Medicalpress
Wysokie temperatury mogą wpływać na działanie niektórych leków i zwiększać ryzyko odwodnienia, spadków ciśnienia czy bolesnych reakcji skórnych po ekspozycji na słońce. Eksperci przypominają jednak, że upały nie są powodem do samodzielnego przerywania terapii. Wyjaśniają, które grupy leków wymagają latem szczególnej ostrożności, jakie objawy powinny skłonić do kontaktu z lekarzem oraz jak bezpiecznie przejść przez okres wysokich temperatur.
Wysoka temperatura, intensywne słońce i przyjmowane leki – jeśli nie zachowamy ostrożności, takie połączenie może stanowić zagrożenie dla zdrowia. Niektóre leki zwiększają ryzyko odwodnienia, utrudniają organizmowi oddawanie ciepła lub sprawiają, że nawet krótka ekspozycja na promieniowanie UV kończy się bolesnym oparzeniem skóry. Nie oznacza to jednak, że można je samodzielnie odstawić. Warto wiedzieć, które grupy leków wymagają latem szczególnej ostrożności, jakie objawy powinny skłonić do szybkiej reakcji oraz jak bezpiecznie przejść przez okres upałów, nie przerywając skutecznego leczenia.

Lato to czas, kiedy do gabinetów lekarzy rodzinnych częściej trafiają pacjenci z osłabieniem, zawrotami głowy, omdleniami czy bolesnymi zmianami skórnymi po przebywaniu na słońcu. Choć wiele osób wiąże takie dolegliwości wyłącznie z upałem, w rzeczywistości często są one efektem połączenia wysokiej temperatury z przyjmowanymi lekami.

Niektóre preparaty zwiększają utratę wody z organizmu, inne ograniczają jego zdolność do schładzania się, a jeszcze inne powodują, że skóra staje się wyjątkowo wrażliwa na promieniowanie UV. To dlatego ta sama temperatura dla jednej osoby będzie jedynie nieprzyjemna, a u innej może doprowadzić do poważnych powikłań.

Upały nie są powodem, żeby przerywać zalecone leczenie. Mogą być natomiast sygnałem, że warto uważniej obserwować swój organizm i w razie niepokojących objawów skontaktować się
z lekarzem. To najbezpieczniejsze rozwiązanie – podkreśla Wojciech Pacholicki, specjalista medycyny rodzinnej, wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.

Nie tylko odwodnienie. Niektóre leki mogą nasilać skutki upałów

Podczas upałów organizm broni się przed przegrzaniem, zwiększając wydzielanie potu. Wraz z nim tracimy wodę i elektrolity. U większości zdrowych osób wystarczy regularne nawadnianie, aby utrzymać prawidłową gospodarkę wodno-elektrolitową. Niektóre grupy leków mogą jednak wpływać na sposób, w jaki organizm radzi sobie z wysoką temperaturą. Mogą nasilać utratę płynów, ograniczać wydzielanie potu lub zaburzać naturalne mechanizmy termoregulacji.

Szczególną ostrożność podczas upałów powinny zachować osoby przyjmujące:

Nie oznacza to, że są to leki niebezpieczne. Wręcz przeciwnie – są one niezbędnym elementem leczenia wielu chorób przewlekłych. Wysokie temperatury mogą jednak sprawić, że organizm będzie reagował inaczej niż na co dzień.

Najbardziej narażeni są seniorzy. Wraz z wiekiem słabnie odczuwanie pragnienia, dlatego wiele osób starszych nie uzupełnia płynów w ilości, jakiej potrzebuje organizm. To właśnie oni najczęściej trafiają do lekarzy z zawrotami głowy, spadkami ciśnienia czy pogorszeniem pracy nerek będącym następstwem odwodnienia.

Lekarz rodzinny radzi: Nie czekaj, aż pojawi się uczucie pragnienia. W czasie upałów pij regularnie niewielkie ilości wody. Jeśli wystąpią silne osłabienie, zawroty głowy, omdlenie, bardzo ciemny mocz lub wyraźnie zmniejszy się jego ilość, nie bagatelizuj tych objawów i skontaktuj się z lekarzem.

Boli kolano po pracy w ogrodzie? Uważaj na żel przeciwbólowy

Nie każdy wie, że reakcję na słońce mogą wywoływać nie tylko tabletki. Problemem bywają również preparaty stosowane miejscowo, po które sięgamy niemal odruchowo. Weekend na działce, praca w ogrodzie czy dłuższy spacer często kończą się bólem kolana, barku albo łokcia. Wiele osób sięga wtedy po żel przeciwbólowy i… wraca na słońce. Tymczasem właśnie niektóre z takich preparatów mogą być przyczyną bardzo silnych reakcji skórnych.

Jednym z najlepiej poznanych przykładów są żele zawierające ketoprofen. Po ich zastosowaniu skóra staje się znacznie bardziej wrażliwa na promieniowanie UV. Nawet krótka ekspozycja na słońce może wywołać silne zaczerwienienie, obrzęk, pęcherze, a nawet rozległe zmiany przypominające oparzenie. Podobne reakcje mogą wystąpić także podczas stosowania niektórych antybiotyków, zwłaszcza
z grupy tetracyklin (np. doksycykliny), leków stosowanych w zaburzeniach rytmu serca, takich jak amiodaron, czy części leków zawierających hydrochlorotiazyd.

Warto pamiętać, że reakcje fototoksyczne nie zawsze pojawiają się od razu. Czasem rozwijają się dopiero kilka lub kilkanaście godzin po zakończeniu ekspozycji na słońce.

Lekarz rodzinny radzi: Jeżeli po przebywaniu na słońcu pojawi się intensywne zaczerwienienie skóry, pieczenie, pęcherze lub ból nieproporcjonalny do czasu spędzonego na słońcu, należy przerwać ekspozycję na promieniowanie UV i skontaktować się z lekarzem lub farmaceutą. Przed wakacyjnym wyjazdem warto również sprawdzić w ulotce leku, czy może on zwiększać wrażliwość na światło.

Największym błędem jest samodzielne odstawianie leków

Internet pełen jest porad sugerujących, że podczas upałów należy ograniczyć lub całkowicie odstawić niektóre leki. Eksperci przestrzegają przed takim postępowaniem.

Leczenie nadciśnienia tętniczego, niewydolności serca, cukrzycy czy innych chorób przewlekłych powinno być prowadzone zgodnie z zaleceniami lekarza.

Samodzielne odstawianie czy zmiana dawkowania leków to bardzo zły pomysł. Jeżeli podczas upałów pojawiają się nietypowe objawy: zawroty głowy, omdlenia, silne osłabienie albo bolesne zmiany skórne po słońcu, nie powinno się ich bagatelizować. To sygnał, by skonsultować się z lekarzem – podkreśla Wojciech Pacholicki.

Jak bezpiecznie przejść przez okres upałów?

Wysokie temperatury nie są przeciwwskazaniem do stosowania leków, ale powinny skłonić do większej uważności. Warto regularnie się nawadniać, unikać przebywania na słońcu między godziną 11.00 a 16.00, nosić przewiewną odzież i nakrycie głowy oraz stosować kremy z filtrem.

Osoby przyjmujące leki powinny dodatkowo obserwować swój organizm. Szczególną uwagę warto zwrócić na nietypowe objawy takie jak: zawroty głowy, omdlenia, silne osłabienie, zaburzenia koncentracji, zmniejszenie ilości oddawanego moczu, bardzo ciemny mocz czy bolesne zmiany skórne po kontakcie ze słońcem. To symptomy, których nie należy bagatelizować.

Lekarz rodzinny radzi: Jeśli pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości dotyczące stosowanego leczenia, najlepszym rozwiązaniem jest rozmowa z lekarzem rodzinnym. Latem, podobnie jak przez cały rok, nie warto samodzielnie zmieniać terapii. Znacznie bezpieczniej jest zapytać, jak stosowane leki mogą zachowywać się w wysokich temperaturach i na co zwrócić szczególną uwagę.

Źródło: inf pras

Antybiotykooporność narasta w tempie, które może wyprzedzić możliwości współczesnej medycyny – ostrzegają badaczki z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Bakterie rozprzestrzeniają się nie tylko w szpitalach, ale także w środowisku, m.in. poprzez ścieki.

 
– Antybiotykooporność, czyli zdolność bakterii do przetrwania w obecności leków, które wcześniej je zwalczały – jest dziś jednym z najpoważniejszych wyzwań w kontekście zdrowia publicznego na świecie – zaznaczyła w rozmowie z PAP prof. Ewa Korzeniewska z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Jak podkreśliła, bakterie stają się oporne szybciej, niż powstają nowe antybiotyki, co zmusza lekarzy do sięgania po tzw. leki ostatniej szansy.

– Szacuje się, że w 2019 r. zakażenia bakteriami opornymi spowodowały globalnie 1,27 mln zgonów, a w kolejnych milionach przypadków przyczyniły się do śmierci pacjentów – wskazała badaczka, odwołując się do danych opublikowanych w czasopiśmie The Lancet.

Dodała, że prognozy są niepokojące – bez zdecydowanych działań liczba zgonów w kolejnych dekadach może znacząco wzrosnąć.

Problem dotyczy także Polski, która należy do krajów o wysokim zużyciu antybiotyków. – To przekłada się na wysoki poziom lekooporności i tysiące zgonów rocznie – zaznaczyła prof. Ewa Korzeniewska.

Jak wyjaśniła prof. Monika Harnisz, oporność bakterii jest zjawiskiem naturalnym, ukształtowanym w toku ewolucji. – Dziś jednak proces ten bardzo przyspieszył przez powszechne stosowanie antybiotyków u ludzi i zwierząt. Bakterie lekooporne mogą też przekazywać oporność innym drobnoustrojom, co sprzyja szybkiemu rozprzestrzenianiu się tego zjawiska – dodała.

