Medicalpress

Choroby zapalne skóry należą dziś do najczęstszych problemów zdrowotnych na świecie – szacuje się, że dotyczą ponad miliarda osób. Atopowe zapalenie skóry, łuszczyca czy trądzik nie tylko obniżają komfort życia, lecz także wymagają stałej kontroli i dostosowywania leczenia oraz pielęgnacji. Właśnie w tym obszarze pojawia się innowacyjna inicjatywa studentów Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, którzy pracują nad rozwiązaniem łączącym prostotę codziennego użycia z potencjałem realnego wsparcia terapeutycznego.

Projekt realizowany w ramach Studenckiego Koła Naukowego Technologii Postaci Leku zakłada stworzenie inteligentnego plastra, który umożliwi monitorowanie jednego z kluczowych parametrów skóry – jej pH. Nad rozwiązaniem pracuje interdyscyplinarny zespół badaczek i studentek z Wydziału Farmaceutycznego UMW, a przedsięwzięcie uzyskało dofinansowanie w ramach Programu Funduszu Aktywności Studenckiej (FAST), prowadzonego przez Wrocławskie Centrum Akademickie.

Już na etapie koncepcji projekt wpisuje się w szerszy trend rozwoju narzędzi wspierających samokontrolę pacjenta i personalizację terapii. Jego punktem wyjścia jest obserwacja, że zmiany zachodzące w skórze można wykryć wcześniej, niż pojawią się widoczne objawy choroby.

pH skóry jako wczesny sygnał ostrzegawczy

Jednym z najważniejszych założeń projektu jest wykorzystanie pH skóry jako wskaźnika pozwalającego przewidywać zaostrzenia chorób dermatologicznych. Jak podkreślają autorki inicjatywy: „pH skóry to wskaźnik określający, czy jej powierzchnia ma odczyn bardziej kwaśny, obojętny czy zasadowy (…) U zdrowej skóry jest on zwykle lekko kwaśny, co chroni ją przed podrażnieniami, utratą wody oraz rozwojem bakterii i innych drobnoustrojów. Gdy pH skóry się zmienia, może to osłabiać jej naturalną barierę ochronną i sprzyjać nasileniu problemów skórnych”.

To właśnie ten moment – jeszcze przed pojawieniem się zaczerwienienia, świądu czy przesuszenia – może mieć kluczowe znaczenie dla skutecznej kontroli choroby. W praktyce oznacza to możliwość wcześniejszej reakcji: zmiany pielęgnacji, modyfikacji leczenia miejscowego lub konsultacji z lekarzem.

Z punktu widzenia klinicznego znaczenie pH skóry jest dobrze udokumentowane. Fizjologicznie utrzymuje się ono w zakresie lekko kwaśnym (ok. 4,5–5,5), co wspiera integralność bariery naskórkowej i ogranicza rozwój patogenów. W chorobach takich jak AZS czy łuszczyca obserwuje się często przesunięcie w kierunku wyższego, bardziej zasadowego pH. Taki stan sprzyja zwiększonej utracie wody przez naskórek, zaburzeniom mikrobiomu skóry oraz nasileniu stanu zapalnego. W trądziku zmiany pH mogą z kolei wpływać na aktywność bakterii Cutibacterium acnes i produkcję sebum.

Regularne monitorowanie tego parametru może więc pełnić rolę swoistego „czujnika” kondycji skóry – szczególnie u osób, które zmagają się z nawrotowym przebiegiem choroby i często testują różne metody leczenia lub pielęgnacji.

Proste rozwiązanie, duży potencjał

Odpowiedzią na tę potrzebę ma być cienki, elastyczny plaster wyposażony we wskaźnik zmieniający kolor w zależności od pH skóry. Dzięki temu użytkownik będzie mógł w prosty sposób ocenić, czy odczyn skóry pozostaje w normie, czy zaczyna się od niej odchylać.

Projekt zatytułowany „Inteligentny plaster monitorujący dla pacjentów z AZS, trądzikiem lub łuszczycą – system kontrolowania i wczesnego wykrywania zaostrzeń na podstawie zmian pH skóry” zakłada stworzenie rozwiązania maksymalnie intuicyjnego, niewymagającego specjalistycznej wiedzy ani dodatkowych urządzeń.

Jak zaznaczają badaczki, „to nieinwazyjne, a jednocześnie wygodne w codziennym użyciu rozwiązanie może pomóc dopasować do aktualnych potrzeb skóry zarówno leki, jak i kosmetyki”. W praktyce oznacza to możliwość szybkiego reagowania na zmiany i unikania działań, które mogłyby pogorszyć stan skóry – na przykład stosowania nieodpowiednich preparatów pielęgnacyjnych.

Od laboratorium do codziennego użycia

Na obecnym etapie projekt znajduje się w fazie eksperymentalnej. Zespół koncentruje się na doborze odpowiednich materiałów polimerowych oraz wskaźnika kolorystycznego, który będzie jednocześnie czuły, bezpieczny i stabilny. Istotne jest, aby wszystkie wykorzystane komponenty były już dostępne na rynku, przebadane i łagodne dla skóry.

Kluczowym wyzwaniem pozostaje opracowanie takiego rozwiązania, które zapewni wyraźną i jednoznaczną zmianę koloru w całym zakresie fizjologicznego pH, a jednocześnie nie będzie powodowało podrażnień. Równie ważny jest aspekt użytkowy – projekt obejmuje także przygotowanie opakowania z czytelną instrukcją oraz skalą kolorystyczną, która umożliwi samodzielną interpretację wyniku.

Twórczynie podkreślają, że zastosowanie plastra może wykraczać poza samą obserwację choroby. „Ma on służyć nie tylko do obserwacji stanu skóry, lecz także do oceny wpływu na jej kondycję kosmetyków, wody, stosowanych preparatów czy jakości powietrza”. Tym samym narzędzie może stać się elementem codziennego zarządzania chorobą i świadomego podejmowania decyzji dotyczących stylu życia oraz pielęgnacji.

