Medicalpress
W Polsce działa już 546 gmin bez ani jednej apteki, a od 2017 roku z rynku zniknęło 2247 placówek. Związek Aptek Franczyzowych podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. deregulacji rynku aptecznego przedstawił propozycje zmian, które mają poprawić dostęp pacjentów do leków. Wśród postulatów znalazły się m.in. możliwość przenoszenia aptek po utracie lokalu, dziedziczenia i sprzedaży placówek wraz z zezwoleniem oraz zmiana zasad konkurencji na rynku.
Sztandarowym przykładem wadliwości aktualnych przepisów jest obowiązujący zakaz przenoszenia aptek. Przeniesiona placówka traktowana jest jak zupełnie nowy podmiot, a nowa apteka nie może powstać, jeżeli w promieniu 500 metrów działa inna i to nawet jeśli chodzi o aptekę obecną w tym samym miejscu od 20 lat.

– Jeżeli apteka się spali, a farmaceuta znajdzie lokal 50 metrów dalej, to prawo powie mu: nie. Pacjenci tracą sprawdzoną placówkę nie z powodów ekonomicznych, tylko czysto formalnych. Nikt na tym nie zyskuje ani pacjent, ani farmaceuta, ani budżet państwa. Proponujemy ciągłość zezwolenia przy zmianie lokalu, jeżeli przeniesienie wynika z utraty tytułu prawnego do lokalu albo jego zniszczenia. To prosta zmiana, która znacząco pomoże zarówno pacjentom jak i farmaceutom – mówi Mariusz Kisiel, prezes Związku Aptek Franczyzowych.

Sukcesja: majątek życia wygasa razem z zezwoleniem

Drugim postulatem proponowanym przez Związek Aptek Franczyzowych jest odblokowanie sukcesji. Właściciel apteki indywidualnej nie może dziś sprzedać jej nikomu spoza wąskiego grona farmaceutów, a placówki nie można w praktyce przekazać dzieciom, jeżeli nie wybrały zawodu farmaceuty.

– Farmaceuta przed emeryturą, którego dzieci pracują w innych zawodach, ma dziś trzy opcje: sprzedać aptekę za ułamek wartości koledze farmaceucie, o ile takiego znajdzie i o ile tego kolegę stać, zamknąć ją, albo umrzeć z zezwoleniem w ręku. Majątek, wart czasami nawet kilka milionów złotych, budowany dekadami traci wartość, bo popyt został ustawowo zlikwidowany. To wywłaszczenie bez odszkodowania, tylko rozłożone w czasie. Chcemy realnej możliwości zbycia i dziedziczenia apteki wraz z zezwoleniem, przy ścisłym zachowaniu wymogu kierownika-farmaceuty i pełnego nadzoru inspekcji. Bezpieczeństwo pacjenta zapewniają przepisy o wykonywaniu zawodu, nie struktura właścicielska – podkreśla Mariusz Kisiel.

Uczciwa konkurencja: egzekucja zamiast zakazów

Obecnie przedsiębiorcy apteczni podlegają dwóm wykluczającym się limitom antykoncentracyjnym, przy czym jeden z nich jest sztuczny. ZAF proponuje jasny i przejrzysty limit koncentracji na poziomie regionu, na wzór rozwiązań włoskich, gdzie po reformie z 2017 roku jeden właściciel może posiadać maksymalnie 20 procent aptek w prowincji. Według analiz Instytutu Finansów Publicznych taki próg oznaczałby w Polsce wzrost liczby aptek o około 660 placówek w perspektywie 15 lat, podczas gdy utrzymanie obecnych przepisów to dalszy spadek o około 750. Nie musimy wymyślać koła na nowo, w Europie te mechanizmy już działają, wymagają tylko odpowiedniego dostosowania do polskiego rynku.