Badaczki od blisko 20 lat zajmują się mikrobiologią środowiskową i analizą rozprzestrzeniania się lekooporności. Ich prace wpisują się w podejście „jedno zdrowie” (One Health), łączące zdrowie ludzi, zwierząt i środowiska. Obejmują m.in. badania ścieków, wód, gleby i roślin oraz analizę dróg przenoszenia mikrozanieczyszczeń do łańcucha pokarmowego. Prof. Korzeniewska – wraz z EDAR7 Working Group – jest współautorką artykułu pt. „Towards One Health action for addressing antimicrobial resistance in the age of polycrisis”, opublikowanego w 2026 r. na łamach „Nature Sustainability”.

Badania prowadzone w ramach projektu kierowanego przez prof. Korzeniewską pt. „Lekooporność drobnoustrojów środowiskowych w perspektywie podejścia holistycznego Jedno Zdrowie” pozwoliły prześledzić drogi transmisji zanieczyszczeń związanych z leczeniem ludzi i zwierząt.

– Najczęstszą drogą, którą bakterie lekooporne trafiają do środowiska, są ścieki oraz obornik wykorzystywany w rolnictwie – zwróciła uwagę badaczka.

Naukowczynie analizowały obecność antybiotyków, bakterii i genów oporności w ściekach, wodach powierzchniowych i gruntowych, glebie oraz roślinach. – Wykazałyśmy ich obecność także w korzeniach i liściach pietruszki, co oznacza, że mogą trafiać do łańcucha pokarmowego człowieka – zaznaczyła prof. Korzeniewska.

Szczególnym źródłem zagrożenia są ścieki szpitalne. W ramach projektu pt. „Antybiotyki rezerwowe oraz krytyczne patogeny priorytetowe w ściekach szpitalnych jako wskaźnik zagrożenia sanitarno-epidemiologicznego”, finansowanego przez NCN, badaczki analizują skalę oporności na antybiotyki rezerwowe we współpracy z blisko 70 szpitalami w Polsce.

– Skupiamy się m.in. na bakteriach opornych na karbapenemy, czyli antybiotyki „ostatniej szansy” oraz na patogenach, wskazanych przez WHO jako priorytetowe – wyjaśniła prof. Korzeniewska.

Jak dodała prof. Harnisz, ścieki szpitalne zawierają szczególnie wysokie stężenia bakterii opornych. – Bakterie z przewodu pokarmowego trafiają wraz z kałem do kanalizacji, a następnie do oczyszczalni ścieków. To sprawia, że ścieki są jednym z kluczowych rezerwuarów lekooporności – podkreśliła.

Skala zjawiska okazała się duża. – Zaskoczyła nas zarówno wysoka liczebność mikroorganizmów, jak i duże stężenia antybiotyków rezerwowych w ściekach szpitalnych – przyznała prof. Korzeniewska, wskazując, że może to wynikać ze wzrostu stosowania tych leków.

W niektórych próbkach liczba bakterii była tak wysoka, że konieczne było ich dodatkowe rozcieńczanie. – To standardowa procedura, ale w tym przypadku wymagała zastosowania większych rozcieńczeń, aby uzyskać wiarygodne wyniki – wyjaśniła prof. Harnisz.

Ekspertki zwracają uwagę, że rosnąca oporność dotyczy także najnowocześniejszych leków. – Im częściej używamy antybiotyków, tym szybciej bakterie się na nie uodparniają – podkreśliła prof. Korzeniewska. Ich zdaniem kluczowe znaczenie ma racjonalne stosowanie antybiotyków, skracanie czasu hospitalizacji oraz przestrzeganie zasad higieny. Coraz większą rolę odgrywa również monitoring środowiskowy, w tym analiza ścieków.

Nowe regulacje unijne wprowadzają obowiązek monitorowania oporności na środki przeciwdrobnoustrojowe w ściekach, co może poprawić system wczesnego ostrzegania.

– Wciąż mamy szansę spowolnić ten proces, ale wymaga to szybkich i skoordynowanych działań – zaznaczyła prof. Korzeniewska. – Bez nich możemy wrócić do sytuacji, w której nawet podstawowe infekcje bakteryjne będą trudne do leczenia.

Źródło: Naukawpolsce

W dniach 18-24 listopada po raz kolejny obchodzony jest World Antimicrobial Awareness Week (WAAW). Jest to globalna inicjatywa realizowana przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) we współpracy z Organizacją Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO), Światową Organizacją Zdrowia Zwierząt (WOAH) i Programem Narodów Zjednoczonych ds. Środowiska (UNEP). Celem kampanii jest zwiększenie świadomości społecznej na temat narastającego problemu oporności na środki przeciwdrobnoustrojowe (ang. antimicrobial resistance, AMR) oraz zachęcenie do racjonalnego stosowania antybiotyków, leków przeciwwirusowych, przeciwgrzybiczych i przeciwpasożytniczych zarówno u ludzi, jak i u zwierząt. Tegoroczne hasło kampanii brzmi: „Act Now: Protect Our Present, Secure Our Future („Działaj teraz: chroń naszą teraźniejszość, zabezpiecz naszą przyszłość”).
Zjawisko oporności drobnoustrojów na antybiotyki jest jednym z najpoważniejszych zagrożeń zdrowotnych XXI wieku. WHO szacuje, że rocznie z powodu zakażeń wywołanych przez bakterie oporne na antybiotyki umiera ponad 1,27 mln osób, a łącznie infekcje związane z AMR przyczyniają się do blisko 5 mln zgonów na całym świecie. Zaktualizowane szacunki globalnego projektu GRAM (Global Research on Antimicrobial Resistance) z 2024 roku wskazują, że liczba zgonów bezpośrednio spowodowanych opornością wzrosła do ponad 1,1 mln rocznie, a jeśli obecne trendy się utrzymają, do 2050 roku liczba zgonów z powodu infekcji opornych na leczenie może sięgnąć nawet 10 mln rocznie – co uczyniłoby je jedną z głównych przyczyn zgonów na świecie, przewyższając liczbę ofiar nowotworów

Oporność na środki przeciwdrobnoustrojowe rozwija się, gdy mikroorganizmy, takie jak bakterie, grzyby, wirusy czy pasożyty,nabywają zdolności unikania działania leków, które dotychczas skutecznie je zwalczały. . W rezultacie infekcje, które kiedyś łatwo poddawały się terapii, stają się trudniejsze lub niemożliwe do wyleczenia. Problem narasta nie tylko w szpitalach, lecz również w codziennej opiece zdrowotnej, weterynarii czy środowisku naturalnym, gdzie niekontrolowane użycie antybiotyków w produkcji żywności i rolnictwie sprzyja rozprzestrzenianiu się opornych szczepów.

Według WHO, co szósta zakażona osoba na świecie cierpi dziś na infekcję, której nie da się skutecznie leczyć powszechnie dostępnymi antybiotykami. W ostatnich pięciu latach zaobserwowano wzrost oporności w ponad 40 proc. badanych kombinacji lek-patogen, co oznacza, że niektóre z najczęściej stosowanych terapii tracą skuteczność.

Mikrobiota: cichy sojusznik zdrowia

Jednym z często pomijanych aspektów antybiotykoterapii jest jej wpływ na mikrobiotę, czyli złożony ekosystem mikroorganizmów zamieszkujących ludzkie ciało. Właściwa równowaga mikrobioty wspiera odporność, metabolizm i funkcjonowanie układu nerwowego. Nadmierne lub niewłaściwe stosowanie antybiotyków może jednak prowadzić do tzw. dysbiozy, czyli zaburzenia tego ekosystemu, co z kolei sprzyja infekcjom, chorobom autoimmunologicznym i metabolicznym.

Z najnowszego raportu International Microbiota Observatory 2025 wynika, że świadomość społeczna dotycząca wpływu antybiotyków na mikrobiotę rośnie – już 68% respondentów deklaruje, że wie o możliwościach negatywnego oddziaływania antybiotyków na ten kluczowy ekosystem. Jednocześnie raport potwierdza, że edukacja prowadzona przez personel medyczny pozostaje jednym z najsilniejszych czynników zmiany zachowań zdrowotnych: aż 96% osób, które uzyskały od lekarza informacje o mikrobiocie oraz sposobach jej ochrony, wprowadziło realne zmiany w swoim stylu życia. Wyniki te jednoznacznie pokazują, że konsekwentna komunikacja i edukacja w obszarze mikrobioty przynosi szybkie, wymierne efekty, a świadomi pacjenci są bardziej skłonni do odpowiedzialnego stosowania antybiotyków.

Wspólna odpowiedzialność: działania globalne i lokalne

Rozwiązanie problemu AMR wymaga zintegrowanego podejścia One Health, które łączy troskę o zdrowie ludzi, zwierząt i środowiska. WHO i ONZ apelują do rządów o wzmacnianie krajowych strategii nadzoru, poprawę dostępu do diagnostyki mikrobiologicznej, inwestycje w badania nad nowymi lekami i szkolenia personelu medycznego. W 2024 roku państwa członkowskie ONZ przyjęły deklarację polityczną zobowiązującą do ograniczenia liczby zgonów spowodowanych AMR o co najmniej 10 proc. do 2030 r. oraz zmniejszenia zużycia nieuzasadnionych antybiotyków o 20 proc.

W Polsce wciąż istnieje potrzeba dalszego wzmacniania świadomości społecznej i edukacji lekarzy w zakresie racjonalnej antybiotykoterapii. Według danych Narodowego Programu Ochrony Antybiotyków (NPOA), choć zużycie antybiotyków w Polsce spada, nadal pozostaje wyższe niż średnia w krajach UE.

