Medicalpress
Od 1 października 2024 roku do refundacji wchodzi mepolizumab w ramach programu B.156 „Leczenie chorych z zapaleniem nosa i zatok przynosowych z polipami nosa”. Jest to druga terapia biologiczna w tym programie. W przypadkach chorób o podłożu eozynofilowym terapia daje rezultaty, które przewyższają oczekiwania pacjentów i lekarzy. Po informacji o systemowej refundacji leku, kluczowe dla pacjentów jest jak najszybsze zakontraktowanie świadczeń przez ośrodki, aby nie musieli czekać na leczenie.

Obecność polipów dramatycznie upośledza jakość życia chorego

Towarzyszące chorobie polipy bardzo często są objawem zapalenia o podłożu eozynofilowym i mogą występować również w przebiegu astmy eozynofilowej, eozynofilowej ziarniniakowatość z zapaleniem naczyń (EGPA) oraz w zespole hipereozynofilowym (HES). Dodatkowo u części chorych może pojawić się zespół nietolerancji niesteroidowych leków przeciwzapalnych (NLPZ).

To współistnienie wielu chorób powoduje czasami problemy nie tylko z postawieniem diagnozy, lecz także z wieloma objawami oraz trudnością w ich leczeniu. Agnieszka Kustos choruje od prawie 20 lat na PZZPzPN, której współtowarzyszą: astma eozynofilowa, nietolerancja NLPZ, aspiryny i alergia na pyłki traw. Pacjentka zmagała się z ciągłymi stanami zapalnymi i bólami zatok, utratą węchu, trudnościami w oddychaniu i przede wszystkim z ciągle odrastającymi polipami w nosie.

– Po pierwszej operacji zatok, gdy już po trzech miesiącach okazało się, że muszę mieć drugą operację na polipy, które w tak krótkim czasie znowu odrosły, pojawiło się uczucie bezradność, zarówno u mnie, jak i u lekarzy, którzy się mną zajmowali. Żyłam od jednej do drugiej operacji, pomiędzy przeróżnymi terapiami – opowiada.

Obecność polipów dramatycznie upośledza jakość życia chorego. – Myślę, że największym wyzwaniem i obciążeniem dla pacjentów jest stały rozrost polipów, które trzeba było co pewien czas usuwać. Dla chorych oznacza to wielokrotne zabiegi operacyjne, które są nie tylko bolesne, ale również obarczone ryzykiem powikłań – opowiada Grzegorz Baczewski, członek Rady Fundacji Centrum Walki z Alergią.

Każdy taki zabieg wiąże się z wizytami u lekarza, pobytem w szpitalu oraz absencją w pracy. Oprócz kolejnych interwencji medycznych, leczenie generuje koszty społeczne i systemowe. Pacjenci wymagają szczególnej opieki medycznej przez złożoność objawów choroby.

– Codzienność życia z polipami jest koszmarem. Szczególnie dotkliwe są problemy ze snem spowodowane blokadą nosa. Bardzo niska jakość snu wpływa zaś na codzienne funkcjonowanie, życie rodzinne i zawodowe. Pojawiają się przewlekłe bóle głowy, chroniczne zmęczenie, nierzadko chorzy tracą węch. Wielu z nich zmaga się z problemami psychicznymi i emocjonalnymi. Są zniechęceni i rozczarowani, niespełnieni z powodu trudności w realizacji swoich potrzeb życiowych. Nic dziwnego, że wielu pacjentów zmaga się równocześnie ze stanami depresyjnymi – dodaje Grzegorz Baczewski

Refundacja jest, pacjenci czekają na leczenie                                                    

W ostatnim czasie zaczęły się pojawiać nowe możliwości leczenia chorób, których podłożem jest zapalenie eozynofilowe, jak w przewlekłym zapaleniu zatok z polipami.

W kwietniu tego roku do refundacji wszedł jeden z leków biologicznych, dupilumab. Od października następuje rozszerzenie programu B.156 o kolejny lek biologiczny – mepolizumab, dedykowany chorym z ciężkimi postaciami zapalenia zatok, któremu towarzyszą polipy nosa o podłożu eozynofilowym.