Krok w stronę medycyny spersonalizowanej

W przypadku chorób skóry, które mają często charakter przewlekły i nawrotowy, możliwość bieżącego monitorowania stanu skóry może znacząco poprawić skuteczność terapii i komfort życia pacjentów.

Dla osób z AZS, łuszczycą czy trądzikiem codzienna pielęgnacja jest nieodłącznym elementem leczenia, ale jednocześnie źródłem niepewności. Dobór odpowiednich kosmetyków, reagowanie na zmiany środowiskowe czy ocena skuteczności stosowanych preparatów to proces wymagający czasu i doświadczenia. Narzędzie dostarczające obiektywnej informacji o stanie skóry może w tym kontekście pełnić rolę przewodnika, pomagającego podejmować bardziej świadome decyzje.

Pierwsze wyniki badań nad inteligentnym plastrem mają zostać zaprezentowane w ciągu najbliższego roku. Jeśli projekt zakończy się powodzeniem, może stać się przykładem tego, jak inicjatywy studenckie – wsparte zapleczem naukowym uczelni – przekładają się na konkretne rozwiązania odpowiadające na realne potrzeby pacjentów.

Źródło: Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu, „Nasi studenci stworzą inteligentny plaster”, 2026.
Leczenie biologiczne w alergologii przestało być obietnicą przyszłości. W ostatnich latach stało się realnym elementem terapii najciężej chorych pacjentów z astmą, atopowym zapaleniem skóry, przewlekłą pokrzywką spontaniczną czy przewlekłym zapaleniem zatok przynosowych z polipami nosa. Rozszerza się także dostęp do immunoterapii alergenowej oraz kolejnych technologii stosowanych w chorobach zapalnych i immunologicznych. Na poziomie decyzji refundacyjnych widać wyraźny postęp. Polska alergologia zyskała narzędzia, których jeszcze kilka lat temu po prostu nie miała.
To jednak dopiero połowa sukcesu. Bo choć lek może znajdować się już w programie, pacjent nie zawsze trafia do terapii w odpowiednim momencie. Coraz wyraźniej widać, że głównym problemem przestaje być samo istnienie refundacji, a staje się praktyczna dostępność leczenia: możliwość kwalifikacji, liczba ośrodków zdolnych prowadzić programy, sposób finansowania świadczeń, obciążenia kadrowe i sztywność zapisów programowych, które nie nadążają za współczesną wiedzą kliniczną.

Programy są, pacjenci są, pieniądze też – ale to wciąż za mało

W alergologii programy lekowe odegrały rolę przełomową. To one otworzyły drogę do refundowanego stosowania nowoczesnych, drogich terapii u chorych z ciężkim przebiegiem choroby, u których standardowe leczenie nie przynosi wystarczającej kontroli. W tym modelu pacjent nie tylko otrzymuje lek, ale pozostaje pod stałą opieką ośrodka specjalistycznego. Zyskuje więc nie tylko dostęp do farmakoterapii, lecz także do monitorowania skuteczności i bezpieczeństwa, edukacji zdrowotnej i bardziej uporządkowanej ścieżki terapeutycznej. Taki model ma swoje ograniczenia, ale z perspektywy wielu środowisk pozostaje najlepszym dostępnym mechanizmem zapewniania finansowania innowacyjnych terapii w ciężkich chorobach przewlekłych.

W ciągu ostatnich kilkunastu lat znaczenie programów lekowych w Polsce systematycznie rosło. Dotyczy to zarówno liczby dostępnych programów, jak i wartości wydatków publicznych przeznaczanych na ich realizację. Nadal dominują w tym obszarze terapie onkologiczne, jednak w grupie programów nieonkologicznych alergologia zaczęła zajmować coraz bardziej widoczne miejsce. Szczególnie wyraźnie widać to w astmie ciężkiej, która stała się jednym z najważniejszych obszarów stosowania leków biologicznych.

Skala tego obszaru przestaje być marginalna. W latach 2024–2025 z programu leczenia ciężkiej astmy skorzystało blisko 6 tys. pacjentów, a wartość refundacji przekroczyła 350 mln zł. W przypadku przewlekłej pokrzywki spontanicznej było to ponad 1700 chorych, a w atopowym zapaleniu skóry – ponad 3000 pacjentów objętych terapią. Równolegle rośnie liczba dostępnych opcji terapeutycznych – w samym programie leczenia AZS dostępnych jest już kilka leków biologicznych i małocząsteczkowych, podczas gdy jeszcze niedawno pacjenci pozostawali praktycznie bez skutecznych możliwości leczenia systemowego.

Z punktu widzenia chorego brzmi to jak historia sukcesu. Z punktu widzenia systemu ochrony zdrowia jest to jednak sukces niepełny. W praktyce dostępność leczenia biologicznego zależy nie tylko od decyzji refundacyjnej, ale także od tego, czy pacjent ma gdzie zostać zakwalifikowany, czy ośrodek ma kontrakt i personel, czy dyrekcja placówki zgadza się na prowadzenie programu w określonym trybie rozliczeniowym i czy zapisy programu odpowiadają rzeczywistym potrzebom klinicznym. Tam, gdzie którykolwiek z tych elementów zawodzi, formalnie dostępne leczenie staje się dostępne tylko na papierze.

Szczególnie dobrze widać to na przykładzie atopowego zapalenia skóry. Sam program lekowy rozwinął się imponująco: obejmuje już zarówno terapie biologiczne, jak i nowoczesne leki małocząsteczkowe, a zakres wskazań obejmuje również dzieci. Problem polega jednak na tym, że w części ośrodków kontrakty bywają wyczerpane albo realizacja programu staje się dla placówek zbyt trudna organizacyjnie i finansowo. W efekcie lekarze kierują pacjentów do miejsc, które teoretycznie prowadzą program, a praktycznie nie mogą już kwalifikować kolejnych chorych. To rodzi chaos, wydłuża drogę do leczenia i sprawia, że nawet dobrze przygotowany pacjent, świadomy swoich praw i kryteriów kwalifikacji, może utknąć na etapie szukania placówki, która faktycznie ma możliwość przyjęcia go do programu.

