Medicalpress

Rząd przyjął kolejne projekty składające się na reformę ochrony zdrowia. Zmiany obejmują m.in. zasady wynagradzania i zatrudniania personelu medycznego, większą jawność konkursów na świadczenia, przedłużenie funkcjonowania sieci szpitali oraz nowe mechanizmy kontroli kolejek i czasu pracy. Pakiet uzupełniają rozwiązania dotyczące Centralnej e-Rejestracji, AP KOLCE i planowanej Centralnej e-Kolejki. Przyjęcie projektów przez Radę Ministrów nie oznacza jednak jeszcze, że nowe limity wynagrodzeń już obowiązują – projekty muszą przejść dalszy proces legislacyjny.

Ustawy są częścią szerokiego pakietu zmian, którego celem jest zwiększenie przejrzystości funkcjonowania systemu, lepsze wykorzystanie środków publicznych, stabilizacja finansowania placówek oraz poprawa dostępności świadczeń dla pacjentów.

Pakiet zmian obejmuje rozwiązania ustawowe, jak i rozporządzenia dotyczące organizacji pracy, monitorowania kolejek, zarządzania kadrami czy rozwoju narzędzi cyfrowych.

Przejrzyste zasady wynagradzania i zatrudniania personelu medycznego

Jednym z najważniejszych elementów pakietu jest projekt ustawy wprowadzający nowe zasady zatrudniania i wynagradzania personelu medycznego. Przyjęte przez Radę Ministrów rozwiązania przewidują maksymalną stawkę godzinową na poziomie 1/20 minimalnego wynagrodzenia, co daje dziś 240 zł brutto, limit łącznego czasu pracy odpowiadający maksymalnie dwóm pełnym etatom oraz maksymalne miesięczne wynagrodzenie na poziomie 16-krotności płacy minimalnej. Minimalny wymiar zatrudnienia przy udzielaniu świadczeń szpitalnych oraz ambulatoryjnych w poradniach przyszpitalnych będzie wynosił połowę pełnego wymiaru czasu pracy.

Nowe przepisy zakazują zawierania umów za pośrednictwem spółek i spółdzielni lekarskich oraz zakazują ustalania wynagrodzenia jako procentu wartości wykonanych procedur. Celem zmian jest zwiększenie przejrzystości zasad wynagradzania, poprawa organizacji pracy oraz większa stabilność kadrowa podmiotów leczniczych.  

Projektowana ustawa przewiduje przepisy przejściowe umożliwiające dostosowanie umów obowiązujących w dniu wejścia w życie przepisów. Termin ten jednak będzie nie dłuższy niż 6 miesięcy.  Do nowo zawieranych umów nowe przepisy będą stosowane od razu po wejściu w życie ustawy.   

Jawność postępowań konkursowych i większa transparentność wydatkowania środków publicznych

Każdego roku przeprowadzanych jest około 39 tys. konkursów na wykonywanie świadczeń zdrowotnych oraz zawieranych około 37 tys. umów z medykami. Dlatego istotne było przyjęcie projektu ustawy zwiększającej jawność postępowań konkursowych prowadzonych przez podmioty lecznicze.

Nowe przepisy zobowiążą placówki do publikowania informacji o złożonych ofertach, proponowanych warunkach finansowych oraz wynikach konkursów.

Dane będą dostępne zarówno na stronach podmiotów leczniczych, jak i w centralnej aplikacji. Informacje będą publikowane również w sytuacji, gdy wyłoniono oferenta, ale ostatecznie nie doszło do zawarcia umowy.

Większą transparentnością zostaną objęte także umowy zawierane przez podmioty niebędące jednostkami sektora finansów publicznych, w tym ich warunki finansowe.

Stabilne finansowanie szpitali w okresie reformy

Istotnym elementem pakietu jest również przedłużenie obowiązywania sieci szpitali. Rozwiązanie zapewni placówkom stabilne warunki finansowania w okresie wdrażania reform. Szpitale otrzymają czas do 30 czerwca 2029 r. na przeprowadzenie zmian organizacyjnych, dostosowanie działalności do potrzeb zdrowotnych mieszkańców oraz wdrażanie nowych rozwiązań bez ryzyka utraty finansowania z Narodowego Funduszu Zdrowia.

Przyjęte przez Radę Ministrów rozwiązanie ma zwiększyć bezpieczeństwo finansowe placówek oraz zapewnić ciągłość udzielania świadczeń pacjentom.

Ustawa PESEL-owa już obowiązuje

5 sierpnia 2026 r. weszła w życie tzw. ustawa PESEL-owa, która umożliwia analizowanie wynagrodzeń, czasu pracy i wieloetatowości personelu medycznego na podstawie numeru PESEL albo numeru prawa wykonywania zawodu. Dzięki temu decyzje dotyczące finansowania ochrony zdrowia będą mogły opierać się na rzeczywistych danych, a nie na szacunkach.

Nowe przepisy mają zwiększyć przejrzystość kosztów wynagrodzeń, poprawić kontrolę wydatkowania środków publicznych i wspierać podejmowanie decyzji finansowych w oparciu o wiarygodne dane. Obecnie w Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji trwa ostatni etap przygotowań do pierwszej zbiórki danych na nowych zasadach – zbiórka rozpocznie się pod koniec września 2026 r.

Lepsza kontrola kolejek przez NFZ

Jednym z wdrożonych rozwiązań jest rozszerzenie elektronicznego monitorowania harmonogramów przyjęć. Dzięki temu Narodowy Fundusz Zdrowia uzyska aktualne dane o liczbie oczekujących i rzeczywistych czasach oczekiwania. Możliwe będzie identyfikowanie wielokrotnych zapisów tej samej osoby na to samo świadczenie. To wszystko umożliwi skuteczniejszą kontrolę list oczekujących.  Od 1 października 2026 r. obowiązek prowadzenia list oczekujących w aplikacji AP KOLCE zostanie rozszerzony o 15 grup zabiegów szpitalnych. Pacjenci mają również otrzymywać SMS-y przypominające o terminie zabiegu.  Od 1 stycznia 2027 r. placówki będą prowadzić odrębne harmonogramy dla kolejnych dziesięciu procedur leczenia szpitalnego.

Rzeczywiste grafiki pracy personelu

Placówki zostały zobowiązane do przekazywania do Narodowego Funduszu Zdrowia, do 20. dnia każdego miesiąca, informacji o rzeczywistej obecności personelu medycznego, w tym dokładnych godzinach udzielania świadczeń. Rozwiązanie pozwoli lepiej monitorować wykorzystanie zasobów kadrowych, weryfikować realizację umów oraz zwiększyć nadzór nad wydatkowaniem środków publicznych. Rozporządzenie wejdzie w życie 1 listopada 2026 r.

Rozwój Centralnej e-Rejestracji przyspieszony o dwa lata

Centralna e-Rejestracja ma objąć w ciągu dwóch lat wszystkie 40 świadczeń z zakresu ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Rozwiązanie zapewni pacjentom łatwiejszy dostęp do informacji o dostępnych terminach, a placówkom umożliwi sprawniejsze zarządzanie kolejkami i planowanie przyjęć.

Niezależnie od procedowanego pakietu zmian w ochronie zdrowia, resort równolegle rozwija Centralną e-Rejestracje w dodatkowe narzędzia. Od 1 października 2026 r. pacjentów będzie wspierał asystent głosowy, czyli voicebot. Jego zadaniem będzie przypominanie o wizytach osobom, które nie korzystają ze smartfonów. 

Powiatowe Centra Zdrowia – opieka blisko pacjenta

Powiatowe Centra Zdrowia to rozwiązanie, które ma ułatwić dostęp do diagnostyki, konsultacji internistycznych oraz drobnych zabiegów chirurgicznych bliżej miejsca zamieszkania pacjentów. Centra uzupełnią sieć placówek medycznych, dzięki czemu zapewnią mieszkańcom powiatów oddalonych od szpitali dostęp do podstawowych świadczeń. Powiatowe Centra Zdrowia to ważny element systemowych zmian. Rozporządzenie zostało już podpisane przez Ministra Zdrowia i niebawem zostanie opublikowane w Dzienniku Ustaw.

Monitorowanie wydatków placówek na wynagrodzenia

Nowe przepisy wprowadzają trzy wskaźniki dotyczące struktury kosztów wynagrodzeń osób wykonujących zawód medyczny i osób wykonujących zawód inny niż medyczny: udział całkowitych kosztów zasobów kadrowych w przychodach z umów z NFZ, udział kosztów zatrudnienia na podstawie stosunku pracy oraz udział kosztów personelu medycznego w całkowitych kosztach zasobów kadrowych. Dane mają wspierać ocenę wykorzystania środków publicznych i identyfikację problemów wpływających na funkcjonowanie placówek.

Centralna e-Kolejka

W Ministerstwie Zdrowia trwają zaawansowane prace nad Centralną e-Kolejką, która ma uporządkować zasady zapisów na planowe leczenie szpitalne w całym kraju, zwiększyć przejrzystość kolejek oraz zapewnić pacjentom bardziej równy dostęp do świadczeń. Technicznie narzędzie będzie gotowe na przełomie 2026 i 2027 roku. Rok 2027 to czas wdrażania tego rewolucyjnego narzędzia do setek szpitali i tysięcy przychodni w całej Polsce.

Źródło: MZ

POChP to przewlekła choroba płuc, w której dochodzi do utrwalonego ograniczenia przepływu powietrza przez drogi oddechowe. Najczęściej wiąże się z wieloletnią ekspozycją na dym tytoniowy, ale do jej rozwoju przyczyniają się również m.in. zanieczyszczenie powietrza i narażenie zawodowe. Choroba rozwija się przez lata, a do jej najczęstszych objawów należą duszność czy przewlekły kaszel.

Według danych przywoływanych przez Polskie Towarzystwo Chorób Płuc POChP dotyczy w Polsce ok. 2 mln osób, a ponad 35 proc. chorych nie ma postawionej diagnozy. Według najnowszych danych WHO POChP jest trzecią najczęstszą przyczyną zgonów na świecie. W 2023 roku odpowiadała za 3,4 mln zgonów, czyli ok. 6 proc. wszystkich zgonów.

– Mamy bardzo późną diagnostykę. Osoby bardzo późno zgłaszają się do lekarza, a jeśli się zgłaszają, to sama diagnostyka trwa od roku od momentu pojawienia się objawów, a czasami nawet od czterech do 14 lat. Takich respondentów również mieliśmy. To jest wielki problem, ponieważ im wcześniej wykryjemy POChP, zaczniemy je leczyć, kontrolować oraz wykluczymy czynniki ryzyka, tym większa szansa, żeby zahamować rozwój choroby na wcześniejszym etapie, dłużej zachować sprawność i lepszą jakość życia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Marek Kustosz, prezes Fundacji „To Się Leczy”.

Fundacja zapytała pacjentów z POChP o ich doświadczenia związane z diagnostyką, leczeniem i codziennym funkcjonowaniem z chorobą. Niemal 60 proc. respondentów czekało na rozpoznanie ponad rok, a u co trzeciego diagnoza trwała od czterech do 14 lat lub dłużej. Eksperci wskazują, że spirometria, czyli proste badanie trwające kilka minut w gabinecie lekarza, pozwala odpowiednio wcześnie wykryć chorobę u osób z objawami oraz czynnikami ryzyka. Potrzebna jest do tego większa świadomość zarówno pacjentów, jak i personelu medycznego.

79 proc. ankietowanych wskazało duszność jako największy problem związany z chorobą, a 65 proc. nie było zadowolonych z efektów leczenia. Lekarze wskazują, że największym zagrożeniem są zaostrzenia, które mogą przyspieszać pogarszanie funkcji płuc i prowadzić do hospitalizacji. Z ankiety wynika, że w ciągu ostatniego roku 80 proc. badanych doświadczyło co najmniej jednego zaostrzenia POChP, a 43 proc. – co najmniej dwóch. Tylko 38 proc. deklarowało, że dokładnie wie, czym jest zaostrzenie i jak je rozpoznać.

– Pacjenci nie mają stałego kontaktu z personelem medycznym, lekarzem czy pielęgniarką. Jeśli coś się dzieje, czują się gorzej lub pojawiają się zaostrzenia, są pozostawieni sami sobie. Wielu z nich czeka tak długo, jak jest w stanie wytrzymać, i dopiero gdy jest już bardzo ciężko, zgłasza się do szpitala. To nie powinno tak wyglądać. Pacjent powinien być w kontakcie z opieką medyczną, żeby nie dopuszczać do zaostrzeń, a jeśli się pojawią, powinien wiedzieć, co w tej sytuacji zrobić – wskazuje Marek Kustosz.

Co trzeci badany wskazywał lęk, stres lub obniżony nastrój jako jeden z najważniejszych problemów związanych z chorobą.

– Pacjent czuje się zagrożony swoim stanem zdrowia, często jest poza pracą, w domu, bez kontaktów społecznych. Sylwetka takiego pacjenta, która ukazała się w naszym raporcie, to często osoba chora, samotna i bez pomocy. To chyba najmocniejszy obraz, który z niego wybrzmiewa – wskazuje prezes Fundacji „To Się Leczy”.

Zgodnie z danymi przytaczanymi przez Polską Koalicję Zdrowe Płuca koszty społeczne POChP w Polsce szacuje się na ok. 16 mld zł rocznie, prawie trzy razy więcej niż w przypadku astmy (5,7 mld zł). Nowoczesne terapie, w tym leki biologiczne, dla najcięższych przypadków oznaczają mniej zaostrzeń i hospitalizacji.

– Leki biologiczne to zupełnie nowa era: przechodzimy od leczenia typowo objawowego kortykosteroidami do leczenia, które jest nakierowane na konkretne mechanizmy chorób zapalnych – mówi Hubert Godziątkowski ze Stowarzyszenia Pacjentów z Chorobami Cywilizacyjnymi. – W Polsce jesteśmy w stanie nadążyć za wdrażaniem nowych terapii. Mamy już doświadczenia z lekami biologicznymi w takich terapiach jak astma oskrzelowa, atopowe zapalenie skóry czy polipy nosa – tam funkcjonują programy lekowe i leki są dostępne dla pacjentów. Niestety pacjenci z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc na razie nie mają dostępu do żadnej nowoczesnej terapii lekami biologicznymi.

– Z niezrozumiałych dla mnie względów, pomimo że leczenie już jest w rekomendacjach, ma dowody naukowe, pomimo coraz większej liczby leków, które znajdują potwierdzenie skuteczności, jak dotąd nie mamy programów lekowych. To jest duże wyzwanie, ponieważ stan budżetu nie może decydować o tym, że chorzy na chorobę A dostali leczenie biologiczne, a na chorobę B nie, choć jest równie skuteczne – mówi prof. dr hab. n. med. Tadeusz Zielonka, członek zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc.

Z dwóch badań III fazy – BOREAS i NOTUS – obejmujących łącznie ponad 1,8 tys. pacjentów i opublikowanych w „New England Journal of Medicine” – wynika, że po leczeniu biologicznym zmniejszyła się częstość zaostrzeń umiarkowanych i ciężkich, poprawiły się funkcje płuc i zmniejszyło nasilenie duszności. To o tyle istotne, że badania obejmowały pacjentów, u których standardowe leczenie nie przyniosło rezultatów w postaci opanowania choroby.

W Polsce złożono wniosek o refundację leku w ramach programu „Leczenie chorych z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc. Choć ocena skuteczności klinicznej była pozytywna, prezes AOTMiT w maju br. wydał negatywną rekomendację w sprawie jego finansowania ze środków publicznych.

– To leczenie nie jest dla wszystkich chorych. Są pewne immunologiczne wymogi, musi być odpowiedni typ zapalenia i odpowiednia ciężkość choroby. Dla chorych, którzy spełniają te kryteria, leki te będą pomocne. Powinniśmy znaleźć możliwość dla tej wybranej grupy, której to leczenie przyniesie pomoc – mówi prof. Tadeusz Zielonka.

POChP nie jest chorobą jednorodną. U części chorych występuje zapalenie typu 2, którego jednym z markerów jest podwyższony poziom eozynofilów we krwi. To właśnie u wybranej grupy pacjentów z takim profilem choroby i nawracającymi zaostrzeniami badane i stosowane są terapie biologiczne. Ich mechanizm polega na blokowaniu wspólnego receptora dla interleukiny-4 i interleukiny-13, które są kluczowymi mediatorami zapalenia typu 2.