– Są to leki działające na tzw. zapalenie typu 2 (T2), które toczy się w górnych drogach oddechowych. Za jego rozwój przede wszystkim odpowiadają komórki eozynofilowe. T2 leży u podstaw wielu chorób zapalnych: alergicznego nieżytu nosa, astmy oskrzelowej, atopowego zapalenia skóry i właśnie polipów nosa. Pierwsze doświadczenia leczenia polipów za pomocą leków biologicznych wynikło z możliwości leczenia astmy ciężkiej w programie lekowym B.44 „Leczenie chorych z ciężką postacią astmy”. Dzięki temu programowi mamy już kilkuletnie doświadczenia z codziennej praktyki klinicznej, która pokazuje, że przy zastosowaniu leków biologicznych poprawa następuje również w górnych drogach oddechowych, co dotyczy także polipów. Poza tym skuteczność i bezpieczeństwo tych terapii jest udokumentowana szeregiem prac naukowych i badaniami klinicznymi. Na pewno szerszy dostęp do tego leczenia będzie przełomem dla wielu pacjentów – wyjaśnia dr n. med. Magdalena Arcimowicz, specjalista otolaryngolog i alergolog z Katedry i Kliniki Otorynolaryngologii, Chirurgii Głowy i Szyi Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

– Na dziś wydaje się, że jest to najlepszy sposób leczenia, jakiego do tej pory nie było. Leki biologiczne, w tym mepolizumab okazały się strzałem w dziesiątkę, ponieważ w przypadkach chorób o podłożu eozynofilowym daje rezultaty, które przewyższyły oczekiwania pacjentów i lekarzy. Przywraca ich do życia i codziennego funkcjonowania. Pacjenci wracają do normalności – podkreśla Grzegorz Baczewski.

Potwierdza to pacjentka, Agnieszka Kustos: – Po rozpoczęciu leczenia biologicznego poczułam się tak, jakbym wygrała los na loterii. Polipy się cofnęły, zaczęłam mieć bardzo dobrą wydolność płuc, zaczęłam regularnie ćwiczyć, biegać na bieżni i jeździć na rowerze.

Kwestią do rozwiązania jest jednak zapewnienie pacjentom realnej dostępności do terapii. Kolejnym krokiem po ogłoszeniu informacji o refundacji leku jest rozpisanie przez NFZ konkursów na prowadzenie świadczenia i jego zakontraktowanie przez ośrodki medyczne. Do tego czasu pacjenci muszą jednak czekać.

Jak pokazuje przykład jednej z pierwszych terapii biologicznych włączonych do refundacji w leczeniu polipów, czas oczekiwania może się przedłużać.

– Mam długą listę pacjentów, których przy najbardziej restrykcyjnych kryteriach mogłabym włączyć do programu leczenia biologicznego, jednak nie jest on dostępny w woj. mazowieckim. W innych województwach już funkcjonuje, a w naszym regionie nie ma jeszcze żadnego ośrodka, który go realizuje. Przypuszczam, że problem polega również na tym, że został skierowany tylko i wyłącznie do środowiska laryngologicznego. Tymczasem bardzo duże doświadczenie w leczeniu biologicznym mają ośrodki alergologiczne. Mając na uwadze współchorobowość w polipach nosa, jako laryngolog i alergolog uważam, że należałoby wprowadzić wielospecjalistyczne ośrodki leczenia biologicznego, a program nie powinien być dedykowany wyłącznie dla jednej specjalności – opowiada dr Arcimowicz.

– Jeżeli jest informacja, że możliwość leczenia staje się realna, to dla pacjentów jest to światełko w tunelu. Dostajemy wiele pytań od chorych i ich rodzin odnośnie tego, gdzie mogą podjąć leczenie. Na razie wiemy, że są to tylko pojedyncze ośrodki w Polsce, a możliwości są znacznie większe. Wierzymy, że nastąpi przyspieszenie rozpisywania konkursów przez NFZ i ich rozstrzyganie, tym bardziej teraz, gdy są dostępne dwie terapie. Polipy nosa to postępująca i ciężka choroba, wymagająca szybkiego dostępu do terapii, by nie dopuścić do kolejnych zabiegów operacyjnych – podkreśla Grzegorz Baczewski.