Kluczem jest edukacja i współpraca

Jak podkreśla Kinga Kazimierska-Gęca, przedstawicielka Fundacji i Instytutu Biocodex Microbiota:

„Antybiotyki to jedno z największych osiągnięć medycyny, ale musimy pamiętać, że ich nadużywanie ma konsekwencje – nie tylko w postaci narastającej oporności bakterii, ale także zaburzeń mikrobioty, która odpowiada za naszą odporność i zdrowie. Świadomość społeczna i współpraca pacjentów z lekarzami to fundament skutecznej profilaktyki”.
Fundacja i Instytut Biocodex Microbiota aktywnie wspierają działania WHO w zakresie walki z opornością na środki przeciwdrobnoustrojowe, realizując projekty edukacyjne skierowane zarówno do środowiska medycznego, jak i społeczeństwa.
„Wspieramy inicjatywy WHO, ponieważ wierzymy, że walka z antybiotykoopornością wymaga wspólnego, globalnego wysiłku. Jako organizacja edukacyjna, chcemy inspirować zarówno środowisko medyczne, jak i opinię publiczną do podejmowania odpowiedzialnych decyzji terapeutycznych” – dodaje Kinga Kazimierska-Gęca.

O Fundacji i Instytucie Biocodex Microbiota

Fundacja i Instytut Biocodex Microbiota to organizacje non-profit, których misją jest szerzenie wiedzy o mikrobiocie człowieka i jej znaczeniu dla zdrowia. Instytut organizuje projekty edukacyjne, kampanie społeczne i inicjatywy naukowe, wspierające odpowiedzialne stosowanie antybiotyków. Poprzez popularyzację badań, szkolenia i działania medialne, Instytut zachęca do refleksji nad wpływem leków na mikrobiom, promując jednocześnie podejście One Health i globalną solidarność w walce z opornością. Misją Biocodex Microbiota Foundation jest odkrywanie nowych perspektyw i rozwiązań dla zdrowia ludzkiego poprzez badanie złożonych interakcji między mikrobiotą a organizmem człowieka.

Źródło: Komunikat Prasowy

 
Główny Inspektor Farmaceutyczny Łukasz Pietrzak oraz dyrektor Biura GIF Olga Sierpniowska wzięli udział w posiedzeniu sejmowej podkomisji ds. organizacji ochrony zdrowia, które odbyło się 9 lipca 2025 r. Jednym z kluczowych tematów debaty była aktualna sytuacja farmacji szpitalnej i klinicznej w Polsce, w tym wyzwania kadrowe, znaczenie racjonalnej antybiotykoterapii oraz potencjał usług farmaceutycznych w programach lekowych.
– Farmacja kliniczna to przede wszystkim optymalizacja farmakoterapii, nadzór nad racjonalnym stosowaniem leków, kontrola nad bezpieczeństwem farmakoterapii i zapobieganie problemom lekowym – mówił Główny Inspektor Farmaceutyczny Łukasz Pietrzak. – Przynosi ona spadek ponownych hospitalizacji, skrócenie hospitalizacji średnio o dwa dni, wzrost jakości farmakoterapii oraz obniżenie kosztów leczenia.

Jednocześnie zwrócił uwagę na poważny problem kadrowy – zbyt małą liczbę specjalistów, którzy mogliby świadczyć usługi farmacji klinicznej. – W tej chwili najbardziej potrzebujemy strategii dla farmacji na 10, 20 lat do przodu. (…) Jeśli nie opracujemy strategii obejmującej co najmniej dekadę – tak, by przyszli farmaceuci, wybierając ten kierunek, mieli jasno określoną ścieżkę zawodową – to wkrótce możemy mieć problem z obsadzeniem nawet aptek ogólnodostępnych – podkreślił szef Państwowej Inspekcji Farmaceutycznej.

Głos zabrała także Olga Sierpniowska, wskazując na istotną rolę farmaceutów w polityce antybiotykowej i interdyscyplinarnej współpracy z lekarzami. – To się już dzieje. Farmaceuci wspierają lekarzy w sytuacjach, kiedy pacjent hospitalizowany z powodu choroby przewlekłej dodatkowo zmaga się z infekcją. Bardzo często są to pacjenci w ciężkim stanie – mówiła. Jak dodała, specjalista, który potrafi właściwie dobrać antybiotyk – uwzględniając nie tylko spektrum działania, ale także lokalizację infekcji – to ogromna wartość na oddziale.

– Mówimy tu nie tylko o oszczędnościach dla systemu czy szpitala, ale przede wszystkim o ratowaniu życia konkretnych pacjentów, którzy dzięki właściwemu leczeniu mają szansę wyjść ze szpitala o własnych siłach – zaznaczyła dyrektor Biura GIF. – I – co dla mnie szczególnie ważne – o ochronie antybiotyków: żeby nie doprowadzać do lekooporności i żebyśmy w przyszłości mieli czym się leczyć. My – i nasze dzieci.

W dyskusji pojawił się również wątek wykorzystania usług farmaceutycznych w programach lekowych. – Usługa „Lek specjalistyczny” daje realne możliwości wspierania pacjenta – poprzez monitoring oraz edukację zwiększającą adherencję – przypomniała Sierpniowska.

Na zakończenie Główny Inspektor Farmaceutyczny podkreślił wagę indywidualizacji terapii i nowoczesnych narzędzi diagnostycznych. – Bardzo ważne byłoby, żebyśmy zaczęli wykorzystywać potencjał badań farmakogenetycznych. Pozwalają one na wyrobienie paszportu farmakogenetycznego, który może później służyć jako podstawa do lepszego doboru dawek leków dla pacjenta.

Źródło: GIF

Według najnowszych danych każdego roku na świecie z powodu infekcji wywołanych przez bakterie oporne na antybiotyki umiera ponad 1,3 miliona ludzi. W samej Europie liczba zgonów przekracza 33 tysiące[1]. W dniach 18-24 listopada obchodzimy Światowy Tydzień Wiedzy o Antybiotykach, którego celem jest zwiększenie świadomości na temat odpowiedzialnego stosowania antybiotyków oraz powstrzymanie globalnego kryzysu antybiotykooporności.
Światowy Tydzień Wiedzy o Antybiotykach to międzynarodowa inicjatywa organizowana przez Światową Organizację Zdrowia (WHO), Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) oraz krajowe instytucje zdrowotne. W Polsce aktywnym partnerem inicjatywy jest Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH – Państwowy Instytut Badawczy. Główne cele to edukacja oraz szerzenie wiedzy na temat rosnącego problemu antybiotykooporności – zagrożenia, które już dziś wpływa na zdrowie publiczne i przyszłość systemów ochrony zdrowia na całym świecie.
 
Antybiotykoodporność – problem globalny
Antybiotyki od ponad stu lat stanowią podstawę leczenia infekcji bakteryjnych, jednak ich nadużywanie, zarówno w medycynie, jak i w hodowli zwierząt, przyspiesza rozwój antybiotykooporności. W samej Europie aktualna sytuacja prowadzi do ponad 33 tysięcy zgonów rocznie. Problem dotyczy nie tylko zdrowia pacjentów, ale także rosnących kosztów opieki zdrowotnej i hospitalizacji, gdyż leczenie infekcji wywołanych przez bakterie oporne na antybiotyki jest znacznie bardziej złożone i kosztowne.
 
Edukacja przede wszystkim
W trakcie Światowego Tygodnia Wiedzy o Antybiotykach na stronach WHO oraz ECDC udostępniane są materiały informacyjne, które wspierają edukację na temat świadomego stosowania antybiotyków. Pacjenci i lekarze są zachęcani do zapoznania się z nimi, aby wspólnie zapobiegać niekontrolowanemu rozwojowi antybiotykooporności i chronić zdrowie publiczne.
 
Także w Polsce ważną częścią działań na rzecz przeciwdziałania rosnącej antybiotykooporności jest wsparcie merytoryczne dla lekarzy i edukacja pacjentów. Kluczowe zalecenia obejmują m.in. zlecanie antybiotyków tylko wtedy, gdy jest to uzasadnione. Pacjenci natomiast są zachęcani do stosowania antybiotyków zgodnie z rekomendacją lekarską[2].
 
Gotowe do użycia i bezpieczne rozwiązania dla placówek medycznych
W ramach Światowego Tygodnia Wiedzy o Antybiotykach firma Fresenius Kabi Polska podkreśla znaczenie bezpiecznego, zgodnego z najnowszą wiedzą medyczną stosowania antybiotyków. Dzięki innowacyjnym opakowaniom KabiPac oraz formulacjom typu RTU (gotowe do użycia), minimalizowane jest ryzyko błędów medycznych, a także optymalizowany jest czas pracy personelu. Dodatkowo, lokalna produkcja antybiotyków firmy Fresenius Kabi Polska jest odpowiedzią na potrzeby polskiego systemu ochrony zdrowia, zapewniając stabilność dostaw oraz możliwość szybkiego reagowania na zmieniające się potrzeby. Firma podkreśla, że zapewnienie ciągłości dostaw leków jest jednym z fundamentów bezpieczeństwa pacjentów.

 
[1] https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/35065702/
[2] https://antybiotyki.edu.pl/edwa/zobacz-odp-stosowanie-pacjent.php

źródło: Fresenius Kabi

–  Niepotrzebne podawanie antybiotyków w infekcjach wirusowych naraża pacjenta na działanie toksyczne leku, zwiększa oporność bakterii i niszczy dobroczynną mikroflorę organizmu. Dlatego, aby zapobiegać rozwojowi oporności antybiotykowej oraz chronić mikroflorę i zdrowie pacjenta, antybiotyki powinny być stosowane tylko wtedy, gdy są absolutnie niezbędne — czyli w przypadku zakażeń bakteryjnych, a nie wirusowych – ostrzega ekspert American Heart of Poland.
Europejski Dzień Wiedzy o Antybiotykach (EAAD) został ustanowiony w 2008 r. przez Komisję Europejską i jest obchodzony corocznie w dniu 18 listopada w całej Europie.