W tym miejscu na pierwszy plan wychodzi problem finansowania. W debacie o nowoczesnych terapiach często skupiamy się na cenie samego leku, tymczasem dla szpitali i poradni równie ważny jest koszt obsługi programu. Leki biologiczne są drogie, ale ich zakup jest refundowany. Znacznie trudniejsze staje się finansowanie całego procesu opieki nad pacjentem: kwalifikacji, wizyt kontrolnych, monitorowania skuteczności, prowadzenia dokumentacji, raportowania do systemów i zapewnienia personelu. To właśnie w tym obszarze powstaje wiele barier, które decydują o tym, czy ośrodek chce i może prowadzić program lekowy.

Problem staje się jeszcze bardziej widoczny tam, gdzie system zachęca do realizacji terapii w trybie ambulatoryjnym, ale nie idzie za tym adekwatna wycena. W alergologii znaczna część świadczeń mogłaby być wykonywana w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej. Takie rozwiązanie jest wygodniejsze dla pacjenta, mniej obciążające organizacyjnie i pozwala ograniczać niepotrzebne hospitalizacje. Teoretycznie wpisuje się więc w pożądany kierunek zmian, czyli przesuwanie opieki jak najniżej w systemie, bliżej chorego i poza szpital. W praktyce placówki często wolą utrzymywać programy w trybie hospitalizacji albo w ogóle z nich rezygnować, ponieważ finansowanie ambulatoryjnego prowadzenia leczenia okazuje się zbyt niskie, by pokryć realne koszty pracy zespołu. To jedna z tych sprzeczności, które dobrze pokazują, jak bardzo systemowe deklaracje potrafią rozmijać się z codziennością.

Drugim wielkim ograniczeniem są kadry. Nawet najlepiej skonstruowany program nie zadziała, jeśli nie będzie miał kto go prowadzić. W wielu ośrodkach liczba lekarzy zajmujących się terapiami biologicznymi jest po prostu niewystarczająca w stosunku do potrzeb. Programy lekowe obsługują zwykle ci sami specjaliści, którzy równolegle pracują w klinikach, poradniach i oddziałach. Jeśli przejmują kolejne obowiązki związane z kwalifikacją i prowadzeniem pacjentów w programach, gdzieś indziej musi zabraknąć czasu i rąk do pracy. To jeden z powodów, dla których rozwój leczenia biologicznego nie odpowiada jeszcze skali potrzeb epidemiologicznych. W przypadku astmy ciężkiej liczba chorych objętych programem jest nadal znacząco niższa od tej, którą sugerują szacunki populacyjne.

Kryteria, które nie nadążają za medycyną

Obok finansowania i kadr coraz większe znaczenie mają same kryteria kwalifikacji i kontynuacji leczenia. To właśnie tutaj ścierają się logika administracyjna i logika kliniczna. W momencie tworzenia programu trzeba określić, kto może z terapii skorzystać, kiedy leczenie uznać za skuteczne, a kiedy należy je zakończyć albo zmienić. Z perspektywy płatnika takie ramy są konieczne. Z perspektywy klinicysty bywają jednak zbyt sztywne, zwłaszcza gdy postęp naukowy szybko zmienia standardy postępowania.

W astmie ciężkiej jednym z najważniejszych problemów pozostaje brak możliwości płynnego przełączania pacjentów pomiędzy lekami biologicznymi. W praktyce oznacza to, że chory, który nie odpowiada optymalnie na jedną terapię albo przestaje z czasem odpowiadać na leczenie, nie może po prostu zostać przestawiony na inny preparat. Aby ponownie spełnić kryteria programu, musi najpierw pogorszyć swój stan kliniczny, doświadczyć zaostrzeń i ponownie przejść przez próg kwalifikacyjny. W świecie realnej medycyny oznacza to utratę kontroli choroby, niepotrzebne stosowanie steroidów, zwolnienia z pracy, hospitalizacje i pogorszenie jakości życia. Z punktu widzenia systemu jest to rozwiązanie nie tylko niekorzystne dla pacjenta, lecz także potencjalnie nieefektywne kosztowo. Współczesna medycyna coraz wyraźniej przesuwa się bowiem od gaszenia zaostrzeń do utrzymywania stabilnej kontroli choroby i dążenia do remisji.

Równie istotny jest problem właściwego doboru leku do fenotypu pacjenta. Rozwój terapii biologicznych sprawił, że lekarz ma dziś do dyspozycji więcej niż jedno narzędzie, ale właśnie dlatego kwalifikacja staje się bardziej wymagająca. Im więcej opcji terapeutycznych, tym większa potrzeba precyzyjnej diagnostyki i elastycznych zapisów programowych, które pozwolą wybrać lek najbardziej adekwatny do mechanizmu choroby. Jeśli program zawęża takie możliwości albo kieruje pacjenta do terapii „najszerszej”, a niekoniecznie najlepiej dopasowanej, system nie wykorzystuje w pełni potencjału medycyny personalizowanej.

Kolejnym obszarem, który domaga się rewizji, jest leczenie kobiet w ciąży. W części przypadków dostępne są już dane wskazujące na bezpieczeństwo stosowania niektórych terapii biologicznych w tej grupie pacjentek, ale zapisy programów nie zawsze pozwalają na kontynuację leczenia lub podejmowanie bardziej zindywidualizowanych decyzji wspólnie z chorą. Tymczasem właśnie w ciężkich postaciach chorób alergicznych ciąża może być momentem szczególnie wymagającym dobrej kontroli klinicznej. Zbyt zachowawcze, sztywne podejście do terapii może prowadzić do pogorszenia stanu zdrowia matki, a więc pośrednio także do wzrostu ryzyka po stronie płodu.