Eksperci zaznaczają, że leczenie biologiczne może oznaczać dużą zmianę w podejściu do POChP, które dotąd było leczone dość jednolicie bez względu na to, jaki mechanizm stał za chorobą u konkretnego pacjenta. Teraz będzie można traktować to jako grupę chorób o różnych mechanizmach, które wymagają też różnych terapii.

Źródło: Newseria

Ministerstwo Zdrowia rozpoczęło kolejny etap prac nad Polityką Lekową Państwa na lata 2026–2031. Nowy dokument ma wyznaczyć długofalowe kierunki dotyczące m.in. dostępu pacjentów do refundowanych terapii, bezpieczeństwa lekowego, programów lekowych i wydatków publicznych. Resort zapowiada również szersze wykorzystanie danych o rzeczywistych efektach leczenia, cyfryzacji i narzędzi AI oraz większą rolę farmaceutów, lekarzy i innych zawodów medycznych. O założeniach strategii dyskutowano podczas Okrągłego Stołu na Forum Ekonomicznym w Karpaczu.

„Zaczynamy rozmowę o przyszłości polskiej polityki lekowej. Stąd okrągły stół z udziałem ekspertów, przedstawicieli zawodów medycznych, samorządów gospodarczych oraz instytucji odpowiedzialnych za funkcjonowanie rynku leków. Chcemy spojrzeć dalej niż na kolejne obwieszczenie i kolejną listę refundacyjną. Porozmawiać o tym, jak powinien wyglądać polski system lekowy za 5, 10 i 15 lat” – podkreśla wiceminister Katarzyna Kacperczyk.

Polityka Lekowa Państwa na lata 2026-2031 będzie kontynuacją dokumentu realizowanego w latach 2018-2022. Wyznaczy najważniejsze kierunki rozwoju polityki lekowej w Polsce na kolejne pięć lat, odpowiadając na wyzwania związane z dostępnością terapii, bezpieczeństwem lekowym oraz efektywnym wykorzystaniem środków publicznych.

„Polityka lekowa to dziś jednocześnie polityka zdrowotna, gospodarcza i polityka bezpieczeństwa państwa. Programy lekowe otworzyły polskim pacjentom dostęp do wielu nowoczesnych terapii. Teraz czas na ich kolejny etap. Rozmawiamy o tym, jak je upraszczać, jak ograniczać zbędne obciążenia administracyjne i jak szerzej wykorzystywać dane do oceny rzeczywistych efektów leczenia. Nowoczesny program lekowy powinien być projektowany wokół pacjenta i efektu zdrowotnego, a nie wokół procedury” – dodaje wiceminister zdrowia.

Prace koncepcyjne nad nową strategią rozpoczęły się w październiku 2025 r. Ich celem jest identyfikacja najważniejszych problemów systemowych oraz wypracowanie długofalowych rozwiązań we współpracy z kluczowymi interesariuszami rynku ochrony zdrowia.

Szerokie konsultacje z ekspertami i instytucjami

Prace nad dokumentem prowadzone są w formule szerokiego dialogu z przedstawicielami administracji publicznej, instytucji systemu ochrony zdrowia oraz organizacji branżowych.

W październiku 2025 r. Ministerstwo Zdrowia zwróciło się do organizacji reprezentujących sektor farmaceutyczny, ekspertów oraz partnerów społecznych o wskazanie najważniejszych wyzwań i propozycji rozwiązań w ramach siedmiu celów strategicznych.

W kolejnych miesiącach przeanalizowano zgłoszone stanowiska, przeprowadzono spotkania z przedstawicielami innych resortów oraz podmiotów zaangażowanych w realizację polityki lekowej. Odbyły się także konsultacje z instytucjami nadzorowanymi przez Ministra Zdrowia oraz departamentami Ministerstwa Zdrowia.

W proces prac włączono również kluczowe instytucje publiczne, w tym Narodowy Fundusz Zdrowia, Główny Inspektorat Farmaceutyczny, Agencję Badań Medycznych, Centrum e-Zdrowia oraz Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.

„Polityka lekowa wymaga zarówno silnych instytucji państwa, jak i bardzo dobrej współpracy między nimi. Zaproszone do procesu zostały instytucje dysponujące ogromną wiedzą i zasobami danych. Wyzwaniem na kolejne lata jest lepsze łączenie tych kompetencji i informacji. Państwo powinno nie tylko reagować na problemy rynku leków, ale także coraz wcześniej je przewidywać” – mówi wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk.

Dane, analityka i zdolność do podejmowania strategicznych decyzji będą równie ważne jak same regulacje. Przyszłość polityki lekowej będzie również cyfrowa.

„Mamy dziś ogromne zasoby danych o refundacji, preskrypcji leków, realizacji recept, przebiegu terapii czy wykorzystaniu świadczeń. Kolejnym krokiem musi być ich lepsze łączenie i wykorzystywanie do podejmowania decyzji. Chcemy, aby cyfryzacja pozwalała szybciej oceniać skuteczność terapii w rzeczywistej praktyce, monitorować wydatki, identyfikować ryzyka niedostępności leków i lepiej planować potrzeby pacjentów. To także przestrzeń dla nowych narzędzi analitycznych i AI” – dodaje wiceminister.

Nowoczesna polityka lekowa musi opierać się na danych i rzeczywistych efektach leczenia, a nie wyłącznie na sprawozdawczości. Jej przyszłość to także większe wykorzystanie kompetencji zawodów medycznych, które stanowią jeden z najcenniejszych zasobów systemu ochrony zdrowia.

„Farmaceuci, lekarze, pielęgniarki i inni profesjonaliści medyczni powinni być aktywnymi uczestnikami polityki lekowej. Nowe zadania są szerokie: od profilaktyki i poprawy adherencji, przez opiekę farmaceutyczną, po monitorowanie bezpieczeństwa i efektów terapii” – podsumowuje Katarzyna Kacperczyk.

Kolejny etap prac

Nowa Polityka Lekowa Państwa będzie koncentrować się na siedmiu obszarach:

  1. zwiększaniu dostępności refundacyjnej i rynkowej leków dla pacjentów,
  2. optymalizacji wydatków płatnika publicznego,
  3. wzmacnianiu bezpieczeństwa lekowego Polski oraz rozwoju sektora farmaceutycznego,
  4. poprawie adherencji do leczenia i ograniczaniu marnowania środków publicznych,
  5. przeglądzie roli instytucji odpowiedzialnych za realizację polityki lekowej,
  6. redefinicji roli kadr medycznych w polityce lekowej państwa,
  7. wykorzystaniu nowoczesnych rozwiązań technologicznych wspierających system.

W Departamencie Polityki Lekowej i Farmacji ustalono harmonogram dalszych prac merytorycznych oraz powołano zespoły odpowiedzialne za przygotowanie poszczególnych części dokumentu.

Zakończenie prac nad Polityką Lekową Państwa na lata 2026-2031 planowane jest w 2026 r.

Źródło: MZ

Ratunkowy dostęp do technologii lekowych miał być rozwiązaniem na sytuacje wyjątkowe, w których pacjent nie ma już możliwości skorzystania ze standardowo finansowanego leczenia. Tymczasem proponowane zmiany w RDTL mogą sprawić, że droga do terapii stanie się dłuższa i bardziej sformalizowana. Eksperci, klinicyści i przedstawiciele organizacji pacjenckich pytają, czy próba zwiększenia kontroli nad mechanizmem nie doprowadzi do ograniczenia jego dostępności. Szczególnie że w połowie roku wykorzystano zaledwie około 38 proc. środków przeznaczonych na RDTL.

Ministerstwo Zdrowia pracuje nad zmianami dotyczącymi ratunkowego dostępu do technologii lekowych. Fundamentalna zasada RDTL ma pozostać taka sama. Mechanizm nadal ma umożliwiać finansowanie terapii w indywidualnych przypadkach, gdy pacjent potrzebuje leczenia niedostępnego dla niego w standardowej ścieżce. Zmienić ma się jednak liczba etapów, które trzeba będzie przejść, zanim lek zostanie podany.

Według przedstawionych propozycji wniosek będzie wymagał pozytywnej opinii szpitalnego komitetu ds. RDTL, konsultanta krajowego lub wojewódzkiego oraz oddziału wojewódzkiego NFZ. Dwa z tych elementów, szpitalny komitet i opinia NFZ, mają być nowością.

I właśnie tutaj pojawia się zasadnicze pytanie. Czy mechanizm ratunkowy, którego istotą powinna być możliwość odpowiednio szybkiej reakcji na szczególną sytuację kliniczną, powinien otrzymywać kolejne szczeble kontroli?

Kontrowersje zaczynają się już na poziomie szpitala. Komitet ds. RDTL ma tworzyć przedstawiciel dyrekcji oraz dwóch specjalistów z danej dziedziny medycyny. W przedstawionych założeniach nie wskazano natomiast lekarza prowadzącego pacjenta.

„O pacjencie będą decydować osoby, które go nie leczą” – zwraca uwagę Izabela Obarska, ekspert systemu ochrony zdrowia, była dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji.

Problem nie sprowadza się wyłącznie do składu komisji. W dużych, wielospecjalistycznych szpitalach pojawia się pytanie, czy należy stworzyć jeden komitet zajmujący się pacjentami z wielu dziedzin, czy kilka odrębnych gremiów. W mniejszych placówkach dodatkowa struktura może natomiast oznaczać kolejne obciążenie organizacyjne.

Zastrzeżenia budzi również planowane powiązanie RDTL z innymi sposobami finansowania leczenia. We wniosku ma znaleźć się informacja, czy pacjent korzysta z programu lekowego, chemioterapii lub innego kanału finansowania terapii. Odpowiedź twierdząca miałaby wykluczać możliwość sfinansowania leku w ramach RDTL. Eksperci wskazują, że w praktyce klinicznej sytuacja może być bardziej skomplikowana, chociażby wtedy, gdy nowa technologia jest dodawana do dotychczasowego leczenia albo choroba ma charakter wielonarządowy.

Kolejnym punktem zapalnym jest zwiększenie roli konsultantów. Prezes NFZ w przypadku pierwszego wniosku będzie mógł wystąpić do konsultanta krajowego o dodatkowe uzasadnienie zasadności zastosowania terapii. Intencją ma być zwiększenie nadzoru nad bezpieczeństwem pacjenta. Klinicyści pytają jednak, czy system dysponuje zasobami pozwalającymi realizować dodatkowe obowiązki bez wydłużenia procesu.

Prof. Barbara Radecka, konsultant wojewódzka w dziedzinie onkologii klinicznej i zastępca dyrektora ds. lecznictwa Opolskiego Centrum Onkologii, ocenia tę propozycję jednoznacznie: „Największe kontrowersje budzą zapisy dotyczące opinii konsultantów krajowych. W praktyce mogą się one okazać wręcz niewykonalne”. Jak przypomina, konsultanci krajowi są jednocześnie czynnymi lekarzami i już obecnie mają szeroki zakres obowiązków.

Jednocześnie prof. Radecka nie odrzuca samej idei szpitalnych komitetów. W części dużych ośrodków podobne gremia już funkcjonują i mogą wspierać podejmowanie trudnych decyzji. Problemem jest próba zastosowania jednego rozwiązania do placówek działających w bardzo różnych warunkach. Jak zauważa ekspertka, dyrekcja szpitala już obecnie uczestniczy w procesie w jego części administracyjno-finansowej, a przedstawione założenia nie rozstrzygają nawet jednoznacznie, czy w szpitalu miałby funkcjonować jeden komitet dla wszystkich obszarów terapeutycznych.

Podobne obawy zgłaszają lekarze innych specjalności. Prof. Alina Kułakowska, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego, ocenia, że RDTL w neurologii „nie jest nadużywany”, a obecny mechanizm działa dość sprawnie. Rozumie potrzebę racjonalizacji kosztów w sytuacji problemów finansowych płatnika, ale wskazuje jednocześnie na ryzyko przerostu biurokracji i „niepotrzebnej straty czasu”.

To właśnie czas może okazać się najważniejszym elementem całej dyskusji. RDTL nie jest przecież zwykłą, alternatywną ścieżką refundacyjną. Korzystają z niego pacjenci znajdujący się w szczególnej sytuacji klinicznej, często z ciężkimi lub bardzo rzadkimi chorobami. Każda kolejna opinia, posiedzenie komitetu czy dodatkowa procedura administracyjna ma więc inne znaczenie niż w standardowym procesie refundacyjnym.

Problem dobrze widać w chorobach ultrarzadkich. Prof. Bogdan Batko, konsultant krajowy w dziedzinie reumatologii, zwraca uwagę na możliwe konsekwencje ograniczenia możliwości korzystania z RDTL przy innych ścieżkach dostępu do leków, w tym imporcie docelowym. Jako przykład podaje chorobę Takayasu, rzadkie zapalenie dużych naczyń, w którym brak odpowiedniej terapii może prowadzić do poważnych powikłań. Ekspert postuluje również zagwarantowanie obecności lekarza prowadzącego w komitecie ds. RDTL.

Projektowane rozwiązania mają także skłaniać producentów do przechodzenia ze ścieżki indywidualnego finansowania do standardowej refundacji. Jeżeli lek będzie podawany w RDTL dłużej niż 12 miesięcy, producent będzie musiał wystąpić z wnioskiem refundacyjnym. Planowane są również mechanizmy zwrotu części wydatków zależne od czasu finansowania i wartości środków wydanych na lek. W przypadku niepowodzenia negocjacji dalsze finansowanie terapii ma nie być możliwe.

Z punktu widzenia płatnika takie rozwiązanie ma swoją logikę. Jeżeli lek przestaje być wykorzystywany w pojedynczych, wyjątkowych przypadkach i coraz częściej trafia do pacjentów poprzez RDTL, pojawia się pytanie, czy nie powinien zostać oceniony i finansowany w standardowej procedurze refundacyjnej. Problem zaczyna się wtedy, gdy konsekwencje niepowodzenia negocjacji między państwem a firmą farmaceutyczną ponosi konkretny pacjent, który rozpoczął lub potrzebuje leczenia.

Dyskusja o uszczelnieniu systemu odbywa się przy tym w interesującym momencie. Według danych przedstawionych przez Izabelę Obarską po sześciu miesiącach roku wykorzystanie środków przeznaczonych na RDTL wynosi około 38 proc., podczas gdy w poprzednich latach budżet ten wykorzystywano w 85–90 proc. Nie przesądza to oczywiście, że każda terapia zgłaszana do RDTL powinna zostać sfinansowana. Stawia jednak pytanie o skalę problemu, który nowe regulacje mają rozwiązać. Jeśli mechanizm nie wyczerpuje obecnie dostępnego budżetu, uzasadnienie dla dokładania kolejnych barier powinno być szczególnie dobrze wyjaśnione.

Jest jeszcze jeden paradoks. Nie każdy ośrodek, który dysponuje odpowiednim doświadczeniem i spełnia kryteria jakościowe, może dziś korzystać z RDTL. Dr hab. Marcin Stajszczyk z Polskiego Towarzystwa Reumatologicznego wskazuje przykład Śląskiego Centrum Reumatologii i krakowskiego Szpitala Dietla. Oba znalazły się wśród jedenastu placówek spełniających wszystkie jakościowe kryteria w nowych mapach potrzeb zdrowotnych, ale nie mogą zapewniać pacjentom reumatologicznym RDTL ze względu na wymagany ustawowo poziom referencyjności.

To pokazuje szerszy problem. Reforma mogłaby być okazją nie tylko do zwiększenia kontroli nad wydatkami, lecz również do usunięcia barier, które nie wynikają z jakości leczenia ani kompetencji ośrodka.

Najostrzej potencjalne konsekwencje zmian formułują organizacje pacjentów. Dorota Korycińska, prezeska Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej oraz Stowarzyszenia Neurofibromatozy Polska, przypomina, że obecny RDTL również potrzebował czasu, aby zacząć sprawnie funkcjonować. Jej zdaniem proponowane regulacje mogą odwrócić ten proces.