W ramach EAAD i WAAD na całym świecie organizowane są wydarzenia kierowane do społeczeństwa oraz specjalistów medycznych, propagujących wiedzę na temat racjonalnego stosowania antybiotyków, zwrócenia uwagi na nurtujące pytania czym grozi niewłaściwe stosowanie antybiotyków? Czy antybiotyki leczą choroby wirusowe? Jak niebezpieczne może być samoleczenie antybiotykami?  Jakim zagrożeniem dla jest antybiotykoodporność? O tych ważnych kwestiach mówi dr n. farm. Katarzyna Molęda-Krawiec, Dyrektor ds. Farmacji American Heart of Poland.

– Antybiotyki są skuteczne wyłącznie w leczeniu infekcji bakteryjnych, ponieważ ich mechanizm działania jest skierowany przeciwko specyficznym strukturom i procesom biologicznym bakterii. Atakują one, na przykład, ściany komórkowe bakterii, syntezę białek czy DNA, które są kluczowe dla przeżycia bakterii. Wirusy natomiast różnią się od bakterii pod wieloma względami — nie mają budowy komórkowej, ściany komórkowej ani własnego metabolizmu. Zamiast tego wirusy są zbudowane z materiału genetycznego otoczonego osłonką białkową i są zdolne do namnażania się wyłącznie wewnątrz komórek gospodarza – wyjaśnia Katarzyna Molęda-Krawiec, Dyrektor ds. Farmacji w American Heart of Poland.

Podawanie antybiotyków w zakażeniach wirusowych, takich jak przeziębienie, grypa czy COVID-19, jest więc nie tylko nieskuteczne, ale wręcz szkodliwe.

–  Niepotrzebne podawanie antybiotyków w infekcjach wirusowych naraża pacjenta na działanie toksyczne leku, zwiększa oporność bakterii i niszczy dobroczynną mikroflorę organizmu. Dlatego, aby zapobiegać rozwojowi oporności antybiotykowej oraz chronić mikroflorę i zdrowie pacjenta, antybiotyki powinny być stosowane tylko wtedy, gdy są absolutnie niezbędne — czyli w przypadku zakażeń bakteryjnych, a nie wirusowych – ostrzega ekspert American Heart of Poland.

Podstawowe „złote zasady” dotyczące antybiotykoterapii, które powinno się przestrzegać.
Raz o 8 rano, raz o 15… Dlaczego regularne odstępy między dawkami są tak ważne?
– Działanie antybiotyku opiera się na utrzymaniu stałego poziomu substancji czynnej w organizmie, co pozwala skutecznie zwalczać bakterie. Dlatego ważne jest, by przyjmować kolejne dawki w regularnych odstępach czasu, np. co 8 lub 12 godzin, zgodnie z zaleceniem lekarza. Pomijanie dawek lub ich nieregularne stosowanie może prowadzić do spadku stężenia leku we krwi, co osłabia jego działanie i może sprzyjać rozwojowi oporności bakterii – wyjaśnia farmaceuta.

Jakich błędów nie powinno się popełniać?
– Antybiotyki najlepiej popijać wodą, ponieważ niektóre napoje, takie jak mleko, sok pomarańczowy, herbata, kawa czy napoje gazowane, mogą wpływać na wchłanianie leku lub jego metabolizm. Na przykład mleko i produkty mleczne zawierają wapń, który może wiązać się z niektórymi antybiotykami (np. tetracyklinami), zmniejszając ich skuteczność. Z kolei sok grejpfrutowy może oddziaływać z enzymami odpowiedzialnymi za rozkład niektórych leków, co może prowadzić do nadmiernego stężenia leku we krwi i zwiększać ryzyko skutków ubocznych – mówi Katarzyna Molęda-Krawiec.

Na czczo czy z posiłkiem? Jak prawidłowo przyjmować antybiotyki
– Są pewne grupy antybiotyków, które często zaleca się przyjmować na czczo, ponieważ posiłki mogą osłabiać ich wchłanianie i skuteczność. Na przykład penicyliny (np. ampicylina) – wiele z nich najlepiej wchłania się na czczo. Pożywienie może znacząco zmniejszyć ich skuteczność. Tetracykliny (np. tetracyklina i doksycyklina) – produkty mleczne oraz suplementy wapnia mogą osłabiać ich działanie. Fluorochinolony (np. ciprofloksacyna, lewofloksacyna) – ich wchłanianie również może być zakłócone przez obecność wapnia, żelaza czy cynku w pokarmie, dlatego lepiej jest je przyjmować na czczo lub z dużą przerwą od posiłków bogatych w te minerały. Są natomiast grupy antybiotyków, które wymagają spożycia z jedzeniem, by zmniejszyć ryzyko podrażnienia żołądka. W ulotce leku lub zaleceniach lekarza znajdziemy informację, czy antybiotyk przyjmować przed, w trakcie, czy po posiłku – informuje Katarzyna Molęda-Krawiec.

Zaufaj lekarzowi i sięgaj po antybiotyki tylko wtedy, gdy naprawdę są potrzebne
– Nadużywanie antybiotyków przyczynia się do rozwoju oporności bakterii, co może sprawić, że leczenie w przyszłości będzie trudniejsze i mniej efektywne. Antybiotyki powinny być przepisywane wyłącznie wtedy, gdy lekarz stwierdzi, że są niezbędne w przypadku zakażenia bakteryjnego – wyjaśnia farmaceuta.

Czujesz się lepiej i myślisz o przerwaniu antybiotyku? To błąd, który może mieć poważne konsekwencje
– Nawet jeśli po kilku dniach pacjent czuje się lepiej, należy przyjmować antybiotyk do końca przepisanej kuracji. Przedwczesne zakończenie kuracji sprawia, że nie wszystkie bakterie zostają zniszczone, co zwiększa ryzyko nawrotu choroby i rozwoju oporności bakterii na leczenie – uzupełnia dr n. farm. Molęda-Krawiec.

Jak przeciwdziałać zakażeniom?
Aby skutecznie przeciwdziałać zakażeniom należy często myć lub dezynfekować ręce, zasłaniać usta i nos w przestrzeniach publicznych, zachować odpowiedni dystans od innych osób. Oprócz stosowania powyższych środków ochronnych, warto zadbać o zdrową dietę, regularny sen i aktywność fizyczną, które pomagają organizmowi w walce z infekcjami.

Poprzez zaangażowanie się w globalne działania kampanii i szerzenie wiedzy na temat problemu oporności na środki przeciwdrobnoustrojowe, w tym oporności bakterii na antybiotyki, możemy mieć realny wpływ na racjonalna antybiotykoterapię.
źródło: AHOP
Statystyczny dorosły choruje na przeziębienie nawet 4 razy do roku 1 . Infekcjom towarzysząuciążliwe i powszechnie znane wszystkim objawy, w tym szczególnie często zgłaszany przezpacjentów ból gardła, który w 70 do 95 proc. przypadków ma podłoże wirusowe. Jak poradzićsobie z bólem gardła? W większości przypadków na pewno nie antybiotykiem – podkreślająspecjaliści.
Okres jesienno-zimowy kojarzy się ze zwiększoną częstotliwością występowania wszelkich infekcji układu oddechowego. Występujące sezonowo niska wilgotność powietrza, spadek lub znaczące wahania temperatury oraz deficyt światła wpływają na szybkość przenoszenia się wirusów, a także upośledzają naturalną odporność organizmu. Powszechna większa podatność na drobnoustroje skutkuje nieprzyjemnymi objawami, w tym bólem gardła. Choć ból gardła nie wydaje się dużym wyzwaniem zdrowotnym i bywa lekceważony przez chorych, nieprawidłowe leczenie może prowadzić do narastającego dyskomfortu i w konsekwencji konieczności wizyty w gabinecie lekarskim. Przyczyn bólu gardła może być kilka – wirusy, bakterie, alergie, aktywne i bierne palenie tytoniu. Jednak statystycznie najczęstszą przyczyną bolącego gardła (do 95 proc. zachorowań) pozostają wirusy.

Jak rozpoznać, z jaką infekcją mamy do czynienia?

Zdecydowanie po objawach. Wśród najczęściej występujących symptomów znajdują się kaszel, katar, chrypa, czy nawet zapalenie spojówek. Niestety większość pacjentów ma trudność ze zidentyfikowaniem powodu swojej choroby, dlatego w przypadku jakichkolwiek wątpliwości warto zgłosić się do internisty, żeby adekwatnie dobrać leczenie. Pomimo tego, że za większość infekcji gardła odpowiadają wirusy, ból gardła pozostaje najczęstszym powodem stosowania antybiotykoterapii na świecie. Nieprawidłowo przepisany antybiotyk nie pomaga, a długoterminowo może wręcz zaszkodzić. Zbyt częste sięganie po silne preparaty wbrew wskazaniom medycznym prowadzi do wzrostu odporności bakterii na daną substancję, co utrudnia proces rekonwalescencji w przyszłości.
Jeśli nie antybiotyk, to co?
Kurację bólu gardła warto rozpocząć od prewencji i sposobów domowych takich jak korzystanie z nawilżaczy powietrza, spożywanie dużej ilości płynów z przewaga ciepłych napoi, częstszy i regularny odpoczynek. Naturalne substancje często mają właściwości przeciwzapalne, co wspiera układ immunologiczny przy rozpoczynającej się infekcji. Powszechnie stosowanymi substancjami są płukanki ziołowe, szałwia, rumianek lub stosowanie roztworu wody z solą. Coraz bardziej popularne staje się także stosowanie wyłącznie naturalnych produktów, kategoryzowanych jako suplementu diety. Zadaniem takich produktów najczęściej jest głównie nawilżenie błony śluzowej gardła.