Bardzo wyraźnie systemowe niedoskonałości ujawniają się także w przewlekłym zapaleniu zatok przynosowych z polipami nosa. Tu problemem nie jest już wyłącznie sam dostęp do leków biologicznych, ale konstrukcja kryteriów, które wielu klinicystom wydają się nadmiernie restrykcyjne i nieprzystające do codziennej praktyki. Wymóg przeprowadzenia dwóch operacji przed włączeniem leczenia biologicznego, dodatkowo obwarowany szczegółowymi zapisami dotyczącymi zakresu wcześniejszego zabiegu, może opóźniać terapię o lata. W realnym systemie pacjent nie trafia przecież z jednej operacji na drugą bez zwłoki. Między kolejnymi procedurami często upływa długi czas, bo obowiązują kolejki, limity i ograniczenia organizacyjne. W efekcie biologiczne leczenie, które mogłoby zostać wdrożone wcześniej i skuteczniej zahamować nawrót choroby, trafia do chorego dopiero wtedy, gdy stan ponownie zdąży się pogorszyć.

To niejedyny problem w tym wskazaniu. Wątpliwości budzą także rygorystyczne zasady oceny skuteczności terapii. Jeśli pacjent musi spełnić jednocześnie wszystkie punkty kontrolne, by uznać leczenie za efektywne, może się okazać, że poprawa istotna klinicznie nie przekłada się na możliwość kontynuacji programu. Innymi słowy, chory ma mniejsze polipy, lepszą jakość życia i odczuwa wyraźną korzyść, ale nie spełnia któregoś z formalnych warunków i system nie uznaje sukcesu terapeutycznego. Takie rozbieżności między medycyną a administracją są szczególnie dotkliwe w chorobach przewlekłych, gdzie leczenie ma nie tylko likwidować objawy, ale także zapobiegać nawrotom i utracie funkcjonowania.

Bez diagnostyki nie ma dostępu do nowoczesnego leczenia

W tle całej dyskusji o leczeniu biologicznym pojawia się jeszcze jeden, fundamentalny wątek: nawet najlepszy lek nie pomoże pacjentowi, którego system nie potrafi na czas rozpoznać. Dlatego rozmowa o innowacyjnych terapiach szybko prowadzi do pytania o diagnostykę. W przypadku chorób obturacyjnych układu oddechowego, zwłaszcza przewlekłej obturacyjnej choroby płuc, symbolem tego problemu stała się spirometria. Badanie podstawowe, stosunkowo proste, powszechnie uznawane za kluczowe dla rozpoznania choroby, a jednak w polskim systemie nadal wykonywane zbyt rzadko i zbyt późno.

Tu widać mechanizm dobrze znany także z alergologii: formalna możliwość wykonania świadczenia nie oznacza jeszcze, że świadczenie rzeczywiście działa w praktyce. Spirometria może być dostępna w określonych modelach opieki, ale jeśli jest źle wyceniona, wymaga odpowiedniego sprzętu, pomieszczenia i personelu, a lekarz rodzinny nie ma do niej realnego zaplecza organizacyjnego, to jej obecność w koszyku świadczeń nie rozwiązuje problemu. Do tego dochodzi kwestia jakości wykonywania badań. Spirometria nie jest tylko mechanicznym „dmuchnięciem do aparatu”. Wymaga odpowiedniego instruktażu, doświadczenia osoby wykonującej badanie i właściwej interpretacji. Jeśli system finansuje badanie, ale nie zapewnia warunków do jego rzetelnego wykonywania, uzyskuje pozorną dostępność zamiast realnej diagnostyki.

W praktyce oznacza to wieloletnie opóźnienia rozpoznania, mylenie POChP z astmą albo pozostawanie chorych poza systemem aż do momentu wyraźnego pogorszenia stanu zdrowia. To właśnie dlatego część środowiska postuluje stworzenie bardziej uporządkowanego modelu wykonywania spirometrii: albo przez silniejsze włączenie jej do podstawowej diagnostyki w POZ i programach profilaktycznych, albo przez rozwój wyspecjalizowanych ośrodków o wysokiej jakości wykonywania badań, do których lekarze mogliby kierować pacjentów z podejrzeniem choroby obturacyjnej. W obu wariantach kluczem pozostaje jedno: bez sprawnej diagnostyki nawet najlepiej refundowane leczenie pozostanie niedostępne dla dużej części chorych.

Z perspektywy pacjentów równie ważny jak sama diagnostyka jest jeszcze inny element: edukacja. W wielu przewlekłych chorobach alergicznych i oddechowych chorzy przez lata funkcjonują z objawami, które zaczynają traktować jako codzienną normę. Duszność wysiłkowa, nocne wybudzenia, przewlekła niedrożność nosa, świąd, zmiany skórne czy częste zaostrzenia bywają przez nich wpisane w życie z chorobą tak głęboko, że nie oczekują już poprawy. Nie wiedzą, że można leczyć skuteczniej, że można zmienić terapię, że istnieją programy lekowe, że pewne objawy wcale nie muszą być „normalne”. To sprawia, że opóźnienia systemowe nakładają się na opóźnienia wynikające z niskiej świadomości zdrowotnej. Dlatego rozwój leczenia biologicznego powinien iść w parze z działaniami edukacyjnymi skierowanymi nie tylko do pacjentów, ale także do ich rodzin i lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej.

Nowoczesna refundacja wymaga nowoczesnej organizacji opieki

W tym sensie leczenie biologiczne staje się papierkiem lakmusowym całego systemu. Pokazuje, gdzie potrafimy działać szybko i skutecznie, a gdzie nowoczesna refundacja trafia na mur starych problemów: niedoszacowania świadczeń, biurokracji, nierówności regionalnych, przeciążenia personelu i nieadekwatnych kryteriów. Pokazuje też, że polityka lekowa nie może być prowadzona w oderwaniu od organizacji opieki. Samo dopisanie leku do programu nie wystarczy, jeśli nie zostaną jednocześnie uporządkowane ścieżki kwalifikacji, finansowanie prowadzenia programu, warunki realizacji w AOS i wsparcie dla ośrodków, które mają te terapie wdrażać.