– Mimo tych wszystkich obecnie zawirowań związanych z wdrożeniem programu B.156, pragniemy wyrazić naszą wdzięczność Ministerstwu Zdrowia za zauważenie potrzeb pacjentów z polipami nosa i podjęcie pozytywnej decyzji refundacyjnej dla mepolizumabu. Zwracamy się również przy tym do Pani Izabeli Leszczyny, Minister Zdrowia z prośbą o rozpatrzenie postulatów środowiska medycznego, do którego również się dołączamy dotyczącego możliwości leczenia pacjentów z polipami nosa także przez alergologów, którzy mają w tym zakresie olbrzymie doświadczenie, oczywiście przy wsparciu specjalistów laryngologów. Wierzymy, że to rozwiązałoby wiele problemów z leczeniem i opieką nad tymi pacjentami – dodaje.

Źródło: Fundacja Centrum Walki z Alergią

Problemów z leczeniem astmy jest w Polsce kilka. Z 4 milionów osób mających objawy astmy leczy się mniej więcej połowa. Na konferencji przestawiono też dane, zgodnie z którymi w naszym kraju średnio aż siedem lat upływa od wystąpienia pierwszych objawów astmy do diagnozy. Można doprowadzić do rozpoznania znacznie wcześniej, bo średnia europejska w tym zakresie to trzy lata. Bardzo wiele można też poprawić, jeśli chodzi o leczenie. I chodzi tu zarówno o podejście lekarzy, jak i samych pacjentów.
Astma to choroba na całe życie, ale dzięki prawidłowemu leczeniu można z nią dożyć sędziwego wieku, z zachowaniem dobrej jakości życia – mówili eksperci podczas konferencji na temat leczenia tej choroby zorganizowanej z okazji Światowego Dnia Astmy 26 kwietnia w Centrum Prasowym PAP. Zarówno lekarze, jak i pacjenci mają jednak wiele do poprawienia w kontrolowaniu tej choroby.
 

Problemów z leczeniem astmy jest w Polsce kilka. Z 4 milionów osób mających objawy astmy leczy się mniej więcej połowa. Na konferencji przestawiono też dane, zgodnie z którymi w naszym kraju średnio aż siedem lat upływa od wystąpienia pierwszych objawów astmy do diagnozy. Można doprowadzić do rozpoznania znacznie wcześniej, bo średnia europejska w tym zakresie to trzy lata. Bardzo wiele można też poprawić, jeśli chodzi o leczenie. I chodzi tu zarówno o podejście lekarzy, jak i samych pacjentów.

„Prawie połowa pacjentów z astmą – od umiarkowanej do ciężkiej – zmaga się z konsekwencjami braku pełnej kontroli objawów choroby, mimo dostępnych terapii” – powiedziała prof. Karina Jahnz-Różyk, kierowniczka Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii, Alergologii i Immunologii Klinicznej Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie oraz konsultant krajowy w dziedzinie alergologii.

Opcji prawidłowego leczenia jest w Polsce już dużo. Specjaliści podkreślają, że aby poprawić leczenie astmy, konieczna jest edukacja, zarówno całego społeczeństwa, jak i lekarzy oraz samych pacjentów. Ci ostatnio zbyt często nie przestrzegają zaleceń lekarskich.

„Pacjenci szybko tracą motywację. 60 proc. pacjentów, jak tylko zaczną odczuwać poprawę, odstawia część leków” – mówił dr n. med. Piotr Dąbrowiecki z Wojskowego Instytutu Medycznego, przewodniczący Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP.

Podkreślił, że podstawą leczenia astmy jest przyjmowanie wziewnych glikokortykosteroidów, działających miejscowo na stan zapalny w drogach oddechowych. Tymczasem to właśnie one padają najczęściej ofiarą samowolnej decyzji pacjenta o zmianie sposobu leczenia. Zamiast nich pacjenci w razie duszności stosują doraźnie leki rozkurczające oskrzela określane skrótowcem SABA (od angielskiego: short acting beta agonists – krótko działające beta-mimetyki; blokują one krótkotrwale określone receptory na komórkach, co powoduje rozkurcz oskrzeli).