Choć nie warto ich przekreślać, domowe metody mają jednak swoje ograniczenia. W momencie, gdy ból staje się intensywny do metod profilaktycznych powinno dołączyć się substancje o potwierdzonym działaniu leczniczym. Na rynku dostępnych jest wiele leków wydawanych bez recepty, które posiadają właściwości przeciwzapalne, dające ulgę niezależnie od przyczyny infekcji.

Wybrane z nich posiadają lidokainę, mającą kluczowe znaczenie w szybkim niwelowaniu bólu gardła, który sprawia dyskomfort i ogranicza spożywanie posiłków czy przyjmowanie płynów tak istotnych w przypadku chorób. Takie produkty zażyte w odpowiednim momencie infekcji pomagają w skróceniu okresu chorobowego.

Ból gardła i objawy z nim związane takie jak pieczenie, drapanie czy nieprzyjemne uczucie podczas przełykania szczególnie doskwierają najmłodszym. Rodzice, chcąc ułatwić dzieciom proces leczenia, wybierają często pastylki lecznicze, które są dla nich przyjemne w smaku. Oprócz swoich walorów smakowych, zawierają skuteczne substancje lecznicze i przeciwbólowe, m.in. chlorowodorek lidokainy, substancję o działaniu znieczulającym, która wpływa na poprawę samopoczucia dziecka. Warto skorzystać z nich w razie infekcji, ale równocześnie zadbać o to, żeby nie przekroczyć dawek dziennych poszczególnych substancji.

– Przeziębienie, zapalenie gardła czy angina to infekcje, na które jesteśmy wszyscy narażeni przez całe życie. Kluczowe znaczenie ma jednak świadomy dobór preparatów leczniczych. Warto pamiętać, że na rynku dostępne są różne środki i różne kategorie produktów. Wśród nich istotną półkę stanowią leki OTC, czyli sprzedawane bez recepty preparaty, których jakość i bezpieczeństwo gwarantują zastosowane w procesie produkcyjnym restrykcyjne normy wytwarzania. Wybierając odpowiednie rozwiązanie dla siebie, warto skorzystać z konsultacji z farmaceutą, a w przypadku przedłużających się objawów zgłosić się do lekarza. – podkreśla Olga Drozdowicz, Senior Brand Manager Kategorii Gardło w STADA Poland.

Żródło informacji: MSL Group

Sezon jesienno-zimowy sprzyja wzrostowi zachorowań, a leczenie różnych grup wiekowych, od dzieci po seniorów, często wymaga zastosowania antybiotyków. Z okazji Światowego Tygodnia Wiedzy o Antybiotykach, przypadającego w dniach 18-24 listopada, dr n. farm. Katarzyna Molęda-Krawiec, dyrektor ds. farmacji, Grupa American Heart of Poland, mówi o zagrożeniach wynikających z niewłaściwego stosowania antybiotyków oraz przypomina o konieczności świadomego i odpowiedzialnego korzystania z tych leków.
– Antybiotykami nie leczymy grypy, przeziębienia czy COVID-19, ponieważ to choroby wirusowe. Nieuzasadniona, samodzielna, często nadużywana antybiotykoterapia powoduje, że bakterie stają się odporne na leczenie, czego efektem jest antybiotykoodporność, która jest zagrożeniem dla zdrowia każdego z nas – wyjaśnia Katarzyna Molęda-Krawiec.
Nie wszystkie antybiotyki działają na wszystkie bakterie

– Jeśli antybiotyk nie eliminuje albo nie hamuje namnażania się bakterii, to oznacza, że dany szczep jest oporny. Oporność może być naturalna lub nabyta. Przyczyną nabywania oporności jest między innymi nadużywanie antybiotyków oraz chemioterapeutyków, jak również ich niewłaściwe stosowanie – ostrzega farmaceuta.
Nadmierne lub niewłaściwe stosowanie antybiotyków to jeden z głównych czynników odpowiadających za wzrost antybiotykoodporności.

– W wyniku lekooporności antybiotyki i inne leki przeciwdrobnoustrojowe stają się nieskuteczne, a infekcje są trudniejsze lub nawet niemożliwe do wyleczenia. Należy zachować stałe godziny przyjmowania leku, przestrzegać zalecanego czasu terapii wskazanego przez lekarza (3, 7 czy 10 dni). Antybiotyk popijamy niegazowaną wodą – łączenie leku z sokami owocowymi (lub np. napojami mlecznymi) może wpłynąć na wystąpienie skutków ubocznych oraz zmniejszyć jego wchłanianie. W czasie antybiotykoterapii zależy zachować ostrożność w stosowaniu preparatów żelaza, wapnia oraz leków stosowanych w nadkwaśności żołądka – zwraca uwagę Katarzyna Molęda-Krawiec.
W czasie przyjmowania antybiotyków nie należy spożywać alkoholu
– Wpływa to na skuteczność działania leku i zwiększa ryzyko skutków ubocznych. Antybiotyk w połączeniu z alkoholem może być przyczyną m.in. wzrostu ciśnienia tętniczego, przyspieszenia akcji serca, duszności, nudności oraz wymiotów – mówi ekspert.

Podstawowe zasady racjonalnej antybiotykoterapii

– Zażywaj antybiotyk wyłącznie z przepisu lekarza, zgodnie z zalecanym dawkowaniem. Należy również poinformować lekarza o przyjmowaniu innych preparatów leczniczych, również tych ziołowych. Nawet jeśli zauważysz poprawę stanu zdrowia, powinieneś dokończyć antybiotykoterapię. Nie stosujmy antybiotyków z poprzedniej kuracji – informuje Katarzyna Molęda-Krawiec.
Właściwa profilaktyka antybiotykowa w placówkach szpitalnych
– W szpitalnictwie fundamentalne dla poprawy zwiększenia bezpieczeństwa antybiotykoterapii pacjentów jest monitorowanie oporności na antybiotyki – analizy dostarczają pożytecznych informacji w zakresie terapii empirycznej antybiotykowej u ciężko chorych pacjentów. Właściwa profilaktyka antybiotykowa w oddziałach zabiegowych wiąże się z niższym ryzykiem zakażeń ran pooperacyjnych oraz niższym ryzykiem pojawienia się bakterii opornych na antybiotyki. Pobieranie próbek mikrobiologicznych przed rozpoczęciem empirycznej terapii antybiotykowej, monitorowanie wyników posiewów oraz uaktualnianie leczenia antybiotykami w oparciu o wyniki badań, które stanowią czynniki zmniejszające nadmierne i niewłaściwe stosowanie antybiotyków – wyjaśnia doktor farmacji.
Antybiotykooporność jest nazywana przez lekarzy i naukowców „cichą pandemią XXI wieku”. Na podstawie raportu przygotowanego na zlecenie brytyjskiego rządu, którego publikację poprzedziły dwuletnie badania pod przewodnictwem ekonomisty, Sir Jima O’Neilla prognozuje się, że w 2050 r. liczba zgonów z powodu oporności na antybiotyki może sięgnąć 10 mln rocznie. Natomiast Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uznała oporność na środki przeciwdrobnoustrojowe za jeden z 10 największych globalnych zagrożeń zdrowia publicznego, przed którymi stoi ludzkość.

Źródło informacji: American Heart of poland

W listopadzie obchodzony jest Światowy Tydzień Wiedzy o Antybiotykach, ustanowiony przez WHO w celu zwrócenia uwagi na rosnący problem globalnej oporności na środki przeciwdrobnoustrojowe i zachęcenia do przeciwdziałania temu zjawisku, między innymi dzięki zmianom systemowym. Z tej okazji polscy eksperci wypracowali rekomendacje, które są ważnym głosem w tym obszarze.

Według WHO problem antybiotykooporności stanowi realne zagrożenie dla ludzkości, a pandemia COVID-19 jeszcze bardziej spotęgowała to zjawisko. Jak wynika z danych opublikowanych w czasopiśmie „Lancet” w 2019 r. na świecie zmarło 4,95 mln pacjentów z powodu zakażeń wywołanych przez bakterie oporne na antybiotyki, z tego 1,27 mln przez bakterie oporne na wszystkie dostępne antybiotyki. Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że jeśli nie zostaną podjęte konkretne działania, do 2050 roku na całym świecie roczna liczba zgonów wywołanych antybiotykoopornością może wynieść nawet 10 milionów.


Niepokojące statystyki

Zanim świat poznał antybiotyki ludzie umierali z powodu zakażeń bakteryjnych, takich jak zapalenie płuc lub infekcje po zabiegach chirurgicznych. Wraz z rozwojem ery antybiotyków zaczęły pojawiać się bakterie oporne na ich działanie, z początku nie stanowiło to aż tak poważnego problemu. Jednak w związku z nadużywaniem antybiotyków, bakterie wypracowały odpowiednie mechanizmy do walki z nimi.

„Dziś problem antybiotykooporności jest poważnym zagrożeniem dla zdrowia publicznego stale rosnącym w związku z nadużywaniem i niewłaściwym stosowaniem antybiotyków, między innymi w ambulatoriach, szpitalach, weterynarii, rolnictwie” – mówi dr hab. Anna Staniszewska, prezes Fundacji Obywatele Zdrowo Zaangażowani i adiunkt z Katedry i Zakładu Farmakologii Doświadczalnej i Klinicznej WUM.

Skuteczną walkę z antybiotykoopornością i nadużywaniem antybiotyków uniemożliwia brak wiarygodnych i aktualnych danych. Te z 2019 roku pokazują jednak, że liczba zgonów w naszym kraju spowodowanych zakażeniami wywołanymi przez bakterie oporne na antybiotyki jest większa niż tych z powodu m.in. zaburzeń neurologicznych, cukrzycy, chorób układu trawiennego, chorób nerek, gruźlicy czy przewlekłych chorób układu oddechowego. W tym samym roku w Polsce odnotowano 5 600 zgonów bezpośrednio związanych z opornością na antybiotyki i 24 100 zgonów pośrednio związanych z tym zjawiskiem[2].