Najważniejszy wniosek z tej dyskusji jest więc szerszy niż sam temat alergologii. Polska zbudowała już podstawy do stosowania nowoczesnych terapii biologicznych w wielu chorobach zapalnych i immunologicznych. Teraz musi nauczyć się z nich korzystać w sposób bardziej dojrzały: wcześniej rozpoznawać pacjentów, lepiej dobierać leczenie, umożliwiać zmianę terapii, gdy pierwsza nie daje optymalnej odpowiedzi, i tak finansować opiekę, by placówkom opłacało się leczyć mądrze, a nie tylko formalnie poprawnie. Dopiero wtedy będzie można powiedzieć, że przełom biologiczny w alergologii naprawdę został przełożony na codzienne doświadczenie pacjenta.

Źródło: transkrypcja posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Alergicznych „Leczenie biologiczne w chorobach alergicznych i cywilizacyjnych – dostępność, aspekty kliniczne, ekonomiczne i systemowe”, 18 marca 2026 r.
Atopowe zapalenie skóry (AZS) bywa jedną z najbardziej niezrozumianych chorób dermatologicznych. Pacjenci często słyszą, że „to alergia”, że „trzeba znaleźć alergen”, albo że choroba „minie z wiekiem”. Tymczasem AZS jest przewlekłą, zapalną chorobą skóry o złożonej patogenezie, w której kluczową rolę odgrywa nieprawidłowa bariera naskórkowa oraz zaburzenia odpowiedzi immunologicznej. To właśnie ta kombinacja sprawia, że choroba może mieć bardzo różny przebieg, nawracać, zmieniać swoje nasilenie i znacząco wpływać na jakość życia – zarówno dzieci, jak i dorosłych.
Współczesna dermatologia coraz lepiej rozumie mechanizmy AZS i dysponuje dziś narzędziami terapeutycznymi, które jeszcze kilka lat temu były niedostępne. Aby jednak leczenie było skuteczne, konieczne jest właściwe zrozumienie samej choroby – zarówno przez lekarzy, jak i przez pacjentów.

Skala problemu i predyspozycja genetyczna

Atopowe zapalenie skóry jest jedną z najczęstszych chorób zapalnych skóry na świecie. Szacuje się, że dotyczy około 230 milionów osób globalnie. Dokładna częstość występowania jest jednak trudna do określenia, ponieważ pacjenci z AZS są leczeni przez różnych specjalistów – dermatologów, pediatrów, alergologów i lekarzy rodzinnych – a obraz kliniczny choroby może być bardzo zróżnicowany.

Podobnie jak w przypadku łuszczycy, istotną rolę odgrywa predyspozycja genetyczna. W AZS często obserwuje się mutacje w genach odpowiedzialnych za prawidłowe różnicowanie naskórka oraz regulację odpowiedzi immunologicznej. Najbardziej znaną z nich jest mutacja filagryny, która wiąże się z wcześniejszym początkiem choroby oraz jej cięższym przebiegiem. Nie występuje ona jednak u wszystkich pacjentów i nie jest jedynym czynnikiem determinującym rozwój AZS.

W wywiadzie osobniczym i rodzinnym u chorych często stwierdza się inne choroby atopowe, takie jak astma oskrzelowa, alergiczny nieżyt nosa, alergiczne zapalenie spojówek czy alergie pokarmowe. Obecność tych schorzeń ma znaczenie diagnostyczne, ale nie oznacza, że atopowe zapalenie skóry jest tożsame z alergią.

Bariera naskórkowa – klucz do zrozumienia AZS

Najważniejszym elementem patogenezy atopowego zapalenia skóry jest nieprawidłowa bariera naskórkowa. Skóra osób z AZS nie potrafi skutecznie zatrzymywać wody, co prowadzi do jej nadmiernej suchości. Sucha skóra łatwiej ulega złuszczaniu, swędzi, a świąd prowokuje drapanie, które dodatkowo uszkadza barierę ochronną. W ten sposób powstaje błędne koło choroby, w którym kolejne elementy wzajemnie się nasilają.

Uszkodzona bariera naskórkowa umożliwia także łatwiejszą penetrację alergenów oraz drobnoustrojów. Z tego powodu pacjenci z AZS częściej wykazują nadwrażliwość na różne czynniki środowiskowe, jednak nie oznacza to automatycznie, że choroba ma podłoże alergiczne. Atopowe zapalenie skóry nie jest alergią – choć alergia może współistnieć z AZS i wpływać na jego przebieg. Ponadto skóra większości pacjentów skolonizowana jest gronkowcem złocistym, co jednak nie powoduje zwykle objawów klinicznych i nie wymaga leczenia.

AZS a alergia – ważne rozróżnienie

W praktyce klinicznej kluczowe znaczenie mają objawy kliniczne, a nie same wyniki badań laboratoryjnych. Podwyższone stężenie swoistych IgE w badaniach krwi nie musi mieć istotnego znaczenia, jeśli nie koreluje z nasileniem zmian skórnych po ekspozycji na dany alergen. Znacznie większą wartość diagnostyczną mają testy skórne typu prick, które lepiej odzwierciedlają rzeczywistą reakcję organizmu.

Nie u każdego pacjenta z AZS stwierdza się alergię, a eliminowanie potencjalnych alergenów „na wszelki wypadek” może prowadzić do niepotrzebnych restrykcji dietetycznych i pogorszenia jakości życia. Decyzje terapeutyczne powinny zawsze opierać się na obserwacji związku pomiędzy ekspozycją na dany czynnik a objawami klinicznymi.