Czego nie naprawi państwowe koło ratunkowe

W trakcie prac zespołu pojawiła się druga propozycja, zupełnie odmiennego projektu. Tak jak projekt ZAF był propozycją deregulacyjną, mającą na celu zwiększyć dostępność do aptek oraz konkurencyjność całego sektora i zabezpieczyć ceny przed nadmiernym wzrostem, tak projekt konkurencyjny zaprezentowany przez ZAPPA zawierał radykalne rozwiązania jeszcze bardziej ograniczające i tak mocno zablokowany już rynek apteczny. ZAPPA zaproponowała nałożenie na apteki nowego podatku w wysokości 2% od obrotu – co w krótkiej perspektywie czasu mogłoby doprowadzić do upadku kolejnych kilku tysięcy aptek. Przedstawiciele Izby Aptekarskiej wskazywali, że nawet 30% aptek miało problemy z rentownością w przeszłości – kolejny podatek to przysłowiowy gwóźdź do trumny. Im mniej aptek, tym niższa dostępność leków oraz wyższe ceny. Już teraz ceny leków nierefundowanych rosną kilka razy szybciej niż inflacja. Z tego powodu, jak pokazują najnowsze badania nawet połowa mieszkańców terenów, gdzie ubytek aptek jest najbardziej zauważalny rezygnuje z zakupu potrzebnych leków – coraz więcej ludzi na leki po prostu nie stać. Ministerstwo Zdrowia w odpowiedzi na jedną z interpelacji poselskich wskazało natomiast że w latach 2020-24 liczba niezrealizowanych pozycji recept wzrosła o 22 mln. Kolejnym pomysłem ZAPPA jest pewnego rodzaju nacjonalizacja rynku, czyli powołanie państwowego przedsiębiorstwa skupiającego upadające apteki. To bezprecedensowy pomysł, który cofałby rynek o kilkadziesiąt lat. Rynek apteczny stałby się niewydolny i niedofinansowany, tak jak państwowa służba zdrowia. Ta propozycja obrazuje jednak jak trudna jest obecna sytuacja farmaceutów i pacjentów.

– Regulacja, która wymaga państwowego koła ratunkowego, jest złą regulacją. Skoro proponuje się państwową spółkę do skupowania aptek i fundusz pożyczkowy za pół miliarda złotych z budżetu, to autorzy tych pomysłów sami przyznają, że rynek pod rządami obecnych przepisów nie utrzyma aptek tam, gdzie są potrzebne. Problem białych plam będzie rósł, brakuje aptek w małych gminach, zamykają się apteki całodobowe w wielkich miastach. Co znamienne, spółka Skarbu Państwa ma być zwolniona z ograniczeń, które obowiązują wszystkich pozostałych uczestników rynku. Nie stać nas na ratowanie skutków złego prawa publicznymi pieniędzmi. Nie stać nas także na to by nakładać kolejny podatek na apteki, których duża część jest dzisiaj nierentowna i pozbawiona możliwości pozyskania wsparcia inwestycyjnego z zewnątrz. Stać nas na dobre prawo i zdrową deregulacje – podsumowuje Mariusz Kisiel.

Postulaty przedsiębiorców aptecznych przedstawione przez ZAF w trakcie posiedzenia komisji sejmowej ds. regulacji rynku aptecznego:

  1. Ciągłość zezwolenia przy przeniesieniu apteki do innego lokalu, gdy przyczyną jest utrata tytułu prawnego lub zniszczenie lokalu.
  2. Możliwość zbycia i dziedziczenia apteki wraz z zezwoleniem, przy zachowaniu wymogu kierownika-farmaceuty i nadzoru inspekcji farmaceutycznej.
  3. Przejrzysty limit koncentracji na poziomie regionu na wzór włoski.
  4. Zwolnienie z opłaty administracyjnej za wydanie zezwolenia podmiotom, które chciałyby otworzyć placówkę apteczną w gminie, w której nie funkcjonuje żadna apteka
  5. Zachowanie ograniczeń geograficznych i demograficznych jako element mobilizujący powstawanie aptek w lokalizacjach, które tego najbardziej potrzebują
  6. Zlikwidowanie niekonstytucyjnych ograniczeń z 2023 roku, które wzmocniły rozpoczętą ustawą tzw. Apteką dla Aptekarza z 2017 degradację rynku aptecznego.
Źródło: inf pras
Dostęp do aptek jest jednym z elementów bezpieczeństwa zdrowotnego, a zarazem podstawowym prawem pacjentów. Tymczasem w Polsce narasta problem tzw. białych plam – miejsc, gdzie mieszkańcy, często osoby starsze lub z niepełnosprawnościami, pozostają bez apteki w swojej gminie. Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Regulacji Rynku Aptecznego i Produktów Leczniczych dyskutowano, jak przeciwdziałać temu zjawisku i czy obowiązujące regulacje sprzyjają, czy raczej hamują rozwój rynku.
W tle sporu stoi fundamentalne pytanie: czy apteka jest wyłącznie przedsiębiorstwem, którego byt powinien być oceniany przez pryzmat opłacalności, czy też elementem systemu ochrony zdrowia, wymagającym szczególnej troski państwa? Jak podkreślił przewodniczący zespołu, poseł Norbert Pietrykowski: „Pamiętajcie jeszcze, że coś, co robimy jako pracownicy służby zdrowia, to jest coś więcej niż tylko biznes. Jeszcze są w tym wszystkim pacjenci”.