Koszty ekonomiczne i społeczne

Według profesora Marcina Czecha z Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego przeciętne zużycie antybiotyków w Polsce jest większe niż średnia europejska.

„Ma to swoje konsekwencje ekonomiczne, w postaci ponoszenia nieuzasadnionych kosztów niepotrzebnej farmakoterapii, złego doboru antybiotyków czy przedłużającej się hospitalizacji, co z kolei przekłada się na koszty zwolnień lekarskich. W Unii Europejskiej przeznacza się około 1,5 mld euro na koszty związane z niewłaściwą antybiotykoterapią, z kolei w USA jest to 20 mld dolarów” – mówi profesor Marcin Czech z Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego i wskazuje na działania, które należałoby rozpocząć natychmiast, by skutecznie walczyć ze zjawiskiem antybiotykooporności. Wymienia wśród nich: edukację od najmłodszych lat (aby zwiększyć świadomość na temat antybiotykooporności), gromadzenie danych na temat zużycia antybiotyków, zmniejszanie liczby zakażeń poprzez odpowiednie zasady sanitarne (szczególnie w POZ) oraz racjonalizację stosowania antybiotyków w medycynie i weterynarii.

Długa lista zagrożeń

Dużym wyzwaniem dla epidemiologów, mikrobiologów czy wirusologów są migracje na terenie całej Europy związane z sytuacją polityczną. W związku z napływem uchodźców z Ukrainy, najczęściej nieszczepionych, powracają do Polski choroby niemal już zapomniane. Na to wszystko nakłada się kwestia nadużywania antybiotyków (przypisywanie leków na zapas) oraz niechęć do szczepień. Wspólnym elementem obu zjawisk jest brak zaufania społeczeństwa do ochrony zdrowia i nadmierne samoleczenie tym, „co zostało w domu po poprzednich chorobach”.

Osobną kwestią są szpitalne zespoły ds. zakażeń szpitalnych, których personel powinien mieć decydujący wpływ na to, jak w danej placówce uregulowane i egzekwowane są wytyczne dotyczące podaży antybiotyków.


Rekomendacje środowiska

Problem antybiotykooporności był szeroko dyskutowany podczas okrągłego stołu zatytułowanego „Antybiotykooporność 2023 – i co dalej?”, który odbył się w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Wzięli w nim udział: prof. Ewa Augustynowicz-Kopeć, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Mikrobiolog prof. Aneta Nitsch-Osuch, kierownik Zakładu Medycyny Społecznej i Zdrowia Publicznego WUM, prof. Dagmara Mirowska-Guzel, Kierownik Katedry i Zakładu Farmakologii Doświadczalnej i Klinicznej WUM, prof. Justyna Kowalska z Kliniki Chorób Zakaźnych dlaDorosłych WUM, prof. Marcin Czech, prezes Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego, dr hab. Ernest Kuchar z Polskiego Towarzystwa Wakcynologii, dr Iwona Korzeniewska-Rybicka z Katedry i Zakładu Farmakologii Doświadczalnej i Klinicznej WUM, dr hab. Daniel Szulczyk z Katedry i Zakładu Biochemii WUM i lek. Artur Prusaczyk, członek Rady Naukowej IFIC Polska. Celem debaty eksperckiej było omówienie aktualnej sytuacji, wyzwań oraz kierunków zmian systemowych, które mają pomóc w walce z antybiotykoopornością. Uczestnicy dyskusji zgodzili się, że działania należy podjąć w trybie pilnym i że powinny one być na bieżąco aktualizowane. Wskazywali ponadto na: potrzebę stworzenia odpowiednich baz danych, które będą monitorować zużycie antybiotyków na poziomie POZ, AOS oraz szpitali; wypracowanie jasnych wytycznych, w jakich przypadkach należy wdrożyć antybiotykoterapię, a w jakich nie (opracowanie negatywnej listy rozpoznań); umożliwienie m.in. członkom zespołów kontroli zakażeń szpitalnych posiadania decydującego wpływu na podaż antybiotyków w danej placówce; konieczność stworzenia map epidemiologicznych, którymi będą mogli posługiwać się lekarze rodzinni. Eksperci podkreślali także potrzebę prowadzenia nieustającej kampanii edukacyjnej promującej szczepienia ochronne jako narzędzie walki z antybiotykoopornością.


Konieczność zmian systemowych

Aby walka z antybiotykoopornością była skuteczna, niezbędne jest podjęcie działań na szczeblu centralnym, na przykład w resorcie zdrowia, który powinien m.in. dążyć do wprowadzenia organizacji podaży antybiotyków w podstawowej opiece zdrowotnej. Efektywność wszelkich działań byłaby jeszcze większa, gdyby miały one charakter międzyresortowy (współpraca z Ministerstwem Edukacji i Nauki, Ministerstwem Rolnictwa, Ministerstwem Środowiska).

„Dużym uprawieniem byłoby wprowadzenie Strategii Narodowej/ Narodowego Programu dotyczącego antybiotyków, który byłby stale finansowany – mówi Anna Staniszewska. – Do prac nad nim powinni zostać zaangażowani eksperci z rynku, którzy czuwaliby nad wprowadzeniem odpowiednich zmian w systemie ochrony zdrowia. Dlatego cieszę się, że efektem debaty WUM jest wypracowanie dokumentu, który my jako Fundacja będziemy mogli dostarczyć decydentom. Mam nadzieję, że tym samym uda nam się zainicjować szerszą debatę na ten temat do której będą dołączać kolejne podmioty. Sam dokument nie jest inicjatywą jednorazową, stąd już teraz zapraszam do wspólnej dyskusji”.

Oporność na antybiotyki jest zagrożeniem dla zdrowia i życia. Skuteczność stosowania antybiotyków, a więc możliwość leczenia zakażeń i chorób bakteryjnych zależy od ich rozsądnego ordynowania i zażywania.

Źródło informacji: Fundacja Obywatele Zdrowo Zaangażowani

Zeszłej zimy na rynku europejskim mierzyliśmy się z problemem niedoboru niektórych leków, chociażby antybiotyków. A pandemia i konflikt na Ukrainie uzmysłowiły, jak bardzo ważne jest bezpieczeństwo lekowe, które – zdaniem ekspertów – można postawić na równi z bezpieczeństwem militarnym.
Dlatego też Komisja Europejska pracuje nad pierwszą unijną listą leków krytycznych i rozwiązaniami, by unijny przemysł farmaceutyczny uniezależnił się od dostaw np. substancji czynnych z zewnątrz.

W Komisji Europejskiej w tej chwili trwają prace m.in. nad wytycznymi dotyczącymi przemysłu farmaceutycznego. Wszystko po to, by móc skutecznie przeciwdziałać niedoborom leków o krytycznym znaczeniu i nie dopuścić do sytuacji, że w aptekach zabraknie np. antybiotyków, jak miało to miejsce w niektórych krajach UE (Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji), gdy doszło do nasilenia infekcji w zeszłym sezonie. 

„Braki leków w Europie to jest wielkie zagrożenie. Tak duże, jak zagrożenie militarne czy zagrożenie brakiem dostępu do elektryczności” – zaznaczył w podcaście „Stacja Bruksela” ekspert ds. rynku farmaceutycznego, wiceprezes Krajowych Producentów Leków Grzegorz Rychwalski.
Zwrócił uwagę na to, że produkcja leków równoważnych (generyków) jest w Europie po prostu nieopłacalna, bo się jej nie wspiera. Substancje czynne, czyli to, co faktycznie w leku leczy, sprowadza się głównie z Azji. 

„Europa uzależniła się od dostaw substancji czynnych z Azji. Większość substancji czynnych sprowadzana jest z Chin i Indii. Na początku lat 90. było zupełnie inaczej” – podkreślił ekspert. Wyjaśnił też, że rynek leków dzieli się na ten „pod patentem” – leki drogie, które mają wysokie marże (i tych w Europie nie brakuje) oraz rynek leków podstawowych (generyki), które są tańsze, przez to mniej opłaca się firmom farmaceutycznym je produkować, bo nie ma też wsparcia. Te ostatnie to leki, które są odpowiednikami tych oryginalnych produktów, których ochrona patentowa wygasła. 

Nie tylko pandemia uwypukliła ten problem
Pandemia i konflikt na Ukrainie uświadomiły nam, jak wielkie znaczenie ma niezakłócony dostępu do leków. 
„Pandemia, wojna na Ukrainie pokazały, jak łańcuchy dostaw (produktów medycznych – przyp.red.) mogą być zrywane. Dlatego musimy tę produkcję sprowadzić do Europy” – zaznaczył w podcaście Grzegorz Rychwalski. Jednocześnie zwrócił uwagę w tym kontekście na strategiczną pozycję Polski.

„Ta produkcja u nas jest naprawdę potrzebna (…), byśmy zapewniali bufor bezpieczeństwa przy tej niestabilnej sytuacji politycznej” – podsumował. Ale zaznaczył też, że powinna być ona w miarę równomiernie rozmieszczona w UE.

Jak rozwiązać ten pat?
Komisja Europejska w tej chwili pracuje nad konkretnymi rozwiązaniami, by uniknąć sytuacji niedoboru leków w UE, a także aby – jeśli już wystąpią – mieć możliwość łagodzić sytuację. 

Co konkretnie proponuje? Po pierwsze uruchomienie europejskiego dobrowolnego mechanizmu solidarności, dzięki któremu państwo członkowskie zgłasza zapotrzebowanie na konkretny lek, a inne państwo dostarcza je ze swoich zapasów. Po drugie do końca 2023 roku Komisja ma przygotować unijną listę leków o krytycznym znaczeniu – do kwietnia 2024 roku analizie poddany będzie łańcuch ich dostaw, wskazane konkretne obszary, gdzie potrzebne są dodatkowe środki i działania. Będzie to pewna wskazówka m.in. dla firm farmaceutycznych, jakie leki są priorytetowe dla zdrowia mieszkańców UE. A czym w ogóle są leki o krytycznym znaczeniu?