Infekcje i kolonizacja skóry

Uszkodzona bariera naskórkowa sprzyja kolonizacji drobnoustrojami. Ponad 90% pacjentów z atopowym zapaleniem skóry jest skolonizowanych przez gronkowca złocistego. Sama obecność tej bakterii na skórze nie jest równoznaczna z zakażeniem i nie stanowi wskazania do antybiotykoterapii. Leczenie przeciwbakteryjne powinno być wdrażane wyłącznie w przypadku klinicznych objawów nadkażenia.

W AZS istotnym problemem są również infekcje wirusowe, szczególnie zakażenie wirusem opryszczki, które w ciężkich przypadkach może prowadzić do rozwoju wyprysku Kaposiego. Tego typu powikłania wymagają pilnej interwencji, często hospitalizacji i leczenia ogólnoustrojowego.

Terapia podstawowa – emolienty jako fundament leczenia

Niezależnie od stopnia nasilenia choroby, podstawą leczenia atopowego zapalenia skóry jest odpowiednia pielęgnacja skóry, oparta na regularnym stosowaniu emolientów. Są to preparaty o specjalnie dobranym składzie, których zadaniem jest odbudowa bariery naskórkowej, nawilżenie skóry, zmniejszenie świądu i poprawa komfortu pacjenta.

Emolienty muszą być stosowane przez całe życie, nawet w okresach remisji choroby. Zalecane ilości są często zaskakująco duże – u osoby dorosłej może to być nawet 0,5 kg preparatu tygodniowo. Preparaty powinny być aplikowane na całe ciało, a nie tylko na obszary objęte zmianami skórnymi. Uzupełnieniem pielęgnacji mogą być kąpiele z dodatkiem podchlorynu sodu, które zmniejszają kolonizację bakteryjną skóry i łagodzą świąd.

Leczenie miejscowe – steroidy i inhibitory kalcyneuryny

W przypadku łagodnych i umiarkowanych postaci AZS stosuje się leczenie miejscowe. Glikokortykosteroidy działają szybko i skutecznie przeciwzapalnie, jednak ich stosowanie wymaga ostrożności. Nie powinny być aplikowane na wrażliwe okolice, takie jak twarz, ze względu na ryzyko działań niepożądanych, w tym ścieńczenia skóry. Przełomem w dermatologii było wprowadzenie inhibitorów kalcyneuryny – takrolimusu i pimekrolimusu. Leki te nie powodują zaniku skóry i mogą być bezpiecznie stosowane na twarz, powieki oraz narządy płciowe. Mogą być używane długoterminowo, również w terapii podtrzymującej, co pozwala wydłużyć okresy remisji choroby. Charakterystycznym, przejściowym działaniem niepożądanym jest uczucie pieczenia, które można ograniczyć, przechowując preparat w lodówce.

Leczenie ogólne i nowoczesne terapie

W ciężkim atopowym zapaleniu skóry, gdy leczenie miejscowe okazuje się niewystarczające, stosuje się leczenie ogólne. Klasycznym lekiem o udowodnionej skuteczności jest cyklosporyna, która jako jedyna posiada rejestrację w AZS, jednakże tylko u osób dorosłych (mimo to, figuruje w rekomendacjach jako lek ogólny pierwszego wyboru i dla osób dorosłych i dzieci) Inne leki immunosupresyjne, takie jak metotreksat czy azatiopryna, są stosowane poza wskazaniami rejestracyjnymi. Obecnie pacjenci w Polsce mają również dostęp do nowoczesnych terapii w ramach programu lekowego B.124 finansowanego przez NFZ. Obejmuje on zarówno leki biologiczne, jak i terapie drobnocząsteczkowe. Wśród leków biologicznych znajdują się preparaty stosowane w iniekcjach, takie jak dupilumab, tralokinumab oraz lebrikizumab, różniące się mechanizmem działania i zakresem rejestracji wiekowej. Terapie drobnocząsteczkowe, takie jak inhibitory kinaz JAK, są podawane doustnie i charakteryzują się szerszym mechanizmem działania. Wybór konkretnego leczenia zależy od wieku pacjenta, nasilenia choroby, chorób współistniejących oraz preferencji dotyczących formy terapii.

Co przyniesie przyszłość?

Jednym z najnowszych kierunków rozwoju leczenia AZS jest celowanie bezpośrednio w mechanizmy odpowiedzialne za świąd. Przykładem jest nemolizumab – przeciwciało skierowane przeciwko receptorowi interleukiny 31, które wykazuje silne działanie przeciwświądowe i zostało już zarejestrowane w Europie [dostępność rynkowa do potwierdzenia].

Rozwój terapii sprawia, że atopowe zapalenie skóry coraz częściej można traktować jako chorobę przewlekłą, ale kontrolowaną. Kluczowe znaczenie ma jednak wczesne rozpoznanie, indywidualizacja leczenia oraz edukacja pacjenta, która pozwala lepiej zrozumieć mechanizmy choroby i realnie poprawić jakość życia.

O autorce

Julia Nowowiejska-Purpurowicz – specjalistka dermatologii i wenerologii, adiunkt, związana z leczeniem pacjentów z chorobami zapalnymi skóry, w tym łuszczycą i atopowym zapaleniem skóry. W swojej praktyce klinicznej koncentruje się na nowoczesnych terapiach, leczeniu biologicznym oraz opiece nad pacjentami z chorobami przewlekłymi i współistniejącymi. Autorka i współautorka publikacji naukowych oraz współredaktorka monografii poświęconej współchorobowości w łuszczycy. Prowadzi także działalność edukacyjną skierowaną do lekarzy i pacjentów.

Źródło: Artykuł powstał na podstawie wykładu dr hab. Julii Nowowiejska-Purpurowicz, specjalistki dermatologii i wenerologii.