W Polsce – jak wykazał na podstawie przytoczonych badań dr. Dąbrowiecki – pacjenci z astmą nadużywają tych leków, co nie pomaga im w kontroli astmy i prowadzi do pogorszenia stanu zdrowia. Na ile są nadużywane? Okazuje się, że niemal 40 proc. pacjentów realizuje recepty na ponad trzy opakowania tych leków na rok, a 6 proc. – powyżej 12 opakowań rocznie!.

Tymczasem, jak podkreślił doktor, astma kontrolowana to użycie SABA raz- dwa razy w tygodniu, co przekłada się na zużycie tego rodzaju leku w ilości pół jego opakowania na rok.

Jak zaznaczył, częstość stosowania leków doraźnie rozkurczających oskrzela powinna być regularnie monitorowana, ponieważ ich nadużywanie to przesłanka do stwierdzenia niekontrolowanej astmy z poważnymi konsekwencjami dla pacjenta.

„Nadużywanie tych leków grozi śmiercią” – ostrzegał dr Dąbrowiecki.

Być może już niedługo lekarze otrzymają przydatne narzędzie, które pomogłoby w lepszym monitorowaniu używanych przez pacjentów leków. Mówił o nim prof. Maciej Kupczyk – chodzi o taką zmianę w systemie e-Recepty, by lekarz otrzymywał alerty dotyczące realizowanych przez jego pacjenta recept. Mógłby być na przykład ostrzegany, że w danym roku pacjent zrealizował receptę na czwarte już opakowanie leku SABA, co byłoby przesłanką rewizji stosowanej terapii i zwrócenia uwagi pacjenta na zasady prawidłowego leczenia jego choroby.

Innymi lekami, których polscy pacjenci stosują za dużo, są tzw. systemowe sterydy. Nie należy ich – jak podkreślił prof. Piotr Kuna z Uniwersyteckiego Szpitala im. Barlickiego w Łodzi – mylić ze sterydami wziewnymi, które są podstawą leczenia astmy.

„Różnica jest ogromna. Sterydy wziewne działają miejscowo przeciwzapalnie, nie działają na cały organizm. Sterydy podawane doustnie, domięśniowo czy dożylnie mają działanie ogólnoustrojowe. Nie mamy dowodów na to, że sterydy wziewne powodują objawy niepożądane ze strony całego organizmu” – powiedział.

Inaczej jest ze sterydami systemowymi.

„Dziś wiemy, że sterydy systemowe skracają życie” – mówił prof. Kuna.

Polscy pacjenci mają wreszcie dostęp do nowoczesnych terapii lekami biologicznymi, mogą je również przyjmować w domu. Od 1 maja ich sytuacja jeszcze bardziej się poprawi, nie trzeba będzie przerywać terapii po dwóch latach jej stosowania, ponieważ nowe zapisy ministerialne umożliwią kontynuację leczenia tak długo, jak pacjent będzie potrzebował. Dobrych wiadomości w tym zakresie jest więcej, zmienione zostaną kryteria kwalifikacji osób z astmą ciężką do terapii biologicznej, co stworzy szansę na jej stosowanie u większej liczby pacjentów. Leki biologiczne zaś pozwalają na lepsze kontrolowanie astmy ciężkiej.

„Jeśli pacjent uzyskuje dobrą kontrolę choroby, możemy stopniowo obniżać dawkę sterydów systemowych aż do ich całkowitej redukcji” – mówił prof. Kuna.

Dodał, że leczenie biologiczne jest równie bezpieczne, jak placebo, co wykazano w badaniach. Jest też bardzo skuteczne. Jak podał, dane z badania, które zostało wykonane w rzeczywistej praktyce klinicznej, a zatem już po zarejestrowaniu leku, terapia jednym z leków biologicznych, mepolizumabem, doprowadziła do zmniejszenia zaostrzeń astmy o 69 proc., a zaostrzeń wymagających hospitalizacji – o 77 proc. Jednocześnie wykazano niewielkie skutki uboczne stosowania tej terapii.