„Leki uznaje się za leki krytyczne, jeśli są niezbędne do zapewnienia ciągłości opieki i świadczenia wysokiej jakości opieki zdrowotnej oraz zagwarantowanie wysokiego poziomu zdrowia publicznego ochrony w Europie, a także wtedy, gdy ich niedostępność powoduje poważną szkodę lub ryzyko poważne szkody dla pacjentów” – wyjaśniła Komisja Europejska w komunikacie skierowanym m.in. do Parlamentu Europejskiego. 

Ponadto KE chce umożliwić, by kraje członkowskie korzystały z wyłączeń regulacyjnych. Ma to zapewnić terminowy dostęp do leków dla pacjentów. Proponuje się tutaj na przykład wydłużenie trwałości leków lub szybkie zatwierdzanie zamienników leku. Kolejny pomysł to wspólne zamówienia UE na antybiotyki i leki na wirusy układu oddechowego na nadchodzącą zimę. Mowa jest również o zwiększeniu potencjału produkcyjnego Europy. W 2025 roku gotowa ma być również platforma, która pomoże w monitorowaniu zapasów i ewentualnych braków leków. Wśród pomysłów znalazła się też koncepcja stworzenia sojuszu na rzecz leków krytycznych, który miałby zacząć działać od 2024 roku. Wszystko po to, by zdywersyfikować dostawy, stymulować i modernizować produkcję leków o krytycznym znaczeniu.

„Sojusz na rzecz leków krytycznych zajmie się koordynowaniem zamówień publicznych na szczeblu UE” – wyjaśnił Polski Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego w komunikacie prasowym. Ma również zbadać – czytamy dalej – o dywersyfikację światowych łańcuchów dostaw poprzez partnerstwa strategiczne. Dodatkowo powinien wskazać, jak zwiększyć zdolność Europy do produkcji i wprowadzania leków oraz ich składników o krytycznym znaczeniu, a także opracowywać wspólne strategiczne podejście do gromadzenia zapasów leków w UE. Jednocześnie sojusz ma pomóc w wykorzystaniu i dostosowaniu finansowania unijnego i krajowego.
Jak podsumował Krzysztof Kopeć, prezes Krajowych Producentów Leków, widmo braków w aptekach zmusiło Komisję Europejską do intensyfikacji działań. 

„Mamy nadzieję, że zapowiadane wsparcie wytwarzania farmaceutyków na terenie UE, zarówno regulacyjne, jak i unijnymi środkami pomocowymi, przełoży się na trwały dostęp do leków nie tylko zimą” – podkreślił prezes KPL. 
Źródło:
Komunikat KE z dnia 24 października br. w sprawie zapobiegania niedoborom leków
Komunikat prasowy Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego
Podcast „Stacja Bruksela”
Źródło informacji: PAP MediaRoom Serwis Zdrowie
Od 1 września dzieci i młodzież mogą korzystać z bezpłatnych leków, które znajdują się na najnowszej liście refundacyjnej. Są tam też antybiotyki, których użycie wzrośnie najpewniej w najbliższym sezonie infekcyjnym. Specjaliści ostrzegają, by nie traktować tej grupy leków jako panaceum na wszystkie choroby. W gabinecie lekarz ma coraz więcej narzędzi do oceny klinicznej pacjenta. Dowiedz się więcej.
Zasady racjonalnej antybiotykoterapii przypomniała konsultant krajowa w dziedzinie medycyny rodzinnej dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas, prof. Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu. Podczas webinaru przygotowanego przez Polskie Towarzystwo Medycyny Rodzinnej zaznaczyła, że pewnie ze strony niektórych rodziców pojawi się presja, by przepisywać antybiotyki praktycznie przy większości infekcji, skoro są bezpłatne.

„Pamiętajmy, że to na lekarzach spoczywa odpowiedzialność za prawidłowe ordynowanie leków, w tym antybiotyków. Nie włączamy antybiotykoterapii na życzenie pacjenta, w tym przypadku rodziców pacjenta” – podkreśliła specjalistka.

Równocześnie zauważyła, że 90 proc. infekcji górnych dróg oddechowych wywołanych jest przez wirusy, a nie bakterie, więc w zdecydowanej większości przypadków antybiotyk nie jest wskazany.

„Zatem u 90 pacjentów na stu, których przyjmiemy z infekcją nosa, gardła, zatok, tchawicy, oskrzeli, będą to infekcje wirusowe, a zatem u takich pacjentów nie będziemy stosować antybiotyku, bo jak wiadomo antybiotyk nie działa osłonowo, nie zapobiega nadkażeniu bakteryjnemu, wręcz przeciwnie – może mu sprzyjać w sytuacji, gdy zastosujemy go za wcześnie” – wyjaśniła dr Mastalerz-Migas.

Argumenty w rękach lekarza

W tej chwili specjalistom powinno być łatwiej przekonać też pacjenta do tego, że nie potrzebuje antybiotyku, bowiem lekarz oprócz oceny objawów (stanu klinicznego) może w diagnostyce wykorzystać testy, które wskazują na rodzaj infekcji. W tym sezonie ma do dyspozycji narzędzia:

„Te testy wspomagają nas w podejmowaniu decyzji. Pomagają  również w edukacji pacjentów, bo pokazują nijako czarno na białym, że infekcja jest wirusowa” – podkreśliła konsultantka krajowa ds. medycyny rodzinnej.

CRP – szybki test ilościowy

Badanie to jest finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia, gdy pacjent nie ukończył 6 lat. Test pokazuje dokładnie wartość CRP (białko C-reaktywne). Jest to białko ostrej fazy wydzielane wtedy, gdy mamy do czynienia ze stanem zapalnym. Tak naprawdę CRP może być podwyższone zarówno w infekcjach wirusowych, bakteryjnych, jak i w chorobach autoimmunologicznych i nowotworowych.

Niemniej jednak – jak wyjaśniła prof. Mastalerz-Migas – u dzieci występuje stosunkowo niewiele chorób autoimmunologicznych czy  nowotworowych, a więc ryzyko, że wartość CRP jest podwyższona właśnie z powodu tych chorób jest „relatywnie niewielkie”. Zawsze też konieczne jest badanie i ocena stanu klinicznego pacjenta.

„To jest test, który zawsze oczywiście korelujemy ze stanem klinicznym pacjenta, ale jeśli mamy CRP poniżej 10 mg/L to właściwie prawdopodobieństwo, że jest to ostra infekcja bakteryjna jest naprawdę bliskie zeru. Oczywiście może to być bardzo wczesny etap (takiej  infekcji – przyp. red.) i na przykład u części dzieci potrzebna będzie kontrola i ocena dynamiki tego parametru”- podkreśliła ekspertka.

Jednocześnie zaznaczyła, że nie można wykluczyć, że wirus spowoduje także podwyższenie wartości tego białka do kilkudziesięciu jednostek. 

„Także jeśli dziecko ma CRP rzędu 50 mg/L czy 60 mg/L to też nie musi oznaczać, że ma infekcję bakteryjną. Natomiast jeśli CRP przekracza 100 mg/L to prawdopodobieństwo, że jest to infekcja bakteryjna jest dosyć duże. I jeżeli mamy niemowlę z takim wynikiem, to warto rozważyć nawet hospitalizację” – powiedziała prof. Mastalerz-Migas.

Strep-test – do wykrywania anginy

Ekspertka przypomniała, że infekcje gardła są najczęstszą przyczyną błędnie włączanej antybiotykoterapii. Tylko 10 proc . z nich stanowią infekcje bakteryjne, a 90 proc. z nich  wywołuje paciorkowiec A.

„Strep-test jest testem jakościowym, który służy do wykluczenia bądź potwierdzenia etiologii paciorkowcowej. Oczywiście jak każdy test, nie ma stuprocentowej specyficzności i czułości, więc u niektórych pacjentów mogą nam pozostać wątpliwości” – zaznaczyła prof. Mastalerz-Migas.

Podkreśliła, że gdy pacjent przychodzi z infekcją gardła potrzebne jest też określenie w jakim stopniu występują u niego objawy kliniczne. Do tego wykorzystuje się skalę Centrora/McIsaaca i przydziela punkty za określone objawy (zero lub jeden, a za wiek powyżej 45 lat odejmuje jeden punkt). Maksymalnie pacjent może otrzymać 5 punktów.

Do ocenianych objawów należy kolejno: 

Najczęściej dopiero przy czterech punktach można podejrzewać anginę i rozważyć włączenie antybiotyku.

Test combo

Test antygenowy w kierunku grypy/COVID-19/RSV można wykonać przede wszystkim u pacjenta z podejrzeniem infekcji wirusowej i z grupy podwyższonego ryzyka lub u pacjenta, który ma nasilone objawy. W przypadku grypy i COVID-19 można zastosować leczenie objawowe, w przypadku RSV takiego leczenia nie ma. Już sam dodatni wynik testu, czyli wskazanie, że pacjent z dużym prawdopodobieństwem jest zainfekowany konkretnym wirusem wpływa na decyzję o zastosowaniu odpowiedniej terapii.

 „Już sama informacja, że mamy do czynienia z którąś z tych chorób ma istotne znaczenie, bo pacjent będzie się izolował. Powinien dostać takie zalecenie. Po drugie jeśli ma tego rodzaju infekcję wirusową to antybiotyku nie włącza się” – przypomniała lekarka.

Zaznaczyła, że wykonywanie testów nie tylko pozwala postawić trafniejszą diagnozę, ale także jest argumentem w rozmowie z pacjentem, który „domaga się antybiotyku”.

„Testy dają nam potwierdzenie naszych słów. Wypisywanie antybiotyków na wszelki wypadek, na zapas jest działaniem nie tyle niepotrzebnym, co szkodliwym” – podsumowała.