Atopowe zapalenie skóry (AZS) rzadko kończy się na skórze. To choroba przewlekła, nawracająca, a świąd i zaostrzenia potrafią wywrócić codzienność: sen, pracę, naukę, relacje, zdrowie psychiczne. Dlatego rozmowa o nowoczesnych terapiach nie może sprowadzać się wyłącznie do listy leków. W praktyce o tym, czy pacjent dostanie skuteczne leczenie na czas, decydują także: ścieżka diagnostyczna, rola POZ, edukacja (w tym walka z lękiem przed terapią) i realna dostępność ośrodków.
Jak z AZS radzą sobie trzy kraje regionu – Polska, Czechy i Chorwacja – opowiedzieli klinicyści z Europy Środkowo-Wschodniej. Ich wnioski pokazują, że każdy system ma inne mocne strony, ale też inne „wąskie gardła”.

Różna skala problemu, różne obciążenie systemu

Epidemiologia AZS w regionie nie jest jednolita. W Polsce choruje ok. 4% dorosłych i 5–10% dzieci, częściej w miastach niż na wsiach – co przekłada się na dostęp do specjalisty i czas rozpoznania. W Czechach odsetki są niższe (2–3% dorosłych i 5–6% dzieci). Najtrudniejsza sytuacja dotyczy Chorwacji, gdzie AZS ma dotyczyć nawet 10% dorosłych i 15–20% dzieci. Im więcej pacjentów, tym większa presja na system i większa potrzeba sprawnych ścieżek.

Czechy: szybciej do dermatologa, ale leki „za późno”

Czechy wypadają najlepiej w organizacji diagnostyki i dostępie do specjalisty – zwłaszcza u dzieci. Z perspektywy ekspertów wyzwaniem nie jest brak terapii, tylko moment ich włączania.
„System opieki nad pacjentami z AZS w Czechach jest w dobrym stanie, mamy dostęp do prawie wszystkich nowych leków, ale wciąż powinniśmy móc stosować je wcześniej, nie tylko w ciężkim przebiegu” – podkreśla prof. Spyridon Gkalpakiotis z Uniwersytetu Karola w Pradze.
W praktyce oznacza to potrzebę leczenia nie tylko pacjentów z ciężkim AZS, ale również z umiarkowanym przebiegiem – zanim choroba „wytnie” jakość życia na lata. Problemem pozostaje też niedobór dermatologów, który potrafi spowolnić realne wdrażanie terapii, nawet jeśli formalnie są dostępne.

Polska: najszersza refundacja, ale nierówny dostęp i „zostawianie” pacjentów na leczeniu miejscowym

Polska wypada mocno pod względem refundacji terapii zaawansowanych, ale systemowo przegrywa tam, gdzie liczy się logistyka: liczba ośrodków, obciążenie biurokratyczne i różnice regionalne. Efekt bywa taki, że część pacjentów z umiarkowanym i ciężkim AZS latami pozostaje w POZ, na emolientach i leczeniu miejscowym, mimo że to nie zawsze wystarcza.
W bardziej zaawansowanych i przewlekłych postaciach AZS leczenie nie ogranicza się już wyłącznie do terapii miejscowej, lecz obejmuje także leczenie ogólne – zarówno klasyczne, jak i innowacyjne – realizowane w ramach programów lekowych.
Z perspektywy pacjenta „papierowy” dostęp do terapii nie zawsze przekłada się na dostęp realny. Jednocześnie eksperci podkreślają, że dla chorych z ciężkim AZS Polska zapewnia szeroki wachlarz nowoczesnych opcji.
„Dostęp do innowacyjnych terapii dla pacjentów ciężko chorych w Polsce jest bardzo dobry – praktycznie cały zakres leków zarejestrowanych na świecie jest dostępny, choć w różnych liniach terapeutycznych, co wymusza pewną liniowość leczenia” – podkreśla prof. Witold Owczarek.
W tle pojawia się też ważny wątek: AZS to choroba, w której sam lek nie domyka opieki. W cięższych postaciach potrzebne jest podejście wielospecjalistyczne.
„Opieka nad pacjentem z przewlekłym, zaawansowanym AZS wymaga podejścia wielospecjalistycznego – dermatologa, alergologa, wsparcia psychologicznego, bo chorobie często towarzyszą nasilony świąd, zaburzenia snu i problemy emocjonalne” – tłumaczy prof. Witold Owczarek.

Chorwacja: bariera edukacyjna i formalna, terapia „na komisję”

Chorwacja pokazuje inną dynamikę: diagnostyka u dzieci bywa sprawna, ale u dorosłych proces jest wolniejszy, a dostęp do terapii zaawansowanych – bardziej ograniczony. W wypowiedziach ekspertów mocno wybrzmiewa zjawisko kortykofobii: lęku przed steroidami miejscowymi, utrwalonego przez lata niewłaściwej edukacji.
„Głównym problemem w leczeniu atopowego zapalenia skóry jest kortykofobia – pacjenci boją się stosować steroidy miejscowe, a wiele lat niewłaściwej edukacji pogłębia ten problem”- wskazuje prof. Suzana Ljubojević-Hadžavdić ze Szpitala Uniwersyteckiego w Zagrzebiu.
Dodatkowo, jeśli leczenie wymaga zgód komisji lekowych i koncentracji terapii w nielicznych ośrodkach, ścieżka pacjenta wydłuża się – a AZS nie „czeka” grzecznie na decyzje administracyjne.

