich zdrowie? Czy odczucia respondentów pokrywają się z faktycznym stanem zdrowia? Eksperci wyjaśniają.
Z danych zgromadzonych podczas badania „Kondycja Zdrowotna Polaków” jasno wynika, że im starszy respondent, tym częściej określa swój stan zdrowia jako zły lub bardzo zły. Ciekawe, że kondycja zdrowotna ma związek z wysokością zarobków, bowiem im niższa ich wysokość, tym częściej respondenci określali kondycję zdrowotną jako złą: 13,5 proc. z wynagrodzeniem do 2000 zł netto, ale już 8 proc. z zarobkami powyżej 5000 zł. Okazuje się też, że nie bez znaczenia jest wielkość miast, w których żyją. Im większe miasto, tym mniej wskazań na zły lub bardzo zły stan zdrowia: w miastach do 20 tys. mieszkańców jako zły określało 10,5 proc., a w miastach powyżej 500 tys. mieszkańców – 8 proc.

Nadciśnienie na szczycie listy

Niemal co trzeci badany (31 proc.) deklaruje, że zmaga się z nadciśnieniem. Drugie miejsce zajęła cukrzyca (19 proc.), a na trzecim znalazły się choroby, które atakują stawy lub mięśnie (14 proc). Niewiele mniej osób wskazywało na choroby tarczycy (13 proc.). Co istotne, grupa chorujących przewlekle (340 spośród 1020 badanych), zaznaczyła łącznie 528 chorób, z którymi się mierzą i najczęściej były to osoby powyżej pięćdziesiątego roku życia. To oznacza, że wśród respondentów są tacy, którzy chorują na więcej niż jedną chorobę przewlekłą.  
 

Problemy z nadciśnieniem tętniczym ma niemal 10 mln Polaków. Nieleczone lub źle leczone nadciśnienie tętnicze może prowadzić np. do rozwoju niewydolności serca, jest także jedną ze składowych zespołu metabolicznego. Choroby takie jak nadciśnienie tętnicze czy cukrzyca, ale również inne choroby przewlekłe, bez odpowiedniego leczenia mogą być przyczyną istotnej utraty zdrowia i skracać życie pacjenta. Choroby sercowo-naczyniowe to epidemia XXI wieku i mimo coraz większej świadomości społecznej, nadal stanowią największy procent wśród chorób przewlekłych Polaków. Pacjenci często bagatelizują sygnały wysyłane przez organizm, często zwlekają z pójściem do lekarza. Opóźnia to postawienie rozpoznania, a co za tym idzie wdrożenie odpowiedniego leczenia. Może doprowadzić to do sytuacji, w której choroba rozwijając się „po cichu”, powoduje nieodwracalne powikłania. Dodatkowym i trudnym zagadnieniem jest wykonywanie badan profilaktycznych, które w naszym kraju nie cieszą się niestety dużą popularnością, a powinny być stałym elementem dbania o swoje zdrowie. Możemy podejrzewać, że duża część respondentów, która ocenia swoją kondycję zdrowotną na dobrym poziomie, niekoniecznie ma świadomość, że podstępnie może rozwijać się choroba, która dopiero w kolejnych stadiach spowoduje zauważalne pogorszenie stanu zdrowia. Nie chodzi o to, żeby straszyć, ale apelować o regularne badania profilaktyczne. Takie postępowanie pozwoli na wczesne wykrycie choroby i nie dopuszczenie do zmian chorobowych, które na pewnym etapie są nieodwracalne. – mówi dr n. med. Marta Kałużna-Oleksy z I Kliniki Kardiologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, prezes Polskiego Stowarzyszenia Osób z Niewydolnością Serca.

Polacy świadomi współodpowiedzialności za swoje zdrowie

Aż 76 proc. Polaków wskazuje, że największy wpływ na nasze zdrowie mamy my sami. Wśród wskazań wielokrotnego wyboru, na drugim miejscu znalazły się geny, które przecież znajdują się poza kontrolą człowieka. Aż 45 proc. wskazań dotyczyło również środowiska, w którym funkcjonujemy, co należy do sfery o ograniczonej kontroli jednostki.
 