Źródło: Serwis Zdrowie

Jak zapewniał w siedzibie spółki na warszawskim Tarchominie minister Adam Niedzielski, dostęp do leków na poziomie całego kraju pozostaje zapewniony. Jednak dynamiczny wzrost zachorowań na grypę, w połączeniu z bardzo niskim poziomem wyszczepienia na tę chorobę (w tym sezonie niecałe 800 tys.) stawiają olbrzymie wyzwanie przed firmami produkującymi leki. 
Ponad 40 tysięcy zachorowań na grypę dziennie sprawia, że zapasy leków w hurtowniach kurczą się w bezprecedensowym tempie. W tej sytuacji podwojenie produkcji podstawowych preparatów przez Polfę Tarchomin S.A. ma decydujące znaczenie dla utrzymania bezpieczeństwa zdrowotnego Polaków.

Jak zapewniał w siedzibie spółki na warszawskim Tarchominie minister Adam Niedzielski, dostęp do leków na poziomie całego kraju pozostaje zapewniony. Jednak dynamiczny wzrost zachorowań na grypę, w połączeniu z bardzo niskim poziomem wyszczepienia na tę chorobę (w tym sezonie niecałe 800 tys.) stawiają olbrzymie wyzwanie przed firmami produkującymi leki. 

„Jeśli chodzi o antybiotyki, to mamy zapewnienie ze strony Polfy Tarchomin, że zarówno ilość substancji czynnej, jak i linie produkcyjne są przygotowane na to, by zaspokoić rosnący popyt. Spółka dysponuje również podobnym potencjałem w obszarze leków przeciwzapalnych” – przekazał minister Niedzielski.

Zakład jest jednym z najważniejszych producentów iniekcyjnych antybiotyków oraz leków na receptę (Rx), używanych w placówkach medycznych w całym kraju. Jarosław Król, prezes zarządu Polfy Tarchomin S.A. podkreślał, że cała załoga ma pełną świadomość powagi sytuacji: około 900 specjalistów pracuje obecnie w systemie 3-zmianowym, 24 godziny na dobę.

„Nasz zakład jest jednym z filarów bezpieczeństwa farmaceutycznego Polaków. Fakt, że dostęp do leków w Polsce jest dziś pełniejszy niż w większości europejskich krajów, wynika ze strategicznych decyzji, które podjęliśmy jeszcze przed epidemią grypy: nawiązania współpracy z renomowanymi dostawcami z Europy i Ameryki Północnej oraz zgromadzeniu rocznego zapasu substancji potrzebnych do produkcji antybiotyków” – powiedział Jarosław Król. 

Ostatnie lata, naznaczone pandemią czy inwazją Rosji na Ukrainę, z jednej strony wymagały od całego personelu podjęcia ponadprzeciętnego wysiłku, z drugiej jednak – nauczyły go elastyczności i zapobiegliwości. To dlatego czołowy polski producent leków nie jest dziś uzależniony od niepewnych dostaw z Chin czy Indii. 

„Mamy olbrzymie doświadczenie w reagowaniu na kolejne kryzysy i za każdym razem jesteśmy do nich jeszcze lepiej przygotowani. W przypadku aktualnej epidemii grypy postanowiliśmy bez pośredników kontaktować się z Naczelną Radą Aptekarską, która w każdej chwili może poinformować nas o braku danego leku w konkretnej aptece bądź hurtowni, co umożliwia błyskawiczną reakcję i uzupełnienie zapasów” – tłumaczył prezes zarządu Polfy Tarchomin.

Maciej Małecki, sekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych dodał, że szybkie i skuteczne reagowanie spółki na potrzeby lekowe Polaków było możliwe dzięki olbrzymiemu wsparciu Skarbu Państwa. 

„Polfa Tarchomin, dzięki 200-milionowemu dokapitalizowaniu, jest dziś innowacyjną, tętniącą życiem firmą, zatrudniającą wybitnych specjalistów i budującą pozytywny wizerunek naszego kraju na całym świecie. Podziw budzą inwestycje realizowane na warszawskim Tarchominie: pierwsza w Polsce i największa w tej części Europy fabryka leków onkologicznych czy nowoczesna ampułkarnia o mocy produkcyjnej ok. 40 milionów ampułek rocznie” – wskazywał Maciej Małecki. 

Przedstawiciel Ministerstwa Aktywów Państwowych podczas konferencji przypomniał również, że w tym roku spółka świętuje 200-lecie istnienia. Zakład był m.in. pierwszym polskim producentem penicyliny, a do dziś pozostaje dostawcą szeregu preparatów na ponad 30 rynków na całym świecie. 

„Produkcja leków jest jednym ze strategicznych obszarów funkcjonowania każdego państwa, dlatego naszą działalność w pierwszej kolejności traktujemy jako misję. Kochamy pomagać i leczyć oraz wierzymy we własne umiejętności” – deklarował Jarosław Król. 


Źródło: PAP
Foto: PAP/M. Kmieciński (1)

Jak zapewniał w siedzibie spółki na warszawskim Tarchominie minister Adam Niedzielski, dostęp do leków na poziomie całego kraju pozostaje zapewniony. Jednak dynamiczny wzrost zachorowań na grypę, w połączeniu z bardzo niskim poziomem wyszczepienia na tę chorobę (w tym sezonie niecałe 800 tys.) stawiają olbrzymie wyzwanie przed firmami produkującymi leki. 
Ponad 40 tysięcy zachorowań na grypę dziennie sprawia, że zapasy leków w hurtowniach kurczą się w bezprecedensowym tempie. W tej sytuacji podwojenie produkcji podstawowych preparatów przez Polfę Tarchomin S.A. ma decydujące znaczenie dla utrzymania bezpieczeństwa zdrowotnego Polaków.

Jak zapewniał w siedzibie spółki na warszawskim Tarchominie minister Adam Niedzielski, dostęp do leków na poziomie całego kraju pozostaje zapewniony. Jednak dynamiczny wzrost zachorowań na grypę, w połączeniu z bardzo niskim poziomem wyszczepienia na tę chorobę (w tym sezonie niecałe 800 tys.) stawiają olbrzymie wyzwanie przed firmami produkującymi leki. 

„Jeśli chodzi o antybiotyki, to mamy zapewnienie ze strony Polfy Tarchomin, że zarówno ilość substancji czynnej, jak i linie produkcyjne są przygotowane na to, by zaspokoić rosnący popyt. Spółka dysponuje również podobnym potencjałem w obszarze leków przeciwzapalnych” – przekazał minister Niedzielski.

Zakład jest jednym z najważniejszych producentów iniekcyjnych antybiotyków oraz leków na receptę (Rx), używanych w placówkach medycznych w całym kraju. Jarosław Król, prezes zarządu Polfy Tarchomin S.A. podkreślał, że cała załoga ma pełną świadomość powagi sytuacji: około 900 specjalistów pracuje obecnie w systemie 3-zmianowym, 24 godziny na dobę.

„Nasz zakład jest jednym z filarów bezpieczeństwa farmaceutycznego Polaków. Fakt, że dostęp do leków w Polsce jest dziś pełniejszy niż w większości europejskich krajów, wynika ze strategicznych decyzji, które podjęliśmy jeszcze przed epidemią grypy: nawiązania współpracy z renomowanymi dostawcami z Europy i Ameryki Północnej oraz zgromadzeniu rocznego zapasu substancji potrzebnych do produkcji antybiotyków” – powiedział Jarosław Król. 

Ostatnie lata, naznaczone pandemią czy inwazją Rosji na Ukrainę, z jednej strony wymagały od całego personelu podjęcia ponadprzeciętnego wysiłku, z drugiej jednak – nauczyły go elastyczności i zapobiegliwości. To dlatego czołowy polski producent leków nie jest dziś uzależniony od niepewnych dostaw z Chin czy Indii. 

„Mamy olbrzymie doświadczenie w reagowaniu na kolejne kryzysy i za każdym razem jesteśmy do nich jeszcze lepiej przygotowani. W przypadku aktualnej epidemii grypy postanowiliśmy bez pośredników kontaktować się z Naczelną Radą Aptekarską, która w każdej chwili może poinformować nas o braku danego leku w konkretnej aptece bądź hurtowni, co umożliwia błyskawiczną reakcję i uzupełnienie zapasów” – tłumaczył prezes zarządu Polfy Tarchomin.

Maciej Małecki, sekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych dodał, że szybkie i skuteczne reagowanie spółki na potrzeby lekowe Polaków było możliwe dzięki olbrzymiemu wsparciu Skarbu Państwa. 

„Polfa Tarchomin, dzięki 200-milionowemu dokapitalizowaniu, jest dziś innowacyjną, tętniącą życiem firmą, zatrudniającą wybitnych specjalistów i budującą pozytywny wizerunek naszego kraju na całym świecie. Podziw budzą inwestycje realizowane na warszawskim Tarchominie: pierwsza w Polsce i największa w tej części Europy fabryka leków onkologicznych czy nowoczesna ampułkarnia o mocy produkcyjnej ok. 40 milionów ampułek rocznie” – wskazywał Maciej Małecki. 

Przedstawiciel Ministerstwa Aktywów Państwowych podczas konferencji przypomniał również, że w tym roku spółka świętuje 200-lecie istnienia. Zakład był m.in. pierwszym polskim producentem penicyliny, a do dziś pozostaje dostawcą szeregu preparatów na ponad 30 rynków na całym świecie. 

„Produkcja leków jest jednym ze strategicznych obszarów funkcjonowania każdego państwa, dlatego naszą działalność w pierwszej kolejności traktujemy jako misję. Kochamy pomagać i leczyć oraz wierzymy we własne umiejętności” – deklarował Jarosław Król. 


Źródło: PAP
Foto: PAP/M. Kmieciński (1)