Od 2017 roku w Polsce obowiązuje zasada „Apteka dla Aptekarza”. Przepisy wprowadziły ograniczenia geograficzne i demograficzne oraz limit czterech aptek dla jednego właściciela. Ich celem miało być przeciwdziałanie monopolizacji rynku i wzmocnienie pozycji farmaceutów. Zwolennicy tego rozwiązania przypominają, że chodziło o uniknięcie sytuacji, w której dwie czy trzy duże sieci mogłyby wpływać na politykę lekową państwa, a farmaceuci staliby się pracownikami najemnymi pozbawionymi samodzielności. Jednak krytycy ustawy wskazują, że skutki są odwrotne od zamierzonych – liczba aptek spada, a rozwój usług farmaceutycznych został zahamowany. W ocenie przedstawicieli organizacji pracodawców to właśnie błędne założenia reform doprowadziły do obecnej sytuacji, w której – jak podkreślano – mamy „lawinowo spadającą liczbę aptek, ograniczony rozwój opieki farmaceutycznej i branżę w uwiądzie”.

Na problem białych plam nakładają się kwestie ekonomiczne i demograficzne. Małe gminy nie gwarantują aptekom odpowiedniego obrotu, a farmaceutów brakuje. Jak zauważał farmaceuta z Podlasia, w miejscowościach takich jak Perlejewo apteka „na samej marży nie utrzyma się” i bez wprowadzenia refundowanych świadczeń farmaceutycznych, dobrze wycenionych i porównywalnych z tymi, jakie funkcjonują w Kanadzie czy Wielkiej Brytanii, problem nie zostanie rozwiązany. Głos samorządowców potwierdza, że dla mieszkańców to nie abstrakcyjny spór, lecz codzienne zmaganie się z brakiem dostępu do leków. Wójt gminy Perlejewo, Jakub Krzysztof Wierzbicki, mówił wprost, że jego obowiązkiem jest zapewnienie mieszkańcom apteki, a kolejne nakazy i zakazy jedynie pogarszają sytuację gmin wiejskich, które już borykają się z odpływem usług publicznych.

Środowisko farmaceutyczne jest podzielone w ocenie, kto ma największe szanse zapewnić pacjentom dostęp do leków. Jedni wskazują, że duże sieci, dzięki efektowi skali, mogą pozwolić sobie na otwieranie aptek nawet tam, gdzie działalność nie jest dochodowa. Inni ostrzegają, że wejście kapitału inwestycyjnego nie służy pacjentom, lecz inwestorom, i prowadzi do monopolizacji rynku. Jeszcze inni przypominają, że demonizowanie aptek sieciowych jest nieuprawnione, ponieważ o jakości obsługi decydują konkretni farmaceuci, a nie model własności. Dyskusja często przeradza się w spór ideologiczny, tymczasem pacjentów – jak przypominała strona społeczna – nie interesuje forma własności, lecz realny dostęp do usług. „Bez pacjentów państwa biznes nie istnieje, brutalnie mówiąc. Bo państwa biznes właśnie służy pacjentom” – zwróciła uwagę przedstawicielka koalicji działającej na rzecz osób niesamodzielnych.

Wiele głosów wskazywało, że reforma rynku nie może koncentrować się wyłącznie na liczbie aptek, ale również na poszerzeniu ich funkcji. W krajach Europy Zachodniej farmaceuci prowadzą programy profilaktyczne, uczestniczą w badaniach przesiewowych czy wczesnym wykrywaniu chorób i odgrywają większą rolę w systemie opieki zdrowotnej. W Polsce takie rozwiązania wciąż nie zostały wdrożone na szerszą skalę. Tymczasem bez nowych źródeł finansowania, wynikających z kontraktowanych usług, utrzymywanie aptek w małych miejscowościach będzie ekonomicznie niemożliwe.

W poszukiwaniu rozwiązań pojawiały się propozycje mapowania potrzeb i stworzenia rządowego systemu gwarancji finansowych dla farmaceutów, którzy decydują się na otwieranie aptek w mniejszych gminach. Wskazywano także na konieczność zachęcania młodych ludzi do studiowania farmacji i podejmowania pracy w lokalnych aptekach, na przykład poprzez system stypendiów i zobowiązań do odpracowania w danej gminie. Nie brakowało odwołań do doświadczeń innych państw – od Włoch, które liberalizując rynek doprowadziły do wzrostu liczby aptek, po Danię czy Francję, gdzie samorządy lokalne mogą wspierać powstawanie placówek tam, gdzie pacjentom brakuje dostępu.