„Podając leki biologiczne zmniejszamy dawkę sterydów, zmniejszamy liczbę zaostrzeń, poprawiamy czynność płuc i, jeśli popatrzymy w dalszej perspektywie, będziemy wydłużać ludzkie życie. Mamy terapie, które mogą przywracać do normalnego życia i wydłużają życie, takie które mogą być też stosowane w rzadkich chorobach” – mówił prof. Kuna.

Wyjaśnił, że część pacjentów dzięki nowym terapiom wraca z rent do pracy, a terapie te mogą pomóc w leczeniu także innych niż astma chorób, jak na przykład nawracające polipy nosa, zespół hypereozynofilowy czy ziarniakowatość eozynofilowa z zapaleniem naczyń. Wszystkie te choroby, podobnie jak i około 69 proc. ciężkich postaci astmy, mają u podłoża nadmierną produkcję eozynofili (granulocytów kwasochłonnych – składników krwi biorących udział w odpowiedzi układu odpornościowego na zagrożenia). Prawidłowa ich wartość w surowicy krwi u dorosłego to 50-250 na 1 µl. U chorych na astmę jest znacznie wyższa, co prowadzi do szeregu objawów, zaś leki biologiczne zmniejszają ich liczbę.

Prof. Marek Kulus pediatra i alergolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego zwrócił uwagę na specyfikę astmy u dzieci. To właśnie wtedy najczęściej ta choroba się zaczyna i nastręcza problemów z diagnostyką. Musi być różnicowana z mukowiscydozą, problemami wypływającymi z wad wrodzonych układu oddechowego, zaabsorbowaniem przez dziecko ciała obcego do dróg oddechowych. Z innych powodów niż u dorosłych dochodzi najczęściej u dzieci do zaostrzeń astmy – u małych pacjentów są to przede wszystkim infekcje wirusowe (w 80 proc.).

Dr Aleksandra Kucharczyk z Wojskowego Instytutu Medycznego podkreśliła, że astma znacząco wpływa na jakość życia. Przytoczyła wyniki badania przeprowadzonego wśród duńskich i szwedzkich pacjentów, z którego wynika, iż 100 proc. z nich deklaruje, że astma wpływa na ich codzienne funkcjonowanie, 70 proc. – na relacje, 45 proc. – że wpłynęła na wybór ścieżki zawodowej. 100 proc. przyznało, że okresowo odczuwa lęk z powodu swojej choroby.

Jednak dr Piotr Dąbrowiecki podkreśla, że z astmą można bardzo dobrze żyć – bez objawów tej choroby. A mówi to nie tylko jako specjalista, który zna ją z racji swojego zawodu, ale również jako pacjent. Jak przyznał, na astmę choruje od 2. roku życia.

źródło: PAP

Problemów z leczeniem astmy jest w Polsce kilka. Z 4 milionów osób mających objawy astmy leczy się mniej więcej połowa. Na konferencji przestawiono też dane, zgodnie z którymi w naszym kraju średnio aż siedem lat upływa od wystąpienia pierwszych objawów astmy do diagnozy. Można doprowadzić do rozpoznania znacznie wcześniej, bo średnia europejska w tym zakresie to trzy lata. Bardzo wiele można też poprawić, jeśli chodzi o leczenie. I chodzi tu zarówno o podejście lekarzy, jak i samych pacjentów.
Astma to choroba na całe życie, ale dzięki prawidłowemu leczeniu można z nią dożyć sędziwego wieku, z zachowaniem dobrej jakości życia – mówili eksperci podczas konferencji na temat leczenia tej choroby zorganizowanej z okazji Światowego Dnia Astmy 26 kwietnia w Centrum Prasowym PAP. Zarówno lekarze, jak i pacjenci mają jednak wiele do poprawienia w kontrolowaniu tej choroby.
 

Problemów z leczeniem astmy jest w Polsce kilka. Z 4 milionów osób mających objawy astmy leczy się mniej więcej połowa. Na konferencji przestawiono też dane, zgodnie z którymi w naszym kraju średnio aż siedem lat upływa od wystąpienia pierwszych objawów astmy do diagnozy. Można doprowadzić do rozpoznania znacznie wcześniej, bo średnia europejska w tym zakresie to trzy lata. Bardzo wiele można też poprawić, jeśli chodzi o leczenie. I chodzi tu zarówno o podejście lekarzy, jak i samych pacjentów.