„Bariery ograniczą liczbę pacjentów objętych RDTL. To będzie tor przeszkód, a bieg z przeszkodami nie każdy dokończy” – ocenia.

Właśnie ten „tor przeszkód” jest być może najważniejszym testem dla przygotowywanych przepisów. Kontrola wydatków publicznych, ocena zasadności terapii i bezpieczeństwo pacjenta są konieczne. RDTL nie został jednak stworzony po to, by być kolejną standardową ścieżką administracyjną. Ma działać tam, gdzie standardowa ścieżka przestaje wystarczać.

Dlatego o jakości nowych regulacji nie zdecyduje liczba dodatkowych zabezpieczeń wpisanych do ustawy. Zdecyduje to, czy pacjent, dla którego RDTL jest niekiedy ostatnią realną możliwością uzyskania leczenia, otrzyma decyzję wtedy, gdy terapia może mu jeszcze pomóc.

Źródło: PAP MediaRoom

Decyzja MZ o zakończeniu procesu refundacyjnego terapii CAR-T dla chorych na szpiczaka pozbawia pacjentów szansy na dostęp do bardzo skutecznego leczenia – oceniają hematolodzy. Ich zdaniem konieczne jest rozwiązanie, które pogodzi dobro pacjentów z odpowiedzialnością resortu za środki publiczne.

Jak podkreślił w rozmowie z PAP prof. Artur Jurczyszyn z Katedry i Kliniki Hematologii Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum, kierownik Ośrodka Leczenia Dyskrazji Plazmocytowych, terapia CAR-T nie jest tylko niewielką modyfikacją dotychczasowego leczenia pacjentów ze szpiczakiem (jednym z najczęstszych nowotworów układu krwiotwórczego).

– Jest to odmienna biologicznie strategia terapeutyczna, która wykorzystuje własne zmodyfikowane genetycznie limfocyty T pacjenta. Jej skuteczność jest bardzo wysoka – sięga niemal 100 proc. Obecnie nie ma lepszego leczenia dla chorych na szpiczaka nawrotowego lub opornego na terapię – powiedział hematolog.

Przypomniał, że terapia CAR-T jest podawana jednorazowo i – jak wykazały badania kliniczne – nie tylko znacznie zmniejsza ryzyko progresji choroby lub zgonu w porównaniu z leczeniem standardowym, ale przynosi też korzyści w zakresie przeżycia całkowitego. Potwierdzają to m.in. wyniki III fazy badania klinicznego o akronimie CARTITUDE-4.

Prof. Jurczyszyn zwrócił uwagę, że w polskich ośrodkach chorzy na szpiczaka byli leczeni CAR-T w ramach badania klinicznego. – Wyniki są znakomite. Wielu z nich wróciło do pracy i do pełnienia innych ról społecznych – podkreślił hematolog.

Największą liczbę pacjentów zakwalifikował do badań klinicznych CAR-T zespół dr. Wojciecha Legiecia, kierownika Oddziału Hematologii i Transplantacji Szpiku, Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej im Św. Jana z Dukli. – W jednym z badań było to 16 pacjentów. I od połowy 2023 r. tylko jeden z nich miał progresję szpiczaka i musieliśmy zastosować inne leczenie. Wszyscy pozostali są w remisji, dzięki czemu mogą normalnie funkcjonować w życiu prywatnym, zawodowym, bez żadnej dodatkowej terapii – powiedział PAP specjalista.

Dlatego – w ocenie hematologów – zakończenie przez Ministerstwo Zdrowia na początku sierpnia procesu refundacyjnego CAR-T odbiera pacjentom ze szpiczakiem szansę na skorzystanie z najskuteczniejszej obecnie metody leczenia.

W odpowiedzi na pytanie PAP nt. powodów zakończenia procesu refundacyjnego terapii CAR-T dla chorych na szpiczaka Biuro Komunikacji MZ poinformowało, że w resorcie toczyły się postępowania o objęcie refundacją dwóch różnych tego typu terapii. Jedna z nich – o międzynarodowej nazwie ciltacabtagen autoleucel – miałaby być finansowana w leczeniu chorych na szpiczaka plazmocytowego w 2. i 3. linii, a druga – idecabtagen vicleucel – w leczeniu chorych na szpiczaka plazmocytowego od 3. linii.

Obydwa procesy zakończyły się wydaniem negatywnych decyzji o objęciu refundacją w pierwszej instancji ze względu na niespełnienie części kryteriów z art. 12 ustawy o refundacji, poinformował resort zdrowia. Chodzi m.in. o wysokość szacowanego (na podstawie warunków cenowych przedłożonych przed wnioskujące firmy) wzrostu wydatków całkowitych NFZ w związku z objęciem refundacją tych terapii. Ministerstwo Zdrowia podkreśliło jednocześnie, że aktualnie dla obu terapii toczą się postępowania w drugiej instancji.

Prof. Jurczyszyn zastrzegł, że terapia CAR-T nie jest leczeniem prostym i pozbawionym ryzyka. Wymaga starannej kwalifikacji, doświadczonych zespołów, odpowiedniej infrastruktury i monitorowania potencjalnie ciężkich działań niepożądanych. Wymagania te są określone przez Europejską Agencję Leków. „Dlatego decyzja o jej dostępności powinna opierać się na medycynie opartej na dowodach, doświadczeniu wyspecjalizowanych ośrodków oraz racjonalnym modelu finansowania. A nie na samym fakcie, że mamy do czynienia z kosztowną terapią zaawansowaną” – napisał prof. Jurczyszyn w swoim liście otwartym do MZ z 8 sierpnia br.

Specjalista przypomniał, że 29 grudnia ub.r. prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji zarekomendował objęcie terapii ciltacabtagene autoleucel refundacją w programie lekowym B.54. Wskazał jednocześnie na konieczność dalszego obniżenia ceny oraz rozszerzenie instrumentów dzielenia ryzyka (specjalne mechanizmy, które obniżają realny koszt terapii dla płatnika publicznego).

– To oznacza, że istnieje przestrzeń do poszukiwania takiego mechanizmu finansowania CAR-T, który pogodzi dobro pacjentów z odpowiedzialnością decydentów za środki publiczne – powiedział prof. Jurczyszyn.

Wskazał, że koszty braku dostępu chorych do tej terapii mogą być bardzo wysokie. – To są koszty różnych leków stosowanych w kolejnych liniach leczenia non-stop przez rok do wielu lat, tj. do czasu progresji, to są koszty hospitalizacji i leczenia powikłań. Gdyby je policzyć, to bardzo prawdopodobne jest, że koszty jednorazowo podanej terapii CAR-T będą mniejsze – tłumaczył hematolog. Dodał, że są to również koszty utraty aktywności zawodowej, społecznej.

– Ta terapia ogromnie ogranicza koszty powikłań związanych z następującymi po sobie liniami leczenia w modelu klasycznym. Na przykład pacjent, który po jednorazowej terapii przez pięć lat ma głęboką odpowiedź i nie potrzebuje leczenia, na pewno kosztuje system mniej niż pacjent, który jest na terapiach podawanych ciągle – ocenił dr Legieć.

Ponadto, w szpiczaku ogromne znaczenie ma moment zastosowania skutecznej terapii.

– Pacjenci, którzy kwalifikują się do CAR-T dzisiaj, za kilka miesięcy, ze względu na pogorszenie stanu klinicznego, mogą jej już nie otrzymać. Jako lekarz nie mogę się pogodzić z tym, że najlepsze leczenie w drugiej i trzeciej linii dla pacjentów ze szpiczakiem nie jest dostępne w naszym kraju, a jest finansowane ze środków publicznych już w 13 krajach europejskich, w tym u naszych sąsiadów – powiedział prof. Jurczyszyn.

Resort zdrowia zwrócił uwagę w odpowiedzi przesłanej PAP, że obecnie pacjenci chorzy na szpiczaka mają w ramach programu lekowego B.54. dostęp do wielu opcji terapeutycznych opartych na zastosowaniu w skojarzeniu kilku grup nowoczesnych leków. „Dodatkowo, w leczeniu od 4. linii w ramach programu lekowego B.54. objęte refundacją są innowacyjne przeciwciała bispecyficzne stosowane w monoterapii” – zaznaczyło Biuro Komunikacji MZ. Przeciwciała bispecyficzne, obok terapii CAR-T, stanowią przełomową metodę immunoterapii ukierunkowaną na limfocyty T. Ponadto, w najnowszym obwieszczeniu na 1 lipca br. objęto refundacją dwie kolejne terapie dedykowane chorym na szpiczaka plazmocytowego, podkreślono w piśmie.

– Jako lekarz zajmujący się tą chorobą od wielu lat doskonale widzę i doceniam ten postęp. Rozumiem także argument Ministerstwa Zdrowia, że środki publiczne są ograniczone, a decyzje refundacyjne muszą uwzględniać potrzeby pacjentów cierpiących na wiele różnych chorób – powiedział PAP prof. Jurczyszyn.

Zwrócił jednak uwagę, że liczba refundowanych terapii nie jest tym samym co możliwość zastosowania właściwej terapii u konkretnego chorego we właściwym momencie choroby. – Część wymienianych przez Ministerstwo Zdrowia nowoczesnych terapii ma inne miejsce w sekwencji leczenia, podczas gdy ciltacabtagen autoleucel jest przeznaczony dla ściśle określonej populacji chorych już po wcześniejszej terapii – wyjaśnił specjalista.

Tak jest między innymi w przypadku 43-letniego kardiologa Wojciecha Rycharda z Wrocławia. – U mnie szpiczak bardzo szybko nawrócił po pierwszej linii terapii, na drugą linię leczenia okazał się być oporny. Dlatego hematolodzy, z którymi się konsultowałem, ocenili, że najskuteczniejszą opcją leczenia dla mnie będzie CAR-T – wyjaśnił w rozmowie z PAP. Na obecnym etapie rozwoju choroby może ona przynieść najtrwalszą, najdłuższą remisję.

– Dzięki temu mam szasnę wrócić do normalnego życia zawodowego, społecznego. W moim przypadku zastosowanie terapii przeciwciałami bispecyficznymi nie tylko nie daje szansy na tak długą remisję, ale może też uniemożliwić mi w przyszłości skorzystanie z CAR-T lub sprawić, że będzie ona mniej skuteczna – podkreślił kardiolog, który w tydzień zebrał środki na prywatnej zbiórce na sfinansowanie tej metody leczenia.

– Przeszedłem już procedurę separacji komórek, które pojechały do laboratorium w Belgii, gdzie będą poddane modyfikacji i namnożeniu. Na przełomie września i października mam już otrzymać tę terapię – wyjaśnił.

W ocenie Rycharda nie wszystkim pacjentom, którzy wymagają tej metody leczenia, uda się uzbierać pieniądze. – Ale to nie tak powinno wyglądać. Przecież CAR-T jest finansowana w Polsce ze środków publicznych dla chorych na chłoniaki czy białaczki. Dlaczego chorzy na szpiczaka mieliby jej nie otrzymywać? – wskazał.

Jak zaznaczył prof. Jurczyszyn, fakt, że postepowanie dotyczące CAR-T nie jest definitywnie zakończone i obecnie toczy się postępowanie w drugiej instancji oznacza, że nadal istnieje przestrzeń do poszukiwania rozwiązania.

– Trwające postępowanie odwoławcze powinno zostać wykorzystane do rzeczywistego poszukiwania porozumienia. Dyskusja powinna się sprowadzać do pytania, czy można wypracować taki model finansowania, który uczyni ja dostępną dla precyzyjnie określonej grupy pacjentów i jednocześnie będzie akceptowalny dla płatnika publicznego – zaznaczył hematolog.

Jak ocenili eksperci, można w tym celu wykorzystać różne instrumenty dzielenia ryzyka, wprowadzenie precyzyjnych kryteriów kwalifikacji czy koncentrację leczenia w doświadczonych ośrodkach. – Można negocjować z firmą zwrot części kosztów w przypadku niepowodzenia tego leczenia czy bardzo wczesnego niepowodzenia – wskazał dr Legieć.

Hematolodzy podkreślili, że nie chodzi o finansowanie tej terapii tysiącom czy nawet setkom pacjentów, ale kilkudziesięciu precyzyjnie wybranym chorym.

Źródło: Nauka w Polsce

Jedna wizyta dziecka w gabinecie stomatologicznym mogła kosztować Narodowy Fundusz Zdrowia ponad 600 zł. W rozliczeniu pojawiały się jednocześnie usunięcie kamienia nazębnego, instruktaż higieny, badanie stomatologiczne i lakierowanie zębów. Problem w tym, że u małych dzieci twardy kamień nazębny występuje bardzo rzadko, a cały pakiet finansowany ze środków publicznych mógł kosztować więcej niż podobna usługa wykonywana prywatnie. NFZ postanowił uporządkować system. Od 1 września 2026 r. obowiązuje nowy pakiet profesjonalnej higienizacji dla dzieci i nowa wycena świadczeń.

Sprawa zwróciła uwagę Funduszu nie tylko ze względu na pojedyncze wysokie rozliczenia. NFZ odnotował wzrost liczby raportowanych świadczeń, a według danych Funduszu tylko w 2025 r. na tę pozycję przeznaczono ponad 500 mln zł.

Mechanizm był stosunkowo prosty. Gabinety mogły raportować podczas jednej wizyty kilka odrębnie wycenianych procedur, w tym usunięcie złogów nazębnych, badanie lekarskie, instruktaż higieny oraz lakierowanie zębów. Dodatkowo świadczenia udzielane dzieciom były objęte bonusem finansowym zwiększającym ich wycenę o 50 proc. W efekcie suma należności za jedną wizytę mogła przekraczać 600 zł.

Szczególne wątpliwości wzbudziło raportowanie usuwania kamienia nazębnego u dzieci. Jak wskazuje NFZ, twardy kamień nazębny u małych pacjentów pojawia się niezwykle rzadko, zwłaszcza na wczesnych etapach rozwoju. Nie oznacza to oczywiście, że dzieci nie wymagają profesjonalnej higienizacji. Problem dotyczył raczej konstrukcji i sposobu rozliczania świadczeń, które nie zawsze odpowiadały rzeczywistemu charakterowi zabiegów wykonywanych u najmłodszych pacjentów.

Skala wydatków skłoniła NFZ do zwrócenia się do Ministerstwa Zdrowia o doprecyzowanie zasad realizacji i finansowania profilaktycznych świadczeń stomatologicznych dla dzieci. Ministerstwo zleciło Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji przygotowanie nowej wyceny. W pracach uczestniczyła również prof. Dorota Olczak-Kowalczyk, konsultant krajowa w dziedzinie stomatologii dziecięcej.

Efektem jest nowy pakiet profesjonalnej higienizacji przeznaczony dla dzieci. Obejmuje usuwanie złogów miękkich, czyli m.in. osadu nazębnego i resztek pokarmowych, wraz z instruktażem prawidłowej higieny jamy ustnej. Pakiet może zostać uzupełniony o lakierowanie zębów.

Zmiana jest istotna także z punktu widzenia jakości świadczenia. AOTMiT określiła minimalny czas, jaki powinien zostać przeznaczony na jego realizację. Wizyta obejmująca instruktaż higieny ma trwać co najmniej 30 minut, natomiast pakiet bez instruktażu co najmniej 20 minut. Wprowadzenie minimalnego czasu ma ograniczyć sytuacje, w których kilka procedur jest formalnie rozliczanych podczas jednej wizyty, ale czas przeznaczony na pacjenta budzi wątpliwości co do możliwości ich pełnego wykonania.

Jednocześnie nowe stawki zastępują dotychczasowy mechanizm podwyższania o 50 proc. wyceny świadczeń wykonywanych u dzieci. To ważny element zmian, ponieważ pokazuje, że Fundusz nie rezygnuje z dodatkowego finansowania profilaktyki stomatologicznej najmłodszych, lecz próbuje powiązać pieniądze z konkretnie zdefiniowanym zakresem i czasem świadczenia.