Minimalna aktywność choroby: nowy język celów leczenia

W każdym z trzech krajów deklarowany cel leczenia jest podobny: zmniejszenie świądu, kontrola zmian skórnych, odbudowa bariery i poprawa jakości życia. Różnią się jednak akcenty i dojrzałość modeli opieki. Czechy silnie idą w kierunku podejścia treat-to-target i standardu minimalnej aktywności choroby (MDA), łącząc ocenę kliniczną z perspektywą pacjenta.
„Minimalna aktywność choroby to nowy standard – łączymy punkt widzenia lekarza i pacjenta, aby uzyskać najlepsze wyniki leczenia”.
W Chorwacji MDA nie jest jeszcze pełnoprawnym elementem wytycznych z 2021 r., ale eksperci mówią o potrzebie aktualizacji i podkreślają, że w praktyce takie myślenie już się przebija.
„Minimalna aktywność choroby staje się coraz ważniejsza – chcemy, aby pacjenci nie tylko odczuwali poprawę, ale też faktycznie mieli redukcję zmian skórnych” – zauważa prof. Suzana Ljubojević Hadžavdić.
W Polsce nacisk pozostaje mocno jakościowo-funkcjonalny: kontrola świądu, zapobieganie zaostrzeniom, poprawa snu i codziennego funkcjonowania – przy jednoczesnej świadomości, że bez szybkiego wdrożenia skutecznej terapii pacjent może wejść w wieloletni, wyniszczający cykl nawrotów.
„Wczesne i efektywne leczenie jest kluczowe – im szybciej podejmiemy właściwą terapię, tym większy wpływ na poprawę zdrowia pacjenta, jego funkcjonowanie społeczne i zapobieganie rozwojowi innych chorób atopowych” – podkreśla prof. Witold Owczarek.

Wspólny wniosek: przyszłość jest „immunologiczna”, ale system musi nadążyć

Eksperci zgodnie zakładają, że kolejne lata przyniosą nowe cząsteczki modulujące układ odpornościowy – i być może leki celujące w nowe szlaki immunologiczne oraz współistniejące choroby atopowe. Jednocześnie już dziś widać, że nie wszyscy pacjenci osiągają pełną kontrolę choroby mimo biologii i „małych cząsteczek”, a bariery systemowe różnią się między krajami: od niedoboru specjalistów (Czechy), przez nierówny dostęp i ograniczenia organizacyjne (Polska), po refundację, formalne zgody i kortykofobię (Chorwacja).
Region szybko zmienia podejście do AZS, ale tempo tych zmian nie jest równe. Czechy pokazują, jak dużo daje sprawna organizacja i treat-to-target. Polska ma mocną bazę refundacyjną, lecz potrzebuje „doszczelnienia” ścieżki pacjenta i wzmocnienia dostępności ośrodków. Chorwacja – mimo ograniczeń – sygnalizuje kierunek aktualizacji wytycznych i potrzebę uporządkowania edukacji. Jeśli MDA ma stać się realnym standardem, a nie tylko hasłem, to następny krok musi dotyczyć nie tylko leków, ale też tego, jak szybko pacjent do nich dociera.

Źródło: PAP MediaRoom
Atopowe zapalenie skóry (AZS) to choroba, która często kojarzona jest jedynie z suchą skórą, swędzeniem i stosowaniem kosmetyków emolientowych. Tymczasem, jak wyjaśnia dr n. med. Piotr Sobolewski z Kliniki Dermatologii PIM MSWiA w Warszawie, skuteczne leczenie AZS wymaga podejścia wielotorowego — łączącego pielęgnację, terapię miejscową i ogólnoustrojową, a także modyfikację stylu życia.
Najważniejszym elementem leczenia AZS jest codzienna pielęgnacja skóry. Emolienty — kremy, maści nawilżające — powinny być stosowane regularnie, co najmniej dwa razy dziennie oraz zawsze po kąpieli. Odbudowa bariery skórnej zmniejsza suchość i swędzenie, a także redukuje liczbę zaostrzeń choroby. Unikanie czynników drażniących, takich jak gorące kąpiele, mydła z zapachem czy kosmetyki z barwnikami, to kolejne kluczowe zalecenia.

Przejście do terapii ogólnoustrojowej i innowacji

Gdy leczenie miejscowe staje się niewystarczające, AZS wymaga leczenia systemowego. W cięższych przypadkach stosuje się leki takie jak cyklosporyna A, metotreksat, azatiopryna czy mykofenolan mofetylu. Fototerapia (np. NB-UVB, UVA1) służy jako ważne uzupełnienie terapii.

Coraz większe znaczenie mają nowoczesne terapie biologiczne oraz inhibitory kinaz JAK. W Polsce w ramach programu lekowego B.124 dostępne są m.in. dupilumab (również dla dzieci od 6. miesiąca życia), tralokinumab, lebrikizumab, oraz inhibitory JAK: upadacytynib, abrocitinib i barycytynib. Terapie te przynoszą zauważalną poprawę już po kilku tygodniach stosowania — zwłaszcza w redukcji świądu, który dla wielu pacjentów jest najbardziej uciążliwym objawem.

Styl życia i czynniki psychospołeczne

Dr Sobolewski zwraca uwagę, że AZS to nie tylko problem skóry. Stres psychiczny, zaburzenia snu, dyskomfort społeczny — to rzeczywistości osób z AZS, które często pozostają pomijane. Stres może prowokować zaostrzenia, osłabiać barierę skórną i pogarszać stan zapalny. W terapii kompleksowej istotna jest więc edukacja pacjentów, wsparcie psychologiczne, techniki redukcji stresu oraz modyfikacje związane z odżywianiem i codzienną higieną.

„Kremy nie wystarczą” — to przesłanie, które dr Piotr Sobolewski jasno formułuje. Atopowe zapalenie skóry wymaga kompleksowego, wieloaspektowego podejścia: codziennej pielęgnacji, terapii miejscowej i ogólnoustrojowej, oraz uwzględnienia stylu życia pacjenta. Nowoczesne leki biologiczne i inhibitory JAK dają realną nadzieję dla osób z cięższym AZS, szczególnie na szybkie złagodzenie świądu i ograniczenie zaostrzeń. Edukacja, wsparcie psychiczne i eliminowanie czynników drażniących to elementy, bez których leczenie nie będzie w pełni skuteczne.

Pacjenci i lekarze powinni wiedzieć, że istnieje szeroki wachlarz opcji terapeutycznych – i że najlepsze efekty osiąga się, gdy te opcje są łączone.

Źródło: PIM MSWiA