„Prawie połowa pacjentów z astmą – od umiarkowanej do ciężkiej – zmaga się z konsekwencjami braku pełnej kontroli objawów choroby, mimo dostępnych terapii” – powiedziała prof. Karina Jahnz-Różyk, kierowniczka Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii, Alergologii i Immunologii Klinicznej Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie oraz konsultant krajowy w dziedzinie alergologii.

Opcji prawidłowego leczenia jest w Polsce już dużo. Specjaliści podkreślają, że aby poprawić leczenie astmy, konieczna jest edukacja, zarówno całego społeczeństwa, jak i lekarzy oraz samych pacjentów. Ci ostatnio zbyt często nie przestrzegają zaleceń lekarskich.

„Pacjenci szybko tracą motywację. 60 proc. pacjentów, jak tylko zaczną odczuwać poprawę, odstawia część leków” – mówił dr n. med. Piotr Dąbrowiecki z Wojskowego Instytutu Medycznego, przewodniczący Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP.

Podkreślił, że podstawą leczenia astmy jest przyjmowanie wziewnych glikokortykosteroidów, działających miejscowo na stan zapalny w drogach oddechowych. Tymczasem to właśnie one padają najczęściej ofiarą samowolnej decyzji pacjenta o zmianie sposobu leczenia. Zamiast nich pacjenci w razie duszności stosują doraźnie leki rozkurczające oskrzela określane skrótowcem SABA (od angielskiego: short acting beta agonists – krótko działające beta-mimetyki; blokują one krótkotrwale określone receptory na komórkach, co powoduje rozkurcz oskrzeli).

W Polsce – jak wykazał na podstawie przytoczonych badań dr. Dąbrowiecki – pacjenci z astmą nadużywają tych leków, co nie pomaga im w kontroli astmy i prowadzi do pogorszenia stanu zdrowia. Na ile są nadużywane? Okazuje się, że niemal 40 proc. pacjentów realizuje recepty na ponad trzy opakowania tych leków na rok, a 6 proc. – powyżej 12 opakowań rocznie!.

Tymczasem, jak podkreślił doktor, astma kontrolowana to użycie SABA raz- dwa razy w tygodniu, co przekłada się na zużycie tego rodzaju leku w ilości pół jego opakowania na rok.

Jak zaznaczył, częstość stosowania leków doraźnie rozkurczających oskrzela powinna być regularnie monitorowana, ponieważ ich nadużywanie to przesłanka do stwierdzenia niekontrolowanej astmy z poważnymi konsekwencjami dla pacjenta.

„Nadużywanie tych leków grozi śmiercią” – ostrzegał dr Dąbrowiecki.

Być może już niedługo lekarze otrzymają przydatne narzędzie, które pomogłoby w lepszym monitorowaniu używanych przez pacjentów leków. Mówił o nim prof. Maciej Kupczyk – chodzi o taką zmianę w systemie e-Recepty, by lekarz otrzymywał alerty dotyczące realizowanych przez jego pacjenta recept. Mógłby być na przykład ostrzegany, że w danym roku pacjent zrealizował receptę na czwarte już opakowanie leku SABA, co byłoby przesłanką rewizji stosowanej terapii i zwrócenia uwagi pacjenta na zasady prawidłowego leczenia jego choroby.

Innymi lekami, których polscy pacjenci stosują za dużo, są tzw. systemowe sterydy. Nie należy ich – jak podkreślił prof. Piotr Kuna z Uniwersyteckiego Szpitala im. Barlickiego w Łodzi – mylić ze sterydami wziewnymi, które są podstawą leczenia astmy.

„Różnica jest ogromna. Sterydy wziewne działają miejscowo przeciwzapalnie, nie działają na cały organizm. Sterydy podawane doustnie, domięśniowo czy dożylnie mają działanie ogólnoustrojowe. Nie mamy dowodów na to, że sterydy wziewne powodują objawy niepożądane ze strony całego organizmu” – powiedział.

Inaczej jest ze sterydami systemowymi.

„Dziś wiemy, że sterydy systemowe skracają życie” – mówił prof. Kuna.