Nowe rozwiązanie stawia jednak szersze pytanie o sposób finansowania publicznej stomatologii. Wysoka wartość rozliczenia nie musi sama w sobie oznaczać nieprawidłowości, podobnie jak cena świadczenia komercyjnego nie jest automatycznie właściwym punktem odniesienia dla taryfy NFZ. Publiczny płatnik finansuje świadczenia według określonych produktów rozliczeniowych, a nie cenników prywatnych gabinetów. Jeżeli jednak sposób łączenia kilku procedur powoduje, że ich łączna wartość znacząco przewyższa koszt porównywalnej usługi na rynku, a jednocześnie gwałtownie rośnie liczba takich rozliczeń, jest to sygnał, że konstrukcja finansowania wymaga ponownej oceny.

W tym przypadku skala była wystarczająca, by uruchomić proces taryfikacji. Projekty nowych zasad były konsultowane społecznie na początku maja i ponownie pod koniec lipca 2026 r., a po analizie uwag prezes NFZ wydał zarządzenie nr 95/2026/DSOZ. Nowe zasady obowiązują od 1 września. Nie jest to więc zapowiedź ani projekt, lecz rozwiązanie już wdrożone do systemu.

Zmiany nie kończą jednak porządkowania wycen w stomatologii. NFZ informuje, że AOTMiT planuje również przegląd taryf dotyczących stomatologii zachowawczej, w tym wypełnień. Może to być znacznie szersza dyskusja, ponieważ problemy publicznej stomatologii nie sprowadzają się wyłącznie do ryzyka nadmiernego finansowania niektórych kombinacji świadczeń. Od lat równie istotnym pytaniem pozostaje to, czy wycena innych procedur jest wystarczająca, aby gabinetom opłacało się wykonywać je w ramach kontraktu z NFZ.

Historia pakietu higienizacyjnego pokazuje więc dwie strony tego samego problemu. System musi chronić publiczne pieniądze przed sytuacjami, w których konstrukcja rozliczeń pozwala uzyskać nieproporcjonalnie wysoką zapłatę za pojedynczą wizytę. Jednocześnie taryfy muszą być na tyle realistyczne, by pacjent rzeczywiście miał gdzie skorzystać z gwarantowanego świadczenia. W stomatologii dziecięcej szczególne znaczenie ma jeszcze trzeci element: profilaktyka powinna być nie tylko właściwie wyceniona, ale przede wszystkim rzeczywiście wykonywana.

Źródło: NFZ

31 sierpnia br. w PAP odbyła się konferencja prasowa zorganizowana przez Roche Polska pt. „Dorosłość z hemofilią A bez inhibitora: od wyzwań systemowych do rozwiązań”. Zaproszeni eksperci oraz przedstawiciel firmy rozmawiali o potrzebie indywidualizacji leczenia i przedłużającym się procesie włączenia terapii podskórnej emicizumabem dla pacjentów z hemofilią A bez inhibitora do Narodowego Programu Leczenia Chorych na Hemofilię i Pokrewne Skazy Krwotoczne.  

Hemofilia A to rzadka, wrodzona i nieuleczalna choroba genetyczna. Jest związana z niedoborem czynnika krzepnięcia VIII. Powoduje samoistne krwawienia m.in. do stawów. Mogą one prowadzić do ich trwałego uszkodzenia, przewlekłego bólu i niepełnosprawności. Dlatego tak ważne jest leczenie profilaktyczne. Istotnym celem leczenia – bez względu na jego rodzaj i mechanizm działania – jest skuteczne zapobieganie krwawieniom i właśnie uszkodzeniom stawów. Dostęp do aktualnie zarejestrowanych, różnych leków jest kluczowy, ponieważ umożliwia personalizację leczenia, co pozwala dopasować rodzaj terapii do indywidualnych potrzeb, stanu zdrowia i stylu życia pacjenta. Tego typu podejście przekłada się na lepsze wyniki leczenia i poprawę jakości życia pacjentów.

Jedną z dostępnych form profilaktyki jest emicizumab – terapia podawana podskórnie, o udokumentowanej skuteczności w ramach badań klinicznych, jak i rzeczywistej praktyki klinicznej. Terapia została zarejestrowana w Unii Europejskiej ponad 8 lat temu. Od 2020 roku jest terapią zalecaną jako jedna z opcji profilaktycznych w wytycznych Światowej Federacji Hemofilii (ang. WFH, World Federation of Hemophilia) dla pacjentów z hemofilią A z inhibitorem, jak i bez niego. W 2025 r. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) umieściła ją na Liście Leków Podstawowych oraz Liście Leków Podstawowych dla Dzieci w części dotyczącej hemofilii.

Od 1 lipca 2024 r. dzieci do lat dwóch z umiarkowaną i ciężką hemofilią A niepowikłaną inhibitorem mogą korzystać z emicizumabu w programie lekowym B.15. Od 1 października 2025 r. limit wiekowy został rozszerzony dla dzieci i młodzieży do lat 18. W przypadku pacjentów dorosłych, dotychczas z terapii mogli korzystać tylko pacjenci z inhibitorem w ramach Narodowego Programu Leczenia Chorych na Hemofilię i Pokrewne Skazy Krwotoczne.

Resort zdrowia poinformował o zmianach

18 sierpnia br. Ministerstwo Zdrowia zaktualizowało Narodowy Program Leczenia Chorych na Hemofilię i Pokrewne Skazy Krwotoczne na lata 2024–2028. W ramach wprowadzonych zmian, dostęp do emicizumabu zyskali pacjenci z hemofilią A bez inhibitora, którzy po ukończeniu 18 r.ż., w chwili przejścia z ośrodka pediatrycznego do ośrodka dla dorosłych otrzymywali tę terapię w ramach programu lekowego B.15 „Zapobieganie krwawieniom u dzieci z hemofilią A i B” oraz pacjenci, którzy uczestniczyli w badaniach klinicznych nad tym lekiem, a następnie zostali objęci programem PTAP (Post Trial Access Program).

Do tej pory po ukończeniu 18 r.ż. chory przechodził do systemu leczenia dorosłych, jednak w Narodowym Programie Leczenia Chorych na Hemofilię i Pokrewne Skazy Krwotoczne pacjenci z umiarkowaną i ciężką postacią hemofilii A bez inhibitora nie mieli dotychczas dostępu do terapii podskórnej i stali przed wizją powrotu do terapii dożylnej – bez względu na ich stan zdrowia i skuteczność dotychczasowego leczenia. Aktualizacja Narodowego Programu z dn. 18.08.2026 r.  umożliwia kontynuację leczenia podskórnego po ukończeniu 18 roku życia. Polskie Towarzystwo Onkologów i Hematologów Dziecięcych od miesięcy zabiegało o uregulowanie kwestii ciągłości leczenia dla pacjentów z hemofilią po osiągnięciu pełnoletności.

– W podobnym gremium jakieś półtora miesiąca temu, wskazywałem i pytałem, czym się różni dziecko, które ma 17 lat, od tego samego dziecka, które kończy 18 lat, gdzie nagle okazuje się, że z leczenia podskórnego to dziecko musi przejść na leczenie dożylne, na przykład w czasie, kiedy właśnie będzie podchodziło do matury. I wtedy to pytanie pozostało bez odpowiedzi. My wiemy, że się niczym nie różni, ale na szczęście od sierpnia tego roku mamy dla dzieci, a w rzeczywistości dla młodych dorosłych, opcje terapeutyczne przedłużenia tego, co było w pediatrii. Czyli jeśli od października 2025 roku mamy możliwość – z punktu widzenia lekarzy i pacjentów i ich rodziców – wyboru terapii, to ten wybór może być utrzymany również po 18. roku życia – zaznaczył prof. Wojciech Młynarski, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Onkologii i Hematologii Dziecięcej.

Leczenie dla wybranych grup pacjentów

Wprowadzone w ostatnim czasie zmiany nie objęły jednak całej populacji pacjentów,  wśród których wielu z nich niezmiennie potrzebuje nowych terapii. Pacjenci z hemofilią A niepowikłaną inhibitorem, którzy w listopadzie 2025 r. mieli więcej niż 18 lat i nie spełniali kryterium programu lekowego, nadal według kryteriów Narodowego Programu nie mają możliwości personalizacji leczenia. Jedynym, obecnie dostępnym dla nich lekiem do stosowania w leczeniu profilaktycznym, jest koncentrat czynnika krzepnięcia podawany dożylnie.

– Chcielibyśmy mieć dostęp dla chorych na hemofilię do terapii zarejestrowanych, do terapii nowocześniejszych i skuteczniejszych niż to, co w tej chwili im możemy zaoferować. W Polsce dzieje się to bardzo powoli, bardzo małymi krokami, można powiedzieć, że nawet troszkę pozornymi, tak jak ostatnie zmiany, które zostały wprowadzone w Narodowym Programie Leczenia Hemofilii. Realnie nadal dla ogromnej większości pacjentów z hemofilią ciężką nie mamy dostępu do terapii podskórnych. Ten przełom, czyli możliwość zmiany z profilaktyki dożylnej, przynajmniej u części pacjentów, którzy takiej zmiany wymagają, dokonał się już ładnych parę lat temu. Nie każdy chory wymaga tej zmiany, ale u tych, u których mamy niewystarczającą skuteczność leczenia, u których jakość życia jest zła, bardzo chcielibyśmy jedną z dostępnych terapii podskórnych wprowadzić. (…) Cała Europa stosuje te leki. My oczywiście wiemy, że też powinniśmy. Pacjenci nas o to pytają i mają do tego prawo. Każdy z nas, zajmując się tymi pacjentami szeroko i od wielu lat, bo tak działają ośrodki leczenia hemofilii, że mamy swoją grupę pacjentów, którą się opiekujemy – dokładnie wie, którzy pacjenci najbardziej cierpią na obecnej terapii – podkreśliła dr Joanna Zdziarska z Ośrodka Leczenia Hemofilii w Krakowie.

Proces trwa od 2022 roku

Roche Polska od 2022 r. zabiega o rozszerzenie możliwości stosowania emicizumabu u pacjentów z ciężką i umiarkowaną hemofilią A bez inhibitora. Proces był prowadzony w programie lekowym i Narodowym Programie Leczenia Chorych na Hemofilię i Pokrewne Skazy Krwotoczne – w BIP AOTMiT widnieje aż 5 zleceń dla tego leku na przestrzeni ostatnich 4 lat.

W listopadzie 2025 r. Prezes AOTMiT wydał pozytywną opinię dotyczącą udostępnienia emicizumabu w ramach Narodowego Programu Leczenia Chorych na Hemofilię i Pokrewne Skazy Krwotoczne dla pacjentów dorosłych z hemofilią niepowikłaną obecnością inhibitora FVIII. Do tej pory prace resortu zdrowia tylko częściowo odpowiadają na potrzeby ww. grupy pacjentów.

– Czynniki to jest ogromne dobrodziejstwo. Nasi pacjenci mają możliwość stosowania terapii dożylnej, ale to nie jest złoty środek. Wiemy, że są pacjenci, którzy pomimo przyjmowania leku regularnie, mają krwawienia. Zdarza się tak, że ci pacjenci krwawią powyżej 4-5 razy w miesiącu, są to pacjenci o tak zwanym wysokim fenotypie krwotocznym. Terapia podskórna została zaakceptowana przez Światową Federację Hemofilii, jak również wpisana przez Światową Organizację Zdrowia w 2025 roku na listę leków podstawowych. (…) Średnia życia pacjentów z hemofilią wydłuża się, musimy mieć podejście holistyczne do tych pacjentów, bo nasi pacjenci starzeją się, będą mieli dodatkowe choroby, będą również potrzebowali innych terapii – powiedziała dr n. med. Justyna Kozińska, z Kliniki Hematoonkologii i Transplantacji Szpiku, Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Oferta Roche Polska przewiduje zabezpieczenie budżetu NFZ

Firma Roche Polska już wiele miesięcy temu zaproponowała Ministerstwu Zdrowia warunki finansowe, które nie powodują wzrostu wydatków Narodowego Funduszu Zdrowia. Oferta zawiera mechanizmy zabezpieczające budżet płatnika publicznego, dzięki którym terapia może być wdrożona bez dodatkowego obciążenia finansów publicznych, tj. w ramach środków już zaplanowanych na leczenie hemofilii w aktualnej edycji Narodowego Programu Leczenia Chorych na Hemofilię i Pokrewne Skazy Krwotoczne, realizowanego w latach 2024-2028. Wprowadzenie emicizumabu jako opcji do leczenia całej populacji chorych niepowikłanych inhibitorem będzie skutkowało obniżeniem wydatków na produkty lecznicze stosowane w hemofilii A w pierwszym roku od wprowadzenia terapii o ok. 50 mln zł w stosunku do planowanych wydatków na ten cel. Wynika to m.in. z dostosowania planów zakupowych do rzeczywistego zapotrzebowania, obniżenia ceny leku po jego włączeniu do Narodowego Programu oraz określonej, dzięki kryteriom włączenia, liczbie pacjentów. Propozycja przewiduje również mechanizmy zabezpieczające Narodowy Fundusz Zdrowia przed nieoczekiwanym wzrostem kosztów, gdyby zużycie leku okazało się większe niż wynikające z opinii ekspertów klinicznych uwzględnionych w ocenie AOTMiT. Firma Roche deklaruje pokrycie ewentualnych przekroczeń ponad uzgodnione progi wydatków. 

– Chciałbym tu obalić pewien mit, że leczenie innowacyjne jest bardzo drogie, że nas na to nie stać. (…) Mamy instrumenty dzielenia ryzyka, które możemy zaproponować, które są zgodnie z prawem, które są ocenione przez Agencję Oceny Technologii Medycznych, które uzyskały pozytywną opinię Prezesa, wypełniliśmy wszystkie warunki, które prowadzą do finansowania leku w Polsce. Więc usiądźmy, dyskutujmy o tych pieniądzach, zobaczmy, co możemy zrobić my jako producent, żebyście Państwo byli pewni, że ten budżet się nie zawali, że to jest racjonalne i w długim okresie możliwe do zaopiekowania. Warto podjąć ten wysiłek, by odpowiedzieć na postulaty klinicystów i potrzeby pacjentów, umożliwić wybór leku. (…) Jeżeli budżet zostanie przekroczony, firma Roche bierze na siebie ryzyko i zwróci 100% przekroczenia budżetowego zgodnie z ustalonymi progami. Warunki się nie zmieniły, oferta jest na stole. (…) Firma odpowiedzialna za lek powinna być włączona w dialog, to pomoże przerwać trwający od lat impas. Nasz aktywny udział ułatwi wypracowanie rozwiązań systemowych – można mnożyć przykłady wielu innych leków innowacyjnych, które dzisiaj są w refundacji dlatego, że Ministerstwo i firma razem pracowali nad rozwiązaniami. (…) Ministerstwo Zdrowia doskonale zna instrumenty dzielenia ryzyka i sprawnie się nim posługuje – według oficjalnych danych, tylko w 2025 roku mechanizmy te wygenerowały dla budżetu oszczędności rzędu 2,5 miliarda złotych – skomentował Krzysztof Adamcewicz, Dyrektor Działu Strategii Rozwoju Rozwiązań Systemowych i Komunikacji, Roche Polska.

Podczas dyskusji eksperci wskazali, że udostępnienie terapii większej liczbie pacjentów daje możliwość dodatkowego obniżenia ceny. Przykład jednej z omawianych terapii podskórnych wskazuje na sukcesywny spadek jej ceny, która w ciągu trzech lat – do 2025 roku – uległa obniżce o około 26%. Według danych Roche Polska nowa oferta stwarza przestrzeń do dalszej redukcji ceny oraz wdrożenia instrumentów dzielenia ryzyka.

Leczenie hemofilii ma również wymiar społeczny i ekonomiczny

Mimo, że hemofilią jest chorobą rzadką, to generuje istotne koszty ekonomiczne i społeczne. Roczne koszty bezpośrednie ponoszone przez system wynoszą 521 mln zł. Pacjenci i ich rodziny ponoszą znaczące obciążenia finansowe – 10 mln zł wydatków bezpośrednich oraz 134 mln zł kosztów pośrednich, wynikających z obniżonych przychodów gospodarstw domowych. Łącznie daje to ponad 140 mln zł rocznie ponoszonych bezpośrednio przez chorych i ich bliskich[1].