Praca z pacjentami potwierdza to, co wynika z badania. Rzeczywiście tak jest: my sami wybieramy jaki prowadzimy tryb życia, czy stosujemy odpowiednią dietę, czy uprawiamy aktywność fizyczną. Unikamy czynników ryzyka lub wręcz odwrotnie. To samo dotyczy badań profilaktycznych i zgłaszania się do lekarza. Niestety ta świadomość to nie wszystko. Byłoby idealnie, gdyby szły za nią działania. Optymistyczne jest to, że obecne pokolenie coraz większą wagę przywiązuje do badań profilaktycznych, burzy tabu na temat problemów zdrowotnych, które przez wiele lat były traktowane jako wstydliwe – komentuje dr Kałużna – Oleksy.

 

Respondenci uważają, że najmniejszy wpływ na zdrowie mają: społeczeństwo – 8 proc. oraz wykształcenie – 4 proc. Tymczasem, z danych raportu Światowej Organizacji Zdrowia wynika co innego. Osoby z wyższym wykształceniem żyją dłużej niż ze średnim i podstawowym, a różnice te są szczególnie widoczne wśród mężczyzn. Co istotne, dotyczy to wszystkich badanych państw. Według raportu, w Polsce przeciętna długość mężczyzn z podstawowym wykształceniem przekracza 60 lat, a ci z wyższym wykształceniem średnio żyją 80 lat.[1]

System czy rodzina? Co wpływa na zdrowie?

Polacy przypisują większą sprawczość w obszarze wpływu na ich zdrowie systemowi ochrony zdrowia (31 proc.) niż rodzinie (13 proc), co mogłoby nie dziwić, gdyby nie fakt, że stanowi ona jedną z najważniejszych wartości dla Polaków. Razem ze zdrowiem znalazła się ona na pierwszym miejscu w rankingu.[2]

 

Związek między podejściem do opieki zdrowotnej i roli państwa nie dziwi. Pokolenie 50+ żyło jeszcze w czasach, w których to system opieki zdrowotnej był oparty głównie na instytucjach państwowych. Dziś powszechny jest dostęp do prywatnej opieki zdrowotnej. Wielu pracodawców i pracowników traktuje prywatny pakiet medyczny w miejscu pracy jako podstawowy benefit pozapłacowy. Kiedy respondenci w wieku 50+ zaczynali pracę, nie było takich benefitów. Ponadto, wpływ na dane ma rosnąca świadomość dotycząca usług zdrowotnych. Młodsza grupa respondentów żyje w dobie internetu. Częściej, przed pójściem do lekarza, kieruje się opiniami na temat lekarzy niż tym, czy lekarz przyjmuje pacjentów w ramach świadczeń NFZ. Ważniejsza jest dla tej grupy pewność jakości usług niż to, czy przyjdzie im za to dodatkowo zapłacić. – mówi wiceprezes SW Research, Piotr Zimolzak.

Młodzi stawiają na profilaktykę

Jak pokazują wyniki badania, to najmłodsi respondenci (dorośli do 24 r. ż.) najbardziej cenią badania profilaktyczne. Wraz ze wzrostem wieku badanych, maleje znaczenie profilaktyki. W pytaniu o to, co wpływa na zachowanie dobrego zdrowia, na profilaktykę wskazało aż 41 proc. osób do 24 r. ż., podczas gdy w grupie wiekowej 25-34 było to zaledwie 27 proc. wskazań. Trend ten widać też w odpowiedziach na pytanie o regularne badania profilaktyczne. Regularnie wykonuje je 50 proc. osób wieku do 24 r. ż., a w grupie wiekowej 25-34 r. ż. to 45 proc. badanych.
 