Polscy pacjenci mają wreszcie dostęp do nowoczesnych terapii lekami biologicznymi, mogą je również przyjmować w domu. Od 1 maja ich sytuacja jeszcze bardziej się poprawi, nie trzeba będzie przerywać terapii po dwóch latach jej stosowania, ponieważ nowe zapisy ministerialne umożliwią kontynuację leczenia tak długo, jak pacjent będzie potrzebował. Dobrych wiadomości w tym zakresie jest więcej, zmienione zostaną kryteria kwalifikacji osób z astmą ciężką do terapii biologicznej, co stworzy szansę na jej stosowanie u większej liczby pacjentów. Leki biologiczne zaś pozwalają na lepsze kontrolowanie astmy ciężkiej.

„Jeśli pacjent uzyskuje dobrą kontrolę choroby, możemy stopniowo obniżać dawkę sterydów systemowych aż do ich całkowitej redukcji” – mówił prof. Kuna.

Dodał, że leczenie biologiczne jest równie bezpieczne, jak placebo, co wykazano w badaniach. Jest też bardzo skuteczne. Jak podał, dane z badania, które zostało wykonane w rzeczywistej praktyce klinicznej, a zatem już po zarejestrowaniu leku, terapia jednym z leków biologicznych, mepolizumabem, doprowadziła do zmniejszenia zaostrzeń astmy o 69 proc., a zaostrzeń wymagających hospitalizacji – o 77 proc. Jednocześnie wykazano niewielkie skutki uboczne stosowania tej terapii.

„Podając leki biologiczne zmniejszamy dawkę sterydów, zmniejszamy liczbę zaostrzeń, poprawiamy czynność płuc i, jeśli popatrzymy w dalszej perspektywie, będziemy wydłużać ludzkie życie. Mamy terapie, które mogą przywracać do normalnego życia i wydłużają życie, takie które mogą być też stosowane w rzadkich chorobach” – mówił prof. Kuna.

Wyjaśnił, że część pacjentów dzięki nowym terapiom wraca z rent do pracy, a terapie te mogą pomóc w leczeniu także innych niż astma chorób, jak na przykład nawracające polipy nosa, zespół hypereozynofilowy czy ziarniakowatość eozynofilowa z zapaleniem naczyń. Wszystkie te choroby, podobnie jak i około 69 proc. ciężkich postaci astmy, mają u podłoża nadmierną produkcję eozynofili (granulocytów kwasochłonnych – składników krwi biorących udział w odpowiedzi układu odpornościowego na zagrożenia). Prawidłowa ich wartość w surowicy krwi u dorosłego to 50-250 na 1 µl. U chorych na astmę jest znacznie wyższa, co prowadzi do szeregu objawów, zaś leki biologiczne zmniejszają ich liczbę.

Prof. Marek Kulus pediatra i alergolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego zwrócił uwagę na specyfikę astmy u dzieci. To właśnie wtedy najczęściej ta choroba się zaczyna i nastręcza problemów z diagnostyką. Musi być różnicowana z mukowiscydozą, problemami wypływającymi z wad wrodzonych układu oddechowego, zaabsorbowaniem przez dziecko ciała obcego do dróg oddechowych. Z innych powodów niż u dorosłych dochodzi najczęściej u dzieci do zaostrzeń astmy – u małych pacjentów są to przede wszystkim infekcje wirusowe (w 80 proc.).

Dr Aleksandra Kucharczyk z Wojskowego Instytutu Medycznego podkreśliła, że astma znacząco wpływa na jakość życia. Przytoczyła wyniki badania przeprowadzonego wśród duńskich i szwedzkich pacjentów, z którego wynika, iż 100 proc. z nich deklaruje, że astma wpływa na ich codzienne funkcjonowanie, 70 proc. – na relacje, 45 proc. – że wpłynęła na wybór ścieżki zawodowej. 100 proc. przyznało, że okresowo odczuwa lęk z powodu swojej choroby.

Jednak dr Piotr Dąbrowiecki podkreśla, że z astmą można bardzo dobrze żyć – bez objawów tej choroby. A mówi to nie tylko jako specjalista, który zna ją z racji swojego zawodu, ale również jako pacjent. Jak przyznał, na astmę choruje od 2. roku życia.

źródło: PAP