– Choroba, bądź brak choroby, bądź określony stan pacjenta to nie tylko to, ile my wydajemy na jego leczenie, czyli wydatki bezpośrednie NFZ. (…) Chory, w zależności od jego stanu i od jakości życia, z którą żyje, również generuje koszty. To są koszty związane z utraconą produktywnością. Czyli w im gorszym stanie jest ten chory, to albo będzie mniej pracował, albo w ogóle nie będzie pracował, bo będzie niepełnosprawny. Problem polega na tym, że my dzisiaj bardzo mało patrzymy z tej perspektywy. (…) Tak jak dbając o przyszłość naszych dzieci nie myślimy o lekcjach angielskiego, zajęciach sportowych wyłącznie z perspektywy, ile na nie wydajemy, a uznajemy to za inwestycję w przyszłość, tak samo innowacyjna terapia to jest pewnego rodzaju inwestycja. To nie jest tak, że ta innowacyjność i kosztoefektywność tych terapii to jest jakaś jednostronna narracja tylko i wyłącznie producenta. To jest zbadane w procesie bardzo transparentnym HTA, w którym wychodzi, że faktycznie to jest kosztoefektywna terapia w warunkach polskich i ona powinna być refundowana. (…) Z jednej strony buduje się narrację, że jesteśmy 20. gospodarką świata. (…) A z drugiej strony, chcąc być tą 20. gospodarką świata, czy aspirując do takiego grona krajów, jest taka sytuacja jak w hemofilii – jesteśmy jedynym krajem, w którym nie zapewniamy pacjentom pełnego dostępu do innowacyjnych terapii, a tak naprawdę do wyboru innowacyjnych terapii – wskazywał dr Michał Seweryn, wiceprezes EconMed, współautor raportu pt. „Systemowa analiza organizacji i funkcjonowania leczenia pacjentów z hemofilią wraz z implementacją”.

Potrzeba dialogu

Pomimo skierowania zaproszenia przez organizatorów, w konferencji nie wzięli udziału przedstawiciele Departamentu Lecznictwa Ministerstwa Zdrowia, odpowiedzialnego za Narodowy Program Leczenia Chorych na Hemofilię i Pokrewne Skazy Krwotoczne. Roche Polska podczas spotkania zadeklarował gotowość do dalszych rozmów z resortem w celu wypracowania i wdrożenia rozwiązania, które poszerzy możliwości leczenia dorosłych pacjentów z hemofilią A bez inhibitora w taki sposób, by to lekarz i pacjent mogli wspólnie decydować o sposobie leczenia w zależności od sytuacji klinicznej chorego i jego potrzeb. Bez dostępu do różnych leków stosowanych aktualnie w hemofilii A trudno mówić o personalizacji leczenia.

Źródło: inf pras

Rada Przejrzystości AOTMiT pozytywnie oceniła objęcie refundacją ibrutynibu w leczeniu wcześniej nieleczonych chorych na chłoniaka z komórek płaszcza, którzy kwalifikują się do autologicznego przeszczepienia krwiotwórczych komórek macierzystych. Nowa strategia zakłada dołączenie inhibitora BTK do intensywnego leczenia pierwszej linii, a następnie dwuletnią terapię podtrzymującą. Rada wskazała jednocześnie na potrzebę odpowiednich zapisów programu lekowego oraz instrumentu dzielenia ryzyka.

Rada Przejrzystości Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji 17 sierpnia 2026 r. jednogłośnie przyjęła pozytywne stanowisko w sprawie refundacji ibrutynibu w ramach programu lekowego B.12.FM „Leczenie chorych na chłoniaki B-komórkowe”. Za przyjęciem stanowiska głosowało wszystkich 10 członków Rady uczestniczących w głosowaniu.

Ocena dotyczy zastosowania leku u określonej grupy pacjentów z chłoniakiem z komórek płaszcza (MCL) – chorych wcześniej nieleczonych, którzy spełniają kryteria kwalifikacji do autologicznego przeszczepienia krwiotwórczych komórek macierzystych (ASCT).

Rzadki i agresywny chłoniak

Chłoniak z komórek płaszcza (mantle cell lymphoma, MCL) jest rzadkim i agresywnym nowotworem wywodzącym się z limfocytów B. Według danych przytoczonych przez AOTMiT stanowi od 3 do 10 proc. nowych przypadków chłoniaków nieziarniczych. Częstość jego występowania w Europie i Stanach Zjednoczonych szacowana jest na około 1–2 przypadki na 100 tys. osób.

Choroba znacznie częściej występuje u mężczyzn – stosunek zachorowań mężczyzn do kobiet wynosi około 3:1. W momencie rozpoznania pacjenci mają zazwyczaj od 60 do 70 lat. AOTMiT określa MCL jako chorobę obecnie nieuleczalną, mimo postępu, jaki dokonał się w jej leczeniu.

Ibrutynib jest inhibitorem kinazy tyrozynowej Brutona (BTK), enzymu uczestniczącego w przekazywaniu sygnałów istotnych dla funkcjonowania komórek B. Zahamowanie BTK ogranicza szlaki zaangażowane m.in. w proliferację i przeżycie nowotworowych komórek B.

Ibrutynib już na początku leczenia

Rozpatrywany przez AOTMiT schemat przesuwa zastosowanie ibrutynibu do leczenia wcześniej nieleczonych chorych kwalifikujących się do ASCT.

Terapia indukująca obejmuje ibrutynib w skojarzeniu ze schematem R-CHOP w 1., 3. i 5. cyklu leczenia, stosowanym naprzemiennie ze schematem R-DHAP lub R-DHAOx bez ibrutynibu w cyklach 2., 4. i 6. Następnie przewidziano dwuletnie leczenie podtrzymujące ibrutynibem – w monoterapii lub opcjonalnie w skojarzeniu z rytuksymabem.

Rada Przejrzystości uznała za zasadne finansowanie ibrutynibu w tym wskazaniu w ramach istniejącej grupy limitowej i bezpłatne wydawanie leku pacjentom. Pozytywne stanowisko zostało jednak uzależnione od wprowadzenia instrumentu dzielenia ryzyka co najmniej na poziomie obowiązującym obecnie w programie B.12.FM.

Rada zwróciła również uwagę na potrzebę zmiany projektu programu lekowego w zakresie leczenia podtrzymującego rytuksymabem. Zapisy powinny umożliwiać prowadzenie tej terapii przez trzy lata, zgodnie z aktualnymi wytycznymi klinicznymi.

Badanie TRIANGLE podstawą oceny

Istotnym źródłem danych klinicznych uwzględnionych w ocenie jest badanie TRIANGLE, dotyczące leczenia pierwszej linii młodszych chorych z MCL kwalifikujących się do intensywnej terapii.

Jednocześnie AOTMiT wskazuje na ograniczenia dostępnych danych. Wśród najważniejszych wymienia niedojrzałość wyników badania TRIANGLE oraz brak danych dotyczących jakości życia. Niepewności dotyczą również modelowania śmiertelności, kolejnych linii leczenia i skuteczności terapii stosowanych w dalszym przebiegu choroby.

Zastrzeżenia te mają znaczenie szczególnie przy ocenie długoterminowych efektów klinicznych i ekonomicznych nowej strategii. Nie zmieniły jednak pozytywnej oceny Rady Przejrzystości.

Stanowisko Rady Przejrzystości jest jednym z etapów procesu oceny technologii medycznej i nie oznacza jeszcze objęcia terapii refundacją.

Źródło: Protokół z posiedzenia Rady Przejrzystości AOTMiT nr 34/2026 z 17 sierpnia 2026 r.; Stanowisko Rady Przejrzystości nr 116/2026.

16-krotność najniższej krajowej to maksymalne możliwe wynagrodzenie pracownika medycznego, dopuszczalna będzie praca na maksymalnie dwóch etatach. Większa odpowiedzialność po stronie personelu medycznego i zarządzających placówkami. Projekt ustawy skierowano do konsultacji publicznych.

– Sytuacja wymaga uporządkowania i uszczelnienia systemu ochrony zdrowia, aby zaopiekować pacjentów i personel medyczny pod kątem bezpieczeństwa i ciągłości czasu pracy – podkreśla wiceminister Tomasz Maciejewski.

Nowe zasady zatrudniania i wynagradzania pracowników medycznych, w tym limity zarobków i raportowanie rzeczywistych grafików pracy to rozwiązania nowego projektu ustawy z pakietu zmian w ochronie zdrowia. Przepisy przewidują także rozszerzone kompetencje kontrolne NFZ.  Bezpieczeństwo pacjentów zostanie wzmocnione odpowiednimi regulacjami czasu pracy personelu medycznego i nowymi mechanizmami kontrolnymi, aby ograniczyć nieprawidłowości i poprawić jakość i dostępność świadczeń.

24 lipca br. został opublikowany i skierowany do konsultacji projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw. To odpowiedź na rosnące koszty świadczeń zdrowotnych i narastającą presję płacową w podmiotach medycznych.

Regulacja wynagrodzeń pracowników medycznych

Projektowana ustawa wprowadza zakaz ustalania wynagrodzenia pracownika medycznego jako udziału procentowego w kwocie kontraktu świadczeniodawcy z NFZ. Jednocześnie określone zostały maksymalne stawki wynagrodzenia – stawka godzinowa brutto nie będzie mogła przekroczyć 1/20 minimalnego wynagrodzenia za pracę, a maksymalne miesięczne wynagrodzenie z tytułu świadczeń objętych umową z NFZ zostanie ustalone jako iloczyn wymiaru czasu pracy oraz ośmiokrotności minimalnego wynagrodzenia.

Projekt przewiduje możliwość przyznania wynagrodzenia wykraczającego poza podstawowy limit, głównie z myślą o sytuacjach w których pracownik – obok udzielania świadczeń zdrowotnych – będzie pełnił inne odpowiedzialne zadania, np. będzie ordynatorem oddziału. Zadania te muszą zostać jednak szczegółowo opisane. Dodatkowe wynagrodzenie będzie mogło zostać przyznane również w związku z udzielaniem świadczeń wymagających szczególnych umiejętności lub wiążących się z ponadstandardowym obciążeniem pracą.

Podsumowując, jeżeli pracownik medyczny podejmuje jeden etat to w wymiarze maksymalnym zarobi 38 448 zł brutto. Jeśli pracuje w wymiarze jednego etatu i pełni dodatkowe funkcje np. ordynatora oddziału, to maksymalnie z dodatkami może zarobić 12-krotność najniższej krajowej, czyli na dziś 57 672 zł brutto. Jeśli z kolei planowałby podjąć jeszcze kolejne, dodatkowe działania w opiece nad pacjentami, to jego całościowy zarobek nie będzie mógł przekroczyć 76 896 zł. Maksymalny czas wymiaru pracy to zawsze łącznie dwa etaty i maksymalnie w każdej sytuacji to 16-krotność najniższej krajowej.

Za przekroczenie ustalonych limitów przewidziano grzywnę nakładaną na kierownika podmiotu leczniczego. Maksymalna wysokość kary mogłaby wynieść nawet 30 tys. zł. Celem tych regulacji jest ograniczenie mechanizmu automatycznego wzrostu wynagrodzeń w ślad za podwyżkami wyceny świadczeń, powstrzymanie narastającej presji płacowej w publicznej ochronie zdrowia oraz zwiększenie liczby świadczeń możliwych do sfinansowania przez NFZ w ramach dostępnych środków.

Zasady zatrudniania pracowników medycznych

Projekt wprowadza zasadę, zgodnie z którą łączny wymiar czasu pracy pracownika medycznego u wszystkich zatrudniających go świadczeniodawców nie będzie mógł przekraczać wymiaru czasu pracy równego dwóm etatom. Osoba udzielająca świadczeń w ramach leczenia szpitalnego lub AOS w poradni przyszpitalnej będzie musiała być zatrudniona u danego świadczeniodawcy w wymiarze co najmniej połowy etatu, a podjęcie zatrudnienia u kolejnego podmiotu będzie wymagało zgody pierwszego pracodawcy oraz zachowania tego samego minimalnego wymiaru czasu pracy (przychodnie w mniejszych miejscowościach – funkcjonujące poza szpitalem nie będą objęte tym ograniczeniem).

– Istotny będzie obowiązek ewidencjonowania czasu pracy i raportowania rzeczywistych grafików pracy do AOTMiT oraz wprowadzenie obowiązku oświadczeń przez pracowników, aby faktycznie wiedzieć, gdzie kto pracuje. Za poświadczenie nieprawdy będą groziły konsekwencje wynikające z kodeksu karnego – podkreśla wiceminister Tomasz Maciejewski.

Ograniczenie minimalnego zatrudnienia na co najmniej 1/2 wymiaru czasu pracy nie będzie miało zastosowania do świadczeń udzielanych w stanach nagłych w czasie pełnienia dyżurów medycznych. NFZ zachowa ponadto możliwość czasowego odstąpienia od tych wymogów w sytuacji braku dostępności odpowiednich kadr w danej dziedzinie medycyny. Wszystkie umowy z pracownikami medycznymi będą musiały obligatoryjnie określać zakres wykonywanych zadań, stawkę godzinową wynagrodzenia brutto oraz harmonogram godzin udzielania świadczeń. Za naruszenie tych zasad przewidziano sankcję w postaci grzywny nakładanej na kierownika podmiotu leczniczego, nawet do 30 tys. zł., natomiast umowy niespełniające nowych wymogów wygasną z mocy prawa z dniem 31 grudnia 2026 r.

Poszerzenie kompetencji kontrolnych NFZ

Fundusz uzyska podstawę prawną do pozyskiwania informacji od podmiotów leczniczych działających w sektorze komercyjnym, co ma umożliwić weryfikację rzeczywistej dostępności kadr medycznych w systemie powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego.

Istotną zmianą jest wprowadzenie oświadczeń co do wymiaru czasu pracy pod rygorem odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych wyjaśnień, co ma zapobiec składaniom fałszywych oświadczeń. Kompetencje do prowadzenia czynności sprawdzających zostaną skoncentrowane w Prezesie NFZ, który uzyska również prawo powoływania i odwoływania dyrektorów oddziałów wojewódzkich Funduszu. Projekt przewiduje ponadto ułatwienia w zatrudnianiu w NFZ specjalistów z wykształceniem medycznym, w tym na podstawie umów cywilnoprawnych, oraz zmianę zasad organizacji egzaminu kontrolerskiego, zwiększającą elastyczność kadrową Funduszu. W związku z rozszerzeniem zadań kontrolnych planowane jest zwiększenie zatrudnienia w NFZ o około 480 osób, w tym 432 w Departamencie Kontroli NFZ.

Nowe zadania Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji

Projekt rozszerza również kompetencje Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Prezes Agencji zyska możliwość inicjowania, za zgodą ministra zdrowia, prac nad taryfą świadczenia nieujętego w planie taryfikacji, co ma pozwolić szybciej reagować na zmiany kosztów. Agencja otrzyma także uprawnienie do weryfikacji, czy świadczeniodawcy prawidłowo stosują standard rachunku kosztów, oraz nowe, stałe zadanie polegające na cyklicznej analizie danych o kosztach osobowych – dotyczących około miliona osób zatrudnionych u ok. 17,6 tys. świadczeniodawców.

Źródło: MZ

Foto: MZ

Innowacyjne technologie zmieniają sposób ochrony pacjentów zagrożonych nagłym zgonem sercowym. Coraz częściej celem nie jest możliwie szybkie wszczepienie kardiowertera-defibrylatora (ICD), lecz wybór optymalnej strategii leczenia. O roli kamizelki defibrylującej i znaczeniu międzynarodowej współpracy towarzystw naukowych rozmawiamy z prof. Robertem Gilem, past prezesem Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
 
Jak rozpoczęła się współpraca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego z British Cardiovascular Society?

Prof. Robert Gil: Współpraca z British Cardiovascular Society jest naturalną konsekwencją naszych wcześniejszych projektów prowadzonych z włoskim towarzystwem ANMCO w obszarze zapobiegania nagłemu zgonowi sercowemu. Dziś wspólnie wymieniamy doświadczenia i pracujemy nad rozwiązaniami, które pozwalają szybciej wdrażać innowacyjne metody zapobiegania nagłemu zgonowi sercowemu do praktyki klinicznej.

Podczas sesji na czerwcowej konferencji The British Cardiovascular Society wiele mówiono o różnicach w kwalifikacji pacjentów do implantacji kardiowerterów-defibrylatorów (ICD) w różnych krajach Europy. Z czego one wynikają?