Młodsi respondenci, którzy bardziej niż grupa starszych osób mają świadomość wartości badań profilaktycznych, urodzili się w czasach szerokiego dostępu do informacji. Internet, portale informacyjne, media społecznościowe, telewizja – to miejsca, w których wciąż dużo mówi się o wartości badań profilaktycznych. Warto podkreślić tu rolę mediów społecznościowych. O ile na początku rozwoju Facebooka czy Instagrama były one źródłem rozrywki, o tyle dziś to kanały, z których młodzi czerpią wiedzę m. in. na temat zdrowia. Ulubieni influencerzy zdrowotni czy łatwość dotarcia do tej grupy za pomocą reklam w internecie sprawiają, że poziom wiedzy na temat profilaktyki jest wysoki. Dla niektórych zaskoczeniem może być fakt, że coraz częściej na TikToku pojawiają się treści medyczne. Takim przykładem prężnie działającego profilu jest np. Centrum Medyczne Damiana, które obserwuje 25 200 osób. To bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę specyfikę tej platformy. – komentuje Marta Domańska, Head of LoveBrands Medical.

 

[1] WHO, „Wyrównywanie różnic w dostępie do opieki medycznej”, 2019 r.

[2] CBOS, komunikat z badań: Wartości w czasach zarazy nr 160/2020, https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2020/K_160_20.PDF. [dostęp: 22.09.2022].

źródło: LB Medical

Pandemia wywarła wielki wpływ na system opieki zdrowotnej, zmuszając dostawców usług medycznych do natychmiastowej digitalizacji. Wdrożenie najnowszych technologii i cyfryzacji procesów umożliwiających optymalizację oraz usprawnienie świadczonych usług spowodowało powstanie Pacjenta Phygitalowego, czyli łączącego fizyczne i cyfrowe aspekty dbania o zdrowie. Jak wynika z raportu Phygitalowy Pacjent przyszłości. W jaki sposób technologia cyfrowa ukształtuje pacjenta nowej generacji?, przygotowanego przez firmę Deloitte Digital, oczekuje on takiego samego poziomu obsługi we wszystkich dostępnych kanałach, które mają się wzajemnie uzupełniać.

Celem badania przeprowadzonego przez Deloitte Digital w pierwszym kwartale 2022 r. było rozpoznanie nawyków związanych z dbaniem o well-being i zdrowie oraz ocena możliwości wykorzystania narzędzi cyfrowych w tym obszarze. Miało ono też sprawdzić, czy nowoczesna technologia może ułatwić ludziom prowadzenie zdrowego trybu życia. W badaniu wzięli udział również polscy respondenci.

W oparciu o dwa wskaźniki – poziom digitalizacji i dbałości o zdrowie – eksperci Deloitte zdefiniowali dwa rodzaje pacjentów:
  • Pacjent Tradycyjny (średnio 49 proc. wśród badanych krajów, 43 proc. w Polsce) korzysta z maksymalnie czterech aplikacji mobilnych przeznaczonych do dbania o zdrowie, a dbając o nie wykonuje od czterech do ośmiu czynności.
  • Pacjent Phygitalowy (odpowiednio 15 proc. i 17 proc.) korzysta z min. pięciu zdrowotnych aplikacji mobilnych, a w trosce o swój dobrostan wykonuje od czterech do jedenastu czynności.
Pacjenci Tradycyjni stanowią największy segment rynkowy i są najbardziej reprezentatywnym punktem odniesienia dla większości pacjentów. Pacjenci Phygitalowi łączą dwie grupy osób – najbardziej dbających o zdrowie i zdigitalizowanych. Można oczekiwać, że stopniowe zmierzanie w kierunku zdrowszego i bardziej cyfrowego stylu życia zwiększy w przyszłości liczbę tych drugich.
 

– Co ciekawe, w badaniu nie zaobserwowaliśmy występowania istotnej relacji między poziomem digitalizacji danego kraju a udziałem Pacjentów Phygitalowych w jego populacji. Dowodzi to, że na chęć korzystania z takich rozwiązań wpływają także inne czynniki. Można zatem założyć, że do korzystania z nich można zachęcić i zmotywować nawet przedstawicieli starszych generacji. Polska z odsetkiem wynoszącym 17 proc. to kraj z trzecią największą liczbą Phygitalowych Pacjentów w zestawieniu, pomimo przynależności do państw o zaledwie średniej dojrzałości cyfrowej – mówi Krzysztof Wilk, partner, lider Life Sciences & Health Care, Deloitte w Polsce

W ujęciu globalnym Pacjenci Phygitalowi to przede wszystkim kobiety (61 proc.), głównie z pokolenia millenialsów (45 proc.), pracujące w średnich i dużych firmach (44 proc.), lepiej zdiagnozowane pod kątem chorób przewlekłych (39 proc.).