Wspólnym mianownikiem wszystkich głosów była obawa przed dalszym pogłębianiem się problemu. Zwracano uwagę, że białe plamy istnieją już dziś i jeśli nie zostaną podjęte zdecydowane działania, ich liczba wzrośnie, m.in. wskutek cofania zezwoleń na prowadzenie aptek w związku z wcześniejszym procederem nielegalnego wywozu leków. Bez względu na to, czy zwolennicy zmian widzą rozwiązanie w repolonizacji rynku, wsparciu aptek indywidualnych czy dopuszczeniu większej roli sieci, jasne jest jedno: pacjenci nie mogą być zakładnikami sporów biznesowych. To oni powinni być punktem odniesienia dla przyszłych decyzji, a zadaniem państwa i samorządów – stworzenie takich warunków, aby każdy mieszkaniec, niezależnie od miejsca zamieszkania, miał zapewniony dostęp do profesjonalnej opieki farmaceutycznej.

Artykuł powstał na bazie posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Regulacji Rynku Aptecznego i Produktów Leczniczych pt. „Białe plamy na aptecznej mapie. Jak im przeciwdziałać?”. Cytowane wypowiedzi pochodzą z zapisu wideo tego posiedzenia.

Dostępność aptek w małych miejscowościach i na terenach wiejskich pozostaje jednym z kluczowych wyzwań systemu ochrony zdrowia. Tak zwane „białe plamy” na mapie farmaceutycznej oznaczają, że pacjenci muszą pokonywać wiele kilometrów, aby zrealizować receptę czy uzyskać poradę farmaceutyczną. Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Regulacji Rynku Aptecznego i Produktów Leczniczych przedstawiciele Naczelnej Izby Aptekarskiej (NIA) zaprezentowali propozycje zmian, które – jak podkreślają – mają realnie poprawić sytuację.
Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Regulacji Rynku Aptecznego i Produktów Leczniczych przedstawiciele NIA przypomnieli, że celem ustawy „Apteka dla Aptekarza” było powstrzymanie monopolizacji rynku. – Chodziło o to, aby nie powstały dwie–trzy duże sieci, które mogłyby wpływać na politykę lekową państwa – podkreśliła mgr farm. Małgorzata Pietrzak, przewodnicząca Sądu Aptekarskiego NIA. Jej zdaniem kluczem jest tworzenie „map potrzeb aptecznych” w porozumieniu z samorządem i instytucjami państwowymi.

Europejskie wzorce i polska specyfika.

Mecenas Krzysztof Baka z Naczelnej Rady Aptekarskiej przypomniał, że zgodnie z polskim prawem aptekę może prowadzić wyłącznie farmaceuta lub spółka farmaceutów, a maksymalna liczba placówek na właściciela to cztery. Takie rozwiązanie obowiązuje również w wielu krajach europejskich, m.in. we Francji czy Hiszpanii. Tam, gdzie brakuje aptek, lokalne samorządy współfinansują ich działalność, dbając o profesjonalny charakter opieki.

„7 kroków do apteki” – konkretne rozwiązania

Najbardziej szczegółowe propozycje przedstawił mgr farm. Marcin Piątek, prezes Pomorsko-Kujawskiej OIA. Dokument „7 kroków do apteki” zawiera m.in. obniżenie opłaty za zezwolenie na prowadzenie apteki na terenach wiejskich z 23 tys. zł do 233 zł, uproszczenie wymogów lokalowych i tworzenie punktów opieki farmaceutycznej, obniżki podatków od nieruchomości, szybkie podpisywanie umów z NFZ w ciągu 48 godzin oraz współfinansowanie dyżurów aptek ze środków publicznych. To – jak podkreślają przedstawiciele NIA – rozwiązania sprawiedliwe i racjonalne, które mogą poprawić dostęp pacjentów do usług farmaceutycznych tam, gdzie są one dziś najbardziej potrzebne.

Profesjonalizm ponad zysk

NIA podkreśla, że celem zmian nie jest tworzenie kolejnych placówek sterowanych przez fundusze inwestycyjne, ale zagwarantowanie obywatelom dostępu do profesjonalnej opieki farmaceutycznej. – Farmaceuci są gotowi otwierać apteki w mniejszych miejscowościach, jeśli otrzymają gwarancje państwa, a nie wsparcie funduszy inwestycyjnych, których celem jest wyłącznie zysk – podsumowała Małgorzata Pietrzak.

Problem „białych plam” na mapie aptek to nie tylko kwestia dostępności leków, ale także równości w dostępie do opieki farmaceutycznej. Propozycje NIA pokazują, że rozwiązanie nie musi oznaczać deregulacji rynku, lecz mądre wsparcie dla farmaceutów chcących działać w mniejszych miejscowościach. Wdrażając „7 kroków do apteki”, państwo może zapewnić pacjentom nie tylko lepszy dostęp do leków, ale i profesjonalną opiekę farmaceutyczną, opartą na wiedzy, etyce i odpowiedzialności.

Źródło: NIA