Różnice wynikają przede wszystkim z odmiennego podejścia do kwalifikacji pacjentów do różnych procedur medycznych. W Polsce lekarze opierają się głównie na obowiązujących rekomendacjach, które dają poczucie bezpieczeństwa zarówno lekarzowi, jak i pacjentowi. W efekcie częściej zapada decyzja o implantacji ICD. Z kolei w Wielkiej Brytanii większy nacisk kładzie się na wspólne podejmowanie decyzji z pacjentem i rozważenie wszystkich dostępnych możliwości leczenia. To pokazuje, że nowoczesna kwalifikacja nie polega na szybszym wszczepieniu urządzenia, ale na wyborze najlepszego rozwiązania dla konkretnego pacjenta.

Podczas tej samej sesji wiele mówiono również o kamizelce defibrylującej jako rozwiązaniu, które może zmienić sposób kwalifikacji pacjentów do implantacji ICD. Na czym polega ta zmiana?

Kamizelka defibrylująca daje lekarzowi czas na podjęcie właściwej decyzji. To nieinwazyjna technologia niewymagająca implantacji, a więc rozwiązanie odwracalne. Dzięki niej możemy ocenić skuteczność prowadzonego procesu leczenia i dopiero wtedy zdecydować, czy pacjent po 2–3 miesiącach terapii rzeczywiście wymaga trwałej implantacji ICD.

To bardzo ważna zmiana, ponieważ obowiązujące wskazania do implantacji ICD powstały ponad 20 lat temu. Od tego czasu diagnostyka, farmakoterapia i rehabilitacja kardiologiczna znacząco się rozwinęły. Dziś u części pacjentów możemy więc bezpiecznie odroczyć decyzję o implantacji, a niekiedy całkowicie jej uniknąć.

Czy kamizelka defibrylująca może ograniczyć liczbę implantacji ICD?

Jak wspomniałem, kamizelka defibrylująca daje lekarzowi czas na podjęcie właściwej decyzji. Daje nam szansę na skuteczne leczenie pacjenta i czas, aby ocenić, czy pacjent nadal spełnia wskazania do implantacji ICD. Dzięki temu możemy uniknąć pochopnych implantacji, dla których jeszcze do niedawna nie było realnej alternatywy klinicznej. U części chorych funkcja serca poprawia się na tyle, że implantacja ICD nie jest już konieczna. Korzystają na tym zarówno pacjenci, jak i system ochrony zdrowia, ponieważ unikamy niepotrzebnych zabiegów oraz związanych z nimi powikłań i kosztów.

Czy z tej technologii można dziś w Polsce korzystać w sposób optymalny?

Jeszcze nie. Obecny model wymaga każdorazowo uzyskania indywidualnej zgody płatnika publicznego, co wydłuża proces i stanowi dodatkowe obciążenie dla ośrodków. Procedurę można uprościć, aby ułatwić lekarzom i pacjentom dostęp do tej technologii.

Jednocześnie nie spotkałem się z przypadkiem, aby szpital, który złożył wniosek dotyczący pacjenta spełniającego wskazania do zastosowania kamizelki defibrylującej, nie otrzymał zgody na jej finansowanie ze względów merytorycznych. To pokazuje, że obecny mechanizm działa, choć wymaga uproszczenia.

Polskie Towarzystwo Kardiologiczne złożyło do Ministerstwa Zdrowia wniosek o objęcie kamizelki defibrylującej finansowaniem systemowym w lutym 2023 r. 30 stycznia 2024 r. rozwiązanie uzyskało pozytywną rekomendację Prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Naturalnym kolejnym etapem tego procesu jest włączenie kamizelki defibrylującej do koszyka świadczeń gwarantowanych.

Równie ważna jak dostęp do technologii, jest edukacja lekarzy i pacjentów. Świadomy pacjent powinien wiedzieć, że w wielu przypadkach istnieje możliwość bezpiecznego odroczenia decyzji o implantacji ICD i ponownej oceny wskazań po zakończeniu leczenia.

Prof. dr hab. n. med. Robert J. Gil, kierownik Kliniki Kardiologii PIM MSWiA, Immediate past President of PCS, Chair of the ESC EuroAsia Task Force for 2024-2026, ESC Board Councillor for term 2026-2028, Honorary Member of the British Cardiovascular Society

Źródło: inf pras

Pulmonologia przez lata pozostawała jedną z tych dziedzin medycyny, w których potrzeby pacjentów, możliwości kliniczne i realne finansowanie świadczeń nie zawsze spotykały się w jednym miejscu. Dotyczyło to zarówno diagnostyki raka płuca, jak i leczenia chorób układu oddechowego, w tym POChP, zapaleń płuc czy gruźlicy wielolekoopornej. Teraz pojawiają się konkretne daty, projekty rozwiązań i zmiany taryf, które mogą istotnie wpłynąć na organizację opieki nad pacjentami z chorobami płuc. Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Płuc omawiano m.in. wprowadzenie niskodawkowej tomografii komputerowej (NDTK) do koszyka świadczeń gwarantowanych, prace nad Lung Cancer Units, nowe zasady finansowania świadczeń pulmonologicznych, elastyczny tryb diagnostyki do 12 godzin oraz kierunki działań w Roku POChP.
Jak przypominała dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc i przewodnicząca Polskiej Koalicji Zdrowe Płuca, obecne zmiany są efektem dłuższego procesu. „Od pierwszego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Płuc w lutym 2024 roku konsekwentnie rozmawialiśmy o najważniejszych problemach pulmonologii – diagnostyce, leczeniu, niedocenionej specjalizacji, niskiej wycenie świadczeń i trudnej sytuacji finansowej oddziałów pulmonologicznych” – podkreślała.

NDTK od 1 października. Szansa na wcześniejsze wykrywanie raka płuca
Jedną z najważniejszych zapowiedzi jest uruchomienie ogólnopolskiego programu badań przesiewowych raka płuca z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej. Zgodnie z deklaracją Ministerstwa Zdrowia pacjenci mają realnie korzystać z programu od 1 października 2026 roku.

„Jesteśmy na ostatniej prostej do wprowadzenia nowego świadczenia profilaktycznego, czyli badań przesiewowych w kierunku raka płuca. Projekt rozporządzenia został już uzgodniony ze wszystkimi resortami i czeka jedynie na zakończenie ostatnich procedur legislacyjnych. Założeniem Ministra Zdrowia jest, aby od 1 października 2026 roku pacjenci mogli realnie korzystać z programu badań przesiewowych z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej” – mówiła Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora Departamentu Analiz i Strategii Ministerstwa Zdrowia.

Znaczenie tej decyzji podkreślał prof. Witold Rzyman, konsultant krajowy w dziedzinie chirurgii klatki piersiowej. „Badania przesiewowe w kierunku raka płuca z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej mają szansę ruszyć w Polsce 1 października 2026 roku. To największy postęp, jaki możemy zanotować w leczeniu raka płuca od kilkudziesięciu lat, ale pod jednym warunkiem – program musi zostać wdrożony skutecznie. Skutecznie oznacza przede wszystkim wysoką jakość jego realizacji” – zaznaczał.

Rak płuca nadal jest jednym z najgorzej rokujących nowotworów, przede wszystkim dlatego, że zbyt często jest wykrywany późno. Prof. Rzyman wskazywał, że „obecnie pięcioletnie przeżycie chorych na raka płuca wynosi około 15 proc., a ponad połowa pacjentów umiera w ciągu dwóch pierwszych lat od rozpoznania. Dzieje się tak dlatego, że choroba najczęściej wykrywana jest bardzo późno – u około 55 proc. chorych rozpoznawana jest już w IV stadium zaawansowania. Ten obraz może zmienić jedynie skuteczna profilaktyka – zarówno pierwotna, jak i wtórna”.

NDTK ma odwrócić te proporcje. „W codziennej praktyce tylko około 26 proc. przypadków raka płuca wykrywanych jest w pierwszym i drugim stadium zaawansowania. Tymczasem w programach badań przesiewowych odsetek ten sięga 84 proc. To właśnie o tę zmianę walczymy, ponieważ wykrycie nowotworu na wczesnym etapie daje realną szansę na całkowite wyleczenie” – mówił prof. Rzyman.

Polska nie zaczyna jednak od zera. Pierwsze programy badań przesiewowych rozpoczęły się już w 2008 roku, a w ciągu kolejnych dziesięciu lat w czterech ośrodkach – w Szczecinie, Gdańsku, Poznaniu i Warszawie – przebadano ponad 70 tysięcy osób. To doświadczenie, jak wskazywał prof. Rzyman, doprowadziło do opracowania krajowego konsensusu, programu pilotażowego i obecnego rozwiązania ogólnopolskiego.

Program NDTK musi być dostępny, ale też dobrze kontrolowany

Samo wpisanie NDTK do koszyka świadczeń nie wystarczy. Eksperci podkreślali, że kluczowe będą jakość badań, właściwa kwalifikacja pacjentów, standaryzacja opisów i zaangażowanie lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej.

„Skuteczny program badań przesiewowych musi opierać się na czterech filarach. Pierwszym jest udział co najmniej połowy osób z grup ryzyka, co można osiągnąć przede wszystkim dzięki współpracy z lekarzami podstawowej opieki zdrowotnej. Drugim jest system oceny jakości badań, trzecim standaryzacja opisów radiologicznych oraz całej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej, a czwartym długofalowa, dobrze zaplanowana promocja programu. Tylko wtedy możemy osiągnąć efekty porównywalne z najlepszymi światowymi programami badań przesiewowych” – wskazywał prof. Rzyman.

Podobnie mówiła prof. Edyta Szurowska, konsultant krajowa w dziedzinie radiologii i diagnostyki obrazowej. W jej ocenie jednym z najważniejszych warunków powodzenia programu jest przygotowanie radiologów do właściwej oceny badań. „Polska jest pod tym względem dobrze przygotowana dzięki programowi pilotażowemu realizowanemu w latach 2020–2023 oraz zakończonemu niedawno europejskiemu projektowi SOLACE. Chodzi o to, aby radiolog potrafił właściwie zinterpretować wykryty guzek płuca i nie kierował pacjentów niepotrzebnie na kolejne badania, które generują koszty i są dodatkowym obciążeniem dla chorych” – wyjaśniała.

Wspólnie z NFZ opracowano ustrukturyzowany opis badania SIMP-Lung, który ma wspierać lekarzy w podejmowaniu decyzji o dalszym postępowaniu. Prof. Szurowska zwracała również uwagę na konieczność ograniczenia dawki promieniowania. „Jeżeli chcemy objąć programem nawet około miliona osób z grup ryzyka, musimy zadbać o bezpieczeństwo całej populacji uczestniczącej w badaniach” – podkreślała.

Wysoka jakość ma być wzmacniana przez audyty, szkolenia i narzędzia cyfrowe. „Będziemy szkolić nie tylko radiologów, ale także lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej i pulmonologów, aby wiedzieli, kiedy kierować pacjentów na badania i jak interpretować ich wyniki. Równie ważna jest edukacja samych pacjentów – nasze doświadczenia z Gdańska pokazują, że dobrze prowadzona kampania informacyjna przekłada się na wysoką zgłaszalność do programu” – mówiła prof. Szurowska.

Resort zdrowia także wskazuje na jakość jako jeden z głównych warunków powodzenia programu. Jak mówiła Dominika Janiszewska-Kajka, „największym wyzwaniem po uruchomieniu programu będzie nie tylko jego wdrożenie, ale także zapewnienie odpowiedniej zgłaszalności oraz wysokiej jakości badań. Dlatego pracujemy nad mechanizmami oceny jakości, weryfikacją wyników oraz utworzeniem centralnego repozytorium badań we współpracy z Centrum e-Zdrowia. Chcemy, aby program był nie tylko dostępny, ale również skuteczny”.

Tomografia wykryje nie tylko raka płuca

Program NDTK może przynieść dodatkową korzyść: wcześniejsze wykrywanie innych chorób układu oddechowego. Radiolodzy, oceniając badania, mają zwracać uwagę nie tylko na guzki płuca, ale także na rozedmę czy zmiany śródmiąższowe.

„Program badań przesiewowych nie będzie służył wyłącznie wykrywaniu raka płuca. Podczas oceny tomografii będziemy zwracać uwagę również na rozedmę płuc, która może świadczyć o POChP, oraz na zmiany śródmiąższowe sugerujące śródmiąższowe choroby płuc. Uczestnicy programu otrzymają informację o konieczności dalszej diagnostyki także w tych kierunkach” – zapowiadała prof. Szurowska.

Dla pulmonologów to ważny element programu. Prof. Katarzyna Górska, przewodnicząca Sekcji Chorób Śródmiąższowych PTChP, podkreślała, że populacja objęta screeningiem raka płuca jest jednocześnie grupą ryzyka POChP i chorób śródmiąższowych płuc. „Wiek pacjentów i narażenie na dym tytoniowy są wspólnymi czynnikami ryzyka, a wiele z tych chorób rozpoznajemy dziś niestety zbyt późno, kiedy nasze możliwości terapeutyczne są już znacznie ograniczone” – mówiła.

Jak zaznaczała, europejskie i amerykańskie rekomendacje wskazują, że śródmiąższowe nieprawidłowości powinny znaleźć się w raporcie z badania przesiewowego. „Dzięki temu pacjent może zostać szybko skierowany do pulmonologa, który oceni, czy są to zmiany świadczące już o rozwijającym się włóknieniu płuc i czy wymagają dalszej diagnostyki lub leczenia” – wyjaśniała prof. Górska.

To istotne, ponieważ – jak wskazywała – około 50 proc. śródmiąższowych nieprawidłowości, które początkowo uznawane są za nieistotne klinicznie, w ciągu pięciu lat rozwija się w chorobę wymagającą leczenia. „Zbyt często trafiają do nas pacjenci z rozpoznaniem postawionym dopiero na etapie zaawansowanego włóknienia i niewydolności oddechowej, dlatego bardzo liczymy, że program badań przesiewowych pozwoli tę sytuację zmienić” – podkreślała.

Lung Cancer Units: projekt gotowy, konsultacje w najbliższych tygodniach

Drugim dużym obszarem zmian jest wdrożenie kompleksowej opieki nad pacjentami z nowotworami klatki piersiowej, czyli Lung Cancer Units. Projekt rozporządzenia jest już gotowy.

„Drugim dużym wyzwaniem jest wdrożenie kompleksowej opieki nad pacjentami z nowotworami klatki piersiowej, czyli Lung Cancer Units. Projekt rozporządzenia jest już gotowy i został omówiony ze środowiskiem ekspertów oraz zaakceptowany przez Krajową Radę Onkologii. Mamy nadzieję, że w najbliższych tygodniach zostanie skierowany do konsultacji publicznych, tak aby od 1 stycznia przyszłego roku nowe świadczenie mogło zostać wprowadzone do koszyka świadczeń gwarantowanych” – zapowiadała Dominika Janiszewska-Kajka.

Ośrodki pulmonologiczne podkreślają jednak, że wiele elementów kompleksowej opieki już dziś funkcjonuje w praktyce, choć bez formalnych ram Lung Cancer Units. Dr Marcin Grabicki z Kliniki Pulmonologii, Alergologii i Onkologii Pulmonologicznej w Poznaniu wskazywał, że diagnostyka raka płuca wymaga współpracy wielu specjalistów. „Kompleksowa diagnostyka raka płuca składa się z wielu elementów, a jednym z najważniejszych są badania obrazowe. Bez radiologów i wysokiej jakości diagnostyki obrazowej nie wyobrażamy sobie właściwego rozpoznawania raka płuca. Ich rola jest kluczowa nie tylko we wczesnym wykrywaniu nowotworu, ale również podczas wykonywania badań biopsyjnych, które są nieodzowne w dalszej diagnostyce” – mówił.

Kolejnym elementem są badania endoskopowe wykonywane przez pulmonologów i torakochirurgów. „W naszym ośrodku około 80 proc. takich badań wykonujemy ambulatoryjnie, dzięki czemu odciążamy łóżka szpitalne dla pacjentów wymagających hospitalizacji. Część pozostałych procedur realizujemy w trybie jednodniowym lub kilkugodzinnym, a pełna hospitalizacja jest zarezerwowana przede wszystkim dla najcięższych chorych” – wyjaśniał dr Grabicki.