Cyfryzacja napędza dbałość o zdrowie

Najważniejszym czynnikiem motywującym wszystkich pacjentów do dbania o zdrowie jest wygodny dostęp do specjalistów – tak deklaruje średnio 50 proc. badanych przez Deloitte. Jest to aspekt najważniejszy zarówno dla Pacjentów Phygitalowych (62 proc.), jak i Tradycyjnych (51 proc.).

Dla tych pierwszych jednak bardzo istotne są także zachęty technologiczne. Jednym z czynników najsilniej motywujących jest dostęp do wielu funkcjonalności w ramach jednej aplikacji (53 proc.), automatyczne przypomnienia o wizytach (46 proc.) czy możliwość udostępnienia lekarzowi informacji o zdrowiu pacjenta przez aplikację (46 proc.).
 

– Wyzwaniem dla firm zajmujących się opieką zdrowotną jest poparcie prozdrowotnych postaw pacjentów. Można wykorzystać do tego proste rozwiązania, ułatwiające dostęp do lekarzy specjalistów, a także bardziej zaawansowane narzędzia, wykraczające poza standardowe, codzienne potrzeby pacjenta. Mamy już przykłady platform cyfrowych przeznaczonych do dbania o siebie i zwiększających zaangażowanie użytkowników. Jesteśmy świadkami powstawania całych systemów cyfrowych, których celem jest oferowanie wartości dodanej, zintegrowanej obsługi i angażowanie użytkowników – podkreśla Paweł Kuśmierowski, partner associate, lider Life Sciences & Health Care Consulting, Deloitte w Polsce

Pandemia skłoniła do większej troski także o zdrowie psychiczne

Pandemia spowodowała nasilenie niepokoju i depresji na całym świecie, a główne jej przyczyny to izolacja społeczna, lęk przed zarażeniem, troska o zdrowie najbliższych, zgony w rodzinie lub problemy finansowe. Jednocześnie zauważono wzrost dbałości o zdrowie psychiczne, którego dowodem jest popularyzacja rozwiązań cyfrowych dotyczących uważności (mindfulness), pomagających użytkownikom zwalczyć stres i niepokój. Jak wynika z badania Deloitte, Pacjenci Phygitalowi zwracają większą uwagę na profilaktykę, bardziej dbają o swoją dietę, zdrowie fizyczne i psychiczne. Aż 48 proc. badanych z tej grupy pacjentów wskazuje ten ostatni aspekt jako istotny element swojej codziennej rutyny – jest to półtora razy wyższy odsetek niż w przypadku Pacjentów Tradycyjnych. Nowy typ pacjenta podejmuje też konkretne działania, które zapobiegają powstawaniu problemów psychicznych – utrzymuje głębsze relacje (94 proc.), wyznacza sobie czas na odpoczynek (73 proc.) i prowadzi życie wolne od stresów (48 proc.).
 

– Narzędzia cyfrowe, które mają ułatwiać utrzymanie dobrego samopoczucia psychicznego, nie są powszechnie stosowane przez tradycyjne placówki służby zdrowia. Mogą one jednak znacząc o przyczynić się do zyskania lojalności i przywiązania pacjentów. Rozwiązania te mogą obejmować zarówno ofertę dla indywidualnych pacjentów, jak i dla firm zmagających się z problemem wypalenia zawodowego pracowników. Oferując takie aplikacje firma może zachęcać pracowników do przyjęcia zdrowego stylu życia, a jednocześnie zapewnić im poczucie, że nie są odcięci od świata w warunkach pracy zdalnej – dodaje Krzysztof Wilk