Współczesna diagnostyka nie kończy się na samym potwierdzeniu nowotworu. „Obejmuje również badania genetyczne, badania laboratoryjne oraz ocenę czynności układu oddechowego, szczególnie u chorych kwalifikowanych do leczenia radykalnego. Musimy wiedzieć nie tylko, czy nowotwór można wyciąć, ale także czy pacjent jest w stanie bezpiecznie przejść leczenie operacyjne. Dzięki odpowiedniej organizacji większość tych etapów można przeprowadzić szybko i sprawnie, w dużej mierze w trybie ambulatoryjnym” – zaznaczał dr Grabicki.

W trakcie dyskusji podkreślano także, że rak płuca bardzo często nie jest jedynym problemem zdrowotnym pacjentów trafiających do ośrodków pulmonologicznych. Wielu chorych już wcześniej choruje na POChP, choroby śródmiąższowe płuc lub inne schorzenia układu oddechowego. U części pacjentów choroby współistniejące są wykrywane dopiero podczas diagnostyki raka płuca, w tym w ramach NDTK. Dlatego rola pulmonologów i torakochirurgów nie ogranicza się do rozpoznania nowotworu – obejmuje również całościową ocenę stanu układu oddechowego i planowanie dalszego postępowania.

Diagnostyka genetyczna, biopsja płynna i patomorfologia

W raku płuca dobrze zorganizowana diagnostyka musi obejmować nie tylko obrazowanie i pobranie materiału tkankowego, ale także badania patomorfologiczne i genetyczne. Jak zwracał uwagę dr hab. Szczepan Cofta, w Polsce nadal wymaga rozstrzygnięcia kwestia powiązania badań histopatologicznych z badaniami genetycznymi. „Wokół tego obszaru wciąż istnieją pewne napięcia organizacyjne, które wymagają refleksji i wypracowania spójnych rozwiązań, ponieważ oba elementy diagnostyki powinny być ze sobą ściśle powiązane” – mówił.

Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało działania dotyczące biopsji płynnej. „W odpowiedzi na postulaty ekspertów klinicznych 19 czerwca skierowaliśmy do Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia pismo dotyczące umożliwienia rozliczania biopsji płynnej w raku płuca w trybie ambulatoryjnym. Był to jeden z najczęściej zgłaszanych postulatów środowiska, ponieważ pozwoli na znacznie bardziej elastyczną organizację diagnostyki i ułatwi dostęp pacjentów do nowoczesnych badań” – wskazywała Dominika Janiszewska-Kajka.

Kolejnym elementem jest utrzymanie ciągłości badań patomorfologicznych w certyfikowanych jednostkach. „Aby zachować ciągłość wykonywania badań patomorfologicznych w jednostkach posiadających certyfikaty jakości, Minister Zdrowia podjął działania dwutorowe. Z jednej strony procedowane są zmiany ustawowe dotyczące systemu akredytacji, z drugiej skierowano do Prezesa NFZ wniosek o wydłużenie obowiązywania obecnych certyfikatów do czasu zakończenia nowych procedur akredytacyjnych. Dzięki temu uda się uniknąć przerwy w wykonywaniu i rozliczaniu tych badań” – mówiła przedstawicielka MZ.

Resort odniósł się również do nowych badań genetycznych, w tym kompleksowego profilowania genomowego. „Nowe badania genetyczne, w tym kompleksowe profilowanie genomowe (CGP) oraz kolejne testy molekularne, pozostają jednym z najważniejszych postulatów środowiska. Zielone światło do ich wdrożenia jest, jednak są to świadczenia kosztowne i wymagają odpowiedniego zabezpieczenia finansowego. Dlatego planujemy ich wprowadzenie w przyszłym roku, po odpowiednim zaplanowaniu wydatków wspólnie z Narodowym Funduszem Zdrowia i Ministerstwem Finansów” – zapowiadała Dominika Janiszewska-Kajka.

12 godzin zamiast kilku dni. Nowy tryb diagnostyki

Zmiany w pulmonologii nie dotyczą wyłącznie raka płuca i NDTK. Ważnym elementem jest nowy, elastyczny tryb realizacji świadczeń do 12 godzin, który ma umożliwić szybszą diagnostykę bez konieczności klasycznej hospitalizacji.

Jak mówiła Joanna Miszczak z Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, „przeprowadzone zmiany uporządkowały katalog produktów rozliczeniowych, zwiększyły jednorodność kliniczną i kosztową grup oraz pozwoliły lepiej dopasować poziom finansowania do rzeczywistych potrzeb pacjentów. Po raz pierwszy w pulmonologii wprowadzono również tzw. elastyczny tryb realizacji świadczeń, czyli możliwość diagnostyki w reżimie szpitalnym do 12 godzin, co ma usprawnić organizację opieki i skrócić ścieżkę diagnostyczną pacjenta”.

Ten kierunek ma znaczenie praktyczne. W trakcie dyskusji wskazywano, że zamiast kilku dni hospitalizacji wiele procedur będzie można przeprowadzić podczas dwóch krótkich, kilkunastogodzinnych pobytów. Szacowano, że dzięki sprawniejszej organizacji możliwe będzie objęcie diagnostyką nawet o około 30 proc. większej liczby pacjentów. Warunkiem jest jednak odpowiednie finansowanie i brak barier limitowych.

Od 1 lipca, jak wskazywała Dominika Janiszewska-Kajka, wprowadzono nowe rozwiązania umożliwiające bardziej elastyczną organizację leczenia szpitalnego. „Cieszy nas, że część ośrodków już wcześniej wdrażała takie rozwiązania organizacyjne, pokazując, że dobrze funkcjonujące, referencyjne jednostki potrafią skutecznie organizować opiekę nad pacjentami jeszcze przed zmianami legislacyjnymi” – podkreślała.

W dyskusji pojawił się również wątek centralnej e-rejestracji. Zwracano uwagę, że w pulmonologii samo oznaczenie skierowania jako „pilne” lub „stabilne” nie zawsze wystarcza do właściwego zaplanowania diagnostyki, ponieważ do tych samych poradni trafiają pacjenci z bardzo różnymi problemami – od podejrzenia raka płuca, przez niewydolność oddechową, po podejrzenie gruźlicy. Przedstawiciel Centrum e-Zdrowia wyjaśnił, że obecnie centralna e-rejestracja obejmuje jedynie wybrane świadczenia, a kolejne zakresy będą wdrażane etapowo.

Ponad 352 mln zł więcej na świadczenia pulmonologiczne

Jednym z najbardziej konkretnych elementów zmian są nowe taryfy. Joanna Miszczak oceniła, że to jedna z największych zmian w finansowaniu świadczeń pulmonologicznych. „Zmiany, które wspólnie udało się wypracować z klinicystami, Narodowym Funduszem Zdrowia i Ministerstwem Zdrowia, są bardzo obszerne. Nie boję się powiedzieć, że to pewnego rodzaju rewolucja w finansowaniu świadczeń, przede wszystkim w leczeniu szpitalnym. Równolegle prowadziliśmy również prace dotyczące ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, tak aby cały system był przygotowany do kolejnych zmian” – mówiła.

Łączny wzrost finansowania ma wynieść ponad 352 mln zł, czyli ok. 10 proc. więcej nakładów płatnika publicznego na ten obszar. „Choć część grup została przeorganizowana i w niektórych przypadkach finansowanie uległo obniżeniu, to bilans całej reformy pozostaje zdecydowanie dodatni, ponieważ dodatkowe środki trafiły tam, gdzie były najbardziej potrzebne” – wyjaśniała przedstawicielka AOTMiT.

Największe zwiększenie finansowania dotyczy leczenia zapaleń płuc, dychawicy oskrzelowej oraz POChP. „W tym obszarze nakłady wzrosły o ponad 200 mln zł, czyli o ponad 20 proc. Znacząco zwiększono również finansowanie leczenia ostrych infekcji dolnych dróg oddechowych i niepowikłanych zapaleń płuc – o blisko 150 mln zł, czyli o 67 proc., a w przypadku diagnostyki i leczenia POChP wzrost wyniósł ponad 52 mln zł, co oznacza zwiększenie finansowania o 54 proc.” – wskazywała Joanna Miszczak.

Zmiany taryf zostały już zaakceptowane przez ministra zdrowia, choć – jak zaznaczono – trwają jeszcze formalne procedury przewidziane ustawą. AOTMiT zapowiada również monitorowanie efektów reformy. „Mamy świadomość, że przy tak dużej reformie nie da się przewidzieć wszystkich sytuacji. Dlatego będziemy monitorować funkcjonowanie nowych produktów rozliczeniowych i po okresie ich obowiązywania przeprowadzimy ponowną taryfikację. Jeżeli okaże się, że pewne obszary wymagają korekty lub nie zostały właściwie zaadresowane, będziemy je sukcesywnie poprawiać” – mówiła Miszczak.

NFZ: finansowanie ma lepiej odzwierciedlać rzeczywistą diagnostykę

Narodowy Fundusz Zdrowia wskazuje, że celem zmian było bardziej precyzyjne opisanie rzeczywiście wykonywanych świadczeń. Arkadiusz Wachnik, naczelnik Wydziału Inicjacji Zmian w NFZ, podkreślał, że rozwiązania zostały przygotowane we współpracy ze środowiskiem pulmonologicznym i torakochirurgicznym. „Bez wsparcia ekspertów wiele z tych rozwiązań byłoby znacznie słabszych albo w ogóle nie udałoby się ich wdrożyć. Bardzo doceniamy zaangażowanie środowiska i jego aktywny udział w przygotowywaniu nowych rozwiązań” – mówił.

Jednym z głównych obszarów była diagnostyka. „Szczególną uwagę poświęciliśmy bronchoskopii oraz diagnostyce chorób nowotworowych, ponieważ dotychczasowe rozwiązania nie odzwierciedlały właściwie rzeczywistego zakresu wykonywanych świadczeń. Dlatego zdecydowaliśmy się na stworzenie pięciu odrębnych grup diagnostycznych – od najprostszej bronchoskopii po kompleksową diagnostykę pulmonologiczną” – tłumaczył Wachnik.

Nowe grupy mają różnicować zarówno zakres procedur, jak i poziom finansowania. „W dotychczasowej grupie rozliczeniowej nie było wymaganych konkretnych procedur diagnostycznych, natomiast obecnie finansowanie będzie odpowiadało rzeczywiście wykonanym badaniom i skali prowadzonej diagnostyki u danego świadczeniodawcy” – wskazywał przedstawiciel NFZ.

Ważną zmianą jest również lepsze finansowanie leczenia zapaleń płuc, w tym u pacjentów z ciężko upośledzoną odpornością. NFZ deklaruje przy tym, że obecna zmiana nie kończy prac. „Chcemy, aby przegląd zasad finansowania poszczególnych dziedzin medycyny odbywał się regularnie – docelowo nawet co dwa lata. Naszym celem jest stworzenie procesu, który będzie powtarzalny i pozwoli szybciej reagować na potrzeby kliniczne, tak aby środowisko medyczne nie musiało czekać na kolejne zmiany przez wiele lat” – mówił Arkadiusz Wachnik.

W trakcie dyskusji zwracano uwagę, że powodzenie reformy będzie zależało nie tylko od nowych wycen świadczeń, ale również od odpowiedniego zwiększenia ryczałtów i limitów finansowania. W przeciwnym razie szpitale, mimo lepiej wycenionych procedur, mogą szybciej wyczerpywać dostępne środki i przyjmować mniej pacjentów. Ten problem ma szczególne znaczenie dla szpitali monospecjalistycznych, które nie mogą równoważyć kosztów świadczeniami z innych dziedzin.

Rok POChP i dług diagnostyczny po pandemii

Zmiany w pulmonologii wpisują się również w obchody Roku POChP. Jak przypominała dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska, „Rok 2026 został ogłoszony Rokiem POChP przez Polskie Towarzystwo Chorób Płuc. Patronat nad tą inicjatywą objęli minister zdrowia, wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska, Światowa Organizacja Zdrowia oraz Główny Inspektor Sanitarny. Dla naszego środowiska jest to przede wszystkim czas przygotowania zaleceń, materiałów merytorycznych i działań edukacyjnych, które mają poprawić opiekę nad pacjentami z POChP”.

Dr Monika Franczuk z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc, reprezentująca Polskie Towarzystwo Chorób Płuc i Koalicję Polskie Zdrowe Płuca, zwracała uwagę, że pandemia COVID-19 pozostawiła po sobie istotny dług zdrowotny. „Pandemia COVID-19 pokazała, jak ważną rolę odgrywa pulmonologia, ale jednocześnie pozostawiła po sobie ogromny dług diagnostyczny i zdrowotny. Wiele oddziałów zostało przekształconych w oddziały covidowe, a skutki tych decyzji odczuwamy do dziś. Nadal musimy nadrabiać opóźnienia w diagnostyce i leczeniu pacjentów z chorobami układu oddechowego” – podkreślała.

POChP pozostaje jednym z najważniejszych wyzwań epidemiologicznych i organizacyjnych. „Dlatego zależy nam na optymalizacji ścieżki pacjenta, szerszym wdrożeniu opieki koordynowanej oraz większym zaangażowaniu lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, którzy najczęściej jako pierwsi mają kontakt z chorymi. To właśnie na tym etapie można najwcześniej rozpoznać chorobę i rozpocząć skuteczne leczenie” – mówiła dr Franczuk.

Środowisko postuluje także szerszy dostęp do nowoczesnych terapii, w tym terapii trójlekowych i leczenia biologicznego dla odpowiednio kwalifikowanych pacjentów z ciężką postacią POChP. Jednocześnie, jak wskazywała dr Franczuk, konieczne jest docieranie do osób z grup ryzyka, które często nie mają świadomości choroby. „Wielu pacjentów zna jedynie objawy, takie jak duszność, ale nie wie, że przyczyną może być przewlekła obturacyjna choroba płuc” – zaznaczała.

Kluczowa pozostaje spirometria. „Jednym z najważniejszych elementów wczesnego wykrywania POChP jest wykonywanie dobrej jakości badań spirometrycznych. Nie chodzi o samo wykonanie badania, ale o jego jakość i prawidłową interpretację. Dlatego chcemy popularyzować spirometrię zarówno wśród lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, jak i w społeczeństwie” – podkreślała dr Franczuk. Podczas wydarzenia towarzyszącego posiedzeniu w Sejmie wykonano ponad 150 badań spirometrycznych, co – jak wskazywała – potwierdza potrzebę takich działań profilaktycznych.

Pulmonologia potrzebuje ciągłości zmian

Z wypowiedzi przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia, AOTMiT, NFZ i środowiska klinicznego wynika, że pulmonologia wchodzi w okres znaczących zmian, ale ich skuteczność będzie zależała od wykonania szczegółów: jakości programu NDTK, realnej zgłaszalności, organizacji opisów radiologicznych, powiązania diagnostyki histopatologicznej z genetyczną, finansowania biopsji płynnej, wdrożenia Lung Cancer Units, działania trybu 12-godzinnego oraz dopasowania nowych taryf do realnych potrzeb ośrodków.

Nowe rozwiązania nie są więc pojedynczą decyzją administracyjną, ale próbą przebudowy ścieżki pacjenta z chorobami płuc – od profilaktyki i wczesnego wykrywania, przez szybką diagnostykę, po leczenie i dalszą opiekę.

Źródło: opracowanie własne na podstawie wypowiedzi ekspertów podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Płuc, które odbyło się 1 lipca 2026 r. w Sejmie RP. Posiedzenie zostało zorganizowane przez Parlamentarny Zespół ds. Chorób Płuc we współpracy z Polskim Towarzystwem Chorób Płuc i Polską Koalicją Zdrowe Płuca.
AI coraz śmielej wkracza do diagnostyki, badań klinicznych, zarządzania placówkami medycznymi i komunikacji z pacjentami. Podczas konferencji AI&MEDTECH CEE eksperci zgodnie podkreślali jednak, że o sukcesie technologicznej transformacji nie zdecydują same algorytmy, lecz jakość danych, odpowiednie regulacje, bezpieczeństwo pacjentów i umiejętne włączenie sztucznej inteligencji do codziennej praktyki klinicznej.
09 czerwca 2026 roku w Centrum Konferencyjnym ADN odbyła się VI edycja konferencji AI&MEDTECH CEE, poświęcona sztucznej inteligencji w ochronie zdrowia. Podczas konferencji przedstawiciele administracji publicznej, instytucji zdrowotnych, środowiska naukowego oraz firm technologicznych dyskutowali o możliwościach i wyzwaniach związanych z wdrażaniem AI.

Otwierając część merytoryczną, Tomasz Maciejewski, Podsekretarz Stanu Ministerstwa Zdrowia zaznaczył, że dyskusja o AI w medycynie nie dotyczy już odległej przyszłości. „Sztuczna inteligencja to już nie jest futurystyka. To już nie jest dyskusja o odległej przyszłości, bo to się już dzieje tu i teraz” – mówił.

Podczas rozmowy moderowanej przez Dianę Żochowską z Tomaszem Maciejewskim dyskutowano o tym, czy obecne polityki publiczne są w stanie nadążyć za tempem rozwoju technologii. Jednym z najważniejszych tematów była potrzeba tworzenia regulacji, które jednocześnie wspierają innowacje i gwarantują bezpieczeństwo pacjentów.

Istotnym wątkiem konferencji była rola państwa i instytucji publicznych w tworzeniu warunków dla bezpiecznego wdrażania AI. Ewelina Gładki, Kierująca realizacją budowy Platformy Usług Inteligentnych w Centrum e-Zdrowia zaprezentowała PUI jako centralny system umożliwiający podmiotom leczniczym korzystanie z certyfikowanych modeli AI bez konieczności samodzielnego budowania złożonej infrastruktury. Jak wskazano, celem platformy jest wsparcie diagnostyki, szczególnie w obszarach, w których występują niedobory specjalistów. „Sztuczna inteligencja ma pomóc i wesprzeć radiologa, aby mógł skupić się na tym, co najbardziej istotne” – podkreślała podczas prezentacji.

Joanna Miszczak, Kierownik Działu Raportów i Działu JGP, Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji omówiła zagadnienia związane z wyceną innowacyjnych wyrobów medycznych. Wskazała, że rozwój sztucznej inteligencji wymaga również zmian w mechanizmach finansowania i oceny nowych technologii. Temat finansowania systemu ochrony zdrowia został rozwinięty podczas rozmowy Diany Żochowskiej z Michałem Dzięgielewskim, Pełnomocnikiem Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia. Dyskusja dotyczyła możliwości finansowania rozwiązań cyfrowych oraz tworzenia zachęt dla placówek wdrażających innowacje.

W części dotyczącej polityk publicznych zwrócono uwagę na potrzebę strategicznego podejścia do rozwoju AI. Mariola Jóźwiak-Węclewska z Ministerstwa Cyfryzacji mówiła o polityce rozwoju sztucznej inteligencji do 2030 roku, wskazując, że ochrona zdrowia jest jednym z kluczowych obszarów dla państwa. „Technologia ma służyć człowiekowi” – przypomniano podczas wystąpienia, podkreślając, że regulacje, finansowanie i współpraca nauki z biznesem muszą tworzyć spójny ekosystem wdrożeń.

Duże zainteresowanie wzbudziła debata Ligii Kornowskiej, Liderki Koalicji AI w Zdrowiu z udziałem Aleksandry Grajkowskiej, Digital & Innovation Head w Novartis poświęcona relacjom między sektorem farmaceutycznym a firmami technologicznymi. Uczestnicy zgodzili się, że sztuczna inteligencja zmienia sposób prowadzenia badań klinicznych, analizowania danych oraz projektowania nowych terapii. Jednocześnie podkreślano, że skuteczne wykorzystanie AI wymaga współpracy pomiędzy firmami farmaceutycznymi, startupami i dostawcami technologii.

Silnie wybrzmiał także temat odpowiedzialności. W dyskusji prowadzonej przez Ligię Kornowską z Jędrzejem Stępniowskim, Partnerem w kancelarii dotlaw oraz Danielem Kaźmierczakiem z Teleradiologia24, o poradniku nabywcy AI wskazywano, że nawet najlepszy algorytm nie zdejmuje odpowiedzialności z placówki i lekarza. To szczególnie ważne w kontekście zamawiania, oceny i wdrażania narzędzi AI w podmiotach leczniczych. Warto zaznaczyć, że konsultacje publiczne nad Poradnikiem Nabywcy AI już trwają. Więcej informacji jest na stronie www.aiwzdrowiu.pl

Druga część konferencji koncentrowała się na praktycznych zastosowaniach. Karolina Tądel z Ministerstwa Zdrowia podkreślała, że wdrożenia nie powinny zaczynać się od fascynacji technologią, lecz od dobrze zdefiniowanego problemu, jakości danych i procesu decyzyjnego. „Podejście od danych do decyzji jest kluczowe” – mówiła, zaznaczając, że AI nie naprawi automatycznie luk organizacyjnych, jeśli wcześniej nie zostaną opisane procesy i potrzeby systemu.

Maciej Szymczyk, CEO Medmetrix, zwrócił uwagę, że pacjent nie potrzebuje kolejnej aplikacji, lecz rozwiązań prowadzących do realnej poprawy doświadczeń związanych z leczeniem.

Ewa Owerczuk, wolontariuszka Fundacji K.I.D.S. przedstawiła konkurs „Dziecięcy Szpital Przyszłości”, pokazując, że innowacje mogą być rozwijane również dla najmłodszych pacjentów.
Zuzanna Nowak-Życzyńska z Agencji Badań Medycznych omówiła rolę ABM w finansowaniu innowacji cyfrowych oraz wspieraniu rozwoju nowych technologii medycznych.
Jakub Musiałek, CEO Pixel Technology przedstawił proces budowania modeli AI w medycynie, podkreślając znaczenie jakości danych oraz współpracy ekspertów klinicznych z zespołami technologicznymi.
Jakub Kozak, CEO i współzałożyciel Datlowe, przedstawił perspektywę wykorzystania danych do wcześniejszego zarządzania ryzykiem w szpitalach. W jego wystąpieniu AI została pokazana jako narzędzie, które może przekształcać dane w działania prewencyjne. „Porozmawiajmy o tym, jak możemy przekształcać dane w zapobieganie” – mówił, wskazując, że cyfryzacja szpitali nie powinna kończyć się na gromadzeniu informacji, ale prowadzić do lepszych decyzji operacyjnych i klinicznych. “Podmioty lecznicze każdego dnia generują ogromne ilości danych. AI może przynosić praktyczną wartość szpitalom, pacjentom i jakości opieki wtedy, gdy pomaga w sposób ciągły analizować te dane i przekładać je na działania podejmowane we właściwym czasie: umożliwiając wcześniejszą identyfikację ryzyk, skupienie uwagi tam, gdzie ma to największe znaczenie, oraz przejście od analizy retrospektywnej do ukierunkowanej prewencji”, powiedział.

Konferencja nie unikała także tematów trudnych. Milena Szuchnik-Kamińska, Radca Prawny w Biurze Rzecznika Praw Pacjenta ostrzegała przed zjawiskiem „fałszywych lekarzy AI”, czyli systemów, które wyglądają jak konsultacja medyczna, ale nie podlegają takim samym zasadom jak lekarz czy świadczenie zdrowotne. „Ten lekarz nie istnieje. Nie ma prawa wykonywania zawodu. Nie podlega odpowiedzialności zawodowej. Nie obowiązuje go tajemnica lekarska” – mówiła.

Jędrzej Stępniowski, Partner w kancelarii DotLaw przedstawił konsekwencje wdrażania AI Act dla sektora ochrony zdrowia, wskazując na nowe obowiązki producentów i użytkowników systemów wysokiego ryzyka.

Regulacyjny wymiar wdrożeń AI omówił Tomasz Koeber z URPL, wskazując, że oprogramowanie wykorzystujące AI może być wyrobem medycznym, jeśli jego przewidziane zastosowanie obejmuje diagnozowanie, monitorowanie, przewidywanie lub wspieranie decyzji terapeutycznych. „Kluczowe jest przewidziane zastosowanie, czyli do czego oprogramowanie jest przeznaczone” – podkreślił.

Konrad Komornicki z UODO przypomniał o konieczności zachowania równowagi pomiędzy innowacyjnością a ochroną prywatności pacjentów.

Konferencję zamknął Wojciech Kusa z NASK, który mówił o suwerenności technologicznej i znaczeniu polskich modeli językowych. Wskazał, że AI staje się nową warstwą infrastruktury, podobnie jak kiedyś elektryczność, internet czy chmura.

Najważniejszym przesłaniem konferencji było przejście od entuzjazmu do dojrzałości. AI w ochronie zdrowia nie jest już wyłącznie obietnicą. Jest narzędziem, które może wspierać diagnostykę, zarządzanie, analizę danych i komunikację z pacjentem. Warunkiem sukcesu pozostaje jednak odpowiedzialne wdrażanie: oparte na danych, zgodne z regulacjami, bezpieczne dla pacjenta i podporządkowane zasadzie, że technologia ma wspierać człowieka, a nie go zastępować.

Więcej informacji dostępnych jest na stronie www.aiwzdrowiu.pl

Źródło: inf pras

Polscy pacjenci onkologiczni coraz częściej zyskują dostęp do innowacyjnych terapii, jednak bez odpowiedniej diagnostyki molekularnej wiele z nich pozostaje jedynie teoretycznie dostępnych. Eksperci i organizacje pacjenckie alarmują, że proces wdrażania nowoczesnych badań genetycznych trwa latami i nie podlega ustawowym terminom, w przeciwieństwie do procedur refundacyjnych dotyczących leków. W efekcie chorzy mogą nie otrzymać leczenia dopasowanego do profilu genetycznego nowotworu. Zdaniem specjalistów konieczne jest pilne wprowadzenie systemowych zmian, które przyspieszą dostęp do diagnostyki warunkującej skuteczne leczenie w ramach medycyny personalizowanej.
Medycyna personalizowana opiera się na prostym mechanizmie – aby podać nowoczesny lek celowany, najpierw należy precyzyjnie zdiagnozować mutację genetyczną nowotworu. Dziś w polskim systemie ochrony zdrowia dochodzi do tragicznego w skutkach paradoksu. Departament Polityki Lekowej sprawnie refunduje innowacyjne terapie, ale brak odpowiednich procedur i wycen w koszyku świadczeń gwarantowanych uniemożliwia wykonanie badań warunkujących ich podanie.

Tysiąc dni czekania

Jaskrawym przykładem problemu jest ścieżka wprowadzania kompleksowego profilowania genomowego (CGP) – dotyczącego raka płuca i badania HRD u pacjentek z rakiem jajnika. Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) wydała pozytywną rekomendację dla badań we wrześniu 2023 roku, do dziś – po upływie niemal 1000 dni – świadczenie to nie doczekało się wdrożenia i finansowania.

– Diagnostyka genetyczna to absolutny fundament celowanego leczenia onkologicznego. Nawet najnowocześniejszy i najdroższy lek na świecie nie zadziała, jeśli najpierw nie zidentyfikujemy precyzyjnie molekularnego celu w guzie pacjenta. Dlatego szeroki i szybki dostęp do tych badań to dziś nie jest innowacyjny dodatek, ale warunek konieczny, który bezpośrednio decyduje o szansach chorego na przeżycie – podkreśla dr Andrzej Tysarowski, kierownik Centrum Genetyki i Genomiki PIM MSWiA, konsultant wojewódzki w dziedzinie laboratoryjnej genetyki medycznej na Mazowszu.
Szpitalne łóżko dla pobrania krwi, czyli systemowe marnotrawstwo 

Kolejnym obszarem wymagającym pilnej interwencji jest kwestia tzw. płynnej biopsji (ctDNA). To nieinwazyjne badanie genetyczne z krwi pozwala na wykrycie krążącego DNA nowotworu. Jest ono ratunkiem dla pacjentów, u których nie można pobrać tkanki (np. w raku płuca) lub gdy archiwalny wycinek stracił ważność (częsty problem w raku prostaty). Niestety, archaiczne przepisy wymuszają niepotrzebną hospitalizację pacjentów w celu wykonania procedury, którą z powodzeniem można by zrealizować w trybie ambulatoryjnym.

– Zmuszanie szpitali do kładzenia pacjenta na oddział wyłącznie po to, by pobrać mu krew do badania, to klasyczne marnowanie publicznych pieniędzy i blokowanie miejsc dla osób realnie potrzebujących opieki szpitalnej – podkreśla dr Michał Chrobot, prezes Polskiego Towarzystwa Koderów Medycznych. – Potrzebujemy pilnego stworzenia prostego kodu rozliczeniowego dla płynnej biopsji w trybie ambulatoryjnym. Rozwiązanie tego problemu nie wymaga rewolucji, a jedynie dostosowania koszyka świadczeń do realiów współczesnej medycyny.

System wymaga gorsetu czasowego 

Obecnie, po złożeniu przez Towarzystwa Naukowe wniosku o nowe świadczenie diagnostyczne, procedura nie podlega żadnym reżimom czasowym. Eksperci zgodnie postulują, by proces ten objąć rygorem analogicznym do tego, który funkcjonuje w ustawie refundacyjnej.

– W onkologii czas to po prostu życie. Dla pacjentów to sytuacja dramatyczna i niezrozumiała, gdy dowiadują się, że ratujący życie lek jest teoretycznie dostępny, ale z powodu braku pieczątki czy rozporządzenia na badanie nie mogą go otrzymać – podsumowuje Dorota Korycińska, Prezes Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej. – Oczekujemy od decydentów nałożenia na cały proces decyzyjny sztywnych ram czasowych – maksymalnie półtora roku do dwóch lat od złożenia wniosku do realnej dostępności w placówkach. Musimy przestać leczyć objawy niewydolności systemu, a zacząć wdrażać trwałe, systemowe rozwiązania.

Wdrożenie diagnostyki od 2027 roku, ale z gwarancją stabilnego finansowania

– Pragnę zapewnić, że Ministerstwo Zdrowia w pełni dostrzega kluczowe znaczenie nowoczesnej diagnostyki molekularnej w skutecznej terapii chorób nowotworowych. Pozytywnie zaopiniowane przez Prezesa AOTMiT (Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji) świadczenia związane z diagnostyką genetyczną – zaawansowane profilowanie genomowe CGP, oceniające m.in. status HRD w raku jajnika, biopsja płynna w diagnostyce raka płuca realizowana w warunkach ambulatoryjnych – zostały przez nas merytorycznie zaakceptowane do realizacji. Wdrażanie tak zaawansowanych procedur wymaga jednak pełnego i stabilnego zabezpieczenia. Ze względu na obecne uwarunkowania budżetowe oraz konieczność zachowania dyscypliny w dysponowaniu środkami publicznymi, pełna realizacja tych świadczeń została ujęta w planach i przesunięta na 2027 rok. To odpowiedzialna decyzja, która gwarantuje, że gdy pacjenci otrzymają dostęp do tych badań, ich finansowanie będzie niezagrożone, stabilne i ciągłe – tłumaczy Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora Departamentu Analiz i Strategii w Ministerstwie Zdrowia.  –  Jednocześnie informuję, że wielogenowe testy w raku piersi znajdują się obecnie w fazie intensywnych konsultacji. Dokładamy wszelkich starań, aby proces ich oceny przebiegał sprawnie. Ministerstwo Zdrowia doskonale rozumie i podziela głębokie poczucie pilności tych wdrożeń. Początek roku 2027 przyniesie zmianę systemową, na którą Państwo od dawna czekali – dodaje.

Zmiany w diagnostyce coraz bliżej

Choć w Polsce przyspieszono refundację innowacyjnych leków onkologicznych, dostęp do kluczowej diagnostyki genetycznej wciąż wymaga usprawnień, co utrudnia pełne wykorzystanie dostępnych terapii. Eksperci i organizacje pacjenckie podkreślają potrzebę wprowadzenia jasnych ram czasowych i uproszczenia zasad finansowania badań, aby poprawić ścieżkę pacjenta. Jednocześnie Ministerstwo Zdrowia deklaruje wdrożenie nowych świadczeń od 2027 roku, co ma zapewnić stabilne i systemowe rozwiązania w tym obszarze.

Źródło: inf pras