Zaufanie do wykorzystania danych pacjentów

Pacjenci Phygitialowi znacznie chętniej udostępniają swoje dane medyczne poprzez aplikacje mobilne. Główną zachętą do takiego postępowania jest troska o swoje zdrowie, na drugim miejscu zaś znajdują się korzyści finansowe. Niezależnie od motywacji, za największą korzyść z takiego udostępnienia Pacjenci Phygitalowi uznali możliwość zmniejszenia ryzyka zapadnięcia na ciężką chorobę w przyszłości (54 proc.). Czynnik ten był wyraźnie mniej istotny dla przeciętnego Pacjenta Tradycyjnego (41 proc.). Pacjenci Phygitalowi mają również większe poczucie wkładu w rozwój nauk medycznych (istotność tego czynnika w tej grupie była o 21 p.p. wyższa niż wśród Pacjentów Tradycyjnych), co może dowodzić większej świadomości efektów tego rodzaju wsparcia. Istotne są dla nich również korzyści finansowe, takie jak zniżki na ubezpieczenie oferowane przez ubezpieczycieli prywatnych i publicznych (wskazało je odpowiednio 47 proc. i 34 proc. Respondentów Phygitalowych i 44 proc. i 32 proc. pacjentów Tradycyjnych).
 

– Przedstawiciele służby zdrowia cieszą się dużym zaufaniem wśród pacjentów pod względem udostępniania ich danych medycznych. Jest to solidny fundament, który w połączeniu z dostępnymi na rynku technologiami może umożliwić spełnianie, a nawet przekraczanie, oczekiwań najbardziej wymagających pacjentów. Ponieważ sektor opieki zdrowotnej dopiero stawia pierwsze kroki w tej dziedzinie, można spodziewać się wielu nowych możliwości wykorzystania danych w połączeniu z technologią. Wobec tego ten, kto podejmie działania już teraz, szybko uzyska przewagę konkurencyjną w niedalekiej przyszłości – mówi Jan Michalski, partner, lider Deloitte Digital CE

Więcej przewlekle chorych wśród Pacjentów Phygitalowych

Ponad połowa badanych Polaków cierpi na choroby przewlekłe, przy czym większy odsetek chorych wykryto w grupie pacjentów Phygitalowych, którzy są na ogół lepiej zdiagnozowani niż Tradycyjni. Po części może to wynikać z większej skłonności tych pierwszych do samodzielnego i stałego monitorowania swojego stanu zdrowia – wyraźnie chętniej (55 proc. vs 21 proc.) korzystają oni z aplikacji czy urządzeń umożliwiających monitoring lub leczenie chorób przewlekłych. Za największe utrudnienia w korzystaniu z rozwiązań cyfrowych uważają brak informacji o ich istnieniu (46 proc.), preferowanie kanałów tradycyjnych (26 proc.) i małą dostępność takich rozwiązań (22 proc.).
 

– Pacjenci Phygitalowi odnoszą korzyści z rozwiązań łączących leczenie, technologię i kontakty społeczne dla potrzeb usprawnienia procesu leczenia. Charakteryzują się wysoką samoświadomością i umiejętnością korzystania z narzędzi cyfrowych, chętniej testują nowe rozwiązania medyczne, co czyni z nich cennych klientów – nie tylko dla dostawców usług medycznych. To oni są docelowymi użytkownikami ekosystemów dbania o zdrowie i wellbeing, w których działają firmy lifestylowe, oferujące usługi medyczne, ubezpieczeniowe i technologiczne – zaznacza Paweł Kuśmierowski

O badaniu
Badanie Deloitte Digital zostało przeprowadzone w pierwszym kwartale 2022 r. metodą CAWI na reprezentatywnej próbie11 tys. dorosłych (w wieku 18-65 lat) użytkowników smartfonów z jedenastu europejskich krajów. Uczestnicy odpowiadali na pytania o aktualne wykorzystanie i preferencje dotyczące technologii medycznych, a także potrzeb, motywacji i utrudnień w procesie dbania o własne zdrowie.

Pełny raport do pobrania znajduje się tutaj.
 

źródło: Deloitte